IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Skorpion & Vincent

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Wto Lut 11, 2014 5:48 pm

- Racja, w końcu ktoś, kto ci lekko drasnął szyjkę jest już delikwentem i trzeba go pobić. Lepiej się zamknij, chłopcze, bo wychodzisz na kretyna.
Vincent zawsze był święcie przekonany swoich racji i nawet, jeśli sam chrześcijański Bóg mu się objawił i pokazał prawdę... to on i tak wiedziałby swoje. Był w końcu upartym narcyzem.
Kolejna gadanina. Cholera, zacząłby to analizować, gdyby nie to, że znowu po głowie chodziły mu narkotyki. Jakby jeszcze chociaż tolerował tego osobnika, to jeszcze z uprzejmości by go wysłuchał. A tak, to po co?
- Stwierdzam to, co widzę. - odparł krótko, coby zachować równowagę w świecie między monologiem Mo...-jak-mu-tam, a krótkimi i treściwymi stwierdzeniami. A to drugie z pewnością było najlepszą wymianą informacji.
Macanie uda mógł zignorować, jednak gdy tylko poczuł, ten ledwie wyczuwalny dotyk na pośladkach... od razu się zjeżył, prężąc się mimowolnie. Bo przecież Panicz Stara nikt.nie.ma.prawa.tam.tykać.
Reakcja na masowanie jego krocza przyszła natychmiast. Zawiercił się lekko pod nim, a nawet westchnął cicho. Był nastolatkiem, to oczywiste, że jego ciało reagowało, a tam na dole zaczął twardnieć.
- To jakiś nowy sposób na próbę poniżenia mnie, czy tylko...nnn... wyzywanie, a potem całowanie i macanie jest sposobem na wyrwanie dupy? - zapytał beznamiętnie, wcale nie przejmując się tym, że między słowami wdarły się pojedyncze stęki. Przecież to było normalne.
Inna sprawa, że to było molestowanie seksualne.
- Nikt się nie będzie o mnie martwił. - powiedział w końcu krótko, zgodnie z prawdą, na kolejne niewygodne pytanie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Wto Lut 11, 2014 6:37 pm

- Ech... - Westchnął tylko lekko w odpowiedzi na kolejne stwierdzenia Chudzielca. Najwyraźniej to był nieuleczalny przypadek. Przez moment chciał powiedzieć, że chłopakowi by się przydała wizyta u psychiatry, ale doszedł szybko do wniosku, że na to już jest za późno.
- Nie wiem Maleńki jakie prochy wciągasz, ale dobrze Ci radzę, zmień dilera. Inaczej te ostatki szarych komórek Ci niedługo pozdychają. - Mruknął tylko zamiast tego, chociaż bardziej do siebie, niż do leżącego pod nim chłopaka.
Za to Skorpion wyraźnie się rozbawił, gdy zobaczył reakcję Chudzielca, nawet jeśli była ona spodziewana. Ułożył więc swą dłoń tak, aby kciukiem napierać na rowek między pośladkami i masować go, pozostałymi palcami coraz mocniej i szybciej pieścić przez spodenki przyrodzenie chłopaka.
Ale byłby ubaw, gdyby się spuścił w spodnie na środku ulicy. Śmiesznie by potem wracał do domu. Z drugiej strony więcej zabawy będzie jak się napali i nie dam mu dojść. Rozmyślał patrząc wesoło na ruszający się delikatnie tyłeczek Masochisty.
- Nie muszę Cię poniżać. Sam to robisz o wiele lepiej. - Parsknął cicho.
- Po prostu podoba mi się to, jak wypinasz się w moją stronę, jak ruszasz bezwiednie bioderkami, jakby Twoje ciało marzyło o tym, żeby je porządnie zerżnąć. No i to Twoje jęczenie też jest urocze. Słodziaku... Od dawna masz masochistyczne skłonności i potrzeby? - Mówił, ale myślał raczej o tym, co Chudzielec powiedział. Że nikt się nie będzie o niego martwił. Ciekawe jaką miał rodzinę.
Wreszcie uznał, że na razie dosyć zabawy. Przez moment mocniej ścisnął kutasa chłopaka i puścił go wstając. Odszedł kawałek, otrzepał się i patrzył na Słodziaka czekając na jego reakcję.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Wto Lut 11, 2014 7:09 pm

Niemal się oburzył, gdy usłyszał gadkę o prochach.
- Nie wyszło ci, szczylu, nie biorę od... - i tutaj nastał moment, gdzie nie wiedział, od ilu już sobie nie dawał w żyłę. Miesiąc? Tydzień? Dwa tygodnie? Zdecydowanie, totalnie zignorował płynący czas - ... od dłuższego czasu. - skończył płasko.
Napiął się, gdy tylko poczuł ten cholerny palec, który napierał na rowek. Chociaż dłoń była cholernie przyjemna, zdecydowanie szybko się podniecał, to jednak posykiwał na każde macnięcie rowka, ściskając pośladki. Może fizycznie czerpał z tego przyjemność, ale cholera, psychicznie niemal cierpiał katusze przez ten palec. Zdecydowanie nienawidził, gdy coś wymyka mu się spod kontroli.
Jęknął głośniej, będąc coraz wrażliwszym, kontrolując się przed mimowolnym wypychaniem bioder. Już miał na policzkach rumieńce, nie z zawstydzenia, a gorąca. Do cholery, czy on wyglądał dla tego kolesia na dziwkę?
Gdy ten się odsunął, nie wiedział do końca, czy był zadowolony, czy wręcz przeciwnie. Fajnie, bo od dupy trzymał mu się z daleka, ale teraz miał spory wzwód. Zaraz usiadł na dupie, coby się kolesiowi nie odmieniło i nie wsunął sobie tych palców. Przez chwilę uspakajał oddech, po prostu patrząc się na niego. Na pewno nie będzie go prosił, żeby sprawił, że się spuści. Bo po pierwsze, byli na środku ulicy i cholernym cudem nikt nie przechodził obok... a po drugie, był na to za dumny.
- I co, zadowolony jesteś? Mam nadzieję, że tobie nie stanął od tego macania. Zbok. - prychnął, kulturalnie ignorując wszystkie inne słowa eM. Nie czuł się zobowiązany do udzielenia odpowiedzi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Wto Lut 11, 2014 7:47 pm

Nikły uśmiech w pierwszej chwili był jedyną odpowiedzią na stwierdzenie Chudzielca, że już nie bierze. Dopiero po pewnej chwili powiedział.
- A więc brałeś kiedyś. Cieszę się, że się do tego przyznałeś. Otwierasz się, zaczynasz być szczery. To dobrze wróży naszemu związkowi Kochanie... - Mówił przesłodzonym głosem i powoli ruszył, aby obchodzić Vinca, gdy ten siedział na tyłku.
Niestety Skorpion był również podniecony i nieco mu to przeszkadzało, ale starał się nie zwracać na to uwagi. Inna sprawa, że gdyby byli gdzieś z dala od ludzi, to pewnie by zerżnął tego dzieciaka.
- Czy kiedykolwiek widziałeś, żebym nie był zadowolony? - Spytał wreszcie stając za chłopakiem i lekko pogładził go po włosach. Palce zsunął na policzek a następnie na szyję Chudzielca badając jego reakcję.
- To co? Idziemy do tego Twojego domu? Na piechotę, czy wolisz wziąć taksówkę? - Jakby się nad tym nie zastanowić, to Michael nadal nie wiedział gdzie znajduje się dom jego dziwnego towarzysza a przez to nie wiedział w jakiej jest on odległości.
- I dobrze, że nikt się nie będzie o Ciebie martwił. Jednak jeśli jest inaczej, to zawsze możesz pojechać do mnie i tam się oporządzić. U mnie w ogóle nikogo nie ma. - Dodał lekko znudzonym głosem, bez żalenia się, tylko stwierdzając fakt.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Wto Lut 11, 2014 8:26 pm

- Związkowi? Nie byliśmy nawet na pierwszej randce. - zacmokał rozbawiony, mimo penisa, który z pewnością nadal domagał się uwagi i nieprzyjemnie napierał na spodnie. Na całe szczęście, namiot zaczął powoli opadać. Bardzo powoli. Reakcją na obchodzenie jego osoby była jedynie napięciem lekko mięśni. Co jak co, ale wiedział, że ten koleś naprawdę mógłby zagrozić jego świątyni [czyt. tyłkowi], a to mu się bardzo nie podobało.
- Nie byłeś zadowolony, gdy cię powaliłem na ziemię. - przypomniał usłużnie, nawet lekko przymykając oczy z zadowoleniem na pieszczoty. Chociaż nadal pozostał czujny. Koleś miał naprawdę humorki, godnych Matrony.
- No, no, no, skarbie. Ty idziesz ze mną PRZED mój dom. Nie myśl sobie. - posłał mu ten swój uśmieszek. Przecież nie wpuści go do swojego domu. Z pewnością ten dobrałby się do jego tyłka. - Dziecko z kluczem na szyi? Spoko, jak mówiłem, nie będę miał problemów. Może i bym skorzystał z zaproszenia, bo do mnie jest kawałek, a z taksówki nie zamierzam korzystać, ale... Dobrałbyś się do mojej dupy. A jeszcze nie było ślubu.- poczęstował go swoim monologiem, który był wypowiedziany tym melodyjnym głosem. To trochę przerażające, że takim samym mówi pogardliwie o innych.
W końcu uniósł się, otrzepując swój sweterek i spodnie z kurzu, po czym odwrócił się przodem do eMa.
- Wolisz być ze mną, a nie na imprezie? - zapytał również, zaciekawiony, znowu kierując się powoli w swoją stronę. Wręcz leniwie. Nie obchodził go fakt, że nadal było widać jego mały problem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Wto Lut 11, 2014 9:08 pm

- Uznaj to za pierwszą randkę. - Odpowiedział wesoło i na następne słowa wzruszył ramionami.
- Tylko jak mnie ugryzłeś w nos. I nie tyle nie byłem zadowolony, ile raczej rozmyślałem w jaki sposób obedrzeć Cię ze skóry. A to z kolei byłoby zabawne. - Przez moment wyobrażał sobie to jak Chudzielca powolutku pozbawia skóry i odsłania mięśnie. Kiedyś z kolegami dostał się do prosektorium, gdzie zobaczył jak wygląda człowiek bez skóry. Był ciekaw przez to jak wygląda sam akt.
- Wiesz Kochanie... - Zaczął i poczekał, aż Słodziak wstanie.
- Faktycznie jest spora szansa, żebym Cię przeleciał, szczególnie, że jakoś bardzo oporny nie jesteś, ale nie wiem czy akurat dzisiaj mi się chce. Co nie zmienia faktu, że Twój tyłek prędzej, czy później będzie mój. - I sięgnął ręką do krocza Chudzielca, łapiąc na moment na namiot i lekko pieszcząc przyrodzenie chłopaka. Tak, żeby za szybko mu nie minęło to podniecenie.
- I wyjątkowo tak. Jesteś niezwykle interesującym debilem, pozbawionym instynktu samozachowawczego, chociaż ten Twój typowy dla plebsu brak kultury mnie troszkę odrzuca. Mimo wszystko ciekawie się Ciebie obserwuje, więc tym razem imprezę mogę sobie odpuścić. - Mówił spokojnie, ruszając za Słodziakiem i lekko klepiąc go w tyłek, gdy się zrównali.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Wto Lut 11, 2014 9:29 pm

- W takim razie, moja pierwsza randka będzie totalnie beznadziejna. - westchnął teatralnie, chociaż nie kłamał z tą "pierwszą". Czy naprawdę wyglądał na typa, który chodzi na taki "emocjonalny szajs"?
Gdy już zdołał upewnić się, że brud nie miał na sobie brudu świata, wykrzywił usta w jakimś grymasie.
- Nie lubię się męczyć, a ty prawdopodobnie byłbyś niewzruszony moją szarpaniną. A mój tyłek jest mój, jeśli rozumiesz, o co mi chodzi. - stwierdził - jak dla Vincenta - fakt oczywisty. Przecież dzisiaj już kilkakrotnie udowodnił, że koleś ma nad nim przewagę fizyczną.
Przemielił w ustach przekleństwo, a potem wbił pazury w nadgarstek tego bezczela, a drugą dłonią naparł na jego klatkę piersiową, chcąc go odsunąć. Pierwszy raz ktoś zachowywał się jak eM i Vincent nie bardzo wiedział, jak się do tego ustosunkować. Zwiać nie zwieje, bo koleś był dość... ciekawy.
A potem, gdy poczuł klepnięcie w tyłek... Aż mu ręce opadły. Przewrócił oczami.
- Ty też masz fiuta, możesz go sobie pomacać. Ach i lekcji o kulturze od prostaka bynajmniej nie przyjmę, a wyśmieję... gdy będzie mi się nudziło. - stwierdził, trochę przyspieszając kroku. Chciał jak najszybciej uspokoić swój organizm, a jednocześnie nie dawać się macać temu chłopakowi. Na szczęście, w Los Angeles nie było jak na zadupiu - było pełno świateł, a gdy wyszło się na główną ulicę, mnóstwo ludzi i przejeżdżających samochodów. Vincent mieszkał tu całe szesnaście lat, więc z pewnością wiedział co, gdzie i jak. Chwycił nadgarstek kolesia, a potem skręcił w jakąś podejrzaną uliczkę, ciągnąc go za sobą. Z pewnością, śmierdziało melinom. Ale przecież Vinc był ćpunem, znał i takich ludzi. Przepchał się przez mamroczącego kolesia, który zapewne wypalił za dużo trawki i już byli na zupełnie innej ulicy. Było ciemno, jednak nie było to totalne zadupie. W końcu zatrzymał się przy jakimś sporym domu, który na pewno nie należał do niższych sfer. Ba, był kosztowny, tak samo jak i każdy z budynków na tej ulicy.
Vincent wyglądał przy nich, jakby właśnie pomylił bajki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Wto Lut 11, 2014 9:46 pm

- Faktycznie jesteś tak "silny", że pewnie bym nie poczuł, że się szarpiesz... - Przyznał rację Chudzielcowi. Zaraz jednak dodał.
- Z drugiej strony nie zrobiłbym nic poważniejszego, na co nie miałbyś tak naprawdę ochoty. W końcu co to za frajda z seksu jak obie strony się w nie bawią dobrze? - Gdy Vincuś wbił pazury w jego nadgarstek, Skorpion spojrzał z zainteresowaniem na jego dłonie. Jakie on musiał mieć babskie, albo zapuszczone paznokcie, że wciąż zostawiał nimi ślady na jego ciele? Przypomniał sobie jak jednej dziewczynie podczas seksu złamał się paznokieć, gdy akurat wbiła je w jego plecy, gdy dochodziła. Aż się zatrząsł na samo wspomnienie.
- Masz rację. Od prostaków lekcji kultury nie przyjmuj, tylko ode mnie. Chociaż samemu też jesteś prostakiem, więc nie powinieneś ich udzielać. - Skomentował wcale nie złośliwym tonem, tylko raczej stwierdzającym coś całkowicie oczywistego. O wyśmianiu nawet nie miał zamiaru myśleć. Ciekawy był jedynie, czy jest na tym świecie chociaż jedna osoba, która jakkolwiek by się przejęła tym, że została wyśmiana przez tego dziwaka.
- Czujesz się tu jak u siebie w domu? - Spytał, teraz już z nutką złośliwości, gdy mijali jakiś ćpunów. Skorpion brzydził się dotknąć większości tych ćpunów. Mógłby ich pobić, ale tylko w rękawicach chirurgicznych. Gardził nimi wszystkimi po kolei. Różne rzeczy robił, ale od narkotyków, podobnie jak i od papierosów się trzymał z daleka.
Za to gdy dotarli pod dom, Skorpion spokojnie się rozejrzał i rozbawiony stwierdził.
- Jesteś brudny, śmierdzący, masz plamki krwi na sobie. Lepiej pasowałeś do tamtej mieliny. Jesteś pewien, że dobrze trafiłeś? - Szybko jednak stracił zainteresowanie domami i już przyglądał się tylko swojemu ciekawemu obiektowi badań.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Wto Lut 11, 2014 10:01 pm

- W takim razie powiem ci wprost - spierdalaj od mojej dupy. - powiedział kulturalnie, wierząc, że MOŻE eM to uszanuje. - I czy ja ci wyglądam na tyle miłego, aby dawać nauki innym? Co za optymizm. - stwierdził w ogóle nieprzejęty.
A paznokcie z pewnością były niezaniedbane. Starowie mieli obsesję w dążeniu do perfekcji - przynajmniej fizycznej, zależy od ambicji - jakby mogli sobie pozwolić na zapuszczenie?
Pozornie został obojętny, gdy tylko usłyszał kolejny kąśliwy komentarz. Zmarszczył brwi, bo cholera, trochę go to dotknęło. W końcu nie wiadomo, czy czasem do tego jeszcze nie wróci. Wszystko było możliwe i chociaż sobie w miarę radził... to kto by się przejął, jakby znowu sobie dał w żyłę?
- Przykro mi, ale nie. Mój tyłek jest przyzwyczajony do luksusów. - odparł w końcu.
Dopiero po dłuższej chwili puścił nadgarstek chłopaka, gdy już stanęli pod domem. Przyjrzał się swojemu wdzianku i aż zapragnął teraz, natychmiast iść pod prysznic. Chyba wcześniej nie zdawał sobie sprawy ze swojego stanu. Rozejrzał się teatralnie po ulicy.
- Myślę, że aż tak kiepskiej pamięci nie mam. - mruknął rozbawiony, wlepiając spojrzenie w kolesia. - Mimo wszystko chyba wiem lepiej, gdzie mieszkam. - powiało trochę chłodem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Wto Lut 11, 2014 10:14 pm

- Na miłego nie wyglądasz, ale mimo to co jakiś czas próbujesz pouczać. Co zresztą Ci nie wychodzi, bo zazwyczaj chrzanisz od rzeczy. - Odpowiedział spokojnie, obserwując wciąż chłopaka i zastanawiając się nad czymś innym.
Milczał przez chwilę, wreszcie powiedział całkiem miłym i chyba nieudawanym tonem.
- Jak będziesz miał problem z tym, żeby się powstrzymać przed powrotem do brania, to daj znać. Będę Ci łomot spuszczał, aż Ci przejdzie. Przyjemne z pożytecznym połączymy. - I rozejrzał się znów po okolicy zastanawiając się jak daleko stąd ma do domu. On również marzył o tym, żeby wejść jak najszybciej pod prysznic i doprowadzić się do porządku. Nie znosił być brudnym.
- Jeśli to Twój dom, to moje zadanie skończone. Odprowadziłem Cię do niego, możesz iść grzecznie do łóżeczka. A ja lecę szukać swojego. - Mówiąc to przyglądał się okolicznym oknom i kamerom. Jak wreszcie znalazł miejsce, którego nikt nie powinien widzieć, pchnął tam nagle Słodziaka, złapał go jedną dłonią za szyję i przyciągnął do siebie, wpijając się znów w jego usta, drugą chwycił go w biodrze i przycisnął do siebie, napierając głównie na jego krocze i pocierając je lekko sobą. Troszkę to trwało, zanim odsunął usta.
- Miło było Cię poznać Kochanie. - Powiedział uśmiechając się słodko.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Wto Lut 11, 2014 10:43 pm

"Inteligent się odezwał." - skomentował w myślach pierwsze słowa kolesia, jednak nie wypuścił tej złotej myśli. Nie widział sensu.
A potem... Aż naprawdę miło mu się zrobiło, że ten w irracjonalny sposób się martwi - albo po prostu nie chce jednego więcej śmiecia, tego też nie wykluczał - i niemal wykrzywił usta w tym miłym uśmiechu... Jednak zaraz zmarszczył brwi. Podejrzane. Obdarzył go uważnym, nieufnym spojrzeniem. Czemu niby miałby mu pomagać? Nie wierzył, że jest taką dobrą rozrywką.
Nawet nie zdążył się krótko pożegnać, bo zaraz ZNOWU został popchnięty i znowu został zmolestowany. Sapnął (ponownie) zaskoczony, a dłoń zacisnął na ramieniu tego kolesia. ZDECYDOWANIE za dużo sobie pozwalał. I znowu zaczęły go uwierać spodnie, a tak chciał się uspokoić...
- Taaa. Bardzo miło. - mruknął, przyglądając się mu uważnie. Sam znowu miał przyspieszony oddech i za cholerę nie wiedział, o co temu kolesiowi chodziło. To jakiś nowy poziom złośliwości?
- ... Masz ciekawe hobby, pobudzanie obcych tobie ludzi... - w tej dawce ironii było to nieme pytanie.
Przy okazji pchnął go mocniej, odsuwając od siebie, a sam zwinnie wyminął eM, znajdując się centralnie na widoku kamer. A potem kulturalnie wskazał palcem w prawo.
- Znajdziesz tam uliczkę. Przejdziesz przez nią i będziesz na głównej drodze.
Centowy sposób na żegnanie gości.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Sro Lut 12, 2014 9:27 am

A koleś o nowym poziomie złośliwości uśmiechnął się niewinnie i powiedział uroczo.
- Po prostu podoba mi się to jak się rumienisz, gdy Cię całuję. Zupełnie jak niewinna dziewczynka. Wyglądasz słodko i uroczo wtedy. - Spojrzał we wskazaną uliczkę i w myślach szybko obliczył, ile zajmie mu powrót do domu. Z drugiej strony po co wracać do domu, skoro noc jeszcze młoda jest a jutro ma wolny dzień? Zawsze można się z kimś jeszcze spotkać.
- Jesteś pewien, że nie jesteś uległy? Za każdym razem jak Cię całuję, albo dotykam, to automatycznie zaczynasz tyłeczek wypinać, jakbyś się prosił, żeby w niego wejść... - Spytał nagle przybierając zamyślony wyraz twarzy i znów patrząc na Chudzielca. Zaraz jednak wzruszył ramionami i ruszył powoli we wskazaną uliczkę.
- Do zobaczenia Kochanie. Jak się stęsknisz za mną, to często gram w piłkę w tym parku za centrum handlowym. I sporo osób mnie tam zna, więc się możesz o mnie spytać. - Już miał wejść w uliczkę, gdy nagle coś sobie przypomniał, więc szybko dodał.
- A na imię mam Michael Słodziaku. Chociaż raczej pytaj się o Skorpiona. Przy czym jakbyś się spytał o MortiS, bądź Muerte, to pewnie też by wiedzieli, bo często się tak przedstawiam różnym ofiarom losu. - Machnął ręką i nucąc wesoło szedł dziarskim krokiem w stronę głównej uliczki.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Sro Lut 12, 2014 10:54 am

Po pierwszym zdaniu z pewną przykrością Vincent stwierdził, że ten koleś jest niezwykle tani. Przecież wiadomo, niewinnych i uroczych dziewczynek jest dużo. Chociaż sam nie był lepszy, to i tak osądził kolesia, uważając go za łatwego. I to nieważne, czy wsadzają mu, czy on wsadza - łatwość to łatwość.
Z tą myślą stracił trochę tego szacunku, na który Skorpion sobie zapracował. I to nie biciem i wyzywaniem, bo to tylko czyniło go małym w oczach Stara.
- A kto powiedział, że nie jestem uległy? To po prostu nie twój interes. - stwierdził, wzruszając ramionami.
Nawet się nie pożegnał, po prostu odwracając na pięcie i wszedł do swojego domu.
Musiał się umyć i zająć się swoim problemem.
***
Koleś go niesamowicie wkurwiał, ale Vincent był na tyle zdesperowany, że przyszedł na umówione miejsce, jednak dopiero pod wieczór. Źle znosił upały i ogólnie słońce. Tym razem był ubrany zupełnie na czarno; adidasy, dżinsy i koszula, rozpięta dwa guziki u góry, a rękawy podwinął ku łokciom. Wstał o szesnastej (ej! Zrobienie się na bóstwo też trochę trwa!), jak to on, więc posiłek składał się z czekolady i budyniu, który właśnie trzymał w ręce idąc na miejsce. Oczywiście, miał dizajnerską, plastikową łyżeczkę. Wiedział, gdzie zwykle chłopaki grają w piłkę, więc nie musiał się pytać. Problemem jest to, KIEDY grają. Vincent zdawał się tym nie przejmować, bo usiadł po prostu na ławce, blisko kosza na śmieci, kończąc swój śniadanio-obiado-kolacyjny budyń. Włosy miał spięte, więc nie irytował go tak bardzo chłodny wiatr, który był teraz tylko i wyłącznie błogosławieństwem dla tego zimnoluba. Jak dotąd, nie nudził się. Włączył swoją playlistę na telefonie, więc z zadowoleniem słuchał ze słuchawek ostrzejsze, rockowe dźwięki.
I czekał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Sro Lut 12, 2014 9:35 pm

Na szczęście Skorpion nie miał żadnych rozkminek na temat tego spotkania, czy konkretnie na temat Chudzielca. Według niego Słodziak był zwyczajnie głupi, chociaż też zabawny i z tego powodu nie obraziłby się, gdyby go jeszcze parę razy spotkał.
Zresztą Skorpion nie był wtedy na etapie myślenia o jednej rzeczy, czy osobie, raczej co chwila zmieniał obiekt zainteresowania, dlatego ledwo wszedł na główną ulicę, to już myślał o tym co go czekało.

Następnego dnia, aby zrobić przyjemność Gwiazdeczce, można założyć, że dzieciaki grały sobie pod wieczór. Ciesząc się z jednej strony ładnym, kalifornijskim słoneczkiem, z drugiej strony chłodną bryzą.
Jeśli Chudzielcowi podobali się normalni faceci, czy też w tym wypadku chłopcy raczej a nie tylko wysokie, szczupłe i delikatne księżniczki, to mógłby się ucieszyć widząc na boisku w parku grupę wysportowanych dzieciaków, mających na sobie krótkie spodenki i w niektórych przypadkach koszulki, biegających za piłką.
Wśród nich był też i Skorpion, bez koszulki, dzięki czemu było widać jego niedawno zrobiony tatuaż.
Chłopak biegał jako obrońca, czasami przejmując rolę pomocnika i nie tylko pilnował, aby przeciwna drużyna nie podeszła za blisko do bramki, ale też wyprowadzał co jakiś czas kontry.
Walka jednak była wyrównana, chociaż, jak to zazwyczaj w zwykłych meczach bywa, goli było o wiele więcej, niż w sytuacji, gdy granie w piłkę jest formą pracy. Wreszcie, po trzech godzinach bieganiny, gromadka młodych piłkarzy zeszła przyjemne zmęczona z boiska, podchodząc do swoich rzeczy, śmiejąc się i ciesząc z zabawy.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Czw Lut 13, 2014 9:28 am

W takich momentach naprawdę żałował, że jest taki leniwy i nie wziął więcej czekoladowego budyniu. Tego pierwszego nie było już po piętnastu minutach. Przecież trzymanie tego wszystkiego było takie kłopotliwe... Vincent nigdy nie interesował się za bardzo sportem, więc jedyną przyjemność, jaką z tego czerpał było oglądanie półnagich chłopców. Tyłek zdążył mu ścierpnąć z cztery razy, więc został zmuszony do ciągłych zmian pozycji. Na szczęście, piosenka IAMX'u wynagradzała wszystko. Dał im chwilę na śmianie się i pogadanie, aż w końcu wstał, przeciągnął się i ruszył powoli do brązowowłosego. Już poczuł nieprzyjemny zapach potu, ale nie skomentował to w żaden sposób. Liczył tylko, że sam nie przesiąknie tym zapachem.
- Miki! - złapał bezwstydnie eM w pasie. Najwidoczniej ten już zyskał nowy pseudonim. Uśmiechnął się czarująco, po czym nachylił się do jego uszka - Mam przez ciebie zajebiście wielkiego siniaka na brzuchu. Jak mi to wynagrodzisz, hmm? - powiedział nieco obniżonym głosem. Specjalnie zrobił to tak, by inni myśleli, że szepce mu sprośne słówka do uszka. W końcu, jak zrobić siarę to porządnie!
Odsunął nieco nos od niego, bo teraz, gdy sam był wypachniony, był bardziej wyczulony na takie zapaszki.
Wyprostował się, zerkając na kolegów "Skorpiona" (kurwa, kto do diabła go tak nazywa?!). Przecież się z kimś założył, z nudów.
- Kto wygrał?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Czw Lut 13, 2014 9:11 pm

No tak... Trzeba przyznać, z ręką Skorpiona na sercu jakiejś biuściastej dziewczyny najlepiej, że chłopak był zaskoczony. Nie tym, że Chudzielec go objął, nie tym dziwnym zdrobnieniem, ale samym faktem, że ten dziwny masochista się w ogóle tutaj pojawił.
W pierwszej chwili Skorpion nie miał nawet pojęcia kim jest ten chłopak i było to widać w jego oczach.
Dopiero jak dotarło do niego co się dzieje i minął pierwszy szok, odpowiedział cicho.
- Mogę Ci kolejnego za szybko nie nabić. Tak w formie wynagrodzenia, skoro bardzo Ci na tym zależy. - Szybko zwyczajowa i kulturalna złośliwość chłopaka powróciła.
Odsunął się trochę, nie zważając na rozbawione teksty kolegów i wziął butelkę z wodą, aby wpierw pociągnąć porządnego łyka a potem wylać resztę zawartości na siebie, żeby się ochłodzić i chociaż trochę obmyć.
- My! - Odpowiedział wesoło prychając wodą i ścierając ją sobie z twarzy. Po czym z szerokim uśmiechem rzucił kolegom.
- To moja nowa dziewczyna! Lubi jak się na nią woła Maleńka! I dzięki za mecz. Do zobaczenia na następnym! - I znów nie zważając na komentarze wziął swoje rzeczy, aby ruszyć zaraz w stronę wyjścia z parku.
- Chodź Kochanie... Muszę się do porządku doprowadzić, zanim się sobą zajmiemy.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Pią Lut 14, 2014 9:25 am

"O, piętnaście dolców moje..." - pomyślał Vincent z głębokim zadowoleniem, już się rozglądając za kolesiem, coby wziąć swoją własność... A ten nagle znikł. Zmarszczył brwi i mruknął jakieś szpetne słówko pod nosem. A miałby na kilka czekolad. Zignorował kulturalnie teksty jego kumpli, bo przecież  o to mu chodziło. A potem... Brewka uniosła się mu powoli do góry, przyglądając się uważnie Mikiemu.
- Musiałem przespać moment, gdy zmieniłem płeć, a co najważniejsze, gdy stałem się twój. - prychnął pod nosem, kręcąc głową z politowaniem.
Puścił jeszcze oczko do jednego czy dwóch kolesi, nie dlatego, że mu się spodobali - jak grać, to do samego końca. Odwrócił się płynnie na pięcie, zaraz zrównując krok z Majkowym, jednak stanął od nim w pewnej odległości.
- Mam szczerą nadzieję, że będziemy zajmować się sobą, gdy będziesz trzymał łapki przy sobie i stał ode mnie dalej niż połowę metru. - mruknął pod nosem, chociaż i tak "Skorpion" mógł to słyszeć. - Swoją drogą, gdzie idziemy?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Pią Lut 14, 2014 10:01 am

- Zapewne wiele ciekawych momentów przespałeś w swoim życiu. - Odparował z uśmiechem i wyszedł na ulicę rozglądając się uważnie.
Wciąż oddychał ciężko, widać było po nim zmęczenie, oraz spowodowane nim odprężenie i zadowolenie.
Jak zawsze Skorpion się bardzo dobrze czuł po meczu, czy treningach, tylko był jeden mały problem.
- Jedziemy do mnie Kochanie. Uwielbiam grać w piłkę nożną, ale szlag mnie trafi jak zaraz tego piachu i błota z siebie nie zmyję. - Dla kogoś, kto miał takiego świra na punkcie higieny, bycie brudnym było cierpieniem. Nie przeszkadzało mu to jednak się umawiać na kolejne mecze, treningi, czy inne zabawy, po których był brudny.
- Nie spodziewałem się Maleńki, że się jeszcze zobaczymy. Że tak się stęsknisz za mną, iż pierwszego dnia przybiegniesz, żeby mnie zobaczyć. Ale to całkiem miłe. - Gdzieś w oczach pojawiły mu się iskierki rozbawienia gdy to mówił, ale akurat patrzył w przeciwną stronę. Za to, gdy spojrzał się na chłopaka, miał już miły wyraz twarzy i ciepłe spojrzenie.
Zaraz jednak znalazł to czego szukał. Taxi. Za daleko miał do domu, aby półnagi i brudny maszerować po ulicy. Machnął więc ręką, otworzył drzwi podając kierowcy adres i spojrzał pytająco na swojego towarzysza.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Pią Lut 14, 2014 10:43 am

- W takim razie masz ciekawe sposoby na traktowanie swoich partnerów. - skomentował krótko, trochę kpiąco.
Wraz z kolejnymi słowami Mikiego, nadeszła rozkmina Vincenta - czy aby na pewno iść do kogoś, kto cię  średnio szanuje, bije i maca po dupie? Łypnął na niego, jakby w jego twarzy miał znaleźć odpowiedź... aż przystanął na chwilę, gdy ten obdarował go tym ciepłym spojrzeniem. Cholernie podejrzane, ale gdzieś mu ulżyło... na chwilę. Westchnął ciężko, po czym ruszył dalej za nim. Raz się żyje, czy coś tam. Jak coś, to zawsze można po mensku wezwać gliny, prawda? Wsunął dłonie w kieszenie swoich spodni, obserwując taxi, a potem znowu Mikiego, a potem jeszcze tak z dwa razy powtórzył czynność, nim nie westchnął ciężko i wepchnął dzieciaka na siedzenie, samemu się wpychając koło niego.
- Pamiętaj, metr ode mnie u ciebie. - mruknął jedynie, nawet nie patrząc na bruneta, tylko średnio zainteresowany za okno.
Nawet nie wiedział, czy nie zacząć już teraz tego żałować.
A taxi zaraz ruszyło.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Pią Lut 14, 2014 12:04 pm

- Aż tak długiego nie mam, ale coś wymyślimy. - Odpowiedział śmiejąc się i rozsiadł się wygodnie w samochodzie.
W samej taksówce Skorpion się nie odzywał. Przymknął oczy i odpoczywał po wysiłku. Zresztą droga nie trwała za długo, nie było daleko, taksówkarz jechał w miarę szybko i nie było korków.
Więc wreszcie podjechali pod rezydencję. Vincent do widoku takich domów mógłby być przyzwyczajony, w końcu samemu w podobnym urzędował. Co najwyżej mógłby się zdziwić co w nim robi Skorpion, jeśli nadal uważał go za biednego przedstawiciela plebsu.
Michael spokojnie zapłacił kierowcy, dając przy okazji przyjemny napiwek i wysiadł.
- Trzymaj się blisko mnie Kochanie. Ale bez przesady. Ten metr jest idealny. - Powiedział ostrzegawczo, gdy wchodzili na teren posesji i gdy kiwnął głową ochroniarzowi na przywitanie. Do wejścia do domu mieli jeszcze mały kawałek, teoretycznie mogli podjechać taksówką bliżej, ale chłopak chciał się przejść.
I zaraz było widać czemu. Nie przeszli kilkunastu metrów, gdy Chudzielec mógł zobaczyć jak z drzwi rezydencji wypadają małe psinki, które z miejsca ruszyły szybko w ich stronę. Rottweilerek, Bulmastif, Pitbull i Buldog Angielski. Osoby znające się na psach określiły by, że niedawno musiały rok skończyć.
Psy szybko dopadły Skorpiona i wpadły na niego, co sprawiło, że chłopak zaraz siedział na ziemi. Wtuliły się w niego czekając na swoją porcję pieszczot na powitanie, łypiąc przy okazji nieprzyjaźnie na osobę, która przywędrowała tu z ich młodym panem.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Sob Lut 15, 2014 9:32 am

Vincent łypnął podejrzanie na tę rezydencję, a potem na Mikiego. Zdecydowanie mu do niej nie pasował, już nie chodzi o te ciuchy i tak dalej, ale o samo zachowanie, tak bardzo nie snobowskie. A Star bardzo lubił snobów, bo przynajmniej ci go nie biją, bo to jest naprawdę nieeleganckie. Nie rozwodził się, czy to NA PEWNO jego dom.
Uśmiechnął się z nutką kpienia.
- Spokojnie, nie śmiem się bardziej zbliżać...
Poszedł spokojnie za Mikim, mierząc wzrokiem ochroniarza. Co jak co, ale mimo wielu drogocennych rzeczy jego rodzina nie bawiła się w takie rzeczy.
A potem przeżył zawał. Cztery psy zaczęły biegnąć w ich stronę, jednak na szczęście zignorowali Matronę i powalili Michaela. Cholera! Aż przeleciało mu wspomnienie, gdy raz taki jeden użarł go zajebiście mocno w łydkę i skończyło się w szpitalu. Mimowolnie cofnął się o krok, jednak nie jakoś szczególnie przestraszony, a raczej dla ostrożności.
"Swój ciągnie do swojego..." - pomyślał drwiąco, ograniczając się również do uniesienia kącika ust w górę.
- Idziemy? - zapytał niecierpliwie, zupełnie ignorując psy. Dopóki te nie skakały na niego, było wszystko okej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Sob Lut 15, 2014 10:17 am

Gdyby starsza, studiująca już psychologię, wersja Skorpiona zobaczyłaby, że Vincuś po nieprzyjemnych doświadczeniach z psami nie obawia się stada bydlaków, określanych przez bezmyślnych ludzi mordercami, to z miejsca by go wysłał do psychiatry z dopiskiem, że Słodziak ma zaburzenie osobowości, polegające na zatraconym poczuciu lęku i wadliwym instynkcie samozachowawczym. Ale by miał przy tym frajdy. Niestety jednak to nie te czasy...
No i Chudzielec nie musiałby się denerwować, że jego łydka byłaby zagrożona przy tych maleństwach. One od razu do gardła sięgały. A teraz słodko ocierały się o swojego pana, który starał się każdego z nich pogłaskać.
Jeśli Słodziak się w międzyczasie rozejrzał po posesji, mógłby zobaczyć, że poza ochroniarzem są zamontowane również kamery. W dodatku ochroniarz się z kimś przez krótkofalówkę porozumiewał, czyli zapewne nie był jedynym. Jednak nawet jeśli jego rodzina była na tyle odważna, czy niefrasobliwa, aby nie bawić się w takie rzeczy, powinien wiedzieć, że wśród osób bogatszych i bardziej wpływowych te zabezpieczenia są normą. Ważniejsze, co rzucało się w oczy osobom przyzwyczajonym do takich miejsc, było wrażenie, że chociaż wszystko było urządzone z klasą, widać było, że właściciel tego miejsca nie musi się przejmować pieniędzmi, to jednak czegoś brakowało. Ta posesja była pusta. Och, ludzie tutaj żyli, ale całe miejsce wyglądało raczej jak coś, co ma być a nie coś, z czego się korzysta, nadaje kształt, zmienia się, aby bardziej pasowało do gustu właściciela.
- Tak Ci się śpieszy do mojej sypialni? - Spytał rozbawiony uderzając jedną ręką w bok Rottka, drugą zaś drapiąc po brzuchu Bulldożka.
- Wytrzymaj chwilę. Cierpliwość jest cnotą, poza tym nawet osoba tak niewychowana jak Ty powinna wiedzieć, że kultura nakazuje się przywitać. - Kontynuował ze złośliwą miną.
Wreszcie jednak uznał, że faktycznie czas kończył i wstał powoli, odsuwając swoje maleństwa od siebie. Poprowadził całą drużynę do rezydencji, czekającej na nich niczym lochy na poszukiwaczy przygód.
Tam, służąca w milczeniu ukłoniła się przed chłopakiem i ruszyła powoli za nim, gdy ten szedł na górę, w stronę jednego z pokoi.
- Idę wziąć prysznic. Rozgość się, powiedz Mary co sobie życzysz do picia i raczej unikaj szwendania się, czy zbyt wścibskich odruchów. - Powiedział, gdy już dotarli do pokoju Michaela. Wysprzątanego, z każdą rzeczą ułożoną na swoim miejscu, nie pasującego do rozrabiającego wesołka. Psy nie ważyły się wejść do pokoju, rozwaliły się na korytarzu i patrzyły tylko w jego głąb, gdy Skorpion wszedł do swojej prywatnej łazienki, aby zaraz się znaleźć pod prysznicem.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Sob Lut 15, 2014 10:41 am

Cóż, akurat kiepski instynkt samozachowaczy i nikłe poczucie lęku od zawsze było normą u Vincenta. Całe szczęście, że u psychologa nie schodzili na takie dziwne tematy - a nawet jeśli, to i tak Panicz Star milczał - gdyż ilość jego wizyt musiałby się  podwoić. Przez te resztki teraz nie głaskał piesków, dobrze zdając sobie sprawę, że te gatunki uchodziły za bardziej niebezpieczne od pozostałych. Poza tym, psy wyczuwały strach i reagowały agresją, a przynajmniej taką wiedzą podzielili się jego koledzy-ćpuny.
Cóż, jego matka nigdy nie ceniła sobie wartości pieniądza, głównie dlatego, że zawsze to wiecznie-nieobecny tatulek harował, więc w ich posiadłości ograniczono się  do kamer, a nie masywnych goryli.
Nie skomentował pierwszych słów chłopaka, ale przed drugimi nie umiał się powstrzymać:
- Osoba, która mnie bije i okazuje średni szacunek nie powinna dawać mi lekcji o kulturze, więc najpierw przejrzyj zasady savoir vivre, a potem baw się w udawanie lepszego pod tym względem. - wycedził wręcz słodko, chociaż mimika twarzy na pewno nie była ani trochę przyjemna.
A było tak miło.
Miał tak zjechany humor, że zupełnie zignorował służącą. Dżizas, co to za czasy, arystokracja jaka? Moja mamusia ograniczyła się tylko do sprzątaczek.
Następnych - równie sympatycznych słówek co wcześniej - nie skomentował, wbijając wzrok w kobietę.
- Ty jesteś Mary, tak? - upewnił się - Poproszę jakiś sok. Obojętnie jaki. - wszedł wgłąb pokoju, siadając na jakimś krześle.
Rozejrzał się krótko i już chciał wyjść. Nikt nie powiedział, że musiał znosić zachowanie Michaela, bo w droczeniu się było jakieś ograniczenie, a nie było nim prostackie chamstwo.
Przesunął spojrzeniem po biurku i komodach, szukając wzrokiem jakichś zdjęć, jednak sam nie ruszył się ze swojego miejsca. Vincent trzymał zdjęcie tylko własnej siostry, więc ciekawiło go, czy Michael miał kogoś dla siebie ważnego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Sob Lut 15, 2014 10:58 am

- Dostajesz ode mnie tylko to, na co sam zasługujesz. I nie uważam się za lepszego. Ja zwyczajnie jestem lepszy. - Taka odpowiedź była najbliższa prawdy. Skorpion był jeszcze dzieckiem, zwichrowanym, z problemami, widzącym śmierć swojej matki na własne oczy, mającym kiepską rodzinę. Przez to był zmienny, nosił maskę skrywającą jego prawdziwą naturę, jego samego, maskę, którą dopasowywał do otaczających go osób.
Przyznać jednak trzeba, że zarówno wnętrze Skorpiona jak i jego maska były rozbawione zachowaniem Słodziaka. Szczególnie jego hipokryzją. To chyba najbardziej motywowało chłopaka do dokuczania mu.
Gdy Skorpion brał prysznic, co chwilę mu zajęło, służąca, czy też sprzątaczka, bo to zazwyczaj na jedno wychodziło, przyniosła sok gościowi panicza. Psy leżały spokojnie, podnosząc głowy tylko wtedy, gdy Chudzielec się poruszył.
Za to pokój. Na pewno coś w nim było, ale wszystko było schowane po szafkach. Wszystko miało swoje miejsce. Jeśli Vincuś chciałby zaryzykować i byłby ciekaw, mógłby zajrzeć do kilku szafek w tym dość długim okresie, w którym Michaela nie było. Jeśli nie, to Skorpion wreszcie wyszedł z łazienki, wilgotny, owinięty w pasie ręcznikiem, poza nim miał na sobie tylko złoty łańcuszek.
- Na co masz ochotę Kochanie? Co byś chciał robić? - Spytał podchodząc do jednej z szaf.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   Sob Lut 15, 2014 11:10 am

Nie mógł powstrzymać się przed chichotem, gdy usłyszał coś o tym, że Michael był lepszy. Wydawało to mu się cholernie zabawne, tak, że aż nie skomentował tego ani w myślach, ni na głos.
Do szuflad nie zamierzał mu zaglądać, bo przecież to było dopiero niekulturalne i sam by się nieziemsko wkurwił, gdyby jemu grzebało, więc postanowił tym razem być grzeczny. Co nie zmieniało, że cały czas taksował wzrokiem pokój, szukając jakichś śladów... czegokolwiek, co mogłoby mu się przydać. Plakaty, jakieś pamiątki czy cokolwiek. Owszem, Vincent nie lubił ludzi, ale to nie zmienia faktu, że fajnie by było mieć kumpla, z którym mógłby się obijać i przychodzić w środku nocy, by wyciągnąć go do parku, czy coś. To był czas, gdy czuł się nieziemsko słabo psychicznie, właśnie przez narkotyki.
Gdy Michael raczył przyjść, Star zdążył go otwarcie otaksować wzrokiem, każdy jego widoczny mięsień i ogólnie ciało. Pokazywali to patrzył, proste, nie? Popił napoju, który raczono mu przynieść i wzruszył ramionami w odpowiedzi, chociaż był pewny, że ten tego nie zobaczy.
- Nie wiem. Masz jakieś zdjęcia, filmy, które nie są pornolami, a może szachy? Dawno nie grałem w nie, ale może sobie przypomnę w trakcie co i jak. - westchnął cicho, odkładając szklaneczkę na biurko. - Albo może masz jakiś sekret do wyjawienia mi? - uśmiechnął się czarująco, chociaż w gruncie rzeczy sekreciki były mu dość obojętne.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Skorpion & Vincent   

Powrót do góry Go down
 
Skorpion & Vincent
Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Archiwum-
Skocz do: