IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Główna siedziba RoboticsUNION

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Główna siedziba RoboticsUNION   Nie Kwi 13, 2014 8:16 pm

Serce korporacji należącej do rodziny Waddingtonów, które mieści się w ogromnym wieżowcu w centrum miasta. To tutaj zbiera się rada nadzorcza i podejmuje ważkie decyzje dotyczące rozwoju firmy. Na całe szczęście pakiet kontrolny przypada dyrektorowi, dlatego też w budynku znajduje się jego ogromny gabinet. Całe ostatnie piętro to siedziba mężczyzny podzielona na trzy wielkie pomieszczenia - sekretariat, gabinet i pracownię. Nim ktokolwiek dostanie się do niego, najpierw musi przy wejściu minąć ochroniarzy, przejechać windą pięćdziesiąt trzy piętra, następnie przejść przez spory sekretariat, gdzie musi zmierzyć się z największą tajną bronią dyrektora - lojalną wobec szefa i bardzo gadatliwą sekretarką.
Sam gabinet jest sporym pomieszczeniem, jasnym, niezwykle eleganckim. W centralnym miejscu znajduje się dębowe biurko, na którym zazwyczaj leży laptop i stos ważnych papierów do przeczytania, podpisania lub zniszczenia. Przed nim znajduje się elegancki fotel dla gości, a za nim skórzany fotel na kołkach przeznaczony jedynie dla dyrektora. Jasne ściany skryte są pod wysokimi szafami z dokumentami. Każdy mebel jest dębowy, szlachetny, elegancki i posiada wyrzeźbiony roślinny wzór. Naprzeciwko solidnie wykonanych drzwi z drewna znajduje się jedna wielka oszklona ściana biura, zza której ujrzeć można panoramę znaczącej części Londynu. Na samej górze przy suficie wisi kurtyna, ta w wyjątkowych sytuacjach zakrywa całe okno, aby promienie słoneczne niekoniecznie wpadały do środka. Bardziej z boku znajduje się skórzana kanapa i szklany stolik. Jest to kącik dla dobrych znajomych, którzy mogą napić się kawy czy herbaty z dyrektorem. Należy też wspomnieć o istnieniu interfejsu, dzięki czemu dyrektor ma stałą łączność z sekretariatem znajdującym się za ścianą. Istnieje też bezpośrednie połączenie między gabinetem a pracownią dyrektora, jednak jest ono ukryte za jedną ruchomą szafą.
Pracownia to jedna wielka graciarnia. W środku znajduje się stół operacyjnym, lecz nie znalazł się na nim żaden człowiek, jedynie leżały na nim części od starych komputerów. Panuje tam jeden wielki chaos, w którym odnaleźć można praktycznie każdy gadżet elektroniczny.


Błoga cisza w gabinecie dyrektora nie jest zbyt częstym zjawiskiem, dlatego też należy się nim rozkoszować jak najbardziej subtelnie, choćby poprzez oddychanie powietrzem, w którym nie rozchodzi się żaden nawet najcichszy dźwięk. Zdawałoby się, że wszystkie cząsteczki w tym pokoju zamarły, aby nie rozpraszać mężczyzny siedzącego na skórzanym fotelu za dębowym biurkiem w jego chwili zadumy. Na chwilę obecną przypominał posąg. Ciało przyodziane w drogi garnitur zastygło w wygodnej pozie, również przystojna twarz pozostawała nieruchoma wraz ze spojrzeniem stalowoszarych oczu. Każdy blond włos wydawał się dziełem wybitnego rzeźbiarza. Takim uczyniła go cisza. To cud, że nie dzwoni służbowy telefon, a jeszcze większym cudem jest to, że ten oto osobnik nie siedzi w tej chwili w pracowni, gdzie z całą pewnością próbowałby stworzyć coś innowacyjnego ze starych części z różnych urządzeń. Prawdopodobnie zawładnęła nim ta ulotna chwila lenistwa, która tak rzadko jest obecna w jego życiu.
W końcu pochylił się nad dokumentami i obojętnym wzrokiem zaczął śledzić linijki tekstu. Kolejne prawnicze dyrdymały, na których się zna jak mało kto. Te wszystkie kruczki prawne, które stosują biznesmeni przy spisywaniu umów są tak absurdalne, że aż śmieszne. Jednak nawet największy absurd, ba, nawet najlepszy żart przestaje być śmieszny, gdy słyszy się go już tysięczny raz. To zabawne, że każdy próbuje go oszukać, choć wszyscy jego partnerzy biznesowi czy też ci życzący mu źle doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ma wykształcenie prawnicze. Chyba muszą być naprawdę naiwni, by choć przez chwilę się łudzić, że kiedykolwiek podpisze niekorzystną dla swojej firmy umowę. Być może inny prawnik nabrałby się na niektóre chwyty, ale nie on - były student Uniwersytetu w Oxfordzie, który ukończył prawo z wyróżnieniem.
Ze znudzenia zaczął uderzać palcami o drewniany blat biurka, nie odrywając nawet na ułamek sekundy wzroku od umowy. Nie podpisze jej tak szybko, znów będzie musiał ponowić negocjację ze spółką, która próbowała go podejść nieszczegółowymi zdaniami w umowie. To przedłużanie sformalizowania zobowiązań jest takie bezsensowne. Zresztą, to nie jemu zależy, w końcu to inne spółki biją się o to, aby mieć z potężną korporacją wspólne interesy.
Telefon wreszcie się odezwał, całkowicie burząc spokój, jaki zapanował w gabinecie. Gustav leniwie podniósł słuchawkę i przyłożył ją ostrożnie do ucha.
- Tak, pani Murphy? - spytał niby z zaciekawieniem w głosie, lecz z jego twarzy nawet na chwilę.
- Panie Waddington, jakiś pan nalega na natychmiastowe spotkanie.
To informacja wcale go tak bardzo nie zaskoczyła, często zdarzało się, że ktoś w ostatniej chwili wydzwaniał do jego sekretarki z gorącą prośbą o spotkanie, nawet zdarzało się, że nadgorliwiec przyjeżdżał i wmawiał już sekretarkom działającym na parterze, iż jest umówiony z dyrektorem. Nic nowego, zawsze to samo.
- Co to za pan, pani Murphy?
- Nie mam pojęcia - odpowiedziała z lekkim zakłopotaniem. - Na dodatek już tu jest.
- Słucham?
I teraz dopiero naprawdę się zdziwił. Nim jednak zdążył poinstruować odpowiednio swoją sekretarkę drzwi gabinetu otworzył się szeroko i zaraz do środka wszedł nieznany mu dotychczas. W mgnieniu oka przywdział neutralny wyraz twarzy, który nie mówił niczego, jedynie w jego szarych tęczówkach kryło się drobne niezadowolenie.
- W czym mogę pomóc? - spytał sucho, nie siląc się zbytnio na uprzejmy ton. Takie niezapowiedziane przybycie jest już niekulturalne, a co dopiero wtargnięcie do czyjegoś gabinetu. Rażący brak jakiegokolwiek szacunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Pon Kwi 14, 2014 3:55 pm

Londyn od zawsze był jego ukochanym miastem. To w nim się wychował, tutaj dorastał, zawierał pierwsze przyjaźnie, pobierał nauki, kończył szkoły, studia, przeżywał miłosne wzloty i upadki. Dostał swój pierwszy staż, rozpoczął pracę.
To właśnie w stolicy Wielkiej Brytanii przyznano mu prawo do dziedzictwa swojego rodowego dobytku. Piękny kompleks budynków usytuowany w jednym z największych londyńskich parków niszczał w oczach i groziła mu rozbiórka. Wtedy jeszcze młody, nieco ekscentryczny architekt, który upomniał się o swoje dobra, postanowił poszperać w starych księgach. Odszukał wzmianki o szkole prowadzonej przez swoich przodków i uruchomił wszystkie kontakty, by te zaniedbane rudery przywrócić do ich najlepszych dni. Traditional Royal School weszło w nową erę z rozmachem, a inicjator tego całego przedsięwzięcia zniknął z kraju na kilka kolejnych lat. Jednak nigdy nie pozostawił tego miejsca samemu sobie.
Zatrudnił najlepszego dyrektora, jakiego mógł i któremu bezgranicznie ufał, postarał się o wykwalifikowaną kadrę, mającą przygotować młodych, może nieco zepsutych przez pieniądze chłopców do normalnego życia. Wysoko wyznaczył poprzeczkę, nie było miejsca na jakiekolwiek niedociągnięcia, nabyty perfekcjonizm by mu na to nie pozwolił. Sam nie posiadał wykształcenia pedagogicznego, lecz miał dar do interesów i zarządzania, który też wykorzystał podczas studiów inżynierskich z zakresu budownictwa, a później z architektury. Pieniądze się go trzymały i z każdym rokiem piął się po szczeblach wśród najbogatszych mieszkańców Anglii.
Teraz, gdy zmierzał pieszo do ogromnego, nowoczesnego wieżowca biurowego, wyglądał niczym człowiek wyjęty z minionej epoki. Bez żadnego skrępowania przeszedł obok strażników, mówiąc tylko, że idzie zrobić interes swego życia i by nawet nie śmieli go powstrzymywać. Biła od niego tak ogromna pewność siebie, że zamiast wylegitymować go, to z ukłonami otwarto przed nim drzwi. Sekretarki nie były trudnym przeciwnikiem – czarującym uśmiechem, szlacheckimi manierami urzekł kobiety, które bez mrugnięcia okiem podały mu numer piętra, na które powinien się udać, by spotkać się z głową całej firmy. Jadąc windą spojrzał spokojnie na zegarek-cebulę, który znał lepsze czasy, lecz musiał być czymś ważnym dla jasnowłosego mężczyzny, skoro jeszcze go nie wymienił na lepszy model. Wszedł z równym majestatem do sekretariatu i dopiero tutaj udało się go zatrzymać na chwilę, jednak szarooki wiedział, dokąd się udać i nic nie mogło stanąć na drodze do jego celu.
Tym razem nie czekał, aż wrota staną przed nim otworem, sam wszedł do środka z tą swoją powagą na twarzy. Słyszał wiele dobrego, jak i wiele złego o dyrektorze tego miejsca. Dobrze wiedział, że ten nienawidzi być zaskakiwany, zaś on sam uwielbiał zaskakiwać. Jednak pierwsze, co zrobił, to rozejrzał się uważnie po pomieszczeniu, na jego twarzy pojawił się leciutki grymas niezadowolenia, który starał się zamaskować. Był jednak człowiekiem dość ekspresywnym, więc emanował wręcz swoim nastrojem. W końcu spojrzał na nieco może zmieszanego pana tego miejsca. Powoli, nie spiesząc się, zdjął skórzane rękawiczki, zrobił kilka kroków i usiadł na sofie przeznaczonej dla dobrych znajomych właściciela. Gestem zaprosił stojącego blondyna do spoczęcia, gość już czuł się niczym u siebie.\
- Gustav – zaczął beztrosko, jednak szybko zmarszczył brwi, bo coś mu się nie spodobało. - Chyba mogę się w ten sposób do ciebie zwracać? - Nietakt za nietaktem, lecz krótka analiza tego osobnika mogła dać wiele do zrozumienia.
Był to mężczyzna w sile wieku, choć ciągle młodo wyglądający. Jego długie, proste mysiego koloru włosy opadały luźno na ramiona, głowę zdobił idealnie dopasowany do nieco staromodnego płaszcza cylinder, który to po krótkiej chwili znalazł się na stoliku obok. Był niewątpliwie bogaty, ekscentryczny i niesamowicie pewny siebie, lecz w jego szarych tęczówkach, skrytymi za szkłami w kształcie idealnego okręgu, kryła się trudna do wytłumaczenia radość życia. Niepodważalnie czuł się na równi z właścicielem RoboticsUNION.
- Napijesz się? - Padło kolejne pytanie, które zdawał się kierować do ciągle stojącego prawnika. - Nie, dziękuję. Chociaż widzę, że nalegasz, to poproszę herbatę z odrobiną śmietany – typowy anglik.
Zapewne było to jedno z dziwniejszych spotkań. Mimika twarzy siedzącego architekta spoważniała.
- Tu mam umowę – położył dokumenty, które wyjął z wewnętrznej kieszeni płaszcza, niemal natychmiast przeszedł do interesów, całkowicie zapominając o przedstawieniu się.
Przybył tu od razu z lotniska, nawet nie miał okazji zjeść. Był człowiekiem pracy i czynu, nie lubił bezczynności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Pon Kwi 14, 2014 5:33 pm

Zazwyczaj te wszystkie niespodziewane zdarzenia były postrzegane przez Waddingtona jako coś niepożądanego, lecz tym razem odrobinę inaczej patrzył na niespodziankę, którą zesłał mu los. Był odrobinę zagubiony w tym całym spokoju, ale to nie powinno dziwić, w końcu nie jest zaznajomiony z tym stanem. Przez dobrą sekundę trwał w pewnej konsternacji, lecz szybko zwalczył swoje własne osłupienie, dzięki czemu mógł całkowicie trzeźwo spojrzeć na niezapowiedzianego gościa. Oczy dyrektor od razu wyłapały ten wyraz niezadowolenia, jaki prześlizgnął się przez twarz mężczyzny. I to jakiego mężczyzny. Był to osobnik całkowicie inny, mocno rzucający się w oczy nie tylko z powodu ubioru, który pozostał wierny modom minionej epoki, czy też aparycji, sama dumna postawa już sprowadzała na niego spojrzenia innych. I właśnie tu można dostrzec podobieństwo pomiędzy hrabią Waddingtonem a nieznajomym - od nich obu bije aura świetności. Prawdopodobnie wynika to z tego, iż obaj są dobrze urodzeni, jednak na razie jest to jedynie hipoteza, którą Gustav z chęcią potwierdzi, o ile będzie miał na to szansę.
I kolejne oburzające zachowanie, które dziwnym trafem zostało szybko wybaczone, może nawet zbyt szybko. Dobrze, że mężczyzna nie czekał na zaproszenie i sam zechciał łaskawie zasiąść na kanapie, choć po jego pierwszej reakcji na wystrój wnętrza można przypuszczać, że nic nie przypadło mu tutaj do gustu, może nawet ta kanapa raziła jego zmysł estetyki. Jakoś musi znieść to nieodpowiednie dla jego osoby wnętrze, ale chyba jest to poświęcenie warte swojej ceny. Przecież tak dostojna osoba nie mogła wtargnąć do czyjegoś gabinetu w tak mało elegancki sposób bez ważnego powodu.
Powstał ze swojego miejsca z subtelnym uśmiechem skrytym w kącikach ust, aby na razie przystanąć przy biurku, o które wsparł się z wielkim wyważeniem. Każdy jego ruch miał w sobie mnóstwo spokoju i godności, jakby całkowici wyzbył się gwałtowności. Również nie spieszyło mu się zbytnio do tego, aby zasiąść obok jasnowłosego mężczyzny.
- Ależ proszę, nie krępuj się - odpowiedział na jego pytanie równie beztrosko, co mężczyzna, gdy wypowiedział jego imię. Nie przejmował się już nietaktem nieznajomego, ten przestał go drażnić z chwilą, kiedy dostrzegł, iż są sobie równi. Do takiego wniosku można było dojść już po zobaczeniu samego sposobu, w jaki nosił się jego gość.
Dyrektor spojrzał na mężczyznę z zaciekawieniem, kiedy usłyszał kolejne pytanie, lecz nie zdążył dać nie odpowiedź, ponieważ ta w mgnieniu oka wydobyła się z ust samego pytającego. Na twarzy Gustava zagościł delikatny uśmiech. Dawno nie był tak zafascynowany czymkolwiek, a co dopiero innym człowiekiem. Z uwagą przyglądał się rozmówcy, ostrożnie chłonąc jego istotę. Leniwie oderwał od niego wzrok i przeniósł go na biurko. Wcisnął guzik włączający interfejs, by zaraz powiedzieć do wmontowanego w mebel mikrofonu:
- Pani Murphy, poproszę herbatę z odrobiną śmietany dla mojego gościa.
Po wydaniu polecenia odszedł od biurka i ruszył w kierunku kanapy. Wyminął stolik i spokojnie zasiadł obok, lecz nie za blisko swojego gościa, aby czasem nie naruszyć jego przestrzeni osobistej. W jednej chwili atmosfera się zmieniła wraz ze zmianą nastawienia u rozmówcy. Powaga była wskazana przy wysuwaniu jakichkolwiek propozycji biznesowych. Gustav spokojnie sięgnął po dokumenty, aby na razie zerknąć powierzchownie na pierwszą stronę.
- Skoro przeszliśmy już do interesów, z chęcią się dowiem, z kim mam przyjemność. Proszę o wybaczenie, po prostu nie mam w zwyczaju podejmować wspólnych przedsięwzięć z nieznajomymi.
Darował sobie jakąkolwiek kąśliwość, właściwie zabrzmiał nawet życzliwie. Trzeba pamiętać o tym, że nadal jest dyrektorem poważnej korporacji, która zapewnia miejsce pracy wielu ludziom, dlatego też nie może zbyt swobodnie podchodzić do współpracy z innymi osobami. Zresztą, będzie musiał przeanalizować umowę na spokojnie, w końcu nie będzie podejmował jakiejkolwiek decyzji z marszu. Samo rozeznanie w sytuacji może trochę zająć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Pon Kwi 14, 2014 8:58 pm

Gabinet zdecydowanie nie przypadł mu do gustu, jednak był w nim dość interesujący element, na którym to też jasnowłosy jegomość zawiesił swój wzrok.
Drzwi. Roślinne ornamenty przykuły jego uwagę. Pozwolił sobie aż wstać, całkowicie ignorując mężczyznę śledzącego dokładnie każdy jego krok. Podszedł do nich i dotknął swoją nieskalaną pracą dłonią. Z wielkim wyczuciem przejechał po sękach i rzeźbieniach, wyraźnie zachwycony fakturą tego, co zobaczył.
- Piękne – powiedział mrukliwym głosem, wyprostował się i poprawił okulary, które zdążyły mu się zsunąć z nosa. Zacmokał nieco niecierpliwie i pokręcił głową. – Ależ ze mnie ignorant, no, no, no. Tak się nie godzi – zrobił ruch dłonią niczym prawdziwy arystokrata i pokłonił się delikatnie. – Dorian Richmond Jr. – każdy rodowity mieszkaniec Londynu słysząc to nazwisko myślał o ogromnym parku.
W tym też momencie nie mylił się, gdyż te tereny praktycznie należały do owego dżentelmena. Drugim skojarzeniem była ekskluzywna szkoła dla chłopców z bogatych rodzin. I właśnie w tym celu przybył na sam szczyt wieżowca, chociaż miał coś w rodzaju lęku wysokości, z którym starał się usilnie walczyć. Wyprostował się dumnie i zaczął przemierzać spokojnym krokiem długość gabinetu, co pewien czas zerkając na swojego sympatycznego gospodarza.
- Twoja firma współpracuje z moją szkołą – był naprawdę bezpośrednią jednostką, co udowadniał na każdym kroku. – I muszę przyznać, że jest to współpraca owocna, za co nigdy nie miałem okazji podziękować osobiście – zatrzymał się przy biurku, o które oparł się biodrem.
Zamienili się niemalże miejscami. Teraz to Dorian wcielił się w rolę wielkiego dyrektora, a Gustav stał się jego słuchaczem. Szarooki miał dar do przemawiania i prawdopodobnie minął się ze swym powołaniem, lecz architektura była wymysłem jego despotycznego ojca, z którego zdaniem musiał się liczyć jeszcze do niedawna. Do Wielkiej Brytanii nie dotarła jeszcze wieść, że stary Richmond odszedł na drugi brzeg, a niewyobrażalny majątek znalazł się w rękach bezdzietnego dziwaka z dawnych czasów.
Długowłosy spojrzał raz jeszcze na umowę, którą przekazał właścicielowi tej ekskluzywnej firmy i po niedługiej chwili wiedział, co też za myśl pojawiła się w jego głowie.
- Osobiście ją przejrzałem – odezwał się znów pewnie i poprawił niby od niechcenia tabliczkę z imieniem i nazwiskiem oraz tytułem mężczyzny, stojącą na biurku. – Uwierzysz, że ci idioci, którzy nazywają siebie prawnikami mimo moich szczegółowych poleceń, starali się wepchnąć jakiś kicz, byle tylko wyłudzić więcej? – W tym też momencie do pomieszczenia weszła nieco zszokowana sekretarka, która przy tak zwanym centrum dowodzenia ujrzała nieznanego gościa zamiast swojego przełożonego. – Proszę postawić na stoliku. Jakby znalazło się jakieś cynamonowe ciastko do tego, byłbym dozgonnie wdzięczny – posłał kobiecie uprzejmy uśmiech dając jej do zrozumienia, by im w tym momencie nie przeszkadzała.
Powrócił na swoje pierwotne miejsce, zakładając nogę na nogę i odgarniając włosy na plecy. Wziął do ręki filiżankę, automatycznie odchylając najmniejszy z palców i upił kilka łyczków. Przymknął oczy tym razem wyraźnie zadowolony. Znów pozwolił sobie nawiązać kontakt wzrokowy z podobnym do siebie mężczyzną ciekaw, co ten powie na jego słowa.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Pon Kwi 14, 2014 10:27 pm

Jak to dobrze, że w pomieszczeniu mimo wszystko znalazło się coś, co wpadło znakomitemu gościowi w oko. To byłby zaiste prawdziwy cios dla dyrektora, gdyby okazało się, iż osoby o wyczulonym zmyśle estetyki nie dostrzegają w jego gabinecie niczego wartego uwagi. Uratowały go drzwi, jednak należy podkreślić, że zostały one wykonane na specjalne zamówienie hrabiego przez prawdziwego artystę - nieraz honorowanego rzeźbiarza a nie byle jakiego rzemieślnika. Waddington, tak jak każda inna osoba należąca do elity, lubi otaczać się wyjątkowymi rzeczami i nie chodzi tutaj bynajmniej o ich wartość, lecz o ich piękno. Jednak od zarania dziejów piękno idzie w parze z wartością, zatem i zdarza mu się niekiedy wydać całkiem sporo na rzeczy, które mają za zadanie cieszyć jego oko. Jednak pewnego rodzaju piękna nie da się kupić, ba, nawet utrwalić. Na przykład nie mógł na dłużej zarzymać widoku zaintrygowanego drzwiami mężczyzny. Gdyby tylko mógł zachować ten subtelny wyraz jego twarzy...
Nie gniewał się na swojego rozmówcę za to, że nie przedstawił się na samym początku, co można by uznać za swego rodzaju przejaw ignorancji. W przypadku tego mężczyzny większą rolę odgrywała sama jego istota pełna godności niż maniery. Jednak kiedy tylko dyrektor usłyszał dobrze sobie znane nazwisko, zaczął spoglądać na swego gością pod zupełnie innym kątem.
- Panie Richmond, to zaszczyt, że wreszcie mogę pana poznać - powiedział z mnóstwem sympatii w głosie. Nie próbował kryć przyjacielskiej nuty, zwyczajnie nie widział takiej potrzeby. Akurat to pozytywne nastawienie wynikało nie tylko z owocnej współpracy firmy RoboticsUNION ze szkołą, lecz przede wszystkim z ciekawości Gustava. Nieraz zastanawiał się, jak może prezentować się właściciel tejże placówki. Nie rozczarował się, miał do czynienia z interesującym człowiekiem, od którego bił majestat.
Skoro wie, kto się przed nim znajduje, nie ma już powodu, aby odwlekać przeczytanie umowy. Stalowoszarymi oczyma wodził po tekście, nie opuszczając ani jednej linijki, nawet jednego słowa, jednocześnie stale śledził wędrówkę Richmonda po gabinecie, aby nie przegapić żadnego jego ruch. Znów musiał przejść przez ten prawniczy bełkot, nawet doszukał się kilku pułapek zastawionych przez prawników, które były doskonale wplecione w tekst umowy, aby żaden prosty umysł nie dostrzegł oszustwa. Właściciel szkoły również wyłapał te wszysykie machinacje wcześniej, nawet ostrzegł przed nimi Waddingtona. Szlachetna postawa, nie ma co.
- Na tym właśnie polega praca prawników. Nie chodzi o prawo, lecz o pieniądze - wyznał zgodnie z prawdą, której wcale się nie obawiał. - W wolnej chwili zredaguję tekst umowy, rzecz jasna pod pańskim okiem.
Biedna pani Murphy była w lekkim szoku, gdy dostrzegła podobną zamianę miejsc. Dla niej był to coś rażącego, z kolei dla mężczyzn nie było to nic wielkiego. Kobieta widząc brak reakcji ze strony własnego pracodawcy, szybko opuściła gabinet, aby rozpocząć poszukiwania jakiegokolwiek cynamonowego ciastka w tym ogromnym wieżowcu.
- Wstępnie jestem zainteresowny nowym projektem na rzecz szkoły, choć muszę przyznać, że zaskoczyła mnie ta oferta. Mogę wiedzieć skąd wziął się pomysł na podpisanie umowy? Nie żebym narzekał, po prostu dotychczas darowizny się sprawdzały.
Zajrzał w szare oczy swego rozmówcy, choć były one skryte za szkłami okularów. I tak dostrzegał w nich wiele, zarazem nic. Intencje mężczyzny wciąż pozostawały dla niego jedną wielką niewiadomą. Chciał dowiedzieć się więcej o jego planach, aby wraz z nim tchnąć w nie życie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Wto Kwi 15, 2014 12:00 pm

Spadkobierca tak ogromnego majątku nie oczekiwał jednak poklasku. Uciekł z tego kraju, by nikt go nie nękał i nie chciał wyłudzić pieniędzy, którymi i tak lubił się dzielić. Całą swą uwagę przelał na szkołę, która jest jego największym życiowym przedsięwzięciem i której to poświęcił się bez reszty. Nie było dnia, by nie pisał do przyjaciela, zaś ten musiał mu składać dokładne raporty. Miał w Londynie również swoich bezpośrednich reprezentantów, którzy w jego imieniu podpisywali umowy, prowadzili negocjacje, a on w tym czasie zajmował się kolejnym architektonicznym projektem w równie pięknym Sydney, gdzie miał założoną swoją firmę z dala od londyńskich sępów.
Czuł się nieco nieswojo w rodzimym mieście, lecz sam pozostał chodzącym przykładem historii. Ubiór, maniery, gesty, a nawet i słownictwo oraz akcent świadczyły o jego przywiązaniu do tradycji, do kultury, którą chłonął od małego. Dwie pary stalowoszarych oczu spotkały się ze sobą na dłuższą chwilę i nie wyglądało, jakby którykolwiek z nich miał w tej chwili odpuścić. Gość wyjął z zewnętrznej kieszeni chustkę z wyraźnym herbem swego rodu oraz własnymi inicjałami. Zdjął okulary i zaczął miarowymi ruchami przecierać zabrudzone, w jego mniemaniu, szkła.
- Z całym szacunkiem do pana, ale drobne darowizny to za mało, gdy żyjemy w dobie komputerów oraz innych elektronicznych gadżetów – zaczął z lekkim uśmiechem, było słychać w jego głosie wizjonera, gdyż sposób jego mówienia stał się nagle bardziej ekspresyjny. - Tym dzieciakom należą się doskonale wyposażone sale. Każda w projektor, nowoczesny rzutnik, pełen dostęp do Internetu. Tradycja tradycją, lecz nie uniknę dóbr dwudziestego pierwszego wieku – Dorian i tak odrestaurował te budynki w sposób wyjątkowy.
Czuć było w Traditional Royal School ducha dawnych lat, każde pomieszczenie zostało starannie odrestaurowane, zakupił dużo antyków, które stanowią niesamowite wypełnienie tych starych murów, a równocześnie udało mu się pogodzić miniony wiek z obecnym i nie brakuje tam nowoczesnych technologii, które są jedynie dopełnieniem, a nie kontrastem.
Okrągłe szkła ponownie znalazły się na prostym nosie mężczyzny.
- Mów mi Dorian – może i był szlachcicem, jednak obiecał sobie niegdyś, że nie będzie sztywny niczym swój ojciec. Nie miał zamiaru popełniać jego błędu i w przeciwieństwie do świętej pamięci starego Richmonda, on zyskiwał przychylność innych ludzi swą otwartością, ale i stanowczością, a nie wymuszonym szacunkiem oraz dystansem. - I zapewne zdążyłeś zauważyć, ze dla mnie pieniądze znaczenia nie mają. Nie w momencie, gdy mówimy o mojej ukochanej szkole.
Przyglądał się z uwagą godną psychologa swemu nietuzinkowemu rozmówcy, który w przeciwieństwie do niego nie był do tej pory niemal całkowicie anonimową personą. Śledził jego wzrok, gdy ten błądził po prawniczym bełkocie, obserwował dłonie, które to zaciskały się na dokumentach, aż w końcu skupił się na samej twarzy. Waddington nadawał się do roli, którą odgrywał, tego był pewien.
- Przyznam się szczerze, że przybyłem tutaj od razu z lotniska, a szkołę widziałem jedynie na zdjęciach i znam ją z opowiadań różnych ludzi. Wstyd – był to wstęp do pewnego, znów nieco nietuzinkowego zaproszenia. - Może da się pan zaprosić na lunch, a następnie na małą wycieczkę po szkole i przyległych terenach? Na miejscu lepiej był wytłumaczył swe wizje – po raz kolejny napił się herbaty.
Ta propozycja była równie zaplanowana, co przybycie do RoboticsUNION. Był poniekąd ciekaw, czy na tyle zaintrygował drugiego mężczyznę, by ten zechciał w trybie natychmiastowym przejść do sfinalizowania umowy. Lekki, nieco zawadiacki uśmieszek gościł na tej okalanej mysimi włosami twarzy, a roześmiane oczy spoglądały spod przymrożonych powiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Wto Kwi 15, 2014 6:06 pm

Był coraz bardziej zaintrygowany swoim rozmówcą i nawet tego nie krył. Fascynację można było dostrzec w jego oczach, które w pewnej chwili zaiste rozbłysły z ciekawości. Chciał wiedzieć więcej o znakomitym Richmondzie, jednak trudno mu było zdobyć się na odwagę, aby o cokolwiek spytać. Chyba nawet nie wypadało mu zadawać jakichkolwiek pytań, kiedy nie dotyczą one ich wspólnego przedsięwzięcia na rzecz szkoły. Trudno, zaspokoi swoją ciekawość kiedy indziej, choć trudno stwierdzić, czy będzie miał na to inną okazję. Wiele plotek jest rozsiewanych na temat właściciela Traditional Royal School, w które Waddington nigdy się nie wsłuchiwał, choć musiał przyznać, że jedna plotka się sprawdziła. Niemożliwością jest trafić do tego mężczyzny samemu, ten oto tajemniczy właściciel prestiżowej placówki sam musi chcieć cię zobaczyć, aby kiedykolwiek doszło do spotkania z nim. Zatem Gustav może się czuć zaszczycony tym, iż najbardziej tajemnicza osoba zechciała zaszczycić go swoją obecnością w tym jakże skromnym gabinecie.
Zerknął na postać długowłosego mężczyzny, z uwagą przyglądając się poczynaniom. I znów mógł dostrzec dostojną postawę oraz bezbłędną grację w każdym ruchu. Wciąż był pod wrażeniem jego osoby, jakby został rzucony na jego urok. Tak absurdalne zjawisko z całą pewnością wyjaśniałoby dobre samopoczucie dyrektora, które wiązało się przede wszystkim z miłym towarzystwem. Uwaga rozmówcy powinna go urazić, tymczasem Gustav uśmiechnął się subtelnie, ni kryjąc lekkiego rozbawienia. Jego darowizny z całą pewnością nie były drobne, jednak miał związane ręce, gdyż nie wypadało mu robić czegokolwiek więcej dla szkoły, aby czasem jego działania nie zostały uznane za ingerencję w decyzyjność instytucji. Na całe szczęście wspaniałomyślny wizjoner pozwolił mu rozwinąć skrzydła.
- Proponuję zamontować w każdej sali tablicę multimedialną, którą będą mogli dysponować przede wszystkim nauczyciele. Projektor również będzie zamontowany, to jest oczywistość. Dobrym pomysłem wydaje się być zapewnienie komputera przy każdym miejscu pracy ucznia, w które wgrane będą jedynie programy edukacyjne, spróbuję też ustawić pewne blokady w systemie, te będą miały za zadanie uniemożliwić instalację innych programów. Jednak komputery nie mogą zajmować zbyt wiele miejsca, dlatego postawiłbym na minimalizm. Należy zakupić odpowiednie jednoosobowe biurka z klapą i w każde wmontować sprzęt. Pod klapą znajdować się będzie klawiatura i myszka, z kolei do klapy przymocowany będzie monitor. Co do dostępu do internetu, nie będzie z tym najmniejszego problemu, wystarczy tylko stworzyć jedną wydajną sieć dla każdej sali.
To była jego wizja, a właściwie był to jej zarys. Ciężko omówić tak zawiła kwestię w kilku zdaniach, tu potrzeba więcej szczegółów. Wszystko miał już poukładane w swojej głowie, teraz tylko musi odpowiednio przekazać treść swoich myśli. Przyjdzie na to odpowiedni czas, wszystko też ustalą w umowie, rzecz jasna bardzo szczegółowo, aby obie strony znały swoje zobowiązania. Jako prawnik nie może pozwolić na to, aby jakakolwiek kwestia została pominięta. O wszystko zadba, zapewne pod okiem Richmonda oraz jego prawnego przedstawiciela.
- Dorianie, już cieszę się z naszej współpracy - wyznał szczerze z subtelnym uśmiechem, który utrzymał się aż do wzmianki o pieniądzach. - Mimo to postaram się ograniczyć koszty do minimum. O sprzęt nie musisz się martwić, tę kwestię pozostaw mnie.
Kolejny raz zerknął na umowę, przede wszystkim na trzecią stronę, na której tkwił zapis na temat pomocy dydaktycznych, w którą wliczają się także te wszystkie elektroniczne gadżety. Prawnicy przewidzieli, że sprzęt zakupiony będzie ze środków samego Waddingtona, na co główny zainteresowany patrzył jak najbardziej przychylnie. Jednak pozostaje jeszcze kwestia zakupienia nowych mebli do sal, zwłaszcza, że będą one musiałby zostać wykonane na specjalne zamówienie. I z tym sobie poradzą.
Ulokował spojrzenie na przemawiającym do niego mężczyźnie. Odrobinę zaskoczyło go to, że właściciel przybytku jeszcze ani razu nie miał okazji go zobaczyć, jednak z pewnych przyczyn rozumiał to. Gdyby miał możliwość, sam zaszyłby się z dala od rodzinnej firmy i kancelarii prawniczej, aby kierować wszystkim z daleka.
- Nie ośmieliłbym się nie przyjąć zaproszenia. Przede wszystkim nie mogę pozwolić, abyś był głodny, skoro przybyłeś tutaj prosto z lotniska. Również jestem ciekaw dalszych propozycji.
Powstał z kanapy nie wypuszczając umowy z rąk, następnie skierował się do swojego biurka. Szybko odnalazł ołówek i zapisał nim kilka drobnych uwag od siebie na marginesie. W mgnieniu oka powrócił do gościa, by oddać mu dokument.
- Mam nadzieję, że Criterion Restaurant to dobry wybór. Gdybym to ja rzucił się w wir pracy zaraz po długim locie, wtedy z pewnością szukałbym chwili wytchnienia i znakomitego jedzenia właśnie tam.
Od początku wiedział, gdzie zabierze na lunch swojego gościa. Elegancka restauracja znana na całym świecie idealnie pasowała do Doriana. Neobizantyjski styl wnętrz prawdopodobnie przypadnie mu do gustu, a na to przynajmniej liczy Gustav.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 16, 2014 4:47 pm

Richmond mógł być z siebie niezwykle dumny, jak na razie dosłownie wszystko szło po jego myśli i można było mieć wrażenie, że właśnie w ten sposób idzie przez całe swoje życie. Problemy zdawały się go nie imać, a nawet, gdyby znalazł pod swymi nogami jakąś kłodę, to zapewne z gracją by po niej przeszedł, niczym aktor w Deszczowej piosence, machając na boki staromodnym parasolem. Wpierw umowa, później znalezienie sobie wyborowego towarzystwa do wspólnego posiłku. Kolejnym punktem jego nieco szalonego planu było przejście na piechotę do ogromnego parku, w którym miał ciągle swoje udziały, i odbycie tam uroczego spaceru aż pod mury szkoły. Nie wiedział, jak drugi mężczyzna będzie się zapatrywał na taką dawkę ruchu, jednak on nie miał zamiaru ustąpić. Zbyt długo siedział na swoich czterech literach w samolocie, by teraz wozić się luksusowymi samochodami.
Poniekąd był też ciekaw, jak zmienił się Londyn od czasu, gdy widział go ostatnim razem. Nie było go kilka ładnych lat, więc ogromna tęsknota za tym miejscem przepełniała jego serce. Odwzajemnił delikatny uśmiech, słysząc ogromne zaangażowanie dyrektora firmy w jego wizję. Już teraz był pewien, że wszystko się uda i będzie wykonane na najwyższym poziomie. Lubił współpracować z ludźmi, którzy są stanowczy i jasno określają swoje cele.
- Meble proszę pozostawić mi. Dobiorę je w taki sposób, by spełniały wymogi sprzętowe, ale również by nie niszczyły mojej koncepcji tego miejsca - niewiele osób wiedziało, kim był Dorian w swoim prywatnym życiu.
Zdecydowanie uchodził za mężczyznę tajemniczego, bogatego i hojnego. Zwracano głownie uwagę na jego dorobek, który odziedziczył, mając go za swoistego rodzaju ekscentryka, który nie przejmował się opinią publiczną. Nic bardziej mylnego, to głownie przed nią jasnowłosy uciekł z kraju. Nie podobało mu się, gdy niekontrolowana liczba osób zaczęła wtrącać się do jego w miarę spokojnego życia.
Dopił herbatę i odstawił filiżankę na kawowy stoliczek. Z lekkim zamyśleniem przejechał palcem po rondzie cylindra, że znów zdawało się, że czarował. W prostych czynnościach wyrażał całą swoją manierę, iż nie można było oderwać od niego wzroku. Podniósł spojrzenie swoich szarych oczu na rozmówcę, gdy ten zaproponował wspólny posiłek w jednej z restauracji, którą naprawdę lubił. Nie ukrywał nawet zadowolenia, a potwierdził je kiwaniem głowy.
- Tęskniłem za nią równie mocno, co za samym Londynem – przyznał się.
Byłoby niemożliwym, gdyby Dorian nie znał tego miejsca. Ten wielki smakosz pięknych wnętrz nie jadał byle gdzie. Zawsze musiał udać się tam, gdzie jego wszystkie zmysły najedzą się do syta.  Powstał z kanapy i zaczął zakładać rękawiczki na swoje smukłe, arystokratyczne dłonie. Na głowie ponownie wylądowało nakrycie, a okulary osiadły bardziej na nosie. Znów stał wraz ze swoim całym majestatem.
- Nie traćmy czasu. Pozwalam się zaprosić, lecz później będziemy zdani na moje warunki – oznajmił bez pardonu i zatrzymał się podszedł do biurka.
Szybko poszukał guzik, który połączył go z sekretariatem.
- Proszę się już nie fatygować, wypiłem herbatę i podziękuję za ciasteczko. Ale doceniam z ukłonami starania zdobycia go dla mej skromnej osoby. Proszę przekazać, że pan dyrektor będzie do końca dnia niedostępny, zaś wszystkie spotkania proszę przesunąć – był przyzwyczajony najwyraźniej do wydawania poleceń, gdyż wyszło mu to w nadzwyczaj naturalny sposób.  – Czuj się uprowadzony, Gustavie – zwrócił się już do blondyna, otwierając przed nim drzwi.
Najwyraźniej nie miał zamiaru czekać, a melodyjny ton jego głosu świadczył o jego ogromnym zadowoleniu. Podczas drogi do restauracji zabawiał mężczyznę różnymi anegdotami oraz opowieściami z minionych lat. Znał naprawdę wiele historii tyczących się Anglii, jak gdyby tylko tym się zajmował. Był jednak wielkim pasjonatem kultury swego kraju. Dostrzegł też zafascynowanie Waddingtona swoja osobą i w ostateczności rzekł do niego te magiczne słowa:
- Widzę, że masz jakieś pytania. Nie krępuj się, odpowiem na wszystko, o co zapytasz – to był wstęp do prywatnych wyznań, które mogły zastąpić biznesowy charakter ich spotkania.

[z.t x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 8:23 pm

Cały plan Dantego był delikatny. Każdy etap miał wiele zależności od reszty świata, dlatego mógł łatwo spalić na panewce. A do tego dwudziestojednoletni facet nie zamierzał dopuścić. Dlatego wszystko sobie dobrze przemyślał. Działał powoli i ostrożnie, przynajmniej na początku. Jednak jego jedynym prawdziwym problemem było dostanie się do siedziby firmy niejakiego Gustava Waddingtona. Wyzwanie. Lubił wyzwania.
Przygotował się do tego świetnie. Specjalnie nawet kupił sobie garnitur, żeby lepiej się wtopić w tłum pracowników. Oczywiście, problemem była jego nietypowa aparycja. Gdzie by go przyjęli do takiej firmy z kolczykami, częściowo wygoloną głową i pomalowanymi paznokciami? No dobrze, paznokcie mógł sobie ostatecznie podarować, ale nie oparł się pokusie sprowokowania reszty społeczeństwa. A co, był wolnym człowiekiem. Wolno mu!
Wiedział, że został nagrany na kamery. Nawet specjalnie stał dłużej w drzwiach, pojechał windą na złe piętro i zaczepił kilka różnych osób w recepcji. Musiał zostać zauważony, inaczej zbyt łatwo byłoby go skasować. Jego plan był coś wart w momencie, jeśli nie skasują go od razu. Oczywiście, logicznym było, że nie wpuszczą go ot tak do siedziby szefa. Ale był do tego przygotowany. Trochę aparycji, trochę flirtu, a trochę nazwiska tatusia zadziałało. Tak, wielki mafiozo, którego zmienia pobyt w więzieniu.
Mięczak, który zmienił się w zdziadziałego filantropa.
Cóż, młodzi ludzie muszą wziąć sprawy w swoje ręce. W końcu.
Odczekał aż do pory lunchu, kiedy znaczna część populacji znikała w bufetach, kawiarniach i kuchniach, a potem wtargnął do gabinetu szefa. Biedna recepcjonistka szczerze wierzyła, że będzie czekał cierpliwie na moment, kiedy pojawi się jego tatuś, któremu przecież miał tylko towarzyszyć jako asystent. Na pewno.
Wtargnął do gabinetu bezszelestnie, dopiero zamknięcie za sobą drzwi wydało odpowiedni dźwięk. Nie uśmiechał się.
- Andrew McNaughty. Liliana Castel. Roman Bukowski. Mówi to coś panu, panie Waddington? -
Uniósł brew wysoko, przerzucając plik kartek. Nie był wielki, ale nie było też ich mało. Położył je na biurku blondyna i jednym ruchem rozłożył, pokazując kilka kart spiętych ze zdjęciami.
Wziął wdech i pozwolił swoim słowom odpowiednio zabrzmieć.
- Tych ludzi pan zamordował. Tych i wielu innych.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 8:30 pm

Kolejny dzień papierkowej roboty, nic nowego. Parę umów do przeczytania, kilka dokumentów do podpisania, jakiś plik kartek do zniszczenia, aby nie ujrzały go żadnego ciekawskie ślepia. Oto biurowe życie dyrektora korporacji RoboticsUNION, Gustava Waddingtona. Z całą pewnością nie jest to zbyt ekscytujący tryb pracy, choć zajęcie samo w sobie całkiem ciekawe. Bycie dyrektorem tak znanej firmy niesie ze sobą spore korzyści, poza tym jest to kierownicze stanowisko, więc pozwala na swobodę w pewnych dziedzinach. Do korzyści należy posiadanie własnej sekretarki, a trzeba dodać, że Gus trafił na naprawdę wspaniałą kobietę. Miła pani po pięćdziesiątce, bardzo lojalna i niezwykle szybko się ucząca - oto sekretarka idealna. Na dodatek ma własne miejsce parkingowe. I ta swoboda w działaniu. Nikt nie kontroluje twojej pracy, może działać sam i nie przejmować się zdaniem innych. Również zagospodarowanie przestrzeni w gabinecie jest zależne od twojej woli. Każdy dyrektor może pozwolić sobie na drobne fanaberie. W przypadku Gustava chodziło o jedną zachciankę, a mianowicie o stworzenie jego własnej pracowni obok gabinetu. Nie może narzekać, ma naprawdę wiele możliwości.
Rzadko kiedy wychodzi z gabinetu, a co dopiero firmy. Nawet w porze lunchu nie opuszcza stanowiska pracy, woli raczej przejść z gabinetu do pracowni, gdzie łączy ze sobą kolejne części. Tym razem nie miał zamiaru zajmować się kolejnymi projektami, ponieważ zaraz po przerwie na lunch miał się u niego pojawić stary znajomy. Propozycja spotkania wysunięta przez dawnego znajomego mocno go zdziwiła, w końcu ich wspólna przeszłość była specyficzna. Połączyły ich wspólne ciemne interesy, po czym rozdzieliły. Przez dobre kilkanaście lat nie mieli ze sobą kontaktu, mimo to nie mógł mu odmówić spotkania.
Siedział za biurkiem i grzebał jeszcze w dokumentach, szukając konkretnej strony, kiedy usłyszał dźwięk zamykanych drzwi. Do jego gabinetu wszedł pewnym krokiem nieznany mu młody mężczyzna. Od razu przyciągnął jego uwagę swoim krzykliwym wyglądem. Ciekaw osobnik, przynajmniej z wyglądu, który czegoś chce. Czyżby kolejny desperat?
Nim zdołał cokolwiek powiedzieć do niezapowiedzianego gościa, został stanowczo uciszony zaledwie trzema nazwiskami. Na jego twarzy nie pojawił się żaden wyraz, bo natychmiast założył na nią maskę utworzoną z chłodu i powagi. Szybko nazwiska przybrały postaci konkretnych narządów, na które dostał zlecenie. Andrew McNaughty - wątroba. Liliana Castel - płuca. Roman Bukowski - serce. To właśnie przy tym zdrowym sercu tak bardzo żałował, że musi je oddać, choć marzyło mu się przeprowadzić na tym organie jeszcze kilka ciekawych badań.
Nie odpowiadając na razie na atak mężczyzny wcisnął guzik włączający interfejs, by zaraz powiedzieć do mikrofonu:
- Pani Murphy, proszę nie kierować do mnie żadnych połączeń oraz nikogo nie wpuszczać.
Zerknął na szczegółową dokumentację, następnie posłał lodowate spojrzenie prowokatorowi. Od razu wiedział, że młodzik zechce zdobyć coś w zamian za milczenie. Jak nic chodzi mu o pieniądze, bo o cóż innego? Jedynie co go teraz nurtowało to kwestia skąd to wszystko wie. Czyżby o wszystkim opowiedział mu jego dawny znajomy?
- Z kim mam przyjemność?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 8:32 pm

Brunet oczekiwał braku reakcji. Dlatego się nie zawiódł. Człowiek bezduszny, który miał za sobą na pewno nie tylko taką przeszłość, musiał umieć zapanować nad emocjami. Mógł ich nie posiadać. Dzięki temu również i jego twarz nie drgnęła. Patrzył się na niego spokojnie, beznamiętnie, trzymając wciąż otwartą dłoń na rozłożonych aktach. Dzieliło ich tylko biurko, ale równie dobrze, mogłoby to być całe miasto.
Przyjrzyjmy się w tym momencie brunetowi – dłuższe, farbowane włosy, częściowo wygolone po jednej stronie, kolczyk w wardze, oraz kilka w uchu. Do tego garnitur, zwykły, porządny, czarny garnitur i biała koszula. Brak krawatu. Czarne paznokcie. Powierzchownie można ocenić go na zwykłego pracownika, ale po tych drobnych szczegółach widać było, że to zwykły buntownik. I takim człowiekiem się czuł. Pewnym siebie, energicznym, ale przy tym ograniczającym swoje wypowiedzi do minimum, bezczelnym dominantem. To on kierował rozmową, to on miał tu władzę. Nie dał się speszyć zachowaniem blondyna. Szef, czy nie szef, w tej chwili nie miał żadnych asów w rękawie.
- Sekretarka poszła na lunch. Jesteśmy tu całkiem sami -
rzucił, w końcu pozwalając sobie na lekki uśmiech. Właściwie, było to uniesienie prawego kącika warg. Jego słowa miały pozostać w sferze żartu, ale zaraz zdał sobie sprawę, że to wcale nie jest złe postawienie sprawy. Zmierzył mężczyznę jeszcze jednym, taksującym spojrzeniem, a potem okrążył stół, gwałtownie zmniejszając dzielącą ich odległość. Przygryzł wargę w namyślę, ślizgając się zębami po kolczyku, a potem złapał za krzesło szefa RoboticsUNION i lekko je odciągnął od blatu, by jego wzrok mógł powędrować również po tym, co nie było widoczne na pierwszy rzut oka.
Myśl, która przyszła mu do głowy już naprawdę go rozbawiła. Do tego stopnia, że zignorował w pierwszej chwili pytanie Gustava. Oparł się biodrem o stół i przesunął palcami po papierach należących do firmy.
- A ja, z kim mam przyjemność? -
Zapytał ironicznie, a potem uniósł dłoń i podparł na niej brodę. - Już wiem! Z moim nowym pracodawcą. Jak pan myśli, czy na wstępnie wystarczyłby etat, powiedzmy 10 tysięcy i do tego mieszkanie? - Przekrzywił głowę pytająco, mrużąc znowu oczy.
To były jego wymagania. Bynajmniej nie miał zamiaru z nich zejść, nawet w minimalnym stopniu. Przeciwnie, wyższa stawka jak najbardziej wchodziła w grę.
Brunet jeszcze raz powiódł wzrokiem po ciele mężczyzny, rozważając, jakim to on może być kochankiem. Dobrym? Bardzo dobrym? Czy przeciwnie, beznadziejnym? Woli dominować, czy być uległy? Nie, to szef, szefowie wolą mieć wszystko pod kontrolą. Próbował już zabaw S&M, czy jeszcze nie? Woli kobiety, czy mężczyzn?
Tyle pytań, a wszystkie bez odpowiedzi. Mógłby je zadać, oczywiście, że mógłby. Miał go w garści. Ale nie zamierzał. Nie lubił za dużo mówić przy innych. To czyniło go bezbronnym. A on wolał mieć kontrolę nad sytuacją.
- Pozwoliłem sobie więcej materiałów na temat tych ludzi ukryć i zastrzec. W razie mojej śmierci zostaną opublikowane. -
Posłał mężczyźnie długi, iście wampirzy uśmiech. Nie dało się wątpić w prawdziwość jego słów. Bez konkretów by tu nie przyszedł, nie ryzykował aż tyle.
Dodatkową zaletą w jego sytuacji było, że zaskoczył Waddingtona. Ten mężczyzna nawet nie wiedział, kim jest szantażysta. Dzięki temu Dante miał niesamowitą przewagę.
A w momencie, gdy trzydziestokilkuletni facet odkryje, że jest synem jego znajomego... Wtedy również będzie na plusie. Nic nie mogło zniszczyć tej sytuacji. Mężczyzna przepadał na wstępie. Nic nie mogło pójść źle. Wręcz przeciwnie, mógł zdobyć z tego jeszcze więcej zysków... W postaci ciała blondyna.
Nie wyglądał źle. Był lekarzem, szefem, prawnikiem... Miał tyle zajęć, że na pewno nie gnuśniał w miejscu. No i miał swoje biuro. Na pewno kryła się w nim niejedna niespodzianka, którą można wykorzystać do... Numerku.
- Widzę mnóstwo korzyści wynikających z naszej współpracy, panie Waddington... -
mruknął, coraz bardziej przekonany do swojego pomysłu. Wyciśnie tego faceta jak cytrynę!
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 8:34 pm

W jednej chwili całe ciało Waddingtona przybrało na powadze, która szybko przemieniła się w lodowaty chłód. Ciało mężczyzny zamarło, lecz nie z przerażenia, prędzej z szoku jakiego doznał. Nie tylko nie spodziewał się tak rażącego wtargnięcia do swojego gabinetu, przede wszystkim nie przypuszczał, że przyjdzie mu zmierzyć się z tak wielkim pyszałkiem. Nawet na ułamek sekundy nie spuścił z niego uważnego spojrzenia stalowoszarych oczu. Przywdział na twarz maskę obojętności, starając się podejść do wszystkiego z dystansem, co było na chwilę obecną jedynym sposobem ratowania własnej skóry. Musi zachować spokój i nie dać się sprowokować, jednak jego priorytetem jest zamknięcie ust młodszemu mężczyźnie.
Informacja, że są całkowicie sami pozwoliła blondynowi nieco odetchnąć, nawet jeśli panem sytuacji był obcy mu osobnik. Frustrujące było to, że kiedy Waddington nie wiedział o nim nic, on z kolei wykazywał wielką znajomość jego osoby, a przynajmniej jego grzechów z przeszłości. Nieważne skąd to wszystko wie, jego źródło informacji można łatwo odgadnąć, bardziej istotne jest to, że się dowiedział i ma zamiar wykorzystać zgromadzoną wiedzę w korzystny dla siebie sposób.
Biła od niego ta cholerna pewność siebie, była ona dostrzegalna w każdym jego ruchu. Bez wahania zmniejszył dystans między nimi, całkowicie nie licząc się z czymś takim, jak przestrzeń osobista, po prostu bezczelnie wyminął biurko. Posunął się jeszcze dalej, chwycił za krzesło, na którym zasiadał dyrektor. reakcja Gustava była do przewidzenia, zaraz spiorunował młodzika wzrokiem. I taki smarkacz śmie mierzyć go wzrokiem? To już byt wielki cios w dumę hrabiego, kiedy dyktuje warunki, a co dopiero, gdy pozwala sobie na tak wiele.
- I naiwnie sądzisz, że zgodzę się na wszystko, choć nie znam twojego nazwiska? - spytał spokojnie, próbując powstrzymać się od zbytecznej kąśliwości. Lepiej nie drażnić go bardziej, bo zawsze może posunąć się jeszcze dalej.
Poniekąd rozumiał sens jego żądań. Nie pragnął jednej wielkiej kwoty, aby ją strwonić, przede wszystkim szukał stałego źródła dochodu. Stanowisko, wysoka pensja, mieszkanie - zapewni mu te rzeczy, proszę bardzo, jednak nie chce go widzieć na oczy. W jego głowie już pojawił się pomysł na to, gdzie go ulokuje. Da mu jeden z mniejszych gabinetów w dziale marketingu, dzięki temu nie będzie rzucał się w oczy i nikt nawet nie zwróci na niego uwagi. Zresztą, mało prawdopodobne jest to, że będzie przychodził do pracy. Na razie jednak swoje drobne plany zachowa dla siebie, najpierw musi wybadać jak wielka jest determinacja tego człowieka.
- Jaka szkoda, już miałem nadzieję na to, że zobaczę jak bije twoje serce.
Czy żartował? Bynajmniej. Naprawdę chciał pokiereszować jego ciało, a potem się go pozbyć, jednak od początku wiedział, że nie ma na to szans. Trafił na cwaniaczka, który potrafi używać mózgu. Poza tym musi on być jakoś powiązany z dawnym znajomym Gustava, który obecnie jest znaczącym członkiem pewnej mafii. Tym razem hrabia musi niezwykle uważać na każde swoje posunięcie, aby nikogo nie rozdrażnić.
- Niestety nie będą to obopólne korzyści - odparł na jego słowa sucho, przyglądając się uważnie całej tej obcej mu postaci. I tak nie mógłby od niego otrzymać niczego w zamian za okazaną chęć do współpracy. Niby czegóż mógłby od niego żądać? Nie ma nawet prawa stawiać własnych żądań i to najmocniej bolało.
Spokojnie podniósł się ze swoje miejsca, aby stanąć dumnie wyprostowanym przed młodszym mężczyzną. Oderwał od niego spojrzenie, jakby znużyło go to wszystko i minął go bez słowa. W milczeniu podszedł do barku, w którym kryło się sporo cennych trunków. Otworzył mebel bez jakichkolwiek rozterek. Rozmowa nie była skończona, ale musiał się napić. Nalał sobie do grubej szklanki whisky, następnie podniósł naczynie do ust, aby upić zaledwie łyk alkoholu.
- Wybacz, że nie zaproponuję ci drinka, w końcu jesteś tutaj z powodu interesów, czyż nie?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 8:38 pm

Dante nie pokazał po sobie rozbawienia, gdy dostrzegł urażone spojrzenie. Tak, to musiał być niesamowity cios dla wielkiego hrabiego, tak stracić kontrolę nad wydarzeniami. Beznadziejna sytuacja, kompletnie bez wyjścia. Musiał nie czuć się z tym swobodnie. To dobrze, tym więcej będzie mógł z tej znajomości wyciągnąć korzyści. Oczywiście, musiał kuć żelazo, póki gorące. Nie dał sobie też wybić przewagi z rąk. Nie odpowiedział na żadną z prowokacji, stojąc spokojnie i czekając, aż duma bogatego mężczyzny jakoś przełknie szok z powodu nowej sytuacji. Po drodze rozpiął pierwsze dwa guziki koszuli, które go uwierały. Pałał wyjątkową antypatią do takich oficjalnych strojów, ale w jego typowym ubiorze na pewno nikt by go nie wpuścił do firmy, jaką była RoboticsUNION.
- Ja tego w ten sposób nie widzę - o
dezwał się w końcu brunet, spoglądając odważnie w oczy swojej ofiary. Przemyślał sobie wszystko, a fakt, że obaj mężczyźni byli podobnego wzrostu tylko go przekonał. Z łatwością potrafił sobie wyobrazić upokorzonego elegancika na kolanach, przed nim. Taka wizja była niesamowicie kusząca.
Bezczelnie usadowił się na zwolnionym krześle szefa i zakręcił w miejscu. Bez wątpienia był to najwygodniejszy stołek w całej firmie. Bo kto bogaczowi zabroni? Dante rozciągnął się wygodnie i przymknął oczy. Wiadomym było, że nie dotknie niczego jadalnego w tym pomieszczeniu. Miał do czynienia z lekarzem, na litość boską! Ten miał w jednym palcu wszystkie trucizny, które nie musiały wcale oprawcy zabić, a jedynie uśpić na wystarczająco dużo czasu. Albo pozbawić pamięci. Albo wiele, wiele innych rzeczy. Dante nie zawracał sobie głowy takimi szczegółami. Faktem było, że nie mógł ryzykować. Chciał sobie ustawić życie, a nie je zakończyć.
Zakręcił się jeszcze raz i przesunął spojrzeniem po ciele mężczyzny. Miał tak dobrze dopasowany strój, że wyglądał na idealnie umięśnionego. Może, w rzeczy samej, taki był? Łatwiej podkreślać prawdziwe cechy, niż tworzyć sztuczne. Brzmiało to na tyle wiarygodnie, że aż przesunął językiem po kolczyku w wardze i uśmiechnął się lekko. Nie krępował się w prostackim lustrowaniu Gustava. Był ciekaw, jak fajny tyłek krył się w tych eleganckich spodniach.
- Już wcześniej się anonsowałem, panie Waddington. Moje nazwisko, to Arrow. Dante Arrow. -
Przedstawił się w końcu, przerzucając lewą nogę przez podłokietnik. Wiedział, że takie zachowanie nie było mile widziane w oczach jakiegokolwiek wysoko urodzonego człowieka, który etykietę miał w małym palcu. U nogi. Chciał go zniszczyć. Sprowokować. No dalej, zrób pan fałszywy krok i sprawdzimy, który z nas jest w lepszej sytuacji.
Wiedział, że taka możliwość była mało prawdopodobna, ale tym większą frajdę dawało mu granie na nerwach pana i władcy całego budynku. Igranie z ogniem zawsze go pociągało. Lubił czuć to gorąco, przechodzące w ból i pieczenie. Na samą myśl poruszył się niespokojnie i sięgnął do wewnętrznej kieszeni marynarki. Sprawnie wyciągnął z niej papierosa i zapalniczkę. Włożył go do ust i podłożył ogień, a potem wciągnął głęboki wdech. I wypuścił obłoczek dymu kątem warg. Oczywiście spodziewał się negatywnej reakcji. W końcu był w gabinecie szefa. Olbrzymim, który na pewno nie wietrzy się z łatwością, a i klimatyzacja ma ograniczone możliwości.
- Wybacz, nie zaproponuję ci papierosa, ponieważ nie widzę tutaj żadnej umowy o pracę -
mruknął, pozornie obojętnym tonem. Dało się jednak pod koniec wyczuć lekką kpinę. Parodiował go. Otwarcie drwił. Ujął papierosa między dwa palce i wpatrzył się w jego koniec, wręcz zahipnotyzowany powolnym procesem spalania. Na chwilę zignorował mężczyznę, ale zaraz znowu utkwił w nim spojrzenie. Jednocześnie strzepał zbędny popiół na jakieś papiery na biurku Gustava. Miał przynajmniej na tyle wyczucia, że z kupki dokumentów będzie łatwiej to potem zmieść, niż na przykład drogiego biurka.
Był panem sytuacji i otwarcie się tym chwalił.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 8:39 pm

Być może w oczach młodszego mężczyzny jawił się jako ofiara, lecz sam się w taki sposób nie postrzegał. Choć nic nie zostało powiedziane wprost, nie padły też żadne groźby, to nie ulega wątpliwości, że jest szantażowany. Przeszkadza mu to, że niczego już nie kontroluje, mimo to jakoś się trzymał, przede wszystkim doskonale panował nad emocjami, jakby takowych nie posiadał. Nie czuł gniewu, już w pierwszej chwili stłumił go w sobie, dzięki czemu nie wykonywał żadnych gwałtownych ruchów, które mogłyby dać nieproszonemu gościowi satysfakcję. Zresztą, nie uniknie już porażki, tej potyczki nie wygra, jednak może jeszcze wynegocjować bardziej korzystne dla siebie warunki. Spełni jego żądania, da mu nawet firmowy samochód, taki drobny bonus, jednak w zamian nie chce go widzieć na oczy. Gdy tylko pomyśli, że musiałby na niego patrzeć... Nie, tego by nie wytrzymał. Musi jak najszybciej usunąć tego osobnika w cień, aby nikt inny nie dostrzegł między nimi jakiegokolwiek powiązania.
- Zatem musisz mieć problemy z percepcją, mój drogi.
To oczywiste, że tylko on czerpie z tego wszystkiego korzyści. Nie widzie tego w ten sposób? Zatem w jaki sposób postrzega całą tą sytuację? Pewnie patrzy na to wszystko, jak na jedną wielką komedię, dla której scenariusz napisał on sam. Doskonale wie, w jakim kierunku ma to wszystko przebiegać i poprowadzi grę według swoich własnych upodobań. Najgorsze jest to dostosowywanie się do czyichś zasad, dla Waddingtona to istny koszmar.
Gdy spostrzegł, jak ten okropny osobnik zasiada bezczelnie na jego fotelu, musiał od razu wziąć kolejny łyk whisky, który w jednej chwili przyjemnie rozgrzał jego przełyk. Właśnie tego potrzebował, musiał jakoś odreagować tę odmianę losu, która drażniła jego trzewia. To wszystko nie tyle męczyło, co nad wyraz irytowało, dlatego też coraz trudniej przychodziła mu obojętność. Im bardziej ten nieprzyjemny stan trwał, tym mocniej pragnął wyrzucić rozbestwionego chłoptasia za drzwi. Któż mu pozwolił tak się rozsiadać na dyrektorskim fotelu? To cud, że blondyn patrzy na to wszystko z chłodną obojętnością. Za to z dziwną łatwością odbierał jego wyzywające spojrzenia, choć zaskakujące jest to, że tak młody typ może obserwować go z nutą pożądliwości. Niech sobie obserwuje do woli, bo na więcej hrabia mu nie pozwoli.
Kiedy usłyszał znajome nazwisko, spojrzał na rozmówcę pod nieco innym kątem. Przynajmniej już wie, dlaczego ten osobnik jest tak bezczelny. Jaki ojciec, taki syn - wszystko zostaje w rodzinie. Dopiero po uzyskaniu informacji o ich pokrewieństwie zaczął dostrzegać pewne podobieństwa w wyglądzie. I tak jest mocno zaskoczony tym, że ojczulek tak chętnie wyjawił mu wszystkie swoje grzechy. Idiota wkopał nie tylko siebie, ale również innych.
- Czyli jesteś jego synem.
Widząc papierosa w jego dłoni, nieznacznie zacisnął wargi, nawet odwrócił wzrok w inną stronę, aby po chwili znów z wielką obojętnością spojrzeć na Dantego. On zrobi wszystko, aby sprowokować blondyna, ale tutaj może się rozczarować, ponieważ każdy szlachetnie urodzony został nauczony sztuki trzymania nerwów na wodzy. Niestety tolerancja na bezczeszczenie wszelkich świętości wciąż pozostaje tajemnicą nawet dla najbardziej dumnych osób.
- Nic nie szkodzi, rzadko palę - odpowiedział spokojnie, pozostając niewzruszonym na kolejny cios ze strony młodzika. - A umowę spiszemy jutro, w końcu obaj chcemy, abyś podpisał jak najbardziej dogodną dla siebie umowę.
Leniwie zbliżył się do biurka, przystanął przy fotelu, następnie odebrał panu sytuacji papierosa, by samemu się zaciągnąć. Z chytrym uśmiechem skrytym w kącikach ust oddał mu papierosa wraz wciągniętym dymem, którym potraktował jego twarz.
- Dziękuję za poczęstunek - rzucił w jego stronę z lekka rozbawiony. - Jeśli to wszystko, to pozwolisz, że obaj zajmiemy się swoimi sprawami. Mam do sporządzenia umowę o pracę, sam chyba rozumiesz.
Wcale go nie wypraszał, po prostu nie widział dalszego sensu dla jego obecności w gabinecie. Dostał wszystko, czego chciał, a jutro przyjdzie i podpisze umowę. Nie powinien narzekać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 8:41 pm

Dante znowu nie zareagował na prowokację, ani na stwierdzenie. Niech sobie myśli, co chce. I tak, gdy tylko brunet wyjdzie z jego gabinetu, zrobi wszystko, by dowiedzieć się każdego szczegółu o osobie swojego szantażysty. Wcale go to nie przerażało, przeciwnie, był na to przygotowany. Wiele o nim nie znajdzie, a to, co tam będzie, nie będzie nadawało się do żadnej próby odegrania się. Nigdy niczego nie ukrywał, działał wprost, napawając się bezbronnością swoich ofiar, oraz reszty społeczeństwa. Nic nie dawało takiego kopa, ani takiej dawki adrenaliny. Władza, to było coś, co uwielbiał. Szczególnie nad ludźmi, którzy nie przywykli do korzenia się przed innymi.
Satysfakcja w tej kwestii niesamowicie go podniecała.
Skinął lekko głową, zgadzając się z opinią blondyna. Oczywiście, że mieli podpisać najdogodniejszą dla niego umowę. Te słowa były tak uprzejme i na jego korzyść, że od razu zmarszczył podejrzliwie brwi. Czekał na jakiś haczyk, albo atak... I w rzeczy samej on przyszedł. Ponieważ był oczekiwany, zaskoczenie nie pojawiło się na twarzy okolczykowanego mężczyzny. Beznamiętnie obserwował poczynania Gustava, a gdy ten dmuchnął w jego twarz, jedynie bezczelnie uchylił usta, prezentując kolejny kolczyk, tym razem w języku i nabrał do płuc wypuszczonego powietrza. Nawet nie przymknął oczu, najwidoczniej przyzwyczajony do większej dawki dymu. Uśmiechnął się drwiąco i wyciągnął dłoń po swojego papierosa. Wziął go ostrożnie w dłoń, starając się jednocześnie nie dotykać miejsca, które znalazło się w ustach mężczyzny. Wcisnął niedopałek w dokument, a potem otrzepał dłonie nad biurkiem. Lekka mania na punkcie higieny w tym momencie została ukazana. To jednak było dla niego typowe i nigdy się z tym nie krył.
Podniósł się powoli z fotela prezesa, wyminął zgrabnie mężczyznę, a potem jednym ruchem dłoni zebrał swoje akta ofiar i skierował do drzwi. Wciąż nie powiedział ani słowa. Już, już miał otworzyć drzwi i zniknąć z oczu Waddingtona, gdy obrócił się na pięcie i oparł o framugę.
- Jestem pewien, że w moim towarzystwie szybciej i lepiej napisze pan tą umowę -
mruknął, pozwalając sobie na leniwy, rozbawiony uśmiech. Podszedł do mężczyzny, z powrotem ograniczając ich przestrzeń osobistą, a potem przesunął ze stołu niepotrzebne papierzyska i usiadł na nim. Swoje akta rzucił niefrasobliwie na krzesło i przybrał całkiem wyluzowaną, wyczekującą minę. Bawił się świetnie i nie można było mu w żaden sposób w tym przeszkodzić. Zresztą, gdy tak szedł do drzwi, przeszło mu przez myśl, że chce wynieść z tego gabinetu coś więcej, niż tylko pewne stanowisko i mieszkanie. W tym momencie wizja wielkiego szefa RoboticsUNION na kolanach wydała mu się idealna. Tak bardzo dobra, że zamierzał ją powołać do rzeczywistości.
- Panie Waddington, życzyłbym sobie, by nasza współpraca była czymś więcej, niż tylko umową na papierze - rzucił, przesuwając palcami po kolcach w uchu. Chłód metalu działał na niego w podobny sposób do ognia. Lubił skrajności, lubił czuć, że żyje. Tak, szczególnymi słowami w jego słowniku były czuć oraz władać. Dlaczego nie połączyć tego z seks?
Uśmiechnął się wampirzo, przekrzywiając głowę i spoglądając w stalowe oczy mężczyzny. Poczekał, aż jego słowa zabrzmią, aż ten wzrok stanie się jednoznaczny. Nie oczekiwał pozytywnej reakcji, co tym bardziej go cieszyło. Każda prowokacja go cieszyła, chociaż ponownie nie oczekiwał żadnego wybuchu, ani skrzywienia. Tym bardziej pociągała go wizja bezradnego dominanta na klęczkach. O, na to na pewno nie będzie narzekał.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 8:42 pm

Gdzieś w głębi ducha liczył na to, że może jednak zaskoczy go tym swoim drobnym atakiem, ale najwidoczniej nie było mu to dane. Wyraz na jego twarzy wcale się nie zmienił, wręcz przeciwnie, ta bardziej kurczowo zastygła w bezczelnej obojętności. Dlaczego właśnie w tej chwili musiał przybrać taką postawę, kiedy jeszcze przed chwilą wyginał usta w kpiącym uśmieszku? Chciał wreszcie zobaczyć, jak ta cała pewność siebie szantażysty przeżywa chociażby chwilowy kryzys i to za jego sprawą. Dante pragnął nim władać, z kolei hrabia chciał jak najbardziej dać mu się we znaki, aby w ten sposób pokazać, że jeszcze ma coś do powiedzenia, choć tylko w tych najdrobniejszych kwestiach. Jeśli chce się wyrwać spod takiego panowania, musi wywalczyć sobie odrobinę wolności choćby przez takie podchody. Trudno mu było znieść myśl, że ktoś o tyle lat młodszy od niego ma nad nim jakąkolwiek przewagę. Rzecz jasna, nie da się tak łatwo obedrzeć z godności, jednak czuł, że traci grunt pod nogami. Chyba właśnie dlatego stawiał na dumną postawę bardziej niż kiedykolwiek. Elegancko wyprostowany w poważnej pozie grał dalej, przywlekając na twarz maskę chłodu. To właśnie ta maska pomagała mu zamaskować wszelkie negatywne odczucia, zwłaszcza w chwili, kiedy młodszy mężczyzna ostentacyjnie unikał kontaktu z papierosem, jakby ten został przez usta Gustava skażony, następnie pozostawił niedopałek na biurku. I jeszcze to otrzepanie dłoni nad meblem, coś okropnego.
Gdy wreszcie kłopotliwy gość zabrał obciążające hrabiego akta i skierował się ku wyjściu, Waddington poczuł się nieco pewniej. Wyprosił go w jak najbardziej grzeczny sposób, właściwie zasugerował, że powinien już wyjść, skoro nic go tu nie trzyma. Gustav zgodził się na jego warunki bez zbędnych protestów, więc powinien być usatysfakcjonowany takim przebiegiem sprawy. Sprawa została załatwiona, dlatego też mężczyzna zaczął przymierzać się do uporządkowania dokumentów, które miały jakąkolwiek styczność z szantażystą. Odliczał spokojnie jego kroki, z każdym kolejnym ponaglając go do opuszczenia pomieszczenia. Już powinien usłyszeć wymarzony odgłos otwieranych drzwi, jednak tak się nie stało, co też wzbudziło jego podejrzenia. Podniósł wzrok na drzwi, wtedy też zobaczył niedbale wspartego o framugę Arrowa. Nie zareagował na jego słowa, choć w jego tęczówkach dostrzec można było irytację. Pewnie zdecydował się zostać, bo chce jeszcze coś wytargować.
Znów znalazł się blisko, nawet za blisko, ale o to mu chodziło. Blondyn od razu dostrzegł ten cholerny uśmiech na jego ustach. Obrzydlistwo. Bez ostrzeżenia zrzucił z biurka wszystko, co tylko się dało, po czym zasiadł na blacie wielce z siebie zadowolony.
Dyrektor nie odpowiedział na jego kontrowersyjne słowa, postarał się nawet o to, aby żadne mieszane uczucia nie były dostrzegalne w szarych oczach. Wiedział, że był obserwowany przez czujne spojrzenie Dantego, widział nawet w tym spojrzeniu pożądliwą nutę, jednak nie przypuszczał, że dojdzie do czegoś podobnego. Także i w tej chwili patrzy na niego niczym wygłodniały zwierz.
- Panie Arrow, są pewne granice, których nie należy przekraczać - podjął się wreszcie próby dania mu jakiejkolwiek odpowiedzi. - Rozumiem, że pojęcie dobrego smaku może być panu obce, jednak można przecież udawać, że tak nie jest. Tym razem udam, że niczego nie słyszałem.
Nie chciał wchodzić z nim w tego typu układy. Łatwo przyjął pozostałe jego warunki, jednak na coś podobnego zgodzić się nie może. Ma mu oddać pełnie władzy nad sobą? Duma mu na to nie pozwala.
- Proszę lepiej przemyśleć kolejne oferty.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 8:44 pm

Młody Arrow roześmiał się. Pierwszy raz od kiedy przekroczył próg tego gabinetu pozwolił sobie na wesoły, chrapliwy od papierosów, otwarty śmiech. Mógłby wydawać się nawet przyjazny, gdyby nie fakt, że nagle został przerwany. Spojrzał intensywniej na mężczyznę i przymrużył oczy. Wyciągnął dłoń przed siebie, a potem złapał blondyna za podbródek. No dalej, odepchnij moją rękę, tylko na to czekam...
- Panie Waddington, chyba się nie zrozumieliśmy -
rzucił, zbliżając swoją twarz do jego. - Moje poczucie dobrego smaku nie jest pana biznesem. Ale musi być przykrym dla pana tak niskie postrzeganie własnego ciała. - Uśmiechnął się drwiąco i w końcu wypuścił go z uścisku. Odgarnął włosy ze swojej twarzy i odchylił głowę do tyłu, wydając z siebie ciche, jakby znużone całą tą dyskusją i wszystkimi wypowiedzianymi słowami, westchnienie. Tkwił tak bez najmniejszego ruchu, z zamkniętymi oczami, odpoczywając i przy okazji napawając się swoją sytuacją. Potrafił sobie wyobrazić, jak bardzo szef RoboticsUNION chce go zamordować w tym momencie. Nawet gołymi rękami rozszarpać klatkę piersiową, byle tylko jego oprawca zamknął się i przestał drwiąco uśmiechać. A ta myśl tylko stymulowała jego błądzący niezmiennie uśmieszek. Sekundy płynęły powoli, minuty jeszcze wolniej. Czas płynął, ciągnął się, niczym na jednym z obrazów Salvatora Dali. A Dante milczał.
Wyprostował się nagle, jakby pobrał całą energię z tego pomieszczenia i ta go odpowiednio naładowała. Usiadł głębiej na stole, rozsuwając nogi, by odpowiednio zachować równowagę, a przy tym niezmiennie sprawować wrażenie pana sytuacji. Spojrzał bystrym, zielonym spojrzeniem na mężczyznę i poszerzył swój uśmiech.
- Moja oferta jest konkretna. Okażesz się grzecznym człowiekiem i wylądujesz teraz przede mną na kolanach. Nie biorę pod uwagę negocjacji. -
Tym razem głos nie pasował do wyrazu jego twarzy. Był zimny, niemal bezosobowy. Również błysk pożądania zniknął z jego oczu. Miał żądanie, zachciankę i ta zachcianka miała zostać spełniona. Żadne uniki nie wchodziły w grę. Może zachowywał się jak rozbestwiony bachor, ale przemyślał sobie wcześniej wszystkie za i przeciw. Posunął się nawet do tego, że zamknął drzwi na klucz. Wspaniały pan Waddington widocznie nie zdawał sobie sprawy z tego, jak łatwo można go wykorzystać i czuł się zbyt pewnie. Teraz przyszedł moment, w którym zostanie ukarany za swoją lekkość w obyciu.
Brunet zerknął w stronę głośnika. Wyłączony. To dobrze, nie chciał, by ktoś usłyszał ich rozmowę, ani to, co miało po niej nadejść. Chociaż szczerze żałował, że nie przyszło mu do głowy kupienie jakiejś szpiegowskiej kamerki, by nagrać całe zdarzenie. Cóż, na początku nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wiele różnych korzyści może mieć z całej tej znajomości.
- A potem popatrzę sobie, jak robisz dla mnie umowę. Spokojnie, moje żądania nie uległy żadnym zmianom. - Wyciągnął przed siebie rękę i przesunął palcami po blond puklach. - No, może oprócz faktu posiadania osobistego, bogatego kochanka. - Uzupełnił po chwili namysłu.
Powiedział to wprost. Bez owijania w bawełnę, nie miał takiego zwyczaju. I tak wielki prezes nie miał nic do dodania w tej kwestii. Ciekawe było, jak długo będzie stawiał opór. W końcu, ta sytuacja uwłaczała jego godności. Godziła w jego dumę. Kalała wszystkie wartości, jakimi kierował się przez większą część życia.
Może oprócz jednej – za wszelką cenę zdobyć to, czego się chce. Szkoda tylko, że tym razem to Gustav był trupem, po którym zamierzał przejść ktoś inny. A wcześniej odpowiednio go wykorzystać.
No, proszę pana, co teraz? Czyżby szach-mat?
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 8:46 pm

Krótki śmiech rozmówcy będący jawną prowokacją nie wyprowadził blondyna z równowagi. Również palce trzymające stanowczo jego podbródek nie potrafiły wymusić na nim jakiejkolwiek gwałtowniejszej reakcji. Nie przeszkadzał mu dotyk, nawet jeśli w tej chwili podkreślał on jego porażkę. Mimo wszystko wolał uniknąć jakiegokolwiek kontaktu fizycznego z tym młodym mężczyzną, zwyczajnie nie chciał pozwolić, aby ktoś tak niegodny go dotykał. Ale czy mógł jakkolwiek zaprotestować? Nie odezwał się nawet słowem, w ten sposób ignorując też jego słowa, jedynie wpatrywał się w niego swymi szarymi oczyma, stale trzymając się jak najbardziej racjonalnej obojętności. Jeśli da się sprowokować, jego przeciwnik nie tylko będzie czerpał z tego satysfakcję, przede wszystkim wykorzysta to przeciwko niemu. I tak ma już zbyt wiele asów w rękawie, dlatego też Waddington nie może pozwolić, aby zapewnił sobie jeszcze większą przewagę.
Hrabia absolutnie nie postrzegał swojego ciała tak źle, było wręcz na odwrót. Nie dyskutował z gustem Dantego, lecz z brakiem u niego jakiegokolwiek dobrego smaku. Mógł zdecydowanie inaczej złożyć swoją propozycję, jednak tymczasem on zachował się jak zwyczajny prostak. Zresztą, nadal się tak zachowuje. W każdym razie podobna propozycja musiała zostać odrzucona, zwyczajnie godność nie pozwalała mu przystać na taki warunek. Wcale nie przeszkadza mu wydawanie pieniędzy na zachcianki nowego pracownika, to jakoś w spokoju przetrawi, lecz oddawanie mu ciała w zamian za milczenie godziło w jego osobę. Po jego głowie plątały się mroczne myśli, w których życzył bezczelnemu młodzianowi śmierci, jednak potrafi zatrzymać to wszystko dla siebie, nawet stłumić to w sobie.
Gnida. Absolutnie nie spełni jego żądania. Ma przed nim klęknąć? Za kogo on się uważa?! Gdy tylko dostrzegł jak się prostuje, jak spogląda na niego z nową determinację i uśmiecha się przy tym jeszcze bardziej obrzydliwie, wiedział, że czeka go kolejna dawka jego bezczelności, lecz nie przypuszczał, że spotka go podobny atak. W pierwszej chwili spiął się cały, odpychając od siebie myśl, że miałby przed kimkolwiek kleknąć, a co dopiero przed nim. Szybko uspokoił się i rozluźnił mięśnie, ale był pewien tego, że został zdemaskowany, gdyż jego oczy wciąż płonęły wściekłością. Nie myśląc o tym, iż według jego woli ma "okazać się grzecznym człowiekiem", chwycił jego podbródek, tym razem samemu przyciągając jego twarz do swojej.
- Nigdy przed tobą nie klęknę - wyszeptał wprost do jego ust, drażniąc je gorącym oddechem. Po chwili odsunął go od siebie i puścił. - Tej zachcianki z pewnością nie spełnię, nawet na to nie licz. Powątpiewam w to, że z tego powodu wyjdziesz, aby wszystkim oznajmić moje młodzieńcze zbrodnie. Miła posadka, wysoka pensja, mieszkanie - to wszystko zapewni ci szantaż. Chyba nie chcesz tego stracić, co?
Jeśli wyda go w ręce policji, wtedy może się pożegnać z wygodnym życiem. Pan sytuacji? Tylko połowicznie. Niech wypowiada swoje zachcianki, ale musi pamięć o wcześniej wspomnianych granicach dobrego smaku. Mimo wszystko blondyn ma jeszcze coś do powiedzenia.
Gdy tylko dłoń Arrowa weszła w kontakt z blond włosami mężczyzny, hrabia natychmiast chwycił jego nadgarstek i odsunął od siebie dłoń, której nawet przez chwilę nie chciał na sobie czuć. Koniec z tą zabawą, lepiej niech od razu załatwią wszystkie formalności. Przygotuje umowę na jego oczach jak najszybciej, a potem każe mu opuścić swój gabinet.
- Zabierzmy się za sporządzanie umowy, skoro to tak ważka kwestia.
Przemilczał kolejne żądanie zbyt pewnego siebie bruneta. Niech poszuka sobie kochanka, gdzie indziej, bo tutaj na pewno go nie znajdzie, nie w osobie Gustava. Niech się zdecyduje, czy chce prowadzić interesy, czy może pragnie się zabawić.
- Mógłbyś usiąść na fotelu? - spytał z nutą surowości w głosie, stopniowo wypuszczając z siebie niechęć do rozmówcy. - Muszę przygotować odpowiednie dokumenty, a do tego jest mi potrzebne biurko.
Grzecznie prosił, choć jego ton brzmiał tak, jakby wydawał rozkaz. Przeczuwał, że zbuntowany Dante zaprotestuje, to była najbardziej prawdopodobna opcja. Taki typ zawsze musi robić wszystko na przekór innym. Teraz czas na jego ruch, nawet jeśli Wadingtonowi nie jest to w smak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 8:47 pm

Zwycięstwo! Jeszcze nie pełne, ale już znaczna część została osiągnięta. Wyprowadził z równowagi wielkiego hrabiego Sandwich. Jego odpowiedź na polecenie była widoczna jak na dłoni, właściwie nie musiał otwierać ust, by wypowiedzieć swój sprzeciw. To był cios, prosto w coś, co było dla niego najcenniejsze i nienaruszalne. Nie zdawał sobie sprawy z faktu, że cała ta sytuacja miała odmienić część jego życia o kilkadziesiąt stopni. Tak, by zamiast patrzeć dumnie z góry, znajdował się ulegle na klęczkach. Dante nie potrzebował do tego wiele wysiłku. Pozwolił nawet mężczyźnie na złapanie się za brodę, a potem bezczelnie oblizał wargi, demonstrując kolczyk w języku. W tym momencie bardziej przypominał jakąś istotę piekielną, zesłaną na ziemię by zaciągnąć za sobą kilku śmiertelników, gotowych do posmakowania jego ciała. I spełnienia.
- Nie widzę powodu, by wychodzić. Pełne dowody zbrodni, to jedno, a poszlaka umożliwiająca ponowne rozpoczęcie dochodzenia, to dwie różne rzeczy. -
Arrow obdarzył mężczyznę iście podłym spojrzeniem. Znowu nie wypowiedział groźby wprost. Jasno artykułował jedynie swoje życzenia, natomiast jako aluzje pozostawały zdania mówiące o opcjach w razie braku porozumienia.
Waddington mógł się łudzić, że nie zostanie kochankiem. Mógł się łudzić, że jeszcze ma cokolwiek do powiedzenia w tej sytuacji. Rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Całą dumę mógł wrzucić do niszczarki, bo już do niczego mu się nie przyda.
Skinął lekko głową, słysząc wzmiankę o zrobieniu umowy. No tak, w końcu to był główny cel tego spotkania. Normalnie byłby gotów wstać i odsunąć się. Nie zrobił tego z dwóch przyczyn. Po pierwsze, usłyszał polecenie. A po drugie, poczuł niechęć, którą został obdarzony. Oczywistym było, że się zbuntuje. Nie byłby sobą. Nie byłby tym samym człowiekiem, który wszedł do tego gabinetu, który zaszantażował szefa RoboticsUNION, a potem zażądał od niego usług cielesnych. Musiał zareagować. W najwyższym stopniu prostacko, rzecz jasna.
- Przesiądę się na fotel, jeśli pan wstanie i znajdzie się na kolanach -
odpowiedział z najwyższą prostotą, unosząc lekko brew do góry. I czekając. Palce jego dłoni znowu znalazły się na uchu, lekko naciskając wystające, spiczaste zakończenia kolczyków. Wzrok przewędrował po pomieszczeniu, szukając jakiś precyzyjnych informacji o właścicielu. Owszem, Dante dowiedział się o nim bardzo wiele, a wiele mógł wywnioskować z jego zachowania, ale to wciąż była ta twarz, którą pokazywał światu. Która działała w chwilach kryzysu. A nie zwyczajnie, gdy nikt go nie widział.
Ciekawym zjawiskiem ze strony Arrowa było to, że wciąż utrzymywał pomiędzy nimi oficjalne nazewnictwo. Był bezczelny, nie bał się wprost wyrażać swoich żądań, ani obdarzać mężczyzny jednoznacznymi spojrzeniami, kompletnie chamsko się wyrażał, ale nie przekroczył tej jednej bariery. Pytaniem było, dlaczego. Mógł przecież to zrobić, by całkiem zmieszać z błotem wielkiego prezesa, ale tego nie zrobił. Zwyzywać go. Odrobina dobrego smaku jednak w nim pozostała.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 9:00 pm

Widział ten tryumf w jego oczach i nic nie mógł na to poradzić, musiał jakoś znieść upokorzenie, jakie niesie ze sobą ten widok. Gdyby mógł, już dawno starłby mu ten pieprzony uśmieszek z ust. Stopniowo wściekłość w nim wzrastała, kumulowała się w jeszcze większym wymiarze i tylko czekała na dogodną okazję, aby wypełznąć z jego ciała. Drobne zgryźliwości wcale nie pomagały, wręcz przeciwnie, tylko pogarszały sprawę, choćby przez to, że Dante zawsze potrafił odpyskować. Odpowiedzenie na jakikolwiek atak przychodziło mu z łatwością, co też udowodnił po raz kolejny, zuchwale sięgając po aluzję. Tak łatwo przychodziło mu stawiać żądania, więc dlaczego przy wysuwaniu jakichkolwiek gróźb nagle chowa prawdziwy sens wypowiedzi pod wieloznacznymi słowami? Robi to wszystko z premedytacją - drażni i prowokuje, a wszystko po to, aby odnaleźć kolejne słabe punkty biznesmena. Niestety, Waddington coraz mniej pozostaje obojętny na te gierki. Jest naprawdę cierpliwym człowiekiem, jednakże w takich sytuacjach trudno mu zachować spokój. W innych okolicznościach już dawno wyrzuciłby smarkacza z siedziby firmy, nawet poleciłby ochroniarzom, aby przy tym trochę go poturbowali. Na jego nieszczęście okoliczności są takie a nie inne, przez co musi znosić podstępne zachowanie Arrowa. Jak bardzo życzy mu teraz śmierci, to aż trudne do uwierzenia.
Przewidział ten bunt, to chyba było jedynie, czego mógł być tak bardzo pewien podczas ich rozmowy. Nawet przez chwilę nie spodziewał się, że brunet może okazać jakąkolwiek chęć do współpracy. Od początku poczynał sobie nad wyraz śmiało, jednak w tej chwili pobił samego siebie. Umiejętnie grał na nerwach blondyna, tylko czekając na kolejne jego potknięcie. Właśnie dlatego tak stanowczo ponowił swoje żądanie. Dlaczego tak bardzo zależało mu na tym, aby hrabia przed nim uklęknął i dlaczego też ten stanowczo się przed tym wzbraniał? To było oczywiste, obaj wiedzieli co ten gest oznacza. Poddaństwo. Całkowita uległość w przypadku Gustava i niepodważalną władzę młodszego mężczyzny. Wiele musi czerpać radości z rozterek dyrektora.
Waddington w jednej chwili złapał go za koszulę i przyciągnął do siebie, wypuszczając z siebie zaledwie cząstkę wszechogarniającego gniewu. Wyrwie mu to żelastwo z języka, powyrywa mu wszystkie kolczyki, aby tylko ujrzeć jak wyje z bólu. Otworzy mu klatkę piersiowa i na jego oczach wyjmie mu serce, aby zgnieść je we własnej dłoni. Na koniec potnie go na małe kawałeczki i spali, tym razem samemu pozbywając się zwłok. Teraz wie, że jeśli trzeba zrobić coś drastycznego, to trzeba to zrobić samemu. Już więcej w takich kwestiach nie będzie polegał na innych.
- Odpłacę ci się kiedyś za to, przysięgam na swoje imię - wyrzucił z siebie z prawdziwym jadem, kładąc nacisk na słowo "przysięgam". W końcu puścił go i sam odsunął się o dobre kilka centymetrów. Wpatrując się w niego swymi stalowoszarymi oczyma i zaciskając dłonie w pięści, bił się z myślami. I tak utracił już w jego oczach godność, zatem bardziej nie upadnie. Tylko oni będą wiedzieć o jego upokorzeniu, więc nie zaważy to na reszcie życia Gustava. Ale sam będzie doskonale pamiętał o tym, że padł na kolana przed tak niegodnym tego człowiekiem. Już podjął decyzję i nie ma przed tym ucieczki. Nie odrywając spojrzenia od jego oczu wyprostował się jeszcze bardziej dumnie, po czym uklęknął na jedno kolano. Znów na jego twarzy pojawiła się ta lodowata obojętność, lecz oczy płonęły bezkresną nienawiścią.
- Zadowolony? - spytał chłodno, próbując ukryć w swoim głosie nutę wściekłości. Panowanie nad swoimi emocjami w takiej chwili nie było łatwe. Cholera, że też musiał się na niego wcześniej rzucić. tylko dał mu kolejny powód do tego, aby czuł, że ma przewagę. - Mogę już wstać czy może mam spisać z tobą umowę na klęczkach?
Nawet nie chciał wiedzieć na jaki kolejny pomysł wpadnie Arrow.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 9:01 pm

Gustav był bezsilny. Kompletnie bezsilny. A nic nie cieszyło Dantego tak mocno, jak te zrezygnowane spojrzenia ofiar, które walczyły jeszcze o resztki godności, ale zaczynało do nich docierać, że nie mogą na nią liczyć. Nie był sadystą, co to, to nie. Chciał tylko czuć władzę. Bezgraniczną, taką, którą posiadają generałowie w wojsku. Żołnierze, choćby nienawidzili dowodzącego, musieli oddawać za niego życie.
Bez wątpienia taki stan rzeczy odpowiadał również panu Waddingtonowi. Jakie to przykre, że jeden z nich musiał z tego zrezygnować. I nie był to bynajmniej gość prezesa, a sam prezes. Nienawiść wręcz się z niego wylewała. Oczy płonęły wściekłością, pięści zaciskały się automatycznie, tak samo jak szczęki. Właściciel budynku stracił panowanie nad sobą, oraz całkowite panowanie nad sytuacją. W momencie, gdy pozwolił emocjom przejąć kontrolę, był już całkiem przegrany. Tego dnia już na pewno nie zdobędzie nawet minimalnej kontroli. Przepadł. PRZEPADŁ.
Kolejny jego ruch tylko to potwierdzał. Arrow nie przestraszył się szarpnięcia. Po pierwsze, nie przerażało go dostanie po mordzie. W mafii takie zdarzenia były na porządku dziennym, nawet – a może nawet w szczególności wtedy – gdy było się synem szefa. Umiał się zresztą obronić, ale nie chciał do tego posuwać. Jeśli wyjdzie pobity z gabinetu władcy RoboticsUNION, a kamery to nakręcą... Wtedy blodnyn będzie kompletnie na jego łasce nawet w świetle prawa. Nie mógł popełnić fałszywego ruchu, nie po tym, jak dostał tak potężną nauczkę na przyszłość.
Dante uśmiechnął się szeroko, słysząc tą groźbę. Powiedzianą wprost, bez żadnej otoczki aluzji, czy niedopowiedzenia. Zresztą, po samym jego spojrzeniu można było się domyślić oszałamiających ilości tryskającej krwi z otwartych ran. Gdyby mógł, pewnie by go własnymi rękami zamordował. Albo długopisem, żeby bardziej bolało.
- Panie Waddington, widzę że pana poczucie dobrego smaku uległo gwałtownemu pogorszeniu się. Otwarte groźby przy osobie, która ma dowody przeciwko panu? -
Zacmokał na niego z rozbawieniem. - Jestem zawiedziony. Myślałem, że się dogadamy.
A potem mimowolnie jego oczy rozszerzyły się z zaskoczenia. Nie oczekiwał uległości na tym polu. Raczej wielkiej bitwy i ostatecznie... W sumie, nie zaszedł tak daleko ze swoimi fantazjami. Owszem, były bardzo miłe i kuszące, a pomysł obciągającego mu bogacza z błękitną krwią podniecający, ale wciąż zdawał się być nierealny. A doczekał się spełnienia. Cholera, Arrow aż poczuł dreszcz rozkoszy pełznący mu po kręgosłupie. Wrażenie było podobne do orgazmu, tylko znacznie delikatniejsze. Nie zdawał sobie sprawy z faktu, jak bardzo uzależniająca jest dla niego władza absolutna. Tylko wyuczona samokontrola powstrzymała go przed uchyleniem warg i wydaniem z siebie jęku zadowolenia. Machinalnie jednak podrażnił zębami kolczyka, a oczy przez chwilę miał wypełniony czystym pożądaniem. Zaraz jednak zsunął się z blatu i... Usiadł na fotelu prezesa. Przesunął jeszcze raz wzrokiem po ciele mężczyzny i uśmiechnął się kątem warg, nachylając nad nim lekko.
- Nigdy nie mów nigdy – szepnął, a potem rozciągnął się wygodnie na siedzeniu i skinął lekko głową. - Zaczekam tutaj.
Nie widział potrzeby w zmianie sytuacji. W końcu on tu był panem i władcą, mógł zajmować to zaszczytne miejsce i nikt nie miał prawa mu tego zabronić. Bardzo, bardzo go to cieszyło. Cały czas jednak ciągnęło go do blond pukli mężczyzny, dlatego gdy ten wstawał, krótko przesunął po nich palcami. Nie pozwolił ponownie się złapać za nadgarstek, zaraz dłonie znalazły się na podłokietnikach, a sam brunet przymknął oczy, napawając się wygodą. Mógł poczekać na zrobienie tej umowy, nigdzie mu się nie spieszyło. Poza tym, niech Gustav przyzwyczaja się do takiego stanu rzeczy. Skoro uklęknął raz, będzie robił to coraz częściej.
Spełnienie bezczelnej fantazji zdawało się być coraz bliżej.
Ale Arrow junior zajmie się nią dopiero po podpisaniu papierka. W tym czasie zadowoli się widokiem na bok, czy plecy swojej ofiary, oraz poobserwuje samo pomieszczenie. Wspaniale, po prostu wspaniale. Zaszczytne miejsce w centrum dowodzenia. Mógłby się do tego przyzwyczaić...
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 9:01 pm

Miał w sobie mniej cierpliwości niż przypuszczał. Dlaczego nie potrafił się powstrzymać przed ukazaniem tego ułamka swojej złości? To był impuls, zwyczajnie musiał jakkolwiek zareagować, innej opcji dla siebie nie widział. Oczywiście poniósł konsekwencje swojej emocjonalnej postawy. Po raz kolejny musiał znieść ten podły uśmiech na twarzy młodszego mężczyzny, również był skazany na kolejne kąśliwe słowa, jakie trafiały w jego odsłonięte słabe punkty. Starał się zachować spokój, próbował już całkowicie wyrzec się jakichkolwiek emocji, ale czy to w ogóle było możliwe? Nie, za dużo było w nim nienawiści wobec rozmówcy, a także niechęci wobec samego siebie. Dał się ponieść przez własną dumę, lecz tą po chwili przyszło mu tak boleśnie stracić. Część jego godności bezpowrotnie odeszła, gdy klęknął przed tym bezczelnym pyszałkiem. To był błąd, z całą pewnością nigdy nie powinien tego robić, jednak chciał już to wszystko mieć za sobą. Zna wielu takich osobników, którzy uwielbiają męczyć swoje ofiary, dopóki całkowicie ich nie wykorzystają. Dante nie jest wyjątkiem i będzie męczył Waddingtona do chwili, w której nie poczuje się całkowicie nasycony. Ale trzeba też wiedzieć, że osobniki tego pokroju szybko się nudzą swoimi zabawkami, więc szukają kolejnych uciech w postaci nowych ofiar. Blondynowi pozostawało teraz wierzyć, że Arrow potwierdzi regułę i szybko da mu spokój.
Ale najwidoczniej dobrowolne zdobycie się na upokorzenie przyniosło drobne korzyści i równocześnie satysfakcję dla samego hrabiego, który mógł dostrzec na twarzy szantażysty zaskoczenie. Czyżby ta niespodziewana kapitulacja wywarła na nim jakiekolwiek wrażenie? To śmieszne, że na wszelki opór reaguje bezczelnością, a ma tak wielki problem z uległością. Właśnie tego chciał, więc czemu się dziwi temu, że jego zachcianka została spełniona? Im szybciej jego życzenia się spełnią, tym szybciej zakończy się ich znajomość. Tak młody człowiek i, sądząc po wyglądzie, rozrywkowy nie będzie się trzymał jednej osoby, to byłoby całkowicie nie w jego stylu. Ale te rozważania uleciały z głowy dyrektora, kiedy tylko dostrzegł w tęczówkach Arrowa jawne podniecenie. Tym razem pożerał swą ofiarę wzrokiem, czego nawet nie próbował kryć, jakby tym samym znów prowokował. Jego słowa nie działały już tak bardzo, jak to jednoznaczne spojrzenie. Na całe szczęście hardy młodzik przesiadł się z biurka na fotel, dzięki czemu szlachcic nie widział jego oczu, choć nadal czuł na sobie ich intensywne spojrzenie.
Gdy uzyskał przyzwolenie od bruneta na powstanie z klęczek, powoli podniósł się z ziemi, wtedy też poczuł po raz kolejny palce dobierające się do jego blond włosów. Kontakt z dłonią Dantego był chwilowy, nie tak bardzo wyczuwalny, jednak i tak dla samego Gustava wydawał się być zbyt rażący. Ignorując rozwalone na podłodze dokumenty, otworzył jedną z szuflad biurka i wyjął z niej kilka czystych kartek, następnie podszedł do jednej z szaf, którą otworzył, aby przygotowane kartki umieścić w bezprzewodowej drukarce. Powrócił do biurka, aby unieść klapę laptopa i włączyć urządzenie. System uruchomił się w mgnieniu oka po tym, jak wpisał odpowiednie hasło, następnie wszedł w odpowiedni program i trzymając się wzorcowej umowy o pracę, dokonał kilka zmian. Zapewnił w dokumencie realizację wszystkich żądań nowego pracownika, z jakimi został wcześniej zapoznany, rzecz jasna szczegółowo wszystko zapisując. Po chwili wydrukował umowę. Wydobył te kilkustronicowy dokument z drukarki, po czym przeszedł z nim do Arrowa. Podał mu papiery, wcisnął mu też do ręki czarny długopis.
- Przeczytaj i podpisz.
Wszystko przebiegło szybko, inaczej być nie mogło. Waddington to bardzo sprawny w rozwiązywaniu wszelkich kwestii prawnych człowiek, zatem nie mogło być inaczej. Teraz wystarczy, że brunet podpisze umowę i wreszcie opuści gabinet. Prawdopodobnie nie zechce wyjść i nie tylko dlatego, iż zamarzy mu się popisać brakiem manier, on po prostu zaraz zażąda czegoś jeszcze bardziej absurdalnego niż dotychczas. Wszystko czyni z premedytacją, bo chce zobaczyć, do czego może się posunąć. Cholerny gnojek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 9:19 pm

Bez wątpienia Gustav miał absolutną rację w swoich podejrzeniach. Arrow lubił wyzwania, lubił czuć władzę, ale kompletnie tracił zainteresowanie, gdy każde jego żądanie zostawało spełnione. W końcu, jaką w tym miał satysfakcję, czy zabawę, gdy ofiara przestawała się rzucać i poddawała jego woli? Już ją złamał. Była zabawką, która uległa zniszczeniu. Dlatego był zdezorientowany nagłą uległością. Przez chwilę wciąż tkwił w szoku, nie potrafiąc jakoś uporządkować myśli. Owszem, to obciąganie na kolanach było niesamowicie kuszące, ale zdawało się być faktycznie nadmiernie prostackie wobec wielkiego hrabiego. Zresztą, jeśli byłby gotów to zrobić, niewiele więcej zaoferuje Dantemu. A ten nie chciał tak szybko tracić swojej przewagi. Kusiło go, by znowu sprowokować blondyna, ale nie potrafił w żaden sposób sensownie zważyć swoich życzeń i wybrać to, które da mu najwięcej satysfakcji, a jednocześnie nie pozbawi reszty zabawy.
Brunet obserwował wszystkie poczynania mężczyzny, ale zdawało mu się, że jest gdzieś dalej, w zupełnie innym świecie. Szukał dla siebie kolejnej rzeczy, która zajmie mu czas. Przez głowę przewinęło się wiele różnych fantazji, ale żadna nie wyglądała wystarczająco pociągająco. Waddington zdobył pełne zainteresowanie swojego szantażysty, chociaż zapewne nie o to mu chodziło. Wciśnięcie umowy niewiele zmieniło. Myśli młodego mafioza krążyły po zupełnie innych płaszczyznach. Zmarszczył brwi, spoglądając na plik kartek. Praktycznie zmusił się do skupienia na wypisanych słowach. Pojawienie się również dodatku, samochodu służbowego, ponowiło jego zaskoczenie, tak trwale, że jeszcze raz znieruchomiał, bezmyślnie spoglądając w umowę. Właściwie żadna reakcja nie wydawała mu się odpowiednia. Protest byłby bezsensowny, ale zarazem za taki gratis szef RoboticsUNION mógł żądać czegoś w zamian.
To było wyzwanie. Sprawdzenie możliwości umysłu okolczykowanego. Szybko przeanalizował wszystkie za i przeciw. A potem na wszystkich kopiach umowy skreślił auto i podpisał się w tym miejscu, by nie zaistniała wątpliwość, że stało się to wbrew jego woli. Dopiero potem dokończył czytać umowę, potwierdził ją swoim nazwiskiem i oddał kartki Waddingtonowi, wraz z długopisem, czekając aż i on podpisze.
Uśmiechnął się pod nosem i odgarnął włosy do tyłu, przez chwilę bawiąc się w ich bezmyślne zaplatanie, by po chwili przesunąć palce na ucho i wrócić do leniwego pieszczenia metalu. Oblizał przy tym wargi, jakby z namysłem. Podjął decyzję.
- Panie Waddington, straszny bałagan zrobiłem. Proszę posprzątać te papiery -
mruknął, spoglądając na niego intensywnie błyszczącymi oczami. Jedną tęczówkę miał złotą, a drugą niebieską. Nie przyciągało to natychmiast cudzych spojrzeń, ale z bliska widać byłą tą specyficzną mutację. Nadawała ona Dantemu jeszcze większej bezczelności. Jeśli było to w ogóle możliwe.
Wzrok bruneta swobodnie krążył po ciele szefa korporacji. Jakiekolwiek opory przestał mieć już na wstępie ich znajomości, a w tym momencie uznał to już za całkiem oczywiste następstwo pogłębienia ich relacji. Poczekał cierpliwie, aż jego życzenie zostanie spełnione, a potem uniósł się i przesunął dłonią po ramieniu mężczyzny. Ich zbliżony do siebie wzrost ani tego nie ułatwiał, ani nie utrudniał.
Arrow wyminął Gustava, znacząc jego kark lekkim muśnięciem paznokci, a potem spokojnie zebrał swoje papiery, wziął kopię umowy i przybrał ponownie bardziej oficjalną pozę. Obdarzył mężczyznę lekkim uśmiechem, u którego czaiła się głęboko ukryta złośliwość, a potem skinął głową.
- Panie Waddington, do zobaczenia. Interesy z panem to czysta przyjemność - rzucił z prostotą, obracając się na pięcie. Podszedł do drzwi, przekręcił klucz w zamku i wyszedł, zamykając je za sobą. Kluczem. Taka drobna złośliwość, która zapewne zatruje jego szefowi życie na raptem parę minut. Na pewno miał zapasowe, ale nie na wierzchu.
Tak, jeszcze się zobaczą. Niedługo. Już on tego dopilnuje.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Sro Kwi 30, 2014 9:20 pm

Doprawdy, zaskoczenie na twarzy bruneta przynosiło mu tyle satysfakcji, jakby dostrzegał w niej szansę na wywalczenie sobie wolności. Wychodzi na to, że im bardziej przestaje się buntować woli szantażysty, tym bardziej go szokuje i jednocześnie zniechęca do kolejnych prowokacji. Jednak nie potrafiłby ulec bardziej upodlającym go zachcianką Arrowa. Gdyby ten zażyczył sobie, aby mu obciągnął, wtedy prawdopodobnie nie powstrzymałby emocji i w pierwszej chwili chwyciłby jakikolwiek ostry przedmiot z zamiarem przebicia mu tętnicy szyjnej. Na całe szczęście umysł młodego mężczyzny był przed nim zamknięty, więc nie mógł poznać jego fantazji, mimo to domyślał się jako tako, co też temu może chodzić po głowie. Przecież rozmarzony wyraz twarzy i chytry uśmieszek z czegoś się biorą, czyż nie?
I znów twarz Dantego zastygła z powodu szoku. Nie przypuszczał, że Waddington tak łatwo mu ulegnie, zatem całkowitą abstrakcją wydawało mu się to, iż biznesmen zechce ofiarować mu coś z własnej inicjatywy. Służbowy samochód nie był czymś wielkim, choć mógł ułatwić życie, przynajmniej dojazd do pracy stałby się łatwiejszy, dzięki czemu mógł zaoszczędzić mnóstwo czasu. Najwidoczniej propozycja nowego szefa niezbyt mu się spodobał, bo zaraz naniósł poprawki na wszystkie trzy kopie umowy. Za bardzo podejrzliwie do tego podszedł, bo przy tej ofercie blondyn był uczciwy jak nigdy. W końcu bez komentarza odebrał od niego podpisane dokumenty, aby ułożyć je na biurku i również spokojnie opatrzyć swoim podpisem.
Gdy usłyszał jego polecenie, spojrzał po nim bez wyrazu, jakoś łatwo przystosowując do nowej sytuacji. Musi jak najszybciej przyzwyczaić się od bezwarunkowego spełniania jego zachcianek, oczywiście tych, które są utrzymane w granicach rozsądku. Dumnie wyprostowany przykucnął przed rozwalonymi na podłodze dokumentami i złapał jedynie za jedną kartkę, którą łaskawie przeniósł na biurko.
- Gotowe - oznajmił spokojnie, rzecz jasna nie mogąc wyzbyć się chłodnego tonu wypowiedzi. Nie potrafił się zmusić do tego, aby przemówić bardziej ciepłym głosem, w tych okolicznościach było to kompletnie niemożliwe. Choć czuł jego bliskość, to wcale nie pomagało spojrzeć na niego przychylniejszym okiem, wręcz przeciwnie, jakiekolwiek kontakt z Arrowem był odbierany jako kara za wszystkie grzechy. Jednak nie odepchnął go od siebie, cierpliwie znosił jego dotyk na swoim ciele, w duchu ciesząc się z tego, że nie został narażony na jeszcze śmielsze posunięcia jego dłoni. Drobne muśniecie paznokci po karku blondyna i w końcu Dante łaskawie się odsunął. Pożegnał się i wyszedł. Gustav dopiero teraz zauważył, że drzwi były zamknięte na klucz i zostały otwarte zaledwie na chwilę, aby jego gość mógł opuścić pomieszczenie. Hrabia po jego odejściu padł ciężko na fotel i przetarł twarz dłońmi. To dla niego nowa sytuacja, w której jeszcze trudno mu się odnaleźć. Musiał się szybko uspokoić, dlatego zaczął nad wyraz powoli łapać głębokie oddechy.

[z.t] x 2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   Nie Maj 04, 2014 9:18 pm

Minęły dwa dni od wizyty wizyty Arrowa w jego gabinecie. Waddington wcale za nim nie tęsknił, jednak odrobinę martwiło go to, że smarkacz jeszcze nie do niego nie przyszedł z kolejnymi zachciankami. To byłby cud, gdyby znalazła sobie inną ofiarę do męczenia, jednak dyrektor potężnej korporacji nie wierzył w mistyczne zjawiska. Czuł, że Dante jeszcze go dopadnie, choć miał nadzieję, że nastąpi to w jak najbardziej korzystnych dla niego samego warunkach. Bardzo chce mieć coś do powiedzenia przy ich następnym spotkaniu, jednak wszystko zależy od okoliczności. Z jednej strony wolałby uniknąć kolejnego niezapowiedzianego wtargnięcia szantażysty do swojego gabinetu, z drugiej właśnie w tym pomieszczeniu czuł się najbardziej bezpiecznie podczas rozmowy z nim. Jest to jedyny pokój w firmie, do którego nikt nie ośmieli się ot tak wejść, jedynie takie osobniki jak Arrow pozwalają sobie na podobną bezczelność.
Jak zwykle pochłonął go kolejny projekt, przez co został w firmie do późna. W budynku mało który pracownik biurowy jeszcze pozostał, jedynie ochroniarze chodzili po piętrach, aby sprawdzić czy wszystko jest w porządku. Hrabia zjechał windą z ostatniego piętra wieżowca aż do podziemnego parkingu. Piętro był prawie puste, bo znaleźć tu można było zaledwie kilka aut - czarnego Mercedesa należącego do Gustava, który nie rzucał się tak bardzo w oczy i pozostałe należące do ochroniarzy pracujących na nocną zmianę. Blondyn jak zawsze wystrojony w elegancki garnitur i metalową rączką skórzanej teczki w dłoni przeszedł do swojego auta spokojnym krokiem. W kieszeni spodni szybko odnalazł klucz, jednak nie wyciągnął go. Zamarł w pozie, kiedy usłyszał za sobą kroki. Szybko się odwrócił, aby spojrzeniem stalowoszarych oczu spiorunować niemile widzianą postać. Któż inny mógłby nachodzić go o tak późnej porze i to w takim miejscu, jak nie Arrow we własnej osobie? Tylko on mógł być tak dokuczliwy.
- Miałem nadzieję na nasze rychłe spotkanie - rzekł ironicznie w ramach powitania. Nie ma zamiaru silić się na uprzejmości, tyle musi jego pracownikowi wystarczyć. - Z pewnością to nie może poczekać do jutra, więc od razu powiedz, czego chcesz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Główna siedziba RoboticsUNION   

Powrót do góry Go down
 
Główna siedziba RoboticsUNION
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Siedziba wojskowa + poligon
» Siedziba Thralla
» Siedziba ZRV w Yokohamie

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Centrum miasta :: ∎ Dzielnica biznesowa :: ∎ RoboticsUNION-
Skocz do: