IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dom Charlesa

Go down 
AutorWiadomość
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Dom Charlesa   Nie Gru 21, 2014 12:27 am

Nowy dom Charlesa stoi w jednej z dzielnic o bardzo dobrej renomie i on nie przyłożył nawet palca do jego wyboru. Pan Harris, drugi maż jego matki (z resztą do spółki z nią) wybrał i urządził mu nowe lokum na jego prośbę. To willa w nowoczesnym stylu z płaskim dachem, wielkimi oknami i agrofobicznymi pomieszczeniami przez które Charles czuje się tylko bardziej samotny. To dom zdecydowanie zbyt duży dla jednej osoby.
Na piętrze mieszczą się trzy wielkie sypialnie, trzy łazienki (z czego jedna jest naprawdę ogromna), biblioteczka, gabinet oraz przestronny taras. Zaś większą część parteru zajmuje salon z wysokim sufitem. Nie zabrakło oczywiście także aneksu kuchennego i jadalni, a także czegoś na wzór pokoju zabaw, co wydaje się Charlesowi kompletnie nie trafionym wyborem. Do tego dodatkowy pokój gościnny, kolejne łazienki i spory ogród z równo przyciętą trawką. Wszystko jest utrzymane w kolorze bieli i jasnego drewna, ale co najistotniejsze temu domu brakuje duszy. Wygląda to tak, jakby nikt w nim nie mieszkał. Nie ma w nim typowego dla Charlesa rozgardiaszu i nie pasujących do wystroju dzieł sztuki. Wszystko jeszcze pachnie nowością.


Skoro Gregor zgodził się z nim pojechać, Charles przywiózł go pod swój dom, choć nie powiedział nawet jednego słowa, że to właśnie tam jadą. Zatrzymał samochód na podjeździe, uśmiechnął się do towarzyszącego mu mężczyzny i wysiadł. Idąc w kierunku drzwi wejściowych, z kieszeni wyłuskał klucze, którymi już po chwili je otworzył. Wciąż nie miał na sobie płaszcza, który zostawił w szkole razem z kilkoma innymi drobiazgami. Nie miał jednak głowy by się po to wracać. Płaszcz nie był ważny gdy w głowie kłębiło się tysiąc myśli dalekich od przyziemności.
Pchnął drzwi i wszedł do domu nadal nie potrafiąc nazywać go tak z czystym sumieniem. Już dawno pożałował zbyt pochopnej decyzji, całej tej zmiany i sprzedania swoich skarbów. Zawsze gdy wchodził do środka czuł się obco, ale teraz było odrobinę inaczej, jakoś raźniej. Mimo tego, że wciąż nie czuł się tu jak u siebie, to widok znajomych pomieszczeń zadziałał kojąco, a już na pewno widok wchodzącego Gregora. Niechęć do nowości walczyła z rodzącym się przyzwyczajeniem, a to całkiem dobrze wróżyło na przyszłość.
Obejrzał się na gościa i zdając sobie sprawę, że nie  usłyszał jeszcze żadnego pytania, sam pośpieszył z wyjaśnieniem.
- Przeprowadziłem się. Wejdź. - Zostawił drzwi otwarte, a sam zniknął w ciemnym wnętrzu. Nie minęła nawet minuta od jego wejścia, a pomieszczenie rozpaliło się ciepłym światłem kilku lamp. Charles zdjął buty nie trudząc się włożeniem ich do szafki. Po prostu ruszył przez ogromny salon do oddalonego kuchennego aneksu. Nawet wysoki Charles wydawał się niewielki przez ogrom przestrzeni. Zatrzymał się w połowie drogi i odwrócił. Zapomniał zapytać.
- Napijesz się czegoś? Kawa, herbata, może coś mocniejszego? - wyrzucił na jednym tchu. Jego głos odbił się echem od niemal pustych ścian. Zdał sobie sprawę, że już bardzo dawno nie słyszał własnego głosu w tym domu. Ostatni raz kiedy matka wpadła z wizytą, kiedy to było? Trzy miesiące temu? Może powinien zacząć rozmawiać z samym sobą, a może już... nie będzie musiał? Przyjrzał się znajomej, szczupłej sylwetce, roztrzepanym ciemnym włosom i jakoś tak uśmiech sam wypłynął mu na usta. Tak się cieszę, że tu jesteś...

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Wto Gru 23, 2014 4:29 am

Wpatrywał się uważnie w mężczyznę, wcale nie ukrywając, że czeka na jakąś reakcję, odpowiedź, na potwierdzenie, że mężczyzna nie chce się wycofać, ani że Gregor nie zrozumiał go opacznie. Podniósł brwi widząc, że Charles coś próbuje powiedzieć. Okej, tak, rzeczywiście. Nie trzeba nic mówić, w tej chwili akurat przekaz wydawał się jasny. Uśmiech. To dobry znak. Nawet spojrzenie Leammiele'a przybrało cieplejszy wyraz.
Cofnął się, usiadł na piętach i przez chwilę, dosłownie przez momencik trwał w bezruchu, ze spuszczoną głową, boleśnie zaciskając dłonie tuż nad kolanami. Co on tu robił, co się stało? Po takim czasie, po tylu myślach, tylu obietnicach, że 'już nigdy więcej' złożonych samemu sobie...! Po takim cierpieniu i jeszcze gorszym jego braku, braku czegokolwiek! Po obojętności, którą w sobie z idealnie destrukcyjną pasją wyhodował. Teraz jego umysł chłodno kalkulował ewentualne ryzyko, straty i korzyści, a serce? Było zmęczone. Wlokło się za tym wszystkim, głuche i ślepe i dziwnie ciche, pod nosem nucąc nieśmiało, że chce nakarmić deszcz.
Zaczęło mżyć.
Wstał, otrzepał kolana, sięgnął po torbę i już-już wyciągał dłoń po płaszcz, ale Charles go uprzedził. Gregor chciał mu go zabrać i zapewnić, że to niepotrzebne, że sam sobie poradzi, ale nie zrobił tego, bo po prostu poczuł się... miło. Podziękował i dał się objąć, chociaż nie dał rady zwalczyć odruchowego napięcia ramion. Znów poczuł się obco. Najwidoczniej ta chwila, w której przestawili się z chęci uduszenia drugiego na chęć przytulenia, wystarczyła Leammiele'owi do oswojenia z myślą, że takie coś w ogóle może się powtórzyć, ale jeszcze nie z samą czynnością. Cholera, przeszkadzało mu tylko to, że był niższy! Niższy, niższy... Chyba nigdy się nie przyzwyczai.
Dał mu się prowadzić i nawet nie pytał, gdzie w ogóle idą. To było obojętne. Gregor od zawsze potrafił tak łatwo ignorować pozornie podstawowe kwestie, jak na przykład imiona, godziny czy właśnie miejsca, jeśli akurat nie miał ochoty czy obowiązku znaleźć się gdzieś indziej. Poszedłby z Charlesem praktycznie wszędzie, jeśli tylko czuł się w miarę bezpiecznie i miał jako-tako oświetloną drogę.
Samochód? Czyli wybierają się gdzieś dalej? Dobrze. Leammiele już przed wakacjami nauczył się ignorować tę iskierkę drażniącą jego ambicję, że to nie on siada za kółkiem. Przecież nie będą jechać w dwóch różnych autach albo sprzeczać o taką drobnostkę, tym bardziej teraz. Chwilowo miał dosyć myślenia o jakichkolwiek sporach, nawet jeśli byłyby bardziej zasadne niż ten o kierownicę. Potrzebował chwili spokoju, inaczej nie wiadomo w którą stronę by mu odbiło. Dał sobie czas na beztroskę i chwilę niemyślenia o niczym konkretnym.
Nie znał dobrze tej okolicy, poza tym nieszczególnie skupiał się na krajobrazach mijanych za oknem i pierwszy raz był wdzięczny Charlesowi, że ten gdzieś go podwiózł. Leammiele w zamyśleniu śledził krople deszczu spływające po szybie albo przyglądał się hipnotycznemu ruchowi wycieraczek i refleksom światła odbitym w kroplach, raz na jakiś czas spoglądając w bok, jakby kontrolował, czy ten wieczór przypadkiem mu się nie przyśnił.
Najwyraźniej nie. Wysiadł z auta zaraz za Charlesem i odrobinę rozbudzony przez chłód i kroplę deszczu, która akurat musiała wpłynąć mu za kołnierz, stwierdził, że oto chyba został przywieziony do czyjegoś domu, tylko po co? Zmarszczył brwi. Cholera. Cholera! Czyli nie tylko on potrzebował zmiany otoczenia. Nie miał do mężczyzny żalu, oczywiście, że nie, ale poczuł się niepewnie i zatrzymał. Czy powinien tu wchodzić, czy w ogóle powinien widzieć to miejsce, skoro Charles przeprowadził się, by uciec od wspomnień i skojarzeń? Powinien, w końcu został zaproszony i ostatnim, czego powinien się podejmować było myślenie za swojego towarzysza. No i nie miał pewności, że nie minął się z prawdą, zakładając ten bądź co bądź egoistyczny scenariusz.
– Hm, widzę... – odpowiedział w zamyśleniu, rozglądając się bez żadnego skrępowania. Nigdy nie czuł się źle w dużych pomieszczeniach, a do samotnego mieszkania w wielkim domu przywykł albo raczej przywykł do specyficznego, dość nieprzyjemnego uczucia, które prawie zawsze mu tam towarzyszyło. Jakby był zamknięty w wielkiej, złotej klatce, poza którą nie znalazłby nic innego prócz pewności, że te puste cztery ściany i tak są jedynymi, które by za nim zatęskniły.
Szybka kalkulacja: dość kawy na dziś, tak, tak. Na herbatę nie miał ochoty, ale już na 'coś mocniejszego' jak najbardziej. Problem w tym, że Leammiele był cholernie głodny, a picie na czczo pewnie skończyłoby nieprzyzwoicie szybkim wstawieniem. Trudno.
– Zdecydowanie wybieram opcję trzecią! – Sam zdjął buty, odwiesił płaszcz i wyjął z torby paczuszkę z wiśniami w gorzkiej czekoladzie, sięgają po zbawienne zapasy cukru. Powlókł się za Charliem, oparł biodrem o blat i jeszcze raz rozejrzał.
– Nie uwierzyłbym, że to twój dom, wcale tego nie widać – rzucił, gdy przełknął pierwszy kęs. – Mam na myśli ten brak... tego wszystkiego. Tam się coś działo, tam miałeś kartki na biurku i obrazy na krzesłach, bo na ścianie nie było miejsca... nawet ten czerwony, pamiętasz? – Zlizał z ust posmak czekolady jednocześnie odwracając się do mężczyzny i wyciągając w jego stronę dłoń ze słodyczami. Leammiele'owi przeszło przez myśl, że Charles specjalnie utrzymuje dom w takim stanie, ale chciał zaryzykować.
– Mógłbym coś dla ciebie namalować.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Pią Gru 26, 2014 5:45 pm

Charles miał wrażenie, że przez ten czas w którym się nie widzieli, stracili lekkość współistnienia. Niby byli tacy sami, wszak niewiele mogli się zmienić przez pół roku, ale jak niegdyś Charlie mógł traktować obecność Gregora jako coś naturalnego, tak teraz bardzo zwracał na to uwagę. Zerkał w jego kierunku wciąż upewniając się czy jest w pobliżu. Może do końca nie wierzył w to, że znów miał go tak blisko? Przecież wcześniej zdążył niemal zupełnie zgasić w sobie nadzieję. Widać bardzo nie wiele było potrzeba by znów, kompletnie nieodpowiedzialnie, zgodził się wejść drugi raz do przysłowiowej rzeki.
Podświadomie spodziewał się wyboru swego gościa. Sam nigdy nie pijał alkoholu, szczególnie w samotności, a doskonale zaopatrzony barek zawdzięczał jedynie gustowi swego ojczyma. Charles nie wywalił tego wszystkiego tylko dlatego, że podobał mu się widok połyskujących kieliszków i butelek. Widać dobrze się stało, bo teraz mógł zaproponować Gregorowi to, na co tamten miał ochotę.
- Na prawo, w barku. - Wskazał smukłą, przeszkoloną szafkę wypełnioną kolorowymi trunkami. Meblowi bliżej było do wystawowej gabloty niż prawdziwego barku - Wybierz coś sobie.
Nie miał zamiaru pić. Musiał się kontrolować bo gdyby znów wynikała jakaś kłótnia, mógłby przesadzić w którąś ze stron, a nie chciał kolejnych błędów. Szczerze mówiąc wolałby, żeby Gregor także nie pił, ale stłamsił w sobie chęć wypowiedzenia tego na głos. Osaczanie go i narzucanie swojego zdania było ostatnim, co powinien zrobić. Wszystko na powrót wydawało mu się niesamowicie kruche i stawiał na zachowawczość zdecydowanie bardziej niż w kawiarni czy zaułku. W tym ostatnim z resztą, nawet z niej zrezygnował, ale wtedy obaj potrzebowali ostrości słów. Gdyby nie ta bolesna szczerość pewnie nie znaleźliby się tu razem.
Ślizgając się bo jasnych panelach pokonał dzielącą go od kuchennego blatu odległość.  Gdy Gregor zaczął mówić, Charles sięgał po kubek z jednej z wyższych półek. To prawda. Zdawał sobie sprawę z tego jak obecnie wygląda jego nowy dom i jak bardzo różni się od miejsca w którym do tej pory żył. Pamiętał także wściekle czerwony obraz. Ten sprzedał w pierwszej kolejności bo i tak nie miał gdzie go powiesić, a i nie przepadał za nim. Wtedy nie potrzeba było mu agresji. Uśmiechnął się krzywo i postawił naczynie na blacie. Odwrócił się do Gregora kręcąc głową na widok proponowanych słodkości. Kompletnie nie miał ochoty na słodycze.
- Pamiętam. - Odparł krótko sięgając po pudełko z herbatą. Nawet nie zastanawiał się nad czynnością jej parzenia. Wszystko robił mechanicznie. Jedna łyżeczka suszu, zamknięcie puszki, odstawienie jej na miejsce, zamknięcie szafki. - Ja też bym nie uwierzył. - włączył elektryczny czajnik. - Jest za duży, ale wtedy nie mogłem się skupić na tyle żeby podejmować racjonalne decyzje. Z resztą, nie tylko ty chciałeś o wszystkim zapomnieć. Sądziłem, że tak będzie łatwiej. - Cmoknął i westchnął ciężko.  Tyle błędów do naprawienia... Czekając aż zagotuje się woda, obrócił się zupełnie i oparł lędźwiami o blat. - Podejmowanie takich decyzji pod wpływem impulsu, to kiepski pomysł, ale przez entuzjazm matki nie mogę się stąd tak po prostu wyprowadzić. Jej zdaniem to doskonały krok do... - Zamilkł i uśmiechnął się z zakłopotaniem, głównie dlatego, że wciąż starał się nie sprawiać jej zawodu. W praktyce była jedyną osobą z którą się liczył na tej śmiesznej, uczuciowej płaszczyźnie. Pokręcił głową lekceważąco, tym samym ucinając temat. W porę się powstrzymał. On w to nie wierzył. Nie wierzył, że byłby w stanie założyć rodzinę, zbudować dom w taki sposób w jaki widziała to matka i wiedział też, że nie powinien o tym mówić Gregorowi. Tym bardziej teraz. Mieli na głowie inne rzeczy niż rozterki starego geja-kawalera - Jeśli chcesz, możesz coś namalować. - Podjął, ale ta propozycja nie wywołała w nim takiego entuzjazmu jaki powinna. Może dlatego, że z sadem oraz labiryntem ciężko było mu się rozstać i wciąż tkwiły na ścianie jak trofeum upamiętniające jego porażkę. Jedyne obrazy jakie zachował. Odkąd się przeprowadził nie wszedł do pokoju w którym wisiały. Chciał zapomnieć, prawda? To było bardzo dosadnym znakiem, że z tym zapominaniem nie było wcale tak łatwo. Może gdyby minęło wystarczająco dużo czasu w końcu przestałby patrzeć na pamiątki z żalem, ale dostali go stanowczo za mało i właściwie może dobrze się stało? W innym wypadku nie staliby teraz obok siebie jak za dawnych czasów i nie rozmawiali, choć okoliczności były inne i oni zapewne też. - Ale nim się za to weźmiesz, może najpierw wszystko uporządkujemy, co? A przynajmniej spróbujemy. - Zabębnił palcami w kuchenny blat i utkwił beznamiętne spojrzenie w przeciwległej ścianie starając się poukładać sobie w głowie wszystko, co zamierzał powiedzieć. Niemal od razu doszedł do wniosku, że nie będzie to ani łatwe ani przyjemne, ale do działania popychała go świadomość, że przyszli tu dziś razem bo nie chcą odpuścić, a nie nie mogą. Przynajmniej taką miał nadzieję.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Sob Gru 27, 2014 12:57 am

Zrozumiał, że skoro może sam się obsłużyć i sięgnąć po alkohol, to naprawdę powinien czuć się jak u siebie. To wystarczyło, naprawdę. Wiedział, że albo zacznie zachowywać się swobodnie już teraz albo będzie siedział sztywno, przybity nowym miejscem i specyficzną atmosferą.
Zajrzał do barku, rzucił okiem na alkohole... Nie. Żołądek ścisnął się nieprzyjemnie. To nie to, czego potrzebował. Po prostu wyjął szklankę i nalał do niej wody z kranu, wypił duszkiem i odstawił na blacie obok zlewu. Tyle wystarczyło. Zabrał wiśnie i przeniósł się z nimi (słodko-gorzkimi przyjaciółkami!) na kanapę. Usiadł po turecku przodem do Charlesa. Rzeczywiście, nie krępował się, albo po prostu nie przejmował tym, że zostanie wzięty za niekulturalnego. Kultura... nie ważne! Ważna była estetyka!
– Jasne – rzucił w odpowiedzi i więcej nie podjął tematu obrazu. Wiele razy zastanawiał się, czy Charles wyrzucił to, co od niego dostał, dlatego tym razem darował sobie ten temat, nawet jeśli miał okazję zapytać wprost. Nie chciał wiedzieć. Nie żałował tego, co komuś dawał, bo i tak wszystko w jego pamięci było żywe i mógł przypomnieć sobie szczegóły nawet po to, by je odtworzyć w nowej pracy, chociaż nigdy tak nie zrobił, jednak... W tym wypadku żałowałby uczuć, jakie towarzyszyły mu przy tworzeniu. Milczeli. Leammiele zdążył zjeść niemal całą paczkę wiśni, w myślach komentując tę sytuację. Stwierdził po prostu, że mieli rozmawiać. To znaczy: on powinien coś powiedzieć i zainteresować tym Charlesa. Całkiem jak w pracy!
Poczekał aż towarzysz dołączy do niego i dopiero się odezwał.
– Tak byłoby łatwiej. Tylko pod warunkiem, że zapomniałoby się wszystko, a nie część... i to najpewniej tę przyjemniejszą. – Wpół świadomie palcami obydwu dłoni wystukiwał na swoich kolanach jakąś melodię. – Przynajmniej ja tak sądzę... – Zawiesił głos i spojrzał na mężczyznę. – Przepraszam, ale czy... masz tu pianino? I czy mogę zapalić? – Odezwał się tak samo lekko jak przed chwilą, jakby nie domyślił się, że może zaskoczyć Charlesa.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Sob Gru 27, 2014 2:21 am

Usiadł na kanapie na przeciw Gregora i postawił przed sobą kubek z herbatą. Utkwił spojrzenie w mężczyźnie, choć wcale nie wyczekiwał jakichś konkretnych słów. Zdecydował, że jeśli Gregor nic nie powie, sam podejmie temat. W jakiś sposób nadal czuł się odpowiedzialny, a to trzeba było doprowadzić do szczęsliwego końca. Jakikolwiek by on nie był. Gdy już zaczynał się niepokoić padły pierwsze słowa. Podniósł spojrzenie na towarzysza i po chwili mruknięciem przyznał mu rację. Sięgnął po kubek prostując się na kanapie. Poluźnił krawat.
- Nigdy nie da się zapomnieć wszystkiego. - zaczął ostrożnie - Z resztą nie chciałbym zapomnieć wszystkiego. - Pytanie oczywiście go zaskoczyło. Nie spodziewał się, że Gregor będzie chciał grać, bo tak wywnioskował. Pokręcił głową. Sam nie grał od wieków i nie miał w domu instrumentu, a trzymanie go jedynie dla ozdoby jakoś nie przyszło mu do głowy.
- Możesz zapalić, oczywiście, a pianina niestety nie mam. - upił łyk gorącej herbaty. Nie wiedział jak to odebrać. Jako niechęć do rozmowy? Może Gregor wcale nie chciał o tym rozmawiać, ale jeśli tak, to czego oczekiwał? Charles zamarł na chwilę z uniesionym do ust kubkiem. Nie przeszkadzał mu dystans, to że teraz siedzieli na przeciw siebie zamiast obok. Nie czuł się z tym nietypowo, ale pomyślał, że może postępuje źle? Odstawił naczynie na stół i przesunął je w kierunku męzczyzny, a za chwilę wstał by zwyczajnie się przesiąść. Pod wpływem impulsu wierzył w to, że fizyczność może wszystko ułatwi zamiast utrudnić. Zajął miesce obok Gregora i odchylił do tyłu głowę. Zamknął oczy. Musiał zacząć mówić, musiał spróbować.
- Zacznę od tego, że cieszę się, że tu jesteś. Pomimo tego wszystkiego, tej całej rozłąki. Wiem jak to brzmi, ale... dużo o tym myślałem. Od początku wiedziałem, że powodzenie naszego związku w dużej mierze zależało ode mnie, a mimo wszystko... - Skrzywił się leniwie kręcąc głową. Wyprostował się zatapiajac spojrzenie w blacie stołu. - Po prostu wiem co robiłem źle i jeśli ma to dla ciebie jakieś znaczenie, to chciałbym to naprawić. Nie zacząć od nowa, bo to nie możliwe, ale powoli naprawić nasze relacje i udowodnić, że potrafię uszczęśliwić ludzi, którzy są mi bliscy. - Kiedyś niemiałby w sobie takiej pewności odnośnie tak delikatnej kwestii. Teraz natomiast powiedział to wprost bez niepotrzebnych wątpliwości. Skoro los jeszcze raz skrzyżował ich drogi, mógł spróbować. Ponownie dać się wciągnąć i może tym razem utrzymać czas w którym czuł się naprawdę dobrze. - Przepraszam, że cię nie szukałem. Wtedy za bardzo wierzyłem, że nie ma już żadnego sensu próbować. - Właściwie nie do końca czuł się tu winny, ale mógł tę winę wziąć na siebie jeśli to miało ich uratować. Nigdy nie spodziewałby się po sobie takiego poświęcenia, ale nigdy też nie spodziewałby się, że zakocha się w przyjacielu, w mężczyźnie. Czy powinien się jeszcze czemuś dziwić?

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Nie Gru 28, 2014 2:46 am

Leammiele przebolał w milczeniu brak pianina i melodię, która nieustannie odtwarzała się w jego głowie, odkąd tylko ten dziwny fotograf zostawił go samego. Chociaż będzie mógł się pocieszyć papierosem!
Powiódł wzrokiem za kubkiem Charlesa. Częstował go swoją herbatą? To naprawdę miłe! Och, jednak nie...? Zapomniał o herbacie. Tak, bliskość i fizyczność zawsze miała znaczenie, Gregor nie wierzył w kłamstwa, że da się nad tym przejść i całkiem pominąć, nawet jak było to twierdzenie podparte szczerą, dobrą wolą. W tym momencie zaschło mu w ustach. Im dłużej słuchał, tym bardziej odczuwał obecność Charlesa obok siebie, jednak nie jako coś odpychającego. Wręcz przeciwnie. Miał dziką ochotę się przełamać, zrobić coś kontrastującego z przewidywanym zachowaniem, coś, co byłoby bardzo w jego stylu, ale... Nie. Coś go blokowało, trzymało w miejscu. Siedział, przez chwilę w bezruchu jedynie patrząc na mężczyznę i myśląc.
– Może to i dobrze...? Że nie szukałeś. Od dawna wierzę, że żeby coś docenić, trzeba to coś stracić albo przynajmniej być świadomym, że, hm... nic nie jest z nami na zawsze. Tylko teraz żałuję, że byłem tam tak długo. Zanim sam uwierzyłem w to, o czym mówisz, że już nie ma sensu, powinienem wrócić, dać ci w zęby za to, co powiedziałeś. A sobie za spanikowanie. A potem wziąć cię tak, żebyś nie mógł siedzieć przez tydzień. – To ostatnie zdanie dodał już wyraźnie lżejszym tonem, ale szybko się zmitygował. Poczuł, że nie powinien żartować w taki sposób, nawet jeśli miał dobre intencje. Nie chciał być błędnie zrozumiany, nie kpił z tej rozmowy.
– Przepraszam, to ze zmęczenia... – Dodał szybko, jednocześnie obracając się przodem do Charlesa i opierając czoło na jego ramieniu. Zamknął oczy. W tej chwili działał świadomie, czepiając się chwili bezmyślnej odwagi. – Właściwie... domyślałeś się, że wrócę?

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________


Ostatnio zmieniony przez Gregor dnia Sro Sty 07, 2015 2:07 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Nie Sty 04, 2015 1:06 pm

Znów postanowił przyznać Gregorowi rację, choć właściwie to przestawało mieć znaczenie. Kto kogo miał szukać, kto na kogo czekać... Jeśli jeszcze raz uwierzą, może tym razem będą ze sobą tak naprawdę. I może będą szczęśliwi, a już na pewno mniej samotni. I może jeszcze się czegoś od siebie nauczą.
Kręcąc głową uśmiechnął się blado. Nie odebrał lekkich słów jako kpiny, a nawet więcej, był za nie wdzięczny. Brakowało im lekkości rozmowy, a to był chyba całkiem niezły początek do jej odbudowania.
- W porządku. - zapewnił cicho w żaden inny sposób tego nie komentując. Zarejestrował jedynie, że Gregor jest zmęczony i przez chwilę rozważał czy zaproponować mu aby został, jednak szybko doszedł do wniosku, że to chyba nie najlepszy pomysł na tę chwilę. Mógł zostać błędnie odebrany więc wolał nie ryzykować. Drgnął zaskoczony dotykiem, ale wcale nie poczuł się skrępowany. Miał wrażenie, że wszystko wraca. Uczucia związane z bliskością, znajomy dźwięk słów. Przechylił głowę wspierając skroń o głowę Gregora. Westchnął głęboko wyraźnie się rozluźniając. Czuł jak serce przyspiesza, ale nie ze strachu, a czystej, znajomej ekscytacji jaką zwykle wywoływała gregorowa bliskość.
Powoli objął mężczyznę przysuwając go do siebie bardziej, tak, że już po chwili zatracili niemal cały dystans. Brakowało mu tego. Dłoń wiedziona odruchem poczęła przesuwać się po plecach mężczyzny w pieszczotliwym geście. Na pytanie nie odpowiedział od razu, musiał się zastanowić, jeszcze raz zmusić do szczerości. Na szczęście z każdym kolejnym razem było łatwiej.
- Nie, byłem pewny, że to koniec. - Przyznał w końcu. Bezwiednie zniżył głos do szeptu. - Zgłupiałem kiedy okazało się, że wróciłeś. Miałem na biurku twoje wypowiedzenie gotowe do wysłania. - Nawet nadal gdzieś je miał. Wciąż tkwiło w jednej z szuflad biurka bo do dzisiaj pielęgnował w sobie chęć poruszenia trybików biurokracji i uwolnienia się od Gregora w tak krzywdzący sposób. - Setki razy zastanawiałem się dlaczego wróciłeś, ale skoro niczego nie wyjaśniłeś, wszystko stało się jasne. Gdyby nie przypadek pewnie nie rozmawialibyśmy teraz... - Właśnie, przypadek. Dlaczego znaleźli się w tym samym miejscu, co robił tam Gregor? Charles nie pamiętał by widywał go tam wcześniej.
- Co robiłeś w zamkniętym skrzydle? - Zapytał po chwili, chcąc zaspokoić przypływ zwyczajnej, ludzkiej ciekawości.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Sro Sty 07, 2015 2:47 am

Tym razem on dał się zaskoczyć, ale nie zareagował w żaden widoczny sposób. Tylko ten dziwny mechanizm, który zaczął pracować w jego świadomości jakiś czas temu, dostał porządną dawkę paliwa.
Słuchał odpowiedzi, w duchu zadając sobie to samo pytanie. Czy domyślał się, że wróci? Nie. Wyjazd był jedynie formalnością. Chciał upewnić się, czy rzeczywiście zamierza ze sobą skończyć. Gdy już zabił w sobie uczucia do Charlesa, mordując przy okazji wielką część siebie, stwierdził, że pozostaje mu tylko spotkać się z matką, zamknąć tę sprawę i... Tyle. Niewiele więcej już w nim zostało, więc po co trzymać puste opakowania? Co jeszcze mógł zrobić? I nie tylko tam, w Austrii, ale też tu, w tym przeklętym Londynie.
– Wróciłem, bo skoro nadal żyję, a nie mam nic ani tu, ani tam, to wolę to nic z domem z dachem, przez który widać niebo. Poza tym nie lubię hotelowej pościeli – dorzucił, jakby to było bardzo ważne. W końcu podniósł głowę i mówił, patrząc na mężczyznę.
– Nie chciałem wracać do domu – to zabrzmiało naprawdę rzeczowo, jakby nie miał zamiaru kontynuować albo znów zaczął się złościć, jednak zaraz podjął, już łagodniej. – Poszedłem tam po zajęciach i w jednej z sal, w tej, w której się spotkaliśmy, nakryłem jakiegoś... mężczyznę na robieniu zdjęć zgliszczom. Powiedziałem, że jestem duchem tego miejsca, spalonego, że spłonąłem tu kiedyś, a teraz wracam i pozwoliłem mu się fotografować. – Jego głos cichł, ale zyskiwał na dynamice. – Zdjąłem rękawiczkę i pokazałem mu... to... a on robił zdjęcia. Miał taki sam kolor oczu jak ja i potrafił się estetycznie uśmiechać, ale ja nie czułem nic. No, może byłem ciekaw jego reakcji, a on się przedstawił, jakby czegoś chciał, jakby sam chciał mnie sprawdzić, ale potem poszedł, gdy zrobiło się ciemniej. Bo nie mógł robić zdjęć. A ja nadal nic nie czułem. – Teraz już szeptał, wbijając w Charlesa rozgorączkowane spojrzenie. Poruszył się płynnie i zmienił pozycję, klękając w tym miejscu, na którym przed chwilą siedział. Położył jedną dłoń na ramieniu mężczyzny, drugą mocno chwycił jego krawat. – Ale ja chcę czuć, Charles. Chcę czuć, nawet jeśli miałbym szaleć z bólu jak wcześniej. Chcę być naiwny... chcę czuć jak wcześniej. – Bez chwili wahania przycisnął usta do jego ust i nie odsuwał się niesiony wstydem czy jakimiś zgrabnymi, moralnymi pobudkami.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Pią Sty 09, 2015 2:49 am

Historia opowiedziana przez Gregora skłoniła Charlesa do przemyśleń nad kwestią kompletnego zamknięcia spalonego skrzydła i zatrudnienia kilku dodatkowych pracowników ochrony by nikt już się tam nie kręcił. Oczywiście teraz i tak bardziej istotny był wydźwięk tej historii, słów, które ją opisywały, ale Charles nigdy nie potrafił zupełnie odciąć swoich myśli od pracy. Podobnie jak nigdy tak naprawdę nie udało mu się pozbawić czucia. Chciałby nie czuć, ale jedyne co mógł, to wyrzekać się tego. To niestety nie wystarczało żeby odzyskać spokój. W pewien sposób zazdrościł Gregorowi, że miał nad sobą aż taką kontrolę, nawet jeśli była destrukcyjna. Przecież niegdyś wyznawał podobną zasadę, a nawet nadal ją wyznawał, ale jakże wybiórczy się stał w obliczu uczucia, które już zdążył poznać i pokochać.
Dotąd w skupieniu spoglądał na blat stołu i kubek ze stygnącą herbatą, ale gdy słowa jakie padały z ust Gregora zyskiwały coraz więcej uczucia, odwrócił twarz by na niego spojrzeć. Dawno już nie widział tego spojrzenia, ale zamiast się ucieszyć, zaniepokoił się. Skrajności... Skrajności towarzyszyły im od początku związku i Charles w swoich przemyśleniach uznał, że to też nie działało na nich dobrze, ale czy mógł mu odmówić? Mógł opierać się spojrzeniu tych oczu? Bezwiednie wstrzymał oddech, zmarszczył brwi. Pociągnięcie go zaskoczyło więc by zachować równowagę oparł wolną dłoń o udo mężczyzny.
Pocałunek spadł mu na wargi nieoczekiwanie, tym bardziej, że skupiony był na słowach, i w pierwszej chwili nie wiedział jak zareagować. Niby doskonale znał miękkość tych warg, ich smak, ale czas jaki minął zabrał ze sobą, wcześniej z trudem wypracowaną naturalność. Pewnie dlatego przez chwilę trwał oszołomiony nim zdecydował się oddać pocałunek. Na nowo przypominał sobie jak to jest móc znów bez skrępowania dotykać go w taki sposób.
Po chwili oswojenia się, śmiało zagłębił dłoń we włosach mężczyzny wdzierając się językiem do wnętrza jego ust. Zacisnął palce na kosmykach i stał się znajomym Charlesem, który w chwilach takiej bliskości nie był powściągliwy. I choć pocałunek miał w sobie tęsknotę, to nie był gwałtowny, może dlatego, że Charles nadal starał się trwać w swoim postanowieniu i nie przesadzać w żadną ze stron. Złoty środek miał być rozwiązaniem wszystkich problemów. Kończąc pieszczotę ujął zaciśniętą na krawacie dłoń i łagodnie nakłonił do rozprostowania palców. Objął jej wierzch własną dłonią i pokierował ku górze, tak by objęła policzek, tak by mógł poczuć palce Gregora na swojej szyi. Wprawdzie nie chciał się odsuwać, ale Gregor nie dał mu wcześniej odpowiedzieć, więc zamierzał to zrobić teraz. Po pocałunku oddech nieco przyspieszył, ale to przecież zupełnie naturalna reakcja i nie zwrócił na nią uwagi. Nie otworzył oczu.
- Jeśli chcesz czuć, to przestań się powstrzymywać. - Szepnął, a że nie cofnął się, wciąż miał jego usta tak kusząco blisko swoich. Niemal je muskał, kiedy mówił. -  Bądź sobą, osobą którą pokochałem. - Nie dał mu odpowiedzieć. Tym razem on naparł na jeszcze wilgotne po poprzednim pocałunku wargi, tym razem żarliwiej i bardziej znajomo.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Sob Sty 10, 2015 8:45 pm

Gdy Charles się w końcu przełamał i oddał pocałunek, Leammiele poczuł odrobinę rozluźnienia, jakby ulgi, wcześniej nawet nie zdając sobie sprawy z tego, jak bardzo spięty był. Rozprostował palce, dotknął jego twarzy... Chryste, to znajome ciepło, ten zapach, a teraz także smak jego ust... Co Gregor wcześniej czuł, co kojarzył z tymi doznaniami? Co czuł teraz?
Przestań się powstrzymywać... Przyłożył dwa palce wolnej dłoni do swojej skroni, imitując nimi kształt pistoletu, potem lekko odchylił się, na moment zwiększając dystans między sobą a mężczyzną i włożył 'broń' do ust. To trwało chwilę, zwilżył językiem opuszki i przesunął nimi po szyi Charlesa do tyłu, na jego kark i tam pozostawił. Skupił się na pocałunku, chcąc zająć uwagę czymś przyjemnym. Tym razem on panicznie chwytał się znajomych doznań, przekonany, że są jego jedynym łącznikiem z teraźniejszością, ze światem żywych.
Po jakimś czasie odsunął się, przytrzymał barków mężczyzny i okraczył jego uda kolanami, siadając na nich w wygodniejszej pozycji. Ignorował ciągnięcie skóry na lewym biodrze, bo jeszcze było ono znośne. Znów dotknął szyi mężczyzny, tym razem w dużym skupieniu i wolno, płytko zagłębił palce pod kołnierz jego koszuli, potem płynnym ruchem sięgnął do krawata i zajął się rozwiązywaniem, jednak... nagle zatrzymał się i podniósł wzrok, badając niepewnym spojrzeniem jego twarz, jakby chciał się upewnić czy to naprawdę ten ktoś, kogo sądził że zna, być może kogo poznał naprawdę.
Pokręcił głową.
– Przepraszam, Charles... Przepraszam, ja chyba... – Na moment zasłonił twarz dłonią, potem wsparł się na jego ramieniu i cofnął, niepewnie stając na podłodze.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruna

avatar

Liczba postów : 25
Join date : 25/12/2014

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Pią Sty 30, 2015 7:01 pm

Zimno, piekielnie zimno. Miliony malutkich igiełek wbijających się w jego jasne policzki. Mróz, mróz! Jaki przyjemny. Uwielbiał zimę, jej surowość i bezwzględność. Uwielbiał czuć na sobie całą jej złość, przyjmując ją z pełnym impetem, aby rozkoszować się tą zimną damą w sposoby, o których inni (bardziej poprawni) mężczyźni nawet nie śnili.
Brał ją całym sobą.
Jak wszystko inne.
Jako swoją własność.
Dla niego wszystko było jego – także ten dom, na który spoglądał najpierw z bezpiecznej odległości, wyraźnie zaciekawiony czymś, czego normalna osoba nawet nie dostrzegłaby. Z czasem zaczął redukować dystans. Nawet nie spostrzegł momentu, w którym znalazł się na prywatnej posesji, skupiony na eksploracji tego nieznanego, pięknego miejsca.
Cudowne okna! Niezwykle odbijały światło! I to było znacznie ciekawsze niż dwójka mężczyzn po drugiej stronie szyby. Nie, nimi się zainteresował, absolutnie. Stojąc pośrodku ogrodu, nie siląc się przy tym na jakąkolwiek dyskrecję, wpatrywał się w grę światła, patrząc na okno uważnym spojrzeniem obłąkańca.
Jakże upiornie wyglądał! Człowiek o niemal białej skórze, wyprostowany i nieruchomy niczym posąg. Odziany w czarny płaszcz, który doszczętnie skrywał jego smukłą, wysoką sylwetkę… Nieobecny. Odcięty od realności, skupiony na błahostce. Na oknach. I świetle.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Sro Kwi 08, 2015 8:27 pm

– ...ja chyba właśnie trochę znormalniałem – dokończył ciszej, nie do końca pewny, czy ma się z tego spostrzeżenia cieszyć czy smucić. Wstał jak najzgrabniej, poprawił koszulę i... zamarł. Kątem oka dostrzegł w jednym z wielkich okien odbicie początkowo biorąc je za własne, być może odrobinę zniekształcone... nie. Nie poruszyło się wraz z nim. Pan Leammiele poczuł, jakby ktoś zdzielił go rozżarzonym prętem po nerkach. Panika, strach! Ktoś tam stał i się gapił. Ktoś, kogo Gregor znał, kogo momentalnie zidentyfikował.
...a może tak naprawdę przez ten czas bólu, przeistaczał się, przechodził z jednego świata w drugi, z tego ludzkiego do własnego, a teraz dzieło dokonało się i stworzenia mieszkające w jego głowie, na przykład tym razem mężczyzna ze snów, stały się realne? Realne dla Gregora, bo mężczyzna bez wątpienia widział tu... Cóż, właściwie nawet nie wiedział, jak go nazwać, ale poczuł, że nie musi tego robić. Westchnął, jakby zgodził się na taki bieg rzezy albo raczej jakby niezbyt się tym przejął. Swoją drogą, może Książę Spokój też istniał naprawdę?
Bez słowa wytłumaczenia podszedł blisko do okna i położył wpierw prawą, potem również lewą dłoń na szybie. No tak. To całkiem normalne, całkiem normalne...

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruna

avatar

Liczba postów : 25
Join date : 25/12/2014

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Sro Kwi 08, 2015 9:25 pm

Ładny dom, ładne szyby. Tylko trochę śmierdziało czymś, czego Haruna właściwie nie potrafił konkretnie nazwać… Zaintrygowany tym paskudnym aromatem, postąpił krok w przód. I następny. I jeszcze bardziej. Stał w kwiatach? Biedne brzydkie patyki! Przeszedł przez nie z tą samą gracją, nieznacznie jedynie pociągając poły płaszcza, który kompletnie skrywał jego sylwetkę. Cóż było za szybą? To śmierdziało?
Zatrzymał się przy samym murze, przy samym oknie, nieprzeniknionym wzrokiem patrząc przed siebie. Zimno! Wraz z powiewem chłodnego, niemal już nocnego powietrza, podciągnął nieco bardziej kołnierz ubrania, częściowo ukrywając się w tym ciepłym materiale.
Powinien wrócić do domu.
Ale wszystko było jego.
Ten dom także. Ta budowla.
I ludzie w niej. I ten mężczyzna przyciśnięty do szyby. Wszystko należało do Haruny.
Spalenizna! To śmierdziało.
Zaintrygowany człowiekiem, wyciągnął przed siebie dłoń odzianą w czarną rękawiczkę, aby następnie zastukać w idealnie gładką fakturę okna, jednocześnie rozciągając usta w uśmiechu co najmniej nieludzkim. Dziwacznym, karykaturalnym i jednocześnie tak bardzo harunowym.
Puk, puk. Nie, nie wpuszczaj mnie tam. Wyjdź do mnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Sro Kwi 08, 2015 9:45 pm

Zobaczył go. Bogowie! Zareagował. Teoretycznie interakcja z otoczeniem wykluczała, że mężczyzna jest tylko przewidzeniem Gregora... Pytanie tylko, czy to wszystko było reale? A może Leammiele już dawno chichotał i ślinił się w kaftanie z długimi, seksownymi rękawami? Czy Charles również widział ten uśmiech i słyszał pukanie? Właściwie... co to za różnica? Pan Gregor zajął się zakładaniem płaszcza.
– Mam przeczucie, że jeszcze si spotkamy, Charles – rzucił wychodząc i nawet się nie oglądając. Kierował się w stronę nieznajomego, gotów sprawdzić, czy ten dziwak rzeczywiście nim jest. Ot, ludzka ciekawość, bo Gregor jakoś nie był zdolny do ekscytacji.
Zanim stanął twarzą w twarz z nieproszonym gościem, zdążył zapalić cygaretkę i przyjrzeć się sylwetce oświetlonej przez światło padające z okna. Bez wątpienia... podobieństwo było ogromne, a Gregor złapał nutę znajomej woni niesionej wiatrem stwierdził, że ten ktoś nawet pachniał tak, jak mężczyzna ze snu. Czas na mały eksperyment.
– Nadal śpisz w trumnie, Haruno?
Obserwował.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruna

avatar

Liczba postów : 25
Join date : 25/12/2014

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Sro Kwi 08, 2015 10:04 pm

Zmarszczył czoło, widząc, że mężczyzna odsuwa się, oddala, znikając w głębi tego pięknego, drogiego domu. Nie widział go. Dostrzegł innego, znacznie mniej interesującego i już, już! miał odwrócić się, odejść, pójść w swoją stronę, gdy dobiegło go pytanie.
- W trumnie śpi spalony dom – rzucił tak swobodnie i luźno, właściwie nie wiedząc nawet, dlaczego to powiedział! Ot, cały Haruna. Całe jego słodkie szaleństwo z całym spektrum jego objaw. Zmarszczył czoło i zmierzył go uważnym spojrzeniem, od góry do dołu. Znał go? Jasne, że nie! Może kiedyś, kiedyś, gdy jeszcze był normalny!
Nie, nie mógł go znać, pamiętałby.
- Potrzebuję iść – oświadczył, dumnie wyprostowany, pewny swego. – A ty potrzebujesz iść ze mną! – dodał, marszcząc czoło. Znów powiódł spojrzeniem po jego sylwetce, od góry do dołu.
- Możesz być Victorem. Jesteś Victorem, prawda? - westchnął, niemalże cierpiętniczo. – Nie jesteś Victorem, ale chciałbym, abyś nim był. To do ciebie pasuje, Victor paliłby papierosy – stwierdził z zastanowieniem, podchodząc krok bliżej. Zaciągnął się zapachem tytoniu i zaraz znów zmarszczył czoło… Nie takiego aromatu się spodziewał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Czw Kwi 09, 2015 9:14 am

Och, we śnie ten gość wydawał mu się niższy... Ale czyżby zgadł imię? Bo gadał równie zagadkowo, żeby nie powiedzieć, że bez sensu. Chociaż ten spalony dom... Gregor pamiętał, śniło mu się, że razem spalili jego dom. Może to tylko przypadek?
– Dla ciebie mogę być Victorem, pod warunkiem, że wyjaśnisz mi dlaczego akurat to imię. Chodzi tylko o papierosy? – Zaczyna się robić ciekawie. Skinął głową w stronę wyjścia z posesji i wolno ruszył przed siebie. Nie wiedział, dlaczego opcja zmycia się stąd tak mu dopasowała. Chodziło o bardziej radykalne zwiększenie fizycznego dystansu między nim a Charlesem czy o to, że lubił przechadzać się wieczorami?
– Chciałbyś zapiąć mi płaszcz? – Jakże wspaniale było móc wrócić do zwykłego prowokowania, by obserwować reakcje!

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Haruna

avatar

Liczba postów : 25
Join date : 25/12/2014

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Pią Kwi 10, 2015 5:38 am

- Masz spojrzenie Viktora – odparł zupełnie swobodnie, brzmiąc inaczej niż jeszcze chwilę temu. Jaśniej. Raz jeszcze przyjrzał się sylwetce mężczyzny, jakby usilnie doszukiwał się w nim kolejnych cech, które mógłby przypisać wspomnianemu imieniu, ale nie odezwał się. Nie znalazł?
Spokojnym i niepośpiesznym krokiem zbliżył się do niego, skupiając wzrok na guzikach płaszcza. Victor nosiłby płaszcz? Bez słowa ujął poły materiału, zsuwając je ze sobą sprawnym ruchem, aby następnie kolejno – guzik za guzikiem – ukryć ciało Gregora, nie dotykając go. Jakby (w parodii dla tego gestu!) starał się zachować taktownie. A gdy skończył, postanowił zaprzeczyć wszystkim znanym sobie konwenansom i normą, ujmując dłoń nieznajomego, przyciągając ją sobie pod usta, aby móc zasmakować tego papierosa. Zaciągnął się nim, dopiero wówczas spoglądając Victorowi, czy też Gregorowi, w oczy.
- Mm… – mruknął nisko, przyjemnie chrypliwie. – Kim jesteś, Victorze? – szepnął, nie odsuwając się, tkwiąc tak blisko, jak tylko było to możliwe.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   Sob Kwi 11, 2015 7:29 pm

Skinął głową. Victor. Dobrze. Było mu obojętne, kim będzie dla tego dziwaka, zgodziłby się na większość imion. Chociaż to akurat mu się spodobało. Taak. Frankenstein.
'Ale ja jestem jak strzaskane drzewo: piorun poraził moją duszę. I czułem wtedy, że przeżyję to wszystko, co mnie jeszcze czeka, by pokazać światu to, czym wnet być przestanę: nędzne widowisko rozbitka ludzkości, budzące politowanie u innych, a nie do zniesienia dla samego siebie'.
Gregor przypomniał sobie te słowa i uśmiechnął się pod nosem, chociaż przez grubą, skórzastą warstwę znieczulicy przebił się ból. Spojrzał w bok, oglądając się na dom, na Charlesa, wykorzystując moment, w którym Haruna zapinał mu płaszcz. Cholera, przecież to wszystko nie miało być tak... to nie miało być tak! Ta myśl zacisnęła łapy na jego gardle... ale tylko na chwilę. Już, o, widzisz? Już wszystko wróciło do nowej, beznamiętnej normy. Pan Leammiele skupił się na nowym znajomym, który najwyraźniej podjął wyzwanie. Wspaniale. Badanie granic. Do czego był zdolny się posunąć? Jak bardzo był szalony? Albo raczej: który z nich bardziej?
Zmarszczył brwi, obserwując własną dłoń. Z przyzwyczajenia trzymał djaruma w lewej, dlatego przez myśl mu przeszło, że to mogą być ostatnie chwile, w których mógł cieszyć się spokojem i rękawiczką we właściwym miejscu... ale nie, jednak nie, chociaż coś mu mówiło, że nie powinien cieszyć się zbyt wcześnie.
Kim był...? Właśnie. Spodziewał się kolejnego uderzenia smutku, ale nic takiego nie nastąpiło. Po prostu w jego myślach pojawiały się kolejne odpowiedzi nawiązujące do różnych dziedzin życia, cech i wartości.
– Jestem tym, za kogo chcesz mnie mieć – odezwał się bez większego skrępowania nikłym dystansem czy uważnym spojrzeniem, którego ciężar aż czuł na swoich ramionach. Sam odpowiedział tak pustym, beznamiętnym i martwym wzrokiem, jakiego chyba nigdy dotąd nikt u tego żywiołowego, spontanicznego mężczyzny nie było. – Teraz byłem dilerem wiśniowych djarumów i twoim śnicielem, ale nie będę nikim więcej. – Skinął głową na pożegnanie, po czym ruszył przed siebie, udając się na samotną przechadzkę nad Tamizą.
[ZT]

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dom Charlesa   

Powrót do góry Go down
 
Dom Charlesa
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Domki jednorodzinne-
Skocz do: