IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Sala 27

Go down 
AutorWiadomość
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Sala 27   Pon Wrz 08, 2014 8:49 pm

Odgłos dzwoniącego telefonu zmusił go do pobudki. Za oknem wciąż było ciemno, zaś zegarek, na który spojrzał nieprzytomnym wzrokiem, oznajmił mu, że jest dopiero trzecia w nocy. To była o wiele zbyt wczesna pora, aby ruszać się z łóżka. Jednak połączenie o takiej godzinie sugerowało, że sprawa jest nagląca, w końcu nikt normalny nie budzi ot tak innych w środku nocy. Baldric przeszedł jakże niechętnie do siadu, przetarł szybko dłonią twarz i złapał za telefon, aby nacisnąć kciukiem odpowiedni przycisk w celu odebrania połączenia. Gdy tylko przytknął telefon do ucha, usłyszał męski głos pełen powagi, który oznajmił mu, że Percival Debreu podał ten numer jako kontaktowy jednemu z policjantów, aby zawiadomić posiadacza tego numeru, że chłopak przebywa na komisariacie. Wspomniał też coś o możliwości wpłacenia kaucji, dzięki której chłopak nie musiałby spędzić doby w celi. Dalsze wyjaśnienia miał otrzymać dopiero na miejscu, o ile się zjawi.
Gdy tylko się rozłączył, zerwał się z łóżka i skierował do szafy. W mgnieniu oka zdjął spodnie od dresu służące mu z piżamę i naciągnął na siebie pierwsze lepsze bokserki, następnie założył jeansy i pierwszą lepszą bluzę. Przeszedł do salonu, gdzie doszedł do drzwi wejściowych i tam wsunął na stopy buty. Zaraz jednak musiał wrócić do sypialni, aby schować do kieszeni komórkę, portfel, również wyjął spomiędzy ułożonych ubrań kopertę, gdzie trzymał trochę gotówki na czarną godzinę. Schował ją starannie do kieszeni, którą przyklepał nerwowo. Wyleciał z domu i ledwo pamiętał o tym, że powinien zamknąć drzwi. Uporał się z tym zadaniem prawie natychmiast, po czym pobiegł schodami w dół, aby wylecieć z budynku. Pobiegł od razu na przystanek, gdzie cudem złapał jakiś nocny autobus, aby dojechać do odpowiedniej dzielnicy, gdzie znajdował się konkretny komisariat.
Było po czwartej, gdy wszedł głównym wejściem do komisariatu. Zbliżył się nerwowo do pierwszego lepszego policjanta i zapytał, gdzie ma się z głosić w sprawie Debreu, takiego różowowłosego chłopaka. Od razu pokierowano go do sali numer dwadzieścia siedem na pierwszym piętrze. Wszedł schodami na górę i biegiem skierował się do odpowiedniego pomieszczenia. Niepewnie zapukał i z mocno bijącym sercem otworzył drzwi, aby zobaczyć siedzącego za biurkiem policjanta oraz siedzącego przed meblem kochanka, za którym stał kolejny policjant, jakby to go pilnował. Nauczyciel od razu podszedł do nastolatka wielce zatroskany.
- Wszystko w porządku? - spytał z jawnym zaniepokojeniem, zaraz kierując spojrzenie na policjanta, który zapisywał coś w jakimś notesie. - Nazywam się Baldric Cornwell. Ktoś zadzwonił do mnie w sprawie kaucji.
- Panie Cornwell, proszę się nie martwić. Panu Debreu nic nie jest, poza tym, że podczas zatrzymania miał jeden promil alkoholu w wydychanym powietrzu i znaleziono przy nim narkotyki.
- Narkotyki? - powtórzył pytająco po mężczyźnie, zaraz zerkając z szokiem na chłopaka. - To na pewno jakieś nieporozumienie.
- Właśnie to ustalamy. Musimy jeszcze dokończyć złożenie zeznań przez pana Debreu, a potem pomówimy o kaucji.
Bald odprowadzony do drzwi przez drugiego funkcjonariusza, opuścił pokój i usiadł na krześle stojącym na korytarzu, czekając na jakikolwiek znak, że może znów wejść do środka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Sala 27   Pon Wrz 08, 2014 9:22 pm

To były jakieś jaja. Jakiś kiepski żart, równie w kiepskim wydaniu. Tylko najgorsze w tym wszystkim było to, że to on ponosił tego konsekwencje, które mogą pociągnąć lawinę gorszych zdarzeń. Impreza zaczęła się, jak zawsze – o dwudziestej. Szedł z grupą kolegów do baru, w którym wypili parę kieliszków wódki, trochę potańczyli, pograli w bilard i przenieśli się do jednej z dziewczyn na domówkę. A tam… sytuacja wymknęła się spod kontroli. Percival nie był typowym, nieodpowiedzialnym nastolatkiem. Był dojrzały. Zachowywał się dorośle, jednak tym razem coś poszło nie tak i wbrew jego woli. Wódka przestała smakować, jak wódka, a piwo, jak piwo. Świat tańczył, a on chyba wraz z nim. Do tej pory miał przebłyski z tej hucznej balangi, które mogły mu sugerować, co tak naprawdę tam mogło się wydarzyć. Wiedział, że był w łazience będąc ostro wstawionym – jednak zabawne jest to, że nawet nie wiedział, czym i kiedy się tak wstawił – i wymiotował. Biel ścian raziła go cholernie po oczach. Potem było czarno. Cicho. Przyjemnie. Uchylił znowu oczy i siedział z grupą ludzi na kanapie, gdzie prawie każda z par obok się ze sobą całowała. Nie wiedział co się dzieje i kto ciągnie go za rękę do tańca. Basy wydobywające się z kolumn za plecami odczuwał każdą komórką swojego ciała. Nie wiedział, co było we wódce, którą pił, ale nieźle kopała. Nigdy nie miał takiego odlotu, nie po kilku kolejkach. Ba. Nie po wytańczonych kolejkach i paru drinkach. To było chore, jednak później zrobiło się dużo gorzej. Wyjechała policja. Ludzie się darli, policjanci się darli. A on stał. Blady i półprzytomny. Wyproszono niepełnoletnich i sprawdzono zapasy alkoholowe imprezowiczów. Gliniarzom wpadły w ręce narkotyki, które swoją drogą, nawet nie wiedział skąd tam się wzięły. A potem znaleźli je w jego kieszeni. To dopiero był szok. Kiedy dał się przeszukać i wyjęto z kieszeni jego spodni małą paczuszkę z białym proszkiem, akurat na jedną czy dwie kreski, zdziwił się całkowicie. Jakim cudem to świństwo znalazło się u niego?! Oczywiście, kiedyś próbował prochów, ale tylko eksperymentalnie raz. I nigdy więcej! Nie ćpał i nigdy nawet nie zamierzał, a teraz okazało się, że policjanci zgarnęli go za ich posiadanie. To naprawdę kiepskie żarty! Siedząc na komendzie automatycznie wytrzeźwiał. Składanie zeznań, siedzenie na dołku, a potem w sali przesłuchań to były rzeczy, które znajdywały się na liście mniej ulubionych spraw. Pytano go ciągle o narkotyki, a on ciągle mówił jedno i to samo. Nikt mu nie wierzył, a on robił się coraz bardziej zmęczony. Poprosił, aby zadzwonili do Balda. Potrzebował go. Nie chciał, aby mężczyzna wpłacał za niego kaucji, bo nie o chodziło, ale pragnął poczuć wparcie i nie dać się w robić w coś, czego nie zrobił. Przybył szybko. Tak, jak się spodziewał. Jego zatroskane spojrzenie, było tak palące, że Percy musiał odwrócić wzrok. Wiedział, że będzie zadawać równie dużo pytań, co policjanci i to pewnie jeszcze bardziej niewygodnych.
Po pary chwilach poproszono nauczyciela do środka. Spisano wszystkie zeznania.
- To dziś na tyle. Oczywiście, odezwiemy się w tej sprawie do pana. – Tu zwracano się do Percivala, który właśnie ubierał na siebie bluzę. - Kaucję odbierze mój kolega, proszę tylko wypełnić te papiery i wpłacić kwotę z dołu formularza – wyjaśniał beznamiętnie policjant patrząc na nich.
- Oczywiście posiadanie narkotyków, to nie są przelewki. Możesz mieć nawet o to sprawę. Zdajesz sobie sprawę z konsekwencji własnych czynów? – zapytał drugi na co chłopak spojrzał gniewnie.
- To nie są moje narkotyki! Mówiłem już – wywarczał przez co wzbudził w tamtym kpiący uśmieszek i dość znany test, który często słyszy się na filmach:
- Wszyscy tak mówią. – Tego było za wiele! Percy nie patrząc na gliniarzy wyszedł z pokoju. Miał na dziś dość. Wystarczająco zabawili się jego kosztem. Rewizja osobista, przesłuchanie i durne drwiny. Na dzisiaj pasował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Sala 27   Pon Wrz 08, 2014 10:03 pm

Siedząc na plastikowy krześle na korytarzu, wyjął komórkę z kieszeni i stale trzymając ją w dłoni, co rusz sprawdzał godzinę. Czas dłużył mu się niemiłosiernie, przez co sekundy zmieniały się w minuty. Kompletnie nie wiedział, co ma myśleć. Percy i narkotyki?! To przecież niemożliwe, w końcu go zna. Może nie jest do końca obiektywny, w końcu chodzi o jego młodszego kochanka, jednak zawsze wydawało mu się, że ma do czynienia z inteligentnym chłopakiem, który wie, co mu wolno a czego nie. Bywa zadziorny, ale zazwyczaj ta cała zuchwałość ma żartobliwy wydźwięk. Zresztą, to i tak nie ma nic do rzeczy. Osiemnastolatek raczej nie pcha się w prawdziwe kłopoty, które naraziłyby go na zadarcie z prawem. Inną kwestią jest wdanie się w romans z trzydziestoczteroletnim mężczyzną. W każdym razie nie ćpa, na pewno tego nie robi! Z pewnością cała ta sytuacja to jedno wielkie nieporozumienie. Tylko jak w takim razie wyjaśnić fakt, że Percy miał przy sobie substancje nielegalne?
Od tych chaotycznych myśli wybawił go policjant, który otworzył drzwi i zaprosił go do środka. Nauczyciel pewnym krokiem wkroczył do pomieszczenia, kierując kolejne zatroskane spojrzenie na nastolatka. Widział na jego twarzy złość i brak zrozumienia, przez co był w jeszcze większym szoku. Szybko dostrzegł, że sami policjanci go podpuszczają, jawnie kpiąc z jego rzekomej niewinności. Gołym okiem było widać, że nawet przez chwilę nie wierzyli w żaden zbieg okoliczności, po prostu znaleźli u niego narkotyki, więc musiał być winny. Ale nic nie powiedział, spojrzał jedynie za chłopakiem, gdy ten opuścił salę. Baldric musiał zająć się kwestią kaucji. Wyjął z koperty siedemset funtów i oddał je funkcjonariuszowi, po czym podpisał dowód wpłaty – kopię oraz oryginał, który otrzymał – oraz jakiś inny dokument.
- I to by było wszystko z naszej strony. Proszę na siebie uważać i mieć oko na pana Debreu.
Cornwell nic nie odpowiedział na te słowa, skinął jedynie głową i w milczeniu wyszedł na korytarz, zamykając za sobą drzwi. Rzucił chłopakowi długie spojrzenie, po czym odwrócił wzrok, nie bardzo wiedząc, jakimi słowami powinien przerwać ciszę między nimi. Westchnął ciężko, drapiąc się przy tym po swej biednej potylicy. Jakoś nie żałował pieniędzy, nawet nie myślał o nich przez chwilę, bardziej obawiał się o całą tę sprawę z narkotykami. Percy nie miał przy sobie tak wielkiej ilości, skoro ot tak wypuszczają go z komisariatu, zarazem nie były to narkotyki miękkie, na pewno nie.
- Możesz mi powiedzieć, o jakie narkotyki chodzi? - spytał cicho, spokojnie, kierując na jego twarz spojrzenie ciemnych oczu. Oczekiwał od niego szczerości i był pewien, że ją otrzyma. Ale chyba trochę się zagalopował, w końcu wciąż są na komisariacie.
- Zabieram cię do siebie – rzucił w jego stronę, uśmiechając się przy tym gorzko. – Chodź.
Ruszył w stronę schodami, po których zszedł na parter. Opuścił budynek, wtedy też wyciągnął komórkę. Miał dylemat, bo nie wiedział, czy złapią jeszcze jakiś nocny autobus. Jemu udało się to fartem. Musi zamówić taksówkę. Ale jakoś nie wykonał żadnego połączenia, jakby na coś czekał. Trudno mu było funkcjonować, kiedy kompletnie nie wiedział, co właściwie się stało. Gdy tylko usłyszał, że Percy jest na komisariacie, po prostu się przeraził, że coś mu się stało. Na całe szczęście jest cały i zdrowy, a to najważniejsze. Lecz te narkotyki…
- Cholera, nawet nie wiesz, jak mnie przeraził ten telefon. Myślałem, że coś ci się stało.
Bez namysłu objął go i wtulił w siebie, brodę zaś wsparł o jego głowę, nos zanurzając w różowe kosmyki. Teraz potrzebował poczuć go przy sobie, aby upewnić się, że wszystko z nim w porządku. Jednak nie zamierzał mu odpuścić. Postanowił, że o wszystko wypyta go w domu. Na spokojnie, o ile da radę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Sala 27   Pon Wrz 08, 2014 10:35 pm

To nie było kompletnie podobne do chłopaka. Nie był taki. I nawet Baldric, który go znał krótki okres czasu wiedział, że Percy nie posunąłby się do takich czynów. Nie był nastolatkiem, który uwielbiał nocne eskapady na sam posterunek policji. Wiedział, że musi uważać, gdyż jego ojciec szybko dowiedziałby się o podobnej sytuacji i wtedy smycz na której go trzyma zdecydowanie ukróciłaby się. A tego nie chciał. Już i tak dużo wojen z nim stoczył, wywalczając swoją małą niepodległość. Na większą ingerencje w jego sprawy nie był przygotowany psychicznie. Zwłaszcza, że ojciec uwielbiał decydować za innych.
Chłopak czuł się podle. Ściągnął nauczyciela o trzeciej nad ranem z łóżka i jeszcze dał za siebie zapłacić kaucję. Nie, tak być nie może. Kiedy tylko znaleźli się na zewnątrz, wyrzucił z siebie pospiesznie:
- Nie myśl, że nie oddam ci tych pieniędzy. Nie będziesz płacił za mnie – mruknął, jednak zaraz poczuł, jak ten go przytula. Spięty i cały zestresowany, rozluźniał się pod wpływem jego silnych ramion, chowając twarz w materiale koszulki kochanka. Tego potrzebował najbardziej. Jakiekolwiek wsparcia i pocieszenie. Mocniej wczepił się w niego, czując ulgę oraz jak całe emocje wolno z niego schodzą. Tamci gliniarze cholernie podnieśli mu ciśnienie, a nauczyciel skutecznie je zbijał. Jednak pytanie o narkotyki ponownie wywołały mimowolne spięcie. Odsunął się, spoglądając na niego spokojnie.
- Nie wiem. Na komendzie powiedzieli mi, że to ecstasy, a przynajmniej je podejrzewają – powiedział. Nie będzie niczego ukrywać. Był niewinny. Wiedział, jak z punktu widzenia drugiej osoby to musi źle wyglądać, jednak nie miał niczego na sumieniu. Tego był pewien. Nigdy nie robił podobnych wyskoków i tym razem było tak samo.
- Nie chciałem cię zrywać z łóżka, ale nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić. Zamknęli mnie z jakimś facetem, który miał bluzę we krwi i chyba czekali aż pęknę. Wałkowali mnie dwie godziny. – Nie żałował siebie. Było mu wstyd. Wstyd, że dał się wrobić. Nie przypuszczał, że ktoś może zrobić mu podobne świństwo. Przecież były tam osoby, które znał, z którymi się przyjaźnił. A teraz? Teraz nie wiedział, kto mu to podrzucił, kiedy i dla czemu jemu. Może było to spowodowany tym, że ma bogatego ojca, który szybko zatuszuje sprawę, a inna osoba miałaby nie lada problemy? Ale nawet jeśli, to był to cios poniżej pasa.
Kiedy nauczyciel zadzwonił po taksówkę ta zjawiła się po paru minutach od wezwania. Percival wsiadł do samochodu bez zbędnych słów. Przez całą drogę nie odzywał się mimo iż był bardzo wdzięczny kochankowi za jakąkolwiek interwencję. Gdyby nie on zapewne nadal by siedział na komendzie z tym chorym pajacem, który bredził coś o kobiecie, którą kocha a ta go zdradzała. Na szczęście u Bala w domu będzie mieć chwilę, aby dojść do siebie i poukładać wszystko w głowie. Miał czarną dziurę z wielkimi kolorowymi plamami rozrzuconymi po każdym zakątku. Teraz musiał tylko te wszystkie kawałki pozbierać i złożyć do kupy. Sam chciał się dowiedzieć co przeoczył. Musiał całe wyjście odtworzyć i przypomnieć sobie chociażby najmniejszy szczegół. Tylko w taki sposób będzie mógł oczyścić się z zarzutów, bo jak na razie nic nie przemawiało na jego korzyść.


[zt x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Sala 27   Wto Wrz 30, 2014 11:10 am

Doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że Baldricowi nie jest na rękę spotkanie z jego ojcem. Sam miał awersje do wszelkich spędów, jednak tym razem okoliczności sytuacji były całkiem inne. Bardziej nieprzyjemne. Jadąc autobusem wprost na znienawidzony komisariat czuł ścisk w gardle i boleści żołądka. Sam się bał. Spotykał się z nauczycielem. Sypiał z nauczycielem. Nauczyciel wyciąga go z komendy. A ostatecznie nauczyciel jedzie z nim na spotkanie z ojcem. Gorzej być nie mogło. W powietrzu czuł zwiastujące nieszczęście. A im bliżej byli tym ono mocniej pachniało zgnilizną. Tak sobie wyobrażał swojego ojca odkąd skończył naście lat. Jako zgniliznę, która przesiąka na ubrania aż w końcu w skórę, z której trudno zmyć wszelkie jej ślady. Strach był paraliżujący mimo iż na pierwszy rzut oka starał się go nie okazywać. Co teraz będzie? Znowu zabierze go ze szkoły? Może zamknie go w domu, wynajmując prywatnych nauczycieli albo po raz kolejny sfinguje mu związek z jakąś ułożoną dziewczyną. Im dłużej o tym myślał czuł, jak cofa się wstecz, jak był młodszy i bał się kary wymierzonej przez ojca. Jednak zawsze wykaraskał się ze wszystkiego, potrafił wybrnąć z problemów bez jego interwencji. A teraz? Nic nie robiąc, wpadł w bagno po uszy.
W końcu dojechali. Spóźnieni. Nic tak nie denerwowało seniora, jak niepunktualność. Lecz co poradzić, gdyż komunikacja miejsca niezawodna nie jest.
Wszedł na miękkich nogach, przemierzając długi hol. Przelotem zerknął na Bala.
- Nie mówmy mu, że jesteśmy ze sobą. – Zdecydował się w końcu nim przekroczył ostatnie drzwi, gdzie stał starszy Debreu. Wiedział, jak paskudnie to brzmi, dlatego szybko to sprostował. - Jeśli się dowie, że sypiam z nauczycielem, nie znajdziesz w Londynie pracy w szkole. Nie możesz cierpieć przez moje błędy – powiedział z całkowitą powagą. Przemyślał sprawę. Zbyt dokładnie. Nie mógł pozwolić na to, aby ojciec ingerował we wszystko. Nawet w życie osób trzecich. Zbyt bardzo zależało chłopakowi na nauczycielu, aby ten zakończył swoja karierę w taki sposób.
Nie czekając na nic, pchnął drzwi. W końcu korytarza zobaczył swojego ojca z facetem w dobrze skrojonym w garniturze i z aktówką. Prawnik. Thomas White. Najlepszy adwokat ojca. Widział go kilka razy w posiadłości. Aaron widząc swoje dziecko skrzywił się nieznacznie, zwłaszcza, że w jego towarzystwie dojrzał wysokiego i postawnego mężczyznę. Zmarszczył brwi, czekając aż podejdą bliżej. Stanęli od siebie w sporej odległości, jakby byli sobie całkowicie obcy.
- Spóźniłeś się – powiedział ostrym, surowym głosem. Percy wsunął ręce do kieszeń spodni obserwując go spod byka.
- Dojeżdżam autobusami. Mówi ci to coś? – mruknął nieprzyjemnie. Aaron zerknął na Bala, mierząc go od stóp do głów. - Mój nauczyciel. Poprosiłem go, aby przyjechał ze mną – dodał, a ojciec prychnął pod nosem. W jego głowie już pojawiały się plotki w szkole odnośnie ich problemu w rodzinie.
- No świetnie, kolejne problemy robisz. Nie dość, że narkotyki teraz jeszcze w szkole będą wiedzieć. Czy ty zwariowałeś? Kompletnie od tych prochów mózg ci przeżarło? – warknął wściekle, łapiąc syna za nadgarstek. Percy szarpnął się, czując kolejny raz zawód ze strony rodzica. Znowu mu nie wierzy.
- Nie ćpam! Te narkotyki nie są moje! Do cholery, czemu ty mi nigdy nie wierzysz! – podniósł głos, a drzwi od sali dwadzieścia siedem otwarły się. W nich stał jeden z funkcjonariuszy.
- Zapraszam – rzucił, zostawiając za sobą otwarte drzwi. Wściekły chłopak, nie obejrzał się, wszedł do środka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Sala 27   Nie Paź 05, 2014 9:02 pm

Już pod zdenerwowaniu różowowłosego widział, że ich spóźnienie nie będzie dobrze widziane, a nawet może nie zostać zaakceptowane. Pierwszy raz w życiu naprawdę żałował, że nie ma auta. Prawo jazdy na samochody osobowe posiada, aczkolwiek sam utrzymanie jakiegokolwiek pojazdu mechanicznego wydaje mu się niezwykle kłopotliwe, zważywszy na to, że większość benzyny spalałby w korkach. Bardzo dobrze mu się podróżuje komunikacją miejską, zwłaszcza autobusami, z metra korzysta w ostateczności, o ile ten środek transportu wydaje się bardziej racjonalny. Nigdy nie zamartwiał się więc tak bardzo nie dotarciem gdzieś na czas, tymczasem punktualność stała się kluczową kwestią. Część niepokoju chłopaka przeszła więc na Baldrica.
Gdy usłyszał jego słowa, w pierwszej chwili spojrzał na niego z pewnym oszołomieniem i dopiero po dłuższej chwili wziął się w garść, ponieważ argumentacja młodszego kochanka wywarła na nim spore wrażenie, przez co zmusiła też do przeanalizowania ich sytuacji. Percy wykazał się troską o niego, choć ostatniej nocy tak strasznie się pokłócili. I choć to już za nim, niesmak gdzieś tak w podświadomości pozostawał.
- Niech będzie – rzucił w jego stronę, stale kierując się za nim.
ość szybko znaleźli się pod drzwiami sali numer dwadzieścia siedem, gdzie spotkali dwóch mężczyzn w garniturach. Jeden trzymał w ręku teczkę, a jego twarz była istnym głazem pełnym beznamiętności, drugi zaś emanował gniewem dostrzegalnym w spojrzeniu. Z jego ust od razu wypłynął przykry przytyk wobec nastolatka. Bald szybko stwierdził, że ten oto mężczyzna jest ojcem Percivala i, jak na razie wszystko na to wskazywało, rzeczywiście nie liczy się z synem. Kierował się własnymi podejrzeniami, wszystko mu zarzucał, choć nie miał dowodów na jego winę. Czy rodzic nie powinien zawierzyć własnemu dziecku? I na dodatek próbował go szarpać.
- Panie Debreu, proszę się nie denerwować. Szkoła o niczym nie wie i na pewno ode mnie się nie dowie. Najpierw trzeba wyjaśnić całą sytuację, ale w tym nerwy nie pomogą.
Po chwili drzwi otworzyły się i za nastolatkiem do środka wszedł jego prawnik. Ojciec pozostał na korytarzy i posyłał nauczycielowi wściekłe spojrzenie.
- Nie przysłano pana ze szkoły, więc co pan tu robi?
- Zadzwoniono do mnie z komendy na prośbę ucznia. Nie mogłem tego zignorować.
Mężczyzna bez słowa podszedł do drzwi i otworzył je, po czym w targnął do pomieszczenia, nie licząc się z nikim i niczym. Trener pozostał sam na korytarzu, usiadł więc na jednym z krzeseł i czekał na koniec tego kolejnego przesłuchania. W duchu liczył na to, że jednak ojciec pomoże nastolatkowi z całą tą sprawą. Ala jaka będzie cena za taką przysługę?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Sala 27   Nie Paź 12, 2014 5:03 pm

Przesłuchanie było jednym z milszych rzeczy dzisiejszego dnia. Wolał siedzieć naprzeciw przystojnego bruneta, który zadawał mu wiele niezręcznych pytań niż gdyby miał to robić jego ojciec w obecności swojego prawnika, którego trzymał na bardzo krótkiej smyczy. Pytania były niewygodne, pytano go o zażywanie narkotyków mimo iż zrobiono mu testy, o to czy widział jak ktoś je spożywa i jakim cudem znalazły się w jego kieszeni, skoro „rzekomo” nie należały do osiemnastolatka. Niczym na spowiedzi mówił wszystko to co powiedział Baldricowi, jednak sądząc po minie ojca ten wcale mu nie wierzył. Czego mógł się spodziewać. Nieważne czy był winny czy nie, ważne, aby cała sprawa nie wyszła na jaw. Media niczym piranie dorwałby się do ich sekretów rodzinnych, których już trochę się na ich koncie nazbierało. Afera wisiała na włosku, a winnym za to był nikt inny, jak Percy, który swoim zachowaniem ściąga na nich kłopoty.
Starszy Debreu wyszedł pierwszy z sali dwadzieścia siedem, w której jego syn wraz z prawnikiem załatwiali ostatnie formalności. Starszy mężczyzna zmierzył nauczyciela wzrokiem, dając mu jasny sygnał, że nie uwierzył w całą tę bajeczkę, że szkoła się o niczym nie dowie.
- Dlaczego mój syn akurat do pana zatelefonował? Czemu pan jako pedagog nie poinformował mnie o zaistniałej sytuacji? Wie pan, że Percy jest nieodpowiedzialnym młodym człowiekiem, który nawet mimo mojego zakazu złamie każdą możliwą zasadę? – zapytał z wyrzutem nie mając pojęcia, że synalek obsmarował go przy Balu. Biznesmen sądził, że w oczach pedagoga jest przejętym rodzicem, zdenerwowanym z wybryku syna a nie z faktu wyjawienia niekorzystnych informacji do mediów.
- Proszę się nie dać zwieść to nastolatek, który tylko czeka aby zerwać się ze smyczy. Teraz każdego owija sobie wokół palca, a kiedy tylko skończy liceum to wyjdzie na studia nie oglądając się za siebie, a wszystkim tylko problemów narobi – odparł z pełnym przekonaniem. Tak, jakby doskonale, wręcz znał na wylot swojego syna. Lecz prawda trochę odbiegła od wersji ojca. Cóż zrobić, każdy chciał się wybielić. Po chwili drzwi sali dwadzieścia siedem otwarły się ponownie i wyszedł z niej Percival wraz z prawnikiem, który wcale nie miał zadowolonej miny.
- Na drugi raz, panie Percy, proszę się tak nie denerwować, to źle wygląda w oczach władz – poinformował go, starając się naturalnie uśmiechnąć co ostatecznie wyglądało niczym grymas po zjedzeniu cytryny. Starszy Debreu niczym pies o super-słuchu spojrzał na nich.
- Co tym razem zrobiłeś? Grzywna? Wcale by mnie to szczególnie nie zdziwiło – zakpił. - Odciągnę ci każdego funta z pieniędzy, jakie ode mnie dostajesz. Może wtedy nauczysz się je szanować – zrzędził, nie racząc nawet ściszyć tonu głosu przy dawaniu kolejnej bury swojemu dziecku. Percy stał chwilę ze spuszczoną głową, kiedy prawnik dawał mu cenne porady, jednak, słysząc głos ojca natychmiast odezwał się samemu nie zważając na okoliczności pobytu.
- Tobie chyba padło na mózg. Przegrzał ci się mózg pod tą sztuczną peruczką od nadmiaru kasy w tyłku? To ty mi wciskałeś pieniądze, abym poszedł do tej cholernej szkoły z internatem. Nie chciałem się uczyć w Royal School, chciałem iść do zwykłej publicznej szkoły! Ale to ty, do cholery, to ty mnie wręcz prosiłeś, abym poszedł tam, abym się uczył w szkole, w której ty się uczyłeś, bo to tak pięknie wygląda na tle doskonałej rodziny, więc przestań mi opowiadać farmazony, cholerny hipokryto! – Nie wytrzymał. Poniosło go i to sporo. Jednak nie tylko jego. Emocje wzbierały się również w starszym Debreu, który pod wpływem złości po prostu spoliczkował chłopaka. Awantura zakończyła znowu katastrofą. Nie czekając na nic, Percival prychnął i po prostu zostawił ich wszystkich. Wyszedł z komisariatu. Starszy Debreu będąc sam w dużym szoku, krzyknął tylko za nim:
- Percy! Wracaj tu! – Ale ten nie miał zamiaru nikogo usłuchać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Sala 27   Pią Paź 17, 2014 11:39 am

Bald mimowolnie drgnął, kiedy drzwi od sali dwadzieścia siedem otworzyły się, po czym wyszedł przez nie starszy Debreu i to z miną, która wyrażała jedynie złość i nieufność. Mężczyzna zgromił spojrzeniem nauczyciela, przez co ten poczuł się tak, jakby to jego o coś oskarżano mimo niewinności. Instynktownie poderwał się z krzesła i wyprostował, co też dodało m odrobiny pewności siebie, ponieważ górował wzrostem nad ojcem własnego kochanka. Ale wciąż towarzyszyło mu poczucie winy, jakiego nie mógł zmazać – miał romans z uczniem, a teraz stał przed jego rodzicem i udawał, że jest tylko nauczycielem pełnym chęci pomocy. Nawet przez chwilę czuł do siebie niechęć, bo w takiej chwili zabrakło mu odwagi na szczerość. Powinien uczciwie podejść do sprawy i wyznać, że jest Percym zauroczony. Jednocześnie rozmyślał o konsekwencjach i dobrze chłopaka, co też skutecznie odciągało go od podobnego heroizmu.
- Tak naprawdę nie wiem, dlaczego pański syn zadzwonił do mnie w pierwszej kolejności. Zapewne liczył na moją pomoc, a ja nie mogłem mu jej odmówić. Percy to dobry chłopak i na pewno nic złego nie zrobił – próbował go wybronić przed ojcem, co wcale nie było takie proste, gdy sam czuł się niczym zaszczute zwierzę. – Nie zadzwoniłem do pana od razu, ponieważ wszystko działo się o nieludzkiej porze. Chciałem poinformować pana o wszystkim na spokojnie.
Kłamał jak z nut i w duchu modlił się do wszelkich świętości, aby mężczyzna łyknął tę bajeczkę. To oczywiste, że jako nauczyciel powinien był zadzwonić do rodzica ucznia, skoro ten znalazł się na komisariacie, ale dla chłopaka był nie tylko nauczycielem, również był jego kochankiem. Trudno było lawirować pomiędzy tymi dwoma rolami, choć Baldric tak naprawdę nie naucza różowowłosego.
Kolejne słowa właściciela wytwórni filmowej sprawiły, że Balowi spadły klapki z oczu. Wreszcie dostrzegł, że nie ma do czynienia z przejętym ojcem, lecz z osobnikiem, który musi mieć wszystko pod kontrolą. Okazało się, że Aaron Debreu nie znał własnego syna i był w stanie oskarżyć go o wszystko, co złe. Nie próbował go bronić, od razu osądził go i spisał na straty. I to ma być ojciec? Trener zmarszczył brwi, nabierając surowego wyrazu twarzy, a w jego brązowych tęczówkach pojawiła się doza niechęci, jaką starał się skryć, lecz bez skutku.
- Proszę mi wierzyć, że pański syn jest odpowiedzialnym młodym człowiekiem. Nigdy wcześniej nie sprawiał żadnych problemów i bardzo dziwi mnie to, że podejrzewa się go o tak złe rzeczy. Z całą pewnością jest niewinny, mogę za niego ręczyć.
Wreszcie nastolatek opuścił pomieszczenie wraz z prawnikiem. Rodzic od razu zaatakował syna gniewnymi słowami, co też wstrząsnęło Cornwellem. Bez namysłu stanął przy Percym i skierował ostre spojrzenie na mężczyznę.
- Panie Debreu, nie powinien pan tak się dener…
Przerwał mu Percy, który musiał wykrzyczeć całą swoją frustrację skierowaną przeciwko ojcu. Wszystkim udzieliły się te nerwy, nawet i brunetowi, który stał murem za swoim kochankiem, próbując w ten sposób zrekompensować mu wcześniejsze zwątpienie w jego osobę. Emocje wrzały również w rodzicu – spoliczkował on nastolatka, a potem próbował zmusić go do powrotu, gdy ten rzucił do ucieczki. Baldric natychmiast ruszył za Percym i zatrzymał go dopiero przy wejściu do budynku. Chwycił mocno jego nadgarstek, następnie przyciągnął go do siebie i objął mocno, próbując ukryć go w swych ramionach przed całym światem. Doskonale wiedział, co musi czuć chłopak i właśnie dlatego nie zamierzał go puścić, aby udowodnić mu, że zawsze będzie jego wsparciem. Niepewnie ucałował czubek jego głowy, starając się jakoś go uspokoić, kiedy dłońmi głaskał go po plecach.
- Percy – wyszeptał czule w jego włosy. – Musisz się uspokoić. Wszystko będzie dobrze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Sala 27   Pon Paź 20, 2014 11:10 am


Ojciec kipiał, nie znosił podobnego zachowania swojego dziecka. Nie znosił gorzkich słów prawdy, której Percy nigdy nie mu nie szczędził. Dzieciak był zbyt wyszczekany i zbyt zarozumiały, a on im bardziej ukracał mu smycz, zabraniał wszystkiego tym syn był bardziej zażarty. Mieli podobne charaktery – żaden z nich nie chciał odpuścić pragnąc utrzeć nosa temu drugiemu. Ich relacja już dawno stała się toksyczna i chora na czym cierpieli wszyscy dookoła. Senior nie wiedział, jak długo utrzyma Percivala w ryzach. Ten był na skraju załamania, aby przy najbliższej okazji wszystko niczym na spowiedzi wyśpiewać prasie na temat rodzinnych sekretów. Wiedział, że swoim wybuchowym zachowaniem jeszcze bardziej zaognił sprawę, jednak na wyjaśnienia było za późno. Syn mając po dziurki w nosie poleceń i krzyków ojca opuścił pomieszczenie.
Dudniące serce w piersi i przyspieszony ze złości oddech powodował, że Percy tracił zdolność logicznego myślenia. Frustracja i gniew rosnący podjudzał jego rozchwiane do granic możliwości nerwy. Był wściekły, zły i rozżalony niczym szczeniak zbity przez właściciela. Ojciec nigdy nie potrafił się zachować nawet w obecności osób trzecich. Było mu wstyd przy Baldricu, nie chciał by ten był świadkiem podobnych scen. I tak wystarczająco miał złe zdanie o seniorze a teraz po tej całej żenującej akcji mężczyzna będzie się nad nim litował. Nie chciał, aby ten wiecznie się nim opiekował, niczym młodszym bratem. Duża różnica wieku nieraz podsuwała chłopakowi myśli, że troska jaką obdarza go partner to ze względu na uczucie jakim go żywi, a nie zwykłą odpowiedzialnością i poczuciem obowiązku.
Wyszedł przed komisariat nie chcąc z nikim rozmawiać, dopiero kiedy silne ramiona nauczyciela przyciągnęły go do siebie schował się w nich nawet nie myśląc o konsekwencjach. Wsunął nos w koszulkę partnera samemu szczelnie obejmując go w pasie. Zamknął oczy i milczał. Chłodne powietrze wolno otrzeźwiało jego przyćmiony umysł, a napięte do granic możliwości mięśnie rozluźniały się.
- Wiem. Wszystko jest dobrze – mruknął pod nosem, jednak na tyle głośno, aby mężczyzna mógł go usłyszeć. Stał chwilę przytulony do niego wdychając odurzający zapach nauczyciela. Dopiero po chwili odsunął się, kiedy usłyszał zbliżające się kroki. Obcas uderzający o posadzkę dał mu znak, że należy jak najszybciej stamtąd znikać. Nie miał ochoty na kolejną konfrontację z rodzicem.
- Chodź. – Złapał go za palce i pociągnął za sobą. Nie odwrócił się, ani nie zerknął czy ojciec wyszedł z komendy. Nie odczuwał głębszej potrzeby. Chciał jedynie szybko znaleźć się w domu, bądź w akademiku, gdzie zakopie się pod kołdrą i w końcu spokojnie się prześpi. Oczywiście, sprawa wisiała nadal w powietrzu, lecz Percival nie zamierzał zostawić tego bez żadnego echa. Steven musiał mu za to zapłacić. Przez tego kretyna mógł się wydać jego związek z Balem, a przecież nie chciał zaszkodzić nauczycielowi. Ten wystarczająco dla niego zrobił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Sala 27   Sro Paź 29, 2014 12:26 am

Być może nie powinien go przytulać pod komisariatem, z którego w każdej chwili mógł wyjść ojciec chłopaka wraz ze swym prawnikiem, jednak to był najlepszy sposób, aby okazać wsparcie młodszemu kochankowi. Ten odpowiedział na uścisk, od razu wyjawiając, że niezwykle potrzebował bliskości bliskiej osoby w tak trudnej chwili, w jakiej się znalazł. Wszystkie wydarzenia od ostatniej nocy nie należały do najprzyjemniejszych – cała ta sprawa z narkotykami, ich kłótnia w mieszkaniu nauczyciela i awantura z ojcem, przecież każda pojedyncza kwestia to istna katorga. Percival, ku swojemu nieszczęściu, musiał się zmagać z tymi wszystkim rzeczami jedna po drugiej, co wcale nie nastrajało optymistycznie. I z tego powodu Baldric postanowił okazać więcej wyrozumiałości.
Nastolatek w pewnym momencie uciekł z uścisku męskich ramion, po czym chwycił dłoń bruneta i pociągnął go za sobą pierwszym lepszym kierunku, jakby chciał uniknąć dalszych komplikacji. Mężczyzna nie dziwił się mu, ponieważ spotkał jego ojca i wiedział, że wszystkie te relacje syna o nim miały w sobie jakieś ziarno prawdy. Właściciel studia filmowego nie liczył się z synem, a już na pewno nie starał się go zrozumieć, po prostu pełnił nad nim pewien nadzór i na tym kończyło się jego zaangażowanie w wychowanie nastolatka. A chłopak w takim wieku potrzebuje ojca, który pokazywałby mu, co jest dobre, a co złe.
Uciekli spod komisariatu, dzięki czemu nie byli narażeni na odkryci ich związku przez rodzica różowowłosego. Bal w końcu przejął inicjatywę i skierował ich kroki na przystanek autobusowy, następnie wsiadł z kochankiem do odpowiedniego autobusu, który jechał w okolice szkoły. Nauczyciel odstawił młodzieńca pod akademik, pod którym skradł mu w mgnieniu oka drobnego całusa. Tym razem musieli być ostrożni, w końcu starszy Debreu mógł cały czas mieć oko na są latorośl. Mężczyzna szybko zniknął i przeszedł spory kawałek na nogach, dopóki nie zobaczył przystanku autobusowego, przy którym zatrzymał się autobus jadący w jego rejony. Szybko dobiegł do pojazdu i wsiadł do niego w ostatniej chwili. Musiał wiele przemyśleć na spokojnie. Kolejny dzień spędzi w mieszkaniu na długich rozmyślaniach. Istne marzenie.

[z/t]x2

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Sala 27   

Powrót do góry Go down
 
Sala 27
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Sala operacyjna
» Sala lekcyjna nr 2
» Sala segregacji
» Neuschwanstein - Sala Tronowa
» Sala przesłuchań

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Placówki publiczne :: ∎ Komisariat policji-
Skocz do: