IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 numer 50

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Pią Maj 02, 2014 2:02 pm

Sam się dziwił swojemu tokowi myślenia. Oczywiście, że zdecydowanie mu się to nie podobało. Nawet takie o myślenie mu się nie podobało, bo komu, będącemu jeszcze przy zdrowych zmysłach by się takie coś podobało? Siedział tak nieruchomo. Zmarszczył lekko brwi. To się wkopałem. Ale nie ma co panikować, jeszcze żyję, a przynajmniej tak mi się zdaje. Zawsze to jakiś plus. Mruknął w myślach patrząc się jakoś trochę tak przed siebie. Myślał. No w ogóle nie miał pomysłu co ze sobą zrobić. Dawanie swojego życia nie wchodziło w grę. Przecież to nie jest tak, on nie jest taki... nie, nie o to chodziło. Przygryzł wargę. Dalej myślał, ale kiepsko mu to wychodziło. To jest jebitnie poważny temat.
- Może trochę - Mruknął ruszając dupsko, ale zaraz z powrotem siadł. Potem tylko założył nogę na nogę i dalej się patrzył przed siebie. Dalej myślał.
Może i nie jestem zbyt porządny, może nawet nie ładny, ale mam swoje zasady i się będę ich trzymał. Raz kozie śmierć. Mruknął w myślach i wtedy na brzuch spadły mu klucze, co przyjął z niemałym zdziwieniem. Raz, że to było jak swoiste wyrwanie z transu, dwa, te jego słowa też brzmiały dość... dziwnie. Cały był dziwny. Nie to, żeby nie zauważył tego na samym początku, ale teraz tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu. Durna, psychodeliczna zabawa. Tylko dlaczego i z jakiej racji Ragnar tylko zna wszystkie zasady a Samael nie? To była jawna dyskryminacja. I tak w koło Macieju, myślał. Może i się szybko uczył. Może nawet w szkole by sobie zajebiście teraz radził. Ale nie. Siedzi i grzeje dupsko na kanapie, obo0k siedzi prawie całkiem obcy mu człowiek a Samael nie ma pojęcia gdzie jest. Zagrajmy w grę, czemu by nie.
Złapał klucz, ściskając go delikatnie jeszcze w dłoni.
- Wiesz, bardzo bym chciał. Ale ja nie rzucam słów na wiatr. Najwyraźniej, cena za uratowanie mi życia musi być wyższa niż ono samo jest warte - Wzruszył ramionami i wystawił w jego stronę rękę, chcąc oddać klucz.
Nie miał w ogóle pojęcia jak to będzie. Nie miał nawet pojęcia co odpowie Ragnar. A przecież może być wiele różnych wersji. Na pewno był pewien, ze spłaci dług, choćby w jakikolwiek sposób. Jak go stąd wygoni to zarobi i odda pieniądze. Kupi pluszowego misia dla jego córki. Cokolwiek. Ale się sam zwróci. Nie jest tępą, dwulicową szują. No dobra, może jest. ale nawet kurwy mają swoje zasady.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Pon Maj 12, 2014 6:21 pm

Paskudny uśmiech wypełzł mu na twarz gdy usłyszał to nieśmiałe "może trochę" Och, powinien się bać. Ragnar lubił wywoływać strach, to go podniecało, choć nie tak bardzo jak widok krwi... Jeśli chłopak dobrze to rozegra, Rag będzie dla niego dobry. Rag bywał bardzo dobry dla swoich ulubieńców, tylko trzeba było umieć dostrzec tę dobroć.
Obserwował chłopaka spod przymrużonych powiek. Tak zabawnie się miotał, podczas gdy Ragnar siedział zupełnie niewzruszony i oddychał tak spokojnie. Czyżby w końcu Sam pojął swoją sytuację? Jednak Rag naprawdę nie miał zamiaru trzymać go siłą. Nie tego chciał. Wiedział doskonale, że nie sprawi siebie przyjemności, jeśli dzieciak będzie opierał się za bardzo. Wszystko wymagało pewnego... pogodzenia się z niektórymi rzeczami... ale, tylko niektórymi.
Brew mu drgnęła słysząc wypowiedź. Prychnął głośno.
- Jesteś głupi, skoro uważasz, że życie ma cenę. Ale jesteś jeszcze gówniarzem, wszystkiego możesz się nauczyć...
Popatrzył na klucz i westchnął. Spojrzał chłopakowi w twarz tymi swoimi okruchami lodu, ale teraz zamiast wzgardy czaiło się w nich coś niebezpiecznego, mrocznego.
- Jeśli bardzo byś chciał, idź. Później może być za późno. - zamruczał, chyba pierwszy raz ewidentnie wykorzystując jawną groźbę, ale w otoczce erotycznego napięcia. Nie sięgnął po klucz. Trwał wpatrując się w Samaela nieprzerwanie, ciekaw kiedy nie zniesie dłużej jego spojrzenia. Doskonale zdawał sobie sprawę jak ludzie reagują na widok jego oczu. Zdawał sobie sprawę ze wszystkich swoich chorych zalet, jak i wad, które też w gruncie rzeczy przekuwał na perwersyjne zalety.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Pon Maj 12, 2014 7:16 pm

Nawet był straszny. Ale nie w takim stopniu dla Sama, jak dla takiego przeciętnego kowalskiego. Bo miał już swoje doświadczenie i spotykał różną masę ludzi, w mniej lub bardziej przyjemnych okolicznościach. Ale spotykał. Dlatego tylko trochę się bał. Jak każdy normalny człowiek w podobnej sytuacji, jakby go do takiej podstawić. Podrapał się po policzku. Ale tak jakby prawie że w bezruchu zamarł, kiedy to on stwierdził dość naturalnie, ze życie ceny nie ma, obalając tym samym myślenie Samaela. To go tak trochę bardziej przestraszyło. Tak może trwało to chwilę a potem tak jakoś dziwnie na niego spojrzał. Zabrał klucze do siebie. Ręka mu już drętwiała, a skoro ich nie zabierał, to trudno. To już nie jego problem tak jakby. Może będzie się wkrótce musiał gdzieś po dworze przejść. Żeby się nieco wyładować. Bo tutaj to raczej możliwości nie miał, poza zapaleniem papierosa, skoro posiadał już na to takie nieme przyzwolenie. Ale nic innego tutaj nie miał do roboty. To zakrawało o najbardziej podły rodzaj nudy. Tutaj nic nie było do roboty.
- To obietnica? - Spytał, może tak trochę zbyt niepewnie jak na niego, ale ten wzrok. No po prostu go zamurowało. Ale też była w tym nutka takiej ciekawości. bo naprawdę już go w jakiś sposób zaczęło to kręcić. może dlatego, ze właśnie, jego życie ceny nie ma. To chociaż mógłby coś z tym zrobić. Nikt mu przecież nie zabroni, a raczej nie podejrzewał Ragnara o jakieś konszachty z miejscowym gangiem. Przynajmniej pod tym względem mógł czuć się bezpieczny. No i go uratował. To o czymś jednak świadczy. Po za tym... nawet interesująco się prezentował z takim wzrokiem. Strasznie. Ale kto jak nie Samael lubił dreszczyk emocji na karku z każdym takim spojrzeniem? Nie równa się to podpalaniu różnych starych budynków i lataniu ze znajomymi po ciemnych miejscach w środku nocy, różnych niebezpiecznych miejscach... ale.
- Jesteś cholernie dziwny... nawet jak na nauczyciela - Mruknął, ni to do niego ni to do siebie. Ot, w przestrzeń. Uśmiechnął się pod nosem i wstał. Przeszedł się tak kawałek, bardzo powolnym krokiem i stanął przed Ragnarem.
- Może być ciekawie. Skoro życie ceny nie ma, to nie mam nic do stracenia - Wzruszył ramionami, szczerząc swoje śnieżnobiałe kiełki. Z tyłu, opierając rękę na swoich pośladkach, bawił się palcami kluczem, który to też tam się znajdował. Na sekundę odwrócił wzrok.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Pon Maj 12, 2014 8:01 pm

Słysząc pytanie wciągnął z sykiem powietrze i uśmiechnął się szeroko, iście diabelsko. Westchnął z lekkością, a potem przeniósł spojrzenie na jego usta. Tak, to było bardzo jednoznaczne spojrzenie. Jak do tej pory nie okazywał nim żadnego zainteresowania, tak nagle wylał je ogromną falą. Zrobił to świadomie, wcale nie dlatego, że chłopak tak go kręcił, bo z tą obitą twarzą wyglądał raczej nieciekawie. To była forma gry. Sam rozchylił wargi, brew znów drgnęła, a on podniósł spojrzenie, tym razem pełne bezczelnego wyuzdania. Prowokował.
- Groźba... - odparł bez zająknięcia, a po chwili, burząc kompletnie wytworzone napięcie wybuchł szczerym, nieskrępowanym śmiechem. Nie był to śmiech przyjemny, to był śmiech szaleńca. - Tak sądzisz? Ja myślę, że jestem najbardziej szczerym człowiekiem jakiego spotkałeś na swojej drodze.
I wierzcie albo nie, wierzył w to szczerze. Bo czy cokolwiek ukrywał? Czy wypierał się swoich instynktów? Czy przeczył sam sobie? Nie. Nigdy. Każdy swój fetysz traktował na równi ze wszystkim innym. Skoro potrzebował tego, nie będzie rezygnował. Tym bardziej jeśli miało przynieść to przyjemność. Jakby jeszcze w życiu mało dostał wpierdol. Niczego sobie nie odmówi.
Gdy chłopak tak odważnie stanął przed nim, zadarł brodę spoglądając na niego. Znów bez rozbawienia, jakby poprzedni wybuch śmiechu zupełni nie miał miejsca. Przechylił na bok głowę przez chwilę przyglądając się Samaelowi w skupieniu, by w końcu wyciągnąć do niego dłonie. Te zaś, opadły lekko na wąskie biodra chłopaka i pociągnęły ku mężczyźnie. Ragnar znów wbił zimny, nagle okrutnie beznamiętny wzrok w jego oczy, a dłonie, przecząc spojrzeniu, lubieżnie przesunęły się w górę, podwijając koszulkę. Szybko dotknęły ciepłej skóry na której zacisnęły się lekko.
- Powiedziałbym, ze jesteś odważny... - nagle jedna z dłoni wystrzeliła ku górze i mocno złapała za koszulkę tuż pod szyją chłopaka. Ragnar gwałtownie pociągnął za nią w dół i do siebie, sprawiając, że usta Samaela znalazły się niebezpiecznie blisko jego własnych. Odrobinę przyspieszony oddech Ragnara rozbił się o jego wargi. Mężczyzna spojrzał na nie i zacisnął szczęki wciągając z sykiem powietrze. Minęła chwila je wypuścił i powrócił spojrzeniem na oczy chłopaka. - ...ale wiem, że jesteś po prostu głupi. - pełen erotyzmu, ale i jadu szept rozedrgał powstałą między nimi ciszę.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Pon Maj 12, 2014 9:16 pm

Trafiłem pod dach psychopaty. Mruknął w myślach, ze zdumienia otwierając szerzej powieki. Ten stan utrzymywał się u niego przez dużą chwilę. Poczuł się na zdecydowanie niezbyt bezpiecznym gruncie. Ale poniekąd było to ciekawe doświadczenie. Wręcz mu się to podobało. Naturalnych reakcji jednak nie mógł w żaden sposób powstrzymać. Po prostu reagował tak jak było do tego stworzony. Może i był popaprańcem, ale Ragnar zdawał się tutaj przewyższać go poziomem w znacznym stopniu. Groźba? A ileż to razy jemu grożono. I to nie w tak przyjemny sposób jak tutaj. To było dla niego słowo jak chleb powszedni. Tyle razy ile on się tego nasłuchał.
I ile razy musiał się ugiąć pod jej naporem.
Ten wylewny sposób zainteresowania jego osobą, jak i słowa, sprawiły, że poczuł się trochę niepewnie. Na tyle mocno jednak, żeby było to po nim widać. Ale nic z tego nie robił. Nie mówił, nie poruszał się tak, jakby miał coś przeciw temu. Dopiero jak stał i ten zadarł brodę do góry, patrząc się na niego, poczuł delikatne ukłucie w żołądku. Zdecydowanie coś czuł nie tak. Ale uśmiechał się. Mimo wszystko, podobało mu się takie coś. To tak jak oglądasz horror. Wiesz, że cię przeraża, szczególnie, jak jest to dobry film, ale i tak go oglądasz. Dokładnie tak teraz czuł się Samael.
Ale moment w którym na chwilę odwrócił wzrok został perfidnie wykorzystany. Samael się sam zdziwił. Zamarł w bezruchu, patrząc mu w oczy, trochę się przestraszywszy, próbował odgadnąć co tez chodzi po jego głowie. Albo cokolwiek, co by mu w prostych słowach wyjaśniło zachowanie. Przełknął gorzko ślinę, kiedy poczuł chłodne dłonie na swoim ciepłym brzuszku. Sytuacja mrożąca krew w żyłach, ale Samael starał się, jakkolwiek by to nie wyglądało z boku, zachować się naturalnie. Może nawet naśladować szaleństwo tlące się przed momentem w oczach Ragnara. Bo ten chłód bijący po twarzy nie wróżył niczego dobrego. Tego był pewien.
I dalej obserwował, stosując się do zaistniałej sytuacji po kolejnych wypowiedzianych słowach. Szarpnięty tak gwałtownie musiał się zaprzeć ramionami o barki Ragnara, żeby się przypadkiem nie wywalić. Może specjalnie dużo nie ważył, ale jednak. Ale się nie poruszył więcej. Tylko klatka piersiowa poruszająca się znacznie szybciej i walące jak młot serce Samaela, świadczyło o tym co teraz odczuwał, kiedy czuł obcy oddech an swoich ustach.
Puszczony, złapał się tam, gdzie przed chwila była zaciśnięta dłoń. Ojezu, co za przeżycie! Może i było strasznie, bo to przyznawał z całą pewnością, ale za to było jak interesująco.
- Być może - Odezwał się w końcu, chociaż ciężko było mu cokolwiek wydusić. Był po prostu pod wrażeniem. Niemałym - Przeszkadza ci to? - Spytał, zatrzymując wzrok na jakimś innym elemencie, a nie na jego oczach. Złapał większy oddech. w końcu musiał.
Sam się do niego zbliżył. Wystarczająco blisko by Ragnar wyciągnięta dłonią mógł go szarpnąć za włosy. Wszakże Samael do wysokich nie należał. Ale tak jakoś tak bardziej z boku a nie centralnie przed nim.
I powrócił znów spojrzeniem na niego, ale nie patrzył mu się centralnie w te szalone ślepia. Może na brodę, noc, czy policzki, ale omijał szerokim łukiem oczy.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Pon Maj 12, 2014 10:32 pm

Gdy patrzył mu w oczy dostrzegł w nich coś, co zdecydowanie mu się podobało. Cholernie mu się podobało. Słodka fascynacja. Strach, ale i fascynacja. Jaka zajebista mieszanka! Uśmiechnął się mrocznie, teraz naprawdę mając ochotę wpić się w jego usta. Pogryźć je, smakować jego podniecenie i ból. Ta dzikość odbiła się w jego oczach bardzo wyraźnie. Była tak intensywna, że można było się przerazić. Spojrzenie szaleńca było doskonałym określeniem. Spojrzenie napalonego szaleńca, jeszcze lepszym.
Pozornie nie zwrócił uwagi na dłonie, które wsparły się o jego ramiona, ale tak naprawdę wzbierała w nim agresja. Nie przywykł do bycia dotykanym, nie gdy na to nie pozwalał. Tego też będzie trzeba dzieciaka nauczyć. Jakże był głupi i odpowiadając na jego pytanie w myślach, tak, przeszkadzało mu to.
- To się da naprawić. - zamruczał niskim głosem, kiedy Samael tak ufnie sam się do niego przysunął. Igrał. Świetnie, czas pokazać mu, że to nie on będzie tutaj wyznaczał granice. To Ragnar wszystkie granice będzie przekraczał. Znów poruszył się gwałtownie. Chwycił Samaela za nadgarstki, podrywając się, by nad nim stanąć. Trzymał go mocno, boleśnie, przysuwając jego ciało tak blisko, ze mógł wyczuć bijące od niego ciepło. Twardość klatki piersiowej, specyficzny zapach tytoniu i konkretnych perfum. Przez chwilę tym rozpalonym wzrokiem spoglądał mu w twarz, a widząc, że chłopak odwraca wzrok, dosłownie warknął, pierwszy raz tak naprawdę pokazując swoje oblicze i dając doskonały przykład, ze to nie jest żadna zabawa. Chłopak wpadł po uszy, choć mógł odejść. Nada miał klucz. Czy się nie cofnie?
Puścił jego lewą rękę i bezceremonialne chwycił w garść ciemne włosy ciągnąc mocno do tyłu. Na pewno sprawiał mu ból, ale ten zrównoważyły zachłanne usta, które namiętnie przywarły do warg chłopaka nie bacząc na to, że rana na nich była jeszcze świeża. Gwałtownie rozwarł mu wargi gorącym językiem i pocałował głęboko, mocno, powoli zwalniając uścisk na jego włosach. Także ten da drugim nadgarstku zelżał zupełnie i zostały same usta, które nie przerywały drapieżnego pocałunku. Kolejna próba.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Wto Maj 13, 2014 11:04 am

Czasem mu się zdarzyło, ze zerkał bardziej w jego te błękitne ślepia. Ale zaraz też skupiał wzrok na czymś innym. Chociaż było mu dość trudno, bo to po prostu go aż hipnotyzowało. Zupełnie jak za młodu, kiedy czytał straszniejsze książki i wyobrażał sobie nie raz spotkanie z kimś od kogo biła taka mroczna, tajemnicza energia. Może właśnie dlatego nie miał ochoty się cofać. Faktycznie, pod tym względem był głupi. Bo nie myślał w ogóle o tym, ze mogłaby mu stać się krzywda. Ale czy nota bene, nie raz tak w jego życiu bywało? Ile to razy czynił rzeczy, za które trafił by do piekła. Ile to razy myślał o tym wszystkim w więzieniu i ile razy to nie pozwolił swoim marzeniom, ponurym i okropnym odejść. Był głupi, ciekawy i może naiwny. A ciekawość z tego wszystkiego najbardziej determinowała jego zachowanie. Jego chcieć poznania Ragnara i próby przekroczenia niejednokrotnego granic. 'Co będzie za tym czerwonym paskiem. Z pewnością nie będzie przyjemne przekraczanie tych granic. Ale to go nie zrażało. Był bardzo łasy na poświęcanie mu uwagi, nawet jeśli miało to boleć. Podświadomie.
Złapanie go tak nagle za nadgarstki sprawiło, że szarpnął dłońmi, chcąc je wyswobodzić. Reakcja naturalna. Można powiedzieć, ze przez parę niemiłych sytuacji, zatrzaskiwania na jego nadgarstkach kajdan wielokrotnie, to miejsce stało się jego piętą achillesową. Jakby nabrał wrażliwości na to miejsce. Stęknął cicho. Tak, miał klucze, ale te mu wypadły z dłoni przy takim uścisku, na podłogę, z brzdękiem i Samael na chwilę tam spojrzał.
Wytrzeszczył oczy. Dużo, dużo intensywnych zapachów, ciepło. Poczuł się niezręcznie. Ale nie miał zbyt wiele czasu an to, by kontemplować w myślach nad zarówno tym, jak i nad zaistniałą sytuacją. Zabawa? Nie, po prostu się dał. Gdyby był kotkiem, zaraz sierść by mu się na karku zjeżyła, gdy usłyszał warknięcie, a uszy ległyby stulone po sobie.
Ręka oswobodzona, alleluja. Szkoda, ze nie mógł się tym nacieszyć za długo. Bolało. Szarpniecie za włosy zdecydowanie bolało, ale Samael się nie łamał. Głośny burk zdecydowanie oznajmiał, ze mu się to nie spodobało. Tak samo jak ujawnione zęby i zaciśnięte powieki, co dawało dość dziwny wyraz jego twarzy.
Ale nagle się uspokoił. Bo już miał się rzucać, ale się uspokoił. Albo raczej, kolejny ruch Ragnara go uspokoił. Otwarł powieki, patrząc się na niego tak jakby ktoś go nagle zamienił w słup soli i Samael nie wiedział za bardzo co się teraz dzieje. Ale w ogóle nie protestował. Nawet mu się podobało. Bo też zaistniałą bardzo ciekawa sytuacja. Poczuł odrobinę krwi z jego ust wypływająca i już zdecydowanie nie miał nic przeciwko. Pod tym względem można powiedzieć, ze był po prostu chory psychicznie Odbiło się to na jego tęczówkach, to, jak zachłannie pochłaniał daną mu chwilę, to, jak się ucieszył ze zwolnionego ucisku na nim. To jak bardzo jego niepewność powoli była zastąpiona nieludzką jak na Samaela fascynacją.
Och, jak on był głupi.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Sro Cze 18, 2014 7:20 pm

Był głupi, cholernie głupi jeśli pokładał w Ragnarze choć cień ufności. Ragnar nie należał do osób, którym się ufa. Można było grać w jego grę, ale trzeba było robić to rozważnie, inaczej skutki mogły być nieprzyjemne. On sam zaś, żałował teraz, że stare czasy już nigdy nie powrócą. Żałował, że kiedyś zmachał bachora, który teraz był największa przeszkodą dla jego prywatnych spraw. Musiał mieć na względzie dobro dziecka, dlatego nie mógł posunąć się zbyt daleko... jak kurewsko tego żałował...
Początkowy opór Sama był bezcelowy. Rag trzymał go mocno, ale w chwili kiedy dzieciak się poddał i w końcu odwzajemnił pocałunek, mężczyzna zupełnie zrezygnował z drapieżności i zadawania bólu.
Wyczuwając w ustach rdzawy smak krwi, bez problemu złapał Samaela na tym, że właśnie połączenie krwi i podniecenia robi na nim największe wrażenie. Masochista? Zajebiście. Sprawianie bólu było jedną z rzeczy w których Rag czuł się prawdziwym mistrzem. Dzieciak się nie cofnął więc Ragnar też tego nie zrobi. Specjalnie przygryzł pękniętą wargę by poczuć na języku gęstą czerwień. Pozwolił żeby wypełniła mu usta. Oczywiście to, że sprawiał mu przy tym ból nie miało żadnego znaczenia. Duże dłonie przyciągnęły chłopaka bliżej, tak że znów mogli poczuć swoje ciała przez cienki materiał. Ciepło, zapachy... Wszystko niezwykle intensywne. Dłonie Ragnara wsunęła się na plecy dzieciaka, a ramiona objęły go... niemal czule. W tym czasie zatopiony w czerwieni język znów splótł się z językiem Samaela. Mężczyzna upajał go jego własną krwią, która mieszając się ze śliną znaczyła ich usta w sposób makabryczny. Spijali żywą czerwień i rozcierali ją wargami...
Ragnar całował go długo, ale pozbawił tę pieszczotę wcześniejszej gwałtowności. Celebrował tę chwilę, choć nie z faktycznego nią urzeczenia. Właściwie działał bez zastanowienia. Dał się ponieść. Przez jedną, krótką chwilę były tylko wilgotne od krwi i śliny usta... Gdy się w końcu odsunął, jego twarz podobnie jak twarz Sama wyglądała makabrycznie. Nie puścił go. Odetchnął głęboko rzucając chłopakowi przeraźliwie trzeźwe i zimne spojrzenie. W uśmiechu szaleńca była kpina i... wyzwanie.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Nie Cze 22, 2014 10:50 am

Gdyby stał z boku i patrzył się na podobną scenkę, byłby zauroczony. Ale stety albo niestety sam brał w tym mniej lub bardziej czynny udział. Samael lubił cierpieć. Może tak nie do końca, bo jednak organizm w końcu sam się prędzej czy później postanowi bronić, ale po prostu lubił. Może to i jest chore, dlatego się z tym nie afiszował. Czego można chcieć więcej? Ragnar zapewniał mu dostateczną ilość rozrywki, ale nie mógł z tym przesadzić. Z przyczyn czysto etycznych, ze względu na swoje zachowanie i jak również z wielu innych powodów. Był tylko można powiedzieć, dzieciakiem, którego żywot można było spisać na straty i z tych strat musiał bardzo szybko wyjść na prostą, a takie zabawy zdecydowanie nie pomagały. Po za tym jak by to wyglądało? Przecież ma swoją dumę, nie mógł sobie pozwolić na takie traktowanie, po prostu nie mógł. Sprzeczność do kwadratu, bo przed chwilą, akurat wtedy kiedy jego usta były zalewane zewsząd krwią mógłby dać sobie rękę uciąć, że nie miałby nic przeciwko czemuś więcej. Tak teraz musiał się ogarnąć, ogarnąć i to porządnie.
Koniec sceny rodem z horroru. Przynajmniej w połowie, bo krew, znacznie wolniej ale dalej się ewakuowała z tego popierdolonego ciała. W połowie, bo dalej był trzymany. Zdecydowanie za blisko. Krew i smród Ragnara. Krew, krew, krew.
- Dość - Warknął, kiedy to jego wzrok napotkał te niebieskie tęczówki, wzrok w którym tlił się teraz bunt. Nie, zdecydowanie zbyt długo nie mógł znieść tego niesamowicie kuszącego spojrzenia. Czas z tym skończyć. Jeśli Ragnar będzie chciał więcej, to się o tym pogada innym razem, może przy jakimś piwie, a nie teraz.... czy on przypadkiem nie miał gdzieś iść do tego swojego dzieciaka? Facet, który ma dzieciaka, mógłby być jego nauczycielem (z czego się cieszył, że jednak nie jest) i który jest prawie dwa razy od niego starszy, a może i jest? Cholera wie, nie chciał tego sprawdzać. Dziwne, popierdolone i zakręcone na maksa a on tutaj... no.
Oderwał się od niego niemalże natychmiast po wypowiedzianym słowie. Tym nagłym szarpnięciem wszystkimi kośćmi powyżej jego szanownej dupy przypłacił nagłym atakiem bólu, może nawet cicho stęknął, ale wybitnie go to nie ruszyło. Bolało i koniec, na co drążyć temat. Nic więcej nie mówił, tylko po prostu polazł do łazienki. Musiał się... obmyć, ohyda.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: numer 50   

Powrót do góry Go down
 
numer 50
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Pokój numer 1.
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» NUMER ALARMOWY
» Pokój numer 177; Himari Yoshino.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Bloki-
Skocz do: