IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój 7 [Vincent i . . . ]

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sob Mar 08, 2014 3:01 pm

- Nie przesadzaj już. Niemiły dla mnie, nie dla innych. Oto, jaki jesteś. - Prychnął, kręcąc lekko głową. Ugryzł go mocno, niezadowolony z jego zachowania. Ale spokojnie, spokojnie, jeszcze się odegra. Nie będą się zajmować takimi sprawami w tym momencie, ale to wcale nie oznacza, że temat zniknie na wieki. Keith jeszcze go przekona, że jeśli ma być dla kogoś miły, to dla faceta, który właśnie zamierza go znowu całkiem zdominować.
- A ze trzy, może cztery - mruknął niewinnie, a przynajmniej tak niewinnie, jak tylko mógł. Nie policzył oczywiście tych wszystkich ugryzień, których coraz to większą ilość serwował swojemu chłopakowi. Przecież to nie były malinki, ani nawet żadne oznaczenia, zrobił je CAŁKOWICIE przypadkowo.
Każdy, stłumiony przez prześcieradło i poduszkę dźwięk powodował u Keia rozkoszny pomruk. Podobała mu się wrażliwość Vincenta, oj podobała. Gdyby tylko miał możliwości, to wypieściłby go za wszystkie czasy. Niestety, ilość rąk i języków była wielce ograniczająca. Jednak brunet nie wyglądał na zawiedzionego. Marshall stanowczo miał dobry dzień do dominacji. Prawie od razu trafił na prostatę, uciskając ją z (przypadkową) niesamowitą wprawą.
Obrona ze strony Vincenta przyszła natychmiast, a zaraz za nią nadbiegła kawaleria w postaci ust. Facet ewidentnie nie zamierzał się tak łatwo poddać. Ale to dobrze, to dobrze... Większe wyzwanie dla hosta. I większa satysfakcja, gdy wygra.
Zamruczał z głębokim samozadowoleniem, wsuwając powoli drugi palec w jego wnętrze. Zadrżał delikatnie, w rzeczy samej, słysząc rozkoszny głos kochanka. Ten człowiek był naprawdę najseksowniejszą istotą na całej ziemi. Blondyn najchętniej od razu by się w niego wbił, żeby usłyszeć uciekający spomiędzy tych kuszących warg jęk. Ale nie mógł. Jeszcze nie. Chciał słuchać słodkich dźwięków, a do tego wcale nie potrzebował swojej męskości. Vincent był tak wrażliwy na różnego rodzaju pieszczoty, że stawał się idealnym kochankiem.
Zamruczał znowu, widząc odgarnianie włosów. Tak, tak, tak... Tylko marzył o wbiciu ząbków w to, jakże delikatne miejsce. Nachylił się, wysuwając częściowo palce z wejścia kochanka i naparł językiem na szyję. Przejechał po niej językiem, jeszcze chwilę zadowalając się drgającym niecierpliwie ciałem, a potem mocno wbił w niego zęby. Z gardła aż wydarł mu się jęk zadowolenia. To był szczyt marzeń dla jego dominującej strony. Mógł pokazać swoją lepszość, swoją twardość, swoje... Upodobania. A nic nie podniecało go do tego stopnia, jak gryzienie ciała Stara. Nic.
Szarpnął lekko trzymaną w zębach skórą i przymrużył oczy z zadowoleniem. Zwolnił uścisk szczęki, by zaraz znowu zaatakować, tym razem dokładnie na karku, mocniej odchylając głowę. Miał wrażenie, że od samego podgryzania ciała kochanka jego erekcja rośnie błyskawicznie, pęczniejąc porządnie i korzystając z jego nieuwagi, pocierając o biodro Vincenta. Ciało zaczynało żyć swoim życiem i wykorzystywać wszystko, co znajdowało się w pobliżu, by doprowadzić się do spełnienia. Bez jego zgody notabene!
Musiał zacząć konkretniej działać. Chęć dominacji i narastający w podbrzuszu uścisk były odpowiednią zachętą. Obrócił znowu na brzuch Gwiazdę, rozsuwając jej nogi i głębiej wpychając palce. Obracał nimi w jej wnętrzu sprawnie, pocierając uważnie ścianki i uciskając prostatę. Złapał kochanka za nadgarstki i unieruchomił je na jego plecach, kolanami po kolej podsuwając pod niego nogi. Nie minęła dłuższa chwila, a Vincent klęczał, pięknie wypięty w jego stronę, z trzecim palcem w tyłku, przyciśnięty do łóżka przez dłoń partnera. Jak dominować, to porządnie! Co się miał Keith bawić.
- Chciałbyś mnie już? - Zamruczał kuszącym głosem, a potem, nie czekając na odpowiedź, wysunął palce. Nachylił się jeszcze, żeby dmuchnąć w krocze kochanka, z czystej złośliwości, świadom, że oczekiwał czegoś zupełne innego, a potem... Zsunął bokserki, nachylił się nad nim i wszedł w niego. Zajęczał głośno, znowu, z samą rozkoszą. Zawarczał namiętnie. Wbił znowu zęby w kark kochanka i docisnął się do niego. Wypełnił go bardzo, ale to bardzo dogłębnie. Tak, by na pewno długo jeszcze czuł w sobie jego obecność. Skoro Vinca bolało wejście, starał się być delikatny, ale przy tym... Konkretny. Tak, by czuł w sobie każdy milimetr, każdy ruch i mocne rozciągnięcie. Może Kei nie należał do facetów z monstrualnymi kutasami, ale na pewno nieźle został obdarzony przez matkę naturę. Dlatego lubił być na górze. Lubił czuć zaciskające się na nim mięśnie, słyszeć jęki JEGO faceta, czuć tą całkowitą zależność, to przyjemne wrażenie posiadania kogoś w danym momencie. Całego. Jego myśli, uczuć, ciała... Wszystkiego.
- Uwielbiam. - Wywarczał, puszczając w końcu jego kark, który zaraz jeszcze chwilę pomasował ząbkami, a potem polizał kilkakrotnie po śladach.
To wcale nie chodziło o to, że Vincent był złym kochankiem. Po prostu Keith miał problemy z czerpania przyjemności będąc na dole. Albo im się oddawał całkiem, albo... Czuł się naruszany i to go bolało.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Nie Mar 09, 2014 9:34 am

Nie kontynuował tematu bycia miłym, wiedząc, że i tak zrobi co zechce - a wszystko było zależne od humoru. Ale nie spodobała mu się wizja malinek... no, bo jak tutaj gwiazdorzyć z malinkami? Jak tutaj się z nimi droczyć? Nijak, nie dało się, a przynajmniej zdaniem Vincenta. Mimo że uczucia ssania skóry było naprawdę przyjemne...
I właściwie nie wierzył w to, że właśnie on, samozwańczy Bóg, wypina tyłek w kierunku... kogokolwiek. Co za szczęście, że nie miał teraz czasu, aby zbytnio nad tym filozofować, bo chyba by mu opadł. Chociaż już teraz miał ochotę się sklonować i czymś zatkać sobie usta (bez skojarzeń, drodzy państwo!). Wsuwający się następny palec przyjął ze przygryzieniem własnej wargi, z czym idzie, przerwaniem pocałunku z Marshallem. Nieraz był tym na dole, chociaż wielkiego doświadczenia w tym nie miał (tylko Nath i Keith mieli tą możliwość), ale to i tak było naprawdę dziwne uczucie. Ale i tak chciał więcej, dlatego z pomrukiem zadowolenia oraz zniecierpliwienia przyjął język sunący po skórze. Przecież chciał zęby, nie ślinę na szyi. Nie zawiódł się - zaraz poczuł zęby, przez to jęknął dość głośno z rozkoszą i z bólem, aż się nieco uniósł na rękach i otarł się o swojego faceta. Chciał, żeby i ten poczuł jego reakcję, przecież zwykle blondyna to podniecało. Oczywiście, co z tego, że leżał tutaj wypięty i tak dbał o swojego Księcia. Drgnął gwałtownie, gdy całkowicie niespodziewanie poczuł zęby na karku. Aż zasklomnał, przesuwając palcami po pościeli. Cholerny skurczybyk; wie, gdzie macnąć, coby uzyskać gwałtowniejszą reakcję. Star mu to wybaczy - przecież sam zna czułe miejsca kochanka. Właściwie, bardzo to wszystko mu się podobało, bo chociaż z natury był samozwańczym odkrywcą i zdobywcą, poznane już ciało było tak samo interesujące jak te nowe. Chociaż i tak ciężko byłoby zastąpić Keitha, który jest jednym z lepszych kochanków, których miał w łóżku i nie tylko. Naprawdę, mógł się do tego przyzwyczaić...
Wygiął się lekko, gdy palce były jeszcze głębiej i syknął z bólu. Już i tak tyłek go bolał od wcześniejszej penetracji i to wcale nie tak delikatnej (nie, żeby Vincent narzekał...), a ten ponownie znęca się nad jego tyłkiem. Bezczelny. Jednak całe niezadowolenie, które usiłował pokazywać było nieudane; co rusz pocierano o prostatę, przez to ciało drgało, lekko zwiewało biodrami, a z gardła wydobywały się jęki.
Nadal nie wierzył w to, że od tej strony jest również przyjemnie.
Szarpnął nadgarstkami, gdy tylko te zostały złapane, bardziej z przekory niżeli prawdziwej chęci uwolnienia się. Co jak co, na razie był tak podniecony, że aż chwilowo zapomniał o dumie samca alfa. Zmarszczył brwi lekko niezadowolony, że znalazł się w jeszcze bardziej peszącej i otwartej pozycji, ale te trzy palce zdecydowanie rozpraszały jego myśli.
- To ty chcesz mnie... - wymruczał wręcz, nader pewny siebie.
Już, już zmrużył oczy i zacisnął szczękę, przygotowany do wypełnienia... Ale ten jedynie chuchnął w jego nabrzmiałego penisa. Od razu przeszedł go drobny dreszcz, ale syknął również pod nosem, niezadowolony. Jakby miał tylko wolne ręce, już Keith leżałby tutaj, równie spocony (chociaż pewnie Vincent był odrobinę bardziej), sapiący i brany przez Bożyszcza. Penis w końcu na niego naparł, a sam spiął się calutki, zaciskając się na Keithu, zdecydowanie utrudniając mu rozpychanie się. Sapnął cicho, łapiąc zębami za materiał z poduszki - ta zdecydowanie już była trochę mokra od śliny Vincenta. Mocniej wbił w nań zęby, gdy tylko czuł dalsze poczynania Keitha. Aż mu dziurka zapulsowała i z przyjemności i z bólu.
Zdecydowanie będzie czuł go przez najbliższe dni.
- Kei, cholera... No zrób to... - wysapał niecierpliwie, w końcu puszczając poduszkę i szarpnął ostrzegawczo nadgarstkami.
Chociaż oboje wiedzieli, że na pewno nie byłby w stanie ich uwolnić.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Nie Mar 09, 2014 3:53 pm

Reakcje Vincenta były... Idealne. Każde wygięcie się, otarcie, jęk rozkoszy... To wszystko było wspaniałe. Uwielbiał się z nim kochać. Normalnie uważał, że samym seksem człowiek nie żyje, ale przy swoim facecie zapominał o tej zasadzie. Brunet był zbyt pociągający, żeby mu się oprzeć. Szczególnie, że znikał kiedy tylko mu się podobało, więc z każdej chwili z nim trzeba było czerpać maksymalną satysfakcję. Chociaż, prawdę mówiąc, chętnie by poszedł z nim na jakąś randkę. Albo obejrzał film. Albo...
Nie wiedział co. Był jedynie pewien, że pragnął jak najwięcej swojego czasu spędzić przy kochanku. Nie marnować życia na sen. Nie marnować na nic. Tylko siedzieć przy brunecie. Powziął poważne postanowienie, że przez najbliższe kilka dni będzie unikał wszelkich rzeczy, mogących wywołać kłótnię ze swoim chłopakiem. Chciał je spędzić naprawdę przyjemnie. Również i w ten sposób.
Roześmiał się, słysząc słowa kochanka. Oczywiście, że go chciał. Protestowanie, czy opieranie się nie miało żadnego sensu. Naparł na niego kroczem, wsuwając się powoli i stękając z zaskoczenia, gdy został ściśnięty. Odetchnął z trudem kilka razy, hamując odruch mocniejszego pchnięcia. Tym razem miało być przyjemnie, a nie gwałtownie. Szybki numerek już zaliczyli, nie było po co gonić za kolejnym spełnieniem. I tak nagłego orgazmu nie zaliczą, było na to o wiele za wcześnie nawet dla napalonych i buzujących hormonami i feromonami nastolatków.
Blondyn zagryzł dolną wargę i sapnął głośno. Przyjemność szarpała nim intensywnie, a on nie wszedł nawet w połowie. Zachęcony słowami kochanka złapał go wolną ręką za biodra i naparł, wsuwając się powoli, sukcesywnie, w jego wnętrze. Calutki. Aż głośno zajęczał, wywracając oczami i zaciskając mocniej dłonie na brunecie. Tak było dobrze. Tak było... Idealnie. No dobrze, prawie idealnie. Chciał więcej. Odczekał krótką chwilę, aż oboje zdążą przywyknąć do tych intensywnych uczuć w dolnych partiach ciał, a potem poruszył biodrami. Wrażenie było niesamowicie intensywne dla obu stron, ponieważ jeszcze chwilę temu bawili się w podobny sposób. I osiągnęli spełnienie. Każdy mięsień mieli napięty do granic możliwości, a nerwy cały czas przesyłały do mózgu kolejne dogłębne wrażenia. Host ostrożnie ponowił ruch, rozluźniając lekko uścisk na nadgarstkach kochanka, ale zaraz ponownie go wzmocnił. Chciał dominować. W tym momencie nie widział dla siebie innego zajęcia. Nie potrafiłby wrócić do grzecznego leżenia pod Vincentem i wypinania się. Chciał go całego tylko dla siebie.
- Jęcz - rozkazał twardym, przyjemnie zachrypniętym głosem. Chciał go słyszeć. Tak bardzo, że puścił jego dłonie i złapał za włosy, ciągnąc mu głowę lekko do tyłu. Żeby musiał puścić trzymaną w zębach poduszkę.
- Nie jesteś już w bibliotece, możesz się odzywać, kochanie. - Zamruczał jeszcze, zachęcająco, pod koniec wypowiedzi wydając z siebie cichy pisk, gdy kochanek się na nim zacisnął. Nachylił się i mocno go pocałował w usta, jęcząc cicho, z zadowoleniem. Uśmiechnął się, skupiając w końcu na braniu kochanka. Mocno. Każdym ruchem wysuwając się całkiem z niego, a potem wsuwając, aż do końca. Z pomocą dłoni zmusił kochanka do większego wygięcia się, by każde pchnięcie znowu kończyło uderzając o prostatę. Czuł się trochę tak, jakby grał na jakimś skomplikowanym instrumencie. Każdy ruch i każde wygięcie powodowało coś niesamowitego, przecinający ich ciała prąd... I chociaż na pewno bardzo chcieli, by przyjemność trwała jeszcze długo, to organizm ma określoną wytrzymałość. Plecy Keitha piekły od spływających kropli potu, ręce od przytrzymywania kochanka, kręgosłup od wygięcia się... Właściwie kolana i reszta ciała też, od poprzedniej zabawy. Przyspieszył wobec tego ruchy, jakby to określił ktoś postronny, ostro pompując w kochanka. Pierwszy musiał dojść brunet, dlatego do ostatniej chwili Kei się powstrzymywał. Niesamowitym zbiegiem okoliczności osiągnęli spełnienie razem. Pełnia romantyzmu tego dnia jednak została osiągnięta.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Pon Mar 10, 2014 8:28 pm

I znowu poczuł spermę w tyłku, jednak nijak na to zareagował - bolało go dosłownie wszystko i z pewnością na balety dzisiaj nie pójdzie, jakkolwiek by bardzo chciał i jakby go zachęcili - nie dałby rady. Tyłek go strasznie bolał, a wiedział, że najgorzej będzie rano, nadgarstki od ciągłego szarpania, gdy tylko mocniej reagował na celne pocieranie o  prostatę i nie wiedział, jakim cudem jeszcze nie zasnął ze zmęczenia. Zauważył dość ciekawą rzecz, mianowicie szybciej się męczył będąc na dole, niżeli na górze. I za szybko pasywnym nie będzie, Kei nie miał na co liczyć.
Przez dłuższą chwilę się nie ruszał, będąc za bardzo otumaniony przez orgazm. Drugi. Od tyłka strony. Cudem zachował resztki klasy i nie wtopił się w pościel, coby zniknąć z zasięgu wzroku świata, a już tym bardziej blondyna.
Pierwsza poruszyły się dłonie, które zaraz zwiały z uścisku Keitha. Z zadowoleniem stwierdził, że ten również jest osłabiony, co mimo wszystko jakoś połechtało mu ego. Potem sięgnął do tyłu, łapiąc za biodro Keitha, samemu się powoli wysuwając z jego wnętrza. Nadal nie patrzył na jego twarz, z gracją omijając kontakt wzrokowy. Nie miał siły wstać, a nawet jeśli miałby, był pewien, że nie postawiłby samodzielnie dwóch kroków. A z pewnością przydałaby mu się kąpiel, najlepiej taka dwugodzinna... Ale za bardzo był zmęczony.
- Kei... Nikt nie jest tak seksowną parą jak my... - wymamrotał nagle, uśmiechając się pod nosem.
Najwidoczniej przez te chwile jakieś drobiny zawstydzenia uleciały, a już w szczególności, gdy Bożyszcze wyprostowało nogi, calutki rozciągając się na łóżku. Nie miał zamiaru być taki wypięty w kierunku blondyna. Nawet zakrył swoje pośladki tą - nieświeżą już - pościelą. Miał nadzieję, że ten nie wpadnie na genialny pomysł z wymianą jej, gdyż Vincent bynajmniej nie miał zamiaru się stąd ruszać, nawet, jeśli podnieśliby go jak standardową księżniczkę. Dla pewności, przyciągnął Keitha do siebie kładąc obok, a potem nakrył ich - już - nie tak świeżą pościelą. Czuć było od niej pot (głównie Stara) i ogólnie, cały zapach ich igraszek, ale brunetowi to pasowało, lubił zapach seksu. Jednak nie każdy miał takie upodobania. Przerzucił z poświęceniem rękę przez talię kochanka, zaraz dosuwając się do niego z wysiłkiem i dociskając nos do jego szyjki. Zawsze lubił mieć łóżkowego misia, a przy tym cholernie się rozpychać.
- Rano... Kakao, rozumiesz... - mruknął mu w skórę, a jeszcze zdążył go lekko ugryźć i - uwaga! - zassać się, mając nadzieję, że wyrównał ich walkę na malinki.
To było dopiero uparta bestia, widzicie państwo!
I padł, jak zastrzelony w Afganistanie.
Trzy minuty później.
Dosłownie tyle wystarczyło - a nawet mniej - żeby Vincentowi wyrównał się oddech, prawie wleźć na Marshalla, mając nogę między jego, wbijając - odrobinę boleśnie - w jego krocze, a z jaką sadystyczną przyjemnością grzał ciałko kochanka! Gałąź namiętnie owinęła się wokół jego szyi, prawie jak wąż boa (dokładnie, ten dusiciel!), a druga zajęła szerokość jego połowy łóżka, przy czym dłoń zwisała bezwładnie z łóżka. Prawie jak trup.
Dobranoc Marshall, chciałoby się rzec.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Mar 12, 2014 12:09 am

Keith opadł bezwładnie na chłopaka. Oddychał płytko, chaotycznie, krótkimi wdechami nabierając powietrza do płuc i dotleniając organizm. Miał wrażenie, że podczas tych ich igraszek spalili znacznie więcej kalorii, niż na najmocniejszym treningu, koncercie, zabawie, czy co tam jeszcze za wysiłkowe dało się uznać. Tak, również blondyn mocno to poczuł i naprawdę cieszył się, że Vincentowi nie przyszło do głowy wstanie i pójście gdzieś w cholerę. Oczywiście, jeszcze mogło mu się odwidzieć, ale host postanowił zrobić wszystko, by przypadkiem brunet nie podniósł obolałego tyłka z łóżka przez najbliższe cztery dni. Co najwyżej mógł sporadycznie zostać zaniesiony do wanny, żadna inna forma oddalania się nie wchodziła w grę, a o opuszczaniu pokoju nie mogło być bynajmniej mowy. Chciał go mieć tylko dla siebie.
Dlatego ucieszył się, gdy jego kochanek wziął kołdrę i wykorzystał jej dobrodziejstwa, przykrywając siebie. Była to całkiem jednoznaczna oznaka, że nie zamierzał nigdzie iść. Keith odetchnął z ulgą, przysuwając się do niego lekko.
- Wiadomo, że nikt, skarbie. - Zamruczał z zadowoleniem, przymykając oczy i przewracając się na bok. Owszem, brud i zapach trochę mu przeszkadzały, ale nie na tyle, by zamierzał pognać do szafy i wymienić pościel. Był na to stanowczo zbyt zmęczony. Potrzebował chwili odpoczynku, a najlepiej całej nocy i sporej części dnia. Ale wiedział, że i brunet szybko nie wstanie. Przewrócił oczami, słysząc jego wypowiedź. Rano. Taaa. Na pewno. Proszę uważać, paniczu Star, pobudka z kakaem i obfitym, czekoladowym śniadaniem zaplanowana jest na godzinę siódmą rano. No jasne.
Uśmiechnął się szeroko, przybliżając bardziej do chłopaka i również obejmując go w pasie. Nie miał nic przeciwko byciu łóżkową przytulanką, a już szczególnie, gdy w grę wchodził Vincent. Dla niego mógł być kimkolwiek on zechciał, ważne, by był obok. Nie lubił spać sam. Tak samo, jak nie cierpiał być zostawiany. Potrzebował bliskości jak ryba wody, jak człowiek powietrza, tak on ciepła ukochanego. Może i był to wyjątkowo romantyczny fragment Keia, z którego raczej niechętnie zwierzyłby się brunetowi, ale BYŁ i za nic nie chciał zniknąć z jego świadomości. Zresztą, w znacznej mierze czynił go takim, jakiego pokochał (oraz na pewno w części znienawidził) Vincent. Gdyby zmieniło go coś innego, niż brunet, mógłby być niezadowolony. Bez tej potrzeby bliskości kochanka ich związek mógłby szybko się rozpaść. W końcu, kto potrzebował stałego partnera, gdy wystarczały mu tylko sporadyczne momenty zbliżenia?
Walka na malinki musiała pozostać nierozstrzygnięta. Keith przestał w pewnym momencie liczyć, tak samo zresztą jak Gwiazda, ale nie zamierzał mu zwracać na to uwagi. Mieli się nie kłócić i on za wszelką cenę zamierzał tego dokonać. By udowodnić coś sobie, a może i brunetowi. By pokazać, że nie muszą się tylko pieprzyć i że potrafią ze sobą wytrzymać dłużej niż dwa, może trzy dni, z których około trzy czwarte spędzają śpiąc po ostrych, wielokrotnych numerkach.
Być może sądzicie, że blondyn nie był zadowolony z wygody partnera. A gdzieżby! Jedynie mało przytomnie poluzował jego uchwyt dookoła swojej szyi, oraz obrócił się bardziej na plecy, by im obojgu odpowiednie części ciała nie odmówiły posłuszeństwa, a potem na powrót zamknął oczy i westchnął cicho. Jedynie kolano w kroczu wymusiło spomiędzy jego warg głośniejszy dźwięk, przypominający sapnięcie, ale już po chwili szło się do tego przyzwyczaić. Jak i zresztą do całej sytuacji. Vincent naprawdę potrafił być upierdliwy, ale potrafił też w tej upierdliwość być uroczy. I Marshall potrafił to docenić w najmniej oczekiwanych momentach.
Dobranoc, Gwiazdo estrady.

Przespali calutką noc, oraz znaczną część dnia, co było do przewidzenia. Kilkakrotnie Kei został rozpłaszczony na łóżku i budził się, układając swojego faceta tak, by było mu wygodniej, ale zaraz na powrót zasypiał. Trochę miłości i przyzwyczajenia i człowiek potrafił znieść każdą niewygodę. Z racji tego, że nie zaciągnął rolet, calutki dzień spędzili obróceni plecami do okien, a gdy w końcu host odzyskał względną przytomność i kontakt ze światem, słońce w połowie już przestało być widoczne. Tak minęła im znaczna część jednego wspólnego dnia. Tak czy inaczej jednak, blondyn, skoro już wrócił do świata żywych, zamierzał wypełnić swój niecny plan. Wedle życzenia kochanka, delikatnie wyplątał się z jego ramion i poszedł mu zrobić kakao. Gdy mleko w garnku się grzało, mężczyzna na szybko się umył, a zaraz potem wysuszył, jednocześnie wsypując ciemny proszek do kubka. Nie zawracał sobie głowy jakimś bardzo fantazyjnym strojem, zadowolił się jedynie dresowymi spodniami, a dla Vincenta przyszykował trzy ręczniki. Przekręcił kran w wannie i przyszedł do bruneta, kładąc kakao na komódce.
- Kochanie, jest coś pachnącego dla ciebie... - mruknął zachęcająco, prosto w jego ucho, a potem zaciągnął zasłony. Skoro nie zrobił tego na poprzednią noc, chociaż na tą mu się udało. Lepiej późno (wcześnie?) niż wcale.
Wziął kubek do rąk i odgarnął włosy z twarzy Vincenta, a pod nos podsunął mu parujący napój.
- Duży kubek kakao raz, wedle życzenia, proszę pana - rzucił z uśmiechem, oddając zamówienie. Bez zaskoczenia przyjął pochłonięcie napoju bogów w kilku łykach. Tego, prawdę mówiąc, oczekiwał i na to liczył. Odgarnął kołdrę z zaspanego kochanka i wziął go na ręce, zanosząc prosto do wanny wypełnionej ciepłą, pachnącą wodą. Włożył bruneta delikatnie, a potem wyjął mu z dłoni kubek i zaniósł go do aneksu kuchennego. Wrócił niemalże natychmiast, starannie zabierając się za umycie ciałka swojego faceta. Wykorzystał fakt, że Star nie był bynajmniej jeszcze przytomny, a cały, otaczający go za sprawą Keitha, świat znacznie utrudniał odzyskanie świadomości. Ciepłe, pokryte pachnącym żelem dłonie masażysty również w tym nie pomagały. I wcale nie miały.
Blondyn zostawił rozmemłanego kochanka w wannie i szybko odświeżył łóżko, oraz przewietrzył pokój, a potem wrócił do chłopaka i starannie wyszorował mu włosy i wymasował skórę głowy.
- Co powiesz na masaż, a potem jakiś dobry posiłek? - Ponownie zamruczał mu do ucha, lekko je nawet nadgryzając. Był miły. Nawet bardzo miły. Emanował całym swoim książęcym urokiem, jakby od dawna tego nie robił. Co było czystą prawdą. Jego chłopak zakazał mu przymilania się do obcych facetów, więc cały romantyzm musiał zostać przelany na niego. Cóż, pretensje proszę składać pod skrzynką pocztową należącą do Vincenta Christophera Star.
- Spróbuj mi powiedzieć, że jestem zbyt książęcy, a wrócę do hostowania - ostrzegł go iście uroczym głosikiem, a potem wyciągnął korek z wanny i wyjął z niej swojego faceta, owijając go dwoma ręcznikami. Jeden na ciałko, a drugi na włosy, oczywiście. Posadził bruneta na umywalce i w końcu wpił się w jego wargi, pomrukując z zadowoleniem. Tak, właśnie tego potrzebował. Dużo swojego faceta, dużo słodzenia, dużo bliskości. Od razu czuł się, jakby odżywał.
Nigdy w życiu nie zrezygnowałby z Vincenta. Nigdy. Kompletnie oszalał na jego punkcie.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Mar 12, 2014 6:14 pm

Zabranie mu jego osobistego miśka przyjął z pomrukiem niezadowolenia. Następne chwile pół-snu zabrało mu znajdowanie zastępczej ofiary, co nie trwało długo - zaraz duszona została Bogu winna poduszka, a panicz Star powrócił do jednej z jego ulubionych czynności, mianowicie spania. Rozkoszował się tym niezbyt krótko, bo zaraz zmarszczył brwi, słysząc to bezczelne, acz dość przyjemną próbę pobudki. Normalnie olałby to, ale nadal w świadomości miał wyraźnie zakodowane elegancję i dobroć, więc musiał westchnąć ciężko, przewrócić się na brzuch i napiąć mięśnie, zmuszając rękę zgiętą w łokciu do utrzymania pozycji pionowej, policzek zaś podpierając o jej dłoń. Wlepił nieprzytomne spojrzenie w Keitha, po czym sięgnął po swój napój drugą, niezajętą dłonią. Oczywiście, Star nie zwykł delektować się napojami, więc brązowa ciecz natychmiast została w całości pochłonięta. Przenoszenie do łazienki zostało skomentowane przeciągłym, zaspano-niezadowolonym spojrzeniem, ale Vincentowi nie w głowie było się teraz kłócić o pierdoły. Słodka nieświadomość otaczającego świata, milutkie wędrowanie między jawą i snem było bardzo przyjemnym doświadczeniem dla Bożyszcza, które zwykle przebywało w wysoce stresującym środowisku. Najchętniej zostałby w wannie na cały dzień, gdyby nie to, że skóra zaczęłaby się marszczyć, a blondyna boleć ręce od masażu. Odchylił nieznacznie głowę do tyłu, gdy zajmowali się jego włosami i spojrzał na Keitha, słysząc propozycję. Niemal natychmiast wzruszył ramionami w odpowiedzi, nawet nie wykłócając się o jedzenie.
- Może być. Ale musisz się przyłożyć do obu rzeczy. - mruknął, nawet nie sepleniąc. Najwidoczniej już poniekąd wrócił do rzeczywistości. A na groźbę nawet się nie zdenerwował - Spróbuj wrócić do hostowania, a sam nim zostanę. - powiedział spokojnie, mówiąc nader poważnie. Już i tak od dłuższego czasu myślał, czy nie wkręcić się do jego klubu. Co prawda, musiałby posłodzić temu i tamtemu... Ale litości, miałby więcej fanów! A było wiadomym, że Vincent kwitnął w oczach, jak tylko był w towarzystwie adoratorów.
Na wyjęcie z wanny również nijak zareagował, chociaż osobiście wolałby tam dłużej poleżeć. W końcu, było tam ciepełko, a i mięśnie się mu rozluźniły.
Zamruczał nisko, gardłowo, czując jego wargi na swoich. Wsunął dłoń w jego włosy, masując skórę głowy tak jak lubił i od razu pogłębił pocałunek. Tyłek go bolał jak cholera, ale nie powstrzymało go to przed zawinięciem nóżek wokół talii blondyna, przyciągając do siebie to umięśnione ciałko bardzo blisko. Zakończył pocałunek, zaraz mlaskając językiem o podniebienie, jeszcze w tym sennym geście.
- A powiem ci, że byłbym cholernie dobry. Tym bardziej, że postanowiłem być miły. - Na zakończenie wypowiedzi liznął go za uszkiem, a nóżki i rączki momentalnie puściły kochanka. Normalnie poszedłby po ciuchy, ale... czy na pewno będzie w stanie przejść AŻ tyle? Cholerny Keith, jakby grzecznie nie mógł mu ulegać... Zamiast tego sięgnął po jedwab po włosów, który fartem znajdował się na wyciągnięcie ręki i wylał go sobie na dłonie, zaraz rozprowadzając go we włosy. Przekręcił się trochę (krzywiąc się, nadal go bolało prawie wszystko) i zerknął na lustro. Skrzywił się lekko, widząc te ugryzienia i malinki.
- Jak po ataku jakiegoś zwierza. Moi fani cię rozszarpią... Ale i tak cię kocham. - cmoknął do niego w powietrzu, po czym podał mu szczotkę do włosów - W szafce jest suszarka. Czy możesz mi wysuszyć włosy? - to był bardzo uprzejmy rozkaz.
Wstał powoli z umywalki i odwrócił się tyłem do Keitha, zaraz taksując swoją wymęczoną, bladą żałość w lustrze. Westchnął ciężko, przeczesując palcami swoje czarne kudły. Według swojego zdania był w opłakanym stanie, ale nie przeszkadzało mu to w dyrygowaniu swoim kochankiem.
Oparł się dłońmi o umywalkę, żeby za bardzo nie obciążać tyłów. Siąknął nosem, czyżby zbliżała się choroba?
- I nie gap się na mój tyłek. - fuknął, chociaż nawet nie spojrzał na Keitha, póki co będąc zapatrzony w swoje odbicie. Prawdziwy, acz bardzo samokrytyczny narcyz.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sro Mar 12, 2014 10:33 pm

- Przykładam się do wszystkiego, co z tobą robię. - Wymruczał z uśmiechem, przymykając oczy z zadowoleniem i mocniej go całując. Objął kochanka zachłannie, gładząc go po miękkich, mokrych włosach. Jego zadurzenie osiągało coraz to nowsze i wyższe poziomy, zapewne ku zadowoleniu Vincenta. Cóż, każdy lubi być kochany do szaleństwa. A, powiedzmy sobie szczerze, obaj wariowali przynajmniej pod pewnymi względami, bezpośrednio tyczącymi się „tego drugiego”. Blondyn uśmiechnął się szeroko, obserwując z zafascynowaniem rozespanego kochanka. Pogłaskał go czułym gestem po plecach i jeszcze musnął wargi, a potem prychnął pod nosem.
- Czyli oboje się zgadzamy z faktem, że żadne z nas nie będzie hostować. - Uśmiechnął się szeroko, wyraźnie nie dając Gwieździe szans na jakąkolwiek formę protestu. Nie zamierzał już bardziej rezygnować ze swojego faceta. Oddawanie go kolejnym, niegodnym dzieciakom nie wchodziło w grę. Wystarczało już w zupełności to chodzenie na imprezy i występowanie przed tłumami fanów. Hostowanie kompletnie nie wchodziło w grę.
- Skup się na byciu dobrym dla mnie, kochanie - mruknął mu w usta, nadgryzając lekko jego dolną wargę. Oblizał ją, pomrukując, praktycznie w ogóle nie skupiony na jego słowach. Zmarszczył jedynie brwi, słysząc kluczowe słowo. Właściwie dwa: fani i kocham. Zerknął na jego twarz przez lustro i wywrócił oczami.
- Skarbie, zanim wrócisz na estradę, to wszystko zniknie - mruknął, nie kryjąc się specjalnie z niezadowoleniem. Westchnął ciężko. Prawdę mówiąc, wolałby, żeby jego facet zawsze miał na sobie widoczną oznakę przynależności do niego, Keitha Evana Marshalla. Niestety, nawet gdyby bardzo się uparł, na złość kochankowi, ten i tak miał sztab makijażystów, którzy ukryją te drobne niedoskonałości. Niesprawiedliwość świata bogaczy.
- Bardzo chętnie - dodał szybko, obracając w dłoniach szczotkę, a potem umieszczając ją między swoimi kolanami i sięgając po suszarkę. Podpiął ją do gniazdka elektrycznego i posadził na pralce, a potem zaczął delikatnie rozczesywać długie, czarne kłaki kochanka. Jaśmin, jak to jaśmin, znacznie je wyprostował i ułatwił całe zajęcie, ale kołtuny gdzieniegdzie się zachowały.
- Nie patrzę! - Rzucił oburzony, jednocześnie posyłając długie spojrzenie ku tyłom kochanka. Rawr. Aż znowu nabrał ochoty wbicia w nie ząbków. Takie kształtne, jędrne, na pewno przyjemnie pachnące... Tylko przytulić do policzka i ugryźć.
Potrząsnął lekko głową, przywołując się do przytomności i marszcząc brwi. Vincent by go zabił za to, dlatego wziął ręcznik i owinął go nim w pasie, sprawnie go zaczepiając, a jednocześnie korzystając z okazji, że może się do niego bezczelnie przytulić od tyłu. Zamruczał trochę głośniej, niż przyzwoitość nakazywała, ale wciąż zachował niewinną minkę. Nawet, jeśli brunet był narcyzem, jego chłopakowi bynajmniej to nie przeszkadzało. Za mocno się zadurzył w nim, by potrafić krytycznie ocenić jego wygląd. To znaczy, mógłby trochę przytyć, ale poza tym... Ideał. Sam ideał. Już się nie mógł doczekać masażu, podczas którego na pewno, nie ma absolutnie żadnej opcji, znowu dopieści jego ciałko i gdzieniegdzie powbija swoje zęby, czy może pazurki. Na samą myśl poczuł, że jego mięśnie lekko twardnieją. Nie do wiary, jak mocno Vincent na niego działał.
Złapał się na tym, że przerwał rozczesywanie na rzecz przytulenia się, więc je przerwał i wrócił do włosów partnera. Gdy naprawdę przypominały już jedwab, wziął do ręki suszarkę i włączył niski poziom powiewu i ogrzewania. Co jak co, ale fryzurą lubił się zajmować. Może i niszczył swoje kłaki farbowaniem, ale były w znacznie lepszym stanie, niż nakazywało tak potężne zużycie chemii, jakiej przemysłowe wręcz ilości wykorzystywał Keith. Znał różne sztuczki na zachowanie miękkich włosów, które w tym momencie również wykorzystywał na paniczu Star. Może i pochłaniało to więcej czasu, ale zawsze był to czas spędzony z brunetem. Odgarnął mu włosy z twarzy i pocałował miękko w policzek, a potem drugą ręką znowu zaczął go rozczesywać. Miał na względzie niecierpliwość kochanka, dlatego też pozostawił mu lekko wilgotne pasma i pochował rzeczy do szafek, a potem złapał znowu pod kolanami i wziął na ręce. Dlaczego właściwie traktował do tego stopnia delikatnie bruneta? Bo porządnie się zabawili dzień wcześniej. Musiał mu to wynagrodzić, a przynajmniej tak uznała jego książęca część. Dlatego zaniósł mężczyznę na łóżko i położył na brzuchu, a potem usiadł mu na tyłku i zabrał się za masowanie kręgosłupa. Jeśli Vincent wcześniej uważał, że ten był zmęczony masażem... Cóż, nie mógł być bardziej daleki od prawdy. Kei przywykł do naprawdę długich sesji, mięśnie miał naprawdę dobrze rozwinięte, a i sporo dobrej woli zarezerwowanej specjalnie dla swojego faceta. Nachylił się i ugryzł go kilka razy w kark, ale zaraz wrócił do rozluźniania mięśni. Stanowczo, tego wieczora Vincent nie miał możliwości być całkiem przytomny. Najpierw spał, potem od razu znalazł się w gorącej kąpieli, a w końcu dostał dużą dawkę przyjemnego masażu. Trzeba nadmienić, że Keith już opanował w znacznej mierze punkty, które dawały rozkosz Gwieździe, dlatego mógł spokojnie im się poświęcić i jedynie wsłuchiwać w jego pomruki. A każde mocniejsze naciśnięcie delikatnych mięśni musiało skutkować wyduszeniem dźwięku z „ofiary” przyjemnej męczarni.
- Uwielbiam... - mruknął mimowolnie, nachylając się i ze świstem nabierając powietrza do płuc, wypełnionego głównie zapachem Vincenta. Taki apetyczny, że nie można było się powstrzymać przed kolejnym ugryzieniem. Zawarczał lubieżnie, lekko szarpiąc jego skórę na karku. Niby był mniej dominujący, niż poprzedniego dnia, ale wciąż czuł ten pociąg do bycia „na górze” i napawania się wijącym pod nim ciałem. W końcu nikt nie był tak kuszący, jak ten mały (duży), apetyczny nimfoman. Jego nimfoman.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Czw Mar 13, 2014 9:00 am

Zgodził się niemo na brak-hostowania z obu stron. Co jak co, ale Gwieździe było nie w smak słodzić innym, ale byłby w stanie się poświęcić, by tylko zrobić Keithowi na złość i pokazać, że to wcale takie milutkie nie jest dla partnera. Niecny plan póki co został zawinięty w rulonik i odłożony na prawie zupełnie pustą półkę pamięci, tak gdyby coś. Na następne słowa zmrużył oczy i uśmiechnął się zaczepnie. Wiedział, że jemu nie podobała się perspektywa miłego dla każdego Vincenta, ale jego celem było sprawienie, że ten zwyczajnie powie mu to wprost. A jak to ego połechta!
- Dlaczego tylko dla ciebie? - wymruczał, póki co robiąc bliżej-niewinną minkę. - Wiesz, zrobić dobrze społeczeństwu jest naprawdę przyjemnym, dobrym uczynkiem. - Doprawił dodatkowo, żeby ta drobna prowokacja była wyraźniejsza w smaku. Właśnie pokazywał, że złośliwość boska może przybrać różne postacie, te przyjemniejsze bądź mniej. Chciał, żeby blondyn docenił jego osobę nawet na takich płaszczyznach.
Wieść o zniknięciu śladów przyjął z pomrukiem zadowolenia. Właśnie kończył film, a jeszcze musiał porobić zdjęcia do plakatu owego dzieła, jak to skromnie określił reżyser. Oczywiście, po drodze zrobił jeszcze jeden, więc musiał się pochwalić blondynowi. Ale na to przyjdzie jeszcze czas. I głównie dlatego, panicz Star bywał sporadycznie w mieszkanku, bo przecież miał masę roboty. A obecność na lekcjach liczył co do procenta. No cóż, ale na krótki urlop mógł sobie pozwolić, bo nie miał nic nader ważnego do zrobienia.
Gdy tylko ten tak oburzony zaprzeczył na gapienie się w tyłek, tylko uśmiechnął się pod nosem. Blondyn był czasem naprawdę uroczy.
Lubił, gdy zajmowano się jego włosami, dlatego stał grzecznie i wgapiał się w swoje odbicie, obserwując poczynania książęcych dłoni. Zauważył, że sam o wiele lepiej wygląda w suchych, niżeli mokrych włosach, przez co zrobił niezadowolony dzióbek z ust. A myślał, że to takie seksowne. Był tak dzisiaj zadowolony z tego całego rozpieszczania i bycia w centrum uwagi, że nawet nie skomentował tego tulenia się. Jeśli ktoś miał bardzo dobrą wyobraźnie, mógłby widzieć kwiatuszki wokół bruneta.
A potem ponownie został przeniesiony. Na świeże, pachnące łózio.
Cholera, mógłby w ten sposób wegetować jakiś miesiąc.
Skrzywił się lekko, gdy usiedli na jego tyłku; przez chwilę poczuł ból, ale nie zrzucił z siebie Keitha. To byłoby dopiero nieuprzejme. A przez magię rączek kochanka, zupełnie się rozluźnił i tylko leżał, co jakiś czas powodując, bądź wydając z siebie westchnięcia. Naprawdę, w tej chwili doceniał w zupełności Marshalla. I zmieniłby się w wyrobione ciasto, gdyby nie to, że co jakiś czas gryźli go w kark, przez co wydawał z siebie ciche jęknięcia, tylko na chwilę się spinając. Przymknął oczy, czując się w zupełności molestowany, ale jakoś specjalnie mu to nie przeszkadzało.
- Ne, Kei. Pojutrze pójdziemy na zakupy, bo mi się kosmetyki kończą, i widziałem fajną bluzkę ze Spongebob'em. Będziesz w niej uroczo wyglądać. W dodatku, na chwilę zahaczymy o kino, bo chcę ci coś pokazać. - zarządził i było widać, że ciężko zniesie - jeśli w ogóle - ewentualny sprzeciw.
W szczególności, jeśli chodziło o bluzkę z tą uroczą gąbką.
Schował twarz w poduszce, sięgając zaraz po telefon, który jakimś cudem znalazł się na komódce i zaraz szybko posłał jednego sms'ka. Miał niesamowicie dobry humor. Komórkę schował pod poduszkę, jak to często miał w zwyczaju i sięgnął do tyłu, do głowy Keitha przyciągając go bliżej siebie i uniósł się trochę, żeby pocałować mocno te urocze usteczka. Wargi rozchylił językiem, przedarł się przez zęby i tak zaczęła się inwazja na jamę ustną blondyna, ale jakże leniwa i przyjemna. Oczywiście, ciałko Keitha ponownie opadło na vincentowe.
- Wiesz co... Może zagram ci coś za trzy dni na pianinie, hmm? - wymruczał nagle.
TO dopiero był dobry humor. Miał zamiar spełnić życzenie Keitha, który nieraz już mu narzekał, że gra dla wszystkich, tylko nie dla niego. I ponownie pocałował go w usta, ponownie po francusku.
- I zamówiłem drogie wino, wyślę je twojemu ojcu. Tak, w zadośćuczynieniu. - uśmiechnął się pod nosem, wiedząc, że ostatnio narozrabiał. I miałby o sobie nie przypomnieć? Jeszcze czego.
Zaraz znowu rozciągnął się na długość i szerokość łóżka, nucąc He's a pirate z Piratów z Karaibów, przy czym palce jednej ręki poruszało się w tym rytmie.
- Zostanę piratem. - wypalił, z nieznikającym uśmieszkiem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Czw Mar 13, 2014 3:31 pm

Keith skrzywił się z niesmakiem. Jego facet może i był wspaniały, może i był niesamowicie przystojny, może nawet potrafił słodzić, kiedy miał takie życzenie, ale był też wredną, małą mendą. I uwielbiał robić Marshallowi na złość. Tak, jakby ten sobie czymś zasłużył. Rozpieszczał kochanka jak mógł, a i tak obrywał. Ludzka niesprawiedliwość.
- Może dlatego, że jestem twoim chłopakiem? - Podsunął, prychając pod nosem i nachylając się, by wbić ząbki w jego szyję. - I w tej chwili jesteś wredny, a nie miły, panie Star - dodał, unosząc lekko brew do góry. Och, on bardzo, bardzo doceniał swojego mężczyznę. Ale bez przesady, nie mógł przecież traktować go jak swojego boga... W sumie, już to robił. Bardziej byłoby przegięciem, bez względu na to, jaką opinię w tej kwestii miał Vincent.
Przecież już go rozpieszczał grubo ponad normalny poziom! Chociaż zapewne, zdaniem bruneta, takie traktowanie należało mu się na co dzień. Nieważne co by robił Keith, i tak to powinno być normalne. Uśmiechnął się szeroko, zdając sobie sprawę z tego, jak bardzo rozpieszczona jest jego Gwiazda. Już zawsze będzie taki słodki i uroczy, niczym rozleniwione kocię. Mała, rozwydrzona bestia.
- Dobrze, skarbie - mruknął, nie planując bynajmniej się sprzeciwiać. Zawsze to był jakiś czas spędzony z kochankiem, a poza tym... Jeszcze zdąży mu to wyperswadować. Miał w końcu ponad dobę, czyli nie było to żadne wyzwanie. A jeśli Star się uprze, to cóż, dostosuje się. Nie planował kłótni o taką błahą sprawę. Zmarszczył brwi, wsuwając dłoń w jego włosy i odwzajemniając pocałunek. Uchylił wargi bez oporu, rozkoszując się długim, leniwym całusem. Stanowczo, brunet miał dobry dzień. Nic, tylko korzystać.
- Nie mogę się już doczekać. - Zapewnił kochanka, tonąc ponownie w jego ustach i przymykając oczy. - A co niby masz do zadośćuczynienia? - Uniósł brew wysoko, uchylając jedną powiekę i zerkając na niego podejrzliwie. Irracjonalnie nie czuł się spokojny, gdy do jego świadomości docierał fakt, że Vincent niemalże uwiódł jego ojca, a teraz zamierzał znowu wysłać do niego butelkę wina. Było to kompletnie bezsensowne podejrzenie, które nie miało żadnego sensu, ale... Silniejsze od niego. W końcu jego facet był naprawdę seksowną bestią. Gdyby tylko chciał, mógłby zdradzać go na prawo i lewo.
Aż wzdrygnął się z niesmakiem, kręcąc lekko głową i prostując na chłopaku. Nie chciał o tym myśleć. Wierzył brunetowi, że ten go nie zdradzi, mimo że nie miał ku temu racjonalnych podstaw. Ale czasami, rzadko bo rzadko, docierała do niego świadomość, że może nie wystarczyć swojemu chłopakowi. I ta myśl bolała. Westchnął ciężko i przetarł twarz dłońmi, schylając się i całując go między łopatkami.
- Masz być mój - mruknął zaborczo, strzelając palcami, a potem wrócił do masażu. Skupił się teraz na samej linii kręgosłupa, wodząc po niej ciepłymi palcami, przyczyniając się do lekkich wygięć kochanka. Dążył powoli, ale niekoniecznie niepostrzeżenie, ku dolnym partiom ciała swojej ofiary. Zsunął się powoli z niego, umieszczając nad kolanami, a potem zdjął ręcznik i zaczął ugniatać jego pośladki. Obniżył głowę i w końcu wbił zęby w tą miękką, jędrną skórę, pomrukując z głębokim zadowoleniem. O tak, właśnie tak. Tego potrzebował. To było silniejsze przyznanie zależności, niż można by się spodziewać.
- A powiedz, zaśpiewałbyś mi też? - spytał cicho, kładąc policzek na jego tyłku i rozsuwając dłońmi nogi bruneta. Nie zamierzał go w żadnym wypadku przelecieć, a jedynie dać sporo przyjemności, dlatego palce nie znalazły się między pośladkami, a na udach, rozcierając spinające się mięśnie. Zamruczał z głębokim samozadowoleniem, wysuwając język i robiąc nim wzorki na skórze, dmuchając sporadycznie na kręgosłup.
- Kochanie, masz jakieś życzenia, co chciałbyś dzisiaj robić? - Przerwał chwilę ciszy, marszcząc brwi z namysłem. Prawdę mówiąc, Keith nie miał specjalnego pomysłu na ich wspólny wieczór. Kakao już odhaczył, był w trakcie masażu, a przyjemnie rozmemłane ciało kochanka na pewno w końcu zechce znaleźć sobie zajęcie. A, no ale musiał jeszcze go nakarmić! Pozwolił wyobraźni popłynąć, rozważając co też by smacznego, ale i niskokalorycznego przyrządzić Vincentowi. Po chwili namysłu wykreślił drugie kryterium. Brunet był gotów zjeść wszystko, byleby tylko mu to smakowało. Nie oszukujmy się, choćby i skonsumował najbardziej kaloryczny posiłek w swoim życiu i tak by go spalił. Kiedy? Ano podczas seksu. W końcu dwóch seksoholików, nawet jeśli z super obolałymi ciałami, wciąż potrafiło znaleźć siły na trochę zabawy. Przyjemne, z pożytecznym.
- Posiłek na słodko, czy na słono? - Rozsunął mu bardziej uda i polizał powoli pomiędzy nimi, mrucząc cicho. Nic bardzo inwazyjnego, a jednocześnie otwarty i barbarzyński szturm na intymność kochanka. Ciężko ocenić, co było przeważało. Tak czy inaczej nie zamierzał dzisiaj go w żaden sposób „zgwałcić”. Chodziło o samą przyjemność. Rozkosz i rozleniwienie.
Chociaż na pewno skończy się życzeniem „kochaj się ze mną”.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Pią Mar 14, 2014 10:11 am

- Ja jestem bardzo miły, Marshall. - szepnął, zmysłowo przeciągając spółgłoski w jego nazwisku. Uśmiechnął się nawet z nutką niewinności, ale wiadomym było, że jakby nie misja byciem sympatycznym, to tutaj pojawiłby się perfidny uśmieszek.
Prowokował Keitha? Może troszeczkę, ale on zwyczajnie chciał sobie połechtać ego cudzym kosztem, tutaj blondyna. Zresztą, ta cena nie była taka wysoka!
Uniósł brew, gdy tylko ten zadał swoje - głupie zdaniem bruneta - pytanie. Jeszcze bardziej się zdziwił słysząc te zaborcze słówka. Przecież nie dał mu - póki co - powodów do ich wymawiania, a jako, że nie pierwszy raz był w takiej sytuacji z kochankiem połączył fakty, a nagłe odkrycie sprawiło, że zmarszczył brwi.
- No nie mów, że jesteś zazdrosny o własnego ojca? - powiedział, nie kryjąc rozbawienia. Zachichotał nawet pod nosem - To urocze, ale wolę młodszą skórę. Poza tym, rozbiłem mu jakieś procenty, w dodatku sprawiłem, że zapewne czuje się zagubiony w swoim nagłym odkryciu homoseksualnej strony... Po prostu jestem miły. - zakończył płynnie, melodyjnie. Akurat tutaj nie planował zazdrości kochanka i szczerze, była wysoce niestosowna, ale przecież Vincent niemal na każdym kroku taki był, więc czepiać się mógł jedynie w myślach.
I naprawdę, dłonie Keitha były naprawdę bardzo dobre. Chociaż to było kłopotliwe, to uczucie, że zaczynał się od nich uzależniać. To cholernie niepokojące. Mimowolnie poczuł się nieznacznie zagrożony i w pierwszym odruchu miał zamiar odepchnąć Keitha...
Ale to byłoby nieuprzejme.
Mruknął coś pod nosem, a jedyne co zdradziły jego myśli były mięśnie, które pod palcami Keitha trochę się napięły. Nim zdołał cokolwiek powiedzieć, już macali jego pośladki. Zmarszczył brwi, zastanawiając się, czy ten maca tyłki swoich klientów. I znowu nie zdołał niczego z siebie wyrzucić, bo... znowu capnęli go. Wygiął się od razu, wydając z siebie zaskoczone sapnięcie. Odwrócił twarz w jego kierunku, po czym wzruszył ramionami. Całym sobą pokazywał swoje pozorne niewzruszenie.
- A bo ja wiem. Jak znajdę jakąś odpowiednią piosenkę i poznam nuty, to może, może...
Język powodował u niego drobne, przyjemne dreszcze, które skutecznie powoli kumulowały się w jego kroczu. Problem mu - póki co - jeszcze tak nie doskwierał, więc nie zamierzał nic z tym robić, oprócz otwartego mruczenia i nieznacznego wiercenia się.
- Normalnie poszedłbym na imprezę... gdyby nie mój stan. - burknął, jednocześnie zdradzając, że sam nie wiedział co począć. Co robiłby sam? Pił whiskey, palił papieroska, bezmyślnie wgapiając się w okno... Co zrobiłby z Keithem? Nie miał najmniejszego pojęcia. Zmarszczył brwi, słysząc kolejne pytanie - Czy w tym jest jakiś podtek...nnn... - zakończył pięknie, ponownie się wyginając, a nawet po chwili unosząc się trochę na kolanach.
Co za bezczel!
Zmrużył mocno oczy i sięgnął do tyłu, do głowy Keitha i odepchnął jego głowę od swoich pośladków, zaraz znowu zakrywając swoje pośladki ręcznikiem. Wlepił przy tym spojrzenie w blondyna z ukosa.
- Kochanie, wiem, że jestem seksowny, ale póki co mnie boli. Mógłbyś to uszanować. - burknął dość chłodno i oblizał wargi. Oczywiście, miał ochotę na swojego chłopaka, ale wątpił, by był wstanie być na górze, a co dopiero (ponownie) na dole.
Sięgnął po telefon, ponownie szybko odpisując na sms'a i zaraz przewrócił się na plecy (uprzednio zsuwając z siebie całkiem Keitha), wlepiając w Keitha spojrzenie i zakładając ręce na klatce piersiowej, niemal wyzywająco unosząc brewkę. Nie wierzył, że na lizaniu TAM miało się skończyć.
- A odpowiadając na pytanie, wolę na słodko. - powiedział krótko, nie odwracając wzroku od Marshalla.
Nie mógł uwierzyć, że z kolejnego swojego chłopca zrobił wiecznie napaloną bestię...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Sob Mar 15, 2014 6:35 pm

Keith nie odpowiedział na to pytanie. Stanowczo, byłoby wysoce niestosowne, gdyby to zrobił. Prawdę mówiąc, już przekroczył granice dobrego smaku. O dobre kilkanaście stopni. Teraz już by tylko się pogrążał, dlatego zostawił temat w spokoju, przyjmując do wiadomości wyjaśnienie Vincenta. Nawet wzruszył lekko ramionami, ale zaraz wrócił do masażu. Zmarszczył jednak brwi, gdy poczuł spinanie się ciała kochanka. Nie mógł zrozumieć, czemu właściwie ten nie poczuł się całkiem rozluźniony. Przecież miał się za dobrego masażystę, który wiedział, gdzie kogoś dotknąć, by go roztopić. A już szczególnie, to swojego partnera. Niczyjego ciała nie znał tak dobrze i nie lubił tak bardzo, jak bruneta. Poczuł się trochę niepewnie, jakby jego umiejętności wystawiono na próbę, dlatego zaatakował ze zdwojoną siłą, nie myśląc nad konsekwencjami. Pozorne niewzruszenie Vincenta było ewidentnie udawane, ale i tak sprowokowało do reakcji. Pieszczoty stały się jeszcze intensywniejsze, a każde wygięcie się bruneta było swoistą nagrodą dla Keitha. Nie przerwał nawet w momencie, gdy usłyszał wzmiankę o piosence, chociaż z spomiędzy jego warg dobiegł zadowolony pomruk. O tak, naprawdę pragnął usłyszeć głos chłopaka. Skoro uwielbiał jego jęki i całkiem, całkiem podchodziła mu jego muzyka (oczywiście ta „lżejsza”), dlaczego nie miałby się bardziej nie zakochać, słysząc go na żywo? Aż zamruczał na samą myśl.
A potem został odepchnięty. Aż zamrugał oczami z zaskoczeniem i lekko podniósł się na łokciach.
- Źle ci było? - Prychnął, kręcąc lekko głową i wracając na jego tyłek. Tym razem jednak nie z jakimiś perfidnymi i namiętnym planami, a zwyczajnie oparł podbródek na pośladku. Przymknął oczy z pewnym zadowoleniem, wzdychając cicho i tymczasowo rezygnując z pieszczot. No bo skoro Vincent go nie chciał, to czemu miałby się napraszać?
- A w ogóle, to że ci sprawiam przyjemność nie oznacza od razu, że muszę wsadzić swojego kutasa w twoją dupę - mruknął, zniesmaczony podejrzeniami kochanka do tego stopnia, że przez chwilę nie pilnował języka. Im dłużej przebywał z kochankiem, tym bardziej bezwstydny się stał. Aż zamrugał oczami, gdy dotarło do niego brzmienie tego zdania. Zmarszczył brwi, z konsternacją, pozwalając się nawet obrócić brunetowi. Ugryzł przelotnie jego udo, a potem uniósł się.
- W porządku, zaraz ci coś pysznego wymyślę - mruknął z krótkim uśmiechem. Wyprostował się i ziewnął, a potem leniwym krokiem ruszył ku kuchni. Miał na sobie tylko te nieszczęsne spodnie dresowe, nie wysilił się nawet z opatrunkiem, dlatego wyraźnie było widać poruszające się mięśnie. Tatuaż wciąż miał czerwony, miejscami niezagojony, wyraźnie zabawy z Vincentem mu nie służyły, ale blondyn zrezygnować z nich wcale nie miał zamiaru. Niestety jednak, póki co musiał przystopować, ponieważ dostał dość wyraźną aluzję, że ma się nie dobierać. A szkoda. Aż obrócił głowę i zerknął z tęsknotą na rozłożone ciałko kochanka. Cudem nie wpadł na ścianę, w ostatniej sekundzie spoglądając przed siebie i wyciągając rękę, hamując uderzenie. Chrząknął z lekkim zakłopotaniem i wszedł, już bez kłopotów, do pomieszczenia, a w nim zaczął wyjmować odpowiednie składniki. Czekolada. Dużo czekolady. Śmietana. Owoce. Kakao. Wafle. Tak, to były odpowiednie składniki do bomby kalorycznej. O, może jeszcze trochę nutelli i będzie idealnie.
Keith wyjął talerz i z najwyższą starannością zabrał się za robienie małego tortu na zimno. Za podstawy kolejnych pięter służyły wafle, a całość w kupie trzymała śmietana, posypana sporą dawką czekolady, wypełniona owocami. Apetyczna bomba kaloryczna, nie dało się odmówić umiejętności blondynowi.
Wrócił do swojego kochanka, kręcąc lekko bioderkami, z dwoma łyżeczkami w ustach, puszczając do niego oczko. Ciastko... Dobra, CIASTO, prezentowało się bardzo apetycznie i okazale. Podszedł do bruneta i usiadł na brzegu łóżka, podsuwając w jego stronę swoje pachnące dzieło.
Jak już było kilkakrotnie powiedziane, zamierzał go całkiem rozpieścić przez te kilka dni. Przecież to nie mogło być tak, że tylko on będzie się w nim coraz mocniej zadurzał, Vincent też trochę musiał. Trochę-bardzo. Bardzo-bardzo.
Aż zamruczał na samą myśl i wyjął z ust łyżeczki, a potem nachylił się nad nim i mocno pocałował.
- Smacznego. Odmowy nie przyjmuję. - Uśmiechnął się szeroko, nadgryzając wargi partnera i przymykając oczy z zadowoleniem. A potem nabrał solidnej porcji swojego ciasta na łyżeczkę i podsunął prosto pod pyszczek swojego faceta.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Nie Mar 16, 2014 9:29 am

Niemal się napuszył, słysząc tak dosadne słowa kochanka, a przy tym były tak bardzo książęce...
- Tak się zazwyczaj kończy. - burknął jedynie, robiąc dzióbek z ust. - Poza tym, podniecasz się przy tym. Miałbym ci obciągnąć? - parsknął, jeszcze bardziej się pusząc.
Przerwanie kontaktu fizycznego przyjął z niezadowoleniem, bo jakkolwiek nie chciał, żeby macali go po tyłku, to nie pogardziłby tuleniem, głasianiem i tak dalej, gdyby nie miało to podtekstu erotycznego.
Vincent sam nie wierzył, że on, seksoholik, rezygnował z seksu i to z facetem, który go bardzo kręcił. A może zbliżał się kryzys emocjonalny? Też bardzo możliwe.
Oczywiście to, że nie miał ochoty na igraszki wcale nie powstrzymało go od tego, żeby otaksować to apetyczne ciało, jak tylko Keith nie widział... Kto nie popatrzyłby na te mięśnie i te urocze zaczerwienienia na plecach? Westchnął cicho i powrócił do sms'owania.
Wystarczył powracający kochanek, żeby odłożyć telefon i w pełni zainteresować się nim... i tym, co niósł. Nie trafiony był strzał, że Vincent nie patrzył na to, ile coś ma kalorii. Po prostu wiedział, że szybko to spali... A ciacho wyglądało cholernie pysznie (mmm, czekolada...), ale się odrobinę przeraził.
Tylko na chwilę, bo po chwili już rozmyślał, jak te smakuje.
A zaraz potem, aż zamruczał gardłowo, gdy narząd smaku zetknął się ze smakiem. Tak bardzo czekoladowe ciastko... Uśmiechnął się pod nosem, przeżuwając dłużej, niż ustawa przewiduje. Nie śpieszył się nigdzie, bo i tak był pewien, że większość sam dostanie, bo przecież nieraz blondyn narzekał, jaki on anorektyczny i chudy.
I w końcu przełknął, ale nie otworzył ponownie usteczek, które już zdążyły pobrudzić się czekoladą. Miał inne plany.
Wziął talerzyk i przyciągnął do siebie Keitha, który zaraz wylądował na łóżku plecami. Nogami wciąż tykał ziemi. Panicz Star zaraz usadowił się na jego bioderkach, calutki nagi. Co prawda, dopiero teraz przypomniał sobie o pleckach kochanka... Ale liczył, że miękkie łózio przysporzy mu mniej bólu, bo bruneta tyłek jeszcze bolał. Chwycił talerzyk ciacha i... zaraz te wylądowało na jego klatce piersiowej, brudząc ją tą śmietaną, czekoladą i owocami. Resztę wafli chwycił i odłożył na talerzyk, odsuwając go od siebie. Uśmiechnął się psotnie i nachylił się, wciąż trzymając kontakt wzrokowy z zielonymi patrzałkami. Zlizał z terenu owocka śmietankę, drażniąc skórę Keitha językiem... Nim nie chwycił go pomiędzy zęby. Rozchylił jego usta szybkim ruchem palców, zaraz po ptasiemu przekazując owocka. Nie pogłębił pocałunku, ale był z siebie bardzo zadowolony, ba, już można było sobie wyobrazić machający ogonek wielkiego kota. Ponownie się schylił, zaraz owijając twardniejącego sutka językiem, zlizując leniwie śmietankę, zaś drugą dłonią rozprowadzał ją niżej, na brzuch, okrężnymi ruchami, które zatrzymały się dopiero przy linii spodenek blondyna.
Star zgarnął śmietankę ze swojego nosa, zaraz powolnym ruchem wsuwając palec do ust z nieznikającym uśmieszkiem.
- Tak jest jeszcze smaczniejsze. - stwierdził niewinnie, puszczając mu oczko.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Nie Mar 16, 2014 7:51 pm

Keith przyjął obrócenie go z zaskoczonym sapnięciem. Plecy zapulsowały bólem jedynie przy uderzeniu o łóżko, a potem w miarę się uspokoiły. Zamrugał oczami, unosząc brew pytająco, a potem wydał z siebie ciche stęknięcie, gdy poczuł chłód ciasta na swojej piersi. Pokręcił głową, podkładając zaraz pod nią ręce i wygodniej się usadawiając.
- Vincent, jeszcze chwilę wcześniej narzekałeś, że będziesz musiał mi obciągnąć, a teraz sam się dobierasz? - Wywrócił oczami, naprawdę nie rozumiejąc, co siedzi w głowie bruneta. Przecież chyba liczył się z tym, że Kei nie będzie leżał nieruchomo jak kamień? Co najwyżej jego mięśnie będzie z czasem można porównać do skały. Szczególnie te w kroczu.
Zamruczał cicho, obserwując płonącymi oczami kochanka. Otworzył posłusznie usta, przyjmując w nie owoc i przegryzając go powoli. Nie sądził, że wyląduje jako talerz dla kochanka, i chociaż było to przyjemne, czuł, że w pewnym sensie wynika ze złośliwości kochanka.
- I miałeś być miły. Czy tylko nie wobec mnie? - Uniósł brew wysoko, prychając i kręcąc lekko głową. Co za mała menda. Jak tak go obserwował, czuł że każdy mięsień na jego ciele zaczyna się napinać, coraz bardziej i bardziej, aż do granic możliwości. Nieciężko było poczuć, że sutek faktycznie zaczął twardnieć, jak i inne partie ciała blondyna, ze szczególnym naciskiem na krocze. Uniósł lekko biodra, a potem warknął z niezadowoleniem i je opuścił, lekko się rumieniąc. Cholera, nie sądził, że kochankowi tak łatwo będzie nad nim zapanować. Ale co się dziwić, kiedy Vincent wyglądał tak seksownie, nagi i oblizujący się z apetytem... Aż chciało się wypełnić te usta czymś innym, niż tylko palcem.
Keith wywrócił oczami, w wyrazie niecierpliwości i bezsilności sapiąc głośno.
- Vincent, streszczaj się, bo cię też tym obsmaruję - zagroził, a gdy słowa nie przyniosły oczekiwanej reakcji, zdecydował się na atak. Pociągnął kochanka na łóżko i namiętnie pocałował, mrucząc głośno, a jednocześnie położył na nim, rozcierając między nimi ciasto. Wydał z siebie serię zadowolonych dźwięków, a potem ujął truskawkę między palce i podsunął kochankowi, sunąc nią po ustach i znacząc je śmietaną. Roześmiał się, wylizując je, a potem oddał w końcu owocek i zabrał się za konsumpcję następnego.
- Vincent, obraziłbyś się, jakbym ci coś powiedział miłego? - mruknął pytająco, przekrzywiając lekko głowę. Przesunął palcami po jego torsie, rozsmarowując delikatnie czekoladę zmieszaną ze śmietaną, a potem nachylił się i zebrał jej trochę z wierzchu, pomrukując z zadowoleniem. Nie trzeba być jasnowidzem, aby domyślić się, na czym skończyli. Dzień w końcu jeszcze był młody, a przed nimi czekała cała noc...

Padli szybciej, niż poprzedniego dnia, dlatego i Keith obudził się wcześniej. Poszedł się wykąpać i doszedł do beznadziejnego wniosku, że przy Vincencie spędza więcej czasu pod prysznicem, niż przy wcześniejszych podrywach. Z tą różnicą, że brunet był na stałe. Dlatego mogli sobie pozwolić na więcej. Dużo więcej. Czyste szaleństwo.
Wrócił z kakaem do kochanka, ubrany znowu tylko w spodnie, usiadł na brzegu łóżka i lekko potrząsnął paniczem Star.
- Skarbie, to jak, chciałeś iść na jakieś zakupy, oraz zaśpiewać mi. Co preferujesz zrobić dzisiaj? - Cmoknął go czule w policzek, lekko ciągnąc w swoją stronę i podsuwając pod nos boski napój. Czekał cierpliwie, aż do jego faceta zaczną docierać bodźce z zewnątrz. Nie było jakoś specjalnie wcześnie, ale i nie tak późno, jak można przypuszczać. Akurat, żeby Gwiazda mogła się spokojnie pozbierać i podjąć decyzję.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Nie Mar 16, 2014 8:53 pm

Noc była upojna, a Vincent pierwszy raz zasnął od razu po orgazmie – a wierzcie mi proszę, że zdarzało się to bardzo rzadko. Nawet, jak pozwolił swoim mięśniom odpocząć wdrapując się na Keitha, nadal czuł się odrobinę obolały i zmęczony. Mógłby przespać – nie przesadzając – calutkie dwa dni, ale ten luksus nie został mu dany. Zmarszczył śmiesznie nos, gdy tylko do nozdrzy w końcu wdarł się zapach kakao i uchylił powieki, posyłając zaspane spojrzenie kochankowi. Westchnął ciężko, jakby ciężar egzystowania nagle go przytłoczył i zaraz znalazł się w pozycji siedzącej. Przetarł twarz jedną dłonią, drugą zaś łapiąc za znany mu kubek i docisnął do nań usta, zaraz powoli, leniwie popijając swój napój. Spojrzenie przesunęło się po pokoju, meblach, suficie, powoli się budząc, aż w końcu oddał pusty kubek wlepiając patrzałki w Keitha. Przeczesał włosy w tył, z pozytywnym skutkiem zgarniając je z twarzy i zaraz złapał  podbródek swojego faceta, muskając jego usta własnymi. Poranny pocałunek odhaczony, uznał więc, że mógł zająć się sobą.
Tym bardziej, że czuł się bardzo... lepki i brudny.
Najpierw przeciągnął się, wydając z siebie cichy jęk, zdążył zaserwować swojemu karkowi masaż w geście zupełnego niechcenia, ale zaraz uniósł swój blady tyłek z łóżka, niezbyt przejmując się Keithem.
- Najpierw kino. Miałem pokazać ci coś, prawda? Czy nie wspomniałem o tym? Nieważne. Potem sklep, a pod wieczór ci zagram. - odparł melodyjnie, nawet nie używając tego władczego tonu, bo przecież – jak dla Vinca – ten plan dnia był oczywisty.
Przecież chciał się pochwalić Keithowi swoim osiągnięciem, ale tak, żeby nie była jeszcze tego premiera – a będzie niebawem – bo ten z pewnością zaciągnąłby na ten film, a potem musiałby się tłumaczyć, czemu nic nie powiedział, że całował się raz, czy dwa... cztery z jakąś laską i na ekranie – TYLKO na ekranie – wyglądał na bardzo zadowolonego. Już  słyszał te debaty, ale zaraz je zagłuszył. Nie miał zamiaru przeżywać ich dwa razy, nawet jeśli jeden jest w myślach.
Udał się w końcu do łazienki, znikając za drzwiami, a w te po chwili wydały charakterystyczny odgłos, który mówił nic innego jak to, że zamknął się od środka. Czyżby panicz Star mimo – ledwie wyczuwalnego – muśnięcia warg miał nietykalski humorek? Być może. Spędził w łazience dobrą godzinę, nim nie wyszedł czysty, pachnący, suchy i nagi. Potem wziął ciuszki z szafy,  najwidoczniej mając już je wcześniej przygotowane, bo nawet minuty tam nie stał...  i ponownie zniknął w łazience. Tym razem spędził tam tylko piętnaście minut.
A wyszedł w – uwaga! - garniaku. To się dopiero nazywał paniczowski humor. Krawat normalnie użyłby do podroczenia się z blondynem, niewinnie pytając, czy mu go zawiąże (a to było cholernie seksownie), ale jako, że miał prawdziwy humorek, wyszedł z idealnie zawiązanym i włosami, związanymi w kitkę. Ją, jak to w zwyczaju, przerzucił ją luźno przez prawe ramię. Jak tylko podszedł do Keitha, ten mógł wyczuć te jego perfumy z piżmem.
- Kei, pospiesz się. - mruknął jedynie, koniec końców jedynie go wymijając i wyciągnął z szafy swoje eleganckie (i cholernie drogie) buciki, zaraz je zakładając na stopy. Pochylił się przy tym, poprawiając nogawki, żeby nie daj Boże mu się nie pogniotły... i już był wyprostowany. Wyjął z szafy płaszcz, a do wewnętrznej kieszeni wsunął telefon wraz z portfelem i już był gotowy do wyjścia.
Oczywiście, nie zjadł śniadania, a skąd. Nawet o nim nie myślał. Wyjął z biurka lusterko, jeszcze poprawiając swoje włosy i krawat, dając chwilkę swojemu chłopcu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    Pon Mar 17, 2014 11:57 pm

Całus na powitanie był bardzo miły. Tak bardzo, że aż Keith na chwilę się zapomniał i przymknął oczy. Gdy ponownie je otworzył, jego wspaniałe bożyszcze już zdążyło zniknąć z pola widzenia. Pokręcił lekko głową, wzdychając z rezygnacją i bez pośpiechu zabrał się za wymianę pościeli. Co jak co, ale spać ponownie w łóżku pachnącym ich igraszkami nie zamierzał. Szczególnie, że oględnie mówiąc, nie tylko PACHNIAŁO, jeśli wiecie, co mam na myśli.
Blech. Na samą myśl aż się wzdrygnął i zmiął z mściwością prześcieradło. Zaczął się zastanawiać, w jaki sensowny sposób mogliby uniknąć brudzenia pościeli, ale do żadnych konkretnych wniosków nie doszedł. Uprawianie miłości w prezerwatywach nie należało do tego, czego koniecznie potrzebował do życia. Przeciwnie, wolał już wymienić parę razy całe wyposażenie łóżka, niż zniżać się do takiego poziomu. Nic, naprawdę nic nie równało się z bezpośrednim kontaktem z jego namiętnym kochankiem. Przypomniał sobie poprzednią noc i zanim zdążył zauważyć, już skończył porządkować ich legowisko. Rzucił pościel pod drzwi łazienki, a potem poszedł umyć ręce. W tym czasie usłyszał ponowne otwieranie i zamykanie zamka. Zmarszczył brwi i zerknął po pomieszczeniu, szukając czegoś, co musiało być potrzebne brunetowi (i czym nie był on sam). Żadnych sensownych wniosków ponownie nie uświadczył, wobec czego podszedł do szafy i wyłowił z niej grubsze ubrania, akurat na taką zimnicę, jaka panowała na zewnątrz. Był w trakcie zapinania dresu, gdy z łazienki wyszedł brunet. Szczęka Keitha wylądowała na podłodze. Próbował sobie przypomnieć, kiedy ostatnio widział Vincenta ubranego elegancko, ba! w garniarku! Żaden moment z ich wspólnego pożycia nie przyszedł mu do głowy. Żaden! Aż się poczuł trochę nieswojo, tak w tym dresie. Pogratulował sobie rozsądku, że założył białą koszulę, a potem stwierdził, że olewa ciepły strój i zakłada do tego jakąś porządnie wyglądającą kurtkę.
- Mamy jakieś święto, że tak wspaniale wyglądasz? - spytał ostrożnie, podchodząc do bruneta i czułym gestem poprawiając mu kołnierzyk. Zachowanie bardzo, bardzo kobiece, wręcz podchodzące pod matkowanie. Ale, do cholery, nie potrafił się powstrzymać. Brunet wyglądał w tym momencie tak seksownie, że najchętniej by pchnął go na łóżko i znowu odpowiednio się nim zajął. Naprawdę zaczął się zastanawiać, czy całkiem nie uzależnił się od jego ciała.
Przykra, ale prawdziwa myśl niemal natychmiast go uderzyła – nie czuł bynajmniej potrzeby zmiany tej sytuacji. Było idealnie i w żadnym wypadku nie chciał rezygnować z kochanka, a tym bardziej ani chwili jego obecności. Musiał czerpać garściami, póki go miał przy sobie. Dlatego musiał, po prostu musiał pocałować go w usta. Zrobił to krótko, przez wzgląd na ewentualne humorki bruneta, a potem odsunął się i skierował ku kuchni. Zrobił na szybko dwie kanapki dla siebie, wrzucił czekoladę do kieszeni kurtki i tak wyposażony zaczął ubierać buty. Wbił w tym czasie zęby w swoje śniadanie, z którego nie zamierzał rezygnować. Zawiązanie sznurówek zajęło mu przez to trochę więcej czasu, niż ustawa przewiduje, ale nie na tyle, by Vincent zaczął się niecierpliwić. Bardzo.
Założył szybko kurtkę i dokończył jeść pierwszą kanapkę.
- No, to jestem gotowy, idziemy? - rzucił, przekrzywiając głowę pytająco. Żeby nie czynić im dodatkowych problemów, wziął klucze z wieszaka i nonszalanckim krokiem wyszedł z akademickiego mieszkanka, a potem zamknął drzwi za ukochanym.
- To do jakiego kina zmierzamy? - spytał, wkładając ręce do kieszeni i zrównując krok z brunetem. Wlepił w niego przy tym ciekawskie, przynajmniej po części wypełnione zafascynowaniem. To nie to, że nie widział Vincenta eleganckiego (no dobra, może trochę), a zwyczajnie uwielbiał odkrywać kolejne, coraz to ciekawsze wcielenia swojego osobistego bóstwa. Pomijając oczywisty fakt, że musiał się go napatrzeć na zapas. Nacałować. Naprzytulać. Na-wszystko. Nie chciał go przy tym zamęczać, dlatego też zachowywał się niesamowicie grzecznie, po prostu pożerając go wzrokiem i czekając na kolejne, precyzyjne dyspozycje ze strony Vincenta. Rozkazy, czy niekoniecznie, nazwa nie była istotna, zależała zresztą w znacznej mierze od interpretacji. On chciał po prostu swojego faceta. Dużo swojego faceta.
Czasami przerażał go stopień, w jakim się zadurzył w młodym panu Star. Nie było to porównywalne z nikim wcześniej. Niepokoiło go to, a przede wszystkim świadomość, że zerwanie przyjąłby strasznie. Ale takie prawdziwe. Potrafił naprawdę wiele wybaczyć, a jeszcze więcej zignorować, ale wiedział, że kiedyś mogą dotrzeć do TEJ granicy.
Nie chciał nawet o niej myśleć.
- Kocham cię - mruknął cicho.

[z/t] x2
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój 7 [Vincent i . . . ]    

Powrót do góry Go down
 
Pokój 7 [Vincent i . . . ]
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Pokój wizytowy
» Pokój Chemika
» Pokój Gościnny (-) - Piętro
» Pokój Wspólny
» Czerwony pokój zabaw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Akademiki :: ∎ Pokoje-
Skocz do: