IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Tristan Sandemo

Go down 
AutorWiadomość
Tristan



Liczba postów : 1
Join date : 15/03/2015
Age : 28
Skąd : Bergen, Norwegia

PisanieTemat: Tristan Sandemo   Pon Mar 16, 2015 10:48 pm

IMIĘ:
Tristan w starym języku francuskim oznacza… smutnego. Gdyby Yris, jego matka, wiedziała o tym przy wybieraniu imienia oraz to, że jej przyszły syn będzie, jaki będzie, w życiu na takie by się nie zdecydowała. No cóż, nie była szczególnie uważna, a szalę wyboru obciążył zwykły, głupi kaprys, bo tak właśnie jej się podobało. Zresztą – według podań była sobie całkiem spora liczba szlachetnych i utalentowanych rycerzy o tym imieniu, więc dlaczego nie? Nasz Tristan może zbyt szlachetny nie jest, ale te siedem zlepionych ze sobą liter całkiem lubi. Zwłaszcza za ich wspólne brzmienie.
Nie ma drugiego, trzeciego, czwartego, pisiontego imienia, także posługuje się tylko jednym.

NAZWISKO:
O dziwnym wydźwięku dla ludzi innego pochodzenia niż północnoeuropejskiego, chociaż w tamtych regionach także nie jest jakoś niesamowicie popularne i piękne – Sandemo. Nie znaczy też nic szczególnego. Ot tak. Jest to nazwisko od strony jego matki.

PSEUDONIM:
Nie bardzo. Pewnie przez jego dotychczasowe życie jakieś się przewinęły, jednak nie były najwyraźniej ważne, nie zostały przez niego zapamiętane. Lipa. A śmiesznie byłoby do niego mówić jakimś przezwiskiem, w sumie.

WIEK:
Urodził się trzydziestego pierwszego października w tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym dziewiątym roku, co daje mu dokładnie dwadzieścia pięć intensywnych lat z hakiem. Czyli jest w kwiecie wieku! Chociaż… Dojrzałości brakuje mu parę wiader, o czym na pewno za niedługo się przekonacie.

POCHODZENIE:
..z mroźnych krain własnego ogródka. Nie no, nie zrozumcie mnie jakoś źle! Miał być dramatyczny wstęp, ale nie wyszło. No cóż, mroźnie czasem tam jest, choć to jeszcze nie Syberia. Za to jakie malownicze krajobrazy! Sandemo pochodzi z Norwegii, a dokładniej obrzeży przepięknego i klimatycznego Bergen, w którym swojego czasu odwalił masę dziwnych mniej i bardziej niebezpiecznych numerów, ale o tym potem. Gdybyście zobaczyli te cudnie oświetlone nocą budynki, odbijające się światło od zbiorników wodnych, czy śniegu i lodu w okresie zimowym… Trzeba przyznać, że te zadbane okolice momentami przypominają bajkowe kadry. Ah, miło czasem byłoby usiąść w kawiarence i napić się gorącej czekolady w takim otoczeniu. Jedyną wadą krajów skandynawskich jest fakt, że ludzie w wielu przypadkach są bardzo dziwni, skryci i nierzadko starają się załatwić błahe sprawy i nieporozumienia poprzez niepotrzebne podnoszenie głosu, nie potrafią łagodnie podejść do sprawy. Na szczęście, coraz z tym lepiej. Widocznie i mróz z kóz w nosie czasem spływa.
Co do czystości krwi. Matka Trisa, Yris Sandemo, jest prawdopodobnie w procencie większym niż 90 Norweżką, jej rodzina od pokoleń pochodziła z Norwegii, tak jakoś wyszło. No, ale inna sprawa jest z Tristanem, którego ojciec był w połowie Islandczykiem, a w drugiej części Finlandczykiem. Więc… Sandemo brakuje jeszcze Danii i Szwecji w swoim zacnym 0Rh-. Chociaż, kto wie, może ma parę kropel tego i tego, ocalałych w genach sprzed iluś tam lat. Skandynaw, jak się patrzy! (Ale kóz w nosie nie ma, spokojnie. A mróz przez mieszkanie w innym klimacie już go tak często nie odwiedza.)

RODZINA:
Zacznijmy od jego kochanej mamusi! …Kochanej. Cholernie. Naprawdę. Cudowna jest. Cud miód i orzeszki. Do rany przyłóż!
Yris Sandemo to przemiła i przesympatyczna czterdziestopięcioletnia osoba bardzo niskiego wzrostu, tak jak i niskiej wagi. Przemiła i przesympatyczna tylko do czasu, aż… nie popełnisz małego… najmniejszego błędu – nie posłuchasz jej. Oczywiście, w szczególności tyczy się to jej syna, w życiu zawodowym również jest twarda i stanowcza, ale rzadziej posuwa się do rękoczynów. Tak, rękoczynów. W dzieciństwie potrafiła mu założyć parę chwytów, bo przyniósł jej złą ocenę, wywinął w szkole numer, albo inne diobły. A delikatnym kwiatuszkiem, to ona nie jest. Raczej osą. I to wredną! A kąsi w najmniej spodziewanych momentach, bo przy swojej wściekłości często wciąż promiennie się uśmiecha (czego nie można powiedzieć po jej oczach), żeby wzbudzić dramaturgię, a co.
Pewny krok, pewne spojrzenie i cięty język wśród współpracowników – to chyba przez to posiada w firmie taki autorytet. A nie jest to byle jakie przedsiębiorstwo, wkręciła się w agencję detektywistyczną. Ale spokojnie – niezwykłej posady to ona nie ma. Jest sekretarką i trzyma pieczę nad aktami spraw. Sekretarka z autorytetem? Chyba nie muszę tłumaczyć. Ale wyobraźcie sobie scenę, w której ów sekretareczka z kawką i ciasteczkami wpycha się na pewnie posiedzenie, a mając fuchę również przy aktach zna przebieg spraw – nagle zaczyna wytykać błędy innym i własne, co dziwniejsze, trafne spostrzeżenia dotyczące śledztwa? A następnie z zalotnym uśmieszkiem do szefa (z którym notabene ma romans), pyta o ilość cukru i mleka w kawie? No cóż, wszyscy wtedy milkną i jedyną rozsądną myślą w ich głowie jest wówczas „O chuj chodzi?”. No cóż, jej osoba w agencji stawia zawsze wiele pytań i kontrowersji, ale zazwyczaj kończy się to naganą ze strony szefa, by nie uprzykrzać jej życia i dalej pracować. A jeżeli nie dojdzie to do niego, Yris bierze sprawę w swoje ręce i uciera nosa problematycznej istotce do momentu, aż nie będzie go miał do wtykania w cudze sprawy. I robi to z dużą skutecznością.
Nikt też nie wie, skąd się bierze jej moc pod tytułem „Wiem dokładnie co, gdzie i kiedy robiłeś, mimo że mnie tam nie było.”, ponieważ wygląda to tak, jakby miała dostęp do większości satelit krążących wokół Ziemi i patrolowała naraz każdego mieszkańca tej planety. No cóż, widocznie ma wyspecjalizowaną siatkę wywiadu i sama jest na tyle charyzmatyczna, by wszystko i wszystkich wyciągnąć. Cóż, ma warunki. Gadane, śliczną buzię oraz ogół i przerażający charakter.
No, bo cóż. Nie jest osą tylko w sposobie bycia, ale trochę też i z wyglądu. Osa, klepsydra, zwał, jak zwał. Ma po prostu cholernie kobiecą sylwetkę. Ładne, długie nogi, zaokrąglone biodra, nie-za-duży-nie-za-mały tyłek, wyraźne wcięcie w talii i nieszerokie ramiona. No i całkiem wpasowujący się w całość rozmiar biustu. Dba o siebie, zdrowo się odżywia, na pewno też ma sporo bieganiny w pracy. Nie wygląda na swój wiek. Co najmniej na dziesięć lat młodszą. Stara się o jak najmniejszy kontakt z błahostkami postarzającymi chociażby skórę. Tzn., śpi w chłodnych pomieszczeniach, chodzi często na masaże rozluźniające, dodatkowo sama o to dba, nakłada jakieś dziwne maseczki (własnej roboty!)… Może trochę ma fioła na tym punkcie, ale widocznie zabiegi te zdają swój test. Zawsze zresztą powtarza, że lepiej działać wcześniej i z wielu stron, a nie czekać, aż nawiedzi cię cud. Dlatego zaczęła też dużo wcześniej na to uważać.
Ubiera się schludnie i wyjściowo, w elegancki, szykowny sposób, który jest dosyć minimalistyczny, ale za to świetnie zharmonizowany. Ma bladą, chłodną skórę, dlatego też w jej szafie w większości goszczą kolory niebieskie, zielone, fioletowe, pudrowo różowe, które mimo wszystko ładnie komponują się z jej jasnymi, leciutko żółtawymi włoskami, sięgającymi jej za ramiona, a podkręcanymi w nocy papilotami i wzmacniają kolor jej wręcz granatowych oczu. Zazwyczaj ma chustkę pod szyją, ewentualnie szerszą, łagodną kokardę. Ale nie dajcie się zwieść przez jej wręcz anielski wygląd…

Co do ojca Tristana – tak na dobrą sprawę niewiele o nim wie. Przede wszystkim to, że zostawił Yris, gdy tylko dowiedział się o tym, że będzie miał z nią dziecko, a zależało mu tylko na pięknym dodatku z boku, w postaci dziewczyny, jaką była. Umówmy się – mając dwadzieścia lat, nie bardzo myśli się o dziecku, ale tego chyba nie muszę tłumaczyć (Zwłaszcza na forum yaoi!). Przez pierwsze chwile domniemany ojczulek prosił, a wręcz wymuszał groźbami o odejściu od przyszłej matki, żeby usunęła Tristana, ponieważ on nie przyłoży ręki do dziecka. I faktycznie, nie przyłożył, bo moment później okazało się, że miał ją złamaną, a Yris została ukarana za to drobną grzywną. Ale wyobraźcie sobie jej satysfakcję! Nie miała zamiaru usunąć Trisa, dlaczego? Bo stwierdziła, że wychowa go na swego małego druha! Pokaże mu jakich ludzi unikać, a z jakimi trzymać i jak korzystać rozsądnie z życia! Ha haaa! (A że wyszło jej, jak wyszło, to inna sprawa, teehee) …no i chyba nie wybaczyłaby sobie w razie ewentualnego dziecka w przyszłości tego, co zaszłoby przed nim.
Nie wiadomo, co się dzieje z jego ojcem. Może nie żyje, może tak. Fakt faktem, że i Tristan i Yris mają nadzieję, że obydwie kości prawej ręki w odcinku nadgarstek-łokieć źle mu się zrosły i piekielnie bolą, nawet jeśli leży już od dawna w piachu. I że po innych obrażeniach zostały przepiękne blizny.

Yris nie miała rodzeństwa, a jej matka to nawet „klawa” babka, strasznie zasiedziana w książkach i muzyce, uwielbia gry karciane. Strasznie w nie kantuje (przy czym blef to także jej dobra strona)! Nigdy nie miała szczęścia do losowania puli, więc czemu nie nosić swojej?
A dziadek.. Cóż, dziadek to niezły zgrywus. Aktualnie udaje, że ma Alzheimera, a potem wyskakuje w stroju renifera w środku lata oznajmiając, że jest wszystkich ojcem. …Nie, żartuję. Ale byłby w stanie to zrobić. To powalona rodzina. I tak nie ogarniecie. Ale z tym udawaniem Alzheimera to prawda. I wszyscy o tym wiedzą, tylko… On nie wie, że oni wiedzą. Ha.

GRUPA: mieszkańcy.

WYGLĄD:
Tristan od najmłodszych lat wyróżniał się swoją aparycją. Był zawsze dosyć drobny, chociaż wzrostem odpowiadał rówieśnikom. Na dodatek.. ze względu na swoje.. błędy genetyczne, miał od zawsze problemy z pigmentem w skórze, włosach, oczach.
Jest niemalże albinosem, a w jego ciele znajduje się niesamowicie mało pigmentu, albo nie jest on dobrze rozprowadzany. Nigdy tego całkiem nie udowodniono. Jego skóra odznacza się bardzo bladym kolorem, a miejscami jest ona nawet różowo-czerwona, lub widać przez nią wyraźnie żyłki, jeżeli dobrze się przypatrzeć. Włosy niemające w sobie barwnika? To chyba logiczne - u Tristana są całkowicie białe. Nie, nie mają szarego, żółtego, czy innego pobłysku. Są.. białe. Jak śnieg! A co z jego tęczówkami, bo o nich też była mowa? No, są. Nie no, już bez żartów, hehe-he. Jego tęczówki mają dosyć niespotykany odcień, bo prawie fioletowy! Tutaj organizm się wysilił i wyprodukował nieco bladoniebieskiego barwnika, który w ubytkach został połączony z widocznymi za nim wyraziście czerwonymi naczyniami krwionośnymi, co dało taki efekt. Niesamowite, nie?  Ta biologia to jednak zarąbista jest.
No! I przez to niektórzy się go trochę bali, inni wytykali palcami. Różnie z tym było, ale zazwyczaj to właśnie wygląd prowokował różne, przeróżne interakcje z nim. Zwłaszcza, że odkąd tylko Tristan pamięta, nosił długie włosy. Do rzeczy, do rzeczy!
Zacznijmy od ogółu. Sandemo na pewno nie należy do osób o normalnej wadze, bo jest troszeńkę.. za chudy. Oczywiście, mieści się to jeszcze w zdrowych granicach i wciąż wygląda dobrze, a jego ciężar spowodowany jest porąbanym metabolizmem. Jako dzieciak miał jeszcze normalną wagę, potem trochę spadła w czasie okresu dojrzewania, co dziwne. Ma około stu osiemdziesięciu centymetrów wzrostu, więc śmiało można powiedzieć, że nie należy do najniższych. Ze względu na słaby poziom tłuszczu w ciele (czyli prawie nic) plus ogólnie znikomą wagę charakterystycznymi u niego cechami są na przykład wystające kostki. Obojczyki, więzadła, mocno zaznaczone, ale wciąż łagodne kości policzkowe. Wszystko to perfekcyjnie widać, możnaby studiować anatomię. Ponadto, jeżeli można coś więcej powiedzieć o sylwetce Tristana – ma nieco węższe ramiona i.. wtf, jest deeelikatnie węższy w pasie. Hę. To jakaś oznaka? Nje sonze.
Jego twarz jest raczej nieszeroka i delikatnie podłużna, ma kształtne, nie-za-pełne usta, ładny, delikatnie zadarty nos, duże oczy w oprawce, a tu ciekawostka – niecałkiem białych rzęs! Jego spojrzenie zazwyczaj maluje się żywo, jednak raz na jakiś czas potrafi być przygaszone. Swoje gęste i mocne włosy przez niemalże cały czas ma rozpuszczone, a wiąże je tylko wtedy, gdy wybitnie mu przeszkadzają. Zazwyczaj jest to wysoki kucyk zebrany cienką, czarną gumką, ewentualnie paroma wsuwkami.
Sandemo lubi eksperymentować i gdy tylko poznał pojęcie piercingu i zaznajomił się z nim trochę bliżej, „oszpecił” sobie swoją niesamowicie przystojną buźkę snake bitesami (labrety z czarnej stali chirurgicznej), a lewe ucho trzema kolczykami od płatka do chrząstki kolejno od najmniejszego do największego (akryle). Niektórym może się to nie podobać, aczkolwiek on sądzi, że wygląda po prostu nieziemsko. Na dodatek, ostatni wymieniony kolczyk, sprawił sobie jako pierwszy, a było to przebicie języka. Tutaj też ma labret, jednak raz końcówka jest kuleczką, a czasem zakręca tam stożek. Chłopak w ogóle ma jakąś słabość do ozdóbek i pierdółek. Bardzo lubi mieć na rękach jakieś rzemyki, materiałowe, plecione bransoletki, dziwne przywieszki. Ale! Nie przepada za pierścionkami.  Co do ubrań.. Preferuje nieworkowane, a trochę bardziej rurkowate spodnie (aczkolwiek nie jajcognioty!) o ciemnych kolorach i białą, albo szarą górę w postaci koszuli, albo czegoś bardziej luźnego, czyli bezrękawnika i bluzy.

CHARAKTER:
Tristan ze względu na swoje pochodzenie, cóż. Nie mógł być do końca normalnym (Bo kraje nordyckie to taka Japonia Europy, chyba. Gdzie zamiast surowej ryby all time – jedzą zgniłą, yay), a na pewno nie należy do spokojnych duszyczek, przy czym lubi żartować sobie niemalże w każdej sytuacji. Czemu, a raczej komu to zawdzięcza? No jak to, „komu”. Aaah, chyba dobrze myślicie. Swojej nadpobudliwej i nieokiełznanej mamusi, która właściwie zawsze utrzymywała z nim kontakty na poziomie bardzo oddanych sobie, najlepszych przyjaciół. I musicie to sobie wyobrazić, było to dosyć spartańskie wychowanie. W pewnym wieku, gdy zrobił coś źle, po prostu śmiała się z jego porażek, co w sumie po jakimś czasie wniosło efekty w postaci level upu jego asertywności, czy olewniczego podejścia do osób, które mu źle życzą.
Zaczynając od małego Tristana... to troszkę zdumiewające, ale był cholernie słodkim, ciekawskim łobuziakiem, który zrobiłby dosłownie wszystko, byleby dowiedzieć się czegoś nowego. Takie śmieszne uzależnienie od wiedzy. Już wtedy miał przydługie włoski, które spadały mu na oczka, ale strasznie nie lubił ich wiązać, a gdy do tego przychodziło, trzeba było liczyć się z płaczem i zgrzytaniem zębów. A pomyślcie, jak to było, kiedy mama zaprowadziła go do fryzjera i trochę mu je podcięła? NEVER AGAIN. Raz nawet przypalił je sobie o gazowy palnik, co było dosyć dramatycznym przeżyciem. Próbował podgrzać sobie samemu coś do jedzenia, bo zafascynował go proces wrzenia i bulgotania sosu z mięsem. Na szczęście, wykazał się zimną krwią i zgasił drobny pożar na jednym z kosmyków, zanim mama weszła do kuchni. Oczywiście, dowiedziała się o tym między innymi przez zapach i ubytek włosów w grzywce Trisa, ale o wiele bardziej panikowałaby, gdyby zobaczyła je płonące. Chyba. Albo po prostu wzięłaby kuchenny szlaufik i go oblała. Yris też nigdy nie ogarniecie.
No, w każdym razie - nauka przede wszystkim! Nic nie potrafiło odciągnąć go od kolorowych, edukacyjnych książek, czy programów dla dzieci. Szybko też przestawił się na bardziej poważne publikacje, ucząc się o troszeńkę bardziej skomplikowanych problemach niż to, że koty boją się psów.
Jest bystry. Cholernie bystry. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o przedmioty ścisłe, z humanistycznych też nigdy nie zostawał w tyle, ale jak mu dacie do interpretacji wiersz, to nie zawsze skmini fakty, czasem trochę trafi, ale zazwyczaj polega to na farcie z jego strony. Dlatego zawsze czytając coś w tym stylu, najpierw leciał po opracowanie. I tak radził sobie na tyle dobrze za dzieciaka, że Yris wypuściła go wcześniej do szkoły. Młody okazał się jednak takim zdolniachą co do zapamiętywania i uczenia się, że poprzeskakiwał jeszcze trochę. Niesamowity Triiiiis! Dum, du-duum!
Spotkało się to z wielką aprobatą wśród nauczycieli, z wieloma przywilejami i wyróżnieniami, ale niestety też z krzywymi spojrzeniami uczniów, przez praktycznie większość jego cyklu kształcenia. Parę razy też z tego powodu oberwał w głowę. Aż ciężko to sobie wyobrazić, nie? ...A, nie. W sumie – nieciężko. Gdzie byłby człowiek, gdyby nie zazdrość? Na szczęście, charakterek Tristana nie jest szczególnie uległy, więc potem zaczął oddawać, skutecznie się stawiać i skończyło się gnębienie. Z wiekiem było już coraz lepiej. Na silnego nie wygląda, to prawda, ale trochę z siebie potrafi wykrzesać, kiedy trzeba. Zwłaszcza, że jego zręczność w jego mniemaniu sięga powyżej przeciętnej, co łatwo można wykorzystać w starciu z silniejszym przeciwnikiem na jego niekorzyść.
Gdy był dzieckiem, zazwyczaj cały czas trzymał otwartą jadaczkę. Zawsze łatwo było się z nim porozumieć, dogadać. Problem leżał w tym, że na samym początku średnio ufał ludziom (a to właściwie chyba dobrze) i rozmawiał żywiołowo tylko ze ściśle określonym, poznanym bliżej gronem, do którego przede wszystkim zaliczała się jego matka. Dzielił się z nią spostrzeżeniami i rzeczami poznanymi aktualnego dnia. Niekiedy sama mamuśka o nich nie wiedziała! O tak, jak dobrał się do kablówki i odkrył kanały podobne do Discovery, ciężko było mu nawet jedzenie pod paszczę podsunąć. Taki mały Alien. To nie oznaczało, że wcale się nie bawił, żeby nie było. Rozrywkowy i towarzyski chłopak. Zwłaszcza, jak zdobył się na pierwsze przyjaźnie. Jego otwartość momentalnie się zwiększyła, stał się jeszcze bardziej wygadany i zaczął się u niego rozdział urwisa, który niezamknięty trwa do tej pory. O tak, problemy, „niespodziewane” wypadki, „nieplanowane” wybuchy i tak dalej to jego drugie imię. I prawdopodobnie już nigdy z tego nie wyrośnie
Tristan to lubiący się bawić kawalarz, który w życiu nie wybrałby branży, w której aktualnie pracuje, gdyby nie jego nadopiekuńcza mateczka. Nauczyciel? PRZECIEŻ TO NUDA JAK CHOLERA. Laboratorium, laboratorium! Ze sprzętem! Jakimś poważnym! A nie trzema mikroskopami na krzyż, kolbą i dwoma pipetkami! Przecież tutaj można dostać fioła! Ale mamusia stwierdziła, że tu będzie bezpieczniejszy (ze względu na swoje szalone pomysły). Jeszcze w jakimś laboratorium wyhodowałby szczury-mutanty wielkości człowieka, opanowałyby świat, a Tris stanąłby na ich czele. …z pomyślunkiem Sandemo… w sumie, mogłoby do czegoś takiego dojść. Więc chyba dla całej ludzkości będzie lepiej, jeśli pozostanie… nauczycielem biologii, chemii i czasem fizyki. Zależy, jakie się trafią klasy.
Gdybym miał całkiem opisać postać Tristana, szczerze i bez owijania niepotrzebnie w bawełnę… Nie jest to do końca przyjemna osoba. Uwielbia być wredny, zgryźliwy, kocha rywalizację, w której zawsze musi być na zwycięskim miejscu, a jeżeli tak się nie stanie, będzie dookoła uprzykrzać wszystkim życie jeszcze bardziej, żeby się odegrać i podbudować sobie humor.  Oczywiście, nie jest taki dla wszystkich. Zazwyczaj wyszukuje w tłumię te osobę, której będzie wysyłał szydercze komentarze z.. przyjaznym uśmieszkiem na ustach. Może to z lekka nielogiczne, ale Tristan nie jedzie po wszystkich dlatego, że chce ich do siebie zrazić. On po prostu ma taki styl bycia i wypowiadania się. I choćby był przyjazny, prędzej powie coś chamskiego, nawet nieświadomie. Dlatego tylko bardzo mała liczba osób jest w stanie w ogóle go polubić i zrozumieć jego intencje. Taka, która ma ogromny dystans do siebie i z góry potrafi odpowiedzieć tym samym atakiem. Chłopak, facet, mężczyzna, jak o nim mówić, gdy czasem zachowuje się jak podlotek? Można powiedzieć, że co drugi dzień ma diametralnie inny nastrój. Sam nie wie, co na to wpływa. Może sny, których za bardzo nie pamięta? E no, chyba niee! Chyba nie jest aż tak sentymentalny, nie? Chociaż.. może trochę. Czasem wolałby zostać w domu i nigdzie nie wychodzić, innymi razy przetańczyłby cały dzień i noc, przebywając z innymi. Taki z lekka człowiek zagadka, z którym raczej nie można nudzić się chociażby ze względu na jego zmienność.  


NAJWIĘKSZE WADY:
- niewyparzony język;
- pali papierosy (uwielbia czekoladowe fajki, wtf!);
- średnio dba o swoje zdrowie, woli przyjemności;
- straszny chuderlak!;
- perfekcjonista tylko pod względem nauki – biologii, chemii i fizyki;
- jest nieco w gorącej wodzie kąpany;
- perfidny manipulator;
- podrywacz! …hehe;
- jak tylko zauważy, że komuś się podoba, cholernie to wykorzystuje;
- uważa, że może wszystko (uwaga, co by się nie złamał kiedyś);
- zarozumialec;
- sprawdza kartkówki na ostatnią chwilę;
- jeżeli jest w związku, często się obraża;
- ale u niego związek to rzadkość!;
- jest swawolny i niepoważny;

ZAINTERESOWANIA:
CHEMIA, BIOLOGIA, FIZYKA. DAMN.
Oprócz tego:
- słodycze!
- muzyka;
- broń biała!;
- broń palna!;
- ubrania nawet!;
- faceci..... hehe. He’’;

DODATKOWE:
- potrafi TROSZKĘ brzdąkać na gitarce;
- od 13 do 16 roku życia nosił stały aparat na zęby;
- wcześnie zaczął palić. Przez towarzystwo;
- wcześnie też zauważył, że jest stanowczo biseksualny;
-UWIELBIA słodycze, zwłaszcza te o arbuzowym smaku. Zwłaszcza lizaki;
- ale ma coś zrąbanego z metabolizmem i ledwo co tyje;
- tak, boi się swojej mamy;
- nie trawi nadętych dupków;
- lubi luźne towarzystwo;
- czasem, jeżeli ma paskudny humor, potrafi troszkę nadużyć alkoholu;
- swojego czasu lubił wkurzać policję w rodzinnej miejscowości i nigdy nie został przyłapany. Lulz;
- nie przepada za zlotami rodzinnymi. No chyba, że są na nim ulubieńcy;


MIEJSCE ZAMIESZKANIA:
Jakieś fajne, małe, ale przyjemne mieszkanko w przytulnej kamienicy~

WYKONYWANY ZAWÓD:
Nauczyciel w szkole stanowiącej konkurentkę TRS!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leighton
Ogrodnik
avatar

Liczba postów : 304
Join date : 23/02/2014
Age : 25
Skąd : Szwecja, Stockholm

PisanieTemat: Re: Tristan Sandemo   Wto Mar 17, 2015 2:22 pm

Nie jest on nauczycielem pracującym w TRS, więc teoretycznie nie musi się stosować do ogólnie przyjętych zasad odnośnie wyglądu grona pedagogicznego. Karta mi się podoba, krótko mówiąc, choć jest z lekka nieuporządkowana. Ale trzeba się czymś wyróżnić, koniec końców.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
Tristan Sandemo
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Postaci :: Akta postaci-
Skocz do: