IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kilka tygodnie później...

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Kilka tygodnie później...   Czw Wrz 24, 2015 9:07 pm


Wracając do domu, co rusz na próbę to zaciskał, to znowu rozluźniał palce lewej dłoni, która aktualnie w dużej mierze znajdowała się pod okupacją grubej warstwy bandaży. Był to pierwszy raz od dość dawna, kiedy musiał użyć siły, by wydobyć z kogoś potrzebne mu informacje. Czuł się jakby znowu wrócił do czasów studiów. Do czasów jego pierwszych konszachtów z półświatkiem, gdzie brutalna siła była nieodzowną częścią jego pracy. Lecz choć jego prawdziwa natura rzeczywiście miała aż nadto wiele wspólnego z brutalnością, wcale nie zamierzał wracać do tego, co z pełnym przekonaniem zdecydował się porzucić. Bezwzględną siłę stosował jedynie w przypadku nieodzownej konieczności. Przynajmniej do dzisiaj...
Był zły. Zły na siebie oraz mężczyznę, przez którego musiał posuwać się do tego stopnia. Jednocześnie wiedział, że nie miał w tej sytuacji innego wyboru. Sprawa była o wiele bardziej skomplikowana, niż początkowo zakładał. Co gorsza, mimo swoich licznych kontaktów oraz dojść, zdobycie potrzebnych danych przedłużało się lub komplikowało raz za razem. Gdyby nie wakacyjna przerwa, trudno powiedzieć, czy w ogóle zdołałby to wszystko odsypiać.
Rozcierając obolały kark, wracał właśnie na mieszkanie. Sama bójka była czymś niemalże odświeżającym, aczkolwiek powód wdania się w nią, zbytnio Adamę drażnił, aby mógł poczuć się w jakimkolwiek stopniu usatysfakcjonowany. Nienawidził działać pod rozkazem. Starał się jedynie pocieszyć myślą, że jego nowy zwierzak czeka na zakwaterowanie. Póki co, musiał trzymać go w zaledwie niewielki pojemniku, ale za dwa-trzy dni powinno przyjść zrobione na zamówienie terrarium.
- Oby w barku zostało jeszcze trochę whisky... – burknął do siebie, przekraczając próg mieszkania, zrzucając niedbale buty z nóg i wchodząc do salonu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Czw Wrz 24, 2015 9:25 pm

Bjarne miał dosyć czekania, przez co zastanawiał się nad brakiem kompetencji nauczyciela, wyklinając jego buntowniczą postawę, którą chyba przejął od swoich podopiecznych. Brak jakichkolwiek informacji irytował go z każdym dniem, sądząc, że Lee najzwyczajniej leciał w chuja. Langdalen miał dość zbywania  telefonów, a sam osobiście nie miał czasu podpatrzenia kroków jakie wykonuje. W końcu po tygodniu czasu i milczenia Adamy, postanowił wygospodarować  trochę wolnego i odwiedzić swojego ulubieńca.
Prawdę pozwiedzawszy włamanie nie było w jego stylu, ale kto by się tym przejmował przy fakcie, że starał się o posadę nadkomisarza, a później komendanta? Chyba nikt. Parę rygli nie stanowiło dla niego barier do niepokonania. Kiedy tylko wszedł, rozejrzał się po mieszkaniu, niczego nie dotykając.  Kto wie na jaki durny pomysł wpadnie Adama. Obejrzał dokładnie całą kolekcję gadów nauczyciela stwierdzając, że ten ma dziwną fascynację tymi stworzeniami. Zastanawiał się czy nie ociera się ona nawet o lekki przejaw zoofilii, ale niestety nic na to nie wskazywało. A na pewno, nie z jego obserwacji.  Cóż za rozczarowanie przynosił mu ten mężczyzna. Siadł w fotelu, czekając aż ten nieprzypadkowy alkoholik raczy wrócić do domu. Oczywiście przygotował się na brak oklasków, fajerwerków i okrzyków radości na swój widok, jednak sądząc po postawie policjanta, miał na to zwyczajniej w świecie wyje… wychrzanione. Czekał dobrych kilka godzin, a kiedy usłyszał przekręcany zamek w drzwiach, poprawiał się wygodnie na fotelu, ciesząc się niczym ostatni psychopata. Bjarne zdecydowanie powinien odpocząć.
- Osobiście nie sprawdzałem – powiedział spokojnie, siedząc po ciemku w salonie. Liczył na osłupienie, szok, może trochę przerażenia ze strony Adamy, miał nadzieję, że chociaż teraz, ten go nie rozczaruje.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Czw Wrz 24, 2015 9:57 pm

Wielu rzeczy mógłby się spodziewać, ale żeby jakikolwiek policjant włamywał mu się w pełni świadomości na mieszkanie?! Bez przesady! Pewne rzeczy znajdowały się nawet poza jego wyobrażeniami! Pewnie właśnie dlatego na dźwięk znajomego głosu, jeszcze zanim zdążył zapalić światło, w pierwszym odruchu sięgnął po ukryty za pasem nóż.
Były zasady, których nie należało łamać. W tym zasada przestrzeni prywatnej. Choć Lee mógł na takiego nie wyglądać, był człowiekiem niezwykle terytorialnym jak na typowego inteligenta. Bardzo cenił sobie poszanowanie tejże prywatności i nie omieszkał odpłacać się bardzo restrykcyjnym nastawieniem oraz postępowaniem, w razie przekroczenia czerwonej linii.
Złapał głębszy wdech, starając się poskromić nerwy. Nie było łatwo. Naprawdę nie było. Wreszcie zapalił światło.
- O ile dobrze mi wiadomo, wtargnięcie na czyjąś posesje bez nakazu sądowego, to w dalszym ciągu przestępstwo – odezwał się na tyle spokojnie, na ile był w stanie, wbrew przełykanym po drodze przekleństwom. Niemniej, cała postawa Adamy wręcz krzyczała z wściekłości. Nie można mu się przecież było dziwić.
- Ryzykowne posunięcie, panie Władzo – wbił w osobę policjanta przeszywająco zimne spojrzenie. Czuł również nieprzyjemne dreszcze wynikające ze starannie ukrywanego, lecz nadal obecnego zaskoczenia wymieszanego z frustracją.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Pią Wrz 25, 2015 10:17 am

Kiedy tylko Lee zapalił światło Bjarne poczuł ulgę, którą zazwyczaj się czuje po zrzucenia ciężaru z ramion. Wygodnie usadowiony w miękkim fotelu przyglądał się postaci nauczyciela, który prawdę powiedziawszy wyglądał na wytrąconego z równowagi. Komisarz kompletnie nie rozumiał jego oburzenia i zdenerwowania, sądził, że mężczyzna przywykł już do jego obecności w swoim marnym życiu i pogodził się z faktem, że na krótki, określony czas, należał do niego. Obojętnie jak paskudnie by to nie brzmiało. Langdalen czerpał satysfakcję z faktu, że wyzwalał w nim tak negatywne i targające nim niczym opętanym demon, emocje. Milczał dłuższą chwilę, dając mu wychrypieć pełne jadu monologi oraz opanować zaciskające się co rusz pięści.
- Włamanie? A może policyjne przeszukanie. Może dostałem anonimowe zgłoszenie, że w tym domu znajduje się kilka paczek narkotyków z przemytu, a ja jako funkcjonariusz, trochę narwany, ale jakże działający dla dobra postanowiłem to sprawdzić i w ostateczności dopiero wezwać wsparcie? Załatwienie nakazu przeszukania zajmie mi góra pięć minut. Nadal chcesz się targować? – zapytał spokojnie, miękko. Tak jakby oskarżenia Lee kompletnie go nie ruszyły. Dopiero po chwili podniósł się z fotela eksponując swoją nie za wysoką postać, która w tym pokoju wyglądała na znacznie większą niż była w rzeczywistości. Zbliżył się do Adamy, a jego wzrok nagle uległ kompletnej zmianie. Wcześniejszą obojętność zastąpiła irytacja i ostrość, a piegi na jego policzkach wyglądały, jakby miały za chwilę zaświecić jak fluorescencyjne elementy. Bjarne zdecydowanie nie należał do przeciętnych osób i on nie pozwalał się tak nawet traktować. Przeciętność.
- Chyba zapomniałeś, że ewoluowaliśmy i zeszliśmy z drzew w efekcie czego nauczyliśmy się tworzyć i … obsługiwać narzędzia komunikacji. Ciekawe jestem czy ty tę sztukę zapomniałeś? – wychrypiał nisko, szorstko. - Przestań mnie ignorować, bo moja cierpliwość jest już na wyczerpaniu, Lee. Tydzień milczałeś jak zaklęta księżniczka. Mam nadzieję, że masz chociaż dobre wytłumaczenie na to. – Wyprostował się, a wcześniejsza złość przeszła bokiem, niczym burza. Znowu przybrał dość łagodny wygląd, który podobno bardziej przerażał. Oczekiwał od niego odpowiedzi. Musiał dostać dzisiaj to, po co przyszedł. Nawet jeśli miałoby to się skończyć rękoczynami i nagłym aresztowaniem pedagoga. Bo, oczywiście taką ewentualność również przewidywał, ale tylko i wyłącznie po to, aby utrzeć mu nosa oraz utrzymać w ryzach. Nie pozwoli byle komu wejść sobie na głowę.
Deszcz zaczął wolno stukać o parapet informując ich o zbliżającym się deszczu. Nawałnica opadów nadciągała z zachodu, prawdopodobnie. Nie za dobrze słuchał radia kiedy jechał do mieszkania Adamy.
Odsunął się od mężczyzna dwa kroki w tył, aby zwiększyć dystans między nami. Podszedł do terrarium z wężem, oglądając go przez szybę. Doskonale wiedział o czym w tym momencie myśli nauczyciel. Sam miałby podobne myśli, gdyby jakiś facet szantażował go i rujnował jego idealne życie. Także chciałby nakarmić węża tym delikwentem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Pią Wrz 25, 2015 9:30 pm

Zastanawiał się, kiedy po raz ostatni miał okazję współpracować z kimś, kogo o wiele chętniej widziałby spętanego i oczekującego na swoje miejsce w kolejce do rzucenia świniom na pożarcie. Z tego co wiedział, był to całkiem modny, a zarazem jeden z najbardziej efektownych sposobów na pozbycie się wybitnie upierdliwego problemu. Głodna świnia przeżuwała ludzkie kości z równą łatwością, co przeciętny człowiek masło. W gruncie rzeczy nie musi być nawet specjalnie głodna, aby tego dokonać. Gdyby Lee musiał kiedyś kogoś sprzątnąć, pozbycie się truchła w ten właśnie sposób byłoby z pewnością najrozsądniejsze. No i naturalnie najbezpieczniejsze. Po kilku godzinach nie ma już właściwie czego szukać – człowiek dosłownie znika z powierzchni ziemi. Jak kamień w wodę i weź szukaj wiatru w polu.
Ciekawe... Czy gdyby Bjarne znalazł się w podobnej sytuacji, nadal zgrywałby przed nim cwaniaczka? Dalej zasłaniałby się tą swoją przeklęta maską, stworzoną z pychy i arogancji? Czy może wręcz przeciwnie? Krzyczałby i błagał o wybaczenie? Darowanie życia, starając się przy tym choć na moment zapomnieć o policyjnej dumie ? Wyobrażenie podobnego obrazu było tak niesamowicie abstrakcyjne, że aż kuszące.
Chciałby wiedzieć.
To dlatego, że w pewnym sensie byli do siebie zbyt podobni. Adama szczerze nienawidził ludzi, którzy byli do niego podobni. Potrafił ich szanować, ale nigdy polubić. A już zwłaszcza nie umiał znieść takich, którzy po włamaniu się do jego mieszkania, jak gdyby nie widząc w tym absolutnie nic niewłaściwego, z pełnym spokojem relaksowali się w jego fotelach! Szczyt bezczelności został w tym punkcie krytycznie przekroczony.
- Załóżmy, że masz rację – zmrużył oczy, nadając im w ten sposób typowo lisi wygląd, choć samo spojrzenie było raczej godne węża, za którymi tak przepadał. - Skoro jednak ubrany jesteś po „cywilnemu”, kto powiedział, że mógłbym nie pomylić cię ze zwykłym włamywaczem, którego przypadkowo uderzyłbym w głowę odrobinę zbyt mocno? - odpowiedział, pozornie równie spokojnie co tamten, uśmiechając się nawet niemalże łagodnie, jakkolwiek nieszczery i potwornie wymuszony był to uśmiech. Rzeczywiste wzburzenie bynajmniej nie przeszło. Prawdę powiedziawszy, jeszcze wzrosło na sile za sprawą arogancji Bjarne. Czy ten człowiek sądził, że tak łatwo go zastraszy?! Lee ewidentnie nie był w nastroju na podobne zagrywki i nie zamierzał tego ukrywać. Według własnego mniemania, policjant powinien się cieszyć, że nauczyciel jeszcze wstrzymywał się przed przyłożeniem w tą bezczelną buźkę, a następnie wywleczeniem go za fraki za próg.
Wraz z kolejnymi krokami podjętymi przez glinę, zoolog pozwolił, by uśmieszek powoli spełzł z jego twarzy. Gdyby ktoś spojrzał teraz na nich z boku, zapewne mógłby ich przyrównać do dwóch, mierzących i oceniających swoje wzajemne możliwości wilków, które lada chwila obnażą ostre kły.
- ... – dalej, już w milczeniu wysłuchiwał wszelkich skarg z jakimi najwyraźniej przybył tu dzisiaj Langdalen. Wkurzający, pomyślał znowu.
Tyle? Włamał się tu tylko po to, żeby mu wygarnąć jaki to wielce nieodpowiedzialny jest w związku z ich umową, do zawarcia której został zmuszony szantażem? KTO NIBY ustalał, że zobowiązany jest się spowiadać z każdego, nawet najmniejszego kroku? Z pewnością nie on.
Wkurzający...
Mocniej zacisnął usta, kiedy blondyn odwrócił się od niego, aby ostatecznie oddać się zajęciu obserwacji sporego boa. Jaka szkoda, że Laguna była już po obiedzie... Od zaledwie trzech dni.
- Nie – odezwał się wreszcie, postępując spory krok, a potem następny w kierunku mężczyzny. Głos zmienił się, nabrał wyrazistego chłodu. - Jesteś jedynym, który o czymś zapomniał – ani myśląc żałować tego co planował zrobić, wyciągnął rękę, by mocno chwycić Bjarne za kark, wbić w niego długie palce i mocnym ruchem pchnąć jego twarz prosto w szybę terrarium. Naturalnie nie na tyle mocno, żeby ją zbyć, ale delikatności raczej też w tym brakowało. No i koniec końców, „domki” jego podopiecznych robione były na zamówienie, a w przypadku węża, powstały z szyb kuloodpornych. Drugą planował chwycić rękę wiodącą, by unieruchomić nieco w miarę możliwości. - Zapomniałeś, że nie jestem amatorem, z którego możesz zrobić sobie pieprzonego niewolnika. Zapomniałeś, że nie znasz mnie na tyle dobrze, by wiedzieć o moich pełnych możliwościach. Zapomniałeś również, że przebywasz na MOIM terytorium nieproszony, oraz o tym, by przewidzieć, jak bardzo może mi się to nie spodobać. Właśnie dlatego nienawidzę nadętych gnojków, które myślą, że pozjadały wszystkie rozumy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Pią Wrz 25, 2015 10:20 pm

I kto był tu bardziej wkurzający? Facet policjant, czy facet nauczyciel, który bawił się w gangstera? Bjarne wewnętrznie kipiał.
- Tak czy siak pójdziesz wówczas siedzieć. Ty chyba również zapominasz z kim masz do czynienia – wychrypiał i w sumie nie spodziewał się dalszego obrotu sprawy. Do przyjemnych nie należało przytknięcie twarzy do zimnego szkła i zobaczenia wielkiego gada z bliska. Chociaż Laguna była naprawdę niesamowitym okazem. Patrząc na jej łuski z niemalże intymnej bliskości musiał przyznać, że gady są niesamowicie interesujące. Dał mu się wygadać i trochę sobą poszarpać. Nawet nie wiedział kiedy, a zaśmiał się. Bjarne kompletnie nie miał poczucia wstydu. Ewidentnie robił to na co miał ochotę. Zdobywał, brał i czerpał korzyści płynące wyłącznie dla siebie, reszta ludzi stanowiła dla niego pionki na szachownicy, które wystarczyło dobrze popchać w przód. Wpatrzony w terrarium wesołym tonem, zaraz dodał:
- Nic nie zapomniałem, Lee. Jesteś zbyt przewidywalny. Dawałem ci kilka dni dłużej, zanim pękniesz. A ty w tak piękny sposób eksplodowałeś! – Pokręcił głową, poważniejąc. Zaraz złapał go za wolną rękę, w której mocno wykręcił nadgarstek w drugą stronę. Kompletnie pozbawiony czułości, wyprostował się mocniej i odwracając w jego stronę, spojrzał niebezpiecznie.
- W nosie mam to, co sobie myślisz. Nie postrzegam ciebie w żaden sposób. Jesteś tylko informatorem. Łączem  internetowym, małą ściągą na teście, nazywaj to jak chcesz. Nic poza tym, co masz w swoich przewodach mnie nie interesuje. Stosunek do ciebie, twoje zachowanie, podejście – mam głęboko w poważaniu. – Mocniej wykręcił mu nadgarstek, zmuszając go tym samym, aby lekko ugiął kolana. Zbliżył się do niego bardziej, na tyle, że Lee mógł czuć oddech policjanta na swoich ustach. Wściekłość kipiała z oczu policjanta. Gromił go piorunami i zamiecią śnieżną. Był bardziej zimny i okrutny niż góra, w którą uderzył Titanic. Ba, ona przy nim stanowiła małą przeszkodę. Przed Adamą stał człowiek, który kompletnie odbiegał od wszystkich wcześniej mu spotkanych ludzi. Wzbudzał sobą tyle sprzecznych emocji, które tylko potęgowały w człowieku i kiełkowały do momentu, w którym osobnik po prostu wybuchał. Tak było w przypadku Lee. Facet nie wytrzymał napięcia, czego się dziwić. Bjarne mu wcale tego nie ułatwiał.
Złapał nauczyciela wolną ręką za koszulkę i pchnął go na ścianę obok nich. Przywarł go mocno, nie puszczając jego nadgarstka z imadła.
- Uspokój się i zacznij ze mną współpracować – powiedział w końcu.[/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Pon Wrz 28, 2015 1:39 pm

- Heh. Bardzo jestem ciekaw. Pójdę? – prychnął ostentacyjnie, nie mogąc się powstrzymać od kpin. Nie miał w intencji tracić nad sobą kontroli. Choć tak naprawdę, w gruncie rzeczy ciągle był jeszcze daleki od faktycznego utracenia jej. „Pękł”? Dobre sobie. Bjarne najwyraźniej nie wiedział co to słowo znaczy w przypadku Lee Adamy, ale w końcu nie miał też prawdziwej okazji zobaczyć go w stanie prawdziwego berserka. Nadal nad sobą panował, nie dawał się ponieść instynktowi i doskonale wiedział co robi. Oczywiście, że kierowała nim złość. Co wcale nie oznaczało, że działał bezmyślnie i jedynie za jej sprawą. Gdyby było inaczej, straciłby twarz. A tracenie jej przed kimś takim jak stojący przed nim policjant, było wyobrażeniem zbyt ciężkim do zaakceptowania.
Skrzywił się pod wprawnie wyćwiczonym chwytem. Ciało także zareagowało właściwie do położenia w jakim znalazła się jego ręka. Ramie naturalnie starało się wygiąć w takim stopniu, aby ulżyć dyskomfortowi. Co nie znaczyło, że było to możliwe dopóki jedynie poddawał się zabiegowi wystosowanemu przez gliniarza.
- Zdaje się, że ciągle zbyt mało w życiu widziałeś, jeśli sądzisz, że właśnie to jest prawdziwa eksplozja – wykrzywił usta w niepasującym do sytuacji, frywolnym uśmieszku. - Radziłbym jednak zmienić stosunek do otaczającej cię rzeczywistości, Langdalen. Mam głęboko w poważaniu jak ci się widzi moja osoba, ale jeśli sądzisz, że będę tolerował każdą twoją zagrywkę, to grubo się mylisz - to fakt, sposób zachowania oraz postawa Bjarne mogły wzbudzać respekt, a niejednokrotnie pewnie i postrach. Był w tym w pewnym sensie podobny raczej do bossa mafii, aniżeli stróża prawa. Co nie znaczyło, że każdy musiał się temu wrażeniu poddawać, akceptując swoją niższość w hierarchii. Właśnie dlatego, mimo przyciśnięcia go do ściany, Lee odpowiedział niemniej „przyjaznym” spojrzeniem, co wcześniej został potraktowany.
- Współpraca byłaby akceptowalna – zauważył. - Więc gwoli tego, może łaskawie przestaniesz się zachowywać jak rozpieszczony gówniarz, któremu wydaje się, że wszystko mu się należy „tu i teraz” i następnym razem poczekasz spokojnie na cholerne wyniki? - wraz z tym pytaniem, wystosował adekwatnego kopniaka wycelowanego w podbrzusze, zamierzając wykorzystać bliskość do której wedle własnego życzenia doprowadził glina. Czekał na osłabnięcie uścisku na nadgarstku, chcąc wyszarpnąc rekę. W innym wypadku, nie miał nic przeciwko powtórce z rozrywki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Czw Paź 01, 2015 7:15 pm

No cóż, prawda w oczy kole, gdyż Bjarne należał do grona zarozumiałych dupków, którzy uważali, że świat należy do nich, którzy bez oporu sięgali po to co w ich mniemaniu, należało do nich. Słowa Adamy kompletnie nie zrobiły na nim wrażenia. Spłynęły po nim jak po kaczce.
- Zapomniałem, że ty jesteś dobrze obeznany w świecie. Wielki pedagog i przestępca w jednym. Drżyjcie ludzie, bo znawca sztuk walki pojawił się na ulicach - zakpił jawnie rozbawiony, a jego postawa wiele mówiła odnośnie zdania na temat Lee.- Do niczego nie będę zmieniać stosunku, a na pewno nie dlatego, ze ktoś...taki jak ty mi to proponuje. - Spojrzał na niego z niesmakiem i syknął tylko, kiedy ten potwierdził swoje słowa kopniakiem. Zaraz ręka Bjarne wystrzeliła do przodu, niczym z procy, uderzając belfra prosto w nos. Centralnie w sam środek, bez żadnej taryfy ulgowej. Rozległo się pukanie do drzwi, które najwidoczniej obaj zignorowali. Ba, nawet go nie słyszeli, bo gość za drzwiami najwyraźniej niecierpliwił się i pukał kilka razy. Ich szarpanina i dość znacząca wymiana słów musiała na chwilę zostać przerwana.
- Zacznij traktować sprawę poważnie, a może wtedy ja przestanę cię nękać, jasne? - wycharczał gardłowo. To nie był żaden rozkaz, raczej ostrzeżenie. Mało przyjacielskie, ale zawsze jakieś. Bjarne dotknął palcami policzka, którym chwilę wcześniej uderzył w szybę terrarium. Siadł na fotelu kompletnie nieskrępowany całą zaistniałą sytuacją. Zdecydowanie, facet był niereformowalny. Spojrzał wyczekująco na Adamę, który dawno powinien pobiec w stronę drzwi. W końcu mieli do załatwienia parę spraw, które teraz niestety musiał poczekać przez natrętnego gościa. Szczerze powiedziawszy, z jego notatek wynikało, że Lee nie miał mieć dziś gości. Raczej w takie dni siedział w domu bądź w barze zapijając gębę.
Trwało to chwilę, a on zaczynał się niecierpliwić. Ile można stać w przedpokoju? Jasna cholera. Poszedł w tamtą stronę, wychylając się za progu. Margaret. Eks żona naszego kochanego profesorka, który przy niej skamle jak szczeniak. Podobno. Tak mówiły plotki. A raczej gadatliwy Albert, który chętnie podzielił się z nim tą informacją po felernej nocy, kiedy trafił na Adamę. Biedny facet. Użeranie się z tym upierdliwym belfrem, nawet dla niego, nie było szczytem marzeń. Ale co zrobić. Taka praca.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Pią Paź 02, 2015 7:03 pm

Zapewne tylko głupim fartem jego nos jakoś uchronił się od złamania, co wcale nie znaczyło, że krwi i ostrego bólu dało się uniknąć równie łatwo. Łamany czy nie, nos był tą częścią ciała, która wybitnie nie lubiła przyjmować na siebie ciosów. Drobny wpływ adrenaliny jeszcze jako tako pozwolił nie przejmować się tym na tyle, aby zaprzestać walki. Inaczej miało się to natrętne pukanie do drzwi.
- ... – z poirytowaniem kliknął językiem o podniebienie, niedbałym ruchem ręki przecierając rękawem krew ściekającą z nosa na usta i podbródek. - Wybacz, że nie zaszczekam z radości na tę propozycję. Jeśli jeszcze tego nie wiesz, niepoważnie nie podchodzę do żadnej ze swoich prac. A teraz, jeśli pozwolisz, muszę pogonić natręta - poprawił trochę zmemłaną za sprawą krótkiej szarpaniny koszulę, po czym ruszył w stronę drzwi. Niezapowiedziana wizyta oznaczała zazwyczaj jedną z dwóch rzeczy: upierdliwą sąsiadkę z góry, a zarazem właścicielkę kamienicy, mająca akurat ochotę do czegoś się przyczepić lub jakiegoś byłego kochanka. Z dwojga złego wolałby kochanka. Sąsiadka stanowiła zdecydowanie cięższy kaliber. Ponadto jej oddech sprawiał, że opadało nawet to co aktualnie nie stało. Żona natomiast była ostatnim, czego należało się spodziewać. Nic dziwnego, że Lee nieco wcięło na jej widok.
Elegancko wyskubana brew powędrowała ku górze zaraz po zlustrowaniu swojego ex z góry na dół.
- W czymś przeszkodziłam?
- Nie... Nieszczególnie – mruknął w odpowiedzi, obniżając ton głosu, który stał się teraz o wiele łagodniejszy.
- Świetnie! – klasnęła energicznie w dłonie. - Nawet jeśli to ewidentne kłamstwo – kontynuowała, wciągając z kieszeni bordowego płaszcza chusteczkę, którą zaraz przyłożyła do krwawiącego nosa zoologa z pobłażliwym uśmieszkiem. Swoją droga musiał przyznać, że dalej wiedziała jak się ubrać, żeby faceci się za nią obracali. Niby nie wyzywająco, ale za to z jaką klasą! - Chciałam zabrać dokumenty o których rozmawialiśmy jakiś miesiąc temu. Miałam chwilę, więc wpadłam. Mogę? – ruchem ręki wskazała drzwi. Jak na zawołanie, nauczyciel odebrał chusteczkę z drugiej ręki, którą ciągle jeszcze przyciskała do jego nosa i odsunął się, dając jej wejść. Choć wolałby odprawić ją z kwitkiem, po prostu nie miał do tego jaj.
- Jasne, proszę, wejdź. Napijesz się czegoś?
- Jeśli to nie problem, możesz mi nalać czegoś zimnego – odparła i bez krępacji zrzucając z siebie płaszcz, powiesiła go na wolnym wieszaku. Zatrzymała się natomiast w połowie ruchu w stronę salonu, dostrzegając obcą twarz. Zaśmiała się dźwięcznie pomimo lekkiego zdziwienia, zerkając w stronę Lee karcąco. - ”Nieszczególnie”, co? – przedrzeźniła go złośliwie, ponownie zwracając twarz w stronę Bjarne. - Niech panowie nie zawracają sobie mną głowy i kontynuują. Bez dalszej brutalności, jeśli łaska.
Ciągle tak samo bystra, pomyślał Lee. Nie odgryzł się. Poszedł w ślad za wkraczającą jak do salonu Margaret, po drodze rzucając glinie krótkie spojrzenie. Chciał zamienić z nią parę zdań, ale nie przy tym cholernym psiarzu!
- Nasze sprawy mogą poczekać – odpowiedział jej szybko, mając nadzieję, że blondyn nie palnie niczego, co mogłoby temu zaprzeczyć. - Trochę tu przemeblowywałem. Pozwól, że sam je znajdę...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Wto Paź 06, 2015 1:51 pm

Dla Bjarne nie była to komfortowa sytuacja, jednak nie zamierzał się nigdzie stąd ruszać, gdyż kto wie kiedy znowu będzie mieć przyjemność spotkać pana Lee. Obecność kobiety nie była mu w smak, jednak jego postawa nagle uległa kompletnej zmianie. Oczywiście, nie będzie pogrążał Lee, widząc jak ten i tak sam to robi, skacząc koło niej i piszcząc na jej skinienie. Żałosne. Naprawdę żałosny był fakt, że dorosły mężczyzna podniecał się i merdał ogonem na widok wytapetowanej szynki. Pokręcił głową i dał znak nauczycielowi, że będzie grzeczny. Jeszcze ten potem znowu rzuci fochem i nici z jakichkolwiek informacji będą. Chociaż szantażowanie go ujawnieniem prawdy o jego drugiej stronie było bardzo kuszące. Ale! Czasem trzeba pokazać się z dobrej, przykładnej strony.
- Przyniosę pani czegoś...zimnego - powiedział aż nadto miło i uprzejmie, kompletnie nie dając po sobie poznać, że chwilę temu miał ochotę zatłuc jej eks męża. Poszedł do kuchni i westchnął głośno. Zaśmiał cicho pod nosem, przypominając sobie szczeniaka-Lee, który z ogromną wdzięcznością szukał swojej pani dokumentów. Jak można tak nisko upaść? Nawet jeśli się nadal kocha? Przecież to poniżej godności...jakiekolwiek, nawet Lee, człowieka. Wrócił z jakimś sokiem, który znalazł w lodówce, dając im chwilę pobycia sam na sam. Podał Margaret szklankę siadając na fotelu trochę z boku i przysłuchując się ich rozmowie. Ciekawym zjawiskiem było obserwowanie mężczyzny przy tej kobiecie. Zastanawiał się, co takiego on w niej widzi. Długi patyk, z witkami zamiast rąk, trochę tapety na twarzy, kilka łaszków z drogich butków i jakoś fikuśnie zaczesane włosy. Naprawdę, miał aż tak tandetny gust? Pokręcił z niesmakiem na swoje myśli w głowie. Bjarne był bardzo wybredny przy doborze swoich partnerów i partnerek. Już nawet nie chodziło o wygląd, ale on on na pierwszy rzut oka podpowiadał mu o temperamencie danego osobnika. Z nią szybko by się znudził. Lubił wyzwania. A ona m nijak pasowała do jakiegokolwiek. a
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Sro Paź 14, 2015 11:45 pm

- To miłe, dziękuję.
Margaret chętnie oddała wszystko w ręce swojego ex i jego kolegi, krzyżując ręce na klatce piersiowej i przystając tuż obok komody, przy której teraz kucnął Lee. W jego oczach, Margaret była ideałem kobiety, choć jak wiadomo, miłość miała zwyczaj cholernie zaślepiać. Nigdy więc nie przyznałby, że czegokolwiek jej brakuje. Tak w wyglądzie, jak i osobowości. Mądra, zgrabna, ruda laska... Która ładnie go przy okazji wyrolowała, ale mniejsza o to.
Mężczyzna z jednej strony był naprawdę zadowolony, mogąc zobaczyć ją ponownie i to we własnym mieszkaniu. Z drugiej, czuł się cholernie spięty. A to nie zdarzało mu się zbyt często. I to nie tylko ze względu na obecność jaśnie pana gliny.
- Jak wam się układa? – zapytał, kiedy jego szanowny „gość” zniknął w odmętach kuchni, i tak zresztą połączonej z salonem. Starał się zachować jak najwięcej normalności w tej konwersacji. Bez złości czy żalu. W sumie zdziwił się jak dobrze mu wyszło.
- Dobrze. Zaskakująco dobrze, jeśli mam być szczera – odparła, przyglądając mu się z góry. - Wiesz... Nigdy ci tego nie powiedziałam, więc skorzystam z okazji skoro już ją dostałam – odetchnęła cicho. - Na początku był to był jedynie krótki skok w bok. Nigdy nie zamierzałam tego kontynuować ani brać na poważnie. Ale wiesz, Lee? Twoje przywiązanie i zaufanie jest zbyt ekstremalne, kiedy robisz się poważny. Podobnie jak i nadopiekuńczość.
Zoolog poderwał głowę, kompletnie zaskoczony podobnym wyznaniem. Nie rozumiał sensu słów Margaret. On? Nadopiekuńczy? Kiedy? Chciał o to zapytać i nawet otwierał już usta, ale słysząc zbliżające się kroki drugiego mężczyzny, niechętnie wszystko przełknął.
Margaret podziękowała Bjarne. Przyjęła sok i upiła ze szklanki kilka sporych łyków. Lee wrócił tymczasem do grzebania po szufladzie.
- Przyjaciel od wspólnych interesów? – zagadnęła policjanta Margaret.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Pią Paź 16, 2015 4:58 pm

Bjarne niestety na swoje nieszczęście musiał słuchać żałosnych prób zbliżenia się Lee do Margaret, która wcale nie wykazywała chęci wrócenia do swojego ex męża. Ba, raczej wydawałoby się, że pojawiała się tylko w życiu pedagoga jeśli czegoś potrzebowała. Chociaż, podobne zagrywki miały wszystkie kobiety. Ile razy kiedy on utrzymywał bliskie relacje z jakąś, ta nagle wracała, bo czegoś potrzebowała – tak jakby jednorazowy numerek do czegoś zobowiązywał. Bjarne kompletnie nie rozumiał takiego postępowania kobiet, a czasem nawet i mężczyzn, którzy działali w podobny sposób. On nie czuł się zobowiązany wobec nikogo. Jedynie osób, o których sam czegoś chciał. A w tym przypadku obiektem jego tymczasowego zainteresowania stał się Lee. A co za tym szło? Landgalden w niektórych sytuacjach mógł pozwolić sobie na nikłą uległość.
Wyszedł z kuchni z sokiem dla kobiety, a ta odebrała szklankę bez żadnej krępacji. Zachowywała się w nie swoim mieszkaniu dość naturalnie. Czuła się swobodnie, tak jakby ona była w tym pomieszczeniu najważniejsza. Gwiazda.
Policjant siedział wciśnięty w fotel, wspierając podbródek na ręce, którą oparł na wysokim podłokietniku.
- Tak, można tak to nazwać. – Uśmiechnął się uroczo, ładnie. Jego uśmiech był delikatny, aczkolwiek bardzo subtelny. Prawdopodobnie wiele zależało od jego łagodnych rys twarzy, które, niestety, odziedziczył po matce. Nigdy jakoś nie był wielce zadowolony z faktu posiadania bardziej kobiecej urody, dlatego też musiał nadrabiać temperamentem, aby ludzie z jego najbliższego otoczenia odczuwali przed nim respekt. Skurwysyństwo weszło mu w krew. Jak nawyk. Szybko przystosował się do roli złego gliny, który osiąga każdy cel. Nawet ten stawiany na najwyższej półce. Zmiany masek nie były dla niego żadnym wyczynem. W końcu nie musiał się nigdy obawiać o to, że ktoś zobaczy go w całkiem normalnym, naturalnym świetle. Czemu? Bo nigdy nie zamierzał tak obnażyć się przed kimś. Pokazać swojego słabości i lęki.
- Bjarne. – Przedstawił się, oczywiście robiąc wszystko pod publikę. W jego głosie można było usłyszeć nietutejszy akcent. Mówił z dla siebie naturalnym norweskim akcentem.- A pani, to? – zagadnął, jednak niepotrzebnie. Znał na każde swoje pytanie odpowiedź. Spojrzał przelotnie na nauczyciela, sprawdzając jak mu idzie szukanie dokumentów dla kobiety. Nie uśmiechało mu się tracenie wieczora dla jakiejś ex faceta, którego szantażował.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Sro Paź 21, 2015 8:16 am

Margaret z nieukrywanym zainteresowaniem przyglądała się Bjarne, czego Lee nie mógł nie dostrzec, zerkając ukradkiem ku górze co rusz. Nie była głupia, zresztą śladów krwi na koszuli byłego męża też nie dało się tak po prostu pominąć wzrokiem. W każdym razie póki co, jeszcze nie miała aż tak poważnych problemów ani z oczami, ani spostrzegawczością. Doskonale zdawała sobie sprawę, że musiało dojść między nimi do jakiejś przepychanki i wątpiła, aby mogło to być coś błahego. Znała go głównie od tej lepszej strony i cały ich związek żyła w przekonaniu, że mężczyzna nigdy nie podniósłby na nikogo ręki bez dobrego powodu. Naprawdę w to wierzyła. Nie miała w końcu powodów, by nie wierzyć.
- Ciekawe imię i tak samo ciekawy akcent – odpowiedziała uśmiechem na uśmiech, wyciągając w stronę policjanta dłoń o wyjątkowo – nawet jak na kobietę – chudych, choć nadal jeszcze nie sprawiających wrażenia kościstych palcach. Wbrew wrażenia delikatności, uścisk miała całkiem mocny i z pewnością pewny. - Margaret. Ex żona – ruchem głowy skinęła w stronę Adamy, który wydał z siebie lekko poirytowany dźwięk, będący zapewne kliknięciem języka o podniebienie. Aż zaśmiała się na ten znajomy nawyk. - Oh, daj spokój~ Przecież nie podkreślam tego przez czystą złośliwość! – upiła jeszcze dwa kolejne łyki i odstawiła szklankę na komodzie.
- Nic nie mówiłem – mruknął, podnosząc się z kucków z dwiema zielonymi teczkami w ręku. Przez chwilę widocznie się zawahał, ale ze względu na obecność Bjarne, nie powiedział nic więcej i po prostu jej je wręczył. - Daj znać, jeśli będziesz potrzebowała czegoś jeszcze.
- Właściwie... – zwróciła wreszcie wzrok na byłego. - Zastanawiałam się, co z albumem.
- Wybacz. Tamtego dnia wyrzuciłem w złości. – skłamał tym razem bez cienia wątpliwości, że robi coś niewłaściwego. W tym właśnie część jego winy za rozpad ich małżeństwa. Przywykł do okłamywania ją w kwestiach, w których pewnie nigdy nie powinien. - Twoja matka nadal powinna mieć odbitki, jeśli byś chciała – dodał z bladym, przepraszającym uśmiechem.
Przyglądała mu się chwilę, westchnęła i wreszcie pokręciła głową.
- Rozumiem – znowu przekręciła głowę, posyłając blondynowi promienny uśmiech, godny miss. - Jeszcze raz przepraszam, że przeszkodziłam w „interesach”. Proszę być dla niego wyrozumiałym. Potrafi być odrobinę problematyczny, ale to dobry facet. Czasami zbyt dobry – chyba tylko dla niej...
- Hej...
- A ty – tu tknęła mającego ochotę zaprotestować zoologa palcem w środek klatki piersiowej. - Nie kłopocz więcej mojego narzeczonego, jeśli łaska. I znajdź sobie wreszcie kogoś - stanęła na palcach, aby móc go cmoknąć krótko w policzek. - Byle nie był to kolejny małolat – uśmiechnęła się kokieteryjnie do nagle kompletnie oniemiałego Lee. I to bynajmniej nie dlatego, że Albert rzeczywiście ośmielił się jej nagadać. - Naprawdę mam nadzieję, że ułożysz życie na nowo, Lee. Naprawdę – poklepała go jeszcze po ramieniu. - Miło było pana poznać, panie Bjarne. Do widzenia – zakręciła się na szpilce, wyminęła Adamę i ruszyła w stronę drzwi. Ten rzecz jasna prawie natychmiast rzucił się za nią, podążając do wyjścia jak grzeczny piesek, odprowadzający swoją panią. Podał jej płaszcz, jeszcze raz wymienili grzeczności. Wreszcie drzwi trzasnęły. A Lee? Lee stał tam jeszcze, wpatrzony w malowane drewno. Znowu jakby go co najmniej spetryfikowało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Pią Paź 23, 2015 6:11 pm

Może nie uważała się za głupią, mimo iż w rzeczywistości nią była. Kto normalny, widząc zakrwawioną koszulę swojego byłego męża, z którym bądź co bądź utrzymuje się dobre stosunki, nie zareagowałby? Skoro żyła w przekonaniu, że Lee jest tak krystaliczny, to po jaką cholerę od niego odeszła? Co zostałaby, gdyby nagle zoolog zaczął przejawiać takie skłonności jakie poznał policjant na sobie? Bjarne instynktownie pomasował swój policzek.
- Jestem Norwegiem – wytłumaczył zaraz swój akcent oraz imię. Zresztą, nie było to żadną tajemnicą, ale najwidoczniej tylko kobietę to interesowało, bo Lee nawet nie wykazał krzty zainteresowania swoim wrogiem. Na prychnięcie nauczyciela ugryzł się w język. Ten nic nie mówił? Oczywiście, tylko skamlał jak pies. Żałosne.
Czy Bjarne stracił kiedykolwiek aż tak dla kogoś głowę? Nie. Zdecydowanie nie i miał nadzieję, że to nigdy nie nastąpi, a jeśli już, to popełni samobójstwo. Miłość była dla niego tak samo abstrakcyjna, jak obrazy Picassa.
- Lee, dobrym facetem? Nie zauważyłem. – Uśmiechnął się promiennie. Wspierał policzek na dłoni obserwując Margaret. Nie czuł się zażenowany pod jej wzrokiem. Czuł się rozluźniony. Ale czego można spodziewać się po człowieku, który wiecznie żyje pod wzrokiem opinii publicznej oraz licznego grona kobiet?
- Mnie również było miło poznać – powiedział, spoglądając za nią. Nie ruszył się z miejsca. Widział tylko jak szczeniaczek poleciał za swoja właścicielką odprowadzając ją aż pod same drzwi i obwąchując z tęsknoty jeszcze szczelinę między drzwiami a ziemią. Żałosne. Siedział sam w salonie dłuższą chwilę, wzdychając. Nie ogarniał rozumem takiego zachowania. Zwlókł się z fotela, idąc w stronę przedpokoju. Stanął, bokiem opierając się o futrynę i założył ręce na piersi.
- Lee. – zaczął wolno i spokojnie. - Twoje zachowanie jest żałosne. Nigdy jej tak nie odzyskasz – rzucił w końcu, wiedząc, że ten przygłup i tak nie doceni jego inicjatywy. Dał mu chwile na wrócenie do formy. Miał tylko nadzieję, że nie wrócą do punktu, w którym skończyli. Nie chciał mieć uszkodzonej twarzy, miał wywiad w piątek popołudniu do telewizji.
- Jakie masz dla mnie informacje? – zapytał. - A co do tego albumu obaj wiemy, że kłamałeś. Miej nadzieję, że ona jest beznadziejna w odczytywaniu kłamstwa. – Wrócił do salonu, padając z powrotem na swój fotel. Tak, swój. Już go sobie przywłaszczył. Z tej odległości mógł podziwiać praktycznie wszystko. Cholera, napiłby się jakiegoś mocnego trunku. Miał ochotę się zalać w trupa, tak po prostu. Przydałaby się także jakaś kobieta do umilenia końca dnia. Jednak czy on miał ochotę stłuc się do któreś z butelką wina i wysłuchiwania jej jazgotu? Nie. Zdecydowanie nie. Wróci do domu i skupi się na tym, na czym umiał najlepiej – na pracy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Wto Paź 27, 2015 7:31 pm

Zapewne powody każdego z osobna, zarówno Lee jak i Margaret w kwestii wzajemnego postępowania z sobą nawzajem, miały własne dna. To, że Adama starał się zachowywać przy niej zazwyczaj nienagannie, wcale nie znało, że nie miała okazji lub dwóch, aby dostrzec także pewną część jego mniej łagodnej natury. Bądź co bądź, na jej oczach złamał rękę jej własnemu ojcu, którego przez niefortunny zbieg okoliczności uznał za natrętnego zboczeńca i prześladowcę. Zabawne, że właśnie dzięki tego rodzaju incydentowi mogli później zawdzięczać początek ich wspólnej przyszłości – nawet jeśli ta nie miała trwać długo. Bardzo możliwe, że mimo iż w temacie milczała, Margaret miała własne podejrzenia co do zoologa w późniejszych latach. Choć i tak bynajmniej nie prawdopodobieństwo bycia oszukiwaną, zakończyło ich związek.
Zanim wyszła, wypowiedziała słowo „klucz”, które w głębi ducha cholernie nim wstrząsnęło. ”Narzeczony”. Nazwała Alberta swoim narzeczonym. Ni mniej ni więcej oznaczało to tyle, że ten palant zdążył jej się nie wiedzieć kiedy oświadczyć. Ba! Co gorsza(!), jego była najwyraźniej te oświadczyny przyjęła! Ze wszystkich palantów na świecie... Wybrała ciotę-Alberta! Żałosnego tchórza i nieudacznika! Totalnego mięczaka! Jak niby miał to zaakceptować?!
Z przepełnionego mieszaniną goryczy oraz złości amoku, wyrwał go dopiero głos gliny, o którego obecności przez chwilę całkowicie zapomniał. Nie było teraz czasu na użalanie się, rozpamiętywanie czy bezsilne wściekanie na siebie, zakochaną parkę i cały świat. Nie chciał, żeby ze wszystkich ludzi na tej planecie, to właśnie Bjarne musiał oglądać go w podobnym stanie. Widział i tak więcej niż dość. ...Lee zapije swoją frustrację później.
Odganiając zatem natrętne myśli, obrócił się, by spojrzeć w stronę mężczyzny na powrót chłodnym, czujnym spojrzeniem. Z trudem ukrywał tymczasową żądzę mordu.
- Nigdy nie powiedziałem, że zamierzam ją odzyskać – stwierdził oschłym tonem, który można było dość jasno interpretować jako niedopowiedziane: „...Nie twoja sprawa, więc chrzań się razem ze swoimi dobrymi radami”. Oczywiście, to co mówił, ogromnie kłóciło się z tym, czego faktycznie pragnął. Jasne, że chciał ją odzyskać! Nieważne jak mocno zdawał sobie sprawę z braku szans na to.
- Tch... Nie mogłeś się oprzeć, żeby nie przeanalizować i tej scenki, co? Nie. Jest przeciętna. Wyobraź sobie, że zwykli ludzie nie są zazwyczaj aż tak przeczuleni czy przećwiczeni w wyłapywaniu oszustw – skomentował go ironicznie, wymijając, by po powrocie do salonu dopaść do wcześniej zrzuconej z ramienia torby. Przykucnął i tym razem to w niej zaczął grzebać między licznymi teczkami. - Nie za dobre, jeśli mam być szczery – skrzywił się, wyciągając szarą teczkę i podnosząc się. Popukał o nią palcami obwiązanej bandażem dłoni, po czym rzucił w stronę blondyna. - I nie tak dużo, jakbyś pewnie sobie życzył – podszedł do barku i zaczął szukać w nim czegoś na ostudzenie nerwów. - To listy poprzednich dostaw oraz miejsc spotkań. Jak rzuci ci się pewnie od razu w oczy, kilka z nich odbywa się zazwyczaj w tym samym czasie, lecz jednocześnie różnych miejscach na raz. Dostawcy do których dotarłem, nie mieli bladego pojęcia kto ich najmuje. Często nie znają też zawartości tego co przemycają, że o działalności całej siatki ponad nimi nie wspominając. Anonimowość do granic możliwości. Kompletna zmiana taktyki. Ciężko do kogokolwiek dotrzeć, że o zdobyciu konkretnych danych nie wspominając. Na rzeczy jest coś grubszego. Coś, dla czego tworzą tę pieprzoną otoczkę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Wto Paź 27, 2015 9:15 pm

Lee przeżywał to jak nastolatka pierwszy okres. Bjarne miał dość jego ciągłych, zmieniających się humorów, które powodowały u niego migrenę. Chociaż nagły atak złości i frustracji nie powinien go wcale dziwić, a jednak zezłościł go. Jak ten dupek śmiał tak do niego mówić. Aż miał ochotę znowu walnąć mu z pieści w nos. Może wtedy trochę by utemperował ego.
- Jasne – rzucił z kpiną. – Och, jaki ja znawca jestem – parsknął, obserwując jego poczynania. Mijany spojrzał z politowaniem na osobę nauczyciela. W jego oczach ciągle tracił. Jednak czy mężczyzna się tym przejmował? Nie, na pewno nie, dlatego Bjarne swoje uwagi na ten temat zamierzał zachować dla siebie. Zresztą, nie były niezbędne podczas ich współpracy. Dla niego ważne były informacje, które miał dla niego. A po kolejnych słowach okazało się, że informacje wcale nie były zadowalające.
-  Super. Musisz się dowiedzieć tylko jakie akcje się szykują. Musisz znaleźć źródło. Interesuje mnie sama góra – powiedział przeglądając dokumenty. Zagryzł dolną wargę, skupiając na czymś wzrok. Widocznie Bjarne także coś wiedział, o czym Lee nie miał zielonego pojęcia. Policjant dużo ukrywał przed nauczycielem. Miał swoje małe tajemnice, które nie zamierzał zdradzać mężczyźnie.  Milczał dłuższą chwilę, podnosząc wzrok na Adamę.
- Powinieneś mi podziękować za to, że byłem tak miły dla twojej ex, nie uważasz? – Zamknął teczkę, wykładając się wygodnie na fotelu i obserwując co ten wyciąga z barku.  Langdalen definitywnie igrał z ogniem, mało brakowało, aby znowu nie dostał po pysku. A niestety musiał o tę twarz dbać, w końcu to dzięki niej wzbudzał w ludziach zaufanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Sro Paź 28, 2015 1:37 pm

No i wrócili do punktu wyjścia. Wraz z nową porcją odsłony wrednych charakterów oraz wymiany wątpliwych uprzejmości.
Lee wcale nie był bardziej zadowolony niż Bjarne z faktu, że tamten leci sobie w nim kulki. Podobnie nie nawykł, żeby ludzie zwracali się do niego takim tonem, że o postawie nie wspominając. Gdyby mężczyzna nie był gliną, chętnie pokazałby mu, dlaczego największe rozrabiaki w szkole siedzą na jego zajęciach cichutko jak myszy pod miotłą. Może jednak tym razem, zamiast rzucać jedynie pustymi sugestiami gróźb, naprawdę powinien poczęstować tego cholernego cwaniaczka whisky z odrobiną chlorku suksametonium? Arszenik wcale nie byłby gorszy. Choć gdyby już faktycznie się do czegoś przymierzał, pewnie wybrałby sproszkowane nasiona bielunia. Lub po prostu mieszankę czegoś, co nie jest w cywilizowanych krajach zbytnio znane z nazwy – co do minimum zmniejszało szanse na wykrycie, choćby i podczas autopsji. Zapewne wcale nie tak trudno byłoby dostać coś takiego na czarnym rynku, jeśli tylko wiedzieć gdzie szukać. Ale o otruciu Bjarne jeszcze będzie miał czas pomarzyć.
- Jeśli usiłujesz mi w ten sposób przekazać, jaki to ze mnie beznadziejny kłamca i oszust, to aż przykro pomyśleć o tych wszystkich, żałosnych ludziach, którym w tych czasach pozwalają nosić mundury i nic nie znaczące oznaki – mając na uwadze zdolności twoich kolegów po fachu – odgryzł się, wspominając swoje pierwsze i w sumie jedynie przesłuchanie, mające miejsce jeszcze za czasów studiów. Aż do tej pory, grunt nigdy nie palił mu się jakoś szczególnie pod nogami. Nie był nawet podejrzany w niczym, w czym w późniejszych latach brał niebezpośredni - najczęściej – udział.
- A co do kolegów po fachu, na twoim miejscu zwracałbym nieco więcej uwagi na osoby z którymi dzielisz biuro – uśmiechnął się z niemal nieskazitelną łagodnością, choć obaj wiedzieli, że była to sztuczność przekładana sztucznością. Adama po cichu usiłował znaleźć zabezpieczenie dla samego siebie. Co oznaczało, że musiał szukać nie tylko informacji dla Bjarne, ale także O samym Bjarne. Im więcej, tym lepiej. Relacje z współpracownikami, rodziną, miejsca zamieszkanie jego oraz najbardziej powiązanych ludzi. Nie było to niestety łatwe. Ani nawet przyjemne.
- Ależ oczywiście! – klasnął dłońmi, wpatrując się w niego z mieszanką niedowierzania przemieszanego z irytacją. - Że też sam na to nie wpadłem! Przecież to takie kurewsko proste! – pod koniec, pełen teatralnego entuzjazmu ton wreszcie został przez Adamę zabity. Tym razem uniósł przed sobą zabandażowaną dłoń tak, aby była dostatecznie widoczna dla siedzącego przed nim mężczyzny. - Sądzisz, że kto ponosi pieprzone koszta? Skoro wydaje ci się to takie proste, może zrobisz sobie operację plastyczną i sam zaczniesz nadstawiać karku? Najwyraźniej masz jakieś urojone wizje, że „znalezienie źródła” to bułka z masłem. Szukam tych informacji od dobrych kilku dni, ale ani ja, ani żaden z moich kontaktów nie potrafił znaleźć dotychczas luki, którą dałoby się do nich dostać. A jeśli tak, to znaczy, że kiedy już ją znajdę, będę musiał przez ciebie zanurzyć się po szyję w gównie, z którego mogę się już równie dobrze nie wygrzebać. Aż sam nie mogę się zdecydować, czy wolę jednak oberwać nożem w plecy, czy trafić do tego pierdolonego pudła – zaśmiał się gorzko, nalewając sobie do szklanki odrobinę tequili. Glina był irytujący. Nieważne jak bardzo chciał, Lee dla własnego dobra nie zamierzał przyspieszać procesu. W dupie miał, czy temu nadętemu bucowi się to podobało, czy też nie. Prawdę powiedziawszy, skończenie z nożem w plecach lub poderżniętym gardłem, wcale nie było najgorszą wizją spośród tych, które mógł sobie wyobrazić jako następstwo wykrycia. Ludzie półświatka długo potrafili przeprowadzać „rozmowy” z kapusiami.
Szklanka drgnęła mu w dłoni, kiedy blondyn ośmielił się wypowiedzieć najbardziej bezczelne pytanie, jakie zoolog usłyszał z jego ust od momentu poznania.
- Pardon? Chyba coś źle usłyszałem? - wbił w niego gadzie spojrzenie, pełne życzenia śmierci. Prawda... Jego nowy nabytek jest całkiem ładnie jadowity... Az żałował, że nie miał w ręku pojemnika stojącego aktualnie w garderobie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Sro Paź 28, 2015 10:12 pm

Miara powoli się przelewała. Miał dość ciągłych humorków zoologa, które z każdym spotkaniem robiły się coraz gorsze. Nie chodziło już o sam fakt płaszczenia dupska w domu i nie robienia niczego, a sposób w jaki się do niego odzywał. Bjarne był cierpliwy, ale do czasu. Jego szala goryczy wolno przelewała się na niekorzyść nauczyciela.
Był spokojny, nie wykazujący cienia złości, jednak wewnątrz pragnął jak najszybciej zakończyć współpracę. Mógłby kopnąć Adamę w dupę i znaleźć kogoś bardziej kompetentnego, jednak czas jaki poświecił tej marnej jednostce nie mógł iść na zmarnowanie. Poszukiwanie kozła ofiarnego było na tyle czasochłonne, że na tym etapie dochodzenia, nie miał na to czasu. Musiał użerać się z tym nadętym belfrem, który już dawno powinien skończyć na ulicy z tabliczką „zbieram na whisky”.
- Nie moja wina, że wasza angielska policja jest tak beznadziejnie wyszkolona. Chociaż niektórzy nauczyciele to też nieodpowiednie osoby na nieodpowiednim miejscu – odgryzł się z uprzejmym uśmiechem, za który nie pierwszy raz Lee miał ochotę go zatłuc. Bjarne zdawał sobie sprawę z kim przystaje, a taka podrzędna gnida nie musiała mu o tym przypominać. Wstał, rzucając na fotel notatki i w paru krokach zbliżył się do zoologa na niebezpieczną odległość. Złapał go stanowczo za policzka palcami, mocno koniuszki wbijając w miękką warstwę skóry. Zmrużył niebezpiecznie oczy uśmiechając się przy tym ironicznie. Obraz diabła. Wodził go na pokuszenie, zmuszał do zgrzeszenia.
- Za kogo ty mnie masz. To żałosne, naprawdę. Sądzisz, że nie wiem z kim pracuję? – Pokręcił zdumiony głową. Widocznie słowa Lee nie zrobiły na nim żadnego wrażenia. Zirytował go sam fakt, że nauczyciel zaczął szperać w jego życiorysie. Oczywiście, niczego w nim nie znajdzie. Wszystkie sprawy, o które mogłyby być podejrzany zostały zatuszowane w Norwegii, bo tam one się wydarzyły. Tutaj był czysty, jak łza. Poza numerem buta i domu, Adama za wiele nie mógł się o nim dowiedzieć. Chyba, że pragnął porozmawiać z jego kolegami z wydziału w Norwegii, jednak tam funkcjonariusze znający Bjarne wiedzą, że należy trzymać buzię na kłódkę. Wszyscy mieli coś do stracenia, a on dawał wiele możliwości.
- Skończ pajacować – rzucił oschle, zniżając niebezpiecznie głos. Zrobił krok w przód do niego, przesuwając palce z jego policzka na kark i tam wbił swojego krótkie paznokcie.- Zdradzę ci tajemnice... – szepnął elektryzująco do jego ucha, parząc je gorącym oddechem.
- Mam gdzieś, jak chcesz skończyć. Jak dla mnie możesz nawet zapić się na śmierć – chrypnął. - Skoro jesteś taki bystry i wiesz, że trzeba znaleźć źródło to zastanawia mnie fakt, dlaczego nie poszedłeś do Nestora. Z tego co mi wiadomo, koleś robi interesy z najbardziej wpływowymi ludźmi w półświatku. – Wyprostował się, puszczając mężczyznę. Zrobił dwa kroki w tył, dając sobie komfort psychiczny, spowodowany nagłym odsunięciem. Nie przywykł tak załatwiać spraw. Jednak jakaś dziwna część jego pokręconej, zepsutej duszy zmusiła go do wykonania tej serii czynności. Nawet teraz wzrokiem szybko przesunął po jego wargach i oczach.
- Nic – westchnął znudzony. Przesunął dłonią po twarzy, doprowadzając się do pionu. Był zmęczony. Nie tylko Lee ciężko pracował przez kilka dni. Bjarne także zarywał noce i pracował po szesnaście godzin. Ale! W porównaniu do niego, nie użalał się nad swoim losem. Wrócił do fotela, na którym rzucił wcześniej akta. Wziął je z powrotem do ręki. Trzeba było zarwać kolejną nockę na stworzenie mapy podejrzanych i własnych myśli.
- Po prostu dowiedz się na obecny moment czy Nestor także nie zna tajemniczego źródła. Jeśli on nie robi z nim interesów... – Urwał w pół zdaniu. Stał chwilę patrząc w okno i nie nic mówiąc, ani się nie ruszając. - No tak. – mruknął do siebie jakby olśniony. Chciał wyjść z mieszkania Adamy gdyż na coś wpadł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Czw Paź 29, 2015 8:32 pm


Spieranie się z tym wkurzającym Norwegiem z pewnością miało plusy, których niestety sam Adama nie potrafił już dostrzec – mianowicie zmuszało do skupiania na tym dostatecznie wiele uwagi, by choć na ten czas móc zapomnieć o goryczy, jaką pozostawiła po sobie wizyta Margaret. Czy też raczej informacje, jakie z sobą przywlekła.
- Pewien „nieodpowiedni” - jak to tak cholernie przeuroczo nazywasz – nauczyciel, bardzo chętnie sfinansuje ci powrót w rodzinne strony, gdzie DOŻYWOTNIO będziesz mógł do woli cieszyć się profesjonalizmem własnych ziomków - zaproponował z równie uprzejmą złośliwością. Że niby miał pozostać Bjarne dłużny? Nic z tego. Niedługo zacznie mieć problemy z ocenieniem, kogo nienawidzi bardziej. Bjarne, czy może jednak Alberta. W całym dotychczasowym życiu pana zoologa nie było zbyt wiele osób, do których żywił podobnie mocne, negatywne uczucia. Wiązało się to z zawracaniem sobie głowy myślami o takiej osobie. Coś, co uważał za totalnie bezsensowne marnowanie czasu. Czy to nie zabawne, że w przeciągu tak krótkiego przecież okresu, nagle pojawiło się takich dwóch? Jeden, który ukradł mu żonę; drugi, który ukradł prywatność oraz względne poczucie bezpieczeństwa.
Kiedy mężczyzna do niego podszedł, spodziewać mógł się po nim wielu rzeczy, ale z pewnością nie takiej! Nieco szerzej otworzył oczy, w pierwszej chwili po prostu zdumiony. W sumie tylko to powstrzymało go przed natychmiastowym zaciśnięciem własnych palców na nadgarstku nadmiernie pewnego siebie blondyna. Ale gdzieżby tam tylko na obmacywaniu twarzy miało się skończyć! A skąd! Bjarne wolał posunąć się dalej. Tym razem zaskoczenie przemieniło się w chłodną ciekawość. Swoją drogą, było coś niezwykle zabawnego w patrzeniu na policjanta z góry z równie bliska. Czasami potrafił tworzyć tę swoista otoczkę wyższości, która normalnie zrobiłaby na zoologu spore wrażenie, o ile jeszcze chciałby to uznawać i szanować. Niemniej o wiele lepiej wyglądało to z zachowaniem pewnej odległości między ich dwójką. Z racji tego, niemalże pokusił się o wypowiedzenie swych myśli na głos, jednak już po chwili uznał, że lepiej zostawić to sobie na dogodniejszą okazję.
- Ślepota to naturalna przypadłość podobnych tobie ludzi, czyż nie? Nadętych, zadufanych w sobie – nie żeby nie miał podobnie...
Ah, ileż satysfakcji przyniosłoby teraz sparterowanie diabła! Znajdował się w niemal idealnym położeniu do wykonania odpowiedniego manewru. Dlaczego więc nie uległ pokusie? Z tej samej ciekawości i częściowo chwilowej chęci okazania - mogącego niebanalnie drażnić ewentualnego rozmówcę - braku wzruszenia. Udawanego czy nie, to już drobne szczegóły. Z tym, że kompletnie nie miało szansy utrzymać się zbyt długo.
Nie odpowiedział z początku na więcej, a jedynie obserwował. Właśnie docierał do niego skurwysyńsko drażniący fakt - Ten człowiek brał go za matoła. Jego Psia Wysokość miała Lee za kretyna. Ot co! Tego jeszcze nie było.
Powoli, niespiesznie, wręcz letargicznym krokiem zbliżył się do stojącego do niego tyłem Bjarne. Tym razem był jedynym, który zrobił coś niezapowiedzianie nieprzepisowego w relacjach Informator-Glina. Objął go od tyłu ramieniem nieco ponad wysokością pasa. Niespodziewanie delikatnie, jeśli porównać do siły jaką włożył w chwycenie go drugą ręką za włosy, aby zmusić pociągnięciem do odchylenia głowy. Od razu praktycznie znalazł się przy tym z ustami przy lewym uchu Norwega.
- Nie jest zbyt mądrze, podgryzać ogon wilka tylko dlatego, że ten łaskawie pozwolił ci wleźć do swojej nory - odezwał się niemalże konspiracyjnym szeptem. - Powinienem cię przerżnąć, żeby wreszcie dotarło? Możesz być policjantem, ale robienie ze mnie debila to diabelnie głupi pomysł, nawet będąc na nieziemsko wysokim stołku w tej zakutwiałej branży.
Miał i jednocześnie nie miał ochoty tłumaczyć, dlaczego kontaktowanie się w tej sprawie z Nestorem mogło być dla niego tak samo bezpieczne, co wlezienie do klatki głodnego tygrysa. Przez kilka pierwszych lat po przeprowadzeniu się do Londynu, miał z tym osobnikiem nad wyraz dobre kontakty. Ale teraz to już nic nie mogło wnieść do sprawy. Lee miał własne powody, żeby to ukrywać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Czw Paź 29, 2015 9:19 pm

Zdecydowanie. Zdecydowanie koleś zaczynał działać mu na nerwy. Znosił cierpliwie, niczym męczennik wszystkie durne zagrywki zoologa, jednak on w swoich słowach posuwał się o kilka kroków za daleko. Już nie chodziło o niechęć. On po prostu albo był głupi albo nie wiedział komu nie zachodzić za skórę.
- Ziomeczków? Lee, jakie ty młodzieżowe słowa używasz – prychnął udawanie rozbawiony. Tak, jakby mężczyzną faktycznie powiedział jakieś śmieszne sformułowanie. - Niestety, mój drogi, nigdzie się nie wybieram. A na pewno nie przez kolejne dwa lata. Jeśli masz z tym problem równie dobrze możesz ty opuścić miasto bądź kraj. Droga wolna. Chociaż to byłoby naprawdę nierozsądne i niedojrzałe uciec przed jednym facetem – powiedział, kręcąc głową. Bjarne miał naprawdę tupet, a w konkursach bezczelności i arogancji zajmował pierwsze miejsce, jednak Adama również w tym wszystkim nie był niewinny. Odpłacał się blondynowi mocnymi czasem ciosami, ale także siarczystymi pyskówkami. Ich relacja pokazywała, jak bardzo nie powinni nigdy się spotkać i zostawać w jednym pomieszczeniu sam na sam.
Langdalen zazwyczaj utrzymywał maskę obojętności, spokoju i cierpliwości. Rzadko kiedy pozwalał sobie na przekroczenie z obcą osobą wszelkich granic. Nigdy nie wyszedł poza niewidzialną linię, która odgradzałaby go od innego mężczyzny. Może było to spowodowane faktem, że większość swojego życia interesował się kobietami, rzadko kiedy miał ochotę zawiesić oko na obiekcie tej samej płci, a tym bardziej wejść z nim w sferę intymną.
- Powiedział zadufany w sobie ślepiec – odgryzł się. Żaden z nich nie powinien siebie umoralniać, żaden nie był lepszy od drugiego. Norweg widząc brak reakcji Adamy, trochę był rozczarowanym jego zachowaniem, gdyż ostatnim razem dobrze zapamiętał dziewicze, pełne oburzenia pretensje kiedy dotknął jego kędziora.
Cofnął się, wiedząc, że wystarczająco naciągnął strunę. Sądził, że tym razem Lee odpuści sobie wszelkie szarpaniny i przepychanki - jednak nie. Niczym nastolatek musiał pokazać kto jest samcem alfa w akademiku. Dobrze, że nie ściągnął koszulki i nie zaczął bić się pięściami w tors, to by było widowisko!
Bjarne nie spodziewał się jakiekolwiek dotyku, a na pewno już nie delikatnego. Zdziwiony nagłym objęciem w pierwszej sekundzie podniósł brew, jednak w kolejnych chwilach, wszystko stało się jasne. Zamknął oczy, uśmiechając się nikle pod nosem, mimo iż wewnątrz kipiał ze wściekłości. Nie wiedział kiedy uaktywniła się w nim taka agresja. Dawno nikt nie wzbudził w nim tyle pokładów złości, a wierzcie lub nie, jest to naprawdę wyczyn. Wysłuchał w milczeniu konspiracyjnego szeptu zoologa i niechętnie musiał przyznać, że przeszedł go nawet dreszcz wzdłuż kręgosłupa. Podświadomie wmawiał sobie, że było to spowodowane falą chęci mordu.
- Przerżnąć? Ty, mnie? – Uchylił jedno oko, spoglądając na niego. - Czy ja dobrze usłyszałem? Zastraszasz funkcjonariusza policji? I to gwałtem? – zapytał, mocniej zaciskając palce na trzymanej w dłoni teczkę. Miara się przebrała, a kielich goryczy wylał się na Bjarne niczym kubeł zimnej wody. Ten moment uświadomił mu, że był dla niego bardzo pobłażliwy i uprzejmy, a efektem było kąsanie przez niewdzięcznego belfra. Piekielna gadzina.
W przeciągu kilku sekund stało się parę rzeczy: Bjarne uderzył Lee w twarz z teczki, chcąc tym samym dać sobie więcej czasu. Miało to być chwilowe rozproszenie, ogłuszenie czy jak to inaczej nazwać. Następnie odchylił rękę w tył, łapiąc za nadgarstek zoologa uwalniając swoje włosy od niechcianego dotyku i szarpnął nim. Mocno, wprost na siebie. Złapał go stanowczo palcami za szmaty i przygwoździł nauczyciela do sofy, która stała zadziwiająco blisko nich. Bjarne nie miał pojęcia skąd nagle znalazł w sobie tyle siły. Adrenalina napędzała jego serce, a Adama mógł zobaczyć policjanta w całkiem innym świetle. Był naprawdę zły. Zwężone, niebezpiecznie oczy nie stwarzały pozorów gry, tylko faktycznego zdenerwowania, a napięte do granic możliwości mięśnie, stały się twarde niczym marmur.
- Za kogo ty się do cholery masz? – wysyczał, nachylając się na nim i nie puszczając go ani na chwilę. - W życiu nie spotkałem tak nadętego palanta jakim jesteś. – Proszę państwa, wojna się rozpoczęła!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Czw Paź 29, 2015 10:38 pm

Chętnie przedstawiłby Bjarne sztywne fakty na temat pochodzenia użytego przez siebie wyrażenia, ot tylko po to, aby podważyć jego wiedzę, choć zapewne tamten doskonale zdawałby sobie z nich sprawę. Ale po co aż tak sobie głowę zawracać? Ponadto nie było to najważniejszą rzeczą, na jaką powinien zwrócić uwagę.
- Uciekać? Przed tobą? Nie bądź śmieszny. – nawet jakoś wykrzywił usta w nieprzyjemnym uśmieszku. Chociaż na tyle się wysilił, jakkolwiek łatwiej byłoby po prostu przyłożyć Jego Eminencji, Najwyższemu (na pewno nie ciałem w każdym razie~) i Najważniejszemu w swym mniemaniu. Jedynemu, który ma przenajświętszą rację, bo jakżeby inaczej, do cholery! Widać było, że nigdy nie doznał dostatecznie po dupie. Dosłownie i w przenośni. Lee chętnie by mu to załatwił, gdyby tylko raczył poprosić. Od ręki. I to całkowicie za darmo. Czyż nie był nazbyt łaskawy? Być może i owszem. Norweg całkiem szybko dochrapał się swojego. Pomyślałby kto, że wzajemne przepychanki mogły – i powinny - skończyć się ledwie przed pół godziny. Tak naprawdę Adama wcale nie planował żadnego z wykonanych przez siebie manewrów. Liczył na szybkie pozbycie się natręta, lecz gdy tamten wyraźnie zaczął dość bezpośrednio kwestionować jego metody oraz inteligencję osoby, która miała mu pomagać w gówno obchodzącym je śledztwie, postanowił pozwolić sobie na podobnie wiele bezpośredniości oraz szczerości zgodnej z rzeczywistymi myślami. Podszywanie słów kłamstwami było dla niego na co dzień tak samo naturalne jak dla ryby oddychanie pod wodą. Rzadko pokazywał innym najgorszą część siebie. Przed Norwegiem powinien ukrywać ją w podobnej mierze, jednak z jakiegoś powodu co rusz go kusiło, aby łamać tę czy inną zasadę własnej gry. Mało czyje prowokacje miały na niego przez ostatnie 27 lat życia podobnie destruktywny wpływ.
Podobnie jak wcześniej policjant, również i on był nieco zawiedziony pierwszą reakcją. A gdyby tak spróbować ugryźć go w szyję? Pff, oczywiście, że nie miałby z tego żadnej przyjemności poza możliwym zaobserwowaniem odpowiedniej do sytuacji reakcji! Nie zrozumcie źle! Po prostu nie potrafił znieść tego typu ludzi! Coś takiego doprowadzało go do białej gorączki! Zero satysfakcji z erotycznych podchodów, jeśli miały być one skierowane w stronę kogoś takiego! Absolutnie żadnych! To przecież nie miałoby sensu! Fetysze fetyszami, ładne buźki ładnymi buźkami, ale co szantażujący glina to szantażujący glina. Tak?
- Oh najmocniej przepraszam. Prawie zapomniałem, że metody zastraszania są zarezerwowane wyłącznie dla Langdalenów-... – nie zdążył powiedzieć nic więcej na ten czas. Kompletnie zapomniał o teczce. Pieprzona teczka. Obaj mieli talent do wzajemnego zaskakiwania się. I najwyraźniej podświadomie lubili robić to na przemian. Czyżby chodziło o zachowanie równowagi we wszechświecie? Tak czy inaczej, Lee cicho stęknął, machinalnie poluzowując uścisk i... Nim się obejrzał, wylądował pod blondynem na kanapie. Żeby dwa razy oberwać po mordzie od tej samej zakały... Co za pechowy dzień. Tyle dobrego, że tym razem jego nos najwyraźniej postanowił nie tryskać krwią niczym grająca fontanna narodowa. Coś tam pewnie pociekło, acz niewiele. Ból był w każdym razie na pewno średnio przyjemny, ale nie oślepiający ani przyprawiający o omdlenie. W końcu mowa o teczce, nie cegłówce. Nie mógł niemniej nie przyznać, że siła agresji w wykonaniu Bjarne, była całkiem imponująca... Jak na tak niepozorne ciało. Poniekąd otrzymał tym samym czego chciał. Bo kto by pomyślał, że ten wiecznie opanowany drań, może mieć równie interesujący wyraz wściekłości wymalowany nie tyle na twarzy, co w spojrzeniu. Przyszła mu ochota, żeby się zaśmiać. Zaśmiać i odwdzięczyć pięknym za nadobne.
-Kto by pomyślał... – warknął w odpowiedzi i ponieważ wiedział, że siłowanie się może nie być zbyt efektowne, przerzucił szybko bliższą oparcia nogę przez biodra napastnika, zaś przeciwną jej rękę hakiem przez kark tegoż. - Mam ochotę to samo powiedzieć o tobie! – uśmiechnął się wyjątkowo szeroko, po czym szarpnął się w bok, samemu napinając mięśnie, by siłą zmusić do przetoczenia się razem z mężczyzną. Jeśli wszystko poszło po jego myśli, obj skończyli chwilowo na podłodze, za to przy małej zamianie miejsc. No, chyba że Lee będzie miał wybitnego pecha i przez jakąś gwałtowną od-reakcję Bjarne, obtłucze się i on.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Pią Paź 30, 2015 8:24 pm

Wściekłość, furia, agresja, złość miotały nim jak szatan opętanym. Gdyby nie fakt, że Bjarne potrzebował tego dupka najpewniej wyjąłby dawno broń i przestrzelił mu kolano. Niestety, Adama był bardziej przydatny w pełni sił, niż gdyby miał kulać i jęczeć z bólu. Żałował, że wybrał tego drania. Tak, cholernie żałował swojej decyzji. Nie spodziewał się, że ta jednostka jest tak specyficzna. Uparty i zażarty. Mógł wybrać kogoś bardziej podatnego na stres, ale nie. Zachciało mu się wrażeń!
- Nie chciałbyś być przeze mnie zastraszony. Wierz mi. – warknął nisko, patrząc mu niebezpiecznie w oczy. Przestał przypominać potulnego i spokojnego glinę, po którym nie widać krzty emocji. - Teraz cię wręcz subtelnie prosiłem o pomoc, a zastraszanie przy tym się nie umywa. Wtedy dawno miałbyś przestrzelone kolano, a twoja twarz wisiałaby na portierni w szkole jako ostrzeżenie przed miejscowym pedofilem. Jestem bardzo dla ciebie łaskaw – rzucił, mocniej dociskając go do sofy. Wbił kolano w jego brzuch, chcąc pokazać, że nie ma ochoty już na żadne dyskusje. Naprawdę chciał mu zrobić krzywdę, zadać ból. Była to ta strona Bjarne, która rzadko kiedy wychodziła na światło dzienne. Nie był świętym policjantem, który przykładnie wystawiał mandaty lub stosował jedynie mało stresujące metody działania. On nie przebierał w środkach. Miał wielu wrogów. W Norwegii, tamtejsza mafia narkotykowa doskonale znała jego twarz oraz nazwisko. Wielokrotnie dostał pogróżki, a nawet raz próbowano go zabić. Oczywiście, jego upór nie powstrzymał go przed wpakowaniem grubych ryb za kraty, dzięki czemu został okrzyknięty w Oslo pogromcą dilerów. Lee kompletnie nie wiedział z kim na do czynienia. Facet na swoim koncie miał więcej akcji niż Adama w całej swojej przestępczej karierze. Takich jak on kapusiów ustawiał bez kontaktowania się nimi twarzą twarz. Pech chciał, że tym razem musiał trafić na cholernie zadufanego w sobie palanta. Miał ochotę zdewastować mu buźkę, obić żebra i połamać rękę. Autentycznie.
- Zamknij się w końcu – wychrypiał, ale w tym momencie zostało mu założone biodro i hak na kark. Zanim zdążył jakkolwiek zareagować Lee zmusił go do przeturlania się w bok. Niestety, pech chciał, że Langdalen spadł pierwszy plecami uderzając o twardą, zimną posadzkę. Nie powiedziałby, że należało to najprzyjemniejszych spotkań jakie przyszło mu mieć. Zamknął oczy, cicho sycząc pod nosem. Wolno na nowo podniósł powieki, lustrując go gniewnym spojrzeniem dopiero teraz dając sobie sprawę, że Adama leży na nim. Ich dystans był jeszcze mniejszy niż ten, który on sam stworzył kilka chwil temu. Ciało blisko ciała. Czuł jego gorący oddech, zapach wody kolońskiej i płynu do prania z jego ubrań. Dziwna mieszaka, która nagle zaatakowała jego zmysł węchu. Przeklął w myślach nie mogąc pozbyć się drażniącego zapachu.
- Złaź ze mnie – odparł chłodno, a gdyby miał moc zamrażania najpewniej Lee dawno byłby soplem lodu. Martwym soplem lodu, ofc.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Czw Lis 12, 2015 6:17 pm

Nawet gdyby jakimś cudem przewidział niezapowiedziane pojawienie się Bjarne tego dnia w jego domu, nigdy w życiu do głowy by mu nie przyszło, że w złości i frustracji posunie się w stosunku do niego aż tak daleko. Mimo iż był człowiekiem dość gwałtownej natury, zazwyczaj potrafił zapanować nad nią w pełni. Ponieważ głęboko wierzył, że tylko słabi głupcy nie potrafią utrzymać na wodzy własnych emocji. A choć postąpił jak postąpił, z jakiegoś powodu jedyne co w tej chwili czuł, to głęboka satysfakcja. Bo czy nie byłoby o wiele większym wstydem pozwolić, aby ktoś taki nie tylko w pełni dyktował mu warunki, ale jeszcze czuł się bezkarnie w każdej sytuacji tylko dlatego, że miał na niego haka? W pewnych sytuacjach, nawet najbardziej przyparty do muru facet po prostu nie może pozwolić, aby nadal deptano jego ego. Skoro funkcjonariusz zdecydował się przekroczyć czerwoną linię po trzykroć, nie powinien mieć mu absolutnie niczego z tego za złe. Oh... Właściwie można powiedzieć, że zaskarbił sobie w pewien sposób na wręcz specjalne traktowanie. Tym samym Lee musiał przyznać się przed sobą, że tym razem z pewnością nie ma do czynienia z byle kim. „Byle kto” nigdy nie zdołałby doprowadzić go do podobnego stanu. Obrzydliwie irytujące i zarazem dziwnie odświeżające uczucie. Choć raczej nie zaliczyłby do tego wzmianki o zrobieniu z niego pedofila. Hej. Tylko dwa razy zdarzyło mu się przespać z nieletnim. I ani razu nie było w tym jego winy, skoro obaj partnerzy byli na tyle głupi, by łgać mu w żywe oczy na temat swojego wieku. Akurat tej jednej granicy pilnował całkiem dokładnie. Zresztą w obu przypadkach incydenty miały miejsce gdzieś z rok wstecz. Dawno i nieprawda. Oczywiście wiedział, że Bjarne chodzi o Perciego, ale tym tym bardziej się nie martwił. Nie zrobił chłopakowi żadnej krzywdy, a jeszcze dodatkowo z uwagi na przyjaźń z Baldrickiem, usiłował po cichu wyciszyć i jego problemy. Masz ci los, cholera! Raz na jakiś czas zachowywał się z nieprzymuszonej woli więcej niż przyzwoicie, a i za to usiłowano utrzeć nosa! Niedoczekanie.
Prychnął ostentacyjnie.
- Nie przypominam sobie, żebym miał obowiązek wypełniać twoje rozkazy, tym bardziej jeśli nie są one związane z naszą małą umową – warknął, dociskając jego lewą rękę do podłogi swoją własną. Drugą również starał się powstrzymać, aby żadna nie poszybowała znowu w stronę twarzy. Nos i tak bolał i miał tylko nadzieje, że nie spuchnie. To by wyglądało cholernie żałośnie. - Oh... Racja. - w ton Adamy wkradła się wrednie złośliwa i prześmiewcza nuta. - Może dla odmiany spróbujesz poprosić o to, czego ode mnie chcesz? - wbił oczy w ślepia policjanta, nie kwapiąc się o zwiększenie odległości między ich twarzami czy ciałami. Wolał ograniczyć ruchy wkurzającego Norwega. Swoją drogą, to trochę niesamowite i ekscytujące, jak przyjemnie patrzyło się na tego nadętego mężczyznę z aktualnej perspektywy. Naprawdę wielka szkoda, że taka twarz i ciało marnowały się przez beznadziejny charakter ich posiadacza.
- Jeśli jednak zamiast tego wolisz nadal być denerwującym dupkiem-... - przymrużył oczy, pauzując na krótki moment. Nagła chęć zmuszenia blondyna do jeszcze mniej profesjonalnego zachowania oraz reakcji, zaatakowała go ni z tego ni z owego. A co dziwiło zoologa bardziej niż to - chętnie dał się temu ponieść. Być może to wina adrenaliny. Jak nic musiała to być wina adrenaliny. Inaczej nie posunąłby się do tak niekonwencjonalnych metod. ...Prawdopodobnie.
Przekręcił głowę o kilka stopni i kompletnie ignorując irracjonalność podobnego postępowania, ugryzł Bjarne w szyję. Mocno. Nie czułby się wcale zaskoczony, gdyby poczuł lekko metaliczny posmak w ustach. Mógł mu po prostu przylać pięścią, wbić kolano w brzuch, walnąć w główki lub z kolei uderzyć jego głową o podłogę przynajmniej kilka razy dla lepszego efektu. Ale to by było zbyt proste.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Bjarne

avatar

Liczba postów : 54
Join date : 19/05/2015

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Pią Lis 13, 2015 2:02 pm


Zgadzali się tylko w jednej kwestii, odnośnie ukazywania własnych emocji. Mężczyzna był tego samego zdania. Dlatego też tym bardziej czuł się upodlony, że taka podrzędna kreatura zdołała osiągnąć podobne efekty.
Bjarne był wściekły, że ten dupek triumfował. Nie zasługiwał na to, aby widział policjanta w takim stanie, ani tym bardziej, aby znajdywać się tak blisko. Możliwe, że w innych okolicznościach wcale by mu to nie przeszkadzało, jednak teraz definitywnie zamierzał przestać bawić się w kotka i myszkę. Pobłażliwość nie popłacała i zbyt spoufalanie się tym bardziej. Pluł sobie w brodę, że zajął się sprawa osobiście zamiast wysłać zoologowi listy z dowodami, a dopiero później odezwać się telefonicznie. Oczywiście, nie ze swojego numeru, tylko nowego, najlepiej na kartę. Ale nie, zachciało mu się wrażeń i teraz ma za swoje.
Wciągnął mocno powietrze przez nos, czując w nozdrzach zapach Lee, który próbował zmanipulować jego zmysły. Irytacja sięgnęła zenitu z momentem, w którym mężczyzna posunął się o krok dalej. Zdecydowanie zerwał wszystkie dzielące ich bariery, których nawet Bjarne nie przekraczał. Bowiem sam dotyk w porównaniu z tym co zrobił Adama, kompletnie się nie równało.
Pieprzony palant. Zabiję go.
I faktycznie, miał ochotę go zabić. I o ile Lee przebierał w wyszukanych środkach, tak policjant postawił na zupełną prostotę i siłę. Miał ochotę zrobić mu krzywdę, chciał by cierpiał. I zamierzał tego dopilnować osobiście. Trzymane ręce i przyszpilone nogi nijak pomagały mu wyjść z sytuacji, dlatego też wspomógł się ramieniem. Kiedy tylko zwęszył okazję i Lee chociaż minimalnie odsunął się od niego, szarpnął się, uderzając go w szczękę z szczupłego ramienia.
- Podnieca cię to chory czubku? – warknął gardłowo, wprost do jego ucha, które boleśnie przegryzł. Nie zamierzał być mu nic dłużnym. Już i tak wystarczająco został zhańbiony, a wżerający się brud pod jego skórę pozwalał mu na podobne sztuczki. Oderwał odcinek szyjny ponownie od podłoża, napierając na nauczyciela ciałem i siłując się z nim. Adrenalina krążąca w jego żyłach dodawała mu sił, o których wcześniej istnieniu nawet nie wiedział. Duże pokłady złości sprawiły, że odepchnął od siebie – bądź co bądź – silniejszego mężczyznę pozwalając Bjarne na przeturlanie się z nim w bok. Teraz to on zawisnął nad szatynem, strącając po drodze z niewielkiego stołku kilka rzeczy. Langdalen siedział na jego biodrach okrakiem, kipiąc złością.
- Ja miałbym cię o cokolwiek prosić? Po moim trupie. Prędzej wpakuję ci kulkę w łeb zanim doczekasz się ode mnie prośby – zapewnił, łapiąc go stanowczo palcami za policzek i wbijając w niego swoje krótkie paznokcie. Boleśnie, wręcz z premedytacją szarpnął ręką w dół, zostawiając po sobie cztery, czerwone ślady. - Nasz rozmowa zakończyła się w tym momencie, rozumiesz? – zapytał niebezpiecznie zniżając głos. Pochylił się nad nauczycielem, że ten mógł uznać, że Bjarne chce go pocałować. Parzył jego usta gorącym oddechem, jednak wzrokiem nadal utrzymując z nim kontakt. Delikatna strużka krwi spływała po jasnym boku szyi, chowając się aż za idealnie (chociaż już nie) wyprasowaną koszulę.
W życiu nie spotkałem takiego palanta, który ryzykuje w imię własnej dumy. Przecież mogę tak udupić go, a ten nadal stawia się. Warczy i kąsa. Cholernie upierdliwy przypadek.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lee
Nauczyciel zoologii i samoobrony
avatar

Liczba postów : 117
Join date : 27/01/2014
Age : 29

PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   Sob Lis 14, 2015 1:16 pm

Ledwie wypuścił z uścisku zębów szyję mężczyzny, kiedy to sam poczuł dotkliwe ugryzienie. Wydał z siebie przytłumione warknięcie, krzywiąc się i starając nie zwracać uwagi na lekkie ciarki przechodzące po plecach.
- Nie pochlebiaj sobie – prychnął.
Kolejny przejaw agresji ze strony policjanta bynajmniej go nie zdziwił. Byłoby wręcz niebywałym rozczarowaniem, gdyby ten zachował się inaczej, albo co gorsza – zgodnie z życzeniami Adamy. Choć istotnie trzeba przyznać, że niebywałym było, ile energii potrafił w dalszym ciągu z siebie wycisnąć pomimo znalezienia się w niezwykle niedogodnym dla siebie położeniu. Prawie żałował, że ktoś taki musiał znaleźć się akurat po przeciwnej stronie barykady. W sumie żałował i nie żałował zarazem. Z punktu widzenia przeciętnego, szarego obywatela, z pewnością przyznałby, że ludzie tego pokroju byli absolutnie niezbędni społeczeństwu. Dla zachowania ładu i bezpieczeństwa – jak to lubili określać w mnogich kreskówkach. Jednak nawet najbardziej pewny swej nieskazitelności człowiek nie chciałby tak naprawdę mieć z podobnym osobnikiem zbyt wiele do czynienia. Co tu dopiero mówić o jakimkolwiek przestępcy.
Tak czy inaczej, pomimo kolejnej, niechcianej zmiany pozycji, wcale nie zamierzał tracić animuszu. Jeśli Bjarne chciał coś zakończyć, powinien był wstać i odsunąć się od razu, gdy tylko znalazł się na górze. Ale zamiast tego, wolał jeszcze dolewać oliwy do ognia.
Lee syknął pod wpływem nieprzyjemnego, gorącego pieczenia na skórze policzka. Pięść byłaby o wiele bardziej w porządku, ale żeby go w ten sposób zadrapywać-... I to jeszcze po twarzy...! Nie tylko w przypadku gliny, twarz była sporym atutem.
Powolnym ruchem uniósł dłoń do policzka i potarł go opuszkami palców, mrużąc oczy.
- Zacznij zatem to „zakończenie” przymknięciem tej wkurzającej japy choć na krótką chwilę – warknął, chwytając go zaraz tą samą ręką za kołnierz koszuli i wykorzystując fakt, że Norweg sam się nad nim tak niebezpiecznie pochylił, w nie do końca zrozumiałym także dla siebie akcie irytacji, wpił się w jego usta. Miał ochotę zmusić go do ucieczki lub przynajmniej przyprawić o szok. Przynajmniej uszy będą mogły odpocząć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kilka tygodnie później...   

Powrót do góry Go down
 
Kilka tygodnie później...
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Małe jest piękne. Słów kilka o Liechtenstein~
» Rozłożyste drzewo nad jeziorem
» Na Wielkim Dębie
» O siostrzanej miłości słów kilka
» regulamin, czyli kilka próśb do użytkowniczek

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: