IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kilka tygodnie później...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Nie Lis 15, 2015 2:38 pm

Osoby pokroju Bjarne faktycznie były potrzebne społeczeństwu. Jednak obywatele, którzy mieli trochę odmienny styl życia, w tym Adama, nie chcieli mieć z nim nic do czynienia. Ale nie ma co się dziwić. Nadmierna pewność siebie, arogancja i wyświechtane ego, stanowiły utrudnienia współgraniu z taką osobą. Na własnej skórze przekonał się o tym Lee, który wbrew pozorom wściekał się na gliniarza prawie o wszystko. Nawet kiedy tego nie było w pobliżu. Działał na mężczyznę jak przysłowiowa czerwona płachta na byka.
Bjarne faktycznie może powinien się wycofać, jednak zachciało mu się bawienie w mszczenie za bezczelne potraktowanie. Może ślady na początku wydawały się widoczne, jednak najpewniej do jutra nikt o nich pamiętać nie będzie.
Miał już zamiar wstać po tym jak ostrzegł nauczyciela, ale ten zrobił coś niebywale niewiarygodnego. Pociągnięty za koszulę stracił równowagę,przez co oparł się przedramieniem tuż obok głowy zoologa, wpadając na jego usta. Nie spodziewał się pocałunku. Nigdy. Nie z jego strony. Prędzej dałby sobie rękę uciąć niż jakby pomyślał, że Lee uczyni tak szaloną rzecz. Trochę zbity z tropu, na wpół zszokowany wpatrywał się w niego, nie wiedząc do końca jak się zachować. Kolejny raz tego dnia zapach ciała i perfum mężczyzny uderzył w jego czuły węch. Nie mógł skłamać, że nie było mu przyjemnie, bo fakt faktem było. Dlatego też szybko ogarnął własne emocje i nie pozwolił z siebie drwić. Inaczej tego nie mógł nazwać. Skoro Adama chciał szokować, proszę bardzo, ale niech spodziewa się odzewu. Jak Bjarne postanowił, tak zrobił. Oddał pocałunek, jednak nie pozbawiając go ukąszeń w dolną wargę. Jeżeli zoolog sądził, że tym zaważył na cała sprawę, to grubo się mylił. Myślał, że może go mieć? Na pewno nie bez walki i oporu.
Bjarne odsunął wargi, po dłużej chwili kiedy w końcu zaczynało mu brakować powietrza i spojrzał na niego agresywnie.
- Totalnie cię popieprzyło - chrypiał poważnie, mając nadzieję, że po raz drugi nie zostanie stłumiony ustami. Wpatrywał się w niego dłuższą chwilę, szukając w jego oczach jakiś odpowiedzi, ale te milczały jak zaklęte. Policjantowi nie spodobało się to. Musiał wyjść z mieszkania i jechać do siebie w celu zajęcia się sprawę, ale ten pajac, jak na złość zatrzymywał go.
Wyprostował się, siedząc na jego biodrach i zerkając, a na widok Lee z tej perspektywy, musiał przyznać, że wygląda to dość... korzystnie. Dreszcz przebiegł mu po plecach, jednak szybko skarcił się za podobne myśli względem szatyna. Nie mógł pozwolić sobie na przekroczenie wszelkich granic, gdyż ich współpraca osiągnęłaby dziwny wymiar, który prawdę mówiąc przestałby odpowiadać Norwegowi.
Wstał z mężczyzny, palcami ścierając krew z szyi. Poprawił koszulę, która już lepiej wyglądać nie mogła. Wziął teczkę z fotela, mając zamiar opuścić mieszkanie Lee. Spojrzał ukradkiem na leżącego na ziemi belfra, mając nadzieję, że ten nagle nie zerwie się i nie odwali czegoś równie szalonego, co kilka chwil temu. Ruszył do przedpokoju, gdzie zostawił swój płaszcz, oddychając z ulgą.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Pon Lis 16, 2015 8:15 pm

Jeśli mowa o szalonych rzeczach, według Lee równie szalonym co pocałunek, z pewnością był ogół postępowanie Bjarne od momentu w którym zdecydował się włamać do jego mieszkania bez choćby cienia wcześniejszej zapowiedzi. To był dopiero niewdzięczny drań! Nie dość, że człowiek flaki sobie wypruwa na każdym kroku, ryzykując przy tym własnym zdrowiem bez zapewnienia jakichkolwiek profitów z racji całego poświęcenia, to jeszcze na dokładkę później musi w formie [i„podziękowania”[/i] znosić podobne rzeczy. Co za beznadziejny pech. Z drugiej jednak strony, przynajmniej musiał przyznać, że całować jakoś tam potaf-... Wow! Chwila, chwila, chwila! To zupełnie nie tak miało wyglądać! Dlaczego niby odwzajemniał jego pocałunek?! Sadził, że obrzydzał go na tyle, aby ten zechciał praktycznie od razu zerwać się na równe nogi jak oparzony! Zamiast tego, o ile nie mylił się w przypuszczeniach, wolał przyjąć to jako wyzwanie? Ha... Hahaha. A to dobre. Niech będzie, skoro tak jego wola. Ponieważ na tym pułapie również nie zamierzał kapitulować.



Przedłużyło się to o wiele bardziej niż zakładał. Lub być może tylko mu się wydawało, że minęło naprawdę cholernie wiele czasu nim policjant wreszcie zdecydował się od niego odsunąć? Licho jedno wie. W każdym razie, facet okazał się mieć niespodziewanie dobra technikę. Tego by się po nim nie spodziewał. Jasne, wyglądał na atrakcyjnego i, khm, używał całkiem niezłych perfum jak mógł ocenić już kilkakrotnie, znajdując się dostatecznie blisko, ale kto niby poleciałby na tak wredną mendę? „Mówi to facet, który z takim entuzjazmem odpowiedział na pocałunek” – miał ochotę wypalić, ale zamiast tego odwzajemniał się jedynie chłodnym spojrzeniem osoby, której mimo wszystko coś poszło nie po myśli. Aż korciło, żeby powtórzyć manewr, lecz gdy z tym się spóźnił, lewa noga wręcz drgnęła w chęci podkoszenia mężczyzny. Za duży myślał, za mało robił. Raz kolejny spóźnił się o sekundę. Frustracja jednak na złość nie chciała ulecieć. Nie zgadzała się z pozostaniem biernym. Sprowokował całą szarpaninę, a teraz zamierzał jak gdyby nigdy nic uciec? Kpił sobie z niego do tego stopnia?
- Tch – pozwalając się wymknąć cichemu kliknięciu języka, raz-dwa znalazł się ponownie na równych nogach, które pokierowały go w ślad za Bjarne.
- Czy to aby nie odrobinę za późno, żeby uciekać bez słowa? – chwycił go od tyłu pod ramię, z trudem stłamszając pragnienie popchnięcia go na ścianę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Pon Lis 16, 2015 8:42 pm

Bjarne nie był szalony, on po prostu nie miał skrupułów. Robił to na co miał ochotę. I faktycznie, w całej tej sytuacji był naprawdę bardzo niewdzięcznym. Lee narażał się dla niego, pracował, a ciągle spotykał się z lawiną pogardy i arogancji.
Taką taktykę obrał policjant, który wymyślił sobie, że ta strategia idealnie zadziała na kogoś z takim temperamentem. Wszystko na początku szło naprawdę dobrze, nawet aż za dobrze. Przestraszony zoolog był jak zaszczute zwierze. Strach idealnie motywował ludzi do działania, lecz w pewnym momencie wszystko szlak trafił. Mógł się domyślić, że przekraczając próg tego zwierzyńca Adama zrobi się bardziej zuchwały. Gołym okiem można to było ocenić po wyglądzie Bjarne. Blond włosy poczochrane na wszystkie strony świata, na szyi zaschnięta krew rodem z wampirzych filmów i czerwone usta. Wcześniej blade nabrały intensywnego czerwonego koloru, który tylko przypominał o tym co między nimi zaszło. To był fatalny pomysł. Zdawał sobie świetnie z tego sprawę. Bjarne nie był skończonym idiotą, który podejmuje decyzje na podstawie emocji, jednak doskonale wiedział, że im bardziej będzie brnął w jego gierkę, tym bardziej straci panowanie nad sytuacją. Czy duma pozwalała mu przełknąć tak spore upokorzenie? W oczach Lee wyjdzie na tchórza, straci respekt i ten cudowny strach. Lecz z drugiej strony... ta bliskość była niebezpieczna. Cienka granica łącząca ich, najpewniej rozerwie się, a Norwegowi będzie bardzo ciężko ponownie utrzymać nauczyciela w ryzach.
- Uciekać? Przed tobą? Nie rozśmieszaj mnie – parsknął z pogardą, stojąc ciągle zwrócony do belfra. Zamknął na chwilę oczy, zbierając się w sobie. Nie był idiotą, wiedział do czego to wszystko prowadzi. Doskonale znał dalszy ciąg wydarzeń. Awantura i przepychanka. Tak to się skończy. O ile nie gorzej. Nie mógł wyjść stąd połamany. Musiał mieć siłę, aby kolejny raz stanąć oko w oko z tym narwańcem. Blondyn nie był typem fajtera, serio. Wolał działać na dystans, najchętniej to wpakować komuś kulkę w łeb. A ten facet... ten facet miał niespożyte pokłady energii. Agresja buzowała w żyłach Adamy zarówno tak szaleńczo, co w tym momencie policjanta. Odwrócił głowę przez ramię, eksponując ślady po zębach Lee. Początkowy szkarłatny odcień wolno zaczął przybierać fioletowy kolor. Dnia jutrzejszego będzie nienawidził go jeszcze bardziej, niż okropnych golfów.
- Jesteś dumny z siebie? – zapytał cierpko. Spojrzał na niego chłodnym wzrokiem, szybko odkładając teczkę na komódkę tuż obok. Szarpnął się ramieniem zaraz znajdując tuż obok niego. Pchnął go w ramię, tuż na ścianę. Zablokował mu drogę ucieczki rękami po obu stronach. Agresywne spojrzenie buchnęło żarem w szarych tęczówkach, a ciężki oddech smagnął mężczyznę naprzeciw w policzek. - Masz coś jeszcze do dodania?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Wto Lis 17, 2015 6:33 pm

Co by było, gdyby przekroczyli i tę bardziej intymną granicę? Cóż, prawdę powiedziawszy Lee nie zamierzał się tym specjalnie zamartwiać. Niby dlaczego by miał, skoro nie podejrzewał, żeby coś podobnego zdołało na niego w jakiejkolwiek mierze wpłynąć? Zresztą zwyczajnie podobnego obrotu sprawy nie zakładał. Mógł wykonać parę ryzykownych posunięć, ale przecież żadnej z tych rzeczy nie zrobił tylko i wyłącznie z powodu jakichś zwierzęcych pociągów, na litość! Jedynie odgrywał się na sposób, który mógłby policjantowi przede wszystkim nie przypaść do gustu. A i tak był w stanie posunąć się tak daleko tylko i wyłącznie przez wzgląd na wygląd, który jako chyba jedyny podpasowywał w tym osobniku jego gustom. Każdą inną możliwość z góry odrzucał. Inaczej, to nie Bjarne, a on sam znalazłby się w mocno problematycznym położeniu, z którego trudno byłoby mu znaleźć wyjście.
- Czyżby? Mylę się? Z jakiegoś powodu, diabelnie ciężko mi w to uwierzyć – zakpił z ciężką premedytacją, nie do końca celowo zatrzymując wzrok na zaognionym śladzie po jego własnych zębach. Całkiem ładnie się tam prezentował, jeśli wolno mu było wyrazić zdanie w tym temacie. Gdzieś między irytacją oraz złością, przemknęła nawet śladowa ilość uczucia dumy, lecz zniknęła, zanim zdążył ją w ogóle przyuważyć.
- Hmpf – prychnął opryskliwie i być może po krótkim wywróceniu oczami zdecydowałby się machnąć na tego beznadziejnego palanta ręką, gdyby ten po raz kolejny nie zdecydował się na wystawienie jego nerwów na próbę. Najpierw go ignorował, a teraz jeszcze raz zaczynał zachowywać się jakby był panem we własnym przybytku?
Wykrzywił usta w nieprzyjemnym uśmieszku.
- Sądziłem, że dam ci jeszcze jedną szansę na refleksje oraz możliwość przeproszenia za bycia bucem przez cały ten czas, ale szczerze? – uśmiech powoli spełzł mu z ust. - Jestem tym już kurewsko zmęczony – warknął i szarpnął mężczyznę do siebie - za dopiero co poprawioną koszulę - jednak tylko po to, żeby móc łokciem podhaczyć i obsunąć w tym czasie rękę po swojej prawej stronie, a następnie pchnąć w tamtym kierunku, bez specjalnego poczucia winy celując lustro. Będzie mu odrobinę żal, jeśli się zbije. Trochę je licytował. Było wręcz zabytkowe, ale mniejsza teraz o nie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Czw Lis 19, 2015 8:28 pm

To trwało ułamek sekundy kiedy ręką obsunęła się bezwładnie lecąc wprost na lustro w efekcie czego uderzył w nie barkiem. Syknął, kiedy szkło rozbiło się, a kilka odłamków wbiło się w szczupłe ramię. Bjarne przez całą swoją karierę nigdy nie był tak pokiereszowany przez swojego informatora. Ba, nigdy żaden nie odważył się podnieść na niego ręki, a tu proszę. Niespodzianka.
Wpadł na Adamę, czołem przylegając do jego ramienia. Spojrzał na swoje, a następnie na koszulę, która dawno zrobiła się dziwnie czerwona. Palcami sięgnął po odłamki, wyciągając je pojedynczo z rany.
- Wiesz, powiedz mi, jak mogę mieć refleksję przy takim skończonym kretynie jakim jesteś? Hm? – zapytał z kompletną powagą. Uporawszy się ze szkłem, podniósł głowę i spojrzał mu w oczy. Stalowe tęczówki wpatrywały się w niego, pozbawione jakiejkolwiek uprzejmości. Buchało od niego złością i agresją.
- Chcesz testować moją wytrzymałość? – powiedział z uśmiechem i zaraz z pięści uderzył go w brzuch. A kiedy tylko Lee lekko się pochylił w przód, blondyn złapał go za włosy zmuszając do pozostania na swojej wysokości, by nagle trochę niespodziewanie zbliżyć swoje usta do jego. Podgryzł zębami dolną wargę mężczyzny, nie przerywając z nim kontaktu wzrokowego, zassał się na niej, a następnie przesunął językiem, o tak, dla lepszego efektu. Nienawidził być tak traktowany, a Adama przekraczał wszelkie granice, dlatego musiał być gorszy. Chociaż patrząc na to z drugiej strony, powinien wyjść, zostawić go i dać mu odczuć, że jest dla niego mało ważnym pionkiem. Zostanie z nim wiązało się z różnymi dziwnymi konsekwencjami. Oczywiście, nie dopuszczał myśli, że między nimi może zajść coś więcej. Nie myślał o zoologu w takich kategoriach. Może był wysoki, co podobało się blondynowi w facetach. Może nie był ciepłą kluską, ale swoim paskudnym charakterem kompletnie zniechęcał do siebie. Nie miał pojęcia jak jego eks małżonka z nim wytrzymała. Chociaż wróć. Przecież się rozwiedli, ostatecznie pękła.
Komórka w kieszeni Langdalena zawibrowała. Już chciał odebrać kiedy przypomniał sobie o nieciekawym położeniu i obecności nauczyciela. Puścił włosy Adamy, pieszczotliwie zaczesując je do tyłu. Z wrednym uśmieszkiem na ustach obserwował jego minę na te wszystkie zabiegi, by następnie z premedytacją pomóc mu się wyprostować.
- Chodź pomogę ci – zakpił, palcami muskając jego kark. Chciał go zbić z tropu, aby to teraz Lee poczuł się zszokowany i wycofał się. W końcu blondyn zdawał sobie sprawę z faktu, że nie jest dla niego żadnym obiektem seksualnym.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Pon Lis 23, 2015 6:49 pm

Tego dnia dźwięk tłuczonego szkła dziwnie melodyjnie rozbrzmiewał mu w uszach. Ah... Jednak pękło. Teraz, kiedy rzecz się stała, stwierdził, że jednak naprawdę lubił to lustro. Jedna z pierwszych rzeczy, które wstawił do tego mieszkania zaraz po wprowadzeniu się. Będzie trzeba kupić nowe. Dobrze, że chociaż rama pozostała na pierwszy rzut oka nienaruszona. Wątpił, żeby udało mu się znaleźć podobne wykonanie, nawet jeśli ruszyłby także i te spośród swoich kontaktów, które zasięgiem obejmowały przemytników towarami luksusowymi.
Miał swoisty nawyk wiązania przy nim krawatów. Jakoś robienie tego przy lustrze w łazience nie wydawało mu się zbyt odpowiednie. Zapewne maniera wyniesiona jeszcze z domu rodzinnego. Niemniej w dalszym ciągu nie żałował, że tym razem posłużyło nie jako mebel użytkowy czy tam ozdobny, ale jako broń lub przynajmniej przeszkoda przeciwko wyjątkowo zajadłemu glinie. Adama nigdy by o sobie szczerze nie powiedział, że jest osobą o milusim i wybitnie przyjaznym charakterze, ale kiedy tak napatrzył się i nasłuchał Bjarnem, uznał iż wcale jednak nie jest taki znowuż najgorszy z możliwych. On przynajmniej rozumiał czym jest prywatność i potrafił wyrazić uznanie wobec starań innych ludzi. Nieważne czy ich lubił, czy nie. No. Wyjątkiem był taki tam jeden Albert, ale kogo on obchodzi?
Odetchnął bezdźwięcznie, nie wykonując póki co żadnego, zbędnego ruchu, choć konkretne mięśnie w dalszym ciągu pozostawały napięte w gotowości. Milcząc dopóki tamten nie odezwał się pierwszy, obserwował dalsze poczynania mężczyzny. Był raczej przekonany o odpłaceniu się, dlatego z pewnym zainteresowaniem przyglądał się jak tamten w miarę spokojnie wyciąga odłamki szkła z ręki.
- Jesteś pewien, że nie masz raczej na myśli siebie? – odpowiedział pytaniem na pytanie, acz odpłacić się równie miłym uśmieszkiem już nie zdążył w obliczu całkiem mocnego uderzenia pięści. Tyle dobrego, że ból nie był aż tak doskwierający jakby mógł być, gdyby jego ciało było zupełnie rozluźnione. Cios zresztą i tak okazał się doprawdy niczym, w porównaniu do tego, nastąpiło w kilka sekund po nim.
- . . . - zamrugał kilka razy bardzo szybko, nie tyle oszołomiony, co raczej nieco skonsternowany. Że on, Lee, to jedno. Ale Bjarne?! Był tego rodzaju typem? W życiu by nie powiedział, że odważy się posunąć do tego stopnia. Bo żeby to na jednym numerze z ustami w roli głównej się skończyło! Gdzieżby tam! Skubaniec. Oh. Swoją drogą, używał chyba całkiem niezłego szamponu. Wiedział, że skądś zna ten zapach, ale wcześniej jakoś nie miał okazji się nad tym zastanawiać ani nawet zwracać zbyt wiele uwagi. Teraz było to na pewno znacznie bezpieczniejsze niż lekkie ciarki, które przeszły go po plecach pod dotykiem. To pewnie dlatego, że ostatnimi czasy w ogóle nie miał okazji się zabawić.
W myślach pokręcił głową, chcąc uwolnić się od tych wszystkich głupot, które po niej zaczynały krążyć.
- Rób tak dalej, a będziesz jedynym, który zmuszony będzie prosić o pomoc – odgryzł się, łapiąc go palcami za szczękę w celu unieruchomienia głowy. - Sądzisz, że tak łatwo mnie zmusić do złamania się pierwszemu? Zabawne – wychylił się do niego, przechylając przy okazji głowę tak, aby móc bez większych trudności ponownie dopaść do szyi. Choć tym razem nie gryzł. Po prostu zmusił mężczyznę do odchylenia nieco łepetyny, żeby następnie przejechać językiem od jabłka adama, ukosem prawie że do ucha.
- Więc? Na pewno nie chcesz podkulić swojego psiego ogonka, żeby stąd uciec? – rzucił prowokacyjnie, lecz mimo prześmiewczego tonu, ewidentnie kryła się w tym spora doza irytacji. Bądź co bądź, został zaatakowany swoją własną bronią... Nie uśmiechało mu się tego typu pogrywanie, ale odpuszczanie tym bardziej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Wto Lis 24, 2015 8:38 pm

Dla Bjarne nie było to miłe spotkanie z lustrem, jednak miał nadzieję, że dzisiejszego dnia już ostatnie. Nie przejęty faktem, że mogło kosztować naprawdę sporo pozbył się tych zasranych odłamków, mszcząc się na nim z okrutną dla siebie siłą i podstępem godnym Adamy. Grali tymi samymi kartami, stosując te same parszywe sztuczki. Żaden z nich nie potrafił cofnąć się przed kolejnym zadanym ciosem. Obaj byli do siebie bardzo podobni – masochiści. Torturowali się wzajemnie, mając przy tym odruchy wymiotne na swój widok. Jeden gorszy od drugiego, a przy tym uważający się za lepszego. Paradoks, goniący paradoks.
- Nie. Nie mam sobie niczego do zarzucenia – powiedział, naprawdę szczerze tak sądząc. Kompletnie nie widział w sobie problemu. Uważał się za przykładnego funkcjonariusza i całkiem znośnego człowieka.
- Co, zdziwiony? – zapytał, widząc nagle ten zaskoczony wzrok. Odczuł wewnątrz uczucie triumfu i zadowolenia, że chociaż przez chwilę dostrzegł w jego czach coś na kształt zdziwienia. Było to cudowne uczucie, rekompensata za ranę na ramieniu. W końcu nie tylko jego szyja ucierpiała podczas dzisiejszego spotkania z mężczyzną, ale również inna część ciała. Szlak by go trafił, że miał czelność doprowadzić blonda do takiego stanu. Chociaż ten sam nie był lepszy. Patrząc z dumą na twarz zoologa dojrzał na policzku niewielki siniak. Nie był ogromny, jednak czerwony ślad będący na początku niewidoczną kropką, zrobił się wielkości małego palca tuż pod okiem wspominanego.
Bjarne nie był tego typu osobą, która lubiła aż tak przekraczać osobiste granice. Okej, może nie miał tendencji do szanowania cudzej prywatności, ale na pewno nie należał do grona podobnych dupków (zoologów), którzy grozili ludziom gwałtem czy innym świństwem. Chociaż prawdę powiedziawszy wątpił w to, aby Lee posunął się do podobnych akcji. Nie był aż tak odważnym. Raczej głośno szczekał, mało kąsał. Nie był na tyle głupim, aby ryzykować dużą stawkę w celu utarcia komuś nosa bądź zaspokojenia swoich potrzeb. Chociaż ta sytuacja dziwnie zmierzała w niebezpiecznym kierunku. Bjarne jednak nie mógł ani się wycofać ani ulec. Będąc w sytuacji podbramkowej – improwizował. Miał cichą nadzieję, że Lee pierwszy pęknie, odepchnie go, wywali za drzwi lub nawet znowu mu przyłoży. Serio. Chciałby. Bo wszystko szlak trafi jeśli przejdą o jeden krok za daleko.
- Nie będę uciekać przed... tobą – wysyczał, pozwalając mu na odsunięcie głowy w bok. Nie chciał za nic się w świecie przyznać, że ten ruch był zdecydowanie przyjemny. Ciarki przebiegły mu wzdłuż kręgosłupa kiedy Lee zdecydował się zaatakować jego dość czułą szyję. Z kamienną miną przyjął dawkę przyjemności.
- Ale widzę, że czerpiesz z tego ogromną radość. Czyżby pan hetero, nie był takim hetero? – zaśmiał się z kpiną, prowokując go. Igrał z ogniem jeszcze bardziej dolewając oliwy do ognia. Czy powinien przestać i naprawdę uciec z podkulonym ogonem? Czy powinien chociaż raz odpuścić, dając się poniżyć...komuś takiemu?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Czw Lis 26, 2015 9:35 pm

Można by pójść o zakład, że liczni psycholodzy oraz psychiatrzy pchaliby dosłownie się rękami i nogami, byle tylko móc przyjrzeć się przypadkowi tej dwójki. Z pewnością zostaliby na wielu płaszczyznach zakwalifikowani jako przypadki wybitne. Lub przynajmniej wybitnie spaczone – jak kto woli. Ciężko stwierdzić, który z nich bardziej dążył ku zagładzie, jeśli nie w znaczeniu najbardziej dosłownym, to przynajmniej własnych przekonań.
- Być może – przyznał, co również mogło wzbudzać pewne niedowierzanie, biorąc pod uwagę iż powiedział to nie kto inny, jak właśnie sam Adama. - Minimalnie – sprostował, żeby czasem ego Pana Policjanta nie urosło do tego stopnia, coby rozerwało go od środka. Chociaż... Podobne wyobrażenie było całkiem interesujące. Nie miałby w gruncie rzeczy nic przeciwko, gdyby podobny incydent uwolnił go od przykrego obowiązku współpracy z tym człowiekiem, jednak zaistnienie podobnego w jego własnym domu mogłoby być dość problematyczne. Zwłaszcza wyczyszczenie ścian i sufitu z juchy.
- ... – na chwilę zamilkł, jednocześnie walcząc z chęcią nerwowego warknięcia oraz zaśmiania się zarazem, kierowany kompletnie sprzecznymi uczuciami. Naturalnie wkurzała go upartość Bjarne, a przy tym... Diabelnie bawiła go ta ewidentna luka w informacjach. Ostatecznie wybrał to drugie, by zaśmiać się krótko.
- Tyle dni spędzonych na gorączkowej obserwacji i śledzeniu mnie, ale ta jedna rzecz nawet dla ciebie pozostała ukryta, hm? Interesuje mnie tylko jedna kobieta, Langdalen. Co do facetów... – tu celowo zrobił niewielką przerwę. - Cóż. Ty z pewnością jesteś ostatnim, za co chciałbym się brać. Ale skoro sam wydajesz się nieszczególnie nieszczęśliwy-... - cichy głosik w głowie syknął na niego z dezaprobatą, kiedy ten chwycił mężczyznę tym razem za ramiona i szarpnął się razem z nim w celu przekręcenia oraz zmiany pozycji. Miał w planie przyprzeć go do ściany i sprawdzić, czy tym razem panika jednak nie weźmie w nim góry instynktownie.
Pośpiesz się do kurwy nędzy, pieprzony przegrańcu!
Kolejny raz przygryzł skórę na szyi, tym razem w innym miejscu, acz dalej niezbyt mocno. Nie rozumiał już czy bardziej go to brzydzi, bawi czy nieco się podoba – to ostatnie zapewne jego sadystycznej stronie, która uwielbiała zmuszać innych do skrajności, strachu lub poczucia utraty bezpieczeństwa. Byle by tylko nie przesadził i nie pozwolił temu skrzywieniu wziąć góry nad rozumem. W innym przypadku sam Lee nie miał pojęcia jak daleko się posunie, a przecież utrata kontroli do tego stopnai była nie do pomyślenia. Nie do zaakceptowania.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Sob Lis 28, 2015 2:26 pm

Bjarne miał już po dziurki w nosie tego całego cyrku i wszystkich małp, którymi zoolog dysponował. Nie mógł uwierzyć, że ten przeklęty, kędzierzawy facecik ciągle stawia mu opór. Kajdanki w tylnej kieszeni spodni bezdźwięcznie zabrzęczały w jego uszach. Ile by dał, aby skuć tego drania i unieruchomić, a przy okazji zakleić usta.
Zamiana pozycji wcale mu nie pasowała. To nie tak, że w pewnym momencie usta i język Adamy sprawiły mu niewątpliwość przyjemność. Ile by dał, aby na miejscu tego sukinsyna znajdywała się jakaś ładna kobieta, bądź bardziej przystępny facet. Niby z Lee nie było źle, ale skubany miał tak zgniły charakter, że na nic w świecie nie zacząłby spotykać się z takim palantem, ani tym bardziej nie przespałby się z nim. Złapał go za nadgarstek, patrząc mu ostrzegawczo w oczy.
- Daruj sobie. Nie interesują mnie twoje preferencje seksualne - chrypnął nisko, zaraz podnosząc ręce i mocno zatapiając palce w jego włosy. Z zaciętością w oczach, prychnął złośliwie. - Nie stosuj na mnie takich numerów, bo jeszcze ci się spodobają - rzucił, mając nadzieję, że to on pęknie. Chociaż wcale się na to nie zapowiadało. Do czego zmierzali? Czyżby podświadomość dawno sama wybrała za nich? Chociaż ciało chciało ulec, temperament Bjarne mu na to nie pozwalał. Trzymało się w ryzach tak samo dzielnie jak Lee.
Spojrzał głęboko w jego oczy, starając się z nich cokolwiek wyczytać. Wiedział, że maska jaką nosił Adama jest tylko powierzchowna, trzeba było szukać głębiej. Nie bez powodu mówiło się, że oczy są zwierciadłem duszy. Miał nadzieję, że w nich poza zepsutą duszą Lee, odnajdzie coś jeszcze. Coś co da mu jakikolwiek znak. Czyżby Adamie podobała się ich gra? A może od początku to planował?
Bjarne zbliżył zaborczo jego twarz ku sobie, oddechem parząc jego wargi. Nie wiedział sam do czego dąży czy zamierzał go pocałować. W ostatnim momencie syknął. Zamknął oczy i z uśmieszkiem na ustach, wymruczał nisko:
- Skończmy te przedstawienie, Lee, jestem już tobą wyjątkowo zmęczony i rozczarowany. - odparł, wiedząc, że go zdenerwuje. W końcu, opanował sztukę wyprowadzania nauczyciela z równowagi w stopniu perfekcyjnym. Uchylił oczy i w tym momencie podciągnął kolano do siebie, a następnie kładąc czubek buta na jego brzuchu, odsunął go wyprostowaniem nogi. Mężczyzna za sobą miał wyjątkowo zgrabną komódkę, a o ile miał kiepską koordynacje ruchową mógł na nią nawet wpaść.
Blondyn opanował swój rozbuchany temperament, znów wracając go gry bezdusznego policjanta. Tymczasowa rola bardzo szybko się skończyła. Ze spokojem obserwował go, nie ruszając się nawet z miejsca. Opart nadal o ścianę, ciężko odetchnął, aby po chwili rozproszyć swoją uwagę coraz mocniej krwawiącym ramieniem. Odsunął kawałek koszulki na bok i sprawdził jak się sprawy mają. Rana do zszycia. Kilka szwów i niechciana pamiątka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   

Powrót do góry Go down
 
Kilka tygodnie później...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2
 Similar topics
-
» Małe jest piękne. Słów kilka o Liechtenstein~
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Na Wielkim Dębie
» O siostrzanej miłości słów kilka
» regulamin, czyli kilka próśb do użytkowniczek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: