IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Michaił Ray

Go down 
AutorWiadomość
Misha

avatar

Liczba postów : 10
Join date : 10/01/2015
Skąd : Yorkshire, Anglia.

PisanieTemat: Michaił Ray   Sob Maj 30, 2015 2:52 am

Imię/Imiona i nazwisko:

Ułańska fantazja w narodzie nie ginie, toteż nawet pomimo bycia stuprocentowym brytolem z flegmą i codziennym piciem herbatki imię dostało mi się dosyć… mało angielskie. Nie mam o to pretensji, etap buntu i wydziwiania mam lata świetlne za sobą, jednak nadal ciężko jest mi wystawiać rękę ku nieznajomym jedynie po to, by rzec Michaił Ray. Brzmi idiotycznie, prawda? Dlatego właśnie za całokształt mojej skromnej osoby jeszcze przed pierwszym wrażeniem zazwyczaj wystarcza po prostu Misha, co zostało zdecydowanie lepiej przyjęte w gronie „przyszłości narodu angielskiego u wrót edukacji”. Od razu ukrócę wszelkie kłamstwa i wymysły – nie, nie posiadam w rodzinie amatorów wieszania dywanów na ścianach. Moja matka ma po prostu… Specyficzny sposób wyrażania siebie.

Pseudonim:

Jako, iż od wczesnego dzieciństwa rozmiarów jestem raczej podłych, utarło się względem mnie określenie „mała myszka” przeplatane z uszczypliwymi komentarzami na temat tego, gdzie mógłbym się zmieścić i w jakim celu miałbym próbować. Przyzwyczaiłem się i nie wzbudza to już we mnie pokładów skrywanej agresji, toteż na każdą mysz zareaguję co najwyżej neutralnie. Ksywa jak każda inna.

Wiek: 18! Jestem legalny, a co się będę.
Pochodzenie: Yorkshire, północna Anglia.
Rodzina:

❖Papo Matthew Oelson. Wiemy o tym jedynie on, matka i ja, bo ciekawski ze mnie potwór i szybko kojarzę fakty, jeżeli wskazówki prowadzą do dobrze oświetlonego rozwiązania. Wszelakie listy odnośnie „tego cholernego bachora” i urzędowe pisma o zasądzenie alimentów na moje imię pozwoliły mi się domyśleć, że cała bajka z polem buraków to był bullshit na korbkę. Chociaż… Nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Papo chyba wreszcie poczuł się do roli ojca i postanowił opłacić mi edukację i ocieplić brak jakichkolwiek stosunków między nami. Albo myśli, że zacznę go kiedyś utrzymywać, albo czeka na przeszczep nerki – tego jeszcze nie rozwikłałem.

❖Mamme Catherine „Kitty” Ray. Aktualnie osiemnastoletni płaski od życia w twarz dopadł ją, gdy ta miała lat zaledwie siedemnaście, więc chyba nie dziwi fakt, że do roli matki nadawała się jak ryba do pedałowania. Dlatego zarówno mnie jak i ją wychowywała moja babka, która niestety od jakiś dwóch lat postanowiła zwiedzać krainy ponad chmurami. W ogólnym rozrachunku nie było i nie jest mi źle. Matkę traktuję bardziej jak słabo dobraną koleżankę, chociaż kocham ją z całego mojego mysiego serduszka jako osobę, która nie poddała się presji i nie wyskrobała mnie na drodze wczesnego rozwoju, a nawet dała własne nazwisko! Nie… To wcale nie przez totalnie katolickie przekonania babki… Ona mnie po prostu kocha! Skończyła edukację, ogarnęła się jako tako życiowo i aktualnie jest na etapie aktywnego szukania pretendenta do zmiany jej stanu panieńskiego.

Orientacja:

Określanie się ogranicza, ograniczenia zaś są po to, by je pokonywać. Toteż nie precyzuję się w niczym świadom, że przyjemność czerpać można z każdej sytuacji, o ile podejdzie się do niej z odpowiednim nastawieniem. Żeby życie miało smaczek.~

Grupa: College
Szkoła:College
Przedmioty/Profil: Archeologia

Charakter:

Zacząć trzeba chyba od tego, że jestem sprzedajny… I tani. Dokładnie w takiej konfiguracji. Słowem wyjaśnienia – kupić moją uwagę, czy też „przyjaźń” można na wiele, niesamowicie łatwych i niewymagających wysiłku sposobów. Nie mówię tu o czymś tak trywialnym jak pieniądze, chociaż który głupek odmówiłby słodkiemu szelestowi nowych banknotów~? Jak każdy facet i ja jestem wzrokowcem. Mogę sobie powtarzać utarte słodkie sformułowania na temat wagi wnętrza i osobowości, jednak nie jestem fanem wyników USG wątroby. Doceniam, kiedy mam na czym zawiesić oko, bowiem jedną z moich licznych przywar jest lubość w otaczaniu się przedmiotami i ludźmi powszechnie pożądanymi. Ponadto, jak każdy młody człowiek, lubię sobie poszaleć i często-gęsto przesadzić w zabawie. Nie udało mi się jeszcze obudzić w niemieckim burdelu ani z żadnym męskim członkiem permanentnie wytatuowanym na czole, nie znaczy to jednak, że jestem taką o, szarą myszunią. Lubię się zabawić i znam słowo „umiar” chociaż nie respektuję czasami jego definicji. Mam ostry język, nie przeczę. Nie raz, nie dwa udało mi się zranić kogoś bez użycia pięści. A propos – z bójek salwuję się taktycznym odwrotem, bowiem moja licha postura nie pozwalałaby mi na mierzenie się z ludźmi, względem których mam jakieś „ale”. Żarcia i różańca nie zwykłem odmawiać. Wiadomo, iż najlepszym piwem jest piwo darmowe, toteż kiedy jakaś miła dusza zaproponuje mi fant w postaci obiadu bądź butelki, jako prawy obywatel staję jej naprzeciw i mówię nieznoszące sprzeciwu „chętnie!”. O dziwo, nie jestem leniwy. Nie uprawiam czynnie jednego sportu, jednak lubię sobie czasem poganiać za piłką, czy tak po prostu na dzikiego oposa powariować w pełnym pędzie w jakimś lesie, czy innym wyludnionym miejscu. Zachowuję pozory… Z początku jestem neutralnie uprzejmy i oceniam przeciwnika wyrabiając sobie o nim pierwsze, zazwyczaj trafne zdanie. Na późniejszym etapie konwenanse przestają mi przeszkadzać i potrafię zmusić się do rzeczy, których normalni ludzie nie powinni sygnować swoim podpisem. Nie mówię tu o jakiś wymyślnych perwersjach kosztem bezbronnej ofiary, jednak „spoufalanie się” w moim przypadku nosi znamiona relatywnie luźnego stosunku do rzeczy zabronionych w damsko-męskiej i męsko-męskiej przyjaźni. No… Wielkie słowo, bowiem nigdy nie miałem i nie planuję posiadania przyjaciela. Lubię kłamać, by podtrzymać dookoła siebie specyficzny wyziewik człowieka wartego uwagi. Mam swoje wady i zalety, ukrywam to jednak za chwilową maską, nie pozwalając nikomu poznać się od strony człowieka, który nie rozumie pojęcia zdrowo funkcjonującej, normalnej rodziny i stosunkowo słabo wie, czym jest rodzicielska miłość nawet pomimo swoich własnych odczuć. Nie, nie sprzedam matki za kotleta… Chyba, że byłby to dożywotni kotlet co czwartek w towarzystwie michy ziemniaków i cysterny czegoś mocniejszego…

Wygląd:

Jaki koń jest każdy widzi. Jako że i ja jestem najzwyklejszym w świecie przedstawicielem homo sapiens, nie różnię się zbytnio od innych uczłowieczonych małpek. No okej… Pierwszą różnicą jest dysproporcja ego i rzeczywistego wzrostu. Mierzę sobie bowiem cały metr sześćdziesiąt pięć, co przy dobrych wiatrach jest słabym wynikiem jak na kobietę, a… Cóż ukrywać – nie mam potrzeby noszenia spódnic czy stanika, jako posiadacz ogona umiejscowionego po złej stronie kości ogonowej. Karnację mam zazwyczaj bladą, jednak przy pierwszym poważniejszym uderzeniu słońca szybko łapię piegi w okolicach okołonosowych. Do tego „czarnawe” włosy, ciemnozielone oczy i ot – Mysz jak znalazł. Nie ukrywam tego za tymczasowym przybraniem. Nie zwykłem zmieniać w sobie niczego za namowami szybko zmieniającej się mody. Komfortowo czuję się we własnej skórze, chociaż gdybym mógł, dodałbym sobie pewnie kilka(naście) centymetrów dla świętego spokoju. Matka zwykła żartować, że kiedy w Niebie rozdawali wzrost, ja stałem w kolejce po napompowane ego, ja jednak jestem zdania, że bardziej zawinił tu brak matczynego pokarmu za noworodka i niemowlaka, oraz nieleczony za młodu brak apetytu. Sam apetyt odbił mi się w drugą stronę, dlatego aktualnie pochłaniałbym jak mały odkurzacz, jednak na etapie rozwoju nie miałem z czego budować ani masy, ani rzeźby, toteż jestem małą, warczącą z daleka kulką narowistości słownej. Nie posiadam blizn, chociaż je lubię. Nie sygnuję się żadnym maziajem na skórze, ani ciekawą konfiguracją pieprzyków. Poza osobowością nie mam w sobie absolutnie niczego ciekawego, toteż muszę nadrabiać zachowaniem. Ubieram się… Po prostu wygodnie. Nie lubię, kiedy coś mnie uciska, toteż nie bujam się w dopasowanych ubraniach. Może to zabrzmieć źle, jednak uwielbiam wygodę dźwigania na sobie dresów. Nie krępują mi ruchów i nie wyglądają specjalnie tragicznie. Poza tym to jednobarwne koszulki, jeansy, trampki… Nikt chyba jeszcze nie uświadczył mnie w garniturze.

Największe wady:

❖Kupisz mi jeansy, to zrobię Ci… A, nieważne.
❖Mam straszny, ale to przeokropny lęk przed przebywaniem na wysokości na otwartych przestrzeniach. Góry jako tako, jednak nie dane mi będzie osiąganie szczytów. Balkony też fuj… No i nie wychylam się przez okno z piętra wyższego niż drugie… A przeszklone windy są moją piętą achillesową.
❖Potrafię być szczery do bólu, jednak jedynie wobec ludzi, z którymi coś mnie wiąże.
❖Nienawidzę pająków… Ani dużych robali. Jestem człowiekiem z klasą! Nigdy nie wrzucałem dziewczynom chrabąszczy w koszulki.
❖Lubię, kiedy coś się dookoła mnie dzieje, toteż… Czasami sam prowokuję gównoburze, by im się przyglądać z miną kota, który dobrał się do śmietanki.


Zainteresowania:

Niestety Bozia poskąpiła mi talentów wszelakich. Lubię to, z czym związany jestem poprzez naukę i… Kurde, jara mnie kopanie w ziemi. Nie czuję się może jak Indiana Jones, ale to i tak niesamowita frajda i sposób na pozbycie się energii. Poza tym jestem raczej statystycznym, zdrowym nastolatkiem o normalnych „zainteresowaniach” takich jak zaliczanie (nie tylko testów), przetwarzanie alkoholu na kaca i odchamianie się w towarzystwie ludzi, którzy jakoś mnie urzekli. Nie gram na niczym, nie maluję, nie piszę, kupuję gotowe żarcie, nie kolekcjonuję.

Dodatkowe:

❖Nie jestem fanem ostrego zakuwania. Bardziej niż teoria interesuje mnie praktyka, bowiem przekłada się na życie realne w nieporównywalnie większym stopniu.
❖Nie czytuję książek, toteż przez długi czas pokutowało przeświadczenie, że moim największym osiągnięciem jako odbiorcy literatury jest zapoznawanie się z etykietami szamponów i proszków do prania podczas urzędowania w łazience.
❖Nie mam jasno zdefiniowanych upodobań. Wystarczy, by coś było „ciekawe” w możliwie każdym tego słowa znaczeniu.
❖Pomimo babki katoterrorystki i matki sypiącej żarcikami o wierze, ja sam jestem raczej religijnym sceptykiem. Wierzę w siebie i to mi wystarczy.
❖Nienawidzę tracić kontroli nad własnym zachowaniem, czy życiem. Denerwuję się wtedy i nie potrafię odnaleźć chwilowo drogi do normalności, przez co… Denerwuję się jeszcze bardziej.
❖Nie jestem agresywny, chociaż trochę bezwzględny. No i nie jestem zdania, że kobiety bije się tylko kwiatkiem po łapkach czy klapsem po dupie. Równouprawnienie działa w każdym kierunku.
❖Uwielbiam eksperymentować… Nie, nie w laboratorium.


Miejsce zamieszkania: Akademik
Wykonywany zawód: Utrzymanek dobrej woli papy. Okazjonalnie może chwycić się randomowej, krótkotrwałej roboty: popozować, poreklamować dyskont, cokolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leighton
Ogrodnik
avatar

Liczba postów : 304
Join date : 23/02/2014
Age : 25
Skąd : Szwecja, Stockholm

PisanieTemat: Re: Michaił Ray   Sob Maj 30, 2015 4:19 pm

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Michaił Ray
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Postaci :: Akta postaci-
Skocz do: