IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Mieszkanie Bona

Go down 
AutorWiadomość
Bonawentura

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 22/06/2014

PisanieTemat: Mieszkanie Bona   Pią Lut 06, 2015 11:29 pm

Bon ani myślał się odezwać. Skinął Mike'owi głową na pożegnanie, Lucasowi też, kiedy ten też postanowił iść. O kanapkach też niczego nie powiedział. W absolutnej ciszy zarzucił kurtkę na grzbiet, nie skomentował pożegnania cholernego szwaba z Kamilem. No cisza absolutna. Na zewnątrz odpalił fajkę i dalej uparcie milczał i kumulował złość tak w okolicy mostka.
Na spokojnie. Dokładnie tak, na spokojnie, przecież nic się, kurwa, nie stało. Co tam, że był niemal absolutnie pewien – i to tak kurewsko bardzo, że o chuj – że Camille w znaczeniu dosłownym dał dupy. Fajka. Dym w płucach i świeże powietrze. Dawno nie był chyba aż tak zmęczony i rozdrażniony jednocześnie, ale żadnej kłótni nie chciał zaczynać. Na zewnątrz przynajmniej.
Wstukał bez przekonania kod domofonu na tym magicznym ustrojstwie, bez przekonania wchodził po schodach. Tak samo ospale szukał kluczy i otwierał nimi drzwi.
Z tą drobną różnicą, że kiedy wpakował się do środka, pierdolnął drzwiami o futrynę. Tak jeszcze zanim blondyn zdążyłby wejść za nim. Niemniej na klucz nie zamknął. Jeszcze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Pią Lut 06, 2015 11:43 pm

Cóż. Nieszczególnie przejmował się zachowaniem Bona. Przywykł już do tego, że ten Polak jest pieprzonym dziwadłem… I właściwie cholernie mu się to podobało. Cały Bon mu się podobał. Kręcił go, ot co. I w chuj podniecał. Kurwa no. Może to pojebane. Ale Camille czuł się nim w chuj zauroczony. I było mu przy nim równie w chuj komfortowo, wygodnie. Dobrze, po prostu dobrze.
Joseph to Joseph. Nie warto o nim gadać.
Wszystko zrzucił na zmęczenie Bona. Ale gdy dotarli pod drzwi i ten zachował się jak pieprzona księżniczka, Francuz stracił resztki współczucia, empatii i zrozumienia. Sam sobie otworzył drzwi i wchodząc do środka również trzasnął nimi głośno. Nie ściągnął kurtki ani butów, czując się w tym miejscu w chuj niechciany. Ale. Nie wyjdzie bez małej awantury.
- Tobie co odjebało?! Było mówić, że mam iść do siebie, do chuja. Albo tyle nie chlać, to byś się ogarnął! - warknął na niego, rozzłoszczony. Och, nie. Wściekły. – Pierdol się, Bon – westchnął, chwilę jeszcze stojąc w miejscu, grzebiąc w kieszeniach kurtki za telefonem. Joseph na pewno wciąż był w klubie. I Camille mógł dalej do niego dołączyć.
- To cześć! – rzucił krótko, faktycznie zamierzając wyjść. Nie dla dramy, o nie. Po prostu wychodził, wybierając lepszą opcję.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bonawentura

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 22/06/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 12:03 am

Bon był Bonem. Łatwo się wkurwiał, wszystko zresztą go wkurwiało, a kiedy już się, rzecz jasna, wkurwił, to nie było zmiłuj. Jak teraz na przykład. Gówno go obchodziło, że to Camille, który jakimś nieogarnialnym dla umysłu ludzkiego cudem spaczył jego do cna niemalże heteryczną duszę. Znaczenia to szczególnego nie miało, po prostu gdy zaczynał się wściekać, nie do końca nad sobą panował. I nieszczególnie zastanawiał się nad tym, co może powiedzieć – czy raczej wywarczeć czy wycedzić – czy albo przypadkiem nie pierdolnie komuś, kto pod rękę się nawinie. Nerwus. Konkretny. Ktoś, kto nad swoją złością panować, nie ma po co się oszukiwać, nie potrafi za nic.
A warczenie Kamila działało trochę jak zapalnik. Trochę całkiem. Właściwie to całkiem w chuj. Ale kurtkę na wieszaku powiesić zdążył.
- Co MI odjebało? - warczał. I nacisk położył na siebie, rzecz jasna. Co jemu odjebało? JEMU? - To nie ja pierdolę się po kątach z pierdolonymi szwabami.
Tak bardzo pewien swego! Co poradzisz? Bonawentura należał do tych prawdziwych samców alfa, kurewsko pewnych siebie, kurewsko nie lubiących, kiedy ktoś podpierdala im mięso spod pyska. Normalnie nie robił przecież takich rzeczy – zazwyczaj ktokolwiek próbowałby się do Kamila przystawiać, jakoś rezygnował, kiedy Bon był w pobliżu, bo to przecież wielkie jak jasny skurwysyn bydle o sile potwora w łapach. A w jego osobistym mniemaniu szwab Józek dopierał się do czegoś, co było jego własnością. Prywatną. Kurwa, do ekwipunku! A, co chyba rozdrażniło go ostatecznie, rzeczony ekwipunek wcale nie sprawiał wrażenia, że mu się to podoba.
Wyjść? O nie. Może i jeszcze na początku nie miał ochoty na dalsze towarzystwo Francuza. Ale kiedy ten faktycznie postanowił wyjść, to Bon zmienił z miejsca zdanie. Pójdzie i co? No kurwa, jeszcze z raz się puści tej nocy. Zaufania za grosz. Paranoja, do chuja pana, wściekłość i zazdrość bezsilna, która kazała zatrzymać adresata tego wszystkiego na miejscu. I jak kazała, tak zrobił, nożesz cholera.
Bez cienia zastanowienia złapał go, tak na początek, za ramię i szarpnął bardziej do środka.
- Nigdzie, kurwa, nie idziesz –
a to już wycedził.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 12:14 am

A to ci Bon. Tego się nie spodziewał! Okej, w ciągu tych zjebanych tygodni nie miał szansy na jakieś szczególne poznanie go, oczywiście. Normalna sprawa! Ale. Nie sądził, że przyjdzie mu spotkać się z zazdrością tak szybko.
I jak to bywało z Camillem, wcale nie zamierzał tej sprawy jakoś słodko załagodzić. A już na pewno nie planował Bona udobruchać – skoro sam coś sobie ubzdurał, to niech sobie z tym radzi.
Nie zareagował jakoś szczególnie na to szarpnięcie. Ale słowa podsumował uniesieniem brwi ku górze. Prychnął z jawną pogardą, ale nie odtrącił od siebie jego dłoni. Polak powinien zabrać ją sam, przyznając się do swojej porażki.
- Ty co świrujesz? – taaak, jego ta cała sytuacja po prostu bawiła. – Ogarnij dupę, to może wrócę. A teraz puszczaj, jasne? – powiedział zaskakująco stanowczo, obserwując go uważnie. A chwilę później roześmiał się krótko, łapiąc go za nadgarstek i odsuwając od siebie.
- Nie jestem twoją rzeczą, Bon. Wyjdę, bo chcę. I wrócę, kiedy zachcę. A w międzyczasie będę robił właśnie to, co chcę. Więc IDĘ, jasne? – odsunął się na krok od niego. – A ty opanuj rozchwiane hormony, bo świrujesz. Daj znać jak skończysz odpierdalać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bonawentura

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 22/06/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 12:26 am

Bywa. Jedni po zjebanych tygodniach wyznają gorąco miłość i inne gówno, inni mają w dupie, a jeszcze kolejni zachowują się jak pojebani, ale to wynika z bycia zjebanym ogólnie, a nieliczny procent nie odpierdala i jest normalny. A Bon po prostu był nerwowy i zaborczy. I już. Niekoniecznie miało to znaczenie, czy jest z kimś tydzień, parę miesięcy, rok czy pięć lat. Co jego, to jego i koniec dyskusji.
I gdzieś tam w środku – tak głęboko, że sam tam nie sięgał za nic – może i wiedział, że przesadza i robi gównoburzę. I to niezłą. Ale niekoniecznie w tej konkretnej chwili to go interesowało. Był z lekka wstawiony, wkurwiony na potęgę, a to z miejsca sprawiało, że nie panował nad sobą tak dobrze, jak powinien. Bo czasami mu wychodziło! Czasami. Tak. Łudźmy się dalej.
Ani myślał zabrać ręki. Gdzieżby! Porażki? Jakiej porażki?! Przecież on jako jedyna persona na świecie miał rację absolutną i nikt, kurwa, nikt nie powinien mu się sprzeciwiać. A przynajmniej nie teraz. Zacisnął tylko palce na ramieniu Camilla z siłą porządnego imadła.
- Powiedziałem – warknął. Bo powiedział, bardzo dosadnie i bardzo stanowczo! Cóż, nie myślał racjonalnie. Ba, niemal w ogóle nie myślał, tylko w zasadzie robił to, co kazała mu wściekłość. A kazała dużo. Tak kurewsko dużo, że we łbie się to nie mieściło nawet. Mówiła, na przykład, że jeśli napotka dalszy opór, to łatwiej będzie znokautować, niż przekonać. Zajebisty pomysł w chuj.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 12:34 am

O, o. To go zdziwiło jeszcze bardziej. Camille uwielbiał prowokować! Właściwie nie posiadał instynktu samozachowawczego i nieszczególnie dbał o swoje własne bezpieczeństwo. Normalna osoba wyczułaby zagrożenie i wyraźnie odpuściła. Ale on? On nie. On dalej brnął w to bagno, wyczuwając kolejne porcje adrenaliny, od której był tak kurewsko uzależniony.
- Pierdol się, kurwa – warknął, starając się wykręcić z tego uścisku. – Bon, do chuja pana, to boli! Puszczaj, popaprańcu! – silnym ruchem odepchnął go od siebie, a chwilę później (niewiele myśląc, oczywiście) spoliczkował go. Po prostu. Na otrzeźwienie. Albo go sprowokuje do reszty, albo umożliwi jasne przeanalizowanie sytuacji.
- Nie pozwalaj sobie, do chuja pana! – warknął, celując w niego palcem. – Bo ci kurwa te łapy połamię – dodał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bonawentura

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 22/06/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 12:42 am

Iiiiii ten policzek był zasadniczym błędem. Naćpany wściekłością mózg Bona na pewno nie odebrał go jako coś otrzeźwiającego. E-e, za chuja pana, nie istniała taka możliwość. I nawet już nie jako dalsze próby oporu. Ba, to był atak! A, jak wiedzą wszyscy, najlepszą obroną jest atak, no kurwa. Bon nie odpowiedział. Jakoś nie było okazji, bo z miejsca – zanim zdążyłby pomyśleć, jak bardzo nie powinien – wolną ręką, bo palce drugiej wciąż wbijały się beztrosko w kamilowe ramię, złapał Camilla za szyje. I jeb, do ściany. No, w tym wypadku do drzwi. I, nie, żeby go dusił... może troszeczkę, minimalnie, bardziej w sumie chodziło o to zatrzymanie. Przybliżył się jeszcze i patrzył z góry. Z oczami błyszaącymi od wewnętrznej furii.
- Spróbuj.
Tak, tak, spróbuj. Spróbuj i patrz, jaką mam nad tobą przewagę. Bo jestem, kurwa, silniejszy. Jeśli będę chciał, to bez problemu mogę cię tu zatrzymać i gówno z tym zrobisz. Nie powiedział tego, ale chyba nie musiał. Dodatkowo wkurwiony nabierał jeszcze większej siły niż zazwyczaj. Cóż, wkurwienie jak paliwo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 12:50 am

Tego się nie spodziewał. Okej. Okeeej. Raz udało mu się obronić przed Bonem – w ciemnej uliczce i w ogóle. Ale Camille doskonale wyczuł różnicę między tamtą a obecną sytuacją. Wtedy Polak nie był wkurwiony. Całkowicie nad sobą panował. A w tej chwili?
Francuz faktycznie poczuł, że jest w kurewskim zagrożeniu. Automatycznie objął dłońmi jego nadgarstek, jednak nie siłował się przesadnie, nie chcąc go bardziej sprowokować. Tak, kurwa! W końcu komuś udało się przestraszyć tę blond łachudrę!
- Przepraszam – powiedział szybko, starając się zabrzmieć bez wyrzutu czy jakiejś złości. A dla niego to było kurewsko trudne. Nerwowym gestem musnął językiem spierzchnięte usta. – Przepraszam, Bon. Zostanę. Puść – dodał. Nie brzmiał tak donośnie jak jeszcze chwilę. Chyba faktycznie zwątpił w swoje możliwości…
Przy nim? Nieciężko było stracić pewność siebie. Zwłaszcza, gdy w chuj trudno mu się oddychało!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bonawentura

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 22/06/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 1:00 am

Był wkurwiony. Bardzo. Teraz w szczególności, przecież na początku rozeszłoby się jakoś po kościach. Jakoś. Byłby zmulony, zły, powarkiwał, ale żadnego takiego odpierdalania by nie było. Bo i powodów nie było. Zresztą, teraz to nie była jego, zajebana wina! Przynajmniej teraz tak uważał, bo jak się uspokoi, to pewnie dopiero zrozumie swój błąd. Ale nie teraz. Za chuja.
- Powiedziałem przecież, że zostaniesz – warknął. Najpierw powoli puścił ramię. Powoli, leniwie i wsunął wolną już dłoń do kieszeni. Jak gdyby nigdy i nic.
Na chwilę wzmocnił uścisk na szyi. Na może dwie sekundy, ale po prostu NAPAWAŁ się zwycięstwem. Siłą. Tym, że miał rację. Tym, że Camille wydusił z siebie „przepraszam”, nawet jeśli został do tego po prostu zmuszony. Wykrzywił wargi w dość cierpkim uśmiechu. Bardzo cierpkim. Szorstkim jak papier ścierny i zimnym jak zero absolutne.
- Nie można tak było od razu? -
zapytał cicho, ale już spokojniej. Ale dalej trzymał. Bo tak. Bo zaczynało mu się chyba to podobać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 1:07 am

Czy się bał? Chyba, kurwa, tak. Jeden z nielicznych razów w swoim życiu! Nie trząsł się jak sciotowaciała pizda, absolutnie. Ale jego uważne spojrzenie mówiło jasno: czeka na atak, mając drobną nadzieję na to, że zdołałby się przed nim obronić, jeśli odpowiednio wcześnie rozgryzłby zamiary Bona.
Na krótki moment zacisnął oczy, czując jak dłoń mężczyzny mocniej obejmuje jego szyję, utrudniając oddychanie. Normalnie podnieciłoby go to. Cholernie. Kurwa, lubił takie akcje. Ale w łóżku! W formie zabawy!
- Przepraszam, Bon… – szepnął, stopniowo zwalniając uścisk dłoni, rozluźniając palce. Wierzył, że jeśli sam wykaże inicjatywę to ten też odpuści. Oparł ręce luźno na jego ramionach, znów patrząc na niego uważnie. – Puść, Bon, proszę… – powiedział cicho. – Chodź. Spać. Jutro praca – dodał, starając się jakoś uciec od tego wszystkiego, sprowokować inny temat.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bonawentura

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 22/06/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 1:16 am

Trumf.
Pieprzony trumf. Wcale nie zamierzał atakować – bo i po co? Miał już to, czego sobie właściwie zażyczył, więc to nie miało dalszego sensu. Inna sprawa, gdyby to był ten cały Józek. W stanie takiego wzburzenia jego mógłby chyba nawet poważniej uszkodzić bez zbędnego zastanawiania się. Ale to był Camille, tak?
Stopniowo rozluźniał palce. Powoli. Ospale. Jakby wcale nie miał na to ochoty – bo w sumie nie miał. Ale właściwie podziałało słowo-klucz. Praca. Jebana praca. Puścił. I włożył drugą dłoń do kieszeni, ale tym razem w poszukiwaniu zmiętolonej paczki fajek. I zapalniczki.
- Jebać ją – parsknął i w tamtej konkretnej chwili naprawdę tak uważał. Nie wyciągając opakowania, wygrzebał jednego papierosa i zapalniczkę. Fajkę wsunął do ust i zaraz po odpaleniu podniósł rękę, żeby bardzo spokojnie, jakby nic się nie stało, przekręcić ten śmieszny wihajster i zatrzasnąć drzwi. Ale póki co i tak się nie odsunął. Dmuchnął Kamilowi dymem prosto w twarz. I wciąż się tak kurewko upajał zwycięstwem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 1:23 am

No nie oszukujmy się. Co on, kurwa, mógł? Był zdecydowanie niższy. O nieco ponad jebane dziesięć centymetrów! O masie już nie wspominając. Chociaż właśnie. Nie chciałby doświadczyć zderzenia z rozzłoszczoną masą Bonawentury, no kurwa.
Obiecał sobie, że będzie ostrożniejszy.
Nie ciężko wpaść na to, że zwykł obietnic nie dotrzymywać.
Gdy Bon sięgnął dłońmi jebanego zamka, Camille cały spiął się, odbierając ten gest nieco inaczej. Przełknął ślinę. Uspokój się, kurwa. Uspokój. Wolnym ruchem odsunął się, przechodząc krok w bok pod pretekstem zdjęcia kurtki. Ale nie potrafił całkowicie zapanować nad swoim zdenerwowaniem. Gdyby był sobą, jebnąłby skórę na buty, mając na to wszystko wyjebane i włamałby mu się do lodówki.
- Wezmę prysznic – stwierdził, odwieszając kurtkę na miejsce. Buty także znalazły się w odpowiednim położeniu. Kontrolnie zerknął na niego, oczekując reakcji. Może? W ogóle wolno mu?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bonawentura

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 22/06/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 1:34 am

I o to właśnie chodziło. Przewaga siłowa, wzrostowa, wagowa... Zdecydowanie wszystkie te czynniki przeważały szalę. Ba, sam Bon chyba nie chciałby – tak w czasie spokojnego stanu umysłu – stanąć oko w oko z samym sobą aż trzęsącym się od szalejącej złości. Wtedy racjonalne myślenie schodziło na dalszy plan, o wiele łatwiej było dać ponieść się emocjom. To nie wymagało wysiłku zazwyczaj, rach-ciach i po krzyku.
Śledził Camilla wzrokiem. Uważnym i zdawać by się mogło, że niemal stoicko spokojnym. Złość ustała, to fakt. Zostawało teraz poczucie nieodwoływalnego zwycięstwa, które smak miało chyba tak samo słodki, jak seks.
Wzruszył ramionami.
- Rób, co chcesz – stwierdził. Prócz opuszczania domu, rzecz jasna. Ale tego nie dodał, to znajdowało się w domyśle. Odwrócił się plecami do drzwi i sam przykucnął, żeby rozwiązać buty. Zachowywał się niemal normalnie. Niemal, właśnie. Bo cały czas pozostawało to, że gdyby Francuz zrobił coś nie tak, jak powinien – yep i tryb wściekłej maszyny odpaliłby się znowu. Dawno aż tak się chyba nie wściekał. Gdyby zapytał sam siebie, to pewnie nie potrafiłby odpowiedzieć. Pierdolnął glany byle jak, byleby z boku – co akurat w jego naturze nie leżało, bo to zazwyczaj pieprzony pedant był jednak. Minął Kamila i sam poszedł do kuchni. Zwykłej, kompletnie przeciętnej kuchni, gdzie otworzył okno - parskając na zimno - i strzepnął popiół za okno, opierając się łokciami o parapet. Pozory spokoju!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 1:39 am

Dobrze wiedział, że Bon nie wrócił do swojego normalnego stanu. Camille – dla bezpieczeństwa ich obu – wolał zejść na bok, chwilowo znikając mu z oczu. I prysznic był najlepszym rozwiązaniem. Już po chwili drzwi łazienki zatrzasnęły się, a Francuz dostał drobną chwilę dla siebie. Na ogarnięcie. Co się w ogóle wydarzyło, do kurwy nędzy? I dlaczego na to pozwolił, do chuja pana?
Następnym razem znokautuje go czymś ciężkim i spierdoli, jak nic.
Ale już nie dziś. Dziś nie chciał się stawiać. A może nawet zdoła go jakoś udobruchać? Spędził w łazience tradycyjne dla siebie dwadzieścia minut. Opuścił ją, ubrany w jaką luźną koszulkę Polaka i swoje bokserki. O tak, miał u Bona swoją osobistą, czystą bieliznę. Przydawała się.
Wilgotne włosy ułożył jak zwykle na swoim lewym ramieniu, podświadomie przysłaniając szpecącą bliznę. Nawet nie myślał o tym. Od razu skierował się do sypialni.
- Bon? – rzucił w przestrzeń. Łóżko. Niewiele myśląc, rzucił się na materac, chowając głowę pod poduszkę. Dopiero teraz alkohol docierał do niego, wywołując paskudną migrenę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bonawentura

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 22/06/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 1:50 am

Stał przy tym oknie jeszcze dobrą chwilę, gdy skończył palić i pozbył się przypalonego filtru, tradycyjnie wypieprzając go za okno. Zimne powietrze studziło. Ba, dawało nawet szanse na myślenie! A to już mu się nie podobało, bo powolutku przez kurewsko do tej pory grubą zasłonę niepojętej wręcz złości zaczęła przebijać się myśl, co on właściwie zrobił. To był Bon. Jego, cholera, przerażał na swój sposób seks z drugim facetem, a co tu mówić o takich akcjach?
Potrząsnął głową i zamknął okno. Poczekał, aż Camille wylezie z tej łazienki – gdzie siedział wiecznie prawie jak baba jakaś – i sam wszedł pod prysznic. Ale zimny, tak dla odmiany. Żeby otrzeźwieć jak najbardziej. Po tym poszedł jeszcze raz zapalić, bo tak i chuj. Mieszkanie duże nie było, usłyszał swoje imię z innego pokoju, ale jakoś się nie odezwał. Dopiero kiedy skończył i wszedł do sypialni, zatrzymał się minimalnie na chwilę na progu. Wciąż jeszcze na tyle trzeźwo nie myślał, żeby na spokojnie wiedzieć, że zjebał z lekka.
- Hm? - mruknął, siadając na krawędzi łóżka. Zwyczajowo, w szarych dresach i koszulką z Led Zeppelin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 2:00 am

No dobra. Dobra. Może Bon miał trochę racji… Zabrał go na spotkanie z kumplami, a potem zdecydowanie zbyt dużą uwagę poświęcił Josephowi. Jeśli dorzucić do tego problemy w pracy, ogólne zmęczenie i tradycyjne wkurwienie, powstawała ta wielka mieszanka wybuchowa, którą Camille samodzielnie podpalił.
Wysunął głowę spod poduszki, patrząc na zarys jego sylwetki. Kurwa. Taka masa mogłaby rozgnieść, jak nic. Odczekał chwilę, aż Bon się położy… I dopiero wtedy nieznacznie przysunął się do niego, sięgając dłonią pod kołdrę. Tak. Powinien go udobruchać na tyle, żeby do rana zapomnieli o tym, co się stało.
Francuz w końcu doszedł do wniosku, że oboje byli trochę temu winni… Ale przełknął własną dumę z planem przełknięcia także czegoś innego.
- Przepraszam… – mruknął z ustami przy jego uchu, po czym – nie dając mu większej szansy na reakcję – sięgnął dłonią jego krocza przez materiał spodni. Nie, nie chciał seksu. Zamierzał pomóc mu się odprężyć, o. Tylko tyle. Dziś nie miał nastroju na dawnie dupy komukolwiek.
Sprawna, smukła dłoń objęła członka Polaka (wielkością oczywiście adekwatnego do całej postury Bona, jak nic!) najpierw przez dresy, masując go krótką chwilę. Dopiero później wsunął się pod materiał, żeby z wyczuciem objąć jego męskość smukłymi palcami, sunąc dłonią w górę i w dół. Zdecydowanymi ruchami. Och, obaj dobrze już wiedzieli, że nie-twardego Camille do ust nie weźmie. Co rusz kontrolnie zerkał na Bona, chcąc mieć pewność, że ten zaraz znów nie wybuchnie jakimś mega-wkurwem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bonawentura

avatar

Liczba postów : 52
Join date : 22/06/2014

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 3:07 am

Trochę racji może i miał. Poza tym wiecznie bywał wkurwiony, czasami tylko odpalał mu zadziwiająco dobry humor, co można było poznać chyba tylko po tym, że wstawał wcześniej i sobie pogwizdywał jakąś zjebaną, niemającą sensu melodię. A tutaj dochodziły dodatkowe czynniki. Już nie tylko zmęczenie, ale sama obecność Josepha, który jeszcze sam z siebie prowokował. W razie czego było na kogo zwalić całą winą, normalka.
Położył się. Odsunął kołdrę i wlazł do łóżka z zamiarem zaśnięcia tak szybkiego, że o chujjapierdolę. Niemniej rano i tak pewnie temat poruszy. Znaczy... burknie pod nosem, że może nie do końca nad sobą panował i trochę zjebanie wyszło, bo pewnie coś innego stanęłoby mu w gardle i go zadusiło, niechybnie.
Tymczasem stanęło coś zgoła innego.
- Przepraszaj – mruknął. Tak. Bo oto ja, Bonawentura Winiarski udzielam ci właśnie pozwolenia i uzyskałeś dzięki temu unikatowe prawo – które gówno, a nie unikatowe było, prawdę mówiąc – żeby mi obciągnąć.
Co miał się powściekać, to się powściekał. Odpierdolił swoje i wystarczyło. Do następnego razu przynajmniej. A teraz zamknął oczy i – no kurwa – pełen relaks. Jeśli ktoś chce zrobić ci loda w twoim własnym łóżku, nie protestuj. Zwłaszcza jeśli ten ktoś radził sobie z tym tak dobrze, jak Camille. Powaga. Bon czasami wolał nie myśleć, ileż on penisów musiał mieć w ustach, żeby dojść – hehe (żelbeton bardzo) – do takiego poziomu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   Sob Lut 07, 2015 11:04 am

Camille w życiu by się do tego nie przyznał – ani przed Bonem, ani przed kimkolwiek innym, a już na pewno nie przed sobą samym. Ale. Podobał mu się taki Winiarski. Był w chuj seksowny, będąc tak kurewsko pewnym swego, surowym. Brutalnym.
Ale bezpieczniej było łudzić się, że to był jednorazowy wybryk, który już więcej nie zostanie powtórzony. Tak. Bo przecież żaden z nich nie był na tyle zjebany, żeby na dłużej praktykować podobną rozrywkę. Ciekawsze było obciąganie, to na pewno.
Gdy wyczuł, że odpowiednio go pobudził, uniósł się ze swojego wygodnego miejsca, jednocześnie zsuwając z Polaka kołdrę. Zmienił pozycję, siadając między jego nogami. Kurde. No nie oszukujmy się. Robienie loda komuś samemu Francuzowi także sprawiało przyjemność i nigdy nie traktował tego jako jakiegoś chorego obowiązku. Robił to, bo chciał. I tyle.
Zsunął spodnie Bona i pochylił się nad nim, żeby najpierw przeciągnąć ustami po jego członku przez materiał bielizny. Wiedział, jak dziwnym i jednocześnie pobudzającym jest to doznanie. Zassał się na nim, znów przeciągnął językiem. Ale nie trwało to długo. W końcu wyciągnął go, kilkukrotnie przeciągając po nim jedynie dłonią. Wolną ręką odgarnął włosy ze swojej twarzy, przerzucając je na lewe ramię, po czym pochylił się nad jego penisem, żeby objąć wargami samą główkę. Zassał się na niej mocno, niemalże boleśnie, choć krótko, zaraz sunąc po tym wrażliwym miejscu samym językiem, pocierając je uparcie, podczas gdy dłoń sunęła w górę i w dół.
Przerwał. Pochylił się bardziej i dotarł językiem do jego jąder, które zaczął uparcie pieścić, liżąc i ssąc, dłonią nie przerywając ruchów na trzonie. Tak, chciał mu zapewnić porządne odprężenie, żeby tylko zapomnieć o tej chorej sytuacji sprzed zaledwie godziny.
Znów uniósł się, po prostu biorąc go w usta. Nie, nie całego, bo jebany Bonawentura był w chuj wielki. Zaczął systematycznie poruszać głową w górę i w dół, po prostu pozwalając mu się pieprzyć w usta, za każdym razem biorąc go głębiej.
Był w tym mistrzem.
Grzecznie poczekał, aż Bon skończy, po czym przełknął wszystko z zaskakującą wprawą, nie roniąc ani kropelki.
Bez słowa wrócił na swoje miejsce, odwrócił się plecami do niego i po prostu zasnął. A raczej: umiejętnie ściemniał, że - kurwa - śpi.

Nim Bonawentura zwlókł swoje cztery litery z łóżka, Camille'a już nie było.

[zt]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Mieszkanie Bona   

Powrót do góry Go down
 
Mieszkanie Bona
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mieszkanie
» Mieszkanie Emmy
» Stare Opuszczone Mieszkanie
» Letnie Mieszkanie Heisenberga
» Biuro i mieszkanie Gwen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Kamienice-
Skocz do: