IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kamienica panów Van Graaf

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 1:38 am

- Ha… Nie boisz się? – cwany Leo dość głośno i pewnie mruknął w momencie w którym jego dłoń wróciła do biodra chłopaka i przejechała wyżej, lekko ujmując go w boku. – I słusznie.. Nie zrobię Ci krzywdy. – ton głosu blondyna nagle złagodniał i brzmiał jakoś inaczej. Dłoń prześlizgnęła się wyżej po boku Biszkopta, który mógł poczuć ciarki przemierzające ciało Leo. Czym były spowodowane? Ano.. dziwne ale jedynie (albo i aż) tym, że usłyszał swoje imię wypowiadane w ten sposób. Leo wolno, drugą dłonią zmierzył do policzka przyjaciela i.. oparł na nim szorstką dłoń. Blondyn dobrze wiedział co robił, wyłączając jedyne źródło światła. W tych ciemnościach nie mógł dojrzeć tego właśnie maślanego wzroku. Jednocześnie całe jego ciało uniosło się wyżej i Van Graaf oparł czoło, o czoło Alistaira, nie przestając głaskać jego policzka kciukiem. – Rozluźnij się.. Czuję jak spięty jesteś. Dzisiaj krzywdy Ci nie zrobię. – powiedział miękkim, aksamitnym głosem, który brzmiał zupełnie inaczej niż na co dzień. Prawie, że obco. – Ciii… - wyszeptał gdy ten się zerwał do podniesienia. I nagle bardzo wolno, szykując się nawet na agresywny sprzeciw, dotknął ustami do warg Alistaira. Hm. Ciężko chyba inaczej wyznać co przez ten czas skrywał w sobie do osoby przyjaciela, a wiadomo… Facet nie lubi mówić o swoich uczuciach, tym bardziej kiedy całe życie wmawiało mu się, że miłość do tej samej płci jest czymś co powinno się ganić. Niby nic sobie z tego nie robił, ale zawsze podświadomość ma jakąś władzę nad człowiekiem. Niby zaczęło się dziś od żartów ale to coś odezwało się w blondynie. Zapewne jutro będzie miał moralnego kaca, że wystawił przyjaciela na takie nerwy, ale cóż tam… Dziś sama jego obecność i pokoju Leo działała mocniej niż logiczne myślenie. Tymczasem kot, który nie przejął się ignorancją z ich strony, wskoczył na łóżko niedaleko dłoni Bishopa i zwinął się w kłębek do snu. Leo usłyszał ziewanie kota. – Widzisz, zostaliśmy sami. – zaśmiał się cicho, odrywając na moment usta. (Oczywiście jeśli wcześniej nie zarobił w mordę, co swoją drogą też w niektórych momentach mogłoby być fajne. Ale o zboczeniach i fetyszach może później…)
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 2:04 am

Bishop poczuł te ciarki. I o dziwo, odrobinkę go one uspokoiły. Przynajmniej wiedział, że nie tylko on w jakiś sposób przeżywa ich zabawę, która jakiś czas temu przerodziła się w coś innego. Gdyby teraz, w tym momencie, Leonard nagle wstał, zapalił światło i wrócił do oglądania telewizji, Bishop pewnie do końca życia nie zrozumiałby, o co tak naprawdę blondynowi chodziło. A tak, przynajmniej był świadomy, dokąd to wszystko może zmierzać.

Chociaż do końca nie pogodził się z tym, że robił za kanapę dla starszaka, nie widział żadnych środków, których mógłby użyć, by przynajmniej na moment zapewnić sobie dominację. Brak kontroli w tej sferze onieśmielał go. Na szczęście czuł się z Van Graafem na tyle bezpiecznie, że pozwolił mu na wyczynianie ze sobą takie rzeczy.  

"Rozluźnij się" – phi! Łatwo powiedzieć to komuś, kto pierwszy raz znajduje się w sytuacji, kiedy to nagle zostaje dość stanowczo sprowadzony do parteru. Blondyn chyba jednak wiedział, jak obchodzić się z takimi typkami, jak Alistair. Jego dłoń na policzku siatkarza i wypowiedziane słowa sprawiły, że ten ostatni faktycznie nieco się odprężył.

Bishop spodziewał się czegoś więcej, ale nie spodziewał się tego tak szybko. Myślał, że Leo będzie chciał się z nim jeszcze droczyć. Był zaskoczony, ale oddał pocałunek i wcale nie chciał tak szybko rozstawać się z wargami Szwajcara. Teraz naprawdę zrobiło mu się cieplutko i przyjemnie.

—  Leeeo... — wymruczał raz jeszcze, nieznacznie rozluźniając postawę dla własnej wygody. Zapomniał już nawet, że ma tak ograniczone ruchy, co znaczyło najwyraźniej, że mu to nie przeszkadza. W ostatecznym rozrachunku, dopraszał się chyba o więcej...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 2:19 am

Leo uśmiechnął się mimowolnie z wargami przy ustach chłopaka. – Nie mrucz tak mojego imienia bo mi się gorąco na serduchu robi. – rzucił dość otwarcie. Zresztą… ciemnowłosy został już dzisiaj tyle razy porażony bezpośrednim podejściem blondyna do sprawy, że kolejny raz nie zrobi mu chyba różnicy. Leo sam w pewnym sensie odpływał gdzieś daleko. Nie to, że chciało mu się spać. Po prostu kilka rzeczy złożyło się na ten stan z którego nie chciałby wychodzić. Po raz kolejny wpił się w usta chłopaka, któremu najwidoczniej to nie przeszkadzało. Tym razem wysunął jedną z dłoni spod jego koszuli, zostawiając ją podwiniętą. Chwila kontaktu a już bardzo polubił brzuch sportowca. Trzeba było przyznać, że i jego aż tak bardzo nie odstawał! Leonardo przytrzymał buźkę Alistaira dwójką dłoni i po pocałunku, lekko rozchylił wargi by wysunąć język, którym przejechał po wargach chłopaka. Był wyjątkowo ostrożny, jakby bał się spłoszyć Biszkopta. Cholera… Chyba mu jednak zależało. Kontynuował muskanie kciukiem jego policzków i nie szło ukryć, że był bardzo zadowolony rozluźnieniem jakie powoli opanowywało Alistaira. W końcu mocniej przejechał językiem po jego ustach, chcąc pogłębić pocałunek jednak… na chwilę gaduła przerwała. Czyżby sam się spłoszył? – Zrobiło się… ciepło. – mruknął zmieszany i… zawstydzony. Przetarł swoją twarz dłonią. – Co się ze mną dzieje. Przepraszam Cie… - Nie wiedział, że on Leo – Buntownik za zamkniętymi drzwiami przy kimkolwiek obudzi takie uczucia i zachowanie. W chwili obecnej sam był zaskoczony tym co działo się z jego ciałem. Złapał za bluzę i ją ściągnął, rzucając gdzieś w kąt. To samo zrobił z koszulką, tym samym organizując mały striptiz siatkarzowi. Phi, nawet przed sportowcem nie musiał się wstydzić stanu swoich mięśni, które zazwyczaj starał się ukrywać. Złapał za dłoń Alistaira i przyłożył ją do swojej lewej piersi, dając mu poczuć, jak i na niego działa ta sytuacja. Splótł palce z dłonią która spoczywała na jego ciele i lekko pochyloną głową spoglądał na przyjaciela. Ich ślepia powinny się już przyzwyczaić do mroku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 2:44 am

Bishop powoli oswajał się już myślą, że po raz pierwszy pozwolił innej osobie tak wleźć sobie na głowę. A w zasadzie nie na głowę, tylko na... W każdym razie, do pewnych rzeczy Alistair będzie się musiał chyba przyzwyczaić. To wszystko nie było dla niego żadną nowością, jednak znajdując się po tej drugiej stronie barykady wydawało mu się,  jakby uczył się tego i owego po raz pierwszy. Stosunkowo dziwne, ale i całkiem ciekawe uczucie, zwłaszcza, że i towarzystwo siatkarz miał nie byle jakie.

Mimo tego, szorstka dłoń Szwajcara, błądząca gdzieś po jego brzuchu i torsie, wciąż odrobinkę go zawstydzała. Raz, że Bishop był wyjątkowo wrażliwy na każdy rodzaj dotyku o takim podtekście, a dwa, sam chętnie połasiłby się na ciałko blondyna. Jak się okazało, jego skryte życzenie wkrótce zostało spełnione. Alice patrzył w milczeniu, jak Leo zrzuca z siebie zarówno bluzę, jak i koszulkę. W duchu podziękował za brak światła, bo czuł właśnie, jak policzki zaczynają mu się rumienić. Dotknięcie klatki piersiowej blondyna zadziałało na niego, jak jakiś urok.

— Cały jesteś gorący... — stwierdził, chociaż chciał się po tym zaraz ugryźć w język, bo nie planował wypowiadać tych słów na głos. Wydawało mu się, że wręcz topi się pod nim i rozpływa z tej bliskości. Wolą dłonią zaczął wędrować po żebrach Leo. Podniósł nieco głowę i zaatakował jego usta, spragniony kolejnego pocałunku. W duchu liczył na to, że i on nie będzie musiał zbyt długo leżeć w swojej bluzie i koszuli...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 2:59 am

Leo zacieszył pod nosem. Sytuacja podobała mu się coraz bardziej z każdą chwilą. Dlaczego? Ha! To było banalnie proste. Im luźniej i swobodniej czuł się Alistair, tym lepiej oddziaływało to na blondyna. Puścił jego dłoń, która wydawało by się, że drżała. A może to i jego dłoń lekko odmawiała posłuszeństwa? Kto to wie… Ważnym natomiast było, że chwilę później już sam czarny dorwał się do jego ust. Zadowolony szwajcar obniżył się, tak by tamten znów mógł leżeć na plecach i z nowym zapałem wpił się w jego usta, od razu wysuwając język. Apetyt rósł w miarę jedzenia i o ile z początku Leo mówił, że dziś mu krzywdy nie zrobi o tyle.. mogło być różnie. Na chwilę przerwał, złapał za górną część garderoby Biszkopta i powoli ją ściągał, zaczynając od pierwszej warstwy, przechodząc do kolejnej. Rzucił ciuchy gdzieś w kąt.. Jak się okazało – na śpiącego kota, który wystraszony, uciekł pod ścianę z oknem. – Głuptas, nie bój się. Przepraszam. – No nic… co się stało to się nie odstanie a obrażony Ciel, zaczął się czyścić gdzieś koło fotela. Jednakże wracając do sytuacji z łóżka. Leo przeczesał dłonią włosy przyjaciela i zatrzymując dłoń na jego potylicy, mocniej docisnął jego usta do swoich, rozpoczynając pierwszy tak głęboki i namiętny pocałunek. Drugą ręką wreszcie mógł się nacieszyć roznegliżowanym brzuchem towarzysza. Przeciągał pocałunek tak długo i robił go tak intensywnym by Alistairowi brakło powietrza. Wtedy dopiero odpuszcza (gdy czuje, że ten łapczywie szuka oddechu) i od razu przywiera ustami do jego szyi, schodząc niżej, całując go po piersiach, brzuchu i podbrzuszu… Nagle odrywa usta, nawet nie spoglądając do góry. Czyżby znów był nieswój? – Mam iść dalej? Nie chcę robić nic wbrew twojej woli. Nie chcę żebyś mi uciekł. – po tych słowach, Leo objął przyjaciela i czule cmoknął w brzuch, przytulając głowę do brzucha Biszkopta.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 3:18 am

Widać było, że chłopcy wzajemnie na siebie oddziałują. Bishop nie wiedział tylko, w którym momencie powinien powiedzieć "stop". Leo wyczyniał z nim takie rzeczy, że na chwilę obecną nie był pewien, czy w ogóle chce zatrzymać się w jakimś konkretnym punkcie. Wciąż był niespokojny, a ta cała bliskość mocno namieszała mu w głowie. Był rozdarty pomiędzy powstrzymywaniem dreszczy, a rozpływaniem się w objęciach blondyna.

Cieszył się natomiast, że Leo postanowił pozbyć się ubrań, które od jakieś czasu wyraźnie mu zawadzały. Czując ciepło bijące od nagiego torsu Szwajcara, westchnął cicho i rozchylił lekko nogi. Van Graaf zaskoczył go tak głębokim pocałunkiem. Biszkopt najchętniej nie odrywałby się w ogóle od ust artysty, ale czuł powoli, że traci siły. Starał się jak mógł, ale wkrótce ręce opadły mu bezwładnie na łóżko i gdyby nie fakt, że Leo postanowił zająć się jego szyją, pewnie zobaczyłby gwiazdki przed oczami. Klatka piersiowa siatkarza unosiła się i opadała w nieregularnym tempie, co rusz obsypywana pocałunkami. Ten sam los spotkał wkrótce niższe partie Bishopa. Czarnowłosy nie miał już kogo oszukiwać – było mu po prostu dobrze. Czuł jednak pewien niedosyt...

— Daj mi się jeszcze trochę tobą nacieszyć — poprosił, wplatając dłoń we włosy blondaska. Zamierzał drugą ręką złapać go za pośladek, kiedy tylko będzie miał do tego okazję.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 3:31 am

Leo również czuł, że ta chemia, która między nimi jest - działa na ich dwójkę i wypływa z ich dwojga co było chyba najbardziej pozytywnym aspektem jaki mógł być. Leo czerpał radość i satysfakcję z przebywania w towarzystwie czarnego, jednak nigdy nie spodziewał się, że dojdzie między nimi do… no właśnie do czego? Sam jeszcze nie był pewien. Chociaż jedno nasuwało się od razu. Chemia między nimi musiała być od początku. Czekała tylko na odpowiedni moment by ujawnić się w tej postaci. – Ale ja nie zamierzam Ci nigdzie uciekać… karakanie. – roześmiał się nieco unosząc się do góry. W tym momencie poczuł dłoń na tyłku. Był to tak jakby sygnał, który spowodował, że Leo na powrót przywarł do warg przyjaciela. – Zdążysz się nacieszyć i to nie raz… mam nadzieję. – Nieco zawstydzony, chwilowo uciekł twarzą w bok. – Ej, ej włosy! – Poczuł to.. czego wolałby… no nie czuć no! Leo próbował uciec głową od dłoni Biszkopta jednak.. nie wyszło. – A niech Ci już będzie… - zrezygnowany pozwolił zabawiać się jego grzywą. – Do tej pory tylko ja miałem na to monopol… No i mój fryzjer. – powiedział, zdmuchując sobie z twarzy grzywkę. – Dobrze wiesz, że nie lubię kiedy ktoś samowolnie sobie wydaje pozwolenie na zabawę czupryną. - Sam buźką i nosem roztrzepał czarną grzywę, która jeszcze niesfornie spoczywała na czole dzisiejszego uke. Jednocześnie zjechał dłonią po boku chłopaka i powędrował do zapięcia jego spodni. Wpatrując się w twarz Biskupa, zaczął rozpinać pasek i portki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 3:51 am

Chemia, tak? No w sumie, dlaczego by nie? Bishop zastanawiał się tylko, dlaczego dzisiaj. Czy Leo coś planował? Czy w ogóle stoją za tym jakieś uczucia? Czy to po prostu jest magia chwili, przypadek, albo jakaś potrzeba? Nie mógł odmówić mu bycia przystojnym facetem, a jednak do tej tej pory myślał, że blondyn widzi w nim jedynie przyjaciela i dlatego traktował go w ten sam sposób.

Słowa Van Graafa, jakoby nie tylko dziś miał szansę się nim nacieszyć, trochę go zaniepokoiły. W końcu, pierwszy raz doszło między nimi do takiego zbliżenia, a Szwajcar już planuje następne? Bishop widział zmieszanie na twarzy blondaska. Później z kolei przyszło mu uśmiechnąć się na sprzeciw wobec dotykania jego włosów.

— Będę się spoufalał z twoimi włosami, jeżeli tak mi się podoba! — odparł stanowczo na narzekanie wielkiego buntownika. Zanim jeszcze zajął się on zdejmowaniem jego spodni, zdążył go pocałować. Dopiero teraz Bishop zorientował się, że Leo tak bardzo się postarał, iż udało mu się "przywołać" sporą wypukłość w okolicach krocza siatkarza. Sam ten fakt sprawił, że zrobiło mu się trochę głupio. Z drugiej strony wydawało mu się to kompletnie naturalne. — Leo... — wymówił jego imię w ten sam sposób, jak za dwoma poprzednimi razami. Zrobił to po części dlatego, bo miał słabość do tego zdrobnienia, a po części dlatego, bo cholernie podobała mu się reakcja właściciela tego imienia, gdy wypowiadał je w ten konkretny sposób.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 4:04 am

Gdyby tylko Leo mógł wiedzieć o czym myśli Biszkopt… ten zapewne dostałby po łbie za to, że za dużo analizuje. – No, no… nie zagalopuj się z tą stanowczością. Buntownik jest tu tylko jeden. – zaśmiał się i znów zniżył, po drodze znacząc językiem mokrą ścieżkę od szyi do podbrzusza chłopaka, po drodze zostawiając kilka ugryzień. Skończył rozpinać jego spodnie i zsunął je do kolan czarnego. – Miło, że Ci się podoba. – wypalił w reakcji na jego stan gotowości, lekko przygryzając skórę na jego podbrzuszu. Tymczasem Leo przeszły kolejne ciarki. Tak.. znów przez to wypowiedziane imię. – Mówiłem… nie tym tonem. – burknął niby to szorstko ale trzeba było przyznać, że to w dodatku z sytuacją spowodowało iż Leo też miał już ciasno w spodniach. Podniósł się żeby ściągnąć portki z całości nóg Czarnego. Wystarczyło mu, że ten był lekko podenerwowany więc od razu tego samego z bielizną nie zrobił. Najpierw zaczął przez materiał delikatnie masować krocze Bishopa, spoglądając na jego reakcję. – Jak będzie coś nie tak… mów. Nie chcę żebyś się zraził. Wiesz karakanie? – powiedział z lekkim uśmiechem i czule ucałował jego brzuch, nie przestając masować dłonią. Podobało mu się, że Alistair tak na niego zareagował chociaż niepokojem napawała go niewiedza jeśli chodzi o stosunek przyjaciela do niego. Czy on czuł tak samo? Możliwe skoro pozwala na tak wiele. Przemyślenia przerwał sam Leo, wsuwając dłoń pod materiał. Zaczął wolno poruszać łapką w górę i w dół, drugą ręką łapiąc za bokserki. Na razie nie czas na gdybanie. Jutro będzie czas na to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 4:21 am

Bishop już taki po prostu był. Zawsze chciał, by wszystko było jak najbardziej białe lub czarne, zwłaszcza w takich sytuacjach, kiedy razem z innym chłopakiem czuje, że obaj się do siebie przyciągają. Czas na rozmyślania jednak się skończył. Alistair nie mógł się już na niczym skupić, kiedy to Leo zaczął dotykać jego męskość. Bielizna ciasno opinała się na jego wypukłości i aż prosiła się o jej natychmiastowe zdjęcie, ale najwyraźniej blondyn nie chciał się w tej materii spieszyć.

Czy siatkarzowi podobały się te pieszczoty? Jeszcze jak! Bardzo się starał, żeby nie dać blondaskowi tej satysfakcji i dusił w sobie każde westchnięcie, ale wkrótce dał za wygraną i pozwolił od czasu do czasu wypuścić powietrze z płuc w nieco głośniejszy sposób, niż zazwyczaj. Ręce lekko mu drżały, a palce na przemian zaciskały się i prostowały na pościeli. Czując dłoń Leo bezpośrednio na swoim przyrodzeniu, Bishop zamruczał głośno i uniósł nieco bioderka do góry, sugerując, że nie potrzebuje już bokserek.

—  Jakbym miał teraz siłę, to bym zdarł z ciebie resztę tych ciuchów — wymamrotał, oddając się przyjemności serwowanej przez starszaka. Zaskoczyła go po części delikatność Szwajcara wobec jego nowej zdobyczy. Widział w nim trochę samego siebie, chociaż on to już w ogóle z każdym swoim dotychczasowym partnerem obchodził się, jak z jajkiem. A teraz przyszło mu znaleźć się w tej drugiej roli...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 4:34 am

- Dobrze, dobrze. – Leo mruknął do partnera. – Oszczędzaj sił bo jeszcze na trochę Ci się przydadzą. – zaśmiał się. – Pan wybaczy. – kontynuował rozbawionym tonem i zaczął rozpinać swoje spodnie. To już było nie do zniesienia tym bardziej, że Leo miał co nosić w spodniach, a w takich sytuacjach brak miejsca był skrajnie nie komfortowy. Dżins do najprzyjemniejszych materiałów nie należał. Zsunął spodnie z bioder i w sumie to by było na tyle bo sam bielizny raczej nie nosił. Uwolniony odetchnął z ulgą. – To na czym to ja… Ah tak! – zaczął się lekko przekomarzać i zajął wygodniejszą pozycję. Kilka szybszych ruchów mocniej zaciśniętą dłonią i po raz pierwszy musnął językiem czubek jego członka. Drugą, tą wolną dłonią, odnalazł gdzieś tam w pościeli rękę Alistaira i splótł ich palce razem. Na chwilę wysunął członka z ust. – Nie krępuj się. Mój brat nas tutaj nie usłyszy, a ja chciałbym wiedzieć czy dobrze się spisuję. – Wymruczał, a w głosie było słychać, że i jemu ta sytuacja sprawia nie lada radochę i przyjemność. Wrócił do swojego zadania przejeżdżając czubkiem języka wzdłuż całej długości, następnie wsunął go całego do ust i zaczął delikatnie ssać, czekając na odpowiedni moment do kolejnego kroku. Wiedział, że nie ma co się zabierać za dalszą robotę jeżeli ten się nie zrelaksuje. Puścił dłoń chłopaka i na chwilę przerwał. Uniósł się i wsunął swoje palce do ust Biszkopta, jednocześnie swoimi lekkimi gestami dając znać by się przekręcił na brzuch.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 4:53 am

Bishopowi do śmiechu nie było, bo chociaż rozpływał się z powodu pieszczot Leo, to nadal był trochę poddenerwowany. Z jakiego powodu? Ano z powodu niedoświadczenia w byciu stroną... ekhem, pasywną. Jego zmartwienia szybko zostały rozwiane, gdy blondyn dołączył do zabawy swoje usta i język. I o ile Biszkopt nie miał w zwyczaju nadmiernie artykułować się podczas zbliżeń, to tym razem – słysząc zapewnienia Leonarda – pozwolił z siebie wydać kilka zduszonych jęków i nieco więcej westchnięć. Było mu dobrze, chociaż żałował, że nie może się odwdzięczyć partnerowi. Pocieszał się myślą, że i na to pewnie przyjdzie czas.

Leo prowadził siatkarza, jak w tańcu. Dla młodszego z chłopców było to coś nowego. W normalnych warunkach pewnie miałby wątpliwości co do takiego podziału ról, ale teraz jednak był gotowy schować własną dumę pod dywan i pozwolić się zdominować. Posłusznie więc przewrócił się na brzuch. Od czasu do czasu przechodziły go lekkie drgawki. Był całkowicie obrócony tyłem do Leonarda i nie wiedział co ten zamierza, co z jednej strony napawało go niepewnością, a z drugiej strony ekscytacją, z lekką przewagą pierwszej opcji. Zdecydowanie wolał widzieć swojego partnera podczas jakichkolwiek łóżkowych zabaw.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 5:10 am

Leo tymczasem wysunął paluchy z ust Czarnego. W innym wypadku albo by miał je odgryzione albo Biszkopt dostałby złamania karku. Blondyn lekko położył się na jego plecach, tak by ustami być mniej więcej na wysokości jego uszu i przy okazji go nie przydusić. Był wyjątkowo nawet jak na niego delikatny – Nie denerwuj się, ze spokojem. Jesteś tu ze mną. – powiedział miękko i przyjaźnie, muskając ustami jego policzek. Jednocześnie mokrymi palcami wolno zataczał kółka w miejscu do którego powinien zaraz wejść. Delikatnie cmokał jego łopatki, raz po raz jednym z palców sprawdzając czy nieco się rozluźnił. Jeśli nie, dalej nie szczędził mu czasu na pieszczoty. Wyjątkowo, powtarzam co było aż niezgodne z jego temperamentem choleryka. Gdy już przyszła odpowiednia pora – dźwignął się i podparł na rękach, muskając ustami plecy wzdłuż kręgosłupa Alistaira. Niżej i niżej… W końcu złapał dłońmi za jego biodra i lekko pociągnął do siebie. Dźwięki, które towarzyszyły temu i oddech jego partnera powodowały, że coraz trudniej było się kontrolować blondynowi. Jedną z rąk chwycił członka, starając się go dobrze umiejscowić i zaczął delikatnie napierać, po jakimś czasie puszczając dłoń i opierając ją na powrót na biodrze. Nie robił nic na siłę, mieli czas. Zresztą cała noc była przed nimi i to w dodatku nie jedna. Zapewnee Biszkopt jeszcze nie raz nie dwa pozna tę jego czarną stronę podczas łóżkowych zabaw, czego już tak przyjemnie (chyba) wspominać nie będzie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 12:33 pm

Bishopowi całkiem dobrze szło rozluźnianie się, aż do tego konkretnego momentu. Może nie był jakoś ekstremalnie spięty, ale tak jak każda inna osoba, która kiedyś znalazła się na jego miejscu, odczuwał pewien dyskomfort. Nie do końca podobała mu się jego rola podczas tego zbliżenia i najchętniej zamieniłby się miejscami z blondynem, ale nie potrafił mu się przeciwstawić. Gdyby nie delikatne podejście Leo do sprawy, pewnie już by protestował.

Czując obce palce w tamtych okolicach, zamknął oczy i miał ochotę ukryć twarz w poduszce. Nie wiedział tak do końca, czy naprawdę tego wszystkiego chce, ale bliskość ciała Leo wpływała na niego w sposób niezwykle pobudzający. Koniec końców, westchnął tylko i postanowił spróbować. Liczył tylko na to, że Szwajcar nie chce tego z nim robić w tej konkretnej pozycji, a przynajmniej nie przez cały czas.

Czując, jak coś znacznie większego od palców próbuje dostać się do jego wnętrza, syknął coś pod nosem, przygryzł wargę i zacisnął dłonie na pościeli. Bolało. Ból co prawda zwykle przechodził, prędzej czy później, ale Bishop obawiał się, że będzie na tyle duży, iż nie będzie w stanie skupić się na niczym innym oprócz niego.

— Postaraj się mnie nie zabić — poprosił, oddychając nieco szybciej, niż przed momentem. Widać, że nie był w stu procentach przekonany. Miał mieszane uczucia co do tego wszystkiego, oba były dość skrajne, a każde z nich było równie silne. Teraz zależało już tylko od Szwajcara, jak następnego ranka Bishop będzie postrzegał to, co właśnie teraz wyprawiają.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 2:08 pm

Leo starał się być delikatny, jednak jak widać i to nie wystarczało. Uśmiechnął się pod nosem. Wydawało mu się, że ktoś tu powinien być bardziej doświadczony, a jednak. Wyglądało, że właśnie pod nim leżał drugi seme, co znacząco połechtało ego blondyna, nawet jeśli nie miałaby to być prawda a wymysł jego wyobraźni. Chłopak przestał bo i jemu coś nie pasowało. Przestał napierać na czarnego i odsunął się lekko. Sięgnął do szuflady obok łóżka i wyciągnął żel, położył go na pościeli obok siebie. – Chodź no tu, Biszkopt. – mruknął czule, łapiąc go w talii. Przejechał wyżej dłońmi i zaczął przyciągać go do siebie, chcąc by ten został na kolanach. – Chodź, odwróć się do mnie. – powiedział spokojnym głosem. Usiadł na pościeli i przyciągnął do siebie przyjaciela, obejmując go gdzieś poniżej talii. W międzyczasie drugą ręką otworzył opakowanie żelu i nieco wycisnął na palce. Tak powinno pójść znacznie lżej i gładko niż wcześniej. Zaczął go masować palcami, które jasno dawały znać, że był to dobry pomysł. Kilka razy wsunął je do środka, przy okazji nie szczędząc jego ciału pieszczot ustami. – No to próbujemy jeszcze raz. Chodź, siadaj. Sam będziesz wiedział czy wszystko jest ok. – mruknął, do Alistaira, który teraz powinien przodem na nim siadać. Sam by mu pomóc przytrzymał członka i czekał… W poprzedniej pozycji czuł się odizolowany od chłopaka, co drażniło go tym bardziej, że nie widział czy wszystko jest ok. Oczywiście na dłuższą metę i ta będzie nie wygodna, tym bardziej dla niego ale czego się nie robi… No. Zawsze później można zmienić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 2:37 pm

Leo nareszcie połapał się w biszkoptowych wątpliwościach. Młodszemu z chłopców kamień spadł z serca. Może ostatecznie nie będzie tak źle? Alistair nie oponował, gdy tylko blondyn zaczął go przyciągać w swoją stronę. Niech już nawet robią to na stojąco, byle nie tak, jak dotychczas. Czarnowłosy posłusznie odwrócił się do swojego partnera i skrzywił się nagle, czując zimny żel na palcach Van Graafa. Uśmiechnął się jednak szybko, bo nieprzyjemne uczucie minęło prawie natychmiast. Był bliżej Leo, mógł zerkać na niego i oceniać, kiedy jego kapryśność zacznie działać na nerwy blondaskowi.

Starszak mógł odnieść wrażenie, że za każdym razem, gdy wsuwa palce do środka kochanka, ten stara się mu uciec gdzieś do góry, wyginając się delikatnie w łuk i przyklejając się swoim torsem do jego klatki piersiowej. Bishop czuł się trochę niezręcznie, że coś takiego powoduje w nim reakcje niegodne samca alfa, za którego do dnia dzisiejszego się uważał, ale postanowił nie zwracać na to uwagi. Leo zachciało się zabawy, to niech się teraz męczy!

Kiedy Szwajcar zaproponował, by Biszkopt na nim usiadł, ten ostatni był już chyba gotowy. Nie chcąc dłużej zwlekać, przybliżył się do blondaska i powolutku opadł na jego męskość, obejmując go przy tym. Musiał przyznać, że nie było znowu tak źle, aczkolwiek nadal odczuwał pewien ból w tamtych okolicach, a żeby sobie z nim poradzić, przesuwał paznokciami po plecach artysty. Oddychał w sposób nieregularny, lecz ostatecznie podołał zadaniu, a na jego buzi rysował się właśnie dość specyficzny, nieśmiały uśmiech. Bishop był cały rozpalony. Zanim jeszcze jego partner zaczął wykonywać jakiekolwiek ruchy, siatkarz zdobył się na jeden mały gest w jego kierunku. Przybliżył swoje usta do prawego ucha blondyna, po drodze dmuchając mu w szyję zimnym powietrzem.

— Leeeo... — wymruczał cichutko, przygryzając niewinny płatek ucha właściciela wymówionego imienia. W jego głosie znów można było usłyszeć tę słodką nutkę zawstydzenia. Tak jakby za pomocą tego zdrobnienia chciał mu przekazać milion różnych rzeczy...










_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 2:56 pm

Trzeba przyznać, że zadowolenie blondyna osiągnęło apogeum, gdy tylko okazało się, że obecna pozycja i zagranie spodobało się partnerowi. Szczerze? Leo chyba nawet za bardzo się przejmował. Wyjątkowo bardziej skupiał się na Biszkopcie niż na sobie. Brawo Alistairze, genialne zagranie. Każda nowa reakcja czarnowłosego działała coraz silniej na szwajcara, który był coraz twardszy, mimo, że do pewnego czasu ich zabawy wcale go nie ruszały. Poczuł, że przyszedł czas i sam zagryzł wargi z rozkoszy gdy powoli wypełniał ciało młodszego chłopaka. Z całej siły starał się nie zaczynać agresywnie, jak to miał zwyczaju i jak to po prostu lubił. Jedynie delikatnie zmienił pozycję bioder by było im wygodniej. Nie za szybko, ze spokojem. Gdy poczuł podmuch na szyi, wyraźne ciarki wstrząsnęły jego ciałem. – Ty... karakanie… - wymruczał po usłyszeniu swojego imienia. Wtedy po raz drugi ciarki przeszły po jego ciele. Trafił na ucho.. wrażliwy punkt. Leo mocno wciągnął powietrze i podłożył dłoń pod pośladek przyjaciela, lekko go uniósł i zaczął delikatnie układać go w pozycji lezącej na pościeli, dbając jednocześnie o swoją pozycję w środku by nie zrobić mu krzywdy. Ułożył nogi Alistaira po swoich bokach. Gdy tak spokojnie opadli, Leo bardzo powoli zaczął się w nim poruszać, pilnując wszystkich bodźców wysyłanych przez ciało hmm… ukochanego? Można chyba będzie go tak nazwać. Nie przyśpiesza za szybko, na pierwszym miejscu dbając o komfort młodszego. – Będziesz musiał mi tę konieczność opanowywania jakoś wynagrodzić. – cicho wysapał, przygryzając wargi. Jednocześnie wziął w dłoń członek Biszkopta, a jego dotyk na nowo zaczął go pieścić. Druga ręką pilnowała biodra dotychczasowego „samca alfa”.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 3:16 pm

Bishop zwyczajnie potrzebował trochę czułości na start. Sam dawał jej z siebie tyle, ile potrafił, czy to w przypadku swoich łóżkowych partnerów, czy po prostu przyjaciół. Nic dziwnego, że sam cierpiał na jej deficyt, wszak nigdy owej czułości się nie domagał, za wyjątkiem dzisiejszego wieczoru. I o ile czasami nie warto było tak bardzo angażować się dla drugiej osoby, nawet Leo musiał w tym momencie zauważyć, że idąc na pewne ustępstwa otrzyma w zamian chwile prawdziwej przyjemności. Biszkopt natomiast... cóż, był trochę wredny. Testował biednego Van Graafa i chyba próbował go wyprowadzić z równowagi, ale robił to tylko dlatego, bo jego reakcje były zwyczajnie urocze. Przy okazji udało się siatkarzowi odkryć jeden z wrażliwszych punktów na ciele partnera.

Ułożywszy się na pleckach, czarnowłosy wpatrywał się lubieżnie w Leonarda, choć gdy ten zaczął się w nim poruszać, zmrużył oczy i jęknął. Na jego słowa prychnął tylko, odchylając do tyłu głowę. Powolutku robiło mu się co raz lepiej, zwłaszcza, że Leo na powrót zaczął zajmować się jego męskością.

— Już ci to wynagradzam, kretynie — wymamrotał, cicho posapując. I na dobrą sprawę miał rację. Pierwszy raz ktoś tak dogłębnie bada go tam na dole, a wniosek z tego płynął jeden: w środku Bishopa było ciasno, co z pewnością Leo zdążył już odczuć. Młodszy z chłopców położył swoją dłoń na ręce Szwajcara i pozwolił się oddać rosnącej przyjemności.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 3:27 pm

Na więcej czułości przyjdzie czas po wszystkim, jeżeli tylko Bishop zgodzi zostać się na noc. Ale kto tam wiedział chłopaka? Chociaż już w tym momencie Leo był przekonany, że jeżeli tylko Biszkopt nie zgodzi się zostać, to on go zatrzyma nawet jeśli miałby użyć siły. Dzisiejsze ich zbliżenie znaczyło dla niego więcej niż wszystkie te poprzednie. Może też dlatego, że wyraźnie czuł iż jest jeśli nie pierwszym to jednym z pierwszych partnerów, który mieli okazję znaleźć się w Bishopie. Czyli seme… tak jak i on. W sumie to już w głowie Leo ułożyło się wiele planów. Rozumiał zmieszanie chłopaka dlatego nie oponował przy tym by zawsze być stroną dominującą. Czasami trzeba iść na ustępstwa. Czyż nie? Ale wracając do panującej sytuacji. Leo nie przyśpieszył jakoś znacznie, ale jego ruchy zrobiły się głębsze i płynniejsze, a dłoń coraz szybciej poruszała się po członku partnera. Dlaczego? Powód był banalnie prosty. Leo przez te zabawy i ciasnotę panującą we wnętrzu biszkopta był niedaleko. Gdy usłyszał, że nazwano go kretynem.. no cóż. Uśmiechnął się zadziornie i wykonał jeden mocniejszy ruch biodrami, który z pewnością był wyczuwany jako mniej komfortowy przez Bishopa. – Ryby i Uke głosu nie mają. – roześmiał się, lekko zdyszany. Zaczął płynnie przyśpieszać ruchy, wchodząc już całą swoją długością. Wtem na jego dłoni znalazła się ręka Alistaira. Nawet nie wiedział ile takie gesty znaczyły dla blondyna. Spojrzał się na dłoń z czułością, po czym jasne ślepia przeniósł na twarz partnera, odczytując sygnały jakie mimowolnie dawało jego ciało. Lekko uniósł się by pod nieco innym kątem wchodzić w Bishopa. Czekał, na moment w którym ten zacznie dochodzić by pokazać, że dochodzenie jako uke też może być przyjemnie, nawet bardziej od tego do którego Alistair przywykł. Jeśli jego ciało będzie dawało sygnały, że jest blisko, ten puszcza jego członka i dwie dłonie wygodnie opiera na jego biodrach, skupiając się na częstotliwości i głębokości penetracji, chcąc w ten sposób doprowadzić go do szczytowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 3:53 pm

Najgorsze było to, że Bishop o niczym nie wiedział. Był raczej inteligentną osobą, ale czasami nie potrafił domyślić się najprostszych rzeczy. Z drugiej strony jednak nigdy nie mógłby być pewny, jakie to dokładnie uczucia żywi do niego Leo. Wiedział, że gdyby mu się nie podobał, to pewnie nie robiliby teraz tego, co własnie robią. Tylko czy kryło się za tym coś więcej? Biszkopt zastanawiał się nad tym na samym początku, teraz zaś był zajęty wydawaniem z siebie bliżej nieokreślonych, zduszonych odgłosów. Było mu dobrze. Zwłaszcza, kiedy jego partner złapał konkretny rytm. Nawet jeżeli odczuwał teraz jakiś ból, to był on tak znikomy, że wręcz niezauważalny. Mimo to, siatkarz nie spodziewał się tego mocniejszego pchnięcia. Odczuł je, co zasygnalizował najgłośniejszym jękiem, jaki do tej pory wydobył się z jego ust. Te zaś szybko zostały przykryte dłonią. Przez chwilę Alistair myślał, że zapadnie się pod ziemię. Chciał coś odpowiedzieć blondynowi, ale wolał się nie narazić mu po raz kolejny.

W którymś momencie Biszkopt poczuł, jak gdyby Leo zaczął trafiać w jakieś szczególne miejsce w jego wnętrzu. Po jego ciele przeszła nowa fala gorąca, a on sam zdawał się na znajdować na skraju przyjemności.

— J-jeszcze... — wysapał, wpatrując się w swojego kochanka. Był blisko punktu, z którego nie ma już odwrotu. Intensywność doznań wydawała mu się znacznie większa w porównaniu do tych, które przeżył do tej pory. Liczył na to, że i Leo jest zadowolony...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 4:06 pm

Leo złapał odpowiedni rytm w momencie w którym przestał się za bardzo przejmować, czyli w tym momencie w którym nie musiał bać się o przyjemność Biszkopta bo ta była wyraźnie demonstrowana. Po usłyszeniu głośniejszego jęku, blondyn cwanie się uśmiechnął. Po raz kolejny po jego ciele przeszły ciarki. W pokoju zrobiło się niesamowicie gorąco, do tego stopnia, że delikatnie zaparowały szyby przy krawędziach. No tak.. na dworze była minusowa temperatura, a tutaj? Kropelki potu pojawiły się na skroniach Leo, tak samo jak i na karku i delikatnie na brzuchu. Był już bardzo blisko, a słowa wypowiedziane przez czarnego spowodowały, że był już przy początku końca. Zresztą cały widok rozgrzanego siatkarza działał pobudzająco na tyle, że Leo znajdował coraz więcej siły i nie czuł się zmęczony. Dźwignął się jeszcze nieco wyżej, wiedział gdzie należy celować by wydobyć większą głębię przyjemności. Jakby byłby sens gdyby wszystko co najlepsze od razu sprzedał? No właśnie. Tempo było naprawdę szybkie, jednak nie ostre. Na to przyjdzie czas później. Spoglądał na twarz kochanka, opanowując się by nie dość przed nim. Co się rozpoczęło trzeba według planu doprowadzić do końca, a jego planem było by Alistair doszedł w zupełnie inny sposób niż do tej pory. Jeśli już będzie widział, że Biszkopt szczytuje.. Cóż. Nie zostanie mu nic więcej niż zająć się samym sobą. Wtedy to przyśpiesza i robi się nieco brutalniejszy, przenosząc dłonie na boki Alistaira, zaciska je może nawet i za mocno. I on także nie ma zamiaru opanowywać westchnięć i jęków jakie towarzyszą temu wszystkiemu. Pod koniec wyrwało mu się imię Bishopa. Mimowolnie wyszeptane, pełnym spełnienia głosem. Oczywiście kończy w nim i jeszcze chwilę po wszystkim pozostaje. Nieśmiało unosząc głowę spogląda na ciemnego, próbując złapać oddech.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 4:29 pm

Bishop nie zwracał uwagi na pierdoły, jak np. odrobinę zaparowane okna. Był jednocześnie skupiony na przyjemności, jakiej w tym momencie doznawał, a z drugiej strony wydawało mu się, jakby wariował. Wodził oczami po całym pokoju, a kontury wszystkich przedmiotów dookoła stały się jakieś takie mniej wyraźne. Był osobą, która starała zachować pewną grację podczas stosunku, dlatego nigdy nie piszczał jak oszalały. Teraz jednak Leo bardzo skutecznie starał się sprawić, by Biszkopt jednak pokazał mu, jak to dotychczasowy samiec alfa tonie w naprzemiennych jękach i westchnięciach.

W końcu doszedł do tego momentu, w którym wszystko stało się jasne. Było mu tak cholernie dobrze. Skurcze na jego członku zwiastowały nadchodzącą eksplozję. I w istocie, Biszkopt wyrzucił z siebie całkiem pokaźny ładunek białej, klejącej się mazi, która ubrudziła jego brzuch i klatkę piersiową. Siatkarz chciał jeszcze wcześniej złapać za swoją męskość, nie mogąc się już opanować, ale nie zdążył.

Przyjemność trwała natomiast nieco dłużej, niż zazwyczaj. Leo przestał się patyczkować i postanowił w końcu zadbać także o siebie. Miał pełne błogosławieństwo czarnowłosego w swoich działaniach. Chciał, by i on poczuł się tak samo błogo.

Ostatecznie obaj nie mieli już sił, by kontynuować. Bishop oddychał z wyraźnym trudem. Był też wyraźnie skrępowany, bo wydawało mu się, że czuje ciepłe nasienie partnera w swoim wnętrzu. Magiczne uczucie, które zaatakowało go podczas szczytowania, nie chciało go opuścić.

— Przez ciebie jestem cały brudny... — burknął, żaląc się Leonardowi. Unikał kontaktu wzrokowego ze starszym chłopakiem, nie wiedząc, co powinien teraz zrobić...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 4:45 pm

Leo tymczasem starał się złapać oddech, ciężko dyszał podpierając się dłońmi na brzuchu Bishopa. Było mu dobrze, nawet bardzo dobrze. Cały czas wodził nieobecnym wzrokiem, czekał na złapanie kontaktu ze ślepiami Alistaira. Kiedy ten uciekał… No cóż. Wyszedł z niego i podciągnął się wyżej. Złapał mocnym ruchem jego szczękę i przytrzymał ją. – Nie uciekaj mi. Wyglądasz jak zbity pies. Źle Ci było? – mruknął, nieco mocniej zaciskając palce. Zmarszczył brwi. I złagodniał. Pochylił się i delikatnie musnął jego usta. – Oj Biszkopt, Biszkopt.. – westchnął, łagodnie się uśmiechając. – Pierwszy raz w tej roli co? – zagadnął i opadł na łóżko obok niego. Spojrzał po mokrym brzuchu towarzysza. – Łazienka jest za tymi drzwiami. – wskazał w przeciwnym kierunku pokoju. Wygoda… nie trzeba było z niego wychodzić na korytarz, narażając się na wścibskiego Paristona. – Idź się ogarnąć, a ja za chwilę tam do Ciebie przyjdę. Jak będziesz czegoś potrzebował nie krępuj się myszkować po szafkach. – puścił mu oczko, podkładając ręce pod głowę. Przymknął ślepia, delektując się uczuciem, które gdzieś tam cały czas wirowało mu w głowie. Trzeba było przyznać Bishopowi, że w roli Uke sprawił się niesamowicie co nie zmienia faktu, że intrygował go inny fakt. Jak sprawdziłby się w roli seme… Tym bardziej, że teraz Leo jest w takiej samej sytuacji jak tamten był jeszcze nie tak dawno. Nigdy nie grał tego drugiego, ale zdawał sobie sprawę, że w przypadku tego chłopaka to nie przejdzie i za jakiś czas będzie musiał skapitulować. No właśnie, jeżeli będzie następny raz. Przejechał dłonią po jego włosach, delikatnie zaczesując je za ucho. – No idź. Przyjdę zaraz. – mruknął i z zamkniętymi ślepiami zdawał się odlatywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 9:00 pm

— Puszczaj — warknął, odtrącając siłą jego dłoń trzymającą go za podbródek. Wręcz nie znosił, gdy ktokolwiek mu tak robił. Przypominały mu się wtedy czasy, kiedy chodził do szkoły w wieku lat dwunastu. Dręczył go wtedy o rok starszy chłopak i choć Alistair przeciwstawiał mu się raz po raz, często przychodziło mu obrywać za siebie lub innych. Bryden, bo tak miał na imię ów łobuz, wykonywał identyczny gest, który przed chwilą zrobił Leo, kiedy już kończył pastwić się nad Bishopem. Van Graaf nie mógł rzecz jasna tego wiedzieć. Alistair nie był na niego zły, ale i tak nie mógł uchronić starszaka przed tą nagłą reakcją. Na razie nic więcej się do niego nie odezwał.

Czarnowłosy potrzebował chyba kilku chwil sam na sam. Wyjście do łazienki było strzałem w dziesiątkę. Zaczął zbierać się z łóżka. Zatrzymał się na chwilę, czując obcą dłoń w swoich włosach i odwrócił się do Leo, uśmiechając się do niego niemrawo. Potem wstał, na odchodne delikatnie przejeżdżając palcami po brzuchu Szwajcara i opuścił jego towarzystwo, chociaż zostawił uchylone drzwi, jakby w zapraszającym geście.

Prysznic Leo wydawał się Bishopowi olbrzymi. Spokojnie zmieściłyby się w nim ze trzy osoby. Alice natychmiast odkręcił gorącą wodę. Szyby bardzo szybko przestały być przezroczyste z powodu nagromadzonej pary. Opuścił głowę w dół, pozwalając kroplom bezpośrednio zbombardować jego włosy i barki, a potem podążyć w dół ciała. Zamknął oczy i zaczął się zastanawiać. Co tak właściwie przed chwilą zrobił? I z kim? Przecież obaj uważali się za przyjaciół, nie? Co tak naprawdę czuje do niego Leo? I chyba najważniejsza sprawa: kim dla niego był ten blondyn?

Siatkarz zdążył umyć włosy i całe ciało, ale jakoś tak nie miał ochoty wychodzić. Zamiast się cieszyć, posmutniał. Może dlatego, bo przez ostatnie dni czuł się taki samotny? Albo nie był do końca pewien słuszności tego, co przed chwilą zrobił? A może chodziło o coś zupełnie innego? Stał tak, przodem do ściany, lekko pochylony... Miał wrażenie, że wchłonął już hektolitry wody, nie ruszając się z miejsca, jednak ciągle było mu mało.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Sob Gru 06, 2014 9:16 pm

Tymczasem Leo, nieco zdezorientowany jego reakcją leżał… Leżał w ciemnym, gorącym pokoju gdzie jeszcze unosił się ten charakterystyczny zapach. Wyglądało na to, że ten gest nie spodobał się Bishopowi. Cóż… miał do tego pełne prawo. Oddech Leo powoli się stabilizował. Usłyszał puszczaną wodę. No nic. Podniósł się i usiadł na krawędzi łóżka, zbierając talerze z podłogi, odłożył je na biurko, organizując trochę wolnego miejsca. Niedbale rzucone ciuchy, szybko zostały złożone we wprawionych dłoniach Leo. Może i po jego pokoju nie było tego widać ale bardzo lubił porządek. Przy okazji pościelił łóżko i jeszcze nim wszedł do łazienki, otworzył uchylnie okno by się wywietrzyło. Nadal męczył go ten niemrawy uśmiech przyjaciela, którym go obdarował gdy wstawał. No, no… kac moralny chyba dopadł go szybciej niż ten mógł przypuszczać. Leo nadepnął na chłodne kafelki wchodząc do łazienki i zamknął za sobą drzwi. Od razu zmierzył pod prysznic i stanął za Bishopem, tak by mieć go między rękoma opartymi o ścianę. Czule pocałował go w łopatkę. – Co jest? – mruknął głosem, który nie wnosił sprzeciwu. Oparł czoło gdzieś na wysokości jego karku, czekając na odpowiedź. Woda powoli obmywała jego ciało, sam jednak po krótkim czasie odkręcił nieco więcej zimnej wody. – Nie bierz prysznica w tak gorącej wodzie bo zemdlejesz. – mruknął, dalej czekając na odpowiedź Bishopa. W końcu jednak skapitulował i cicho westchnął. – No chodź tu… - mruknął, obracając chłopaka przodem do siebie po czym najzwyczajniej w świecie go do siebie przytulił, opierając jedną z dłoni na jego potylicy, a drugą oplótł go w pasie. On też potrzebował czułości to nie było tak, że Leo nie posiadał żadnych uczuć… - Co się dzieje, Biszkopt? – zaczął i palcami delikatnie odgarnął jego grzywkę z twarzy, jednak dalej trzymał go blisko siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   

Powrót do góry Go down
 
Kamienica panów Van Graaf
Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
 Similar topics
-
» "Czarna kamienica" Shasamo.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Kamienice-
Skocz do: