IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Główna siedziba RoboticsUNION

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Nie Maj 04, 2014 9:24 pm

Dante nie był kretynem. Pozostawił te kilka dni szefowi, pozwalając mu odzyskać panowanie nad sobą i względnie pogodzić się z nową sytuacją. Przez ten czas posłusznie pojawiał się w firmie, poznając nowych ludzi i wyciągając od nich wszelkie potrzebne mu informacje. Nie spędzał zbyt wiele czasu za biurkiem, raczej krążył pośród ludzi, a gdy już był zmuszony do pilnowania swojego stanowiska, urozmaicał sobie czas czytaniem książki na tablecie. Był spokojny, cierpliwy i metodyczny. Ubierał się również w miarę porządnie, by nie rzucać nikomu w oczy. Ludzie dziwili się, że ktoś z tak ściętymi włosami i kolczykami ma posadkę w firmie, ale szybko większa część straciła zainteresowanie, gdy dostrzegła, że nic ciekawego nie ma on do powiedzenia. Grał kompletnie nudnego faceta, którego jedyną wadą jest miłość do piercingu. Wątpił, by ciekawscy długo wytrzymali, dlatego od razu podchodził do każdego i zagadywał. Informacja była dla niego najważniejsza. Już po dwóch dniach znał opinię znacznej części pracowników na temat ich szefa. I zdawała się ona być całkiem niezłą. Gdyby faktycznie jego mroczna, medyczna przeszłość znalazła się w dziennikach, mogliby przeżyć niezły szok i zacząć się masowo zwalniać. Tym lepiej, większa motywacja dla wielkiego hrabiego.
Zresztą, brunet samych pracowników biurowych traktował bez zainteresowania. Najwięcej czasu poświęcił odkrywaniu strażników i recepcjonistek. Oni mieli rzeczywistą władzę w tym budynku. Dlatego wiedział, jak rzadko szef wydostawał się z budynku. I ile czasu w nim spędzał. Ba, posunął się nawet do tego, że spędził pewną część swojego wolnego czasu niedaleko „pokoju władzy” - zarządzaniu monitoringiem. Gdy odkrył, gdzie konkretnie są kamery (wszędzie), zaplanował swoje posunięcia. I tym sposobem w odpowiednim czasie znalazł się na parkingu, nonszalanckim krokiem przemierzając odległość między bocznym wejściem, a samochodem pana Waddingtona.
- Pomyślałem, że podwiezie mnie pan do mojego nowego mieszkania - odparł z prostotą Dante. Nie zarządał kluczy natychmiast po spisaniu umowy, ale uznał, że te dwa dni w zupełności wystarczą na załatwienie wszystkich formalności w tej kwestii. W końcu blondyn był prawnikiem, ba! szefem RoboticsUNION, na pewno nie zostawiał takich ważnych spraw na ostatnią chwilę. Stanął tuż przy blondynie, utrzymując jednak pewną odległość, w żaden sposób nie demonstrując nad nim swojej wyższości, oprócz słownego ataku. Wiedział, że są kręceni. Nie chciał, by po firmie rozpełzły się niepotrzebne plotki. Miał być tylko zwykłym pracownikiem, który może ma odrobinę lepsze kontakty z niejakim hrabią Sandwich. Nic poza tym.
Takie informacje mogłyby zostać wykorzystane zarówno przeciwko jednemu, jak i drugiemu mężczyźnie. Do tego dopuścić nie zamierzał, miał być absolutnym władcą zarówno swojego życia, jak i opornego blondyna. Uśmiechnął się do niego kątem warg i okrążył auto, zatrzymując się przed drzwiami od strony pasażera.
To nie to, że nie umiał prowadzić. Nie cierpiał tego. A zrobienie z szefa szofera było niesamowicie pociągającą wizją dla dwudziestojednolatka. Podczas takiej jazdy może dojść do różnych ciekawych sytuacji. Swoją drogą, Dante nie był pewny, ile dowiedział się o nim prezes. Na pewno nie pozostawił go w spokoju, jednak pytanie brzmiało, czy wiedział coś ponad ogólne informacje, które były dostępne bez specjalnych poszukiwań? Młody Arrow nigdy nie był idealnym obywatelem, miał kuratora, nie skończył szkoły, był synem mafioza, często się bił, no i nie krył ze swoimi preferencjami seksualnymi, ale to było zawsze przemyślane. Buntował się i brał pod uwagę, że kiedyś ktoś zechce wykorzystać takie informacje. Dlatego były ogólnie dostępne.
Za to takich rzeczy, jak prywatnych kochanków, już nie udostępniał. Jak i planowanie przejęcia władzy nad imperium majątkowym ojca. To było ściśle tajne i dawało mu poczucie bezpieczeństwa, oraz władzy. Było jego prywatną sprawą.
Przesunął palcami po wystających z ucha kolcach i uśmiechnął się pod nosem. Był ciekaw, jak bardzo wysoko podskoczy stawka i które z zachowań wybierze blondyn. Pełną ugodę, czy walkę o swoje? W obu przypadkach zamierzał go wykorzystać. Nie tylko w formie ruchomego bankomatu, ale i człowieka z krwi, kości i... Ciała. Oj tak, szczególnie ciała.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Nie Maj 04, 2014 9:26 pm

To oczywiste, że w ciągu tych kilku ostatnich dni nie próżnował, nigdy tego nie robił. Nie tylko zajął się problemami dnia codziennego, przede wszystkim skupił się na osobie swojego szantażysty. Rzecz jasna załatwił na samym początku wszystkie formalności dotyczące sfinalizowania umowy. Najpierw zajął się znalezieniem mu odpowiedniego stanowiska, na którym nie będzie zwracał na siebie zbyt wielkiej uwagi. Tak jak wcześniej obmyślił, załatwił mu niezbyt wymagającą posadę w dziale marketingu i wcisnął go do jedynego pustego biura, nie tak zaraz wielkiego, lecz za klitkę też go nie można był uznać. Szefowi działu szybko wyjaśnił, że jest to syn dawnego znajomego, co właściwie było prawdą, ale niezależnie od prawdomówności dyrektora szef działu nie mógł protestować. Potem zajął się kwestią zakwaterowania. Może już udostępnić swojemu nowemu pracownikowi ogromne i przede wszystkim luksusowe mieszkanie opłacone na rok z góry. Wszelkie dodatkowe koszta również obiecał pokryć, jednak bardziej obawiał się tego, że tak koszmarny osobnik nie będzie potrafił koegzystować z innymi osobami mieszkającymi w tym samym kompleksie apartamentowców. Na koniec zaczął zdobywać o nim wszelkie możliwe informacje. Tak jak twierdził od samego początku ich znajomości, nazywa się Dante Arrow i jest synem Arrowa, którego hrabia zna ze swojej mrocznej przeszłości. Ma dwadzieścia jeden lat, więc jest stosunkowo młody, mimo to już zdążył spieprzyć sobie życie. Siedział w więzieniu przez jakiś rok i dozór nad nim sprawuje kurator. Z innych ciekawostek wynika, że wcale nie przeszkadza mu seks z mężczyznami. Szantażysta niczego nie ukrywał, informacje te były w pełni jawne, jednak jeśli ktoś jest odpowiednio zdeterminowany, potrafi dokopać się do najgorszych burdów. Przede wszystkim zrobił małe rozeznanie wśród ludzi starszego Arrowa, oczywiście nad wyraz dyskretnie, dzięki czemu dowiedział się, że synalek mafioza próbuje podkopać pozycję ojca. To tylko plotki, dowodów żadnych nie ma, ale jeśli cierpliwie takowych poszukać, to na pewno się znajdą. Blondyn postanowił na razie milczeć i nie wyjawiać żadnych swoich podejrzeń, po prostu poczeka aż smarkacz popełni jakiś błąd. Gdy tylko powinien mu się noga, Waddington natychmiast to wykorzysta.
- Jakbyś miał własny samochód, to nie musiałbyś tyle myśleć - odpowiedział nad wyraz spokojnie, przez co zabrzmiał wręcz sztucznie. Nie podobało mu się to, że teraz ma odgrywać rolę szofera, jednak inna kwestia zajmowała go jeszcze bardziej. Oczywistym było to, że Dante nie usiądzie z tyłu, od razu stanął przy przednich drzwiach od strony pasażera, jasno wskazując na to, iż pragnie usiąść z przodu obok kierowcy. Ich bliskość podczas jazdy była czymś, czego blondyn wolał uniknąć, mimo to nie śmiał też zaprotestować.
Wreszcie wyjął dłoń z kieszeni wraz z kluczem od samochodu i za pomocą kliknięcia odpowiedniego przycisku wyłączył alarm oraz otworzył drzwi pojazdu. Jak zwykle duma była nieodłączną cechą dyrektora RoboticsUNION, była ona również obecna w każdym jego ruchu, a przecież wsiadał tylko do auta, aby na spokojnie rozsiąść się przed kierownicą. Spokojnie otworzył swoją skórzaną teczkę i wyjął z niej papierową, którą podał brunetowi. Bez słowa rzucił skórzaną teczkę na tylne siedzenie, zwyczajnie nie miał ochoty na subtelności względem rzeczy martwej, kiedy musi cierpliwie znosić Dantego.
- W środku znajdziesz klucze od mieszkania i umowę najmu, którą podpisałem w twoim imieniu. Wszystko zgodnie z prawem. Mieszkanie jest na ciebie, ale wszystkie zobowiązania finansowe biorę na siebie ja, a właściwie moja firma. Wszystko masz szczegółowo wyjaśnione w załączniku do umowy.
Może i starał się zmienić swoją postawę na bardziej ugodową, jednak nie mógł wyplewić ze swojego głosu nuty zadziorności. Wciąż w głębi ducha się buntował, jakby rozpaczliwie próbował umknąć przed władzą uzurpatora. Trudno mu pogodzić się z tym, że ktokolwiek może go w jakikolwiek sposób wyzyskiwać, nigdy wcześniej coś podobnego w jego życiu nie miało miejsca.
Zapiął pasy, następnie umieścił klucze w stacyjce i przekręcił. Odpalił silnik, następnie ruszył z parkingu w kierunku nowego gniazdka Arrowa. Może w nim robić co chce, byleby tylko za bardzo nie przeszkadzał żyć innym mieszkającym w tym samym budynku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Nie Maj 04, 2014 9:28 pm

Prezes RoboticsUNION niepotrzebnie się przejmował koegzystencją swojego szantażysty z innymi mieszkańcami apartamentowca. Brunet uwielbiał prowokować, uwielbiał władać i był trochę zbyt bezpośredni w niektórych kwestiach, ale nie był kretynem, ani nie zamierzał samemu sobie robić niepotrzebnych problemów. Wbrew pozorom, potrafił się całkiem nieźle zachowywać, co świetnie demonstrował w firmie, gdy był obserwowanych przez innych, lub przez kamery. Uśmiechał się, potakiwał, i generalnie sprawiał wrażenie zwyczajnego człowieka, który nikomu nie przeszkadza, oprócz może estetów wizualnych, którym przeszkadzały kolczyki i wyzywająca fryzura. Oprócz tego był całkiem przeciętny.
A przynajmniej taki się zdawał. Musiał opanować do perfekcji sztukę kamuflażu, by kurator się od niego odpieprzył. W rzeczy samej, dopiero co udało mu się zdobyć od niego zgodę na samodzielne życie. Wciąż jednak był na celowniku, dlatego potrzebował pracy. I w tym akurat momencie tatuś okazał się być przydatną i nadmiernie wylewną osobą. Niesamowicie szczęśliwy zbieg okoliczności, bez dwóch zdań. Dzięki niemu miał na sporo czasu święty spokój od prawa. Mógł zająć się w końcu powolnym zdobywaniem reputacji u znajomych rodziciela, oraz pomnażaniem własnych pieniędzy... No i drobnymi rozkoszami cielesnymi. Tak na przykład w tym momencie, gdy dumny Waddington wyłączał alarm, on nie potrafił powstrzymać się od wodzenia po nim wzrokiem. Facet im bardziej niezależny i twardy się zdawał, tym bardziej pociągał bruneta. Gdyby był tego świadom, zapewne spróbowałby chociaż zmienić swoje zachowanie. A tak sam prowokował prowokatora. Absolutny pech.
Brunet otworzył sobie drzwiczki, a potem przesunął dłonią po siedzeniu, jakby sprawdzając jego stan. Dopiero w momencie, gdy upewnił się, że jest czyste, puste i nie posiada żadnych ukrytych kolców, usiadł na nim i... Zapiął pas. Miał naprawdę sporo swoich małych manii, a czystość i bezpieczeństwo podczas jazdy plasowały się na samej górze listy. Blondyn mógł się poczuć urażony, ale i tak nie miał nic do powiedzenia w tej kwestii. I taki stan rzeczy zamierzał utrzymać Dante.
Przyjął teczkę i otworzył ją, przeglądając zawartość. Klucze niemal natychmiast powędrowały do wewnętrznej kieszeni marynarki, a on skupił się jedynie na analizowaniu umowy. Wszystko się zgadzało. Nie przyjął tego tym razem z wielkim szokiem, ale wciąż nie rozumiał zachowania Gustava. Przymknął oczy, odkładając papiery na kolana i rozciągając się na fotelu. Przez dłuższą chwilę milczał, rozważając wszystkie aspekty ich sytuacji. Bez wątpienia blondyn doszedł do wniosku, że im grzeczniejszy będzie, tym szybciej straci na „nowości”. Żaden z niego zakazany owoc, jak tylko spojrzeniem, albo nutą w głosie pokazuje swoją niechęć, wypełniając wszystkie polecenia co do joty. Spokojnie, spokojnie, każdego da się wyprowadzić z równowagi, grunt to poznać dobry środek i nie przeholować w drugą stronę.
Okolczykowany mężczyzna wrócił z powrotem do rzeczywistości.
- Jestem pod wrażeniem - rzucił w powietrze, poprawiając się na fotelu, pozornie niezadowolony z pozycji. Tak naprawdę po prostu czuł się cholernie niepewnie w aucie. Nigdy w życiu nie okazał w nim strachu, nawet podczas nauki jazdy, ale nie zmieniało to faktu, że powyżej trzydziestu kilometrów na godzinę zaczynało mu się robić niedobrze. Autostrada była dla niego rzeczywistym piekłem, nie zbliżał się do niej nawet na piechotę. Cała ta podwózka to nie był jednak dobry pomysł, nie zamierzał się jednak z niego wycofać. Po prostu w momencie, kiedy prędkość przestała mu się podobać, zmusił się do przekrzywienia głowy i przesunął dłonią po włosach blondyna. Reakcje miał dwie: zwolnić, albo przyspieszyć. Tak czy inaczej Dante uzyska pretekst do skomentowania jego stylu jazdy i przebiegnie to całkiem naturalnie, bez uwidoczniania jego słabości. Istniała jeszcze trzecia możliwość – nic nie zrobi.
Cóż, wtedy Arrow posunie się do bardziej bezczelnych zachowań. Gdzieś w głębi ducha zmobilizował się do krótkiego, szybkiego błagania, by to jego mieszkanie nie znajdowało się już bardzo daleko. Nie cierpiał środków motoryzacji, a już zwłaszcza czterokołowych. Preferował piechotę, ewentualnie środki komunikacji (zbawienne metro!).
Dłoń dwudziestojednolatka przesunęła się po włosach w dół, na policzek mężczyzny. Przez chwilę tkwiła tam bez ruchu, by podążyć dalej, na szyję. Paznokcie znowu zaznaczyły delikatną skórę, a sam brunet przez chwilę pogrążył się w rozmyślaniach, jak też jego szef wygląda bez koszuli. To życzenie zamierzał dzisiaj doprowadzić do spełnienia.
Spełnienia. Jakie piękne słowo...

[z/t] x2
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Czw Cze 12, 2014 7:24 pm

Nie myślał zbyt wiele o wydarzeniach z ostatniego wieczoru, po prostu rzucił się w wir pracy, zamykając się w swojej pracowni. Tylko ślady po mocnych wiązaniach krawatu na nadgarstkach i szyi sprawiały, że nieświadomie powracał do nieprzyjemnych zdarzeń. Pamiątki na nadgarstkach łatwo było ukryć, gdyż przysłaniały je w większej części mankiety koszuli, jednak czerwonego otarcia na szyi nie dał się ukryć pod materiałem. Wolał nikomu nie pokazywać się na oczy w takim stanie, dlatego polecił swojej sekretarce, aby przełożyła wszystkie jego dzisiejsze spotkania, również poprosił o niełączenie żadnych rozmówców i niewpuszczanie nikogo.
Ukryte przejście z gabinetu do pracowni obecnie było otwarte na oścież, czego nie dałoby się nie zauważyć, gdyż wielka szafa była widocznie odsunięta. Dyrektor majstrował przy jakimś elektronicznym gadżecie w celu zdobycia potrzebnej mu części, jednocześnie kreślił jakieś plany, dokonywał kolejnych obliczeń. Mruczał przy tym coś pod nosem, czekając na kubek gorącej kawy, o który już wcześniej poprosił panią Murphy. Kiedy usłyszał za sobą kroki, nie oderwał się od pracy, jedynie wyciągnął rękę po swoją kawę.
- Bardzo dziękuję, pani Murphy. Proszę mnie teraz zostawić samego.
Chwila czekania na podanie naczynia wzbudziła jego podejrzenia. Niechętnie odsunął od siebie pracę, aby spojrzeć za siebie. Intuicja go nie myliła, zobaczył Arrowa, który zapewne przyszedł po to, aby kolejny raz podrażnić Waddingtona. Czyżby do głowy wpadły mu kolejne absurdalne rozkazy? Z całą pewnością tak było, w końcu nie przyszedłby do blondyna w innym celu.
- Czego chcesz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Czw Cze 12, 2014 7:26 pm

Młody Arrow nie musiał opierać się chęci odwiedzenia swojego szefa. Szczególnie ten jego ostatni, niepokorny wybryk go do tego motywował. Nie lubił, gdy coś pojawiało się przed jego nosem, a potem po prostu znikało. A wargi blondyna zniknęły mu kilkakrotnie. To potęgowało zaciekawienie. Tak samo, jak kawałek ciała mężczyzny. Chciał zobaczyć więcej, ba! chciał spróbować więcej. Od dawna nie czuł takiej fascynacji, dlatego też nie zastanawiał się dwa razy wjeżdżając windą na piętro, gdzie mieścił się wielki pan prezes RoboticsUNION. Przywitał się grzecznie z sekretarką, zamienił kilka miłych słów, a potem zaoferował, że sam zaniesie kawę dla szefa. Oczywiście, wspaniała pani Murphy normalnie nigdy by nie przystała na taką propozycję. Wystarczyła jednak odrobina miłej i ledwie dostrzegalnej manipulacji, by dumy Dante przekroczył próg gabinetu blondyna z kawą w dłoni.
Nawet nie rozglądał się po pomieszczeniu, od razu jego wzrok spoczął na przesuniętej szafie. Zmarszczył brwi, lekko zaskoczony, zbliżając się do tego miejsca i badając uważnie cały mechanizm. Dopiero w momencie, gdy usłyszał jakiś dźwięk dochodzący z wnętrza, zdecydował się przekroczyć próg. Stanął w drzwiach i przesunął wzrokiem po całej pracowni Gustava, mimowolnie zaskoczony. Nie oczekiwał, że wielki prezes AŻ TAK wpływa na rozwój firmy. Powąchał kawę i upił łyka, spoglądając z uniesionymi brwiami na obróconego do niego tyłem mężczyzny. Uśmiechnął się pod nosem, czekając cierpliwie, aż ten się obróci.
- Dzień dobry - mruknął z rozbawieniem, odsuwając w końcu kubek i podając go hrabiemu. Zbliżył się przy tym do niego o kolejne kilka kroków, by ostatecznie zerknąć mu przez ramię. Rozłożone notatki, częściowo otwarty sprzęt, oraz potrzebny do tego sprzęt przyciągnęły jego spojrzenie i wzmogły ciekawość. Nigdy nie zajmował się bezpośrednio takimi rzeczami, dlatego też wizja nowego zajęcia umysłu przyciągnęła całą jego ciekawość. Okrążył stół i usiadł na nim, rozpinając mankiety, by mógł wygodniej usiąść.
- Opowiedz mi o tym, co robisz. -
Polecił z prostotą. Życzenie nie było specjalnie wymyślne, ani też uwłaczające. Można było nawet odnieść wrażenie, że Dantego szczerze zainteresowała kwestia pracy szlachcica. Oparł się dłońmi niedaleko, by mieć na wszystko odpowiedni widok, ale jednocześnie niczego nie dotykał, ani tym bardziej nie zrzucał. Nie domagał się też specjalnej uwagi, chociaż ciężko było na niego kompletnie nie patrzeć. Miał na sobie czarne spodnie od garnituru, porządną, dopasowaną koszulę koloru białego, a gdy podwinął rękawy, można było dostrzec opatrunek, pod którym krył się stosunkowo świeży tatuaż. Robił go już miesiąc i wciąż nie mógł dokończyć, bo cały czas zarówno on, jak i artysta, dostrzegali miejsca, które należało poprawić, albo coś dodać. Swoją ostatnią wizytę w salonie miał tuż przed pojawieniem się z aktami zmarłych u Gustava. Nie była ani specjalnie długa, ani bolesna, dopiero potem tatuaż zaczął dawać się we znaki, dlatego brunet wciąż trzymał opatrunek. Tak czy inaczej dało się dostrzec wyraźny zarys węża. Nieodłącznym elementem całego stroju Arrowa były oczywiście wszechobecne kolczyki. Gdy patrzyło się na jego twarz, można było zacząć się zastanawiać, czy ma je również gdzieś poukrywane, w miejscach bardziej... Intymnych, mówiąc delikatnie.
- Nie powinna się tym zajmować jakaś ekipa twoich pracowników? -
Dodał po chwili namysłu, marszcząc brwi z konsternacją. Przesunął językiem po dolnej wardze, ukazując wbitą w niego kuleczkę. Sięgnął po notatki blondyna i zaczął je przeglądać. Nie robił tego bynajmniej chaotycznymi ruchami, każdą po kolej sprawdzając wzrokiem, wyłapując znane mu fragmenty, a potem przekładając kolejną. Po dłuższej chwili odłożył je na swoje miejsce, dokładnie w tym samym układzie i wlepił intensywne spojrzenie prosto w Gustava. W tym świetle jego oczy zdawały się świecić jeszcze intensywniej niż zwykle, szczególnie to prawe, błyszczące złotym kolorem. W rzeczywistości zapewne miało naturalny bursztynowy odcień, jednak w zależności od warunków przybierało różne, przyciągające wzrok kolory. Co ciekawe, faktycznie miał dwukolorowe tęczówki. Rzadka przypadłość, ale istniejąca wśród społeczeństwa.
Przekrzywił głowę, zerkając pod innym kątem na rozkładane urządzenie. Cóż się tam takiego ważnego i ciekawego kryło?
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Czw Cze 12, 2014 7:27 pm

Niewiele osób wie, jak wielki wpływ na rozwój firmy ma jej właściciel, jednak Gustav taki stan rzeczy uznaje raczej za zaletę niż wadę. Działał w cieniu, dzięki czemu mógł w pełni swobodnie dysponować czasem oraz materiałami, które ma pod ręką. Realizacja jakiegokolwiek projektu jest mocno czasochłonnym zajęciem, mimo to nie zdecydowałby się rzucić tego zajęcia, ponieważ lubi tworzyć coś z niczego. Otoczony w tej oto pracowni przez stertę starych komputerów, zepsutych kabli, niesprawnych komórek, odtwarzaczy muzyki wszelkiego typu, a nawet całymi instalacjami elektrycznymi wyszarpanymi ścianom mieszkań czuł się jak we własnym świecie. Sam na sam rozkładał wszystkie urządzenia na części pierwsze, aby odnaleźć cenne skarby spośród tych śmieci, następnie tworzył projekty i dopasowywał wszystkie części w miarę możliwości. Czasem wystarczyło, że znalazł sprawny procesor w komórce, a już zaczynał doszukiwać się w całym tym rozgardiaszu kolejnego telefonu komórkowego, aby wyrwać z jego wnętrza przewód połączeniowy. To było jak układanie puzzli, coś pięknego.
Kiedy usłyszał jego powitanie, nad wyraz normalne, i otrzymał wreszcie kubek kawy, o którą dopraszał się już jakiś kwadrans temu (teraz przynajmniej wie, dlaczego tyle na nią czekał), spojrzał bardziej obojętnie na Arrowa, następnie powrócił do swojego zadania. Stojąc przy stole nieco zgarbionym, co rzadko się zdarza, pęsetą próbował wydobyć z cienkiego przewodu wręcz mikroskopijnej grubości miedziany kabelek, który posłużyłby mu do przeniesienia ładunku elektrycznego przy budowie kolejnego urządzenia. Zadanie niby proste, zwłaszcza, że wszystko miał już w głowie, ale dążenie do tego jednego zamysłu bywało czasem kłopotliwe. To zaledwie jedna część, jaką chce wydobyć, a przecież musi jeszcze odnaleźć w pracowni mnóstwo innych części. Na stole czekał jeszcze do rozłożenia laptop, przy nim będzie jeszcze więcej zabawy.
Oderwał się od kabla, aby spojrzeć na swojego pracownika beznamiętnym wzrokiem. To raczej nic dziwnego, że rozsiadł się na stole, bo w pomieszczeniu nie znajdowało się żadne krzesło, mimo to wciąż było to równoznaczne z całkowitym wyzbyciem się dobrych manier, przynajmniej tak odbierał to Gustav. Raczej nie popracuje w spokoju, dlatego postanowił zająć się czymś innym. Skierował się do metalowego regału, na którym leżały drobniejsze rzeczy, aby tam znaleźć dysk twardy. Już dawno miał go podrasować, ale nigdy nie znajdował na to czasu, zwłaszcza, że było to dość błahe zadanie. Teraz ma na to dobrą okazję.
- Pracuję - wyjaśnił mu w końcu dość spokojnie, lecz po chwili westchnął ciężko i odłożył dysk na swojego miejsce. Nie może pracować, gdy ktoś mu przeszkadza. - Zwyczajnie grzebię w starych częściach, aby na nowo tchnąć w nie życie, jednak obecnie zabrakło mi wizji.
Ponownie spojrzał na bruneta, tym razem bardziej uważnie, jakby to na nim chciał się w tej chwili skupić. Jak zwykle dobrze się prezentował w eleganckim stroju, choć ten gryzł się z tymi wszystkimi kolczykami oraz fryzurą młodego mężczyzny. Opatrunek na jego ręce zainteresował go dość mocno, ale oczywiście nie miał zamiaru o nic pytać. I tak kątem oka dostrzegł fragment wytatuowanego węża. Każda forma sztuki jest godna uwagi, nawet jeśli można ja uznać za niekonwencjonalną. Sam Gustav miał szacunek do tatuażystów, lecz nie pozwoliłby żadnemu na naznaczenie jego ciała. Wąż przykuł jego uwagę, jednak nie chciałby mieć go na swoim ciele.
Z ust hrabiego wydobył się cichy śmiech, gdy do jego uszu doszło pytanie Dantego. Musiał być naiwny, jeśli myślał, że wielki Waddington pozwoli na to, aby jedynie pracownicy pracowali na jego dobre imię. Może i nie jest wykształcony w zakresie technicznym, jednak ma jakąś wiedzę i potrafi ją wykorzystać w praktyce. Całkiem nieźle mu idzie tworzenie nowatorskich gadżetów, nawet kilka RoboticsUNION wprowadziło na rynek i sprzedały się całkiem nieźle.
- Specjalna ekipa też się tym wszystkim zajmuje, jednak sam lubię to zajęcie. Łączę przyjemne z pożytecznym.
W jednej chwili spojrzał mu prosto w oczy, nawet przysunął się do niego o ten symboliczny centymetr, chcąc w ten sposób pokazać, że nie obawia się już bliskości fizycznej, ponieważ ta nigdy nie będzie oddawać dystansu blondyna do osoby szantażysty. Na twarz szlachcica wkradł się chytry uśmieszek.
- Pozdrowiłeś ode mnie tatusia? - spytał z jawną drwiną w głosie, chcąc go odrobinę podrażnić. Chciałby znów zobaczyć gniew w jego oczach, bo to chyba najlepiej pasujące do bruneta uczucie. - Mam nadzieję, że jeszcze pamięta swoich starych znajomych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Czw Cze 12, 2014 7:29 pm

Oczy bruneta uważnie śledziły poczynania szefa. Spuszczał z niego wzrok tylko po to, by obdarzyć spojrzeniem resztę pomieszczenia i rozłożonego wszędzie sprzętu. To było małe królestwo Waddingtona i nie dało się tego nie zauważyć. Dlatego też brunet podziwiał wszystko, by dołożyć kolejne istotne szczegóły do swoich spostrzeżeń i informacji. Wszystko mogło okazać się istotne. Sam swego czasu przez chwilę bawił się sprzętem elektronicznym, ale było to jednak w formie mocno ograniczonej, pod postacią sprawdzania, co też kryje się we wnętrznościach urządzeń. Niewiele pamiętał z tamtych czasów, dlatego tym ciekawszy był, czym zajmuje się Gustav. Odpowiedź, co oczywiste, go nie zadowoliła. Tak samo, jak ta beznamiętność w oczach blondyna. Schował język, stukając nim lekko o podniebienie i wodząc wzrokiem po ciele szefa.
- To widzę - mruknął na pierwszą część wypowiedzi. - Dobrze się na tym znasz? - spytał, zakładając nogę na nogę i obracając się bokiem do mężczyzny. Zaczął brać po kolej do ręki każde z narzędzi potrzebnych do grzebania w urządzeniach, przeglądając je systematycznie i odkładając potem na swoje miejsce. Przygryzł lekko wargę, zamyślając się głęboko. Poruszał dłońmi powoli, nie czyniąc zbędnych ruchów, jednocześnie jednak nie dało mu się odmówić w tym zmysłowości. Każdy sprzęt brał do rąk ostrożnie, dmuchając delikatnie, by ewentualne drobinki kurzu, czy brudu zniknęły z jego powierzchni.
W końcu jednak przejrzał wszystko, co znajdowało się na stole, włącznie z laptopem. Poświęcił się tym czynnościom do tego stopnia, że kompletnie zignorował blondyna, unosząc głowę dopiero w momencie, gdy ten spojrzał mu prosto w twarz, z mniejszej odległości. Odwzajemnił uśmieszek.
- No tak, jak mógłbym wątpić we wspaniałość wielkiego szefa RoboticsUNION. - Rzucił z przekąsem, a potem złapał mężczyznę za podbródek i przybliżył mocno w swoją stronę. Ich nosy się ze sobą zetknęły, jednak, jak to zawsze bywało, gdy kontakt został zainicjowany przez bruneta, ten się nawet nie skrzywił. Przyjął na klatę tą bliskość, dmuchając powoli w usta mężczyzny. Przez myśl przeszło mu nawet pragnienie, by je podgryźć, ale ostatecznie z tego zrezygnował.
- Oczywiście, bardzo się ucieszył, że jego dobry przyjaciel postanowił zaoferować dobrze płatną pracę jego synowi. - Odparł powoli, przyciszonym głosem. Uśmiechnął się jeszcze szerzej, nie puszczając go z mocnego uścisku. Bezczelnie wpatrywał się w niego tymi kolorowymi oczami, jednocześnie drugą dłonią przesuwając po karku blondyna. Przymknął oczy leniwie, uchylając wargi i wysuwając lekko język, jakby zdziecinniałym gestem go pokazując. Albo bezgłośnie jęcząc. Tak czy inaczej, wyglądało to bardzo buntowniczo, a przy tym seksownie.
Nowa taktyka prowokacyjna opierała się na zupełnie innych założeniach, niż poprzednia. Dał sobie spokój z szantażem słownym, który i tak nie działał przy jego zachciankach. Owszem, miał sens na początku, jako katalizator, ale w momencie, kiedy żądał już tylko drobnych przyjemności, albo pewnej wylewności w kontaktach, musiał opracować inną metodę. I musiała ona być w podobny sposób bezczelna i prostacka, w końcu nic tak nie wkurzało Waddingtona, jak wyższość nad nim osoby z niższej klasy.
Wbił lekko paznokcie w kark mężczyzny, a potem go wypuścił, śmiejąc się cicho, drwiąco. Tą rozgrywkę on wygrał, nie reagując w żaden sposób na prowokację. Chociaż, ponętne zachowanie mogło uchodzić za odpowiedź.
- Powiedz coś więcej, może wróci ci wena -
mruknął nonszalancko. Wyjął z kieszeni spodni papierosa i zapalniczkę, a nawet wsadził go do ust, ale ostatecznie nic więcej nie zrobił. Byli w pomieszczeniu ze sprzętem elektronicznym, trochę oleju w głowie jednak posiadał. Zostawił niezapalonego peta w zębach, obracając go w nich powoli. Zapalniczkę zaczął podrzucać do góry, ewidentnie mając ochotę z niej skorzystać. Nie chodziło o to, że był nałogowym palaczem – był piromanem. Ogień go kręcił, a już szczególnie wtedy, gdy wiedział, że znajduje się na wyciągnięcie ręki, ale nie może zostać wykorzystany.
Westchnął cicho, z rezygnacją, ponownie ogniskując wzrok na mężczyźnie.
- Wiele rzeczy udało ci się wynaleźć? - spytał, zsuwając się ze stołu i robiąc okrążenie całego pomieszczenia. Mimowolnie skojarzył mu się moment sprzed dnia, kiedy wielki prezes siedział związany na krześle, zdany tylko na jego łaskę. I była to niesamowicie kusząca i ponętna myśl. Aż spojrzał pociemniałym wzrokiem na hrabiego, krótko sięgając do swoich kolców i nabijając na nie opuszki palców. O czymkolwiek nie myślał, na pewno było to związane z prezesem... I było to niegrzeczne.
- Jesteś... A właśnie, dojrzałeś już do zdjęcia z siebie tej nieszczęsnej koszuli? - spytał, zmieniając nagle formę zdania i pozwalając sobie na kolejny, leniwy, podły uśmieszek.
Władza. Zawsze i wszędzie chodzi o władzę.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Czw Cze 12, 2014 7:30 pm

Obecność innej osoby w jego pracowni nad wyraz go irytowała, być może dlatego, że zawsze przesiadywał w tym pomieszczeniu w całkowitej samotności. To tutaj odnajdywał ciszę, spokój i pracował nad nowymi projektami z dala od ciekawskich spojrzeń. Nikt go nigdy nie popędzał, nie wtrącał swoich trzech groszy, ani też nie pilnował czasu. Ktoś wszedł do jego królestwa, na co nawet nie pozwalała sobie pani Murphy, bo zagląda tu tylko wtedy, kiedy musi przynieść swojemu szefowi kawę, o którą sam wcześniej poprosi. W tej chwili oaza Waddingtona została skalana i nic na to nie mógł poradzić. Chyba jakoś zniósłby tę sytuację, a przynajmniej jego rozdrażnienie nie byłoby tak wielkie, gdyby w tym pomieszczeniu odnalazła go zupełnie inna osoba. Obecnie skazany był na towarzystwo niezbyt przyjemnego osobnika. Prawdopodobnie samą obecnością też by aż tak bardzo nie przeszkadzał, jeśli tylko zachowałby absolutną ciszę i stanął nieruchomo w progu. Niestety, brunetem wciąż kierowała ciekawość, więc próbował wybadać to, czym jego ofiara się teraz zajmuje, a także ruszał wszystkie przedmioty, jakie miał pod ręką. Tak nagle zjawił się tu i zakłócił ten cały spokój, przerwał cudowną ciszę i poniekąd dopominał się uwagę, jednak nie było pewne czy robi to nieświadomie, czy też z premedytacją. Hrabia i tak oderwał się od pracy, aby obserwować kątem oka jego poczynania, dzięki czemu zauważył coś bardzo ciekawego. Zmysłowość. Ta cecha dość mocno było widoczna w jego ruchach.
- Całkiem nieźle, choć nie jestem ekspertem - wyrzucił z siebie wreszcie w odpowiedzi na jego pytanie, mimowolnie nabierając zmęczony ton wypowiedzi. Jeszcze miał sporo sił na te wszystkie gierki, to wzajemne drażnienie z prowokatorem, lecz podczas pracy chciałby zapomnieć o nieprzyjemnościach. Właśnie dlatego ucieka w wir pracy i skrywa się w pracowni, zwyczajnie chce odetchnąć od wszystkiego, zaprzestać myślenia o czymkolwiek poza metodami połączenia kolejnych części. Ale w obecnej sytuacji musiał na nowo przybrać bardziej śmiałą postawę, aby czasem nie dać Arrowowi jakiejkolwiek satysfakcji ze swojej rezygnacji, musi znów się z nim drażnić, kolejny raz samemu zmuszać go do okazania gwałtowności. Najlepszą obroną jest atak.
Na jego ociekające drwiną słowa nie zareagował, jedynie ta bliskość zachęciła go do tego, aby przybrać nieco bardziej zuchwały wyraz twarzy. Spoglądał w oczy młodszego mężczyzny pewny swego, nawet w kącikach jego ust pojawił się cień zdradliwego uśmieszku, jakby ten sugerował, że blondyn pomimo swojego położenia wciąż ma przewagę. Cóż mu pozostało, poza tą grą? Tylko dumna postawa może go uratować z opresji. Był już przyzwyczajony do ich bliskości, więc nie musiał się już trudzić z zachowaniem spokoju.
I kolejna zwinna odpowiedź na jego atak. Można zarzucić temu smarkaczowi wiele, jednak nikt nie powie, że nie potrafi obronić się przed atakami słownymi. Robi to naprawdę zręcznie, cholerny pyszałek. Rzecz jasna dyrektor już nie ciągnął tego wątku, skupiał się raczej na tym, żeby pozostać niewzruszonym na ponętne zachowania swojego pracownika. Z całą pewnością byłby na swój sposób urokliwy, gdyby trzymał na wodzy ten swój cięty język i przy okazji ukrywał podły charakter. Skoro robi takie intrygujące miny, na pewno odnalazłby się w roli uległego kochanka. Oczyma wyobraźni Gustav zobaczył go na hotelowym łóżku całkowicie nagiego, rozpalonego i gotowego na przyjęcie partnera. Dobrze, że Dante nie potrafi odczytać jego myśli, bo na takie obrazy zaraz wpadłby w szał. Przynajmniej hrabia znalazł sobie ciekawą rozrywkę - upokarzanie go w swoich myślach.
Gdy poczuł wbijające się paznokcie w swój kark, zmarszczył delikatnie brwi, ale szybko powrócił do wcześniejszego wyrazu twarzy, bo zaraz został puszczony. Na śmiech intruza, który ośmielił się wtargnąć do jego azylu, a także na jego kolejne słowa nie zareagował. Dopiero przy wyciągnięciu przez pyszałka zapalniczki, posłał mu karcące spojrzenie przepełnione stanowczością i surowością.
- Kilka.
Nad wyraz krótka odpowiedź, ale nie śmiał zbytnio się rozwodzić nad tym, ile rzeczy zaprojektował, ile z nich zostało wyprodukowanych przez firmę i co to były za rzeczy. Przyciągnął do siebie szkic projektu, następnie złapał za ołówek i dopisał kilka drobnych uwag na marginesie.
Uniósł spojrzenie na rozmówcę, gdy dotarły do niego jego kolejne słowa. Od razu wyłapał zmianę w sposobie budowy zdania, co też mocno go zaciekawiło. Wysłuchał jego pytanie do końca, po czym prychnął kpiąco.
- Wciąż odmawiam spełnienia tej zachcianki.
Posłał mu bezczelny uśmieszek, następnie pochylił się nad kartką papieru, palcami zaś zaczął stukać w metalowy blat stołu operacyjnego. Zapewne wybór tego mebla do pracowni był dość ekscentryczny, choć bardzo praktyczny.
- Mogę z pełnym przekonaniem powiedzieć, że nie zdejmę koszuli pierwszy.
Czy coś sugerował? Ależ absolutnie nie. Bawił się słowem, przy okazji starał się nieco podrażnić Arrowa. Niech się młodzik domyśla sensu wypowiedzi, nawet jeśli nie ma ona żadnego ukrytego znaczenia.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Czw Cze 12, 2014 7:31 pm

Gdyby czarnowłosy dowiedział się o tym, że jaśnie pan hrabia śmie wyobrażać go sobie jako uległego w łóżku, bez wątpienia nabrałby ochoty rozszarpania go na drobniutkie kawałeczki. Co jak co, ale jego zdominować nikt nie miał prawa. Nie lubił tracić kontroli, ani stawać się bezbronnym. Nic nie było dla niego ważniejszego, niż utrzymanie swojego wizerunku na odpowiednim poziomie. Nie wyobrażał sobie możliwości, że ktokolwiek mógłby go jakkolwiek brać, pozwalając sobie na tak niesamowitą bezczelność. Było to wbrew naturze świata! Dominujący nie ulega.
Problemem w tej sytuacji był jedynie drobny fakt – obaj woleli ewidentnie mieć wszystko pod kontrolą, również i w łóżku. Prawdę powiedziawszy, Dante nie potrafił sobie wyobrazić Waddingtona wypinającego się w jakikolwiek sposób. Na kolanach, przesuwającego językiem po jego męskości... Tak.
Arrowem wstrząsnął delikatny dreszcz. Siłą woli zmusił się do natychmiastowego zaprzestania fantazjowania na tak rozpustne tematy. Nie wyobrażał sobie metody, która by zadziałała u Gustava, by go zmusić do czegoś tak uległego. Musiałby sam tego chcieć. Co zresztą nasuwało pewne pomysły u okolczykowanego mężczyzny, ale musiał je sobie dobrze przemyśleć, na spokojnie, gdzieś indziej. Nie zamierzał w żaden sposób ryzykować błędu.
Zarówno uśmieszek, jak i prychnięcie i jawny protest miały na celu zdenerwowanie młodszego faceta. Nie istniała inna możliwość. Ten jednak nie poczuł się specjalnie przejęty. Wręcz, w odpowiedzi na to zdanie, wzruszył lekko ramionami, jakby mówił „przecież warto spróbować, nie?” Dalsza część wypowiedzi blondyna lekko go zaintrygowała. Cóż to miało niby znaczyć?
Zmarszczył brwi z konsternacją, milknąc na dłuższą chwilę. Rozważał sobie wszystkie możliwe aspekty sprawy, ostatecznie nie dochodząc do żadnych, pożytecznych wniosków. Prychnął cicho pod nosem, w końcu decydując się na reakcję.
- Urocza, zawoalowana propozycja, doprawdy. Nie chcę mieć jednak na sumieniu twoich niespełnionych żądz, podsyconych swoim widokiem. -
Puścił do niego oko z uśmiechem, świadomie pozwalając sobie na odrobinę nieskromności. Lubił tak mówić, ponieważ zawsze spotykał się z protestem. To było jedno z tych zdań, na które nie dało się odpowiedzieć przytaknięciem. Musiała zaistnieć niezgoda.
Zamilkł i położył się na stole, w pewnej odległości od blondyna, korzystając z faktu, że metalowe podłoże nie było wcale małe. Zamknął oczy i pozwolił myślom swobodnie odpłynąć, rezygnując tymczasowo z dalszych rozgrywek na ich małym polu walki. Pozwolił Waddingtonowi wrócić do pracy, przeszkadzając mu jedynie w ten sposób, że zajmował mniej więcej około połowy, może jednej trzeciej, całego blatu. Tkwił tak bez ruchu przez długą chwilę, a potem jedynie obrócił głowę, obserwując poczynania swojego szefa. Śledził każdy jego ruch swoimi kolorowymi oczami. Skoro szlachcic nie zamierzał się z nim podzielić swoją wiedzą, zabierze mu ją w inny sposób – ucząc się praktycznie. Coś jeszcze pamiętał, niektóre rzeczy same się odnawiały we wspomnieniach, gdy obserwował je od nowa, robione cudzymi rękoma, a czasami po prostu kojarzył gdzieś zasłyszane fakty. Był osobą, która nie lubi rutyny, oraz potrzebuje coraz to nowszych zainteresowań i odmiennych sytuacji, by nie poddać się znudzeniu i otępieniu.
Podłożył sobie rękę pod głowę, trochę się przekręcając, by było mu wygodniej. Odgarnął dłuższe włosy z twarzy, przerzucając je na drugą stronę głowy. Palcami muskał swoje kolczyki. I leżał tak naprawdę długo, milcząc i obserwując. Można było sądzić, że była to jakąś jego nowa taktyka. Przyzwyczajanie swojej ofiary do towarzystwa? Sprawianie, że sama się zirytuje i nim zainteresuje? A może po prostu szukał sobie zajęcia? Tak, czy inaczej, milcząc i ucząc się poprzez obserwację nie wyglądał na takiego irytującego.
- Co robisz? - spytał ponownie, wykazując się olbrzymim uporem i cierpliwością. Spotkał się z odmową ze strony Waddingtona już kilkakrotnie, a mimo to wciąż drążył swoje tematy. Aktualnie były one dwa: hobby szefa, oraz jego koszula. Nie zamierzał z nich zrezygnować. Czasami władzę zdobywa się przez zwykły, tępy upór. Głowę ucinali dawniej toporem, a nie finezyjną szablą.
Poruszył się, przesuwając na stole i zbliżając ku blondynowi. Tym razem jednak nie brał do rąk żadnych rzeczy, a jedynie obserwował z bliska i czekał cierpliwie.
Jak... Dziecko szukające sobie zajęcia.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Czw Cze 12, 2014 7:33 pm

Mają naprawdę poważny problem, a właściwie to brunet ma twardy orzech do zgryzienia. Arrow pragnie zmusić dumnego hrabiego do uległości, co można porównać do porywania się z motyką na słońce. Biedak utkwił w świecie swoich imaginacji tak bardzo, że zaprzestał trzeźwo oceniać sytuację. Na jego nieszczęście, Waddington nie zamiaru spełnić jakiejkolwiek zachcianki o podtekście seksualnym. Samo ściągnięcie koszuli jest przez niego uznawane za plamę na honorze, zatem nie należy się łudzić, iż dobrowolnie mu się odda. Za nic w świecie nie skalałby swoich ust pieszczeniem jego męskości. Jak to dobrze, że nie są w stanie odczytać swoich myśli, bo chyba tylko to ratuje ich od wybuchu prawdziwego konfliktu, który z całą pewnością skończyłby się dla nich obu jakąś osobistą katastrofą.
I po raz kolejny Gustav uśmiechnął się z lekka tryumfalnie, z czym się nawet nie krył. Osiągnął swój cel, zaskoczył go i wprowadził w konsternację. Poświadczyło o tym to, iż Dante zmarszczył brwi, odsłaniając się ze swoimi wahaniami. To drobne zwycięstwo ucieszyło blondyna, jednak czuł się też nieco rozczarowany, bo dość łatwo przeciwnik wpadł w tak banalnie prostą pułapkę. Może powinien kontynuować dalej takie drażnienie się z nim? Chce zobaczyć jeszcze większe zamyślenie na jego twarzy. Jak trochę więcej pomyśli nad zachowaniem dyrektora, to może czegoś się wreszcie nauczy, choć nie warto na to liczyć.
- Doszukałeś się jakiejś propozycji w mojej wypowiedzi? - spytał z chytrym uśmieszkiem, jednocześnie w jego głosie pojawiła się nuta zaskoczenia i mogła ona zabrzmieć rozmówcy dość prawdziwie. Odgrywanie podobnych rzeczy, nawet uczuć, zawsze przychodziło mu z łatwością. - Za bardzo się rozmarzyłeś, chłopczyku.
Na ostatnie słowo nałożył spory nacisk, aby je podkreślić, lecz przede wszystkim chciał mu dodać mocniejszego wyrazu, co chciał osiągnąć poprzez jeszcze większą dawkę ironii niż we wcześniejszej części wypowiedzi. Od początku daje mu do zrozumienia, że traktuje go jak gówniarza, lecz tym razem jasno przedstawił swoje stanowisko. Nie ma zamiaru go szanować i nie chodzi tutaj o samą kwestię młodego wieku, przede wszystkim nie czuje przed nim respektu, ponieważ sobie na to nie zasłużył. Czy zrobił coś godnego szacunku? Oczywiście, że nie. Wszystko, co ma, jest wynikiem wpływów jego ojca mafiozy, bądź szantażu.
Widząc rozłożonego na stole Dantego, zaczął rozmyślać nad tym, co mógłby z nim zrobić, gdyby tylko okoliczności pozwalałyby mu na pełną swobodę. Zapewne uśpiłby blondyna niezwykle mocnymi środkami nasennymi, bądź oszołomił narkotykami, następnie położyłby go na jakimkolwiek stole i precyzyjnie przejechał skalpelem wzdłuż jego mostka. Otworzyłby klatkę piersiową i skupiłby się na pracy jego serca. Dawno nie eksperymentował na tym organie, więc miałby przy tym sporo zabawy.
Już przestało mu przeszkadzać uważne spojrzenie tych dwukolorowych oczu, choć wolał nie czuć na sobie jego wzroku. Chciał tylko pracować, ale przeszkadzało mu w tym zadanie, które spadło na niego dość nieoczekiwanie - musiał niańczyć nowego pracownika. Musiał wykazać się cierpliwością, jednak było to dość trudne. Trudno znieść tego zadufanego w sobie typa, choć sam jego widok mógłby być przyjemny dla oka, jeśli nie znałoby się jego jakże rażącego usposobienia.
- Zmieniam kilka danych. Muszę wykombinować jak nie przeciążyć systemu, jednocześnie jestem świadom tego, że należy utrzymać odpowiednie natężenie prądu.
Zerknął na bruneta, aby zobaczyć czy cokolwiek z tego rozumie. Prawdopodobnie coś tam kojarzy, gdzieś w czeluściach jego umysłu mogła zaświecić się lampka na wspomnienie natężenia prądu, o którym uczy się chociażby na fizyce. Ciekawe jest to, jakim uczniem był Arrow. Szlachcic raczej nie ma o nim dobrego zdania, dlatego przypuszczał, że ma do czynienia z niezbyt ambitnym człowiekiem. O tak, nie ma w nim za grosz ambicji, skoro zdecydował się zdobyć wszystko przy pomocy szantażu a nie swojej ciężkiej pracy.
- Nie wiem, co tu jeszcze robisz. To zapewne dla ciebie nużące. Powiedz lepiej czego chcesz, a ja postaram się spełnić twoją zachciankę, o ile nie będzie absurdalna.
Takie warunki powinny być na rękę Dantemu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Czw Cze 12, 2014 7:34 pm

Dante niemal dał się wyprowadzić z równowagi. Lekko zesztywniał, a oczy mu się zaczęły zwężać na tak jawne okazywanie braku szacunku i uznawanie go za gówniarza. Wiedział, że jest młodszy i nie oczekiwał traktowania go niczym pana i władcy. Gdyby doszło do czegoś takiego, bez wątpienia błyskawicznie straciłby zainteresowanie blondynem. Nie interesowali go bezmózgie, niewolnicze istoty. On szukał prawdziwych ludzi, którzy myślą, czują i protestują, gdy ktoś nie traktuje ich odpowiednio. Właśnie to było dla niego podstawą do rozpoczynania relacji. Szukał osób, z którymi może łączyć przysłowiową miłość z nienawiścią. To dodawało wszystkiemu pikanterii.
Przywykł jednak do rzucania w jego stronę słów przepełnionych taką drwiną. Tylko dlatego nie rzucił się na blondyna, a jedynie odwzajemnił lekko rozbawionym spojrzeniem i pół uśmieszkiem. W oczach jednak jeszcze krótką chwilę błyszczała złość. Jednym było traktowanie człowieka z niechęcią, a innym wręcz wywyższanie się. Tego nie tolerował. Obiecał sobie w duchu, że jeszcze sprawi, by Waddington zmienił o nim zdanie. Jednocześnie odnotował, że opinia prezesa RoboticsUNION go interesuje. Nie spodobało mu się to, ale stwierdził, że zajmie się tym aspektem sprawy kiedy indziej.
Wytłumaczenie szefa przemówiło do jego wyobraźni. Po kolej otwierały się szuflady w jego umyśle, odpowiedzialne za tego typu informacje. Poskładał wszystko do kupy i miał już ogólną wizję zajęcia blondyna – oraz tego, że on jednak zna się na rzeczy. Co by nie mówić, ale nie musiał mieć ukończonych jakiś studiów, by móc grzebać w urządzeniach. Arrow zdawał sobie z tego sprawę, wielu ludzi zajmujących się sprzętem elektronicznym uczyło się zwyczajnie w praktyce, najpierw rozkładając każdą rzecz na części pierwsze, a potem składając, by w efekcie doczytywać informacje w książkach i internecie. Waddington na pewno nie był wyjątkiem, szczególnie, że gama jego zainteresowań, skończonych studiów, jak i ogólnych zajęć była naprawdę spora. Dołożenie do tego speca od RTV i AGD bynajmniej nie było zbyt trudne, a już na pewno nie niemożliwe.
- Rozumiem - mruknął, chociaż nie miał wiele do dodania na tym polu. Może wiedział, o czym hrabia mówi, ale wciąż jego wiedza pozostawała bardzo chaotyczna i miejscami znikoma. Brakowało mu samozaparcia do robienia czegoś dłużej, tak by naprawdę się na tym znać. Wystarczała mu ogólna wiedza, która jako tako przewyższała wiedzę przeciętnego człowieka. Nic poza tym. Absolutne poświęcenie dużej ilości czasu było jego zdaniem bezsensowne. Po pierwsze dlatego, że nowa rozrywka wraz z każdym dniem stawała się bardziej powszechna i niezaskakująca. Przestawała być wyzwanie, a zmieniała się w zwykłe wkuwanie, jak w szkole, czy na studiach. A on od tego dobrowolnie uciekł i wracać nie zamierzał.
Tak, był całkiem niezłym uczniem, póki coś stanowiło dla niego wyzwanie. Później zaczął znikać z coraz to większej ilości zajęć, by w efekcie całkiem przepaść w więzieniu. To go nauczyło czegoś więcej, niż zwykłego uczenia się na pamięć. Pokazywało, że w życiu człowiek ustawi się tylko wtedy, gdy odpowiednio zadba o swoje możliwości i wykorzysta predyspozycje, oraz szanse od losu tak, by niczego nie żałować. Dlatego pojawił się u Gustava. Ojciec powiedział mu parę słów za dużo, ale wszystkie informacje musiał zdobyć przy pomocy własnego umysłu, oraz własnych znajomości. Plan też sam poukładał w swojej głowie. Żadnego wsparcia od innych. Tym bardziej nie fair wydawało mu się zachowanie hrabiego Sandwich. Jego siła umysłu nie była gorsza od siły blondyna. Nie zamierzał pozwolić innym na traktowanie go z wyższością. Już nigdy na to nie pozwoli.
W pierwszej chwili miał ochotę odpowiedzieć, że nie, wcale nie jest to dla niego nużące, ale zmienił zdanie. Waddington i tak do niczego mu się już nie przyda, skoro życzenia nie spełni, a zajęcia mu nie zapewni. Machnął jedynie ręką i usiadł, a potem zeskoczył ze stołu.
- Podziękuję. Do widzenia, Gustav. - Uśmiechnął się do niego krótko i po prostu wyszedł, już nie bacząc na mężczyznę.
Innym razem.

[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Czw Cze 12, 2014 8:56 pm

Dante skończył rozmowę i włożył telefon do kieszeni. Zamyślił się głęboko, by ostatecznie przygryźć wargę z zawahaniem. Szukał w głowie jakiegoś dobrego rozwiązania, które by przyczyniło się do błyskawicznego rozwiązania jego problemu. Tatuś oczywiście nie brał pod uwagi faktu, że syn może być zajęty. Przecież dziesięć lat go nie było, jak może mu teraz żałować swojego czasu!
Młody Arrow pokręcił głową z niesmakiem. Komunikacją musiałby przesiadać się trzy razy. I to ani razu nie jechać metrem. W tak beznadziejnym miejscu było położone RoboticsUNION. Nie miał wyboru, musiał znaleźć sobie podwózkę. A najlepszym wyjście było... Było... Auto szefa!
Brunet skrzywił się z niezadowoleniem. Spojrzał na zegarek. I tak był spóźniony, ojciec dzwonił do niego już dwa razy, a on nawet nie wyszedł jeszcze z biura. Że też przyszło mu do głowy ten dzień spędzić w dziale marketingowym, zamiast w domu!
Nie miał jednak specjalnego wyjścia. Skierował się do gabinetu prezesa. Pozdrowił uśmiechem sekretarkę, która zaczęła przyzwyczajać się do jego wizyt w tym miejscu. Szef nie protestował, nie zwrócił jej uwagi, czyli wszystko było w porządku. Nie musiała się martwić o swoją posadę.
Brunet nacisnął klamkę zamaszystym ruchem.
- Skończyłeś na dziś? - spytał, unosząc brew wysoko, nawet nie zamykając, a jedynie przymykając drzwi. Ewidentnie się spieszył.
- Masz mnie gdzieś zawieźć -
mruknął, kiwając na niego lekko głową. Standardowe polecenie, chociaż poprzedzone w miarę uprzejmym pytaniem. Na więcej konwenansów jednak czasu tracić nie zamierzał. Po prostu skinął głową na mężczyznę, by ten łaskawie się ruszył.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Czw Cze 12, 2014 8:58 pm

Szybko powrócił do codzienności, łatwo wyrzucając ze swojej głowy nieprzyjemne wspomnienia. Musiał wziąć się w garść, innego wyjścia nawet nie miał. Normalnie przyjechał do pracy, aby na dwie godziny zaszyć się w pracowni, potem przyjął ważnego partnera biznesowego, z którym omówił szczegóły dotyczące ich nowej umowy. Zapewne wszystko toczyłoby się jak najbardziej spokojnie i cały dzień minąłby naturalnie na pracy, gdyby nie to, że Dante kolejny raz wpakował się do gabinetu dyrektora, rzecz jasna z kolejnym żądaniem. Może i wcześniej pozwolił sobie na grzeczne pytanie, jednak nie miał zbytnio zamiaru dostosować się do jakiejkolwiek odpowiedzi ze strony hrabiego.
- Miejmy tylko nadzieję, że się nie rozpłaczesz w samochodzie – bąknął pod nosem jak najciszej, aby uraczyć tą uwagą jedynie siebie. Dla własnego dobra nie chciał prowokować Arrowa, który łatwo mógłby wybuchnąć.
Waddington szybko się ogarnął i powstał z fotela ustawionego za biurkiem. Ruszył w stronę bruneta i wyminął go w wejściu, następnie pożegnał skinieniem głowy sekretarkę, nawet się nie tłumacząc. Uraczył ją jedynie jednym słowem: „kancelaria”. To zawsze uzasadniało jego nietypowe zachowania i nagłe wyjścia. Również słowo „szpital” działało w podobny sposób. Kobieta wyrozumiale wypuściła szefa z biura. Gustav wsiadł do windy, Dante również się w niej znalazł. Spokojnie wcisnął odpowiedni guzik i zjechali do podziemnego garażu. Blondyn odnalazł swoje auto, wtedy też wyjął klucz i otworzył je jednym kliknięciem. Zasiadł za kierownicą, niespecjalnie przejmując się Arrowem. Zapiął pasy, włożył kluczyki do stacyjki i odpalił silnik.
- Gdzie mam cię zawieźć?

[z/t]x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sob Cze 21, 2014 9:52 pm

Spojrzenie stalowoszarych oczu po raz kolejny tego dnia wylądowało na blacie biurka, a dokładniej na kupionej dziś przez sekretarkę gazecie. Zazwyczaj kobieta nigdy nie przynosiła mu podobnych rzeczy, wolała raczej trzymać się wyznaczonych wcześniej wytycznych, co skutecznie zniechęcało ją do własnych inwencji oraz improwizacji. Niestety, przed kupieniem tego plotkarskiego magazynu nie mogła się powstrzymać, zwłaszcza, że jej uwagę przykuła okładka ze zdjęciem jej szefa oraz nowego pracownika działu marketingu przy niesprawnym aucie i nagłówkiem brzmiącym: „Hrabia Waddington w potrzasku”. Postaci dyrektora RoboticsUNION oraz jego ostatniemu wypadkowi poświęcono aż trzy strony, jednak szczególną uwagę poświęcono tajemniczemu pasażerowi. Dziennikarz jakimś cudem nie trafił na trop bruneta, jednak skontaktował się z policjantami, którzy byli na miejscu zdarzenia. Autor tekstu rozpaczliwie próbował udowodnić, że Gustav spowodował wypadek i uniknął odpowiedzialności jedynie dzięki temu, że zasiada w Izbie Lordów, również dzielił się z czytelnikami swoimi domysłami na temat tego, kim jest towarzysz arystokraty. Rzecz jasna okazywał się być on skrywanym przed wszystkimi kochankiem, któremu Waddington na początku znajomości ponoć płacił za spotkania. Oczywiście to jeden wielki stek bzdur, którymi żaden szanujący człowiek nie powinien się przejmować, mimo to blondyn poczuł ogromny niesmak. Zawsze udawało mu się uniknąć skandali, lecz tym razem nie wyszło.
Gdy drzwi do jego gabinetu otworzył się bez jakiegokolwiek ostrzeżenia ze strony sekretarki, dyrektor już podejrzewał, że do jego gabinetu wtargnie Dante z jakimś złośliwym komentarzem na ustach. Tymczasem przed nim znalazła się dobrze znana mu osoba, jedna z dwóch najdroższych jego sercu – młodszy Waddington. Również on zakupił plotkarski magazyn, skoro obecnie trzyma go mocno w dłoni.
- Czemu mi nie powiedziałeś?! – spytał z wyrzutem nastolatek, rzucając swemu bratu uważne spojrzenie. – Chcę go poznać.
Od raz przeszedł do sedna i zaczął rzucać żądaniami, choć jeszcze nie zapoznał się z całą sytuacją. Gustav aż pokręcił głową nieco rozczarowany, przy czym westchnął pod nosem, w ten sposób okazując swoją rezygnację. Wreszcie spojrzał z dogłębną powagą na brata, choć w jego oczach kryła się pewna czułość.
- Nie było potrzeby o niczym ci mówić, ponieważ nic się nie stało. Nie mam kochanka, z kolei wypadek nie był taki straszny. A teraz poproszę cię o wyjście z mojego gabinetu, mam parę spraw na głowie.
Nie powrócił już do drażliwego artykułu, wolał raczej przejrzeć stertę dokumentów, których nie tknął od rana. Jakoś nie miał specjalnie ochoty na czytanie tych wszystkich umów, a tym bardziej nie chciał rozważać, którą ma podpisać, a którą odrzucić.
- Spławiasz mnie?
- Niekoniecznie – odparł szybko na zarzut dzieciaka, ponownie kierując na niego spojrzenie. – Po prostu mam dużo pracy.
Rozmowę uznał za skończoną, a gdy fakt ten dotarł do jego brata, chłopak opuścił pomieszczenie, zamykając za sobą drzwi, na całe szczęście nimi nie trzasnął. Mężczyzna odprowadził go wzrokiem i odczekał dłuższą chwilę, aby wreszcie poderwać się z miejsca i ruszyć za bratem. Zaledwie przekroczył próg gabinetu, a już dostrzegł brata. W jednej chwili spiął się w sobie i wyprostował jeszcze dumniej, kiedy tylko ujrzał przy niczego nieświadomym dzieciaku Arrowa. Szybko zbliżył się do nich niby spokojnym krokiem, lecz po zmarszczonych brwiach blondyna można było wnioskować, iż jest mocno niezadowolony.
- Skoro masz tyle wolnego czasu, przeznacz go na naukę – rzucił w stronę brata dość surowo, następnie posłał wściekłe spojrzenie Dantemu. – A pana zapraszam do mojego gabinetu w celu omówienia pewnych ważkich kwestii.
Nie czekając na reakcję któregokolwiek, skierował się do swojego gabinetu, jednak nie zamknął za sobą drzwi, aby dać wyraźny znak swojemu pracownikowi, że ma przybyć jak najszybciej. Chyba nie chce, aby jego pracodawca musiał czekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sob Cze 21, 2014 9:54 pm

„Hrabia Waddington w potrzasku”. Chyba nie było pracownika w RoboticsUNION, który by nie zainwestował kawałka swojej pensji w kupienie tego magazynu. Dante nie musiał się specjalnie wysilać w zdobyciu szmatławca. Nim dotarł do swojego małego biura natrafił na co najmniej pięć osób, które chciały mu wcisnąć do rąk gazetę, na której wspaniale prezentowało się zdjęcie, przedstawiające szalejącego bruneta i niezadowolonego prezesa. Ciekawe spojrzenia towarzyszyły mu od przekroczenia progu firmy. Początkowo nie miał pojęcia o ich przyczynie, aż do dostrzeżenia artykułu. Nie mógł powiedzieć, by był z niego zadowolony. Blondyn na pewno się wścieknie, a i Dante preferował zostać nieznanym opinii publicznej. Zdjęcia, nawet w pisemkach plotkarskich, mogły zaszkodzić jego karierze, jako bossa mafii. Mógł jednak mieć pretensje tylko do siebie, więc liczył, że cała sytuacja zostanie przygaszona przez szefa, a w najgorszym wypadku, młodszy mężczyzna coś na niej zyska.
Przeglądanie gazety szczerze go rozbawiło. Nie mógł zaprzeczyć, dziennikarz, który stworzył ten artykuł, był naprawdę twórczy. Oczywiście, miał do tego pewne powody – poważny prezes korporacji złapany z takim bad boy'em, po wypadku samochodowym... Szkoda było nie wykorzystać sytuacji. Mimo wszystko, nawet na oko bruneta, rzucanie oskarżeń o sponsorowanie męskiego kochanka do tak wpływowego człowieka, jakim był Gustav Waddington, było samobójstwem. Młody Arrow najchętniej załatwiłby sobie pudełko popcornu, dogodne miejsce i obserwował, jak świat zmienia bieg. Myśl o jedzeniu przypomniała mu jednak, że nie miał w ustach nic od poprzedniego dnia. Wstał powoli ze swojego krzesła i ruszył na poszukiwanie firmowej stołówki. Wszechobecne wścibskie spojrzenia bardzo go degustowały. Miał przeczucia, że już w wieczornym wydaniu wiadomości znajdzie się odpowiednio długi news na temat „zakazanego romansu”, „wykorzystującym naiwność szefa pracownikiem”, czy jakąś inną bzdurą.
Musiał jakoś wykorzystać tą sytuację. Nim jednak mężczyzna zdecydował się na jakiś krok, zatarasował mu drogę człowiek. Trzymał w dłoni świetnie znany egzemplarz pisemka, który chwilę wcześniej przeglądał brunet. Arrow skrzywił się, zatrzymał i dramatycznie westchnął. No, czego chcesz, człowieku?
- To pan umawia się z moim bratem? - Poleciało pierwsze pytanie, które kompletnie zbiło z nóg bruneta. Zamrugał aż oczami, przez chwilę uważnym wzrokiem obserwując chłopaka. Przygryzł wargę i odgarnął powolnym ruchem włosy. Faktycznie młody miał w sobie jakieś cechy Waddingtonów. Istniało spore prawdopodobieństwo, że faktycznie był jego bratem, a nie jakimś dziennikarzem w poszukiwaniu sensacji.
- Tak piszą - mruknął z rezerwą, obserwując go uważnie.
- Od dawna?
- Od pewnego czasu...
Brunet dostrzegł zbliżającego się w ich kierunku szefa firmy. Wszyscy pracownicy, którzy dostrzegli, że drogi tych mężczyzn się przetną, przerwali swoje zajęcia i obserwowali rozwój sytuacji. Okazja do zrobienia na złość Gustavowi była silniejsza od zdrowego rozsądku.
Złapał go lekko za ramię i nachylił się, mrucząc wysoce prywatnym tonem, nieprzeznaczonym dla uszu postronnych:
- Ale nie przejmuj się, twojemu bratu nic nie grozi. Dbam o niego. - Uśmiechnął się i odsunął w odpowiednim momencie, by przypadkiem nie znaleźć się zbyt blisko lekarza.
Chłód w głosie Gustava wystarczyłby do zakończenia globalnego ocieplenia. Arrow przepraszająco spojrzał na dzieciaka i ruszył wolnym krokiem za swoim szefem. Po drodze jeszcze zahaczył o automat z batonikami oraz herbatą.
Pojawił się w gabinecie mężczyzny tak jak zawsze, nieprzejęty niczym. Zatrzasnął za sobą drzwi kopnięciem, a potem bez pośpiechu przemierzył pomieszczenie i usadowił się na brzegu biurka, łokciem przesuwając umowy bardziej na środek blatu.
- Pan mnie wzywał, panie Waddington. Czy ma to związek z prawdą napisaną w artykule? - spytał, od razu wykładając karty na stół i tylko czekając, aż mężczyzna wybuchnie. Położył sobie plastikowy kubek przy nodze, w jednym wolnym jeszcze miejscu na stole, a potem rozpakował batonika i zaczął go powoli konsumować. Wpatrzył się w blondyna, bezczelnie przy tym jedząc.
- Jestem pewien, że ktoś musiał dostrzec tą, jakże ciężką do ukrycia, chemię. - Kontynuował zaraz przerwany wątek. Nawet zrobił zasmuconą minę, dokańczając batonika. Odsunął dłonią napój i przybliżył się jednocześnie do szefa. Złapał go mocno za krawat i jednym szarpnięciem przysunął do siebie, do tego stopnia, by prawnik znalazł się między jego rozchylonymi nogami.
- Czyż nie? - spytał niższym głosem.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sob Cze 21, 2014 9:56 pm

Widok młodszego brata rozmawiającego z Arrowem okazał się dla niego sporym szokiem, jednak ten nie zdołał go oszołomić, za to zbudził w nim spore pokłady niezadowolenia, o które nigdy by się nie podejrzewał. Przegonił brata ze swojego gabinetu po to, aby się z nim podroczyć, po czym chciał wyjść za nim i w ten sposób wynagrodzić mu swoje wcześniejsze zachowanie. Nie miał zamiaru niczego mu wyjaśniać , wolał raczej zbagatelizować sprawę, a wszystko przez to, że nie pomyślał, iż nastolatek może odnaleźć inne źródło informacji. Przecież firma jest tak wielka, więc wydawać by się mogło, że mało prawdopodobne jest to, aby ta dwójka mogła się ze sobą spotkać.
A jednak tak się stało. Być może Gustav na całą sytuację zareagowałby odrobinę inaczej, może nawet stłumiłby w sobie rodzącą się w nim złość i skupił na osobie brata. Niestety, jego złość została świadomie podsycona przez Dantego. Jak zawsze musiał zrobić coś na przekór, zatem i teraz popełnił niewybaczalną zbrodnię – miał czelność spoufalać się z młodszym Waddingtonem i czynił to na oczach szefa oraz całej rzeszy pracowników. Czy cokolwiek sobie z tego robił? Oczywiście, że nie, w końcu nie obchodziła go reputacja dyrektora, którą z pewnością chętnie by zszargał. Szkoda tylko, że działał również na swoją własną niekorzyść, co uznać można za szczyt głupoty. Gdyby dziwne plotki na ich temat wydostałyby się z firmy i trafiły do uszu nieżyczliwych im osób, mieliby poważne nieprzyjemności. Ale i Gustav dziwnym trafem nie pomyślał o konsekwencjach, co spowodowane było wściekłością, gdyż ta całkowicie go zaślepiła. Bezmyślnie poprosił go do swojego gabinetu, dając innym ciekawy temat do rozmów i powód do tworzenia niestworzonych historii o ich rzekomym romansie. Jednak to była niewielka cena za rozdzielenie tej dwójki. Pewnie Dante zdążył powiedzieć młodzianowi coś głupiego, z całą pewnością to zrobił, chcąc namącić mu w głowie. Gustav od razu wziął sobie za punkt honoru, aby wszystko bratu jakoś racjonalnie wytłumaczyć, jednocześnie musiał przestrzec go przed brunetem.
Nie zwracał uwagi na nic więcej, poza swoim rozgoryczeniem. Wszedł do gabinetu dumnym krokiem i niby już powrócił do jako takiego spokoju. To była cisza przed burzą, choć miało obyć się bez niepotrzebnych wybuchów. Aroganckie zachowanie mafiozo wcale nie pomagały mu w utrzymaniu równowagi. Rozsiadł się na biurku i jawnie kpił sobie w dyrektora RoboticsUNION, na co ten nic nie mógł poradzić. Niemoc była najgorsza, trawiła duszę blondyna od środka. Ale niech gówniarz zajada się batonikiem, niech popija sobie herbatę, jednak nie powinien drażnić człowieka, który wcale nie jest tak bierny, jak powinien w swojej sytuacji.
- Niezbyt obchodzi mnie artykuł ukazany w podrzędnym szmatławcu – oznajmił chłodno, całkowicie wyzbywając się jakichkolwiek uczuć. – Jeden z moich pełnomocników jeszcze dziś zażąda oficjalnych przeprosin.
Ta sprawa niezbyt go martwiła, a przynajmniej nie martwiłaby go ani trochę, gdyby nie wizyta jego brata w gabinecie. Dzieciak już uroił sobie w głowie, że starszy Waddington ma kochanka, a to wcale nie było mu na rękę. Na dodatek spotkał rzekomego kochanka, a to jeszcze bardziej pogarszało sytuację.
- Za to bardzo mnie obchodzi, co powiedziałeś mojemu bratu.
Rzucił mu ostre spojrzenie, w którym kryła się niechęć. Kompletnie zignorował te słowne prowokacje, jednak na pociągnięcie za krawat musiał już zareagować. Szybko znalazł się między nogami Arrowa, co wcale nie był dla niego przyjemne, równie pozycja okazała się niewygodna. Sam przysunął się do niego nieco bliżej, jawnie pokazując, że nie boi się bliskości. Bez ostrzeżenia chwycił go za włosy i pociągnął do tyłu, aby chociaż tak nad nim górować. Uśmiechnął się kącikami ust z jawną kpiną, nie odrywając spojrzenia od oczu rozmówcy.
- Skoro sądzisz, że cały ten artykuł jest prawdziwy, to musi to oznaczać, że rzeczywiście jesteś moją dziwką.
Gdy jedną dłonią stale trzymał go za włosy, drugą ulokował na jego udzie, po którym zaczął wodzić palcami. W końcu chwycił za nie i rozchylił je nieco szerzej. Sam prowokował, jakby próbował ratować się zasadą, iż to atak jest najlepszą obroną.
- Wypnij się dla mnie - zażądał nad wyraz zuchwale. - Czyż nie sypiasz ze mną dla pieniędzy? Płacę, więc wymagam.
W ostatniej wypowiedzi zawarł całe pokłady jadu i zrobił to jak najbardziej świadomie. Chciał go rozdrażnić, aby to on wybuchł wściekłością. Jeśli sam zaczyna atakować, to niech chociaż umie się bronić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sob Cze 21, 2014 9:58 pm

O ile zachowanie Dantego można było uznać za, w pewnym stopniu, samo destrukcyjne, o tyle Gustav zapraszając go do swojego gabinetu wykazał się pewnym poziomem głupoty. Brunet dostrzegł ten fakt dopiero w momencie, gdy przekroczył próg pomieszczenia. Na załamywanie rąk było jednak za późno, wobec czego szybko pokierował myśli w znacznie ciekawszy obszar- domysłów, jak też powinien wykorzystać niespodziewany (złośliwy?) uśmiech losu. Rozsiadł się na stole szefa i wbił w niego intensywny, bezczelny wzrok.
- Co mu powiedziałem? - Uniósł lekko prawą brew do góry. - Nic, co byłoby nieprawdą. - Pozwolił sobie na drwiący uśmiech, zagryzając dolną wargę i obdarzając mężczyznę prowokacyjnym puszczeniem do niego oka. Lubowanie się w aluzjach wcale mu nie przechodziło, wręcz przeciwnie, świetnie się bawił, jednocześnie doprowadzając do wrzenia rozmówcę.
Gdy został szarpnięty za włosy, wydał z siebie zaskoczone stęknięcie. Ta reakcja do tego stopnia nie przypadła mu do gustu, że zacisnął na chwilę nogi wokół mężczyzny, zmuszając go – niemalże – do przylgnięcia. Brunet na każdą prowokację lekarza reagował odwzajemnieniem. Wspaniale dotrzymywali sobie kroku w tej dyskusji i walce na posiadanie kontroli. Pracownik miał minimalną przewagę nad swoim szefem, która była bardzo nie w smak starszemu osobnikowi. Dlatego robił on fałszywe ruchy.
- Dziwką? - spytał dopiero w chwili, gdy pracodawca zamilkł i obdarzył go największą dawką wściekłości. Owinął jedną nogą mężczyznę, dociskając się do niego piersią i patrząc mu bez zawahania w stalowoszare tęczówki. Nie bał się nawet w minimalnym stopniu. Wręcz przeciwnie, wyzwanie było dla niego pchnięciem, do skorzystania z większych pokładów energii. Fakt, że Gustav przestał być, chociaż w tej chwili, obojętny wobec jego osoby, napędzał go do reakcji, do utrzymania tego stanu rzeczy.
Oblizał powoli wargi i wpatrując się z dołu w mężczyznę. Uniósł dłonie i przesunął palcami po koszuli blondyna, wspinając się aż do jego włosów. Wsunął w nie palce i zmierzwił, wciąż milcząc. A potem uśmiechnął się z czystą perfidią.
- Ależ Gustavie, masz naprawdę krótką pamięć. Dobrze wiesz, że w naszym związku to ty jesteś tym uległym i płacisz mi za dominację. Tylko udajesz takiego groźnego. - Pokiwał głową, cmokając jak do dziecka i łagodnie klepiąc go po głowie prawą dłonią. - Musiałeś nieuważnie przeczytać artykuł. Wyraźnie to z niego wynikało.
Słowa bruneta były wybitnie podłe. Przede wszystkim dlatego, że z łatwością mogły zasiać wątpliwości. Czy gdzieś, między linijkami tego wyssanego z palca tekstu, była aluzja odnośnie tego, który jest dominujący w ich „związku”?
Młody Arrow perfidnie mieszał w głowie mężczyzny. Nie dało mu się odmówić wprawy w odpowiadaniu na atak atakiem. I bynajmniej nie zamierzał poprzestać na słownym. Samo unieruchomienie szefa poprzez splątanie nogi i ciągłe trzymanie krawatu nie wystarczały. Nawet dłonie we włosach były czymś marnym i niegodnym prawdziwego, wyrafinowanego i wrednego mafioza. Dlatego dwudziestojednolatek zdecydował się pójść o krok dalej. Delikatnie nacisnął nogą na wnętrze kolana biznesmena i zmusił go do lekkiego ugięcia. Gdyby blondyn nie miał odpowiedniej kontroli nad własnym ciałem, zapewne znalazłby się na kolanach przed swoim oprawcą. Sytuacja wysoce niegodziwa.
Okolczykowany zadowolił się tą zmianą pozycji, przywodzącą na myśl jazdę na nartach. Chodziło bardziej o element zaskoczenia, który zmusiłby Waddingtona do złapania się mocniej bruneta. I pozornie samoczynnego obniżenia głowy tak, by ich usta znalazły się obok siebie.
- Widzisz, jak cię do mnie przyciąga? - spytał wesoło, dmuchając prosto na jego wargi. - Nie możesz żyć bez swojego dominanta. Pewnie cała firma teraz obgaduje, dlaczego zaprosiłeś mnie do swojego gabinetu. Wyobraź sobie, że ktoś tu wchodzi... - Zawiesił głos i zacmokał lekko, znowu rzucając starszemu mężczyźnie spojrzenie, jakby był zwykłym szczeniakiem, który załatwia się jeszcze pod siebie, a nie prezesem firmy RoboticsUNION.
A potem puścił go, obejmując jedynie wokół ud drugą nogą i odchylił się lekko do tyłu, sięgając po swoją herbatę. Spokojnie zabrał się za picie napoju, wbijając wzrok mniej więcej w miejsce tuż pod węzłem krawatu. Odłożył kubek i, ignorując swojego naburmuszonego szefa, poluzował mu wcześniej zaciśnięty krawat, a potem go zdjął i rozplątał. Przesunął palcami po materiale, wygładzając go i odnotowując, że szanowny pan hrabia Sandwich nie żałował sobie pieniędzy na garderobę. Przerzucił mu go przez szyję, uniósł kołnierzyk, umieścił w odpowiednim miejscu i zawiązał starannie, z najwyższą uwagą, bardziej skomplikowany węzeł. Gdy kończył go poprawiać, do gabinetu weszła sekretarka. Ciężko ocenić, czy faktycznie miała jakąś sprawę, czy wygrała ciekawość, tak czy inaczej, widząc pracownika w tak specyficznej sytuacji, poprawiającego ubiór szefa, wycofała się pospiesznie.
Brunet zagwizdał pod nosem, poklepał prezesa po piersi, poprawiając ułożenie końców krawata i wrócił do swojej herbaty, jak gdyby nigdy nic. Tym razem jego złośliwość była odpowiednio wymierzoną perfidią i wyrafinowaniem. W pewnym sensie godna Gustava P. Waddingtona.

*https://i.imgur.com/b4N9aFV.jpg
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sob Cze 21, 2014 10:01 pm

Odpowiedź, jaka wypadła z ust bruneta, nie mogła spodobać się szlachcicowi, który nie potrafił kryć niezadowolenia. Irytacja z pewnością była dostrzegalna w jego oczach, mimo to wolał nie kontynuować tego tematu, aby jeszcze bardziej nie ujawniać się ze swoją słabością do młodszego brata. Podejrzewał, że Dante powiedział chłopakowi coś mocno dwuznacznego, przez co nastolatek wbije sobie do głowy, iż powinien wspierać związek krewniaka. Ale na chwilę obecną Gustav odrzucił od siebie te nieprzyjemne podejrzenia, ponieważ w tej chwili nie powinien się rozpraszać. Stęknięcie bruneta doprowadziło go do porządku, zwłaszcza, że zabrzmiało ono tak ulegle, przez co kąciki ust mężczyzny mimowolnie uniosły się w tryumfalnym uśmieszku. I co z tego, że po tym został zmuszony do przylgnięcia do ciała mafioza, gdy ten objął go solidnie nogami? Wcześniejszy odgłos uwłaczał Dantemu, a jego samego wprowadzał w dobry nastrój.
Spodziewał się, że otrzyma odpowiedź na swój atak, lecz nie przypuszczał, że Dante okaże się tak subtelny. Właściwie podejrzewał go o gwałtowność, wręcz jej wyczekiwał. Poniekąd został rozczarowany, zarazem znalazł się pod wrażeniem spokoju dwudziestojednolatka oraz jego niezachwianej pewności siebie. Nie zareagował na jego dotyk, sam zachowywał ogromny spokój, kiedy męskie dłonie sunęły po jego ciele, aby wreszcie zatrzymać się na włosach. Ich bliskość dziwnym trafem nie budziła w nim niechęci, mimo to sam do niej nie dążył. Arrow od początku pragnął jego ciała i najwidoczniej to pragnienie jeszcze w nim tkwiło, choć dostał już to, co chciał. Czyż Gustav nie zaspokoił go ustami? Pewnie chce więcej, nawet jeśli hrabia Sandwich jest dla niego całkowicie nieosiągalny.
Wysłuchał jego słownego kontrataku, jakoś nie biorąc go sobie do serca. Słowa pracownika działu marketingu nie zasiały w jego umyśle jakichkolwiek wątpliwości, co do treści artykułu, zatem i nie poczuł się nimi specjalnie urażony. Okazuje się, że ta ich potyczka przynosi korzyści tylko jednej stronie. Dante całkiem nieźle się bawi, widząc, jak szef skupia na nim swoją uwagę, z kolei Gustav zauważył, że jego złośliwości nie przynoszą zbyt wiele. A jednak nie chciał odpuścić, pragnął brnąć jeszcze dalej w walce o dominację.
- Niestety, mylisz się – zaczął chytrze, już czując smak zwycięstwa. – Sam autor tekstu zauważył, że to ty mi się oddajesz.
Zuchwałe naparcie na wnętrze kolana starszego mężczyzny sprawiło, że ten mimowolnie ugiął nogę w kolanie, przez co ich twarze znalazły się na tej samej wysokości. Usta prawie do siebie przylgnęły, zaś dłoń blondyna zadziałała instynktownie i mocniej zacisnęła się na udzie pracownika, aby ciało utrzymało się w pionie. Prychnął jedynie na tę zniewagę, choć już z mniejszym zrozumieniem wysłuchał kolejnej wypowiedzi Arrowa.
- Jeśli ktoś tu wejdzie… - wyszeptał do jego ust, przy okazji drażniąc je gorącym oddechem. – Wtedy zobaczy, jak chętnie rozchylasz dla mnie nogi, siedząc tak bezczelnie na biurku.
Brunet zwiększył między nimi dystans w miarę możliwości, a było to dość trudne w ich położeniu. Najwidoczniej bardo zaschło mu w gardle, skoro zdecydował się tak wygiąć, aby przyłożyć kubek do ust. Jednak trunek szybko stracił na uwadze kolczykowanego na rzecz krawatu dyrektora korporacji, który szybko został rozwiązany, następnie znów zawiązany, choć kompletnie inaczej. Węzeł okazał się skomplikowany i odrobinę zbyt gruby, przez co szlachcic czuł, jakby miał gulę tuż przy gardle.
Ostatnie muśnięcie dłoni Dantego, a do gabinetu weszła sekretarka. Rzecz jasna zniknęła równie szybko i bez słowa, jednak tym Waddington nie przejął się zbytnio, ponieważ był święcie przekonany, że jego najbardziej zaufana pracownica nie poleci do innych, aby zdać relację z sytuacji, jaką to zastała w gabinecie. Zatem mógł działać. Bez słowa odebrał kubek z herbatą z rąk młodego gangstera, po czym naparł mocno dłonią na jego tors, aby ułożyć go na biurku. Z chytrym uśmieszkiem zawisł nad nim, jedną dłonią wodząc po jego torsie, drugą zaś trzymał na blacie tuż przy twarzy szantażysty.
- Z artykułu można wyczytać, że uwielbiasz dla mnie jęczeć, jednak jeszcze bardziej kochasz krzyczeć pode mną z rozkoszy.
Gustav bawił się świetnie kosztem bruneta. Jawnie pokazywał, że nie widzi w nim mężczyzny, który byłby zdolny do zdominowania tak wymagającego osobnika. W końcu dał mu pstryczka w nos, po czym odsunął się stanowczo, aby zasiąść na swoim fotelu za biurkiem. Wziął kilkustronicowy dokument i zaczął go przeglądać z jak największym opanowaniem.
- Skoro już ustaliliśmy, że to ty dajesz dupy mi, a nie na odwrót, to możesz już iść.
Zerknął jeszcze na niego zza kartek papieru, przy okazji rzucając mu wredny uśmieszek. Już skończył z nim na dziś, jednak Dante pewnie zechce jeszcze trochę się ponarzucać, w końcu nie zniesie porażki. Warto zobaczyć, jak rozpaczliwie stara się mieć w tej dyskusji ostatnie słowo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sob Cze 21, 2014 10:05 pm

Dante uważał się za bardzo dojrzałego człowieka. Przeżył wiele rzeczy w swoim życiu, które znacznie zmodyfikowały jego charakter. Z natury był raczej porywczym człowiekiem, jednak nauczył się nad sobą panować i ograniczał wypowiedzi do minimum, posiłkując głównie aluzjami. Przy Gustavie całą jego kontrolę trafiał przysłowiowy szlag. Zachowywał się, przynajmniej w swoich oczach, kompletnie nieracjonalnie, czasami spokojnie dawkując złośliwość, a czasami pyskując i warcząc bez opamiętania. Było to na tyle niespotykane u niego zjawisko, że pragnął zbadać je z możliwie największą dokładnością. Kolejny powód, aby siedzieć na głowie Gustava i go prowokować.
Poza tym, jeśli nauczy się przy nim opanowania, to już chyba nikt go nie wyprowadzi z równowagi. Lepiej było ćwiczyć na osobie, którą miał właściwie w garści, niż później tracić czas i szanse w środowisku mafijnym.
Arrow uśmiechnął się szeroko, prosto do ust blondyna, słysząc te słowa. Tym razem, mimo wszelkich prób szefa, czuł, że wszystkie złośliwości spływają po nim jak po kaczce.
- Pozwolę sobie podejrzewać, że wyglądasz, jakbyś raczej ty był tu uległy. Wiesz, unosisz się z klęczek... - mruknął mu prosto do warg, odpowiadając bez zawahania na przyjemne dmuchnięcie. Pokazał tym samym, jak bardzo nieszablonowo potrafi myśleć. Rozpatrywał sytuację tak, by była korzystna tylko dla niego. Niektóre momenty mimo wszystko były znacznie bardziej skomplikowane.
Na przykład ten, kiedy znalazł się na biurku, rozpłaszczony i częściowo unieruchomiony przez prezesa firmy RoboticsUNION. Uniósł delikatnie brew do góry, wyciągnął dłoń do góry, owinął sobie krawat dookoła dłoni i pociągnął mężczyznę z powrotem blisko siebie. Ugryzł lekko dolną wargę lekarza, spoglądając prowokacyjnie w oczy.
- To są tylko przechwałki, panie Waddington. Bynajmniej nie potrafi pan udowodnić, że jest w nich choć ziarnko prawdy. -
Wyszeptał, puszczając go i pozwalając się odsunąć. Przez chwilę leżał jeszcze tak na biurku, a potem powoli się uniósł, podpierając dłonią. Odgarnął włosy z twarzy, przesunął palcami po kolczykach w uchu i zsunął się na ziemię. Pomasował sobie kark, który wciąż go pobolewał od czasu wypadku i przysunął się do mężczyzny. Złapał wolną dłonią za oparcie fotela i zakręcił nim, robiąc pełny obrót. Miało to służyć pewnemu zdezorientowaniu blondyna, by bez problemów stanąć za meblem i przewiesić przez niego dłonie. Przesunął palcami po włosach mężczyzny, bokach głowy, a w końcu ramionach i mostku. Wyjął z jego rąk papiery i rzucił je bez specjalnej delikatności na stół. Z najwyższą starannością zniszczył wspaniałą fryzurę Waddingtona, lekko podrapał po szyi i zmiął materiał koszuli. Zaraz jednak z powrotem go przygładził, by jeszcze raz zacisnąć dłonie i szarpnąć lekko do góry, zmuszając prawnika do wyprostowania się.
- Doprawdy, zaskakujesz mnie dzisiaj swoim chamstwem. Czyżby sytuacja z młodym panem W. wyprowadziła cię z równowagi? - Zacmokał znowu, lekko kręcąc głową i spoglądając z góry na hrabiego. - A może chodzi o coś innego? Czyżbyś miał problemy z powstrzymaniem pociągu do mojej osoby? - Brunet pozwolił sobie na wyczuwalne w głosie rozbawienie. Przesunął dłonie z ciała lekarza z powrotem na fotel, mocno nim zakręcił, pozwalając tym razem na prawie pełne dwa okrążenia. Zatrzymał go tak, by tym razem starszy mężczyzna znalazł się przodem do swojego szantażysty, a potem przysunął się, stykając z nim kolanami.
- Strasznie cię dzisiaj ciągnie do mojego ciała, Gustavie -
mruknął, obniżając wyczuwalnie głos. Obrócił się na pięcie i bez ostrzeżenia usiadł na nogach mężczyzny. Złapał go za dłonie i przesunął sobie jedną na pierś, a drugą podbrzusze. Oparł wygodnie na blondynie, jakby to on był fotelem, dociskając go skutecznie do mebla. Przesunął dłońmi blondyna po swojej piersi, zatrzymując obie na swojej szyi. Nim szef zdążył zacisnąć palce, zaparł się stopami o podłoże i równie nagle uniósł. Odgarnął powoli swoje włosy na plecy, a potem z powrotem znalazł się przodem do swojej ofiary. Lekko oparł się o blat i uśmiechnął do niego kpiąco.
- Faktycznie, było czuć twoją słabość do mnie. Nie dziwię się, że mi płacisz. -
Pokiwał lekko głową. Odgiął głowę do tyłu, przymykając oczy i cicho zasyczał z bólu. Ten kark coraz bardziej mu przeszkadzał.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sob Cze 21, 2014 10:07 pm

Podejrzenie, którym podzielił się z hrabią Dante nie pokrywało się z rzeczywistością, było raczej pobożnym życzeniem bruneta, który nie chciał uznać chwilowej dominacji swej ofiary. Łudził się, że ma wiele do powiedzenia, tymczasem musiał zmienić swoje nastawienie, a przynajmniej powinien, zwłaszcza, że w końcu wylądował na biurku. Ale nie zabrakło mu hardości, wręcz przeciwnie, jego zuchwalstwo wzrosło i doprowadziło do tego, że gangster przegryzł wargę szlachcica. I to spojrzenie. Tym razem Waddington nie mógł spojrzeć beznamiętnie na tego młodego mężczyznę, choć stale czuł do niego ogrom niechęci. Jednak ciało miał zaiste przyjemne, co należało przyznać, jednak niekoniecznie otwarcie.
Nie odpowiedział na jego komentarz, wolał raczej powrócić do swoich zajęć, niż dłużej wdawać się w czcze dyskusje, nawet jeśli tym razem miały one dość ciekawą formę. Cała ta potyczka słowna bawiła, zaś walka ich ciał sprawiała, że napięcie między nimi wzrastało. I właśnie dlatego żaden z nich nie mógł pozostać obojętny, przynajmniej nie w chwili, gdy brakowało im dystansu. Może i blondyn uciekł od dalszej konfrontacji, ale zawsze może się wytłumaczyć znużeniem czy też brakiem zainteresowania osobą mafiozo. Poza tym ma dużo pracy, więc nie ma zbyt wiele czasu na tego typu zabawy. Stanowczo wyprosił swojego gościa z gabinetu, niezbyt przejmując się chłodnym tonem pożegnania.
Na nieszczęście dyrektora RoboticsUNION, Dante miał zupełnie inne plany i nie zamierzał tak łatwo opuścić pomieszczenia. Zakręcił fotelem, po czym znalazł się za nim i ulokował sprawne dłonie na jego głowie. Blondyn mimowolnie zmrużył oczy, jakby w ten sposób szykował się do kolejnego ataku na swoją osobę. Dziwnym trafem nie oburzył się, choć z całą pewnością nie był zadowolony z takiego obrotu spraw, zwłaszcza z wyrwania mu papierów z rąk. Być może jego reakcje łagodził fakt, iż dotyk bruneta okazał się na swój sposób przyjemny, mimo że pozostawał tak bardzo niepożądany. Rozluźnił się, lecz zaraz został doprowadzony do porządku przez sprawcę rozluźnienia.
Jego ramiona spięły się w ułamku sekundy, a powieki uniosły, gdy tylko usłyszał pierwsze pytanie Arrowa. Wcale nie zainteresowała go kwestia zaskoczenia Dantego wobec niekulturalnego zachowania rozmówcy, przede wszystkim nie mógł pozostać obojętny na to, że ktoś chce wmieszać jego brata w sprawy, o których nie ma nawet pojęcia. Uniósł głowę i spojrzał na gangstera z niezadowoleniem dostrzegalnym w oczach i subtelnym uśmiechem na ustach, którym bagatelizował całe zagadnienie.
- Ależ oczywiście, że chodzi mi o twoją osobę. Jak mógłbym się oprzeć tak wspaniałemu ciału?
Na jego kolejne słowa nie odpowiedział. Pozwolił mu na sobie usiąść, nawet zaakceptował to, iż jego dłonie znalazły się na torsie bruneta. Pozwolił mu pokierować nimi, dzięki czemu te znalazły się na jego szyi. Wychodzi na to, że to Arrow pragnie dotyku męskich rąk. I kto tutaj zachowuje się jak ten uległy? Nim szlachcic przejął inicjatywę, Dante powstał i znów wsparł się o blat. Niespodziewanie Gus poszedł w jego ślady, a gdy ich twarze znalazły się na tej samej wysokości, spojrzał w oczy okolczykowanego. Bez ostrzeżenia chwycił go za ramię i odwrócił stanowczo plecami do siebie. Miał wielką ochotę pchnąć go teraz na biurku i pokazać mu, kto tak naprawdę jest gotów do objęcia całkowitej dominacji. Cóż, musiał zadowolić się ułożeniem dłoni na jego ramionach. Delikatnie naparł kciukami na jego kark, próbując rozmasować źródło bólu. Kolistymi ruchami palców napierał na kark, zaś pozostałymi na spięte mięśnie ramion.
- Jesteś taki spięty – oznajmił z lekkim rozbawieniem, następnie przysunął usta do jego ucha, by ledwie musnąć jego płatek ustami. – Czyżbyś tak bardzo przeżywał naszą bliskość?
Pozwolił sobie zsunąć jedną z dłoni wzdłuż kręgosłupa, następnie powiódł ją na biodro bruneta, na którym zacisnął palce, aby je przytrzymać, kiedy to zębami wgryzł się zaczepnie w płatek ucha, wolnego od kolczyków. Kto by pomyślał, że będzie się bawił tak dobrze w takiej sytuacji. Uśmiechnął się tryumfalnie, kciukiem dalej masując kark Dantego.
- Mógłbym płacić ci więcej, gdybyś był mi bardziej posłuszny – rzekł spokojnie, powracając do ich wcześniejszego tematu. – Chociaż wizja tresowania cię nie jest taka zła. Już ja nauczyłbym cię pokory.
Przesunął nosem po całej długości jego szyi, lecz po dokonaniu tej drobnej pieszczoty odsunął się, ale dłoni nie cofnął. Dalej trzymał jego biodro a kciukiem kreślił kółka na skórze młodszego mężczyzny.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sob Cze 21, 2014 10:09 pm

Kwestia uległości Dantego była dość względna. Brunet w swoich oczach bynajmniej nie zachowywał się jak uległy, raczej zdecydowanie zajmował się uwodzeniem i prowokowaniem szefa. Jak widać, punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Tak czy inaczej nie zamierzał mu dawać żadnych pretekstów do nad interpretowania swoich reakcji. Odsunął się i przymknął oczy, sunąc dłonią po karku. Mignął mu ruch Gustava, dlatego szybko znowu na niego spojrzał. Tym razem jednak wykorzystano jego zaskoczenie. Nim zdążył się odezwać, lub jakkolwiek zareagować, został obrócony tyłem do mężczyzny. Natychmiast się spiął. Póki sam inicjował takie sytuacje, wszystko było w porządku, bo miał nad nimi kontrolę. Gdy jednak robił to ktoś inny, natychmiast czuł, że traci grunt pod nogami. Zasyczał, czując napieranie palców i pospiesznie zaczął szukać drogi ucieczki. Został jednak całkiem skutecznie unieruchomiony przy stole. Gdyby spróbował zmienić pozycję, całkiem zdałby się na łaskę blondyna, a do tego pokazał, że się boi. Na co jak na co, ale na to duma nie zamierzała przystać, nawet za chwilę upokorzenia i kilka „miłych” słów prezesa.
- Ja? Spójrz na siebie. Cały czas lądujesz rękami na moim ciele. - Prychnął, nie pozwalając sobie ani na chwilę słabości. Musiał natychmiast pyskować, by hrabia nie poczuł się zbyt pewnie.
Zagryzł wargi, czując ugryzienie. Nie podobało mu się to, strasznie mu się nie podobało. W tym momencie pierwszy raz od naprawdę dawna poczuł, że nie ma kompletnie panowania nad sytuacją. Do tego zdał sobie sprawę, że mimo wszystko wciąż go ciągnie do prezesa. Jego dotyk był przyjemny i pewny, głos pieścił nie tylko uszy, ale przelewał się przez całe ciało, a ugryzienie spowodowało delikatne mrowienie i gęsią skórkę. Zaklął w myślach, a potem zmarszczył brwi z konsternacją.
- Tresowania mnie? Proszę? -
Zaskoczenie było na tyle duże, że zapomniał nawet się oburzyć, czy jakkolwiek odpyskować. Odruchowo spojrzał za siebie, wbijając wzrok w Gustava. To był błąd. Kark zapulsował tępym bólem, a w głowie aż mu się zakręciło. Chwycił się mocno stołu, obracając natychmiast głowę do poprzedniej pozycji i intensywnie mrugając oczami.
- Ożeż szlag - mruknął do siebie. Coś jednak musiał mieć z tym kręgosłupem, wypadek mu to pogorszył, a do tego wszystkiego doszło spięcie, które przy gwałtowniejszym ruchu zablokowało mu kręgi. Odetchnął ciężko i powoli spróbował zgiąć głowę do przodu, a potem do tyłu. W każdej pozycji czuł dyskomfort. Zaklął pod nosem.
- Mówię ci, szukasz dominanta, który to ciebie sprowadzi do uroczego, uległego faceta. Oczywiście, będziesz się rzucał i protestował, ale właśnie tego chcesz. Ostrego seksu „wbrew” twojej woli. -
Odparł, po krótkiej chwili, odzyskując zdolność do funkcjonowania. Czując, że między nim a Gustavem doszło do zwiększenia odległości, obrócił się szybko i wywinął od jego dłoni. Otarł przy tym biodrem o krocze mężczyzny, ale zaraz z powrotem usiadł na stole i sięgnął oboma dłońmi do karku. Zamknął oczy i spróbował go rozmasować, ale ból zamiast zejść, rósł i wcale nie zamierzał poprzestać na poziomie „do wytrzymania”. Ruchy Arrowa stały się widocznie chaotyczniejsze, oderwał jednak dłonie i znowu poruszył głową na boki. Syczał przy tym raz po raz, miotając się z niezadowoleniem.
- „Wbrew”. - Podkreślił, robiąc znaczący ruch palcami, oznaczający cudzysłów. Właściwie, to były już ostatnie podrygi prowokującego Dantego. Prawie wszystkie myśli krążyły dookoła domu i jakiejś maści przeciwbólowej, a najlepiej do tego jeszcze końskiej dawki pastylek, zbliżonych bardziej do narkotyków, niż leków.
Zeskoczył ze stołu i wyminął mężczyznę.
- Będę lecieć, panie Waddington. Raczej już dzisiaj nie znajdzie mnie pan w swojej firmie, więc braciszek będzie bezpieczny -
mruknął, kierując się do drzwi. Prawą dłonią wrócił na kark, a lewą nieświadomie zacisnął, wraz z zębami. Hamował wszystkie „kurwy”, jakie mu się cisnęły na usta, ale i tak był cholernie rozdrażniony.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sob Cze 21, 2014 10:11 pm

Spodziewał się nieco żywszej, wręcz gwałtownej reakcji, jednak takowa nie nadchodziła. O dość przykre, że zawsze spodziewa się po swoim pracowniku tego, co najgorsze, a wszystko przez to, że nie może nawet na chwilę zapomnieć, iż ma do czynienia z szantażystą. Mimo to sam postanowił go dotknąć, aby jeszcze bardziej podrażnić biedaka, który wreszcie wpadł w jego ręce. Z każdą chwilą starał się coraz bardziej go sprowokować, co widoczne było zarówno w jego słowach, jak i czynach. Dziwnym trafem posunął się do czegoś więcej – jawnie go trzymał przy sobie, gdyż przytrzymywał go za biodro, zdobył się nawet na ugryzienie, mimo to nie chciał pójść na całość. Zresztą, gdyby przesadził, Dante na pewno wpadłby w szał, nawet jeśli zaczyna mu się to nieco podobać. Choć jawnie podważono jego naturę dominanta, nie wyrywał się, co już rzucało podejrzenie, że dotyk blondyna jest dla niego przyjemny.
Brunet nad wyraz gwałtownie odwrócił głowę w reakcji na słowa hrabiego o tresurze. Był mocno zaskoczony tą kwestią, lecz szok został szybko stłumiony przez ból, który malował się na twarzy Arrowa. Sam Gustav usłyszał, jak strzyknęły mu kości i musiał przyznać w duchu, że odgłos zabrzmiał dość niepokojąco, aby zwrócić uwagę samego lekarza. W takiej sytuacji nie mógł drażnić go dłużej, dlatego odsunął dłoń od jego karku. Dante próbował jeszcze robić dobrą minę do złej gry, jednak jego komentarz na temat marzeń Gustava o zdominowaniu go przez despotycznego mężczyznę zabrzmiał niezbyt przekonująco. Cóż, w takim bólu trudno było żądać od niego bardziej jadowitych słów.
- I może to ty jesteś dominatem stworzonym wprost dla mnie? – spytał z lekką kpiną, rzucając mu chytry uśmieszek. Puścił wreszcie jego biodro wolno, pozwalając mu przysiąść na biurku. Przyjrzał mu się z uwagą i pewną dozą troski, jednak wolał stłumić w sobie jakiekolwiek poczucie obowiązku. Tak, jest lekarzem, jednak to nie znaczy, że musi się rzucać z chęcią pomocy na każdego człowieka. Teoretycznie musi, ale praktyka wygląda zupełnie inaczej.
Gdy młody mafiozo wyminął szlachcica i skierował się w stronę wyjścia, Waddington szybko ruszył za nim, aby tuż przed drzwiami złapać go za nadgarstek. Nie pociągnął go, w tej chwili musi mu oszczędzić wszelkich energicznych ruchów, by czasem nie zadać mu kolejnej dawki bólu. Z jednej strony chciał się go pozbyć jak najszybciej, z drugiej zaś nie mógł go wypuścić z gabinetu w takim stanie, bo jeszcze ktoś pomyśli, że doszło między nimi do jakichś rękoczynów.
- Pomogę ci, ale musisz położyć się na kanapie.
Spojrzał na skórzaną kanapę stojącą nieco z boku gabinetu. Ostrożnie podprowadził go do wygodnego mebla i spojrzał po jego twarzy. Z jego ust wydobyło się ciche westchnięcie, jednak po chwili nabrał przekonania, że czyni dobrze.
- Mam zamiar pomóc ci z tym karkiem, jednak dam ci jeszcze namiary na dobrego masażystę, który jest też rehabilitantem. To nie pierwszy raz, gdy coś się dzieje z twoim karkiem, dlatego daj sobie pomóc.
Mówił do niego, jak do małego dziecka, lecz nie mógł inaczej, w końcu musiał mu przetłumaczyć, że to poważna sprawa, której nie wolno mu zaniedbać. Doskonale pamięta, jak po ich wypadku brunet rozmasowywał bezskutecznie kark.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sob Cze 21, 2014 10:12 pm

- O gustach się nie dyskutuje - mruknął, wzruszając lekko ramionami. W końcu, to chyba Gustav powinien wiedzieć, dlaczego wybrał sobie za „kochanka” mężczyznę, który za nic w świecie nie chciał się mu poddać. Pyskowanie jednak na tych słowach się zakończyło. Kark pulsował mu bezlitosnym bólem, który uniemożliwiał właściwe skupienie myśli na czyimś innym, niż środki przeciwbólowe. Dlatego wolał uciec, z podkulonym ogonem, ale przynajmniej nie pogrążając się dalej. Tym bardziej poczuł zaskoczenie, gdy został zatrzymany pod drzwiami. Obrócił się ostrożnie w stronę mężczyzny, wciąż trzymając dłoń na pulsującej części ciała. Niestety, nie była to męskość.
Rozważył w myślach, czy powinien zgodzić się na tą propozycję. Jakby nie patrzeć, nie uśmiechało mu się ponowne poddanie dłoniom Waddingtona. Jeszcze ten człowiek poczuje się zbyt pewnie i Dante znowu będzie musiał walczyć o zdobycie jako takiej przewagi nad sytuacją. Aż zazgrzytał zębami na tą myśl. Tylko jedna, jedyna rzecz go powstrzymała przed wyjściem – fakt, iż jego szef był lekarzem. W wielu dziedzinach bardzo uzdolnionym, dlaczego więc nie miałoby to tyczyć się też aspektu medycznego? A czego jak czego, ale fachowej pomocy brunet w tym momencie potrzebował. Przeszedł więc posłusznie do kanapy i zdjął marynarkę. Przewiesił ją przez oparcie, a potem w końcu się położył. Zamknął na chwilę oczy i spróbował wybrać taką pozycję, by odczuwał jak najmniejszy dyskomfort. Oczywiście, musiał wylądować na brzuchu, co też skutkowało (ponownym!) wypięciem się w stronę blondyna. Irytowało to Arrowa niemiłosiernie, w myślach obiecał sobie, że więcej nie pozwoli sobie na taką uległą postawę przy hrabim.
Zwiesił jedną dłoń, przesuwając palcami po podłodze i westchnął ciężko.
- Tak, tak, proszę pana doktora. Oczywiście, zacznę dbać o swoje zdrowie. Przestanę też palić, ponieważ bez wątpienia to też oddziałuje na kark. Mój pociąg do pana. A, no i oczywiście mózg. - Wywrócił oczami, czego szef zobaczyć nie mógł. Mimo wszystko ironiczny i znudzony przekaz był aż nazbyt widoczny. Niezmiernie go nudziło takie wywyższone zachowanie. Możliwe, że posłuchałby się bardziej doświadczonego mężczyzny, gdyby ten tylko nie uderzył w ten typowy, moralizatorski ton. Trzeba było przyznać, że Gustav jeszcze nie nauczył się obycia z dwudziestojednolatkiem. Choćby bardzo chciał go wytresować, jego też czekała długa droga na zdobycie tej umiejętności.
- Skoro już to ustaliliśmy, mógłbym liczyć na jakąś... natychmiastową pomoc? - Dodał po chwili. Był człowiekiem odpornym na ból, ale istniały takie miejsca i takie rodzaje bólu, których znosić zbyt długo nie zamierzał. Z ust co jakiś czas wyrywało mu się niezadowolone syknięcie, a palce jednej dłoni wbijały się w kolczyki w uchu. Stosował dość znaną metodę – wywoływał ból w innym miejscu, by mózg skupił się na czymś innym. Skutkowało to, owszem, ale na krótką chwilę.
Gdy w końcu poczuł palce blondyna na karku, odruchowo się spiął, by zaraz wręcz zmusić do rozluźnienia. Każda gwałtowniejsza reakcja mięśni powodowała, że miał ochotę znaleźć gilotynę i odciąć uprzykrzającą życie część ciała.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sob Cze 21, 2014 10:14 pm

Już nie wdawał się z nim w dyskusję, jak dla niego temat dominacji bruneta został zakończony, choćby dlatego, że był niezwykle zdeterminowany do tego, aby na każdym kroku pokazywać mu, iż nigdy mu nie ulegnie. Może i jest przez niego szantażowany, jednak nadal ma swoją wartość. Oddanie ciała w ręce bruneta, niekoniecznie delikatne, oznaczałoby ostateczną klęskę, zatem hrabia musiał trwać przy swej dumnej postawie. Nigdy nie pogodzi się z myślą, że to on tutaj jest ofiarą. Ale ma coś jeszcze do powiedzenia i może kontrolować sytuację, co udowodnił chwilę temu, gdy tak zuchwale poczynał sobie z ciałem młodego mafiozo. Biedak, musiał przez chwilę poczuć się jak ten uległy, co zapewne stanowiło dla niego nowe doświadczenie, lecz nie można go uznać za nieprzyjemne, skoro ciało mimowolnie reagowało na dotyk dłoni blondyna.
Kiedy przeszedł dobrowolnie w stronę kanapy i nawet zdjął marynarkę, dobrze to wróżyło, choć szlachcic spodziewał się, że po jego drobnej przemowie o charakterze moralizatorskim zbuntowany gangster wyjdzie. Poczuł się dotknięty, co wynikało z jego słów, mimo to położył się na kanapie. Zirytował go sposób, w jaki został potraktowany, lecz Waddington w dużej mierze widział w nim rozkapryszonego dzieciaka, nic więc dziwnego, że zabrzmiał jak poważny dorosły, który poucza.
- Niestety, dobry masaż nie wspomoże pracy twojego mózgu, ale być może mógłby coś poradzić na twoje ciągoty do mnie – odparł z lekką kpiną na komentarz przepełniony ironią. Jeszcze chwilę stał i upajał się widokiem leżącego Arrowa. Rzecz jasna nie miał zamiaru mocniej go drażnić, gdy jest w takim stanie, jednak do Glowy wpadło mu kilka zabawnych myśli. Mógłby usiąść mu na nogach i dłonie wsunąć pod koszulę, tylko po co, skoro nie miałby z tego żadnych korzyści. Zaraz przysiadł na skraju kanapy, delikatnie skręcając tułów w bok, aby jego ręce miały dobry zasięg. Pochylił się nieco, a dłonie ułożył na ramionach. Znów napierał kciukami na obolały kark. Tym razem jego ruchy były bardziej wyważone, mimo to miały w sobie więcej precyzyjności i w kluczowych miejscach nacisk na kręgi szyjne stawał się bardziej stanowczy, w tym i odrobinę mocniejszy. Kiedy jedną dłonią stale masował zbolały kark, drugą sunął wzdłuż kręgosłupa powoli, po drodze ostrożnie napierając na każdy z poszczególnych kręgów. Nie chciał mu zadać niepotrzebnego bólu, nie zgadzało się to z jego etyką zawodową jako lekarza, mimo to był zmuszony do tego, aby użyć nieco siły przy tych poczynaniach.
- Musisz mi dokładnie mówić, gdzie odczuwasz największy ból. I tak będziesz musiał jeszcze udać się do specjalisty w tej dziedzinie.
Niespodzianie oderwał dłoń od odcinka lędźwiowego, do którego dotarł po dłuższej chwili, aby koniuszkami palców musnąć szyję Dantego, następnie wsunął palce w jego włosy bez słowa. Takie drobny gest, który miał zadziałaś na niego uspokajająco, choć blondyn nie mógł być pewien, czy jego szantażysta należy do pieszczochów, którzy lubują się w podobnych subtelnościach.
- Nie reaguj gwałtownie, przede wszystkim nie poruszaj zbyt energicznie szyją. Być może będziesz zmuszony do założenia kołnierza ortopedycznego, choć szczerze wątpię, abyś się na to zdecydował.
Może nie zna go zbyt dobrze, jednak wie, czego jakikolwiek lekarz może się spodziewać po tak dumnym i przy okazji upartym pacjencie.
- Lepiej? – spytał spokojnie, stale napierając z pewną dozą delikatności na źródło cierpień bruneta – kark. To właśnie w kręgach szyjnych kumuluje się ten cały ból, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sob Cze 21, 2014 10:14 pm

Brunet już nie odpowiedział. Miał serdecznie dosyć tej bezsensownej walki na słowa i przewagę. Jeszcze chwilę wcześniej pragnął udowodnić, że to on ma przewagę w ich relacji, jednak wraz z pojawieniem się nietypowego problemu, musiał ulec. Był wściekły przez to, bo każda prowokacja, która miała doprowadzić do jego wygranej, w tym momencie wyglądała jak potwierdzenie słów Waddingtona. Nic jednak nie mógł zrobić, musiał zamilknąć i mieć nadzieję, że lekarz zinterpretuje to jako pogarszający się stan swojego „pacjenta”, a nie oddanie mu władzy.
Gdyby wiedział, co chodzi po głowie blondynowi, zapewne nawet mimo bólu karku pokazałby, kto w tym gabinecie może bezkarnie macać. Na szczęście jednak nie siedział w jego głowie i był za bardzo skupiony na swoim cierpieniu. Bardzo nie lubił mieć problemów natury zdrowotnej, a powracający, coraz silniejszy ból kręgów szyjnych bez wątpienia zaliczał się do tego stanu rzeczy.
Odetchnął cicho, czując napieranie palców na pulsujące mięśnie. Owszem, uciskanie w wielu punktach sprawiało, że nabierał ochoty na przeklinanie, ale ogół dotyku działał zaskakująco kojąco. Zamknął oczy, poddając się posłusznie dłoniom mężczyzny, lekko wbijając palce jednej dłoni w kanapę. Było mu całkiem... Dobrze, chociaż nie zamierzał dopuszczać do siebie tej myśli. Tego dnia już wystarczająco ulegle się zachował. Chciał już wrócić do domu, wziąć tabletkę i zasnąć.
Gustav, całkiem przypadkowo, trafił na dość wrażliwą sferę mafioza. Arrow miał swojego rodzaju manię na punkcie włosów, jak i kolczyków. Sam bardzo chętnie lądował dłońmi w miękkich, blond kłakach szefa, dlatego również odwrotna sytuacja przypadła mu do gustu. Rozluźnił się wyczuwalnie, wzdychając cicho.
- Kark. Mniej więcej na środku. Chyba kręgi mi coś uciskają - mruknął, bardziej rozleniwionym, wręcz zaspanym głosem. Wraz z upływem czasu czuł się coraz lepiej i spokojniej. Musiał w tym momencie zawierzyć swojemu szefowi, musiał się rozluźnić, a gdy tylko popełnił ten błąd, stał się całkiem bezbronny. Oczywiście tylko chwilowo. Jeden fałszywy ruch Gustava, a Dante zaserwuje mu śliwkę pod okiem, bez chwili namysłu. W takich chwilach reagował wyłącznie instynktownie, a ten instynkt wziął się głównie z roku pobytu w więzieniu, a nie na przykład obserwowaniu posiedzeń Izby Lordów.
- Lepiej - przytaknął, wzdychając znowu i poprawiając się na sofie. Ból przeszedł niemal całkowicie. Umiejętności Waddingtona jako lekarza faktycznie były oszałamiające. W tym momencie, chociaż zapewne blondyn nie był tego świadom, zdobył uznanie mafioza. Rzecz niesamowicie rzadką, a co za tym szło, zachowanie bruneta wobec jego osoby na pewno ulegnie zmianom. Właściwie, nie istniały osoby, których autorytet by akceptował, a raczej nie takie, z którymi miał jakikolwiek kontakt. Bliżej mu było pod tym kątem do nastolatków, którzy zamiast rodzicami, inspirują się aktorami, czy piosenkarzami. On szukał wpływu na siebie w klasykach, w książkach, w prawdziwych bossach mafii. Nie osobach, z którymi rozmawiał na co dzień. A bliskich nie posiadał.
Gdy blondyn przerwał masaż, mężczyzna jeszcze chwilę się nie ruszał. Oddychał równomiernie, zdając się spać. Przez chwilę nawet rozważał taki obrót sprawy, ostatecznie jednak doszedł do wniosku, że grubo by przesadził ze swoim biernym zachowaniem. Wsunął dłonie pod swoją pierś i powolutku się uniósł, a potem usiadł, oparł o kanapę i przetarł twarz dłonią.
- Przyznaję, że masz dobre ręce. Chirurg, tak? - mruknął, otwierając z powrotem oczy i z pewnym zaskoczeniem dostrzegając, jak blisko blondyna się znalazł. Chrząknął nerwowo i odsunął się ostrożnie, a potem uniósł.
- Będę w takim razie szedł do domu. Daj mi namiary na tego rehabilitanta jeszcze, co? - rzucił, ostrożnie poruszając głową w lewo i w prawo. Było naprawdę dobrze. Może nawet nie będzie musiał brać niczego przeciwbólowego.
Był... W szoku.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   

Powrót do góry Go down
 
Główna siedziba RoboticsUNION
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Siedziba wojskowa + poligon
» Siedziba Thralla
» Siedziba ZRV w Yokohamie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Centrum miasta :: ∎ Dzielnica biznesowa :: ∎ RoboticsUNION-
Skocz do: