IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dom Bjarne.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Dom Bjarne.   Nie Mar 27, 2016 9:40 pm

KIEDYŚ TU COŚ BĘDZIE. KIEDYŚ.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   Pon Mar 28, 2016 9:47 pm


To nie był dobry dzień dla Lee Adamy. Nie to, żeby generalnie ostatnie tygodnie w ogóle były jakkolwiek udane, biorąc pod uwagę wyjątkowo niekorzystne dla jego pozycji zlecenie, otrzymane, albo raczej WCIŚNIĘTE bez możliwości odmówienia wykonania, od pewnego wkurzającego, nadętego, nadmiernie pewnego siebie i zdecydowanie zbyt ambitnego gliniarza. Dobre dni skończyły się dla niego wraz z tym, w którym doszło do ich pierwszego, felernego spotkania. Lee utwierdzał się o tym raz za razem. Z każdym smsem i każdym telefonem, jaki od niego otrzymywał. A wszystkie pełne były przecież „słodyczy”! Jak to się obija, jak to się guzdrze, jak to bezczelnie ośmiela się nie ślęczeć nad sprawą 24 godziny na dobę! Mógł czasami pocieszyć się, że gorzej jak współpracować z tego rodzaju psiurem być już nie może. I wiecie co? Niespodzianka, kurwa! Może!
- ... – łapiąc ciężkie oddechy, oparł się o ścianę jednorodzinnego domku, po czym pozwolił ciału powoli się po niej zsunąć, przechodząc tym samym do wygodniejszego i mniej męczącego siadu. Gardło ciągle jeszcze paliło go po niespodziewanie długim maratonie. Przynajmniej mógł mieć pewność, że ewentualny pościg zostawił dawno za sobą. Inaczej nigdy by się tutaj nie przywlekł. Ciągle zresztą nie mógł nazwać pojawienia się pod tym adresem dobrym pomysłem. Niestety, los chciał, że była to jedyna pewna i zarazem bezpieczna w większej mierze opcja.
Jedną ręką mocno przyciskał do boku skórzaną torbę, która pewnie w sporej mierze zdążyła przez ostatnie minuty przesiąknąć krwią. Czuł w nozdrzach jej mataliczny zapach. Nie miał niczego innego, czym mógłby w miarę skutecznie zabezpieczyć i przy okazji tamować ranę wlotową po kuli. Kuli ciągle siedzącej sobie w ciele belfra, skoro już o tym mowa.
Drugą ręką sięgnął po telefon i kilka sekund musiało minąć, zanim faktycznie zdecydował się połączyć z wybranym numerem. Rozmówcy po drugiej stronie nie pozwolił ani na chwilę dojść do głosu. Przekazał zaledwie zlepek krótkich komunikatów: „W drodze do domu kup jakieś dobre fajki, jeśli łaska. Byle nie mentole. Na twoim miejscu bym się pospieszył. Do zobaczenia.”
Telefonów zwrotnych odbierać nie zamierzał. Głupio marnować resztkę sił na tłumaczenie czegokolwiek. Szkoda było śliny. Zresztą... Jak na Psa, Bjarne był całkiem kumaty i Lee szczerze wątpił, aby długo zwlekał z pojawieniem się. Nieważne jakiego chojraka by nie zgrywał, słowo „dom” musiało wzbudzić w nim pewną obawę oraz niepokój. Nie wiedział przecież, że Lee zdołał go wyśledzić. Pewnie sądził, że nie ma na to czasu.
- Heh... – uśmiechnął się krzywo do swoich myśli, leniwie tocząc wzrokiem po ganku. Ogródek wydawał się zaskakująco zadbany... Kto by pomyślał? Chociaż... W sumie zawsze sprawiał wrażenie pedancika. Skoro już o pedantyzmie mowa, on sam musiał zapewne prezentować się obecnie totalnie beznadziejnie. Poszarpane ciuchy, gdzieniegdzie podarte. Krew na ubraniach plus liczne zadrapania to tu to tam. Tyle dobrego, że poza lekko draśniętym policzkiem, twarz jeszcze pozostała cała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   Pon Mar 28, 2016 10:20 pm

Bjarne dzisiejszego dnia miał dyżur w pracy, który wziął za jednego ze swoich kolegów, którzy wyjechali w swoje rodzinne strony. Nie działo się nic specjalnego. Nikt nie chciał zabijać, wysadzać, ani grozić bronią w sklepie monopolowym. Martwa cisza, która została przerwana przez nagły telefon. Wypisywane jak dotąd akta i stare raporty, przeszły w nie pamięć. Słyszał tylko kaszel Lee, a następnie „dom”, który zasugerował mu, że ten musiał dowiedzieć się na jego tematu dużo więcej niż by funkcjonariusz sobie życzył. Przeklął go w myślach, mimo iż po samym głosie i twarzy nie dało wyczytać się krzty emocji.
- Siedź na dupie i nie obrzygaj mi werandy – skomentował krótko. Przetarł twarz dłonią, uderzając pięścią w stos papierów, które niebezpiecznie zakołysały się. Spojrzał na zegarek, wstając z obrotowego krzesła, które z głuchym jękiem pisnęło za nim. Rzucił do portiera, że ma wezwać kogoś na swoje miejsce.
- Załatw to, Roy. Mam sprawę do załatwienia. Nie wrócę już – powiedział na odchodnym i zniknął z komisariatu. Jeśli kiedykolwiek ktoś sądził, że Bjarne Langdalen nie posiada ludzi na swojej liście do pełnej nienawiści, to się mylił. Na sam szczyt wdarł się bezczelny belfer, który dorwał się do jego teczki osobowej i poznał jego adres. Jadąc samochodem uderzył mocno w kierownicę, warcząc.
- Pieprzony nauczyciel. Pieprzony! - syknął, ale wówczas przed oczami mignęła mu pamiętna noc, po której zniknął i wysyłał po sobie „miłe” sms'y odnoszące się do ich współpracy. Jeśli sądził, że tamta noc to najgorsze co go spotkało, to teraz kupa nieszczęścia i sporej dawki jadu siedziała mu na wycieraczce.
Dojechał w przeciągu piętnastu minut. Zaparkował przed domem, spokojnym, jak na obecną sytuację, krokiem przewędrował przez furtkę. Z daleka dojrzał zwiniętego w pół Lee i trzymającego się za bok. Szybkie oględziny podpowiedziały mu, że sprawy wymknęły się spod kontroli i morda belfra przestała się wtapiać w tłum. Rana postrzałowa. Stanął nad nim, patrząc na nauczyciela zimnym wzrokiem.
- Mam nadzieję, że nie masz za sobą ogona – mruknął, podnosząc go stanowczo pod ramię. Otwarł swoje mieszkanie, zamykając za sobą drzwi na zasuwkę. Zaprowadził go do salonu, nie odzywając się ani słowem. Bił od niego spokój i opanowanie, jakby gdyby rana postrzałowa była najnormalniejszą rzeczą pod słońcem. Pchnął go na sofę, zapalając światło. Podszedł do okna, zasłaniając je zasłonami, krzątając się z pomieszczenia do pomieszczenia i zbierając ze sobą jakieś rzeczy. W końcu wrócił do Lee, kleknął przed nim, między jego nogami.
- Nie waż się odzywać – skomentował, wyrzucając na sofę zawartość apteczki. - Pokaż ranę. - Spoglądał na zakrwawiony bok i koszulkę, która już dawno nasiąknęła czerwoną posoką. Bjarne wiedział, że uda mu się jedynie powierzchownie zatamować krwawienie, podejrzewał, że będzie musiał wezwać lekarza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   Wto Mar 29, 2016 12:29 am

Być może naprawdę powinien był spieprzyć przy pierwszej nadarzającej się ku temu okazji? Nie uśmiechało mu się co prawda podwijanie kity pod siebie, jednak z drugiej strony zawsze uważał, że człowiek powinien dobrych parę razy się zastanowić, zanim zdecyduje się zignorować przestrogi wewnętrznego głosiku instynktu samozachowawczego, którego i tak niewiele pozostało ich rasie. Czasami po prostu lepiej schować swoją dumę do kieszeni i brać nogi za pas, dopóki wciąż jeszcze się je ma. Bo i z tym bywa różnie. Główny problem – jak w przypadku Adamy – stanowiło w takich wypadkach pogodzenie się z wizją porzucenia wszystkiego, co już się w danym miejscu oraz momencie życia osiągnęło. Zwłaszcza, kiedy było tego sporo. Gdy miało za sobą kawał dobrej historii. Że o rodzinie nie wspominając...! Bo nieważne jak bardzo na takiego nie wyglądał, jednak w duchu, pan Lee Adama był bardzo rodzinny. Nie tyle przywiązany do matki i ojca, co rodzeństwa, z którym wzajemnie poświęcali sobie za dzieciaka czas, którego tak im brakowało ze strony wiecznie zajętych rodziców.
Mógł być nieraz niezłym gnojem, ale na pewno nie aż takim, żeby ewentualny wstyd oraz zła opinia przestępcy, spadły na ich wspólnie odziedziczone nazwisko. Ten świat nie był sprawiedliwy. Za przewinienie jednego człowieka zazwyczaj musiała odpowiadać cała masa innych osób, nieważne jak bardzo niemająca nic wspólnego z jego poczynaniami.
A zatem owszem, ucieczka bywała świetnym rozwiązaniem! Pod warunkiem, że nic cię nie trzymało w miejscu równie mocno, co do niej nakłaniało.
Koniec końców, zamiast spieprzać z kraju na rzecz oszczędzenia sobie przyjemności bycia dziurawionym przez jakiekolwiek pociski, przyszło mu zaraz po spotkaniu z takowymi uciekać wprost w ramiona wroga! Mało tego! W progi tego właśnie człowieka, przez którego do pechowej strzelaniny w ogóle doszło i przez którego równie dobrze mógł się teraz tutaj pięknie wykrwawić. Co za ironia! Cóż... Może też za bardzo sobie pofolgował, pozwalając na więcej luzu po... Khm... „Incydencie”, do którego między nimi doszło. Nieco skomplikowana i kłopotliwa sprawa, aczkolwiek jak się później okazało – podziałała na jego korzyść. Nawet drobne napomykanie o wydarzeniu z jakże pamiętnej nocy sprawiało, że wiecznie wyszczekany Bjarne przymykał jadaczkę lub przynajmniej ograniczał groźby oraz jojczenie mu nad uchem.
Uważnie nasłuchując jak i obserwując okolice, wreszcie doczekał się upragnionego powrotu właściciela posesji. Tak jak przypuszczał – zjawił się wręcz błyskawicznie. Szkoda tylko, że nie mógł darować sobie tej pieprzonej postawy ważniaka. Że o chłodnej, niemal znudzonej ekspresji wiecznego dupka nie wspominając.
Patrzenie na mnie z góry, musi być dla ciebie miłą odmianą, co? – zwrócił się do blondyna odrobinę złośliwie i prześmiewczo, choć tylko we własnych myślach. Bądź co bądź całkiem rozsądny z niego facet, czyż nie? A podpadanie w podobny sposób komuś, od kogo oczekiwało się jakiejkolwiek przysługi, zdecydowanie do najrozsądniejszych rzeczy nie należało.
- Hmpf – jedynie niemrawo wyprychał niedorzeczność zarzuconą przez Bjarne na dzień dobry, minimalnie ironicznie się przy tym uśmiechając. - Gdyby tak było, wątpię żebyś znalazł mnie tutaj jeszcze żywego. Swoją drogą, mam nadzieję, że nie przeszkodziłem ci za bardzo w obowiązkach~? – wymusił uprzejmy ton, acz zaraz umilkł, musząc mocno zacisnąć usta w ciup, aby przypadkiem nie wydostało się nimi żadne, nawet najcichsze jęknięcie. Nie żeby oczekiwał obchodzenia się z nim jak z jajkiem, ale już miał ochotę nadepnąć temu pajacowi na stopę, gdy napinające się pod przymusowo gwałtowniejszym ruchem skóra oraz mięśnie, przypomniały o iście palącym pod ubraniem problemie.
W milczeniu dał się wprowadzić i dopiero przy pchnięciu jego osłabionego ciała na mebel, wydał z siebie syknięcie dezaprobaty.
- Ja też niezmiernie się cieszę, że cię widzę i że mogę skorzystać z twojej NIEPOJĘTEJ gościnności - wyrzucił z siebie w większości przez zęby, dopiero teraz odsuwając torbę na bok. Palce lepiły mu się od posoki, podobnie jak ciuchy i to nie tylko zresztą od pojedynczej kuli. Dopiero teraz, w pełnym świetle, mógł ocenić ogół odniesionych obrażeń. Jedno głębsze cięcie biegnące przez mostek, drugie przez lewe ramię. Nic zagrażającego życiu, ale na pewno będzie trzeba i temu poświęcić w następnej kolejności uwagę. Reszta to drobiazgi. Miał szczęście, że do walki doszło w niezbyt dobrze oświetlonych magazynach, a później ciemnych alejkach łączących spory kompleks. Był chyba znacznie bardziej przystosowany do poruszania się w podobnych warunkach niż jego przeciwnicy. W innym wypadku trudno powiedzieć, czy w ogóle wyszedłby z tego w jednym kawałku.
Czy to przez lekki szok świeżo po zajściu, czy przez fizyczne i psychiczne wycieńczenie, czy może po prostu komizm całej sytuacji, ponieważ opatrywać (jego, przestępce) miał go naczelny wróg (glina imieniem Bjarne), ledwie powstrzymał się od chęci ochrypłego zaśmiania, gdy nieuprzejmy gospodarz przyklęknął na podłodze między jego nogami. Ile by dał, żeby móc to właściwie skomentować! Tylko nieznacznie drgający lewy kącik ust, zdradzał go tą czy inną drogą.
- Staram się jak rzadko kiedy – oświadczył wyjątkowo jak na siebie szczerze, z wewnętrznym żalem przełykając to wszystko, co jeszcze chciałby tutaj dodać. Zamiast tego, chwycił rąbek koszuli i podciągnął ją maksymalnie. Przyuważył uczucie nieznośnego mrowienia w palcach. - Dasz radę to ze mnie wyciągnąć? – spytał wprost.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   Wto Mar 29, 2016 1:02 pm

Czy dzisiejszy dzień mógł zapowiadać się jeszcze gorzej? Spokojnie, Bjarne. Opanuj emocje. Westchnął ciężko, kiedy wprowadzał prawie ledwo przytomnego Lee, który najwidoczniej nie był zachwycony jego uprzejmością i delikatnością. Wepchnął się z nim do środka, mając nadzieje, że żaden ciekawski sąsiad nie wyglądał w tym momencie przez okno. Już wystarczająco musiał dementować plotki krążące na swój temat. Ile razy jakaś starsza sąsiadka przyszła na zwiad, a potem nachalnie pragnęła zaaranżować randkę ze swoją śliczną wnuczką. O wiele za dużo razy. Za każdym parszywym razem musiał wycofywać się i migać durnymi wymówkami, aby tylko nie spotkać się z jakąś zdesperowaną nimfomanką, która pewne na stałe zalęgłaby się w jego łóżku, mieszkaniu i życiu. W końcu dla każdego zaskoczeniem było, że tak ułożony, dobrze ubrany i przystojny mężczyzna mieszkał sam, bez kobiety. Miał cichą nadzieję, że żaden sąsiad nie powiąże go z tym ewenementem społeczeństwa. Jęknął do własnych myśli, które były na tyle posępne, co naburmuszona mina belfra.
Przelotem na niego spojrzał niechętnie, nie chcąc z nim podejmować żadnego kontaktu wzrokowego. Po ich ostatnim incydencie, nie uśmiechał mu się jakikolwiek kontakt z tym osobnikiem.  Niestety, po pamiętnej nocy mógł zapomnieć o zwykłych swetrach czy koszulach. Uda, łopatki i inne częścią ciała ozdobione przeróżnymi wzorami nie chciały jak na złość zejść zbyt długo, a szyja otoczona wianuszkiem malinek odznaczała się nawet gdyby chciał to zamaskować toną damskich kosmetyków. Dlatego pozostały golfy. Nienawidził golfów, a jeszcze bardziej nienawidził nauczyciela, który mógł być dumny z siebie, gdyż jedna ostała się tuż koło linii szczęki.
- Ty zawsze przeszkadzasz - rzucił mało przyjacielsko. Spojrzał na niego, wiedząc, że w tej kędzierzawej głowie tworzą się rozmaite myśli i sceny. Miał nadzieję, że odznaczy się sporą inteligencją, która zmusi go do powstrzymania się od wszelkich niestosownych komentarzy.
- Postaram się - mruknął, patrząc na odsłaniające się ciało. Ciało, które nie było dla niego już żadną zagadką, ani obiektem ukrytym pod ładnymi ubraniami. Syknął na siebie w myślach, karcąc, że wraca znowu do tamtego wydarzenia. Nienawidził siebie za naglą słabość tamtego dnia. Nie potrafił przełknąć goryczy porażki.  
- Może łaskawie mi powiesz co się stało? - zapytał w końcu, wyciągając z apteczki  grubą pincetę. Widocznie kula nie była na tyle głęboko, aby policjant sam sobie z nią nie poradził. Rozgrzał między dłońmi pincetę i spojrzał mu w oczy. - To będzie boleć. Wolałbym, abyś oszczędził moje włosy - rzucił pod nosem, zatapiając w ranie szczypce. Chwilę mu zajęło zanim uporał się z kulą, sprawiając przy tym Lee niemało bólu. Oczywiście nie umyślnego.
-Teraz ją zszyję. - Otarł pot z czoła przedramieniem, starając się pozbyć z oczu natrętne włosy, które uparcie opadały za każdym razem kiedy ten je poprawiał. Syknął głośno do siebie, ale nie komentował tego faktu. Wyjął z apteczki strzykawkę i jakąś buteleczkę z płynną substancją. - Dam ci znieczulenie. Nie jestem lekarzem, ale mnie pomogło - wyjaśnił krótko, podnosząc na niego wzrok i wyczekując aż ten podsunie mu odsłoniętą rękę. Oparł się bokiem o jego nogę, sam zmęczony nad ślęczeniem nad wyciągnięciem z jego ciała pocisku. Zakrwawione palce i policzek idealnie świadczyło o poświęceniu jakie dla niego dokonywał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   Sro Mar 30, 2016 5:08 pm

To wcale nie tak, że Lee z jakąkolwiek celowością pozostawiał wtedy na ciele policjanta te wszystkie znamiona. Poważnie! Znaczy się... Jasne. Oczywiście mógł to zrobić i z pełną premedytacją, zwłaszcza biorąc pod uwagę jego wredny charakterek. Niemniej... W tym wypadku chodziło po prostu o najzwyczajniejszy w świecie nawyk. Nawet jego ex musiała – jeszcze za czasów ich wspólnego i bardziej szczęśliwego pożycia – pilnować, żeby przypadkiem nie rozbestwił się w trakcie łóżkowych igraszek na dobre. Pół bidy zimą, ale w ciepłe dni problematyka tego tematu rosła na sile.
Wracając do Bjarne... Zoolog sam nie do końca wiedział, jak ani dlaczego do tego wszystkiego w ogóle doszło. Nie był nawet dobrze pijany... W sumie wcale nie był. I w tym cały problem. Wtedy jeszcze byłoby na co zrzucić winę. Mniejsza o mocną głowę i wypracowaną zdolność oceny sytuacji bez względu na ilość procentów we krwi... Zdołałby to jakoś zignorować. Podpiąć na dokładkę pod słabszy dzień i zmęczenie. Cokolwiek. I co? Ano gówno. Prawda... Udało mu się to całkiem przyzwoicie (trochę do końca przyzwoicie...) zacząć wykorzystywać przeciwko gliniarzowi, ale jednak w dalszym ciągu nie mógł pozbyć się niechęci do samego siebie za słabość, czy czymkolwiek to wtedy było. Ten impuls nigdy nie powinien wziąć góry. Ani nad nim, ani nad Bjarne. I obaj doskonale zdawali sobie z tego sprawę.
Co nie znaczy, że nie mógł się pośmiać wręcz do łez, kiedy na drugi dzień okazało się, że jego jakże ulubiony policjant miał wywiad do telewizji! Coś pięknego! Los potrafił być czasami mimo wszystko sprawiedliwy, skoro pozwolił mu zupełnym przypadkiem trafić akurat na odpowiedni kanał. Oczywiście nie dało się tego ot tak puścić mimo uszu, dlatego praktycznie od razu po zakończonym programie, wysłał Langdalenowi uroczego smsa, w którym ośmielił się skomplementować jego golfik. Dobrze było wyszukiwać pozytywów najgorszych sytuacji, czyż nie?
- Oh, ależ zawsze możesz zrezygnować z moich usług, skoro AŻ TAK ci przeszkadzam – obdarował go prowokacyjnym uśmieszkiem, a dodając do tego jeszcze ton jakim to wypowiedział, można by zacząć snuć wątpliwości o który rodzaj domniemanych usług konkretnie ma tutaj na myśli. Acz na tym postanowił tymczasowo poprzestać. Zawsze uważał się za całkiem nieźle odpornego na ból, ale kompletnie nie miał pojęcia czego się spodziewać po wyjmowaniu naboju na żywca. Nigdy dotąd nie zdarzyło mu się oberwać z broni palnej. Raz kula musnęła go przelotem, pozostawiając po sobie zaledwie rysę na ramieniu – tyle miał z tym bogatego doświadczenia.
- Chciałbym móc powiedzieć, że to zaledwie drobny wypadek w pracy... Choć rozumiem, że taka odpowiedź to o wiele za mało, żeby będzie zadowolić twoje wścibstwo - rozsiadł się najwygodniej jak się tylko dało, po czym odetchnął bezgłośnie i przymknął oczy, dociskając potylicę do zagłówka kanapy. - Sprawy zaczęły przybierać dziwny obrót. Ludzie, których zazwyczaj najmowałem do robienia za moje dodatkowe pary oczu i uszu, zaczęli się wycofywać po nowej serii zaginięć w półświatku. Ktoś zaczął się bawić w wyłapywanie „szczurów”. Zabrakło więc nieco chętnych do zarobienia. I chętnych do mówienia... Brak dojść do pewnych wydarzeń to brak dojść do informacji - tłumaczył powoli, przy okazji próbując bardziej rozluźnić mięśnie, acz te natychmiast się spięły, gdy w świeży otwór rany wdarł się niechciany gość z metalu.
Lee zacisnął mocno zęby, wbijając przy okazji palce jednej dłoni w obicie, a drugą maksymalnie zaciskając na materiale przytrzymywanej koszulki . Tak jak przypuszczał, raczej średnio przyjemne uczucie. Żeby nie powiedzieć wprost – kurewsko bolesne!
- Hah... – odetchnął głębiej, próbując skupić się na swoim raporcie. Zawsze coś. - Ty moich nie oszczędzałeś, jeśli pamięć mnie nie myli - ...ale najpierw musiał, no zwyczajnie MUSIAŁ skomentować kwestię rwania włosów z czyjejś głowy w sytuacjach kryzysowych. - Wybrałem się w każdym razie osobiście... W miejsce, w którym miało się odbyć pewne... spotkanie. ...uh, nie sądziłem, że to takie skurwielstwo... – to ostatnie raczej było skierowane do naboju. Teraz gdy mówił, mówił z przerwami. Ciężko było powstrzymywać spazmy mięśni czy głos dezaprobaty. Chyba nawet ze dwa razy wyrwało mu się syknięcie czy jakieś gorsze przekleństwo. - Heh... Nic dziwnego, że to wszystko było tak utajnione. To była... Egzekucja. Później przechodzili do interesów... Potrzebowałem się zbliżyć i zdobyć więcej danych. Nie do końca wyszło... – pot znowu zaczął się z niego lać. Wydawało mu się, że całe ciało trawi ten nieprzyjemny rodzaj chorobliwej gorączki. W duchu westchnął ze sporą ulgą, kiedy zabiegł wreszcie dobiegł końca.
- Wiesz... Nie żebym chciał cię krytykować... Zazwyczaj daje się je przed zabraniem do zabiegu - zerknął na strzykawkę, zastanawiając się, czy Bjarne może celowo nie podał mu znieczulenia przed zabraniem się za grzebanie w otwartym mięsie. Mniejsza zresztą o to. Bez większego utyskiwania podciągnął i rękaw, dziwiąc się, jak męczącym i kłopotliwym stało się to zadaniem. Nie pamiętał, żeby kiedyś czuł podobną wiotkość. - Hm... Kto by pomyślał... Całkiem nieźle ci w czerwieni – zauważył na głos, wpatrując się odrobinę mętnym, ale ciągle świadomym spojrzeniem w policjanta. Już teraz wycieńczenie dawało o sobie znać, więc aż strasz pomyśleć, co będzie po dodatkowym naćpaniu go znieczulaczami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   Czw Mar 31, 2016 3:10 pm

Bjarne tak czy owak podejrzewał, że pozostawione na jego ciele znaki są wyrazem wrednego charakteru ust właściciela, które mu to zrobiły. Na samą myśl pieklił się niemiłosiernie, zwłaszcza wracając do wspomnień tamtych wydarzeń.
Przyszedł jak zwykle do pracy zbyt punktualnie, wręcz przed czasem, kiedy naczelnik wezwał go do siebie i poprosił, aby zaprezentował dziennikarzom swoją doskonałą umiejętność dyplomacji jaką zdobył w Norwegii. No co mógł zrobić.  Stał przed niesłychanie ważną decyzją i szansą pokazania się jak z najlepszej strony, jednak został zmuszony do prezentowania się w paskudnych golfach. Oczywiście, nie wyglądał w nich tak źle jak podświadomie starał sobie to wmówić, lecz sam fakt noszenia ich i myśl o sprawcy, napawała go złością. Domyślał się, że ten cholerny zoolog widząc wiadomości pękał z dumy, że poniżył go jeszcze bardziej niż tamtej nocy. Jak ktoś taki mógł go posiąść. Nie mieściło mu się w głowie.
- Tak jak ty nie oszczędziłeś mojej szyi
Cała radość z tamtego dnia momentalnie z niego uleciała kiedy przywoływał obraz zadowolonej miny nauczyciela. Nienawidził tego gościa. Nie wierzył, że był tak głupim, aby wciągnąć tego parszywego belfra w tak ważną sprawę. W kwestię jego życia. Na szczęście, Lee nie miał o niczym zielonego pojęcia. Sądził, że Bjarne prowadzi jakieś swoje durne śledztwo, ale nie miał świadomości, jak bardzo ta sprawa jest poważna. W sumie, już miał. Leżał na sofie jednego z  mniej przez siebie lubianych policjantów i spowiadał się, recytując piękny raport. Nie spodobał się on kompletnie Bjarnemu. Komisarz nie skomentował wcześniejszych przytyków gościa, wręcz z kamienna miną spłynęły po nim jak po kaczce.
- Rozumiem - potaknął spokojnie przerywając panującą między nimi ciszę, wzrok mając nadal utkwiony w ranie.
- Wszystkie wtyki się wycofują.  - Spojrzał przelotnie na Lee.  - Masz mnie za kretyna? Wiem, że daje się przed zabiegiem - powiedział całkowicie spokojnie, potwierdzając wcześniejsze przypuszczenia Adamy odnośnie jego celowości. W końcu nabił środki przeciwbólowe, a następnie przyjrzał się żyle mężczyzny. Nigdy nie robił komuś zastrzyku. Sam, po ostatniej akcji, kiedy go postrzelono, ledwo zdołał sobie zaaplikować środek.  Ręce mu się trzęsły, a w oczach się dwoi i troiło. Cudem trafił w żyłę doprowadzając cudowne ukojenie w obieg.
- Egzekucja? Nie wiesz kogo tam zabili? Co się stało ze zwłokami? Nic nie widziałeś? Od razu zaczęli strzelać do ciebie jak do kaczki? - zapytał, a w jego głosie nie było ani krzty ironii. Najwidoczniej włączył mu się tryb - policjant, zachowując się tak jak każdy normalny funkcjonariusz. Bjarne kochał swoją pracę, była sensem jego życia, dlatego trudno było mu się dziwić, kiedy włączały się stare, wyuczone i sprawdzone nawyki.
Trafił w żyłę za pierwszym razem, pomasował nawet palcami miejsce wkucia i z trudem ukrył zdziwienie na twarzy, które nadeszło parę chwil później.  Znieczulenie najwidoczniej zaczęło działać, gdyż Lee będąc nadal całkiem świadom bełkotał wyraźnie całkiem sensowne rzeczy.  Norweg miał nadzieję, że nauczyciel jest na tyle w amoku, aby nie dostrzec skrępowania i lekkiego zawstydzenia.
- Głupoty gadasz - skomentował krotko, szorstko. - Połóż się, musisz się przespać. Odpocząć. Zajmę się resztą twoich ran - powiedział na jednym wydechu, pomagając Adamie opaść na sofę. Nie będzie go szarpać do pokoju gościnnego kiedy ten stał ledwo na wiotkich nogach. Podwinął mu koszulkę do góry, ręcznikiem oczyszczając płytkie nacięcia z brudu i krwi. Czas tykał, jego czas uciekał. Kwestią czasu było zanim do niego zaczną strzelać. Musiał szybko zgromadzić dowody przeciwko tej pieprzonej szajce, wpakować ich za kratki, bo inaczej jego głowa zostanie wysłana matce do Norwegii jako pamiątka po jedynym synu.[/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   Czw Mar 31, 2016 7:57 pm

Gdyby nie ogólne zmęczenie, w tym właśnie momencie zdążyłby się zdziwić i kto wie, być może nawet jakoś by to okazał. Dotychczas, bądź co bądź Bjarne raczej robił wszystko, byle tylko unikać choćby drobnego nawiązania do tego, zdawać by się mogło - zakazanego dla niego tematu. A tu proszę! Sam o niego zahaczył i jeszcze się odgryzł! Taka niespodzianka, że gdyby nie oczywiste ograniczenia, wyciągnąłby swój ulubiony notes, ołówek i oficjalnie to sobie zapisał, na głos komentując, że ten dzień wyląduje u niego w kalendarzu, żeby móc go co roku świętować należycie. Tymczasem jedynie parsknął pod nosem w skutek rozbawienia.
- Oglądanie cię później zasuwającego w golfach pod samą brodę przed mediami,było tego warte.
Rozluźniając ponownie mięśnie oraz palce dłoni, przekręcił głowę tak, aby mieć w miarę dobry widok na to, co działo się z ranionym bokiem. Niby takie maleństwo, a krwi ćkało się tyle, co chyba z żadnej rany jaką kiedykolwiek odniósł. O ile pamięć go nie myliła. Zazwyczaj w końcu pilnował, żeby pozostać w cieniu. Nie mieszać się w rzeczy, które mogły powodować zagrożenie większe niż było to opłacalne. To mu zazwyczaj w zupełności wystarczyło. Ale nie! Pojawił się pewien upierdliwy glina, wmieszał go w coś, w co Lee nigdy by się nie wmieszał z własnej woli i doprowadzał do tego, że powoli zacznie jeszcze żałować, że nie dał się zwyczajnie wpakować za kratki. Przy dobrym adwokacie – a do takich miał przecież w tym kraju najlepszy dostęp ze względu na znajomości oraz rodzinę – może nie dostałby nawet tak wielkiego wyroku. Przynajmniej miałby stuprocentową pewność, że ani dożywotnim kaleką, ani trupem w najbliższym czasie nie zostanie. No cóż. Mówią, że nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, zatem płakać nie będzie. Co najwyżej popluje sobie w brodę, poprzeklina i postara się więcej nie wystawiać na odstrzał... W miarę możliwości rzecz jasna. Z tym, że nagłe braki w ludziach odpowiednio poinformowanych, były najgorszą spośród komplikacji do nieprzewidzenia. Komplikacją bardzo specyficzną, swoją drogą... Niecodzienną.
- Powiedz no, Bjarne... - rzadko zwracał się do mężczyzny bezpośrednio po imieniu. - W jakie dokładnie gówno mnie uwikłałeś? Widziałem wiele rzeczy w wielu miejscach w tym mieście, a o jeszcze większej ich ilości słyszałem lub wiedziałem. Z tą różnicą, że nieważne jak wielki, groźny i podejrzany syf by to nie był, nigdy jeszcze nie zdarzyło się, żeby nawet te najbardziej pazerne łachudry zaczynały zaszywać się w ciasnych norach. Przecieki w tych kręgach to... trudna rzecz do wychwycenia. Dlatego są tyle warte... Dlatego ZAWSZE znajdzie się jakiś chętny zamieszany, żeby zaryzykować dla tych pieniędzy życiem. A jeśli nie, potrzeba czasem wyskoczyć do odpowiedniego baru i postawić parę droższych drinków. Tymczasem w tej sprawie wszystko wydaje się równie tajne i zaszyfrowane jak w jakimś pieprzonym systemie FBI – pod koniec wywodu wyraźnie zabrzmiała nuta rozdrażnienia. Być może wręcz pewnej frustracji. Bo szedłby o zakład, że i do włamania się do systemów FBI znalazłby dostatecznie zdolnego i kompetentnego chętnego.
- Jak miło z twojej strony, że wyprowadziłeś mnie z błędu – dowiadując się, że rzeczywiście się nie mylił co do intencji policjanta, pozwolił sobie na bardziej otwarty sarkazm. Szkoda, że brzmiał tak ochryple i idiotycznie słabo. Oby jak najszybciej udało mu się po tym wstać na nogi. Miał jeszcze swoje bardziej przyzwoite i normalne życie, które lubił regularnie odwiedzać. Zwłaszcza w tej legalniejszej pracy. - Teraz już tylko za niesamowicie niewdzięcznego buraka, ale to nic nowego.
Strzykawka. Strzykawka... Jako dzieciak potwornie się ich bał. Każde szczepienie, pobieranie krwi czy zwykły zastrzyk powodowały u niego niemałą histerię. Przypominał sobie o tym za każdym razem, kiedy je widział. Gdzieś chyba jeszcze w rodzinnym domu było nagranie VHS, na którym starszy brat gonił go z jedną. Licho wie skąd ją wtedy podprowadził. Może wygrzebał z mini-apteki ich babci? Lubiła sobie kompletować różnego rodzaju medykamenty. Takie dziwne zboczenie, którego nabawiła się ponoć niedługo po tym, jak rodzinna sieć aptek zaczęła przynosić prawdziwe zyski. Później, gdzieś na przełomie szkoły średniej ich siostra poważnie się rozchorowała i Lee przyzwyczaił się do widoku oraz obsługi igieł. Bo starszy braciszek okazał się większym mięczakiem, kiedy faktycznie trzeba było ukłuć kogoś na poważnie. Zabawna sprawa. Od razu się po tym wyleczył z tej przykrej fobii, podczas gdy tamten na odwrót – nabawił się jej dla odmiany. Tylko dlatego, pomimo stanu takiego a nie innego, przyuważył niespotykaną niepewność w ruchach Norwega. Odrobinę... Fascynujące.
- Rozumiem, że rzadko robisz tego typu rzeczy – wyjątkowo nie nabijał się ani nie brzmiał złośliwie. Stwierdził. Tyle dobrego, że tamten chociaż trafił gdzie trafić powinien. Minimalnie zapiekło. Nic nadzwyczajnego. ...Dlaczego bał się takiej pierdoły? Niedorzeczność.
Odetchnąwszy raz kolejnym, niedbałym i raczej dość niemrawym ruchem ręki wskazał wreszcie porzuconą z boku torbę, która jakiś czas temu służyła mu za idealne narzędzie tamujące, a teraz, utytłana posoką, leżała sobie smętna i niewinna.
- Nagrałem ile się dało... – mruknął, wracając w myślach do nieprzyjemnego wspomnienia, mającego miejsce zaledwie półtorej czy tam dwie godziny wstecz. Patrzył jak umierało dwóch ludzi. Mężczyźni. Jeden z nich nie mógł mieć więcej lat niż on sam. Trudno było to porównać ze zwykłym thrillerem oglądanym przed ekranem telewizora. Sama śmierć nie była dla niego aż tak szokująca, co metoda jej wykonania. Młody miał szczęście. Jeden z wyznaczonych do brudnej roboty katów, uderzył kijem za mocno w skroń. Tego drugiego męczyli prawie czterdzieści minut, zanim spuścili na niego psy, które dokończyły robotę. Adama nie był pewien, czy nazwa „egzekucja” aby na pewno do tego pasowała. Bardziej jak mini igrzyska przysparzania bólu. Tortury z bogatą widownią, która zaopatrzyła się nawet w krzesła i drogi alkohol.
- Myślę... Że wiem kim była jedna z ofiar... Prawdopodobnie - nie miał możliwości podejść zbyt blisko całego przedstawienia. Musiał przybyć na miejsce, wślizgnąć się i ukryć się odpowiedni, zanim całe grono zdążyło się zebrać. Właściwie cała akcja kosztowała go ponad 24 godziny spędzone w tych pieprzonych magazynach. Wejście niestety jedno, a wydostanie się drugie. Właściwie gdyby nie te czterołape bestie, prawdopodobnie zdołałoby się obejść bez uszczerbku na zdrowiu.
- Nie słyszałem, żeby dyskutowali o pozbyciu się zwłok, ale zaręczam ci, że po tym co zobaczyłem i usłyszałem później, z ciał nie zostaną nawet strzępy nadające się do analizy – znał metody takich typków. Rzucenie ciała świniom albo potraktowanie odpowiednimi chemikaliami potrafiło załatwić sprawę na dobre. Po takich incydentach nie znajduje się już śladu po człowieku. Ponieważ mordercy tego kalibru to profesjonaliści. Lee cieszył się tylko, że na wszelki wypadek zabezpieczył się w kominiarkę. Nie chciał myśleć, co spotkałoby go po wyśledzeniu przez tych ludzi. Co spotkałoby jego rodzinę...
- Gdyby nie psy, nie byłoby tak źle... Zdążyłem wynieść się poza ogrodzony teren, zanim i one dobrały mi się na żywca do skóry – jaka szkoda, że ochroniarze byli jeszcze bardziej uporczywi niż te zwierzęta. Trzeba było załatwić sobie granaty dymne albo z jakimś gazem... Ale do cholery, toć on nie był pierdolonym komandosem! Nie zakładał tak pojebanego obrotu sytuacji! Ah... Jak miło, że był zbyt wypruty, żeby się wściekać i stresować na nowo.
Znieczuleniu naturalnie również należą się tutaj oklaski. Trochę kręciło mu się w głowie, ale i zrobiło przyćpanie błogo, więc chrzanić szczegóły.
- Niestety jak zwykle tylko z wyglądu Pan Glina prawie że uroczy... - mruknął z nuta dezaprobaty, nie protestując i kładąc się całkiem grzecznie jak na siebie. Oh. Robiło mu się znowu jakoś wesoło. - Gdybyś dodał do tego odrobinę szczerej wdzięczności, niczego by ci nie odjęło... – przetarł dłonią mokre czoło i podłożył drugą rękę pod głowę. Zaśnie jeśli zechce mu się spać. Teoretycznie powinien paść, ale w praktyce wrażenia trochę rozregulowały mu organizm.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   Sob Kwi 02, 2016 10:32 am

Nie było mu w smak jakiekolwiek wspominanie na temat nieszczęsnej nocy, jednak nie pozwolił sobie, aby jakiś zwykły nauczyciel samoobrony deptał jego godność w jego własnym domu! Spojrzał na mężczyznę ostrzegawczo, zachowują pozór i resztki swojej kamiennej maski. Lee doskonale poznał tę część osobowości Bjarne, który nienawidził kiedy coś wymykało mu się spod kontroli. Zawsze opanowany oraz pewny siebie, nie okazywał cienia lęku czy zwątpienia. Jednak tamtego dnia zdecydowanie w oczach policjanta, mógł ujrzeć cień niepewności i strachu kiedy uświadomił sobie, że na wycofanie się z zaistniałej sytuacji jest zdecydowanie za późno. Niestety. Langdalen żałował chwili słabości chyba bardziej niż belfer, który zyskał kartę przetargową.
- Media to tylko marionetki. Nie ciesz się tak. W końcu wystąpiłem tam - powiedział triumfalnie, jednak doskonale zdawał sobie sprawę, że wcale nie chodziło o jego występ, a o sam fakt upierdliwego golfu, który miał skutecznie zamaskować ich igraszki. Ależ się zdenerwował na samą myśl!
Spojrzał na Lee spokojnie, starając się dojrzeć w jego oczach strachu, ale nic tam nie znalazł. Zastanawiał się czy nie powinien odkryć swoich kart przed mężczyzną, który prawie zginął przez jego nadgorliwość. Norweg nie był kretynem, ani typem bez serca. Nigdy nie naraził żadnego cywila na niebezpieczeństwo z własnej winy. Aż do teraz. Pora, aby nauczyciel się w końcu wycofał, a na scenę weszła osoba najbardziej zainteresowana całą sytuacją.
- Na tyle często na ile potrzeba - skomentował krótko. Faktycznie nie robił nigdy zastrzyków. Nie był żadnym ćpunem ani lekarzem, aby opanować tę sztukę do perfekcji. Jedynie w Norwegii dostał kulkę w ramię, jednak na szczęście kula nie utknęła w jego ciele na tyle głęboko, abym sam nie mógł jej sobie wyjąć. Ręce trzęsły mu się niesamowicie, a adrenalina krążąca wówczas w jego ciele wcale nie pomagała mu się uspokoić. Wtedy rozpracowywał gang, który zajmował się przemytem narkotyków. Obecnie - nielegalną bronią, którą importowano z Norwegii do Anglii.
- Psy - rzucił do siebie, trochę się nad tym zastanawiając. - Doberman i rottweiler? - zapytał podnosząc na niego wzrok. Całe szczęście, że ten lekkomyślny belfer założył kominiarkę i zdążył umknąć bez krwiożerczymi bestiami szkolonymi do zabijania. Domyślał się, że nie odnajdą zwłok, ani żadnych śladów mogących wskazywać, że znajdywały się w tym miejscu. Przeklął w myślach, czując jak znowu facet wymyka mu się z rąk. Mocniej przycisnął ręcznik do rany, robiąc to nieświadomie, zły na własne myśli. Dopiero ciche syknięcie Adamy wyrwało go z zamyśleń i z lekkim zdumieniem spojrzał na przecięcie.
- Naprawdę chcesz to wiedzieć, Lee? - zapytał, samemu używając jego imienia. Faktycznie nigdy nie zwracali się do siebie tak bezpośrednio. Częściej Bjarne wykorzystywał fakt ogryzienia się na nim przez dodatkowe podkreślenie imieniem.
- Nie domyślasz się o co może chodzić? Nie stało się to dla ciebie jeszcze jasne? - padło kolejne pytanie. Nie ironizował, nie mówił z wyższością ani z cieniem kpiny.
Zrobił długą przerwę w swojej wypowiedzi. Lee mógł przypuszczać, że chciał nadać dramatyzmu tej chwili, ale prawdą było, że starał się dobrać najlepiej słowa.
- Kiedy wszystkie oczy i usta zamykają się? Masz rację. Zawsze znajdzie się jakaś łachudra, która chętnie sprzeda informacje. Zawsze ktoś się wykruszy, złamie. Nie siedzę w tym środowisku tak dobrze jak ty, ale znam je na tyle dobrze, aby wiedzieć, że wszyscy informatorzy umywają ręce od jakiejkolwiek współpracy jedynie wtedy kiedy w grę wchodzi wyrok śmierci, egzekucji...na policjanta - dodał po chwili, patrząc na twarz Adamy, chcąc z niej wyczytać wszystkie emocje. Kurtyna opadła, karty zostały wyłożone na stół.
- Oni chcą mnie zabić - powiedział, przecierając kolejną ranę i wsmarowując w nią jakąś maść chłodzącą. - Zajmuję się pewną sprawą, niezwykle śliską i niebezpieczną. Chcą się mnie pozbyć, bo jestem coraz bliżej. Wiem kto jest odpowiedzialny za to wszystko, a jedynie czego potrzebuje to dowodów. Moje teorie zostaną odrzucone, bo osoba zajmującą się tym całym burdelem siedzi na wysokim stołku. Na zbyt wysokim, abym mógł rzucać oszczerstwami na prawo i lewo - sprostował - Zadowolony jesteś z informacji? Uspokoiło to twoją umęczoną duszę może wręcz przeciwnie? - zapytał, szykując igłę.
- Będzie bolało - rzucił szorstko. Wbił igłę w jego skórę i zaczął zszywać jego bok. - I nie jestem uroczy. Skończ chrzanić głupoty, nie mam na nie nastroju. Naćpałeś się - chrząknął zirytowany, skupiając się na swojej pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   Wto Kwi 05, 2016 7:47 pm

- Naturalnie – zgodził się jedynie, nie czując potrzeby aby bardziej to drążyć. Zwłaszcza skoro obaj dostatecznie dobrze wiedzieli do czego piał. Nie było co się bardziej rozwodzić. Lee jeszcze długo będzie wspominał moment, w którym prawie pokładał się ze śmiechu przed telewizorem. W tamtej chwili przez dobre kilkanaście minut udało mu się zapomnieć o ogólnym niesmaku jaki czuł względem siebie po spędzeniu z Bjarne nocy. Kwestia zasad została naruszona tą czy inną drogą.
- Czyli niezbyt – ocenił z pewnym zamyśleniem. Wydało mu się to z jednej strony dziwne, ale z drugiej oznaczało, że mężczyzna najwyraźniej nigdy nie był typem lubującym się w dzieleniu pracy między siebie a innego partnera albo miał po prostu na tyle dużo szczęścia, by nie musieć opatrywać żadnego kolegi. Nie… Patrząc po tym jak bardzo pchał się do najbardziej niebezpiecznych nor – zwyczajnie nie opcjonował za pracą w zespole. W każdym razie raczej nie w terenie, podążając tą drogą dedukcji. I zdaje się, że też nie obrywał kulkami zbyt często, ale to – jak na złość – jakoś nie mogło go zdziwić.
- Doberman. Rottweiler… I Amerykański pit bulterier – odparł, przypominając sobie pyski bestii rzucających się na jednego ze „skazanych”. Potrafił je sklasyfikować nawet ze znaczniejszej odległości. W końcu nie bez odpowiedniej wiedzy został zoologiem. Wbrew wszelkim pozorom, nie tylko gady mu w głowie. Podczas własnej natomiast ucieczki, z oczywistych względów nie miał czasu na przyglądanie się pieseczkom. Kochał zwierzęta, serio. Ale prędzej zaryzykowałby wciśnięcie ręki do terrarium z kobrą królewską niż spróbował pogłaskać którąkolwiek z tamtych bestii. To byli szkoleni mordercy na czterech łapach, których nie sposób opanować, jeśli nie było się ich własnym trenerem lub też właścicielem. Inna sprawa… Może i lekkie otumanienie powoli rozchodziło się po ciele wraz ze znieczuleniem (…czy to aby na pewno było zwykłe znieczulenie?), ale ciągle kojarzył i potrafił myśleć na tyle czysto i rozsądnie, że od razu zorientował się, że Bjarne za szybko odgadł podobne szczegóły. Co znaczyło… Że wiedział o nich prawdopodobnie dużo wcześniej. Tak w każdym razie belfer gotów był zaryzykować po pewności z jaką zadał to pytanie. Bez cienia zawahania. I już otwierał usta aby na głos zwrócić na to uwagę, kiedy tamten mocniej docisnął materiał ręcznika do jednej z ran. Syknął od razu z dezaprobatą, powstrzymując od większego krzywienia się.
- Bądź łaskaw nie wyżywać się na mnie, jeśli łaska – ofukał go, spinając nieco ramiona. Oh… Zaraz… Co on właśnie powiedział? – Huh…? – wyrwało mu się nieprzemyślanie. Świat odrobinę mu zamajaczył, a w tym twarz Norwega w którą zaczął uważniej się wpatrywać. Szybko przetarł więc oczy wierzchem dłoni. – Nie rób ze mnie upośledzonego… Nie mam w nawyku zadawać pytań z dupy… – odciągnął dłoń od twarzy. Było lepiej. Za to ręka była mokra. Nie tylko lepka od własnej krwi, która praktycznie zdążyła na niej zaschnąć. Po prostu mokra od potu, który okazał się nieźle zalegać mu prawie niewidocznie na twarzy. Acz nadal tam był. W sumie nie dziwota. Bardziej podejrzany byłby jego brak. Tak czy inaczej… Czy mu się wydawało, czy Bjarne nie próbował robić uników przed jego pytaniem…? To mogło znaczyć tylko jedno…
Obaj mieli przestane.
- – odbiegł wzrokiem w bok tylko po to, żeby zaraz ponownie wrócić nim do zajmującego się jego ranami mężczyzny. – Od jakiegoś czasu składam to w całość. I mam kilka teorii… Nie należy jednak do mojego zwyczaju zakładać czegokolwiek bez ostatecznego potwierdzenia – oznajmił i choć mógł tego nie planować, przemówiła przez niego duma handlarza informacjami. Nie bez powodu uważany był za dobrego w swoim fachu. Podobnie jak klęczący przy nim policjant, potrzebował dobrych dowodów zanim zdecydował się uznać coś za konkretny fakt. Za rzecz pewną i niezbitą lub przynajmniej na tyle prawdopodobną, żeby móc zaryzykować sprzedażą. W innym wypadku długo by się nie utrzymał w świecie za czarnymi kulisami.
A gdy jego wątpliwości w końcu zostały rozwiane… Przez nikogo innego jak właśnie Bjarne…
- Heh… – zaśmiał się krótko i jakby nerwowo. Przez sekundę, może dwie, w jego oczach dało się dostrzec niespokojną mieszankę uczuć. Czuł ulgę, ale też i niepokój. Miał ochotę kląć i się śmiać. Idiotyczne, czyż nie? Niepewność. Obawa. …Ekscytacja?
- Szczerze…? – uśmiechnął się gorzko, zażenowany tą kłopotliwą nawałnicą emocji. – Nie mam pojęcia… – po prostu. – Ale przynajmniej już rozumiem, dlaczego uciekając przed tamtymi gośćmi, cały czas odnosiłem wrażenie, jakby jeden nieodpowiedni ruch miał przekreślić wszystko.
To nie były zwykłe oprychy. Jakieś to teraz oczywiste. Nigdy niemniej nie spotkał się z nikim podobnym… W każdym razie nie w równie ekstremalnych okolicznościach. Czasami zdarzyło mu się uciekać, być ściganym, wdawać się w bójki z prostaczkami widzącymi się jako niezłe prychy. I jasne, każdy z nich takim zapewne był. Ale ci „zabijacy” to w głównej mierze straszaki z ewentualnym zleceniem na pobicie. Przy czym Adama niezwykle rzadko obrywał. Posiadał umiejętności, a nie tylko czystą siłę. To nie był problem położyć na glebę koksa, jeśli było się tylko sprytniejszym, zwinniejszym i znało się chwyty. Ale ci, którzy go dzisiaj gonili… To był zupełnie inny poziom. To były osoby, które nie zawahałyby się go zabić. Z tym, ze wtedy adrenalina nie pozwalała mu czuć strachu zezwalającego na pomyłki. Nie miał czasu myśleć. Przede wszystkim musiał działać. Szybko i zdecydowanie. I teraz rozumiał dlaczego tak mocno trzymał się instynktownie tych prostych rzeczy. Ponieważ faktycznie wystarczył jeden niewłaściwy ruch. Jeden. Zabito by go bez pytania o powód znalezienia się w tamtym miejscu. Kula nie miała ranić. Miała skutecznie uśmiercić. Uciszyć.
- W moich stronach starzy ludzie lubili powtarzać nam, wtedy smarkaczom, jedno i to samo powiedzonko… Teraz chętnie skierowałbym je do ciebie. „Nadgorliwe dzieciaki umierają młodo” - zaśmiał się bez konkretnego wyrazu w tym odzewie. I poczuł przy okazji ukłucie. Acz nie zareagował na nie jakoś wielce negatywnie. Poruszył się jeno ostrożnie i znowu zamarł. Ah. Powoli czuł się jak na haju… Serio, co to był niby za przeciwból? – …Teraz chyba i tak nie ma już odwrotu, co? – wypuścił powietrze z ust z cichym świstem. – Jeśli już, to ty byłeś jedynym, który mnie naćpał… Co to za specyfik… co?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   Sro Kwi 06, 2016 9:54 pm

Wszystko w głowie Bjarne zaczęło się układać i składać do kupy. Najbardziej charakterystycznym i najważniejszym elementem były psy. Dokładnie ostatnia rasa, jaką wymienił Lee potwierdziła wszelkie jego przypuszczenia. Nie mógł za wiele ujawnić Adamie, gdyż wiedział, że mężczyzna nie miałby w tej całej sprawie odwrotu, a Bjarne zamierzał go odciąć. Nie mógł pozwolić, aby niewinna osoba była zaplątana w tak poważną aferę, w której każdy wyjdzie z ranami. Norweg już odczuwał pierwsze skutki wkroczenia na nieodpowiednie manowce, oczywiście nie mając żadnych śladów ani dowodów odnośnie nadawcy.
- Tak sądziłem – potaknął. - Faworyt – dopowiedział, na chwilę milknąć. Wbił igłę kolejny raz i zszywał go sprawnie. Jak na amatora całkiem mu nieźle poszło, najwidoczniej w tym miał całkiem niezły szlif.
- Ostatnio przysłali mi czyjś palec we folii bąbelkowej na komendę. To był sygnał ostrzegawczy, ale ja zacząłem drążyć jeszcze bardziej. Ustaliłem personalia osoby, której przysłano mi palec. I wiesz co? Ta osoba zniknęła z powierzchni ziemi. Dosłownie. Umarł. Nikt nie wie gdzie i jak. Nikt nie zgłosił zaginięcia. Zwłok również nie znaleźliśmy – powiedział, nie wiedząc czemu opowiada mu o toku śledztwa. Swojego śledztwa, przez które ściągnął na siebie burzę gradową.
- A teraz moja kolej. Podobno mam ładną buźkę. Zapewne coś z niej wyślą mojej rodzinie – odparł spokojnie, jakby mówił o dostarczeniu listu czy pocztówki z wakacji. Jego głos był opanowany, nie wykazujący zdenerwowania i sugerujący, że miał już wcześniej do czynienia z podobną sytuacją. Wewnątrz Bjarne odczuwał lęk (w końcu tylko głupi nie byłby się o własne życie), który skutecznie maskował na zewnątrz. Twarda maska trzymała się na twarzy, nie pozwalając na żadne pęknięcia. Przypominał marmurowy posąg. Niezwykle piękny i niezwykle zimny.
- Wycofujesz się – Zdecydował. W tej kwestii nie było nawet mowy o jakimkolwiek targowaniu się. - Oficjalnie znikam z twojego życia i zapominasz kim byłem. Jeśli kiedykolwiek ktoś zapyta ciebie czy widziałeś moją twarz odpowiesz – nie. Zadbam o to, aby nikt do ciebie nie dotarł. - Skończył zszywać mu bok. Podniósł się z ziemi, pomagając mu jeszcze bardziej się położyć na sofie. Zabrał wszystkie rzeczy z podłogi i ruszył do łazienki, coby pozbyć się z siebie krwi i umyć narzędzia.
W końcu wrócił do salonu, nie mając już na twarzy i dłoniach krwi nauczyciela. Wziął jakiś koc z fotela i nakrył niedbale belfra. Przyniósł mu nawet szklankę wody i jakieś tabletki, gdyby ten nagle zaczął majaczyć i mieć gorączkę, rzucając się przy tym niczym ryba bez wody.
- Starzy ludzie zazwyczaj mają rację – mruknął nieporuszony, siadając na ziemi i plecami oparł się o sofę. Włączył telewizor przeskakując między kanałami. Miał nadzieję, że Lee zaraz zaśnie i skończą się wszelkie jego głupie gadki.
- Szczerze nie wiem co to było. - Wzruszył ramionami, nie zwracając na poszkodowanego uwagi. Zajął się nim i właściwie potraktował. Ba, niczym dobry gospodarz zatroszczył się o jego wygodę oraz komfort, a także zapewnił mu płyny. No. Powinien dostać medal za świetną postawę obywatelską – oczywiście, pomijając postrzelenie wyżej wspominanego delikwenta. Khem.
- Dał mi to lekarz, nie pytałem o nazwę tylko o skuteczność. Patrząc po tobie, działa jak powinno. - Uśmiechnął się do siebie złośliwie, lecz Adama nie mógł podziwiać jego majestatu, gdyż policjant siedział do niego plecami. - A teraz śpij.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   Wto Kwi 12, 2016 8:46 pm

Zszywanie ran nieco poszczypywało, ale znieczulenie najwidoczniej zniwelowało do minimum potrzebę odczuwania bólu. Całkiem szybko, prawdę powiedziawszy. Zadziwiająco wręcz, zdawać by się mogło, aczkolwiek Lee nie był aż takim znowu specem. Znacznie lepiej znał się na truciznach oraz odtrutkach. Ewentualnie środkach, będących w stanie znieczulić do tego stopnia, który oznacza zazwyczaj stan nieważkości i potrafi być w takim czy innym stopniu szkodliwy dla zdrowia. Hej. Nie oceniać pochopnie. Tego rodzaju rzeczy zwyczajnie zawsze go bardziej ekscytowały. Dlatego toksykologia stała u niego na piątkę.
- Co za kiepska, staromodna metoda... - mruknął, wspominając liczne kryminały i thrillery, zawierające tego typu smaczki. Ta, może i w sumie staromodne, ale trzeba przyznać, że za każdym razem robił wrażenie. W zależności od stworzonego klimatu oraz całej otoczki,większe lub mniejsze, ale mimo tego ROBIŁ. Kazał przede wszystkim zastanawiać się "A co z resztą...?".
- ... - ciągle przyglądając się procesowi zszywania rany z mieszanyni uczuciami, począł zaczął zastanawiać się nad nowymi kwestiami. Lecz te na złość stawały sie coraz mniej przejrzyste. Mniej spójne. Durne znieczulenie... Gówno wprawiało go w całkiem dobry nastrój co prawda, ale to chyba średnio odpowiedni moment. A może nie? Może tak było lepiej? Przynajmniej na teraz?
- Calkiem zabawne... Zauważyłeś? Mówisz tak, jakbyś zakładał swoją przegraną. To takie nie w twoim stylu - parsknął lekkim śmiechem. - Ale masz racje. Co do tej ładnej buźki. Szkoda by jej trochę było~ - uśmiechając się ni to ironicznie, ni zgryźliwie, sam tym razem zgarnął mu kilka niesfornych kosmyków z twarzy. Wydało mu się to bez konkretnego powodu właściwe. I śmieszne. Hehe... Durny drag. Nieważne.
Przez kilka kolejnych sekund mniej jakby zblastowany poczuł się po, cóż, dość nieoczekiwanym zwolnieniu ze służby...
Zamrugał powoli, kontemplując nieoczekiwane słowa.
- Wow... Powiedziałeś to tak poważnie, że prawie ci uwierzyłem - bo nawet w pełni sił fizycznych jak i umysłowych, nie uwierzyłby od razu. Co najwyżej odrobinę by się zdziwił na początku. Bo niby z jakiej racji ten konkretnie drań i podstępna szuja, miałby zważać na życie i zdrowie drobnego przestępcy? Zwłaszcza gdy w grę wchodziło jego własne? Lee brał Bjarne za takiego, a nie innego egoistę. Egoistę z ładną buźką, haha. Ot! Tyle! No i może z całkiem fajnym tyłkiem? Khm. Mniejsza o szczegóły.
Pozostawiony na kilka kolejnych minut samemu sobie, zauważył, że nie musi nawet już męczyć się z szukaniem wygodnego ułożenia. Znieczulenie ostatecznie podziałało. Znalazł i jakimś cudem siłę, aby przetrzeć parę mocniej utytłanych krwią miejsc na ciele, tymi w miarę czystymi krajami zdjętej z pleców uprzednio koszulki. Ciekawe swoją drogą, czy odczuwane od jakiegoś czasu ciepło, było wynikiem gorączki, czy po prostu Norweg lubił mieć u siebie nagrzane? Bo brak części wierzchniej ubrania wcale a wcale mu nie wadził. Ba! Jeszcze się odkrył do połowy, kiedy gospodarz narzucił nań jakąś derkę.
-Hmm~ - mruknął pod nosem, przekręcając się na zdrowy bok, a tym samym przodem do telewizora oraz tyłu głowy Bjarne. Przy czym to pierwsze zbytnio się rozmawzywało, żeby móc się na nim skupić. - W takim razie to jego powinienem winić za fakt, że umazany krwią wydawałeś mi się całkiem seksowny? - zaśmiał się, usiłując pochwycić parę dłuższych kosmyków, coby bez poczucia jakiegokolwiek zażenowania zacząć je splatać w krótkie, drobne warkoczyki. Zero obciachu. Zero. Takich dziwnych zjazdów nie miewał po alkoholu...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   Pon Kwi 18, 2016 7:00 pm

Bjarne nie odzywał się zszywając go i łatając najlepiej jak potrafił. Oczywiście nie był lekarzem, ani nawet pielęgniarką, a jego zdolności ograniczały się do tych podstawowych.
- A jak sądziłeś, że mafia przesyła pozdrowienia? - zapytał, wpatrując się w ranę. - Nie wiem z kim ty się zadawałeś. Każdy z nich ma swój rytuał, sposób informowania dłużników i tortur - odparł, tłumacząc mu niczym dziecku. Serio, sądził, że przysyłają meile i widokówki z wczasów nad Bałtykiem? Lee najwidoczniej naoglądał się za dużo filmów albo kręcił się koło typów, którzy raczej nie preferują wypruwanie flaków w cenie promocyjnej.
- Nie biorę porażki nawet pod uwagę - rzucił szorstko, surowo. Zgromił go wzrokiem, mając nadzieję, że chociaż ostrzegawcze spojrzenie przywróci mu jasność myślenia. A jasna cholera. Westchnął ciężko kiedy ten zaczął oceniać jego urodę. Z Adamą musiało być naprawdę źle skoro nawet połasił się o zgarnięcie kilku niesfornych kosmyków wpadających na twarz policjanta i upierdliwie wdzierających się do jego oczu. Norweg jęknął w myślach na mężczyznę nie mając sił już z nim na ten temat się droczyć. Zresztą był naćpany. Środki przeciwbólowe musiały nieźle działać, Bjarne nie przypominał sobie, aby jego tak kopnęło po niewielkiej dawce. Hm. Morfina dobra rzecz. Musi sobie zapamiętać, aby zaopatrzyć się we większa ilość nim następnym razem się spotkają.
- Powiedziałem coś - rzucił ostrzegawczo. - Nie interesują mnie twoje myśli, ani zdanie o mnie. Wycofujesz się. Obojętnie jak cie nie trawie, nie zmienia to faktu, że nadal jestem policjantem. Dbam o życie....nawet takich jak ty - chrząknął jedynie, a widząc zadowoloną gębę Adamy poczuł irytację. Cholera! To poważna sprawa, a ten durny pajac cieszy się, jakby co najmniej wygrał w totka! Ależ on go denerwował tą rozchichotaną gębą, że aż musiał wyjść z salonu pod pretekstem wyniesienia wszystkiego do wcześniejszego zabiegu. Stal w łazience płucząc wszystkie szmaty z jego krwi, a resztę wrzucił do prania. Spojrzał na siebie w lustrze i nie zauważył, że z wargi leci mu krew. Nie pamiętał, aby ją przygryzał. Szybko językiem usunął niewielką ilość krwi i wrócił do salonu. Omiótł go wzrokiem, zauważając, że praktycznie cały się rozebrał. Siadł na ziemi, plecami opierając się o sofę i gapił się na wiadomości, kiedy nagle poczuł palce zoologa na swoich włosach.
- Tylko wtedy wydaje ci się seksowny? Nigdy więcej? - parsknął ironicznie, chociaż wątpił, aby Lee mu odpowiedział na to pytanie. Czując cholerne warkoczyki, odwrócił głowę przez ramię wprost na niego. Jak z dzieckiem, pomyślał. Podniósł się z ziemi i nachylił nad nim, sprawdzając czy ma temperaturę. Tak, gorączka. Musiała w końcu wyskoczyć.
- Masz gorączkę - poinformował go, siadając na kraju sofy i przyglądał jego nieobecnemu wzrokowi. Bjarne nie było do żartów, ku własnemu nieszczęściu, postrzelonemu owszem. Przyłożył swoją chłodną dłoń do jego czoła, a potem policzka. - Jesteś rozgrzany. Lepiej byłoby, abyś zasnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   Sro Kwi 20, 2016 7:24 pm

- Mylisz brak świadomości ze zwyczajnym zniesmaczeniem, Panie Glino tymi praktykami – obrzucił go spojrzeniem w którym odbijała się mieszanina irytacji i rozbawienia. To pierwsze ze względów oczywistych, drugie już za sprawą połączenia na które składały się: lek znieczulający, zmęczenie i gorączka. Może też i podświadomie jakiś szok? Koniec końców był dopiero co, bo przed paroma godzinami zaledwie, świadkiem całkiem brutalnego morderstwa. Do dnia dzisiejszego tylko raz widział na własne oczy śmierć drugiej osoby i był to wówczas wypadek po zwyczajnie felernym ciosie, który akurat podczas bójki padł nieprzemyślanie na kark jednego z jej uczestników. Prawda jest taka, że można nawet latami obracać się dookoła szemranych typków i wszelkiego rodzaju zabijaków, ale dopóki nie zobaczy się ich w prawdziwej akcji, nie jest się w stanie przewidzieć ani własnej reakcji, ani też wpływu na samego siebie. To tak jak z widokiem krwi u większości mężczyzn. Wielu potrzebuje nabyć pewnej odporności, zanim jej widok przestanie ich przerażać bądź brzydzić przy większej ilości. Ot młodzi chirurdzy często mdleją i prawie każdemu zdarzy się porzygać na jej widok przy ćwiczeniach praktycznych, że o organach i całej reszcie smaczków nie wspominając! Lee nie miał awersji do krwi, ale gdzieś tam w środku aroganckiego, lodowego jestestwa zgon mógł go ruszyć. Choćby i sam nie zdawał sobie z tego sprawy. Uwolnienie za sprawą tego jakichś hormonów być może? Czegoś co przy gorączce lub podanym leku również miało jakiś wpływ na jego samopoczucie i zmiany nastrojowe? Zgadywać dałoby się praktycznie bez końca.
- Radziłbym więc… niemądrze nie zapeszać~ – rzucił niemalże wesoło.
Zdaje się, że próżno było mu dalej tłumaczyć poważne kwestie. Lepiej to zostawić na rano, kiedy umysł na nowo mu się rozjaśni. I tak nieźle się utrzymał. Pewnie szkoda tylko, że na sen mu się póki co nie zbierało.
- Heeh...? Nawet takich jak ja, co? – mruknął za nim jeszcze. Próbował ogarnąć temat. Że niby… Wycofywał się i takie tam...? Czy może się tak naprawdę przesłyszał? - Hej, Bjarne! Nie denerwuj się… Złość piękności szkodzi~ – krzyknął za nim, zaś po powrocie mężczyzny, z naprawdę zadziwiającą wprawą zaplatał mu te drobne warkoczyki. Nie musiał się na tym skupiać. Palce wykonywały wyuczone ruchy. Posiadanie sióstr bardzo często wiązało się z obowiązkiem nabywania mocno specyficznych umiejętności.
- Mm…? – mruknął pytająco, dopiero po kilku sekundach układając sobie zadane pytania w głowie. – Chciałbyś wiedzieć? – zaśmiał się krótko, a następnie zmarszczył brwi z pewnym niezadowoleniem, kiedy Bjarne postanowił zmienić pozycję, uniemożliwiając mu kontynuowanie nowo powziętego zajęcia. Oh… Ale za to jaką przyjemnie chłodną miał dłoń.
- . . . - nie odpowiedział, wpatrując się rozkojarzonym spojrzeniem w Norwega. Gorączka, tak? Dawno żadnej nie miał. Na tyle dawno, że prawie już zapomniał jak to jest. Głowa nie bolała jakoś znacząco. Lub i jej nie czuł dzięki znieczuleniu. Za to ciągle było mu koszmarnie gorąco, jednocześnie od czasu do czasu miewając minimalne dreszcze.
Zanim sam pojął co robi, podniósł obie ręce na odpowiednią wysokość, po czym gwałtownie chwycił i pociągnął policjanta do siebie. Czy też raczej partałoby powiedzieć „NA” siebie? Zaśmiał się przy tym nieco niekontrolowanie.
- Ty jesteś za to tak chłodny… hehehe… że jakoś od razu mi lepiej~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dom Bjarne.   

Powrót do góry Go down
 
Dom Bjarne.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Mieszkanie Bjarne'go

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Domki jednorodzinne-
Skocz do: