IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dr Dandys & Baldric

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Nie Lip 19, 2015 9:30 pm

Lekko skinął głową. Wybacza tę pomyłkę.
– Z przyjemnością. – Dotarło do niego, że właśnie rozmawia z osobą, którą obserwował przez tyle lat. Że wcale nie jest jego nowym znajomym i że bazowanie na niewiedzy kogoś, kto nie ma wobec niego złych zamiarów, jest złe. Z drugiej strony: nigdy wcześniej nie był taki, jakim jest teraz. Nigdy wcześniej nie było teraz. W duchu cieszył się jak dziecko, że udało mu się zbliżyć do tego człowieka, dlatego bardzo nie chciał przerywać. Nie chciał tracić tych chwil, które zapowiadały się wspaniale. W myślach obiecał sobie i Baldricowi, że zniknie, zanim jego prawdziwa natura zdąży coś popsuć... ale jeszcze nie teraz.
– Też jestem jej ciekaw... – mruknął w odpowiedzi na wzmiankę o pasji. Czy w takich momentach jest naturalne, że trema podszeptuje różne wątpliwości w stylu „nie dasz rady, znudzisz go” albo „nie pasujesz tu i ktoś to zauważy, ktoś cię pozna”? Jeśli tak, to w Obserwatorze znów odezwała się człowiecza strona.
Sam powstał z miejsca, dyskretnie poprawił jasnoszarą marynarkę i ruszył do lady, by zapłacić, zaraz jednak wrócił do Baldrica.
– Zdaję się na ciebie, wybierz lokal. Od mojej ostatniej wizyty sporo tu się zmieniło. – Tak naprawdę, gdyby chciał, mógłby zajrzeć w każdy zakątek miasta, ale właśnie: gdyby chciał. Kusiło go, by dalej cieszyć się zwyczajnością, poza tym był ciekawy, gdzie mężczyzna ich zaprowadzi. Bezwstydnie kontynuował grę, bawiąc się tym, że została podjęta. Ba! Nie tylko zwyczajnie podjęta, ale i wzbogacana w zaskakujący sposób.
– Och, szlag. Zaraz chyba zacznie padać. – Rozejrzał się po niebie, gdy już wyszli przed kawiarnię i wskazał ciemniejsze chmury wylewające się ciężko zza horyzontu. Rainy boy. Nagle obrócił się do towarzysza z niemal przepraszającym uśmiechem. – Wiesz, nadal ciężko mi w to uwierzyć, że się spotkaliśmy. – Zaraz zmitygował się. Pokręcił głową i pomasował skronie palcami. – Nie, to nie czas na rzewność. Musisz mnie pilnować! – Zaśmiał się. – Starsi ludzie tak mają.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Sro Lip 22, 2015 12:33 pm

Wspólne wyjście na drinka z obcym mu człowiekiem – nie oszukujmy się, wiedział jedynie, jak blondyn ma na imię i czym się zajmuje, choć też szczegółów tej całej współpracy z policją nie znał – było ryzykownym pomysłem i rodziło pewne obawy. I to nie tak, że bał się zaciągnięcia do ciemnego zaułka i bycia w nim zadźganym, chodziło raczej o wiele niepewnych kwestii. Jeszcze do końca nie wiedział, jak powinien się zachowywać przy tym mężczyźnie. Tak nagle zaczął się zamartwiać o ten jeden błędny krok, przez który znajomość mogłaby się zbyt szybko zakończyć. Przynajmniej zbyt szybko dla niego. Edgar pełen elegancji, ogłady oraz tajemniczości wydawał się odległy, jednocześnie mocno intrygował. Chęć zbliżenia się do niego była więc naturalna, lecz samej chęci towarzyszyły wątpliwości. Czy to nie są za wysokie progi na Balda nogi? Ale skoro już zdobył śmiałość, by zaprosić nowego znajomego na drinka, to już musi skorzystać z okazji lepszego poznania go. Teraz nie może się wahać.
- Skoro i ty jesteś ciekaw tej pasji, to wydobędę jej z ciebie jak najwięcej.
Po tych słowach wraz z figlarnym uśmiechem puścił do niego oczko, następnie zacisnął nieco wagi, by zdusić w sobie głupawy chichot. A jednak udało mu się rozluźnić i to szybciej niż się spodziewał. Sam już nie wiedział, jak powinien się czuć, był tylko pewien tego, że jest niezwykle podekscytowany. Musiał też sam przed sobą przyznać, że takie zachowanie z jego strony jest winą pewnych kokieteryjnych gestów ze strony blondyna. Gdyby nie ten jego uśmiech, zapewne skończyłoby się na rozmowie pełnej grzeczności, podczas której przeważnie wymienia się wbite do głowy formułki świadczące o dobrym wychowaniu.
Poczekał na towarzysza przy wejściu, a gdy ten już zapłacił, Baldric otworzył drzwi i wyszedł na ulicę. I jemu w pierwszej kolejności rzuciły się w oczy ciemne chmury. Nienawidził londyńskich dni wypełnionych deszczem, ale nic o tym nie napomknął, jedynie skinął głową z niemrawą miną. Ale zaraz nieco się rozpogodził na kolejne słowa rozmówcy.
- Cóż, dla mnie to spotkanie również było początkowo zaskoczeniem – odparł z przyjaznym uśmiechem, zaglądając przy tym prosto w zielone tęczówki mężczyzny. – Teraz uznaję je za miłą niespodziankę.
Tym razem, nie mógł się powstrzymać, zwyczajnie musiał zaśmiać się pod nosem na widok masowanych skroni. Nie mam nic przeciwko pilnowaniu cię –rzucił z jakże wielką pewnością siebie w myślach.
- Wcale nie wyglądasz staro, wręcz przeciwnie.
Gorąca trzydziestka – padło w jego głowie, przez co poczuł się głupio i spuścił wzrok ze wstydem. Zdecydowanie za dużo sobie wyobraża, to aż niezdrowe.
- Zabieram cię do najlepszego pubu w tej okolicy.
Ruszył w dobrze sobie znanym kierunku, starając się za bardzo nie pędzić, aby dostosować tempo do kroków towarzysza. Chciał zabawić go podczas drogi rozmową, naprawdę, ale nie miał zbyt wielu pomysłów na rozpoczęcie wymiany zdań. O pogodzie wolał nie mówić, deszczu za bardzo nie lubił. I jak na złość zaczęło kropić w połowie drogi, co dało się zignorować, lecz po jakiejś minucie mżawka przerodziła się w ulewę. Nie bacząc na poprawność i obecność innych osób na ulicy, Baldric chwycił nadgarstek mężczyzny i zmusił go do biegu wraz z wykrzykniętym „biegnij”. Jego rękę wypuścił z uścisku dopiero przed drzwiami lokalu, gdy udało im się ukryć prze deszczem. Wtedy też brunet przeczesał palcami mokre włosy, mrużąc przy tym oczy. Dopiero po jako takim uporządkowaniu wyglądu otworzył drzwi i puścił przodem drugiego mężczyznę.
- James, dwie szkockie! – zawołał w kierunku barmana, który w odpowiedzi wielkoludowi szeroki uśmiech, następnie brunet poprowadził Edgara w stronę zacisznego stolika w kącie. Jak nie siedzi przy barze, czyli wtedy, gdy potrzebuje się wyciszyć, to zawsze wybiera to miejsce. Będą mogli spokojnie porozmawiać i nikt im nie przeszkodzi. Ściągnął torbę, powiesił ją na jednym z krzeseł, po czym sam na nim spoczął. – Ach, przepraszam, może nie lubisz szkockiej. Mogę zamówić coś innego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Czw Lip 23, 2015 11:41 pm

Pasja... nie sądził, że kiedykolwiek to słowo może zostać użyte w taki sposób, a tym bardziej, że może przypomnieć mu, jak smakuje cień onieśmielenia. Poza tym zdał sobie sprawę z drobnej różnicy: kojarzył podobne sytuacje i emocje z kobietami, a Baldric, jak powszechnie dało się dostrzec, kobietą nie był. Chwilę się nad tym zastanowił, patrząc na deszczowe chmury i ku własnej uldze i zaskoczeniu uznał, że takie rzeczy się zdarzają. Kobieta, mężczyzna? Nigdy specjalnie na to nie zwracał uwagi, jeśli już czyjaś osobowość wybitnie mu się spodobała. Pewnie zdarzały mu się różne przygody, które przypomniałby sobie, gdyby się skupił. Miałem wiele okazji do zrobienia... wszystkiego. Poza tym, wiedząc tyle o ludziach, nie mógłbym być homofobem.
Pomimo tego, że szli w ciszy, nie czuł się niezręcznie. Ukradkiem obserwował okolicę, budynki, ludzi. To wszystko było prawdziwe, namacalne, jak on sam. Mógł podbiec do kogoś i powiedzieć wszystko, co tylko chciał. Mógł chwycić kogoś w ramiona i wyznać miłość, mógł pchnąć, zbesztać. Mógł być każdym, kim tylko chciał. Wzbierał w nim zachwyt i pewien rodzaj szacunku do ogromu wszechrzeczy. Czuł się tak mały, a jednocześnie tak znaczący.
– ...co? – myślami był w swoim świecie, dlatego zdążył rzucić tylko jakieś niewyraźne mruknięcie i chcąc nie chcąc rzucił się biegiem za Baldriciem. Nie rozumiał jego zachowania, dlatego poczuł przypływ adrenaliny i zaniepokojenia. Łapał wzrokiem mijane twarze chcąc coś z nich wywnioskować, ale przechodnie parzyli na nich nie mniej zdziwieni.
Edgarowi ostatecznie na szybko nie udało się połapać, co zmusiło mężczyznę do ucieczki i dopiero gdy zatrzymali się, pomyślał o deszczu. Deszcz. Głupi deszcz! Baldric uciekał przed deszczem, chwytając śmierć za rękę.
Zaniemówił. Momentalnie sam zacisnął dłoń na nadgarstku, za który jeszcze chwilę temu był trzymany, nieświadomie chcąc zatrzymać wrażenie ciepła. Gdy wszedł do baru, zrobiło mu się słabo, dlatego uśmiechnął się tylko do barmana i powlókł za Baldriciem do stolika. Usiadł ciężko i uśmiechnął się dość niemrawo. Jeszcze chwilę temu stało się coś, czego zupełnie się nie spodziewał! Niby poczuł się źle, ale to przez coś wspaniałego, przez emocje. W końcu coś czuł! Był zaniepokojony i czegoś nie wiedział. Tak, przed paroma sekundami! I jeszcze to... Przelotnie spojrzał na swoją rękę. Został przez kogoś dotknięty, ba! Nie przez byle jakiegoś kogoś, tylko przez tego mężczyznę. Jeśli Obserwator w ogóle mógł myśleć w takich kategoriach, to właśnie spełniło się jego ciche marzenie, które nosił w sobie odkąd pierwszy raz zobaczył Baldrica.
Chciał więcej.
Odetchnął, uspokajając oddech i myśli, ale jakoś nie mógł przestać się uśmiechać.
– Jeśli chodzi o whisky, to lubię tylko szkocką. – Zabębnił palcami o kant blatu i rozejrzał się pod lokalu. Gdy jego wzrok padł na barmana, która akurat robił coś parę stolików dalej, zmarszczył brwi, nagle kojarząc fakty.
– Jesteście razem? – rzucił luźno, naturalnie i zupełnie bez skrępowania. No co? Nie przeszło mu przez myśl, że dla Baldrica może być to krępujące, bo dla niego samego nie było. Ot, pozwolił sobie na próbę zaspokojenia ciekawości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Pią Lip 24, 2015 8:56 pm

Chyba ze zbyt wielkim opóźnieniem dotarło do niego, co właściwie się stało, a raczej co kompletnie niewłaściwie uczynił w chwili zapomnienia. Uświadomienie przyszło wraz z obserwacją wyrazu twarzy drugiego mężczyzny. Początkową reakcję na nieoczekiwaną bliskość było zaskoczenie, potem cisza, następnie nietypowe otępienie mające w sobie jakiś cień niepewności, lęku czy może nawet niechęć. Sam brunet poczuł się wielce niezręcznie i ze wstydu wręcz spłonął rumieńcem, który, dzięki niebiosom, na policzkach o ciemnej karnacji nie był aż tak widoczny, jak mógłby być choćby na jasnym licu towarzysza. Jakże teraz Baldric żałował swojej bezmyślności! Instynktownie chwycił za obcą dłoń, tym samym pozwalając sobie na zbyt wiele, najwidoczniej naruszając zdrowy dystans, jaki to powinien panować w ich przypadku. Przecież wcale się nie znają, a on tak bezceremonialnie chwyta za jego nadgarstek i jeszcze na dodatek zmusza do biegu. W taki oto sposób zniszczył wszystko, co stanowiło fundamenty do budowania nowej znajomości, przynajmniej takie odnosił wrażenie, gdy zerkał na blondyna.
Gdy na jego twarzy zagościł uśmiech, brunet w pierwszej chwili nie mógł wyjść spod wrażenia jego mocy. Subtelny, taki lekko rozmarzony, od razu zapadający w pamięć i przynoszący ukojenie dla niespokojnej duszy. Obaj zasiedli przy stoliku, wtedy też atmosfera stała się jakby bardziej poważna. Pierwszy dotyk był już za nimi, więc czy to normalne, że między nich wdarła się jakaś niepewność? Jeszcze przed chwilą kamień spadł mu z serca, by następnie ten sam ciężar podszedł do samego gardła. Dlaczego przy tym mężczyźnie czuł się jak niepewny każdego kroku dzieciak? Trudno mu było to zrozumieć, właściwie to wcale nie znajdował rozwiązania dla tej zagadki.
- To cieszę się, że dobrze trafiłem – wyrzucił z siebie szybko, jakby pragnąc pozbyć się resztek nerwowości. I dziwnym trafem udało mu się to przy kolejnej wypowiedzi rozmówcy będącej jakże komicznym pytaniem. W mgnieniu oka na jego twarzy zagościł szeroki uśmiech, w którym to wyszczerzył zęby, następnie parsknął śmiechem, ledwo zdążając z zasłonięciem ust dłonią. Sam pomysł, że mógłby być w związku z Jamesem niezwykle go bawił.
- Boże, uchowaj – wydusił z siebie wreszcie, gdy jako tako się uspokoił, choć jego ramiona drżały od fali wesołości targającej jego ciałem. – Zbyt wiele razy musiał mnie przeganiać z tego lokalu nad ranem, aby któryś z nas wpadł na pomysł swatania się ze sobą. Jesteśmy po prostu kumplami.
Dopiero po udzieleniu odpowiedzi zastanowiło go to, dlaczego to podobne pytanie padło. Czyżby Edgar był nim naprawdę zainteresowany? Otwierał usta, żeby zapytać wprost, jednak przybycie dobrego znajomego z zamówionymi szkockimi powstrzymało go od wypowiedzenia słów.
- Nie jestem kelnerką – trącił z poirytowaniem, ale zaraz uśmiechnął się półgębkiem, kiedy odkładał szklanki whisky na blat stolika, i odszedł. A druh rzucił w stronę jego pleców krótkie podziękowanie. Zaraz jednak Baldric skupił całą swą uwagę na osobie blondyna. Może i zapytał konkretnie o barmana, jednak czy nie ciekawi go czasem sam stan cywilny bruneta? Sama myśl wymusiła na nim szeroki uśmiech.
- Ogólnie jestem wolny, gdybyś chciał wiedzieć – dodał żartobliwie. Chwycił szybko naczynie i upił dwa porządne łyki trunku. Alkohol go ośmieli, lecz musi się pilnować, żeby czasem z bardzo nie rozwiązać sobie języka. Procenty w krwiobiegu nie są najlepszymi doradcami.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Sob Lip 25, 2015 12:51 pm

Śmiech? No co? O co chodzi? Co było w tym śmiesznego? Edgar nie znał relacji Baldrica z Jamesem, więc rzeczywiście, może powiedział coś śmiesznego, ale zupełnie nie zrozumiał co. Popełnił jakieś faux pas? Wpierw uniósł brwi w zdziwieniu, zaraz jednak sam się uśmiechnął, po części rozbrojony i uspokojony reakcją bruneta. Obserwator dobrze znał twarz Baldrica, jednak wcześniej miał mało okazji do zaobserwowania na niej uśmiechu, dlatego teraz poczuł się trochę jakby dostał jakiś drobny, ale uroczy upominek.
– Zawsze mogłeś powiedzieć, że czekasz do zamknięcia, by odprowadzić go do domu – rzucił luźno, ciesząc się lekką atmosferą. Nie, wcale nie brzmiał, jakby starał się ich zeswatać, raczej dał ponieść się wyobraźni, wymyślając dobre okazje do nawiązana z kimś bliższej relacji. Jednocześnie nieświadomie powrócił do dotykania własnego nadgarstka: palcami drugiej dłoni przypominał sobie fakturę własnej skóry, naciskał na wyczuwalne pod nią kostki i ścięgna... W końcu uświadomił sobie, że stara się zgadnąć, co mógł poczuć Baldric, dotykając go. Skoro (na szczęście!) kwestię rozwiązywania pytania kim jest Edgar? na razie zostawili w spokoju, Obserwatorowi przyszło na myśl kolejne. Jaki jest Edgar?
Pojawienie się barmana na moment odwróciło uwagę Obserwatora od własnej ręki i Baldrica... jakkolwiek dwuznacznie by o nie brzmiało. Mruknął w podzięce jakieś grzeczne ''miłozpanastrony'', odebrał szklankę i podniósł ją, ale nie po to, by się napić. Zerknął na własne, zniekształcone i ledwie widoczne odbicie w szkle, potem odrobinę podniósł wzrok, by spojrzeć ponad naczyniem na towarzysza. Wiedział, że ten żartuje, jednak nie był typem, który odpowie samym śmiechem czy elokwentnym ''ahaa''. Podłapał temat.
– Właściwie nie to miałem na myśli, nie po to pytałem. Po prostu... – zamilkł i spojrzał w bok, wyraźnie się zastanawiając. Czyżby przed chwilą nie poczuł odrobiny ulgi? Uśmiechem skwitował przyłapanie się na czymś takim. – No dobrze, może trochę, ale zdałem sobie z tego sprawę dopiero teraz! – Tłumaczył się pół żartem pół serio, ze śmiechem, wciąż ściskając szklankę w dłoni, lecz teraz tuż nad blatem. – Sam nie wiem czy... no wiesz. – Aj, szlag! Źle, źle. Poczuł przypływ skrępowania, który, cóż, postanowił zagadać. – Poza tym zaskoczyłeś mnie! Myślałem, że będziesz się tłumaczyć, wypierać, że to mężczyzna, że nie... – Wzruszył ramionami. – Wydaje mi się, że na początku większość ludzi by tak zrobiła, niezależnie od prawdy. – Zwrócił uwagę Baldrica na to, że właściwie przed chwilą przyznał się do swojej orientacji, a to znowu czyniło ich spotkanie i ogólnie flirt bardziej dosłownym. Teraz nie było mowy o błędzie. Udało mu się poprawnie rozpoznać coś, w czym miał małą praktykę. Był z siebie coraz bardziej zadowolony. Miał ochotę westchnąć, z sykiem wciągając powietrze przez zaciśnięte zęby, jednak na taki gest triumfu sobie nie pozwolił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Nie Lip 26, 2015 7:44 pm

Uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu, słysząc bardziej przemyślaną wersję swojej wcześniejszej wypowiedzi, nawet jeśli tworzyła ona nieco przekłamany obraz rzeczywistości. Ale nie skomentował jej, za to pozwolił ją sobie przeanalizować. Wielokrotnie zostawał w tym lokalu nad ranem z różnych powodów, przeważnie zapijając jakieś wielkie smutki i żale, ale nigdy nie zdarzyło mu się witać w tym miejscu nowego dnia z powodu barmana. Doskonale dogadywał się z Jamesem, zapewne w dużej części dlatego, że ten nie miał nic przeciwko wysłuchaniu jego pijackiego bełkotu zarówno w miejscu pracy, jak i poza nim. Również w ich relacji wspaniałe było to, że żaden drugiego nie pouczał, choć pracownik pubu miał ku temu o wiele więcej okazji. Mógłby wytknąć choćby nieumiarkowanie w piciu, jednak nigdy tego nie robił, najwidoczniej kierując się jakimś współczuciem. Z drugiej strony Baldric ani razu nie przekroczył przy nim jakiejkolwiek granicy dobrego smaku czy szeroko pojmowanej moralności, po prostu dużo narzekał lub głośno się chichrał przy barze.
Ale dlaczego skupili się na Jamesie? Pewnie przyciągnęli go do siebie myślami, skoro ten przyniósł im te dwie szkockie. Zaprosił Edgara na drinka, nie chciał mu kazać zbyt długo czekać, więc zabrał go do tego lokalu, jednak odrobinę zaczął tego żałować. O wiele bardziej chciał poznać drugiego mężczyznę niż samemu zostać poznanym przez niego. Wszystko przez to, że bał się bardziej obnażyć, kiedy nie wiedział, jaką reakcję przy tym uzyska. Rzecz jasna nie zamierzał od razu wyjawiać wszystkich swoich tajemnic, przynajmniej nie na początku znajomości, zwłaszcza, że nie wiedział, w jakim kierunku ta idzie. Chyba zamartwiał się na zapas, nieco stresował, bo wielce mu zależało na tym, żeby wypaść jak najlepiej. I nie znał właściwie przyczyny tego stanu. Był zaciekawiony osobą Edgara, nawet ośmielił się go podrywać, ale czy naprawdę uważał, że ma u niego szansę? Z jednej strony blondyn również okazywał zainteresowanie, z drugiej nie mówił o tym otwarcie.
Sytuacja uległa sporej zmianie, kiedy jednak rozmówca odsłonił swe zamiary. Podczas wypowiadania słów wydawał się nieco skrępowany, lekko niepewny, co próbował maskować żartobliwym tonem i uśmiechem, jednocześnie pozostawał szczery i naturalny. Na taki widok Bald znów uśmiechnął się pod nosem, nie mogąc oderwać spojrzenia ciemnobrązowych oczu od swego towarzysza. W jednej chwili nabrał tyle uroku. Wcześniej brunet postrzegał go jako eleganckiego, wyważonego człowieka, teraz z kolei widział w nim jakże rozkosznego mężczyznę. Nie uciekł z krzykiem przerażenia i zamiast zniesmaczenia na jego twarzy zagościł cień swoistego zadowolenia.
- Wydaje mi się, że chyba interpretuję twoje słowa bardziej na swoją korzyść – zaczął wreszcie swą odpowiedź, rzucając mu przy tym nieco rozbawione spojrzenie, a jego oczach dało się dostrzec wesołe ogniki. – Na pewno cię ciekawię, ale masz wątpliwości co do tego, w jaki sposób jesteś mną zainteresowany. Rozumiem twoje wątpliwości, bo sam mam podobne. Jesteś przystojnym mężczyzną, nie mogę zaprzeczyć, ale przecież nic na siłę.
Dopiero po wypowiedzeniu ostatniego zdania zrozumiał sens swoich słów i poczuł się jak ostatni idiota. Zdecydowanie przesadził ze swoją szczerością. Teraz Edgar na pewno wstanie od stolika i zwyczajnie wyjdzie, nawet nie oglądając się za siebie.
- Interesują mnie mężczyźni, ale nie zalecam się do wszystkich – dodał po chwili, starając się wybrnąć z sytuacji. – Ale czasem wychodzę naprzeciw, gdy dostanę znak i myślałem…
Tu urwał, aby bardziej się nie pogrążać. Był przekonany, że właśnie takie znaki odbierał od rozmówcy, tymczasem wszystko zrozumiał na opak. Przecież całe to zainteresowanie jego osobą może wynikać z grzeczności, nawet mieć jakąś inną przyczynę, która kompletnie nie ma nic wspólnego z seksualnością. Momentalnie chwycił za szklankę, uniósł do ust i przechylił mocny, aby w mgnieniu oka opróżnić ją z zawartości. Whisky momentalnie rozgrzała mu przełyk i nieco pomogła ze zdenerwowaniem. Jak to dobrze, że spożycie alkoholu pomogło wziąć mu się w garść, choć procenty jeszcze całkiem nie wniknęły w krwiobieg. Sam fakt wypicia czegoś mocniejszego był kojący.
- Może jesteś głodny? – spytał całkiem swobodnie, próbując zmienić temat. – Nie ma tutaj wielkich specjałów i jedyną rzeczą godną polecenia jest tak naprawdę ryba z frytkami, ale głodny człowiek zje cokolwiek. Znaczy, tak mi się wydaje.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Nie Lip 26, 2015 9:57 pm

Och, no tak, tak. Jasne. Jakkolwiek dziwnie się nie czuł słuchając o sobie, to musiał przyznać rację.
Co? Odruchowo spojrzał w bok, potem w dół, na szklankę z whisky, byleby tylko w tej chwili nie patrzeć w oczy Baldrica. Nie, nie poczuł się źle, słysząc, że jest przystojny, wręcz przeciwnie. Akurat on miał tę dogodność, że mógł wyglądać tak, jak chciał. Po prostu uderzyło go to, że te słowa padły akurat z ust tego mężczyzny. Cały czas w świadomości miał wbite, że musi uciekać, powstrzymywać się, musi trzymać się z daleka i obserwować. A teraz? Teraz nie musiał.
Podniósł wzrok i uśmiechnął się dość niepewnie. Zakłopotanie powróciło, przyprowadzając ze sobą poczucie niepewności w nowej roli zwykłego, żywego człowieka. Na szczęście miał to do siebie, że potrafił odpuścić, dzięki czemu już za chwilę mógł rzucić radosne , kokieteryjne wręcz spojrzenie. Grzecznie poczekał, aż Baldric się napije, zakładając, że dokończy myśl, lecz gdy tak się nie stało, pokręcił głową. Nie. Nie lubił, gdy były jakieś niedomówienia. Ba! W takiej sytuacji, w jakiej był, wręcz nie mógł sobie pozwolić na stratę jakiejś myśli, słów, na zastanawianie się przez kolejne dekady, co też rozmówca przemilczał.
– Nie, nie jestem. – Uśmiechem dał znać, że nie jest zły, a temat ucina tylko dlatego, że ma coś ważniejszego do powiedzenia. Znów na moment odwrócił wzrok, szukając odwagi gdzieś między stolikiem kawałek dalej a ścianą. – Dobrze myślałeś. Nie trafiłeś tylko z tym, że nie wiem, czego chcę. Wiem. – Teraz spojrzał na towarzysza tych dziwnych chwil w tak intensywny sposób, jakby co najmniej miał ochotę pochwycić go i pocałować, tu, już, teraz. Milczał chwilę, zastanawiając się, co jeszcze dodać, ale nic nie przychodziło mu na myśl oprócz...
– Nie lubię ryb. – Nie mógł wytrzymać w powadze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Nie Lip 26, 2015 11:24 pm

Rozmówca przez dobrą chwilę unikał z nim kontaktu wzrokowego, co też zbudziło w nim niepokój, nakazało przeanalizować sytuację i wykryć błąd, jaki popełnił, skoro doprowadził do podobnej sytuacji. Jeśli pociąg do mężczyzn został mu wybaczony, to jednak zbytnia śmiałość najwidoczniej odrzucała Edgara. W końcu miał wątpliwości odnośnie zainteresowania brunetem, zatem napomknięcie o jego atrakcyjności mogło go zaniepokoić. Trudno zapomnieć o tym, że nadal ma do czynienia z osobnikiem tej samej płci. Gdyby chociaż obaj mogli otwarcie sprecyzować, czego właściwie oczekują, być może byłoby łatwiej. Ale co by się stało, jeśli ich wzajemne oczekiwania okazałaby się kompletnie różne, zbyt mocno rozwarstwione? Ich potrzeby mogła przecież dzielić przepaść, będąca bezdenną otchłanią. Optymistyczne patrzenie na ten problem nie było możliwe, przynajmniej nie z perspektywy Baldrica.
A jednak blondyn podniósł wzrok i nawet zdobył się na uśmiech, który wlał w ciało wielkoluda ciepło i nową dawkę energii. Chyba znów miał nadzieję, co mogło stanowić zarówno błogosławieństwo, jak i przekleństwo, gdyby okazało się, że nie powinien się łudzić, iż zyska sympatię mężczyzny. Z tej całej nerwowości, choć już nieco mniejszej, wolał uciec od kłopotliwych sytuacji, musiał więc zakończyć z insynuacjami. Jednak rozmowa powróciła na wcześniejsze tory, kiedy towarzysz zdecydował się na sprostowanie błędnego rozumowania Cornwella. W jednej chwili brunet ujrzał przed sobą personifikację mieszanki pewności siebie oraz kuszącej nuty zmysłowości.  Prawie poderwał się z krzesła na ten widok – jakże odstający od tego, czego oczekiwał.
- Nie lubisz ryb – powtórzył cicho z pewnym roztargnieniem dopiero po chwili ciszy, wydając się ze swym oszołomieniem. Ale już po chwili uśmiechał się ledwo widocznie, lecz z każdą chwilą uśmiech poszerzał się, a z ust wreszcie wydobył chichot pełen ulgi. Przesunął dłonią po twarzy i odetchnął, rozluźniając jednocześnie ramiona.
- Czy ja też mógłbym się dowiedzieć, czego chcesz? – spytał wreszcie i ułożył rękę na stole, następnie sięgnął nią dalej, aby móc chwycić obcą dłoń. W ostatniej chwili się rozmyślił i jedynie opuszkami palców bardzo delikatnie, powoli, wręcz leniwie przesunął po jej wierzchu. Blada skóra wydała mu się tak niebywale gładka. Już za pierwszym razem to poczuł, kiedy tak bezceremonialnie chwycił za nadgarstek, aby uciec wraz z Edgarem przed deszczem. Cofnął rękę, ale trzymał ją blisko, gdyby jednak sam Edgar dążył do kontaktu fizycznego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Pon Lip 27, 2015 12:19 am

Jakże rozkosznie było obserwować reakcję na własne słowa! Ach, mógłby podeprzeć policzek o wnętrze dłoni i patrzeć, tak po prostu, egoistycznie karmiąc się najdrobniejszym cieniem przebiegającym przez twarz Baldrica, jego uśmiechem czy nawet niepokojem. Edgar czuł się, jak muzyk po latach powracający do gry na ukochanym instrumencie. Czy nadal potrafi grać w taki sam sposób? Zbyt ciekawy, by nie trącić struny, zbyt onieśmielony, by uderzyć w pełny akord.
– Tak, nie lubię ryb – odpowiedział od razu, jakby ten temat był ważny, zaskakujący, jakby mówił jakąś gorącą nowinkę. Zaśmiał się cicho i znów pokręcił głową. Już teraz czuł, że raniona bolą go od ciągłego napięcia, ale jakoś był zbyt wciągnięty w trwającą chwilę, by pomyśleć, że powinien się oszczędzać. Spoważniał, słysząc kolejne pytanie. Od razu wiedział, co odpowie. Przekorność budziła się w nim powoli, zachęcając do podejmowania coraz to nowej i nowej zabawy. Już chciał się odezwać, nabrał powietrza, ale zatrzymał je i wypuścił dopiero po chwili, gdy Baldric cofnął dłoń. Znowu musiał odwrócić wzrok, jakby nie mógł jednocześnie skupić się na patrzeniu na mężczyznę i znoszeniu jego dotyku. Edgarowi kontakt fizyczny wydawał się czymś ważnym, nowym, do czego jeszcze nie przywykł, i jak w rozmowie potrafił pozwolić sobie na więcej, tak tutaj potrzebował jeszcze chwili na oswojenie się. Poza tym ciekawe, czy wcześniej dłonie wydawały mu się równie newralgicznym miejscem, czy to sprawka bruneta... Gdyby zdusił w sobie to, co poczuł, zacząłby się stresować i jeszcze gorzej spiął, dlatego pozwolił sobie na rozładowanie sytuacji. Naumyślnie skonfrontował się z tym, co go niepokoiło, niejako skacząc na głęboką wodę.
– Nie... – Odpowiedział w końcu, tajemniczo przeciągając słowo, po czym poklepał Baldrica po przedramieniu, jakby chciał pokrzepić go pomimo odmowy, potem sam objął zimnymi palcami jego dłoń i chwilę się nie ruszał. – Gdybym powiedział, nasza znajomość stałaby się oczywista. A miało być z pasją! – Zaśmiał się i dopiero teraz cofnął. – Mam pomysł. – Sam wypił całą zawartość swojej szklanki. Ten smak... pamiętał go, tak. Czyli dobrze powiedział, że lubi szkocką. – Teraz ja zabrałbym cię w jedno miejsce, ale to niespodzianka. Ryzykujesz czy mam powiedzieć i się zastanowisz?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Pon Lip 27, 2015 1:08 am

Zapewne to pierwszy raz w historii, kiedy rozmowa na temat awersji do ryb uratowała komuś życie. Właściwie, była to krótka wzmianka, jednak powtórzona raz jeszcze i potem kolejny raz stała się niezbyt mądrą wymianą zdań, dzięki czemu atmosfera pomiędzy rozmówcami stała się lżejsza. Obaj tego potrzebowali, musieli chyba skupić się na czymś niekoniecznie ważnym, a jednak wystarczająco zajmującym, żeby oderwać uwagę od bardziej istotnych rzeczy. Ale bardziej ratunku potrzebował Baldric, który czuł się niezwykle zagubiony. Zdarzało mu się podrywać mężczyzn, oczywiście, w pewnym okresie swojego życia nieustannie wyszukiwał kochanków na jedną noc, jednak w tym przypadku było inaczej. Starał się zaintrygować sobą blondyna, jednocześnie pragnął utrzymać ten efekt na dłużej. Nie wystarczy mu jedynie kilka ulotnych chwil w towarzystwie tego mężczyzny, pragnie poznawać go dłużej, coraz bardziej intensywnie i dogłębnie.
Gdyby okazał więcej cierpliwości i instynktu samozachowawczego, zapewne wypytywałby teraz o szczegóły tej niechęci do ryb, dokładnie to o jej przyczyny - czy winne są ości, czy sam smak tych łuskowatych zwierząt? Niestety, nie zachował wstrzemięźliwości i zadał pytanie, pragnąc jak najszybciej dowiedzieć się, czego powinien oczekiwać. To jeszcze mogło mu ujść płazem, lecz on musiał dotknąć drugiej dłoni. Kontakt fizyczny nie trwał długo, był raczej nieszkodliwy, mimo to mięśnie wyczuwalnie się napięły nawet pod opuszkami palców, które przecież zbyt mocno nie napierały na skórę dłoni. Wtedy brunet zrozumiał, że cielesna bliskość jest barierą, którą zbyt szybko chciał przekroczyć. Przecież ledwo się znają, a on już wyciąga ku niemu łapy jak jakiś prostak! Coś z nim musi być nie tak.
Wcale się nie zdziwił, że po swoim występku otrzymał negatywną odpowiedź, jednak jej brzmienie mimo wszystko wydało mu się kuszące, jakby to rozmówca chciał się z nim podrażnić, wystawiając zmysły oraz nerwy na próbę. Chłonął wszystko, co mężczyzna zamierzał mu ofiarować i ku swemu zaskoczeniu poczuł klepiącą jego przedramię dłoń, następnie spotkał się z uściskiem palców w okolicach nadgarstka. Nie dowierzał, myślał, że to właśnie takimi gestami wystraszył blondyna, tymczasem ten sam zdecydował się dotknąć, tak po prostu. Jednak nie przyszło mu to łatwo, widać to było na jego twarzy. Ale kiedy się zaśmiał po kolejnych słowach, czyż nie było im obu łatwiej?
- Nie będę więc dalej drążył i pozostanę w niepewności ku uciesze twej pasji. Niech ma udręka będzie twą radością.
Druga szklanka została opróżniona, po czym padła obiecująca propozycja. Już sama nuta tajemniczości w głosie kazała mu bez namysłu zgodzić się na warunki Edgara i to jak najszybciej, żeby się nie rozmyślić. Baldric szybko powstał na równe nogi z krzesła, następnie wyjął portfel i wyjął z niego banknot, który zaraz podłożył pod jedną z pustych już szklanek. Wcale nie zamierzał czekać, mogli ruszyć ku nieznanemu - przynajmniej dla bruneta - natychmiast. Wygiął usta w uśmiechu, nieco łobuzerskim, rzucając wyzywające spojrzenie swemu towarzyszowi.
- Coś czuję, że ryzyko się opłaci - stwierdził z ogromem pewności siebie, która pojawiła się tak nagle. Skoro blondwłosy nie miał go jeszcze dość, musiał z tego korzystać, póki jeszcze może. – Nie zwlekajmy więc, prowadź ku niespodziance.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Pon Lip 27, 2015 2:57 am

– Noo, nie przesadzajmy. Nie wyglądasz na cierpiącego. – Chwilę zastanawiał się, czy powinien zapłacić za swój alkohol, ale domyślił się, że zrobił to za niego Baldric, skoro go tu zabrał. Tak to się chyba robiło, prawda? Poczuł się odrobinę niemęsko, ha, ktoś zafundował mu trunek... Ale on już miał swój plan na rewanż.
– Zaraz będę. – Podszedł do baru i zamówił... cała butelkę whisky, którą przed chwilą pili. Wrócił do nowego znajomego (och, tak, bo czy wcześniej mogli się znać?) i wręczył mu zdobycz. Widać było, że się cieszył z tego, na co wpadł. – Proszę. Zrób pożytek ze swojej torby i schowaj to. Nie chcę ryzykować, że ją potłukę, a to możliwe, bo... khm... – Odchrząknął, kończąc dopiero, gdy wyszli. – Ktoś sprawił, że czuję dłonie, jakby nie były moimi własnymi. – Udał, że wcale nie mówi o nim, wcale nie rzuca spojrzenia kątem oka i wcale się nie uśmiecha. Wcale.
Narzucił dość szybkie tępo, po części przez to, że miał tak w zwyczaju, po części chciał już być na miejscu. Po drodze pozwolił sobie na opowiedzenie, gdzie ich prowadzi. Ciekawe, jak Baldric zareagowałby, gdyby wiedział, że Edgar wcale nie ma tej wiedzy dzięki Wikipedii albo książkom historycznym...
– Wiele lat temu, gdy świat zakrztusił się czarem pary i stali, biegła tędy jedna z pierwszych linii kolejowych. Wtedy to było coś, na pewno słyszałeś. Tam, przy Tamizie był odcinek dla pociągów towarowych. Statki przywoziły kosztowności z całego świata, herbatę i kawę, egzotyczne zwierzęta, kwiaty, materiały, ryby, a kolej przenosiła je dalej, w głąb kraju. Przynajmniej na początku. Z czasem okazało się, że zapotrzebowanie na masowy przewóz osób na duże odległości wzrósł, a kosztowności taniej i szybciej dało się dostarczyć automobilami, więc stację przebudowano... Coś poszło nie tak, bo perony kilka razy przenoszono i remontowano, aż w końcu w XX wieku były ważniejsze rzeczy do budowania i niszczenia. Wiem, że teraz ktoś zamierza odrestaurować ten teren, ale na razie nic się nie dzieje... Sam zobaczysz.
Edgar skracał drogę idąc wąskimi uliczkami, podwórzami, nie zrażając się kałużami ani resztkami deszczu strącanego z drzew przez wiatr. Zatrzymał się dopiero, gdy dotarli do końca regularnych zabudowań. Teren starej stacji zabezpieczony był podrdzewiałym ogrodzeniem, w paru miejscach przeciętym i załatam, w paru przygiętym, by łatwiej było przejść górą. Nie trudno się domyśleć, że nie tylko Edgar wpadł na pomysł, by tu przyjść, w końcu każde bezludne miejsce jest dobre na przykład na wagary albo stracenie cnoty.
– Oto i ona. – Szerokim gestem dłoni wskazał halę i kilka pomniejszych budynków rozsianych po terenie. Od razu dało się dostrzec, że pomimo marnego stanu, powybijanych szyb i w większości pordzewiałych belek nośnych, stacja była wykonana naprawdę solidnie. Być może właśnie dzięki temu jeszcze stała.
– Idziemy? – Wolał się upewnić, w razie gdyby mężczyźnie odeszła ochota na podbój świata.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Pon Lip 27, 2015 7:06 pm

Oczywiście, że nie cierpiał, właściwie to cieszył się jak dziecko, nawet jeśli niekoniecznie wiedział na czym stoi. Czuł zatem niepewność, lecz ta mieszała się z ekscytacją, jakiej ulegał z błogością w towarzystwie tego oto tajemniczego mężczyzny. Przynajmniej jest teraz świadom tego, że jego przystojny – dostrzega ten aspekt na każdym kroku, w końcu ma oczy - rozmówca jest pewny swych intencji oraz pragnień. Jeśli okaże się, że nie są zainteresowani sobą nawzajem w podobny sposób czy też na tych samych płaszczyznach, unikną rozczarowania, a wszystko dzięki temu, że Edgar zdecydował się zachować ostatniego asa w rękawie. Dobrze, że jeden z nich postanowił zachować resztki zdrowego rozsądku.
Przyjął whisky nieco zaskoczony, jednak do torby chował ją już z drobnym uśmiechem, zaraz zaczynając się zastanawiać, w jakich okolicznościach przyjdzie im opróżnić butelkę tego zacnego trunku. Tak, do głowy wpadły mu różne scenariusze, nie wszystkie były poprawne, ale na całe szczęście Baldric nadal potrafił odróżnić rzeczywistość od swych skrytych marzeń. Mimo to poczuł się nieco zażenowany tym, że odważył się fantazjować o blondynie, gdy ten znajdował się tak blisko. Nie ma za grosz przyzwoitości, z czym też nie mógł się nawet przypadkiem ujawnić, inaczej całkiem by się skompromitował i zaprzepaścił wszelkie szanse. Udało mu się oderwać od rozmyślania nad konsekwencjami swych grzeszków, kiedy rozbrzmiały kolejne słowa blondyna, gdy już wyszli na zewnątrz. Instynktownie przysunął się do drugiego ciała, zaglądając w zielone tęczówki.
- Jednak nie odtrąciłeś mojej dłoni, więc może to uczucie wcale nie jest ci tak straszne.
Tak, zdecydowanie podobał mu się ten drobny kontakt fizyczny, skoro zachowywał się w tak kuszący sposób. Starał się udawać, że wcale nie jest poruszony, ale niezbyt udolnie maskował swoje prawdziwe odczucia. Chyba właśnie dlatego prawie od razu ruszyli i to dość szybkim krokiem, ale wcale nie gonili przed siebie na złamanie karku. W drodze Edgar opowiadał z zafascynowaniem o celu ich drobnej podróży, a jego słuchacz potrafił jedynie smakować jego słowa. Mówił tak obrazowo, dzięki czemu przymknięcie powiek wystarczyło, żeby ujrzeć to konkretne miejsce w latach jego świetności. Jak wielką żałość poczuł Baldric, gdy dotarło do niego, że nie jest w stanie cofnąć czasu, aby samemu ujrzeć w pełnej krasie to dawne piękno, które już przeminęło.
- Nieustannie mieszkam w Londynie, a wcale nie znam tego miasta – zdecydował się wyznać jak najbardziej szczerze. – Znaczy, nie znam go z tej konkretnej strony. W twojej relacji kryje się tyle uroku.
Dotarli do celu, wtedy też magia w sporej części znikła. Trudno było dostrzec Cornwellowi majestat, jakiego się spodziewał. Budynki obdarte z pięknych ozdobień, pozbawione okien, drzwi – kolejne smutne mury jak u zwykłych pustostanów. Jednak Baldric śmiało odgiął część ogrodzenia z metalowej siatki, żeby swobodnie przejść i ruszyć ku budynkom. Postawił ten jakże ważny krok pierwszy, następnie wyciągnął zapraszająco dłoń ku towarzyszowi.
- Już sobie wyobrażam, co czeka nas w środku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Pon Lip 27, 2015 11:24 pm

Sam Edgarł starał się prześlizgnąć przez prowizoryczne wejście jak najzgrabniej, by nie podrzeć marynarki albo zbytnio się nie pobrudzić. Oczywiście deszcz, który osiadł na metalowych pręcikach nie omieszkał przypomnieć mu, że kropla bez uprzedzenia wpadająca za kołnierz jest gorsza niż wiadro wody wylane na głowę. Dosłownie wyskoczył za siatkę, pochwycił dłoń Baldrica i uniósł barki, odruchowo broniąc się przed chłodem. Miał ochotę przekląć, ale tylko zmarszczył brwi, a zaraz zaczął się śmiać. Musiał wyglądać komicznie, jak kot uciekający przed wodą.
– Och, tak, w środku czeka nas wystawa pustych butelek, do której możemy dołączyć własną, i seria mniej lub bardziej udanych graffiti. – Sarknął, ale zaraz znów wpadł w dobry nastrój. – Ale nie. Spróbujmy... – Czego? Co miał powiedzieć? Spróbujmy sobie wyobrazić, że poznałem cię wcześniej, w czasach świetności tego miejsca? Spróbujmy przywrócić moje wspomnienia, wskrzesić je z martwych? Nie. – Spróbujmy po swojemu. – Tym razem to on pociągnął mężczyznę za sobą, ale tylko kilka kroków. Zaraz sprawnie wymknął się, jednak tylko po to, by chwycić Baldrica pod ramię. – Możemy iść jak dwaj przyjaciele, dżentelmeni z dawnych czasów. Zdecydowanie libertyni. – Z uśmiechem spojrzał w niebo, potem na horyzont, zaraz jednak powrócił spojrzeniem w stronę hali. Stąd dało się dostrzec błyszczące i wijące po ziemi jak ogromne węże tory kolejowe, prowadzące donikąd, zaczynające się w hali, a kończące najpewniej przed przeciwległym końcem ogrodzenia, którego jeszcze nie byli w stanie dostrzec.
Milczał chwilę, wsłuchując się w odgłos własnych obcasów uderzających o solidny, kamienny chodnik. Dzisiejszy beton pewnie nie przetrwałby takiej próby czasu. Natura odebrałaby to, co należało do niej... Nagle spojrzał na Baldrica, wyraźnie sobie coś przypominając i nie będąc zadowolonym.
– Byłeś głodny! Przepraszam, zabrałem cię tu, a chciałeś coś zjeść... – Puścił jego ramię i dotknął dłonią czoła. – Przepraszam, naprawdę. Możemy wrócić albo, wiem. Zapraszam cię na kolację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Wto Lip 28, 2015 7:45 pm

To był istny cud, że spomiędzy wąskich warg mężczyzny nie wypłynął żaden pisk o wysokim rejestrze, o wiele bardziej pasujący do niewiast, choć w tej chwili idealnie oddawałby powagę sytuacji. Jako świadek całego zajścia brunet powinien zachować spokój, w ten sposób stanowiąc najlepsze wsparcie, lecz na widok tak gwałtownej reakcji towarzysza po prostu musiał się zaśmiać. Było w nim tyle energii, o wiele więcej dynamiki w jego ruchach niż tych wcześniejszych. Chętnie użyczył swej dłoni, zaciskając przy tym mocno wargi, żeby czasem nie wydać się ze swym rozbawieniem, nawet jeśli to i tak było widoczne w ciemnobrązowym spojrzeniu. Zaraz jednak górę nad nim wzięła troska, więc przesunął palcami wzdłuż kręgosłupa, gdzie prawdopodobnie drogę odnalazła nieszczęsna kropla deszczu.
- Bardzo ci współczuję – rzekł dość swobodnie, nie potrafiąc wyzbyć się wesołego tonu wypowiedzi, na dodatek uśmiechając się kącikami ust. – Ale tak nagle się zerwałeś jak ugodzone zwierzę – dodał zaraz, ledwo powstrzymując się od chichotania. Dopiero po chwili udało mu się uspokoić, gdy został pociągnięty w kierunku hali, a po chwili chwycony za ramię. Takie obrotu spraw się nie spodziewał, bo nagle zaleźli się tak blisko siebie, idąc krok w krok. Poczuł się dziwnie zawstydzony i uciekł wzrokiem w bok, pragnąć uniknąć kompromitacji. Na jego policzkach musiały pojawić się wstydliwe wypieki, choć szybko znalazł w swojej głowie dla nich dobre wytłumaczenie – były efektem wymagającego marszu przez miasto.
- Czy nie powinna łączyć nas przyjaźń, żebyśmy szli razem w podobny sposób? – spytał z wyraźnie słyszalnym zażenowaniem, lecz tym razem zdobył się na to, aby zerknąć na towarzysza, jednak szybko umknął przed zielonymi tęczówkami niczym spłoszone dziewczę będące pod wrażeniem pierwszego zauroczenia. Nagle stracił grunt pod nogami, tak łatwo pozbawiony pewności siebie przez bliskość drugiego ciała. Sam do niej dążył, ale nie wierzył do końca, że zazna jej w takimi stopniu, przynajmniej nie tak szybko. Jednak prawdziwy szok nadszedł wtedy, gdy Edgar go puścił.
- Nie! – zaprzeczył jego słowom szybko, może zbyt głośno i stanowczo. – Wcale nie byłem głodny, możesz mi wierzyć. Teraz też nie odczuwam głodu.
Kiedy nieco się wyciszył, ostrożnie pochwycił smukłą dłoń i zabrał ją z bladego czoła, aby móc swobodnie zajrzeć mężczyźnie w oczy. Zdobył się na subtelny uśmiech, obejmując już same palce z niemałym zadowoleniem.
- Co do zaproszenia, to chętnie z niego skorzystam, ale nie musimy jeszcze wracać. Chciałeś mi przecież pokazać to miejsce z jakiegoś powodu, prawda?
Pragnął kontynuować to miejsce, by zobaczyć więcej rzeczy oczami towarzysza. Chce poznać perspektywę, z jaką spogląda na świat. Pociągnął blondyna za sobą, na ślepo kierując ich ku ciekawszym miejscom. Czy w głębi budynku ujrzą więcej ciekawych rzeczy? Tam Edgar pragnął iść?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Wto Lip 28, 2015 11:24 pm

Zanim odpowiedział, odruchowo powiódł zaciekawionym spojrzeniem za dłonią Baldrica, a potem za własną. Tym razem nie zareagował na dotyk skrępowaniem, więc miał jaśniejszy umysł. Wpadł na to, że jego nowy znajomy chyba lubi tę formę kontaktu. Ciekawe jak daleko by się posunął, gdyby mógł bez żadnych negatywnych konsekwencji zrobić coś więcej. Poza tym, och! Cóż to za pomysł, by trzymać się za ręce! Mężczyźni, pierwsze spotkanie, jedynie kilka wspólnie spędzonych godzin! W duchu uśmiechnął się przekornie do poczucia poprawności, które nagle postanowiło się obruszyć. Cicho siedź. To życie było czymś innym, podobało mu się. Nowoczesność.
W prawdzie szedł za mężczyzną, ale przyglądał mu się badawczo, jakby chciał się upewnić, czy ten rzeczywiście nie jest głodny. A może tylko tak powiedział, bo chciał być miły? Cóż, nawet jeśli tak, to Edgar nie miał jak tego sprawdzić, a zamartwianie się i gdybanie nie było w jego stylu.
– No dobrze... Ale jeśli szybko się upijesz, bo będziesz na czczo, to... to właściwie żaden problem, tylko, kto wie... – Nie dokończył, ale zaśmiał się niefrasobliwie, sugestywnie. Już prawie byli pod zadaszeniem starej stacji, a Edgar wpadł na pewien pomysł. Chciał coś zrobić. Chciał coś sprawdzić. Przeszedł jeszcze kilka kroków, zastanawiając się, jak to może wyglądać. Powinien? Jasne, że nie. Wcale nie powinno go tu być! Tym bardziej kusiło go, by...
Zatrzymał się, jednocześnie zmuszając do tego towarzysza, bo w końcu nie puścił go. W tej chwili wręcz złapał mocniej i uniósł jego dłoń wyżej, jednocześnie stając przed mężczyzną.
– Poczekaj... – zaczął poważnie. Pewnie gdyby nie lekka trema, która trzymała go w ryzach, miałby problemy z utrzymaniem powagi. Tylko oczy zdradzały, że planował coś, co go ekscytowało . – To miejsce przywitań i pożegnań, a ja znam cię od dawna, ale nie tak, jak bym chciał. So I just arrived from afar to tell you: hello, Baldric. – Położył drugą dłoń na jego i swojej własnej i płynnym ruchem zbliżył się, całując mężczyznę w policzek. Krótko, ale mocno, zdecydowanie po męsku. Tak bezczelnie, tak z zaskoczenia! Tak zwyczajnie się witał. Zaraz cofnął się jakby nigdy nic, wypuścił dłoń Baldrica z uścisku i odwrócił do niego plecami, samotnie wkraczając do hali. Oblizał usta.
– Chodź, przyjacielu. Spójrz, jaki piękny zegar. – Czy po jego głosie dało się poznać, że się uśmiecha?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Pią Lip 31, 2015 11:14 am

Doskonale wiedział, że zachowuje się nieodpowiednio, jednak nie potrafił zwalczyć w sobie tej całej niepoprawności, po prostu musiał brnąć dalej. Największym błędem było to, że tak uparcie dążył do bliskości, przez co mógł wyjść na natarczywego. Czy to źle, że chce dotykać i być dotykanym? To uczucie nie może być złe, jednak okoliczności, w jakim ono zakwitło, powinny raczej ostudzać podobne zapędy niż je rozbudzać. Wcześniej tak bardzo się wahał, jednak kiedy dostał odrobinę przyzwolenia na kontakt fizyczny, zrobił się zbyt zuchwały. Świadomie zagarniał coraz więcej dla siebie, kompletnie nie zważając na niepodważalne fakty: obaj są mężczyznami, jego towarzysza niekoniecznie pociągają przedstawiciele tej samej płci i na dodatek ledwo się poznali. Skąd więc się wzięła ta potrzeba dotyku, jeśli wcale się nie znają?
Był stale kuszony, a przynajmniej takie odnosił wrażenie. Subtelna sugestia w słowach Edgara całkowicie zajęła umysł bruneta, musiał przecież dokładnie przeanalizować każde słowo z osobna, jak i przez pryzmat całej wypowiedzi. W kącikach jego ust zagościł drobny uśmiech.
- Upijesz mnie i wykorzystasz? – spytał żartobliwie, zwyczajnie nie mógł się powstrzymać, żeby tego nie powiedzieć. Właściwie nie zależało mu na odpowiedzi, chciał po prostu zawstydzić rozmówcę, wywołać na jego twarzy reakcję, dzięki której zobaczy czerwone wypieki, chytry uśmieszek lub zaskoczenie.
Gdy zatrzymali się w miejscu, Baldric nie zaprotestował, nawet jeśli serce zabiło mu szybciej z nerwów. Jeszcze nic się nie stało, a on już niepotrzebnie szalał. Prawie drżał z niepewności! Ale towarzyszyła mu też ekscytacja i to było niebezpieczne, ponieważ stale miał nadzieję na coś więcej. Oczekiwał nerwowo na kolejny ruch, a kiedy jego dłoń została uniesiona, przełknął głośno ślinę. Ale ogarnął go spokój, kiedy dostrzegł w zielonych uczuciach masę pozytywnych uczuć. Sam Edgar wydawał się być w tej chwili niecierpliwy. Wypowiedział zagadkowe słowa, do uścisku dołączyła druga dłoń, a potem tak stanowczo złożył pocałunek na policzku wyższego osobnika. Potem, jakby nigdy nic, odwrócił się i ruszył przed siebie. Cornwell jeszcze nie potrafił postawić choćby kroku, więc stał i wpatrywał się w plecy blondyna, żeby wreszcie palcami musnąć miejsce, które zostało ucałowane. Ten jeden fragment skóry był trawiony gorączką, choć właściwie gorąc uderzył w całą twarz wielkoluda. Na pewno się rumieni, przez co wygląda jak idiota. Dopiero po kolejnych słowach ruszył za towarzyszem, aby zaraz się z nim zrównać, żeby dalej iść przy jego boku. Ale zamiast na zegar, zerknął na niego, pełen trwogi o własne serce.
- Chciałbym – zaczął niepewnie, a jego głos w jednej chwili stał się dziwnie zachrypnięty. Przyłożył dłoń ułożoną w pięść do ust i odchrząknął, po czym ponownie podjął się wypowiedzenia swej myśli. – Chciałbym, żebyś nie musiał się nigdy ze mną żegnać – oznajmił wreszcie z lekkim zażenowaniem. Nie wiedział, skąd mu się wzięło na podobne wyznania, ale musiał jakoś przezwyciężyć tę słabość. Przyspieszył więc kroku, aby tym razem samemu wyprzedzić towarzysza. Obawiał się jego przenikliwego spojrzenia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Sob Sie 01, 2015 9:34 pm

Hala przypominała te współczesne, ale tylko na pierwszy rzut oka. Dobry obserwator zauważy takie smaczki, jak inny, starodawny rodzaj ram okiennych i framug, bogatsze zdobienia kamiennych elementów ścian czy mozaikową różę wiatrów na podłodze. Gdzieniegdzie stały ławki, które najpewniej ocalały przed wandalami i złodziejami tylko przez to, że wyryto je w skale. Taak... Edgar przypominał sobie ten zapach, który był wyczuwalny nawet teraz: smar i stal. Westchnął płytko. Albo mu się wydawało, albo brakowało tu jeszcze subtelnej, pudrowej nuty kobiecych perfum z dawnych lat. Teraz czuł zapach Baldrica.
– Tak? – Spojrzał w kierunku mężczyzny. Teraz i on miał wątpliwości. Czego chce? Pierwszym, na co wpadł Edgar było: chcę, abyś nigdy więcej tego nie robił. Jednak słowa zabrzmiały zupełnie inaczej. Cóż za zaskoczenie! W pierwszej chwili uśmiechnął się szeroko, z wrażenia i ulgi, zaraz jednak dotarło do niego, że może to za szybko? Albo raczej, że wcale tego nie powinno być. Ale przecież był człowiekiem, mógł popełniaćbłędy.
– To dość mocne słowa... – Sam przyspieszył, by zrównać się z towarzyszem, nie zdając sobie sprawy z tego, że ten niejako przed nim uciekał. Najchętniej usiadłby i obgadał z nim tę sprawę, jednocześnie pozbawiając chwile romantyczności. Bezpieczna rzeczowość? Nie, nie, nie teraz, proszę! Uczucia mieszały się w jego głowie, przez co czuł się odrobinę jak wariat. Skrzyżował palec środkowy ze wskazującym i wsunął dłoń do kieszeni. Miał ochotę się zaśmiać, ledwie się powstrzymał.
– Ale właściwie... czemu nie? Przez chwilę chciałem powiedzieć, że się nie znamy, że nie wiesz, co ja wiem o tobie, że widzisz mnie pierwszy raz i możesz żałować, cholernie żałować, ale nie poznamy się dopóki... – Truchtem wyprzedził Baldrica i szedł tyłem, by móc patrzeć na niego. – Wytrzymaj ze mną... – Zawiesił głos, zastanawiając się. – Trzy dni. Non stop. Jeśli po tym czasie wtedy będziesz w stanie powiedzieć to samo... – Rozłożył ramiona i zatrzymał się. – Będę twój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Wto Sie 11, 2015 9:55 pm

Powiedział coś dziwnego, doskonale to wiedział, lecz nie było żadnej możliwości, aby mógł cofnąć własne słowa. Mógł je obrócić w żart, bądź wmówić zarówno sobie, jak i rozmówcy, że wcale nie miał na myśli tego, co powiedział, lecz żadne z tych rozwiązań nie oferowało mu w zamian spokoju ducha. Czuł się więc mocno zażenowany swoją własną postawą i marzył o tym, żeby zapaść się pod ziemię. Kompletnie nie wiedział, co za siła zmusiła go do tego, by powiedzieć takie słowa dopiero co poznanemu mężczyźnie. Był nim zafascynowany, od początku jasno dawał to do zrozumienia, ale czy w podobnej sytuacji powinien sobie pozwalać na podobną śmiałość? Teraz miał już całkowity mętlik w głowie.
Drgnął, kiedy blondyn zrównał się z nim i zdobył na pierwszą wypowiedź po tym jakże nietypowym wyznaniu. Rzecz jasna miał rację, to były mocne słowa, zdecydowanie zbyt mocne jak na początek znajomości. Znacie się zaledwie kilka godzin, Baldric, opanuj się! – krzyczał w myślach brunet, nie wiedząc już, czy powinien spoglądać na rozmówcę, przed siebie czy może nadal wpatrywać się w podłogę, jakby licząc na to, że wreszcie samą siłą woli wywierci w niej dziurę. Karcił siebie coraz to bardziej rozhisteryzowanymi myślami, stale wyobrażając sobie, jak Edgar przeprasza i go tak po prostu opuszcza, uciekając do swojego własnego życia.
Kolejne słowa otrzeźwiły go, sprawiły, że przeszedł go zimny dreszcz i zmusiły do zatrzymania się oraz uniesienia wzroku, aby spojrzeć na mężczyznę. Ten znajdował się teraz przed nim i wydawał się taki poważny, zdecydowany, zarazem w wyrazie jego twarzy kryła się pewna życzliwość. Baldric przypuszczał, że to koniec znajomości, ale jakże się mylił. Gdy padła najbardziej nieoczekiwana propozycja, rozdziawił lekko usta z zaskoczenia, jakby chciał coś powiedzieć, lecz nie wiedział co. I jeśli wcześniej miał w głowie mętlik, teraz panował w niej kompletny chaos. Zalało go tyle myśli, wiele z nich niedokończonych, nieskładnych. Trzy dni. Non stop. Ale jak będą się spotykać? Będą razem mieszkać? Czy uda im się znieść się przez trzy doby? Skąd wziął się ten pomysł? Czy ta propozycja coś znaczy? Tyle pytań bez odpowiedzi, to aż frustrujące! Jednak najważniejszą kwestią było…
- Będziesz mój? – powtórzył nieprzytomnie, bardziej pytając towarzysza o sens tych słów. Bardzo niepewnie postąpił krok do przodu, żeby zbliżyć się, a potem tak niepewnie uniósł dłoń i musnął blady policzek opuszkami palców. Okazał się być tak przyjemnie gładki w dotyku. Na całe szczęście szybko się opamiętał i zabrał rękę.
- Zgodzę się – odparł wreszcie z drobnym uśmiechem skrytym w kącikach ust. – Zgodzę się, jeśli obiecasz, że nie będziesz próbował z premedytacją mnie do siebie zniechęcić. Chcę, żebyś przez te nasze wspólne dni był po prostu sobą, tylko tyle pragnę.
Kolejny raz spuścił wzrok, drapiąc się przy tym po swej biednej potylicy. I co teraz powinni zrobić?
- Więc… - zaczął niepewnie. – Zamieszkasz u mnie przez trzy dni, tak?
Och, musiał się wreszcie odezwać w nim realizm. Muszą uzgodnić pewne rzeczy, skoro mają ze sobą koegzystować choćby przez tak krótki czas. Dwadzieścia cztery, czterdzieści osiem… Siedemdziesiąt dwie godziny razem obecnie wydaje się tak małą jednostką czasu. Czy zdążą się poznać?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Sro Sie 12, 2015 11:59 pm

Dopiero, gdy usłyszał własne słowa z ust Baldrica, zastanowił się nad ich prawdziwym znaczeniem. Będzie jego? Po części już był, ale uważał, że ta zasada działała również w drugą stronę. Wtrącił się w życie, w bieg historii, ale sam też pozwalał tworzyć w swojej świadomości coś, czego na na dobrą sprawę nigdy nie zapomni. Aż zaczynał lubić bycie 'teraz'. Teraz... trzy dni od teraz. O co chodziło? Cokolwiek się nie stanie, przez samą próbę podjęcia niecodziennego eksperymentu wytrzymania z kimś niemalże obcym dłużej niż parę minut, staną się bliżsi. Czy to dobrze? Ćśśiii... W końcu prędzej czy później i tak się spotkają, prawda?
Już chciał się odezwać, ale zrezygnował. Zamknął na moment oczy i uśmiechnął się delikatnie, pozwalając na dotyk. Był już odrobinę oswojony z tym aspektem fizycznej formy, mógł świadomie myśleć i nie miał pustki w głowie, ale zaraz zapominał treść. Ciepło dłoni... Co on właściwie...? To było miłe. Co? Chodziło o to, że po tym czasie chce odebrać Baldricowi życie? Też. Brał pod uwagę wszystko, każdą możliwość, nawet nieszczególnie celując w jakiś konkretny scenariusz i biorąc go za prawdopodobny. Udało mu się pozostać wolnym od założeń, przez co nie ograniczał się własną wyobraźnią. A pragnienia? To było piękne... Piękne.
– Nawet o tym nie myślałem. – Odpowiedział w końcu, jednocześnie otwierając oczy. – Nie zmarnowałbym w tak głupi sposób czasu tobie i sobie... – Zmarszczył brwi. – No, chyba, że dałbyś mi konkretny powód. – Zaśmiał się i gestem dłoni wskazał na szerokie schody w przeciwległym końcu hali. Chciał zaprowadzić ich na taras widokowy, chociaż pozornie mógł to być zły pomysł. Już stąd dało się dostrzec, że z większości stopni odkruszyła się wierzchnia część kamienia, odsłaniając wzmocnienia, a miejscami nawet niższy poziom dworca. Edgarowi od razu na myśl przyszedł pomysł, że wyższa część budowy była wykonana najpóźniej, bardziej nowocześnie, a przez to i mniej solidnie albo ktoś zlecił jej rozebranie, czego ostatecznie w trakcie prac zaniechano. Pomimo wszystko jakoś nie bał się tam wchodzić. Czy ktoś taki jak on powinien bać się czegokolwiek...?
– Tak, mogę na chwilę wprowadzić się do ciebie... – rzucił bez większego zastanowienia, zaraz dodając – ale równie dobrze możemy być w moim apartamencie albo raz tu, a raz tu... gdziekolwiek. – Rozłożył ramiona. Nie był przywiązany do miejsca i nie krył się z tym być może przykrym dla zwykłego człowieka faktem. – Tylko co z pracą? Szkoła. Wiem, że tam z tobą nie mogę pójść... Hm, to chyba możemy uznać za konieczne rozstanie... wyjątek potwierdzający regułę? Właściwie... – Teraz to on się zatrzymał, lekko przechylając głowę i patrząc na mężczyznę z tej śmiesznej perspektywy. – Nie pytasz, ile o tobie wiem, skąd wiem... Ryzykujesz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Czw Sie 13, 2015 10:54 pm

Przez chwilę naprawdę zwątpił w całą tę znajomość, która przyszła niczym grom z jasnego nieba. A przyszła niespodziewanie, gwałtownie, zaburzając cały wcześniejszy ład, co z jednej strony zachwycało, z drugiej zaś mocno niepokoiło. Jaki właściwie sens ma cała ta relacja? Być może z początku nic nie wskazywało na to, że z niewinnego spotkania w kawiarni zrodzi się coś więcej, lecz wszystkie późniejsze słowa i gesty, które do siebie nawzajem kierowali obaj panowie, rzucały nowe światło na całą sprawę. Z każdą kolejną chwilą zaczynało robić się coraz bardziej poważnie, a przecież ledwo minęło kilka godzin. To było absurdalne, zwłaszcza, że tak mało o sobie wiedzieli, a właściwie to Baldric wie niewiele w przeciwieństwie do swojego towarzysza. Powinien więc uważać na wypowiadane przez siebie słowa, lecz jak zwykle zamiast rozwagą kierował się uczuciami. I to właśnie przez tę emocjonalną naturę znalazł się w nietypowej sytuacji, już zaczynając planować wspólne zamieszkanie z prawie obcym mężczyzną pod własnym dachem. Czysta abstrakcja! Ale nie mógł sobie odmówić tego marzycielstwa i drobnego dotyku.
- Prędzej piekło mnie pochłonie, niż dam ci taki powód – odparł śmiało, po czym sam zaśmiał się subtelnie, czując, jak wypełniają go nowe pokłady energii. Entuzjastyczne nastawienie towarzysza pomagało im obu postawić niepewnie te pierwsze kroki.
Ostrożnie skierował się ku wskazanym schodom, na początek starając się osądzić, czy można po nich bezpiecznie stąpać. Był gotów podjąć ryzyko, jednocześnie nie zamierzał dać się zaślepić brawurze. Pół biedy, jeśli sam spadnie, ale gdyby spadł Edgar… Pokręcił energicznie głową, strzepując z siebie takie straszne wyobrażenia. Już on dopilnuje, żeby żaden z nich nie próbował wejść na te schody.
Zatrzymał się, wręcz zamienił się w istny słup soli, kiedy usłyszał kolejne słowa blondyna. Kolejny raz okazało się, że towarzysz wie zdecydowanie więcej o jego osobie niż normalny nieznajomy powinien. Współpracował z policją przy wielkiej katastrofie komunikacyjnej, więc mógł poznać dane poszkodowanych, mogli się wtedy spotkać, ale skąd wiedział o tym, czym się zajmuje? Spojrzał wreszcie na tajemniczego osobnika, jakby patrząc na niego na nowo. Nieco spoważniał, zmrużył oczy w zastanowieniu, po czym westchnął ciężko i tym razem spojrzał tak, jak wcześniej, jakby kierował wzroku ku dobremu znajomemu.
- Na takie ryzyko mogę sobie pozwolić – odrzekł spokojnie, przy czym podrapał się leniwie po brodzie. – Ty wiesz o mnie sporo, ja dopiero się ciebie uczę. Te trzy dni przydadzą się mnie zdecydowanie bardziej.
Korciło go, żeby zadać mnóstwo pytań, lecz nie chciał wyjść na natrętnego. Odpuścił, wierząc w metodę małych kroczków. Gdy się do siebie wystarczająco zbliżą, Edgar sam zechce zdradzić swoje liczne sekrety.
- Dzisiaj możemy pójść do mnie – wyrzucił z siebie lekko zawstydzony, już rozmyślając, że jako dobry gospodarz odstąpi swojemu gościowi łóżko, a sam zalegnie na kanapie. Wcale nie myślał o tym, żeby zaciągnąć go do łóżka, skądże znowu! Aż poczerwieniał od takiego możliwego zarzutu. – O ile zaczynamy już od dzisiaj, co?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Nie Sie 16, 2015 10:14 pm

Edgar wręcz pochylił głowę, w całkowitym skupieniu obserwując zmiany zachodzące na twarzy towarzysza, w jego oczach. Czy po nim też widać emocje? Jemu też tak błyszczą oczy, gdy się śmieje? Nieświadomie potarł usta kciukiem.
Baldric był piękny ze swoimi emocjami.
– Taak, od dzisiaj, inaczej to nie miałoby sensu... nie dam ci uciec... – mówił powoli, przeciągając głoski. Niby skupił się na odpowiedzi, nie rzucił czegoś na odczepne i nawet uśmiechnął przelotnie, ale inny temat zajmował jego myśli. Teraz dla odmiany błądził wzrokiem gdzieś po ścianach hali, aż w końcu ruszył się i sprężyście wskoczył dwa schodki, przysiadając na trzecim.
– Baldric, tak naprawdę nie wiem o tobie wiele – wrócił do poprzedniego tematu. Ach, czyli ten pozorny drobiazg przykuł jego uwagę! Oparł przedramiona na zgiętych kolanach, zwracają się do mężczyzny najzupełniej poważnie. – Znam twoją historię, nie ciebie. Jakimś cudem udaje mi się myśleć o tobie jak o kimś nowym i tylko czasem, gdy przypomnę sobie... – Jak miał to nazwać, by nie powiedzieć wprost, nie zacząć sypać skrótami konkretnych sytuacji? Śmiertelnych sytuacji... – ...gdy przypomnę sobie pewne rzeczy, łapię się na tym, że staram się wyszukać w tobie jakichś konsekwencji tej czy tamtej chwili, czegoś, co będzie prostą z punktu A do punktu B, lustrzanym odbiciem, ale... – Wykonał okrężny ruch dłonią. – Tak się nie da, jesteś jakąś całością, której nie znam... – Nagle zamknął oczy i pokręcił głową. – Chyba jednak musisz mnie upić, inaczej będę roztrząsał takie rzeczy, brał to na poważnie. – Zaśmiał się, ale pociągnął poważny temat dalej, mimo tego drobnego rozluźnienia. Wcale nie był zdenerwowany czy zły, po prostu właśnie działo się to, o czym mówił. – Niektóre sprawy wolę wyjaśnić na już, nawet ze względu na sam szacunek do osoby. Wspólna wersja, bez domyślania się... No wiesz.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Wto Sie 18, 2015 8:09 pm

Pomimo całej niezręczności tej sytuacji, a może właściwie pomimo sumy tych wszystkich nietypowych zdarzeń, na jakich opierała się ich relacja, sama znajomość miała w sobie coś pozytywnego. Niemiłe okoliczności były w stanie zrodzić coś miłego. Kształtny kciuk pocierający wąskie usta – stanowiący bardzo kuszący widok - szybko wybił myśli bruneta z rytmu i nawet przestało się liczyć to, ile Edgar o nim wie i skąd. A potem padły słowa, które podświadomie pragnął usłyszeć w tej chwili najbardziej. Tak, ich wspólny rozdział zaczyna się dziś, choć nie jest pewne, jak długi będzie. Dane im jest spędzić ze sobą przynajmniej trzy dni, co już wydaje się być istnym darem od losu. Jednak blondyn był nieco zamyślony, nagle stał się nieobecny, choć fizycznie trwał nadal w tej hali, siadając spokojnie na zaniedbanych schodach.
- To żadna historia być jednym z poszkodowanych podczas wypadku – wymamrotał pod nosem bardziej do siebie niż rozmówcy, marszcząc zaraz nieco brwi w konsternacji. – Szkoda tylko, że wypadki w moim życiu strasznie się rozmnażają.
Z wielką uwagą przyglądał się mężczyźnie, w skupieniu słuchał jego słów, ale nie chciał już rozmyślać, martwić się i w dalszej konsekwencji rozpaczać. Już wcześniej kończył w taki właśnie sposób – na koniec zamykał się w sobie i poddawał całkowicie żalowi. Tym razem musi być inaczej, obiecał to sobie i ciotce, ponieważ to ona zawsze przy nim trwała, zwłaszcza w trudnych chwilach.
O wiele bardziej blondynowi pasował śmiech. Dźwięczny, subtelny i szczery. Baldric przysiadł obok na trzecim schodku i wyciągnął z torby butelkę szkockiej, ponieważ padła jakże korzystna dla nich obu propozycja upicia się. Z łatwością otworzył butelkę i podał ją towarzyszowi, rzucając mu uśmiech. Siedząc z nim tak blisko, ramię w ramię, czuł się tak usatysfakcjonowany. Nawet przysunął twarz do jego twarzy, żeby zajrzeć w te zielone oczy. Chyba zbyt szybko polubił ich głębie, prawie od razy wyrabiając sobie do nich słabość.
- Więc przestańmy brać wszystko na poważnie. Daj się upić i zdaj się na instynkt.
Zdroworozsądkowe podejście już się nie sprawdzi, kiedy obaj to poczuli, to nietypowe przyciąganie. Tylko myśl, żeby sięgnąć drugich ust, zaczynała być coraz bardziej natarczywa. Czy to sprawiedliwe, żeby kciuk Edgara mógł ich dotykać, a on sam nie mógł całować?
- Pij – rzekł wielce zdecydowany i wsunął w smukłą dłoń butelkę dobrego trunku.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Sro Sie 19, 2015 12:52 am

Instynkt... czy on takie coś w ogóle miał? Dopóki nie spróbuje się na niego zdać, jak doradził mu Baldric, nie przekona się w jakim stopniu udało mu się odtworzyć naturalne mechanizmy... Zresztą, do tej pory jakoś nie czuł się zawiedziony. Nawet poczucie humoru mu się wyostrzyło, nauczył się łapać ludzi za słówka.
– Czyli jednak mnie upijesz! A przed chwilą obiecywałeś, że tego nie zrobisz... – Pokiwał głową niby z rozczarowaniem, że przyłapał mężczyznę na takim okropnym, wierutnym kłamstwie. – Ech, ludzie... – Udało mu się zachować całkowitą powagę, chociaż na pewno po oczach dało się poznać, że wcale nie poczuł się zawiedziony. Wręcz przeciwnie, bawił się dobrze. Cieszył się, że Baldric nie podtrzymał poważnego tematu, bo inaczej Edgarowi trudno byłoby samemu uwierzyć, że wyjaśnianie, planowanie i tłumaczenie nie zawsze jest koniecznie. Ba! Nie zawsze pomaga w zrozumieniu i oczyszczeniu atmosfery! Ludzie tak mają, mają uczucia i matematyczne, logiczne wyłożenie wszystkich za i przeciw może nie przekonać serca. Najpewniej niedługo sobie o tym przypomni, szczerze powiedziawszy to tego właśnie chciał. Spojrzał na butelkę, potem na dłoń towarzysza... co by zrobił, gdyby Edgar jedynie schylił się i polizał szkło w sugestywny sposób?
Drgnął i zamrugał, najwyraźniej zapatrzył się, myśląc o tych prowokacjach. To co z tym instynktem...?
Odebrał butelkę tak po prostu, zwyczajnie i pociągnął z niej łyk, potem następny i następny. Bez ociągania oddał naczynie Baldricowi.
– Ale będziesz spał ze mną, prawda? Nie chcę się gapić na kasetony...
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Nie Sie 23, 2015 3:57 pm

- Przecież sam przed chwilą wspomniałeś, że muszę cię upić – odparł szybko lekko podniesionym głosem, próbując się jakoś bronić przed tak poważnym i haniebnym zarzutem. Zwyczajnie nie chciał wyjść na interesownego czy podstępnego. Rzeczywiście marzyły mu się w obecności Edgara niecne postępki, na przykład takie pocałowanie go bez ostrzeżenia, lecz nie zamierzał się do nich dopuszczać. Za bardzo bał się zrazić do siebie tego mężczyznę, choć ledwo się poznali. – Czyżby pan mnie zwodził, panie Manningham?
To pytanie zabrzmiało nawet w uszach bruneta dość archaicznie, ale nie mógł powstrzymać się przed zadaniem tego nieco prowokującego pytania. Chyba miał prawo je zadać, skoro stale dawno mu na coś nadzieje. Trudno zidentyfikować to „coś”, ponieważ obaj starali się nie mówić wprost, jakby w obawie przed wielkim rozczarowaniem, gdyby się okazało, że druga strona nie jest równie mocno zainteresowana. Tyle wątpliwości.
Z niemałym zainteresowaniem przyglądał się temu, jak Edgar upija łyk whisky. Ledwo sięgnął po ten łyk i zaraz oddał butelkę, zatem nie było możliwości, żeby się upił, jednak już wypowiedział słowa, które tłumaczyć można było wysoką ilością procentów we krwi. Baldric pierw obdarzył towarzysza zaskoczonym spojrzeniem ciemnobrązowych oczu, następnie upił kilka porządnych łyków szkockiej, aby wziąć się w garść. Pod koniec i tak się prawie nią zakrztusił, powtarzając to nieoczekiwane pytanie w myślach. To musiał być jakiś test dla jego osoby! A może Edgar chciał…? Chyba łatwo było odczytać te zbereźna myśli z czerwonej od wstydu twarzy wielkoluda.
- Ja… nie mam kasetonów – odparł w pierwszej kolejności na najbardziej nieistotną kwestię, czując się coraz bardziej podenerwowanym. – Moje łóżko pomieści nas obu, o ile naprawdę sobie tego życzysz.
Z każdym kolejnym słowem jego głos stawał się coraz to niższy, bardziej mrukliwy, a serce biło mu jak szalone. Wcale nie zachowuje się jak prawdziwy mężczyzna! Powstał na równe nogi, oddając butelkę blondynowi.
- Ty mnie specjalnie stresujesz! – zarzucił mu niby to urażony, jednak zaraz uśmiechnął się szeroko, następnie wyśmiał sam siebie. Jakim to jest idiotą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dr Dandys
Smakosz win ludzkich
avatar

Liczba postów : 87
Join date : 19/09/2014

PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   Nie Sie 23, 2015 9:51 pm

W Edgarze zaczynało budzić się dziwne coś, czego chyba jeszcze nie miał okazji sobie przypomnieć. To, że lubi patrzeć na emocje Baldrica i je w nim wywoływać już wiedział, ale poszedł o krok dalej i świadome wprowadził człowieka w jakiś stan. To mu się podobało. Dawało satysfakcję. Racja, zrobił to specjalnie. Może nie koniecznie chciał go zestresować, ale na pewno onieśmielić, a przynajmniej zaskoczyć. Odebrał butelkę i napił się, już spokojniej, coraz bardziej pewny ciała i jego reakcji. No przecież nie zacznie szaleć po paru łykach, prawda? Absurd. Pokiwał głową.
– Trochę specjalnie... Ale musi mi to pan wybaczyć... – Nagle wpadł na pewien pomysł. Spojrzał w górę, śledząc wzrokiem znajomego. Taak, teraz naprawdę wydawał mu się wysoki, ale jakoś ten fakt nie podważył w Edgarze pewności siebie. – Właściwie to pan powinien prosić mnie o wybaczenie. – Odchylił się do tyłu opierając łokciem o schodek za sobą i wycelował od niechcenia, ale jednak oskarżycielsko palcem w Baldrica. – To ty, my dearest friend, sprawiłeś, że cię zapamiętałem, ty się do mnie przysiadłeś. Można powiedzieć, że jestem pańską ofiarą. – Wymieniał niby spokojnie, ale cały czas pewnie, jakby rzeczywiście wierzył w to, co mówi. Napił się jeszcze i wsunął butelkę między uda, przytrzymując ją w ten sposób. – Ofiarą pańskiego uroku. Chciałbym żeby pan się wstydził, żeby pan czuł się winny tego, czego ja przez pana chcę. – Spuścił wzrok i znów sięgnął po whisky, jednak zanim się napił, dodał ciszej, jeszcze łagodniej.
It's delicate.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dr Dandys & Baldric   

Powrót do góry Go down
 
Dr Dandys & Baldric
Powrót do góry 
Strona 2 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Archiwum-
Skocz do: