IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Stefek i Vincuś

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Pon Sie 18, 2014 10:40 am

Nie mógł powiedzieć, że mu nie ulżyło, a mimo to poszerzającego się uśmieszku nie mógł zamaskować nawet gdy już wrócił i zamknął za sobą drzwi. Chrząknął i położył dłoń na ramieniu Stephena.
- Uczyniłeś dobrze – pochwalił go dobrodusznie. - Uratowałeś moją cnotę przed zboczeńcami grasującymi w ciemnościach. Ty mój rycerzu.
Odsunął się od Stephena, a buty wylądowały dokładnie na tym samym miejscu co wcześniej i bez słowa ruszył ponownie do salonu, siadając wygodnie na kanapie. Wspaniałomyślnie nalał sobie kolejną porcję, ratując żołądek nastolatka. Nadal miał przyklejony do buźki ten zadowolony uśmieszek, ale obiecał sobie, że będzie w miarę grzeczny. Dzisiaj. Przyciągnął go do siebie, żeby usiadł koło niego na kanapie. Tylko na krótką chwilę przedłużył ich kontakt fizyczny, aby w następnej chwili zupełnie go urwać. Upił kolejnego łyka kakao, dobrze wiedząc, że na pusty żołądek to nie jest zdrowe, ale kto przejmowałby się tym.
- Mogę zanocować u ciebie? - zerknął na niego z ukosa. - Pójdę sobie rankiem, spokojnie – machnął ręką niefrasobliwie. - Po prostu nie chcę być dzisiaj sam.
Można było się domyślić, że nie dość, że trzeba będzie znosić tego małego, wrednego gnojka, to jeszcze dać mu szlafrok, ciuchy do spania, i w ogóle, pełna obsługa! I będzie wysoce urażony, kiedy tego nie dostanie.
- Możemy pooglądać jakiś film, czy coś. Ewentualnie możesz mnie skuć, jeśli boisz się o swoją cnotę. Nie będę spał na kanapie – fuknął jeszcze i odłożył na chwilę kubek. Nawet jemu zrobiło się za słodko. Przesunął językiem po zębach. Wydawał się nie być wcale skrępowany tym, że znają się tak naprawdę dopiero od kilku dni dni, że był w niemal zupełnie obcym mieszkaniu, a już siedział niemal jak u siebie. Przynajmniej nie trzeba było prosić o rozgoszczenie się!
Zmarszczył brwi, spoglądając na profil Stephena.
- Ewentualnie pornol. Chociaż wątpię, że będę fapał razem z tobą. - To się nazywa powierzchowna wiedza o męskich wieczorkach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Wto Sie 19, 2014 9:10 am

- Chciałbym chronić twej cnoty! Ale ty jej nie posiadasz, kotku – westchnął, wchodząc za nim do salonu. Fakt, faktem, Vincent zaczynał czuć się niezwykle swobodnie w nieswoim mieszkaniu. I choć normalnie Stephena by to potwornie przeraziło, to teraz nie czuł się z tym źle. Było po prostu wygodnie, komfortowo i bez zbytecznego przejmowania się zasadami.
Właściwie przy Starze wszelkie zasady gdzieś sobie znikały, chowały się.
Usiadł przy nim na kanapie, mierząc jego twarz uważnym spojrzeniem. I gdy w końcu padło to pytanie, Stephen nieomal się nie zapowietrzył! Jak to? Spać? Z kimś!? Z Vincentem. To nie był dobry pomysł. To był, do cholery jasnej, bardzo zły pomysł, na który absolutnie nie powinien się zgadzać.
- Dlaczego nie – odparł krótko, zgadzając się na jego chorą, niemoralną zachciankę. – Ale bez porno. Po prostu zalegniemy z winem u mnie, posłuchamy muzyki – palnął pierwsze, co wpadło mu do głowy. I zaraz poczuł się jeszcze dziwniej.
- A potem pójdę spać na kanapę, Vinny – dodał zaraz, posyłając mu krótki kąśliwy uśmieszek. Podniósł się z miejsca i spokojnym krokiem ruszył do swojej sypialni, aby znaleźć tam coś dla gościa. – Pójdziesz się wykąpać. Już. Padał na ciebie deszcz, a tam są bakterie – zawołał za nim, wydobywając z szafy szlafrok, materiałowe eleganckie spodnie oraz delikatną bluzkę.
- No chodźże tu – mruknął.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Wto Sie 19, 2014 9:41 am

-  Biedny, nieświadomy Stephen. Ma taki znakomity kąsek pod nosem, a nawet o tym nie wie! Chociaż przyznaję, w łóżku bywam zepsuty - zacmokał pod nosem rozbawiony, posyłając mu czarujący uśmiech. Cnoty nie miał, ale poniżej jego godności było uleganie komukolwiek, chyba, że uprzednio wlało się w niego kilka porządnych szklanek whiskey. Co te ego robi z człowiekiem!
Zgodził się na wszystkie warunki, które postawił przed nim nastolatek, bo przecież będzie miał – liczył na to – duże, a już na pewno czyste i pachnące łóżko. Grzecznie poszedł do jego sypialni, która od razu została otaksowana wzrokiem. Mruknął cicho, z aprobatą, przyjmując rzeczy.
-  Jakbym był kobietą, to powiedziałbym, że mężczyzna prezentuje swoje łaszki tylko dlatego, że chce później z nich rozebrać niewiastę – prychnął pod nosem mądrość jego matki. -  I mam nadzieję, że masz zapasową szczoteczkę do zębów. I ładny zapach płynu. I dobre wino. I chęci, żeby umyć mi plecki – spojrzał na swoje ubranka, ciekaw, jak bardzo będą na nim wisieć i pomacał materiał. Bardzo przyjemny, to musiał przyznać i całe szczęście. Był typem osoby, który wyczułby nawet ziarnko grochu pod wieloma materacami i ni chuja nie umiałby usnąć. Chociaż pieprzeniu się w niewygodnych miejscach nie miał nic przeciwko!
Spojrzał uważniej na Smirrnowa i podszedł do niego powoli, ale tylko po to, aby złożyć pocałunek na jego poliku. Ot tak, niezobowiązująco i niemal od razu się odsunął.
- Ty nie oglądasz pornoli, czy po prostu nie chcesz oglądać ich ze mną? - zapytał niewinnie, dobrze wiedząc, że nie ma faceta, który nie oglądałby nieprzyzwoitych rzeczy.
No chyba, że mógłby mieć pornol na żywo, na zawołanie.
Przekrzywił głowę w bok, przyglądając się swojej ofierze. Był na tyle uprzejmy, żeby nie przytłaczać go swoją obecnością; odległość dzieląca jego i Stephena wynosiła porządny, duży krok.
-  Swoją drogą, Stephen. Na stołówce powiedziałeś, że jest za dużo o jedną osobę, a wyszliśmy razem. Kogo miałeś na myśli? - kolejne, jakże niewinne pytanie, przypieczętowane zatrzepotaniem rzęskami. Och, dobrze wiedział, że po prostu przekręcał słowa Smirrnowa na swoją korzyść, ale nie potrafił się powstrzymać!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Wto Sie 19, 2014 9:51 am

- Nie jesteś kobietą, a ja nie zamierzam cię rozbierać, Star – westchnął, przewracając oczami. Czasami Vincent był naprawdę cholernie pewny siebie. I przy tym trochę za bardzo pewny! Jak dla Stephena sprawa była jasna: kumplowali się. I nie miało być z tego nic więcej. A już na pewno jeden drugiego nie miał rozbierać z łaszków.
- Mam wszystko. Ale nie będę myć twoich pleców, Vinny. Nie aprobuję wspólnych pryszniców. Zarazki – powiedział, wciskając mu w ręce ręcznik, jednocześnie usilnie starając się zignorować ten pocałunek. Bał się tego wieczora, choć jednocześnie nie do końca chciał z niego rezygnować. Podobała mu się ta bliskość i jednocześnie cholernie go przerażała. Najchętniej schowałby się – jak dziecko – pod łóżko i zabronił siebie stamtąd wyciągać.
- Oczywiście, że oglądam! Te z serii „Daddy” i „BDSM”. Całymi nocami. Myślisz, że dlaczego mieszkam sam? - zaśmiał się krótko, drażniąc się z nim. – Choć „Hardcore” też bywa spoko. Całkiem nieźle. Ale nie będę oglądał z tobą porno, spał, sypiał czy mył ci pleców, Vinny. Zmykaj do łazienki – podsumował, samemu odwracając się w stronę łóżka, aby upewnić się, że wszystko jest idealne. Zaraz jednak obejrzał się na niego przez ramię, marszcząc czoło.
- O ciebie. Chciałem pozbyć się ciebie. A potem chciałem z tobą pogadać. Więc wyszliśmy razem – oj, kłamczuszek.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Wto Sie 19, 2014 10:35 am

Skapitulował widocznie w większości spraw, machając na nie niefrasobliwie dłonią, bo przecież Vincent wiedział swoje. Odwrócił się, przymierzając się do obcowania w cudzej łazience.
- Podobam ci się, a odtrącasz mnie, bo boisz się, że znudzę się tobą. Głównie ty będziesz się męczył, nie ja, wiesz? I jakby chodziło tylko o zarazki, to wcale mnie nie dotknąłbyś – mruknął na odchodnym, nawet nie bardzo dbając o to, czy Smirrnow usłyszał wszystko, bardziej zainteresowany zrelaksowaniem się pod prysznicem. Kiedy tylko wybadał powierzchownie co i jak, zamknął się od środka w łazience i nie wyszedł przez dobrą godzinę. Nie reagowałby, gdyby się go pytano, czy zdążył się utopić.
A kiedy otworzył drzwi, od razu kłęby pary opuściły pomieszczenie, a Vincent przedstawiał sobą widok typowy dla chyba przesadziłem z gorącą wodą, bo cholernie kręci mi się w głowie. Teraz wydawało mu się tak cholernie zimno w tym mieszkaniu! Dlatego zawołał Stephena, a potem znowu i znowu, aż nie dostrzegł jego przystojnej główki.
- Daj mi tę szczotkę do zębów – zażyczył sobie od razu, ustępując miejsca w drzwiach i wsuwając się do środka. - Jako, że jestem ubrany jak ty i pachnę jak ty, musisz mi wysuszyć włosy. Masz suszarkę, nie? Nie mam swojej magii, która uchroniłby mnie od puszenia się włosów, a kiedy sam sobie suszę, to jest nieuniknione.
Wciągnął do środka nastolatka, zamykając od razu za nim drzwi. Od razu cieplej! Kiedy spojrzał w lustro, nie mógł powstrzymać się od skrzywienia; siniak na policzku stawał się żółty, cholernie leniwie wtapiając się w tło, a i ujawniły się cienie pod oczami, które bynajmniej nie dodawały mu atrakcyjności. Tak to jest, jak cała sztuka maskowania spłynie do kanalizacji. Mruknął niezadowolony, starając się chociaż odrobinę zasłonić siniaka. Cholernie, ale to cholernie irytowały go własne niedoskonałości.
- Jeśli będziesz chciał, możesz mi powiedzieć, kiedy najdzie cię ochota na podglądanie moich prób nauczenia się „Dla Elizy” na pianinie. Musisz docenić do wyróżnienie! Inni wzdychać będą dopiero w dzień konkursu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Wto Sie 19, 2014 11:08 am

- Lubisz pierdolić bez sensu, Vinny – mruknął jedynie pod nosem, spoglądając na niego krótko. Zaraz jednak długowłosy zniknął mu za drzwiami łazienki i Stephen został w sypialni zupełnie sam. Nieczęsto sypiał w tym pomieszczeniu – wydawało mu się zbyt ciasne i nieprzyjemne. Dlatego też niemalże od razu rzucił się w stronę okna, otwierając je szeroko, zaciągając się przy tym dużym haustem świeżego powietrza.
W czasie, kiedy Vincent pindrzył się w pomieszczeniu obok, Stephen zajął się przygotowaniem sypialni. Zmienił pościel, choć poprzednia była zaledwie wczorajsza. Przygotował sobie piżamę oraz ręcznik i po prostu przysiadł na łóżku, czekając aż księżniczka skończy swój prysznic. A naczekał się całkiem długo…
W końcu, gdy drzwi się otworzyły, Stephen westchnął ze szczerą ulgą.
- Miło by było, gdybyś powiedział „proszę” – westchnął, wstając i udając się do łazienki za nim. Ile kosmetyków miała na sobie twarz Vincenta przed kąpielą? Teraz długowłosy wyglądał inaczej. Znacznie bardziej szczerze i prawdziwie – jak normalny człowiek, a nie Idealny Vincent Christopher Star. Nikt nie był bezwzględnie doskonały.
- Masz – wręczył mu szczoteczkę, po czym zmarszczył czoło, zdziwiony jego kolejnymi słowami. – Może jeszcze pomóc ci zmienić bieliznę? – westchnął. Vincent bywał drażniącą księżniczką, której nie zamierzał zawsze ustępować. Ale dziś chciał. Dzisiaj chciał po prostu sprawiać mu przyjemność w jakikolwiek sposób. Dlatego też sięgnął po suszarkę do włosów i podłączył ją do prądu, gotów do wypełnienia jego prośby.
- Czuję się zaszczycony, Vinny. Ale problem polega na tym, że nienawidzę pianina – przyznał zupełnie szczerze. – Nie bawi mnie. Wolę smyczki – dodał spokojnie, sięgając po swój grzebień. Stając za Vincentem, zajął się jego włosami – niezwykle sprawnie i ostrożnie rozczesał długie, zadbane pasma. Gdy włosy były już odpowiednio wygładzone, Stephen sięgnął po suszarkę i ustawił ją na niewielką temperaturę, aby nie niszczyć pięknych kosmyków. Podobały mu się. Były miękkie, gładkie i naprawdę ładne. Jak na włosy osoby, która jeszcze przed chwilą tak namiętnie ćpała.
Chwila moment i wszystko było gotowe, a hałas zniknął. Mogli więc porozmawiać. Kontynuować śmieszną rozmowę.
- Kiedy mogę przyjść posłuchać? – zapytał. Vincentowi zostało jeszcze umyć zęby… A Stephenowi nie chciało się dłużej czekać na prysznic. Dlatego też bezceremonialnie ściągnął koszulkę, odsłaniając zadbany, umięśniony tors. Ozdobiony pierwszymi tatuażami. Wtedy jeszcze były niewielkie – zdobiły jedynie bok pod żebrami, nic więcej.
- Długo jeszcze, Vinny? – ponaglił go, rozpinając spodnie, pozwalając aby zwisały na jego biodrach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Wto Sie 19, 2014 11:43 am

- Jak prosiłem, żebyś mnie pocałował, to tego nie zrobiłeś, więc chyba jesteś bardziej skłonny po zwykłych, prostych poleceniach – odparował od razu, nieznacznie zirytowany. Nie prośbą nastolatka, a  swoim wyglądem, bo na miłość boską, teraz widział go tylko Stephen, ale jutro będzie musiał wyjść!
Spojrzał uważnie na szczoteczkę, wcale nie komentując przytyku i rozejrzał się krótko za pastą. Kiedy ją znalazł, od razu nałożył ją sobie na białe, miękkie włoski. Już, już był gotów, żeby zapchać nią sobie jamę ustną, gdyby nie kolejne słowa Smirrnowa. Mina Vincenta mówiła wszystko: „No, ale jak to nie lubisz pianina?” Nie miał zamiaru chwalić się tym, że skrzypce nie są mu bynajmniej obce, ale rzucił je przed ćpaniem, a wielka szkoda, bo już był w świetle reflektorów.
- Masz kiepskie źródło informacji – skomentował tylko, bo fakt snobowskiej zdolności grania na emocjach nie tylko za pomocą manipulacji nie był tajny. Proszki tak, a skrzypce nie? Nieładnie.
Chwilę później, kiedy rozmowę przerwała suszarka, Vincent zostawił szczotkę na blacie, żeby czasem w pastę nie wpadły włosy i stał wyjątkowo grzecznie, zupełnie biernie, wgapiając się tępo raz w swoją twarz, a raz w nastolatka. Dostrzegł cień aprobaty na jego twarzy i mimowolnie uśmiechnął się do siebie. No cóż, nie po to dbał o siebie jak cholera, żeby nie być atrakcyjny! Włosy nie były pominięte.
- Jeśli nie będziesz mi ględził, to jutro w tym małym sklepie muzycznym niedaleko szkoły. Znam właściciela i nader chętnie przyczyni się do zdobycia przeze mnie medalu, udostępniając swoje pianino po dwudziestej pierwszej, kiedy oficjalnie zamknie sklep. Oficjalnie, bo nieoficjalnie ja będę tam myszkował – wyjaśnił wpierw, bezmyślnie wpatrując się w klatę Stephena. I rejestrując tatuaże. Były całkiem sexy. - Jeszcze trochę – mruknął cicho, odwracając się twarzą do lustra i zaczynając cholernie leniwie szorować swoje zęby. Miał przegapić okazję otaksowania wzrokiem tyłka Stephena? Nigdy!
- Chyfa ne cesz sepym mal neswiesy otech.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Wto Sie 19, 2014 9:09 pm

- No na pewno – westchnął, kręcąc głową z niedowierzaniem. Vincent chwilami przechodził samego siebie, ukazując swoją naturę. I wiele osób działało podobnie, ale Stephenowi wydawali się cholernie sztuczni. Temu jednemu człowiekowi to wszystko, co robił, wychodziło zupełnie naturalnie i bez większego problemu. Bo Star taki był – niczego nie udawał.
Patrząc na niego uważnie i słuchając kolejnych słów Vincenta, spokojnym ruchem zsunął z bioder spodnie. Materiał miękko opadł na podłogę, odsłaniając umięśnione, silne nogi Stephena. Jego ciało nie było nieskazitelne – w najmniejszym nawet stopniu nie przypominało tego porządku, który panował wokół Stephena. Na jego skórze tkwiło wiele drobnych śladów, kolejnych blizn, starych siniaków. Słodkie ślady po jego bojowym charakterze.
- Mogę więc przyjść i cię posłuchać – postanowił, przeczesując dłonią włosy. Stojąc przed nim w samej bieliźnie, spokojnie zaczął odpinać kolejne bransoletki zdobiące nadgarstki i niewielki wisiorek. Odłożył biżuterię na półkę pod lustrem, stając za Vincentem, obserwując ich wspólne odbicie.
- Wyjdziesz już, Vinny? Czy zostaniesz? – mruknął niższym, cichszym głosem, wolnym ruchem zsuwając z siebie bokserki. Vincent niewiele widział, stojąc plecami do Stephena – lustro ukazywało jedynie ich ciała od pasa w górę.
- Wyjdź już, Star – dodał znacznie bardziej stanowczo, układając łagodnie dłoń na jego biodrze. Skoro Vincent tak bardzo uwielbiał zawstydzać Stephena, dlaczego Smirrnow nie mógł spróbować odwrócić zabawę w drugą stronę?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Wto Sie 19, 2014 9:43 pm

Vincent z całej siły starał sięnie wgapiać tępo  ruchy ciała i samo ciało Stephena; cholera, kiedy ten się rozbierał, wypadało to bardzo zmysłowo, a efekt ten nawet nie psuły te blizny, które po prostu nadawały charakterku. Pasowały do Smirrnowa i naprawdę, już miał ochotę przesunąć językiem po każdej z nich. Zamrugał oczami słysząc pytanie i kątem oka dostrzegając, że ten pozbył się bielizny. A nie mógł zobaczyć jego tyłka, a wielka szkoda! Mimo łagodności gestu, drgnął nieznacznie czując dłoń na biodrze. Pożądał go, a iluzję samokontroli niszczyło jego własne, zdradliwe ciało. Odetchnął cicho. Nie czuł się zmieszany, bo na miłość boską, był przecież ubrany w spodnie, bluzkę i jeszcze szlafrok, to naprawdę była gruba warstwa ubrań. Przyjmując nieme wyzwanie, pochylił się i wypluł pozostałości pasty.
- Rozbierasz się przy mnie, a potem mnie wyganiasz? - zacmokał z dezaprobatą, puszczając wodę z kranu. - Nieuprzejme. A mogłem umyć ci plecy. - I, przełamując swoje szczątki wewnętrznego oporu, naparł swoim zacnym tyłem na krocze Stephena, ale nie wykonywał stymulujących ruchów; po prostu wypłukał porządnie usta, będąc cholernie ciekaw, jak na to zareaguje Stephen, bo nawet sam siebie po części onieśmielił – na miłość boską, właśnie Się. Wypiął. Do. Drugiego. Mężczyzny. Zachowywał się jednoznacznie, ale tylko chwilę, bo kiedy wytarł usta w swój ręcznik, stał ponownie wyprostowany i to bynajmniej nie w spodniach (jeszcze)! Wytarł jeszcze dłonie, żeby zdobyć czas na ponowne uzyskanie etapu „cholernie pewny siebie i bezczelny typ” i sięgnął powoli, bardzo powoli do tyłu, łapiąc Stephena za kark. Spojrzał na ich odbicie.
- Popatrz, jacy jesteśmy piękni. Piękni i młodzi. Świat należy do nas, Stephen. Trzeba tylko chcieć mieć – uśmiechnął się lekko do stephenowego odbicia. I tak kiełkuje kompleks Boga!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Wto Sie 19, 2014 9:52 pm

Obserwował kolejne jego poczynania niezwykle uważnie, odnajdując w nich niesamowity erotyzm. Nawet, gdy ten pochylał się jedynie po to, aby wypukać usta po umyciu ich. Gdy pośladki Stara naparły na Stephena w tak wyraźny sposób, krótkowłosy zacisnął nieco mocniej dłoń na jego biodrze, jakby chciał przytrzymać go przy sobie mocniej, na dłużej. Nie wymusił jednak tego na nim, pozwalając mu się spokojnie wyprostować i dokończyć toaletę.
- Oczywiście, że tak. Nie zamierzam pozwalać ci tu zostać, bo będziesz się śmiał z mojej… Dezynfekcji – odparł, posyłając mu przy tym krótki, złośliwy uśmieszek. Gdy dłoń Vincenta sięgnęła karku Stephena, ten na krótki moment zmarszczył czoło. Jakby zadano mu krótki, ale wyraźny ból, który już po chwili kompletnie zniknął.
- Jestem brudny, Vinny – wyjaśnił szeptem. Star przed chwilą brał kąpiel, a teraz dotykał brudnego ciała Stephena. Oczywiście, że brudne nie było… Po prostu minęło za dużo czasu od porannego prysznicu i już chciał wykąpać się ponownie.
Mimo swych słów, złapał go za podbródek i przytrzymał go tak, aby patrzył w ich odbicie.
- Pasujemy do siebie, Vinny – powiedział równie cicho, obserwując uważnie jego reakcję. Dopiero teraz nieznacznie naparł na jego ciało – z przodu długowłosy oparł się o umywalkę, a za sobą miał krocze Stephana. Został przyjemnie uwięziony.
- Ale nigdy nie będziemy razem, Star. A szkoda… – dodał zupełnie szczerze, przygryzając na krótki moment swoją wargę. – Rozgość się w sypialni. I poczęstuj winem, stoi na komodzie – nakazał. Bo tak robił często – wydawał polecenia w sposób tak cholernie seksowny, że chciało się je wypełniać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Wto Sie 19, 2014 10:22 pm

Nawet nie wiedział kiedy, a oddech już zdążył widocznie mu przyspieszyć. Nie skomentował całej sprawy z dezynfekcją, bo ni cholera nie mógł sobie tego wyobrazić w sposób bardziej makabryczny niż szorstka, nieprzyjemna gąbka, a jako, że Stephena – póki co – nie zmieni... No cóż.
Nie miał pojęcia co zrobić z rękami. Starszy nastolatek przejął inicjatywę, a Vincent biernie słuchał i stał. Spiął się ledwo odczuwalnie, czując napór krocza na swoje pośladki, ale nic więcej nie zrobił. Widząc to zmysłowe ugryzienie wargi, sam przesunął językiem po swojej dolnej, jakoś tak mimowolnie. Nie spodziewał się. Nigdy nie był dobry w uczuciach.
- Okej – zareagował zadziwiająco ulegle na rozkaz, wręcz podejrzanie. Uciekł z tej klatki, naciągając szlafrok tak, żeby nie było widać jego problemu i bynajmniej nie o to chodziło. Raczej o to, że jeśli Stephen przyjrzał się uważniej, na pewno zauważył, że Vincent nabrał koloru na policzkach – a było to naprawdę widać przez tą przeklętą, jasną cerę.
- Tylko nie każ mi długo czekać – dodał jeszcze, czmychając z łazienki i zamykając za sobą drzwi.
Wszedł grzecznie do sypialni, i od razu wziął porządnego łyka z gwinta, chcąc się uspokoić. No dalej, wdeech i wyydech. Wyluzować. Nie zajęło mu to długo. Nalał wina zupełnie niewinnie do szklanki, nie miał zamiaru dzielić się tym, że zdążył na szkło nanieść swoje zarazki. Zsunął z ramion szlafrok, zostawiając go na „stopach” łóżka, a sam wsunął się częściowo pod kołdrę, oddając się testowania swojego legowiska. Zdążył powąchać, poturlać się. Było kurewsko wygodnie. Dopił lampkę wina i wsunął się częściowo pod kołderkę. Można przysiąc, że mruczał.
- Steeephen, ile jeszcze!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Wto Sie 19, 2014 10:33 pm

Kiedy Vincent wymknął się w końcu z łazienki, Stephen jakoś mimowolnie pożegnał go ciepłym uśmiechem. Lubił go. Naprawdę udało mu się polubić człowieka! Dotychczas żył w przekonaniu, że ludzi lubić się po prostu nie da, a on – biedny – musi się już z tym po prostu pogodzić. Panicz Star był przyjemnym wyjątkiem, niespodzianką.
Skoro był już sam, mógł zająć się sobą. Wszedł pod prysznic i zrobił wszystko tak, jak zawsze – porządna kąpiel. Trzykrotne mycie włosów. I trzykrotne mycie ciała. Dokładna depilacja odpowiednich jego elementów. Oczyszczenie niewielkich zadrapań i każdej jednej ranki jaką spotkał na swej skórze przy pomocy alkoholu. Dbał o siebie jak nikt! I właśnie dlatego jego skóra wcale nie była delikatna – wręcz przeciwnie. Jej suchość i szorstkość mogły chwilami okazać się wybitnie zniechęcające; on jednak wolał to niż myśl o biegającej kolonii zarazków.
- Idę – mruknął w kierunku drzwi, pochylając się jeszcze nad umywalką. Dwukrotne umycie zębów i dwukrotne wypukanie ust w płynie. Nić dentystyczna. Oczyszczenie twarzy – także dwukrotne. I cienka warstwa kremu. Dopiero, gdy miał pewność, że zrobił wszystko, naciągnął na biodra bokserki oraz materiałowe, delikatne spodnie, które przyjemnie układały się na jego biodrach. Ładnie podkreślały jędrne, zgrabne pośladki…
Nie ubrał nic na górę – nie przepadał za tym. Tak więc wpół nagi wyszedł z łazienki i wrócił do sypialni, niedyskretnie taksując Vincenta wzrokiem.
- Przesuń się. Na kanapę pójdę dopiero, gdy wypijemy wino – mruknął, napełniając swój kielich. Z trunkiem w ręku ułożył się wygodnie na łóżku, tak aby być przodem do Vincenta. Powiódł raz jeszcze uważnym spojrzeniem po jego sylwetce, zatrzymując się na oczach. Podkrążonych, zimnych i tak cholernie pięknych.
- Dlaczego akurat dziś nie chciałeś być sam? – zapytał spokojnie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Sro Sie 20, 2014 9:01 am

Nie może powiedzieć temu na dole, że nie jest wdzięczny za widok gołej klaty Stephena. Już nawet nie chodziło o kosmate myśli, a o to, że mógł uważniej przyjrzeć się każdej skazie – w tym również tatuażom. Ale on robił to odrobinę dyskretniej. Z tego wszystkiego aż przesunął się grzecznie na bok, bez utrudnienia. Uniósł brewkę na kolejne pytanie i mimo że kierownik hotelu powinien wiedzieć, Vincent odpowiedział jakże dziecinnie:
- Bo nie.
Bez większego problemu uniósł się na kolanach, nadal nie wychodząc spod kołdry i przez ciało Stephena sięgnął po butelkę wina, napełniając hojnie kielich. Pieprzyć maniery. A nalał sobie tak, że musiał się pochylić i upić porządnego łyka (oczywiście, nad Stephenem), żeby w ogóle móc się poruszyć. Już ciało zaczęło się przyjemnie rozgrzewać od środka.
- Coś czuję, że niezłe mi zrobisz przesłuchanie, jak tylko alkohol zrobi swoje – prychnął pod nosem, układając się obok Smirrnowa. Bliżej niż wcześniej.
Przełożył lampkę do drugiej ręki, a prawą sięgnął do klatki piersiowej drugiego nastolatka. Powyżej sutka przesunął palcem po małej bliźnie, a potem jeszcze raz i jeszcze. W końcu obaj byli czyści, czyż nie?
- Widzę, że oboje mamy zapędy do autodestrukcji – skomentował pod nosem i kiedy sięganie do blizn stało się zupełnie niewygodne przez pozycje, po prostu przestał to robić. Jeszcze tylko ustami sięgnął do szorstkiej, czyściutkiej szyi i docisnął wargi w miejscu, gdzie zdążył mu wcześniej zrobić małą malinkę.
- Ta twoja Lizzy, siostra bliźniaczka, musi być niezłą dupą – uniósł jednoznacznie brewkę, z tym swoim stałym uśmieszkiem na twarzy. No proszę, prawie jak komplement! Napił się spokojnie wina, już czując, że nie tylko mięśnie zaczynały powoli się rozluźniać, ale i calutki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Sro Sie 20, 2014 6:49 pm

Ułożył się na boku, podkładając sobie poduszkę pod głowę tak, aby nie musieć opierać się na ręce. W ten sposób zyskał całkiem wygodną pozycję – mógł na niego patrzeć i rozkoszować się miękkim łóżkiem pod swoim ciałem. Czego więcej mógłby chcieć? Obserwował uważnie Vincenta; jego kolejne ruchy i coraz bardziej odważne poczynania. Jego dłoń na swym torsie. Jego usta na szyi. Czuł się dziwnie, bo nigdy nikomu na podobne rzeczy nie pozwalał. Zawsze trzymał się na uboczu, unikając dotyku i bliskości innych ludzi… A tutaj, teraz. Sam lgnął do niego!
- Korzystaj… – wymruczał, wodząc wzrokiem za tą dłonią, którą Star cofnął od jego ciała. – Za jakąś godzinę zabronię ci znów się dotykać… Bo będziesz już miał na sobie zbyt wiele zarazków – dodał, posyłając mu znikomy uśmieszek. Częściowo jego samego to wszystko także bawiło… Ale z drugiej strony – czuł się z tym źle. Ze swoimi własnymi ograniczeniami.
- To nie autodestrukcja. To obrona – mruknął cicho, sięgając po swój kielich wina. Poprawił się nieco, unosząc się aby móc zasmakować cierpkiego, mocnego trunku. Takie uwielbiał najbardziej – czuł, co pił.
- Tknij ją. A utnę ci ręce, Vinny – westchnął z rozbawieniem, pozwalając sobie na krótki, niski chichot. – Na szczęście, jest lesbijką. Mamuśka nie może spodziewać się wnuków – mruknął po chwili, upijając kolejny łyk. Odstawił kielich na szafkę i przekręcił się na łóżku tak, aby leżeć na plecach i patrzeć na sufit.
- Jest prawie tak ładna jak ja – wyznał niespodziewanie, zamykając oczy. Nie był senny czy zmęczony, a po prostu pozwalał sobie na słodki relaks. – Jaka jest twoja siostra? Opowiedz mi o niej, skoro mam ją niebawem poznać.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Sro Sie 20, 2014 7:26 pm

- Moja siostra jest najpiękniejszą kobietą pod słońcem – powiedział z westchnięciem, bez pardonu siadając okrakiem na brzuchu Stephena. Jeśli miał tylko godzinę i jawne pozwolenie... - Geny od strony mojego ojca jawnie zdominowały i oboje wyglądamy prawie identycznie jak on. Boże, jest taka śliczna! I inteligentna. Delikatna. Ucieleśnienie niewinnego grzechu. Na bank, kiedy podrośnie, będę musiał robić za jej ochroniarza. Odganiać ich będę musiał pieprzoną miotłą – prychnął pod nosem, pochylając się nad Smirrnowem, coby ucałować go w brodę. - Ma najwyższe oceny w swojej szkole, chodzi na balet i naukę gry na pianinie. A jej oczy, takie ufne i ciekawe... Och, Stephen – jęknął niemal pod koniec, rozpływając się pod wpływem wspomnień. Jak on za nią cholernie tęsknił! Starszy nastolatek mógł podziwiać, jak właśnie przed nim rozpływa się jak masło na słońcu. - Ale! Ma dopiero jedenaście lat, a już ujawniają się w niej nasze starowskie cechy. Ostatnio rozbawiona matka mi powiedziała, że Angie dawała czekoladę swojej KOLEŻANCE w zamian za pocałunek. Kurwa, prawie zszedłem kiedy się dowiedziałem, a następnie prawie zrobiłem sobie krzywdę z zazdrości – wymamrotał ostatnie słowa, jeszcze fukając coś pod nosem. Z tego wszystkiego aż zapomniał macać nastolatka, czym zaraz ponownie się zajął. Szturchnął nosem jego policzek, zupełnie nie przejmując się faktem, że włosy mogły mu wleźć do oczu. Dłonią powoli sunął po jego klatce piersiowej, czując pod sobą każdą nierówność blizny. Zaraz, zupełnie mniej delikatnie, obrysował paznokciem jeden z sutków i zaczepnie szturchnął nim brodawkę. Uśmiechnął się lekko do Smirrnowa, zaraz skupiając się na tym jednym punkciku i objął go dwoma palcami, nieśpiesznie pocierając. Przesunął nosem po szczęce, ustami potraktował skórę na szyi, co rusz lekko traktując go ciepłym oddechem, aż zęby podgryzły obojczyk.
- Spokojnie, Steph. Moja miłość do niej jest odwzajemniona – powiedział jeszcze, a usta leniwie sunęły coraz niżej, a siłą rzeczy i pośladki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Sro Sie 20, 2014 7:38 pm

Nie mógł nie uśmiechnąć się, gdy słuchał jego słów – doskonale rozumiał uczucia starszego brata. Sam – choć między nim i Lizzy były zaledwie drobne minuty – wychodził z założenia, że siostra jest jego słodkim, drobnym skarbem, którym nie zamierza się w żaden sposób dzielić. I także miał ją za najpiękniejszą i najdoskonalszą istotę, z którą się kiedykolwiek spotkał. Owszem, kłócili się. Co nie zmienia faktu, że wciąż była idealna. On nie, ona tak.
- Jestem ciekaw poznania jej. Wywarła na ciebie duży wpływ, Vinny – powiedział spokojnie, układając dłonie na jego udach. Ten ciężar był naprawdę przyjemny, choć dotychczas nikt nie odważył się na uczynienie czegoś takiego. Strach przed dotykaniem tak bardzo ograniczał jego kontakty seksualne, że właściwie to łóżko nigdy nie gościło nikogo poza Stephanem.
- Vincent – szepnął nisko, czując śmielsze pieszczoty. Chłodne dłonie na jego własnych sutkach, drażniące tak wrażliwe punkty. Dotyk, którego nigdy dotychczas nie doznał. Nie znał tego i obawiał się. Ale było przyjemnie. Po prostu rozkosznie przyjemnie…
Na tyle przyjemnie, że nie mógł sobie pozwolić na zignorowanie tych wszystkich doznań. Dlatego też ułożył dłonie łagodnie na kształtnych biodrach Vincenta, z których dopiero po dłuższej chwili szczerych wahań przesunął się na pośladki. Jędrne, kształtne, cholernie kuszące i apetyczne. Takie, których chciałby dotykać bez myślenia o wszelkiego rodzaju niebezpieczeństwach dotyku.
Kierując się impulsem, silnym ruchem przewróciło na łóżko i zawisnął nad nim, opierając się dłońmi po obu stronach ciała Stara. Spoglądając mu w oczy, nie umiał ukryć swojego strachu i niepewności; te gorzkie uczucia tliły się w srebrnym spojrzeniu oczu Stephena.
- Dlaczego jeszcze ode mnie nie uciekłeś? - zapytał niespodziewanie, jednocześnie wsuwając kolano między kształtne uda Vincenta, bezceremonialnie napierając na jego krocze. Czuł je wyraźnie pod materiałem delikatnych spodni…

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Sro Sie 20, 2014 8:19 pm

Był cholernie zadowolony z tego, że Stephen był zadziwiająco uległy dotykowi; nie rzucał się, nie czuł się zniesmaczony – w jednej chwili Vincent zrozumiał doskonale, że faktycznie mógł go niemal bezkarnie macać, a pożądanie, które w jednej chwili go owładnęło, z powodzeniem skumulowało się w odpowiednim miejscu. W drugiej natomiast już leżał pod Smirrnowem. Utrzymywał z nim kontakt wzrokowy, widząc, jak ten walczy sam ze sobą, a Vincent bynajmniej mu w tym nie pomagał; sam schował się za pół-przymkniętymi oczami, wcale nie chcąc obnażać swojej duszy. Westchnął cicho, czując niespodziewany napór na krocze, które zdecydowanie robiło się coraz wrażliwsze i chętniejsze do zabawy. Przygryzł wargę i zafalował biodrami, samemu ocierając się o nogę.
- Przecież wiesz, głuptasie – zamruczał, powoli wykrzywiając usta w tym swoim uśmieszku. - Nie myśl tyle, Stephen – polecił i jedną dłoń wsunął w te jego krótkie włosy, przyciągając usta do krótkiego, ulotnego muśnięcia warg, zaś druga nader stanowczo ulokowała się na karku, coby ten nie zwiał. Językiem przesunął krótko po wardze, zaczepnie unosząc ją do góry i ponownie naparł ustami na jego, tym razem mocniej. Nie wiedział, czy mógł sobie pozwolić na francuski pocałunek. W tej sprawie pozostawił inicjatywę starszemu, ale nie teraz – teraz naparł dłonią na głowę Stephena, który został zmuszony do schowania się w zagłębiu szyi.
- Ugryź, proszę. - Uprzejmą cząstkę dodał, a i tak brzmiało to bardziej jak rozkaz, niż prośba. Palcami gładził nieśpiesznie kark, tworząc różnorakie wzroki, co zapewne miało na celu uspokojenie nastolatka, a druga dłoń nader delikatnie sunęła wzdłuż kręgosłupa, kończąc wędrówkę na pośladku. Vincent uśmiechnął się półgębkiem, bezwstydnie macając ową partię ciała, którą zawsze adorował i wbił w nią palce. Zaraz do badania dołączyła i druga dłoń. W jednej chwili obie ścisnęły te twarde i kształtne półkule.
- Jesteś taki seksowny – wyraził swoją aprobatę. Cóż, pośladki zawsze grały dużą rolę w pomiarze seksapilu!
Aż poczuł, jak dolne partie mu krótko, ale jednoznacznie zapulsowały, a biodra ponownie uniosły się i opadły, bezwstydnie dogadzając sobie nogą bruneta.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Pią Sie 22, 2014 9:01 pm

Ciało Vincenta było cholernie podniecające – smukłe, szczupłe, ale odpowiednio jędrne. I cholernie zadbane. Miał ochotę na dotykanie go całego, napawanie się każdym jednym jego skrawkiem i rozkoszowanie się fakturą skóry, siłą subtelnie zarysowanych mięśni. Stephen był od niego większy i silniejszy, ale to Vincent wydawał się bardziej pewny, władczy. Podniecająco panujący nad sytuacją, choć przecież ulegający poczynaniom Smirrnowa.
Przyciągnięty do pocałunku, zmrużył powieki, chcąc faktycznie przestać myśleć. Uciszyć tę gonitwę, którą słyszał w swojej głowie… To było trudne. Zwłaszcza, gdy ten sprawny, wilgotny język napierał na jego wargi, bawił się nimi i rozpalał go do czerwoności. Bo to był jeden z naprawdę nielicznych pocałunków w życiu Stephena. Wymiana bakterii.
- Czym ty pachniesz… – westchnął cicho, przesuwając koniuszkiem nosa po jego szyi. Niedyskretnie zaciągnął się zapachem skóry swego towarzysza, rozkoszując się tym aromatem. Oczywiście, wyczuwał swój własny żel pod prysznic. Ale ten aromat był ozdobiony innym, nieznanym Smirrnowowi, a jednocześnie tak rozkosznie pasujący do samego Vincenta. Zapach jego własnej skóry. Temu chciał ulec… I właśnie dlatego rząd równych, białych zębów Stephena zacisnął się na skórze Vincenta, przygryzając ją z wyczuciem. Niezbyt mocno, ale i nie słabo; tak, aby Star poczuł wszystko wyraźnie, rozkosznie.
Nie puścił go od razu – najpierw wysunął język, aby musnąć przygryzioną skórę z wyczuciem, chcąc zasmakować jej, skosztować. Cudowna. Miękka. Wyjątkowa. Pięknie pachnąca i o rozkosznej fakturze.
Rozkoszowałby się nią dłużej, gdyby nie dłonie Vincenta na pośladkach Stephena. Wówczas krótkowłosy odsunął się od tego pięknego ciała, aby zawisnąć nad nim, opierając się dłońmi o materac tak, że twarz Stara znajdowała się w rozkosznej pułapce z ramion Smirrnowa.
- Wystarczy, Vinny – szepnął. Krótko, jasno, ale ze słodką surowością. Nie zamierzał pozwolić mu na więcej i nagła surowość, która była widoczna w oczach Stephena mówiła jasno, że nie zamierza mu na więcej pozwolić.
- Wina? – mruknął, siadając na łóżku. Sięgnął po butelkę i spokojnie napełnił szkarłatną cieczą swój kielich, chwilowo starając się nawet nie patrzeć na Vincenta. – Nie chcę być kolejnym trofeum Vincenta Stara – oznajmił niespodziewanie, obserwując trunek aby tylko nie patrzeć na swego niedoszłego kochanka.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Pią Sie 22, 2014 11:05 pm

Reagował na dotyk Smirrnowa silniej niż na kogokolwiek innego. Na miłość diabła, nawet po zaspokojeniu się na boku wystarczyło kilka ruchów tego jegomościa, a penis znowu radośnie osiągnął niemal pełnię swojej dumy. Wiedział, że ten rzadko co dotykał innych. W jakiś dziwny sposób Vincent uznał to za coś wyjątkowego, chociaż jego wewnętrzny cynik stwierdził, że po prostu Stephena kręci jego tyłek i coś, co podniosło się mu w spodniach, koniecznie domagało się uwagi. Nie przeszkadzało mu to, wszak sam nie był lepszy, oj zdecydowanie nie. Wszystkie myśli ulotniły się wraz z delikatnym dotykiem na szyi, na co zareagował westchnięciem aprobaty, mimowolnie bardziej odchylając głowę. Przez tę delikatność ruchy nastolatka wydawały się być bardziej intymnie, na co przyszła gwiazda nie zwykła sobie pozwalać. Ale teraz było trochę inaczej. Przez umiejętne ugryzienie szyi poczuł stado mrówek, które bezlitośnie przeszły przez ciało Vincenta tam i z powrotem, a wszystko to nagrodził cichym, ale wyraźnym jękiem, wprost w ucho bruneta. I ten język, och, ten język!
Ulegał dotykowi Stephena, bo w duchu traktował go jak taki stary gramofon; niby zupełnie bezużyteczny, bo przecież można wymienić go na sprawne, popularne radio, ale znawcy wiedzą, że jeśli tylko odkurzy się tubę i chociaż trochę zadba się o całokształt, pokaże on [gramofon] swoją pełną klasę i – zależnie od gustu – będzie ceniony bardziej, niż to, co można dostać w każdym supermarkecie, gdyż dźwięki wydobyte spod igły będą wyjątkowe. Ale gramofon był też delikatny, mimo – jak wyobrażał sobie panicz Star – solidnej budowy, dlatego trzeba było obchodzić się z nim z wyczuciem.
Dlatego, kiedy usłyszał „wystarczy”, dłonie od razu opuściły obszar pośladków, lądując bezwładnie na łóżku. Gdzieś tam poczuł krótkie ukłucie igły rozczarowania, co jednak zignorował, nie dla Stephena, a siebie samego. Przez dłuższą chwilę sam dzielnie ignorował jego osobę, aż w końcu uniósł się do klęczek, kiedy zdążył w miarę opanować to cholerne pragnienie.
- Stephen... Powiedziałem ci, żebyś nie myślał – mruknął bezbarwnie, nie zaprzeczając i nie potwierdzając teorii o trofeach, która miała w sobie przynajmniej kilka ziaren prawdy. Nie robił tego dla popisu, jak większość nastolatków w jego wieku, a – jak zwykle – dla siebie samego. - Nie musimy się teraz pieprzyć, ale przydałoby się pozbyć tych małych problemów, prawda? - zapytał lekko i wcale nie bawiąc się w jakiekolwiek podchody, po prostu ułożył się wygodnie koło Smirrnowa i wsunął dłoń pod jego spodnie, zaciskając nie za mocno, ale porządnie dłoń na erekcji. - A po wszystkim dopijemy wino i, jeśli pragniesz, zapomnimy o tym.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Sob Sie 23, 2014 11:47 am

Miał nadzieję na to, że Vincent przytaknie i po prostu zajmą się winem, rozmawiając o głupotach. Ale to nie nastąpiło – Star najwyraźniej chciał kontynuować ten temat, który teraz wydawał się Stephenowi wybitnie niewygodnym i męczącym. Nie chciał słuchać ani słowa o dotyku i bliskości. Zwłaszcza, że długowłosy wcale nie zaprzeczył – Smirrnow był jak trofeum, które ten tylko chciał zdobyć.
Spojrzał na niego krótko, zaraz znów skupiając się na winie. Gdy jednak poczuł smukłą dłoń chłopaka w tak wrażliwym miejscu, nie mógł po prostu rozkoszować się jego dotykiem czy też po prostu wypić sobie alkohol. O nie. W jednej chwili poderwał się z miejsca i gwałtownym ruchem wskoczył na niego, siadając mu okrakiem na biodrach. Nie dając Vincentowi szansy na jakąkolwiek reakcję, sięgnął tej smukłej, bladej szyi. Jego uścisk był silny, władczy, ale jednocześnie pełen pewnego wyczucia –trzymał go tak, żeby w wyraźny sposób utrudnić mu oddychanie, ale jednocześnie wciąż panować nad bezpieczeństwem tej chorej sytuacji.
- Właśnie o to chodzi, Vinny. Ty bez problemu byś zapomniał – wysyczał, pochylając się nad nim bardziej, wręcz opierając się czołem o jego czoło. – Rozumiesz, Vinny? Zapomniałbyś w mgnieniu oka. A ja nie chcę tego – syknął niskim głosem.
Uścisk jednej dłoni stopniowo malał, aż w końcu kompletnie zniknął – dłoń ta podążyła niżej, sięgając krocza Vincenta. Nie puszczając drugą ręką jego szyi, wolną dłonią zaczął go pieścić. Palce zacisnęły się wokół członka Stara, mocno przytrzymując go, aby zaraz przesunąć dłonią w górę. I w dół. I znów. Ruchy były silne, intensywne i cholernie rozpalające. Mocne. Patrzył mu przy tym uważnie w oczy – surowo, uważnie.
- Tak chciałeś? – syknął, dopiero po chwili puszczając jego szyję, opierając się dłonią przy jego głowie. – Tego pragnąłeś? – dodał zaraz, mocno poruszając dłonią w górę i w dół. Stanowczo, lecz z wyczuciem, aby jak najszybciej doprowadzić go do szczytu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Nie Sie 24, 2014 1:25 pm

Nawet nie zdążył zareagować, ba, nawet przez chwilę zupełnie nie wiedział co się dzieje, kiedy nagle poczuł ciężar na swoich biodrach i jeszcze zacisk na szyi; instynkt od razu kazał mu się wyrwać, a kiedy zdało się to zupełnie na nic, zaatakował paznokciami nadgarstek napastnika. W następnej chwili osobowość powoli zaczęła się przebijać przez zwierzęcy instynkt, i o ile nadal tworzył całkiem bolesne rany na jego dłoniach i przedramieniu, powoli, ale głębiej, o tyle przestał się wierzgać i wbił w niego wzrok, bez zażenowania i pokazania jakiejkolwiek większej emocji. Starowie zawsze byli dobrzy w ukrywaniu niepotrzebnych uczuć, nie akceptując żadnej słabości. Odchylił lekko głowę do tyłu, tym samym wyciągając szyję, jakby miało mu to przywrócić większą swobodę oddychania, które – starając się to robić powoli i głęboko – odbywało się przez rozchylone wargi. Zmrużył mocno oczy, czując dotyk w tym wrażliwym, dumnie napiętym miejscu – w takiej, jasna cholera jego mać, sytuacji – nie mogąc się powstrzymać od zaskoczonego, ale jakże podnieconego jęknięcia. Zaczął się nieznacznie wiercić, nie wiedząc, czy ma ochotę przylec do tej dłoni, czy może zwiać spod ciężaru rozzłoszczonego Stephena. Idąc chłodną logiką i tak nie miałby z nim szans, więc postanowił nie utrudniać mu roboty i otrzeć się nieznacznie o jego palce, które sprawnie i mocno robiły mu robótkę ręczną. Penis niemal pulsował w dłoni Smirrnowa, a mięśnie długowłosego napięły się do granic możliwości. Kiedy ten w końcu puścił obolałą szyję, od razu vincowskie dłonie znalazły się na jego ramionach i mocno wbił w nie palce. Wystarczyło kilka ruchów na prąciu, aż w końcu osiągnął ekstazę, a Vincent zacisnął powieki, nieznacznie wypychając biodra. Orgazm był tak silny, że musiał zamrugać kilka razy, żeby odzyskać pełną ostrość widzenia, już nie wspominając o tym, że dyszał jak po ostrym seksie, a nie zwykłym (brutalnym!) trzepaniu. Przesunął dłonią po swoim czole, czując, że z tego wszystkiego trochę się spocił i w końcu wbił wzrok w stalowe tęczówki Stephena, swoim zamglonym i niezmiernie chłodnym. Dźwignął się do przysiadu i odsunął się nie tylko biodrami, a całym sobą od młodego mężczyzny.
- Steph... - zaczął, a jego głos był nieprzyjemnie ochrypły. Chrząknął, krótko dotykając szyi w miejscu, gdzie niemal go wcześniej duszono. - Ja... - zmarszczył brwi, nie bardzo wiedząc, co mógłby powiedzieć. „No co? To nie tak jak myślisz? Czemu miałbym się z czegokolwiek tłumaczyć?”, pomyślał zgryźliwy głosik w jego głowie. Oczywistym było, że chciał zdobyć ciało Smirrnowa. No pewnie, że tylko ciało. „Tylko i wyłącznie, oczywiście. Zero uczuć, absolutnie.” Wyprostował się jak struna i sięgnął po butelkę otwartego wina, od razu uderzając ją w klatkę piersiową – boleśnie, po chłopsku podając mu ją. - Chyba będzie lepiej, jeśli stąd wyjdziesz – tutaj, iście despotyczny gest dłonią zapraszający do opuszczenia zawłaszczonego pomieszczenia. No jakby był u siebie! - Zamknij za sobą drzwi i nie zrób niczego więcej głupiego.
Ostatnim, czego chciał, to Stephena walącego z furii po ścianach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Nie Sie 24, 2014 8:52 pm

Czuł na dłoni jego lepkie nasienie. Delikatna skóra nadgarstka została wyraźnie poraniona i teraz piekła nieprzyjemnie. Ileż było zarazków w tych wszystkich drobnych rankach? Ile bakterii znajdowało się w tej chwili na jego dłoni? To było dla Stephena ważniejsze niż fakt, że przed chwilą zrobił mu coś co najmniej niewłaściwego.
Bez słowa – bezwzględnie ignorując Vincenta – podniósł się z miejsca i ruszył do swojej łazienki. Zamknął za sobą drzwi i spędził za nimi dłuższą chwilę, zajmując się dokładnym wyszorowaniem swojego ciała. Czuł się z tym odrobinę źle… I właśnie dlatego rzucił się w kierunku umywalki tak, jakby był rybą pozbawioną wody. Koniecznie musiał oczyścić swoje dłonie!
Zajęło mu to dobre piętnaście minut. Piętnaście minut mycia rąk. Dopiero po tym czasie opuścił toaletę, niemal od razu mierząc uważnym wzrokiem sylwetkę swego gościa.
- Nie zamierzam stąd wychodzić, Vincencie - oznajmił ze stoickim spokojem, podchodząc do okna aby uchylić je i pozbyć się jakiegoś dziwnego zapachu, który w tej chwili panował w pokoju. Chwilę stał, łaknąc tego zimnego, świeżego powietrza. Aż w końcu –z cichym westchnieniem – zamknął ponownie okno i spokojnym krokiem ruszył w kierunku łóżka. Ułożył się na swoim miejscu zupełnie wygodnie.
- Po wszystkim mieliśmy dopić wino, prawda? – przypomniał się. Jak gdyby nigdy nic. Sięgnął po swój wciąż pełny kielich i spokojnie upił niewielki łyk cierpkiego alkoholu. – Jeśli przeszkadza ci spanie teraz ze mną, zapraszam do salonu, księżniczko – oznajmił kąśliwie, zaraz posyłając mu jeden z najpiękniejszych uśmiechów, jakimi zimny Stephen Smirrnow dysponował.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Pon Sie 25, 2014 8:03 am

Kiedy Vincent myślał, że tego zżera poczucie winy i już nigdy (przynajmniej do rana) tutaj nie wróci... od razu ułożył sobie podusie z pomrukiem zadowolenia i zatopił w nich głowę wygodnie, zaczynając liczyć owce.
Ale Steph przyszedł kilkanaście minut później, czyli jakąś tysięczną-coś owcę potem.
Zmarszczył brwi, gapiąc się za jego wędrującym tyłkiem tam i z powrotem, a ten zaraz wylądował na łóżku. Tam, gdzie zwykle. Zamrugał oczami, a na kolejne słowa niemal się cały napuszył, a już na pewno uniósł do przysiadu, wpatrując się oburzony, zniesmaczony, zażenowany Stephem oraz całym arsenałem mimik twarzy, świadczących o niezadowoleniu snobowskiego gościa VIP. Przecież z góry było wiadome, że w życiu nie poszedłby spać na kanapę.
- Prostak. Już nie kiepski dżentelmen. Prostak! - wycelował w niego paznokciem, zapominając o zasadzie „Nie pokazuj ludzi palcem” - Do cholery, czyś ty oszalał? Jeszcze niedawno niedobrze ci się robiło na wiadomość, że masz ze mną spać, a już nie daj Diable chociażby się o mnie otrzeć. A teraz samemu pchasz się do łóżka? Uderzyłeś się w szafkę, czy co? - zapytał uprzejmie, ale wiedząc, że jeśli nie chce naruszać jakiegoś czułego punktu Stephena, bo szyja już drugi raz nie zniosłaby tego, położył się z powrotem, wiedząc, że nie wygra. Łypnął na tego bezczelnego gospodarza z dołu.
- Strasznie się rozpycham, więc jeśli będziesz śnił o wężu dusicielu, to z łaski swojej obudź się i po prostu mnie od siebie odczep – poinformował, chociaż ten zdecydowanie na to nie zasługiwał. - Ach i co to za ślady? Stephen, kupiłeś sobie kota? - spojrzał jednoznacznie na jego dłonie ze złośliwym uśmieszkiem, po czym z jakże urażonym prychnięciem odwrócił się do niego plecami, przywłaszczając większość kołdry. - Przez ciebie chyba dostałem migreny – mruknął pod nosem. Tak, Vincenta nie boli głowa. On cierpiał na m i g r e n ę, jak przystało na prawdziwą księżniczkę.
Po chwili uznając, że do wroga i geja plecami się nie odwraca, zmienił pozycję i tak znalazł się twarzą do Stephena... a po sam nos zasłonił się kołdrą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Sob Sie 30, 2014 7:17 pm

Cały ten spektakl bawił go do granic możliwości. Obserwowanie oburzonego i zniesmaczonego Vincenta… Chętniej oglądałby go takiego. I najpewniej zamierzał wpędzać go w podobne stany jeszcze niejednokrotnie, rozkoszując się tym całym słodkim i rozkosznym obrazkiem.
- Nie śpię z tobą, nie dotykam cię. Po prostu kładę się w swoim własnym łóżku, prawda? – powiedział ze szczerym rozbawieniem. Przygryzł dolną wargę na samą myśl o tym, że Vincent mógłby go nocą obejmować. Jakie to uczucie? Spać z kimś wtulonym w ramię. Czuć dotyk innej osoby przez całą noc. Jego słodką obecność.
Ale sen pod ciepłą kołdrą niósł ze sobą wiele niepokojących elementów… Co będzie, gdy które z nich się spoci? Albo poślini? Normalna sprawa! Normalna i pełna zarazków. Smirrnow był w stanie w środku nocy kilkukrotnie przebierać pościel, aby tylko mieć pewność, że żadne bakterie nie będą nocą pasożytować na jego ciele. Wybitnie tych stworzeń nie lubił.
- Śpij już. Nie dam ci aspiryny po alkoholu, dzieciaku – oznajmił jakże stanowczo i dojrzale, jednocześnie przewracając się na bok. Plecami do Vincenta. Jeszcze niedawno trzymał w dłoni jego penisa. A teraz nawet nie czuł ochoty na dotykanie go… I nie chodziło o obrzydzenie. Po prostu nie czuł takiej konieczności.
- O której księżniczki wstają? My, przedstawiciele plebsu, budzimy się skoro świt, aby móc uprawiać cebulę. O której mam zbudzić jaśnie księżniczkę? – wymamrotał, jedną nogą będąc jż w krainie snów, o czym wyraźnie dawał znać jego niski, zmęczony głos. Przysypiał, wtulony we własną poduszkę, obejmując mniejszą ramionami tak, jakby przytulał człowieka. Zupełnie nieświadomie właśnie tego chciał – pragnął trzymać w ramionach Vincenta. Wtulać nos w jego włosy i rozkoszować się tym wszystkim…

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   Nie Sie 31, 2014 9:01 am

Wbił wzrok w czaszkę Stephena, który najwidoczniej czuł się bardziej swobodnie niż obmacany panicz Star; starszy położył się tyłem do niego i jeszcze wygłaszał swoje lekarskie mądrości! Na miłość upadłych, każdy wie, że tabletki najbardziej smakują popite piwem.
- Maaamooo – zajęczał prześmiewczo, przewracając oczami. Łaskawie wysłuchał, co takiego ma do powiedzenia jego służący i parsknął pod nosem. - Nie jestem księżniczką, co za zniewaga. Jestem cholernym królem z kłami tajpana pustynnego. Wiesz o tym, że ten wąż zmienia kolor w zależności od pory roku? - Ściszył głos, jakby opowiadał bezczelnemu Smirrnowi bajkę na dobranoc. - Jedzą małe ssaki.
Zamilkł na rzecz wpatrywania się w kark i ramiona drugiego nastolatka. Coraz senniejszy przymykał powieki, czekając, aż oddech jego szczurka się ureguluje – dopiero wtedy zdołał  zupełnie się rozluźnić i zasnąć. Zawsze miał problemy z zaufaniem, co ujawniało się dopiero wtedy, kiedy nie czuł stałego gruntu.
Jak przystało na nierzadką prawdomówność Vincenta, w środku nocy zaczął się kręcić, przewracać z boku na bok, aż przybliżył się do ciepła swojego dużego pluszaka i perfidnie zaatakował go od tyłu; biodrami przyległ do jego pleców, nogę przerzucił gdzieś w okolicach pasa, a rękę przez szyję i objął mocno, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nosem przyległ do kręgów szyjnych Stephena, traktując je powietrzem. Zamruczał cicho przez sen, wcale nie zaniepokojony nagłym odkryciem pluszaka. Czemu miałby, przecież otaczająca go czerń pod powiekami była taka chłodna...
Wymamrotał imię maskotki, kiedy czujna część podświadomości rozpoznała zapach.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Stefek i Vincuś   

Powrót do góry Go down
 
Stefek i Vincuś
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: