IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój 7 [Vincent i . . . ]

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Wto Sty 28, 2014 8:32 pm

[ B U D O W A ]

_________________


Ostatnio zmieniony przez Vincent dnia Pon Lis 10, 2014 4:33 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Wto Sty 28, 2014 9:10 pm

Przez drogę zadawał kilka pytań, ale był tylko zbywany mruknięciami więc w końcu dał sobie spokój. Ze stołówki wzięli gorącą czekoladę i Pan Star zaprowadził go do swojego pokoju.
- Mieszkasz niedaleko mnie! Mój pokój to dziesiątka! Mieszkasz sam? Ja niestety tak... Chciałbym mieć współlokatora, ale może jeszcze mi kogoś przydzielą - Powiedział.
Co prawda, spędził dopiero jedną noc w swoim pokoju, jednak czuł się trochę samotny. Do tej pory był otoczony kochającą rodziną, a teraz znalazł się w obcym miejscu. Z resztą na własne życzenie. Westchnął, po czym się uśmiechnął. Przynajmniej miał dwóch nowych kolegów blisko siebie.
- Zajmujesz się czymś jeszcze oprócz muzyki i aktorstwa? - Upił łyk czekolady.
Uśmiechnął się nad kubkiem. Uwielbiał słodycze. Napił się jeszcze raz i nawet nie zauważył, że zostały mu brązowe wąsy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Sty 29, 2014 11:29 am

Przez całą drogę, od stołówki do pokoju milczał. Usta miał zatkane gorącą czekoladą i za nic w świecie nie miał zamiaru zmienić stanu rzeczy. Zarejestrował brak cieczy, gdy tylko weszli do pomieszczenia. Z westchnięciem odstawił pusty, plastikowy kubek na biurko, zrzucając płaszcz na ziemię, jakby był zwykłą szmatą, a nie czymś niewątpliwie kosztownym. Uniósł wzrok ku suficie, słysząc kolejne słowa. Z pewnością blondyn był gadatliwy.
- Mieszkam z kimś - mruknął krótko, nie zamierzając podać szczegółów. Bo po co? - Zdecydowanie wolałbym mieszkać sam. Wszystko było po mojemu, a ja bardzo lubię swój porządek. Poza tym, współlokator na dłuższą metę jest męczący. - stwierdził tylko, bynajmniej nie pocieszając chłopca, a samemu narzekając.
Tym bardziej współlokator jest kłopotliwy, gdy jednocześnie jest twoim kochankiem.
W gruncie rzeczy, w pokoju nie było syfu, nie licząc porozwalanych ciuchów, które nie zdążyły wrócić do szafki, więc spokojnie mógł zaprosić Arielkę na łóżko; dwie połówki tworzyły jedną całość. Odpalił laptopa, jednocześnie wyciągając swoją płytę z szuflady. Przecież po to tu przyszli.
- Demoralizuję. - odparł na ostatnie pytanie, zerkając do tyłu na chłopca, coby uśmiechnąć się czarująco.
Płyta wylądowała w laptopie. Całe szczęście, że zainwestował w dobre głośniki. Do uszu towarzysza dotarły pierwsze rockowe melodie. To była jedna z delikatniejszych płyt, tworzona w kryzysie emocjonalnym, czyli tekst zdecydowanie był głębszy, chociaż bliżej niezrozumiały, co i tak nie psuło efektu, gdyż Vincent potrafił doskonale operować głosem. Z pewnością, niektóre piosenki były przeznaczone dla konkretnych osób: było o miłości albo wręcz przeciwnie, zupełnej dysharmonii i poczuciu zatracenia.
Odwrócił się do towarzysza. Muzyka nie była na tyle głośna, aby ich zagłuszyć, więc mógł spokojnie powiedzieć:
- Widzisz, Arielko, lubię seks. Jednak to słowo nie mówi tylko o kontakcie fizycznym. Pasja, namiętność i... dosłownie wszystko można przekazać w muzyce. Śmiem twierdzić, że słuchanie i tworzenie muzyki jest wyższą formą stosunku płciowego, jednak nie każdy to czuje.
Trochę ekscentrycznie? Jednak Star - mimo powszechnej opinii - naprawdę kochał to, co robił.
Już teraz można było zauważyć, jak, może nieświadomie, buja biodrami w narzuconym rytmie. Ponownie sięgnął do szuflady, po czym zbliżył się do blondyna, podając mu chusteczki. Taka niechlujność była przynajmniej niekulturalna, zdaniem Vincenta.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Sty 29, 2014 5:31 pm

Usiadł na łóżku, tak jak pokazał mu Pan Star. Patrzył jak krząta się chwilę po pokoju i słuchał odpowiedzi.
- Hmm... Naprawdę współlokatorzy są denerwujący? Ja sądzę że to miłe gdy nie sypiasz sam. - Pan Star jeszcze trochę poszperał i wyciągnął płytę. - Demo...? - Nie skończył.
Z głośników wydobyła się muzyka jakiej jeszcze nigdy nie słyszał. Była szybka i rytmiczna. Łatwo wpadała w ucho. Dopiero po chwili zorientował się że jest też tekst. Skupił się chwilę na nim. Miał naprawdę piękne przesłanie. Było w nim pełno emocji, które bardzo dobrze docierały do blondyna. Tak się skupił na lecącej piosence, że nie zauważył kiedy czarnowłosy się odwrócił. Usłyszał wszystko co tamten powiedział i się zdziwił. Czyżby było inne znaczenie seksu? To co powiedział było głębokie. Czyli to nie jest tylko stosunek fizyczny?
- Nie za bardzo wiem o czym mówisz... O tym jak wygląda seks dowiedziałem się wczoraj... Rei pokazał mi filmik a potem... - Zaczerwienił się. Wspomnienie było bardzo świeże i jeszcze bardziej krępujące. - A..ale spróbuję zrozumieć o co ci chodzi...
Jakoś nie potrafił spojrzeć na chłopaka. Cały zarumieniony siedział na łóżku. Podniósł głowę dopiero w tedy, kiedy przed jego oczami pojawiła się chusteczka. Na początku nie zrozumiał, po co mu ona, ale zorientował się, że musiał się ubrudzić. Często to robił. Trzeba przyznać, Ariel to życiowa ciapa. Wielu rzeczy trzeba go będzie nauczyć... całe szczęście że przyswajanie wiedzy było dla niego łatwe.
Pan Star kołysał się w rytm muzyki, ale wyglądał przy ty oszałamiająco. Zupełnie jakby był do tego stworzony. Był tak naturalny, miał eleganckie ruchy. Całą jego postać przepełniała pasja. Przynajmniej takim go widział blondasek.
- Wow... - Wyrwało mu się nieświadomie.
Zaczerwienił się jeszcze bardziej i spuścił głowę. Czuł się trochę niezręcznie. Ruchy i muzyka czarnowłosego były zbyt... intymne? Tak, to dobre określenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Sty 29, 2014 6:10 pm

"Rei"? "Pokazał"? Vincent uniósł brewkę, ledwie co zainteresowany. Kolejny gej? Doprawdy, w tej szkole aż roiło się od nich. Uśmiechnął się pod nosem, po czym uniósł brewkę, wpatrując się w niego. Matrona zignorowała informacje o tym, że chłopak jest praktycznie czysty. Może i mógłby go bardziej "splamić", ale cholera... Współlokator. W dodatku był w związku.
- Opowiedz mi o nim. Zapewne "Rei" to zdrobnienie? - ciągnął go za język, wcale nie skrępowany.
Trudno powiedzieć, czy pytał ze zwyczajniej uprzejmości, a może miał w tym jakiś cel? Nie oszukujmy się, Star nie był zbyt ufnym człowiekiem, ale widząc to, że ten szczyl tak rumieni się na samo wspomnienie... No kto by nie uwierzył?
Nie miał zamiaru popisywać się przed chłopcem. Przynajmniej wcześniej, dopóty nie wyrwało się z tych niewinnych usteczek dźwięk aprobaty.
Nie mógł powstrzymać zwyczajnej złośliwości - ujął jego szczękę dłonią i uniósł jego twarzyczkę do góry, zmuszając do kontaktu wzrokowego. Uścisk był delikatny, ale też pewny, a może nawet władczy? Matrona spojrzała na niego spod tej czarnej kurtyny rzęs, nawet nie ukrywając swojej arogancji.
- Patrz na mnie. - padł krótki rozkaz. Był zaborczy.
Zaprzestał jakiegokolwiek kontaktu fizycznego, ale ukucnął przed nim. Przygryzł dolną wargę zębami, posyłając mu długie, pełne namiętności spojrzenie, jakby składając jakąś obietnicę. Zanurkował między jego nogami i, wbrew temu, co zapewne myślał już nie tak niewinny nastolatek, sięgnął ręką pod łóżko. Ominął dwie kupki sierści, które spały i zgarnął whiskey, wraz z dwoma szklankami.
No przecież zawsze był bardzo gościnny.
Dał jedno szkiełko blondynowi, nalewając trunku, potem nalewając sobie - już bardziej od serca. Zapewne nastolatek i tego nie znał.
- A teraz powolutku to wypijesz, hm? - puścił mu oczko, samemu upijając łyk procentów.
O cholera.
Jak on za tym tęsknił.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Sty 29, 2014 6:33 pm

Patrzył jak brunet się uśmiecha.
- Tak, to zdrobnienie od Reinera. Poznałem go wczoraj, mieszka pod dwunastką... - Zaczął. w sumie nie wiedział o nim za dużo, ale to mu nie przeszkadzało. - Lubi koty, ma starszą siostrę i mieszkał w Japonii. Jest trochę złośliwy i nie wiem czy świadomie, ale próbuje wszystkich trzymać na dystans. W rzeczywistości jest bardzo miły i pomocny. - Uśmiechnął się na wspomnienie przyjaciela.
Zdziwił się kiedy Pan Star chwycił go za podbródek. Poczuł się malutki i niepewny. Patrzeć na niego? Przecież Ariel już teraz nie mógł oderwać od niego wzroku. Ruchy pełne gracji i elegancji. Poruszał się zwinnie jak kot. Jednocześnie jego gesty były delikatne. Jak on mógł się poruszać z taką tajemniczością? Na pewno był wielką gwiazdą. Z takim spojrzeniem, jakie właśnie rzucił Arielowi, kiedy się zniżył, powaliłby nie jedną osobę. Zastanowił się co robi. Nie miał na tyle rozwiniętej wyobraźni by sobie wymyślać nie wiadomo co. Był niewinny niczym dziecko, a to że raz sobie zwalił, nie znaczy że zaraz zacznie myśleć o seksie, zwłaszcza że go do końca nie rozumiał. Wziął posłusznie kieliszek i z nieufnością popatrzył na jego zawartość. Płyn w środku nie pachniał najlepiej, ale poszedł za radą chłopaka i napił się powoli. Skrzywił się a potem zakrztusił. To było gorzkie! W dodatku paliło go w gardło. Ale mała Arielka nie umie odmawiać, więc napił się znowu. Aż w końcu ogarnęło go dziwne uczucie w nogach, a potem zakręciło mu się w głowie. Na jego twarzy zakwitł rumieniec, trunek coraz bardziej uderzał mu do głowy i coraz bardziej zaczynał smakować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Sty 29, 2014 7:22 pm

- Reiner? Reiner, Reiner... - zaczął przeszukiwać swój dysk twardy - Reiner... Reiner! Ma białe włosy? - zapytał nieznacznie ożywiony, wlepiając swe niebieskie oczęta w te arielkowe.
Owszem, nadal czuł się, jakby miał paść i nie wstać, ale przecież był do tego przyzwyczajony. Póki faktycznie nie utraci przytomności, będzie zachowywał się normalnie - tak go wytrenowali w rodzinnym domu.
Uwielbiał czuć na sobie spojrzenia, tym bardziej, jeśli były one zafascynowane, pożądliwe. Tego drugiego zupełnie od chłopca  nie wyczuwał, tylko to pierwsze, ale to wystarczyło, aby napuszył się jak paw, przedstawiając dumnie swój ogon, idąc metaforą. Niezły sposób na poprawienie humoru, co właśnie uczynił Ariel.
Z rozbawieniem przypatrywał się blondynowi. A więc posmakowało? Oczywiście.  To było drogie, prychnął w myślach. Dopił spokojnie swoją część. Alkohol od razu zaczął go rozgrzewać, sprawiał, że mięśnie się rozluźniały, relaksował się bardzo powoli, bowiem Vincent miał mocną głowę. Natomiast dzieciak (jak widział) ma słabą, przez co dolał mu ostatnią rundkę whiskey. Sobie ponownie nalał od serca, sącząc powoli. Pokonał odległość, dzielącą jego i biurko, podmieniając rockową płytę na coś bardziej zmysłowego (nie starowskiego) i zostawił tam butelkę procentów. Spojrzał z zaciekawieniem na chłopca, obserwując skutki. Uśmiechnął się pod nosem, po czym wyciągnął rękę w jego stronę, zapraszając do tańca. Już poruszał biodrami, zmysłowo i zachęcająco, a jednocześnie leniwie. Nie mogąc się powstrzymać od drobnej prowokacji, ręka swawolnie powędrowała na własne ciało; klatka piersiowa, mostek, brzuch i podbrzusze, unosząc nieznacznie koszulkę.
Wiedział, że chłopiec się tylko bardziej zawstydzi, a Vincent był złośliwą dusza.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Sty 29, 2014 7:49 pm

- Taa... - Wybełkotał. Procenty coraz bardziej mieszały mu w głowie. Niby ogarniał co i jak, jednak czuł się jakby poruszał się we mgle. Zaczęło mu być gorąco w bluzie, więc ją zdjął. Potem napił się z nowo napełnionej kolejki. Dalej siedział zafascynowany brunetem. Szczerze to gapił się na niego jak ciele na malowane wrota. Pan Star swobodnie przechadzał się po pokoju, co było oczywiste, w końcu w nim mieszkał. Muzyka nagle się zmieniła. Stała się spokojniejsza, bardziej zmysłowa. Ogólnie dawała nastrój. Nagle Pan Star się odwrócił i wyciągnął dłoń w stronę blondyna. A ten przez chwilę patrzył się na niego nierozumnie. Po chwili jednak zaskoczył i zrozumiał, że tamten chce z nim zatańczyć. Znał podstawowe tańce, takie jak polonez, mazurek, walc. Umiał też bardziej "egzotyczne" tańce, takie jak, salsa, tango i jeszcze kilka innych. Matka nalegała na znajomość takich rzeczy u swoich dzieci. Przez chwilę przypominał sobie kroki poszczególnych z nich. Mimo że znał je od podstaw to z samym tańcem nie szło mu tak dobrze... Ogólnie ma słabą koordynację ręka-oko-noga. Zaczerwienił się kiedy granatowooki przesunął ręką po swoim ciele. Jakoś go to zawstydziło, choć na pozór nie powinien w ogóle zareagować. Wstał niepewnie, na miękkich nogach. Pomimo tego iż się przytrzymał, to potknął się o coś i poleciał w stronę czarnowłosego. Teraz już był kompletnie czerwony na twarzy.
- Przepraszam - Powiedział, spojrzał w twarz aktora i oblał się jeszcze ciemniejszym szkarłatem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Sty 29, 2014 8:30 pm

Był wielce zadowolony zdobytą informacją. Człowiek z RU gejem? Aż miał ochotę się z nim spotkać i podroczyć. Mruknął z aprobatą, resztę myśli zostawiając dla siebie.
Czekał cierpliwie, aż blondyna zajarzy o co chodzi. Co było oczywiste, potknął się po drodze, jednak ramiona Bożyszcza zaraz pochwyciły ofiarę w swoje sidła. Objął go w talii, jednocześnie wyobrażając sobie reakcję Keitha, jakby zauważył ich w tej pozycji. Parsknął pod nosem, naprawdę rozbawiony. Przecież Arielka nie była w jego typie, ale ten i tak strzeliłby focha. Poza tym, z pewnością nie wytrwałaby zbliżenia z Centem. On lubił bawić się ostrzej.
Pogłaskał krótko po głowie dzieciaka, bujając wciąż bioderkami, narzucając własny rytm.
Jakkolwiek wcześniej bronił się przed kontaktem fizycznym, tak teraz pozwalał chłopcu być blisko siebie, coby trzymał równowagę. Ba, sam go obejmował w pasie, poruszając całym ciałem. Przesunął dłoń na jego kark, gładząc go tam krótko, a drugą dłonią wciąż sączył alkohol. Odchylił głowę do tyłu, przyglądając się zafascynowany suficie. Krążyli leniwie w kółko, a Vincent co rusz dopieszczał biodro, plecy lub kark towarzysza, chociaż sam wyglądał, jakby był co najmniej naćpany. Jakby był zupełnie  w innym świecie, gdzie miał dosłownie na wszystko wyjechane. Liczyło się tutaj i teraz. I whiskey, wciąż podrażniając gardło.
- Arielko... trzymasz się? - mruknął cicho, coby nie zburzyć harmonii powstałej w umyśle, przelaną na ich rzeczywistość.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Sty 29, 2014 8:46 pm

Sapnął cicho, kiedy chłopak przysunął go do siebie. Zaczął się ruszać, a blondyn próbował dotrzymywać mu kroku. Co nie wychodziło mu za dobrze, będąc pod wpływem alkoholu. Nie miał jak go złapać za ręce, bo obie były zajęte, więc zarzucił mu ręce na szyję. Na początku było mu trochę niewygodnie, w końcu obojga dzieliło dziesięć centymetrów. Jednak dość szybko się przyzwyczaił. Wciąż czerwony na buźce, pozwalał się prowadzić. Fakt, faktem jego brat, który jest przedostatni w kolejce, czasami wykorzystywał młodszego do ćwiczeń, jako partnerkę. Ale teraz to było co innego. Zamiast brata był obcy chłopak, przyjacielskie kołysanie się zastąpiono bardziej zmysłowym dotykiem. Ach, właśnie, dotyk. Za pierwszym razem kiedy czarnowłosy dotknął jego karku, musiał zagryźć wargi, by nie wydać dwuznacznego dźwięku. A kiedy ręka delikatnie zjechała po jego kręgosłupie, wywołując przyjemne dreszcze, automatycznie wygiął się w łuk i jęknął cichutko, przysuwając się bliżej chłopaka. Był zaskoczony swoją reakcją. Czyżby plecy też miał tak wrażliwe jak szyję? Nawet najmniejszy dotyk wywoływał falę przyjemności. Zacisnął powieki, przygryzając usta. Pokiwał głową, odpowiadając na pytanie granatowookiego. Wzrokiem poszukał własnej szklanki, do połowy pełnej, a gdy ją znalazł sięgnął i wypił wszystko jednym haustem. Czuł podświadomą potrzebę by jeszcze bardziej się otumanić, bo te dreszcze zaczynały go doprowadzać do szaleństwa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Sty 29, 2014 9:42 pm

Na marne poszły wszelakie próby ukrycia faktów przed Vincentem, bowiem on był aktorem, z czym idzie, że trudno było go oszukać, czy coś zataić. To tak, jakby oszust chciał wykiwać oszusta, jednak to Matrona miała większe doświadczenie. Arielka była dla niego niczym otwarta księga, mimo tych prób panowania nad sobą.
- Nikt ci nie mówił, że ludziom nie służy powstrzymywanie się? Kumulowanie, wybuchy i takie tam... - mruknął pod nosem, chociaż wiedział, że teraz nawet ściana była lepszym słuchaczem od pijanego chłopaka.
Na litość boską, upił się zaledwie...
Szybki rzut na to, co też on wyprawia, co czarnowłosy skomentował wykrzywieniem warg.
No dobrze, dwoma szklaneczkami whiskey.
W pewnym momencie, zaczął mruczeć wraz z melodią, najwidoczniej znając ją na pamięć. Wsunął nos we włosy chłopaka, bezwstydnie wdychając zapach jego szamponu. Całkiem przyjemnie. Zaczął powoli napierać na niego, coby zaczął iść w tył. Nawet temu nie można było odmówić leniwej zmysłowości, wciąż wykonywał jakiś ruch, niby żaden, ale jednak znaczący.
W końcu dotarli do łóżka, na które pchnął niemal bezwładne ciało chłopaka. Wraz z brakiem kontaktu fizycznego, cały Vincent wrócił do swojej normalności. Wyłączył muzykę i laptop. Zmierzył chłopaka uważnym wzrokiem. Niby mógłby go wyrzucić z pokoju, ale przecież to jego fan! Który być może jeszcze o tym nie wie.
- Zamierzasz tutaj leżeć? - zapytał w końcu, częściowo siadając na biurku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Sty 29, 2014 10:01 pm

Zadrżał kiedy Pan Star przybliżył się do niego. Dał się naciskowi chłopaka. I tak w takim stanie by nie mógł się m postawić... W sumie to nawet na trzeźwo trudno mu było mówić "nie".
- No niby Rei coś mówił o tym że to złe, i że nie można patrzeć na innych - Czknął. - Ale ja się wstydzę! - Tak, ten chłopak miał słabą głowę i pierwszy raz pił alkohol... - Pierwszy raz tak dziwnie się czuję... No jeszcze wczoraj, ale to przez ten film!
Jego czerwona twarz wyrażała oburzenie. Na piękny szkarłatny kolor miały wpływ procenty i dość dwuznaczne zbliżenie drugiego chłopaka.
Kiedy pacnął na łóżko, musiał zamknąć oczy, bo zaczęło mu się kręcić w głowie. Przewrócił się na bok, by spojrzeć na bruneta.
- Bardzo fajnie śpiewasz... Zaśpiewasz mi coś teraz? Lubię twój głos... - Może jego wypowiedź nie była zbyt dobrze sklecona, ale czego oczekiwać po nim w takim stanie? - Wygodnie tu...
Położył się na brzuchu i spod przymrużonych powiek obserwował mieszkańca pokoju. Uśmiechnął się powoli i zaczął machać nogami. Przez ruch trochę wróciła mu trzeźwość umysłu, ale tylko troszkę. Po chwili poczuł się samotny, więc usiadł i wyciągnął ręce w stronę piosenkarza.
- Przytul! - Nakazał obruszony. Miał ochotę poczuć bliskość drugiej osoby.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Sty 29, 2014 11:00 pm

Nie skomentował pierwszych słów chłopaka, uznając je zwyczajnie za brednie. Westchnął ciężko, czasem naprawdę żałując, że nie ma słabej głowy. Inaczej już leżałby koło Arielki i sam pieprzyłby od rzeczy. A przecież to było czasem zbawieniem.
- A co chcesz, żebym zaśpiewał? Kołysankę? I nie przyzwyczajaj się, niedługo spieprzasz z pokoju. - prychnął w odpowiedzi, wpatrując się w chłopca z politowaniem.
Wcale nie działały na niego te rumieńce i ogólnie, ta cała słodkość chłopca. Zapewne większość już dawno przeleciałaby go, ale nie panicz Star. Był aktorem, w jednej chwili pokazując gwałtowność, w drugiej potworną samokontrolę, a w tej chwili nie było widać na jego twarzy dosłownie nic. Czysta beznamiętność, wręcz znużenie obecną sytuacją.
Słysząc tę absurdalną prośbę, nawet nie drgnął.
- Czy ja mam na czole wypisane "miś"? Poza tym, zapomniałeś ładnie poprosić, szczeniaczku. - mruknął chłodniej, zaczynając się nieznacznie irytować.
Nie miał zamiaru robić za niańkę, nie miał na to siły ani humoru. A jak Keith zobaczy, że upił chłopaczka, to zapewne znowu strzeli focha, bo podejrzenia i tak dalej. Na co też nie miał siły, więc najlepiej pozbyć się problemu. Z jaką gracją uniósł dłoń, wskazując drzwi.
- Koniec zabawy. - oznajmił krótko, wypraszając gościa. Zważywszy na jego stan upojenia, dopowiedział - Imprezka się skończyła, koledzy wychodzą, rozumiesz. Nie przejmuj się, posprzątam. - mruknął milusio.
Oczywiście, że nie posprząta.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ariel
Swatka
avatar

Liczba postów : 331
Join date : 17/01/2014
Age : 21
Skąd : Anglia

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Sty 29, 2014 11:20 pm

Popatrzył za wskazującą ręką na drzwi. Po następnych słowach, jego czy się zeszkliły.
- Przepraszam! Ja nie chciałem! Po prostu czuję się samotny w nowym miejscu... - Przetarł oczy ręką.
Wszystkie emocje, które kumulowały się w nim od tych kilku dni wybuchły teraz, kiedy chłopak nie miał nad sobą kontroli. Cały strach, zdenerwowanie, niepewność, ból, samotność i tęsknota pokazały się z podwójną siłą.
Objął się ramionami, bo czuł jakby miał się rozpaść. Czuł się źle. Już drugi raz wyganiają go, kiedy tylko zaczął myśleć że złapał z kimś nić porozumienia i ma okazję się zaprzyjaźnić. Pociągnął nosem i wziął głęboki wdech by pozbyć się uciążliwej guli w gardle. Nagle zorientował się co robi, a co najważniejsze u kogo to robi. Otarł szybko twarz bluzą, która leżała obok. Wstał gwałtownie, aż zakręciło mu się w głowie i upadł na kolana.
- J..ja przepraszam! Za ten wybuch... Ja nie wiem co się ze mną dzieje - Zaśmiał się, ale to nie był wesoły chichot.
Zaczynał przejmować kontrolę nad sobą i zrobiło mu się głupio, przed Panem Star'em, że tak się popłakał. Wstał, podpierając się o łóżko, o twarzy koloru purpury. Nie patrzył na bruneta. Sięgnął po ubranie i odwrócił się tyłem.
- Rzeczywiście już pójdę... Dobranoc...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Czw Sty 30, 2014 1:30 pm

Głośny, irytujący, głośny... - pomyślała zmęczona dusza, która nie chciała już niczego innego, oprócz wpełznięcia pod kołderkę, coby zasnąć na wieki wieków...
Albo chociaż do szesnastej dnia następnego.
Uniósł wysoko brew, widząc nagłą rozpacz przed sobą. To tak mu zajechało jego byłym, że miał ochotę przetrzeć twarz dłonią... co w końcu zrobił. Spojrzał zza palców na chłopczynę, a w jego postawie nie było krzty współczucia, czy troski. Czasem zachowywał się, jak ktoś zupełnie pozbawiony empatii.
Ponownie zanurkował dłonią w szufladzie biurka, wyciągając zeszyt wraz z długopisem. Wyrwał kartkę, po czym zapisał krótką wiadomość:

    19:30, klub muzyków.
    V.S

- Tylko nie mów nikomu, że byłeś u mnie. - powiedział niemal łagodnie, nim nie chwycił go za ramię, wsunął karteczkę w kieszeń spodni chłopca i poprowadził do drzwi.  Otworzył je, jak prawdziwy dżentelmen i już Arielka znalazła się za nimi i już mniej kulturalnie, zatrzasnął je za chłopcem. Najwidoczniej panicz Star uznał, że poza jego terytorium, los blondyna już w ogóle nie powinien go interesować.
Zamknął drzwi na klucz, po czym odwrócił się na pięcie i poszedł spać w ubraniach.
Następnego dnia udał się w umówione miejsce.

[z/t] x2

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Mar 05, 2014 10:08 pm

Zaniesienie Vincenta do ich pokoju nie było dla Keitha tak ciężkie, jak dla sporej części społeczeństwa szkolnego, ale nie uczestniczył on przecież w żadnych intensywnych szkoleniach ćwiczeniowych, dlatego gdy dotarł na miejsce, czuł że ręce już porządnie zaczęły go boleć. W pierwszym odruchu chciał po prostu rzucić kochanka na łóżko i zniknąć w łazience, ale zaraz jego książęca część osobowości objęła stery i zmusiła do tych kilku dodatkowych kroków w stronę wanny. A skoro już tak się wysilił, to nie wrzucił do niej bezwładnie Vincenta, tylko schylił się i delikatnie umieścił jego obolałe ciało. Z jednej strony czuł się w tym momencie paskudnie. Znowu służył temu cholernemu sadyście. Znowu robił dla niego wszystko, żeby tylko... Żeby tylko co? Wybaczył mu? Co miał mu do wybaczenia? Sam go uwiódł, sam prowokował, nie protestował, a potem po prostu zrobił mu krzywdę. Pieprzony, niewyżyty, humorzasty gwiazdor.
Nie rozebrał go już. Nie kolejny raz. Szczególnie, że naprawdę, na samą myśl o dotyku jego nagiego ciała wszystko w nim drżało z niechęci. Po prostu wsadził korek do wanny i włączył strumień gorącej wody. Oczywiście, jak już pełnił wszystkie posługi książęce, to ustawił zaraz idealną temperaturę, a potem złapał kochanka za głowę i przeczesał palcami jego włosy, szukając krwawiącego miejsca. Znalazł ranę. Na szczęście była powierzchowna. Owszem, przez jakiś czas będzie go tam bolało, oraz gdy się zadrapie, zejdzie strupek i znowu będzie krwawić, ale nie było to nic śmiertelnego. Bo, oczywiście, inaczej miałby duże wyrzuty sumienia. Już czuł się paskudnie ze świadomością, że zranił swojego faceta. On. Kurwa! Co za parszywa ironia losu. To ktoś inny powinien się zamartwiać.
Ale oczywiście nie miał co liczyć na taką łaskawość ze strony paniczyka Star. W końcu zrobił to z premedytacją, jakakolwiek przyczyna by tego nie była.
Odsunął się i tylko położył ręcznik na brzegu wanny, żeby Vincent (jak już się rozbierze) miał co na siebie założyć. A potem wyszedł, szybkim krokiem, rozmasowując obolałe ramiona. Noszenie chłopaka nie było najlepszym pomysłem... Ale przynajmniej najszybszym w wykonaniu. Oszczędziło im niepotrzebnych rozmów i nerwów. Czuł się i tak wystarczająco źle. Usiadł na łóżku i schował twarz w dłoniach, sycząc cicho, gdy poczuł ból tak zwanych czterech liter. Aż go coś ścisnęło w środku. JEGO facet zrobił mu krzywdę. Wiedział, jak cholernie on nie lubił być raniony w ten sposób, jak bardzo nie cierpiał, jak się chociażby wbiło paznokcie w jego tyłek... A przecież zawsze starał się dać mu tylko przyjemność.
Najchętniej sam by się zatopił w gorącej wodzie, niestety nie miał takiej możliwości, bo mieli tylko jedną wannę. A przy Vincencie rozbierać się nie zamierzał. Zamiast tego zdecydował się wziąć dwa ręczniki z łazienki, jeden całkiem zmoczyć i się nim przemyć, a drugim wysuszyć. Jak pomyślał, tak zrobił, nie obdarzając minimalnym nawet spojrzeniem kochanka. Poczuł się trochę lepiej, gdy został względnie oczyszczony z potu. Szczególnie ważne było umycie tatuażu i wymienienie opatrunku, co bez lustra zajęło mu, dłuższą niż zazwyczaj, chwilę. Przebrał się w nowe ciuchy, a swoje aktualne i ręczniki wrzucił do pralki, ponownie włażąc do pomieszczenia, gdzie znajdował się jego partner, ale wciąż kompletnie nie zwracając na niego uwagi. A potem wrócił na ich połączone ze sobą łóżka i usiadł po turecku, oparty o poduszkę, wciąż widocznie nastroszony i nieufny. Odruchowo nawet przygładził swoje włosy, ale to niewiele dało. Widać było, że coś się stało i bez naprawdę porządnego wytłumaczenia nie machnie na to ręką i nie powie "nic mi nie jest".
Nie był nawet pewien, czy znowu tak łatwo uwierzy Vincentowi, że ten "nic mu nie zrobi". Nie pierwszy raz słyszał zapewnienie, że coś się zmieni i nie pierwszy raz zostawał zawiedziony. Prawdę mówiąc, nie wierzył, że ludzie się zmieniają. Pytanie tylko, dlaczego w takim razie zakochał się w Gwieździe i za nic w świecie nie chciał jej stracić?
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Mar 05, 2014 11:11 pm

Nie skomentował żadnej wypowiedzi Keitha, chociaż na pierwszą mimowolnie zareagował obronnym chłodem i bliżej niewzruszoną minką. A miał możliwość dopracowania ją naprawdę wiele razy, więc kamienna maska była niezawodna. Został zaniesiony do pokoju jak księżniczka; przymknął oczy, opierając luźno głowę o tors swojego faceta, nie mając zamiaru znosić zaskoczonych minek uczniów, których mijali. Chciał znaleźć się już u siebie, a potem pójść spać. Był za bardzo zmęczony na takie cyrki. Nie wyrywał się, ani w niczym nie pomagał Marshallowi. Dał się położyć do wanny, nijak reagując na to, że jego ciuchy moczyły się wraz z wodą, która powoli wypełniała wannę. Miał nadzieję, że ten go umyje, jak to zwykle bywało, gdy łaskawie Gwiazda pojawiała się w ich gniazdku... Ale pomylił się. Potem, gdy jego głowa została obmacana, a sam zareagował z sykiem na macanie rany, a następnie... został zupełnie zignorowany i to go ubodło. Jak dla Stara, ten stanowczo przesadzał. Litości, to były tylko dwa palce, sam miał jego dużego chuja w dupie i jakoś nie przeżywał tego AŻ TAK... A może przeżywał? Nieważne i tak był zły.
W dodatku, ten NIC nie wspomniał o zerwaniu.
Swój dość długi czas, który spędził w wannie poświęcił na umycie się, a potem przemyślenie wszystkiego, przy czym jeszcze raz wrócił do swojego poprzedniego związku, z którego powinien wyciągnąć jakieś lekcje... Jednak nic konkretnego nie przyszło mu do głowy. Miałby coś mu kupić na pocieszenie? Za płytkie. Tutaj chodziło o nich, emocjonalnie. Czuł się zraniony, a blondyna zranił naumyślnie. I, och Boże, jak go wszystko napierdalało! A już w szczególności, gdy wstawał z wanny (tak szczerze, aż go zamroczyło). Pulsowanie głowy ograniczyło się do zwykłej migreny, więc Vincent miał nadzieję, że unikną kłótni. Zawinął swoje biodra w ręcznik, wziął szczotkę i wyminął lustro, nie zaszczycając go nawet spojrzeniem - coś przeczuwał, że nie chce siebie widzieć w takim stanie. Gdy tylko przekroczył próg łazienki, jego wzrok powędrował na Keitha. Podszedł do niego, nieziemsko zgrabnie, po czym z równą gracją usiadł obok niego.
Vincenty, czas pokazać się z dojrzałej strony. A nuż go zawstydzę, tak za karę...
Zaraz jego wzrok padł na jego koszulkę. Prowokacja, czy "ot tak, bo była na wyciągnięcie ręki"? Nieważne.
- Keith. Chciałbym z tobą porozmawiać, jak facet z facetem i nie krzycz, bo głowa mnie boli i... tak właściwie wszystko. - zaczął uprzejmie, jeszcze milutko marznąc - Przerabiałem podobne sytuacje z Nathem, a mój sposób na nie to debata. Otóż, ja powiem co mi się nie podobało, a potem ty i to omówimy. Tak więc: dobrze wiesz, że bycie, hm... Pasywem mnie zawstydza. I jestem głośny i byłem napalony i wiesz, że na mnie mocno działasz. A wybrałeś ciche miejsce, jakim jest biblioteka. Poczułem się totalnie nieszanowany, a moja dobroć została perfidnie wykorzystana, mimo że chciałem zrobić ci przyjemnie. W dodatku, naprawdę nie chciałem, żeby ktokolwiek zobaczył mnie w takim stanie. Twoje zachowanie odebrałem za próbę chamstwa, więc odparowałem cios. - zaczął na wstępie, głosem nader stonowanym. Był aktualnie spokojny, a przynajmniej chciał na takiego wyglądać. Pomysł - jak dla niego - wydawał się być dobry, bo czyż nie najlepszym lekarstwem nie jest rozmowa?
Spojrzał na Keitha, po czym nieco zmienił pozycję - znowu sycząc, klnąc i się krzywiąc - wsunął zimne stopy na stópki Keitha, perfidnie kradnąc mu resztki ciepła. Zsunął z siebie ręcznik, rozglądając się po pokoju... A gówno, ten wszystko zdążył posprzątać i nie miał nic na wyciągnięcie ręki! Powstrzymał się przed przewrotem oczami, żeby nie zostać źle zrozumianym.
Dał mu chwilę na przetrawienie, po czym kontynuował:
- Przyznam szczerze, że niezbyt rozumiem pewne uczucia, nie wiem jak odpowiednio reagować. Dobra, dosadniej - jestem zwykłą zwierzyną, ale nic na to nie poradzę. I chciałbym, żebyś wiedział, że nie zrobiłem tego... naumyślnie. No dobrze, wtedy zrobiłem! Ale byłem zły... ba, nadal jestem zły. I znając mój temperament i to, że cały ten cholerny czas się powstrzymywałem... To sądzę, że po części zostało to usprawiedliwione. - dokończył płynnie, wlepiając spojrzenie nie w twarz Keitha (litości, rozmawiał o uczuciach, w tym nigdy nie był dobry!), a na koszulkę, albo raczej na napis, nadal zastanawiając się nad celem założenia jej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Czw Mar 06, 2014 4:13 pm

Keith, prawdę mówiąc, wyjątkowo nie miał ochoty na rozmowę. Wszystkie jego myśli krążyły dookoła jednej rzeczy: pójścia spać i zapomnienia o wszystkim. Powoli do jego świadomości zaczęło docierać, że bierze sobie to wszystko za mocno do serca, ale nie był jeszcze zdolny do uporządkowania myśli. I priorytetów, które powinny, lub wcale nie, kierować jego poglądami w tym momencie. Wlepił spojrzenie w wychudzone, blade i poharatane ciałko kochanka, a na usta mimowolnie wpłynął grymas niezadowolenia. Po prostu świetnie. Jeszcze tylko do pełni szczęścia brakowało mu wyrzutów sumienia.
Zmienił częściowo swoją pozycję, tym razem zginając nogi i owijając je dłońmi, wpatrzony w chłopaka i, niechętnie bo niechętnie, ale jednak, wysłuchał jego przemowy. Całej. Po pierwszej części ubodła go szczególnie jedna rzecz - Vincent uznał go za chama. Jego. Księcia. Chyba nigdy wcześniej nie usłyszał czegoś takiego z ust innej osoby, a jeśli nawet, widocznie nie był to ktoś, na kim by mu zależało. Opuścił lekko głowę, ze zniesmaczenia i odrazy przechodząc w lekkie przygnębienie. Oczywiście nie zamierzał tak tego zostawić, ale musiał sobie wszystko poukładać w głowie. Wysłuchał w tym czasie reszty monologu bruneta. Niestety, nie dowiedział się niczego nowego. Gwiazda była szczera i miała absolutną rację: wiedział o tym wszystkim. Przecież nie wziął kota w worku, ba! ich znajomość praktycznie zaczęła się od seksu. Swoją drogą, również i od wizyty w host clubie, więc Vincent nie powinien mieć pretensji o bycie takim miłym dla ludzi, skoro był świadom, na co się decyduje. Tak czy inaczej, Keith nie widział problemu w zrezygnowaniu ze swojego popołudniowego zajęcia, natomiast Gwiazda nie zamierzała iść nikomu na rękę, jak nie sobie.
Co zresztą blondyn wiedział od początku.
Oparł się czołem na kolanach i westchnął ciężko. W co on najlepszego się wpakował i kiedy stało się za późno, by z tego wyjść obronną ręką - ba! - wyjść w jakikolwiek sposób?
- Biblioteka była najbliżej - mruknął z zaskakującą prostotą, podnosząc głowę. - Ciężko mi zrozumieć, że pomyślałeś o mnie jak o chamie. Mogłeś poczuć się niepewnie, gdy cię zostawiłem, ale przecież nigdy nikomu bym nie pozwolił zobaczyć cię w takim stanie. Jesteś w końcu mój, taki wspaniały i seksowny... - mruknął i pokręcił lekko głową. - Nigdy bym cię tak nie zostawił, ani nie wykorzystał twoich słabości przeciwko tobie. - Przeczesał dłonią włosy, tworząc na głowie jeszcze większy nieład. Zamyślił się, na chwilę milknąc i wodząc wzrokiem po pokoju. Co jeszcze powinien powiedzieć? Czuł się zmęczony i nie miał ochoty na wyciąganie na wierzch swoich uczuć, które i tak sprawiały mu silny dyskomfort, szczególnie w piersi.
- Wiesz, co mi się nie podobało. Atak na mnie. Bez ostrzeżenia, bez zawahania, zadanie bólu z czystej zemsty. - Przymknął oczy i położył na chwilę głowę na kolanach. - Nie wydaje mi się to zbyt udanym zachowaniem w związku. - Nic więcej nie miał do powiedzenia. Był przygasły, a zimne stopy kochanka powodowały, że jego ciało zaczęło delikatnie drżeć. Odsunął nogi partnera i się uniósł, przynosząc mu z szafy bokserki, skarpetki, oraz swoją koszulkę. Podał je Starowi (nie rzucił, postępy!) i usiadł znowu obok. Pogłaskał go miękkim ruchem po włosach.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Czw Mar 06, 2014 4:50 pm

Sierota. To było pierwsze co pomyślał, gdy zobaczył Keitha w takim stanie. Denerwowało go to. Sam nie czuł się lepiej, poza tym, czuł się tutaj najbardziej poszkodowany. On wcisnął w niego swojego wielkiego chuja, a sam wsunął w niego tylko dwa palce. Jak na jego oko, to on tutaj powinien się tak zachowywać – ale gdzie tam, był na to za dumny. Odetchnął ciężko, przymykając oczy. Nie miał zamiaru powiedzieć nic obraźliwego, powie to, co chce usłyszeć Marshall i po sprawie. Aż musiał ugryźć się w język, jak ten wspomniał, że nie rozumie, jak jego, Księcia Marshalla można nazwać chamskim! Do diabła, w tej sympatii aż do zrzygania był chamski dla Vincenta, który to wszystko musiał obserwować. Przecież to wiadome, że pełno chłopców już porobiło sobie nadzieję na jego Keitha.
Ugh, prawie ponownie się zdenerwował.
Następne słowa również wysłuchał w milczeniu. Jedynie kiwnął głową, chociaż był daleki od zrozumienia. Teraz Keith czuł ból, a co miał powiedzieć Vincent?
- Postaw się na moim miejscu, zamiast bawić się w egocentryka. Mam dość tego z poprzedniego związku. Nie mam zamiaru ponownie tego samego przeżywać. - zakończył ich dyskusję w sposób chłodny i spokojny.
Przez takie zachowanie znowu czuł, jakby musiał się opiekować jakimś dzieckiem, podczas gdy samemu nie miał wsparcia w blond osobie. Cholera! Że też ponownie musiał się wpakować w takie coś.
To był FACET. Jakby chciał być z babą, to byłby bi. Przetarł dłońmi twarz, po czym grzecznie założył "sprezentowane" ubrania i przeczesał jego włosy palcami, wstając z łóżka. Wyciągnął pościel, zaraz szykując własną połówkę. Przez chwilę debatował, czy ich nie rozsunąć... Ale nie. Kładąc się położył poduszkę na łóżku i odwrócił się plecami do Keitha, zakrywając siebie kołdrą.
- Oboje mamy do siebie uraz, w dodatku nie rozumiemy się. Pomyślę nad tym jutro. Jestem za zmęczony i za bardzo obolały. - powiedział jeszcze głos ze sławnego kokona. - Zostaniesz jutro ze mną? Jak nie będziesz miał focha, bo twoja ofiarna postawa budzi we mnie agresję. - od razu walnął ze szczerości, ale po co to ukrywać? Uwielbiał silne osoby, a te słabe najzwyczajniej w świecie go irytowały. Nigdy nie był typem opiekuna.
- Ach i jak będą dzwonić do mnie z pracy na telefon, możesz powiedzieć, że robię sobie czterodniowy urlop.
Otulił się szczelniej kołdrą. Był zmarznięty.
Zmarszczył brwi.
Nagle odwrócił się w kierunku Keitha (przy czym znowu przeklinał, syczał i jęczał z bólu), po czym wlepił w niego uważne spojrzenie. Przesunął wzrokiem po tym ładnym ciele, a potem zatrzymał go na jego twarzy.
- Pokaż mi ten tatuaż. - to zdecydowanie nie była prośba. - Czyli rozumiem, że ja też mogę robić co chcę? Zrobiłeś sobie tatuaż bez dyskusji ze mną, farbnąłeś włosy bez dyskusji ze mną i... właściwie, wszystko, kurwa, robisz bez rozmowy ze mną. Może sam zacznę tak robić i pokażę ci, jakie to, kurwa, miłe. - zirytowało się Bożyszcze, aż marszcząc lekko nos.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Czw Mar 06, 2014 5:31 pm

Keith może i był słaby, może i był nadmiernie zbabiały i miewał humorki, ale jednego nie dało mu się odmówić: zawsze tkwił przy Vincencie, czekał na jego powrót i gdy mieli kryzys, nie pozwalał na takie zwyczajne rozejście się. Nie pozwalał na żadne rozejście. Potrzebował swojego faceta tak samo, jak ten potrzebował jego. Chociaż, obiektywnie patrząc, kompletnie do siebie nie pasowali. Coś jednak trzymało ich razem. Jakiś chory masochizm, być może.
Otarł się głową o rękę chłopaka, spoglądając na niego z dołu.
- Naprawdę staram się wszystko rozumieć. Byłoby miło, jakbyś to dostrzegł - mruknął, nie używając jednak żadnego słowa, które by oznaczało "i odwdzięczył się". Tego nie oczekiwał po brunecie, nigdy by go nie posądził zresztą o przesadną emocjonalność, czy empatię. Zmarszczył brwi, przez krótką chwilę rozważając, czy to nie było dla niego nawet dobre. To znaczy, nikt nie siedział nad nim, nie głaskał i mówił, jaki to jest biedny, tylko brutalnie przywoływał do rzeczywistości. Dzięki czemu powoli, bo powoli, ale uczył się normalnego zachowania. I nie przejmowania różnymi głupotami.
- Zostanę. W końcu nieczęsto mam cię blisko - mruknął, bez wyrzutu jednak. Prędzej w jego głosie dało się doszukać zadowolonych nutek. Jakby naprawdę się ucieszył, że jednak brunet z nim zostanie, a nie znowu ucieknie do pracy, imprez i całego tego życia, do którego Keith nie miał dostępu. Co czasami go bolało, ale wiedział, że jeszcze bardziej by bolało obserwowanie Vincenta w jego "naturalnym" środowisku. Gdzie musiał odgrywać swoją rolę, wielkiej, szalonej Gwiazdy.
Podczas gdy ta układała się do spania, blondyn wlepił spojrzenie w ścianę, powoli się zbierając. Był zmęczony i dlatego zamierzał dołączyć do kochanka, ale nie był pewien, czy dane jest mu zwyczajne przytulenie się. Możliwe, że Star trafił ponownie w ten "niedotykalski" okres. Spróbować jednak nie zaszkodzi, więc host uniósł się i podwinął drugą kołdrę, a potem... A potem dostrzegł wlepione w niego spojrzenie. Zmarszczył brwi, słuchając jego wypowiedzi. Tym razem mocno mu się nie spodobała.
- Po pierwsze, mówiłem ci, że wrócę do swojego naturalnego koloru i wyraziłeś na to zgodę. Po drugie, mówiłeś tylko, że mam nie farbować włosów i nie przekłuwać ciała, o tatuażu nic nie wspominałeś. I po trzecie, dużo rzeczy robisz bez rozmowy ze mną i nie jest to bynajmniej miłe. - Wycedził krótko i rzeczowo, zakładając ręce na piersi i patrząc z uniesionymi brwiami na chłopaka. Naprawdę bardzo nie miał ochoty słyszeć niepotrzebnych pretensji wobec swojej osoby. Nie zrobił niczego zakazanego.
- A tatuażu nie miałem jak omawiać, bo jak zwykle zniknąłeś bez słowa. Byłem zły i zdecydowałem. - Wzruszył lekko ramionami, nie kryjąc się jednak ze swoimi odczuciami. Starał się tego nie wypominać Vincentowi, ale było to coraz trudniejsze. Nie lubił, gdy jednego dnia miał w łóżku swojego faceta, a drugiego budził się sam, pozostawiony bez słowa wyjaśnienia, czy chociaż sms-a. I większość swojego czasu spędzał w bibliotece, albo na zajęciach, sporadycznie robiąc masaże za psie pieniądze, dla samej praktyki. O kursie mógł zapomnieć, nic nie wskazywało, by w najbliższym czasie znalazł coś, co odpowiadałoby jego potrzebom i finansom.
Czuł się... samotny.
Zszedł z łóżka i obrócił, plecami do chłopaka. Zdjął z siebie koszulkę, a potem ostrożnie zdjął opatrunek, posykując cicho, bo część nie została tak delikatnie owinięta, jak powinna była. Cóż, robił wszystko bez lustra, ciężko oczekiwać niesamowitych efektów. Z tego powodu miejscami miał zaczerwienione ślady, ale całość prezentowała się dość dobrze. Widać jednak było, że ma problem z wygojeniem ran do końca. Tak czy inaczej sam tatuaż prezentował się dobrze. Oczywiście, iście pedalsko, ale szło przeżyć. Przynajmniej nie były to kolorowe motylki, tęcze, ani kucyki pony.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Czw Mar 06, 2014 6:31 pm

- Dobrze, Kei. Przez te cztery dni nie zamierzam wychodzić z akademika. - poinformował grzecznie chłopaka, mrużąc sennie oczy.
Oczywiście, dał mu wybór - zostać, czy też iść na zajęcia przez resztę dni chorobowego. Nie zamierzał naciskać na Marshalla, uznając to za bezsensowne. Już i tak wystarczająco go "wiąże" przez swoją zazdrość - zresztą, ze wzajemnością.
- Kochanie, wrócenie do naturalnego to farbowanie. A zresztą, po prostu nie rób tego więcej. I mam wszystko ci wymienić w punktach, co masz ze mną omawiać? No chyba żartujesz? - uniósł brew, wlepiając w niego świdrująco patrzałki, jakby czekając tylko na moment, gdy ten powie "Żartowałem!". Sądził, że Kei zdaje sobie sprawę z tego, o czym ma porozmawiać z kochankiem, a o czym nie musi. Naprawdę, nieco się zdemotywował. - Jak będziesz mnie zdradzał tylko dlatego, bo jesteś zły, nie zapomnij o gumkach. Przynajmniej HIV'a, czy innego syfa nie złapiesz. - powiedział chamsko, jak to miał w zwyczaju.
Tak, Vincent mógł spokojnie porównać zrobienie tatuażu do zdrady. Ale to było naprawdę śmieszne.
W dodatku, jeśli Marshall czegoś chciał, powinien powiedzieć wprost o tym Starowi, no chyba, że cierpiał na jego syndrom, czyli tryb wysokiego niezadowolenia, ale ni chuja ci nie powie o co ci chodzi. A jeszcze lepiej, gdy mówiło się do niego treściwie, nie mieszając w to lawinę uczuć, które go jedynie wkurzały.
Otaksował jego plecy spojrzeniem, po czym uniósł brew. Nie było to brzydkie, ale też nie w stylu Vincenta - wiadomo, on lubił mroczne rzeczy, a nie esy-floresy, kwiatki, czy chuj wie co jeszcze.
Dłuższą chwilę zawisła między nimi cisza, nim ponownie się nie odezwał:
- Ale z ciebie pedał. - wymruczał wręcz, nie karcąco - raczej zaczepnie, będąc wysoce rozbawiony. W ostatniej chwili powstrzymał się przed zmacaniem tatuaży i czerwonych śladów - Jak będzie cię bolało, to pójdziemy z tym do jakiegoś porządnego tatuażysty, który coś na to zaradzi.  - zdecydował, już z góry zakładając, że ten zwyczajnie nie miał pieniędzy na vipowego artystę.
Po co miał się denerwować, jak dzięki wkurwieniu floresy cudownie nie znikną? Pozostało zadbać mu o JAKIŚ komfort swojego faceta.
Chociaż i tak był zły, bo jego seksy będą mniej seksowe.
Tak, co z tego, że bolała go dupa - wystarczyło trochę odpoczynku, a już myślał o kolejnych igraszkach. Przygryzł aż dolną wargę w uśmiechu, wyobrażając sobie, jak rany przecinają tatuaż, co tworzyłoby - według tego sadysty - prawdziwą sztukę, ociekającą prawdziwym seksapilem.
- Kei. Powtórzmy to. Chcę się z tobą kochać. Chodź do mnie. - kolejny pomruk, teraz znacznie niższy, kuszący. Zsunął ze swojego ciała kołdrę, zaraz wyciągając łapki w stronę Keitha, zachowując się strasznie dziecinnie i lekkomyślnie - ale przecież to był Vincent. Wlepił spojrzenie w sufit, po czym zrobił dzióbek z ust.
- Wiesz co, Kei? Postanowiłem, że od dzisiaj będę dla wszystkich miły. Chodząca, prawdziwa seksowna elegancja. Co ty na to? - wlepił w niego patrzałki z delikatnym uśmiechem.
A jak Vincent chciał, to potrafił!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Czw Mar 06, 2014 8:25 pm

- A mogę z tobą zostać, czy wyganiasz mnie na zajęcia? - mruknął cicho, z jednoznacznie brzmiącym głosem. Pierwsza część wypowiedzi była w dość entuzjastycznym tonie, a druga raczej niechętnym, jakby mówił to, co musiał, ale wcale tak nie myślał.
Wywrócił oczami, gdy usłyszał jego, jakże wesoły, komentarz. Nie zamierzał się powtarzać, że póki co, to on był z ich dwójki wierny. Nie miało to większego sensu, a poza tym, prowokowałoby co najwyżej kolejną, już ostrzejszą kłótnię. Keith naprawdę nie miał na nią ochoty. Czuł się trochę zniechęcony do wszystkiego, ale jednocześnie czuł ulgę. Vincent z nim zostanie. Cztery dni. Czyli nie będzie sam. Będzie mógł po prostu z kimś siedzieć i cieszyć się jego obecnością. Może w końcu uda mu się namówić Vincenta do zjedzenia czegoś, co nie jest czekoladą, kakaem, albo napojem energetycznym. To dopiero byłby sukces! Aż się uśmiechnął na samą myśl. Tekst o zdradzie odszedł w niepamięć. A o co właściwie, precyzyjnie, chodziło chłopakowi? A!
- Dobrze, będę wszystko z tobą uzgadniał - mruknął ugodowo, wcale nie czując się z tego powodu źle. - Ale wtedy oczekuję tego samego. - Pokiwał lekko głową, rzucając kochankowi poważniejsze spojrzenie. Oczywiście, wiedział, że nie doczeka się nigdy ustalania stu procent jego życia. I nie oczekiwał tego, sam nie należał do despotów, a po prostu ludzi, którzy czasami lubią dominować, a czasami wolą zostać całkowicie zniżeni do roli wypinających się pasywów. Oczywiście, bez sadystycznej przesady. Do tego jeszcze Kei nie dorósł.
Roześmiał się, słysząc wymruczane słowa. Zakręcił lekko, kusząco bioderkami, obejmując się dłońmi i zsuwając nimi w dół, aż do ud.
- Naprawdę? - Przedłużył seksowniej samogłoski, wbijając lekko palce w materiał obcisłych spodni, napinając je jeszcze bardziej na swoim tyłku. Humor znacznie mu się polepszył. Na chwilę opadł, gdy usłyszał wspomnienie o tatuażu, bo skoro nawet Vincent na niego zwrócił uwagę, znaczyło to, że jednak coś jest nie tak. Ale zaraz dobre samopoczucie wróciło, gdy usłyszał te słowa. Owszem, był zmęczony, psychicznie i fizycznie, bolały go do tego plecy, ale na takie słowa, wypowiedziane TAK seksownie, przez swojego jedynego i wspaniałego faceta... No chyba nawet kamień by zareagował.
Obrócił się, znowu przodem do Vincenta i uklęknął na łóżku, a potem podpełzł do niego, kręcąc lekko bioderkami. Zamruczał, łącząc ich usta w pocałunku, a potem zmarszczył brwi i zerknął na niego, trochę jak na wariata.
- Miły? Dlatego, że ja miałem przestać? Stanowczo nie jestem za - mruknął, podgryzając jego wargi. Zamruczał głęboko, namiętnie, kładąc dłonie po bokach jego głowy i namiętniej całując. Dopiero co skończyli, a potem się pokłócili, naprawdę nie powinni mieć możliwości (szczególnie fizycznej) na kolejne igraszki... Ale oczywiście żadne z nich nie przejmowało się takimi szczegółami. Jeden nimfoman, drugi na dobrej drodze do uzależnienia się od seksu, oczywistym było, że w łóżku znowu będą się pieprzyć. A słowo "kochać" wkręciło się w brzuch Keitha, czyniąc w nim przyjemne drgania. Przesunął bardziej do siebie partnera, przekładając nogi przez jego bok i ocierając o niego kroczem. Wsunął przy tym dłonie pod jego głowę, dociskając ją do siebie.
- Tęskniłem za twoim głosem w bibliotece. Mów do mnie. Jęcz - zażądał, podwijając jego (a, precyzyjnie mówiąc, swoją) koszulkę i wbijając lekko paznokcie w jego żebra. Uśmiechnął się seksownie, bardzo, bardzo drapieżnie, wgryzając w jego szyję.
- Mam ochotę na coś długiego i intensywnego. Jak nie ruszysz mi pleców, to może być nawet trochę bolesne... - szepnął w jego uszko, przygryzając je delikatnie, a potem ssąc leniwie. Zaraz zachichotał wesoło, gdy dotarło do niego brzmienie tej prośby.
- Chociaż wolałbym, żeby to mój penis się w tobie zagłębił. - Uzupełnił z wesołością.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Pią Mar 07, 2014 4:33 pm

- Jesteś dorosły, zrobisz co zechcesz. - Ewidentnie dał mu wolną rękę, przy czym użył rodzicielskiego tonu głosu. "A niech się chłopiec nacieszy wolnością!"
Tak, Vincent bywał czasem niewiarygodnie łaskawy.
Mruknął zadowolony z uległości kochanka w tej kwestii. Od samego początku uważał to za rzecz oczywistą, ale wybaczy mu to późniejsze oświecenie. Zignorował zupełnie wzrok Keitha, bo owszem, mógł omówić z nim to i tamto, ale prawdopodobnie nie będzie to nawet jedną czwartą - przecież zawsze czuł się niezrozumiany i inny, więc o większości decydował sam.
Ruchy blondyna były zupełnie niepotrzebne, bowiem Star wystarczająco już taksował jego ciałko wzrokiem, a wyobraźnia już dawno widziała te plecki nie tylko we wzrokach, ale też pod sobą, wypięty tyłek... och. Nie zapędzajmy się, drogi panie, skarcił się w myślach. Zaraz jednak pojawiło się w nich słowo "kociak", co idealnie opisywało ruszającego w jego kierunku Keitha, tak seksownie i zgrabnie. Przymknął powieki na pocałunek, po czym uchylił tylko jedną, gdy ten skomentował jego wspaniały pomysł. Wsunął dłoń w blond włosy, dociskając jego głowę do siebie, zaraz dołączając swój język. Pocałunek momentalnie stał się bardziej namiętny. Dopiero, gdy ich usta oddaliły się od siebie, a z pomiędzy jego warg wydobyło się westchnięcie na podrażnienie krocza, odpowiedział:
- Nie przypisuj sobie tej zasługi. Będę elegancki i milutki z własnej woli. - wymruczał, chociaż wiedział, że pewnie Keithowi niezbyt podobała się wizja sympatycznego-Vinca dla wszystkich.
Mruknął nisko, niemal zwierzęco na wgryzienie się w szyję i oblizał wargi, przyglądając się z uśmieszkiem swojemu facetowi. Wlepił spojrzenie w sufit, zastanawiając się nad jego propozycją, po czym wsunął zimne już palce pod koszulkę Kajtusia, z pewnością powodując dreszcze.
- Mnie boli bardziej od ciebie. Na pewno nie chcesz być na dole? - posłał mu uśmieszek namolnego sprzedawcy, puszczając oczko.
Palce zawędrowały na kark partnera, wędrując przez chwilę, nim nie złapał go nagle mocno, dociskając dość agresywnie jego wargi do swoich, od razu wpychając język. Nie miał zamiaru dać się zdominować, no co to, to nie. Chłodne palce powędrowały na umięśniony brzuch (mrr, seksowny...), jedynie drażniąc jego sutka palcem, nim nie złapał go za szyję, nie pozwalając mu od siebie się odsunąć. Na razie nie łapał go za tyłek - nie miał w planach w tej chwili znosić focha Marshalla.
Jego usta podrażnił swoim językiem, uśmiechając się z nutką perfidii. Drugą ręką docisnął jego biodra do własnych, po czym otarł mocno i krótko ich krocza. Mruknął nisko, zadowolony, zaraz rozpinając jego spodnie, po czym nagle złapał jego bieliznę od tyłu, szarpiąc ją. Materiał wbił się między połóweczki blondyna, a Vincent z lubością patrzył na reakcję Keitha. Zaraz dłoń przeniosła się na przód, wsuwając te swoje chłodne paluszki do bokserek, łapiąc jego krocze w lekkim, ale stanowczym uścisku. Jedynie lekko podrażnił penisa krótkim potarciem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Pią Mar 07, 2014 11:21 pm

Skoro chłopak dał mu pełne prawo do własnego wyboru, Keith bez dalszego wahania zdecydował się zostać z ukochanym. W końcu wcześniej uczył się na potęgę, żeby zabić czas, zajmował wszystkim, co było związane z nauką, nauczył się wielu rzeczy do przodu i pozaliczał wszystko, co miał zaległe... Mógł sobie pozwolić na kilka dni wolnego. Z Vincentem. Z jego Vincentem.
Z jego Vincentem, który chciał być miły dla każdego. W momencie, kiedy zabronił wszystkiego Keithowi. Ten, to ma tupet.
- Wątpię, żebyś robił to przeze mnie - mruknął do jego ust. - Przeciwnie, na złość mi, skoro przestałem się spotykać ze społeczeństwem. - Prychnął, gryząc go w wargę mocno. Dalsza zabawa i propozycja nie ruszyła specjalnie jego osoby. Znaczy, nie bardziej, niż czuł się na początku. Miał ochotę na kochanka. W końcu od dłuższego czasu jego fantazje krążyły dookoła wbicia zębów w tyłek bruneta. O niczym innym w tym momencie nie marzył. Już, już zamierzał go obrócić i spełnić swoje pragnienia, gdy został przyciągnięty do namiętnego pocałunku. Zawarczał, częściowo z niezadowolenia, a częściowo z przyjemności i zmusił się do opanowania. A raczej, spróbował, bo zrobił to bezskutecznie. Star był tak seksowny, że nie dało się przejść obok niego obojętnie. A już szczególnie, kiedy dociskał do siebie twoją głowę i penetrował usta. Było to tak przyjemne, że Kei pozwolił sobie nawet na chwilową uległość. Zacisnął dłonie na ramionach kochanka, ocierając się mocniej o niego i odwzajemniając agresywnie pocałunki. Warczał, jęczał, dyszał i gryzł niczym dzika istota. W tym momencie również jego dało się posądzić o bycie zwierzyną, jak to siebie zgrabnie ujął Vincent. Stęknął, lekko unosząc biodra, gdy poczuł wbijanie się bielizny w tyłek, a potem ponownie wydał z siebie dźwięk, gdy chłodne palce zacisnęły się na jego kroczu.
Spojrzał na bruneta, unosząc brew wysoko i wpijając się namiętnie w jego wargi, znowu, kompletnie nie przejęty propozycją. Przynajmniej przez chwilę, bo zaraz złapał go za nadgarstek i otarł się o jego dłoń, jednocześnie przesuwając językiem po jego szczęce.
- Chyba nie skorzystam, kochanie. Za bardzo jestem dzisiaj niewyżyty na pasywność. - Zamruczał z rozbawieniem, gryząc mocniej go w wargi, a potem w szyję. Odsunął przy tym jego dłonie na odpowiednią odległość, by nagle złapać go za koszulę i bokserki i obrócić o dokładnie sto osiemdziesiąt stopni.
- Tak jest znacznie lepiej - mruknął pochwalnie, szarpnięciem zsuwając z niego bieliznę i rozsuwając mu nogi. Jeśli Vincent myślał, że zostanie natychmiast spenetrowany, to był w wielkim błędzie. Kochanek zdecydował się po prostu spełnić swoje fantazje i wbił mocno zęby w jego kształtny pośladek. Blondyn zamruczał jeszcze głośniej, z samą satysfakcją, obejmując go za biodra i gryząc drugą część tyłeczka Vincenta. A potem rozsunął mu mocniej nogi i otarł się nosem o jego rowek.
- To jak, zgodzisz się znowu wylądować na dole? - Pytająco rzucił, liżąc ostrożnie jego wejście, wbijając lekko palce w biodra paniczyka. Seksowny. Przystojny. Rozpalony i taki... Otwarty przed nim. Oj tak, bardzo, bardzo chciał się w nim znowu zagłębić. Szczególnie, że nie wyobrażał sobie zaufania i wypięcia w stronę bruneta. Dopiero co wepchnął w niego na siłę dwa palce! Jak można po czymś takim komuś zaufać?
Odpowiedź jest prosta: nie można. A przynajmniej nie od razu, bo Keith jednak należał do osób, które szybko wybaczały różne rzeczy, szczególnie ludziom bliskim ich sercu. A Vincent był mu bardzo bliski.
- No dalej, będzie ci dobrze... - powiedział niższym, bardziej kuszącym głosem, liżąc go znowu, długim, rozkosznie powolnym pociągnięciem. Aż w jego gardle zawibrował głośny, namiętny pomruk. Przesunął palcami po jego bokach, lekko wbijając je pod kości i drażniąc delikatną skórę paznokciami. A potem, nagle i bez żadnego ostrzeżenia, naparł językiem prosto na dziurkę, wsuwając się do jej wnętrza. Czuł wciąż w niej swój smak, co było dziwne, ale i na swój sposób pociągające. Świadczyło o tym, że Vincent był jego. Chociaż, obiektywnie rzecz biorąc, po kąpieli powinien być czysty i puszysty aż do porzygu. Być może to wyobraźnia go zawodziła.
Zresztą, to było bez znaczenia. Taka myśl była wystarczająco miła dla jego osoby, nie potrzebował racjonalnych dowodów. Obślinił mocno wejście kochanka, a potem naparł na nie palcem wskazującym, lekko go zaginając, żeby od razu wzmocnić doznania i podrażnić niedawno ruszane partie. Jak mu się poszczęści, to trafi bezpośrednio w prostatę.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sob Mar 08, 2014 10:02 am

Syknął, gdy ten ponownie użarł go w usta - wargi na bank nabrały już koloru.
- Zawsze narzekałeś, że jestem niemiły. Co ci się nie podoba w moim pomyśle? - zapytał iście niewinnie, jakby niezadowolony robiąc dzióbek z ust.  
Naprawdę myślał, że ten mu ulegnie przez to, że tak rozkosznie się ocierał, jęczał i wzdychał, więc i Star całował coraz mniej agresywnie, ale wciąż namiętnie. Co jak co, zawsze wierzył w swój dar przekonywania, chociaż zwykle jego sposoby były mało uprzejme. Ponowne zainicjowanie pocałunku przyjął z pomrukiem aprobaty. Mając możliwość, przesunął palcami po penisie, skutecznie go pobudzając - zawsze wiedział, że taka zmiana temperatury tylko podnieca, gdyż i ciało staje się wrażliwsze, podatniejsze na pieszczoty, co perfidnie wykorzystywał. Zmarszczył brwi na gryzienie w szyję, chociaż było to przyjemne, jednak nurtowało go jedno...
- Ile zrobiłeś mi już malinek? - zapytał w końcu, a potem, nagle... Brzuchem dotykał łóżka.
"E?", pomyślał elokwentnie.
Zaraz nieznacznie spanikował, gdy tylko rozsunięto mu nogi. Podobno pesymista myśli, że wszyscy są tacy jak on, no cóż... Ale nie poczuł nic napierającego w dziurkę. Napiął gwałtownie mięśnie, czując... zęby? Litości, nikt nigdy nie gryzł jego pośladków! Sapnął zaskoczony, wyginając się cały, chociaż nie zwiał. Póki co. Nie miał odwagi spojrzeć do tyłu, na Keitha, więc twarz skrył w poduszce, tłumiąc trochę dźwięki. Zacisnął palce na pościeli, czując ponownie wgryzienie. Nie ulegało wątpliwości, że było to na swój sposób przyjemne... ale nie był do tego przyzwyczajony i najzwyczajniej w świecie odrobinę się speszył. W dodatku, będąc tak wypiętym w kierunku Keitha... Zdecydowanie był pewniejszy siebie mając nad wszystkim kontrolę.
Stęknął cicho, czując języczek na dziurce, aż zadrżał. Złapał za pościel zębami, wgryzając się w nań. Czasem zastanawiał się, czy nie jest czulszy tam na dole od Keitha... Albo po prostu miał mniejszą kontrolę nad swoim ciałem od kochanka, w co osobiście niezbyt wierzył. Czując ponowne, leniwe wręcz pociągnięcie języka, wydał z siebie przeciągły odgłos, który i tak skutecznie został zduszony w poduszce. Wbił pazury mocniej w niewinne prześcieradło, czując wpychający się w niego narząd smaku i aż bardziej wypiął się w kierunku Marshalla, ułatwiając mu dostęp. Penis już od dawna był twardy, a Vincent resztkami woli powstrzymał się od trzepania sobie. Wsuwający się palec nie był już tak nieprzyjemny, sam jedynie się lekko wygiął. Początkowo, bo zaraz drgnął gwałtownie, czując otarcie się o prostatę i aż uniósł się trochę na ręce, sięgając do tyłu i łapiąc za nadgarstek kochanka. Ten dopiero teraz mógł zobaczyć jego twarz, która wyrażała rozpalenie, pożądanie, ale również znany upór i chęć jakiejś kontroli. Przełknął ciężko ślinę, zaraz puszczając jego nadgarstek i złapał go za szczękę, przyciągając do siebie. Poczuł ciężar ciała Keitha na plecach, ale nie przejął się tym; przyciągnął jego usta do własnych, samemu nieco się przekręcając nieznacznie na bok. Nie interesowało go to, że jeszcze przed chwilą te bawiły się między jego pośladkami. Ugryzł go mocno w wargi, ale nie do krwi - tak, aby nabrały koloru.
- Daj drugiego... - mruknął w końcu, dając pozwolenie kochankowi. A trzeba nadmienić, że głos miał ostro zachrypnięty z podniecenia, zdecydowanie budzący dreszcze.
Otarł się pośladkami o krocze kochanka, jednocześnie zgarniając włosy z szyi, coby mógł się w nią wgryźć, ba, nawet niemo rozkazując mu to. Bardzo lubił tam pieszczoty, mimo że jego czułym miejscem był kark.
- Tylko mocno. - polecił jeszcze, już jednoznacznie dając znać, że pragnął bolesnego wbicia kłów. Tak, to też go kręciło, to nic nowego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    

Powrót do góry Go down
 
Pokój 7 [Vincent i . . . ]
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Akademiki :: ∎ Pokoje-
Skocz do: