IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 numer 50

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: numer 50   Sro Kwi 02, 2014 3:06 pm

    Mieszkanie, którego Ragnar używa do prywatnych spotkań nie jest duże. Niewielki salon z aneksem kuchennym mieści wytartą ciemnobrązową kanapę, niski stolik, puste biurko z krzesłem i wieżę z kolekcją płyt stojącą w rogu pokoju. Anekst kuchenny oddziela od salonu blat barowy przy którym stoją dwa wysokie krzesła. Mała łazienka ma na wyposażeniu prysznic, toaletę i umywalkę, a sypialnia w praktyce jedną komodę, duże lustro w drewnianej oprawie i dwu osobowe łóżko z metalową ramą wezgłowia. Mieszkanie sprawia wrażenie nieużywanego, albo używanego bardzo rzadko, bo w istocie właśnie tak jest.


***

Do mieszkania nie było daleko. Nie jechali więcej niż dziesięć minut. Ragnar wymienił jeszcze kilka uwag odnośnie dzisiejszego wieczoru i sytuacji w której się znalazł. Trochę ponarzekał i pozornie wyglądał na całkiem rozluźnionego, ale w środku czuł narastające uczucie podekscytowania. Od czasu do czasu zerkał w lusterko wewnętrzne weryfikując stan swojej... swojego podopiecznego. Niestety nie wyglądał dobrze i Ragnar miał nadzieję, że nie jest z nim naprawdę źle, bo nie chciał tłuc się po szpitalach, a już szczególnie kiedy chłopak naprawdę miał przy sobie jakieś prochy...
Gdy zatrzymali się przed blokiem bez słowa słowa pomógł mu wysiąść z samochodu i znów wsparł go ramieniem wprowadzając na klatkę schodowa, a potem dalej do windy, którą wjechali na ósme piętro dziesięciopiętrowego bloku. Carl oczywiście im towarzyszył. Na oko był około trzydziestoletnim facetem, blondynem ściętym na krótko o raczej pogodnej aparycji i całkiem porządnej sylwetce kogoś, kto pod tym względem dba o siebie. W świetle windy wszyscy mogli dostrzec wszystkie te szczegóły, których nie widać było w mroku. Ragnar w świetle wyglądał na starszego niż pozornie mogło się wydawać. Jego podkoszulka i ręce umorusane były w krwi Samaela. Teraz na niego nie patrzył. Krzywił się do lustra ubolewając nad widokiem samego siebie. Czuł konieczność przebrania się i wzięcia prysznica.
Carl natomiast uśmiechnął się do chłopaka ciepło, ale i z obawą. Przyglądał się obitej twarzy, spojrzał na opuchniętą dłoń... Cmoknął.
- Kiepsko to wygląda...
Ragnar zawtórował mu potwierdzającym mruknięciem, a winda trzymała się oświadczając, ze dotarli na miejsce. Przeszli parę metrów. Ragnar wcisnął kumplowi klucze w rękę, a ten posłusznie otworzył im drzwi. I tak oto przywitał ich zaduch dawno nie wietrzonego mieszkania. Samael został posadzony na kanapie w salonie... nawet dość ostrożnie. Jednak z twarzy wybawcy ciężko było odczytać cokolwiek prócz obrzydzenia. W rzeczy samej, Ragnar widząc siebie umorusanego krwią prawdopodobnego ćpuna ostawał torsji.
- Ogarnij go trochę. Powiedz czy koniecznie trzeba z nim gdzieś jechać, a ja idę się przebrać bo czuję na sobie smród krwi...
I tym sposobem biedny Samael został sam na sam z Carlem, choć prawdopodobnie lepiej zostawać sam na sam z tym pociesznym blondynem niż z chodzącą gradową chmurą w postaci Ragnara.
Mężczyzna kucnął przed chłopakiem i uśmiechnął się ponownie.
- Jestem Carl, przyjaciel Quentina. Jestem lekarzem więc nie musisz się krępować. - spokojny ton jakim zwykle posługują się ludzie jego profesji mógł rzeczywiście sprawić, ze chciało mu się zaufać. - Pomogę ci się rozebrać... Masz zawroty głowy?
Carl chwycił skraj jego kurtki i ostrożnie starał się pomóc mu ją zdjąć... Ragnar w tym czasie grzebał już w komodzie szukając jakichś czystych ciuchów.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Sro Kwi 02, 2014 3:38 pm

Podczas tej jazdy samochodem myślami się ogarniał, przez co przymknął na chwilę oczy, ale naprawdę na krótką chwilę, bo go niemiłosiernie piekło. Chyba od wybałuszania oczu ze strachu musiało mu gdzieś na chwilę obeschnąć. Złapał się za głowę. Po kolei sobie układał przebieg minionych wydarzeń, kompletnie nie zwracając uwagi na to co się dookoła niego dzieje. Tak jakby zupełnie nic tutaj po za nim i siedzeniem samochodu nie było. Nawet nie zwracał uwagi an otoczenie. Takie kompletne odizolowanie się od wszystkiego. Chyba stopniowo wracał do siebie, bo coś sam tak czuł. Ból ustępował, o ile się nie ruszał. Ale jego święty spokój izolacji we własnym świecie szybko został brutalnie przerwany. Bo to gdzieś się zatrzymali i Sam rzucił tylko na wpół przytomne spojrzenie dookoła siebie, jakby wyrwany w połowie zdania. Potem wszystkie wydarzenia następowały dość szybko. Co jakiś czas tylko gdzieś mu się wymsknęło zdanie typu "gdzie jesteśmy" "gdzie idziemy" albo typu narzekania na własne zdrowie, chociaż bardziej to brzmiało jak mamrotanie umierającego, niż jakieś konkretne słowa, aczkolwiek dobry słuchacz wyłapałby jakieś pojedyncze słówka. Ale nic po za tym z nim konkretnego się nie działo. No, może tylko to, ze wyglądał na bardziej przytomnego i mniej zszokowanego niż przed przejażdżką samochodem. Ale reszta pozostawała bez zmian. No i nie kaszlał czy coś. Oddychać tez oddychał w miarę normalnie. Nie zwracał prawdę powiedziawszy uwagi ani na jednego ani na drugiego faceta, bo właściwie czuł tyle zmęczenia w sobie, ze nawet nie miał ochoty już ponownie próbować uciekać. Zresztą, odkąd się pojawił tamten drugi, Sam się poczuł jakoś tak... bezpieczniej? Że może nie trafił w łapska jakiegoś innego złoczyńcy. Nawet z grubsza od razu mu uwierzył w to, ze jest lekarzem. Bo to się trzymało jakoś kupy, po kolei jak tak myślał. Ale z tym jeszcze było kiepsko. Także siedział sobie grzecznie, trochę się kołysząc, ale praktycznie nieznacznie.
- Nie - Zaprzeczył od razu. W głowie mu się nie kręciło. W sumie powoli część rzeczy przechodziła. Nadal trochę jednak dygotał. W końcu na raz poszło tyle energii, że to w sumie nie było dziwne. normalnie by zjadł batonika na coś takiego, ale w tych okolicznościach, zebrałoby mu się od razu na wymioty gdyby tylko ktoś mu pod nos coś podstawił - Nic mi nie jest - Wydukał po pewnym czasie znacznie pewniejszym głosem, niż mogłoby się zdawać na jego obecny stan. Bo właściwie co, miał niedobór cukru, trochę tylko mu krwi ubyło, był poobijany jakby go coś potrąciło i kilka razy po nim przejechało no i ręka mu opuchła tam gdzie dostał solidnie z buta kiedy leżał po upadku od kilku wcześniejszych uderzeń. No, może jeszcze trochę mu zimno było. I w dalszym ciągu był jeszcze w szoku, może w znacznie mniejszym stopniu był. Czyli dokładnie to mu nic nie dolegało. Właściwie to mógłby normalnie funkcjonować, gdyby od tego bólu wszędzie nie robiło mu się niedobrze. Naprawdę z całej siły wmawiał sobie że nic mu nie jest. Że go nie boli. Może to zły moment, ale autosugestia czasem potrafiła zdziałać cuda.
Nie miał nic przeciwko temu, żeby zdjął z siebie te ubrania. Tylko miał nadzieję, ze nie połamał sobie jakiś żeber czy nie narobiło mu się zbyt dużo krwiaków pod skórą, bo wyglądałoby to iście odrzucająco. Przecież tak też mogło być. Ale to już ten cały Carl oceni o ile tam będzie zaglądał. Znaczy się pod koszulkę, żeby nie było.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Sro Kwi 02, 2014 5:12 pm

Carl uśmiechnął się z wyrozumiałością i pomógł chłopakowi zdjąć także poplamioną koszulkę. Kiedy odsłonił kaburę i pistolet, na chwilę zamarł, ale najwyraźniej postanowił to zignorować.
- No coś tam na pewno ci jest, inaczej nie miałbyś całej koszulki we krwi. Zbadam cię, połóż się.
Asekurował Samaela gdy ten kładł się na kanapę, a potem uciskał palcami jego brzuch prawdopodobnie sprawdzając czy narządy są w całości. Obejrzał stłuczenia, przyjrzał się twarzy, zajrzał w oczy... Ostrożnie uniósł też jego rękę. Po naciskał, uprzednio przepraszając za sprawienie bólu. Cmoknął, ale uśmiechnął się.
- Nie wygląda to źle. Narządy masz w całości, przynajmniej po wstępnych oględzinach, ale radziłbym ci udać się do lekarza na jakieś prześwietlenie. Myślę, że rozciętej wargi nie trzeba nawet szyć, a ręka... no cóż, tu jest większy problem. Myślę, ze nie jest pęknięta, ale na pewno mocno stłuczona, bo ruszać możesz... Przez dłuższy czas będziesz musiał sobie odpuścić jej nadwyrężanie. - Po tym skrupulatnym wyjaśnieniu Carl odwrócił głowę w kierunku drzwi sypialni - Masz gdzieś tu jakąś apteczkę?
- W łazience! - odparł mu przytłumiony głos, a po chwili pokazał się sam Ragnar już bez górnej warstwy odzienia. - Z resztą, sam ci dam.
Przechodząc przez pokój mężczyzna spojrzał na poturbowanego chłopaka. Przebiegł wzrokiem po jego ciele i zmrużył oczy.
- Co z nim?
- Nie wymaga natychmiastowej hospitalizacji, ale dobrze by było jakby porobił prześwietlenia jamy brzusznej i głowy.
Gdy Carl mówił, Ragnar zdając się cale nie czekać na odpowiedź wszedł do łazienki i z szafki nad umywalką wyciągnął skrzyneczkę z krzyżykiem. Wręczył ją lekarzowi, a potem zamknął drzwi najzwyczajniej w świecie ponownie odcinając się od całej sprawy. Można było więc wywnioskować, ze tak naprawdę zupełnie nie interesuje go stan Samaela. Szczególnie, że na tle łagodnego Carla zdawał się być po prostu wrogi. W ty czasie lekarz otworzył apteczkę i wzdychając ciężko na jej zawartość zaczął przygotowywać się do oczyszczania ran.
- Będzie piekło...
I piekło rzeczywiście, ale mężczyzna wprawnie dezynfekował i opatrywał rany. Na koniec usztywnił dłoń prostując ją na deseczce i przyniósł chłopakowi szklankę wody wręczając też kilka tabletek, prawdopodobnie przeciwbólowych. Ledwie to zrobił rozległ się dźwięk telefonu. Blondyn zerkając na wyświetlacz miał nietęgą minę. Poderwał się z dywanu na którym do tej pory siedział i bez pardonu otworzył drzwi od łazienki.
- Rag, muszę spadać. Mary mnie zabije... Poradzisz sobie dalej, nie? Trochę go połatałem. - przekrzyczał szum płynącej wody. Ragnar wystawił głowę z kabiny.
- Jasne, dzięki.
- No nie ma sprawy, ale stawiasz mi piwo. I... - zerknął w tył rzucając Samaelowi kolejny z lekarskich uśmiechów - Wiesz, wsadź go pod prysznic też, tylko później trzeba zmienić opatrunki.
Ragnar siedząc w ciepłej wodzie trochę się rozleniwił, dlatego rzucił mrukliwe "mhm" i zasunął drzwi kabiny. Carl natomiast westchnął, wziął się pod boki i pokręcił głową.
- Miło było cię poznać Tom. Mam nadzieję, że szybko wydobrzejesz. Zostawiam cię w dobrych rękach.
Pomachał chłopakowi entuzjastycznie i... wyszedł. Teraz ciszę przerywał jedynie szum płynącej wody, ale po chwili i on ucichł. A do słownie kilka sekund później z łazienki wyszedł Ragnar w ręczniku i z rozczochranymi, pewnie po wycieraniu, długimi włosami.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Sro Kwi 02, 2014 8:05 pm

Posłusznie wykonywał polecenia, przypatrywał się. No i od czasu do czasu przytakiwał głową na słowa tego lekarza. Jakoś się już powoli uspokajał, a miejsce szoku zastępowało powoli zmęczenie. Ciekawy był też tego niezmiernie co jego oschły nadzwyczaj wybawca zrobi z niem, jak już ten facet sobie stąd pójdzie, bo jak słusznie zakładał, nie pozostanie tutaj zbyt długo. W końcu nikt nagle nie woła swojego, dajmy już na to, ze przyjaciela, by pomógł mu zabrać ledwie dychającego chłopaka po bójce. To była pewnie naprawdę dziwna prośba. Przynajmniej sam to tak by odebrał. Ale mniejsza z tym. W międzyczasie i ten, o którym chwilowo rozmyślał wpadł, najwyraźniej nie w humorze. Normalnie aż mu zmroziło chwilowo krew w żyłach. W świetle domowego oświetlenia prezentował się bardziej strasznie, niż to było tam koło cmentarza. Nawet wolał nie myśleć, jakie tamten ma o nim teraz zdanie, brr. Jego przemyślenia na rożne tego typu tematy przerwało ostre pieczenie. Nawet specjalnie nie słuchał w tamtym momencie doktorka, lekko się ruszył i syknął z grubsza, ale zaraz się przymknął i wręcz ze stoickim spokojem czekał aż tamten zakończy to co robił. Wygiął tylko delikatnie wargi w grymasie niezadowolenia. Oho, chyba powoli już wracał do siebie, skoro zaczyna coś mu się już nie podobać. Trochę tak jakoś nieprzyjemnym wzrokiem spoglądał na dane mu tabletki, ale, ze go bolało niemiłosiernie, to ostatecznie jednak łyknął co tam on miał łyknąć. Trzymał tylko w zdrowej dłoni pustą szklankę. Z chęcią wypiłby coś mocniejszego na złagodzenie własnego stanu, ale jakoś nie miał odwagi wychylać się z butelką wódki póki to jest w obcym miejscu i nie wie jak powinien się zachować i na ile to on sobie może pozwolić. Podciągnął tylko nogi pod siebie, opierając obolałą twarz na kolanach i tak sobie po prostu siedział, wsłuchując się w to o czym sobie jeszcze rozmawiali.
- Dziękuję - Odpowiedział krótko na pożegnanie, nie wiedząc czy mówić "panie doktorze" "proszę pana" czy po prostu dodać zwykłe, grzeczne "Ci", więc po prostu wolał już nie powiedzieć nic.
W tym czasie kiedy tamten jeszcze korzystał sobie z łazienki, a Carl już się wymsknął z mieszkania, bo zakładał, że są w jakimś bloku, skoro jechali windą (o ile nie miał jakiś omamów), to ten szmyrgnął swoją zdrową dłoń po swój kochany plecak, który był gdzieś tam obok. I ze strachem stwierdził, ze żadnego towaru przy nim nie ma. Podrapał się po głowie, czego zaraz pożałował. I tak strapiony, siedział, nie wiedząc co on ma teraz myśleć.
- Zatłuką mnie jak psa - Mruknął do siebie, nie wiedząc, czy gorsze byłoby go pozostawienie na pastwę losu w jakimś rowie, czy jak teraz będzie musiał się użerać z gangiem. w sumie, do terminu pozostał się jakiś miesiąc. Zanim będzie musiał oddać pieniądze. Może do tego czasu wymyśli, skąd zebrać fundusze. Oczywiście, o ile do tego czasu przeżyje.
Wybawca w ręczniku. Cóż za niesamowicie dziwny widok. Zerknął tylko na chwilę, odrywając głowę od kolan. Patrzył się tak, ani to się uśmiechając ani też smucąc, chociaż jakby się zdawało, widać było, ze coś go już dręczy. Coś innego niż banda kretynów, która mało co nie zatłukła go na śmierć. Chwilkę po tym powrócił do swojej poprzedniej pozycji głowy, zawieszając wzrok na jakimś martwym punkcie przed sobą. I tak jak milczał w obecności Ragnara, tak do tej pory pozostawał bez słowa.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Sro Kwi 02, 2014 8:49 pm

Pochwyciwszy wzrok chłopaka brew mężczyzny drgnęła lekko. Ragnar także się nie odzywał, ale... patrzył. Natarczywie, wyzywająco... może nawet czaił się w tym spojrzeniu cień pogardy, ale on był tam bez względu na okoliczności, jednak Samael nie znał go przecież na tyle dobrze by to zweryfikować. Zimne, przeszywające spojrzenie znów wwiercało się w nastolatka, jakby wybawca był zły, jakby obwiniał o coś ofiarę. W rzeczywistości jednak Rag nie gardził nim i nie był zły. Nie w ten pierwotny sposób. Na razie nie miał podstaw by czuć wobec dzieciaka obrzydzenie. Gdyby tylko je poczuł, choćby jego maleńki zalążek, bez słowa wystawiłby go za drzwi. Na razie był po prostu zaintrygowany. O tak. Naprawdę tak było, tylko to zdecydowanie nie wróżyło Samaelowi przyszłości w różowych barwach, szczególnie, że mężczyzna był zaintrygowany nie tyle wyglądem czy sytuacją chłopaka, a jego zachowaniem. Wymownym milczeniem. Niby odgrywał ofiarę, a mimo to trzymał dziwną, nietypową dla ofiary postawę. Właśnie dlatego Ragnar nie miał zamiaru się odzywać, ale też nie robił nic innego prócz przyglądania się mu. Czekał, aż chłopak wykona ruch. Obserwował go jak zaszczute nowe zwierzątko w terrarium. Gdyby tylko Ragnar poczuł do niego fizyczny pociąg byłoby o wiele prościej... a tak, sprawy na pewno się skomplikują. Więc stał w ręczniku, pozornie bezbronny, ale nie. On nie sprawiał takiego wrażenia. Było coś w wyrazie jego twarzy, co jasno stawiało go wyżej. Jakby sam uważał, że jest ponad to. Ponad Samaela, sprawy z gangiem, całe zło tego świata i ponad cały świat. I to ucieleśnienie charyzmy stało i po prostu patrzyło. Nic. Nie robiło kompletnie nic.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Sro Kwi 02, 2014 9:32 pm

Odarł się policzkiem o lewe kolano, a widząc strzępki zakrzepłej krwi skrzywił się nieznacznie. Najchętniej to by wykąpał się porządnie i poszedł od razu spać, by dać spokój święty nie tylko swojemu organizmowi, ale przede wszystkim swojemu umysłowi, który jednak usilnie trzymał wartę, póki Samael się nie ogarnie do reszty. Zresztą, jakby to wyglądało, gdyby on układał się do snu, a tutaj Ragnar posyła mu takie wyzywające wręcz spojrzenia. Ani trochę przyjemne, ale jakoś Samaelowi to aż tak nie dokuczało, przynajmniej nic nie było po nim widać, nie tak, jak jego własne, życiowe wielce problemy. Normalnie sam się już czuł jak chodzący żywy trup, tylko zegar odmierzał mu czas jaki pozostał do wykonania wyroku. Westchnął cichutko i ponowił próbę nawiązania kontaktu wzrokowego z tym chodzącym kawałkiem góry lodowej. I to porównanie było o tyle trafne, bo Samael niewiele wiedział o Ragnarze, ba nawet jego imienia nie znał, zresztą Samael sam swojego nie zdradzał. Jego informacje były naprawdę wierzchołkiem takiej góry lodowej. Opierał swoją głowę o kolana, jakby na nich leząc i jednocześnie patrząc się takim niby to ciekawym niby to takim trochę wciąż bojaźliwym wzrokiem na tego typa.
- Samael - Mruknął w końcu. Bo też nie miał ochoty się jakoś serdecznie przedstawiać. dziękować też nie miał zamiaru, przynajmniej póki mu się sytuacja w głowie nie wyklaruje. Ale powiedzieć swoje imię przecież mógł. Nie liczył na to, że uzyska podobną odpowiedź, w ogóle jakąkolwiek odpowiedź uzyska, ale przecież w końcu któryś z nich musiał przerwać tę nieprzyjemną cisze. Jakoby czuł, jakby powietrze wokół zrobiło się chłodniejsze od tego człowieka w ręczniku, nieznacznie się skulił w sobie, ale wyraz jego twarzy pozostawał wciąż niezmienny.
W końcu jednak odwrócił wzrok, bo nie mógł się na niego patrzeć. Nie w te jego oczy tym bardziej, które normalnie aż go przerażały. Od razu jakby się lepiej poczuł, kiedy mógł spojrzeć w znacznie cieplejszą stronę tego pomieszczenia. Nawet jego ciało wciąż brudne, prezentowało się znacznie cieplej niż te jego świdrujące patrzałki. I znów podrapał się po głowie, trochę delikatniej, by go tak nie zabolało.
W gruncie rzeczy, poza nieznacznymi gestami, w ogóle się nie poruszał. Tak jakby nie miał w sobie tyle odwagi. Jakby badał to na ile sobie może pozwolić. Bo w końcu, początkowy obrót głowy był o wiele mniej śmielszy już już takie zwyczajnie podrapanie się po głowie. Nawet po pewnym czasie lekko zaczął stopą podrygiwać, a nawet jego odzew były już tymi śmiałymi, małymi krokami ku zbadaniu obcego całkiem otoczenia.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Pią Kwi 04, 2014 1:48 am

Z głosem dzieciaka przyszedł także uśmiech na ragnarowej twarzy, jednak w niczym nie przypominał tego ciepłego jakim darzył Sama Carl. Ten był pozbawiony wesołości, w ogóle nie obejmował tych lodowych okruchów, które tkwiły w miejscu oczu.
- To jednak nie odgryzłeś sobie języka. Co za ulga. - Choć nie miał dużych podstaw by mówić takim kpiący tonem, to wale nie hamował się przed jego używaniem. Owszem, uważał, że chłopak powinien być mu wdzięczny, ale gdy nie okazał tego... To wcale nie sprawiło, ze poczuł się źle. Nie, nie. Poczuł tylko, że chyba naprawdę dobrze zrobił, gdy dał się losowi poprowadzić i wprowadził swój plan w życie. Kochał wyzwania.
Przechylił głowę, ale i zmarszczył brwi, kiedy dzieciak odwrócił wzrok. W środku zagotował się sprzeciw, ale nim wybuchł, Ragnar znów odezwał się złudnie spokojnym tonem.
- Tak mam na ciebie mówić? Imieniem demona? - Za nic nie przyszłoby mu do głowy by pomyśleć, ze ktoś mógłby nazwać tak dziecko. Uśmiechnął się paskudnie. - Na takie imię trzeba sobie zasłużyć.
Ruszył się tylko po to, by stanąć na przeciw dzieciaka. Samael wyglądał jak ofiara, ale nie zachowywał się jak ona. Z jednej strony było to tym, czego Ragnar chciał, z drugiej jednak sprowadzało irytację. Jednak nie pozwalał się jej ujawnić. Przynajmniej nie w takiej formie w jakiej miał ochotę ją uwolnić.
- Patrz na mnie. - Rozkaz straszył gwałtownością i ostrym tonem. Mężczyzna patrzył na chłopaka z góry, ale nie gniewnie. To kłóciło się trochę z jego słowami, ale dawało też złudną nadzieję, że być może akurat ten typ tak ma. Ot trafił się Samaelowi jako wybawiciel jakiś despota. No zdarza się. Ważne, ze nie chciał obić gęby, zorganizował ucieczkę przed oprawcami i wezwał lekarza, prawda? Nie można wybrzydzać.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Pią Kwi 04, 2014 11:55 am

Nieznacznie się ruszył, jakby miał wzruszyć ramionami, ale ani na jedno a ni na drugie to nie wyglądało. w sumie tak nijak się prezentował. Dzieciak? Może lepiej nie próbować takiego określenia wobec Samaela. Nienawidził wręcz takiego sposobu traktowania jego osoby, choćby druga osoba w jego towarzystwie była nie wiadomo ile od niego starsza.
Męczyło go to wszystko. Bardziej na umyśle. Obce środowisko, cholera, nawet nie wiedział gdzie jest bo oczywiście tak mu mordę obili, ze ledwo się kontaktował ze światem aż do tej pory. Obcy facet. Nawet żeby jakieś durne imię znać czy coś, ale nie, skądże znowu. Czuł się tak bardzo źle w tej swojej samotności i bezradności, ze to prawie zahaczało o gniew. Do smutku było mu znacznie bardziej daleko. Zresztą, był już taki, zdecydowanie bardziej na rękę było mu się zdenerwować i zacząć rzucać, niż uciekać z płaczem w popłochu. Może i miał tę znikomą nadzieję, że tutaj zaraz nie wybuchnie. Bo im bardziej odzyskiwał sprawność umysłową, tym bardziej wszystko zaczynało go denerwować. Łącznie z tym facetem, znajdującym się obecnie w epicentrum toku myślowego chłopaka.
- Nie muszę na nic sobie zasługiwać - Burknął nieprzyjemnie. Nie no, ten jeszcze będzie negował jego imię. Jedyna rzecz, którą mógł udowodnić, że on to on, choćby nie wiadomo co się nie stało. Trochę się zezłościł. Ale z drugiej strony, przecież nie wykrwawia się teraz w rowie, tylko siedzi na kanapie opatrzony. No, trochę brudny. Ale siedzi cały, nie jęczy z bólu, nie umiera.
To bolało zdecydowanie bardziej niż ręka czy twarz. To była taka kłótnia samego ze sobą. Sprzeczność jego zachowania z jakimiś zasadami moralnymi. Albo przynajmniej jego zalążkami. Przecież powinien być mu wdzięczny, tak? Jakoś normalnie się zachowywać, nawet jeśli bezpośrednio nie dziękował, to jednak swoją postawą prezentować... ale to się z nim gryzło. To tak, jakby miał ulec. A on przecież tak nienawidził. Podporządkować się komukolwiek. I właściwie ten sposób jego myślenia działał póki, ktoś nie użył wobec niego zdecydowanej ilości siły. Tak jakby tylko przemoc działał na ten ograniczony umysł. Ale tutaj natrafiał na przeszkodę. Jakieś znikome poczucie mało używanego w życiu uczucia sprawiało, ze jego dotychczasowe zachowanie trafiało na mur, jakby się mogło zdawać, nie do przebicia.
I tak rozmyślał, czasem przekręcając głowę na drugą stronę, to czasem poruszył ręką, czasem jakby się wygodniej usadawiał na kanapie. Gryzło jak cholera. Wwiercało się umysł. Nienawidził takich sytuacji. To powodowało gniew.
- Nie - Jakby z automatu strzelił odpowiedź. Rozkaz. Nie, zdecydowanie nie.
Ale oparł po dłuższej chwili głowę o kolana tak, że centralnie się na niego patrzył. Czysta sprzeczność. Co prawda, rozkaz mimochodem spełnił. Bo patrzył. Ale to nie znaczyło, ze patrzył mu się w oczy. Nawet nie na twarz. Może gdzieś... na obojczyk? Ta, chyba gdzieś tamte rejony. Specjalnie unikał kontaktu wzrokowego. Już się napatrzył.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Pią Kwi 04, 2014 4:20 pm

Twarz Ragnara przeszyło niemal szczere niedowierzanie. Jakże bardzo biedna ofiara była w błędzie. I teraz tym bardziej, z jeszcze większej przekory Ragnar nie miał zamiaru nazywać go tak, jak chłopak sobie życzył. Może jak będzie dostatecznie grzeczny, zasłuży sobie kiedyś na nazwę wybraną przez siebie... Tak... Raga należało się bać. Z pewnością nie należał do osób łagodny i... normalnych. Czy miał zamiar więzić ten okaz rozpaczy? Rozważał taką możliwość, choć nigdy wcześniej nie posunął się do takich drastycznych środków. Sądził raczej, że jest w stanie sprawić by ofiara sama pchała się w paszczę lwa.. Na razie jednak nie był aż tak zafascynowany żeby bardzo się starać. Obserwował i sama obserwacja przynosiła mu pewnego rodzaju satysfakcję.
Słysząc stanowcze "nie" w odpowiedzi na swoje polecenie uśmiechnął się szeroko odsłaniając przy tym cały garnitur zębów. Uśmiech prezentował się raczej upiornie. Jak kota z Cheshire. Przez chwilę z tym chorym uśmiechem psychopaty patrzył mu w twarz. Urocze. Samael przeczył sam sobie. Ragnar nie mógł powstrzymać rozbawienia.
Bez słowa wyminął siedzącego na kanapie chłopaka i skierował się do sypialni. Słychać było jak trzasnęły drzwi od szafy, a potem zasuwana szuflada. Chwila ciszy...
Zaraz znów pojawił się przed Samem, ale miał już na sobie luźny biały podkoszulek i wytarte jeansowe spodnie. Wciąż wilgotne kręcone kosmyki włosów rozrzucone były w kompletnym nieładzie na jego ramionach. W dłoni trzymał świeży ręcznik, bluzkę na krótki rękaw w kolorze czarnym i luźne granatowe szorty. Wyciągnął ów naręcze w stronę chłopaka, ale nie czekał aż je odbierze. Porzucił je obok niego.
- Wykąp się, ogarnij i przebierz. Brudne ciuchy możesz wrzucić do pralki. - Polecił sucho i zmrużył oczy. Im dłużej z nim przebywał, widział coraz więcej szczegółów. Nie wszystkie mu się podobały, choćby to, ze wydawał mu się zdecydowanie zbyt chudy. - Nie zachowuj się jak obrażony na świat bachor. Jetem ostatnią osobą wobec której powinieneś się tak zachowywać. I nie mów mi, że to przez szok, bo skoro nosisz broń i handlujesz prochami, nie powinieneś być taką pizdą.
Ostatnie słowa wymawiał już będąc odwrócony do chłopaka plecami. Ktoś mógłby się zdziwić... Ragnar właśnie obracał się tyłem do obcego kolesia mającego przy pasku broń palną. Zachowywał się, tak jakby jej tam nie było, jakby jej nie zauważył, ale w praktyce po prostu o to nie dbał. Widział doskonale, ze Samael nie posunąłby się do grożenia mu bronią. Po pierwsze nie miał podstaw, gdyż nie groziło mu niebezpieczeństwo, po drugie połkną haczyk w postaci poczucia wdzięczności, a po trzecie kompletnie nie wyglądał do zdolnego wymachiwania bronią w obliczu pozornie bezbronnego człowieka. Tak więc Ragnar spokojnie stanął przy kuchennym blacie i nalał wody do elektrycznego czajnika zapewne z zamiarem zrobienia czegoś ciepłego do picia.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Pią Kwi 04, 2014 8:30 pm

Szczerze, to on specjalnie miał to gdzieś, czy będzie go tak nazywać czy inaczej. Byle, żeby nie było to nic obraźliwego, to jest tak w miarę wszystko w stanie przełknąć. Oczywiście i na obelgę może mieć wyjebane, ale jak każdy miał swoje granice. Tymczasem do jego głowy wdarła się inna myśl. Ile czasu on tutaj spędzi? Najchętniej to by się wyspał, zjadł coś, ale to później i dalej poszedł swoją drogą. W teorii nie miał do czego wracać. Jak tylko wśród odpowiednich osób rozniesie się wieść o tym, co się tam na cmentarzu wyprawiło, to z pewnością w pierwszej kolejności dorwą się do jego mieszkanka. Tej skromnej kawalerki, tego jego jedynego przybytku na tej ziemi. To go trochę dołowało i teraz jak o tym myślał, to cała ta pechowa sytuacja i jej konsekwencje, jakie pewnie nastąpią, odbijały się głośnym echem w jego oczach.
Cicho westchnął, kiedy ten chociaż na chwilę znikł mu z oczu. Wymamrotał coś pod nosem na odchodne i na chwilę zerknął na swoją obandażowaną i usztywnioną nieco rękę. Chwilę ja tak oglądał, rozmyślając o paru sprawach. W niezłe bagno to on się wpakował. A teraz miał wrażenie, ze sytuacja lepiej wyglądać nie będzie. W tym też czasie ponownie przyszedł pan wybawca. I znów miał wrażenie, ze zrobiło się tutaj znacznie chłodniej. Z lekki zdziwieniem jakby spoglądnął na to co trzyma w ręce. W gruncie rzeczy, zwracał na wszystko uwagę bardziej niż na samą jego osobę i jakoś mu było tak lepiej oswajać się z obecną sytuacją. Przytaknął tylko na pozwolenie o zażyciu jakiejś kąpieli. No. Przynajmniej nie będzie wyglądał jak... jakiś nieboszczyk wyjęty świeżo z trupiarni czy kostnicy. Uśmiechnął się w duchu na wieść o tym, jednak kolejne słowa cholernie boleśnie do niego trafiły. Zmarszczył lekko brwi. W gruncie rzeczy to on miał rację. I tym bardziej go to bolało, bo musiał tę rację w duchu przyznać. No przecież nie powie tego na głos, prawda? Chędożone w dupę mać uczucia, burknął w myślach i przez chwilkę jeszcze tak siedział. Potem wstał i jak gdyby nigdy nic, już w ogóle na tego jegomościa nie zwracając uwagi, ruszył wręcz błyskawicznym tempem do łazienki i tam się zamknął. Dopiero potem złapał się za głowę, wykrzywiając twarz w grymasie niezadowolenia i gniewu. Jednak słowem się nie odezwał. Głucha cisza panowała przez chwilę w łazience, po czym dla rozładowania napięcia, grzmotnął pięścią zdrową w ścianę. Dopiero potem zaczął się rozbierać, dokładnie uważając na rękę. Posłał swojemu odbiciu jakieś takie posmutniałe spojrzenie i zabrał się za kąpiel.
Będąc w pełni wyczyszczonym związał tylko włosy gumką, którą miał gdzieś tam upchaną za dawnych czasów w kieszeni i w cudzych ubraniach wyszedł z łazienki nabierając haustem nie zaparowanego powietrza. Trochę mu się zakręciło w głowie, ale machnął an to ręką. Pewnie to z jakiś wahań czegoś o czym nie miał pojęcia, zresztą, wszystko jedno. Usiadł tylko na kanapie, w ręku trzymając swój kochany pistolet i od tak sobie położył go gdziekolwiek na jakiejś półce w widocznym miejscu, zanim siadł. A właściwie nie siadł a położył się, twarzą do kanapy. I wyglądało prawdopodobnie na to, ze nie miał zamiaru się w ogóle ruszyć. Nawet usztywnienia czy opatrunków jak jakieś miał, nie chciało mu się ponownie zakładać. Przecież nie jest słaby, przyzwyczaił się. Na co mu cokolwiek. Tylko teraz ponure miał myśli, cholernie ponure. A przebywanie tutaj obok chodzącej góry lodowej, w ogóle nie poprawiało mu nastroju.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Pią Kwi 04, 2014 9:08 pm

Nie zdziwiła go cisza za plecami. Nie spodziewał się agresji, czy nawet negowania zdania jakie wyraził. Doskonale zdawał sobie sprawę, że miał rację, więc chłopak wykazałby się nieprawdopodobną głupotą, gdyby zaczął się rzucać.
Nie oglądał się na niego zajmując się prozaicznymi czynnościami związanym z parzeniem herbaty. Dokładniej nie była to wcale herbata, a... melisa. Tak, zaparzył mu ziółek na uspokojenie i kubek z naparem postawił na stoliku przed kanapą. I jak tu powiedzieć, że Ragnar jest niedobry?
Dla siebie sięgnął z szafki po coś mocniejszego. Nalał do szklanki trochę whisky i wraz z nią usiadł na jednym z barowych stołków w wyjątkowo rozluźnionej pozie. Jedną ręką opierał się o stołek między swoimi nogami, a w drugiej trzymał naczynie. I czekał wsłuchując się w szum płynącej wody.
Gdy Samael opuścił łazienkę, Ragnar wypił niemal wszystko, ale nie zmienił pozycji jakoś znacząco. Zlustrował chłopaka oceniając, że ubrania wyglądały na nim jak na wieszaku. Były po prostu trochę za duże z racji ragnarowej postury i wzrostu, bo owszem, Sam miał na sobie jego ciuchy. Odprowadził wzrokiem ruch dłoni odkładającej pistolet, upijając kolejny łyk alkoholu.
Pocierając szkło palcem mężczyzna przyglądał się jak chłopak opada na kanapę... Zabawne. Niby z jednej strony taki niepewny, a z drugiej tak odważnie. Ragnar zastanawiał się czy jest to wynikiem zmęczenia, czy może chłopak rzeczywiście był naćpany i nie zdawał sobie sprawy z tego co robi. Z cieniem kpiącego uśmiechu zsunął się ze stołka i podszedł do leżącego na kanapie Samaela po drodze odstawiając szklankę na stół.
- Nie zasypiaj tu. - Mruknął zwieszając się nad nim. - Sam pójdziesz do łóżka, czy mam ci pomóc?
Nie wiadomo dlaczego w ostatnich słowach niby okraszonych rozbawieniem był jakiś cień groźby. Poza tym... Ragnar o nic nie pytał i robił to świadom, że teraz chłopak niewiele mu powie. Chciał dać mu pewnego rodzaju poczucie bezpieczeństwa, a później... Później już z niewieloma rzeczami powinien być problem. Raganara ograniczał jedynie obowiązek powrotu do domu, ale to też da się jakoś pogodzić z tą jakże zabawną i ciekawą sytuacją.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Pią Kwi 04, 2014 9:28 pm

Obrócił głowę. Jaki to kapryśny bóg zesłał mi tak paskudny los? Pytał sam siebie, jednak oczywiście, pozostawiony bez odpowiedzi zmarszczył tylko trochę nos. Dziwnie się czuł w obcych ciuchach, także co jakiś czas podrapał się albo po brzuchu albo po rękach, bo jakoś miał wrażenie, ze go za bardzo swędziało tu i ówdzie. W końcu jednak podniósł się do siadu, zaraz po tym, jak ten się nad nim tak... zawiesił. Na tyle mu niezręcznie było, że chwycił cokolwiek w ręce i udał, ze tym się zajmuje. Nie no, był zmęczony. A kto by nie był po czymś takim zmęczony. O ile nie wykończony tym wszystkim. Dlatego wyglądał jakoś tak... że mu wszystko jedno. Najchętniej to już by był w łóżku. ale jego jakże cudownym detektor w nosie wyczuł w powietrzu coś co pachniało alkoholem. Ktoś kto tyle pił co Sam, też by posiadał takie zdolności. Normalnie, aż mu się przykro zrobiło. Co prawda, sam miał co nieco w torbie i miał nadzieję, że podczas snu na przykład Ragnar tam nie zajrzy, ale cóż. Nie mógł mieć takiej stuprocentowej pewności.
- A ze mną się nie podzielisz - Mruknął cicho. Chyba się za bardzo nawdychał już tego co miał w kubku w łapach. Sam najpierw tego powąchał zanim wypił. Od razu, w paru łykach i tylko raz zrobił sobie przerwę w opróżnianiu kubka - Mhm - Mruknął tylko, siedząc tak z tym kubkiem w dłoni - Gdzie mam iść... - Spytał się zaraz, swoje zapytanie kończąc pięknym pokazem swoich zębów w trakcie ziewania. Oczywiście, zapomniał się, a dopiero w połowie tej czynności, zatkał usta dłonią, jakby się zapomniał. Ale co on miał na to poradzić. Po kąpieli jakoś lżej się mu zrobiło, co nie znaczyło, że przestał się bać tego faceta, co to to nie. Dalej było mu strasznie nieswojo, ale chciało mu się tez spać. Chciał przestać myśleć o tym, że niedługo dorwą się do jego mieszkania, zniszczą pewnie większość rzeczy, że będzie dłużny parę tysięcy i nie miał pojęcia jak wziąć te pieniądze, że pewnie będzie wisiał jakąś przysługę temu facetowi, którego imienia nawet nie znał. Co jakiś czas odwracał głowę na bok, marszczył brwi, to znów robił się taki ponury, a to znów zobojętniały.
Zaraz wstał i ruszył przed siebie. Konkretniej, tam gdzie była jakaś kuchnia, albo coś podobnego i położył kubek w zlewie. Tak jak na grzecznego chłopca przystało. Pomijając już fakt, że mu to trochę zajęło, bo oczywiście przy okazji musiał sobie mieszkanie pozwiedzać. Było tutaj tak pusto, nie to co u niego, zawalone gratami, książkami, totalny nieład. Ziewnął jeszcze raz i powolnym krokiem powracał w stronę kanapy.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Pią Kwi 04, 2014 11:24 pm

Ragnar wyprostował się kiedy chłopak uniósł się i usiadł. Uśmiech, który zagościł na twarzy gospodarza nie znikał. Wciąż był obecny w formie uniesionego bardziej prawego kącika. Dodawało mu to zawadiackiego uroku i odrobinę burzyło lodowy mur, którym zwykle się oblekał. Wyglądał na rozbawionego całą sytuacją. Widząc, że dzieciak sięga grzecznie po kubek, zmrużył oczy uważnie obserwując każdy, nawet najdrobniejszy ruch. Słysząc mamrotanie uniósł brew w wyrazie subtelnego zaskoczenia. Trochę dziwiło go, ale i bawiło coraz odważniejsze i pewniejsze zachowanie. Bez słowa podniósł szklankę w której było jeszcze trochę alkoholu chcąc mu ją po prostu wręczyć, ale ten już poderwał się by odnieść pusty kubek. Mężczyzna patrzył za nim tak jak dotychczas, czyli z zainteresowaniem godnym zafascynowanego nową zabawką dzieciaka. No proszę, zwierzątko zaczyna czuć się swobodniej... Długo mu to nie zajęło. Ragnar upił mały łyk ze szklanki, którą podniósł i odsuwając ją od ust popukał palcem w szkło. Stanowiło to już pewien odruch, który przejawiał się u niego w chwilach zamyślenia. Kiedy dzieciak miał zamiar znów usiąść na kanapę, Ragnar odezwał się do niego, choć bliższe było to ironicznemu prychnięciu.
- Sypialna jest tam gdzie stoi łóżko. - Niedbałym gestem wskazał otwarte na oścież drzwi i widoczny w głębi mebel. - Masz.
Wcisnął chłopakowi szklankę z pozostałością whisky, chwycił go za ramiona i poprowadził do kolejnego pomieszczenia. Poważnie zaczynał sądzić, że dzieciak działa już tylko na skryptach. Miał też szczerą nadzieję, że naprawdę był w lekkim szoku i nie jest naćpany. Usadził go na brzegu materaca, pochylił się i z bardzo bliska przyjrzał dokładnie obitej twarzy, która już trochę spuchła. Kiepski był w rozpoznawaniu wpływu środków odurzających, ale oczy dzieciak chyba miał w porządku. Jedynie z rozciętej wargi i otarć znów zaczęła sączyć się krew... Czyli będzie trzeba to zakleić albo pozwolić mu zapaskudzić pościel krwią. Pochwycił wzrok Samaela w tej jednej chwili nie rażąc chłodem swojego spojrzenia. Nadal było uważne, ale na pewno nie wrogie, ani nawet kpiące. Nie chciał przecież, by dzieciak mu się wyszarpnął, czy wpadł w panikę.
Uniósł dłoń do jego twarzy i z delikatnością, której ciężko było się po nim spodziewać wytarł stróżkę spływającej po brodzie krwi. Roztarł ją w palcach, zmrużył oczy i wyprostował się.
- Połóż się. - Polecił cicho, ale nie wyszedł. Najprawdopodobniej czekał aż chłopak zakopie się w pościeli.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Sob Kwi 05, 2014 12:31 pm

Sam był dość elastyczny, toteż naprawdę dużo nie potrzebował czasu by się wczuć w nową sytuację. Dalej go to drażniło, a jakże, ale subtelnie, w miarę swoich możliwości to krył. Nie było sensu tym, ze miałby jeszcze go drażnić swoim zachowaniem. Po za tym, jakby nie patrzeć, będzie go chyba jeszcze długo trzymało to bezczelne poczucie wdzięczności. Nic tak nie drażniło Samaela tak jak wszystko. Ale by już zmęczony. Oczywiście, ze nie ćpał. Nigdy nie ćpał, nie pozwoliłby sobie w życiu na coś takiego. Chociaż nie raz go kusiło, ale nie. Wolał sobie odreagować w innych używkach, takich jak alkohol czy papierosy. W sumie, taka go ochota naszła żeby zapalić, ale nie miał pewności, czy tamten by to tolerował, także wolał nie próbować i narobić sobie kłopotów na zaś. Za to ku jego zdziwieniu wskoczyła mu w łapska szklanka z resztkami, ale cóż, zdecydowanie to go ucieszyło. Tak jak małego dzieciaka, kiedy dostał kochaną zabawkę na święta. Może ten gość w ogóle nie jest taki straszny, ale dalej mimo to się go obawiał. I było to w pełni uzasadnione. Nawet jakoś specjalnie nie protestował, kiedy był zabierany w jakieś inne miejsce, bo w głowie nadal miał tą szklankę z pozostałościami. Ale miał. Niby to znaczenia zbyt wielkiego nie miało, ale jednak ratowało na duchu. I jakże uspokajało. W czasie prowadzenia jednym haustem opróżnił do cna zawartość i mlasnął zadowolony. Potem mina znów mu trochę opadła z emocji i tak siedział na tym materacu obserwując co ten też z nim znów wyprawia. A tam, takie tylko oglądanie. Sam czuł, ze z nim wszystko najlepiej nie jest, ale, ze zdążył się przyzwyczaić, to mu to było wsio. Trochę tak niezręcznie się poczuł. Ale w momencie wydania kolejnego polecenia, nieco zmarszczył brwi i tylko położył szklankę na podłodze. Bo za bardzo nie wiedział, czy może się ruszyć do kuchni by ją odstawić czy nie. Mlasnął jeszcze raz. Smaczne.
Rozejrzał się chwilę po pomieszczeniu, czując się tak cholernie nieswojo jak to tylko możliwe, jakby chciał zapamiętać ten pokój, w obawie, że znów zostanie zabrany i nie będzie miał nawet we wspomnieniach jak się odnieść do przyszłych wydarzeń. Tak zapobiegawczo więc tylko się rozejrzał, a potem bez gadania wcisnął się ze swoim dupskiem pod pościel. Leżąc na samym brzegu, tak jak lubił, wystawił tylko spod kołdry obolałą rękę i przymulonym wzrokiem obserwował otoczenie z pozycji leżącej. Czasem tylko oblizywał opuchnięte lekko wargi.
Cieplutko, mięciutko. A on był tak cholernie zmęczony, że tylko przytulił się do kołdry nieznacznie i zaraz po tym zasnął snem twardym.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Nie Kwi 06, 2014 7:36 pm

No i proszę, grzeczny chłopiec. Tylko ten brak problemów zaczynał odzywać się niepokojem... A, jebać to. Co prawda mężczyzna wątpił by wszystko szło po jego myśli, zawsze musi się w końcu coś spieprzyć, ale na razie nie chciał gdybać.
Gdy chłopak ułożył się w pościeli, Ragnar wyciągnął z kieszeni telefon i spojrzał na godzinę. Zbliżała się druga. Za osiem godzin musiał zamienić się z opiekunką, tylko teraz miał mały kłopot w postaci nieoczekiwanego lokatora. Musiał to dobrze przemyśleć, ale doskonale wiedział, że teraz nie ma sensu rozmawiać z Samaelem. Był zbyt zmęczony i obolały, by myślał racjonalnie, a tego Ragnar wymagał. Musiał dowiedzieć się w jakie bagno chłopak wlazł i spróbować ustosunkować się do tego w odpowiedni sposób. Sen najlepszym lekarstwem na wszystko.
Nastawił budzik na godzinę siódmą po czym rzucając chłopakowi krótkie spojrzenie, poszedł do kuchni. Otworzył okno, wyjął z kurtki paczkę papierosów i odpalił jednego. Paląc, układał sobie w głowie plan przyszłych działań uwzględniając we wszystkim Lidię. Była coraz starsza, coraz trudniej było utrzymywać przed nią w sekrecie wszelkie małe grzeszki... Ale Rag nie miał zamiaru ustawiać swojego życia tylko pod nią. Był za nią odpowiedzialny, to prawda, ale nigdy nie podporządkowywał jej swojego czasu. Tolerował ją, chronił, ale była dla niego błędem. Błędem za który musi płacić przez większość swego życia.
Oparł się o futrynę wypuszczając kłęby dymu w mdłe od Londyńskich świateł niebo. Niedopałek wyrzucił w mrok, zamknął okno i nim poszedł spać zamknął na klucz drzwi wejściowe. Chciał się zabezpieczyć przed możliwą ucieczką gościa.
Gdy wrócił do sypialni chłopak już spał. Dobrze, nie będzie panikował. Ragnar położył komórkę obok poduszki, rozebrał się do bielizny i wsunął pod kołdrę. Naprawdę teraz nie chodziły mu po głowie żadne okraszone świństwami myśli. Nawet jeśli chciałby zająć się chłopakiem w odpowiedni sposób, to na pewno nie teraz. Nie gdy jest w takim stanie.
Łóżko było na tyle duże, by chłopak nawet nie wyczuł obecności kogokolwiek, a że Ragnar nigdy nie miał problemu ze snem, już po kilku minutach w ciszy, usnął.
Obudził go dopiero klasyczny dźwięk budzika. Za oknem było już jasno i nawet świeciło słonce. Zapowiadała się piękna sobota... Obrócił głowę spoglądając na Samaela, którego jak się spodziewał, budzik także wybudził. Ragnar uśmiechnął się złośliwie podpierając się na łokciu i siłą rzeczy obracając w stronę Sama. Ciekawiła go reakcja swojego zwierzątka.
- Dzień dobry. Dobrze się spało?
Jadowity ton był prawdopodobnie w pakiecie z całym Ragnarem, bo odkąd Samael się tu znalazł, mężczyzna ani razu nie uśmiechnął się do niego normalnie, ani nie powstrzymał się od złośliwości.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Nie Kwi 06, 2014 8:15 pm

Spał nadzwyczaj spokojnie. Znaczy się, Ragnar o tym nie wiedział, bo nie miał jak, ale Samael często sypiał w różnorakich pozycjach, bo jak zwykle po nocach różne rzeczy mu się śniły. I potrafił nie raz obudzić się nad ranem, w rozkopanej kołdrze, poduszkach rozwalonych dookoła, a jedną nogą wywiniętą do góry, albo i nawet budził się ostatecznie na podłodze. A tutaj nic. Zero ruchu, przynajmniej ograniczał się tylko do niezbyt częstego przekręcenia się z lewej na prawą stronę, albo leząc brzuchem na łóżku. Zupełnie jakby jego organizm podświadomie wyczuwał to, że każdy ruch może spowodować ból, a ten z kolei pobudkę. W każdym bądź razie spał smacznie i zdrowo. Czasem coś mamrotał przez sen. Ale to z kolei było u Samaela jak chleb powszedni. Wywalił tylko jedną rękę poza ramę łózka. A potem tak tez się obudził.
Z początku nie chciał w ogóle do wiadomości przyjąć faktu, ze już jest rano. Jak dla niego obudził się zdecydowanie za wcześnie. w gruncie rzeczy, zwykle wstawał popołudniu, bo normalną pracę miał dopiero późnymi wieczorami, a swoją niecodzienną dodatkową pracę rozporządzał w czasie jakim dysponował, a że miał go w nadmiarze, to robił to kiedy mu pasowało. Zresztą, jego jedna i druga praca niekiedy się pokrywały, także i tak miał sporo czasu. Zarywać noce by spać do późna. I jak tutaj on miał się normalnie obudzić, gdy było tak wcześnie. Nie musiał zerkać na zegarek, by to stwierdzić. Po prostu hałas sam go wybudził. Mlasnął ze dwa razy i zakrył głowę kołdrą, mamrocząc coś pod nosem. Jednak w jednej sekundzie przypomniał sobie o ostatniej nocy i że mu się to wszystko jednak nie śniło. Wychylił więc swoją twarz i rozejrzał się po pokoju.
Wybałuszył oczy ze zdziwienia i zamarł w takim specyficznym bezruchu. Jak to, ale, że on tutaj, jak, co, gdzie, kiedy? Zanim wydedukował coś sobie w tej łepetynie, to tak trwał leząc, z podciągnięta kołdra pod gardło i się patrzył autentycznie nie wiedząc jak zareagować. Za w czasu się jednak ogarnął i dalej takim zaspanym wzrokiem się patrzył. Na sufit, co to by to nie było.
- Za krótko - Oznajmił wielce niezadowolonym tonem. Ale wyglądał już lepiej niż wczoraj. Znaczy się, kupa siniaków, ale opuchlizna zeszła do w miarę normalnego stanu.
Jakby tego było mało, najszybciej jak potrafił, a był to dość powolny i mozolny proces wstawania u kogoś takiego jak Sam i jeszcze z tymi obiciami, wstał i skierował swoje dupsko do swojej torby, bezceremonialnie drapiąc się po lewym pośladku. Stamtąd wyciągnął swoje papierosy, marnej jakości, ale takie mu wystarczały i podszedł do drzwi wyjsciowych z zamiarem wyjścia na klatkę i zapalenia, ale z niesmakiem stwierdził, ze są zamknięte. Oczywiście, do tego stwierdzenia potrzebował paru pociągnięć za klamkę i ostatecznego stwierdzenia "no żeż kurwa". Potem polazł do kuchni, a żeby być kulturalnym, to otworzył okno, wystawił łeb, ale nie za bardzo i zaczął sobie popalać w najlepsze, jednocześnie przybierając wyraz twarzy bardzo poważny i zamyślony.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Nie Kwi 06, 2014 10:24 pm

Z przyklejonym do twarzy kpiącym uśmiechem przyglądał się reakcji, która w sumie wcale go nie zaskoczyła, ani nawet nie rozbawiła. Szkoda. A liczył na jakiś rumieniec, krzyki i złość. Trudno. Specjalnie nie czekając na odpowiedź, która w praktyce wcale go nie interesowała, podniósł się z łóżka. Przeczesał palcami poplątane włosy i podszedł do szafy z zamiarem wyciągnięcia z niej świeżych ciuchów. Kątem oka obserwował swojego "gościa" Widząc jak ten bezceremonialnie drapie się po tyłku, usta Ragnaraz znów rozciągnął paskudny uśmiech. Jak, kurwa, słodko. Ubrał się nieśpiesznie, a nawet rozczesał szczotką włosy i związał w zwyczajowego kuca.
Kiedy Samael szarpał się z drzwiami wejściowymi, Ragnarowi uśmiech tylko się poszerzał. Nie spodziewał się takiej swobody. Oglądał to z ciekawością, zastanawiając się kiedy chłopak przekroczy granicę z której nie będzie już odwrotu. Bo owszem, zbliżał się do granicy chamstwa, a ta była niepożądana, oj bardzo niepożądana.
Wszedł do salonokuchni obrzucając Samaela spojrzeniem przymrużonych oczu. Szyderczy uśmiech odsłonił wszystkie ragnarowe zęby.
- Widzę, że już się zaaklimatyzowałeś? Jakże się cieszę. - Podszedł do niego i po prostu wyjął mu papierosa z dłoni. Spojrzał na markę, skrzywił się i... zaciągnął. - Chyba wypadałoby porozmawiać, prawda?
Szary dym wypływał z jego ust gdy mówił. Zaciągnął się jeszcze raz i oddał papieros chłopakowi. Wypuścił chmurę dymu w otwarte okno.
- Ile masz lat i dlaczego tak cię pokiereszowali?
Oparł się o framugę okna, niemal tak samo jak wczorajszej nocy z tym, ze teraz miał kompana. No i dzisiaj zdawał się być w lepszym nastroju niż wczoraj. Przede wszystkim uśmiechał się, to ze szyderczo, to już inna prawa. Przynajmniej nie raził chłodem.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Pon Kwi 07, 2014 2:38 pm

Przymrużył oczy. Zakaszlał się raz, ale krótko. Nie sądził, ze tak go będzie napierdzielać w klatce piersiowej, nawet jak sobie będzie próbował w spokoju zapalić. Na całe szczęście, jednak temu drugiemu nie przeszkadzało to, ze palił. Przynajmniej tyle dobrego było w tym wszystkim. Bo ani mu się ten jego uśmiech podobał ani zamknięte drzwi, ani nic. Jakby coś podświadomie czuł, że coś kombinuje, z zaznaczeniem, ze to pewnie dobrze dla Samaela nie świadczy. W ogóle cały ten przypadkowy zbieg okoliczności z wczoraj wzbudzał w nim miliard podejrzeń. Co z tego, ze trochę się już tutaj przyzwyczaił. Jego czynności wynikały prędzej z jego zachowania niż z powodu jakichkolwiek przyzwyczajeń. Po prostu taki był, ot cała filozofia. Może by nawet z rana, leżąc jeszcze w łóżku, zareagowałby zdecydowanie bardziej radykalnie, gdyby nie był w takim stanie w jakim był. Ale cóż.
- Ej no! - Burknął, kiedy jego kochany papieros, jego jeden z ulubionych odstresowywaczy został mu perfidnie odebrany. Spojrzał tak spode łba, ale więcej słowem się nie odezwał, tylko z powrotem odwrócił łeb w stronę okna. Na te jego pytanie odpowiedział tylko wzruszeniem ramion. No może wypadałoby porozmawiać. Zdecydowanie łatwiej by mu było i przyjemniej, gdyby chociaż tak wiedział, jak ma się zwracać do tego szanownego jegomościa. Dlatego też tylko wzruszał ramionami. Czuł się tak niesamowicie głupio i źle w jego obecnej sytuacji.
Zanim na następne pytanie odpowiadał, ze lekko wyczuwalną złością odebrał papieros i najpierw go skończył wypalać, co mu zajęło parę zaciągnięć. Co dziwniejsze, wciągał zdecydowanie za dużo i widać było, ze się powstrzymywał przed zakaszlaniem. Ale nic z tego. Wyrzucił końcówkę przez okno, a niech se polata. Tak naprawdę mu wisiało to, czy ktoś będzie mu za to uwagę zwracać. Przecież zawsze tak robił.
Odwrócił się od okna i oparł o ścianę. Jakąkolwiek, ta która była najbliżej jego osoby. Pociągnął nosem.
- 19 - Odpowiedział najpierw, z cichym westchnięciem. Nie to, żeby było mu trudno skupić myśli. Po prostu jakby zastanawiał się nad konkretniejszą odpowiedzią, która byłaby trochę wymijająca, a jednocześnie dawała satysfakcję rozmówcy. Po za tym, naprawdę musiał sobie przypomnieć, właściwie dlaczego wczoraj tak oberwał - Stawiam na dwie możliwości. Albo byli to moi poprzedni, niezadowoleni klienci. Albo po prostu miałem pecha i trafiłem na złych ludzi... - Rzekł, powolnie składając słowa.
Znów się zamyślił. Ale tym razem było to bardziej takie myślenie, jak u samobójcy. Nie za wesołą miał minę, ale jednocześnie tak bardzo spokojną, ze aż było to podejrzane.
- Ale to i tak bez znaczenia - Mruknął po dłuższej pauzie, zakładając ręce i lekko zwieszając głowę - Właściwie już mogę żegnać się z życiem - Dodał posępnym tonem, zwracając głowę w tę stronę pomieszczenia, gdzie nie widział Ragnara. Przeczesał dłonią włosy cicho wzdychając.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Wto Kwi 08, 2014 11:08 pm

Czekanie wyraźnie nie podobało się gospodarzowi. Uśmiech spełzł mu z twarzy, a spojrzenie stało się chłodniejsze. Uniósł wymownie jedną brew i założył ręce na piersi. Czekał i gdy tak patrzył jak chłopak zaciąga się dymem, wyobraźnia podsunęła mu bardzo ładny obrazek. Ragnar zastanawiał się jak buta tego szczeniaka ma się do użycia wobec niego siły. Czy rzuca się aż tak, by narobić sobie otarć i siniaków? Czy może jakby go związać i pokazać parę sztuczek błagałby o więcej? Mężczyzna przechylił głowę. Zimne spojrzenie zyskało sadystyczny błysk, ale raczej niedostrzegalny dla kogoś, kto Ragnara nie znał, kto jeszcze nigdy nie miał okazji zobaczyć go w kilku konkretnych sytuacjach... od tej konkretnej strony.
Kiedy w końcu z ust chłopaka uciekły jakieś składne zdania, mężczyzna westchnął ciężko i wywrócił oczami. W końcu się kurwa w sobie zebrał. Całe szczęście, bo już myślał, że w nocy odgryzł sobie przypadkiem jęzor... albo wypalił tą obrzydliwą fajką.
- Dziewiętnaście? Nie powinieneś jeszcze chodzić do szkoły? - Oczywiście, że zapytał z premedytacją i czystą złośliwością, która kryła się pod maską niemal doskonale odegranego zmartwienia. Machnął ręką lekceważąco. - Nie ważne. Nie panikuj. Masz w ogóle gdzie mieszkać, gdzie się podziać?
Zamilkł na chwilę, a potem, uwierzcie albo nie, uśmiechnął się uśmiechem służbowym numer cztery, czyli "jestem zajebistym przykładem najlepszego na świecie pedagoga i niechaj umrę jeśli jest inaczej" To było tak nieoczekiwane, że aż ciężko było uwierzyć w prawdziwość tej zatroskanej miny, ale prezentowała się nad wyraz dobrze.
- Możesz mi mówić Ragnar. Masz szczęście, że wpadłeś akurat na nauczyciela, bo gdybym był jakimś chorym degeneratem na pewno nie byłoby tak kolorowo. - Och jakże w duszy cieszył się z tych obłudnych słów. - Ja wiem, że byłeś w szoku, ale niebezpiecznie jest wsiadać z obcymi do samochodu. Nawet jak ma się za paskiem broń.
Wskazał kciukiem na berettę leżącą na stole. Znów przechylił lekko głowę i... wyglądał nawet sympatycznie. Ot trzydziestolatek, który nigdy nie wyrósł z długich włosów i bródki. Jakby go odpowiednio ubrać, dać w łapę gitarę, to z powodzeniem wtopiłby się w fanów ciężkich brzmień. W gruncie rzeczy, to jedno akurat było stu procentową prawdą! Ragnar był fanem cieżkich brzmień i nigdy nie wyrósł z długich włosów.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Sro Kwi 09, 2014 9:24 am

Łypnął podejrzliwie okiem.
- Rzuciłem szkołę zaraz po skończeniu gimnazjum - Odpowiedział wzruszając ramionami. I nic też nie zapowiadało się na to, by miał się jeszcze czegokolwiek w życiu uczyć. Po prostu zaparł się w sobie i postanowił nigdy więcej się nie uczyć. Nigdy więcej nie poddać się tej cześć systemu. Miało to swoje złe i dobre strony, ale złych było na tyle dużo, ze nawet o tym nigdy nie myślał. Ciekawe co by było, gdyby Rag się dowiedział, że Samael spędził rok w więzieniu. Ha, aż sam się uśmiechał na ten widok, bo zazwyczaj dla każdego było to coś... niecodziennego, szokującego itp. Chociaż, jakby nie patrzeć, jego broń dalej leżała na komodzie. Może by nawet nie było to coś dziwnego, gdyby tak gdzieś przypadkiem o tym palnął. Ale nie, nie palnie. Musiał by się poważnie upić, żeby zaczął wygadywać takie rzeczy bez skrępowania. Aż go, kurczę, korciło, żeby wziąć ze swojej torby swój magiczny napój bogów i upić kilka łyków. tak na dobry początek dnia.
- Jeszcze... mam. To kwestia czasu zanim się dowiedzą, ze straciłem pół kilo amfy. A potem pewnie najpierw dorwą mi się do mieszkania. Jak dobrze myślę, to na koncie mam trochę swoich pieniędzy, to zdążę się gdzieś zaszyć w jakimś miasteczku albo wyjechać z kraju. Może zwiedziłbym Amerykę, tak jak kiedyś chciałem... - Rozgadał się, trochę się zamyślając. Trochę zbyt lekko do tego podchodził. Tak jakby niby tu żegna się z życiem, bo wie, ze ma przesrane i to na poważnie, ale też miał plany ucieczki. Albo chociaż przeżycia na najbliższy czas. Ale jak znał sobie, to i tak go dorwą, prędzej czy później. Wszędzie mają swoje wtyczki. a może by tak gdzieś na totalne zadupie wyjechać. zniknąć ze świata. Zmienić imię i nazwisko. Zmienić swoje życie, zająć się czymś normalnym, a nie handlem narkotykami. Rozgadał się chyba trochę zbyt bardzo. I zaczął myśleć. A zwykle to nie wróżyło niczego dobrego.
- Mówiłem, ze jestem już martwy. Co za różnica czy zdychałbym, konając za cmentarzem, czy krzycząc od tortur jakiegoś psychopaty - Tutaj dziwnie się uśmiechnął, w głowie jakby sobie wyobraził podobnież drugą z wypowiedzianych sytuacji - Ale cieszę się, że nie jesteś psychopatycznym mordercą z piłą łańcuchową i takim hakiem... chyba - Znów podejrzliwie łypnął na niego okiem. Ale zaraz potem znów odwrócił wzrok w jakiś inny kąt tego domu - Darowałem sobie szarpaninę jak obiłem sobie plecy o mur - Mruknął, chociaż ani to niczego do rozmowy nie wnosiło ani nic. Nawet powiedział to jakby do siebie, jakby po prostu wypowiedział swoje myśli na głos.
Podszedł sobie do komody i chwycił broń swoją w rękę, ta zdrową i oglądał ją sobie z różnych stron. Ot, z nudów. Skoro drzwi w dalszym ciągu są zamknięte, to pozostaje mu tylko tutaj siedzieć. Może nawet to i lepiej, nie musiał się martwić, że na ulicy znów go ktoś dorwie.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Nie Kwi 13, 2014 6:42 pm

- Wielka szkoda - Odparł z idealnie odmierzoną porcją troski. - Ale wiesz jak to się mówi, nigdy nie jest za późno na naukę.
Uśmiechnął się krzywo, obrzucając chłopaka taksującym spojrzeniem. Czyli był taki, jak sądził. Tacy zwykle nie są dzieciakami z dobrych domów, choć znajdują się i wyjątki. Ragnar miał raczej niewielką styczność ze środowiskiem dilerów i gangów. No jeszcze tego brakowało, żeby się mieszał w porachunki. Szkoda, że trafiła mu się aż taka niedorajda życiowa. Podejrzewał, ze raczej nie będzie wstanie zapewnić mu ochrony... o ile wszystko co chłopak mówił nie było przekoloryzowane.
Słuchając, jedynie drgała mu brew... no i okresowo kącik warg.
- Chujowa sprawa. I było pakować się w takie towarzystwo? - Zakpił, ale z wyczuciem okraszając to szelmowskim uśmiechem w którym więcej było niefrasobliwości niż wypadało. Westchnął, samemu się zastanawiając, bo tak pogmatwana kwestia nie wróżyła planowi powodzenia. Czyżby musiał pożegnać się z możliwością stworzenia sobie... zwierzątka? Jaka szkoda po raz drugi!
- Daleko mi do psychopatycznego mordercy. - Tym razem uśmiech stał się niepokojąco mroczny. Czy Ragnar zdawał sobie sprawę, że może uchodzić za psychopatę pod całkiem wieloma aspektami? O tak. Zdecydowanie. Tylko nikt nie musiał o niczym wiedzieć, to jedna z zasad działania z premedytacją. Słysząc szept zmrużył oczy.
- Racja...- mruknął kiwając głową. - Moja reprymenda to nauczycielskie przyzwyczajenie. Olej ją. - machnął ręką lekceważąco i wyjrzał za okno na budzący się Londyn. - Słuchaj za wiele to ja ci nie pomogę. Jak chcesz możesz tu zostać aż się nie ogarniesz, ja i tak używam tego mieszkania raz od święta... - Zwyczajowo kpiący ton stał się mrukliwy i rzeczowy. Znów na niego spojrzał tym razem wzdychając głęboko i marszcząc brwi. Obrzucił pytającym spojrzeniem trzymaną przez niego broń. Czyży chłopczyk chciał wskórać coś dziwnego wymachiwaniem kawałkiem żelastwa? Ale nie zapytał o to, choć takie zachowanie wydało mu się dziwne. Może młody miał nie równo pod sufitem?
- Ja mam jeszcze na głowie córkę, którą za jakieś dwie godziny muszę odebrać od niańki. - dokończył myśl zdając się wcale nie przejmować, że ma w domu dilera z bronią. - Lodówka jest pusta, ale mogę ci coś podrzucić później.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Pon Kwi 14, 2014 2:12 pm

- Ale do żadnej szkoły mi się nie śpieszy - odpowiedział drapiąc się po policzku i ostentacyjnie ziewając do ręki. Potem odłożył broń tam gdzie leżała.
Nie no, Samael wychowywał się w pozornie normalnej rodzinie. To tylko może matka miała trochę nierówno pod sufitem, nadając synowi swojemu takie a nie inne imię. Może było coś jeszcze, ale był za młody i nie zdążył się dowiedzieć cokolwiek więcej. Może poza faktem, że jego prawdziwy ojciec jest jakimś psycholem. A cholera go wie. To by wyjaśniało na swój sposób zachowanie Samaela. Ale to, dlaczego jest i żyje tak jak do tej pory to już inna bajka. Bo nie zdążył.
Zmarszczył brwi.
- Towarzystwo takie czy inne co za różnica. Myślisz, że było mi bardzo miło, kiedy kochane społeczeństwo rzucało mną jak jakimś śmieciem z domu dziecka do drugiego, kiedy chodziłem na rozprawy sądowe mając raptem trzynaście lat, do tego dorzucając fakt, ze moim biologicznym ojcem jest jakiś psychol? Teraz to i tak już mam to gdzieś. Tak samo jak pięć lat temu. I tak samo jak wtedy kiedy spędziłem rok w więzieniu. Może ja faktycznie powinienem w końcu zdechnąć. I tak nikt by po mnie nie płakał - Starając się ukryć w sobie złość po takim dość obszernym wyznaniu przeszedł się po pokoju i położył się ostatecznie na kanapie. Może trochę lepiej mu się zrobiło jak to powiedział. Nawet jakby Ragnar miałby komuś o tym powiedzieć, to co za różnica jak i tak skończy trupem. Już zdążył przywyknąć. Yolo i te wieśniackie sprawy. Pieprzony pech. I tak Samael stał się jedną wielką niedorajdą życiową, chodzącym pechem. Nic nie znaczącym malutkim człowieczkiem. Póki jeszcze żył, to istniał a tak. Zdechnie gdzieś w końcu i nawet nikt na jego pogrzeb nie przyjdzie. Ba. Nawet takiego pogrzebu z pewnością nie będzie.
- Nie chcę się narzucać - Mruknął ostatecznie, po dość dłuższej chwili. Co nie znaczy, że chciałby zostać i z chęcią zostałby. Nawet do końca świata. Tutaj nikt go nie widział, nikt nie ma pojęcia o tym, ze jest tutaj poza samym Ragnarem i tamtym jego przyjacielem lekarzem. Zresztą, tamten już pewnie zapomniał o "Tomie" - I tak już mi wiele pomogłeś - Dopowiedział. Bo też może by tutaj tak nie siedział... żeby się wyzbyć tego feralnego poczucia wdzięczności? Że jest coś winien? Tak to może się by gdzieś ogarną, tj. zalał z powrotem, a potem może by gdzieś jakoś wyciągnął go w ramach podziękowania na jakieś piwo czy coś. Wtedy byłoby wszystko fajnie.
No i może by wrócił odzyskać chociaż cześć swoich rzeczy. Broń przecież miał, to w razie problemów jeszcze miałby szansę się obronić. Ale jakby nie patrzeć ochoty specjalnie nie nabierał by się gdziekolwiek ruszać.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Pią Maj 02, 2014 12:03 pm

Nagła wylewność chłopaka nie zrobiła na Ragnarze wrażenia, a przynajmniej nie takie jakiego można by się spodziewać po większości ludzi. Zamiast okazać właściwą takiej chwili dozę współczucia, mężczyzna prychnął i uśmiechnął się szyderczo. Niedorajda życiowa do kwadratu. Jak to się uchowało przy życiu, nie mam pojęcia - skwitował w myślach, a głośno już zwrócił się do chłopaka.
- Sam jesteś kowalem swojego losu. Nie obwiniaj społeczeństwa... - tutaj podkreślił to słowo dodatkowym prychnięciem i morzem drwiny. - ...za własne błędy.
Beznamiętne spojrzenie stało się teraz przerażająco zimne. Mężczyzna wodził wzrokiem za pałętającym się Samaelem dochodząc do wniosku, że nawet jeśli uda się zatrzymać tego dzieciaka przy sobie, to będzie z nim w chuj problemów, żeby jakkolwiek go wychować. Poza tym... zdawał się Ragnarowi bierny, a Rag bierności nienawidził. Brzydził się nią, tak samo jak użalaniem się nad sobą, dlatego gdyby był simem, to nad łbem zaświeciłby mu się podwójny minusik.
Grzecznościowa formułka uniosła ragnarową brew i spowodowała niezadowolone mlaśnięcie.
- Oszczędź sobie tego grzecznego pierdolenia. - Odepchnął się od framugi okna i podszedł do kanapy nad którą zwiesił głowę. Spojrzał na chłopaka z góry i uśmiechnął się jadowicie. - Weź pod uwagę, że NIGDY nie ma nic za darmo. Kto jak kto, ale ty na pewno doskonale zdajesz sobie z tego sprawę, nie?
Uśmiech trochę mu złagodniał, ale bynajmniej nie z sympatii. Był to wypracowany i zamierzony ruch, podobnie jak ostentacyjne, taksujące spojrzenie, którym obrzucił jego ciało od stóp do głowy, by na koniec zatrzymać się na oczach. Maleńki eksperyment, by zobaczyć jak zwierzątko radzi sobie z taką formą zainteresowania.
Powrót do góry Go down
Samael
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 273
Join date : 15/01/2014

PisanieTemat: Re: numer 50   Pią Maj 02, 2014 12:29 pm

To nie chodzi o to, ze chciał tego współczucia. Po prostu musiał się w końcu wydrzeć, obojętnie na jaki temat. Dziwne by tylko było, ze zacząłby się drzeć o bąbelkach, albo kwiatkach, lepiej drzeć się o sobie, żeby chociaż troszkę zwrócić na siebie uwagę. Totalna porażka.
- Za własne błędy - Prychnął, jawnie kpiąc sobie z jego "kowala własnego losu". Żeby on w tym wszystkim miał jakikolwiek udział, to byłoby świetnie. Zaćpałby się zebranymi prochami przy pierwszej, lepszej okazji, jakby to wszystko była jego wina. Nie powinien się tak nad sobą użalać, tylko drwić z własnego losu, ale cóż poradzić. Nie miał do kogo. W swoim towarzystwie to byłby powód wręcz do dumy, ale tutaj? Mamy porządnego nauczyciela, mającego dom i rodzinę. Zupełnie nie tak jak Sam. Nawet nie było o czym specjalnie rozmawiać. Nie był nawet bierny. Jakby nie to, że tutaj był, to zapewne siedziałby w domu i obmyślał plan, jak odrobić straty. Za zaraz po wymyślaniu planu ostro zabrałby się do roboty, jak zwykle. Po za tym, no cholera, nie miał czterdziestu lat, żeby wiedzieć co w takich sytuacjach robić. Dalej zatem był wkurwion.
- Jasne, jasne - Znów prychnął. Doskonale miał o tym pojęcie. Dobra, za młodu o tym nie miał pojęcia. Bo miał od tego rodziców. A jak to wszystko się skończyło to miał tylko problemy. Jak chcesz coś wziąć od życia to potem będziesz spłacał się podwójnie. Ile razy on już przez to przechodził. Tylko jedno teraz mu perfidnie chodziło po głowie - Zawsze spłacam swój dług. Tylko gdzie jest twój rachunek? - Odpowiedział, drapiąc się po policzku. Potem myślał, co by tutaj on mógł chcieć za zapłatę. Samael przecież kasy nie miał, a nawet jeśli to przecież na co Ragnarowi by była. Miał przecież dwa mieszkania, dzieciaka na utrzymaniu, do którego zamawia sobie opiekunkę. Z pewnością nie grzeszył głodem. Innych pomysłów nie miał. Co, Samael miałby pracować? A to też dobre sobie. Na pierwszy rzut oka widać, ze to nie jest coś dla niego. Inaczej niż musiał to nie pracował. A tutaj to nie było, że musiał. Mógłby przecież też udawać że pracuje.
Zamyślił się trochę.
- Że niby ja? - Mruknął niewyraźnie. Z sekundy na sekundę spoważniał do takiego stopnia, że ktoś mógłby go z jakimś obcym człowiekiem pomylić. Po prostu nie jak Sam. Potem dopiero spojrzał na Ragnara z pewnością nie po to by szukać potwierdzenia na swoje pytanie. Bardziej w przeciwnym kierunku Zdecydowanie w przeciwnym kierunku. Dziwnie mu z tym było. Cholernie poczucie wdzięczności.

_________________


He is a villain by the devil’s law
He is a killer just for fun
That man's a snitch and unpredictable
He’s got no conscience, he's got none



But mama I'm in love with a criminal
And this type of love isn't rational
Mama please don't cry I will be all right
All reason aside I just can't deny
Love this guy
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: numer 50   Pią Maj 02, 2014 1:14 pm

Na prychanie nie zwrócił uwagi. Dobrze, że dzieciak nie pieprzył dalej o tym jak to jest biedny i pokrzywdzony, bo chyba wykopałby go na ten jego zbity ryj. A tak, tylko wwiercał w niego nieustępliwe, drapieżne spojrzenie, dokładnie obserwując reakcję. Ku swojemu zdziwieniu, zwierzątko było bardziej opanowane niż sądził i do tego w lot pojęło znaczenie słów swego dobroczyńcy, a także wymowne spojrzenie. Ragnar zaczął się obawiać, że może wcześniej źle to wszystko ocenił i chłopak puszczał się na prawo i lewo, więc taka zagrywka będzie dla niego najprostszym wyjściem. A nie chciał iść mu na rękę, zdecydowanie. Pragnął, żeby "Tom" trochę się pomęczył. Przecież nie było nic ekscytującego w kompletnym poddaństwie. I proszę! O to za chwilę przyszło poważne, pełne niedowierzania spojrzenie, które jasno świadczyło, że zwierzątko nie jest zadowolone z takiego obrotu sprawy. Ragnar na chwilę oderwał od niego wzrok spoglądając gdzieś w podłogę, i uśmiechnął się, znów w zupełnie inny sposób. Teraz trochę pobłażliwie, złudnie ciepło i z cieniem triumfu. Gdy znów podniósł spojrzenie i ono było łagodne, wypełnione nieokreślonym, ale na pewno pozytywnym uczuciem.
- Jestem pełen podziwu dla twojej dedukcji. - oznajmił półgłosem i przysiadł na podłokietniku kanapy, tym od strony samaelowej głowy. Nie dotykał go i nawet pomimo "propozycji" jaka padła, Ragnar nie wykazywał zainteresowania jego ciałem. Może więc chodziło o coś zupełnie innego?
- Boisz się? - głos miał miękki, ale uśmiech drwiący. Zmrużył oczy. Wyciągnął z kieszeni klucz i rzucił chłopakowi na brzuch. - Jeśli chcesz, możesz iść. Nie jesteś więźniem.
Kolejna próba. Ragnar popatrzył na Samaela, ale teraz niczego nie można było wyczytać z jego twarzy. Z jednej strony było to lepsze od drwiących uśmiechów i chłodu spojrzenia, ale z drugiej taki spokój był cholernie niepokojący. To jak obserwowanie każdego kolejnego ruchu wariata, który przywiązał cię do krzesła. Raz cię pogłaszcze, jego usta będą szeptać pełne czułości słowa, a za chwilę wyciągnie nóż i chlaśnie nim, raniąc dotkliwie. I to porównanie (na nieszczęście dla Samaela) było przerażająco prawdziwe...
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: numer 50   

Powrót do góry Go down
 
numer 50
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» Pokój numer 1.
» Pokój numer 145; Daiki Aomine
» NUMER ALARMOWY
» Pokój numer 177; Himari Yoshino.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Bloki-
Skocz do: