IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dr Dandys & Baldric

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Nie Sie 23, 2015 10:37 pm

Doprawdy, nie wiedział już czy ma się niezdrowo rumienić ze wstydu, czy może śmiać z własnych reakcji. Taka huśtawka emocji godna była niewinnego dziewczęcia a nie dorosłego mężczyzny. Jednak ta nowa znajomość od początku przynosiła jakieś trudności: w pierwszej kolejności obawy, wątpliwości, nawet jakieś lęki, teraz z kolei cała problematyczność tej relacji polegała na tym, jak należy postępować w obecności Edgara Manninghama. Zerwali z powagą, wreszcie otworzyli butelkę szkockiej - chociaż wiadomym jest, że alkohol nie jest dobrym doradcą – i w swej rozmowie wpłynęli na niebezpieczne wody. Może to tylko wrażenie Baldrica, ale czy czasem nie jest tak, że z każdą chwilą wszystko staje się coraz bardziej sugestywne? Słowa, gesty, nawet spojrzenia wydają się już bardziej odważne.
Łaskawe przyznanie się do winy nijak nie pomogło, wręcz przeciwnie, rozbawiony blondyn jeszcze chętniej zaczął mącić w głowie swej ofierze. Nie dość, że obarczył winą bruneta, to jeszcze przybrał o wiele wygodniejszą pozycję, która w ciemnobrązowych oczach wydała się kusząca. Dalsze słowa płynę łydo uszu, potem rozpływały się w powietrzu, a butelka dziwnym trafem wylądowała między udami. Ten fakt bardzo zaintrygował Balda, nieprzygotowanego na podobne pokusy.
- Jakim cudem z ofiary stałem się winowajcą? – spytał szeptem, ponownie siadając na stopniu obok mężczyzny. Zawisł nad nim, rzecz jasna niezbyt nachalnie i dając sporo przestrzeni, zerkając w zielone oczy, niby wyczekując odpowiedzi, kiedy tak naprawdę chciał jedynie być bliżej. Myśli mieszały mu się jedna z drugą. Był podekscytowany, serce mu biło szybciej, krew szumiała w skroniach, a dłoń bezczelnie sama zawędrowała ku smukłej szyi.
- Czego przeze mnie chcesz?
Niech to szlag! Tak, robił się zbyt śmiały, ale czy w takiej sytuacji mógł zachować spokój? Sama wzmianka o dzieleniu łóżka brzmiała tak sugestywnie. Resztkami sił woli zmusił się do zabrania ręki, jednocześnie fantazjując o tym, żeby położyć ją na udzie.
- Jeśli tylko sobie żartujesz, bo upijasz się paroma łykami szkockiej, to moje serce tego nie zniesie.
Może i jego słowa mogły zabrzmieć nieco rozpaczliwie, ale naprawdę tak uważał. Z pewnością wyobraźnia poniosła go zbyt daleko, bo aż dziw bierze, żeby tak intrygujący mężczyzna mógł się nim zainteresować. Te cholerne wątpliwości. Odebrał butelkę druhowi i sam upił kilka łyków. Teraz to zżerały go nerwy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Pon Sie 24, 2015 1:10 am

Na ten dotyk zareagował najnormalniej na świecie, jakby przyjmował ten rodzaj bliskości codziennie, jakby odbierał go w zwyczajny, ludzki sposób. Właściwie może właśnie tak było? Myśli Edgara powędrowały w przyziemnym kierunku, sądził bowiem, że człowiek chce go pocałować. Nie spanikował być może dlatego, bo nie do końca wierzył, że to może się stać, z drugiej strony nie chciał biernie czekać na rozwój wydarzeń. Pokręcił głową i sam wyciągnął dłoń do Baldrica, kładąc ją na jego ramieniu i chwilę po prostu na niego patrząc. Od razu było widać, że porzucił drażnienie się i karmienie własnej próżności, biorąc obawy drugiego mężczyzny zupełnie poważnie, wręcz troszcząc się o niego.
– Nie... nienienie – powtarzał cicho raz za razem, jednocześnie zbliżając się do Baldrica. Zamilkł dopiero, gdy dotknął czołem jego czoła. Zamknął oczy i nie ruszył się, dopóki sam nie oswoił się z taką bliskością drugiego ciała, dopóki nie odważył się na wzięcie głębszego oddechu. Kilka razy zacisnął palce na jego barku, jakby tym gestem starał się go uspokoić albo sprawdzić, czy to, co czuje jest prawdziwe i czy za chwilę nie zniknie. Skoro nadal obydwaj tu byli, przesunął dłoń na jego plecy, jednocześnie przyciągając do siebie i obejmując przedramieniem. Tak po prostu przytulając. Oparł brodę na ramieniu wyższego i otworzył oczy.
– Powiedziałem chwilę temu, że chcę cię poznać. Przez ten czas nie zmieniłem zdania. – Czy bawiłby się nim teraz? Chyba za mało czuł się człowiekiem, za bardzo pamiętał kim jest, by być do tego zdolnym. Śmierć nigdy nie bywa okrutna, okrutni są ludzie, którzy ją zadają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Wto Sie 25, 2015 1:15 pm

Dotyk obcej i zarazem znanej dłoni, która znalazła się na jego ramieniu, dość szybko ukoił nerwy i ugasił pożar myśli pełnych wątpliwości. Jakimś cudem serce bruneta uspokoiło się, zaznając chociaż odrobiny spokoju tego dnia, jakże szalonego i pełnego niespodzianek. Któż mógłby przypuszczać, że nowy dzień przyniesie im obu tak nietypową znajomość. Tak nagle ich czoła znalazły się blisko, przylgnęły do siebie, dając świetną okazję do tego, by zajrzeli sobie w oczy i ujrzeli w nich prawdę. Niestety, głęboka zieleń zakryta przez powieki nie dawała do siebie dostępu, jednocześnie to zamknięcie oczu zdawało się być przejawem wdzięczności. Palce Balda pospiesznie odnalazły drogę ku jednemu z gładkich policzków, po którym przesunęły leniwie, rozkoszując się gładką i miękką fakturą delikatnie ciepłej skóry. Choć nie znajdowali się w ciepłym miejscu, to jednak ich ciała były ciepłe. I nawet ten głęboki oddech był gorący. Tylko wzrokiem pożerał swego towarzysza, dopóki ten nie przytulił go, w ten sposób pogłębiając ich bliskość. Od razu wyczuł, że broda mężczyzny wylądowała na jego ramieniu, słowa z kolei brzęczały gdzieś przy jego uchu.
- Jak to dobrze, że jesteś taki konsekwentny – odrzekł spokojnie, dość cicho, jakby mówił bardziej do siebie niż rozmówcy. Zdecydowanie wolał czyny od słów, dlatego odpowiedział na uścisku, samemu oplatając ostrożnie drugie ciało w talii, jeszcze bardziej przysuwając je do siebie. Policzkiem otarł się o miękkie pukle blond włosów, dyskretnie zaciągając się ich zapachem. Niezwykłe było to, że mógł czuć przy sobie tego mężczyznę właśnie w taki sposób, stopniowo zapoznając się z każdym aspektem jego obecności. Obraz tego mężczyzny w pamięci, jego głos, dotyk, zapach. A smak? Cały przekrój smaków, jakie zna jego ciało. Tym razem Cornwellowi nie zabrakło odwagi, po prostu ostrożnie zwiększył dystans, żeby zaraz wargami pomknąć ku szyi i posmakować ją jednym długim pocałunkiem. Nie było to wystarczające, chciał więcej, mimo to powstrzymał się od przesunięcia językiem po skórze.
- Jeśli chcesz mnie poznać całego, musisz zdawać sobie sprawę z moich pragnień – wyszeptał wprost do jego ucha, oddechem drażniąc małżowinę. Po niej też mógłby przesunąć językiem, tak po prostu. Zamiast tego wypuścił drugie ciało z ramion i ponownie podniósł się ze schodów. Wyciągnął dłoń do Edgara, rzucając mu uważne spojrzenie. – Ale może najpierw zapoznaj się z pojemnością mojego żołądka. Chętnie skorzystam z twojego zaproszenia na kolację.
Ta ich bliskość musiała mu dodać nowych pokładów energii i pewności siebie. Chciał więcej i po to sięgał, lecz stopniowo, najpierw czekając na to, aż Edgar chwyci jego dłoń.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Wto Sie 25, 2015 10:26 pm

Och, tak, jestem śmiertelnie konsekwentny – zaśmiał się gorzko w myślach. Właściwie przytulił go tylko z powodu wyczucia dziwnego napięcia. A może to tylko on o tym pomyślał? Nie ważne, zwyczajnie wolał uniknąć prowokowania pocałunku taką bliskością ich twarzy i jakoś chciał wybrnąć. Zamierzał bez zbędnego ociągania wyplątać się z ramion Baldrica, wracając do mniej intymnego położenia, ale nie przewidział tego, co mężczyzna zamierzał zrobić. Sekundę zajęło mu połączenie tego, co poczuł, z jakąś konkretną myślą. Szlag... Serce chyba przestało mu na chwilę bić, bo zrobiło mu się jakoś ciepło, gorąco. Oj, to chyba nie było dobre, to było, to... panikował, to było... to było to. To było wspaniałe. Pragnienia? Chciał więcej. Już i teraz, dużo. Nagle. Chciał zaspokojenia. I co? Cała ekscytacja zniknęłaby tak szybo, jak się pojawiła?
Właśnie w tej chwili Edgar przypomniał sobie, jak smakuje podniecenie.
Wyprostował się, gdy już mógł i lekko odsunął, wracając do poprzedniej pozycji. W pierwszej chwili unikał patrzenia na mężczyznę, ale zaraz udało mu się uspokoić i wrócić do naturlaności. Wiedział, czego chce i był to zgoła inny pomysł, niż mogłoby podpowiadać mu jego ciało. Chciał zrobić na złość, sprawdzić, jak to jest czuć głód. Właśnie, jedzenie!
Skinął głową i chwycił dłoń swojego ulubionego człowieka, lekko się podciągając, pomagając sobie wstać. Zaraz go puścił, poprawił marynarkę, otrzepał kurz ze spodni i zabrał butelkę. Jasne, że nie zostawiłby jej tu nawet gdyby była pusta.
– Restauracje, do których się chodziło za moich czasów pewnie w większości się nie ostały... – Za jego czasów? Nie zorientował się w być może dziwnym brzmieniu tych słów. – O, może masz takie miejsce, do którego chciałeś iść? Słyszałem, że na dachach drapaczy chmur są jakieś lokale z niesamowitymi widokami – rzucił propozycję i ruszył w drogę powrotną dość wolno, w międzyczasie popijając resztkę whisky i częstując nią towarzysza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Czw Sie 27, 2015 12:25 am

Zdecydowanie nie powinien być tak pewny siebie po tym, czego się dopuścił. Choć pieszczota była drobna, to w żaden sposób nie można było uznać jej za niewinną, ponieważ stała za nią paląca potrzeba. Pragnienie było zbyt silne, prawie całkowicie zaćmiło umysł, jednak udało się je w ostatecznym rozrachunku okiełznać. I dziwnym trafem Baldric nie potrafił żałować swego występku, zwłaszcza, że obaj - tak przynajmniej wyglądało to z jego perspektywy - od początku dążyli do coraz większej bliskości. Ale czy to przypadkiem nie on sam zainicjował to stopniowe zbliżanie się do siebie? Od drobnego dotyku przeszli do coraz śmielszego kontaktu fizycznego, wzajemnie dając sobie przyzwolenie na więcej. Nie ma już miejsca na wstyd, mogą tylko zaakceptować taki stan rzeczy. Jak na razie w tym miejscu powinni się zatrzymać, ponieważ nie warto gnać dalej z bliskością, kiedy mogą jeszcze tak wiele się o sobie nawzajem dowiedzieć. Pokusa jest wielka, z całą pewnością, jednak nie mogą w ciemno poddać się pożądaniu.
Być może Edgar wahał się chwycić pomocną dłoń, zwłaszcza, że jego reakcja na wcześniejszą pieszczotę składała się przede wszystkim zaskoczenia, ale również można było doszukać się w niej dozy aprobaty. Cornwell uparcie starał się nie dać po sobie poznać, jak bardzo obawia się odtrącenia wyciągniętej przez niego dłoni. Jak dobrze, że ta została chwycona. Ciężar spadł mu z serca, kiedy blondwłosy mężczyzna podniósł się i szybko doprowadził do porządku. Odpowiedział też na swoje własne zaproszenie, jak zwykle nietypowymi słowami. Być może Londyn ostatni raz widział w latach dzieciństwa, wtedy też jego wątpliwości co do wyboru lokalu byłyby jak najbardziej uzasadnione. Dopiero niedawno wrócił do miasta, napomknął o tym wcześniej. W każdym razie niejasna lokalizacja nieco zmartwiła bruneta. Przede wszystkim zna małe, tanie knajpki lub budki z jedzeniem, a o lokalach na dachach drapaczy chmur miał mgliste wyobrażenie. Wystawne jedzenie, którym się nie najesz, a zapłacisz sporo. Przyjął zaproszenie na kolację, teoretycznie nie on zapłaci, lecz nie chciał z drugiej strony narażać towarzysza na koszty. Złapał więc butelkę, pociągnął łyk i uśmiechnął się subtelnie, kierując spojrzenie na Edgara.
- Chodźmy do mnie – zaproponował luźno, najwidoczniej nie mając nic do stracenia. – Zamówimy pizzę, chińszczyznę albo kebaba – ciągnął dalej swój pomysł z niemalejącym entuzjazmem. – Albo zamówimy wszystko naraz, to będziemy mieli zagwarantowane śniadanie.
Mniej wykwintna propozycja, z całą pewnością, jednak warto było złożyć ofertę. Przynajmniej była pewność, że się najedzą. A na bardziej elegancką kolację mogą pójść jutro. W internecie na pewno znajdzie wiele ciekawych miejsc, gdzie można spędzić miło wieczór we dwoje.
- Co ty na to? - spytał, oddając z powrotem butelkę i kierując się wolnym krokiem do wyjścia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Czw Sie 27, 2015 1:56 am

O czym też ten Baldric mówił? Ich pierwsza kolacja, coś, co Edgar wziął za uczczenie nowej znajomości, nie będzie się odbywać w jakimś wystawnym miejscu? Zaraz, zaraz... A może tak się w dzisiejszych czasach robi? Tak, wiedział, że zmieniają się trendy, ale kiedy nie był wszędzie i zawsze, tylko tu i teraz, a w dodatku ograniczało go ludzkie postrzeganie rzeczywistości, tracił tożsamą sobie wszechwiedzę. Pizza, chińszczyzna... Kebab? A gdzie jakieś brytyjskie jedzenie? Aż zwolnił, spojrzał w bok i ze zmarszczonymi brwiami starał sobie przypomnieć pewnie słowo. Globalizacja! Z drugiej strony to bardzo wygodne wyjście, a jemu nie chciało się włóczyć w poszukiwaniu miejsca z odpowiednim klimatem. Poza tym, mówiąc szczerze, żaden z nich, przynajmniej w mniemaniu Edgara, nie był odpowiednio ubrany.
Mruknął, zastanawiając się jeszcze chwilę, po czym szybko pokiwał głową.
– Dobrze... dobrze. Pokaż mi, co lubisz, jaki jesteś. Zastanawiam się na przykład, jak pachnie twój dom. – Zaśmiał się, ale nie przez zażenowanie, po prostu w tych okolicznościach i bez jakiegokolwiek wyjaśnienia te słowa mogły zabrzmieć dziwacznie. Nie chciał tego tłumaczyć, wierząc, że towarzysz zrozumie jego zamysł. Gdyby wiedział, że mężczyzna myśli o internecie, na pewno poczułby się podekscytowany. – Taka głupota, może to nawet krępujące, a jednak ciekawe. Osobiste. – Już chciał dopić whisky, jednak rzucił jeszcze parę słów. – Ja wynajmuję apartament, nie zdążyłem się tam jeszcze... zadomowić. Gdy wracam, czuję zapach drewna, nowych mebli i farby. – Dopiero teraz opróżnił butelkę, ale jeszcze jej nie wyrzucał, najpewniej zrobi to, gdy znajdzie pierwszy kosz, nie chcąc śmiecić szkłem. Szedł dość szybko, jak to miał w nawyku, jednocześnie trzymając się krok za nim, tym razem wykorzystując praktyczną stronę dobrych manier, pozwalając się prowadzić.
Gdy wyszli z ogrodzonego terenu, Edgar obejrzał się i wyraźnie o czymś myślał, ale szybko wrócił do rzeczywistości. Przeszło mu przez myśl, że być może ostatni raz ma okazję widzieć to miejsce, dlatego chciał się pożegnać. Przypomniał sobie te wszystkie twarze, które mijał dekady temu, zapachy, odgłosy i temperaturę powietrza. To naprawdę takie było, czy zmysły go myliły? Uśmiechnął się, zerkając na Baldrica. Jego musi dobrze zapamiętać, by nigdy w przyszłości nie mieć podobnych rozterek.
– Myślisz, że dobrym pomysłem byłoby kupienie więcej alkoholu? – Gdyby nie fakt, że zapytał zupełnie poważnie i nawet bez udawanej grzeczności, można by pomyśleć, że to znowu flirt. Albo po prostu tak dobrze udało mu się zagrać. – Miałeś mnie upić, przypominam. – Zdemaskował się!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Pią Sie 28, 2015 12:20 am

Jakoś nie pomyślał o odpowiedniości ubioru, raczej zmartwił się o stan portfela leżącego gdzieś na dnie torby. Zasoby finansowe znajdujące się w nim już i tak były wystarczająco skromne, więc wątpliwe było to, czy byłoby go stać na to, żeby chociaż zapłacić za swój posiłek po kolacji w jednej z tak eleganckich i popularnych restauracji na szczycie wieżowców. Gorsze było to, że nie docierało do niego, jak ważna jest ta pierwsza wspólna kolacja. Czy takie wydarzenie nie powinno być uroczyste, niczym pierwsza randka? Obaj są mężczyznami, ich relacja zaczęła się niefortunnie, jednak nabrała już takich kształtów, aby chętnie aranżować wspólne posiłki w sposób romantyczny. Zaścielony wyprasowanym obrusem stół, świece z tańczącymi na lontach płomykami, idealna zastawa dla dwóch osób i pyszne jedzenie. Tego z całą pewnością nie uświadczy się w domu Baldrica. Cóż, ma latarkę, ale jej przecież na stole nie postawi. Ale po kolacji mogliby obejrzeć jakiś film, tylko czy w skromnej biblioteczce filmowej kawalera znajdzie się romans?
Pogrążony w swych myślach, analizując wszelkie możliwe scenariusze dla tego wieczoru, nie skazywał się na zgryzotę, kiedy to czekał na odpowiedź Edgara co do tej prostolinijnej propozycji. Na całe szczęście zgodził się, przymykając oko na kilka niedogodności. Jedzenie na wynos nie może przecież równać się z elegancką restauracją. Z drugiej strony, żadna restauracja nie ma własnego zapachu, a małe mieszkanko przesiąknięte jest już woniami związanymi ze swym właścicielem. Fakt ten nie był dziwny, lecz był zaskakujący. Och, Baldric nigdy w podobny sposób nie myślał, a już na pewno nie zważał na zapachy w swoim mieszkaniu czy też w mieszkaniach swoich znajomych.
- Apartament – powtórzył pod nosem z przejęciem i pokiwał głową, jakby nieco współczując swemu druhowi. – Z czasem na pewno przesiąknie twoim zapachem, ale na to potrzeba… - tu urwał, dostrzegając, że niemądrze się zapętlił. – Potrzeba czasu – dokończył z subtelnym uśmiechem skrytym w kącikach ust.
Ruszyli w kierunku mieszkania Baldrica i choć blondyn znał cel, to jednak nie wiedział, gdzie ten się znajduje. Brunet prowadził go cierpliwie i pełen entuzjazmu, bo mieli spędzić ze sobą tyle chwil. Trzy dni to już i tak dobrodziejstwo od losu, a przecież tych dni może być więcej, jeśli rzeczywiście im się uda osiągnąć harmonię.
- Cóż, mam w lodówce kilka piw i znajdzie się butelka wódki – odparł wymijająco, jakoś niespecjalnie chcąc zachodzić do sklepu po alkohol. Z drugiej strony obaj lubią whisky, potrzebowali też wina do kolacji. Kolejne słowa mężczyzny tylko potwierdziły potrzebę zakupienia tych trunków. – Dobrze, upiję cię, skoro takie jest twoje życzenie. Napoję cię whisky, winem, na koniec, gdy już będzie ci wszystko jedno, napoję wódką, a potem upiję się sam, żeby usprawiedliwić mój pociąg do ciebie.
Zatrzymał się na chwilę, chwycił ostrożnie jego przedramię i zajrzał mu śmiało w oczy, nie mogąc sobie podarować figlarnego uśmieszku. Chciał tego mężczyzny i nie zamierzał się z tym kryć. Ale wypuścił rękę z uścisku i ruszył dalej, prowadząc towarzysza dalej przez londyńskie ulice, umilając mu przechadzkę różnymi wersjami dzisiejszej kolacji. Pod koniec drogi zaszli jeszcze do sklepu, dokupić potrzebne trunki, ale zaraz ruszyli dalej. Wreszcie stanęli przed urokliwą kamienicą, wtedy też brunet wyciągnął z torby klucze i otworzył drzwi od wąskiej klatki schodowej. Przepuścił Edgara w drzwiach, lecz następnie wyminął go i wszedł po schodach na odpowiednie piętro, by znów skorzystać z pęku kluczy przy otwieraniu drzwi od mieszkania. Gdy je otworzył, posłał gościowi serdeczne spojrzenie.
- Zapraszam w me skromne progi. Jest lekki bałagan, ale łatwo go ogarnąć.
Całkowicie zapomniał o tym, jak od kilku dni wygląda jego sypialnia. Pełno śmieci po słodyczach, jedzeniu, niepościelone łóżko i bielizna walająca się na podłodze raz w gorszym, raz w lepszym stanie. Kiedy więc przekroczyli próg mieszkania, porzucił torbę i buty przy wejściu, po czym natychmiast pomknął do niezadbanego pomieszczenia i na szybko zaczął sprzątać, wszelkie brudy i śmieci pakując do kosza na pranie stojącego w łazience. W duchu dziękował niebiosom za to, że w salonie panował względny porządek. Jedynie niezłożony na kanapie koc mógł budzić wątpliwości. Ale w kuchni jest stos brudnych naczyń.
- Czuj się jak u siebie! – zawołał z sypialni, ścieląc pospiesznie łóżko.
Gdy tylko skończył, powrócił do swego gościa z przepraszającym uśmiechem.
- Szukałem czystej pościeli, w końcu mój gość musi wygodnie spać, no i w czystości też – wytłumaczył się na szybko, w myślach zastanawiając, gdzie właściwie ma pościel, którą kiedyś podarowała mu ciocia. Pewnie na dnie szafy. – Zatem, co zamawiamy? Kuchnia włoska, chińska, japońska, hamburgery rodem z Ameryki?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Pon Sie 31, 2015 10:49 pm

Pieniądze? Nawet o tym nie pomyślał! Zdecydowanie finanse były tą częścią ludzkiego życia, do której Obserwator nie podchodził w realistyczny sposób. Nie znał wartości pieniądza, bo przy jego możliwościach wystarczyła chwila kombinowania, aby znalazł sposób na wytrzaśnięcie małego majątku spod ziemi. Czasem dosłownie.
Spojrzenie Baldrica wywołało w Edgarze znajomą już chęć pocałowani go i coś jeszcze. Radość. Cieszył się, że gdzieś idą, cieszył się, że tu jest. Znów poczuł się pewnie i wygodnie w swoim ciele. Wyruszył na podbój świata.
Kupił właściwie każdy trunek, jaki wpadł mu w oko. Bo ładna butelka, bo pamiętał tę nazwę z czasów, gdy jeszcze tu bywał... w efekcie zrobił zapas dla dwóch osób na najbliższe dwa dni. Chyba żaden z nich nie będzie narzekać, prawda? Wchodził po schodach, starając się nie dzwonić butelkami, które niósł w takiej śmiesznej szeleszczącej torbie, która wyglądała jak jakiś rodzaj dziwacznej błony. Folia to ciekawa rzecz! A gdy już byli na miejscu, odetchnął uspokajając oddech i powoli wziął wdech, wciągając dużą porcję powietrza i zapachu. To może nie eleganckie, ale pozwolił sobie na tę małą ekscentryczność, skoro już wcześniej mówili o zapachach. Chwilę stał w przedpokoju, patrząc jak gospodarz znika w sypialni. Cóż... jak u siebie? Jakie to było dziwne! Tak bardzo nowoczesne, że Edgar wręcz namacalnie odczuł upływ czasu. Miał wrażenie, że zaspał, że się gdzieś spóźnił, że coś mu uciekło przed nosem. Czas. Przespacerował do pomieszczenia obok, z przyzwyczajenia zwracając uwagę na meble i to, co mogą powiedzieć o statusie społecznym osoby, która ich używała, zaraz jednak sam do siebie pokręcił głową, irytując się tą myślą. Głupota! Bogacz czy biedny, z meblami ręcznie rzeźbionymi czy bezdomny: przecież i tak wszyscy umierają tak samo. Współczesność przemawiała do niego swoją... zniszczalnością. Teraz nie budowało się piramid, które przetrwały tysiąclecia, a najsolidniejsze budynki z betonu i stali wznoszono tylko po to, by zniszczyć je bombami. Czas. Ile minęło, odkąd stał sam na środku salonu? Ile czasu im zostało, zanim to wszystko się skończy? A raczej: ile czasu zostało Baldricowi?
Ostawił torbę z alkoholami na podłogę i spacerkiem przeszedł w stronę sypialni, akurat wychodząc towarzyszowi naprzeciw. Kuchnia? Nie odpowiedział, chociaż słyszał to pytanie. Wykorzystał chwilowy (tak, ten stan na pewno nie będzie trwał długo...) przypływ odwagi i poczucia, że nie może zmarnować ani chwili, zatrzymał się tuż przed Baldriciem, położył dłoń na jego karku przytrzymując mężczyznę i jednocześnie do siebie przyciągając. Pocałował go mocno i krótko, zamknął oczy i powtórzył pocałunek, tym razem delikatniej i dłużej. Dopiero po upływie kilku długich sekund cofnął się i na tyle rozluźnił uścisk dłoni, że jego Rainy Boy mógł się ruszyć bez zbytniego szarpania czy używania siły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Wto Wrz 01, 2015 12:12 am

Kątem oka przyjrzał się swojemu gościowi zaraz po przekroczeniu progu, dzięki czemu mógł dostrzec poruszające się nozdrza. Stał też na tyle blisko, by nawet usłyszeć, jak towarzysz zaciąga się zapachem, najwidoczniej zaspokajając swą ciekawość. Czyżby był to jeden z tych drobnych, nieszkodliwych fetyszy? Gospodarz był już bliski spytania o to, jak mu się podoba woń unosząca się w mieszkaniu, na całe szczęście szybko przypomniał sobie o tragicznym stanie, w jakim pozostawił swoją sypialnię. O nic nie zapytał, musiał przecież ratować sytuację. Jakim cudem udało mu się zaprosić tak intrygującą personę w swe skromne progi? Z całą pewnością nie powinien był tak chętnie przyprowadzać tu Edgara, zwłaszcza, że ten wynajmował apartament. Ale do tej pory blondyn nie uciekł z wrzaskiem wypełnionym odrazą, więc może jednak nie przeszkadza mu obniżenie standardów. Gustowny mężczyzna, lecz nie nadęty bufon, to prawie niewyobrażalne połączenie. Jednak pan Manningham wydawał się istnym ideałem, w końcu tak elegancki, tajemniczy i przystojny mężczyzna nie jest częstym widokiem nawet w brytyjskich realiach. A może to Baldric ma rzadko do czynienia z ludźmi takiego pokroju? To by wiele tłumaczyło.
Spodziewał się, że zastanie swojego gościa w salonie, tymczasem prawie się z nim zderzył, gdy tylko wyszedł z sypialni. Zaskoczyło go to, co zresztą łatwo było dostrzec na jego twarzy, jednak po chwili był już całkiem oszołomiony. Gdy poczuł dłoń na swym karku, zamarł, wstrzymał oddech i poddał się cudzej woli, obecnie tak wyjątkowo silnej. Na stanowczy dotyk drugich ust na swoich zmrużył oczy, jednocześnie dłońmi sięgając po przystojną twarz, by ująć ją i nie dać jej uciec. Kolejny pocałunek będący właściwie tym samym przyjął z jeszcze większą odwagą, ponieważ śmiało na niego odpowiedział, dociskając ich usta do siebie nieco mocniej. Jednak Edgar wycofał się ostrożnie, rozluźnił uścisk na szyi, a Baldric mimo to nie potrafił unieść powiek. Serce waliło mu w piersi, krew szumiała przy skroniach, co oszołamiało i dawało efekt dzwonienia w uszach. Tak dobrze słyszał własny puls. Musiał odnaleźć w sobie spokój, by zapamiętać fakturę ust, ich ciepło, smak. Ale nie zarejestrował smaku, dopiero po powolnym oblizaniu własnych ust zapoznał się z nim. Zmarszczył brwi, posmak okazał się zbyt ulotny, taki niekompletny. To nie mogło mu wystarczyć. Wreszcie otworzył oczy, kciukami gładząc miękkie policzki i uśmiechając się przy tym pod nosem z zadowoleniem. Jak bardzo tego chciał! Ten pocałunek marzył mu się od długich godzin. Przejął więc inicjatywę, nawet na milimetr się nie oddalając, właściwie to przysunął się i sam sięgnął po kuszące wargi. Zasmakował w nich powoli, ledwo całując, potem przesuwając po dolnej wardze językiem, następnie znów przechodząc do pocałunku, lecz tym razem mniej subtelnego a bardziej spragnionego. Chciał więcej, oczywiście, lecz nie mógł posunąć się zbyt daleko. Nadal się bał, choćby tego, że go spłoszy. Oderwał się więc od ust, tym razem wystarczająco dobrze poznając ich smak i uśmiechając się z satysfakcji, po czym złączył razem ich czoła razem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Wto Wrz 01, 2015 1:13 am

Nie został odepchnięty więc brnął w to dalej, biorąc co zechciał tak po prostu, w typowo męski, zachłanny sposób. Z czasem dało się wyczuć, że powoli przestaje kontrolować to, co być powinno albo co wypadało zrobić lub właśnie nie robić.
Gdy Baldric odrobinę zwiększył dystans między nimi, Edgar raz za razem łapał płytkie, szybkie oddechy. Uspakajał zmysły? Skąd! Tak naprawdę poddał się czuciu zupełnie, niechcący powodując w samym sobie coś niepokojącego. Jego myśli obracały się w tej chwili tylko wokół tego, co chciał wziąć, co mógł otrzymać. Rzeczywistość i siła fizycznych bodźców pochwyciły go jak potrzask: sięgnął po zachowanie instynktowne, drzemiące do tej pory na dnie świadomości. Brak większej wprawy tylko pogłębił ten stan.
Może za jakiś czas odzyska choć część rezonu, ale na pewno jeszcze nie teraz. Dalej zachowywał się jak napalony żółtodziób, który w końcu znalazł sobie pierwszego chłopaka albo raczej jak ktoś, kto po latach tęsknoty znów mógł dotknąć ukochanej osoby. Po części przecież właśnie tak było... Najpewniej szybko nie przestanie, jeśli drugi z mężczyzn nie ochłodzi jego temperamentu, nie przywoła do normalnego stanu dżentelmeńskiej świadomości. Nieludzkość była bezpieczniejsza, ale właśnie przez takie momenty, przez samą możliwość porównania dwóch stanów, mógł lepiej zrozumieć, jaki i czym jest on sam.
A Baldric? Chciał go bliżej, dlatego przyległ do jego klatki piersiowej, wręcz popychając go w tył na część ściany i framugę drzwi. Jednocześnie uniósł dłoń z jego karku, by wpleść palce we włosy mężczyzny, momentalnie zacisnąć pięść i krótkim, wbrew pozorom bezbolesnym szarpnięciem zmusić go do uniesienia głowy. Znów sięgnął jego ust, jednak tym razem nie zatrzymał się tam na dłużej, a zaczął się przesuwać krótkimi, mocnymi pocałunkami po policzku w stronę ucha, a potem w dół, na szyję.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Sro Wrz 02, 2015 1:23 am

Obawiał się spełnienia swych pragnień, które mogłyby ich obu zaprowadzić zarówno daleko, jak i donikąd. Nie wszystkie działania muszą mieć swój cel, ale czy tak upragnione pocałunki mogłyby kiedykolwiek być bez znaczenia? Przecież mogą zapoczątkować coś wielkiego, pięknego i trwałego. Wypełnione jakąś tęsknotą i silnym pożądaniem, były jasnym dowodem na to, jak bardzo ich do siebie ciągnie. Motywy Edgara do śmiałego zainicjowania pierwszego pocałunku nie były widoczne gołym okiem, mimo to już za samo ich istnienie zdawały się być na tyle urzekające, aby im całkowicie ulec. Również pobudki drugiego mężczyzny nie były wyraźnie zarysowane, choć były dość proste. Skro został pocałowany, musiał odpowiedzieć, zwłaszcza, że właśnie tego chciał. Czyż nie marzył skrycie o tym, by posmakować tych kuszących ust? Ledwo udało mu się zachować spokój, w czym zresztą pomogła mu obawa o dalsze losy tej znajomości. Nie chciał zbyt śmiałymi pocałunkami wydać się nachalny, zatem zdecydował się na subtelne złączenie ust, jednocześnie nie mogąc zrezygnować z wizji zapoznania się z dokładnym smakiem wąskich warg. To i tak cud, że w swej ciekawości narządem smaku nie wtargnął do ich wnętrza.
Gdyby ktoś mu powiedział, nawet po tych wyśnionych pocałunkach, że Edgar dociśnie go do ściany, nie uwierzyłby. A jednak stało się, ten tajemniczy osobnik, z pozoru wielce opanowany, nagle poddał się porywowi namiętności. Baldric uległ jego woli i posłusznie przyparł plecami w większej części do ściany, w mniejszej do framugi, następnie uniósł głowę i spojrzeniem ciemnobrązowych oczu omiótł twarz blondyna. Kolejny pocałunek w usta nie nasycił go, lecz nie zaprotestował, gdy ten został przerwany, ponieważ usta rozpoczęły dalszą wędrówkę. W tej stanowczości Manninghama było tyle pasji, która udzieliła się również jego ofierze. Brunet sięgnął po męskie dłonie, chwycił je władczo i uniósł nad blond czuprynę, następnie ciałem naparł na to drugie, aby uwolnić się spod ściany, do której zaraz przyparł samego Edgara. Nie było to trudne zadanie, w końcu był wyższy i odrobinę bardziej postawny. Sam ustami dopadł smukłą szyję towarzysza, wpierw dociskając do niej same usta. Zaraz językiem przejechał z ucałowanego miejsca wyżej, by zatrzymać się na linii żuchwy. Na końcu mokrej ścieżki przesunął zębami po smakowitej skórze. Nadgarstki nagle znalazły się w uścisku lewej dłoni, prawa zaś pomknęła niżej, leniwie zjeżdżając po ciele, by zatrzymać się dopiero przy brzuchu. Śmiało wślizgnęła się pod materiał ubrań, chcąc zapoznać się z fakturą skrytej pod garderobą skóry. Delikatna, gładka i miękka. Idealna.
- Kusisz mnie – wyszeptał zmysłowo niskim głosem wprost do ucha, przy okazji drażniąc je gorącym oddechem. Po chwili wpił się namiętnie w drugie usta, językiem zuchwale rozdzierając wąskie wargi, chcąc zapoznać się z ich wnętrzem, tak jak zresztą wcześniej marzył.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Sro Wrz 02, 2015 8:53 pm

Trwałość? Edgar o tym nie pomyślał... właściwie nie myślał wcale, tylko działał, ale wyśmiałby jakiekolwiek pojęcie trwałości odniesione do czegoś, co wiązało się z człowiekiem. Dobrze, że nie naszło go na filozofowanie czy wahanie, bo mógłby zostać źle odebrany, a na pewno popsułby atmosferę.
Pewnie długo nie dosięgnąłby go głos rozsądku, gdyby nie zachowanie Baldrica. Dopóki Edgar sam kontrolował to, co robił, co mógł poczuć, zapomnienie przychodziło łatwo, ale gdy drugi przejął kontrolę, zaszła zmiana, której nie sposób było przeoczyć. Oczywiście nie siłował się z nim, ale odrobinę oprzytomniał. Co poczuł? Och, szlag... mocniej zacisnął powieki i westchnął, gdy chłodny dreszcz przebiegł mu po karku w dół kręgosłupa. Płynące zewsząd bodźce trochę go przerastały, jeden silniejszy od drugiego. Chwilę temu doszedł do wniosku, że nie jest mu tak wygodnie, bo marynarka i dobrze dopasowana koszula krępowały ruchy, teraz już pomyślał o tym, że dłonie mężczyzny są odrobinę chłodne i że nie miałby nic przeciwko, gdyby poczuł tę jedną odrobinę niżej niż na brzuchu. Nie, za szybko, nie tak, nie... co? Kusi.
Yes – przytaknął od razu, chociaż akurat teraz nie robił tego specjalnie, raczej zaspokajał własną ciekawość i gasił panikę, że nie zdąży tego zrobić, bo nagle wszyscy poumierają, a czas znów będzie bez znaczenia, wróci samotność, rozżalenie i niedosyt. Pocałunek znowu szarpnął jego zmysły w stronę zapomnienia, co w tej chwili było mu potrzebne. Choć czuć się dziwnie blisko, dziwnie intymnie z Baldrickiem, prawie że skrępowany tym, że dostał to, czego chciał, nie poddał się onieśmieleniu i odpowiedział na pieszczotę, jednocześnie lekko wyprężając biodra do przodu. Smak... smak. To naprawdę było tak namacalne doznanie, że chyba nigdy nie uznałby tego za coś zwyczajnego, nie przyzwyczaiłby się. On go miał! Byli tu razem! Jakkolwiek dziwnie by to nie było, zaśmiał się w usta Baldrica, zaraz też lekko obrócił głowę, przerywając pocałunek.
– Chodź, upijmy się. – Zbił dłonie w pięści i lekko naparł na jego rękę, sugerując, że chce iść tam, do butelek. – Teraz ty też możesz i nie będziesz bał się o kontrolę, poprawność czy jej brak.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Czw Wrz 03, 2015 12:58 am

W głębi ducha czuł, że jeśli przejmie inicjatywę, rozbudzi resztki zdrowego rozsądku Edgara, jednak pożądanie kazało mu zaryzykować, by zarazem sprawdzić, czy aby na pewno ich obu całkowicie zaślepiło trawiące od wewnątrz pragnienie. Ryzyko się opłaciło, choćby dlatego, że ciało blondyna jakby zadrżało pod śmiałym dotykiem dłoni, a w zielonych oczach pojawiło się nieme błaganie o więcej. I nic nie było w stanie przekonać wygłodniałego mężczyzny do odmówienia wobec tak palącej prośby. Zaraz po odpowiedzi na swój zarzut o kuszenie, która okazała się być twierdząca, wpił się w te zmysłowe usta. Tym razem spodziewał się reakcji pełnej aprobaty, dlatego nie zdziwił go ruch bioder, jakby te wyszły naprzeciw tym należącym do niego. Baldric skorzystał z tej okazji i instynktownie otarł się o drugie ciało, nieświadomie bardziej dociskając je do ściany.
Śmiech podarowany jego ustom oraz ucieczka smakowitych warg w bok okazały się być czynnikami, które wystarczająco go zdekoncentrowały, ponieważ doprowadziły do zakończenia głębokiego pocałunku. Gospodarz z ledwością powstrzymał się od dalszych pieszczot, jednocześnie zmuszając umysł do analizy sytuacji. W ułamku sekundy zamarł, a wszystko przez to, że zawładnęła nim obawa, iż uraził swojego gościa nadmierną pewnością siebie. Skoro Edgar przerwał pocałunek, to czy przestał być zainteresowany? A może był zbyt trzeźwy, aby spróbować z innym mężczyzną? Tylko dość łatwo przyszło mu rzucić się na niczego nieświadomego przedstawiciela tej samej płci. Lecz to wszystko nie było ważne, gdy należało spełnić jego wolę. Brunet grzecznie wypuścił nadgarstki z uścisku, uwolnił ciało spod swojego ciężaru i pierwszy skierował się posłusznie ku odłożonym na podłogę butelkom z alkoholem. Chwycił je, ale nie był w stanie ot tak zrobić pierwszego kroku, kiedy czuł się zakłopotany. Odwrócił się w stronę blondyna, rzucając mu tęskne spojrzenie i zarazem szukając jakiejś aprobaty. Już otwierał usta, by coś powiedzieć, do głowy wpadł mu nawet pomysł, żeby przeprosić za nadmierną śmiałość, jednak w końcu nie wydusił z siebie nawet słowa. Zamknął ust i ulokował się z reklamówkami i ich zawartością w salonie, następnie pomknął po kuchni, by w jednej z szuflad znaleźć ulotki ze spisem dań najbliżej leżących restauracji. Oczywiście, nie łatwo było mu się uspokoić, ale musiał jakoś powrócić do normalności. Tylko jak ma być na nowo spokojny, kiedy pragnie jedynie rzucić się na Edgara, by spełnić coraz śmielsze wizje ich pierwszej wspólnej nocy?
- Myślę, że na początek powinniśmy coś zjeść - zaproponował wreszcie, choć bez entuzjazmu, powracając do salonu. Opadł ociężale na kanapę, jednak zaraz spojrzał na swego towarzysza i posłał mu drobny uśmiech, dłonią klepiąc miejsce obok siebie. Już bez zażenowania wręczył mu ulotkę pobliskiej pizzerii, sam z kolei począł się przyglądać krótkiemu spisowi promocyjnych dań z chińskiej restauracji. Choć miał mętlik w głowie i wcale nie był wielce głodny, to jednak bardzo uważał na to, by ponownie nie okazać się zbyt popędliwym czy gwałtownym. Szkoda tylko, że wyobraźnia podsuwała mu zbyt rozkoszne obrazy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Czw Wrz 03, 2015 5:39 pm

Edgar szedł za Baldriciem krok w krok, obserwował go i starał się rozpoznać emocje. Czy był zły? Złość wydawała mu się słuszna, tak samo zakłopotanie, choć nie chciał ich wywoływać. Jakie to wszystko było ekscytujące! Gdy mężczyzna podnosił butelki, Edgar wykorzystał okazję i zaczepnie przeciągnął palcem po karku (nie)nowego znajomego. Bez słowa poszedł do salonu i tak się zatrzymał. Butelki... Sięgnął po jedną, tę, którą kojarzył, otworzył i pociągnął łyk. Tak naprawdę nie pamiętał dawnego smaku, ale założył, że przez tyle lat coś musiało się zmienić. Może ta whisky kiedyś nie miała tego słodkawego posmaku? Albo nie, nie... rzecz leżała chyba w tym dymnym zapachu, chyba był intensywniejszy, bardziej korzenny... Nieistotne. Baldric wrócił. Pofatygował się i usiadł przy nim, ale ulotkę, gdy tylko ją dostał, odrzucił niedbale na bok. Zgrabnie okraczył uda mężczyzny i usiadł na jego kolanach.
– Upijmy się. Zjemy później. – Jakże dziwne połączenie w zachowaniu blondyna! Szalony i nieelegancki kaprys wypowiedziany w tak racjonalny sposób, jakby zaraz miał podeprzeć swoją zachciankę jakimś paragrafem. Wiedział, co chce, po prostu. Wyrwał kolorową kartkę z dłoni gospodarza domu i również upuścił obok siebie, nie przejmując się, że spadłą na podłogę.
– Proszę, potrzymaj. – Wręczył mężczyźnie butelkę i jakby nigdy nic zdjął marynarkę, wprawnym ruchem wygiął ją podszewką na wierzch (trzeba dbać, by biały materiał się przypadkiem gdzieś nie ubrudził) i odłożył na kanapę obok nich. Dbając o wygodę, wyjął jeszcze koszulę ze spodni i odpiął dwa guziki od góry. Dobrze, tak mogło być. Sięgnął jeszcze do reklamówki i wyciągnął mniejszą, okrągłą butelkę, która go zaintrygowała swoim kształtem. Dwukolorowa, a może... nie, to płyn w środku miał białą i brązową barwę!
– Patrz, jakie zmyślne... – mruknął marszcząc brwi i dobierając się do zakrętki. – Likier. – Powąchał. – Czekolada – rzucił jeszcze i spróbował. Przełknął, uśmiechnął się pod nosem i oblizał usta, właściwie robiąc to specjalnie dla Baldrica, patrząc mu w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Czw Wrz 03, 2015 10:41 pm

Gdyby czuł złość, okazałby ją jawnie, ponieważ z tak silnymi emocjami nie potrafił się kryć. Chodziło tu więc o zażenowanie, jakie poczuł, gdy jego siła woli okazała się zbyt słaba. Powinien był ugasić pragnienie, tymczasem nie potrafił się mu oprzeć, przez co wyszedł na nadgorliwca. Zabrakło mu cierpliwości, lecz z tą zawsze było u niego trudno. Pokusa okazała się silniejsza od zdrowego rozsądku. Wcale nie żałował, że jej uległ, ponieważ posmakował wreszcie drugich ust, poza tym perspektywa wspólnego upicia się nie była taka zła. Szkoda tylko, że alkohol wygrał z inną – równie kuszącą, jeśli nie bardziej – przyjemnością.
Ledwo pochylił się po reklamówki, a już stał wyprostowany z mocno napiętymi mięśniami i oszołomionym wyrazem twarzy, który na pewno nie przedstawiał się zbyt inteligentnie. Czy naprawdę zareagował tak gwałtownie na zaledwie krótkie muśnięcie jednego palca? Położył własną dłoń na swym karku, jakby chcąc się upewnić, że miejsce to rzeczywiście zostało dotknięte i to nie przez byle jaki palec, tylko dość szczególny, bo należący do nie byle kogo. Jeszcze chwilę trwał w bezruchu, wpatrując się w plecy swojego gościa, na całe szczęście szybko ochłonął i ruszył się z miejsca. Odstawił butelki, zajrzał do kuchni, jednak ta kolejna czynność okazała się całkowicie zbyteczna. Kiedy tylko opadł na kanapę, Edgar zasiadł obok i nic raczej nie zapowiadało zmiany jego położenia. Szybko jednak wyraził brak zainteresowanie jedzeniem, zaraz siadając okrakiem na kolanach bruneta, najwidoczniej znów wystawiając jego cierpliwość na próbę. A potem tak swobodnie wyraził swoją zachciankę. Przez bliskość zmysły bruneta wyostrzyły się, tak bardzo były złaknione kolejnych bodźców. Brzmienie głosu, ciężar drugiego ciała i to zdecydowane spojrzenie zielonych oczu. Dłonie gospodarza, pozbawione ulotki, mimowolnie wylądowały na biodrach blondyna, chcąc przyciągnąć do siebie bardziej długie ciało, lecz po chwili zmieniły położenie, chwytając za butelkę. Rezygnacja z pogłębienia bliskości okazała się warta swej ceny, ponieważ dalszy widok był niezwykle urzekający. Sposób, w jaki Edgar zdjął i złożył marynarkę, a potem wyjął koszulę ze spodni, miał w sobie tyle elegancji i dozę erotyzmu. Na dodatek rozpiął guziki koszuli, odkrywając nowe fragmenty jasnej skóry. I skosztował kolejnego trunku, niby z rezerwą, powoli go badając, następnie rozkoszował się jednym łykiem z niemałym zadowoleniem. Oblizał też usta, oczywiście z premedytacją kusząc. Nic dziwnego, że Baldric przechylił trzymaną butelkę, upijając kilka porządnych łyków, jednocześnie nie odrywając płonącego spojrzenia od towarzysza. Trudno byłoby opisać stan, w jakim się znajdował. Płonął w środku, bez szansy na ugaszenie tego pożaru, dopóki nie spełni palącej potrzeby.
Odłożył butelkę, stanowczo objął Edgara wokół tali i przyciągnął go do siebie, zmuszając do jeszcze większej bliskości, w której ich torsy przyległy do siebie. Usta również znalazły się blisko, dlatego Baldric zlizał z nich resztki po smaku likieru, nadal mogąc wyczuć czekoladową nutę.
- Rzeczywiście czekolada – odparł z lekkim rozmarzeniem, mrużąc przy tym oczy. Chwycił zębami dolną wargę i zassał się na niej, leniwie ciągnąc ją w swą stronę. Jedną z dłoni wsunął pod poluzowaną koszulę, ostrożnie muskając palcami odcinek lędźwiowy. Krzywizna kręgosłupa zdawała się wyjątkowo pociągająca.
- Prowokujesz mnie – odparł niby z wyrzutem, lecz za bardzo zadowolonym tonem, aby rzeczywiście odbierać te słowa niczym skargę. – Nie mogę przez to myśleć – dodał cicho zmysłowo niskim głosem, lekko ochrypłym od emocji. Celował wprost w usta, jakby nie mogąc się od nich oddalić. Najwidoczniej całkiem już wyłączył myślenie. Ale dziwnym trafem zwiększył dystans pomiędzy ich ciałami, przejął butelkę z likierem i rozlał odrobinę na szyję Edgara, a gdy tylko oddał mu naczynie, zaczął leniwymi pociągnięciami języka zlizywać jasno-ciemną masę. Byłby nawet w stanie oblać całe ciało tym likierem, gdyby tylko miał pewność, że dane mu będzie zlizać go z każdego fragmentu skóry.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Pią Wrz 04, 2015 9:22 pm

Ileż to ciało dawało możliwości do zaczepek! Wciągnął powietrze przez zęby sycząc cicho i pochylając się w stronę Baldrica. Nie żeby to ugryzienie naprawdę go bolało, a nawet jeśli, to w ten niepokojąco przyjemny sposób... Zamknął oczy i gdy jego warga już była wolna, krótko pocałował mężczyznę, zaraz uśmiechając się z satysfakcją. Już teraz wiedział, że będzie uwielbiał widzieć go w takim stanie, ba! że będzie uwielbiał go w nim wywoływać.
– Postaraj się... – sam prawie że wymruczał, nie do końca orientując się, co też jego towarzysz kombinuje. Gdy poczuł zimny i mokry likier spływający po szyi, instynktownie uchylił się wyginając w drugą stronę. Miał jeszcze ochotę zabrać to coś, zetrzeć, by nie chłodziło, ale jedynie zacisnął palce na butelce i przechylił głowę, czekając aż Baldric pozbędzie się tego za niego. Nie spodziewał się, że to może być takie przyjemne: konfrontacja ciepła i faktury języka mężczyzny, chłodu likieru i całej gamy innych doznań, które były zbyt słabe, by mógł je wyszczególnić i nazwać. Wziął kilka cichych wdechów ustami, próbując przywołać się do porządku. Edgar z czasem oswoił się z wrażeniem, jego tętno odrobinę się uspokoiło.
– Jestem od ciebie starszy. Nie przeszkadza ci to? – odezwał się cicho, leniwie wypowiadając słowo za słowem. Nagle jakby się otrzeźwił, przełożył butelkę do lewej dłoni, prawą zaś oparł na klatce piersiowej Baldrica i lekko go popchnął, zmuszając, by oparł się o kanapę.
– No, już, postaraj się skupić – uśmiechnął się niby pobłażliwie, ale i tak nie mógł ukryć, że sam jest coraz bardziej nakręcony. Poklepał bruneta po policzku raz, drugi i trzeci, niby dla otrzeźwienia. Jaasne, oczywiście, że to była kolejna zaczepka. – Teraz będę się kleić. – Lekko uniósł bark i skrzywił się, ale zaraz opuścił, skupiając uwagę na wolnej dłoni, którą przeniósł na klatkę piersiową drugiego. – To takie dziwne... męskie ciało – rzucił bardziej do siebie niż do niego, wędrując po jego mostku w prawo i z powrotem w lewo, a później i w dół. Śledził wzrokiem swoje palce, po chwili jednak uniósł wzrok, chcąc obserwować reakcje Baldrica. – Nie myśl, że to mnie odstrasza, to tylko... Powiedz, od początku czułeś się dobrze z myślą, że to mężczyźni są pociągający? – Specjalnie uderzył w poważniejszy ton, jakby podkreślając, że zamierza się w tej chwili z nim drażnić, wręcz rzucając wyzwanie. Dysonans. Jak długo Baldric wytrzyma, czując palce Edgara podważające skraj koszuli i majstrujące coś przy jego rozporku?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Pią Wrz 11, 2015 11:07 pm

Od początku starał się trzymać rozsądku, jednak starania szybko spełzły na niczym, kiedy pokusa stała się zdecydowanie silniejsza. Można było w tym momencie zarzucić Edgarowi pewną niekonsekwencję, ponieważ oczekiwał od swej ofiary pomyślunku, z drugiej strony nadal torturował go swą bliskością. To przenikliwe spojrzenie zielonych oczu, nieco cięższy oddech i reagujące na pieszczoty ciało, które w ten sposób dopraszało się o więcej. Czy to takie dziwne, że Baldric w końcu stracił głowę? Było to raczej nieuniknione, skoro sam blondyn przesuwał granicę coraz dalej, jednocześnie pozwalając im obu na śmielsze gesty. W taki oto sposób likier wylądował na bladej skórze, a język zlizał dokładnie słodką substancję. Smakowałby go dalej, gdyby nie dłoń, która naparł na tors, wymuszając przylgnięcie pleców do kanapy. Umysł zmącony przyjemnością ledwo zarejestrował wcześniejsze słowa, wypowiedziane w tak seksowny sposób. Brązowe oczy skupiły się na tych zielonych, najwidoczniej sugestia Edgara zadziałała.
- Wcale nie wyglądasz staro – odparł z łobuzerskim uśmieszkiem, po czym uniósł dłoń i przesunął kciukiem po dolnej wardze, jakby szykując ją do kolejnego pocałunku. Ale nie sięgnął po kuszące usta, po prostu przyglądał się im z pragnieniem. – I nie przeszkadza mi różnica wieku.
Klepanie po policzku przyjął z przymrużeniem oka, starając się nie brać ich śmiertelnie poważnie, zwłaszcza, że były delikatne, zaczepne. Blondyn wciąż kusił, tym razem bardziej subtelnie, choć z początku nie brakowało w tym pazura. To było urzekające. Po chwili kuszenie stało się mniej wyraziste, kiedy obiekt pożądania przybrał na powadze, spoglądając przy tym na Baldrica tak uważnie. Jak to dobrze, że nie przestał go dotykać. Dłońmi sunął leniwie po ciele Baldrica, ten zaś muskał palcami łopatki, następnie sunął nimi wzdłuż kręgosłupa, tylko nieco drażniąc skórę przez materiał koszuli.
- Czy płeć powinna o czymkolwiek decydować? – spytał nieco wymijająco, jednak równie poważnym głosem. Ale zaraz uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu. Ciekawskie palce zdecydowanie mąciły mu w głowie. – Dla mnie płeć nie ma znaczenia i zawsze tak było. Walory męskiego ciała potrafią być naprawdę pociągające, możesz mi wierzyć.
Sprawnymi palcami zaczął rozpinać resztę guzików u koszuli, a gdy uporał się ze wszystkimi, ostrożnie zsunął materiał z ramion, po których przesunął leniwie opuszkami palców. W końcu przysunął wargi do jednego z nich i złożył na nim pocałunek, kolejnymi zaś pocałunkami wdrapał się na szyję, aby zatrzymać się przy uchu.
- Pożądanie to nie kwestia myśli tylko czucia – wyszeptał zmysłowo niskim głosem, po czym uciekł od ucha i ponownie ucałował ramię, jedną z dłoni gładząc skórę Edgara w okolicach krzyża.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   

Powrót do góry Go down
 
Dr Dandys & Baldric
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Archiwum-
Skocz do: