IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie na poddaszu

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Mieszkanie na poddaszu   Wto Sty 28, 2014 5:38 pm

Jest to umieszczone na poddaszu kamienicy mieszkanie studyjne, czyli jakby ktoś nie wiedział po prostu jedno wielkie pomieszczenie z aneksem kuchennym. W tym przypadku, sypialnia znajduje się na platformie. Aby na nią wejść trzeba pokonać trzy nie wysokie stopnie. Od pokoju dziennego sypialnie oddziela przeszklona ściana zwykle zasłonięta wielką bambusowa kotarą. Łóżko jest stosunkowo proste, bez zbędnych ozdób i duże, tak żeby trenerowi nie wystawały stopy.
Całe mieszkanie urządzone jest w stylu minimalistycznym. Jest raczej pusto. Nie ma tu zbyt dużo mebli, a wszystkie jakie są, cechują się przede wszystkim wygodą. Znajdzie się więc szeroka kanapa ustawiona gdzieś po środku całego mieszkania, która służy teraz za łóżko Lou. (Z którego on i tak właściwie nigdy nie korzysta.) Nieduży stolik kawowy, wiecznie zgaszony telewizor i porzucona konsola... Kilka półek na książki, obok nich biurko... Walająca się piłka do kosza... Przy aneksie kuchennym sporych rozmiarów stół i kilka krzeseł... Nic specjalnego. Kolorystyka raczej jasna, co potęgują jeszcze wielkie okna, dzięki którym pomieszczenie przez większość dnia jest widne.
Łazienka średnich rozmiarów, lecz z dużą wanną, by Terry wygodnie się w niej mieścił, jest jedynym oddzielnym pomieszczeniem.


***

Z pełną premedytacją ignorując rozeźlonego współlokatora, uśmiechnął się ciepło do Kotori'ego i podyktował mu swój numer.
- Będę już wracał, bo czeka mnie pogadanka z krnąbrnym bachorem. - Pozornie niedbały ton zawierał w sobie taką ilość jadu, że mógłby wytruć pół Londynu. - Miło było spotkać cię po latach. - Uniósł dłoń w geście pożegnania. Dopiero kiedy schował telefon, znów zaszczycił Lou spojrzeniem, tym razem pełnym dezaprobaty. No na bogów, naprawdę nie wiedział po co go przy sobie trzyma.
- Idziemy do domu. - oznajmił twardo ignorując bezpodstawne przytyki. Nie miał zamiaru psuć sobie krwi przez widzimisię narwanego Lou. Ruszył więc spacerowym krokiem w kierunku mieszkania. Jedno nie dawało mu tylko spokoju... Może był po prostu dla niego za... dobry? Kiedy to się stało, ze pozwolił sobie wejść na głowę?
Westchnął cicho marszcząc jasne brwi. Każdy miał granice cierpliwości, nawet wielki nauczyciel, a przebywanie z Lou sprawiało, że zbyt często, niebezpiecznie się do nich zbliżał.
- Jeśli chcesz ustawiać swoje życie według harmonogramu, twoja sprawa. Mnie do tego nie mieszaj. Nie będę żył pod twoje dyktando.
Nie było w tych słowach złości, czy nawet irytacji. Był za to niemal namacalny chłód i kategoryczność jaka dość rzadko cechowała Terry'ego jeśli chodziło o sprawy prywatne, a jeśli już się ujawniała znaczyło to, że żarty się skończyły. Już nawet nie dbał o to, ze te słowa są może zbyt ostre. W końcu Lou w jakiś pokrętny sposób się o niego martwił, ale przecież chyba były jakieś granice, prawda?
- Martw się o siebie. Nie potrzebuję niańki.
Nawet na niego nie patrzył. Wcisnął dłonie w kieszenie bluzy lekko się garbiąc. Musiałoby się stać coś naprawdę okropnego, żeby rozeźlić Terry'ego. Jak więc nazwać to, co teraz czuł? Irytacja? Niechęć? Tak... drugie słowo idealnie oddawało teraz jego odczucia. Niechęć i zmęczenie, a do tego lekki ból kolana, który przyszedł chyba tylko po to żeby dolać parę kropel do czary goryczy, powodowały, ze wielkolud się zasępił, a między brwiami pojawiła się głęboka zmarszczka.
Nawet nie wiedział czy Lou za nim idzie, ale zapewne tak było. Ignorował go jak mógł, choć wiedział, że to tylko bardziej go rozeźla. Mimo wszystko miał w głębokim poważaniu jego bezpodstawne oskarżenia i chorą zaborczość. Do tego zaborczość nieuzasadnioną. Nic między nimi nie było, i w takich chwilach jak ta miał ogromną chęć warknięcia mu prosto w twarz, że nigdy nie będzie. Żeby się wynosił razem ze swoim irytującym ego. O tak, czasem miał wrażenie, że zamiast jednego Lou, ma u siebie dwóch Lou, a ten drugi był zdecydowanie gorszy.
Otworzył drzwi i wszedł do mieszkania siłą przyzwyczajenia rzucając klucze na okrągły, stojący przy nich stolik. Zdjął buty i odwiesił bluzę na wieszak. Bez słowa poszedł do kuchni z zamiarem zrobienia sobie kawy. Zbliżała się kolejna bezsenna noc.
Powrót do góry Go down
Louie
Nauczyciel wychowania obywatelskiego
Nauczyciel socjologii
avatar

Liczba postów : 29
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie na poddaszu   Czw Sty 30, 2014 3:52 pm

Fakt nie podobało mu się to wszystko. To, że był zazdrośnikiem to już inna kwestia, on po prostu nie lubił kiedy ktoś dotykał tego, co należy do niego. Nie mówimy tu o przedmiotach. Louie nie traktował ludzi w ten sposób, powiedzmy. Miał swój sposób bycia, który od wielu lat się nie zmieniał. Na Kotoriego większej uwagi nie zwrócił, tak jak spojrzał wcześniej, tak obserwował go dalej, czekając przy tym, aż wreszcie jego księżniczka się ruszy. I kto tu jest krnąbrnym bachorem… – pomyślał.
Może i był młodszy, ale to jeszcze niczego nie zmieniało, ani niczego nie dowodziło. Terry chyba jednak myślał w tej sprawie zupełnie inaczej. Skoro mowa o dzieciakach, wypadałoby zaczepić gdzieś Lucka, młodszego brata, który prędzej mu piekło zrobi, iż się nie widzą, niż normalnie pogoda i poczeka. Och. Przypomniało mu się właśnie, że miał porozmawiać z Terrym o przeprowadzce tymczasowej brata do nich. Wiedział, że będzie problem. Mieszkanie to jest zdecydowanie za małe nawet dla dwóch osób, a co dopiero dla trzech. Jednak nie miał zamiaru się tak łatwo poddać. Ruszył za nim powoli.
-Jeśli chcesz jeść to co ugotuje to niestety sam się dostosuj. Możesz jeść na mieście jeśli ci się nie podoba, ale zapewniam, że zatęsknisz za moją kuchnią.
O tak. Louie był i jest kucharzem doskonałym. Gdyby nie kariera nauczyciela, zapewne poszedłby w ślady kulinarni. Przewrócił oczami. Dobrze wiedział, że bez właściwego wyżywienia, Terry mógłby zmienić siebie, przykładowo przytyć, ewentualnie zatruć się śmieciami. Także Lou idealnie sprawował się w roli niańki. Powiedzmy. Wszedł do domu tuż za właścicielem tego lokum. Oczywiście mógł sobie sam już dawno coś kupić, jakieś większe mieszkanie czy domek, ale jakoś wolał żyć pod jednym dachem z tym wielkoludem. Sam również ściągnął buty. Widać było, że ubierał się w pośpiechu, gdyż nawet nie miał na sobie skarpetek. Podszedł do blatu w kuchni, prosto do piekarnika. Włączył go, aby podgrzać to co sam zrobił. Po mieszkaniu mógł się rozpylić zapach grillowanych szaszłyków z krewetkami. Lubił eksperymentować, dlatego też starał się robić codziennie co innego. Wyłożył ciepłe szaszłyki na dwa talerzy i położył na małym stoliku, przy którym zazwyczaj zawsze jedli razem. Do tego przyniósł i położył na stół dwa piwa, musztardę, ketchup i chrzan. Kto co wolał.
Sam usiadł przy stoliku czekając na mężczyznę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Mieszkanie na poddaszu   Czw Sty 30, 2014 6:18 pm

Dla Terry'ego różnica wieku była bardzo istotna. Gdyby tak nie było pewnie uganiałby się za małolatami, a swoje lata doświadczeń już miał i upór jednostek, a nawet całego stada baranów nie robiła na nim wrażenia. No może prócz jednego barana, który dzisiaj skutecznie psuł mu krew.
Łudził się. Naprawdę się łudził, że Lou zamknie paszcze i pokornie schowa się gdzieś zajmując własnymi sprawami. Że będzie miał na uwadze, że zirytowany Terry, to przykry Terry, który nie obawia się pokazywania swojej irytacji jej powodowi. Ale on dolewał oliwy do ognia, najwyraźniej chcąc usłyszeć to, co chodziło mężczyźnie po głowie od jakiegoś czasu.
Słysząc wypowiedź Lou trener odstawił trzymany w dłoni kubek i oparł się dłońmi o kuchenny blat. Głęboko zaczerpnął tchu, a kiedy zaczął mówić, jego głos był zimny... i tak zimnego tonu Lou na pewno jeszcze nigdy nie słyszał od swojego obiektu westchnień.
- Nie musisz mi gotować. W ogóle nic nie musisz. Jeśli aż tak bardzo chcesz ustalać zasady, możesz się wyprowadzić. Nikt cię tu nie trzyma. - Po ostatnim zdaniu spojrzał na współlokatora i oczy mu pociemniały. Ze złości? Zawodu? - Tym bardziej ja.
Powiedział to i miał nadzieję, że w końcu coś do niego dotrze, bo zwykle miał wrażenie, że mówi do ściany. Terry soje, a Lou swoje. Wszystko spływało po nim zaskakująco szybko, a Terry miał już tego po prostu dość. Lubił go, lubił go na tyle, by pozwolić mu u siebie mieszkać, by pozwolić mu być blisko siebie... A on tego nie doceniał... A może to nie w nim tkwił problem? Sam już nie był pewny.
Zamknął oczy i na chwilę odchylił głowę w tył. Nie był głodny. Teraz już nie... Powlókł się w stronę sypialni nawet nie biorąc prysznica.
Powrót do góry Go down
Louie
Nauczyciel wychowania obywatelskiego
Nauczyciel socjologii
avatar

Liczba postów : 29
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie na poddaszu   Pią Kwi 11, 2014 12:47 pm

Denerwowało go zachowanie jego lokatora, chociaż to sam Lou się tu wprosił. Oczywiście mógł się wynieść, ale nie chciał. Sądził też w jakimś stopniu, iż Terry też nie i działał tylko pod wpływem emocji. Tak przynajmniej sobie tłumaczył, a raczej nie dopuszczał do siebie innego faktu. Nie przejmował się krytyką, ani tym bardziej obraźliwymi słowami, które były rzucane w jego kierunku. Dzieciństwo miał dobre, ale mimo to, miał swoje chwilę w życiu, kiedy był nieosiągalny. Tak, jakby w przeszłości ktoś zrobił mu ogromną krzywdę. Łudził się tylko coraz bardziej na to, iż Terry w jakimś stopniu zaakceptuje jego i przełamie się, ale ta bariera z dnia na dzień robiła się coraz bardziej duża. Miał nadzieję, ale nie pochłaniał się w nich zbytnio. Miał rację. Nie musiał mu wcale gotować. Mógł spokojnie patrzeć jak obżera się czymś, co nawet nie ma smaku, ale zwyczajnie nie chciał. Miał poczucie dbania o tego wielkiego gościa, nawet jeśli nigdy mu za to nie podziękuje. Jakby tak się właśnie temu przyjrzeć, to nigdy nie usłyszał tego słowa płynącego z ust lokatora. Po części zdawał sobie sprawę, że jest to prawda. Sam się wprosił, nie pytając przy tym nikogo o pozwolenie. Był tu niechciany i sam próbował ustalać zasady, swoje zasady. Nie miał łatwego charakteru, to prawda, ale nie musiał go zmieniać. Tak przynajmniej uważał. Wziął głęboki wdech, kiedy Terry zamknął się w swoim pokoju.
-Widocznie jesteś większym głupkiem, niż myślałem.
Mówił szeptem. Mężczyzna, w którym był zakochany, nie dostrzegał, że robi to wszystko dla niego. Zwyczajnie obcemu facetowi nic by nie gotował, nie produkował by się i zwyczajnie by się tak nie narzucał. Odstawił wszystko na swoje miejsce. Nie miał już apetytu. Miał dylemat, czy powiedzieć mu wszystko prosto w twarz, czy faktycznie się wyprowadzić. Miał kasę i stać go było na to, ale nie chciał. Ruszył pod sypialnie starszego lokatora. Zatrzymał się pod ścianą, zwyczajnie się przy tym opierając o nią.
-Chcesz, abym się stąd wyprowadził?
Nie miał smutnego głosu, raczej był poważny i lekko przyciszony. Chciał wiedzieć. Chociaż zapewne chciałby być potrzebny i wiedzieć, że ma do czego wracać. Nie zdziwiłby się, gdyby faktycznie Terry tego chciał, więc był gotowy na to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Mieszkanie na poddaszu   Pią Kwi 11, 2014 1:56 pm

Kiedy Lou wszedł po stopniach i zajrzał do prowizorycznej sypialni, Terry leżał na wznak na łóżku patrząc się tępo w sufit. Słysząc kroki, a potem także pytanie, jedynie westchnął. To nie tak, że nie zdawał sobie sprawy. Zdawał aż za dobrze, tylko... Lou był takim typem człowieka z którym Terry miał raczej mały kontakt pod względem... wspólnego mieszkania, a już na pewno partnerstwa. Lou był wybuchowy, nie odpuszczał i wiecznie pokazywał pazury, a nawet jeśli faktycznie chciał zrobić coś miłego, czy tam pożytecznego, wyglądało to tak, jakby robił to tylko dla siebie. Dlatego Terry odsuwał wszelkie chęci stawiania sprawy jasno. Próbował olewać, ale było coraz trudniej. W końcu nie mógł wiecznie ignorować, prawda? Kiedyś kończy się cierpliwość, nawet takiego Terry'ego. I albo Lou się wyniesie, albo zacznie zachowywać się odpowiednio. Innej opcji nie było.
Westchnął jeszcze raz i w końcu przewrócił się na bok podpierając głowę dłonią.
- A czego ty chcesz?
Zmrużył oczy. Był raczej przygnębiony niż zły, ale skoro teraz to wszystko wypływa, nie miał zamiaru się wycofywać i odwlekać sprawy. Może w końcu jak obaj przedstawią jasno swoje stanowiska, coś się zmieni. Nawet jeśli miałoby się zmienić na złe dla któregoś z nich.
Powrót do góry Go down
Louie
Nauczyciel wychowania obywatelskiego
Nauczyciel socjologii
avatar

Liczba postów : 29
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie na poddaszu   Nie Kwi 13, 2014 10:21 am

Lou wiedział co chciał i dobrze wiedział, że nie ma zamiaru się wynieść, ale musiał też uszanować zdanie towarzysza, bo jakby nie patrząc, to nadal było jego mieszkanie. Jeśli teraz się nie dogadają, to nigdy to nie nastąpi. Nie bał się mówić o swoich uczuciach, ale nie wiedział w sumie nic osobistego z życia współlokatora. Znał tylko podstawy, to jaki jest, co lubi jeść, pić i co robi w wolnym czasie. A tak po za tym? Nic. Długo ze sobą nie mieszkali, więc nie poznali się na tyle dobrze jak powinni. Dziwne. Ktoś kogo kochasz mieszka z Tobą, a ty nawet nie wiesz nic, co mogłoby ci pomóc go zdobyć. Wręcz przeciwnie. Chyba faktycznie nasz kochany wredota odpychał go swoim zachowaniem.
Wiedział jedno. Nie mógł tak szybko odpuścić i dać sobie spokój. Ani tego nie chciał, ani nawet przez myśl mu to nie przeszło.
-Od kiedy obchodzi cię czego ja chce? Gwoli ścisłości, chce tu zostać, by móc być przy osobie, którą kocham. To złe?
Po raz pierwszy od dłuższego czasu był szczery i mówił otwarcie o swoich uczuciach. Wiedział, że może nie być zaakceptowany, ale nie dopuszczał do siebie tej chorej myśli, która dla niego była zła.
o była zła.
Ręce założył na krzyż pod klatką piersiową, a sam jego wzrok wbił się gdzieś w ścianę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Mieszkanie na poddaszu   Nie Kwi 13, 2014 7:29 pm

Czekał na odpowiedź pozornie obojętnie, hołdując wredności, czekał niemal z łaską. No może to przesada, ale miał naprawdę mieszane uczucia co do całej tej rozmowy, do całego dzisiejszego dnia, który obfitował w dziwaczne zbiegi okoliczności. Dlatego jego twarz zdawała się wyrażać lekceważenie.
Słysząc pierwszą część odpowiedzi, prychnął podnosząc się do siadu. I tak oto lekceważenie przeistoczyło się w oburzenie. No tak, oczywiście wychodził na tego, którego nie interesują uczucia innych. Tak, Terry najgorszy! Gorzkie wspomnienia zalały go falą, aż się skrzywił. Już chciał warknąć, wyrzucić Lou, że potraf tylko rzucać oskarżeniami. Tak właściwie było. Terry miał wrażenie, że facet nie dostrzega u siebie wad, a tych miał kilka. A największą był chyba ten... narcyzm? Pewność siebie graniczącą z przesadą? Nie zdążył tego nazwać nawet w myślach, bo oto nagle został obarczony... wyznaniem. Trochę go zatkało. Uniósł brwi, aż zniknęły pod przydługą grzywką. Poważnie? Powiedział to wprost? Terry od początku wiedział i często gryzło go poczucie winy, ze pozwala mu zbliżyć się do siebie, podczas kiedy... swoich uczuć nie był pewny. Poza tym jak do tej pory utrzymywał swoją orientację w sekrecie, więc może dałoby się tym wykpić? Od razu na myśl przyszły mu wszelkie wymówki i usprawiedliwienia. Nie, nie... Nie może bagatelizować, zbyt długo to robił i w końcu stało się. Oto stoi przed faktem dokonanym.
Westchnął głęboko i przetarł twarz dłonią. Przeczesał palcami jasne włosy. Milczał przez długą chwilę w której patrzył gdzieś w przestrzeń, a gdy się odezwał głos miał przesadnie spokojny z tą nutą wyrozumiałości, którą kieruje się do dzieci, gdy chce się im wyjaśnić jakąś przykrą kwestię.
- To nie jest złe. - W końcu na niego spojrzał. W pochmurnym spojrzeniu widać było, że naprawdę się przejął, ale to nie zbiło racjonalnego podejścia do sprawy, którym zwykle się wykazywał. Terry był poważniejszy niż można sądzić po jego powierzchowności. Był przede wszystkim cholernie odpowiedzialny. To z jednej strony było wspaniałe, ale z drugiej bywało zgubne. Tak jak teraz. Czuł, że musi wziąć odpowiedzialność za swoją lekkomyślność.
- Zacznijmy jednak od tego, że bardzo krzywdzące jest to, co powiedziałeś. Nie mówię o wyznaniu, a o tym, że rzekomo nie przejmuję się tym, czego chcesz. Gdybym nigdy się nie przejmował, nie byłoby cię tu. - Zmarszczył brwi, ale spojrzenie miał łagodne. - A teraz druga sprawa... - westchnął ciężko kręcąc głową - ...Jak ty to sobie wyobrażasz? Jestem facetem, jestem od ciebie sporo starszy... Zastanów się najpierw czy to, co czujesz nie jest tylko pustą fascynacją. Nie szafuj wyznaniem, jeśli nie jesteś go pewny. Chuć to nie to samo co miłość.
Uśmiechnął się gorzko na kilka wspomnień odnośnie sytuacji w których wyczuwał bardzo, że współlokator jest nim zainteresowany. Wtedy też zastanawiał się czy nie zrobić kroku do przodu i nie poddać się. Przecież to nic nie znaczyło. Mogli się ze sobą przespać, masa ludzi tak robi, ale Terry miał opory wystarczająco duże, by nigdy nie poddać się pokusie.
Powrót do góry Go down
Louie
Nauczyciel wychowania obywatelskiego
Nauczyciel socjologii
avatar

Liczba postów : 29
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie na poddaszu   Pon Kwi 21, 2014 10:22 am

Myślał, że jego uczucia były, aż zbyt oczywiste, że został już dawno odczytane. Mylił się? Nie sądził. Terry pozornie może tak wyglądał, ale w rzeczywistości był mądrym osobnikiem płci męskiej. Więc nie słusznie by było nazwać go tępym. Właściwie czemu Lou się w nim zakochał? Na świecie jest mnóstwo innych facetów, a tu akurat padło na tego wielkoluda. Jemu to nie przeszkadzało, ale wciąż nie wiedział praktycznie nic o swoim wybranku. Co wcale go nie zniechęciło. Wręcz odwrotnie. Chciał dowiedzieć się więcej i więcej, ale na to jeszcze za wcześnie. Prędzej go wyrzuci z domu, niż powie coś o sobie. Tak przynajmniej myślał.
Nigdy nie lekceważył tego, co Terry mu mówił, on po prostu puścił to do najciemniejszej strony swojego mózgu. Uznał to za zbędne blefowanie i gadanie głupot. Ot cały Louie. Wiedział tylko to co chciał wiedzieć, reszta go nie obchodziła. Dobrze wiedział, że ma dużo wad. Chociażby to z ich powodu, nigdy nie ułożył sobie z kimś życia. Większość osób zwyczajnie nie chce mieć z nim nic wspólnego, dla nich on jest wrednym egoistą, co jest nieprawdą. A na chwilę obecną tylko jego brat może to potwierdzić. Nigdy też jakoś specjalnie nie próbował się zmienić. Był zbyt leniwy na to.
Mimo tego, że faktycznie wyglądał na taką osobę, to pod tą skorupą znajdywały się tajemnice, o których nikomu nie mówił. Powiedzmy, że wstydzi się ich.
Podczas wyznania, sam jakoś specjalnie nie uśmiechnął się. Miał kamienną twarz, co miało pokazać, że mówi całkiem poważnie. Zresztą jak taki stary dziad, mógł bawić się w młodzieńczą miłość. Na boga. Odróżniał to. Zauroczenie, a miłość to dwie różne sprawy. Zauroczyć można się nawet w bracie, a zakochać w kimś, na widok, kogo serce podchodzi ci do gardła. Ciężko było go zbyć, więc jeśli nawet Terry go odrzuci, to on i tak nie podda się. Był byt upierdliwy i nachalny. Co nie każdy wie i doświadczył. Nigdy nie miał problemu z mówieniem o uczuciach wprost, wolał nie owijać w bawełnę. On z kolei nie ruszył się z miejsca, nadal oparty o ścianę był całkiem poważny i oczekiwał tu i teraz konkretnej odpowiedzi. Czas się skończył, zbyt długo czekał.
To oczywiste, że nie było złe. Wcale go tym nie zaskoczył, raczej był zaskoczony późniejszymi słowami.
-Więc czemu mnie tu trzymasz? Równie dobrze mógłbyś mnie wyrzucić siłą, a jednak tego nie zrobiłeś. Brzmi jak „zależy mi na Tobie”.
Ruszył swoje leniwe dupsko od ściany i spojrzał na lokatora. Ich oczy spotkały się ze sobą.
-Czy ty myślisz, że ja mówię o uczuciach na prawo i lewo? Nie rozumiem, dlaczego mówisz mi o fascynacji, kiedy ja potrafię odróżnić zauroczenie od miłości, czy też nawet od obsesji. Na próżno chcesz mnie zniechęcić, po to, aby mieć spokój. Czyżby za tym kryła się jakaś historia z przeszłości? Mówię poważnie i szczerze, Kocham Cię.
Nie miał zamiaru się wycofać. Znał się na ludziach, na ich zachowaniu i emocjach jakie odczuwają w danej chwili. Był w tym specjalistą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Mieszkanie na poddaszu   Wto Kwi 29, 2014 12:12 pm

Choć dźwięk pewności w wyznaniu odrobinę ukuł go w serce, nie dał po sobie niczego poznać. To było z jednej strony niezwykle ciepłe. Dawno nie usłyszał od nikogo tych słów i przemknęło mu przez myśl, jak dobrze byłoby znów czuć się w ten sposób, ale zaraz racjonalne myślenie powróciło, bowiem druga strona medalu nie była już taka piękna. Terry nie zapomniał jak to jest dokonywać kiepskich wyborów pod wpływem dobrego impulsu. Mężczyzna westchnął głęboko i wstał. Przycisnął palce do skroni, starając się skupić na poruszonych kwestiach. W końcu podniósł spojrzenie, a gdy skrzyżował je ze wzrokiem Louie'go, zmrużył oczy i z najczystszym spokojem odparł.
- Nigdy nie powiedziałem, ze mi na tobie nie zależy. Pozwoliłem ci tu mieszkać... - zawahał się zdając sobie sprawę z tego co chciał powiedzieć. O nie, nie, nie. Uniósł do góry brwi, wywrócił oczami i pokręcił głową. To się naprawdę dzieje? Jak wdepnął w to bagno? - bo jesteśmy przyjaciółmi. - Ostatnie słowa wymówił przesadnie powoli i wyraźnie.
- Poza tym, chciałem ci przypomnieć, że nie trzymam cię tu. Sam to zaproponowałeś, sam przyjechałeś za mną do Londynu.
Teraz wychodziło całe zaniedbanie jakiego Terry się dopuścił. Był świadom wszystkiego od samego początku, ale nie zdusił tego w zarodku mając jakieś chore, nikomu niepotrzebne nadzieje. Jednak okazało się być tak jak zawsze... Lou nie był odpowiedni. W oczach Terry'ego był kapryśnym, egoistycznym dzieciakiem, który... przyjechał za tobą do Londynu. Dopowiedziała usłużna podświadomość i mężczyzna zacisnął szczęki. Uparcie odsuwał wszelkie przejawy prawdziwej sympatii, chcąc świadomie obrzydzić sobie osobę współlokatora. Pewnie dlatego powiedział to, co po chwili padło.
- Nie mam pojęcia czy mówisz o nich na prawo i lewo. I wiesz, że twoje zapewnienie może być równie puste co wyznanie? Nie mam na to żadnej gwarancji, a swoim zachowaniem przeczysz słowom. Jesteś... - Wyraźnie szukał odpowiedniego słowa, aż pomógł sobie gestykulując dłonią - ...zaborczy, życzeniowo nastawiony i nachalny. Zanim wyznałeś mi uczucie starałeś się mnie uwieść. Nie pomyliły ci się kolejności?
O tak, pan Johanson - stary romantyk hołdujący tradycjom. W pewnym sensie rzeczywiście tak było. Terry gdyby był hetero zapewne wziąłby ślub z jakąś uroczą kobietką w małym uroczym kościółku i czekał z cnotą aż do nocy poślubnej. Nawet nie przejął się, że jego argument zapewne wydawał się większości współczesnych ludzi kompletnie bez sensu. Zamilkł na chwilę biorąc kolejny wdech, ale pokręcił tylko głową na chwilę ja zwieszając.
- I jak ty to sobie wyobrażasz, co? - Dopiero po tych słowach ponownie na niego spojrzał, a nawet trochę się uśmiechnął. Pusto i raczej smutno. Czuł się starszy o kolejne kilka lat. W tym tempie przed czterdziestką wyciągnie kopyta.
Powrót do góry Go down
Louie
Nauczyciel wychowania obywatelskiego
Nauczyciel socjologii
avatar

Liczba postów : 29
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie na poddaszu   Wto Maj 06, 2014 10:18 am

On za to nie mówił tych słów każdemu. Owszem sam kiedyś trwał w normalnym związku z kobietom, ale dawno został ten pomysł porzucony. Dla niego była to dobra decyzja, ale dla tamtej kobiety już mniej. Biedna zdążyła sobie zrobić nadzieję, a on bez uczuć porzucił ją niczym starą zabawkę. Fakt, mógł zrobić to delikatniej, ale nie umiał. Nie zależało mu.
Jakoś nie chciało mu się wierzyć, że Terry zgodził się bo są przyjaciółmi, phi. Do przyjaciół to było im bardzo daleko. Na każdym kroku, Terry wyrażał swoje niezadowolenie ze współlokatora, więc skąd pomysł o przyjaźni? Doprawdy kochany sprowadzasz się na dno.
-Nie uważasz, że do przyjaciół nam jeszcze dość daleko? To ty wciąż na mnie narzekasz i wyrażasz niechęć do mnie, a przyjaciele tego nie robią.
Dokładnie. Chciał w sumie w jakiś sposób pobudzić go do działania i powiedzenia prawdziwych intencji. Lou przyjechał za nim bo się zakochał, poczuł coś czego nie potrafi się wyprzeć. Głupcy nazywają to miłością, a ci bardziej głupsi – miłością ponad życie. Niemożliwe, a jednak. Słuchał wszystkie, ale mało okazywał swoje zainteresowanie jego słowami. W szczególności, że chciał usłyszeć zupełnie inne. Wkurzył się. Nikt mu nie będzie mówił, że gada o nich na prawo i lewo. To ponad jego sił. Odwrócił się gwałtownie w jego stronę. Pchnął go do ściany, jedna jego ręka wylądowała na ścianie, a druga na gardle mężczyzny, a sam spojrzał tym swoim lodowatym spojrzeniem prosto w jego oczy. Nie podobało mu się to. Nie podobało mu się w jaki sposób Terry obrócił wszystko w nicość.
-Słuchaj. Gdyby faktycznie tak było to już dawno sprowadzałbym sobie tu obcych facetów, nie wracał na noc, chlał ile popadnie, miał cię głęboko w poważaniu i nawet bym nie ruszył palcem, aby ugotować ci durny obiad. Starałem się uwieść? Dobre. Może po części owszem, ale bardziej mi zależało, abyś w jakiś sposób spędzał ze mną wspólny czas. Abyś poznał mnie lepiej.
Widać było po jego minie, że nie żartuje. Może i miał drobne problemy z panowaniem nad emocjami, ale w takim wypadku, każdy by tak zareagował. Zabrał swoją dłoń z jego ciała. Uniósł się owszem bo i to jego wypowiedzi był stanowczy, głośny i krzyczący o uwierzenie.
Jak bardzo Louie musiał się stoczyć, aby w końcu zostać doceniony?
-Jak sobie wyobrażam? Normalnie. Coś mi się wydaje, że ty nigdy nie miałeś styczności z mężczyzną, albo ostatecznie jesteś dość kiepski w tych sprawach.
Kolejna prowokacja? Nie wypuścił go. Znajdował się wciąż między nim, a ścianą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Mieszkanie na poddaszu   Sro Maj 07, 2014 1:55 pm

Lou nawet nie zdawał sobie sprawy jak bardzo myli się w temacie ich relacji. Terry owszem, popełnił błąd, owszem, był nieostrożny, ale na pewno nie zakochany. Wystarczająco lubił Lou, żeby pozwolić mu u siebie mieszkać, nazywał to przyjaźnią, bo jak inaczej? Ale słysząc słowa odnośnie właśnie tej domniemanej przyjaźni, zdecydowanie zmienił nastawienie. Skro nie byli przyjaciółmi, to byli tylko współlokatorami. Najwyraźniej metody młodszego nauczyciela nie skutkowały w taki sposób w jaki powinny.
- A nie sądzisz, ze skoro nawet nie możemy być przyjaciółmi, to tym bardziej nie możemy być partnerami? I jak spaczony pogląd masz na przyjaźń skoro uważasz, że przyjaciel nie powie ci w twarz, co o tobie myśli?
Patrzył na niego i widział, ze jak zwykle żadne słowo do niego nie trafia. Nie ważne czy mówili o debilnym wspólnym obiedzie, czy o miłości. Nigdy nie słuchał tego, co mówił. To sprowadzało coraz większą irytację, ale to co stało się później sprawiło, że zwykle flegmatyczny i do bólu spokojny Terry po prostu się wkurzył. Gniew wykrzywił mu twarz w brzydkim grymasie, a zwykle spokojne spojrzenie zyskało niepokojący błysk. W ogóle bardzo ciężko było przyprzeć go do ściany i gdyby nie efekt zaskoczenia, mężczyzna na pewno by na to nie pozwolił. Momentalnie zacisnął palce na dłoni, która wylądowała mu na gardle i odtrącił ją używając przy tym zdecydowanie zbyt dużo siły.
- Gdybyś przyprowadził tu kogokolwiek wyjebałbym cię na zbity ryj. - warknął i trzeba było przyznać, że jeśli ktoś nie słyszał podniesionego głosu Terry'ego mógł się ewidentnie przestraszyć. Głęboki, warkliwy, nieprzyjemny. Obcy. Tak jak cały Terry. Najwidoczniej skończyła mu się cierpliwość. Mężczyzna nie spuszczał z Lou wzroku i najwyraźniej jego spojrzenie oraz ton głosu nie robiło takiego wrażenia, by w jakikolwiek sposób poczuł się źle ze swoim postępowaniem wobec współlokatora, a już tym bardziej po ostatnim, pełnym prowokacji zdaniu. Nie wjeżdża się na ambicje w taki sposób. Nie komuś, kto z powodzeniem mógł złamać ci kilka kości. Tym razem to wielka dłoń Terry'ego wystrzeliła do przodu zakleszczając się boleśnie na szczęce mężczyzny. Ciskający gromy wzrok prześlizgnął się od oczu Louie'go do jego ust i tam się zatrzymał. Blondyn zacisnął szczęki. W tym jednym momencie wydawać by się mogło, że się nie pohamuje, że wpije mu się w usta, zedrze z niego ubranie i będzie pieprzył, tylko po to by hołdować swojej samczej naturze, ale... nie. Niemal zazgrzytał zębami i puścił go prychając z pogardą. Już nawet nie kierował jej do Lou, a do siebie samego. Tak łatwo dać się sprowokować, tak łatwo pozwolił sobie na zbyt śmiałe pragnienia.
- Myślę, że poznałem cię już wystarczająco dobrze. - syknął jadowicie patrząc na niego z góry. Realnie i w przenośni. Nie ruszył się, spojrzeniem rzucając mu wyzwanie. Proszę bardzo, niech jeszcze spróbuje swoich sił. Niech się porzuca, niech mówi najgorsze, najbardziej bolesne słowa, ale tym razem Terry nie da się już sprowokować. Te słowa, które padły, wystarczyły, by Lou spalił za sobą mosty, których prawdopodobnie nie da się już odbudować.
Powrót do góry Go down
Louie
Nauczyciel wychowania obywatelskiego
Nauczyciel socjologii
avatar

Liczba postów : 29
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie na poddaszu   Nie Maj 11, 2014 11:22 am

Wiedział doskonale, że nie ma szans w kwestii użycia siły, lecz to już był impuls. Uniósł się, może i nie słusznie, ale nie wiedział kompletnie jak właściwie powinien się zachować. Nigdy nie uciekał przed niczym, ale teraz miał taką chęć, chęć zniknięcia. Pogłębiała się ona niezmiernie szybko. Miał w przeszłości problemy, o których wie tylko jego brat, i chciał, aby tak pozostało. Aby nigdy nie wyszło to na światło dzienne, ale im głębiej w to wierzył, tym głębiej rozpadała się ta myśl.
On nic nie rozumiał. Kompletnie nic. Darował sobie próby przekazania swoich uczuć, dopiero teraz zdał sobie sprawę, że jest tu tylko ciężarem i tak naprawdę nigdy nie miało się to zmienić. Porzucił swoje uczucia głęboko w sercu, w końcu i tak nie zostały one docenione, ani tym bardziej zrozumiane. Może już był za stary na miłość? Może po prostu desperacko szukał kogoś, kogoś kogo miałby przy sobie? Nie… nieprawda. Kochał go szczerze, dlatego nie potrafił zakochać się w kimś innym. To tak jak małe dziecko, które ciągle płacze za swoją mamą. Dziwne porównanie, ale jakże trafne.
Nie zwrócił już uwagi, że słowa, które Terry wypowiedział, świadczył o tym, że nie był mu obojętny, że tylko sam próbował uciekać przed rzeczywistością. Nie bał się go. W jego głowie odbijało się echo mówiące, że on cię wcale nie chce, nigdy nie chciał. Masz złudne nadzieje, daruj sobie. Równie dobrze mógłbyś umrzeć, a on i tak będzie się cieszył, że pozbył się takiego ciężaru i upierdliwego faceta jak ty.
Głupie głosy. Zawsze odzywały się, kiedy ten czegoś desperacko szukał. Miał dość. Można było zauważyć, że oczy Lou zmieniły się diamentalnie, z poważnych, na nieco przestraszone. Kiedy poczuł dłoń na swojej twarzy, dopiero wtedy ponownie wrócił myślami do obecnej chwili.
-Masz racje.
Kiedy to go puścił, Lou cofnął się kilka kroków wstecz. Miał rację, tak bardzo w to uwierzył, że aż przyznał się do błędu.
-Zapomnij o tym.
Odwrócił się tyłem, podszedł do swoich butów i w pośpiechu ubrał się do wyjścia.
-Wybacz, że zawracałem ci głowe moją osobą.
Po tych słowach wyszedł z mieszkania i nie miał zamiaru więcej widywać się z nim. Po raz pierwszy w życiu Louie przeprosił kogokolwiek. Poczuł ogromną chęć wrócenia do starych nawyków, do zapomnienia tego, czego tak bardzo pragnął.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mieszkanie na poddaszu   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie na poddaszu
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mieszkanie
» Mieszkanie Emmy
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Letnie Mieszkanie Heisenberga
» Biuro i mieszkanie Gwen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Kamienice-
Skocz do: