IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Green Park

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Lucius
Postać zawieszona


Liczba postów : 359
Join date : 08/11/2013

PisanieTemat: Green Park   Sro Gru 18, 2013 12:39 pm

Jeden z parków królewskich w Londynie. W przeciwieństwie do sąsiednich parków, w Green Park nie ma żadnych jezior ani pomników, a jedyną fontanną jest Canada Memorial autorstwa Pierre'a Granche. Park składa się głównie z zalesionych polan.
The Green Park zajmuje powierzchnię ok. 53 akrów.

Przed założeniem pełnił on funkcje cmentarza (o podmokłym gruncie) dla trędowatych z pobliskiego szpitala St. Jamesa. Cmentarz został zamknięty w XVI w. przez Henryka VIII.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Green Park   Czw Cze 05, 2014 8:44 pm

//delikatne lanie wody, no ale!

Było przyjemne popołudnie; słońce wysoko na górze nie grzało nieprzyjemnie, a oczy mogły spokojnie obyć się bez okularów słonecznych. Vincent miał dzień nie mniej męczący niż zwykle – wracał z planu filmowego, gdzie, na całe szczęście, pozostały krótkie i proste zdjęcia w plenerze do zakończenia tematu typu „gejowska gwiazdka bawi się w hetero-księcia – bilety do kina tylko za dwadzieścia dolców na głowę!”. Nie musiał się specjalnie maskować, albowiem był to dzień roboczy i ludzi w parku było mniej, a sam nie był Angeliną Jolie.
Czarna plama niespiesznie sunęła do przodu. Podobno krok zdradza człowieka – tego osobnika był pewny, stały, ale nie ciężki, no i całkiem spory – Sherlock Holmes zapewne stwierdziłby, że nieczęsto bywał w towarzystwie kobiet (ewentualnie transów), przecież żadna szpilka nie mogłaby mu dotrzymać kroku! Co rusz odgarniał niesforne kosmyki z twarzy, gdy tylko wiatr dawał o sobie znać – co prawda, włosy miał spięte w kucyk, ale niektóre wymykały się spod gumki.
Granatowe tęczówki omiotły spojrzeniem zielony teren; nie budził w nim zachwytu, jego artystyczna dusza dostrzegała piękno jedynie ludzi, z naciskiem na mężczyzn. Większej reakcji nie wywołał u niego też widok – zapewne – wagarujących nastolatków, palących szlugi nad jakimś tanim winem, ani irytujący, szczekający pies od jakiejś starszej pani, która dzielnie ignorowała słyszane wulgaryzmy od degeneratów. Muzyczne ucho wychwyciło śpiew ptaków, a potem trzepot kilkunastu skrzydeł, jak tylko pies wleciał w calutkie stado i je przepłoszył. Vincent skrzywił się niezadowolony, jednak nie zrobił nic innego, oprócz przyspieszenia kroku.
Doprawdy irytujące.
Babsztyl raczył zawołać psa, który – z jęzorem na wierzchu – przybiegł do swojej pani, merdając ogonkiem. Zaczęli się powoli oddalać, a młody Star aż przystanął w miejscu, robiąc to, co nakazał mu psycholog nr 2 „A teraz wdech i wydech, nie pozwól, żeby emocje cię otumaniły...
Czasem trzeba mu wybaczyć, długowłosy żyje w ciągłym stresie!
Przymknął oczy, umieszczając tą swoją bladą dłoń w miejscu przepony, wciągając głęboko w płuca powietrze.
Aż poczuł zapach wiosny.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Coma

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Green Park   Czw Cze 05, 2014 9:28 pm

Siedział na ławce i zaciekle poprawiał swój szkic. Wczoraj zobaczył osobę, która zapadła mu w głowę niczym obraz uchwycony na zdjęciu. Musiał go narysować i już. Zawsze tak miał, gdy zobaczył coś lub kogoś niezwykłego to stawało się jego obsesją dopóki nie skończy tego rysować. Rysunek przedstawiał mężczyznę, który leżał na jakiejś sofie. Chłopak przykuł uwagę Zacka tylko dlatego, że wydawał mu się piękny w świetle zachodzącego słoń, które wpadało przez okno, ale też podświadomie wmawiał sobie, że ten człowiek miał w sobie siłę, której nie biało głowy nie mógł zrozumieć. Niby spał sobie spokojnie, ale jednak coś było w nim takiego władczego. Spojrzał na niebo. Też wydało mu się piknę, ale nie na tyle, aby je od razu malować. Po chwili przeszła obok niego jakaś niska nastolatka. Mogła mieć zaledwie 15 lat. Usiadła naprzeciw niego na ławce, w dłoni trzymała MP3, a słuchawki zostały włożone w uszy.
Miała długie blond włosy, które falowały na delikatnym wietrze. Na głowę włożyła zieloną czapkę daszkiem do tyłu. Była ubrana w obcisły top i szerokie spodnie biodrówki. Widział w niej elegancję i siłę, ale także na swój dziwny sposób piękno. Miała bardzo smutne niebieskie oczy, które spoglądały w ten sposób na czerwoną różę, z której powoli spadały płatki. Czuł w takim razie wrażliwość tej osóbki, a jeszcze nigdy nie narysował wrażliwości. Otworzył szkicownik i wyciągnął pustą kartkę, a następnie z zeszytu zrobił podkładkę i zaczął malować smutną nastolatkę w glanach. Jego pierwszy symbol wrażliwości. Zaczął od oczu, które były tak bardzo głęboko niebieskie niczym ocean, a smutne, przypominające ból utraconego przez matkę dziecka. Następnie namalował kontur twarzy, a potem włosy i resztę. Uwagę skupił na róży i oczach. Po chwili przyszedł do dziewczyny jakiś chłopak. Zack na nich nie słuchał tylko dalej rysował jak w transie. W pewnym momencie dziewczyna uciekła uderzając uprzednio chłopaka w twarz. Chłopak pobiegł za nią, a Zack wstał i podszedł do róży, która została na ziemi.
Może powinienem namalować róże przy tamtym chłopaku? – zastanowił się i spojrzał przed siebie.
Schował kartkę do szkicownika, który zostawił na ławce, chwycił go do ręki, a torbę zarzucił na ramię. Następnie ruszył przed siebie mijając różę. Nagle zobaczył daleko przed sobą jego „modela”. Zapragnął przekonać się czy jego uczucia, które poczuł patrząc na niego wczoraj są prawdziwe, więc zaczął biec w jego stronę, bo widział jak chłopak skręca w lewo. Nie zdążył się zatrzymać, ponieważ płaszcz zaplątał się mu między nogami, a torba pomogła mu i upadł plackiem przed brunetem. Kartki ze szkicownika wypadły razem z szkicem tego oto chłopaka, przed którym się „kłaniał”. Usiadł na piętach i zaczął powoli zbierać swoje szkice. Próbował unikać patrzenia na mężczyznę, a jego wzrok biegał po ziemi szukając szkic, na którym znajdował się brunet, ale jak na złość nie mógł go znaleźć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Green Park   Pią Cze 06, 2014 2:01 pm

Długowłosy tylko przez swoje (mizerne) opanowanie i aktorskie zdolności nie podskoczył przestraszony, gdy tylko ktoś upadł tuż przed jego drogimi bucikami. Uchylił powieki, taksując wzrokiem wpierw jegomościa, potem wszystkie papiery, które po uważniejszym przyglądnięciu się okazały się niezłymi rysunkami. Zaczesał włosy za ucho i spokojnie pochylił się, biorąc do ręki kilka z nich. Nie wynikało to z większej chęci udzielenia chłopcu pomocy, ale raczej zwykłej, ludzkiej ciekawości. Nieśpiesznie zaczął się im przyglądać, jednocześnie zerkając na ofiarę dwóch lewych nóg – w oczy rzuciły mu się tęczówki w kolorze szmaragdu, którym poświęcił chwilę swojej uwagi – przez tę krótką chwilę patrzył się bezwstydnie, jakby jego szczątki empatii nie pomyślały, że to – być może – wprowadzi w zażenowanie jego nowego znajomego. Spojrzenie utkwiło w pracach, a jedna z nich wyglądała... jak on sam?
Ba, to był on!
Uniósł nieznacznie brewkę, przysuwając pracę w kierunku ucha, żeby rysownik był w stanie odpowiedzieć na następujące pytanie:
- Podobny? - Uśmiechnął się kącikiem ust, uważnie obserwując reakcję białowłosego. Vincent był prawie pewien teorii, że kolor tych włosów został uzyskany zwykłą farbą.
Zaprzestał drobnego torturowania ofiary, poświęcając pracy dłuższą chwilę. Na pewno rysunek byłby dokładniejszy, gdyby ten miał modela na żywo, a nie tylko w pamięci, lub na zdjęciu, plakacie, scence z filmu, bądź z koncertu... Mruknął cicho, wystawiając automatycznie dłoń w kierunku długowłosego; wyuczony, dżentelmeński odruch, niekoniecznie zgodne z uprzejmością osobnika.
- No proszę, szczęście w nieszczęściu. Zaliczyłeś zbliżenie z ziemią, tuż przed swoim modelem... Jesteś moim fanem? - zapytał, jak tylko ten raczył się pozbierać, i oddał mu rysunki.
Wyciągnął telefon z kieszeni, sprawdzając godzinę. Wpół trzynastej, a więc miał jeszcze jakieś trzy godziny wolne, nim nie będzie musiał gnać do kolejnego etapu gwiazdorzenia. Czemu więc nie poświęcić czasu fanowi?
- Masz ochotę na gorącą czekoladę? - zapytał lekko, chowając telefon do kieszeni. - Zaczynając oficjalnie, Vincent Christopher Star – ponownie wyciągnął w jego kierunku dłoń, dając mu szanse na przedstawienie się i naprawienie pierwszego wrażenia.
Można stwierdzić, iż Gwiazda ma niezły i miłosierny humor.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Coma

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Green Park   Pią Cze 06, 2014 4:23 pm

Jego koszmar się spełnił... Chłopak znalazł jego szkic, a do tego bolało go kolano i lewa dłoń. Spojrzał na niego z lekkim przerażeniem nie wstawał. Zaczął się w niego wpatrywać. Czego się bał? tego, że niebieskooki może się na niego wściec. Często tak było, gdy ktoś przyłapał go na rysowaniu z ukrycia kogoś. Kiedyś nawet został posądzony o pedofilię, bo malował w Niemczech pięcioletnie dzieci bawiące się w piaskownicy - chłopca i dziewczynkę.
Nie odpowiedział od razu. Zack analizował zachowanie rozmówcy, przyglądając się brunetowi. Stał pewnie na nogach, a siła biła od niego ze zdwojoną siłą niż wczoraj. Tak, jest godny jego uwagi. Jest godny, aby Zack go namalował. Jest godny, aby jego osoba znalazła się w szkicowniku.
- Ani trochę - powiedział z sarkazmem przewracając oczami.
Patrzył jak ten przygląda się jego szkicowi. Nie był on najlepszej jakości, bo ciągle mu czegoś tam brakowało. Mogło też wyjść, że Zack nigdy nie dokończy tego szkicu. Co by zrobił z pustką, po niedokończonej pracy? Jasne, że poszukałby tego mężczyzny i od nowa się jemu przyjrzał, a teraz miał taką szansę, bo z nim rozmawiał. Wstał.
Szczęście z nieszczęściu?
Wytrzepał z kurzu swój cenny płaszcz wraz z torbą. Szkicownik trzymał w dłoni i schował do niego kartkę.
- Nie jestem fanem - odpowiedział przybierając delikatny uśmiech pokazujący w nim trochę smutku, po tych doświadczeniach z przeszłości. Nie chciał się z nikim za-kumplować ani zaprzyjaźnić. Wolał być sam. Tak jest najlepiej.- Ja tylko lubię rysować piękno i siłę - odpowiedział bez wahania i z szczerością. Po co miał owijać w bawełnę? Przeczesał walnął dłonią swoje długie włosy potrząsając lekko głową. To był jego nawyk, którego nie potrafił się odzwyczaić.
- Czekolada?- nie lubił zbyt dużo słodkiego, ale mógł pójść, czemu nie?- Chętnie.
- Jestem Zack Coma - odpowiedział chwytając jego dłoń.
Wrzucił szkicownik do torby i zaczął przyglądać się Vincentowi. Chłopak miał związane włosy, a Zack miał wielką ochotę ściągnąć mu tą gumkę i patrzeć na tę lśniącą czerń. Chód chłopaka był taki twardy i pewny, że nie jedna osoba czułaby się przy nim zażenowana. No cóż, ale Zack nigdy nie jest zażenowany, no może w takich sytuacjach jak ktoś go przyłapie na rysowaniu obcej osoby. Miał wielką ochotę naszkicować go od nowa, ale w tej chwili nie miał żadnego kreatywnego pomysłu w jaki sposób. To musiałoby być coś idealnego. Coś silnego i pięknego, ale co?
- Będę mógł cię narysować?- zapytał po krótkiej ciszy. Już zapomniał dokąd szli, ale wiedział, że po coś, ale nie wiedział po co. Wzruszył w myślach ramionami.-Masz w sobie coś... - nie dokończył, bo nie wiedział co powiedzieć.
Spotkał pełno osób z siłą, ale tylko dwóch z nich zapamiętał: pierwszy był Adam, a drugi Kornel, ale to był narkoman - taki świrus z Polski.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Green Park   Pią Cze 06, 2014 5:45 pm

Nie jestem fanem? - powtórzył w myślach, wlepiając w niego uważniejsze spojrzenie.
- W takim razie, kim jesteś? - zadał z pozoru proste pytanie. - Takie uwiecznianie bez zgody "modela" jest bardzo niekulturalne - zaczął mu tatusiować, mimo braku większego przejęcia. Na miłość boską, był g w i a z d ą i skandalistą. Takie rzeczy nie były mu obce!
Wydawał się nie dostrzegać smutnego uśmiechu białowłosego - albo jego empatia została wyczerpana, albo po prostu nie chciał się wtrącać, a znając Vincenta, obie rzeczy były równie prawdopodobne.
Oczywiście, od razu wyłapał słowo-klucz, na który machinalnie odpowiedział czarującym uśmiechem.
- Uważasz, że jestem piękny? - Vincenta spokojnie można było kupić na kilka chwil komplementami. To była jego mała słabostka, ale jaka przyjemna dla ego!
Zack mógł poczuć, jak bardzo mięciusia jest skóra na tej bladej dłoni - znak rozpoznawczy rozpieszczonych bachorów, którzy nie byli przyzwyczajeni do pracy fizycznej. Jego uścisk nie był specjalnie silny, ale jaki stanowczy i pewny.
Udobruchany panicz Star bez wahania przystał na jego propozycję.
- Pewnie, że możesz. Portret, akt, czy może jeszcze coś innego?
Gestem dłoni zaprosił Zacka do krótkiego spaceru, którego przystankiem był jakaś cukiernia. Wcisnął dłonie do kieszeni płaszcza, obserwując jego nowego znajomego. Nie był zadowolony - sam należał do wysokich mężczyzn, ale białowłosy był jeszcze większy i w długości i w barkach (Vincentowa budowa ciała była w większej części schowana za płaszczem - miał raczej drobne kości, ale za to był ładnie umięśniony i stanowczo zadbany - tego wymagał od niego zawód.); niemal automatycznie zadarł podbródek nieznacznie do góry. Białowłosy nie był sporo wyższy, ale sam zdecydowanie wolał patrzeć na innych z góry.
- Czekolada na mój koszt.
I co z tego, że był bankrutem! Był S T A R E M, to do czegoś zobowiązywało! Uśmiechnął się czarująco do Zacka, a ten wprost MUSIAŁ wiedzieć, że ewentualne sprzeciwy zostaną spławione, o ile nie zupełnie zignorowane.
- Jeśli chodzi o rysowanie mnie, to jak chcesz, możemy zrobić to chociażby w moim apartamencie lub w pokoju akademickim. Chyba chodzisz do Traditional Royal School? To chyba twoje włosiska migały mi czasem przed oczami. Kiedy, można ustalić, jednak nie jestem zbyt elastyczny pod względem kalendarzowym - prychnął pod koniec. Nie był zadowolony z tego powodu.  
Vincent znał już tyle różnych, dziwnych ludzi, że nie sposób było zapamiętać każdą jednostkę, która miała w sobie coś oryginalnego. Zresztą, sam za często nie pojawiał się na lekcjach, tylko tyle, żeby mógł zdać do następnej klasy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Coma

avatar

Liczba postów : 136
Join date : 02/06/2014

PisanieTemat: Re: Green Park   Pią Cze 06, 2014 7:25 pm

Spojrzał na niego z chytrym uśmiechem. Jego ego się trochę podbudowało tym, że chłopak był niższy od niego. Uwielbiał dominować nad innymi.
- Kim jestem?  - zapytał.- Jestem artystą - zmrużył lekko oczy, ale nie było w tym nic groźnego.- A czy ja powiedziałem, że jestem kulturalny? Może jestem świrem, który chce się zgwałcić? - dodał w myślach, a na jego ustach zatańczył złośliwy uśmiech. Pokręcił głową wracając do normalnego, smutnego uśmiechu.
Zauważył zainteresowanie słowem piękny. Kolejna uwaga: bufon, zakochany w sobie - już go lubię, ale nie przyzwyczajaj się. - rozmawiał z swoją podświadomością.  
- Tak - odpowiedział bez chwili wahania.- Jesteś piękny i silny, a to widać na pierwszy rzut oka - zaczął.- Ja zauważam tylko piękno, siłę i wrażliwość. Dlatego lubię róże. Są piękne, silne - bo mają kolce i są symbolem wrażliwości - zakończył patrząc z ukosa na Vincenta.
- Jeszcze nie wiem - spojrzał do torby i wyciągnął szkicownik, a z niego kartkę z szkicem Vincenta.- To naszkicowałem wczoraj wieczorem. Spałeś, albo leżałeś. Nie wiem. Przyjrzałem się tobie i poszedłem do swojego pokoju, aby zabrać ołówek, ale gdy wróciłem to ciebie już nie było - mówił, nie zważając na to, że może to być dziwne, albo gorzej, że Vincent mógł uznać go za świrusa. On tak miał. Jak dopadł go obłęd rysowania.
Wiedział, że Vincent był w porównaniu z nim chuderlakiem i to go w pewien sposób zadowalało.
- Wolałbym jednak zapłacić - powiedział.- Chcę się w pewien sposób odwdzięczyć za to, że chcesz być moim "modelem" - powiedział, ale Zackowi wystarczyło to, że mógł się jemu trochę dłużej przyjrzeć, a rysunek sam do niego przyjdzie. Wiedział, że zostanie zignorowany, ale dlaczego nie mógł spróbować?
- Tak chodzę do Traditional Royal School - odpowiedział.- Mi to obojętnie kiedy, zawsze mam czas, a nawet mogę zerwać się z niektórych lekcji - mówił rozglądając się. Za chwilę będą tuż przy cukierni.- A jeśli nie miałbyś nic przeciwko temu, to wolałbym u siebie. Tam mam swoje rzeczy, ale jeśli nie to może być u ciebie - paplał jak zwykle bezsensu jeśli chodziło o rysowanie.- Chociaż nawet nie musisz mi pozować czy coś. Wystarczy, że będę mógł raz na ciebie spojrzeć i wystarczy. Potrafię takie rzeczy zapamiętać, a co byś chciał abym namalował?- zapytał i wszedł do cukierni uprzednio przepuszczając chłopaka w drzwiach. Zawsze tak robił. Nie ważne kto to był, czy upierdliwy dzieciak, a może jakaś kokietka. Niestety była kolejka. Westchnął ciężko.
- Na jaki profil chodzisz w szkole?- zapytał i znowu przeczesał swoje włosy.
Uwielbiał te kłaki. Zapuszcza je odkąd skończył 10 lat, więc jest do nich przyzwyczajony.

[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Green Park   Pon Cze 16, 2014 9:55 am

Ze swoim przyjacielem umówił się na dzień następny. Nie miał ochoty spotykać się od razu, a nawet Matt z pewnością był zmęczony dniem poprzednim. Wczoraj wyładował jeszcze emocje przy koszu na boisku z piłką, po czym polazł do akademika spać. Rozmyślał jeszcze nad jego niedawno poznanym "znajomym". Zastanawiał się, czy do niego zadzwoni czy jednak sobie odpuści. Zbyt często kłócili się, więc nawet nie zdziwiłoby go to, jakby dał sobie po prostu z nim święty spokój, a nawet szczególnie nie zależało mu na tej relacji.
Przybył na miejsce spotkania, do Green Parku. Skromny park, mało ludzi, w guście Alexandra. Będzie można normalnie pogadać bez żadnych światków. Udał się w stronę jedynej fontanny, aby poczekać na swojego przyjaciela, o ile już tam nie jest. Nie dostrzegł nigdzie tej białej czupryny, która była jego charakterystycznym znakiem. Widocznie spóźni się, a on spokojnie poczeka. Oparł się tyłkiem o fontannę, w której pluskały się małe dzieci. Dzisiaj było dość gorąco jak na tutejszą pogodę. W końcu lato dawało we znaki, a dla Alexandra była to katorga. Nic dziwnego, kiedy w swoim plecaku posiadał dwa litry wody, którą co chwilę wyjmował i ją pił. W końcu zdecydował się, że będzie trzymać wodę w dłoni. Nie będzie musiał się bezsensownie gimnastykować co chwilę.
Jeden z dzieciaków ochlapał go całkiem niespecjalnie, co było przyjemnym doznaniem. Zimna woda, ochłodziła jego ciało. Ponownie rozglądnął się po parku w poszukiwaniu Matta i nadal nic. Przeczesał niedbale swoje włosy, ponownie napił się wody i usiadł teraz na jedynej fontannie w tym parku wciąż czekając na przyjaciela.
Powrót do góry Go down
Wilk

avatar

Liczba postów : 199
Join date : 11/01/2014
Skąd : Monachium

PisanieTemat: Re: Green Park   Czw Cze 26, 2014 12:10 am

Noc była okropna. Ból pulsował od skroni niemiłosiernie jakby czaszka miała zamiar się posypać. Po powrocie ze szpitale natychmiastowo lęgnął na łóżko, tracąc tym samym wiele godzin życia, które zmarnował na regeneracji, która była niebywale powolna... Szczęśliwie nikt nie maltretował go swoją irytującą osobą. W męczarniach przeżywał kolejne godziny. Prawie, by nie zorientował się, że miał iść spotkać się z Miśkiem w parku. Pozbieranie styranego Wolfa nie było łatwe. Kolejne minuty życia przeciekały przez palce. W końcu udał się nafaszerowany tabletkami, nieco ogłupiały przez nie, na miejsce spotkania. Musnął palcami irytujący plaster, który zakrywał szwy. Jeśli dobrze zapamiętał, to ma zgłosić się za tydzień na ich usuwanie.
Zgryzło go problem Alexa. Był wyraźnie zmartwiony smsami jakie od niego otrzymał. Nie zapowiadało się na ciekawą i zabawną rozmowę. Westchnął będąc już Green Parku.
Zauważył bawiące się dzieci i ignorując ich rodziców. Poczuł dreszcz na wczorajsze wspomnienia. Usta wykrzywiły się w nieznośnym grymasie. Bachory tym razem nie zbliżały się, szczęśliwie jak dla niego, tylko przyglądały się z daleka. Co poniektóre ciągnęły swoich opiekunów za nogawki czy rękawy, zadając niewygodne pytania. Podszedł bezszelestnie do Alexa, zachodząc go od tyłu. Bez ceremonialnie zarzucił swoje łapska na jego szyję.
- Ale styrany jestem Misiek. - zmarszczył twarz, potęgując tym samym ból w szytej skroni. W oczy rzuciła mu się butelką z drogocenną wodą. Nie zważając na ewentualne protesty przyjaciela, sięgnął do butelki i wypił praktycznie pozostawioną ilość. Oczywiście zostawił co nieco na dnie, aby kto inny wyrzucił za niego ten plastik. Usiadł obok towarzysza i zerknął na niego.
- Jak się czujesz? - jego głos był niewiarygodnie miękki i chyba dało się wyłapać nutę troski o Alexa.

_________________

Ba­wisz się słowa­mi. Upa­jasz się ni­mi.
Słowa­mi chcesz zastąpić nor­malne, ludzkie uczu­cia, których w to­bie nie ma
.


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Green Park   Pią Cze 27, 2014 8:03 pm

Wydawać się mogło, że dłużej już nie mógł czekać na tego urwisa. Ale w końcu doczekał się go. Poczuł jego osobę na swym cielsku, niewiele później zabrano mu wodę, przez co wydał z siebie niezrozumianą onomatopeję. Zabrał resztki wody, wzdychając pod nosem. Dopiero teraz łaskawie rzucił na niego spojrzenie zmęczonych oczu. Nie tylko Matt martwił się w tym spotkaniu o swojego przyjaciela. Alexander widząc go w takim stanie sam ukazał na swej twarzy odrobinę zmartwienia. W końcu coś stało się mu, tak? A on nie wiedział za bardzo co. Dowiedział się tylko tego, że uciekał przed pielęgniarką, a więc wywnioskował, że wczoraj był w szpitalu. Ale z jakiego powodu?
- Chujowo, to mało powiedziane - oczywiście szczerość, to podstawa. Byłoby niegrzecznie kłamać, mówiąc, że nie najgorzej w chwili, kiedy czujesz się naprawdę źle.
- A u Ciebie, to jak tam? - jasny był fakt, że pytał między innymi o szwy i nie tylko. Chciał dowiedzieć się o czym więcej na ten temat, więc seria pytań została już w głowie przygotowana od razu, kiedy tylko zobaczył w jakim jest stanie.
Dopił wodę, a plastik wyrzucił do kosza, który znajdował się metr od nich. Oczywiście rzucił butelkę, bo przecież nie będzie wysilał się nad wstawianiem. I żeby nie było; trafił bezbłędnie, przez co dzieci w fontannie zaczęły się gapić na niego z ogromnym zafascynowaniem.
- Przez to, że wychlałeś mi resztki wody, kupujesz kolejną - stwierdził i nawet nie chciał słuchać słów protestu. Nie będzie ich z pewnością słuchać, więc już z góry jest jasne, że to właśnie Matt ma kupić tą wodą, a nie on.

z/t obaj
Powrót do góry Go down
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Green Park   Sro Paź 29, 2014 1:33 pm

Było późne popołudnie, słońce od rana oślepiało swym blaskiem, ale powietrze i tak przeszywało swym chłodem. Kolorowe liście przykrywały trawę i chodniki, była to jak zawsze piękna i nostalgiczna jesień, jego ulubiona pora roku. Może to właśnie z tego powodu wybrał park, jako miejsce do kontynuacji przerwanej w bibliotece rozmowy. Rześkie powietrze i ciche otoczenie wpłynęły na niego uspokajająco, dlatego mógł teraz zastanowić się nad rozwiązaniem poważnej sprawy dotyczącej jego ucznia. Eito wybrał ławkę bardziej odizolowaną od pozostałych, którą nieco zasłaniały krzewy. Usiał i dał wyraźny znak skinieniem głowy, by młody zrobił to samo. Rozkraczył swe długie nogi i oparł na nich łokcie pochylając sylwetkę do przodu, tak było mu najwygodniej. Rozejrzał się upewniając co do słuszności wyboru owego miejsca, które wydawało mu się być wystarczająco odpowiednie. Oczywiście alejkami przechadzali się ludzie, ale zdawali się być zajęci sobą. Co by nie spojrzał to jakaś para patrzyła sobie głęboko w oczy, albo intensywnie grzała usta w pocałunkach. Japończyk przez chwilę patrzył na nich beznamiętnym wzrokiem, po czym schylił lekko głowę oddając się głębszym przemyśleniom. Musiał zastanowić się nad planem działania, sposobem udowodnienia winy. Na myśl cisnął mu się tylko jeden pomysł, który posiadał w sobie sporo ryzyka, z drugiej jednak strony nie było czasu na poszukiwania, a i tak pewnie nie znalazłby idealnego rozwiązania. Obrócił głowę spoglądając przez swe lewe ramię na siedzącego obok Aidana.
- W porządku? Dobrze się czujesz? – zapytał trochę łagodniej samemu badając go wzrokiem. Chciał z nim poważnie porozmawiać, dlatego młody musiał być wstanie nadążać i ogarniać temat. Zdawał sobie sprawę, że musiało być chłopakowi ciężko, chociaż trudno było mu zrozumieć tą uległość, jakby miał do czynienia z dziewczyną. Przez to chwilami dopadała go rozterka, jak powinien traktować skrzywdzonego chłopaka i suma summarum rola ojca wydała mu się najtrafniejsza, chociaż nigdy nie czół takowego powołania.
- Jeśli faktycznie jest tak, jak w bibliotece powiedziałeś, pan M. musi ponieść odpowiedzialność – zaczął naturalnie, aczkolwiek barwa głosu niosła powagę w każdym słowie. Głowę z powrotem trzymał nieco schyloną i patrzył na żółto-czerwone liście leżące na trawniku. – Z tym, że... Bez dowodów na jego winę nic nie możemy zrobić. – Nie spieszył się, dawał czas nastolatkowi na przyswojenie treści i sam też go potrzebował, by w miarę odpowiednio ubrać myśli w słowa. – Hmm... Dla dobra imienia szkoły wykluczone będzie angażowanie policji. Lepiej też o niczym nie mówić dyrekcji. Tym mniej osób będzie wiedziało, tym łatwiej zbierzemy dowody od niczego niespodziewającego się podejrzanego – sapnął ciężko wspominając sobie te wszystkie obejrzane filmy kryminalne, bo to na nich właśnie zamierzał bazować, ale nikt nie musiał o tym wiedzieć.
- Mam pewien pomysł, jak dobrać się do nauczyciela włoskiego, ale będziesz musiał współpracować. W głównej mierze to od ciebie będzie zależał sukces tej misji – kończąc zerknął z cała powagą na młodego, jakby tym zrzucał na niego stu kilogramowy ciężar odpowiedzialności. Okazywał zero subtelności i w dodatku dopiero zaczynał się rozkręcać. – Nawet nie próbuj się zastanawiać, czy dasz radę temu podołać... Po prostu musisz to zrobić! Nie myśl sobie, że pan M. jest nietykalny, czy niezniszczalny, to tylko człowiek... A może i nawet nie – ostatnie zdanie bardziej powiedział do siebie, chociaż nie zniżył swego tonu.
- Rozumiesz mnie Aidan? – wyprostował plecy opierając je wraz z łokciami o ławkę. – Molestowanie – niemal wyszeptał ten wyraz, by spacerowicze nie mogli go dosłyszeć, a jedynie siedzący obok zainteresowany – to przestępstwo, nikomu nie może ono ujść płazem. A w dodatku nie wiadomo, czy jesteś jego jedyną ofiarą.„Mam co do tego złe przeczucie.” Pomyślał mało optymistycznie patrząc na bezchmurne niebo.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Green Park   Pią Gru 12, 2014 6:16 pm

Aidan siedział na samym brzeżku ławki, sztywno wyprostowany, ale wzrok opuściwszy na własne dłonie spoczywając na kolanach i ogólnie rzecz ujmując sprawił wrażenie ucznia bojącego się odpytywania, przez świadomość, że jest nieprzygotowany. Trudno jednak było od niego oczekiwać, by w podobnej sytuacji czuł się swobodnie. Dość, że pozwolił niemal wywlec się ze szkoły i praktycznie uprowadzić daleko poza jej mury, jednak traktowanie go jako inwentarza ruchomego nie pomagało w zbudowaniu sobie poczucia komfortu. Godził się jednak na to, kierowany przeczuciem, że cierpliwość może wyjść mu na dobre. Mimo wszystko przewrócił jednak oczami słysząc pytanie. I co on właściwie miał odpowiedzieć?
- Tak, świetnie - mruknął tylko, krzywiąc się lekko.
Nie miał zbyt wielkiej ochoty na mówienie, z pewną ulgą przyjął więc fakt, że to matematyk mówi do niego, w dodatku mówi dużo i to w dodatku rzeczy zaskakująco... interesujących. I dezorientujących.
W pewnym momencie uniósł głowę i zwróciwszy się w kierunku mężczyzny zaczął wpatrywać się w niego intensywnie. Prawie nie mrugał. Tylko wiercił go szeroko otwartymi, pociemniałymi ślepiami o dość nieczytelnym wyrazie. W skupieniu i napięciu, wyraźnie spięty, sztywny i nieufny, ale również z narastającą fascynacją. Prawdę powiedziawszy chyba nigdy jeszcze nie spijał słów z ust matematyka z takim zaangażowaniem. A jednocześnie analizował każde pojedyncze zdanie i nie mógł się nie zastanawiać, czy ktoś go tu przypadkiem nie próbuje nabrać. To unosił brwi w wyrazie zdumienia, to marszczył je, jakby lekko zirytowany.
Potem milczał długo, zwlekając z odpowiedzią. A potem poruszył się gwałtownie, pochylając lekko w stronę mężczyzny, najwyraźniej pragnąc poinformować go o czymś w równie konspiracyjnym stylu.
- Wiem o co panu chodzi - syknął z cicha, ale z nagłą gwałtownością, która obudziła się w nim nie wiadomo kiedy. - Pan mnie sprawdza, tak? Ale nie dam się w nic wrobić, nie ma mowy!
Odsunął się i skrzyżował ramiona na piersi, przybierając obrażoną minę.
- Ja byłem z panem szczery - poinformował niemal oskarżycielskim tonem.- Zaufałem panu. I co z tego mam?
Łypał na niego podejrzliwie, zacisnąwszy wargi i najwyraźniej wyczekiwał jakiejś odpowiedzi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Green Park   Wto Sty 13, 2015 5:25 pm

"Sprawdzam?!" Podniósł wyżej powieki zaskoczony zdystansowaną reakcją młodego człowieka. Nie wiedział skąd u niego zrodziła się podejrzliwość o testowanie, że niby Eito bawił się jego kosztem? Owszem plan niósł ryzyko i z pewnością nie będzie łatwy do wykonania, ale nauczyciel zamierzał nad wszystkim czuwać i nie pozwolić ponownie wyrządzić chłopakowi krzywdy. Był szczery z własnymi przekonaniami, wiedział czego mógł się spodziewać po sobie, ale przestraszony i zmieszany całą tą sytuacją rozmówca nie posiadał tego komfortu, o czym musiał matematyk pamiętać. Widział ten fakt u młodego po tej desperacko-oskarżycielskiej reakcji. Miał wrażenie jakby stanęli w miejscu, a on zamierzał przecież szybko załatwić zaistniały problem. Para uszła w gwizdek, musiał zwolnić, a nawet cofnąć się do zaczętej konwersacji w bibliotece. Zbulwersował się nadąsaną postawą ucznia - nie lubił takiego zachowania - więc złapał go dość mocno za ramię przyciągając do siebie i pochylił nad nim głowę.
- Chcesz powiedzieć, że nie jestem z tobą szczery? Że w moich słowach kryje się fałsz? – odparł surowym tonem. – Aidan! Widzę, że nie idzie ci za dobrze odczytywanie ludzkich intencji. Na pewno znasz powiedzenie: „Nie oceniaj książki po okładce.” i jeszcze jedno, bardzo istotne: „Nie od razu Rzym zbudowano.” – wypuścił z siebie powietrze próbując się uspokoić, by przypadkiem zbytnio nie potrząsnąć rozmówcą.
- To, że odważyłeś się i wyznałeś zawstydzający problem, jeszcze niczego nie rozwiązuje, a jest jedynie początkiem trudnej walki. Korzyści przyjdą z czasem, musisz uzbroić się w cierpliwość. Chcę abyś był tego świadom i nie poddał się w trakcie. Możesz być pewien, że przez całą tą drogę cię nie odstąpię – rzekł bez za mrugnięcia osaczając stanowczym wzrokiem, gdyż nie robił niczego na pół gwizdka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Green Park   Pią Sty 16, 2015 9:05 pm

Spodziewał się, że reakcja będzie ciekawa, ale na pewno nie tego, że aż tak gwałtowna. W zaskoczeniu otworzył oczy szerzej, wpatrując się w swojego nauczyciela z mimowolnym i być może niestosownym zaciekawieniem. Nie spodziewał się po nim równie żywiołowej ekspresji, a już na pewno nie tak zaangażowanej reakcji na coś, co nie było matematycznym równaniem. Niby podejrzewał go o pewien fanatyzm, ale dość ściśle ukierunkowany na naukę. A to... to było obsesyjne. Niezależnie od tego, czy było poczuciem sprawiedliwością, chęcią bronienia uciśnionych, czy też przebiegłą farsą jaką chłopak insynuował. Bardzo powoli przeniósł wzrok na dłoń zaciśniętą na jego ramieniu, a potem ponownie na twarz pochylającego się nad nim mężczyzny.
- Zdaje pan sobie sprawę, że to trochę boli? - zapytał niemal konspiracyjnie ściszonym głosem, zaskakująco spokojnie, zwłaszcza w porównaniu do wcześniejszego wybuchu.
Postanowił nie komentować kwestii własnego znawstwa charakterów i nie czynić żadnych uwag o tym, że może ma podstawy do nieufności. Eito wydawał się być nieco przewrażliwiony na punkcie swojej uczciwości i szczerze powiedziawszy wyglądało to nawet całkiem wiarygodnie. Co prawda paranoja w głowie Aidana podszeptywała coś zgoła przeciwnego. Podjął jednak decyzję i postanowił na razie ją uciszyć.
- Hipotetycznie... - zaczął ostrożnie. - Gdybym powiedział, że panu wierzę i że się zgadzam... To co by mi pan zaproponował?
Wyraz jego twarzy jak i cała postawa wyrażały sceptycyzm, był najeżony jak spłoszone dzikie zwierzątko, a to ustępstwo na jakie się porwał zadając powyższe pytanie wydawało mu się szczytem brawury. Czuł się, jakby koniuszkami palców sięgał buchającego płomienia, żeby sprawdzić, czy może jednak się nie oparzy. A jednocześnie pierwsze nieśmiałe tchnienie ekscytacji połaskotało go delikatnie wewnątrz klatki piersiowej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Green Park   Sob Sty 17, 2015 8:27 pm

Możliwe, że Aidan nigdy nie był świadkiem porywczego zachowania nauczyciela poza salą lekcyjną. Prawda była taka, że na szkolnych korytarzach stawał się niczym bezwzględny stróż prawa, który od razu reagował na każdy objaw łamanego regulaminu. Zero taryfy ulgowej dla rozpuszczonych, bogatych dzieciaków, z góry zakładał ich winę. Przyzwyczajony od dłuższego już czasu do takowego zachowania wobec uczniów, miał spory problem z próbą delikatnego podejścia do chłopaka, który wprawdzie wcale nie ułatwiał porozumienia. Eito naprawdę się starał wykrzesać z siebie empatię, co było dla niego mało naturalne, dlatego nie wiele potrzebował, by zostać wytrąconym z równowagi. Na szczęście spokojna reakcja młodego spowodowała, że przystopował i poluźnił nieco uchwyt na ramieniu. Zorientował się, że emocje zanadto wzięły nad nim górę i cały dotychczasowy wysiłek mógł przepaść. Jego wyraz twarzy znacząco złagodniał, jednakże nie uwolnił owej ręki. Tak było mu wygodnie, bo miał wrażenie, że przekazywane treści lepiej trafiały do słuchacza. I faktycznie coś musiało w tym być, bo rozmówca nareszcie wykazał zainteresowanie tematem.
- Hipotetycznie? – spojrzał na niego z wzrokiem wyrażającym: Ty tak na poważnie? Po czym zaśmiał się nieznacznie przez krótki moment. – Jesteś niereformowalny – uwolnił jego rękę i ową dłonią poczochrał niebieską czuprynę uśmiechając się przy tym z lekka. Atmosfera kompletnie uległa zmianie, z tej napiętej i poważnej przeistoczyła się w lekką i łagodną. Matematyk koniecznie chciał dojść do porozumienia z młodym, więc postanowił, że włoży jeszcze więcej wysiłku, jak dotychczas. Zrobi naprawdę wiele, by oczyścić szkołę od pełzających w niej insektów i jeśli zajdzie takowa potrzeba, to spryska środkiem owadobójczym pewnego Włocha.
- Dobrze, przejdźmy nareszcie do konkretów – ponownie spoważniał, ale już nie w takim stopniu jak poprzednio, wydawał się równocześnie rozluźniony. Przysunął się do chłopaka, by optymalnie zmniejszyć wolną przestrzeń między nimi. Zamierzał mówić znacznie ciszej, by żaden przechodzień nie miał szansy go dosłyszeć. – Trzeba przyłapać pana M. na gorącym uczynku i to zarejestrować na kamerze bądź dyktafonie. Bez podsłuchu też się nie obędzie, bym mógł na bieżąco kontrolować sytuacje. Aidan, chcę abyś zagrał rolę przynęty, ale tak aby pan M. się nie zorientował – patrzył badawczo nie spodziewając się entuzjastycznej reakcji, ale wiedział jedno, że musi go jakoś do tego przekonać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Green Park   Pon Sty 19, 2015 4:07 pm

Stwierdziwszy, że palce zaciśnięte na jego ramieniu nie wbijają się już w skórę tak, jakby chciały koniecznie go posiniaczyć, a ich właściciel najwyraźniej porzucił zamiar potrząsania nim i wydziera się Aidan niemal się uśmiechnął. Niemal. Chwilowo nie był w nastroju by jakkolwiek okazywać choćby cień satysfakcji. Nawet jeśli jakieś tam pojedyncze pozytywne odczucia zaczynały dochodzić w nim do głosu. Zmarszczył za to nos w reakcji na obcą łapę dobierającą się do jego włosów, które zawsze uważał za część ciała raczej intymną. Ale nawet jeśli miałby wszelkie podstawy by być nieco przewrażliwionym na punkcie obmacujących go starszych panów, to Fujimoto wydawał się zaprzeczeniem wszelkiego zagrożenia na tym polu.
Rozluźnił się w końcu i wysłuchał całej tej propozycji cierpliwie, dając sobie chwilę do namysłu. A swojej paranoi chwile na to, by rozwrzeszczała się ponownie, na tyle głośno, że musiał dać jej upust.
- Pan oszalał - zawyrokował bezlitośnie, przytłumionym syknięciem, charakterystycznym dla momentów, w których chce się nawrzeszczeć na kogoś szeptem. - To kompletne wariactwo, on przecież nie jest idiotą, zorientuje się, że go podpuszczam, całą tę pańską konspirację szlag trafi i wtedy to oczywiście ja będę miał prze... em, przechlapane będę miał - zająknął się, w ostatniej chwili poddając wypowiedź autocenzurze, z przytomnym odruchu zreflektowawszy, że rozmawia z nauczycielem, który może nie docenić zbyt ekspresyjnego tonu wypowiedzi.
Jakaś bardziej racjonalna część jego umysłu zdążyła już ocenić, że wpakował się w coś zupełnie beznadziejnego, że będą z tego tylko kłopoty i że lepiej było trzymać język za zębami. Zignorował głos rozsądku, wraz z wrażeniem, że ze stabilności jego jaźni jest coś mocno nie w porządku. Odetchnął głęboko.
- Zakładam jednak, że ta... sytuacja pewnie się powtórzy. Właściwie nie łudzę się, że nie. Dostanie pan ode mnie to nagranie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Green Park   Pon Sty 19, 2015 7:37 pm

Fakt, Eito nie stanowił homoseksualnego zagrożenia, bo uważał się za stuprocentowego hetero. Nie odkrył jeszcze siebie do końca, był przecież nadal taki młody, przystojny, wszystko było przed nim. Nawet gdyby był w pełni siebie świadom, to i tak nie molestowałby wszystkiego co się rusza. Z natury był bardzo wiernym osobnikiem i jeśli już sobie upatrzyłby miłosną ofiarę, to pod żadnym pozorem by jej nie puścił. Potrafił się kompletnie poświęcić, a za przykład mogła tu stanowić matematyka, która stała się jego celem życiowym, co każdy z uczniów był wstanie dostrzec. Tak więc owy gest poczochrania włosów był skierowany, jak do dziecka, które w ten sposób podnosiło się na duchu. Aidan był przy nim bezpieczny, jak przy Dziewicy Orleańskiej.
Matematyk spodziewał się zaskoczenia i próby wycofania chłopaka na konspiracyjną propozycję, co bardzo spokojnie przyjął słuchając młodego. W kolejnych krokach musiał być ostrożny, dlatego potrzebował czasu na analizę wytrzymałości i podatności ucznia. Jednakże zmierzwił brwi przez moment, w którym o mało co by padł wulgaryzm, był na nie mocno wyczulony, a zwłaszcza wśród uczniów.
- Jesteś pewien, że ten pan nie jest idiotą? – rzucił ironicznie lekko się uśmiechając. „Bo jaki normalny człowiek dopuszcza się tak obrzydliwego postępowania?” Na samą myśl krew gotowała mu się w żyłach, że stąpał po tym świecie wraz z ludzkimi wynaturzeniami. Miał niezmierną chęć posprzątać ten cały bałagan, a już w szczególności z jego okolicy. – Jeśli plan się nie powiedzie, wezmę za wszystko odpowiedzialność i stanę twarzą w twarz z panem M., o to możesz być pewien – dodał po chwili bez jakiegokolwiek zachwiania.
Kolejna części wypowiedzi młodego, ta wyrażająca zgodę na współpracę wprawiła go chwilę w lekkie osłupienie. – Jak chcesz, to potrafisz – zadowolony odparł z ulgą, gdyż uczynili krok do przodu. – Można wykorzystać okazję z tą poprawą pracy z włoskiego, nad którą siedziałeś w bibliotece. Oddałbyś ją, kiedy będziecie sami. Tylko pamiętaj, aby zachowywać się tak jak zawsze, bo inaczej to rzeczywiście pan M. zacznie coś podejrzewać – na chwilę zamilkł skupiony, by zaraz kontynuować. – Podsłuch najlepiej będzie zamieścić w torbie, bo w ubraniu może zostać szybko znaleziony... – Przeszył go zimny dreszcz, bo miał przebłysk z tego nieprzyjemnego wydarzenia w uliczce z Dante. Może nawet z lekka pobladł.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Aidan

avatar

Liczba postów : 90
Join date : 12/01/2014

PisanieTemat: Re: Green Park   Pią Sty 23, 2015 2:18 pm

Nie da się ukryć, chłopak z pewnością poczuł się podniesiony na duchu, ale fakt maltretowania jego czupryny nie miał z tym zbyt wiele wspólnego. Właściwie postanowił wielkodusznie nie okazywać swojego niezadowolenia skoro mógł przy okazji cieszyć się dość gwałtowną poprawą samopoczucia. Nie wiązało się to ani trochę z chociażby częściowym ukojeniem niepokoju - ten pozostawał niezmieniony i nic nie wskazywało na to, że miało się to w najbliższym czasie zmienić. Było jednak coś takiego, coś co przebudziło się w umyśle Aidana jeszcze podczas rozmowy w bibliotece, a może nawet wcześniej, a teraz było już w pełni sił i trzęsło nim od środka, żądając działania. I wzmagając tylko zaciętą determinację.
- Oczywiście - potwierdził, nawet lekko zaskoczony tymi wątpliwościami. - Mógłbym o nim powiedzieć bardzo wiele rzeczy, których nie powinienem mówić, ale na pewno nie to.
Z pewnością nie był mistrzem postępowania z innymi ludźmi, ale jednego był pewien - lepiej było kogoś przecenić niż nie docenić, zwłaszcza jeśli miało się z tym kimś nieco sprzeczne interesy. W tym wypadku jednak nie podejrzewał by mogła być mowa o jakimkolwiek przecenianiu. Gdyby to była zabawa, z pewnością czyniłoby ją to tylko bardziej emocjonującą. Teraz emocjonowanie się było co prawda sporym zagrożeniem, ale akurat on był zdecydowanie zbyt młody by zachować chłodną głowę. Starał się jednak jak mógł.
- Akurat nie tego się obawiam. - sprostował nieco marudnym tonem. - Jeśli coś takiego wyjdzie na jaw zupełnie stracę wiarygodność. Nie mówiąc już o tym, że moja matka dostanie szału. Mogę przysiąc, nie chce pan tego oglądać.
Bezwiednie zaczął bębnić palcami o kolano. Zawsze kiedy jego myśli galopowały w tak szalonym tempie nie mógł zapanować nad rękami, szukającymi jakiejś aktywności.
- Wierzę pańskim zapewnieniom, ale to nie zmienia faktu, że ja tutaj mam najwięcej do stracenia. Więc albo zrobię to po mojemu, albo wcale. - oznajmił tak kategorycznym, że niemal rozkazującym tonem, zupełnie nieprzystającym do obrazu nerwowości i wahania, jaki prezentował wcześniej. - Będzie pan musiał zaufać, że sobie poradzę i po prostu dać mi trochę czasu.
Czas, no właśnie. Przypomniawszy sobie o tej kwestii, wyciągnął z kieszeni telefon i sprawdził godzinę.
- Właśnie, muszę dokończyć pracę od której mnie pan oderwał - pozwolił sobie nawet na delikatny uśmiech, żeby jakoś złagodzić tę uwagę mającą pewne znamiona krytycznej, zwłaszcza, że tak naprawdę wcale nie miał o to pretensji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Eito
Nauczyciel matematyki
avatar

Liczba postów : 162
Join date : 16/02/2014
Skąd : Miyoshi, mieścina w Japonii

PisanieTemat: Re: Green Park   Nie Sty 25, 2015 3:58 pm

Słusznie, błędem byłoby nie doceniać przeciwnej strony, nie ważne jaki zasób umiejętności, czy wiedzy by posiadała, większy, bądź nawet mniejszy. Ignorancja była niczym klapki na oczy, niepozornie usypiająca czujność. Nauczyciel przeważnie brał na poważnie wszelakie sprawy, ale nie potrafił wyzbyć się gwałtowności, działania pod wpływem chwili. Chciał jak najszybciej i jak najskuteczniej rozstrzygnąć sprawę z panem M., którego nie potrafił zrozumieć, a może nawet nim już zaczął pogardzać, ale co najważniejsze zaszufladkował go jako niebezpiecznego w środowisku. Gdyby parę dni temu nie zastał owego nauczyciela z jakimś młodzianem, to nie szukałby na siłę jakichkolwiek poszlak. Jako członek szkolnej placówki czół się odpowiedzialny za uczniów, dlatego tak ochoczo wyraził pomoc Aidanowi. Trochę nim potrząsnął, ale nie spodziewał się, że tak szybko zbierze w sobie odwagę.
- Hmm... Ciężko utrzymać coś takiego w tajemnicy, gdy już policja się zainteresuje. Chyba, że...„zaszantażować zdobytymi dowodami i zażądać rekompensaty, by zadośćuczynił za wyrządzoną krzywdę. Ale... Nie, nie. Odpada, my nie możemy łamać prawa. Kurcze, a może znajdzie się jakaś luka...” Trzymał się za brodę wpatrując w przestrzeń, oderwany chwilowo od konwersacji, jednakże nie powrócił z niczym konstruktywnym. – Nie, to jednak byłby kiepski pomysł.
To było nawet przyjemne, gdy młody zapewnił, że wierzy w szczerość matematyka, a do tego ten ożywiony bunt, jakby wstąpiło w niego życie, cóż za piękny widok.
- Od początku sprawiałeś wrażenie osoby jedynie uciekającej, która sama nie podejmie jakichkolwiek kroków. Dlatego tym bardziej podoba mi się ta silna postawa – przedarł mu się na twarz dumny uśmiech. – Rozumiem, że chcesz załatwić to po swojemu i postaram się uszanować tą decyzję, ale nie bierz na barki ciężaru, którego nie zdołasz udźwignąć – dodał spokojnie wyciągając z kieszeni karteczkę oraz długopis. Na papierze wspartym o własne kolano zanotował swój numer telefonu, po czym podał uczniowi do ręki. – Zajmę się wszystkim co będzie trzeba, więc nie krępuj się mówić chociażby jakich będziesz potrzebował urządzeń monitorujących – oznajmił gotowy podjąć się zadania nawet od zaraz.
Owa konwersacja pochłonęła nauczyciela, że nie zważał na płynący czas, w gruncie rzeczy nigdzie się dziś nie spieszył. Jednakże nie miał zamiaru go marnować innym, a tym bardziej, gdy chodziło o naukę.
- Słuszna uwaga, nie będę cię już dłużej zatrzymywał. Pamiętaj, dzwoń w razie problemów – jeśli Aidan nie miał jakichkolwiek pytań, czy uwag, zatem Eito kiwnął głową i podniósł się z ławki opuszczając park spokojnym krokiem.


[z/t]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shōta

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 29/04/2015

PisanieTemat: Re: Green Park   Sob Lis 28, 2015 1:07 am

Ostatnimi czasy Shōta miał pecha co do ludzi, których spotykał. Weźmy na przykład jednego z pacjentów, do którego za żadne skarby nie mógł dotrzeć, albo chłopaka z dziwną ręką, który nawet odrobinę nie wykazywał chęci do, chociażby, przywalenia młodemu psychiatrze.
Usiadł na brzegu fontanny i zaczął machać nogami w powietrzu. Nie miał ochoty wracać do pustego mieszkania, ale jak na jego gust było zbyt chłodno, aby zostać na zewnątrz. Nie potrafił się zdecydować, która opcja będzie korzystniejsza. Powinien marnować czas na telewizję czy poobserwować sobie ludzi, zaczepić kogoś, ewentualnie od kogoś oberwać... Nie, tego ostatniego stanowczo wolałby uniknąć. Nie jest przecież masochistą... Chyba... Prawdopodobnie...
Czasami nawet Shōta myślał o sobie w kategoriach masochisty. Bo przecież normalni ludzie jak raz oberwą porządnie w łeb, to więcej nie będą wtrącać się w najbardziej prywatne sprawy innych ludzi, prawda? Może to zboczenie zawodowe, a może należał do grupy, która nie potrafi uczyć się na własnych błędach?
Siedząc tak, rozmyślając nad swoim chwilowo nudnym życiem i obserwując wszystko dookoła, coś przykuło jego uwagę na dłużej. A raczej ktoś.
Był pewien, że nie zna tej osoby, ale jednocześnie twarz i charakterystyczne rozczochrane włosy w barwie przywodzącej na myśl ogień sprawiły, że miał wrażenie, że powinien go znać. Widział go już? Zapamiętałby, gdyby go znał.
Zeskoczył z fontanny i szybko przemierzył dzielącą ich odległość.
- Masz interesujące kłaczki - powiedział wesoło, wyprzedzając chłopaka i stając na przeciw niego w taki sposób, by ten się zatrzymał. Kiedy przyjrzał mu się z mniejszej odległości, zrozumiał, dlaczego zdawał mu się znajomy. Widział tę twarz w gazecie! Nie pamiętał, jaka była to gazeta, ale najwyraźniej nie miała związku z jego zainteresowaniami, skoro zakopał ten wizerunek w odmętach pamięci.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Green Park   Pon Lis 30, 2015 4:33 pm

Było zimno, no bo w końcu winter is comming, ale jemu to nie przeszkadzało, żeby iśc pobiegać. Miał teraz czas, żeby biegać ponieważ jego chłopak gdzieś wyjechał, bez pożegnania. I żeby nie myśleć o tym, że znowu został zostawiony musiał coś robić. Najlepszy lekarstwem były treningi. W takich ilościach, że trener już wyrzucał go z sali gimnastycznej. Jak nie mógł ternować w pomieszczeniu biegał po wszelakich parkach w mieście.
Zakladał słuchawki i biegał.
W momencie kiedy biegł już raczej truchtem, bo był to jego już dzisiaj 17 kilometr, ktoś zastapił mu drogę. Dobrze, że był to trucht, bo inaczej pewnie by wpadł na tego mężczyznę i doszłoby do zderzenia. Które w skutkach mogloby być niezbyt miłe.
– Słucham? Mówił Pan coś? – wyciągnął słuchawki z uszu i popatrzył na mężczyznę.
Nie znał go, więc zastanawial się z jakiej racji staje mu na drodze. Nie wyglądał na jakiegoś osiłka, który móglby chcieć bić młodego gimnastyka. Więc o co mogło chodzić?
Patrzył na niego i oczekiwał jakiejś odpowiedzi. Gdy się zatrzymał i wyrównał oddech, poczuł jak zimny jest wiatr, który wieje z dużą siłą. Gdy się biega, nie odczuwa się takich rzeczy. A teraz to jego usta zrobiły się fioletowe, jakby pobrudził je jagodami.

/kolejny będzie dłuższy, obiecuję

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shōta

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 29/04/2015

PisanieTemat: Re: Green Park   Pon Lis 30, 2015 11:13 pm

- Pan? - Shōta skrzywił się na to słowo, groźnie mrużąc przy tym oczy. Był dopiero po dwudziestce! Czuł się staro, kiedy zwracano się do niego w ten sposób. Słysząc to jedno, króciutkie słowo zawsze ogarniała go ciężka do wytłumaczenia irytacja. Przez chwilę patrzył na chłopaka w milczeniu, aż w końcu uśmiechnął się szeroko, stwierdzając, że tym razem odpuści sobie mieszanie kogoś z błotem za to drobne przejęzyczenie. - Zwróć się do mnie jeszcze raz per "pan", a wyrwę te twoje farbowane kłaczki - ostrzegł przesłodzonym głosem. W połączeniu z przerażającym uśmiechem zawsze dawało to jeden efekt - rozmówcę przechodziły ciarki i najczęściej wycofywał się.
Tak, Shōta Kagamine, pozornie nieszkodliwy młody mężczyzna, potrafił być groźny, jeśli zechciał. Miało to różne konsekwencje. Prawdą było, że tego nie kontrolował, podobnie jak innego zachowania, które objawiało się tylko w szczególnych okolicznościach. Ale przecież nie zamierzał pokazywać swoich słabości nieznajomemu! Tym bardziej nie powinien tracić nerwów.
Jego uśmiech stał się przyjazny, wzrok złagodniał.
- Mówiłem do ciebie, mówiłem. Twoje włosy przyciągają wzrok. Powiedz, jesteś jakąś początkującą gwiazdką czy coś takiego? Chyba widziałem cię w gazecie, ale nie bardzo kojarzę, w której. - Podrapał się po karku, udając zakłopotanie. Przypomniał sobie o groźbie sprzed chwili i zaśmiał się nerwowo. To, oczywiście, też było na pokaz. Wcale nie żałował, ale nie mógł przecież pozwolić, by taka interesująca persona uciekła mu sprzed nosa. - Właśnie, chyba trochę przesadziłem, co? Wybacz, nie lubię, kiedy ludzie mówią mi na "pan". Jestem Shōta. A ty?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Green Park   Czw Gru 03, 2015 5:28 pm

No co miał powiedzieć. Może i Satori był wyższy od niego o jakieś 15 centymetró, ale z twarzy wydawał mu się doroślejszy. Więc zwrócił się do niego per Pan, bo tak chyba wypadało. Ale najwyraźniej zrobił źle, bo mężczyzna się zdenerwował. Ahhh ciężko jest trafić w gusta ludzi. No i co z tego wyszło? Satori chciał być miły,a tu teraz chłopak zaczął mu grozić.
– Nie są farbowane! – tupnął wręcz nogą ze złości, bo dla niego słowo farbowane działało jak płachta na byka.
Normalnie pewnie by przeprosił, ale to podejrzenie farbowania włosów jakos tak wytrąciło go z rownowagi, że nie myślał już o tym, że tej koleś jest przerażający. I w ogole jest mega dziwny, skoro obruszył się o nazwanie go per „Pan”.
Po chwili Satori zauważył u kolesia jakby całkowitą zmianę nastroju.
Zupełnie jak kobieta w ciąży. – pomyślał i uśmiechnął się miło do swoich myśli.
Gdy koleś wspomnial o gazecie, że z niej go kojarzy, Satori stał dumny jak paw.
– Początkującą, no sam nie wiem. Ostatnio w Tokio były zawody krajowe i zdobyłem na nich drugie miejsce, więc chyba nie jest tak źle. – powiedział dumny z siebie czerwonowłosy chłopak.
– W jakiej gazecie to nie pamiętam dokladnie, udzielałem dwóch wywiadów. – powiedział, po czym zawstydził się strasznie. Nigdy jeszcze nie przechwalał się tak nikomu ze swoich osiągnięć. A przy nim czuł się jakoś tak, jakby mógł powiedzieć wszystko. Nie był raczej osobą, która się przechwala. A tu takie samouwielbienia przed obcym facetem.
– W takim razie sorry za tego „pana”. Ja jestem Satori, miło mi Ciebie poznać. – wyciągnął rękę, aby się z nim przywitać, po czym dodał jeszcze lekko ściszonym głosem: – Troszeczkę tak, ale tylko troszeczkę. – zaśmiał się wesoło i szczerze, gdy teraz przypomniał sobie calą tą groźną przemowę Shoty.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Shōta

avatar

Liczba postów : 29
Join date : 29/04/2015

PisanieTemat: Re: Green Park   Nie Gru 06, 2015 5:26 pm

Shota naprawdę musiał użyć całej swojej woli, by się nie roześmiać, gdy chłopak tupnął nogą niczym rozzłoszczona nastolatka. Zanotował sobie w myślach, że sugerowanie farbowania włosów jest dla tego chłopaka obrazą.
- Hm, czyli nie gwiazdka - mruknął bardziej do siebie niż do niego. - Zawody, co? Znaczy, wysportowany i te sprawy? No tak, tak, to by się w sumie zgadzało. - Potrząsnął lekko głową, by odgonić ten temat, bo aktualnie nie było mu to przecież potrzebne. Uśmiechnął się szeroko i uścisnął dłoń chłopaka. - Satori, tak? Twoja skromność jest równie godna podziwu co twój takt. - Puścił jego dłoń i schował ręce do kieszeni kurtki. - Nie wyglądasz na Japończyka. - Parsknął śmiechem. - Chociaż akurat ja nie mam prawa ci tego wypominać, skoro sam na niego nie wyglądam. Dziedziczenie genów to dziwna sprawa, nie sądzisz? Mam w sobie marną 1/3 angielskiej krwi, a i tak prędzej przypisano by mnie do Europy niż Azji. Zabawne, co? W każdym razie - wyciągnął rękę i złapał jeden z czerwonych kosmyków Satoriego - są naprawdę niezwykłe. Znaczy, często mi powtarzali, że mam niesamowite oczy, bo są takie jaskrawe, ale oczy mniej się rzucają niż taki kolorek. To naprawdę nie jest farba? Ach, wybacz, wybacz! - Opuścił rękę. - Nie próbuję się drażnić. To tak, jak mi sugerują szkła kontaktowe, rozumiesz? Irytujące pytanie, które musi być zadane. - Zaśmiał się krótko. Przekrzywił głowę, czekając na odpowiedź. Czuł, że robi mu się coraz zimniej i prawdopodobnie zaraz zacznie szczękać zębami, ale ignorował to. Po prostu nie mógłby sobie wybaczyć, gdyby ten chłopak mu zwiał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Satori
Kapitan sekcji gimnastycznej
avatar

Liczba postów : 545
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Green Park   Sob Gru 19, 2015 7:22 pm


Oj jakby się roześmiał, to Satori by się pewnie jeszcze bardziej zdenerwował. A tak musiał się już tylko uspokoić, bo pewnie mężczyzna nie chciał mu dokuczyć. Chociaż kto go tam wie?!
Patrząc tak na zachowanie faceta, coś dziwnie mówil. Cos tam mruczał pod nosem, potrząsał głową. Na prawdę wydawał się być dośc dziwny.
– Nie rozumiem, czy masz coś do mojego taktu? – teraz chłopak się już pogubił i nie wiedział, czy facet sobie z niego żartuje czy szydzi. Czy prawi kompplementy czy obraża.
– Bo nie jestem Japończykiem. Pochodzę z Kalifornii, a imię to wymysł rodziców. – powiedział i uśmiechnął się jak głupi do sera. Bo przecież to nie jego wina, że jego rodzice popili chyba przed chrztem i nadali mu takie oto Japońskie imię. Pasujące do miejsca urodzenia jak musztarda do dżemu.
– Nie to na pewno nie farba. To ta mieszanka genów, o których wspomniałeś. – chciał strząsnąć jego rękę, ale naszczęście chłopak wcześniej sam ją opuścił.
– Masz niezwykłe oczy, a dobrze że mowisz bo nawet bym nie zauważył. – powiedział zaczepnym tonem Satori. W sumie to naprawdę niezauważył, ale nie chciał być niegrzeczny. Nie leżalo to w jego naturze.

_________________


Galeria:
1,2,3,4,5,6,7,8,9,10,11,12,13,14,
15,16,
17!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Green Park   

Powrót do góry Go down
 
Green Park
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Pomnik Piotrusia Pana
» Melanie Green
» Miejski park
» Park Promnitz
» Planten un Blomen

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Tereny rekreacyjne :: ∎ Tereny zielone :: ∎ Pozostałe parki-
Skocz do: