IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Regulus Rosier

Go down 
AutorWiadomość
R. Rosier

avatar

Liczba postów : 3
Join date : 26/08/2015
Age : 26

PisanieTemat: Regulus Rosier   Sro Sie 26, 2015 12:08 pm



Regulus Rosier ma swoje specyficzne upodobania. Ot, chociażby zdecydowanie bardziej mu leży, gdy zwraca się do niego po nazwisku. Konsekwentnie ignoruje natomiast swoje imię, a legenda głosi, że ktoś kiedyś odezwał się doń per "Reg". Nie posiada dodatkowych imion - drugiego nie otrzymał, trzeciego również; nie jest katolikiem. Być może jego bezinteresowna nienawiść do "Regulusa" pochodzi z etymologii owego imienia - oznacza bowiem małego króla, co przy wzroście Rosiera brzmi niemal jak inwektyw.
Urodził się w listopadzie, w latach osiemdziesiątych, i jak nie trudno wywnioskować po jego charakterze i sposobie bycia - był i nadal jest jedynakiem. Że niby rozpieszczony? Że egoista? Oh, nic z tych rzeczy. Rosier od dziecka był brany pod włos i hartowany w duchu zimnego chowu, co z obecnej perspektywy czasu wydaje mu się rzeczą słuszną - choć również należy zwrócić uwagę na to, że własnego syna traktuje zupełnie inaczej. Nie przełożył modelu wychowawczego doświadczonego za młodu na swoje dziecko.

Jest niezbyt wysokim, mierzącym sobie nie więcej jak metr sześćdziesiąt z groszami mężczyzną. Jest zdecydowanie silniejszy niż wygląda, choć rzadko ucieka się do rozwiązań opartych na metodach innych niż stricte argumentacyjne. Zazwyczaj wystarczy jedno dłuższe spojrzenie jego pustych ciemno-szarych, grafitowych oczu i po sprawie.
Wąskie blade usta rzadko się uśmiechają, i to nie tak, iż Rosier nie posiada poczucia humoru - owszem, posiada, ale jest ono bardzo specyficzne. Ceni sobie inteligentny dowcip i elokwencję odpowiednio dawkowaną, pustosłowie go irytuje.
Na ogół wygląda na człowieka koszmarnie zmęczonego życiem, czemu wiwatują cienie pod oczami świadczące o wielu nieprzespanych nocach i licznych zmartwieniach jakie nosi w sercu.
Nie przywiązuje wagi do wyglądu. Przy codziennej higienie używa (o zgrozo) przedpotopowego szarego mydła, z perfumami nie szaleje, ot, od wielkiego dzwonu się chlapnie. Włosy przycina regularnie brzytwą, od dziecka w ten sam sposób; podgolony tył i dłuższy przód.
Wygląda na osobę, dla której czas się zatrzymał. Ubiera się prosto, schludnie i... staromodnie. Jego sympatia do klasycznej elegancji przejawia się choćby w upartym zakładaniu żabotu zamiast zwykłego krawatu. Nie sposób nie zauważyć, że jest w nim pewna surowość, ponadto to mężczyzna równie sztywny w obejściu co jego krochmalony kołnierzyk u koszuli.
Chodzą słuchy, że kiedy nikt nie patrzy, po domu chadza w t-shirtach z nadrukami. Insynuacja.
Ma wiele blizn, głównie na plecach i dłoniach. Nie ma z tego powodu nie daj boże kompleksów, po prostu są i nauczył się nie zwracać na nie uwagi. Każda ma oczywiście swoją historię. Do tej pory tajemnicą pozostaje to, w jakich okolicznościach i z jakiego powodu na plecach nosi osobliwy tatuaż ze skrzydłami, co jak się okazało, było emblematem jego jednostki lotniczej.
Próżno doszukać się u niego zarostu, choć z pewnością ma dość ostre rysy twarzy. Chorobliwa bladość świadczy o trybie życia, jaki Rosier prowadzi na co dzień; poza codziennym wieczornym joggingiem ciężko uświadczyć do poza domem czy miejscem pracy. Co za tym idzie, ma świetną kondycję, ale jest chorowity jak jasna cholera - coś za coś.


Był wcześniakiem i nikt nie dawał mu wielkich szans. Słabowity i wątłej budowy dzieciak złośliwie dożył jednak urodzin, kolejnych i kolejnych - po drodze łapiąc przy okazji wszystkie choroby jakie tylko się nawinęły.
Matka będąca wówczas guwernantką w Moskwie nauczyła go czytać zanim jeszcze przysposobił się do chodzenia (rzecz zgoła inna, że pierwsze kroki postawił późno, bo w wieku trzech, czterech lat). Oczywiście nie interesowała go literatura piękna, choć z dziecięcym oddaniem zaczytywał się w krótkich lirykach i drobniejszej prozie.
Nikogo też nie dziwiła decyzja o zatrudnieniu nauczyciela gry na pianinie, w tamtym czasie umiejętność gry na instrumencie była równie oczywista jak zdolność swobodnego gdybania o pogodzie. Nie zapałał do muzyki gorętszym uczuciem, co najwyżej afektem a ostatecznie chłodną neutralnością.
W wieku lat pięciu przeszedł przez ciężkie zapalenie płuc, z którego ledwo się wylizał. Mimo nalegań ze strony matki, pan Rosier decydująco zarządził, że od tej pory Regulus towarzyszyć mu będzie podczas szkolenia rekruta (ojciec Rosiera jest wysoko postawionym wojskowym) a także zostanie mu dopasowany indywidualny, odpowiednio wytyczony trening, który wzmocni jego organizm.
Trudno powiedzieć, by okres katorżniczego wysiłku pod batem własnego ojca wspominał ciepło, ale jest mu poniekąd wdzięczny. Nie raz zerwał mięsień czy ścięgno, niejednokrotnie był kontuzjowany w szeroko pojęty sposób, czasami ból był nie do zniesienia, ale w końcu stał się bardziej znośny by wreszcie Regulus nauczył się być głuchym na potrzeby własnego ciała. Ucierpiała na tym jego relacja z własnym ojcem, z matką niemal zupełnie stracił kontakt.

Był nadzieją na kontynuację, wszyscy byli pewni, że młody Rosier pójdzie w ślady ojca. Wiecznie milczący, karny chłopiec po raz pierwszy postawił się mając dwanaście lat. Chciał zostać pilotem, od dawna pragnął pomówić na ten temat z kimś kto mógłby go wesprzeć; takiej osoby zabrakło, a jak nietrudno odgadnąć, ojciec nie był zachwycony jego odmiennym pomysłem na życie. Nie chciał słyszeć o nieśmiałych planach syna, na dodatek miał i inne problemy, które w tamtym okresie nawarstwiły się i spadły lawiną na ich rodzinę. Pan Rosier miał bowiem kochankę, która kłamliwie usiłowała wskazać go jako ojca swojego nienarodzonego jeszcze dziecka. Sprawa nie rozeszła się po kościach, a plotki dotarły również do Pani Rosier, dla której zdrada męża okazała się być ogromnym ciosem. Zaniemogła, niedługo później odeszła i pozostawiła jedynego syna samego z ojcem, którego powoli wyżerał rak krtani i postępujący alkoholizm.
Wydarzenie odbiło się traumatycznie na jego i tak doświadczonym już jestestwie, mordercze treningi stały się codziennością. Aż do szesnastych urodzin biernie przyglądał się temu, jak jego ojciec stacza się coraz bardziej, by w końcu trafić pod czujne, szczodrze opłacone oko onkologów w szpitalu wojskowym w placówce koło Petersburga. Miał szczęście - rehabilitacja pomogła mu wrócić do niemal pełnej sprawności, przerzutów nie stwierdzono. Po powrocie zastał dom całkiem pusty, bowiem Regulus od dawna znajdował się już w jednostce lotniczej i właśnie rozpoczynał szkolenie.


W wieku dwudziestu siedmiu lat został ranny na froncie, przetransportowany do kraju i odratowany, niestety przekreśliło to jego dalszą karierę w lotnictwie. Ciężko było pogodzić mu się z nową rzeczywistością, zwłaszcza że zdał sobie sprawę, że tak naprawdę nie potrafi odnaleźć się w społeczeństwie. Nawet nie zauważył kiedy poszedł śladami ojca, alkohol stał się bezpieczną rutyną, a w duszne noce gdy nie mógł wytrzymać już sam ze sobą w małej, wynajętej kawalerce opłacanej jego chudą rentą weterana - wyrywał się do najbardziej podłych zakątków miasta. Tam wpadł w kolejny nałóg, hazard obiecywał mu wiele za "tak niewiele". Nim się obejrzał był już bankrutem z koszmarnymi długami nie do pokrycia, paczką oddanych wrogów i nikogo, kto chciałby wyciągnąć do niego pomocną dłoń.

Tamtego dnia znów grał - w pokera, o wszystko. Własną duszę by sprzedał, gdyby była cokolwiek warta. Grał i przegrywał, nie miał już nic do zastawienia i tym razem zupełnie nie zważał na konsekwencje. Nie spał, nie jadł od wielu dni; zawsze jednak jakimś cudem pod ręką pojawiał się kufel z piwem. Gdyby nie był niezachwianym w niewierze ateistą, mógłby rzec że to sam diabeł maczał w tym palce.
Przegrywał, passa dawno już przestała mu dopisywać, a w rękach miał zbyt słabe karty by ugrać cokolwiek. Wtedy spotkał ją po raz pierwszy. Wydawała mu się aniołem, gdy nie wiadomo dlaczego, kompletnie obca kobieta kalecząc jego rodowity język mocnym francuskim akcentem wylała na stolik ciemne gronowe wino. Dopiero wtedy ją zauważył, stała po jego prawej i spoglądała na nich z wyrzutem, jakby sprawili jej wielki zawód. Ktoś wstał, zatoczył się i rzekłszy coś niezrozumiałego, padł jak rażony, zbyt pijany by podjąć dyskusję. Inny opadł ciężko na zalany pulpit i nie podniósł się więcej, a trzeci oddalił się wcześniej, zgarniając pulę.
Była piękna. Nie chodzi o to, że był pijany. Był i to potwornie, a jakże! Ale to nie w tym rzecz, owa kobieta po prostu posiadała aurę. To coś, co sprawiło że był w stanie siedzieć w bezruchu jak na apelu, gotów w każdej chwili na jej skinienie paść na kolana. Zrobił to. I nie wstał. Nie pamiętał ani drogi ani tego w jaki sposób ją przebył.
Obudził się w obcym mieszkaniu, a wnioskując po oszczędności ozdób Regulus uznał, że należy ono do mężczyzny. Pomylił się bardzo. Widząc niezbyt wysoką blondynkę o kręconych bujnych lokach sięgających niemal samych bioder przez krótki moment odnosił wrażenie, że znów jest w domu. Ciepło jakie w sobie miała zdominowało wszystkie inne odczucia.
Pełne usta kobiety co raz wykrzywiały się w grymasie matczynej bezradności i uśmiechu na przemian. Było mu wstyd jak jeszcze nigdy w życiu gdy odkrył, że śmierdzi jak gorzelnia, wygląda pewnie niewiele lepiej i na dodatek nie ma jej nic do powiedzenia.

Zamieszkał z Orianą krótko po tym, nigdy więcej nie wrócił do picia i hazadru. Odnalazł przy niej spokój, którego tak bardzo mu brakowało, zdawało mu się że to jest jego miejsce na ziemi. By wspomóc budżet i znaleźć pracę w końcu zdecydował się na podjęcie studiów i ukończył je parę lat później, otrzymując uprawnienia do pełnienia zawodu nauczyciela w zakresie nauk ścisłych.
Ich ślub był skromny, zaprosili jedynie kilku przyjaciół; głównie ze strony Oriany, gdyż Regulus nigdy żadnych nie posiadał. Był szczęśliwy, teraz, kiedy wszystko wreszcie zdawało się nabierać sensu. Miał żonę piękniejszą niż sen, stałą pracę i wkrótce okazało się, że zostanie ojcem.
Jak to w życiu bywa, prędzej czy później otrzymał siarczysty policzek od rzeczywistości, po którym nie udało mu się zresztą podnieść do tej pory; Oriana zmarła przy porodzie, wydając na świat zdrowego chłopca. Nie zdążył zamienić z nią ani słowa, nikt nie spodziewał się powikłań. Był zmuszony szybko oswoić się z sytuacją i zająć dzieckiem samotnie, nie żałując mu swojego czasu. Nigdy nie był wylewny w uczuciach, ale wobec własnej rodziny nie był aż tak chłodny jak wobec innych - nie zamierzał rozpieścić syna ale chciał zapewnić mu lepsze dzieciństwo niż swoje własne.

Były oficer jednostki lotniczej, obecnie nauczyciel matematyki
Ma tatuaż na plecach - skrzydła
Samotnie wychowuje dwuletniego syna
Jest pedantem
Nie utrzymuje kontaktu z ojcem
Nie przepada za zwierzętami
Jest staromodny
Ma wiele blizn
Jest uzależniony od kawy i herbaty
Niegdyś palił jak piec, obecnie całkiem rzucił - przez wzgląd na dziecko
Były hazardzista


Karta w skrócie:
 

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leighton
Ogrodnik
avatar

Liczba postów : 304
Join date : 23/02/2014
Age : 25
Skąd : Szwecja, Stockholm

PisanieTemat: Re: Regulus Rosier   Czw Sie 27, 2015 4:45 pm

Lubię to.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Regulus Rosier
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Regulus Arkturus Black

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Postaci :: Akta postaci-
Skocz do: