IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Jude i Kimi-chan >.>

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Jude i Kimi-chan >.>   Pon Sty 26, 2015 4:39 pm

- Ty mały gnoju. Jak mogłeś nie pojawić się na cmentarzu. To twoja wina, że ona tam…- nawet nie próbowałeś się tłumaczyć, tylko rozłączyłeś się.
Nawet nie wiedziałeś, czemu jeszcze to odbierasz, przecież nienawidziłeś tego człowieka. To dlaczego tak kurczowo próbowałeś zwrócić na siebie jego uwagę? Dlaczego to robiłeś? Miałeś Erika, to on był twoim autorytetem. Chciałeś, aby to on zwracał na ciebie uwagę. Przynajmniej tak siebie okłamywałeś. To dlaczego nadal specjalnie robisz tak, aby on zawsze widział twoją niesubordynację. To tak jakbyś specjalnie wchodził na ulicę i wiedział o tym, że za sekundę zmiecie cię z niej duży samochód.
A wracając do tej rozmowy telefonicznej. Dlaczego nie pojawiłeś się na 6 rocznicy śmierci twojej kochanej mamusi? Przecież ty ją tak strasznie kochałeś. Zawsze przy niej byłeś, a teraz zrobiłeś wstyd znajomym twojego ojca, który chciał się pochwalić wspaniałym synkiem. Oj ty zły, niegodziwy i plugawy człowieku. Jak mogłeś coś takiego zrobić. Czy ty jesteś poważny?
Tsk. Mam gdzieś tego człowieka. Nic nie wnosi w moje życie.
Kolego co to za smętna mina? Czemu się nie uśmiechniesz tak jak zwykle? Czemu twoje piękne niebieskie oczy nie świecą się tak jak zawsze?
No tak. Zapomniałem. Jesteś teraz wśród obcych ludzi. Nie muszą wiedzieć, że składasz się tylko z pozorów, że twoje życie to jedno wielkie kłamstwo, którego ty jesteś źródłem. Jesteś z tego dumny? Jesteś zadowolony, że musisz chodzić po tym świecie i być jednym z niewielu ludzkich śmieci?
Ludzkich śmieci jest dużo. Tak, jestem jednym z nich i co z tego?
Uuuu, jak powiało chłodem. Chyba powinieneś wejść pod kocyk, bo zimny jesteś. Brr…
Zamknij się.

Kim szedł wczesnym wieczorem przez park. Londyńskie latarnie powoli się zapalały, a niebo robiło się szare i w nieoświetlonych miejscach panował pół mrok. Była zima, więc na ulicach panował chłód. Blond włosy chłopak miał włożone dłonie w ciemno zieloną kurtkę, która była w środku wyłożona futerkiem. Jego szczupłe i zgrabne nogi – jak na chłopaka za bardzo – były odziane w czarne, szerokie spodnie, na szyi miał czarny, skórzany pasek, który był ledwo widoczny, ale oznaczało to, że jego koszulka jest tej samej barwy. Na jego plecach był pokrowiec z gitarą.
Westchnął ciężko. Wyciągnął akustyka, stanął, zamknął oczy i zaczął grać śpiewając przy tym jakąś mało znaną piosenkę. W końcu jego myśli się uspokoiły, a na ustach pojawił się jego tradycyjny uśmiech. Był sobą. Nagle przechodziła obok niego grupka dziewczyn. Były młodsze i widać to było na pierwszy rzut oka. Spojrzały na niego i zaczęła się z niego śmiać, bo był niski. Zwłaszcza odczuł to, bo jedna z nich miała około metra 70.
- Nie jestem niski!- krzyknął.- To inni są wyrośnięci – zorientował się, że nie powinien tak wybuchać.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jude

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 22/01/2015
Skąd : Dolny Śląsk.

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Pon Sty 26, 2015 5:01 pm

Londyn. Jeszcze nigdy nie był w Londynie. Jego rodzina nie przepadała za zwiedzaniem, tudzież podróżowaniem. Przez siedemnaście lat prawie wcale nie wyjeżdżał z Birmingham. Ot, zdarzały się sporadyczne przypadki w postaci odwiedzin u krewnych bądź rekreacyjny wyjazd nad morze, którego tak czy siak Jude nie wspomina za dobrze. Był jednak przyzwyczajony do swojego miasta, które znał... Całkiem dobrze, choć nie za dobrze. Nawet gdy był w swoim domu, nie wychodził z niego za często. Nie miał przyjaciół, więc z nikim się nie spotykał. Wędrował zazwyczaj do szkoły i z powrotem. Ewentualne chodził z siostrą do kina czy też na basen. Bardzo kochał swoją siostrę. Ale zazdrościł jej tego, czego nie miał on. Kochał ją, a jednocześnie nienawidził, choć wcale nie powinien. I dobrze o tym wiedział.
Parę dni temu wreszcie udało mu się wyjechać z rodzinnego miasta. Był ciekaw reakcji ojca. Nie mógł być z tego zadowolony. Gdyby nie jego upór, Jude pojawiłby się tu już pół roku wcześniej. Dlatego czuł ulgę, będąc tu teraz w Londynie. Z dala od rodziny, nieprzyjemnej szkoły, kazań i surowych oczu. Nie wymagano tu od niego niczego, oprócz nauki. To akurat kochał. Pałał miłością do książek już od małego. Nauka przychodziła mu z łatwością. Prędko oswajał nowe materiały, a nawet uczył się ponad programowo. Dlatego nie obawiał się trudnego startu w Traditional Royal School. Był przygotowany, otwarty na nowe możliwości. Wciąż miał jakieś wątpliwości, ale upartość była zbyt wielka. Czuł się wolny. A jutro miało być jego pierwszym dniem w szkole. Wprawdzie zdążył już ją odwiedzić, omówić sprawy pokoju w Akademiku, dostał nawet mapę szkoły... Ale jakoś nie miał okazji wszystkiego porządnie przeanalizować. Spacerował po mieście, zwiedzał ulice, czytał gazety, byleby tylko bliżej zapoznać się z tym tętniącym życiem miastem. Zauważył jednak, że było ono bardziej deszczowe niż Birmingham. Nie przeszkadzało mu to szczególnie, bowiem nie przepadał za nadmiarem gorąca i słońca.
Po prawie całym dniu wrażeń udał się do parku. Ot, by odsapnąć, przemyśleć parę rzeczy. Jude naprawdę dużo analizował. Musiał zapoznać się szczegółowo z każdą nową sytuacją, inaczej nie czuł się na nią przygotowany. Był czujny i ostrożny. Gdy ktoś na niego spojrzał, mógł ujrzeć zwyczajnego, młodego chłopaka, siedzącego na ławce. Czarne włosy odstawały mu w różne strony, a połowę twarzy zakrywał czarny, gruby szal. Niebieskie oczy wydawały się całkowicie pochłonięte przyglądaniem się trzymanej mapce szkoły zza szkieł okularów. Poza tym miał na sobie swój ciepły, ciemny płaszcz, tego samego odcieniu spodnie oraz czarne buty sięgające mu aż do kolan. Dłonie z długimi palcami odziane były w stylowe, czarne rękawiczki. Ogólnie rzecz biorąc można powiedzieć, że prezentował się dość "czarno".
Gdy do jego uszu dobiegło granie gitary, uniósł wzrok, by odszukać źródło dźwięku. Spojrzał na chłopaka, ale w jego oczach nie można było dostrzec niczego konkretnego. Ot, przyglądał mu się tylko. W jego głowie pojawiło się wspomnienie jego samego, gdy w dzieciństwie próbował gry na owym instrumencie. Słysząc natomiast jego oburzenie na temat jego niskiego wzrostu, prychnął, unosząc przy tym ramiona i przymykając na chwilę oczy. Chłopak rzeczywiście był mały. Na pewno w porównaniu do niego. Ponownie skierował na niego swoje chłodne spojrzenie i zaczął mu się przyglądać. Całkiem możliwe, że jego blond czupryna mignęła mu gdzieś na korytarzu w szkole.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Pon Sty 26, 2015 7:46 pm

On to miasto zna jak własną kieszeń. Był w każdym zaułku i w każdym z nich zarobił wiele siniaków. Prezenty od ludzi, których nie powinien nigdy spotkać. Właśnie powinien – to słowo było strasznie irytujące. Narzucało komuś czyjąś wolę, a przecież to jest ostatnia rzecz, którą ten chłopak by chciał. Tak, on przeczy sam sobie, przecież on nałogowo słucha się ojca, ale potrafi się rozłączyć podczas rozmowy. Dzisiaj się nie posłuchał, ponieważ nie dostał konkretnego polecenia, aby tam się pojawić. Tak, zjawiał się co roku –dziś był pierwszy raz kiedy się nie pojawił, ale ojciec nie zadzwonił, że miał przyjść. To było dla niego równoznaczne z tym, że nie powinien się tam zjawić.
Nie, on wcale nie jest niski. To inni są wyrośnięci i to nie jest jego wina. To inni powinni się przejmować swoim wzrostem – nie on. On jest odpowiedniego wzrostu. Tak. Ma tylko 160 cm wzrostu i to wystarczy. Niestety on na to narzeka. Każdy uważa go za młodszego, bo ma taki, a nie inny wygląd. W końcu wygląda tak niewinnie i delikatnie, a te siniaki na twarzy, rękach i innych miejscach po bójce tą świadomość w innych potęgują. Westchnął ciężko, gdy te dziewczyny jeszcze bardziej wyśmiały i nazwały do tego „słodziakiem”, czy on im wyglądał na jakiegoś pieprzonego cukierka? No chyba nie. Zaczął pakować swoją gitarę w momencie usłyszenia cichego prychnięcia.
Spojrzał w bok i zobaczył chłopaka. Na pierwszy rzut oka odpychająca sylwetka. Znał takich z przyjęć, na które czasami przychodził, aby ojciec miał się czym pochwalić.
Tak, był rzeczą dla swojego ojca. Eksponatem zrodzonym przez jego piękną, martwą i zgniłą Anastazję. Biedna kobieta. Tak bardzo pragnęła córkę, urodziła syna, którego pokochała, ale tylko iluzję wytworzoną przez jej umysł. Teraz jej iluzja jest niszczona przez jej kochanego męża, który nienawidzi tego co ta kobieta stworzyła. Ona stworzyła dziecko, które nie miało prawa zaistnieć. Stworzyła dziewczynkę, która teraz musi walczyć o przetrwanie w tym ciężkim świecie.

Spojrzałeś na tego chłopaka. Miałeś ochotę do niego zagadać? Jasne, że miałeś. Wszystko byle nie myśleć o tym, że zabiłeś matkę, prawda? No pewnie. Jesteś najgorszym człowiekiem, którego widział świat, czy to jest normalne? Teraz zagadasz do tego prychającego panicza i jemu też zniszczysz życie, ale zaraz – ty nie niszczysz życia tym osobom. Ty stajesz się ich przyjacielem. Ty wyciągasz ich z samotności, ale sam się w nią zagłębiasz. Tak jakbyś nie potrafił się powstrzymać od ciągnięcia siebie w dół i tym samym wypychania innych do góry.
Jesteś nikim.
Idziesz na dno.
Pokazujesz innym, że są czegoś warci.
Wypychasz ich na powierzchnie.

- Czego tak prychasz?- zapytał z dystansem. Jednak miał uśmiech na ustach.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jude

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 22/01/2015
Skąd : Dolny Śląsk.

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Pon Sty 26, 2015 8:03 pm

Jude nie był typem agresywnego gościa, który okładał się przy każdej możliwej okazji. Nie było to jednak równoznaczne z tym, że nie potrafił być nieprzyjemny. Choć owa odpychająca strona ujawniała się zazwyczaj w formie dogryzek czy kpiącego uśmiechu. To wystarczyło, by skutecznie zrazić do siebie ludzi. A przynajmniej tych, którzy nie mieli do siebie dystansu. Niemniej jeszcze w High School zdarzyło mu się parę szarpanin. Było to zwykle wtedy, gdy z obojętnym wyrazem twarzy ignorował wyzwiska swoich rówieśników. Widząc, że chłopak nic sobie z nich nie robi, przyzwyczajony do nabijana się z niego, postanowili przechodzić do rękoczynów. Jude kończył wtedy zazwyczaj z różnymi zadrapaniami i ewentualnym siniakiem na brzuchu czy rękach. Nienawidził się za taką słabość i to właśnie pewnego dnia pchnęło go do nauki samoobrony. Był to również dzień, w którym pokochał szermierkę. Jedyny sport, który sprawiał mu tyle przyjemności i, w którym czuł się bezpieczny. Z upływem lat ludzie nie próbowali już zwrócić na siebie uwagi chłopaka. Pod wpływem różnych czynników stał się o wiele twardszy, chłodniejszy i bardziej groźny. Gdy kończyła mu się cierpliwość do czyiś wygłupów, posyłał zazwyczaj chłodne spojrzenie, niekiedy dodając do tego intelektualny pocisk. Bo może w rękach nie był za silny, to słowem uwielbiał atakować.
Jego wysoki wzrost nie jest dla niego niczym wielkim. Wcale nie czuł się dzięki temu lepszy, nawet jeśli zdarzało mu się rzucać złośliwe komentarze związane z czyjąś niskością. Musiał jednak przyznać, że było to całkiem wygodne - prezentował się dobrze, był szczupły, a i dosięgał do przedmiotów wysoko usytuowanych. Mógł także dzięki temu pomagać innym, ale rzadko kto oczekiwał od niego pomocnej dłoni. Jego rażąca do siebie postura na to nie pozwalała. Każdy kto widział Judego, nie sądził, by ten był w stanie mu pomóc. Najprędzej spodziewaliby się pewnie kpiny ze strony czarnowłosego albo jakiegoś tekstu o ich niemocy. Ale to nie była prawda.
Usłyszał pytanie. I wciąż mu się przyglądał z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Czy powinien i w tym mieście zrażać do siebie ludzi? A może by tak spróbować kogoś poznać...? Chwila. To przecież brzmi okropnie banalnie. Ludzie go nie lubili. A on to obracał na swoją korzyść. Przynajmniej zawsze żył z takim przekonaniem.
Spuścił wzrok na mapę trzymaną w rękach. Nie skończył jej jeszcze studiować. Nie zignorował jednak chłopaka, bo po chwili sięgnął ręką do szala, by go poprawić i odsłonić wcześniej zakryte usta.
- Bawi mnie Twoje oburzenie na temat swojego wzrostu - odparł monotonnym głosem. Często zdawał się być znudzony... Tym wszystkim. Nie patrzył na blondyna, przesuwając wzrokiem po kartce. - Nie łatwiej byłoby to po prostu zignorować? - Normalnie nie powiedziałby czegoś takiego, ale aktualnie niespecjalnie miał ochotę robić komuś na złość. Miał jeszcze wiele spraw na głowie. Nowa szkoła, miasto, bez rodziców...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Pon Sty 26, 2015 9:34 pm

Wzrok skierowałeś w stronę kartki, którą trzymał w swoich długich palcach. Zacząłeś się mu przyglądać. Nie wiedziałeś czemu, ale gdy tak na niego patrzyłeś nie widziałeś w nim nic odpychającego. Moment, krótka chwila – ty nigdy nikogo nie odpychasz. Nie potrafisz. Nie. Inaczej. Próbujesz odpychać, a jednak przyciągasz ich swoim spojrzeniem i uśmiechem. Nie chcesz, aby ktoś pytał cię o twoje problemy i dlatego starasz się zamaskować to wszystko tym co zwie się pozorami, iluzją. Dlaczego to robisz? Przecież chcesz być przy kimś sobą. Co takiego interesującego było w tym człowieku, że nadal stałeś i patrzyłeś na jego ciemne włosy, szalik zasłaniający ten uśmiech, okulary, za którymi były niebieskie oczy. Lubiłeś ten kolor, prawda? Gorzej, że jego oczy mówiły, iż nie da się oszukać. Zobaczy kiedy będziesz próbował go zwieść. Uważaj na niego. Jedna para niebieskich oczu już dowiedziała się o twojej przeszłości. Co się stanie jak już kolejna osoba się o tym dowie?
Moment, nie panikuj. Kartka w jego dłoni mówi ci, że jest nowym uczniem w twojej szkole. Patrz uważnie. Zapewne jest tu nowy. Nie możesz panikować. On nie pozna twojej tajemnicy. Spokojnie.
Ej! Zauważyłeś? Nie jestem dla ciebie wredny.
To podejrzane.
Oj przesadzasz. Kocham cie i tak.
Ja jestem częścią ciebie, a ty częścią mnie.
Dopełniamy się, bo każdy musi mieć sumienie.
Sumienie nie powinno mnie tak dręczyć.
To przestań mieć wyrzuty po śmierci matki.
Ale to moja wina!
Czyli nie przestanę cię dręczyć, a myślałem, że zmądrzałeś. Ehh…

Wytłumaczę ci dlaczego ten niewinny chłopak jest taki, a nie inny. Tak zwracam się do ciebie. Może masz sumienie, z którym mógłbym porozmawiać, ale jeśli go nie masz to po prostu i tak to opisze. Będzie coś co można przeczytać. Dlaczego on się bije, mimo że widać iż on nie ma szans z tymi wszystkimi typkami? Bo jego dziecięcy umysł ubzdurał sobie, że każdy chłopak powinien się bić i łamać zasady. Wiem, to złe, ale nikt nie potrafił mu tego wyjaśnić. Tak już miał i mu zostało.

Dobra Kimi, skup się na tym co on do ciebie mówi. Zignorować? Jak mógłbyś coś zignorować, kiedy wiesz, że nigdy nie będziesz mężczyzną w oczach twojego ojca, ale skąd on mógł to wiedzieć? To nic nie da.
- Mógłbym, ale nie potrafię – odpowiedział i zapiął pokrowiec na gitarę. Usiadł obok chłopaka.- Ty możesz to zignorować, bo tego nie odczuwasz, a ja mam to często – wzruszył ramionami.
Popatrzyłeś znowu na tą kartkę.
- Chodzę do tej szkoły. Jeśli chcesz to mogę cię oprowadzić – powiedziałeś tak jakby to było coś zwykłego, codziennego.- Jeśli nie znasz miasta to mogę ci pokazać najciekawsze miejsca – uśmiechnąłeś się. Czy był to jakiś konkretny uśmiech? Uśmiech twój, ten, który posyłasz każdej napotkanej osobie. Uśmiech wyrobiony przez lata.- Jestem Kim – przedstawiłeś się.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jude

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 22/01/2015
Skąd : Dolny Śląsk.

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Pon Sty 26, 2015 9:58 pm

Był typem obserwatora, więc trudno było coś przed nim ukryć. Mimo, iż nie posiadał miana znawcy ludzkich uczuć, rozumiał ich zachowania, niektóre postępowania. A przynajmniej starał się zrozumieć i patrzeć na wszystko obiektywnie. Tak właśnie rozpracowywał ludzi - lubił wiedzieć, z kim ma do czynienia. Na podstawie szybkiej analizy, zlustrowania wzrokiem i skupieniu się na wypowiedziach towarzysza oraz jego działaniach, miał wzór tego, jakim człowiekiem był. I czy w jakikolwiek sposób mu zagrażał.
Ten chłopak zdawał się typowym beztroskim optymistą z wiecznym uśmiechem na twarzy. Jude nie aprobował takiego podejścia do życia, bo był realistą i twardo stąpał po ziemi. Rzadko też się szczerze uśmiechał. Nie licząc tych kpiących wygięć ust. Lecz każdy miał swoje podejście do świata. Czarnowłosego nie interesowało szczególnie życie jego towarzysza, znajomi czy nawet sekrety. Owszem - był dociekliwy i przez ową cechę mógł zdziałać wiele, ale nie miał teraz powodów, by zainteresować się tym blondynem. Przynajmniej na razie, bo na dobrą sprawę wcale go nie znał.
On również chciał być zwyczajnym chłopakiem. Ile to razy słyszał od ojca, że nie jest tak męskim synem, jakiego chciałby mieć. Przez to zostawał zmuszany do grania w szkolnej drużynie koszykówki czy też nauki obsługi broni palnej. Ojciec próbował zrobić z niego prawdziwego "chłopa", bo nie podobała mu się wątła postura Judego. Był chudy, blady, schludny... Ale co on miał na to poradzić? Odżywiał się prawidłowo, dbał o siebie, ale unikał słońca. Nie chciał być standardowym napakowanym gostkiem z zarostem, który to myśli tylko o jednym. Miał swoje zdanie i swoje wartości.
Kącik jego ust powędrował do góry w kpiącym uśmiechu.
- Właśnie w tym tkwi sedno - rzekł spokojnie, nie odrywając wzroku od kartki. - Doświadczasz tego tak często, że powinieneś już uświadomić sobie fakt, iż to nic nie zmienia. - Coś go wzięło na pouczanie. Chyba naprawdę nie miał teraz głowy do kpin.
Zerknął w jego stronę, gdy zorientował się, że chłopak siada obok niego. Jude miał chyba nadzieję, że będzie to króciutka wymiana zdań, a blondyn go tu zostawi. Nie spodziewał się jednak, że się do niego dosiądzie i zacznie zwyczajną konwersację. Niemniej nie okazywał po sobie żadnego zdziwienia.
- Nie sądzę by to było koniecznie... - odpowiedział jakby automatycznie. Przyzwyczaił się do odrzucania propozycji. Nigdy nie prosił o pomoc i owej pomocy nigdy nie otrzymywał. Nauczył się radzić sobie sam, dlatego propozycja chłopaka zdawała mu się nie na miejscu. Choć była miła. Czy wiele zaszkodziłoby mu, gdyby ktoś go oprowadził? Pewnie nie, ale Jude nie chciał pochopnie z nikim się zaprzyjaźniać. Ha! Nawet nie wiedział, jak dokładnie przebiega ten proces. Przecież z nikim się bliżej nie zakumplował, nie licząc czasów podstawówki, gdzie prawie wszystko było beztroskie. Ale nawet w tym przypadku nie można mówić o szczególnie bliskich relacjach.
Jego oczy się trochę ożywiły, gdy przyglądał się blondynowi. Rzeczywiście musiał go już wcześniej zobaczyć na szkolnym korytarzu. Ten uśmiech wydawał mu się znajomy.
- Jude - odpowiedział mu po dłuższej chwili. Przedstawiał się tak za każdym razem, a przecież wcale się tak nie nazywał. Nie do końca, w każdym bądź razie. - Jesteś uczniem High School...? - Zasugerował się jego wzrostem, choć chłopak wydawał mu się ciut starszy.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Wto Sty 27, 2015 4:04 pm

Kim mimo tego, że słyną ze swojej porywczości i szybkiego wyprowadzania z równowagi też analizował. Wolał trzymać się z tymi osobami, które są tępe i nie rozwiążą jego tajemnicy, którą jest jego przeszłość.  Bał się takich osób jak Jude, bo wiedział, że one nie dadzą się oszukać – prędzej czy później poznają prawdę, nawet jak nie będą tego chcieli. Ciężkie jest jego życie. Ciągle jest spłoszony, mimo że sprawnie to ukrywa. Wspominałem, że jest dobrym aktorem? Nie? Oh, tak – on świetnie kłamie. Jego kłamstwo staje się prawdą dla jego rozmówcy. Prawda wychodzi wtedy, gdy zaczyna grać na gitarze. Muzyka sprawia, że nie potrafi ukryć swoich uczuć. Tego co kryje jego serce. Nie potrafi ukryć kłamstw, których wykuł się jak słówek na jakiś język. Muzyka to prawda, muzyka to on, a świat składa się z muzyki, lecz niewiele osób ją rozumie, dlatego nie boi się, że ktoś z niego przeczyta to co w nim jest. Skomplikowana z niego osóbka, która na pozór przypomina zwykłą białą kartkę papieru.
Żyj chwilą – powiadasz drogi Kimie? Płytkie nie sądzisz? Ty chcesz żyć chwilą, a jednak ci nie wychodzi, bo nadal powracasz do przeszłości. Przecież wiesz, że to nie jest definicja Carpie Diem. Beeee… Jesteś oszustem, kłamcą…
Powtarzasz się.
Może i masz rację, ale to lubię. Nie sądzisz, że tak jest? Przynajmniej jestem szczery, a ty nadal słuchasz się ojczulka jak małe potulne dziecko. Nie potrafisz się sprzeciwić, mimo że masz oparcie  w swoim braciszku. Jakie to smutne – niech każdy nad nim płacze.
Zamknij się w końcu!
Ojojoj, nie mogę. Sam mnie wołasz. Sam chcesz, abym do ciebie mówił. Szeptał. Pieścił twoje myśli każdą obelgą na twój temat. Robisz to nieświadomie, bo spójrz na to, że jakbyś mnie nie chciał to by mnie tu nie było, a jednak jestem. Istnieje w twojej głowie jak mały plugawy zalążek.

Udało mu się. Udało mu się ciebie oszukać. Biedny Jude, będziesz teraz żyć w kłamstwie, które zrodziła rodzina tego młodego chłopaka. Smutne nie uważasz? Kolejna osoba, która się w to wplątała, kolejna osoba, która dała się oszukać, a Kim nie próbuje cię wyprowadzić z błędu. Nadal się uśmiecha. Nadal udaje, ale nie uda ci się dostrzec, że w głowie tego chłopca jestem ja. Najpodlejsze sumienie na świecie.
Chociaż, może nie jestem sumienie? Może jestem iluzją wyprodukowaną przez tego chłopaka. Może to kiedyś ja zapanuję nad jego ciałem i powiem wszystkim prawdę. Uwolnię go od tego ciężaru, bo ja naprawdę kocham tego chłopaka.
Zamknij się. Nie uda ci się nade mną zapanować. Jesteś tylko sumieniem!

Tu chodzi o coś głębszego. Tu chodzi o to, że jego matka chciała córkę. On miał być dziewczynką, która miałaby długie włosy wiązane kokardką. Nie udało się, ale jego matka potrafiła zrobić dziewczynkę z chłopca.

- Ludzie muszą się czegoś uczepić, aby żyć. Ja uczepiłem się swojego wzrostu i nie będę słuchać o tym, że jestem niski – wzruszył ramionami.- Ja o tym wiem i po co mam słyszeć takie rzeczy od innych?- skrzywił się nieznacznie widząc ten uśmiech. Fatalnie, nienawidził tego uśmiechu. Miał wtedy wrażenie, że człowiek z takim uśmiechem wie za dużo.
Nie, on się nie dosiadł. On tylko usiadł obok niego, a to różnica, ponieważ jedno z was w każdej chwili może sobie pójść, lub zacząć się ignorować. Każdy człowiek potrafi ignorować świat i ludzi na nim żyjącym. Są ślepi, a Kimowi to nie przeszkadzało. On był na chwilę.
- Jak chcesz – wzruszył ramionami.
Zaproponował to z grzeczności? Czy może tak po prostu chciał zobaczyć jaki jesteś? Nie, był to impuls. Chciał stworzyć iluzję. Nawet ucieszył się, że odmówiłeś.
1
2
3
Uspokój się Kim! Nie wybuchaj. Licz do 10. No dalej!
Westchnął ciężko słysząc to pytanie. Spuścił głowę w dół.
- Jestem w Collegu. Mam 17 lat – mruknął ze ściśniętym gardłem. Nienawidził tego uczucia. To było najgorsze w tym wszystkim, że każdy uważał go za młodszego.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jude

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 22/01/2015
Skąd : Dolny Śląsk.

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Wto Sty 27, 2015 4:24 pm

Jude nie przepadał za osobami tępymi. Uważał ich za genetyczny błąd w ludzkim rozwoju. Bo czy ludzie nie powinni się rozwijać? Uczyć na swoich błędach? A pomimo tego wciąż zdarzało się mnóstwo przypadków, w których ludzie zwyczajnie zachowywali się irracjonalnie. Albo po prostu byli głupi. Czarnowłosy stronił do takich osób, bo był świadomy, że konwersacja z nimi nic nie przyniesie. On nie zrozumiałby ich, a oni jego. Doszłoby do zbędnego konfliktu między dwoma różnie położonymi poziomami intelektualnymi.
Nie tylko Kim posiadał swoje tajemnice. Jude również je miał, ale nie panikował tak z tego powodu. Nie rozważał na każdym kroku, czy ktoś ów tajemnicę pozna. Zachowywał się spokojnie, bo wiedział, że stres może tylko zaprzepaścić szansę na niewiedzę innych. Zresztą... Nikt nie mógł o nim niczego usłyszeć. Przynajmniej niczego, czego mógłby się obawiać. Jego sekret był bezpieczny póki sam komuś by o nim nie powiedział. A tego jak dotąd jeszcze nigdy nie uczynił. Nawet matce nie zdradził tego, co było skazą w jego życiu. A jedyny widoczny ślad, który symbolizował tę tajemnice... Był zakryty warstwami ubrań.
On również często powracał myślami do swojej przeszłości. Ale nie po to, by rozdrapywać stare rany, a analizować to, co od tego czasu się zmieniło. Szukał czegoś, czego mógł pominąć, starał się zrozumieć gruntownie przeszłość, bo jeśli się jej nie rozumie, jak można przeć do przodu? Nawet jeśli niektóre wspomnienia zmuszały go do zaciśnięcia dłoni w pięść, wierzył, że dzięki nim mógł stać się silniejszy. Że dzięki tym wszystkim okrutnym zdarzeniom, mógł pokazać, jak po upadku wstaje na nogi o własnych siłach.
Mógł zostać oszukany. Ale czy to dobre słowo? Równie dobrze to Kima można uznać wplątanego w kłamstwo. Jude nieumyślnie stworzył pozory, za którymi skrył całą prawdę. Prawdę dostępną wyłącznie dla niego. Zabawne jak ludzie wszystkim manipulują.
Zaśmiał się krótko, szczerze rozbawiony.
- O takiej filozofii jeszcze nie słyszałem. - Wydawało mu się to głupie. Uczepiać się czegoś, by żyć. I to w dodatku swoich kompleksów. Czarnowłosy prędzej uznałby powód do życia jako cel, który musi osiągnąć. Z tego przynajmniej płynęły korzyści.
Zerknął na niego kątem oka, dostrzegając skrzywienie. Świetnie. Widać wcale się nie zmienia. Wrócił wzrokiem do kartki, którą złożył w dłoniach i schował ją z powrotem do płaszcza.
- A nie wygląda - powiedział, wyginając wargi ku górze. - Pewnie nie piłeś mleka w dzieciństwie. Teraz widzisz, jaki wielki błąd popełniłeś? - Uniósł brew, wciąż utrzymując na ustach kpiący uśmiech.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Wto Sty 27, 2015 6:38 pm

Nie, on nie był zestresowany. Ten stres był w jego sercu. Wszystkie prawdziwe uczucia były w środku. Schowane, zamknięte w sejfie, którego nikt nie zdoła otworzyć. Na zewnątrz był szczęśliwy chłopiec. Ma kochającego brata i ojca. Czego chcieć więcej od życia. Rozprzestrzenia wokół siebie szczęśliwą aurę. Nie pozwala ludziom w jego towarzystwie się smucić, a jeśli widzi u nich jakiś problem stara się im pomóc, jeśli tego od niego oczekują. Nie może pozwolić, aby ktoś zobaczył u niego problemy wymalowane na twarzy. Mógłby się zamknąć w sobie, ale zawsze chciał być normalny i tak mu zostało. Tak już jest i niech będzie do końca. Każdy przyzwyczaił się do tych pozorów, więc czemu ma to zmieniać?
U niego od tamtego czasu nic się nie zmieniło. Jego ojciec nadal bije go za niesubordynację, ukrywa fakt o jego matce, nienawidzi jego brata. Wszystko tak jak powinno być. Wszystko tak jak było kiedyś, ale brakuje tylko jednej osoby. Mimo to trzeba żyć dalej, tak samo jak wczoraj.
On jest źródłem tego kłamstwa. To jego wina, że każdy z jego otoczenia jest okłamywany. To wszystko tego małego, plugawego człowieczka, który nie powinien się narodzić.
Czyli można powiedzieć, że oboje są tacy sami, ale każdy z nich radzi sobie inaczej z problemami. Inaczej je ukrywają. Ty, Jude pod postacią zimnego drania z kpiącym uśmiechem i wszystko wiedzącym wzrokiem, on pod maską szczęścia i wesołym uśmiechu wraz z błyszczącymi niebieskimi oczami. Nie pokarze nikomu kim jest i ty też. On odpycha ludzi przyciągając ich do siebie, ty też zapewne to robisz nawet nie wiedząc o tym. Spójrz, przyciągnąłeś Kima.
- To teraz poznałeś – zaczynał się irytować, a energia znowu go rozsadzała. Chciał iść na imprezę. Chciał potańczyć, zabawić się. Być sobą. Tak, on ucieka do imprez, aby nie myśleć, a dziś jest taki dzień. Dziś jego matka zmarła i jedenastoletni chłopiec wtedy płakał. Teraz ten chłopak siedział z obcym nastolatkiem w parku na ławce.
Jego jedyny cel – to zostać gitarzystą, ale za nim to osiągnie musi pozbyć się ojca.
Mleko? – powtórzył w myślach.
Pił dużo mleka jako mały chłopiec. Musiał mieć mocne kości, musiał urosnąć, aby tata był z niego dumny.
- Nadal wierzysz w bajeczki?- uśmiechnął się w chytrym uśmiechu mrużąc lekko oczy.- Mleko nie pomaga, sprawdzałem – wyszczerzył się.
Spokój Kim. Nie daj się sprowokować.
Spojrzał na ciebie. Nawet nie zauważył kiedy zaczął cię obczajać. Już dawno zauważył, że podobają się mu chłopacy. Nawet nie wiedział kiedy to się stało, ale się z tym pogodził – dopóki tata się o tym nie dowie. Popatrzył na twój kpiący uśmiech, na oczy zza oprawek okularów. Tak, byłeś przystojny, tak – nawet się mu spodobałeś, ale byłeś tym typem, któremu pewnie nawet na moment nie przejdzie, że on Kim Miracle, mógłby być twoim kochankiem, a mu na tym nie zależało. Nigdy nie myślał o tym, aby się z kimś związać. Tyle lat w męskiej szkole, brak dziewczyn, a przecież chłopak musi mieć dziewczynę, ale on nie zauważał tej płci nawet na ulicy. W jego oczy rzucali się chłopacy.
Nawet nie zauważył, że miał wypieki na policzkach przez to, że na ciebie patrzył. Spojrzał w końcu przed siebie, w miejsce gdzie panował mrok. Tak ciemność.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jude

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 22/01/2015
Skąd : Dolny Śląsk.

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Wto Sty 27, 2015 7:10 pm

Na pierwszy rzut oka można było stwierdzić, że Jude też miał "szczęśliwą" rodzinę. Ojca, matkę, młodszą siostrę... I kochał ich. Ale czasami myślał, że oni nie kochają jego, bo nie akceptują go takim, jakim jest. Ojciec szczególnie starał się wpłynąć na niego w dzieciństwie, by urósł jako idealny syn, ale coś poszło nie tak. Spotykał się z samymi zakazami i nakazami, jeśli ojciec wybrał dla niego koszykówkę, to miał w to grać, jeśli ojciec chciał, by syn nauczył się posługiwać pistoletem, to syn miał to umieć. Jeśli nie podporządkowywał się do słów ojca, musiał liczyć się z rozczarowanym spojrzeniem i tekstem o godności. Gregory chciał być dumny z syna. Był tak zaślepiony tą ideą, że widział w nim same wady, które trzeba unicestwić. A tym samym zabijał część Justina, który chciał być sobą. Po części wykreowany przez ojca, a po części zwykły chłopak, który ma marzenia. Anioł i diabeł w jednym. To było tak okropne, być kimś, kim wcale się nie jest, że zaczęło się to negatywnie odbijać na chłopcu. Niekiedy bywał... Szalony. Szalał przez to, że nie wiedział, kim jest.
Nie był świadomy jak bardzo manipuluje ludźmi wokół siebie. Nie orientował się w stopniu swoich pozorów. Zachowywał się tak, by niczego nie zdradzać. Podświadomie nie chciał mieć do czynienia z ludźmi, bo wydawało się, że będzie to złe połączenie. Tyle razy został skrzywdzony, że nie chciał tego powtarzać. Zrodziła się w nim myśl, że może jeśli sam zacznie odpychać od siebie ludzi, to nic mu nie zrobią. Będą się trzymać od niego z daleka, a on będzie miał spokój. I nie będzie nikogo krzywdził.
Najwidoczniej, mimo zróżnicowanego charakteru, Ci dwaj byli tacy sami. Przeciwieństwa, a zarazem dwie takie same karty. Czy to dobre połączenie?
Podobała mu się jego irytacja. Patrzył na to z satysfakcją.
- Wątpliwe, bym zaczął to praktykować. - Założył ręce za głowę, odchylając ją nieco do tyłu, by móc spojrzeć na niebo. Było zakryte chmurami. Jakby ostrzegało przed ulewą, która w Londynie była na porządku dziennym, co zdążył zauważyć. Ciekawe czy zatęskni za znielubionym przez siebie słońcem.
- Bajki to bardziej optymistyczna wizja życia dla dzieci - odparł znudzony, nie dostrzegając jego uśmiechu, a wciąż wpatrując się z pewnym namysłem w niebo. - A jeśli mleko nie pomaga, polecałbym szpilki. - Uśmiechnął się złośliwie.
On nie musiał lustrować swojego towarzysza wzrokiem. Już to zrobił, na samym początku i tyle mu wystarczyło. Gdyby zapytać go, czy Kim wpadł mu w oko, odpowiedziałby pewnie, że to absurdalne pytanie. Bowiem nie był do końca pewień swojej orientacji. Parę razy zwrócił uwagę na jakąś dziewczynę... Może jeden raz zdarzyło się i na chłopca. Ale generalnie nie myślał o tych sprawach. W głowie były mu tylko książki i obowiązki. Pracoholik-książkoseksualista, ot co. Nie zastanawiał się nawet, czy on mógłby się komuś spodobać. Zwyczajnie go to nie interesowało, chociaż... Można byłoby to wykorzystać na swoją korzyść.
Zerknął kątem oka na blondyna. Zauważył na jego policzkach wypieki, ale jedyne co mu przyszło na myśl to to, że są one spowodowane chłodem.
- Więc przyszedłeś tu na spacer czy pogwiazdorzyć przy gitarze? - Zapytał od niechcenia.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Wto Sty 27, 2015 8:37 pm

Kolejna porcja pozorów. Tak bywa. Tak jest. Tak będzie. Nie zmienisz ludzkiej natury. Jedni potrafią wejść swoim dzieciom na głowę, drudzy będą narzucać im swoje ambicje, a trzeci nienawidzić. On też słuchał się ojca. Wszystko wypełniał posłusznie jak wytresowany piesek, ale nie dostał nawet jednego słowa aprobaty, którego oczekiwał. Nic, ani nawet małego ciepła w jego lodowatych, zielonych oczach. Nic oprócz soczyście zielonego zimna.
Kim, czy on też w takim razie manipulował ludźmi? W końcu zmuszał ich, aby myśleli, że Kim jest szczęśliwy. Nie potrzebuje pomocy. Też miał w sobie dwie osoby. Tę prawdziwą formę i tę stworzoną z pozorów. Tą, którą chciał być i tą, która została narzucona przez ojca.
Pierwsza, ukryta przed światem, przed wszystkimi – była delikatna, słodka, naprawdę szczęśliwa, ale zniszczona przez ojca. Jednak posiadająca marzenia, chcąca być normalnym nastolatkiem. Nie chciałaby odpychać ludzi ze strachu.
Duga, ta pokazana innym, ta sztuczna – jest wściekła, wesoła, przyciągająca nieświadomie do siebie ludzi, kłamliwa. Starająca się odpychać swoją nieprzewidywalnością. Nikt nigdy nie pyta się tej części, czemu taka jest, ponieważ każdy myśli, że jest to wina pieniędzy i rozpuszczania dziecka bogatego ojca.
Moim zdaniem dobre, ponieważ wbrew pozorom Kim sam w sobie jest przeciwieństwem i mógłby wyciągnąć tą stronę Jude, którego ukrywa i boi się pokazać z przyzwyczajenia do tego, że jest taki, a nie inny.
- Każdy radzi sobie inaczej.
Zaczął odpowiadać pół słówkami. Nawet tego nie zauważył.
Gdy usłyszał o szpilkach od razu przypomniała mu się jego mama. Kiedyś nawet wpakował się do jej szafy, bo chciał nosić takie buty jak mama, skoro ma też takie sukienki. Niestety, jego mama była akurat u lekarza, a on był z ojcem. Ten 5 letni chłopczyk został zbity kolejny raz przez ojca i od tamtej pory ma traumę do tych butów.
- Życzę powodzenia przy chodzeniu w nich. Jak widzę dziewczyny w tych butach, aż nogi mnie bolą – skrzywił się po części znowu kłamiąc.
Spojrzał na swój skarb. Na jego życie, dziecko dające mu ukojenie. Na szczęście, którego nie ma w swoim życiu, którego unika, aby nie wpaść w wir nieszczęść. Dotknął swojej gitary milcząc przez chwilę, ale zaraz uświadamiając sobie, że dostał pytanie.
- Zapomnieć – powiedział automatycznie, w zamyśleniu, nieświadomie.- To znaczy, ten, no… Nie ważne – mruknął, bo nie wiedział jak wybrnąć z tego.
- Nie gram dla rozgłosu, gram dla pasji – powiedział i wypakował gitarę. Pociągnął za struny, a na jego ustach pojawił się prawdziwy uśmiech. Czy powinien przy nim grać? Przecież wtedy on zauważy, że Kim nie jest taki jak widzą go inni, a przecież kiedyś się dowie jaki Kim jest, bo pół szkoły go zna. KLIK Jego palce same zaczęły tańczyć na strunach tworząc muzykę. Ta melodia kojarzyła mu się zawsze z jego mamą. Z tą delikatną i wesołą kobietą. Przed oczami miał widok roześmianej, niebieskookiej blondynki, która podczas jesienie spacerowała z nim po parku z rozwianymi lokami. Piękna istota, jego kochana mama, która do niego nie wróci. Gdy uświadomił sobie, że za bardzo wgłębia się w swoje wspomnienia, gdy przypomniał sobie, że obok jest obcy chłopak nagle przerwał tę grę. Dosyć. Stop. Koniec.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jude

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 22/01/2015
Skąd : Dolny Śląsk.

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Wto Sty 27, 2015 9:02 pm

Czy ojciec jego kiedykolwiek pochwalił? Tak... Chyba zdarzały się takie sporadyczne razy. Gdy przyniósł dyplom pierwszego miejsca jakie zajął w szkole, albo gdy jego szkolna drużyna koszykówki wygrała mecz, bo jako jedyny w składzie potrafił robić tak niesamowite wsady. Ale czy on tego chciał? Czy zależało mu na rozgłosie? Nie. Robił to, bo tego oczekiwał od niego ojciec. I najwyraźniej mu to wychodziło. Ale gdyby mógł, najpewniej by z tego zrezygnował. Wszakże, już to zrobił. Przeprowadzając się tutaj zerwał wszelkie nici, które nim manipulowały. Tutaj nie musiał grać w koszykówkę, brać udziału w olimpiadach matematycznych czy wierszach recytatorskich. Mógł robić to, co chciał. Nie znajdował się już pod pilnym okiem ojca.
Jude nie wyglądał na nieszczęśliwego. Nikt, kto go lepiej nie poznał, nie mógł stwierdzić, że jest taki chamski, bo ma w tym swój wyższy cel. Każdy myślał, że on z natury jest taki ponury, niemiły, arogancki. Nikt nie zastanawiał się nad tym głębiej, bo po co? Kto chciałby się zadawać z takim paniczem o kpiącym uśmiechu i wywyższonym spojrzeniu? A Jude robił to wszystko specjalnie. Po części, bo taki się czuł, a po reszcie, bo wiedział, że tym odpędzi od siebie ludzi. Bał się z kimś związać, zaprzyjaźnić, chociaż w głębi serca może tego chciał. Na zewnątrz chłodny inteligent, wewnątrz ciepły dzieciak. Sądził, że nie jest mu pisane szczęście, za to kim był.
Jeszcze przed nikim całkowicie się nie otworzył. Więc mimo, że spotkał chłopaka całkiem podobnego do siebie, z tym samym "problemem"... To wątpliwe, by jemu udało się odkryć drugą stronę Judego. Czarnowłosy mógłby to uznać za słabość, obnażanie... Nienawidził swoich wad. Dlatego tak dokładnie je skrywał. Był nieufny.
- Cóż... To dość zakompleksione istoty - odparł z przynudzoną miną. - Płacą za swój wzrost częstymi upadkami. Zabawne czego ludzie nie zrobią, by poczuć się lepiej. - Uśmiechnął się sam do siebie.
Zauważył, że chłopak był dość przywiązany do swojej gitary. Może w muzyce szukał upustu swoich negatywnych emocji? Wiedział bowiem, że takowe ma. Każdy miał i radził sobie z tym w inny sposób. Choć Jude nie był dumny ze swoich.
- Zapomnieć? - Przechylił głowę, unosząc brew. To go zainteresowało, szczególnie, że chłopak wydawał się powiedzieć to nieprzemyślanie. Czyżby kryło się za tym coś więcej? - O czym zapomnieć? - zapytał spokojnie, przyglądając mu się z uwagą.
Gdy Kim wyciągnął gitarę i zaczął grać, Jude nie przeszkadzał mu, pozwalając płynąc muzyce, w którą się wsłuchał. Sam kiedyś również grał na gitarze. Nie wiedział jednak czy dobrze, gdyż ojciec wyśmiał jego zainteresowania muzyką. Uznał, że artyści w życiu daleko nie zajdą i tym samym zraził Judego do grania. Mimo, że początkowo bardzo mu się to podobało, miał wrażenie, że ojciec miał rację. Że nie potrafi grać, a tylko fałszuje. Ale tak wcale nie było.
Muzyka została nagle przerwana, ale usta Judego i tak rozciągnęły się w lisim uśmiechu. Uniósł ręce i zaklaskał parę razy wolno.
- Moje uznanie. Całkiem nieźle Ci idzie. - Zmrużył nieco oczy. Można było w jego wypowiedzi usłyszeć sarkazm... Ale i prawdziwą pochwałę. Nigdy jednak otwarcie nie przyznawał swojej aprobaty. To nie było w jego stylu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Wto Sty 27, 2015 9:57 pm

On tego potrzebował. Potrzebował pochwały, dobrego słowa od ojca. Zawsze miał tylko siniaki, blizny i coraz więcej obolałego ciała. Chciał zobaczyć w jego oczach dumę, a nie pogardę i zawód. Chciał, aby był kimś w jego mniemaniu, a nie tylko plugawym stworzeniem, który zabił jego kochaną Anastazje. On mimo tego, że słucha się ojca często sprawia problemy, bo tylko wtedy mężczyzna go widzi. Jak jest przyłapany na bójce, jak ucieka z lekcji – jego ojciec się pojawia, ale jak coś osiągnie mężczyzna nawet nie wyśle mu pustego sms-a, który mógłby oznaczać, że jest nawet w miarę zadowolony.
Kimowi nie przeszkadzałoby to, że jesteś paniczem, on nawet lubił takie osoby. Wydawały mu się ciekawe. Były zamknięte w sobie i chciał je powoli poznawać. Znać ich przyzwyczajenia i stosunek do innych.
Kim jedynie otwierał się przed swoim bratem, ale ostatnio to wszystko go przytłacza i coraz bardziej chce to zachować dla siebie, bo jeśli go to dobija, to Erika też dobije, a tego on nie chciał. Ciągle ma koszmary. Kiedyś były rzadko, a ostatnio każdej nocy pojawia się matka, która obwinia go, dręczy, mąci mu w głowie. Nienawidzi go za to, że nie jest córeczką, którą wychowywała.
Nie zrozumiał o co mu chodziło. Chciał znowu obrazić jego wzrost? Jakoś nie miał humoru do rozmawiania o kłócenia, mimo że mu się to podobało. Lubił takie docinki.
Potem stało się coś czego się bał, przecież powiedział, że nie ważne. Jeśli coś jest nie ważne, wy – ludzie nie interesujcie się tym. Zostawcie to w spokoju. Jednak ty jesteś uparty. Coś cię interesuje pytasz, więc pytaj dalej. On powoli będzie odpowiadała, ale nigdy nie uzyskasz konkretnej odpowiedzi.
- Pewną osobę – powiedział cicho.
Muzyka to coś, co nie ma być źródłem dochodu. Muzykę musisz czuć sercem i całym sobą. Musisz z nią rozmawiać i zagłębiać się daleko w nią. Być jej przyjaciele, kochankiem. Musisz jej zaufać i nie zniechęcać się jednym słowem krytyki. Ćwiczyć tak długo jak tylko będziesz miał chęci. Sięgać po nią, gdy masz problemy. Kochać ją. Stać się nią. On też powinien już dawno z tego zrezygnować, bo jego ojciec próbował to z niego wyplenić, a jednak się nie udało. Jest sobą, bo ma gitarę, bo ma swoje serce ze strunami.
Uśmiechnął się szybko wybudzając się z szoku. Przewrócił oczami.
- Taki mądrala, to spróbuj – wyciągnął w jego stronę gitarę.
W prawdzie nikt nie może dotykać jego cudu, ale w jego towarzystwie to coś innego. Ma na nią wzgląd.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jude

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 22/01/2015
Skąd : Dolny Śląsk.

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Wto Sty 27, 2015 10:13 pm

Jude zawsze w głębi duszy zazdrościł swojej siostrze. Ojciec nie miał do niej żadnych wymagań, pretensji, wygórowanych oczekiwań... Traktował ją należycie, jakby naprawdę ją kochał, choć okazywał to w swój specyficzny sposób. Jak to ojcowie. Ale to Judemu zawsze wytykał błędy. Liczył na jego poprawę, okazywał swoją dezaprobatę, gdy coś mu nie wychodziło. To chłopak miał kary, rygory, ograniczenia. Nie jego siostra. I mimo, że bardzo ją kochał, bo dobrze się z nią dogadywał, nie potrafił na nią patrzeć z całkowitą miłością. Miał do niej skryty żal, że ma taką taryfę ulgową. Ojciec chciał mieć super potomka - uzdolnionego, silnego, przystojnego. A dostał chudego, preferującego intelekt i w dodatku nieśmiałego. Ale ta nieśmiałość zrodziła się z winy ojca. Przez niego nie miał kontaktów z ludźmi, z prawdziwym życiem, to jak miał sobie z nim poradzić? Dopiero pod wpływem czasu, swojego nieugięcia nauczył się walczyć. Zmienił się diametralnie, choć na pierwszy rzut oka nie było to zauważalne. Jego ojciec wciąż widział w nim małego, płochliwego chłopca, który mógł się rozkruszyć w każdej chwili. Ale to było przeszłością.
Jude tego się właśnie obawiał. Że ktoś będzie chciał za bardzo go poznać, spróbować go otworzyć, wydobyć jego głęboko skrywane wnętrze... Właśnie dlatego odpychał ludzi. Ukazywał im swoją najgorszą stronę, by myśleli, że to jedyne co ma do zaoferowania. Ot, zepsuty dzieciak, który zjadł wszystkie rozumy. Nie przeszkadzało mu, że ludzie tak właśnie o nim myśleli. Taki był jego cel. Ale jak miał utrzymywać tę postawę, gdy ktoś chciał go poznać lepiej? To mu zagrażało.
Nie zamierzał ponownie obrażać jego wzrostu. Powtarzanie się było nudne, on jedynie wyraził swoje zdanie odnośnie dziewczyn. I poniekąd poczynań ludzi. Lubił ich w końcu obserwować, zwracał uwagę na ich czyny i wartości. Analizował, jak zawsze.
Wszystko było ważne. To co przypadkiem się wymsknęło. Bo to oznaczało, że jest prawdziwe i skrywane. A to co skrywane, musi być istotne.
Pewną osobę...? I znów pomyślał o ojcu. Zdecydowanie za dużo było go w jego głowie, a przecież w końcu się od niego uwolnił. Postanowił jednak zrobić wyjątek i nie drążyć dalej tego tematu. Skinął więc głową, przymykając na krótko oczy.
Gdy jednak usłyszał propozycję chłopaka, spojrzał na niego zaskoczony. Miał zagrać...? On proponował mu granie...? I to na swojej gitarze? Nie wiedział, co odpowiedzieć. Potrafił... Nie, ojciec mówił, że nie... Także nie potrafił grać na gitarze, choć uczył się i wykuł parę akordów, chwytów... Ale jak dawno to było. Trzy lata temu? Może więcej.
Otrząsnął się z początkowego szoku i pokręcił głową, krzyżując ręce na piersi. Zupełnie jakby nie chciał dotykać tego instrumentu. Czuł chęć spróbować ponownie rozbudzić w sobie umiejętność grania, ale... Jeśli naprawdę nie potrafił, nie zamierzał tego okazywać.
- Nie grywam. - Uciął krótko, nie patrząc na niego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Sro Sty 28, 2015 4:48 pm

Jego nie odepchniesz nawet jak będziesz próbował. Jeśli on będzie chciał być przy tobie to tak będzie nawet jako wróg. Nie musisz się przed nim od razu otwierać, on też tego nie zrobi. Nie musi cię poznawać. Jest przyzwyczajony do kłamstw, do iluzji. Ty możesz być kolejną iluzją. Tym razem iluzją wroga, ponieważ za dużo was łączy, abyście byli wrogami. To nie może mieć miejsca.
Nie, tym razem była to matka. Tak mama, kobieta, która go kochała, ale nie za to jaki był, a za to, że pozwalał jej trwać w marze sennej, która nigdy nie miała mieć miejsca. Gdyby ktoś sprzeciwił się tej iluzji, gdyby ojciec zapisał ta kobietę do psychologa, może ten chłopak byłby prawdziwy, a nie wyniszczony przez tych wszystkich reżyserów jego życia. Tak. Czasami się czuł jak aktor, albo marionetka. Jego każdy krok powinien być przemyślany i zaplanowany z wyprzedzeniem o dokładne kilka sekund, aby nie popełnić gafy przy improwizacji.
Zaśmiał się widząc jego reakcje. To było zabawne. Niby taki pewny siebie, a jednak boi się chwycić kawałek drewna. Nie cofnął ręki z gitarą tylko dalej trzymał ją wyciągniętą w jego stronę.
- I co z tego, że nie grywasz?- zapytał.- Każdy chce spróbować. To nic trudnego. To jak nauka chodzenia, czy też jazdy na rowerze. Każdy na początku nie grywa, ja też nie grywałem, a teraz poznałeś moje umiejętności – dalej się uśmiechał.- Czemu tchórzysz? Mogę ci nawet pokazać parę akordów – zademonstrował trzy najbardziej łatwe jego zdaniem.- Dajesz – niecierpliwie podawał mu gitarę.
No bierz. Zobacz. Jest taka piękna, opływowa, delikatna, wspaniała, kochana, ciepła – IDEALNA!
Co by było, gdyby on się posłuchał ojca? Czy by grał? Nie! Zniszczyłby siebie. Stałby się wrakiem człowieka, bo muzyka to jedyna ucieczka przed sumieniem i kłamstwem, bo to jest wolność i siła, dzięki, której mógłby zwojować cały świat.
- Tylko uważaj na nią – powiedział tak czule jakby mówił o swoim dziecku. Tu pojawiła się jego obsesja na temat tego przedmiotu.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jude

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 22/01/2015
Skąd : Dolny Śląsk.

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Sro Sty 28, 2015 5:25 pm

Miał wielu wrogów. Ludzi negatywnie do niego nastawionych. I był do tego przyzwyczajony. Wydawał się zawsze ponury, okazywał wciąż znudzenie, był szczery do bólu, a ludzie przecież chcieli szczerości, prawda? Tylko gdy już ją dostawali, uznawali to za chamstwo. Nie spotkał jeszcze człowieka podobnego do niego. Może ten fakt wynika z tego, że nikogo nie poznawał na tyle dobrze. Każdą bliższą relację kończył, nim miała szansę się rozwinąć. Nie chciał być nikomu dłużny, ani nie oczekiwał niczego w zamian. Gdy ktoś próbował za bardzo się do niego zbliżyć, Jude stawał się jak ogień. I parzył. A oni nie dawali się już drugi raz tak krzywdzić. Odpuszczali na początku - od razu gdy widzieli to niechętne spojrzenie. Odpychającą posturę.
Jaka była jego matka? Kochana. Na pewno taka, jaka powinna być. Nauczyła go wielu rzeczy, ale niektóre z nich nie podobały się ojcu. A ona była mu podporządkowana. Nie widziała jego manipulacji, jego żądzy zmiany syna w... W co? W ideał? A z tego wszystkiego zrobił się niewypał. Jude uważał się już za człowieka straconego. Od początku jego narodzin wpajano mu rzeczy, z którymi normalnie nie chciałby mieć do czynienia. Nie dostał wyboru.
Nie bał się pochwycić gitary. Bał się, że wszystko co powiedział mu ojciec, mogło być kłamstwem. Bo mimo, że utwierdzał syna w swojej nieudolności grania na gitarze, miał przeczucie, że mówił tak wyłącznie po to, by zwieść syna od "zbędnych zainteresowań". By mógł lepiej skupić się na tym, co według ojca było ważne. A on naprawdę chciał grać na gitarze. Jak dziecko cieszył się, gdy zagrał swoją pierwszą piosenkę. Nie grał jakoś wyśmienicie, ale jak na amatora dobrze mu szło. Póki ojciec nie zrujnował tej opinii, a Jude nie pozwolił sobie w to wierzyć.
- Grałem dawno temu - odpowiedział mu spokojnie, patrząc na gitarę niepewnym wzrokiem. Czy powinien ją wziąć i spróbować? Sam pomysł zaproponowania mu takiego zagrania na instrumencie wydawał się chłopakowi nienormalny. To znaczy, on ze swoimi rzeczami się nie dzielił. Co było jego, to jego i nie tykać. Albo pogryzie. Niedosłownie, oczywiście. Skąd jednak miał wiedzieć, że było to na porządku dziennym? Nie miał nikogo bliskiego. Mógł tylko obserwować na przerwach, siedząc samemu przy ścianie, jak dzieci wokół niego bawią się i wspólnie integrują. - Rodzice uznali, że mi nie idzie - dodał po chwili, specjalnie mówiąc "rodzice", a nie ojciec. Nie chciał pokazywać tego, jak duży wpływ miał on na syna.
Teraz jednak zaczynał wszystko od nowa. Poniekąd chciał to ciągnąć dalej, ale może raz skusi się na to, czego nie miał odwagi robić za młodu? Nikt go nie zachęcał do grania na gitarze. To było coś nowego.
W końcu jednak wyciągnął rękę, chwytając gitarę i ustawiając ją prawidłowo. Wydawało się, że wcale nie zapomniał poprawnego trzymania tego instrumentu czy postawy podczas grania. Gdy spojrzał na struny uświadomił sobie, że nadal znał ich nazwy i dźwięk jaki wydawały. Czy potrafiłby zagrać jakaś melodię?
Nim jednak cokolwiek zaczął, spojrzał na chłopaka, szczerze zaintrygowany. Jego maska chłodu i odrzucenia na chwilę się poluzowała, okazując prawdziwe odczucia chłopca. Zaryzykował, pozwalając na chwilę zbliżyć się temu blondynowi do swojej osoby. Był ciekaw jak to się potoczy i czy będzie tego żałował.
- Dlaczego to robisz? - zapytał, nie spuszczając z niego wzroku. I nie miał na myśli tylko gitary. W tej wypowiedzi było ukryte jeszcze jedno pytanie: dlaczego w ogóle próbujesz ze mną rozmawiać?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Sro Sty 28, 2015 6:39 pm

Czy on miał wrogów? Pewnie tak. Już z wieloma osobami się pobił, już wielu osobom zalazł za skórę, a szczególnie ojcu. Mimo to nawet wrogowie do niego przychodzili. Czasami tego nie rozumiał, ale z tym żył.
Spojrzał na niego przechylając lekko głowę. Rodzice uznali, że mu nie idzie. Miał ochotę prychnąć. Co z tego, że nie idzie? Jemu też na początku nie szło. Każdemu na początku nie idzie, ale po to są ćwiczenia, aby się nauczyć, aby to pokochać, aby się z tym utożsamiać. Nie rozumiał tego, ale nie skomentował w żaden wredny sposób.
- Mi też na początku nie szło – powtórzył.
Spojrzał na niego jak ustawia się w odpowiedniej pozycji, czyli naprawdę miał kontakt z gitarą. Nawet w duchu się ucieszył, może pomoże komuś wejść na tą drogę. Może kiedyś odsprzeda mu swoją starą gitarę, na której zaczynał. Ta gitara, na której zaczynał była odkupiona od chłopaka, który skończył już college. Sprzedał mu ją za grosze, bo Kim nie chciał jej za darmo, ale strasznie się z tego powodu cieszył, bo to dzięki niemu zaczął grać. Już miał mu coś powiedzieć kiedy otrzymał to pytanie.
Zaskoczyło go to. Nikt nigdy nie zapytał go o to dlaczego… Zawsze zagadywał do obcych, albo to oni do nich, a teraz? Nie wiedział. Patrzył na niego z szeroko otwartymi oczami. Podrapał się w tył głowy.
No myśl drogi Kimie!
Dlaczego zagadałeś do tego osobnika, który odpychał cię samą postawą, ale zarazem przyciągał. Ja wiem dlaczego. Mam ci powiedzieć? No to poproś ładnie. Zapytaj o to. No dalej, kochanie.
Gadaj, a nie pierdolisz!
Już ci mówię. Wiedziałeś, że on nie jest taki jak inni. Twoja podświadomość podesłała ci obraz odpychającego osobnika, który wie więcej niż inni i nie będzie patrzył na ciebie jak na słodkiego chłopca, który gada za dużo i za szybko się irytuje.
Zaskoczony? Zabawne.
Na początku wzruszył ramionami.
- Nie wiem – wyznał.- Jeszcze nie wiem, ale wyglądasz na inną osobę w porównaniu do tych, które spotkałem do tej pory – przeczesał włosy do tyłu.- Chciałem też coś robić, aby nie myśleć – wzruszył ramionami jakby to było nic.
- No graj – uśmiechnął się.- Miałeś już kontakt z gitarą, chcę zobaczyć ile umiesz – potarł swoje dłonie i wsunął do kieszeni, ale nie spuszczał wzroku z gitary. Ona była zbyt cenna.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jude

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 22/01/2015
Skąd : Dolny Śląsk.

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Sro Sty 28, 2015 7:02 pm

Jedno słowo rodzica potrafi nieźle zdemotywować. Szczególnie, gdy jest się naiwnym dzieckiem i wierzy się we wszystko, co się usłyszy. A jako, że sądził, iż ojciec ma we wszystkim racje - nie mógł się mylić co do jego grania. Wiedział, że na początku nikt nie potrafi dobrze grać. Ale on zajmował się tym systematycznie, intensywnie... Gdy coś zaczynał, chciał wkładać w to całą swoją pracę. Dlatego też, gdy usłyszał, że to nie umiejętność dla niego, że on po prostu nie słyszy muzyki, odpuścił, myśląc, że tak będzie lepiej. Po co ładować się w coś, w czym nie jesteś dobry i nie zapowiada się na poprawę?
Rozciągnął usta w swoim typowym uśmiechu na jego słowa. Darował sobie jednak dalszą odpowiedź do tego tematu.
W głębi duszy zawsze chciał nauczyć się grać na perkusji. Gitara była jego pierwszym instrumentem, ale odkąd tylko zaczął słuchać rockowych zespołów i dojrzał ten bębenkowy instrument, nie mógł oderwać od niego oczu. Podobało mu się jego brzmienie, wygląd, narzędzia w postaci pałeczek... Marzył by móc kiedyś za takim usiąść i grać, grać to co czuł. Przelewać wszystko na uderzenia i ładować w nie swoje emocje. To wydawało się takie nierealne. Nie prosił nawet ojca o zakup perkusji czy lekcji grania na niej. Znał odpowiedź, zanim zadał pytanie. Ojciec by to tylko wyśmiał, pouczył go, że nic by z tego nie miał i niepotrzebnie traciłby czas oraz pieniądze. Jude od samego początku wiedział, że nie otrzyma tego, czego chciał.
Podobało mu się zaskoczenie malujące się na twarzy blondyna. To znaczyło, że nie spodziewał się takiego pytania. Rzadko więc pewnie je słyszał, o ile w ogóle. I nie miał gotowej odpowiedzi. Na ustach Judego błądził lekki uśmieszek.
- Ludzi odtrąca inność - powiedział, unosząc wzrok ku niebu z uśmiechem, który odsłaniał jego śnieżnobiałe zęby. Dlatego inność, czy też dziwność, była dla niego korzystna. Cieszył się z niej.
Zerknął jeszcze na niego przelotnie i spojrzał z uwagą na trzymany instrument. Pamiętał ostatni raz, gdy trzymał tak gitarę. Prezentował wtedy rodzicom piosenkę, którą nauczył się grać, a zajęło mu to trochę czasu. Rzucił się od razu na głęboką wodę, zaczynając od dłuższej melodii, która pewnego dnia wpadła mu w ucho. Gdyby tylko zaczął ją grać, jego palce pewnie same poruszałyby się zgodnie z nutami. Nawet jeśli miał je tylko w głowie, w tym dalekim wspomnieniu.
Postanowił więc, że spróbuje.
Zdjął czarne rękawiczki z bladych dłoni i upchnął je do kieszeni płaszcza. Ponownie chwycił za gitarę i pochylił się nieco, by dobrze widzieć struny. A później zaczął powoli grać: KLIK.
Początkowo niepewnie, ale z każdym akordem dalej coraz lepiej. Po części był zdziwiony swoją grą, po części nie. Podświadomie chyba naprawdę wiedział, że potrafi grać lepiej, niż twierdził jego ojciec. Był amatorem, ale nie szło mu źle. Nadal pamiętał chwyty i potrafił wydobyć ładną melodię z trzymanego instrumentu. Jego długie palce zgrabnie ciągnęły za struny, a na twarzy malowało się skupienie... Oraz spokój.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Pią Sty 30, 2015 9:01 pm

Kim kochał dźwięk gitary elektrycznej. Gdy tylko słyszał ten instrument w swoich ulubionych piosenka jego brzuch robił milion fikołków jakby się w kimś zakochał. Uwielbiał to uczucie, a sama gra sprawiała mu tyle przyjemności co najlepszy deser na świecie małemu dziecku. Gdy zaczyna opowiadać o swoim marzeniu oczy mu się świecą milionami gwiazd, a serce wali jak młotem, źrenice mu się powiększają jak przy zastrzyku adrenaliny i wtedy pojawia się pierwszy prawdziwy, szczery, szczęśliwy uśmiech. Wtedy widać, że ten dzieciak ma pasję, że on kocha to co robi.
- Mnie przyciąga. To czyni z ludzi normalne osoby, a nie roboty. Typowe kanony, które można wszędzie spotkać – odpowiedział.
W końcu chłopak zaczął grać, a Kim słuchać. Jego cudowna gitara w rękach obcego chłopaka i to chłopaka, który wiedział co robił. W prawdzie dało się wychwycić momenty, w których nie trafił, ale było to ładne. Zamknął oczy i oparł głowę o oparcie ławki. Słuchał tej melodii, która podsyłała mu obraz wiosny, kiedy na drzewie zakwitały liście i kwiaty owoców. Momentami silniejszy wiatr zrywał młode liście z drzew, które tańczyły swój leniwy taniec. Niebo było czyste, przejrzyste i intensywnie niebieskie, białe obłoczki sunęły powoli spoglądając na ludzi z góry. Gdy Jude zbliżał się do końca otworzył oczy i popatrzył na niego z uśmiechem. Jego oczy śledziły ostatni taniec jego bladych dłoni po delikatnych strunach jego miłości.
- Dobrze ci poszło – powiedział wesoło.- Nie wiem czemu zrezygnowałeś, ale parę lekcji dłużej i dużo ćwiczeń byłbyś genialny, ja nadal się uczę grać, bo to nie jest tak, że poznasz akordy i już potrafisz. Trzeba ćwiczyć i trenować, dlatego gram w parku – zakończył i odebrał od niego swoją gitarę, którą schował do pokrowca.
Nadal jednak siedział na ławce i znowu spojrzał w mrok przed sobą. Tak samo ciemno jak wtedy, gdy jest blisko niego tata, jak budzi się z koszmarów, w których jego mama go obwinia za to, że nie jest córką, że zniszczył jej kochaną Kimi. Pokręcił głową otrząsając się z tego.
- Wiem, że za wcześnie i w ogóle, ale może masz ochotę na wypad do klubu? Znam kilka fajnych – powiedział luźno.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jude

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 22/01/2015
Skąd : Dolny Śląsk.

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Pią Sty 30, 2015 9:31 pm

W przypadku Judego, takową pasją była szermierka. Gdy dotykał tego chłodnego metalu, jego serce przyśpieszało, w oczach można było dojrzeć błysk podniecenia, a usta rozciągały się w szalonym uśmiechu. Dzierżąc szablę czuł się nadzwyczaj silnie. Zupełnie jakby był niepokonany. Miewał wtedy chwile impulsywności, gdyż był świadomy swoich wysokich umiejętności władania szablą. Stawał się wtedy szczególnie niebezpieczny. Można wręcz powiedzieć, że arogancja brała w nim górę, a on zdawał się nie przejmować żadnym zagrożeniem. Odpierał każdy atak z gracją, jakby były to tylko nikłe listki na słabym wietrze. Z ostrzem w dłoni czuł się jak ryba w wodzie. Mógł być całkowicie sobą. Szermierka tkwiła głęboko w jego sercu. Stanowił jedność z szablą.
Podczas grania zdawał się skupiać wyłącznie na sprawach technicznych. Dbał o każde szarpnięcie, każdy wydźwięk... Starał się idealnie odwzorować melodię. W przeciwieństwie do Kima nie grał z pasją. Starał się grać czysto technicznie. Kontynuując więc owe zajęcie, zerknął z uwagą na chłopaka. Wydawał się całkiem rozluźniony z zamkniętymi oczami. Zupełnie jakby dał się ponieść wodzom fantazji. Może rzeczywiście słyszał coś w tej melodii. Która najwyraźniej dokądś go porwała.
Gdy skończył, oddał mu gitarę. Mimo uśmiechu blondyna, Jude nie wydawał się zadowolony. Wręcz przeciwnie - nieco sposępniał. A to za sprawą całkowitego uświadomienia sobie faktu kłamstw ojca. On bowiem widział uzdolnionego syna tylko w tych dziedzinach, w jakich chciał go widzieć. Chcąc go na siłę uzdolnić, nie widział, że już wiele pojmuje i umie. Ale on na to nie patrzył, zdawał się to zupełnie zbywać. Miał uzdolnionego syna, ale nawet nie był tego świadomy.
- Nie sądzę, żeby granie na gitarze było dla mnie - mruknął mimo wszystko. Miał mieszane uczucia. Z jednej strony fakt, że potrafił nieźle grać... Z drugiej to życie w kłamstwach. Gitara była jakby uosobieniem ułudy ojca.
- "Wypad do klubu"...? - Uniósł brew, spoglądając na niego sceptycznie. Kolejna nietypowa propozycja. Jude nie należał do osób towarzyskich. Nie bywał na żadnych imprezach, w klubach... Nie mówiąc o tym, że nikt go nigdy tam nie zapraszał. Gdyby jednak tam się zjawił - co by począł? Pewnie podpierałby ściany. Kontakty międzyludzkie to jego słabość. To znaczy te pozytywne kontakty, bo wrogów potrafił sobie szybko wyrobić. Ale na imprezę nie przychodzi się w celach rozdrażnienia jakiś gości. Wprawdzie tańczyć potrafił wyśmienicie, za sprawą swojej matki, ale nie miał okazji udowodnienia tego innym. Wydawało mu się to nierealne. Taniec z jakaś dziewczyną. Bo chłopców nie miał raczej na uwadze.
- Masz zamiar się tam upić i liczyć na moją dobroduszną pomoc? - Prychnął kpiąco, przymykając na krótko oczy. - Będziesz musiał się rozczarować, młokosie. - Spojrzał na niego ze złośliwym uśmiechem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Sob Sty 31, 2015 11:36 am

Zauważył też, że chłopak nie skupiał się na tym co powinien, ale nie miał mu za złe, w końcu wiedział, że nie grał. Uśmiechnął się. On zawsze szukał historii w muzyce. Ona pobudzała jego wyobraźnię. On to kochał i już. Popatrzył na niego i się zastanowił chwilę.
- Zawsze możesz spróbować na innym instrumencie. U nas w szkole masz dostęp do wielu instrumentów. Gdybyś się temu poddał dla samej przyjemności, dla zabicia czasu zawsze możesz wybrać się do klubu. Tam na pewno coś sobie znajdziesz – uśmiechnął się.- Wiesz, nie musisz od razu się tym zajmować – uśmiechnął się.
Może i była nietypowa, ale normalna dla Kima. On zawsze składał takie propozycje i tu nie chodziło o to, aby się napić. On tylko chciał się bawić i zapomnieć. Tam jest tyle muzyki. W klubach czuł się wolny. Głośna muzyka zagłuszała jego sumienie. Sprawiała, że był spokojny, ale nie chciał iść w tłum jakiś obcych osób bez osoby, która była jako tako znana. Jude może był obcym poznanym 20 minut temu, ale miał pewność, że ten mu nic nie zrobi.
- Nie przesadzaj, nie będę się upijać. Chce się pobawić, aby zapomnieć dzisiejszą datę, ale nie mam zamiaru pić. Nie masz pojęcia co muzyka ze mną robi. Ten świat jest idealny i to jedyna rzecz, przy której sprzeciwiłem się ojcu. Chyba nadal ma mi to za złe, bo za to nie da się żyć, ale on tylko przesadza – wstał i rozłożył ręce.- Muzyka to nie jest splot przypadkowych dźwięków. To jest magia, która sprawia, że jest ci ciepło. Jest lepsza niż jakikolwiek narkotyk – wyszczerzył się.- Chyba masz jakąś pasję w swojej biografii. Znam takie kluby, gdzie nie przychodzi tylko bezmózga młodzież pogibać się do muzyki, ale naprawdę super ludzie – nachylił się do niego.- Czy się cykasz, że wejdziesz i zostaniesz sam jak palec?- zapytał.- Albo nie potrafisz tańczyć i się tam ośmieszysz? Wiesz strach to normalna rzecz – uśmiechnął się mrużąc lekko oczy.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jude

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 22/01/2015
Skąd : Dolny Śląsk.

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Sob Sty 31, 2015 12:03 pm

Według Jude'a blondyn coś za często się uśmiechał. Nie wiedział, czy brać to za wymuszony uśmiech, który przez lata praktykował, a za czym kryło się cierpienie, czy też po prostu należał do tych okropnie optymistycznych ludzi, którzy starali się zawsze patrzeć przez różowe okulary i uśmiechać choćby nie wiadomo co. Jeśli jednak próbował tym również zarazić czarnowłosego, musiał liczyć się z trudnym wzywaniem. Dla niego nienaturalnym było ciągłe wyginanie warg w uśmiechu. On praktycznie wcale nie uśmiechał się z powodu innego niż kpiące rozbawienie czy też jawne demonstrowanie swojej arogancji, wyższości. Nie miał powodów do szczerej radości i okazywania swojej wesołości, która już dawno temu się w nim zgubiła. Nie sądził, by mógł poczuć się jeszcze szczęśliwy czy wolny. Jak dotąd wszystko co czynił, robił z przymusu.
Jego uwagę przykuło kolejne zdanie chłopaka.
- Cóż, jeszcze to rozważę - powiedział niby od niechcenia, poprawiając okulary z maską obojętności, choć skrycie zainteresowało go to. Jeśli mają dostęp do perkusji... Na której od zawsze chciał się nauczyć grać, to może ten rok będzie dla niego przełomowy pod tym względem? Mógłby wreszcie doświadczyć tego instrumentu, a nawet chodzić do tego całego klubu i rozwijać się muzycznie. Nie był do końca pewien, czy to wypali, ale skoro miał okazję, nie chciał jej marnować. W końcu... Nie żałuję niczego, biorę wszystko. Uśmiechnął się w duchu.
Zaczął nabierać przekonania, że konwersacja z tym chłopcem mogła mu wiele dać. Wciąż jednak musiał być przy nim ostrożny - nie ufał nikomu. Nie zamierzał też zdobywać przyjaciół, nie chciał się do nikogo przywiązywać. Wyjście do klubu mogło niebezpiecznie zachwiać ich relacjami w pozytywną stronę, a tego Jude nie chciał. Zauważył, że blondyn się tak łatwo nie zraża do ludzi, a wręcz przeciwnie... Słysząc jego najdłuższą jak dotąd wypowiedź, był nieco zdziwiony tym, że tak prosto przyszło mu się tym podzielić z zupełnie obcą osobą. Może na pierwszy rzut oka nie zdradził wiele, ale wzmianka o dacie, pewnej osobie, o jego ojcu... To były nikłe aluzje do tego, co go naprawdę bolało. A to było odkrywaniem siebie. Które, według czarnowłosego, było słabością.
Mimo to, uśmiechał się lekko na jego słowa. Nie był to jednak przyjazny uśmiech, a ten zwiastujący kłopoty. Miał punkt zaczepienia, jeśli w późniejszym czasie będzie chciał się pozbyć blondyna.
Zmrużył oczy na jego kolejne słowa. Nie bał się, że zostanie sam. On zawsze był sam. Prychnął kpiąco.
- Prędzej obawiałbym się o Ciebie, drogi przyjacielu - Spojrzał na niego z wyzwaniem w oczach i niebezpiecznym uśmiechem. - Nie chciałbym się wstydzić za swojego towarzysza - odparł z całkowitą pewnością siebie i wstał.
Znacząco przewyższał blondyna, czego nie omieszkał się pokazać, posyłając mu wygórowane spojrzenie. Twarz zdobił złośliwy uśmiech. Wyjął też z powrotem czarne rękawiczki, które założył na dłonie i poprawił swój szal.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Nie Lut 01, 2015 3:04 pm

Czym jest uśmiech? Uśmiech to wyraz twarzy, powstający przez napięcie mięśni po obu stronach ust. Nie. Uśmiech to wyrażenie szczęścia przez człowieka. Uśmiechasz się, gdy coś cię rozbawi, gdy coś cię ucieszy. Jednak, czemu on się uśmiecha skoro nie ma żadnego powodu? Nic go w tym momencie nie rozbawiło, nie jest też szczęśliwym chłopcem. W taki razie czemu? Pozory. On musi spełniać pozory. Jest wzorem szczęśliwego syna. Jest wymysłem swojego ojca. Jego prawdziwa strona jest tam, w środku, w jego sercu i duszy. Nikt jednak nie może się o tym dowiedzieć. On musi taki być. Ale jego uśmiech nie jest już wymuszony. Tak się do niego przyzwyczaił, że nie potrafi zmienić wyrazu twarzy. Sprawia przez to wrażenie łatwej ofiary, osoby którą szybko da się wykorzystać i zniszczyć psychicznie. Nic bardziej mylnego.
Nie da się go zniszczyć psychicznie – on jest na każdym kroku niszczony psychicznie od kilku lat. Ja, sumienie tego chłopca niszczę go bardziej niż ojciec. Przestanę dopiero jak zrozumie, że to nie jego wina, że matka zmarła, że zbzikowała. To wina jego ojca.
Nie jest ofiarą, którą da się zniszczyć – on nie ufa innym, nie jest potulnym barankiem, co mówi wyraz jego twarzy. Zna więcej cierpienia niż nie jeden człowiek.
Czy próbował wywołać uśmiech u Jude? Nie sądzę. On to z przyzwyczajenia robił.
Oj, nie. On ci niewiele powiedział. Te trzy rzeczy to jedynie jedno zdanie jego życia. Niewiele ci powiedzą i niewiele ci dadzą, a jak będziesz pytał zostaniesz spławiony. Może nawet się przestraszy i cię zostawi. Będzie unikać. Nienawidził, gdy ktoś go wypytywał o życie, o daty, o ludzi, o ojca, czy też matkę. Zamyka się. Milczy. Czeka na zmianę tematu, albo sam go zmienia. Nawet nie był świadomy, że coś podejrzewałeś. Byłeś dla niego za mądry. Jesteś toksyczną osobą, ale może twoja toksyczność go uratuje? Może uda się mu w końcu uwolnić ode mnie. Od sumienia.
Spojrzał na niego, gdy ten wstał. Zirytowało go jego spojrzenie, ale maska uśmiechu nie zdradzała nic. Nawet zmiany w jego uczuciach, czy też zachowaniu.
- Nie masz po co się wstydzić. Ty jesteś obcy, a ja żyję tu od urodzenia. Nie przyniosę ci stydu – uśmiechnął się zadziornie.- To jak? Chcesz iść do tego klubu?- zapytał.

//jako, że nie odpowiedziałeś mi na gg, to sam ich poprowadzisz do klubu ;P\\

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jude

avatar

Liczba postów : 47
Join date : 22/01/2015
Skąd : Dolny Śląsk.

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Nie Lut 01, 2015 4:02 pm

Jude o dziwo nie wymuszał na sobie uśmiechów czy konkretnych uczuć, malujących się na jego twarzy. Można by pomyśleć, że wszystko co tworzył, było jedynie iluzją i pozorami, ale jego nastrój odzwierciedlał zwykle to, co naprawdę czuł. Dlatego też zawsze wyglądał na znudzonego, ponurego czy też skupionego, w zależności od sytuacji. Nawet myśli, które wypowiadał, nie były sfałszowane. Można uznać przez to, że był sobą, ale to wcale nie takie proste. Swoje spostrzeżenia zachowywał wyłącznie dla siebie, trzymał ludzi na dystans i nie pozwalał im się zbytnio do siebie zbliżyć. W jego naturze tkwiła arogancja, nieuprzejmość i szczerość, czego nie omieszkał się pokazywać. To była prawdziwa część jego. Ale zaledwie jej ułamek. Reszta jego skrywała się głęboko we wnętrzu, z dala od ciekawskich oczu. Jude'a można by podzielić na dwie persony - tę wykreowaną przez ojca oraz prawdziwego Justina, który został stłumiony gdzieś w środku. Tyle, że czasami udawało mu się ujrzeć światło dzienne.
Czy on jest zniszczony psychicznie? Trudno stwierdzić. Można powiedzieć, że przez każdy cios zadany przez życie, jest silniejszy. Ale kiedyś może się złamać. Nie musi być to wszakże gwałtowny proces, a całkiem powolny. Który już zaczął się jakiś czas temu. Z tego właśnie zrodziło się w nim szaleństwo. Nie jest widoczne zbyt często, ale tylko w konkretnych sytuacjach.
W tym tkwi całe sedno. Dowiedział się czegoś, co będzie mógł wykorzystać przeciwko niemu. W swoich nieznanych nikomu świadomie celach. On myślał inaczej, niż pozostali ludzie. Inaczej wykorzystywał fakty, które poznawał.
- Obcy tylko na krótszą metę - mruknął niezbyt zadowolony z tego faktu. Musiał uważać na to, jakie sprawi pierwsze wrażenie. Ludzie od początku muszą zdawać sobie sprawę z pewnych rzeczy. Nie zbliżać się do niego. Nie próbować się z nim zaprzyjaźnić. Nie wchodzić mu w drogę. Po prostu zostawić go w świętym spokoju. Musieli uświadomić sobie, jakim jest typem. To oszczędzi mu całego zachodu. Dlatego też poważnie rozważał udanie się do tego klubu. Nie mógł się za bardzo "rozerwać", o ile w ogóle potrafił. Nie mógł także sprawiać wrażenia, że ma przyjaciół. To wszystko było dość trudne, choć wystarczy, by był sobą. Zresztą... Mógł spróbować... Zdjąć tę maskę. Tyle, że tego nie potrafił.
- Prowadź. - Westchnął zrezygnowany. Tylko to sprawdzę. Rozeznanie w terenie. Nic więcej. Po czym udał się za Kimem do klubu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Kimi

avatar

Liczba postów : 225
Join date : 14/06/2014

PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   Pon Lut 02, 2015 5:04 pm

Może Kim też jest szalony? Jego szaleństwo pokazuje się, gdy coś go zdenerwuje. Chłopak staje się nieobliczalny. Nie panuje nad swoim ciałem i dlatego wygrywa każdą bójkę, bo jest nieobliczalny, lecz tego nie widać. Nikt nigdy nie dowiedział się dlaczego tak się dzieje.
On nie jest silny psychiczny. Łatwo go zniszczyć. Łatwo go pokonać, ale trzeba mieć dobrą taktykę. Musisz wejść w jego głowę. Niszczyć go powoli. Dręczyć niczym najgorsza osoba na świecie. Gorzej niż ja. Uda ci się go zgasić, jeśli zaatakujesz jego grę. Jeśli zaczniesz mącić mu w marionetkowym scenariuszu. Ten świat jak jedna wielka linka, za którą pociąga jego ojciec. Jeśli utniesz mu linki on nie będzie wiedział co ze sobą zrobić. Jego świat stanie się pusty. Będzie jak mały chłopiec zgubiony w wielkim świecie.
Spróbuj to wykorzystać. Przez tyle lat nikt się nie dowiedział o nim prawdy. Nikt nie znalazł małego kruczka, który można wykorzystać, a może po prostu go nie zauważyli? Ty jesteś złą osobą. Ty widzisz za wiele. Za bardzo przypominasz tego chłopaka, przecież ci będzie łatwiej go zrozumieć. Jesteście do siebie za bardzo podobni. Wy za bardzo się zrozumiecie jak się poznacie. Może powinniście już teraz od siebie odejść. Nie ciągnąć tego dalej, do tego momentu, gdy przez przypadek sobie zaufacie.
Wrażenie? Kim na to nie patrzy. Nie patrzy na to, że np. nie chcesz się zaprzyjaźniać, że chcesz być zawsze sam. To go nie interesuje. On sam patrzy indywidualnie na osobę. Nie patrzy na to, jakie chcesz zrobić wrażenie, po co mu coś co nie istnieje? Woli znać prawdę o człowieku, aby potem tworzyć własną iluzję samego siebie.
Uśmiechnął się łobuzersko, oj jak on to widział, że chcesz, ale nie chcesz z nim iść do klubu. Zabrał cię do klubu, który był w miarę blisko parku, aby nie iść za daleko. Był to klub młodzieżowy, więc dowód osobisty nie był potrzebny. Jedynie szkolna legitymacja, którą Kim miał przy sobie. Pierwszy etap, który był to szatnia, gdzie Kim zostawił swoją gitarę i kurtkę, a następnie udał się z Judem do Sali, gdzie było serce imprezy. Nie było już tak wcześnie, ale nie było też późno. W klubie było już wiele osób, które tańczyły w najlepsze. W parach była wielka różnorodność. Byli i homo i hetero. Kim wyszczerzył się szeroko, gdy usłyszał klubową muzykę. W prawdzie nie wiedział co miał zrobić z Judem, bo nie chciał wyjść w jego oczach na pedzia, gdyż sam blondyn nie wiedział zbyt dużo o swojej orientacji. Może i przebywał w klubach z różnymi osobami, ale nigdy nie wiedział, czy jest gejem, czy może hetero. Jego ojciec, by go zabił gdyby dowiedział się, że jego syn, który zabił mu żonę jest pedałem.
- Chodź na jednego drinka na rozluźnienie – wyszczerzył się i pociągnął go za rękaw w stronę baru. Zamówił dwa drinki i czekał na zamówienie.

_________________


Galeria:
1
2
3
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Jude i Kimi-chan >.>   

Powrót do góry Go down
 
Jude i Kimi-chan >.>
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Mała norka Aki-chan
» Szanowna Wiedźma Flo-chan
» Kii-chan
» Never & Chan vs Luriel & Eduardo Constantine(Silas)
» Mokra norka Faith-chan

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: