IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Teatr muzyczny

Go down 
AutorWiadomość
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Teatr muzyczny   Pon Maj 25, 2015 9:49 pm


Piętrowy edwardiański budynek, wciśnięty między fasady innych jemu podobnych uroczo kiczowatych cudów architektury z początku ubiegłego stulecia. Niegdyś siedziba biblioteki, obecnie wykupiona przez prywatnego inwestora, odremontowana wewnątrz i zmieniona w niewielki, acz przyzwoicie prosperujący teatr.  

Sam nie wiedział, po co tam wraca. Czy może raczej wstyd mu się było przyznać nawet przed sobą, bo przecież to brzmiało śmiesznie, nawet w jego głowie. A jednak wracał, nie regularnie, ale raz na jakiś czas. Nie próbował dostać się do środka. Zwykle po prostu zajmował miejsce na szerokiej, kamiennej poręczy niskich schodów i rysował któryś z okolicznych budynków. Czasem dla odmiany widok całej ulicy, albo jedynie detal architektury. Powinno się mu już znudzić, a jednak... Nie mógł sobie odpuścić.
Pogoda była kiepska. Naciągnął kaptur na głowę, bo marzły mu uszy, a kiedy zaczęło mżyć pomyślał, że może pora się zbierać, bo kartki szkicownika zaczynają wilgotnieć. Stawiał właśnie kilka pospiesznych, ostatnich kresek, kiedy drzwi się otworzyły.
Aidan kojarzył już tę młodą kobietę, a ona kojarzyła jego. Zagadywała czasem, kiedy wychodziła zapalić, dokładnie tak jak teraz. Zaczęli od rozmowy na temat pogody i tak naprawdę sam nie do końca wiedział, jak to się stało, że zaproponowała mu wejście do środka. Oczywiście po wylegitymowaniu się i przyrzeczeniu, że nie narobi jej kłopotu. Nie, nie będzie przeszkadzał, na małej scenie jest co prawda próba, ale nikt nie powinien mieć nic przeciwko, jeśli siądzie sobie gdzieś i porysuje. Artyści muszą się wspierać.
Czuł się dziwnie, będąc już w środku, krocząc powoli wzdłuż rzędów siedzeń, sam w pustej sali... A jednak nie, wcale nie sam.  W pierwszej chwili, to co zobaczył wydało mu się kompletnie absurdalne, bo przecież dlaczego ktoś miałby spać na pustej widowni w środku dnia. Potem podszedł bliżej, chcąc się upewnić i zrobiło się jeszcze dziwniej. Właściwie na moment poczuł, jakby stanęło mu serce. A kiedy ponownie ruszyło biło jakoś szybciej niż zazwyczaj. W pierwszej chwili chciał się po prostu odwrócić i uciec. Najprawdopodobniej był to całkiem zdrowy odruch, ale zwalczył go dzielnie. Podszedł bliżej, patrzył przez chwilę i uświadomił sobie, że po prostu nie może zmarnować tej okazji danej mu przez los, jakimś niepojętym zbiegiem okoliczności.
Najpierw chciał wyciągnąć rękę i odgarnąć te jasne loki z bladego czoła. Albo zrobić coś jeszcze bardziej nierozsądnego. Ostatecznie jednak zdecydował się usiąść niedaleko (pod żadnym pozorem nie tuż obok!) i zająć rysowaniem. Oczywiście portret śpiącego byłby najbardziej kuszącą opcją i chłopak już chciał się za niego zabrać, kiedy powstrzymała go myśl, że mógłby zostać na tym przyłapany i że fascynująca głębia wnętrza sali będzie bezpieczniejszą opcją. Ale i tak nie mógł powstrzymać się przed zerkaniem na niego od czasu do czasu. W pewnym momencie poczuł nawet, że się uśmiecha. I zaraz zmarszczył brwi, poddając się nieprzyjemnemu poczucia, że nie ma do tego żadnego prawa.


Ostatnio zmieniony przez Aidan dnia Pon Maj 25, 2015 10:55 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.E. Cozza

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 07/05/2015

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Pon Maj 25, 2015 10:43 pm

W cieniu spowijającym widownie, w cieniu pod powiekami, prześlizgiwały się i wiły strzępki odbitych na siatkówce obrazów. Czarne na czarnym tle, dostrzegalne jakimś pierwotnym, tajemniczym zmysłem, poza świadomością, rozpoznawalne jedynie na moment i rozpływające się, nim śniący zdołałby je określić. Gdzieś w tej ciemnej zupie znużenia dryfował umysł mężczyzny, nie tak całkiem uśpiony, wszak ledwie na moment pozwolił sobie odpłynąć, przymknąć powieki. Postawiony kołnierz płaszcza zapewniający ciepło, miły ścisk siedzisk na widowni, zastane, pachnące delikatnie kurzem powietrze, stłumione światło ze sceny - wszystko to tworzyło przestrzeń znajomą, zrozumiałą w ten specyficzny, intuicyjny sposób, właściwy dla wyrabianych latami nawyków, który pozwalał mu się odprężyć. A więc pozwolił sobie ulec znużeniu jedynie na chwilę i nie wiedzieć kiedy stracił świadomość, bowiem w następnej chwili coś - co? - wyrwało go z tego błogiego stanu. Choć będąc precyzyjnym bardziej przypominało to powolne wynurzanie się z transu. Dlatego też nie drgnął nawet, wybudzając się, ledwie uniósł do połowy powieki i z pewnym oporem zogniskował wzrok na scenie, która była teraz cicha i opustoszała. A więc próba się skończyła... Jak długo tutaj był?
Powinien był poruszyć się, sprawdzić godzinę, niewykluczone że niespostrzeżenie zastała go noc. Dał sobie jednak jeszcze trochę czasu. Po krótkiej chwili, gdy już procesy myślowe w jego głowie zaskoczyły na właściwe sobie miejsca, skojarzył dochodzące z góry, stłumione odgłosy z jakąś inną próbą. Tak, na dzisiaj nie przewidywano żadnych przedstawień - przypomniał sobie. A więc jeszcze nie było tak późno.
W międzyczasie zorientował się jeszcze w jednym być może drobnym, a jednak niezwykle istotnym fakcie. Nie był sam.
Otworzył wiec szerzej oczy i przekrzywiwszy lekko głowę, powiódł spojrzeniem w kierunku kształtu, który wcześniej majaczył na granicy jego widzenia. Nie było tak łatwo rozpoznać sylwetkę w panującym półmroku, zresztą po krótkiej refleksji na ten temat odnotował, iż nic mu ona nie mówi. Przynajmniej nic konkretnego. Był to jakiś dzieciak tajemniczej proweniencji, nachylony nad blokiem. Niewielka ilość światła padająca od strony korytarza wystarczała akurat, by był w stanie zapamiętale gryzmolić po kartce. Mimo wszystko dziwny wybór...
Przyglądał się temu chwilę, aż w końcu wrażenie sennego otępienia ustąpiło na tyle, by zechciał się poruszyć. Nie miał się najlepiej. Wylatkowo źle znosił zmianę czasu. Ponadto, gdy już się poruszył, dopiero poczuł, że zdrętwiały mu wszystkie kości. Niezdrowe wrażenie ciepła promieniujące od klatki piersiowej wzdłuż tułowia nie obejmowało swoim zasięgiem krańcowych elementów ciała, co znaczyło ni mniej, ni więcej, że stopy i dłonie miał całkiem skostniałe. Spróbował nieco rozetrzeć te drugie. Czuł lekki ucisk na skroniach lecz bardziej niż to, dokuczało mu poczucie całkowitego wybicia z rytmu dobowego, ustabilizowaniu którego cała ta drzemka z pewnością nie służyła. Co za fatalny przypadek, zasnąć w takim miejscu!

_________________
☾ ( art is a way of cure and survival )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Pon Maj 25, 2015 11:34 pm

Najwyraźniej w końcu udało mu się skoncentrować na rysunku, z którego w końcu zaczął wyłaniać się rozpoznawalny kształt, składający się w głównej mierze z miękkich połaci cienia i światła ślizgającego się między płynnie zakreślonymi liniami. Prawie żadnych konturów, ostrych krawędzi, tylko miękkość leniwych, zamyślonych pociągnięć grafitu.
Przerwał na moment, przyłożył koniec ołówka do dolnej wargi, pamiętając jeszcze, żeby go nieelegancko nie przygryzać, a potem drgnął, usłyszawszy chyba jakiś szmer. Wyprostował się pospiesznie, jakby przyłapany, nawet jeśli wolno mu było tu przebywać.
Długą chwilę tylko patrzył. Zagryzał policzek od środka, nerwowym gestem założył włosy za ucho i zastanawiał się, co powinien powiedzieć. Zastanawiałby się. Gdyby nie miał w głowie takiej dziwnej pustki. Ogólnie czuł się pusty w środku. Jak wydmuszka. To było trochę bolesne, a trochę zawstydzające i z każdą chwilą ciszy było jeszcze gorzej.
- ...cześć - wydusił z siebie, cicho, ale ten wystraszony szept popłynął gładko przez półmrok i musiał dotrzeć do uszy mężczyzny.
Aidan przełknął ślinę, w duchu nakazując sobie spokój i powtarzając w myślach, że nie ma się z czego tłumaczyć, więc nie będzie się tłumaczył. Próbował przekonać sam siebie, że to najzwyklejsza sprawa na świecie, że akurat sobie tutaj siedzi i maże ołówkiem po kartce.
Ależ to było żenujące. I, niech to wszyscy diabli, ależ on był piękny. Być może nie powinien myśleć w ten sposób, ale nie było niczego, co mogłoby go powstrzymać. Nawet sam siebie nie potrafił powstrzymać.
- Kiepski wybór - pozwolił sobie zauważyć i wysilił się nawet na uśmiech. Przynajmniej na coś na kształt uśmiechu, krótkie uniesienie kącika ust i przymrużenie oczu, która zaraz rozpłynęło się bez śladu, ustępując miejsca pewnemu namysłowi. - Chyba, że wybór tego miejsca ma jakiś szczególny wpływ na jakość snów. Wtedy może nie najgorszy.
Uświadomił sobie, że plecie bez sensu, pochylił się więc nad kartką, kreśląc w zapamiętaniu jakiś detal. Odgarnięte przed kosmyki włosów ponownie opadły mu na policzek. Były dłuższe niż ostatnio. I nie dało się nie zauważyć, że zniknął ów zwracający uwagę, jaskrawy kolor, sprawiając, że chłopak wyglądał o wiele bardziej grzecznie. A przynajmniej rzucałoby się to w oczy komuś, kto go rozpoznał. Najwyraźniej jednak spełniła się jego obawa o byciu przezroczystym. Paradoksalnie obecnie było mu to o wiele bardziej na rękę. Mógłby zniknąć, nawet w tej chwili. Wtopić się w wyłożone aksamitem oparcie fotela, nie pozostawiając po sobie nic zwracającego uwagi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.E. Cozza

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 07/05/2015

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Wto Maj 26, 2015 9:59 am

Uniósł lekko brwi. "Cześć"?
- Dobry wieczór - mruknął sucho, chociaż nie był pewny godziny. Pal to licho.
Może powinien kojarzyć tego dzieciaka? Minęli się kiedyś w drzwiach, albo coś takiego... Spróbował przyjrzeć się jego twarzy, ale bezskutecznie. Padały na nią głębokie cienie i przydługie włosy nieokreślonego odcienia (w tych warunkach nie szło mu odróżnianie kolorów) w dodatku chłopak szybko ponownie nachylił się nad kartką, jakby speszony, chociaż przecież sam zagadywał. Wyraźnie go zagadywał. Dziwny jakiś...
Zresztą maestro nie mógł się oprzeć wrażeniu że coś się tutaj rozgrywa i z nich dwóch tylko on nie zdaje sobie sprawy, co. Przez chwilę wertował oporne zwoje swojego mózgu, odczuwając z tego tytułu co raz większą irytacje. Potrzebował w tej chwili kawy i świeżego powietrza. A jednak nie lubił pozostawiać za sobą otwartych kwestii.
- Jeśli nawet, to nie korzystny - odparł, a po chwili namysłu zdecydował się zapytać wprost - Kim jesteś? Kultura wymagałaby w pierwszej kolejności się przedstawić - dodał zgryźliwie, bo nie byłby sobą, gdyby tego nie zrobił.
Nie był pewien czy to ta sytuacja, czy fakt że dopiero się obudził działał na niego dezorientująco, ale postanowił się wyrwać z tego stanu a złapanie jakiegoś konkretu z pewnością będzie pomocne. Chyba że zaraz ma się okazać że poprzez 'jakość snów' chłopak miał na myśli zjawianie się w nich osobiście. Jednak było na to stanowczo zbyt cicho. A sny maestra zawsze wypełnione były przede wszystkim dźwiękiem.
Poprawił na sobie płaszcz i szczelniej owinął szyję obszernym szalikiem w kratę. (Ze wszystkich możliwych państw znów wybrał stolice marznącego deszczu, to teraz miał za swoje.) Ah, jeszcze to... Poklepał się po kieszeniach i gdy już je zlokalizował wydobył a następnie umieścił na nosie okulary. Potem znów spojrzał na chłopca. Wyostrzona wizja nie wpłynęła znacząco na rozpoznawalność tegoż, jednak w międzyczasie Armandowi zaczęło coś świtać. Kojarzył ten głos. Gdyby nie fakt, że zawsze był taki nieprzytomny po przebudzeniu, być może nie zajęłoby mu to tyle czasu, ale w końcu zaczął kojarzyć fakty. Wysilił jaszcze trochę synapsy i w końcu właściwe słowo ukształtowało się w jego umyśle.
- Aidan? - wypowiedział je stosunkowo cicho i obserwował, jak chłopak zareaguje. Fakt że ten wcześniej siedział tutaj nie budząc go, ale trzymając się w pobliżu (to było jasne) nagle wydał się Elii dość niepokojący.

_________________
☾ ( art is a way of cure and survival )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Wto Maj 26, 2015 11:25 am

Cierpliwość nigdy nie była pierwszą na liście jego zalet, tym razem jednak postanowił się postarać i dać Armandowi chwilę na odnalezienie się w sytuacji. Najwyraźniej nie było to wcale takie proste, chłopak konsekwentnie poświęcał więc uwagę opartej o kolano kartce, chociaż irytacja powoli zaczynała dobijać się do wnętrza jego głowy. Przez jego myśli przebiegło kilka pobieżnych scenariuszy tej rozmowy, ale zdecydowanie nie taki. Nie był aż takim pesymistą.
- Och, naprawę?
Ton uprzejmego zdziwienia ledwie maskował zgryźliwość. A zgryźliwość wynikała z faktu, że zrobiło mu się w tym momencie bardzo, ale to bardzo głupio. Nie mówiąc już o tym, że poczuł się urażony. Nawet gdyby maestro chciał podkopać mu samoocenę z premedytacją nie mógłby zrobić tego skuteczniej. Z braku jakiekolwiek komentarza, który wydawałby mu się adekwatny do sytuacji Aidan postanowił milczeć i tym samym dać mu jeszcze chwilę na ewentualne zreflektowanie się. Najwyraźniej słusznie, chociaż ten pytający ton mógł zadziałać tylko jak czerwona płachta na byka. Może i kwestia braku okularów mogłaby być pewnym usprawiedliwieniem, ale nie był chyba w nastroju, by wynajdować wymówki komukolwiek. Wynajdywanie wymówek byłoby zresztą równoznaczne z robieniem sobie nadziei, a to już by było żenujące.
- Tak, to właściwe imię - potwierdził łaskawie, ponownie unosząc głowę i uśmiechając raczej krzywo. - I całe szczęście, bo inaczej zrobiłoby się trochę niezręcznie, prawda?
A na pewno bardziej przykro, bo niezręcznie było już wystarczająco. Z jednej strony miał ochotę zwiać jak najprędzej oszczędzając sobie dalszego wstydu, z drugiej jednak - nie przebywał tu przecież z jego powodu (przynajmniej nie bezpośrednio), dlaczego więc miałby dać się spłoszyć tym mało obiecującym powitaniem?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.E. Cozza

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 07/05/2015

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Wto Maj 26, 2015 11:49 am

Uniósł znacząco brew, co może było nazbyt teatralnym grymasem ale oh, jakże adekwatną stanowiło reakcje na słowa ze strony chłopaka.
- Ah tak? - zdziwił się obłudnie i uśmiechnął w sposób, który nawet największy optymista nie zinterpretowałby na sposób pozytywny. Co jak co, Armand był mistrzem wyrażania pogardy każdym możliwym grymasem i gestem.
- Obawiam się ze mylisz się, szacując własne znaczenie. - odparł ze słyszalną w głosie nuta wyższości, ale przede wszystkim czysto złośliwie, bowiem pretensja chłopaka nie uszła jego uwadze, a to działało mu na nerwy. Sposób w jaki próbował przykrywać zgryźliwość grzecznym tonem. Nie wychodziło mu to najlepiej, brzmiał tym bardziej pretensjonalnie, a do tego jak tchórz, który to chciałby, to boi się.
Czego się u diabła spodziewał ten dzieciak? Miał chyba jakaś bardzo naiwna wizję ich relacji. Doprawdy... A zresztą, Armand nie dbał o to. Niezręcznie? Chyba dla tego chłopaka. Co zresztą było już widać. Popatrzył na niego z góry i nagle wezbrała w nim odrobina litości, której z pewnością tamten by nie chciał. Nie mniej wyraz oczu maestra nieco złagodniał.
- Przykro mi, jeśli wprowadziłem cię w błąd. - rzekł, wbrew zapewnieniu stosunkowo bez emocji. - A teraz wybacz. Żegnam.
Po tych słowach odwrócił się i począł kierować w stronę przeciwległego końca rzędu siedzeń, tego, którego nie zagradzała mu szczupła sylwetka Aidana.

_________________
☾ ( art is a way of cure and survival )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Wto Maj 26, 2015 12:32 pm

Teraz to już był mniej więcej to, czego się spodziewał. Tłumaczeń czy przeprosin nawet nie brał pod uwagę, nie liczył na nie, bo i tak uznałby, że to nic więcej jak tylko nędzna próba zafałszowania rzeczywistości. Ale oczywiście Armand musiał się z rzeczywistością zmierzyć we właściwy sobie sposób, pełen pretensji do całego świata i to tak naprawdę nie wiadomo o co. Przecież to nie on on miał powody, by czuć się urażonym.
A jeśli chodziło o chłopaka, to cóż, bardziej przejmował się tym, że wyszło na to, że się przejmował. Właśnie tego chciał uniknąć, niech to szlag, może trzeba było wyjść stąd od razu.
-  Chyba nie tylko ja popełniam ten błąd - burknął, nie siląc się już nawet na udawana uprzejmość.
Narcystyczny zarozumialec, ocenił ze złością. Co on sobie myślał, że teraz będzie zabiegał o jego uwagę? Niedoczekanie! Nie był wcale aż tak przystojny... No dobrze, może i był, ale to nie znaczyło, że Aidanowi naprawdę zależało. Albo, że był zaangażowany emocjonalnie. Nie w głowie mu były jakiekolwiek zaangażowania emocjonalne. Niefortunnie jednak, że mężczyzna o tym nie wiedział.
- Niczego sobie nie wyobrażałem! - rzucił za nim, nieco głośniej, z wyraźna irytacją. - Po prostu nie sądziłem, że jesteś takim strasznym dupkiem.  
A potem odwrócił się gwałtownie przodem do sceny i ze złością zaatakował nieszczęsną kartkę ołówkiem, zaprzepaszczając cały efekt subtelności, kreując cień o co najmniej agresywnym charakterze gwałtownie prowadzonymi liniami. Mógłby zdobyć jego uwagę, gdyby tylko chciał. Ale nie chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.E. Cozza

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 07/05/2015

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Wto Maj 26, 2015 1:03 pm

Słowa chłopaka, chociaż to irracjonalne, dotknęły go. Do diabła, naprawdę. A może dotknęło go nagłe przeczucie, że ma racje a to, co właśnie zrobił było naprawdę drańskie. Pod wpływem tej myśli przystanął, ale nie odwrócił się. Nie był typem który analizowałby własne odczucia, więc funkcjonował w oderwaniu od własnej, wewnetrznej mądrości, która wszak posiadał, tylko co z tego? Był zbyt dumny. Nie dopuszczał do siebie tego typu myśli. A więc bił się z nią zaledwie krótki moment, dopóki nie rozwiązał problemu w jedyny dostępny sobie sposób - spychając kwestie poza świadomość i pozwalając, by na to miejsce wlała się złość. Ah tak? Dobrze. Być może chłopak miał racje. Tylko jaki byłby w tym sens, gdyby teraz to ciągnął, mówił cokolwiek? A zresztą nie zamierzał się tłumaczyć. Nie był mu nic winny. To i tak nie było ważne. W tej chwili najrozsądniejszym wyjściem będzie zostawienie tego. W ten sposób wszystko się kończy i problem znika. A jeśli Aidan mówił szczerze, to on również powinien być zadowolony. W ten sposób zakończy sprawę, nim ta się w ogóle zaczęła.
Z ta myślą, tłumiąc w sobie poczucie wstydu, gniewnie zamaszystym krokiem ruszył przed siebie, by już w moment później opuścić gmach teatru.
{zt}

_________________
☾ ( art is a way of cure and survival )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Wto Maj 26, 2015 1:49 pm

Jeszcze dość długo przeklinał w duchu, po trosze mężczyznę, ale również własną głupotę, bo przecież najwyższa pora żeby chociaż trochę zmądrzeć i przestać przejmować się czymkolwiek. A już na pewno jakimiś dręczonymi przez kryzys wieku średniego palantami. Może najwyższa pora zacząć się interesować rówieśnikami. Ci przynajmniej nie powinni mieć jeszcze problemów z pamięcią, które niewątpliwie mogły się pojawiać w zaawansowanym wieku.
W jego nawistne rozważania wdarł się cichy stukot obcasów, a dotyk na ramieniu wyrwał go z nich już ostatecznie.
- Ja kończę na dzisiaj, więc obawiam się, że też musisz już iść.
Ulżyło mu, że ma dla samego siebie pretekst, żeby wreszcie stąd uciec. I najbezpieczniej będzie już więcej nie wracać.
Oczywiście lało jak z cebra, kiedy wychodził. Czego innego można się było spodziewać?

Jeszcze tego samego wieczoru zorientował się, że zapodział gdzieś piórnik i oczywiście była tylko jedna możliwość, musiało się to stać podczas pospiesznego pakowania się w tym cholernym teatrze. Rozważał, czy nie spisać go na straty, ostatecznie jednak pamiętał, że tego dnia miało nie być żadnych spektakli, więc pewnie leżał nadal tam, gdzie mu wypadł. W innych okolicznościach nie byłoby problemu, teraz jednak nie miał najmniejszej ochoty tam wracać. Ostatecznie jednak zdecydował się.
Kręcił się przez chwilę pod drzwiami, nie bardzo mogąc zdecydować się co zrobić. Wejść do środa? Poczekać, czy może jego znajoma wyjdzie zapalić? Zanim zdążył podjąć jakąś decyzję drzwi otworzyły się same i oczywiście (ktoś na górze musiał go naprawdę nienawidzić) ukazała się w nich dokładnie ta osoba, której nie miał ochoty oglądać nigdy więcej. Och, no dobrze. Oglądać może tak. Ale na pewno nie słuchać, czy wdawać się w jakiekolwiek dyskusje.
- Zostawiłem coś na sali. Mogę wejść i poszukać? - zapytał w miarę potulnie, bez emocji, chociaż na jako twarzy udręka malowała się aż nazbyt wyraźnie.
Myśl, że Armand uzna, że to z jego powodu wrócił przerażała go bardziej, niż być może było warto. Czuł się źle z tym, że w ogóle przejmuje się jego opinią na jakikolwiek temat, a jeszcze bardziej z tym, że on może uważać, iż się przejmuje. Ale z drugiej strony jakiekolwiek sugerowanie, że tak nie jest byłoby najlepszym dowodem. Aidan zdecydowanie czuł, że ta relacja go przerasta, nawet na poziomie utrzymywania braku jakiejkolwiek relacji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.E. Cozza

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 07/05/2015

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Wto Maj 26, 2015 7:07 pm

Maestro po opuszczeniu teatru skorzystał z pierwszej sposobności, by zająć swe myśli innymi kwestiami, niż niedawne spotkanie. Mimo to poczucie winy tliło się w nim nadal a nieukierunkowana złość siłą rzeczy kąsała umysł, co jakiś czas każąc mu sobie przypominać poszczególne fragmenty tej krótkiej rozmowy, jaka odbył z chłopakiem. Nie miałby powodu, by się nad tym zastanawiać, gdyby uważał, że zrobił wszystko tak, jak powinien. Jednakże tym razem - jak rzadko - nie miał takiego poczucia. Ostatecznie przyznał się sam przed sobą do tego, że zachował się niewłaściwie. Nie dlatego że chłopaka wykorzystał - wtedy przecież sam pchał mu się pod ręce, zresztą Armand miał na te tematy dość specyficzny pogląd. Nie mniej potraktowanie tak bezdusznie chłopaka, który o nic się nie ubiegał (a przynajmniej nie zdążył) nie stanowiło jasnego nakreślania granic, a było zwyczajnie, obcesowo podłe. A przede wszystkim, co ważniejsze, nieuzasadnione. Nie był miłym facetem, mimo wszystko zdawał sobie z tego sprawę. Nienawidził jednak wymówek i w tym względzie również dla siebie nie miał litości.
Następnego dnia udał się znów do teatru. Próby odbywały się codziennie aż do końca przyszłego tygodnia. Nie zachodziła potrzeba, by był na wszystkich, jednak póki co tak wolał. Zresztą niewiele więcej miał do zrobienia, jeśli nie liczyć rozpakowywania bagażu w swoim nowym mieszkaniu, z tym jednak wolał się wstrzymać, zwłaszcza że nie cały jeszcze dotarł bezpiecznie do miejsca przeznaczenia. Poza tym szukał natchnienia i paradoksalnie, choć potrzebował spokoju, niemożliwym dla niego było znalezienie go gdy przebywał sam w czterech ścianach.
W każdym razie nie spodziewał się wpaść w drzwiach na chłopaka, z którym tak burzliwie rozstał się zaledwie kilkanaście godzin temu. Zamrugał, zdziwiony, szybko jednak odzyskał rezon.
- Tak, oczywiście. - odparł. - Ale właśnie trwa tam próba. Jeśli poczekasz około dziesięciu minut to zyskasz pewność, ze nikomu nie będziesz przeszkadzał.
Oparł się o balustradę schodów i odpalił papierosa. Nie czuł się bynajmniej tak swobodnie, jak wyglądał.
- Co do wczoraj... - rzucił, zaskakując tym samego siebie. Skoro już jednak zaczął, brnął dalej - sposób w jaki cię potraktowałem był niesprawiedliwy.
Urwał nieco koślawo i zapatrzył się w przejeżdżające ulica taksówki, wypuszczając z ust kłąb dymu. Nawierzchnia była mokra i toczące się po niej pojazdy sprawiały iż słychać było charakterystyczny szum.
- Jeśli zapytasz na recepcji to możliwe, że ktoś już znalazł to, czego szukasz. - Powiedział, jak gdyby poprzednie zdanie w ogóle się nie wydarzyło. Co do wnikania w kwestie takie jak te, co i czy faktycznie zgubił chłopak, to nie chciał tych rzeczy rozważać w ogóle. Co biorąc pod uwagę jak zwykle był podejrzliwy i skłonny zakładać najgorsze, zwłaszcza jeśli idzie o postępowanie innych ludzi, było z jego strony rzadką oznaką dobrej woli.

_________________
☾ ( art is a way of cure and survival )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Wto Maj 26, 2015 8:05 pm

- A więc poczekam.
Cofnął się o dwa kroki i z niejakim zdziwieniem skonstatował, iż mężczyzna nie zamierza sobie pójść, a po prostu stoi i pali. Przyjął to spostrzeżenie z pewnym strapieniem, postanowił jednak znosić dzielnie wynikający z tego dyskomfort. Czekał w milczeniu, nie próbując podejmować jakiejkolwiek rozmowy, nauczony raczej gorzkim doświadczeniem dnia poprzedniego i szczerze powiedziawszy nawet nie mając ochoty ani na sztuczną wymianę zdań ani na kolejne co bardziej okrutne warianty komunikatu "nie jestem zainteresowany dalszą znajomością". A innych opcji na tę chwilę nie przewidywał.
Tym bardziej zdziwił się więc, gdy to maestro odezwał się do niego. Wbił w niego wzrok i przez chwilę po prostu bezczelnie się gapił, najwyraźniej rozważając, czy się przypadkiem nie przesłyszał, czy to nie był jakiś chory wymysł jego wyobraźni. Pozbawione konkrecji w postaci jaskrawej grzywki jego oczy wydawały się teraz bardziej wyraziste, a w tym momencie również zwyczajne smutne. Najwyraźniej to w gruncie rzeczy proste stwierdzenie faktu jakie właśnie usłyszał nie wystarczyło by go uszczęśliwić. Nie było to w końcu nic, o czym sam by nie wiedział, chociaż mimo wszystko miło, że Armand ostatecznie też zdawał sobie z tego sprawę.
Nawet jeśli chciał jakoś na to odpowiedzieć nie zrobił tego, przynajmniej nie od razu.
Przytaknął tylko mrukliwie na te kolejną informację i na moment zniknął wewnątrz budynku. Wrócił chwilę później, odzyskawszy swoją własność i w tym momencie mógłby po prostu odejść bez słowa, co byłoby zapewne najrozsądniejszą możliwą opcją. Zbyt rozsądną jak dla niego.
- Racja - odezwał się, ściszonym nieco głosem. - Co do wczoraj. Nie było to ani sprawiedliwe, ani miłe, ale muszę przyznać, że nie było chyba skuteczniejszego sposobu, by wyleczyć mnie z ewentualnych złudzeń - ostatecznie zabrzmiało to nieco zgryźliwie, aż sam się skrzywił, a potem westchnął. - Przepraszam. Też powinienem nieco mniej gadać - przyznał w końcu z pewną rezygnacją.
Dość gwałtownym gestem naciągnął kaptur na głowę. Jedno musiał przyznać tej paskudnej aurze - idealnie współgrała ze stanem jego ducha.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.E. Cozza

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 07/05/2015

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Sob Maj 30, 2015 10:58 am

Przez chwilę po prostu stał tak, w pełni korzystając ze swojej dość niespodziewanej zdolności, by wyglądać naturalnie i na miejscu niezależnie od tego, gdzie się znalazł. Przy czym mimo wszystko komunikat jaki wysyłał w świat brzmiał raczej 'nie podchodź'. Palił, powoli wydmuchując popielaty dym. Z jego oczu być może nie sypały się gromy, nie mniej było ono nachmurzone.
Po jakiejś chwili przechylił głowę i całkowicie bez skrepowania, nienachalnie ale zupełnie otwarcie przyjrzał się chłopakowi.
W dziennym świetle mógł w końcu właściwie przyswoić sobie fragmenty jego fizjonomii, które zdążyły się mocno zatrzeć w jego pamięci. Oczywiście to co najbardziej rzucało się w oczy to radykalna zmiana koloru włosów. Ten element oczywiście działał na korzyść chłopaka, o czym maestro był już wcześniej przekonany. Nie mniej skonstatował że nawet jeśli ich wczorajsze spotkanie przebiegało w takich warunkach, jak obecne i tak by go nie poznał. A przynajmniej nie do momentu, w którym chłopak by się odezwał.
Nie poruszył się, gdy chłopak zniknął za drzwiami i nie zdziwił, gdy szybko wrócił. Spoglądał na niego, jak gdyby ta krótka przerwa nie miała miejsca. Z poważną miną wysłuchał tego, co Aidan miał do powiedzenia, nie komentując w żaden sposób. Dopiero na sam koniec błysnął krótkim, nieco przewrotnym uśmiechem.
- To chyba nigdy nie była twoja mocna strona, czyż nie? - rzucił.
Wyciągnął z kieszeni płaszcza niewielkie metalowe puzderko. Zgasił w nim i schował niedopałek papierosa. W zasięgu wzroku nie było kosza na smieci, a przez mysl by mu nie przeszło, by smiecić. Od tego juz tylko krok do oddawania moczu w zaułkach i spania na dworcach, uh.
Spojrzał znów na swego młodego rozmówce. Wyraziste, przepełnione głębokim smutkiem oczy Aidana były bardzo piękne. Miało się ochotę utrzymać je w tym stanie.
Oczywiście, skoro już w to zabrnął, nie mógł teraz zrezygnować. Czuł wyraźnie że własne sumienie mu nie odpuści.
- Czy mogę Ci to jakoś wynagrodzić? -zapytał z ciężkim sercem, już w tej chili zdając sobie sprawę, iż najprawdopodobniej będzie tego żałował. Ha, czyż sprawiedliwość nie jest przewspaniałą, najznakomitszą ze cnót...?
Co może zadziwiające, nie czuł się głupio przed nastolatkiem. Konsekwentne postępowanie nigdy nie powinno generować poczucia niezręczności - z kolei z tym przekonaniem nie miał problemu z utrzymywaniem postawy pełnej niewymuszonej godności. Tak tez brzmiał i wyglądał. Zaskakująco się to różniło od wrażenia jakie sprawiał zazwyczaj, nie było jednak również niczym nowym. Ot, było jak fragment błękitu, który przebił się przez gnane wiatrem chmury, na dłuższą metę zjawisko bez znaczenia i równie nietrwałe.

_________________
☾ ( art is a way of cure and survival )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Sob Maj 30, 2015 1:33 pm

- Nigdy nie upierałem się, że jest inaczej - zauważył, wydawać by się mogło całkiem już spokojnie i swobodnie.
Cóż, miał pełną świadomość tych słabości swojego charakteru, czasami bardzo przykrą świadomość. Za idealne przykłady mogły służyć samokontrola i rozsądek - a raczej ich brak. Bo przecież wiedział, doskonale zdawał sobie sprawę, że powinien zakończyć to już teraz, póki jeszcze trwało w nim przekonanie, że już tak naprawdę po wszystkim, powinien odejść i nigdy nie wracać, żeby nie przywrócić do życia uczuć, które mogły go tylko zranić. Najwyraźniej jednak nie był dość zdecydowany i stanowczy, by podjąć taką decyzję. Czuł się w tym momencie jak skończony idiota, uświadamiając sobie, że ten jeden nieznaczny uśmiech wystarczył, żeby go zmiękczyć, żeby rozbić w pył jego niedawne nienawistne deklaracje i pozornie stanowcze postanowienia. To nieznaczne uczucie ciepła było jednocześnie bardzo przykre i bolesne, bo uświadamiało mu, jak bardzo jest naiwny. A jednak nie uczynił nic, żeby to przerwać.
Była też druga kwestia. Uświadomiwszy sobie bowiem, że nie trafia ze strony mężczyzny na lodowaty mur obojętności, a na coś znacznie bardziej miękkiego (nawet jeśli było to tylko poczucie winy) nabierał ochoty by przyjrzeć się temu nieco dokładniej. By wykorzystać te odrobinę słabości, zaatakować, namieszać mu w głowie, zburzyć jego spokój. O dziwo nie było w tym mściwości, ale i tak miał wrażenie, że to narastające gwałtownie pragnienie jest bardzo niegodziwe i mroczne. Nie mógł się temu oprzeć.
- To zależy - odezwał się w końcu, miękko i dosyć cicho. - Czy to wyrzuty sumienia czy tylko litość?
Czuł się z tym wszystkim dziwnie, bardzo niejednoznacznie, jakby sam nie mógł się zdecydować, czy to co w tym momencie czuje jest subtelne i niewinne czy też nieskończenie przesycone zepsuciem. Nie był też pewien, jak bardzo się upokorzy perfidnie wykorzystując tę szanse, wiedział już jednak, że to zrobi, bowiem był przekonany, że mu się to po prostu należy. Że jeśli nie skorzysta po prostu pogrąży się w beznadziei. Nie, żeby to było jakiekolwiek usprawiedliwienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.E. Cozza

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 07/05/2015

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Sob Maj 30, 2015 4:10 pm

Gdyby się nad tym zastanowić, to maestro nigdy Aidana nie odrzucił. Nie tak naprawdę. On tylko z dnia nadzień spakował się i wyjechał z kraju na pół roku, nie tłumacząc się przy tym, bo dlaczego miałby? Jakkolwiek by to nie brzmiało fakty były takie, ze Aidan nie był nikim dla niego. Ot, chłopak którego przyłapał w nieodpowiednim miejscu i czasie, chłopak wpadający w kłopoty i wymagający pomocy. Uczeń. Uczeń który być może nie powinien znaleźć się w jego domu. Co do tego co zaszło później to nie była wyłącznie Armanda inicjatywa, chociaż oczywiście to on był odpowiedzialny, jako dorosły. Więc odpowiedział zgodnie z tym.
- Poczucie odpowiedzialności - odparł, po tym jak przez dłuższą chwile po prostu na niego patrzył. Tak, to było to. Mimo wszytko czuł że ma ogromny wpływ na kształtowanie młodego umysłu. I szczerze mówiąc nie sądził by ktokolwiek zrobił to lepiej, a już na pewno Aidan zszedłby na psy, gdyby go zostawić samemu sobie. Zresztą przecież to było jasne, że pozostawał pod złym wpływem otoczenia.
Nawet jeśli więc nie potrzebne mu było tego typu obciążenie i może dużo wygodnie żyłoby mu się machnąwszy ręką, to jednak był tego typu osoba, która nie umiała odpuścić, niezależnie od okoliczności. Poza tym, do diabła, chłopak był bardzo atrakcyjny. Właściwie nie było powodu dla którego miałby go od siebie radykalnie odsuwać. Zwłaszcza odkąd już nie pracował w szkole.

_________________
☾ ( art is a way of cure and survival )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Nie Maj 31, 2015 12:11 am

Z pewnym opóźnieniem Aidan zorientował się, że oto popada w macki dość specyficznego i z pewnością nie sprzyjającego rozsądkowi nastroju. Cała ta rozmowa zaczynała mu się wydawać jakaś dziwnie odrealniona, jakby była bardziej wytworem jego sentymentalnych wymysłów niż rzeczywistym wydarzeniem. Co nie znaczyło, że odbierał ją jako szczególnie miłą  (widać jeszcze zupełnie nie pożegnał się z rozumie). Raczej krępującą. Oczywiście głównie dla niego. Trudno mu było sobie wyobrazić, że Armand mógłby odczuwać, a już zwłaszcza okazać jakiekolwiek zawstydzenie; bardzo dobrze, bowiem gdyby to sobie wyobraził niewątpliwie zapragnąłby to również ujrzeć. A to musiało by się skończyć kłopotami.
Z tego bezładnego kłębowiska negatywnych uczuć narastających przynajmniej od poprzedniego popołudnia wyklarowała się w końcu melancholia, o tyle niebezpieczna, że dziwnie kusząca. Niemal podobał mu się wilgotny chłód przenikający przez warstwy ubrania, buro-deszczowa atmosfera i fakt, że znowu pakuje się w coś, w co nie powinien.
- Hm... - najwyraźniej chwilę zastanawiał się nad tą odpowiedzią, zanim w końcu uznał, że jest odpowiednia, a przynajmniej - nienajgorsza. - W takim razie wydaje mi się, że możesz - zezwolił w końcu łaskawie.
Postąpił krok do przodu, zmniejszając trochę dystans jaki do tej pory utrzymywał, nadal stojąc o stopień wyżej, by dodać sobie chociaż iluzji wzrostu. A może po prostu dlatego, że tak lepiej się rozmawiało?
- Przynajmniej dopóki to nie jest przykry obowiązek - dodał niemal konspiracyjnie, rozluźniwszy się najwyraźniej. - Gdybym miał wybierać wolałbym być miłym wspomnieniem niż przykrym obowiązkiem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
A.E. Cozza

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 07/05/2015

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Nie Maj 31, 2015 12:46 am

Z pewnością chłopak leciał niczym ta ćma do płomienia, nie uszło to uwadze maestra. Wcześniej można jeszcze było zrzucić to na karb nieświadomości czy naiwności, tym razem jednak zdawało się, że mimo wszystko Aidan zdaje sobie sprawę z tego co robi, chociaż może nie do końca miał świadomość prawdopodobnych konsekwencji. Cóż, z początku Armand nie miał niczego na myśli, teraz jednak z chwili na chwilę jego zamiary się rozwijały, aż sam byłby zdziwiony, gdyby przyszło mu na myśl to analizować. Nie mniej tak naprawdę sprawa była prosta. Chłopak był ładny, chętny i tak cudownie pozbawiony instynktu samozachowawczego. Ciężko byłoby się temu oprzeć, był jak kwiat proszący się, by złamać jego delikatną łodyżkę.
- Zwracasz się do mnie na "ty" - rzekł, a raczej mruknął, sprawiając przy tym wrażenie zamyślonego, przynajmniej dopóki nie skierował na Aidana spojrzenia żywego jak u ptaka - Czy aby nieco się nie zapędziłeś, chłopcze...?
Ciekawe że ta rozmowa obierała taki kierunek, gdy początkowo nic tego nie zapowiadało. Zaznaczyć należy że Armand nawet się nie spodziewał spotkać ponownie Graya. W następnej kolejności nie sądził, by nastąpiło cokolwiek ponad krótkie sprostowanie, może jakiś niewiele znaczący gest. A teraz...?
Uczynił pół kroku w przód i ujął dłoń chłopca odzianą w rękawiczkę dłonią. Pochylił się nad nim nieznacznie.
- ...Obowiązek - zastanowił się - Zakładam że nie musi być taki znowu niemiły.
Spojrzał na Aidana i uśmiechnął się z przekąsem na widok jego miny. Odstąpił i jak gdyby nigdy nic spojrzał na zegarek.
- Cóż, wygląda na to, że powinienem wrócić na próbę i uratować przyszłość tego spektaklu od katastrofy. - rzucił. Raz jeszcze wrócił wzrokiem do Aidana, a wyraz jego oczu zdradzał pewien poziom satysfakcji. - Życzę miłego dnia, panie Gray.
Po tych słowach wspiął się po schodach i w chwile później zniknął za drzwiami.

_________________
☾ ( art is a way of cure and survival )
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   Nie Maj 31, 2015 11:40 am

Och, chłopak doskonale wiedział co robi. No, może nie do końca, miał jednak graniczące z pewnością przeczucie konsekwencji i godził się na nie. Więcej, wręcz ich oczekiwał, nauczony doświadczeniem, że zbyt bliskie interakcje zawsze kończą się boleśnie. I teraz, stojąc na mokrych od nieustającego deszczu schodach z nosem i policzkami zaróżowionymi od wystawania na chłodzie, z lodowatymi palcami i mętlikiem w głowie, podjął nie całkiem przemyślaną decyzję, że wkroczy w to bez strachu. Patrzył na stojącego przed niż mężczyznę i miał ochotę po prostu wpaść mu w ręce i pozwolić się zranić.
Mógłby tak stać i kontemplować swoje istnienie sprowadzające się w tej chwili do jednej wielkiej prowokacji, gdyby nie to, że w jego myśli wdarł się ten intrygująco mrukliwy głos, momentalnie przykuwając rozproszoną uwagę.  
- Być może odrobinę - przyznał bez skrępowania, a uśmiech, jakie niepodziewanie wykwitł na jego twarzy sugerował, że w aidanowej głowie dzieją się rzeczy o wiele bardziej bezczelne.
Niemal bezwiednie, leniwy ruchem pogładził kciukiem okryte materiałem kostki palców, czując przyjemne roztkliwienie powodowane prostą przyjemnością dotyku. Mgliście rozpoznawał to spojrzenie, ten ton głosu i reagował nieznaczny, lecz niewątpliwie obecnym przyspieszeniem pulsu. Gdyby nie to ostatnie pół roku może nawet poczułby się zawstydzony, albo chociaż niepewny, ale sporo się zmieniło. Jego perspektywa również.
- Tak podejrzewałem, że po zastanowieniu nie będziesz narzekać - wypalił bezwstydnie, gdy już udało mu się nieco opanować.
Mogło go kusić, by jeszcze chwilę to przeciągnąć pozwolił jednak, by ręka Armanda wyślizgnęła się z jego palców. Dla pewności też zrobił pół kroku do tyłu.
- Och, koniecznie - mruknął pełen łaskawej pobłażliwości dla tak skromnego podejścia do sprawy.
Kiedy już został sam, nadal stojąc na tych przeklętych schodach jakby już do nich przyrosnąć zaczęło do niego docierać, że od długiego czasu nie czuł się podobnie, no cóż, wyglądało na to, że szczęśliwy. Uśmiech momentalnie spełznął mu z twarzy. Czuł z racji tego palące wręcz wyrzuty sumienia, a jednocześnie - niewysłowioną ulgę, zrośnięte w wewnętrznie sprzeczną całość, w bólach próbującą się jakoś ustabilizować.
Trochę czasu zajął mu powrót do normy i przemyślenie sytuacji. Ostatecznie jednak ponownie wylądował przy okienku recepcji - urzędująca tam kobieta powoli zaczynała spoglądać na niego jak na kompletnego wariata. Wypytał ją jednak o bilety na ten zbliżający się spektakl, ostatecznie zakupując jeden (pozbywając się tym samym resztek gotówki) oraz ubłagał o możliwość zostawienia u niej wiadomości dla maestra, wraz z kopertą. Nie chcąc nadużywać jej cierpliwości nakreślił na odwrotnej stronie szkicu budynku teatru krótką notatkę (Kawa byłaby całkiem niezłym zadośćuczynieniem, jak sądzę.) opatrzoną dodatkowo numerem telefonu i umieścił w wyżebranej kopercie. A potem, podziękowawszy wylewnie, pospiesznie się oddalił.

[zt]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Teatr muzyczny   

Powrót do góry Go down
 
Teatr muzyczny
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Opuszczony teatr
» Festiwal Cieni - Teatr Cieni
» Teatr
» Teatr Katharsis
» Teatr Pandora

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Centrum miasta :: ∎ Teatry-
Skocz do: