IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kamienica panów Van Graaf

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 9:34 pm

Leo w końcu przyłączył się do Bishopa. Bardzo ucieszyło to młodszego z chłopców. Co prawda chciał być sam, ale już po chwili z powrotem zapragnął towarzystwa blondyna. Nie potrafił jedna w żaden sposób tego okazać. Był zmęczony fizycznie i psychicznie. O ile dobrze sięgał pamięcią, jeszcze nigdy nie znalazł się w podobnej sytuacji.

Z początku nawet nie słyszał, że Leonard w ogóle coś do niego mówi. Stał tak, nie podnosząc do góry nawet głowy, niby niewzruszony. Już chciał się obrócić przodem do artysty, ale jego działania zostały uprzedzone. Koniec końców, spoglądał przez moment w oczy Leo, dopóki ten go do siebie nie przytulił. Niemal natychmiast wtulił się w jego klatkę piersiową, rękoma badając jego plecy.

Chętnie odpowiedziałby na zadane mu pytanie, ale nie umiał, więc milczał. Nie było to najlepsze rozwiązanie, ale z drugiej strony wolał to, niż odburknąć "nic" i potencjalnie rozeźlić Leo. Zastygł w tej pozycji. Wydawała mu się najbardziej komfortowa na świecie i pewnie gdyby mógł, najchętniej stałby się teraz jakimś pomnikiem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 9:46 pm

Blondyn ciężko westchnął, chwilowo i on stracił humor. Nie podobała mu się ta zmiana. No ale cóż poradzić. Chwilę jeszcze tak postali. Koniec końców Leo pocałował chłopaka w czoło i zakręcił wodę. Wyszedł spod prysznica, łapiąc dłoń Bishopa. – Chodź. - Udał się do jednej z szafek i wyciągnął stos ręczników, które ułożył niedaleko zlewu. Podprowadził Alistaira przed lustro, samemu stając za nim i wziął jeden z ręczników w ręce i pacnął go na głowę chłopaka, robiąc szalonego czochrańca by wysuszyć jego włosy. – Dalej czekam aż mi powiesz o co chodzi. Dobrze wiesz, że mi możesz powiedzieć wszystko mimo tego co się wydarzyło między nami. Ja tego nie żałuję, cieszę się ale jak patrzę na twoją minę mam straszne poczucie winy, wiesz? – Blondyn ciężko westchnął, zostawiając ręcznik na głowie ciemnowłosego. Wyjrzał zza jego ramienia w kierunku lustra. – Jesteś ostatnią osobą której chciałbym sprawić przykrość. Jesteś w chwili obecnej tą najważniejszą osobą dlatego poczucie, że Cię skrzywdziłem zaczyna mnie zjadać i w końcu mnie zupełnie pochłonie jeżeli nie powiesz mi o co chodzi. – szturchnął go swoim nosem w policzek. – Pomyśl o tym. – Leo był poważny, odwrócił się tyłem i owinął w swoich biodrach ręcznik. Pochylił głowę i zaczął ją suszyć tak samo jak robił to z włosami Bishopa. Chyba do niego też do końca nie docierało to, co przed chwilą się wydarzyło. Jego serce dalej waliło. Bał się… Najzwyczajniej w świecie się bał, że skrzywdził kogoś bardzo ważnego dla siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 10:09 pm

Bishop nie miał najmniejszej ochoty wyłazić spod prysznica. Najchętniej spędziłby w nim całą noc. Być może faktycznie przegiął z tą gorącą wodą, bo w którymś momencie zrobiło mu się słabo. Dobrze się czuł w objęciach Leo. Ta delikatność z jaką blondyn się z nim obchodził chyba mu nawet trochę zaimponowała.

Poprowadzony za rękę, opuścił przeszkloną kabinę. Pozwolił sobie wysuszyć włosy w ten dość brutalny sposób, jednocześnie słuchając, co starszy chłopak miał mu do powiedzenia. Niektóre ze słów ukuły go w serducho. Był "ważny". Czyli że to nie była jednorazowa chwila słabości, tak? Biszkopt nieco się uspokoił, chociaż nadal nie odezwał się ani słowem.

Widząc, że Szwajcar pozostawia go na moment samemu sobie, skorzystał z okazji i wytarł się do sucha, a następnie obwiązał się ręcznikiem wokół pasa. Zaczekał, aż Leo skończy tarmosić swoje włosy i z powrotem się wyprostuje. Wtedy też złapał go za nadgarstki, tak jak to zrobił w kuchni i w jego pokoju, i obrócił przodem do siebie. Jego zaszklone oczy wpatrywały się w ślepia Van Graafa. Był przystojny. Z charakteru paskuda, ale Biszkopt nigdy nie potrafił się odnaleźć wśród nijakich osobowości. Podobał mu się. Nawet bardzo. Nie był jeszcze pewien, czy w parze idzie z tym głębsze uczucie, ale wiedział, że dawno nie czuł się tak dobrze z drugą osobą. Gryzły go pewne wątpliwości, że coś może nie wypalić, że może faktycznie to była tylko zabawa, a Leo wkrótce się rozmyśli, lecz chciał spróbować. Czego dokładnie? Pewnie i tego wkrótce się przekona.

Alistair puścił dłonie starszaka, ułożył je delikatnie na jego policzkach, wspiął się odrobinkę na palcach i pocałował go czule w czoło. Po chwili odsunął się od niego w taki sposób, by znów mógł wpatrywać się mu w oczy. Na policzkach piekły go rumieńce, a on sam uśmiechał się. Tym razem szczerze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 10:25 pm

- To mi się podoba, już lepiej. – odparł czy dosięgła go doza czułości od czarnowłosego. Gdy ten wspiął się na palce, blondyn przyciągnął go jedną ręką do siebie. Ueee i to wszystko? – No nie wierzę! – nagle krzyknął zaskoczony Leo! – Ale, że jak to się mogło stać?! – jego przerażone ślepia wpatrywały się w oczy Biszkopta. Nagle mocno złapał Biskupa i wpił się w jego usta, chamsko wciskając język między jego wargi. Chwilę się pobawił z jego języczkiem. – A nie… Patrz. – zaczął zamyślony – Jednak jeszcze masz masz język w gębie. To czego się nie odzywasz karakanie? – burknął, koncertowo grając arię paluchami na jego żebrach. W pewnym momencie roześmiał się na głos i poczochrał go po głowie, lekko kiwając swoją. – Kochane stworzenie… - powiedział i na nowo parsknął śmiechem. W szampańskim humorze wylazł z łazienki i lekko się otrząsnął. – Chyba przesadziłem z wietrzeniem. – zagadał, zamykając okno, natomiast dłoń położył na klamce do kolejnego, tajemniczego pomieszczenia. – Czego ciepłego się napijesz? – pchnął drzwi, a ich oczom mogła ukazać się pracownia Leo w której stał między innymi czajnik elektryczny i ekspres do kawy. Przez szparę w drzwiach przemknął Ciel, który usadowił się wygodnie na fotelu. Czekał na to aż Bishop wyjdzie. – I ja i ty… dobrze wiemy, że czeka nas pewna rozmowa dlatego chodź i nie przeciągaj. Zrobimy coś ciepłego do picia i usiądziemy. Lepiej się będzie rozmawiało. No… chyba, że dla Ciebie nie ma tematu i trzeba uznać, że to co miało miejsce to był nasz kaprys i należy o tym zapomnieć. – na samą tę myśl, że Bishop mógłby to tak odebrać, Leo przeszedł dreszcz. Nie chciał tego ale też za bardzo nie wiedział na co mógł liczyć tak, by się nie przeliczyć i nie rozczarować.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 10:40 pm

Kiedy Leo zaatakował jego język przy pomocy własnego, Bishop aż zrobił krok do tyłu, chociaż nigdzie mu nie uciekł, bo starszak mocno go przy sobie trzymał. I te jego durne komentarze... Czarnowłosy po wszystkim przekręcił tylko głowę na bok i spojrzał się z politowaniem na blondaska, jakby był jakiś walnięty, czy coś. Jego euforia kontrastowała z raczej spokojnym zachowaniem siatkarza, choć tak naprawdę w środku bardzo wszystko przeżywał.

Z łazienki obaj znaleźli się z powrotem w pokoju Leonarda, a stamtąd mieli pójść do... kolejnego pokoju? Gospodarz z pewnością nie mógł narzekać na małą przestrzeń swojego lokum. Nawet Biszkopt, który normalnie nie zwraca uwagi na takie rzeczy, trochę mu pozazdrościł jego domu.

—  Jaka rozmowa? Ja to bym chciał położyć się spać. Z tobą... — ostatnie słowa wypowiedział już nieco ciszej, drapiąc się po karku. Ostatecznie jednak Bishop powędrował za Leo i poprosił o herbatę. Stanął pod ścianą, czekając, aż pomysłodawca pierwszy zacznie mówić.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 10:58 pm

Leo oparł się tyłkiem o blat biurka, czekając aż zagotuje się woda. Uszykował dwa kubki do których nasypał dobrej, czarnej herbaty. Cicho westchnął. – Cieszę się, że chciałbyś ze mną zostać. To powoduje, że mniej się boję twojej reakcji na to co powiem. – nagle przerwał i zakłopotany oparł swoją dłoń na karku. - Jest już prawie noc. Będziesz miał sporo czasu na przemyślenia po położeniu się do łóżka. – Leo zaczął, wpatrując się w czajnik. – Nie myśl, że mi takie bezpośrednie mówienie nie sprawia trudności. Chociaż fakt… Wolę postawić sprawy od początku do końca jasno. – woda się zagotowała, ten na chwilę przerwał i zalał kubki wodą. Nic nie powiedział, skierował się w stronę fotela, zganiając z niego kota. Lekko pociągnął za dłoń Biszkopta, tak by ten przysiadł mu na kolanach. Sam wygodnie rozsiadł się, zakładając ręce za siebie. – To nie jest tak, że dla mnie była to jednonocna przygoda. Raczej dusiłem w sobie uczucia, które narastały gdy nie wiedziałem, że też lubisz chłopaków. W momencie w którym to wyszło na jaw jakaś euforia mnie opanowała, nie wierzyłem, że to jest możliwe. – mówił, odchylając się i wpatrując w sufit. – Po prostu chcę żebyś został przy mnie jako przyjaciel i jako… no wiesz. Osoba bliższa. – po praz pierwszy chyba Leo się zarumienił do tego stopnia, że było to widać. Zawstydzony zakrył twarz dłonią, niby to chowając się przed światłem które go raziło. – Miałem kilka przygód, ale to co jest między nami w ogóle się w to nie wpisuje. Nie chcę żeby było to coś okresowego. – tak zakończył, ciężko wzdychając. Po prostu się bał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Pon Gru 08, 2014 7:57 pm

Bishop czekał razem z Leo. Na co konkretnie? Tego jeszcze nie wiedział. Nie wiedział jednak także, co powinien powiedzieć, więc obarczył starszego chłopca odpowiedzialnością za rozpoczęcie rozmowy, na którą tak nalegał. Nawet gdyby siatkarz został zmuszony, by odezwać się jako pierwszy, prawie na pewno zacząłby gadać o czymś zupełnie innym, byle tylko uniknąć tego jednego, konkretnego tematu. Wciąż miał wątpliwości. Był przygotowany niemalże na wszystko, choć wciąż odczuwał pewne zmieszanie. Trudno było mu jednoznacznie ustosunkować się do tego, co przed chwilą zaszło między nim, a blondynem. Z jednej strony trochę niepokoiła go ta sytuacja (wszak pod wieloma względami była dla Biszkopta czymś nowym), ale z drugiej strony napawała go także pozytywnymi uczuciami.

Z rozmyśleń wyrwał Alistaira gwizdek czajnika. Czarnowłosy momentalnie oprzytomniał, a chwilę później został pociągnięty przez Leo i usiadł na jego kolanach, niczym małe dziecko rozmawiające ze Św. Mikołajem w amerykańskich filmach. Bishop słuchał uważnie tego, co Szwajcar miał mu do przekazania. Jego słowa mocno go podbudowały. Nigdy nie widział go od tej strony. Co prawda na pewno chętniej poznałby go takiego w nieco innych okolicznościach, ale co się stało, to się nie odstanie.

Trzeba także zaznaczyć, iż Bishop ze swoim antynomicznym charakterem przeszedł najwyraźniej w fazę zmniejszonej aktywności strun głosowych. Zdecydowanie mniej mówił, a więcej robił. Tak też było i w obecnym momencie. Tuż po ostatniej deklaracji artysty, młodszy z chłopców zbliżył się do niego i pocałował w usta. Jednakowoż uznał, iż bez słownego odniesienia tym razem się nie obejdzie.

— Przepraszam. Nie byłem przygotowany na taki... rozwój wydarzeń. Ale daleki jestem od narzekania. Chcę spróbować, Leo. Chcę z tobą być —
stwierdził, uśmiechając się delikatnie i (nałogowo już) wpatrując się swojemu rozmówcy w oczy. Chciał mu powiedzieć coś jeszcze, lecz na samą myśl o tym zrobiło mu się głupio. Uznał, że Van Graaf widząc jego zmieszaną minę i tak zapytałby o co chodzi, toteż postanowił wyprzedzić jego ewentualne pytanie. — Nie mówiłem ci tego, bo jakoś do tej pory mój mózg najwyraźniej nie rejestrował tego faktu, a-ale... podobasz mi się. Nawet, jak się tak nade mną pastwisz — dodał, odrobinkę zawstydzony. Ewidentnie nawiązywał do ich niedawnych, łóżkowych ekscesów.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Pon Gru 08, 2014 9:04 pm

Cała sytuacja niesamowicie poddenerwowała chłopaka. Ręce delikatnie mu się trzęsły, co było doskonale widać w momencie w którym chciał chwycić za kubek z naparem. W końcu jednak zrezygnował z tego dopóki nie uspokoi emocji. Nie chciał polać gorącą herbatą Bishopa, który siedział mu na kolanach. Zresztą jakby nie patrzeć nie mieli na sobie nic co ewentualnie mogłoby ich jakoś ochronić przed gorącem. Z zapartym tchem wsłuchiwał się w to co Biszkopt chce powiedzieć i uważnie śledził jego zachowanie próbując coś wywnioskować. Na chwilę zamarł. Dokładnie w momencie w którym usłyszał przeprosiny - jego tętno skoczyło, mimo, że twarz Leo dalej była kamienna. Spodziewał się najgorszego i już zaczął układać sobie plan posklejania ser ducha jednakże… Po chwili ciśnienie podniosło się jeszcze wyżej. Leo zrobił się lekko czerwony – Chcę z tobą być. – powtórzył sobie w myślach i przymknął ślepia, głośno oddychając. Serce waliło mu tak, że bez problemu można było dojrzeć ruch piersi. Lekko położył prawą dłoń na głowie Biszkopta i przysunął ją do siebie, opierając na piersi. Ot tak, odruchowo. Pocałował go w głowę. – Meh… mokre. – mruknął, robiąc minę kota, który zaraz wypluje „kłaczka”. No tak.. Jakie miały być włosy Bishopa po prysznicu? Trochę logiki. Zaczął głaskać chłopaka po łebku, opierając usta na jego głowie. To, co usłyszał nie mogło go chyba wprowadzić w lepszy nastrój, mimo, że jeszcze nie tak dawno nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Nagle uniósł jedną z brwi. Jednak się nasz Biszkopt rozgadał. – Pastwisz? – ton jego głosu się obniżył. Chciał zabrzmieć nieco groźnie. Drugą z dłoni w tym momencie oparł na udzie Biszkopta i przejechał nią w górę, od razu chwytając za członka. – No nie mów, że Ci się nie podobało? – Wyszczerzył się w tym swoim cwanym uśmieszku i na nowo zaczął molestować chłopaka gdy usiadł przed nimi Ciel, patrząc się swoimi wielkimi ślepiami. Leo cicho westchnął. – Mów co chcesz… ale nie umiem tak przy zwierzaku. – mruknął niezadowolony i puścił chłopaka, na „do widzenia” serwując soczystego całusa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pariston
Nauczyciel Geografii
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 28/11/2014
Skąd : Szwajcaria, ZuG

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Wto Gru 09, 2014 10:56 pm

Tik
Tak
Tik
Tak
Minuty leciały, a Blondyn nadal stał oparty o blat w bezruchu. Jego głowa była nadal zajęta wcześniejszymi przemyśleniami. Iść dam do nich? Powiedzieć, że to nie tak? Poczekać aż ten Młody Chłopak od nich wyjdzie? Czy też ruszyć na miasto i spróbować zapomnieć o tym na chwilkę? To były jego trzy opcje, trzy opcje jak w jakiejś grze Japońskiej. Każda z nich prowadziła do innego zakończenia tego zdarzenia. Wszystkie były na swój sposób złe, ale też dobre dla niego oraz Leonarda. To były najtrudniejsze wybory w jego życiu.
Spojrzał przez okno, już miał tego samego wyrazu co wcześniej. Teraz w tym momencie przez tą krótką chwilę można było zobaczyć podobieństwo między rodzeństwem. Pariston miał wzrok, a nawet minę podobną do Leo. Twarz była wypruta z emocji jak u młodszego Brata, a wzrok przebijający niczym włócznia, ale za to zamyślony był w głębi ducha.
Rozważał za i przeciw, wszelkie czarne sceny rozegrał w swojej głowie aż nagle z jego zadumy wyrwała go ekspres do kawy. Z twarzy znikło to wielkie podobieństwo w do rodzeństwa, spojrzał swym uroczym spojrzeniem na ekspres i wydukał do siebie na głos. -No ja głupi jestem? Po co nad tym tyle myślę, jak wyjdzie Alistair to wtedy z nim pogadam.- Powiedział do siebie pogodnym głosem bo, kiedy tylko usłyszał te pikanie to podjął jego zdaniem najlepszą decyzję.
Nalał sobie swej kochanej kawusi do ukochanego pomarańczowego Kubka i ruszył powolnym krokiem do swego gabinetu. Ale na schodach usłyszał coś dziwnego, był to krzyk... nie jakiś smutku, gniewu, lecz rozkoszy? Przerażonym tym faktem ruszym szybciutko do swego gabinetu, wparował do niego jak nigdy przedtem (bo dzisiaj pierwszy raz jest w tym domu), postawił kawę na biurku i oparł się o niego wyszczerzając swe gałby na panele. -Co jest do choleru...- Powiedział do siebie zszokowany. Nie wiedział co się tam dzieje na górze... Pierwsza myśl która naszła Nauczyciela do Geografii było tylko jedna. Seks. tylko jaki?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Pią Gru 12, 2014 6:47 pm

Siedząc na kolanach Leo, Bishop czuł, że coś jest z nim nie tak. Był człowiekiem, który szybko uczył się nowych rzeczy. Nie tak dawno blondas pokazał mu pewną sztuczkę związaną z wykrywaniem pulsu. Pewnie nawet się nie zorientował, kiedy siatkarz położył mu dłoń na jego klatce piersiowej, w okolicach serca. Dzięki temu przekonał się o szczerości słów Szwajcara. Pozwolił się więc przytulić. Zrobiło mu się błogo. Widział teraz z zupełnie innej perspektywy, jak to jest być tą drugą stroną. Jak to jest być obejmowanym, a nie obejmować. W zasadzie to niby jedno i to samo, ale w kwestii odczuć, Biszkoptowi robiło to dużą różnicę.

Rzecz jasna, starszy z chłopców musiał totalnie zepsuć tę quasi-romantyczną chwilę, dobierając się do instrumentu Bishopa. Ten zaś miał coś właśnie powiedzieć, ale jedyne co wydobyło się wtedy z jego ust, to ciche westchnięcie.

— Leo... — warknął na artystę, wbijając mu palec pod żebra. Z jednej strony schlebiała mu ta "hiperseksualność" blondyna w stosunku do jego osoby, ale z drugiej, wszelkich atrakcji miał już dzisiaj wystarczająco dużo. Szczęśliwie, na ratunek wyruszył Ciel. — Jesteś nienormalny — burknął na dokładkę, ale szybko został udobruchany całusem. Po chwili wstał ze swojego siedziska, chwycił swój kubek z herbatą i upił z niej kilka łyków. Odstawił go potem i ruszył w kierunku pokoju, z którego przybył. — Idę spać. A ty się zachowuj, bo jak nie, to skończysz na kanapie! — ostrzegł starszaka, pokazując mu przy tym język i zadziornie się uśmiechając. Niemalże w tym samym momencie, zrzucił z siebie ręcznik, odwrócił się tyłem do Leo i uciekł mu sprzed oczu, nago wpełzając na łóżko.

Był strasznie zmęczony. Ale i wybitnie zadowolony, nawet, jeśli dręczyły go jakieś wątpliwości. Nie znosił sypiać bez towarzystwa, w pojedynkę. Ciepło cudzego ciała pod pierzyną uważał za jedno z najcudowniejszych uczuć na świecie. A teraz zanosiło się na to, że nie będzie już musiał zasypiać wyłącznie w swoim towarzystwie...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Pią Gru 12, 2014 8:01 pm

Leo roześmiał się pod nosem widząc reakcję chłopaka na jego poczynania. No nic… takowej się spodziewał chociaż trzeba było przyznać, że miał ochotę na jeszcze jeden raz. Wzdrygnął się i napiął mięśnie, czując palucha między swoimi żebrami. – Karakanie… to bolało. – warknął, robiąc swoje groźne, zmarszczone ślepia. – Wiem.. – odparł z satysfakcją na stwierdzenie ukochanego co do jego stanu psychicznego. No i w końcu, niestety. Nastał ten moment. Ciężar z nóg Leo się podniósł. Ten cicho westchnął pod nosem i sięgnął po szklankę z herbatą. Oparł ją na krześle, lekko pukając palcami. Uniósł brwi i zacieszył się pod nosem widząc jak Bishop zamierza się do pozbycia ręcznika. Nie było co dłużej liczyć na kolejny numerek więc mógł spokojnie dopić herbatę. Rozsiadł się, wyciągając jedną z nóg nieco dalej. Przewrócił ślepiami… Co on tam mamrotał? Ponownie ciężko westchnął, przeczesując grzywę. – Zaledwie raz w dupę, a już dostał kobiecych odruchów. – mruknął do siebie, ale na tyle głośno by tamten usłyszał. – A swoją drogą chcę cię poinformować frajerze, że kanapa na dole jest nieporównywalnie wygodniejsza od tego łóżka tutaj. – odgryzł się, robiąc kolejnego łyka. Znów nabrali tego przyjacielskiego tonu, który towarzyszył im aż do dzisiejszego dnia. No nic.. wypadałoby iść też spać. Tym bardziej, że wyjątkowo ktoś na niego czekał. Odstawił kubek, wolno się podniósł i wziął swojego kota na ręce. Głaszcząc go pod brodą wszedł do pokoju i stanął. Patrzył tak na leżącego Bishopa, a jego ciało zaczęło ogarniać uczucie ciepła. Czułym spojrzeniem zlustrował całą jego sylwetkę pod kołdrą i… Odłożył kota na pościel, który szybko zajął miejsce z przodu Bishopa. – Zdrajca.. – mruknął Leo, marszcząc brwi. Sam ściągnął ręcznik i wczłapał się na wyrko zaraz za Alistairem. Dobrze okrył się kołdrą i jedną ręką objął czarnowłosego, szorstkim ruchem przyciągając go do siebie. Cicho westchnął i pocałował go w łopatkę, następnie w bark by ostatni pocałunek złożyć na jego karku. – Dobranoc. – mruknął i… dosłownie kilkanaście sekund później już ciężko oddychał, jasno dając do zrozumienia partnerowi, że zasnął jak dziecko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Pią Gru 12, 2014 9:24 pm

Dopiero co obaj chłopcy powiedzieli sobie kilka ważnych słów, a Bishop już próbował ustawiać blondyna po kątach. Tak naprawdę jednak nie miałby serca, by kiedykolwiek wygonić Szwajcara na kanapę i wolałby chyba już samemu na niej spać. Tak czy siak, ciągłe komentarze i nawiązania do ich zbliżenia powoli zaczynały działać siatkarzowi na nerwy, toteż na odchodne postanowił podzielić się tym faktem ze swoim partnerem.

— Skończ już z tymi komentarzami — fuknął, przykrywając się kołdrą i wzdychając głośno. Nie czekał długo, aż artysta do niego dołączy. Miał się własnie obrócić i przytulić go do siebie (z przyzwyczajenia), ale został uprzedzony. Początkowo wzbudziło to w nim pewien sprzeciw, ale już po chwili było mu na tyle wygodnie i przyjemnie, że za żadne skarby świata nie chciałby teraz zmienić pozycji. — Pchły na noc — odpowiedział. Przez długi czas nie mógł zmrużyć oczu, walcząc z motylkami w brzuchu i gdybaniem "co by było gdyby...?", lecz w końcu przyzwyczaił się do ciepłego ciałka za plecami i wreszcie usnął.

Rano z kolei obudził się jako pierwszy. Szybko ogarnęła go lekka konsternacja z powodu nagości i męskiego towarzystwa tuż obok, ale zaraz przypomniał sobie, skąd obie te rzeczy się wzięły i momentalnie się rozluźnił. Wydawało mu się, że prędzej czy później znudzi mu się bycie tulonym, ale najwyraźniej się pomylił, bo uczucie z poprzedniego wieczora stało się jeszcze silniejsze. Biszkopt bardzo delikatnie uwolnił się z uścisku Leo i odwrócił do niego przodem, kładąc się na brzuchu. Wpatrywał się w niego, jak zaczarowany. Położył prawą rękę na jego klatce piersiowej. Po chwili zaczął przesuwać opuszkami palców po jego torsie, schodząc także na brzuch i podbrzusze (póki co kulturalnie starając się unikać kontaktu z jego męskością, która o tej porze dnia potrafi być bardzo niesforna). Nie chciał go obudzić, ale jednocześnie nie mógł się powstrzymać od dotykania go. W końcu zrobiło mu się trochę niewygodnie, więc podłożył sobie poduszkę pod podbródek i czekał, aż śpioch wreszcie otworzy te swoje śliczne oczka...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Pią Gru 12, 2014 9:53 pm

Leo śnił sobie i śnił… i za cholerę nie będzie zaraz pamiętał o czym. Półmrok panujący w pokoju niczym nie różnił się od wieczornej pory ale i tak Leo wiedział, że to już ranek. Zaczął się przebudzać. Jak to miał w zwyczaju – najpierw zniknęły sny, dwie sekundy później po uświadomieniu sobie, że pora wstawać sny znikły. I szukaj wiatru w polu! Zmarszczył brwi i niekontrolowanie machnął ręką. Pacnął Bishopa w bok. Nie otwierając oczu nasz śpioch zaczął się zastanawiać od kiedy Ciel tak przybrał na masie… Bardzo delikatnie uchylił oczy by niepostrzeżenie zerknąć czy Bishop nadal tam jest i zobaczyć co robi. Nagle olśnienie i przypomnienie sobie wczorajszego dnia, co skutkowało… hmm dodaniem do porannej aktywności jego członka dodatkowych bodźców. Leo nadal nie otworzył oczu ale poirytowany swoją reakcją mruknął. – Chcesz zobaczyć moje oczy przez powieki czy co, że się tak wpatrujesz. – mruknął niby to zły i nagle, jakby brał zamach na chłopaka, przełożył rękę w jego pasie, ponownie tak jak na początku nocy przyciągając go do siebie. Jego głowa wsunęła się pod łeb Bishopa (który po przysunięciu zgubił spod brody poduszkę) i soczyście go ucałował. Dopiero po chwili pocałunku otworzył oczy. – Jak ja się kurwa bałem, że się okaże że to sen. – powiedział, lekko wzdychając. Odgarnął kosmyk włosów z jego buzi. – A i tam gdzie właśnie znajduje się twoja ręka.. Kocia skóra. Jak się kocura głaszcze to ogon stawia… Kochanie… - dodał dość cwanym głosem i przejechał kciukiem po jego policzku. Cieszył się, że Bishop przy nim jest. Bardzo go to cieszyło… Przeszedł mu przez myśl jeden pomysł ale.. Chyba za wcześnie na niego. Chociaż przypuszczalnie jeszcze do tego wrócą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Pią Gru 12, 2014 10:18 pm

A więc w końcu wredota się obudziła, tak? Bishop z początku nawet nie usłyszał słów blondyna, zajęty wgapianiem się w niego, jak w obrazek. Dopiero po chwili, znowu przez niego przytulony, oprzytomniał i delikatnie się zawstydził. Głupol robił z nim co chciał, a on nawet nie potrafił się mu przeciwstawić. Zrezygnowany, uśmiechnął się tylko kącikami ust i westchnął.

Dotykając jego ciałko, parę razy zdarzyło mu się przypadkiem zahaczyć o małego wojownika Szwajcara, który ewidentnie także się już przebudził i trochę mu się urosło. Bishop w takich sytuacjach od razu sam stawał na baczność, w żaden sposób nie kontrolując swoich reakcji. Nie inaczej było tym razem. Siatkarz przeniósł prawą rękę na pośladki starszaka, poświęcając swoją uwagę tamtym rejonom, naprzemiennie muskając je palcami, co i lekko ściskając w dłoni.

— Tak słodko wyglądasz, kiedy śpisz, Leo... — wymsknęło mu się, a jego zachrypnięty głosik ponownie uraczył uszy artysty. Bishop nie kłamał. Gdyby jego partner składał się z cukierków i czekolady, już dawno przyssałby się i poodgryzał mu kilka części ciała. A tak, może co najwyżej zostawić malinkę i ślady zębów.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Pią Gru 12, 2014 10:39 pm

Gdyby Leo tylko mógł wiedzieć, że jego ukochany narząd został nazwany „małym wojownikiem” z pewnością udusiłby nim swojego ukochanego. Przeciągnął się, lekko odchylając się do tyłu. Wtedy poczuł, że komuś tutaj też się urosło. Zadziornie uśmiechnął się pod nosem i przeczesał włosy. – Jak się spało? – zagadał z przyjemnością, ale w ciszy delektując się lekkim mizianiem w okolicach jego tyłka. Wpatrywał się w chłopaka. – Nie było ci za duszno? Ja w tym domu zawsze narzekam, że albo jest duszno albo tak zimno, że nikt normalny nie wysiedzi. Ten hangar ciężko ogrzać. – w pewnym momencie po słowach Czarnego nie wiedział co ma mu odpowiedzieć. Spojrzał się, zamrugał ślepiami i zawstydzony po prostu schował głowę w poduszkę. Oparł dłoń na biodrze Alistaira i przysunął je do siebie. Chciał czuć jego ciepło bo a propo wzmianki o zimnie właśnie zrobiło się tak lodowato, że jeszcze trochę i nie pomoże nawet pościel. – Nie jestem słodki. – burknął jakby obrażonym tonem w poduszkę, dalej nie patrząc w kierunku chłopaka. – Chcesz śniadanie? – po dłuższej ciszy wypalił by nieco odciągnąć ich temat od tego jak Leo wygląda gdy śpi. Sam doskonale wiedział, że jako dziecko wyglądał dosłownie jak aniołek jednak miał cichą nadzieję, że w końcu to z niego wyszło. Po latach… A jednak. Wcześniej nie miał się jak o tym przekonać bo chyba nigdy jeszcze nikt nie zostawał u niego na całą noc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Pią Gru 12, 2014 11:01 pm

Akurat, nie udusiłby! Z kim miałby wtedy tulić się w nocy, z kim droczyć i przekomarzać, z kim kąpać się, jeść i spędzać wolne chwile? Z innymi ludźmi, rzecz jasna. Ale takiego biszkopta, jak TEN Biszkopt, nie ma nigdzie indziej na świecie. Obaj chłopcy leżeli więc w swoich objęciach, wyczuwając poruszenie i mobilizację sił w niektórych partiach ciała.

— Dawno nie czułem się tak dobrze. Tylko mnie trochę bolą cztery litery — mruknął, sugerując blondynowi, że nawet pomimo jego delikatności nie udało się uniknąć pewnych skutków ubocznych wczorajszej zabawy.

Jakże spodobała się czarnowłosemu reakcja starszaka na jego słowa! Pierwszy raz chyba widział go tak zawstydzonego. Bishop aż zachichotał pod nosem, nie mogąc się powstrzymać. Leo z kolei sam kopał pod sobą dół. Chowając się pod poduszkę, wyglądał jeszcze bardziej uroczo. Przyciągnięty za bioderka siatkarz westchnął tylko i zaczął się ponownie wpatrywać w oczy Szwajcara. Na jego twarzy malował się ten niebezpieczny uśmieszek...

— Ciebie chcę... — wyszeptał, korzystając z okazji i przekręcił się na plecy, ciągnąc ze sobą swojego partnera. Czyli chyba nie był głodny. Rękoma zaczął eksplorację jego pleców, pośladków i ud, pieczołowicie sprawdzając każdy centymetr jego ciałka. Jednocześnie uniósł na sekundę swoje własne bioderka do góry i otarł się o blondaska, zacieśniając objęcia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Pią Gru 12, 2014 11:20 pm

- A tam, marudzisz. Musiałem się powstrzymywać. – mruknął. – Nie moja wina, że jesteś tak delikatny. – Leo był sprzeczny w tym co robił i w tym co mówił. Jego słowa bywały szorstkie jednak gesty zdradzały prawdziwe zamiary. Szczerze? W tym momencie Leo chciał coś powiedzieć ale się powstrzymał. To nie miejsce ani czas na takie wyznania. Gdyby mógł to dla Biszkopta teraz przyciągnął by niebo i pozwolił wybrać którąś z gwiazd, bo czemu by nie? Czasami trzeba znaleźć w sobie odrobinę romantyka. I w tym momencie coś mu się nie spodobało w spojrzeniu Alistaira. Nie trzeba było długo czekać, ten szybko znalazł się na chłopaku. – Ej, ej! To, że ty nie masz apetytu nie znaczy, że ludzie nie są głodni! – starał się poluźnić uścisk jakim go obdarzył ciemny i wyślizgnąć się dołem. Czy się uda to się zobaczy. No bo co kurcze blade! Człowiek jest głodny i nawet porządnie się posilić nie może?! Swoją drogą… na dole już mógł być Pariston. Mieszane uczucia. Swoją drogą… Diabelska myśl przeszła przez myśl Leo. Jego ślepia dosłownie zapłonęły. Z doświadczenia wiedział, że brat dłużej śpi. Wyszczerzył się… chyba pierwszy raz Biszkopt mógł zobaczyć taki uśmiech. Wyglądał jak diabeł który lada chwila wrzuci do kadzi ze smołą kolejnego grzesznika. - Zejdziemy na śniadanie razem… - Rzucił pod nosem i soczyście ugryzł ukochanego w szyję, zapewne zostawiając ślad. No cóż. Męskość Leo ucieszyła się na tę tajemniczą myśl. Ten zlazł z wyrka i lekko otworzył drzwi na korytarz. – Braaaaaat! PAAAAAAARISTON! – wrzasnął, nasłuchując brata i jego ewentualnych ruchów gdzieś tam.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Pią Gru 12, 2014 11:42 pm

Bishop wiedział, że Leo znowu się z nim droczy. Nie uwierzyłby mu, że zrobił to z nim tylko po to, by zaspokoić swoje potrzeby. Starał się, w dodatku nie byle jak, żeby czasem nie zrazić swojego partnera. Musiał przeczuwać, że jest pierwszą osobą, której Ciastek pozwolił na coś takiego. Pominąwszy w ogóle fakt, że gdyby go skrzywdził, zapewne nie rozmawialiby teraz ze sobą, a całkiem prawdopodobne, że już nigdy więcej siatkarz nie zamieniłby z blondaskiem żadnego słowa.

Biszkopt miał już przygotowaną ripostę na słowa artysty, ale gdy tylko ten drugi spróbował poluźnić uścisk, czarnowłosy natychmiast go puścił, rozkładając ręce na boki. Nic na siłę. Sam nie do końca wiedział, na co w obecnym momencie ma ochotę, czy tylko na kolejne przekomarzanki, czy raczej na... coś innego. Gdyby jednak wiedział, co starszy chłopak zamierza zrobić, w życiu by go od siebie nie wypuścił.

— Aua! Leo, co ty... — nie dokończył, łapiąc się za ugryzione miejsce i chcąc nie chcąc, pozwolił mu zejść z łóżka. Szybko dotarło do niego, co ten kretyn sobie zaplanował. — Zwariowałeś?! Nie wołaj go tu! Na mózg ci już padło? Ubierz się! — Bishop próbował go przekonać, ale coś mu się wydawało, że jego prośby spełzną na niczym. Jego tętno przyspieszyło. Przestraszył się. Rozpaczliwie omiatał wzrokiem pokój, szukając jakiegoś wyjścia z tej sytuacji. Miał nawet wrażenie, że słyszy już kroki starszego Van Graafa. Podniósł się do pozycji siedzącej. Chciał uciec do łazienki, ale przypomniał sobie o pewnym problemie. Nie widząc innego wyjścia, schował się pod kołdrę, starając się opanować wzwód i błagając los, by Pariston spał, jak kamień.

Tylko głupek nie rozpoznałby tego kształtu kryjącego się pod pierzyną. W sytuacjach jak ta, Alice kompletnie nie wiedział co zrobić...


_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Pią Gru 12, 2014 11:58 pm

Leo tymczasem już miał ułożony cały plan. Zawołał brata jeszcze dwukrotnie. Nie usłyszał go. No i dobrze. Pewno spał bo na dole też go nie było. – Cicho. – syknął, zostawiając uchylone drzwi. Zerwał się i podszedł do łóżka, łapiąc za nadgarstek Bishopa. Pociągnął go w swoją stronę, a jeśli będzie trzeba to go nawet wytarmosi za rękę z tego łóżka. Nie było opcji żeby z nim nie szedł. – Dalej. – mruknął, lekko się uśmiechając. Po drodze zgarnął wczorajszy żel i ciągnął dalej za nadgarstek po schodach ukochanego w dół. Przemykając obok pokoju Paristona, poczuł miłe ciarki na skórze. W końcu jakby nie patrzeć zbiegał nago, ze swoim chłopakiem do miejsca gdzie mógł znajdować się jego brat. Młody już powinien wiedzieć co się szykuje. Zjedzą śniadanie, nawet w kuchni i każdy będzie zadowolony. Leo co jakiś czas patrzył na reakcję Bishopa, stanowczo brnąc do swego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 13, 2014 10:12 pm

— Leo, przestań, ja nie... — Bishop urwał nagle, czując, jak coś ciągnie go za rękę. Blondyn włożył w to działanie tyle siły, że aż zaskoczył siatkarza, który wylazł spod kołdry i prawie spadł z łóżka, w ostatnim momencie stając na równe nogi. Udało mu się chwycić prześcieradło, ale nie zdążył się nim okryć. Musiał uważać, by się nie przewrócić, podążając za artystą po schodach. Z kilku powodów, nie chciał się z nim teraz kłócić, ani na niego krzyczeć. Kiedy już obaj znaleźli się na dole, Bishop zręcznym, szybkim i stanowczym szarpnięciem wyrwał swój nadgarstek i od razu odwrócił się plecami do Szwajcara, narzucając na siebie prześcieradło. — Smacznego — warknął tylko, odchodząc od niego i kierując się do salonu, gdzie usiadł na wyjątkowo długaśnej kanapie i spuścił głowę w dół. Nie lubił, jak się go do czegoś zmusza. Głupkowaty pomysł od czasu do czasu jeszcze nigdy nikogo nie zabił, ale ten wydawał się Alistairowi przegięciem. Już nawet bez obecności starszego domownika Biszkopt czuł się jeszcze niekomfortowo.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 13, 2014 10:28 pm

Leo cały czas uśmiechał się pod nosem kiedy zbiegali po schodach. Jedno było pewne. Bishopowi nie będzie się nudzić z Van Graafem, oj nie… Ten stanął w kuchni i puścił dłoń Alistaira, który wyglądał jak średniowieczna dziewica chroniąca swą kostkę przed widokiem publicznym. Bishop odłożył żel w kuchni i podszedł do Bishopa. – Nie, nie kochanie. Źle zrozumiałeś. IDZIEMY we dwoje na śniadanie. – mruknął i podszedł do Bishopa łapiąc za prześcieradło. Lekko pociągnął. Oj wyjątkowo zaborczego osobnika wybrał sobie siatkarz. Blondyn przysiadł na kanapie i starał się ściągnąć z czarnowłosego materiał. Ale jeśli ten się będzie opierał, co było bardzo prawdopodobne dosiada się koło niego na kanapie i … lekko muska ustami jego szyję, wodząc dłonią po udzie Alistaira. Nie wiedział czego się spodziewać więc chciał wybadać sytuację. – Dziwi mnie, że wolisz zająć się takimi sprawami przy kilkunastu metrach kwadratowych okien zamiast między dwoma ścianami. – mruknął rozbawiony Van Graaf, wyglądając przez okno. – Nie odpuszczę Ci dzisiejszego ranka.. Chodź do kuchni. – cicho szeptał, czule obejmując go ramieniem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pariston
Nauczyciel Geografii
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 28/11/2014
Skąd : Szwajcaria, ZuG

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Nie Gru 14, 2014 7:28 pm

„Braaat?”....
„Paristoon?”
-Ktoś mnie woła?- Powiedział do siebie otwierając powoli swoje oczy. To co zobaczył nie było niczym specjalnym, sufit w jego nowym pokoju. Spojrzał przez okno i westchnął głośno. Dzisiaj jakoś nie miał ochoty, żeby wyjść z łóżka po tej wczorajszej jednostronnej „Kłótni” od strony Leonarda.
No ale jak wiadomo trzeba! Zebrał się w sobie i wstał z łóżka. Odrazu jak z niego zszedł to zaczął go poprawiać. Nie mógł sobie pozwolić na, jakiś burdel w jego pokoju nawet przez ułamek sekundy. Czystość jego otoczenia przede wszystkim... no prawie, bo nie może się dorwać do pokoju swego młodszego Braciszka, którego by chętnie wysprzątał.
Blondyn założył białą koszulkę Bez rękawów, do tego założył swoje cieplutkie kapciuszki i wyszedł z pokoju kierując się w tej koszulce, białych bokserkach oraz kapciuszkach do kuchni, chcąc przygotować sobie kawę, i po niej się jakoś ogarnąć. Schocąc tak ze schodów słyszał, że ktoś szalał u nich w salonie. Na pierwszą myśl przyszła mu myśl, że to Leonardo który jak widać już od rana szaleje.
Wszedł do salonu i zobaczył bardzo szokujący obrazu. Nagi LEONARDO! Ciągnie za pościel, która zakrywała nagie ciało tego czarno włosego Chłopaka. Przystanął na chwilę, wpatrując się w nich zszokowany. Ale po chwili wziął się w garść, spojrzał na nich z gniewem, jego mięśnie naprężyły się, ale mniejsza... był teraz naprawdę zły. -CO TO MA DO CHOLERY ZNACZYĆ?!- Wydarł się idąc  w ich stronę. Był zły... no, ale wiedział dokładnie dlaczego był zły. Przez to że latali nago? Czy może świadomość że uprawiali seks? A on, to tak zignorował i poszedł spać? Sam nie wiedział na ten moment, teraz pokierowały nim czyste emocje.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Nie Gru 14, 2014 8:33 pm

Leo już zabierał się do wznowienia pocałunku, kiedy po jego ciele przeszedł dreszcz. Kroki na schodach i… nie było czasu. Miał nadzieję, że Pariston chociaż się zachowa i wróci się do góry jednak nieeee, co to to nieeee. Coś musiało mu zostać z ojca... między innymi wścibskość. W Leo zaczynało się gotować, co z bliska doskonale mógł zobaczyć Bishop. – A co ma się wyprawiać? – powiedział z zaciśniętymi zębami ze złości, nawet nie odwracając się w stronę brata. Alistair mógł poczuć, że teraz szykuje się na większą wojnę niż wczoraj. Leo jednak póki co starał się zachowywać zimną krew. Nie chciał by chłopak zobaczył go od tej strony. Blondyn zmarszczył brwi i lekko przysunął się do czarnego, ignorując swojego brata. Pocałował go w usta. – Idź do góry, przyjdę tam niedługo. Nie chcę żebyś tego słuchał, zrób nam herbaty. - Leo mocniej okrył chłopaka prześcieradłem, które chwilę wcześniej chciał z niego ściągnąć i lekko popchnął go, by ten wstał i poszedł. – O co chodzi? Czego się drzesz? – warknął niskim tonem na Paristona. Wygodnie się rozsiadł i zacisnął dłonie na kanapie, by czasem mu się nie wyrwało jedno z ulicznych przyzwyczajeń. – No czekam? O co chodzi?! – uniósł głos, a jego dłonie drżały. Znów wyglądał jak lew, który szykował się tylko do tego by ktoś go sprowokował. Nie zastygły emocje po wczorajszej kłótni a ten już prowokował nową. Aż tak mu przeszkadzał brat?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pariston
Nauczyciel Geografii
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 28/11/2014
Skąd : Szwajcaria, ZuG

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Wto Gru 16, 2014 10:35 pm

Przez parę sekund znowu, tak jak wczoraj, przeszły przez Blondyna wiele myśli. Przypomniał sobie mniej więcej słowa, jego Brata do niego, że będzie się jebał na prawo i lewo. Nie mógł uwierzyć, że na serio to zrobił żeby zrobić na złość swemu Bratu.
Na odpowiedź złośliwego Brata, Pariston przystanął tylko z założonymi rękami na piersi i czekał. Czekał aż ich gość, jak na razie wyjdzie i zostawi ich samych. Będą musieli sobie Bracia porozmawiać na parę tematów... a jednym z nich będzie, czy wykorzystał tego Czarnowłosego tylko po to żeby zrobić mu na złość? Za wczoraj, że się pochwalił tym że ma pracę? O dziwo na jego uczelni? No pewnie tak, jak widział.
Po wyjściu Alistaira, Dwudziestosiedmio latek trochę rozluźnił mięśnie i się uspokoił, wiedział, że nie warto walczyć z Leonardo złością, to tylko go bardziej rozjuszy. Musiał to wszystko dobrze rozegrać, jego Młodszy Braciszek zawsze działał tylko pod wpływem emocji.
-Jesteś jeszcze niczym dziecko...- Zaczął powoli iść w jego stronę, nie spuszczając z niego swego wzroku. Po czym dodał. -Najpierw krzyczysz na swego starszego Brata, który chciał Ci się tylko pochwalić, że dostał propozycje pracy oraz do tego miło się złożyło bo na tej samej uczelni co JEGO UKOCHANY BRACISZEK. Miałem nadzieje, że się ucieszysz z tego..- Podszedł do niego spoglądając z wyższością, jak to miał w zwyczaju kiedy na serio się zdenerwuje. -A teraz...- Tutaj dał upust trochę swojej złości i złapał gwałtownie Leo za ramie, ale nic specjalnego jeszcze nie zrobił. -A teraz bawisz się uczuciami tego Chłopca, żeby mnie zdenerwować... nie wstyd CI?!-

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Wto Gru 16, 2014 11:11 pm

Bishop naprawdę nie miał ochoty na głupie zabawy. Zwłaszcza, jak sam Leo zauważył, będąc wystawionym na widok przy tych olbrzymich oknach. Nie był żadnym ekshibicjonistą i szanował swoją, jak i cudzą prywatność. Myślał, że jasno dał do zrozumienia, iż nie ma ochoty na wygłupy poza osobistymi czterema ścianami młodszego gospodarza tego domu. Póki co zdołał się oswoić tylko z tamtym miejscem. Ale rzecz jasna, blondas musiał być od niego "mądrzejszy" i oczywiście bardziej uparty.

Trzeba jednak przyznać, że argumenty trafiły w Ciastka. Leonard wiedział, gdzie i w jaki sposób zadziałać, by przekonać swoją ofiarę. Ta z kolei początkowo jak zwykle protestowała, ale szybko poddała się urokowi osobistemu napastnika.

Wtedy jednak zdarzyło się coś, czego Biszkopt od początku chciał uniknąć. Obu chłopców postanowił nawiedzić Pariston. Rzecz jasna wybrał do tego najmniej odpowiedni moment, lecz nie ma co się dziwić, w końcu usłyszał wołania młodszego brata, nie? Sam Alistair, słysząc krzyk starszego brata Leo od razu się w sobie skulił. Po części ze strachu, ale w dużej mierze ze wstydu. Od razu cały nakrył się prześcieradłem i spuścił głowę. Nawet nie zarejestrował tego, jak artysta po raz wtóry go całuje. Chciał stąd uciec. Pokiwał lekko głową na słowa Leo i prędko podwinął "kieckę", kierując się w stronę schodów.

Będąc już na którymś z kolei stopniu, poza widokiem obu braci, zatrzymał się. Coś w niego wstąpiło. Już wczoraj chciał powiedzieć Leo, by nie kłócił się z bratem, a najlepiej to szczerze z nim porozmawiał i przeprosił. Bishop był gotowy cofnąć się i rozpocząć mediacje, ale w tym samym momencie usłyszał coś, czego nie powinien. Bawisz się uczuciami tego chłopca... Dawno żadne słowa tak bardzo go nie ubodły. Czarnowłosy aż otworzył usta ze zdziwienia, ale szybko przysłonił je ręką, byle tylko nie wydać z siebie żadnego odgłosu. Zamknął oczy i miał ochotę nigdy więcej ich nie otwierać. Po cichutku, na paluszkach, przeszedł kolejne kilka schodków i dotarł do pokoju artysty. Ogarnęło go to dziwne, nieprzyjemne uczucie, jak gdyby jego serduszko rozrosło się do olbrzymich rozmiarów i napierało na żebra, by po chwili pęknąć.

Bishop nie myślał trzeźwo. Wydawało mu się, że właśnie odkrył powód, dla którego Leo nigdy wcześniej go tu nie zaprosił. Miał ochotę zapaść się pod ziemię, ale zamiast tego przetarł oczy i uśmiechnął się do samego siebie. Był to prawdopodobnie najsztuczniejszy uśmiech na świecie. Siatkarz przeszedł do pracowni i zaparzył herbatę. Przygotował tylko jeden kubek. Potem poszedł się ubrać, zaliczając po drodze łazienkę, by się nieco odświeżyć. Na koniec usiadł na łóżku, wyciągnął swój telefon i zaczął w nim grzebać, najwyraźniej na coś czekając.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   

Powrót do góry Go down
 
Kamienica panów Van Graaf
Powrót do góry 
Strona 3 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» "Czarna kamienica" Shasamo.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Kamienice-
Skocz do: