IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kamienica panów Van Graaf

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
AutorWiadomość
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Wto Gru 16, 2014 11:26 pm

No i ładnie. Czarny z chłopaków poszedł do góry. Teraz Leo mógł odetchnąć ale… Nie zapowiadało się łatwo. Trzeba było wyprać trochę rodzinnych brudów. Nada wściekły, czekał na słowa swojego brata. – To teraz pomyśl mój inteligentniejszy bracie. – warknął i przetarł twarz dłonią. – Zastanów się. Uciekam ze Szwajcarii przed ojcem i starszym bratem. Bo tak było.. to była ucieczka od nich. Oferujesz mi swoją pomoc. Zgadzam się bo jesteś jedyną osobą z rodziny do której żywię pozytywne uczucia po czym tak jak obiecałeś. Przyjeżdżasz do mnie ale informujesz, że nagle obierasz posadę w mojej szkole! Jakby innych było mało! – Leo wykrzyczał ostatnie słowa i zagryzł zęby. – Nie rób z siebie niewiniątka. Po prostu przemyśl jak to wyglądało. – nieco ściszył głos, starając się uspokoić. Gdy poczuł agresywny dotyk na ramieniu, jego mięśnie od razu się spięły, a dłoń zacisnęła się w pięść. Jednak… nic nie zrobił. Lekko drgnął, hamując wcześniejsze instynkty. Czyżby apogeum kłótni miało dopiero mieć miejsce? Pariston uderzył w najczulszy punkt jaki mógł. Kiedy usłyszał o teorii brata najpierw zrobił się czerwony a później jakby zaczęło wszystko z niego parować. Zerwał się na nogi, zepchnął rękę Paristona i lekko odepchnął go do tyłu. – Do cholery. Czy ty jesteś nienormalny?! – uczucia Leo zostały nadszarpnięte. – Jak mogłeś pomyśleć, że to wszystko to tylko dlatego żeby zrobić Ci na złość?! Cały świat się dookoła ciebie nie kręci. – teraz struny głosowe Leo miały popuszczone wodze. Emocje tak a nie inaczej wpłynęły na tonację, co doskonale mogli usłyszeć chyba nawet sąsiedzi. O ile byli w domach. Leo się rozbujał. – Wy wszyscy z tego domu jesteście nienormalni! Nie rozumiecie ludzkich uczuć?! Myślisz, że byłbym w stanie coś takiego zrobić?! – Zapanowała nagle cisza. Leo... miał zaszklone oczy. – Nigdy w naszym domu, nigdy nie słyszałem żeby ktoś komuś wyznawał miłość. Podobno dziecko nie kochane nie będzie umiało kochać! Ojciec dlatego przeniósł mnie w Szwajcarii do innej szkoły bo dowiedział się o mojej orientacji! Ja go kocham, kocham Bishopa, a wam jest nic do tego! – wrzasnął chyba na całe gardło, przysłonił twarz dłonią, odwrócił się. – Jeszcze pogadamy. – powiedział już nieco cichszym, łamiącym się głosem i wbiegł po schodach do góry, prosto do pokoju w którym czekał Bishop. Otworzył drzwi i z hukiem je zamknął. Nie patrząc nawet na chłopaka wszedł do łazienki i wciągnął na tyłek spodnie, które gdzieś tam w kącie leżały. Podszedł do lustra i widząc swoje odbicie z zaszklonymi oczami… osłabł jeszcze bardziej. Oparł dwie dłonie na zlewie i na wyprostowanych rękach tak stał. Opuścił głowę i… nie wiedział co ma zrobić. Kotłowało się w nim tak wiele emocji, a w dodatku okazał się mazgajem, którego poniósł moment. Musiał się uspokoić by Bishop nie zobaczył go w takim stanie. Lew Leo nie może przecież beczeć!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Pariston
Nauczyciel Geografii
avatar

Liczba postów : 20
Join date : 28/11/2014
Skąd : Szwajcaria, ZuG

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Czw Gru 18, 2014 11:43 am

-No to widać, że nic mnie nie poznałeś przez te 18 lat... Nigdy nie byłem przeciwko tobie. Lepiej żebyś Ty trochę pomyślał, mój młodszy i agresywny Bracie.- Dodał odrazu kiedy usłyszał wypowiedź Leonarda. No z jednej strony miał racje, ale normalni ludzie nie rzucają oskarżeniami oraz nie krzyczą, do osoby którą znają całe życie.

Dalej było jeszcze gorzej. -Dlaczego tak pomyślałem?! BO SIĘ WYDARŁEŚ TAK WCZORAJ! I zrozum, że Ty też nie jesteś pępkiem świata!- Tutaj już emocje sięgnęły swego szczytu. Jak widać to będzie wreszcie normalna kłótnia gdzie obie strony będą na siebie krzyczeć. -Rodzice mają już NAS gdzieś, zajmują się firmą oraz swoimi sprawami! A Ty dalej myślisz, że każdy na świecie chce CIĘ KONTROLOWAĆ!- Po wydarciu się zaczął mocniej dyszeć. Mało co był doprowadzany do tego stanu, ale jak widać jego młodszy Brat potrafi go bardzo szybko doprowadzić do tego stanu emocjonalnego.
Dalej nastała Cisza, gdzie przed nią Leonardo wydarł się że wszyscy w tej rodzinie są nienormalnie, no tutaj trzeba było się zgodzić... to nie była normalna rodzina.
Pariston teraz już nie zabierał głosu, tylko słuchał, powiedział co miał powiedzieć i koniec. Wyjaśnił wszystko no i dowiedział się, że jednak kocha jego Brat tego Bishopa.

-No chociaż tyle dobrego...- Powiedział do siebie Blondyn lekko uspokojony, po tym kiedy jego młodszy Braciszek pobiegł do góry. Miał nadzieje, że chociaż wszystko się ułoży.
-Jak widać w tym jesteśmy zgodni zgodni.- Uśmiechnął się lekko do siebie idąc do kuchni by zrobić kawę. A w czym są zgodni? No cóż, każdy z nich woli Mężczyzn zamiast Kobiet.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bishop
Kapitan drużyny siatkarskiej
Captain Awesome ♥
avatar

Liczba postów : 81
Join date : 26/01/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Czw Gru 18, 2014 7:47 pm

Bishop nie słyszał nic z tego, co wykrzykiwali do siebie bracia Van Graaf. Albo ten dom miał ekstremalnie tłumił wszelki dźwięk, albo czarnowłosy po prostu był zbyt zajęty intensywnym rozmyślaniem na temat słów Paristona i zwyczajnie żadne wrzaski z zewnątrz nie były przez jego mózg rejestrowane. W dodatku, kiedy młodszy z gospodarzy wparował do pokoju, Alistair całkowicie go zignorował. Nie podniósł do góry głowy, nie drgnął.

Był w kropce. Trudno mu było myśleć racjonalnie w obecnej sytuacji. Zwykle potrafił zachować zimną krew i nie poddawał się skrajnym emocjom, ale teraz było inaczej. Z drugiej strony, miał pewne przebłyski. Po co Leonard miałby mu wczoraj mówić te wszystkie rzeczy? Dla żartu? Wydawał się wtedy śmiertelnie poważny. A może chciał po prostu uśpić uwagę siatkarza? Może miało go to przekonać do kolejnych zbliżeń? Wyłącznie jedna rzecz dzieliła teraz Bishopa od skonfrontowania tych pytań z blondynem, a mianowicie obawa przed potwierdzeniem jego wątpliwości. Atmosfera zrobiła się na tyle nieprzyjemna, iż osiemnastolatek postanowił wrócić do akademika.

Wstał, przeciągając się, a potem apatycznym krokiem ruszył w kierunku łazienki. Wchodząc do niej, spojrzał na połowicznie roznegliżowanego (przynajmniej kretyn spodnie założył!) Szwajcara, podszedł do niego i przytulił go, przyciskając jego plecy do swojej klatki piersiowej. — Herbatę znajdziesz w drugi pokoju — obwieścił, mrucząc niewyraźnie. Trzymał Leo w swoich objęciach, niczym imadło. Nie pozwalał wykonać mu nawet najmniejszego ruchu. Jeszcze trochę i pewnie miałby problemy z oddychaniem. — To ja już sobie pójdę... — dorzucił naprędce i w tym samym momencie całkowicie puścił blondaska, odwracając się od niego z łbem wbitym w ziemie. Czuł się paskudnie. Nie czekając na nic, zaczął iść w kierunku wyjścia z łazienki, a potem z pokoju.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Czw Gru 18, 2014 8:53 pm

Leo stał tak, wpatrując się w zlew. Buzowały w nim emocje ale to też wyzwoliło silniejsze analizowanie sytuacji i burzę myśli. Wtedy to wszedł Bishop który… obdarował go swoim ciepłem. W przenośni i dosłownie.. Leo musiał porządnie zacisnąć zęby. Przetarł oczy wierzchem dłoni, wziął kilka głębszych oddechów. – Czekaj. – powiedział nieco łamiącym się głosem. – Czekaj. – powtórzył już z prawie naturalnym naciskiem, a także ruszył wprost za Bishopem i zatarasował mu drogę z pokoju. – Ja wiem, że teraz gadanie, że to nie tak jak słyszałeś, nie ma sensu. W sercu zawsze coś pozostanie co budzi niepewność. Dlatego chodź teraz ze mną, proszę. – Powtórzył z naciskiem. – Chodź ze mną, chce Ci coś pokazać. Później odprowadzę Cię do akademika. Dobrze? – zagadnął, opierając dłoń na policzku Alistaira. Wpatrywał się w jego ślepia. Nie miał zamiaru go puścić. Nie teraz kiedy jego brat tak się zagalopował. – Biszkopt. Proszę Cię. – przewrócił ślepiami. – Chodź i nie grymaś. Nie zostawię Cię w takim humorze. To mój obowiązek by Ci go poprawić i zrobię to z przyjemnością. – rzucił i pędem podszedł do szafy. Otworzył ją, wrzucił na siebie koszulkę a następnie szarą bluzę. Pozbierał z półki wszystkie swoje rzeczy jak portfel oraz klucze. – Idziemy. A spróbuj uciec to Ci takiej siary na ulicy narobię, że nie zapomnisz jej do końca życia no i przy okazji część mieszkańców także nie zapomni Alistaira Bishopa. Co wolisz? – dość niepewnie wyszczerzył się w swoim standardowym uśmiechu. – To dalej, idziemy. – złapał go za rękę i splótł jego palce ze swoimi. Nie bacząc na to czy na dole jest jego brat czy nie zszedł wprost do przedpokoju gdzie przysiadł, zakładając buty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leon

avatar

Liczba postów : 85
Join date : 28/11/2014

PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   Wto Lut 03, 2015 5:01 pm

W końcu Leon nie wytrzymał i coś w nim pękło. Puścił rękę Bishopa i bez słowa znikł w swojej pracowni. Trochę hałasu, dodatkowo nieco dużego hałasu i plus kilka razy dosłowny rumor jakby postanowił powyrywać cegły ze ścian. Miał zaciśnięte usta, więc bez słowa wybył z pokoju mając na grzbiecie duży plecak i ogromną, sportową torbę na ramieniu. Co wyprawiał? Nie trzeba było być aż tak spostrzegawczym by dostrzec, że młodszemu z rodu się przelało i.. wyprowadza się. Zszedł żwawym krokiem na dół i wciągnął buty. Wyszedł, nawet nie trzaskając drzwiami. Nasunął kaptur na oczy i poszedł na przystanek. Raczej wiedział gdzie jedzie.
[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kamienica panów Van Graaf   

Powrót do góry Go down
 
Kamienica panów Van Graaf
Powrót do góry 
Strona 4 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4
 Similar topics
-
» "Czarna kamienica" Shasamo.

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Kamienice-
Skocz do: