IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Regał z książkami Braille'a

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Regał z książkami Braille'a   Sob Mar 01, 2014 9:15 pm



***

- Nie sądzę, żebym pozwolił innym patrzeć na twoje NAGIE ciało. Ani tym bardziej go dotykać - mruknął z lekkim rozbawieniem, oblizując wargi. Obserwował uważnie te delikatne gesty, które go podniecały znacznie bardziej niż jakiekolwiek otwarte propozycje. W jego facecie wszystko było idealne, wszystko było dokładnie wymierzone i pociągające. Najchętniej by tylko wbił w niego ząbki, zdarł spodnie i go wziął. Tu i teraz. Ale na to przyjdzie jeszcze czas. Póki co mógł się cieszyć tymi drobnymi, przyjemnymi dla oka i ciała pociągnięciami palców, długimi spojrzeniami i... Tą całą, otaczającą ich aurą zaborczości. Był jeszcze jeden szczegół, bardzo istotny: nigdy wcześniej nie obnosili się tak z faktem, że są razem. Ten flirt w host clubie był znacznie intymniejszy, niż jakiekolwiek jednorazowe wybryki kogokolwiek z jego członków. Musiało być widać, jak dobrze się znają, dogadują i... Uwodzą.
Uniósł się za nim i wzmocnił uścisk na jego dłoni, powoli za nim podążając, przez ramię zerkając na tyłek swojego faceta. Sama ponętność. Warknął cicho, tak, by usłyszał go tylko jego kochanek. Oczywiście w tym momencie nie potrafił już trzeźwo myśleć. Swój normalnie funkcjonujący mózg zostawił gdzieś w bibliotece, zanim nie przyszedł do host clubu, zająć się swoim facetem. Biblioteka!
Olśnienie przyszło całkiem niespodziewanie, ale nie zamierzał narzekać. W końcu, było to miejsce olbrzymie, niektóre działy nie były odwiedzane pewnie jeszcze od poprzedniego właściciela. Idealne miejsce na małe... Okej, duże, namiętne seksy. Aż zamruczał na samą myśl, jednocześnie nadstawiając się do ugryzienia.
A potem lekko podskoczył, czując plaśnięcie. Obrócił się na pięcie i złapał chłopaka mocno za bluzę, spoglądając nań ze złością. Wredna menda! Zrobił to specjalnie! Nie mógł się oczywiście powstrzymać, a już szczególnie nie przed tym, by go ośmieszyć na oczach całego klubu hostów i ich gości. Niesamowity urok uwodziciela-przewodniczącego uciekł przy spłoszonej dziewicy. Niezadowolony mocno ugryzł go w wargi, naciskając je przez chwilę, by stały się jeszcze czerwieńsze i bardziej napuchły.
- Też ci tak zrobię, kochanie - mruknął, zwodniczo słodkim tonem, z ewidentną wściekłością w oczach. Nie miał jednak czasu i chęci na takie robienie na złość. Chciał go mieć. Już. Po prostu w nagrodę skróci mu okres gry wstępnej (tu się Vincent na pewno ucieszy) i przygotowań (tu już niekoniecznie). Puścił kochanka z uścisku i zaraz złapał go za dłoń, ciągnąc szybko w stronę miejsca, skąd wcześniej przyszedł - czyli biblioteki. W myślach jednocześnie przeglądał wszystkie miejsca, do jakich za żadne skarby świata by nie poszedł i jakie nie są w żaden sposób związane z czyimś profilem. Zwolnił trochę kroku, gdy przekroczyli próg wielkiej części lewego skrzydła szkoły, ponieważ, o ile dobrze pamiętał, nie wolno było tam biegać (jeszcze się wpadnie na jakiegoś kujona z kupą drogocennych książek!). Pozornie najwolniejszym krokiem przedarł się przez kilka bardziej uczęszczanych działów, by w końcu minąć dział encyklopedyczny i dostrzec na horyzoncie miejsce, które bez wątpienia nie mogło być odwiedzane przez nikogo o normalnych zainteresowaniach. Książka Braille'owska. Idealne miejsce. Pozwolił sobie na powtórny trucht, ciągnąc za sobą bruneta, a gdy dotarli między regały, popchnął go jeszcze kilka kroków wgłąb, a potem podciął mu nogę i złapał w ramiona, kładąc ostrożnie na ziemi i wpijając się w jego wargi. Gdy tylko gwiazdor wylądował rozłożony na drewnie, podwinął mu dres i rozsunął kolanem nogi. Zamruczał z zadowoleniem, rozpychając sugestywnie językiem wargi kochanka, a potem potarł mocno jego krocze.
- Szybka i rozsądna decyzja, jak cię wziąć? - Wyszeptał kompletnie zachrypniętym głosem. Czuł, że żądza trawi go od środka i nie chciał już tracić na nią zbędnego czasu. Bez dalszych wstępów dorwał się do spodni kochanka i po prostu je z niego zdarł, cudem nie naruszając zamka (zalety chudości panicza Star), palcami natychmiast znajdując się na jego pośladkach i wbijając między nie palce.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Regał z książkami Braille'a   Nie Mar 02, 2014 9:57 am

Cudem powstrzymał rechot, który wydostałby się z gardła na rzecz tego uroczego podskoczenia, gdy tylko dał mu klapsa. A już na pewno nie powstrzymał szerokiego uśmiechu, jak ten szarpnął go za fraki. Zachowywał się jak ucieszony bachor, który zdołał wyprowadzić z równowagi swojego opiekuna, ale co z tego? Ta reakcja była naprawdę urocza i Vincent postanowił, że jeszcze kilka razy na pewno tak zrobi. Tak, był naprawdę złośliwym stworem. Zaraz jednak uśmieszek mu spełzł, gdyż ten ugryzł mocno jego i tak już wrażliwe wargi i stęknął cicho, odsuwając głowę. Usłyszana groźba o zemście tylko poprawiła mu humor, więc na twarzyczce znowu pojawił się uśmiech.
Taki zadowolony i dumny z siebie, dał się pociągnąć do wyznaczonego miejsca... Jednak orientując się, gdzie dokładnie są, zaraz zaczął stanowić drobny opór. Jak on ma jęczeć w bibliotece?! To wybitnie okrutne, bo Keith dobrze wie przecież, że jak jest na dole, to jest raczej głośnym kochankiem. Szybko zarejestrował, ile było ludzi w bibliotece. Chociaż to swoją drogą również było podniecające – to adrenalina, że zawsze ktoś mógłby ich usłyszeć i przyłapać. Przez tą świadomość przeszedł go dreszcz podniecenia.
Weszli w jakiś regał i zaraz pisnął zaskoczony, gdy tylko mu podcięli nogę – całe szczęście, tak boleśnie nie wylądował. Wsunął dłoń w jego włosy, całując go mocno. Nie wpuścił jego języka do środka, a jedynie złapał go między zęby i zassał się mocno, boleśnie. Pozytywnie zdusił tym jęk, gdy ten tylko potarł jego mocno pobudzone i wrażliwe krocze.
Przecież nigdy nie był nader uległym, grzecznym chłopcem.
Na kolejne pytanie tylko wycedził przez zęby:
- Dupek.
Zaraz zdarto z niego spodnie, a palce wbiły się między pośladki, nim chociażby zdążył nabrać powietrza. Stęknął cicho, unosząc lekko biodra, które i tak zaraz opadły, a sam Vincent sapał cicho, z widocznego podniecenia. Nie tylko po wzwodzie było widać podniecenie – również po spojrzeniu i po ciele, które wyginało się lekko co rusz, jakby prosząc o najmniejszy dotyk. Chwilę patrzył na niego bez słowa, jednak zaraz chwycił go mocno za szczękę i obrócił  lekko jego buźkę, by przesunąć językiem powoli po wrażliwym miejscu, tuż pod uchem. Nie pozwolił się jeszcze wyrwać – musiał to miejsce dopieścić jeszcze zębami i tak też zrobił. Zachowywał się jak taki mały drapieżnik.
- Weź mnie tak. W razie czego powiem, że mnie zgwałciłeś. - szepnął mu uroczo na uszko i dopiero wtedy go puścił.
Zgiął nogi w kolanie, a potem rozchylił je przed nim, a dłonie powolnym ruchem przesunęły się po udach, zapraszając między nie swojego partnera, a już na pewno do popieszczenia. Uśmiechnął się do niego, cholernie zmysłowo, po czym chwycił dość brutalnie jego krawat, przyciągając do siebie i mocno go pocałował, wpychając język niemal do jego gardła. Był napalony, a krocze niemal nieświadomie ocierało się o nogę. Co rusz wzdychał, napinał mięśnie to je rozluźniał – był naprawdę niedopieszczony przez Keitha. Miał wrażenie, że mógłby dojść od samego ocierania się. W międzyczasie szarpnął jego krawat i wsunął sobie jego część do ust, zaciskając na nim zęby – chciał na pewno się zatkać. Sprawnie rozpiął jego spodnie, po czym zsunął je, palcami przesuwając po biodrach. Przesunął dłońmi po jego pośladkach, najpierw je mocno ściskając, do zarumienienia, a potem jeszcze drażniąc go krótko paznokciami, na pewno tworząc płytkie ranki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Regał z książkami Braille'a   Nie Mar 02, 2014 1:12 pm

Keith zachichotał, słysząc zbulwersowanego kochanka. Może w tym momencie nie był przykładem dżentelmena, ale nie zachowywał się też jak ostatnia świnia. W końcu mógł tak po prostu wziąć kochanka, bez żadnego pytania, żadnego kontynuowania gry wstępnej, ani niczego. A zamierzał go chwilę (niedługą, bo niedługą, ale zawsze) popieścić i przygotować na swój członek.
Stęknął z przyjemnością, czując jego język w tym wrażliwym miejscu. Z jednej strony czuł na siebie złość, że pozwala się tak łatwo manipulować, ale z drugiej... Przy Vincencie wszystko wyglądało inaczej. Nawet lubił jego dominację, a to staranne pieszczenie okolic ucha dawało mu niejednokrotnie większą przyjemność, niż satysfakcja ze stawiania oporu. Naprawdę, nie przeszkadzało mu, że kochanek zna jego słabe punkty. To powodowało, że cała ich relacja była... Intymniejsza i bardziej prawdziwa.
Zamruczał pochwalnie, nadstawiając się bardziej do jego ust, a potem uśmiechnął się diabelsko.
- Nie sądzę, żeby ktoś uwierzył stękającemu z rozkoszy chłopaczkowi - powiedział z prostotą, oblizując wargi, wpatrzony w kochanka intensywnie. Jego ciało wiło się tak kusząco, że najchętniej zaznaczyłby każdy jego kawałek zębami, niczym dziurkacz. Napawał się samoistnym ocieraniem krocza o jego nogę. Za każdym razem, gdy partner za bardzo je unosił, dociskał go mocniej do podłogi, cmokając wesoło i kręcąc delikatnie głową. Szarpnięcie za krawat przerwało właśnie taką procedurę. Zamrugał oczami z zaskoczeniem, uderzając zębami o szczękę kochanka, a potem odwzajemniając namiętny pocałunek. Te przerwy w bliskości ewidentnie powodowały, że przy każdym ich spotkaniu hormony wybuchały, adrenalina krążyła intensywniej w żyłach, a ciała domagały się intensywniejszego kontaktu. I gdy do niego dochodziło, tracili przy sobie wszystkie zbędne zmysły i poddawali pożądaniu. Każde zbliżenie było gwałtowne, intensywne, ze zmieszanym bólem i rozkoszą. Kei już czuł, jak spływający mu po plecach pot tworzy ścieżki na tatuażu, które zaczynały intensywnie piec. Cholera, naprawdę to nie był dobry pomysł...
Ta myśl zaskakująco polepszyła mu humor. Tak samo, jak zatkanie się Vincenta. Oczy aż błysnęły mu z zadowolenia. Oblizał wargi z szerokim uśmiechem, na próbę lekko szarpiąc szyją. Głowa partnera podskoczyła do przodu. Taak, miał go właściwie całego w garści. Mógł z nim zrobić wszystko. I zamierzał, oj tak, zamierzał. Naprawdę mało go obchodziło, że istniała szansa, by ktoś ich nakrył. Chciał usłyszeć jęki Vincenta, chciał usłyszeć błagania o więcej. I więcej. I więcej. Żądza trawiła go od środka. Tym razem nie zapowiadało się na szybki numerek. Raczej na kilka namiętnych numerków, po których panicz Star będzie chodził w dużym rozkroku... Jeśli w ogóle się podniesie.
Ta myśl też poprawiła mu humor. Do tego stopnia, że nie zareagował na wbicie paznokci w pośladki, chociaż naprawdę nie cierpiał tego fetyszu ukochanego. Zamiast tego powiódł uważnym spojrzeniem po jego całym ciele, tak kusząco wystawionym, niemalże całkiem nagim i bezbronnym. Przesunął paznokciami po obu jego udach, dociskając do podłogi jego krocze, a następnie wziął swój palec wskazujący do ust i obficie go naślinił. Palcóweczka miała być szybka, przygotowująca wyłącznie na tyle, by jakoś się w niego wcisnął. Ale poślizg musiał być, nigdy nie miał wielkich zapędów sadystycznych.
Wsunął go delikatnie w dziurkę, mrucząc głośno, gdy poczuł jej ciasnotę. Cholera, tak dawno go w ten sposób nie miał! Na samą myśl, że się tam zagłębi swoją dużą, pulsującą męskością, uderzył go powiew gorąca. Naparł natychmiast też drugim palcem i skrzyżował je, drażniąc ścianki i rozciągając mocniej. Nawet poruszył nimi kilka razy, wsuwając głębiej i wysuwając, ale zrobił to tak szybko i niecierpliwie, że porządnym przygotowaniem nazwać się tego nie dało. Naparł na niego kciukiem, usta dociskając do jego szyi i ssąc ją w jednym miejscu intensywnie.
- Nawet nie wiesz, jak mocno cię teraz pragnę - wyszeptał mu do ucha, gdy tylko skończył robić piękną malinkę. Odezwał się z konkretnej przyczyny - zmusiło go to do pozbierania myśli i zwolnienia. Przez chwilę tylko gładził jego wnętrze, sukcesywnie rozsuwając palce, aby go przygotować, a potem zaczął nimi poruszać. Natychmiast boleśnie stwardniał, już nie mogąc się doczekać wypełnienia go sobą. Zacisnął zęby, szarpiąc, i swoją, i Vincenta, głową. Gdy spojrzał w dół, odniósł wrażenie, że oboje są naprawdę niedaleko od orgazmu. Dwa pulsujące niecierpliwie, czekające na dotyk, członki. Stanowczo, jeden raz im nie wystarczy.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Regał z książkami Braille'a   Nie Mar 02, 2014 3:06 pm

- Żadnemu chłopaczkowi. Gwieździe i przyszłemu królowi... a ty sobie bądź księciem. - odparł jeszcze bardziej urażony, niemal tutaj się pusząc.
Ocierał się o jego nogę, a ruchy bioder były coraz bardziej spazmatyczne i gwałtowne. Jakby miał tutaj dojść tylko przez zapach i widok swojego kochanka. Cóż, właściwie wczoraj nawet tych dwóch rzeczy nie potrzebował, aby osiągnąć orgazm, więc co dopiero teraz? Hamujące go dłonie skutecznie mu to uniemożliwiały, wprowadzając w zniecierpliwienie czarnowłosego. Warknął, gdy ten tylko szarpnął swoją głową, a przez to i sam to zrobił... i z powrotem przywalił o podłogę. Bynajmniej nie zamierzał puszczać krawatu, bowiem wolał być nieco poobijany, niżeli przyłapany na seksie będąc pasywem. Co za wstyd!
Wygiął w drobny łuk kręgosłup, gdy tylko poczuł paznokcie na udach. Zaraz podparł się na łokciach, patrząc, czy nie ma czasem śladów. Odruch bezwarunkowy, co poradzić. Zmarszczył brwi, czując się w środku keithowy palec, jednak powstrzymał się przed jakąkolwiek reakcją. Czyżby kolejna próba zrobienia mu na złość? W końcu jego osobiście naprawę wkurza, gdy nie widzi reakcji na akcję... Nie mógł jednak powstrzymać kolejnego ruchu bioder, czując dodany kolejny palec i szarpnął lekko ciałem, mimo że ten je trzymał i wydał z siebie pierwszy odgłos – dość głośny, mimo „uciszacza”. Zawiercił się, kręcąc tyłkiem dość zmysłowo, samemu nie wiedząc, czy chce zwiać od tych palców, czy tylko prowokuje Keitha do dalszych czynności. Były w nim tylko dwa palce, a już czuł się rozpychany. Co będzie, jak zacznie wsuwać tego swojego dużego chuja? Wolał nad tym teraz nie myśleć. Mocniej wbił zęby w krawat, czując to poruszanie się i – zdaniem Vincenta – znęcanie się nad jego dziurką, a sam zmrużył mocno oczy. Prawie mu wypadł ten materiał z ust, jak jego ciało odebrało więcej pieszczot: zasysanie się na szyi i kciuk w dziurce. Aż przewrócił oczami a przyjemności. Zasklomnał, wbijając palce w podłogę, a te aż zbielały. Oddychał szybko przez nos, a pot już był widoczny na jego skórze. Zresztą, podobnie było u Marshalla. Wysunął krawat z ust, który już był mokry od śliny i zaraz język powędrował na skroń, zlizując słoną ciecz. Wolno, leniwie, jakby przynajmniej chciał zjeść blondyna. Postękiwał przy tym na ruszające się palce, chociaż starał się być jak najciszej. Nie mógł przecież pozostać bierny; znowu leżał na plecach i szarpnął go mocno, niemal brutalnie za włosy, coby odchylił głowę i PONOWNIE zassał się mocno na jego szyi, tworząc dużą malinkę. Dwa do jednego, pomyślał z malującą się na twarzy satysfakcją. Wsunął dłoń pod jego koszulkę, przesuwając palcami po brzuchu. Okrężnymi ruchami kierował się opuszkami palców w kierunku sutków, które zaraz dopieścił – Keith zwykł udawać, że niektóre pieszczoty dla niego były wysoce nieprzyjemne, ale Vincent wiedział swoje. Przecież nieraz ten przy nim się zapomniał...
Dopieszczał je sprawnie, lekko pociągając i masując, przy czym zadawał minimalny ból głównie przez niecierpliwość. Oblizał  wargi, wsuwając między nie krawat i zaraz sięgając do tego nabrzmiałego penisa. Mruknął na sam jego widok i przesunął po nim palcami, jedynie drażniąc. Puścił w końcu jego włosy, szarpnięciem głową przyciągając Keitha do siebie. Objął jego penisa obiema dłońmi, przy czym jedna znalazła się przy nasadzie, ostro mu trzepiąc, a druga zacisnęła się na główce, żeby mu tutaj czasem nie doszedł. Chciał, żeby i ten trochę pocierpiał, oszalał z rozkoszy i wkurwił się przez to, że nie jest w stanie osiągnąć spełnienia.
Na razie.
Obdarzył Keitha przeciągłym spojrzeniem i oprócz niemal obezwładniającej w niej rozkoszny, wymalowane było również psotne iskierki, a te jakby mówiły tylko „No dalej, zniewol mnie, jeśli potrafisz...” Ewidentnie rzucał mu wyzwanie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Regał z książkami Braille'a   Nie Mar 02, 2014 4:22 pm

Keith zamierzał go możliwie najbardziej rozciągnąć. Jednocześnie tracąc na to jak najmniej czasu, co trochę utrudniało sprawę. Nieważne, poradzą sobie w jakiś sposób. Tak czy inaczej żaden z nich nie chciał tracić czasu na zbędne zabawy. Chociaż, sądząc po niektórych zachowaniach Vincenta, gotów był na przedłużenie ich gry wstępnej. Pytanie "dlaczego" było zbędne. Panicz Star uwielbiał robić na złość i sobie i innym. A takie zachowanie świetnie to potwierdzało. Keith stęknął cicho, czując jego język. Prawdę mówiąc, nie przypuszczał, że może mieć AŻ TAKĄ słabość do pewnych zachowań kochanka. Ale ani przez chwilę nie przyszła mu do głowy myśl, że powinien tego pożałować. Im lepiej się zna partnera, tym więcej satysfakcji można mu dać. Zawarczał cicho na malinkowanie, w akcje zemsty wzmacniając ruchy palcami, w efekcie w końcu zaczynając pieprzyć swoją uległą ofiarę. Każde stłumione stęknięcie, sapnięcie, jęk, skamlenie, było dla niego niesamowitą nagrodą. W końcu marzył o tych dźwiękach, wydostających się spomiędzy jego czerwonych warg. Wykorzystał chwilę nieuwagi kochanka i podążył językiem prosto między nie, spijając słodkie brzmienia jego głosu. Zamruczał przy tym pochwalnie, zaraz wydając z siebie rozkoszny pomruk, gdy poczuł pieszczotę sutków. O ile dotykania swojego tyłka serdecznie nie cierpiał, o tyle potrafił w miarę znieść dłonie na tych delikatnych wypustkach. Nie chodziło nawet o sam dyskomfort z dotyku, a zwyczajnie krępowało go, że czasami było mu aż tak dobrze. Prądy, które przechodziły przez jego ciało zdawały się pochodzić nie z tej ziemi! To świadczyło o fakcie, że wciąż nie przywykł do tego rodzaju zabawy.
Przygryzł wargę, unosząc głowę i spoglądając na kochanka mocno rozpalonym wzrokiem. Pragnął go tak mocno, że tracił już zdolność normalnego rozumowania. Znowu. Przestał dawno liczyć momenty swojego zapomnienia przy Vincencie. Mógł się jedynie im poddać i nadstawić do większej ilości. I większej. I lepszej. I intensywniejszej.
Niemalże na niego upadł, ponownie mocno przyciągnięty. Zamrugał oczami z zaskoczeniem, zaciskając zęby i stękając głucho, gdy poczuł pieszczoty na członku. Teraz, to brunet sam sobie grabił! Jak mógł go tak bezczelnie dotykać i udawać, że nie rusza go fakt, iż ma w sobie trzy palce kochanka?!
Ze złym warknięciem Keith obniżył głowę i ugryzł go mocno w szyję, wymagając jakiejś reakcji. Tak, jak każdy facet, nie lubił być ignorowany w TAKICH momentach. A już stanowczo nie przez osobę, która samym swoim pobytem na jego stole doprowadzała go do wrzenia.
Zassał się na śladzie, wbijając paznokcie w biodra kochanka z niecierpliwością. Owszem, wkurwił się. Ostro. Niemalże natychmiast, gdy zdał sobie sprawę z zamiarów Gwiazdy. Warknął pod nosem z niezadowoleniem, szarpiąc znowu szyją, niemal wyrywając mu krawat spomiędzy zębów. Uwolnił obie ręce, odsuwając nimi dłonie kochanka mocnym i stanowczym ruchem. Chciał dominacji, to ją dostanie! Rozszerzył mu maksymalnie uda, wsunął dłonie na tyłek i podniósł go trochę do góry, a potem naparł na jego dziurkę, chwilowo jedynie się ocierając. Był tak twardy, że potrzebował jedynie niewielkiej pomocy dłoni, by się w niego wkraść. A panicz Star był tak ciasny, że główka się zatrzymała niedaleko za samym wejściem. Keith aż stęknął z niecierpliwości. Uklęknął, podstawiając swoje nogi pod tyłek partnera, żeby ten znalazł się na odpowiednim poziomie, a potem złapał go za męskość i zaczął ostro po niej posuwać dłonią. Element zaskoczenia był celowy. Dał mu przewagę i możliwość wepchnięcia się w ciągu tych kilku sekund, kiedy brunet się rozluźnił.
Blondyn zamruczał z zadowoleniem, dobijając do końca, a potem złapał go za krawat i pociągnął do przodu. Praktycznie wyrwał mu spomiędzy zębów materiał i połączył ich wargi w namiętnym pocałunku. Tak najlepiej mogli stłumić swoje jęki, które, między Bogiem a prawdą, były stanowczo zbyt głośne. Gdyby ktokolwiek zbliżył się do tych regałów, wiedziałby, co się między nimi dzieje. Host objął zachłannie dłońmi partnera i zaczął jeździć po jego plecach palcami, podwijając bluzę i znacząc go to krótkimi, to długimi pociągnięciami paznokci, jednocześnie wgryzając się w jego wargi i pieprząc usta językiem. Nawet, gdyby w tym momencie stanął przed nimi jego ojciec, nie byłby w stanie się powstrzymać. Potrzebował spełnienia, już, teraz, natychmiast!
Poruszał biodrami nieświadomie, kompletnie nie zdając sobie sprawy z ciężaru, który tkwił na jego kolanach. Potem pewnie nie wstanie, a jeśli nawet, będzie z trudem chodził. Ale to się w tej chwili nie liczyło. Liczył się tylko Vincent. Złapał go za włosy jedną dłonią, mocno dociskając do siebie, a drugą chwycił za jego męskość. Boleśnie. Ale w tym momencie wszystko ich bolało i płonęło. Kompletnie uzależnił się od tego faceta.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Regał z książkami Braille'a   Nie Mar 02, 2014 6:01 pm

Mocniej wbił zęby w jego szyję, gdy tylko poczuł jak ten – najzwyczajniej w świecie – pieprzy go palcami za karę. W odwecie wbił krótko zęby w malinkę, tworząc dodatkowo rankę. Uwielbiał takie szarpaniny; brał z tego sadystyczno-masochistyczną przyjemność i właśnie przez to czuł przewagę nad Keithem. Bo bez większych „ale” potrafił zrobić komuś krzywdę, a z bólu czerpał przyjemność. Mimo swojej zdolności nad panowaniem nad sobą (tylko kiedy chciał - zdolność aktorska), nie potrafił zdusić wszystkich odgłosów, wciąż hojnie obdarowując nimi kochanka. Nie wspominając nic o tym, że miał kiepską kontrolę nad ciałem. Oderwał się szybko od szyi, gdy palce sięgnęły głębiej i odchylił nieznacznie głowę do tyłu. Język przyjął z zadowoleniem, zaraz zaczynając go dopieszczać. Masował z zadowoleniem sutki i wiedział,  że jak jeszcze troszkę popracuje nad blondynkiem, dotyk na pośladkach będzie przyjmował tak samo dobrze.
Ale złośliwość złośliwością. A trzeba przyznać, że Vincent w tym też cholernie dobry, tak samo jak i w trzepaniu, co właśnie zaprezentował na keithowym penisie. Ciało zareagowało na wbite zęby, mocnym szarpnięciem i spowodowaniem bólu na penisie przez zaciskanie palców. Nie mógł się nacieszyć tym drobnym sadyzmem za długo, bo zaraz jego dłonie zostały odepchnięte.
Wiedział, że prowokacja zadziała. Cholera, wiedział to i już tylko posłał mu uśmieszek, gdy rozszerzono mu nogi. Nie czuł żadnego zażenowania, wie, że bardzo podoba się Keithowi i przez tą pewność rozkładał przed nim nogi... w bibliotece. Wygiął się gwałtownie, gdy tylko poczuł coś większego w swojej dziurce. Kurwa, zabolało. Aż zakręciło mu się w głowie, jak ten zaczął mu trzepać, a potem zamroczyło go, gdy ten znalazł się już cały w środku. Nadal nie wiedział, jakim cudem to weszło. Przez swoje krótkie odlecenie, żeby nie powiedzieć omdlenie  jak marionetka poleciał na Keitha pociągnięty przez niego samego. Jego ukochany krawat bezpieczeństwa został zamieniony na język. Mmm, zdecydowanie przyjemniejsze. Zachłannie wpił się w jego wargi, chcąc jak najskuteczniej zająć swój język i gardło, które co rusz wydawało z siebie stłumione odgłosy. Jedynie przez masochistyczne ciągotki ból zmieszał się z rozkoszą. Ale ciało, jak to ciało, zaraz zareagowało na sporą dawkę bólu i już po chwili Vincent miał wilgotne oczy. Krople zaraz w małych ilościach zaczęły spływać po bladych policzkach i nie było żadnego niechlujnego siąkania nosem. W dodatku na jego twarzyczce paradoksalnie zakwitł uśmiech, który zwalał z nóg większość jego fanów. Wygiął się ponownie w łuk, nie mogąc tego powstrzymać. Oddawał mocno pocałunek, z widoczną próbą dominacji. Jeśli naprawdę Keith myślał, że tak szybko osiągnie kontrolę nad tym małym potworkiem, to był w błędzie.
Blada dłoń zaraz zacisnęła się na szyi kochanka, od razu wbijając paznokcie w tętnice – a wycelował tak precyzyjnie, jakby robił to od małego. Zaraz przybrał stabilną pozycję, będąc rozkrokiem na kochanku, przy czym odciążył go. Złapał go drugą ręką za włosy, znowu odchylając mu głowę, ale tym razem całkowicie kontrolował pocałunek, górując nad blondynem. Poruszał się lekko, nieznacznie, jedynie drażniąc jego penisa, co rusz zaciskając się mocno, gdy tylko wpuścił go głębiej. A gdy ten wkręcał się za bardzo w pocałunek, Vincent z rozkoszą go przerywał, jedynie drażniąc jego wargi koniuszkiem języka. Złapał go mocno za ramię, wbijając w nie paznokcie, drugą wciąż trzymając za włosy. Torturował go tym, że powoli poruszał się na jego penisie, mimo tego, że sam był napalony. Wiedział, że jest zajebiście ciasny i właśnie po chamsku to wykorzystywał. Przywarł mocno biodrami do jego brzucha, żeby się ocierać przy każdym ruchu i zakręcił biodrami, szukając swojej prostaty. Aż drgnął gwałtownie, odchylając głowę, na krótką chwilę rozluźniając uścisk – odnalazł ją. W tej chwili już naprawdę nie mógł się powstrzymać – zaczął się mocno na niego nadziewać, wciąż ocierając się swoim członkiem o jego ciało i wciąż pocierając prostatę, prowadząc ich oboje (a przede wszystkim własną osobę) do porządnego orgazmu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Regał z książkami Braille'a   Nie Mar 02, 2014 10:28 pm

Każda oznaka tego, że Vincentowi jest dobrze powodowała, że Keith czuł się jeszcze lepiej. Owszem, on nie potrafił się znęcać nad drugą osobą. Jeśli nawet to robił, to zawsze skupiał się na jej przyjemności, na tym, czy nie przesadza, czy na pewno jej nie zrani. Chociaż, im dłużej przebywał ze swoim chłopakiem, tym bardziej się zmieniał. Ta myśl uderzyła go jak grom z jasnego nieba. Stawał się bardziej... Bardziej starowski. Bezczelny, wygadany, nie wstydzący się pieprznych słów i fantazji, uprawiający seks gdzie popadnie, niczym napalone zwierzę... I cholernie mu z tym było dobrze. Aż zamruczał i uśmiechnął się szerzej. A potem niemalże zakręciło mu się w głowie od uroku Vincenta. Chłopak wyglądał naprawdę oszałamiająco. Tak, tym skrzywieniem ust mógł kupić naprawdę wiele. I pewnie kupił. Między innymi uczucie Keia. Na tyle mocne, że przez chwilę chłopak się nie ruszał, jedynie głaskał go po włosach i przecierał łzy dłonią. Pocałował go miękko... A potem zatonął w jego ostrym, dominującym całusie. Stękał trochę głośniej, niż ustawa przewidywała, gdy poczuł paznokcie wbijające się w jego tętnicę. Zawarczał pod nosem, również łapiąc go za włosy i nie dając się tak łatwo zdominować. O, co to, to nie! Młody paniczyk Star mógł się co najwyżej łudzić, że zapanuje nad Keitem. Nie tym razem.
Dociskał go mocno do swoich ust, a każde muśnięcie językiem karał nadgryzieniem go. Patrzył przy tym prosto w oczy swojego faceta, jasno przekazując mu, że nie jest zadowolony z takiego postawienia sprawy. Lepiej bądź grzeczny, skarbie - zdawał się mówić. Każde poruszenie się i zaciśnięcie na jego męskości było istną torturą. Blondyn już sobie obiecał, że za drugim razem potraktuje w podobny sposób ukochanego. Bo oczywistym było, że na jednym seksie teraz nie poprzestaną. Skoro i tak już bolały go plecy, niby czemu miałby nie załatwić tego porządnie, kilka razy pod rząd? Aż zawarczał na samą myśl, unosząc mocniej biodra i wpychając się w niego boleśnie, uderzając o prostatę. I w końcu Vincent przestał się opierać!
Zignorował wbite w ramię paznokcie i skupił się na poruszaniu biodrami, oraz gwałceniu jego ust swoim językiem. Co było z ich jękami? No cóż... Na pewno nie zniknęły, wręcz przeciwnie, wzrosły na sile. Całe szczęście, że wybrali miejsce bardzo rzadko uczęszczane przez normalnych uczniów. Mogli pozwolić sobie na trochę więcej luzu.
- Więc to tak cię gwałcę? - Zmrużył oczy złośliwie, nie potrafiąc się po prostu powstrzymać przed tym prztykiem. Może i był średnio miły, ale jaki prawdziwy! Vincent zwyczajnie nie potrafił udawać, że jest uległym. Choćby i bardzo chciał, i tak mu to nie wychodziło. Co nie zmieniało faktu, że blondyn i tak zamierzał go całkiem zdominować. Zamruczał cicho, przytrzymując kochanka i kładąc go delikatnie na ziemi, jednocześnie się z niego wysuwając. Przesunął językiem po jego szyi, aż do ust, gryząc lekko podbródek i przymrużył oczy z zadowoleniem. Uniósł przy tym nogi kochanka, przekładając przez nie ręce, dzięki czemu tyłek bruneta wylądował trochę wyżej, niż ustawa przewiduje. I zaraz potem został wypełniony twardym, gorącym członkiem Marshalla, który przez chwilę kręcił nim na wszystkie strony, rozpychając się i drażniąc, by ostatecznie trafić na prostatę i zacząć w nią raz po raz uderzać. Właściwie nie wiedział, jakim cudem jeszcze potrafił zrozumieć, co się z nim dzieje. Silny zapach seksu, spoconych ciał i ich ocieranie się o siebie prowadziło do szaleństwa. Gdy dodało się tą niecierpliwość i pożądanie, na horyzoncie zaczynała majaczyć nimfomania zmieszana z orgazmem.
Zacisnął usta, tłumiąc kolejne, przyjemne dla ucha jęki. Już naprawdę niewiele im brakowało. Każde kolejne pchnięcie, przesuwające kochanka kawałek po ziemi było kolejnym krokiem ku ekstazie. Host przestał nad sobą panować, już i tak za długo to trwało. Miał to być jedynie szybki numerek, początek, obietnica długiej zabawy!
Głowa panicza Star uderzyła o regał wraz z momentem ekstazy. Doszedł oczywiście pierwszy, ale po kilku sekundach dołączył do niego blondyn, zaciskając zęby na swojej koszuli. To było tak cholernie, kurewsko, dobre! Chciało się tylko więcej i więcej. I Keith zamierzał to magiczne "więcej" osiągnąć. Opuścił nogi bruneta i uniósł jego głowę za kark, zlizując z szyi pot, a potem robiąc na niej powoli, niespiesznie, malinkę. Miał chwilową przewagę, bo jego orgazm przyszedł tylko z jednego rodzaju pieszczoty i nic, oprócz męskości, mu nie pulsowało. Swoją drogą, opuszczenie dziurki kochanka wymagało od niego niesamowitej siły woli. Wciąż była bardzo ciasna i niesamowicie gorąca.
Zadrżał delikatnie, gdy znalazł się na zewnątrz. Odetchnął powoli, wolną dłonią łapiąc swoją męskość i przejeżdżając główką po jego rowku. Teraz już się nie spieszył. Obaj byli brudni (głównie Vincent), częściowo rozebrani (głównie Vincent) i z bolącym ciałem (...tutaj można dyskutować). Położył kochanka na powrót na ziemi i objął dłonią jego męskość, przesuwając po niej palcami.
- To co, druga rundka? - mruknął, minimalnie za głośno, poważnie zachrypniętym tonem. A potem uśmiechnął się iście diabelsko, pokazując kiełki. Oj nie, tym razem Vincent nie miał nic do powiedzenia. Musiał go naprawdę porządnie zerżnąć.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Regał z książkami Braille'a   Pon Mar 03, 2014 9:48 am

- Zamknij się. - rozkazał krótko, gdy tylko keithowy język przestał penetrować jego usta, a sam napomniał o gwałcie. Litości, Vincent potrafił wymyślić przynajmniej trzy kłamstewka naraz... co innego z kwestią, czy były one dostatecznie wiarygodne.
I znowu wylądował na ziemi, przez co warknął z niezadowoleniem. Nie wiedział, jakim cudem potrafił być złośliwy przy tym poziomie podniecenia, ale naprawdę, już się zabierał za to, żeby być tutaj aktywem... będąc posuwanym. Poczuł dość nieprzyjemną pustkę w środku, w dodatku czuł się stanowczo naruszony i trochę... rozluźniony. Doprawdy dziwne uczucie i był pewien, że nigdy się do tego nie przyzwyczai. Mruknął coś pod nosem, przesuwając krótko dłonią po swoim nabrzmiałym członku i zastanawiał się, jakim cudem jeszcze nie doszedł. Dopieścił główkę, zaraz trafiając w swoje najczulsze miejsca i mruknął cicho, zadowolony, zsuwając się do nasady. Zdążył krótko liznąć język Keitha własnym, nim ten nie przeniósł się na podbródek. Złośliwości nie były mu dane; wgryzł mocno zęby w swoją dłoń (na pewno ją raniąc) i spiął mięśnie: ponownie został wypełniony, rozciągnięty – chyba – do granic możliwości. Zmrużył mocno oczy, jak tylko poczuł to wiercenie się w nim i lekko unosił biodra za każdym razem, gdy otarto się o jego czulszy punkcik. A potem ten wciąż trafiał na prostatę, powodując u Vincenta kolejne spazmatyczne szarpanie ciała. Nawet nie musiał sobie trzepać, by w końcu dojść do spełnienia, przy czym spiął wszystkie mięśnie, zaciskając się również na Keithu, niemal go tam uziemiając. Niestety, nie było żadnych seksownych ruchów (tylko nogi mocniej się zacisnęły na blondynie), bo podczas orgazmu pieprznął głową o regał i cudem nie dostał książką, która z dość konkretnym hukiem spadła tuż obok jego głowy. Przeżył mini zawał i mimo zmęczenia i ogólnego otumanienia, jak szlachetnie ignorując spermę w tyłku... zdołał się skupić na tym, czy czasem nikt w ich stronę nie idzie... I nie szedł, całe szczęście. W tej chwili Star stwierdził, że przez dwadzieścia cztery godziny będzie wierzył w Boga. Właściwie... póki co i tak nie był w stanie się chociażby poruszyć. Miał wrażenie, że dosłownie wszystko go bolało, a już  z pewnością biodra, tyłek i plecy. Wciąż miał szybki oddech, jedynie mruknął na PONOWNE zasysanie się na skórze (Hm... prowadzą punktem, czy dwoma...?), a potem poczuł pustkę. Złapał Keitha jedną dłonią w karku, całując go krótko w usta. Spiął lekko mięśnie, czując ponownie sunięcie czegoś po rowku i zdołał ostrzegawczo-podejrzliwie łypnąć na bezczela. Cóż, miał w sobie na tyle siły, aby złapać go za dłoń, która już, już macała jego penisa. Zmarszczył brwi. Kolejna rundka? Na samą wieść poczuł przyjemny uścisk w podbrzuszu, ale... Do diabła, to była biblioteka! Zatkał przy okazji jego usta dłonią.
- Kei... To jest biblioteka... Miejsce ciche, publiczne... a ty za głośny jesteś. - wykrzywił usta w złośliwym uśmieszku, chociaż jego siła i tak była nijaka w porównaniu do czasu przed-posuwaniem. Był już odrobinę zmęczony - Poza tym... Nie wiem jakim cudem tak skończyliśmy, jak miałem cię ukarać... - mruknął jeszcze pod nosem, bardziej do siebie niżeli do niego.
Najwidoczniej, brunet przez jedno porządne rżnięcie w miarę wytrzeźwiał, chociaż mógłby jeszcze chwilę się z nim pobawić...
… Moment, paniczu Star, to jest biblioteka! - o, już zdążył skarcić swoje myśli.
Złapał jego twarz w dłoń i odsunął go trochę od siebie, ale gdy tylko chciał się podnieść... zaraz poczuł porządny ból w dolnych partiach ciała i aż syknął cicho, opadając zaskoczony z powrotem na podłogę. Ból JESZCZE był do zniesienia, ale bez drobnej pomocy raczej się nie podźwignie... A na napalonego samca [czyt. Keitha], nie ma raczej co liczyć, więc musiał nabrać siłę. Zajął sobie czas przesuwaniem palcami po zasysanej skórze na szyi, przy czym dotykał tych wszystkich oznaczeń. Już dawno nikt go nie „podpisywał”, ex miał większe skłonności do tego. Wlepił w blondyna całkiem przytomne spojrzenie, chwytając go za szczękę i przyciągając go do siebie, cmokając go krótko, ale mocno w usta. Był pewien, że Keith z pewnością będzie znów się do niego dobierać, a Star nie wyglądał – i zresztą nie był – nader umierający, więc zaraz uśmiechnął się lekko.
- Wspomniałeś coś o pasie... Może skończymy w naszym pokoju? - szepnął kusząco, nader zmysłowo, przy czym oblizał i własne i jego wargi.
Niecny plan? Wyjść z biblioteki, znaleźć się jak najbliżej wyjścia ze szkoły i spierdolić do klubu, czy coś. A potem napaść Keitha w nocy, gdy będzie spał... i odwdzięczyć się.
Nawet nie zauważył, że pobrudził keithową bluzę swoją spermą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Regał z książkami Braille'a   Pon Mar 03, 2014 7:23 pm

Kei spojrzał z intensywnym rozbawieniem na chłopaka. Mimo, że nie mógł się odezwać, wyraźnie całym ciałem przekazywał mu, że chyba już za późno na takie zmartwienia. Skoro raz im się udało, czemu mieliby tego nie kontynuować? On nadal był napalony, a Vincent... Wyraźnie było widać, że też nie miałby nic przeciwko dalszym pieszczotom. Tak naprawdę, tylko dwie rzeczy im utrudniały baraszkowanie: bolące ciała i przebywanie w miejscu publicznym. Ale co tam, bez większego trudu można ominąć takie problemy! Co to jest dla dwójki zdrowych, napalonych młodzieńców?
Blondyn wywrócił oczami na jego argumenty, a potem zmarszczył brwi, słysząc kolejne słowa. A co to niby miało znaczyć? Już, już miał zaprotestować, złapać go i uniemożliwić ucieczkę... Ale nie musiał niczego robić. Za mocno wziął kochanka. No, w końcu coś dobrze zrobił!
Aż się uśmiechnął i ugryzł go w trzymające palce, uwalniając usta. Ząbki błyszczały mu intensywnie, ukazane w maksymalnej, książęcej - i pełnej satysfakcji - mince. Dał się pocałować, ba! nawet zamruczał z zadowolenia. Naprawdę, nic nie mogło mu zepsuć humoru. Nie zamierzał też pozwolić chłopakowi na jakąkolwiek próbę manipulacji. Wysłuchał jego słów, by zaraz skupić się na odsunięciu go (możliwie najdelikatniej) i ponownym rozsunięciu nóg kochanka. Bez większej krępacji zaczął sunąć dłonią po jego męskości, starannie gładząc wystające żyły, kciukiem pocierając główkę. Oblizał się przy tym bezczelnie, obserwując ciało partnera. Gdy ten spróbował się obronić, natychmiast unieruchomił mu dłonie przy głowie. Zamruczał przekornie, spoglądając mu w oczy i wrócił do poruszania ręką. Sam nie potrzebował wiele do ponownego uniesienia się, a widok kuszącego Vincenta, próbującego ponownie powstrzymywać jęki wystarczał w zupełności do wzwodu.
- Nie ma mowy - szepnął, uśmiechając się przekornie. Jeszcze czego, żeby mu zwiał. Musiał spowodować, że paniczyk Star samodzielnie nawet paru metrów nie przejdzie.
Ledwie, gdy to powiedział, dotarły do nich czyjeś kroki. Blondyn znieruchomiał, a potem wyprostował się i pospiesznie naciągnął na siebie spodnie, porzucając na chwilę Vincenta i nie przejmując się faktem, że ten ma na sobie tylko brudny dres. Sam zresztą też nie należał do najczystszych, bo zapinając spodnie poczuł mokrą koszulę. Skrzywił się z niesmakiem. Całe ich ciuchy skończą w praniu, kompletnie obspermione. Obrzydlistwo. Keith, mówiąc szczerze, nie przepadał za takimi wydzielinami. Właściwie dopiero przy Vincencie (lub dużej ilości alkoholu) pozwolił sobie na bardziej nieapetyczne czynności, znane jako rim, tudzież obciąganie. Żeby ktoś MU robił dobrze, to problemów nie widział, ale nie chciał potem być brudny, co to, to nie!
Zaklął pod nosem, rozpinając częściowo koszulę i mieląc ją w dłoniach tak, by plama nie rzucała się w oczy, a potem stanął przy brzegu regału, czekając na przybycie gościa. Prawdę mówiąc, nie wiedział, co powinien z nim zrobić, dlatego naprawdę nieznajomemu się poszczęściło, gdy podjął decyzję skierowania swoich kroków w inną stronę. Kei odczekał jeszcze chwilę, zerknął, a gdy przekonał się, że chłopak jest daleko, obrócił się do kochanka. Tak jak oczekiwał, Vincent próbował zniknąć z pola widzenia świata. Nie przejął się tym specjalnie. Podszedł do niego i uklęknął, złapał go za podbródek i zmusił do namiętnego pocałunku, drugą ręką znowu unieruchamiając jego dłonie. Jeśli Star myślał, że tak łatwo się wymiga, to był w błędzie.
- No kochanie, to na czym stanęliśmy? - Zamruczał, puszczając jego dłonie i łapiąc za krocze.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Regał z książkami Braille'a   Wto Mar 04, 2014 8:41 pm

Sorry za byki, nie sprawdzane, rozumie się, wtorek jest.

Ale się teraz wkurzył. Keith wcale nie ukrywał swojego zadowolenia, widząc stan do jakiego doprowadził swojego UKOCHANEGO. I miałby sprawić, że byłby jeszcze bardziej zadowolony? Gdzie tam. Nawieje mu i to będzie tyle z jego satysfakcjonującej minki. Zamiast odsunięcia się i książęcej uległości dostał tylko dłoń, która ponownie zaczęła pobudzać jego penisa. Z pozytywnym skutkiem zresztą. Wszystkie dźwięki hamował porządnym wgryzieniem w swoją dłoń, chociaż i tak wkrótce było słychać zduszone jęknięcia; penis był coraz wrażliwszy na dotyk, tak samo jak zresztą całe ciało. Wlepiał przy tym bezczelnie spojrzenie w Keitha, jakby miał zamiar rzucić na niego klątwę samym patrzeniem, co zresztą miał w planach zrobić. Ciało jednak było jego największym zdrajcą, co rusz wyginało się, a penis coraz bardziej twardniał, jakby robiąc na złość jego właścicielowi.
Czasem naprawdę bardzo nie lubił swojego libido.
Łapki wystrzeliły, żeby wbić brutalnie pazury w nadgarstek, coby został jego drogocenną rzecz w spokoju, jednak Książę miał całkiem niezły refleks i zaraz ręce zostały pochwycone. Warknął pod nosem, mierząc Keitha wkurzonym spojrzeniem, które niestety nie było nader skuteczne, bo wciąż było widoczne pożądanie i podniecenie. Wgryzł się w swoje wargi, hamując dźwięki. Usta wraz z maltretowaniem nabierały kolorytu.
A potem... A potem niemal szczęka wyleciała mu z nawiasów, a na pewno usta się rozchyliły. No TEGO się nie spodziewał.
Keith ogarnął nader szybko siebie własnego, zostawiając jego, Vincenta Christophera Stara niemal całkowicie nagiego, ze stojącym penisem i wylewającą się spermą z tyłka. Nawet mu nie pomógł, zostawiając go obolałego! A to skurwiel! Wolał poświęcić i upokorzyć samego Bożyszcza, byleby chronić własną dupę!
- Iście Książęce. - wycedził przez zęby, samemu wycofując się w głąb regałów, przy czym nieudolnie próbował unieść w końcu tyłek i wsunąć na siebie chociaż bokserki.
No cóż, średnio wyszło.
Słyszał kroki, oczywiście. Niemal mu serce stanęło, a potem tylko szybciej zaczęło bić w lekkiej panice. Ale i tak najbardziej wkurzyła go Książęca osoba. Żeby tak własną „Księżniczkę” zostawić na pastwę losu... Aż zmielił przekleństwa w ustach. Oczywiście, może Marshall chciał po prostu powstrzymać gościa przed inwazją, ale do diabła, to było i tak nie fair i w ogóle, nie dżentelmeńskie, czy coś! Aż prawie mu opadł, jak w Boga nie wierzył. Na szczęście, prawdopodobnie uczeń skierował się w innym kierunku i zaraz Keith odwrócił się do niego i zaczął pokonywać dzielącą ich odległość. Vincent niemal od razu łypnął na niego spod byka, a potem wbił zęby w jego język niemal jak w średnio upieczone mięso, którego zresztą nigdy by nie zjadł w takim wykonaniu.
- Na niczym. - wycedził, jednak oczywiście, Kei nie posłuchał. Dotknął nabrzmiałego członka i ponownie zaczął robić mu dobrze dłonią.
Niestety, Marshall popełnił błąd – puścił dłonie niezadowolonego Bożyszcza.  
A ten zaraz szarpnął go za włosy, przyciągając do siebie, na swoje zgięte kolana. Najchętniej rąbnąłby jego twarzą o podłogę, a potem ostro wziął, jednak nie mógł tego zrobić – za mocno bolał go tyłek. Jednak napieprzał go dół, a rączki nie, dlatego te zaraz szarpnęły za spodnie Keitha, od razu zsuwając je poza pośladki. Potem złapał go dość mocno w pasie, przyciągając do siebie i tym samym ruchem pozbawił jego tyłeczka bielizny. Zaczął przesuwać szybko lewą dłonią po jego penisie, żeby zarobić trochę na czasie, a palce prawej znalazły się w ustach, porządnie je śliniąc.
- Sukinsyn. - mruknął mu jeszcze w ucho i nie dając szansy na jakąkolwiek reakcję, wbił w niego dwa palce, którymi powoli zaczął się wdzierać we wnętrze kochanka. Wbił mocno paznokcie w jego biodra, przytrzymując go i zaraz Keith został nadziany na dwa calutkie palce, po knykcie. Chciał sprawić mu ból; Vincent był kierowany irytacją, a przy tym najpierw robił, a potem myślał.
Palce zaraz sunęły w dół, a sam mruknął nisko na napierające na niego ścianki. A potem, gdy tylko miał w sobie jedynie opuszki palców, ponownie wsunął je całe, już o wiele mniej delikatnie.
Oczywiście, nie miał zamiaru go tutaj rżnąć - to było wysoce nieeleganckie. Wolał zadać mu ból, a potem sobie pójść, to już miało w sobie o wiele więcej klasy - zdaniem Vincenta.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Regał z książkami Braille'a   Sro Mar 05, 2014 7:19 pm

Vincent oczywiście ocenił swojego faceta błędnie. Keith po prostu wiedział, że nie zdąży doprowadzić do ładu ich oboje i zdecydował się spławić osobę, która naruszała ich spokój w bibliotece. Dzięki temu jego UKOCHANY pozostałby bezpieczny i nieodkryty. I to było jego priorytetem. Ciężko powiedzieć, czy było to książęce zachowanie, czy wręcz przeciwnie. Nie miał czasu na jakieś dogłębne i filozoficzne rozważania. Liczyła się szybkość reakcji.
A gdy sytuacja została zażegnana, wrócił do swojego faceta, uklęknął przy nim i... Został ugryziony. Aż zamrugał oczami z zaskoczenia, nie rozumiejąc w pierwszej chwili powodów, które pchnęły bruneta do tak nieprzyjemnego zachowania. Potem doszedł do wniosku, że to chwilowa złość, więc postarał się o udobruchanie ukochanego... A potem oberwał. Mocno i boleśnie. Stracił równowagę, poleciał prosto na panicza Star i nie zdążył się obronić przed pozbawieniem części ciuchów. Zamachał rękami rozpaczliwie, a potem wydał z siebie cichy, stłumiony przez bluzę krzyk, czując wtargnięcie. Całe jego ciało się spięło, dłonie błyskawicznie znalazły na piersi Vincenta i odepchnęły mocno, uderzając nim o regał. Chwilowa dezorientacja ze strony "kochanka" przez upadające książki została natychmiast wykorzystana. Keith odsunął się, przebierając nogami po podłodze, a potem uniósł, ubierając pospiesznie bokserki i spodnie. Cała sielankowa sytuacja, potajemny seks, wszystko straciło swój urok. Do tego stopnia, że blondyn stracił nad sobą panowanie. Doszczętnie. Tak intensywnie, jak tylko potrafił przy bolesnych kłótniach z ukochanym. Oczy błyszczały mu wściekłością, a dłoń odruchowo uniosła się, zaciskając w pięść, wymierzona prosto w cenną twarz Gwiazdy. I poleciała, zatrzymana w ostatniej chwili przez zrobieniem krzywdy. Keith by sobie nie wybaczył tak otwartego skrzywdzenia Vincenta. Nigdy, nawet w stanie absolutnej złości. Ale nigdy wcześniej nie znalazł się w takim stanie. Brunet bezpardonowo naruszył jego nietykalność. A wiedział, że Marshall jest na tym punkcie bardzo, ale to bardzo uprzedzony. Tak samo zresztą, jak i on był. Co host starał się zawsze wziąć pod uwagę i nie zrobić mu krzywdy. Tak samo, jak dominował nad nim tylko wtedy, gdy dostał zgodę, albo przynajmniej prowokację.
Niestety, najwyraźniej dla Vincenta przyjemność kochanka była rzeczą drugorzędną. Co mocno ubodło Keia. Cofnął się o kilka kroków, próbując odzyskać nad sobą panowanie, które tracił tylko przy brunecie. Nie wiedział, czy powinien się z tego cieszyć, czy przeciwnie, przeklinać swoją słabość do Gwiazdy. Odgarnął włosy z twarzy i poprawił swoją koszulę.
- Skurwiel. - Wycedził wściekle, łapiąc jego spodnie i bokserki. W pierwszym odruchu chciał po prostu obrócić się na pięcie i z nimi odejść, ale jakaś cząstka książęcości właśnie zaczynała dochodzić do głosu. Uklęknął przy chłopaku i zaczął szybkimi, wcale nie delikatnymi ruchami go ubierać, spoglądając cały czas bacznie, czy coś głupiego nie strzeli mu do głowy. Mieli mało czasu, huk na pewno rozległ się po bibliotece i już ktoś zmierzał w ich stronę. Co nie zmieniało faktu, że gdyby Vincent zrobił jakikolwiek, podejrzany ruch, natychmiast by dostał pięścią w zęby. Tak, ten książę, który brzydził się przemocą. Do tego stopnia, że zinterpretował zachowanie Vincenta jako takie, które poważnie zagraża jemu i jego nietykalności cielesnej. Nieważne było w tym momencie, że dzielili wspólnie pokój i tworzyli coś, co można nazwać związkiem. Naruszył go. Czuł się tak, jakby ktoś go zgwałcił. I pragnął zemsty. Tylko ta maleńka cząstka dżentelmena przypominała mu, że przecież się kochali i gwiazdor był już dość mocno poobijany.
Na czyszczenie podłogi po ich zabawach nie było czasu. Po prostu złapał chłopaka za dres, uniósł do góry i przerzucił sobie przez ramię, przechodząc szybko kilka regałów dalej. Zdążył w ostatniej sekundzie, gdyż zaraz przybiegł bibliotekarz. Na szczęście nie był specjalnie wścibski, w milczeniu przyjrzał się szkodom, posprzątał czyste książki, a te brudne zostawił i poszedł wezwać woźnego.
Keith postawił chłopaka w końcu na nogach i odsunął się na bezpieczne dwa metry.
- Nie waż się mnie więcej dotykać. - Warknął, pokazując zęby. Już raz przechodzili taką awersję do dotyku (też ze strony blondyna), więc nie mogło to być wielkim szokiem dla Vincenta. Tak czy inaczej host ewidentnie nie żartował. Oczy wciąż błyszczały mu złością, a dłonie trzymał założone na piersi, stojąc w rozkroku, jakby gotów do walki. Chociaż wątpliwym było jej rozpoczęcie, w końcu czarnowłosy został już nieźle poturbowany tego dnia.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Regał z książkami Braille'a   Sro Mar 05, 2014 8:17 pm

No cóż, tego mniej więcej się spodziewał. Ale nie tak gwałtownie.
Z bardzo męskim sykiem, który momentalnie upodobnił go do kota ciągniętego za ogon, wpadł na regały. Niemal od razu został poturbowany przez kilka książek, które najpierw łupnęły go porządnie w głowę i ramię, a potem z hukiem upadły na ziemię. Od uderzenia w to pierwsze zakręciło mu się w głowie, jednak zachował klasę i przyjął to bez większej reakcji. Cel został osiągnięty, sam nie został zerżnięty ponownie. Owszem, nie miałby nic przeciwko kontynuacji w pokoju, ale najzwyczajniej nie chciał zostać przyłapany w tak zawstydzającej sytuacji. Litości, przecież co byłoby z jego reputacją... A cóż, Vincent nigdy nie bawił się w delikatesy; jak coś zrobi porządnie, to przynajmniej skutecznie, prawda? Nie miał zbyt dużych wyrzutów sumienia, będąc za bardzo zajęty własną osobą. A potem, gdy rozchylił w końcu zaciskające się powieki, ujrzał nadlatującą pięść swojego faceta.
Ponownie je zacisnął i niemal wtopił się w regał, wstrzymując oddech.
Nie lubił takich akcji i to nawet nie dlatego, że był słaby fizycznie i zwyczajnie nie umiałby porządnie mu oddać - po prostu przypominały mu się bardzo przykre sytuacje i osoba, która zresztą w większej części stworzyła jego charakter. Mógł się przyznać, że przez chwilę spanikował, ale tylko chwilę, bo zaraz uchylił powieki, zerkając na swojego faceta. Ten ponownie znalazł się kilka kroków od niego. Nie przejął się zbyt wyzwiskiem, bowiem nie takie rzeczy słyszał i pewnie usłyszy. A potem go ubrano, chociaż bardzo mało delikatnie. Nie skomentował tego jednak, będąc zupełnie biernym. Nijak przyjął to, że zaraz znowu został potraktowany jak worek kartofli, ale gdzieś tam miał nadzieję, że nikt go nie zobaczy. A potem znowu go postawili, przy czym wcale nie był tak idealnie wyprostowany jak zwykle; nieco skrzywiony, wyglądając trochę niezgrabnie. Bolały go biodra, plecy, tyłek i kręciło się mu trochę w głowie i ma teraz gwiazdorzyć? Nie w takim stanie.
Skrzywił się widocznie na słowa kochanka.
- Dobrze, nie będę. - zgodził się podejrzanie ulegle, nawet nie patrząc na Keitha. Był ewidentnie o coś zły, a nie zamierzał nic tłumaczyć Marshallowi.
Wsunął się trochę między regały, aby oprzeć dłoń, która dzielnie znosiła większość ciężaru Vincenta, samemu mając grymas na twarzy. Ewidentnie doskwierał mu ból. Wsunął dłoń we włosy, ot tak, jak to zwykle bywa, gdy coś cię boli, jednak nie wyczuł żadnego guza. Na razie. Wysunął dłoń z kłaków, a potem zerknął na tą swoją bladą dłoń i zmarszczył brwi - krew. Syknął coś pod nosem, po czym wytarł pobrudzone palce o bluzę, zupełnie zapominając, że należała do Keitha. Nie było tej cieczy dużo, ale zapewne każdy normalny poszedłby przynajmniej to opatrzyć, sprawdzić, cokolwiek... Podczas gdy brunet prezentował swoją niedbałość.
Zamarł, zdając sobie sprawę, że ta bluza nie była czarna i wszystko było widać, w dodatku nie była jego... Natychmiast ją z siebie ściągnął, ukazując wszystkie ślady ich zabawy. Trudno powiedzieć, czy szpeciły jego ciało, czy w jakiś sposób były seksowne... Rzucił materiałem w kierunku swojego kochanka i wypełzł z regału, powoli, przytrzymując się tego drewna, miał zamiar wyjść na ludzi. Ominął kujonka, który spojrzał na niego z niesmakiem, ale też trochę zaciekawiony i zaniepokojony. Owszem, negliż negliżem, ale wyglądał, jakby właśnie ktoś go zgwałcił... Albo po prostu lubił się ostro bawić. Wystarczyło jedno starowskie spojrzenie, a okularnik zaraz powrócił do swoich fascynujących spraw. Przynajmniej oficjalnie, bo Gwiazda była pewna, że na nią zerkał, co w tej chwili ją nie obchodziło - litości, umierał.
Szybko zdał sobie sprawę, że nie zajdzie za daleko. Z pewną niechęcią przystanął i odwrócił głowę, zerkając z ukosa na swojego blondyna.
- Zrywasz ze mną? Ale przed odpowiedzią, odprowadź mnie do pokoju. Kręci mi się w głowie. - Do uszu Keitha dotarł mamrot, który zapewne miał być tym sławnym rozkazem, ale jakkolwiek chciałby tego, nie brzmiało to tak. Cóż, słaby głosik umierającego, nie mniej ni więcej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Regał z książkami Braille'a   Sro Mar 05, 2014 9:17 pm

Keith nie był zaskoczony odpowiedzią Vincenta. Przeciwnie, przyjął to jako oczywistą oczywistość. Rzecz jasna, częściowo wynikało to z faktu, że nie życzył sobie dotyku i gdyby Vincent spróbował, spotkałby się z pięścią, jako argumentem. Ale znaczącą przewagą jego spokoju była prosta przyczyna - oczekiwał tego. Tej Vincentowskiej dumy, olania jego osoby, udawania, że nie zrobił nic złego. Dlatego się nie wściekł, ani nie ucieszył. Wlepił spojrzenie w swoje dłonie i kilkakrotnie zacisnął je w pięści, próbując się całkiem uspokoić. Od naprawdę dawna nie wyszedł z siebie, a już szczególnie nie w takim stopniu. Cały czas czuł krążącą w żyłach niespokojnie krew, a na samą myśl, że tyłek boleśnie mu pulsuje, bo zacisnął się na BEZCZELNIE wepchniętych palcach, miał poważną ochotę zrobić krzywdę stojącemu niedaleko brunetowi. Jak się okazało, ta "bezpieczna odległość" chroniła również Vincenta przed Keithem. Czyli jednak był w stanie jeszcze w miarę rozsądnie myśleć.
Odetchnął i uniósł wzrok. W idealnym momencie, by zdążyć złapać swój dres. Obrócił go w dłoniach i spojrzał zaskoczony na bruneta. Odprowadził go wzrokiem, skamieniały przez pierwszą chwilę. Zmarszczył brwi, gdy dostrzegł na białym materiale czerwoną plamę. Szybko się zastanowił, czy istniała racjonalna przyczyna krwawienia Vincenta. Rozdziewiczony nie został, zresztą, musiała powstać całkiem niedawno, bo gdy go ubierał, nic takiego nie zauważył. Może i był zamroczony wściekłością, ale nie aż tak. Nie? Nie? Nie, niemożliwe.
Książęca część jego osobowości ruszyła z kopyta, korzystając z chwilowej dezorientacji. Zmusiła chłopaka do podążenia za gwiazdorem. Właściwie chyba tylko dlatego, że się do niego zbliżył, usłyszał tę wypowiedź, tak niemrawa była. Ponownie nie poczuł się zaskoczony. Zachowanie Vincenta naprawdę w takich przypadkach przestało go zadziwiać. Coś nie szło, nie radzili sobie? Najlepiej zerwać. I byle od razu, żeby zdążył jeszcze wieczorem do klubu, na imprezkę. W takich momentach Keith już nie czuł przygnębienia, a raczej niesmak, że jest brany przez osobę, którą kochał... Tak płytko. Oczywiście, był pewien, że w rzeczywistości panicz Star wziąłby sobie tą stratę do siebie, ale... Nie na czyichś oczach. Duma mu na to nie pozwalała.
- Mógłbyś przestać mówić za mnie i skupić się na tym, czego ty chcesz - mruknął, wykrzywiając mimowolnie wargi. Tym razem nie był to bynajmniej miły uśmiech, raczej zniesmaczona, pogardliwa mina. Obrócił swój dres na drugą stronę, która była względnie czysta, a potem założył ją na chłopaka.
- I mógłbyś się nie negliżować na oczach innych, kiedy jesteś zajęty. To nie scena. - Prychnął, zapinając bluzę i schylając się, łapiąc kochanka pod kolanami. Tym razem wziął go na ręce porządnie, niczym księżniczkę. Dżentelmen-Marshall wygrał pojedynek z wściekłym, zranionym facetem. Co nie zmieniało faktu, że wciąż czuł ból tyłka i niesmak w ustach na samą myśl o tym, jak go potraktowano.
Przeniósł bruneta przez prawie całą szkołę, kompletnie nieprzejęty faktem, że ludzie zwracali na nich uwagę. Jedyne, co można powiedzieć na jego usprawiedliwienie, to że szedł mało uczęszczanymi drogami. Oczywiście, nie kierował się ku apartamentowi bruneta, a ku ich pokoju w akademiku. Było zwyczajnie bliżej i wygodniej.

[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Regał z książkami Braille'a   

Powrót do góry Go down
 
Regał z książkami Braille'a
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Księgarnia Esy i Floresy
» Księga zaklęć
» Sklep z różdżkami Jordana Sandersona
» Książę Endymion...
» Śnieżna Księżniczka

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Lewe skrzydło :: ∎ Biblioteka-
Skocz do: