IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Little Greedy Street

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Little Greedy Street   Pią Gru 19, 2014 3:44 am

Jedna z mrocznych tysięcy uliczek między sklepami, klubami i barami. Tak naprawdę nie ma oficjalnej nazwy, ale wśród okolicznych mieszkańców utarło się, że jeśli spotykają się przy 'Chciwej', to właśnie tam. Jest słabo oświetlona: z jednej strony i gdzieś na środku przez lampy nad tylnymi wyjściami z różnych lokali, z drugiej przez latarnię stojącą przy większej ulicy.
Służby porządkowe dbają o tę okolicę, dlatego przeważnie jest tu spokojnie i w miarę czysto. Przez Little Greedy najczęściej chodzą ci, którzy chcą sobie skrócić drogę między głównymi ulicami albo wampiry polujące na kolację, jednak co do tych drugich nie mam pewności.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Pią Gru 19, 2014 3:45 am

Niemal wybiegł z kawiarni, skręcił w pierwszą wąską i pewnie nieoświetloną uliczkę i nie zatrzymywał się, dopóki nie poczuł tego znajomego szczypania w wyschniętym od szybkich oddechów gardle. Odwrócił się do Charlesa.
– Jak mogłeś tak powiedzieć? Jak mogłeś tak pomyśleć!? – Rzucił piękną wiązankę niemieckich przekleństw. Wydawało się, że jeszcze chwila i będzie zdolny skoczyć na mężczyznę z pięściami. – Właśnie tego się bałem! Właśnie o tym mówiłem! Spełniła się obawa, poczułem się jakby to, co ci dałem, co ci pokazałem było niczym... Niczym! A dałem ci wszystko, wszystko co miałem i wszystko czym byłem! Teraz nic nie mam i jestem niczym! – Prawą dłonią ściskał płaszcz, lewą położył na swoim karku i również zacisnął, nie potrafiąc utrzymać rąk w spokoju. Spuścił głowę.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Pią Gru 19, 2014 4:02 am

- Więc teraz będziemy się obwiniać, tak? "Nie zrobiłbym gdybyś ty"?! - Agresja rodzi agresję. Charles podniósł głos, a w jego wydaniu brzmiało to obco i na pewno nieprzyjemnie, tym bardziej, że prócz złości była w nim kpina. Kelner też podniósł głos, próbując zwrócić na siebie uwagę i wyprosić kłopotliwych gości, niestety na razie z miernym skutkiem. - Myślałem, że wiążąc się z facetem nie będę musiał bawić się w te brednie. Nie jestem rycerzem na białym koniu, który stara się o rękę damy. Ty do cholery nie jesteś księżniczką! I podobno jesteśmy dorośli! - Charles machnął dłońmi be zładu i wywrócił oczami, gniew wyostrzył mu rysy, przydał twarzy kilka brzydkich zmarszczek. Sam już nie wiedział po co to wszystko. Przecież do niczego to nie prowadzi, a tracenie kruchej, świeżo wypracowanej kontroli nie było bezpieczne. Ale przecież nie stanie teraz ze zwieszoną głową pozwalając rzucać w siebie tak beznadziejnymi zarzutami. Z chwili na chwilę Gregor zaczął przypominać mu bardziej rozgoryczoną dziewczynę niż mężczyznę, którego znał. Do tego wszystkiego został nazwany tchórzem... zabolało i nie dlatego, że to było kłamstwo. Nie, to była bolesna prawda. Był tchórzem, ale zupełnie inaczej niż sądził Gregor.
- Tak, jesteś bardzo odważny, bo wróciłeś, ale czy wróciłeś do mnie? Gdyby nie ten zbieg okoliczności i moja propozycja pewnie dalej byś mnie unikał. - Żachnął się. Zacisnął szczęki tak mocno, że aż poczuł ból. - No tak, ty mogłeś sobie odpuścić, ale ja nie. Powiedz wprost, że to moja wina! Ty oczywiście jesteś bez winy. - Warknął, a czując jak dłoń kelnera chwyta go za ramię, gwałtownym, agresywnym ruchem strącił ją z siebie. Nie czekał aż mężczyzna zamiast szarpać się z nim, wezwie policję. Wyszedł, choć wcale nie miał ochoty iść za Gregorem. Po raz drugi w życiu pragnął wziąć go za fraki i potrząsnąć, choć to przecież niczego by nie rozwiązało. A gdzieś w podświadomości rosła też obawa, że... to naprawdę nie to. Nie powinni być razem. Nie dogadują się. Nie potrafią ze sobą milczeć, a rozmowy przeradzają się w kłótnie. Charles uskrzydlony nadzieją, czuł jak niechybnie zamiast ku niebu leci ku ziemi. Zderzy się z rzeczywistością, roztrzaska na niej swoje nadzieje i może w końcu przejrzy na oczy. Jednak nim zgaśnie ostatnia iskierka nadziei, musiał się upewnić. Musiał pozwolić sobie na naiwność.
Gregorowi za to nie pozwolił iść zbyt daleko, właśnie dlatego, że nie miał ochoty nigdzie chodzić. Chwycił go za ramię i zmusił by się zatrzymał. Nawet nie zwrócił uwagi na miejsce w którym się znaleźli, ani na porę dnia, który już właściwie stawał się nocą. Patrzył w wykrzywioną gniewem, pozornie znajomą twarz i nie poznawał jej. Pomimo słów oburzenia na których dźwięk skrzywił się bezmyślnie, jakoś nie mógł zupełnie przyznać Gregorowi racji. Jak mógł zarzucić mu brak prawdziwych uczuć? Normalnie. Tak to odebrał, bo skoro Gregor z taką łatwością się z niego wyleczył... Nie miał zamiaru wycofywać się ze swego osądu, bo nie udowodniono mu, że jest inaczej.
- Niczym? Niczym! - Powtórzył wzburzony - Myślisz, że jedynie ty tak się czujesz? - Spojrzenie wciąż miał twarde, ale teraz czaił się w nim żal - To jesteś w błędzie. Dałeś mi wszystko? To gdzie to jest? W tym co dzisiaj usłyszałem? W tym, żebym pozwolił ci odejść? Wobec tego gdzie jest to wszystko? Słyszysz?! - szarpnął go za ramię boleśnie wbijając w nie palce. Naprawdę nim szarpnął, ale to trwało chwilę. Zaraz bowiem puścił, cofnął się, odchylił głowę i odetchnął starając się uspokoić rozpędzone przez złość serce. Gdy ponownie się odezwał w jego głosie nie było już takiej agresji. Jedynie gorycz. Na co to wszystko? Po co tu przyszli? - Gregor, już dość. Chciałeś żebym powiedział ci jakie mam wątpliwości. Usłyszałeś już wszystko...

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Pią Gru 19, 2014 4:41 am

Gdy tylko poczuł na sobie jego dłoń, starał się ją zepchnąć samemu zapominając o wyczuciu i nawet nie zwracając uwagi na ból.
– Nie, nie powiedziałem, że masz dać mi odejść! Powiedziałem, że jeśli masz jakieś wątpliwości, to lepiej dać spokój. To jest różnica! – Wagę tych słów podkreślił gestem dłoni i trzymanej w niej cygaretki, którą dopiero co niezgrabnie wyłuskał z opakowania trzęsącymi się palcami.
– Nie dosyć. Chyba, że dosyć raz na zawsze, ale nie, ja chcę wiedzieć i chcę... – Przerwał podpalając tytoń i zaciągając się. – ...żebyś ty w końcu wiedział. – Na chwilę się uspokoił, ale to, o czym teraz pomyślał znowu wprawiło go w złość. Upuścił zapałkę na ziemię, z wrażenia przegapiając swoją zwyczajową manierę dbania o czystość wokół. – Oczywiście, że to zebrałeś ze sobą! Jeśli to wszystko było niczym i jeśli tego nie ma to po co tu jesteś? Po co ja tu jestem, po co mnie zatrzymałeś, po co mnie... chciałeś!?

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Pią Gru 19, 2014 5:56 pm

- Zwariowałeś - Podsumował oschle - Zawsze są jakieś wątpliwości. Czego oczekujesz, miłości bez problemów? Jesteś aż tak beznadziejnie romantyczny? Pragniesz miłości idealnej? I to żadna różnica! - Mało brakowało, a zacząłby chodzić po ścianach. Nie pamiętał kiedy ostatni raz tak bardzo zdzierał gardło i dał doprowadzić się do takiej złości. Stabilność trafił szlag, pozostał jedynie doprawiony goryczą gniew. Nie pilnując się, pokazywał całą gamę niepotrzebnych uczuć. Zabarwiał głos ironią, ranił słowami dając upust złości. Zamilkł jedynie po to, by nerwowym ruchem kolejny raz przeczesać włosy i zebrać myśli. Oddychając płytko spojrzał w niebo, jakby tam szukał odpowiednich słów, które zaraz znalazł i oczywiście wypowiedział.
- Chcesz wiedzieć po co tu jestem? - Podjął zimnym, gniewnym tonem - O co cały ten raban w kawiarni? Powiem ci. - Odruchowo wychylił się ku Gregorowi mając zamiar spojrzeć mu w twarz i zmusić go by zrobił to samo. Tyle pasji ile obecnie wylewało się z pochmurnego spojrzenia Charlesa, Gregor mógł zobaczyć tylko raz i to w dużo przyjemniejszych okolicznościach. Zniżył głos do złowróżbnego szeptu. - Zanim przyznałeś, że już nic do mnie nie czujesz, wierzyłem, że możemy spróbować naprawić nasze relacje. Ale przecież już nic nie da się zrobić, tak? - Podkreślił słowa rozłożeniem rąk - Bo miałeś wystarczająco dużo czasu by pozbyć się wszystkich uczuć do mnie. Nie tak powiedziałeś? Skoro ja pomimo tego wszystkiego nie chciałem rezygnować, to jak inaczej miałem to odebrać? - Odczekał kilka sekund i wyprostował się. Jeszcze raz spojrzał na mężczyznę z góry. - Ja wiem. - podkreślił dobitnie - Zapytałeś czego chcę i powiedziałem ci. Co mam jeszcze powiedzieć? Czego chcesz? Jakiego dowodu? - Nagle złapał głęboki haust powietrza, jakby sobie o czymś przypomniał, a potem prychnął drwiąco, a uśmiech który wykrzywił wąskie wargi był naprawdę paskudny. Pierwszy raz w życiu zdecydował się wobec Gregora na tak jadowity grymas i całkiem możliwe, że w mroku bocznej uliczki mężczyzna nie dostrzeże prawdziwego smutku, jaki Charles teraz czuł. - A może mam coś zrobić, hm? Może znów wyjedziesz, a ja żeby dowieść swojej miłości będę szukał cię po hotelach i gejowskich barach błagając byś wrócił?
Ostatnie zdanie powiedział specjalnie po to żeby sprawić Gregorowi przykrość, żeby wbić szpileczkę. Nieświadomie rozpoczął próby zranienia i zrażenia do siebie. Przecież łatwiej było nienawidzić niż kochać. Nieświadomie powracał do punktu wyjścia, do zamknięcia skorupy. Nadzieja ustąpiła miejsca goryczy.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Gru 20, 2014 12:14 am

Kilkukrotnie chciał mu przerwać, ale w końcu darował sobie. Oparł się plecami o jedną ze ścian nie zwracając uwagi na chłód i ignorując najmniej potrzebne w tym momencie obawy przed pobrudzeniem swetra. Gapił się przed siebie, raz za razem zaciągając cygaretką, jakby goryczą tytoniu chciał przysłonić gorycz słów. Złość zaczęła przegrywać z coraz silniejszymi falami otępiającego bólu. Och, bogowie, gdybyście byli, stworzylibyście Życie ze stali i kamienia, bo wystarczy odrobina rozumu, by pojąć, jak wielkim błędem jest dawanie czemukolwiek uczuć.
Odruchowo podniósł wzrok i spojrzał na mężczyznę, ale to był tylko moment i Gregor nie zastanawiając się nad tym, że działa zupełnie wbrew dawnemu sobie, odkręcił głowę, unikając nawet przypadkowego spojrzenia na mężczyznę. Po chwilowym przebudzeniu znowu zaczynał zapadać w latarg, jednak w tej chwili w odrobinę inny sposób. To spotkanie i wymiana słów rozpaliła jego emocje, tym samym topiąc warstewkę szronu, którą otulił się, by lepiej przetrwać sen zimowy.
– Ja nie... – Przerwał. Co on chciał powiedzieć? Po co? Coś w jego wnętrzu podpowiadało, że nie powinien się otwierać i mówić takich rzeczy. Rzucił szybkie, kontrolne spojrzenie na Charlesa. Właściwie to nie powinien się obawiać, co może się jeszcze stać? Czego się bał, skoro sam stwierdził, że już nic nie może stracić. – Odkąd my... ja nie chciałem... – Nie potrafił dokończyć żadnego z tych zdań, bo jak w myślach niektóre słowa brzmiały nawet gładko, tak po prostu nie chciały mu przejść przez gardło. 'Odkąd my zerwaliśmy? Ja nie chciałem nikogo innego?' Co to w ogóle ma być?
– Nie znalazłabyś mnie w żadnym barze – w końcu wydusił z siebie, odzyskując wiarę w to, że jeszcze umie coś powiedzieć.
Powoli zaczynał mu przeszkadzać płaszcz przewieszony przez przedramię, dlatego za którymś razem nie poprawił go, tylko po prostu pozwolił się ześlizgnąć na ziemię. Sam kucnął obok, zsuwając się po ścianie. Z torby wyjął paczkę djarumów i wyłuskał z niej kolejnego papierosa.
– I to wcale nie tak, dawno wyrosłem z czegoś takiego... – wymruczał trzymając cygaretkę w ustach. Starał się podpalić zapałkę, ale dłonie za bardzo mu drżały i miał zbyt zmarznięte palce, by udało mu się to zrobić bez problemu. Złamał dwie, zanim udało mu się podpalić trzecią. – Wiesz czego chciałem? Chciałem nie być na chwilę. Chciałem zerwać z 'barowaniem u ciebie'. Z przychodzeniem w konkretnym celu, by coś zabrać i coś dać i bez większej refleksji wrócić do tego co ma się na co dzień. I to nie tak, jak myślisz... Nie chciałem być twoim światem, tylko jego częścią. – Kontynuował monotonnym, przyciszony tonem, wpadając w ciąg myślowy i nagłos mówiąc niemal dokładnie to, co pomyślał pewnego lipcowego świtu, przewracając się z boku na bok w hotelowym łóżku i próbując zmusić do snu. Pewnie nawet nie przerwałby monologu, gdyby usłyszał, że mężczyzna odchodzi, zostawiając go w tym miejscu samego. – Byłem dziwką, ale nie chciałem być nią dla ciebie, nie chciałem być kimś z baru, na chwilę. Nie chciałem być jednym z kontrahentów, którego widzisz raz na kwartał, bo musisz odnowić umowę. Wiesz, myślę, że w większości oni podpisują umowy, by mieć więcej pieniędzy dla siebie, nie po to, by od siebie uciec. Myślałem, że po tym, co wtedy powiedziałeś i co powtarzałeś i powtarzałeś... będziesz chciał coś zmienić i że największą różnicą nie będzie to, że raz na jakiś czas pójdziemy ze sobą do łóżka. – Pokręcił głową. – Zniknąłem pierwszy, żebyś ty nie mógł tego zrobić. – Machinalnie zaciskał palce prawej dłoni na swoim kolanie, w lewej zaś trzymał djaruma, którego nawet nie spróbował. Jak zahipnotyzowany patrzył się na żar. – Ale wiesz co? – Nagle podniósł głowę i spojrzał na Charlesa. – Teraz myślę, że lepiej jest być obok kogoś, nawet jeśli chce się być z kimś, bo zawsze łatwiej jest coś naprawić, niż stworzyć coś z niczego. Kiedy masz nic i jesteś niczym, nie możesz mieć nawet znajomej samotności.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Gru 20, 2014 1:14 am

- Żeby łóżko miało tu jakiekolwiek znaczenie. - Syknął pod nosem, choć sam przecież złośliwie do tego nawiązał. Nie przejął się swoją hipokryzją. Niestety nie zrozumiał przekazu większości zdań, ale wystarczyło mu to paskudne gregorowe otępienie, by stracił cały rezon. Witaj bezsilność, żegnaj popychana gniewem odwago! Ręce mu opadły i przez naprawdę długą chwilę przyglądał się pozbawionym wyrazu spojrzeniem siedzącej na ziemi sylwetce. Zdecydowanie wolał gwałtowność, choć wcale nie była mu bliższa. Teraz po prostu czuł się lepiej, kiedy mógł odpowiedzieć gniewem na gniew. Niestety najwyraźniej nie wszystko można było załatwić w ten sposób. Czy w ogóle mogli to jakoś rozgryźć? Po raz kolejny tego dnia zapytał się siebie, czy naprawdę pragnął tego człowieka? Czy aż tak mu na nim zależało żeby teraz prowadził z góry skazaną na porażkę dyskusję, nadszarpywał nerwy, męczył i siebie i jego? To naprawdę było błędem? Zacisnął szczęki, niemal zazgrzytał zębami. Odrzucił głowę w bok patrząc przez prześwit na główną ulicę. Owszem, zdawał sobie sprawę ze wszystkiego co mógł zrobić lepiej, z tych wszystkich błędów jakie popełnił wtedy nie do końca świadom. Czy to, ze miał zamiar wszystko naprawić naprawdę się nie liczyło?
Przez jakiś czas wyglądał jakby miał zamiar jeszcze coś powiedzieć, ale w końcu wypuścił powietrze garbiąc się, poddając. Podjął łagodniej, ale nie zwrócił wzroku ku Gregorowi.
- Nie rozumiem większości z tego co powiedziałeś, ale chyba naprawdę nie ma już nic więcej do dodania. - Odprowadził spojrzeniem przejeżdżający samochód. - Ty czujesz się opuszczony, choć sam mnie opuściłeś... - Pokręcił głową uśmiechając się gorzko. Teraz wszystko było gorzkie i szare. Martwe. Spojrzał na Gregora z ukosa. - Ale właśnie teraz przyznam się przed tobą do porażki. Spieprzyłem sprawę, niech będzie, że to moja wina. Tak łatwiej mi to zrozumieć. Nie ma sensu kolejny raz roztrząsać tego, co bez podstawy nie będzie miało znaczenia. Dlatego zapytam w prost i robię to tylko ten jeden raz. - Zamilkł jeszcze chwilę wahając się, zastanawiając nad sensem swoich słów. Czy naprawdę było co ratować? Mocno zacisnął szczęki. Ostatni raz. Przyrzekł sobie w myślach i ukucnął przed nim. Wbił wyczekujące, poważne spojrzenie w jego twarz. - Kochasz mnie jeszcze? - jakoś ciężko przechodziło mu to przez gardło, chyba tylko dlatego, że spodziewał się odpowiedzi i doskonale wiedział jak będzie się czuł kiedy ją usłyszy. Determinacja. Ostatni raz zmusić się do przełamania bólu. - Chcesz to ratować? Uważasz, że jest co? Jeśli nie, to dalsza dyskusja nie ma sensu i rzeczywiście odejdę. Tylko powiedz wprost.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Gru 20, 2014 5:09 am

Zauważył tę rozbieżność, ale nawet nie próbował komentować czy podejmować tego tematu, chociaż poczuł się w jakiś sposób oszukany. Przez myśl mu przeszło pytanie: ile w ludziach jest zakłamania, a ile subiektywności?
Gdy zapadła cisza, Leammiele nie miał odwagi spojrzeć i upewnić się, czy Charles nadal tam jest. Powoli opuścił głowę, a że nie znalazł siły do zmotywowania się i odgarnięcia włosów z twarzy, po prostu zamknął oczy. Nieważne. To teraz nie ma znaczenia. Wyglądem pewnie przypominał ćpuna na głodzie albo zbiega ze szpitala psychiatrycznego. I szczerze powiedziawszy niewiele mu brakowało do jednego jak i drugiego. Tylko po co uciekać? Tam mógłby spać i spać całkowicie bezkarnie.
Nie spodziewał się, że Charles nie zrozumie. Sądził, że mówił prosto, nie powołując się na żadne górnolotne porównania i przywołanie tylko jemu znanych refleksji. Byłby w stanie podjąć się próby wytłumaczenia wszystkiego łagodnie i naprawdę trzeźwo, niezdolny do zniecierpliwienia czy gwałtownej reakcji na ewentualną porażkę, ale skoro znowu mieli iść w to, co co doprowadziło do obecnego stanu, co doprowadziło ich tu, gdzie byli... Niedomówienia. 'Nie rozumiem' i 'nic więcej do dodania' w słowniku Gregora były wyrazami przeciwstawnymi. Niedomówienia. I brak logiki.
Gdzieś tam w głębi odezwał zawód, ale przebrzmiał tak szybko jak się pojawił.
Niedbałym ruchem wyrzucił niedopałek djaruma, który już zdążył zgasnąć w bok i podniósł spojrzenie na Charlesa. O co mu chodzi? Przecież już było jasne, co się stanie. Jednak patrzył na niego, świadomie pilnując się, by nie uciec wzrokiem gdzieś w bok. Właściwie... czy Gregor go w ogóle słuchał? Nawet nie drgnął, gdy padło to pytanie i dalsza część wypowiedzi. Zaczynamy w ten sam sposób. Niedomówienia.
W końcu ruszył się, dłonią odepchnął od ściany za sobą i niedelikatnie osunął na kolana tuż przy Charlesie, jednocześnie wpadając na niego i tak zatrzymując się, z policzkiem wtulonym w ramię mężczyzny.
Nie odezwał się ani słowem, ale znów zamknął oczy i z każdym spokojnym oddechem wdychając nową porcję znajomego zapachu. Znowu nie pomyślał o tym, że może zostać źle zrozumiany, ale czy gest nie był jaśniejszym przekazem od jakiegokolwiek słowa?

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Gru 20, 2014 5:57 am

Charles nie rozumiał, ale nawet jeśli chciał zrozumieć to nic nie miało sensu bez tego jednego zapewnienia. Na nim postanowił wszystko zbudować. Nie da się postawić domu bez fundamentów. Nie ma po co roztrząsać win skoro nie miało to na dłuższą metę dla nikogo znaczenia.
Cisza kuła go w uszy, ale przynajmniej teraz patrzyli sobie w oczy. Już spokojnie, bez niepotrzebnego gniewu czy pustej nienawiści. Charles czekał, choć wiedział jaki będzie koniec. Był przygotowany, ale czy można być przygotowanym na coś takiego? Poza tym, naiwna nadzieja nie chciała zupełnie go opuścić, dlatego dopóki nie usłyszy jasnej odpowiedzi będzie wpatrywał się w Gregora doszukując się tego, co widział w nim kiedyś. No dalej, powiedz to i miejmy to już za sobą...
Gdy mężczyzna się poruszył, Charles chciał wstać, bo przecież nie musiał tu dalej siedzieć jeśli wszystko było jasne. Na szczęście w porę zorientował się w sytuacji. Tak zaskoczony, jak przestraszony, zachwiał się, tylko cudem nie klapiąc tyłkiem na zimny beton. Podparł się ręką dla zachowania równowagi. Taka bliskość była ostatnią rzeczą jakiej się teraz spodziewał. W pierwszej chwili zamarł bojąc się, że jeśli wykona jakikolwiek ruch, Gregor po prostu ucieknie. Ale zaraz, zaraz... nie to chciał zrobić? Zdenerwowanie, ale i coraz dotkliwszy chłód wstrząsnęły całym ciałem Charlesa, aż niechcący zadzwonił zębami, które zaraz z powrotem zacisnął. Dreszcz go otrzeźwił. Miał wrażenie, że teraz dotkliwiej odczuwa zimno, ale i dużo wyraźniej czuje ciepło drugiego, tak znajomego ciała. Odetchnął płytko, powoli wspierając policzek o głowę Gregora. Wolną dłonią objął jego ramiona przyciskając go do siebie. Wciąż jednak był zbyt niepewny, by włożył w ten ruch taką ilość uczucia, jaką naprawdę chciał mu darować. Nie usłyszał odpowiedzi i jeśli Gregor miał zamiar tak się pożegnać, wybrał najpaskudniejszą z możliwych opcji. Właściwie właśnie tak odebrał to Charles, jako pożegnanie, a nie początek. Nie mógł być takim optymistą po tym, co dzisiaj sobie powiedzieli. Mimo to nie odmówił ani jemu ani sobie tej kruchej chwili bliskości. Zamknął oczy. W tamtym momencie czas mógłby się zatrzymać. Nawiedziła go słodko - gorzka myśl, że właśnie teraz czuje się pełny, jakby w końcu ktoś znalazł brakujący element i odłożył go na miejsce. Tylko co z tego? Czy to miało jakiekolwiek znaczenie?
- Gregor... - Zaczął słabo w duchu będąc na siebie złym, że mając go tak blisko nie jest w stanie zachować tej zimnej racjonalności i tego parszywego gniewu. - Jeśli taki sposób wybrałeś na pożegnanie, to niech cię szlag... - Przy ostatnich słowach głos mu się załamał. Zacisnął dłoń na materiale czarnego swetra, nieświadomie jeszcze bardziej przyciskając mężczyznę do siebie.

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Gru 20, 2014 4:56 pm

Nie przemyślał, jakby się poczuł, gdyby Charles się cofnął czy kazał mu się odsunąć. Najwyraźniej w Leammiele'u zbyt głęboko tkwiła ta szczególna łatwość do poddawania się impulsom i nie była tego wstanie zmienić nawet tresura, jaką sobie zafundował w wakacje.
Sam dygotał już tylko z zimna, a nie emocji, ale o wiele lepiej znosił wychłodzenie niż upał, dlatego potrafił przejść ponad tym i nie narzekać. Zresztą i tak był pewny, że zaraz wrócą do ciepłych domów. Gregor na pewno uraczy się czymś mocniejszym niż wino, miał też ochotę na gorącą kąpiel, więc czemu tego nie połączyć? Taka jego autorska kuracja zapobiegająca przeziębieniu.
– Nie – odezwał się w końcu tak samo cicho, ale zdecydowanie twardziej, pewniej. Objął ramieniem plecy Charlesa, po części chcąc go asekurować, a po części zwyczajnie obejmując. Uniósł głowę i podjął, szepcząc tuż przy uchu mężczyzny. – Ale chcę żyć, jakby to był nasz ostatni dzień razem. Chcę, byśmy nigdy więcej nie zapomnieli, że rzeczywiście tak może być. – Łagodnym gestem przesunął dłonią po plecach Charlesa, od jego ramienia aż po biodro, wpół świadomie chcąc rozluźnić ich obydwu, jednak po chwili odsunął się kawałek. – Powinniśmy wracać, prawda? – spytał dosyć przytomnie i przyziemnie, jak na samego siebie.


_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Charles
Dyrektor szkoły
Nauczyciel ekonomii
avatar

Liczba postów : 159
Join date : 22/01/2014
Age : 28

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Gru 20, 2014 11:14 pm

Zamiast poczuć ulgę, poddać się jej i tak po ludzku ucieszyć, Charles zdał sobie sprawę, że nie wie co z tym zrobić. Dostał coś, czego nie spodziewał się otrzymać, dlatego nim w ogóle się odezwał jeszcze przez chwilę, szeroko otwartymi oczami, z uroczym niedowierzaniem patrzył Gregorowi w oczy. Tak, to wystarczyło, żeby uwierzył w nich raz jeszcze. W duchu pogratulował sobie niedorzecznej wytrwałości. Tylko, że to był zaledwie początek prawdopodobnie bardzo ciężkiej przeprawy. Nie skończyli rozmawiać i Charles w dalszym ciągu uważał, że powinni przedyskutować kilka kwestii, ale już nie tu. Nie w tej chwili. W przypływie cieplejszych uczuć chciał coś powiedzieć o tym, że się cieszy, że jest szczęśliwy i ma zamiar nigdy już nie zawieść pokładanych w nim nadziei. Zmarszczył więc brwi, nabrał powietrza, ale w końcu jedynie pokręcił głową. Nie tu. Nie teraz kiedy dygoczą z zimna w jakiejś obskurnej alejce. Na kolejną porcję goryczy, ale i może trochę ciepła będą mieli jeszcze czas. Postawa Gregora zapewniła go o tym. Opuścił głowę i zakrył usta dłonią. Uśmiechnął się okazując całkiem naturalną jak na niego reakcję w obliczu czegoś tak istotnego oraz kruchego. Ten czas, który Gregor pragnął wykorzystać, by pozbyć się Charliego ze swojego serca, Charlie wykorzystał na odkrywaniu i pojęciu wszystkich swoich błędów. Może Gregor nie zdawał sobie z tego sprawy, ale od samego początku ich dzisiejszego spotkania Charles zachowywał się nieco inaczej niż miał w zwyczaju. Był bardziej... ludzki. Wykazywał więcej ogłady i zrozumienia, a przynajmniej stwarzał pozory.
Ciepły dreszcz zlał się w jedno z chłodem wieczoru i już nie wiedział czy drży z emocji czy jest mu po prostu zimno. A może wszystko na raz? Pewnie tak. Z niepokojem zauważył jak w do tej pory poukładanych myślach znów rodzi się chaos. Musiał się przed tym ustrzec, najlepiej było kiedy trzymał się złotego środka o ile można nazwać tak wymyślony na szybko schemat postępowania. Przetarł twarz dłońmi wzdychając ciężko. Gregor miał rację, powinni wracać zanim dopadnie ich jakieś paskudne przeziębienie. Spojrzał w bok na główną ulicę i pokiwał głową. Wstał po drodze zgarniając płaszcz Gregora z ziemi. Otrzepał go dokładnie, a potem całkowicie naturalnym ruchem okrył go nim.
- Tak, ale chciałbym dzisiaj jeszcze zająć ci trochę czasu. Chodź. - Odparł zadziwiająco spokojnie. Objął go ramieniem i poprowadził w kierunku głównej ulicy. Właściwie nie był pewien czy dobrze robi chcąc zabrać Gregora do siebie, ale na pewno już nigdy nie będzie prać brudów przy ludziach. Jeśli mieli skakać sobie do gardeł, co miał nadzieję, że się oczywiście nie stanie, to wolał to robić we własnych czterech ścianach.

z/t x2

_________________
***
'Remembrance, can be a sentence, but it comes to you with a second chance in tow
Don't lose it, don't refuse it, cos you cannot learn a thing you think you know'
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Sty 24, 2015 1:14 am

Zima, a raczej jej marna namiastka. Chłód i mgła. Pogoda, która nie zachęcała do samotnych spacerów po nocy. A jednak po Londynie przemieszczało się zawsze trochę osób, nawet w środku tygodnia, o nieludzkich porach. Im gorzej człowiek czuł się wewnętrznie, tym chętniej wychodził, by klimat odpowiadał jego nastrojowi. Evan nie był żadnym wyjątkiem. Od momentu zamknięcia sklepu chodził po ulicach, w zapiętym aż do linii ust płaszczu, szukając czegoś, co mogło wyrwać go ze zniechęcenia. Kolejny dzień bez dziecka, na które była żona nie zasługiwała. Od początku był z nią tylko dla małej. A ta suka odebrała mu jego skarb. I za nic nie chciała oddać.
Underhill zatrzymał się na światłach i oparł o latarnię. Wyjął z kieszeni papierosa i zapalił, ciężko nabierając powietrza do płuc. Miał ochotę usiąść na chodniku i nie wstawać do rana. Od kilkugodzinnego spaceru bolały go nogi, a humor nawet minimalnie się nie poprawił.
Zmarnował tyle lat na egzystencję u boku kobiety, która nie doceniła jego poświęcenia. Nie potrafił odczuwać wobec niej niczego poza antypatią. Smak słabej jakości tytoniu tylko mu o tym przypominał. Potrzebował się czegoś napić i zapomnieć na chwilę
Najpierw musiał jednak zebrać się w sobie i ruszyć. Wygodniej było jednak stać w miejscu i obserwować ulicę. Kilka osób po drugiej stronie chodnika, wszyscy zmierzający pospiesznie do domu. I jakieś indywiduum o bliżej nieokreślonym wieku.
Powrót do góry Go down
Aiden

avatar

Liczba postów : 179
Join date : 23/10/2014
Skąd : Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii, Londyn, Clerkenwell

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Sty 24, 2015 2:21 am

Ból nie przeszkadzał już tak bardzo, jednak niesmak jaki pozostał po wydarzeniu, które go sprawiło, pozostał. Musiał przepłukać gardło i ukoić emocje.
Wydostanie się z akademika nie było, aż tak trudne- możliwe, iż wprawa i doświadczenie, jakie miał w znikaniu, wiele mu pomogły.
Pomimo zimy, a raczej przedwiośnia jakie panowało tego roku, marzły mu dłonie, a oddech przemieniał się mleczną parę. Dym wydostający się z ust, był jedynym substytutem, który zastępował papierosa. Nabierał głęboko powietrze w płuca i powoli je wypuszczał, bacznie obserwując okolicę, w której się znalazł. Dobrze znał Londyn, jednak ta uliczka sprawiała wrażenie podejrzanej.
Nadeszła pora sprawdzianu. W dzielnicy, której mieszkał, zakup bez dowodu nie sprawiał żadnego kłopotu, lecz tutaj mogło być zupełnie inaczej. Istniało pewne ryzyko. Zatrzymał się przed sklepową witryną, która w równym tempie oświetlała jego twarz skrytą pod kapturem w odcieniach błękitu i czerwieni, wszem i wobec oznajmując, że sklep otwarty jest całą dobę. Zatupał nerwowo, niby rozgrzewając zmarznięte kończyny i wsadził dłonie w kieszenie spodni, zgniatając w dłoni 10 funtów. Czekał, wypatrując kogoś, lub czegoś.

_________________
Karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Sty 24, 2015 11:11 am

Białowłosy odprowadził istotę wzrokiem, obracając nawet lekko głowę. Stanęła przed sklepem, najwyraźniej wyczekując czegoś. Lub kogoś. Pytanie brzmiało, kto normalny mógł o takiej porze, w takiej temperaturze, wpatrywać się w wystawę sklepu całodobowego.
Olśnienie przyszło dopiero po chwili. Istota musiała nie być pełnoletnia i szukać jelenia, który zakupi jej alkohol. Cóż innego mogłoby przyprowadzić pod sklep, a następnie kazać się w niego wpatrywać?
Evan w sumie też by sobie kupił coś do picia. Humor miałby zapewne lepszy nawet znajdując się cztery metry pod ziemią. Potrzebował jakiegoś oderwania od rzeczywistości. Ta jednak nie chciała go zbyt łatwo puszczać. Musiałby oderwać bok od latarni i zrobić parę kroków. Co najmniej. A póki jeszcze miał co palić, nie odczuwał takiej potrzeby.
Powoli wdychał dym, pozostawiając już papierosa w ustach i wciąż obserwując nieznajomego. Włożył dłonie do kieszeni płaszcza, by je rozgrzać. Pozwolił myślom swobodnie płynąć nie zauważając momentu, w którym ogień dotarł do jego warg. Wypluł resztkę swojego dotychczasowego zajmowacza czasu i odbił się od słupa, powoli zmierzając ku monopolowemu. Bez pośpiechu, również niemal bezszelestnie, dzięki zużytym trampkom. Gdzieś na granicy świadomości odnotował, że powinien zainwestować w buty bardziej dopasowane do aktualnej pory roku.
Kiedy indziej zajmie się tym problemem.
Powrót do góry Go down
Aiden

avatar

Liczba postów : 179
Join date : 23/10/2014
Skąd : Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii, Londyn, Clerkenwell

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Sty 24, 2015 7:19 pm

Nie był pewny, czy to późna pora i nieznana okolica, czy ktoś go obserwował- na pewno czuł się nieswojo. Niekiedy wyczuwa się takie rzeczy, znajdujesz wtedy obce spojrzenie nawet w gęstym tłumie. Przygryzł dolną wargę i jeszcze raz niespokojnie poruszył. Wrażenie nie znikało, a on nikogo nie widział.
Oczekiwanie na „jelenia” wydawało się trwać wiecznie, a przejmujący chłód wdzierający się pod bluzę zaczynał dokuczać.
Pieprzę rzucił w myślach ze złością i mocniej zmiął w dłoni banknot, by przygotować się do wtargnięcia do sklepu. Napiął mięśnie, by oderwać stopę okutą w ciężki bucior i w ostatniej chwili zamarł, dostrzegając zmierzającą w jego kierunku postać.
Znowu zagryzł usta, jednak tym razem, by ukryć uśmiech. Mieszanka podekscytowania i strachu ścisnęła mu żołądek, a oddech nieco się pogłębił i przyśpieszył. Zagryzł zęby i ruszył w stronę mężczyzny w trampkach.
-Przepraszam, że przeszkadzam- przerwał na chwilę, by przełknąć ślinę, nie nawykł do proszenia o cokolwiek, więc słowa więzły mu w gardle. Mózg pracował na przyśpieszonych obrotach szukając odpowiednich słów i tonu głosu.- Mam nietypową prośbę. Zostawiłem dowód, a chciałbym się napić, kupiłby mi pan czteropak?

_________________
Karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Sty 24, 2015 7:48 pm

Białowłosy utrzymał swoje tempo, nawet wtedy, gdy dostrzegł zmierzającą ku niemu postać. Zatrzymał się dopiero wtedy, gdy nastolatek stanął przed nim, zagradzając drogę. Nie wyjął dłoni z kieszeni, obserwując bruneta z względnym zainteresowaniem oraz słuchając jego prośby. Może nieznajomy pozował na osobę grzeczną - do tego pełnoletnią - ale by kogokolwiek przekonać, musiałby założyć na siebie zupełnie inny strój.
Nie było jednak biznesem Evana wnikanie w jego sprawy.
- Iście smoczne pragnienie - mruknął z lekką ironią. Wyjął dłoń z kieszeni i otworzył, czekając aż otrzyma pieniądze i ewentualną instrukcję odnośnie wyboru alkoholu. Następnie wszedł do sklepu, wracając po krótkiej chwili z zamówionym czteropakiem i jedną butelką piwa smakowego.
- Opłata za fatygę. - Uniósł lekko swój alkohol, resztę oddając brunetowi i zaraz opierając się o ścianę przy oknie, by podważyć kapsel o parapet. Złapał go w dłoń i z westchnięciem wziął do ust łyk napoju, przymykając oczy. Nie zamierzał się upijać, dlatego nie kupował niczego zapełnionego procentami, ale potrzebował ich. Niemal natychmiast przyszedł zwiastun przyjemnej ulgi i rozluźnienia mięśni.
Spojrzał z powrotem na nastolatka, ocierając usta wierzchem płaszcza.
Powrót do góry Go down
Aiden

avatar

Liczba postów : 179
Join date : 23/10/2014
Skąd : Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii, Londyn, Clerkenwell

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Sty 24, 2015 8:14 pm

Prawie każde dziecko, które bawi się w chowanego, przekonane jest o tym, że zasłonięcie dłońmi oczu sprawia, że staje się niewidzialne. Możliwe, że nastolatkowie pozyskują tą wątpliwą moc, wraz z założeniem kaptura na głowę. Aiden mógł go odhaczyć na liście, może dlatego nie przejmował się, czy jego zmyślona na poczekaniu historyjka z dowodem, będzie prawdziwsza przez to co na siebie założy.
Udało się, więc mógł się nieco odprężyć. Złożył zamówienie na angielską Stellę i wręczył banknot, wystarczyło poczekać.
Stojąc z czteropakiem z dłoni przyglądał się przez moment na rytuał otwierania piwa i upicia przez białowłosego kilku sążnistych łyków.
- Iście smocze pragnienie - odezwał się wreszcie, gdy tamten na niego spojrzał i odpakował z foli czteropaka jedną puszkę. -Twoje zdrowie - uniósł piwo ku górze i otworzył, jednym mocnym skinięciem palca. Z puszki wydobył się charakterystyczny odgłos pękania aluminium i uciekającego gazu.

_________________
Karta postaci


Ostatnio zmieniony przez Aiden dnia Sob Sty 24, 2015 10:15 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Sty 24, 2015 8:48 pm

Białowłosy uniósł lekko brew, mimowolnie rozbawiony tak prostą odpowiedzią. Czyżby zbuntowany nastolatek?
- Wzajem. - Skinął również głową, upijając kolejny łyk.
Zgiął nogę w kolanie i podparł się wygodniej o ścianę, sącząc powoli alkohol. Coraz lepiej czuł płynące mu we krwi procenty i znikające jak za dotknięciem magicznej różdżki negatywne myśli. Chwalił sobie ten stan rzeczy, do tego stopnia, że nawet ponownie odezwał. Przemieszczać się nie miał ochoty, za dużo już kilometrów przeszedł.
- Smocze, czy samotne? - Zabarwił głos drwiną. - Ktoś mógłby cię tu zachlastać, dzieciaku. Pewnie nikt by nie zauważył.
Mimo uspokajającej mocy alkoholu, wciąż czuł w sobie zgorzkniałość na parszywą sytuację i jeszcze bardziej parszywą eks żonę. Potrzebował czegoś więcej, niż tego słabego, smakowego piwka dla bab. Znowu jednak lenistwo zwyciężyło, pozostał więc na swoim miejscu i wypił resztę swojego napoju. Odłożył butelkę na parapet i założył ręce na piersi, stabilizując pozycję.
Powrót do góry Go down
Aiden

avatar

Liczba postów : 179
Join date : 23/10/2014
Skąd : Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii, Londyn, Clerkenwell

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Sty 24, 2015 10:02 pm

Nieco krzywiąc się z bólu przyłożył krawędź puszki do ust i upił potężny łyk, po którym zaczerpując powietrza, głośno beknął. Nazwanie Aidena zbuntowanym nastolatkiem, było niezbyt trafne, był raczej połączeniem setki niesfornych małolatów. Nietrudno było poznać, że z wychowaniem i zasadami jest na bakier. W końcu, czy ułożony młodzieniec prosiłby obcych o zakup piwa?
- Nawet by nie spróbowali. - opowiedział pewnym głosem, krzywiąc się wcześniej przy słowie „dzieciak”. Białowłosy mógł usłyszeć, że chłopak mówi nieco przez nos. Drugi łyk wystarczył by opróżnić puszkę. Zdjął z głowy kaptur i uśmiechnął się triumfalnie pokazując komplet zdrowych zębów i kolekcję blizn, która powiększyła się niedawno o złamanie nosa. Wydawać się mogło, że odkrył twarz, na potwierdzenie swoich słów. Piwne oczy błysnęły w migającym świetle „24 h”, a uśmiech, który rozciągał bliznę na brodzie, znikł.
- Po Tobie też by nikt nie płakał. - Prychnął i rzucił z złością puszką o ziemię, która potoczyła się głośno po chodniku.

_________________
Karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Sty 24, 2015 10:33 pm

Blondwłosy uniósł brew wysoko, widząc zachowanie nastolatka. Doprawdy, urocza istota. Sama słodycz, gdy się go tak obserwowało. Szczególnie po chwili, gdy zdjął kaptur. Wręcz uśmiech sam wpływał na usta. Uśmiech Jokera.
- Młody i zbuntowany. Doprawdy, tylko nie zakrztuś się własną wspaniałością. - Pokręcił lekko głową, odbijając w końcu od ściany i podchodząc bliżej blondyna. Wzrostem właściwie się wyrównywali, może nieznajomy był odrobinę wyższy przez buty. Obraz nastolatka z bliska przywodził na myśl osobę mocno poszkodowaną przez los, chociaż niekoniecznie kogoś, kogo ludzie omijaliby szerokim łukiem. Przeciętni, grzeczni - być może tak, ale Ignisa niespecjalnie ruszał ten cały image. Zwyczajny ćpunowaty szczeniak.
- Brakowało ci tylko dramatycznej muzyczki, gdy zrzucałeś kaptur - mruknął z drwiną, robiąc w końcu dwa kroki do tyłu i mierzwiąc dłonią swoje włosy. Mimo usilnych prób humor wciąż pozostawał u niego parszywy, dlatego wykorzystywał każdą okazję na wyzłośliwienie się. Nastolatek zagadnął go w złym momencie. Złym dniu. Złym życiu.
Powrót do góry Go down
Aiden

avatar

Liczba postów : 179
Join date : 23/10/2014
Skąd : Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii, Londyn, Clerkenwell

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Sty 24, 2015 11:17 pm

- O siebie się nie martwię, miejmy nadzieję, że Ty się nią nie zakrztusisz. - odpowiedział z krzywym uśmiechem, a ciszę przerwał odgłos otwarcia puszki.
Właściwie nie wiedział, dlaczego nie zabrał zdobyczy i nie rozpił jej w innym miejscu. W dziwny, nie pojęty sposób tajemnicza, jak na razie, postać mężczyzny nie pozwalała mu się ruszyć.
Nie spuszczając spojrzenia, nie wykonując żadnego ruchu, wpatrywał się w twarz białowłosego. Złośliwości, nie robiły na nim żadnego wrażenia. Czyżby z wdzięczności, za odrobinę poświęconego czasu, nie mógł poczuć do niego antypatii?
Uwaga o zdjęciu kaptura, od razu rzuciła mu na myśl „Marsz Imperialny” z Gwiezdnych Wojen, ale nie podzielił się nią z nieznajomym, uśmiechnął się.

_________________
Karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Sty 24, 2015 11:40 pm

- Nie sądzę, byś mógł mi zaoferować cokolwiek, czym mógłbym się zakrztusić. - Wyraził swoje zwątpienie Evan, bynajmniej nie zwracając uwagi na fakt, że mógł zostać zrozumiany dwuznacznie. On? Proponować coś? Nigdy w życiu.
Ta myśl wywołała w nim rozbawienie, dlatego pozwolił sobie na uśmiech i wrócił na swoje miejsce pod ścianą. Oparł się o nią znów, wygodniej podpierając i przymrużając oczy w sposób co najmniej prowokacyjny. Chciał zapomnienia, co nie? Może oberwie w pysk, a może zostanie zwyzywany. Zawsze była to jakaś forma rozrywki.
A jeśli nie... Zawsze sytuacja mogła zrobić się znacznie bardziej ciekawa.
Może było trochę prawdy w tym, że nie nadawał się do opieki nad swoją córką. Nie chciał jednak tej informacji przyjmować do świadomości. Czuł raczej na myśl o niej irytację i tym bardziej chciał zrobić ze sobą coś aktywnego i mało konstruktywnego. Niczym nastolatek, który mimo jednego numerku wciąż był napalony i potrzebował kolejnego spełnienia.
Mało fortunne porównanie, ale... Nawet prawdziwe.
Powrót do góry Go down
Aiden

avatar

Liczba postów : 179
Join date : 23/10/2014
Skąd : Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii, Londyn, Clerkenwell

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Sob Sty 24, 2015 11:57 pm

- Zdziwiłbyś się. - warknął rozdrażniony uwagą na temat rozmiaru, zrozumiał wypowiedź mężczyzny dosłownie. Zapewne gdyby nie była skierowana do niego, wydałaby się mu bardzo zabawna, jednak w tej chwili nie chciało się mu śmiać. Przestąpił z nogi na nogę, dając sobie czas do namysłu, o dziwo, żadna złośliwa riposta nie przychodziła mu do głowy. Rekompensując sobie brak kreatywności upił łyk piwa, tym razem pozostawiając sobie na dnie o wiele więcej złocistego trunku. Przełknął głośno i postawił puszkę na ziemi, by uwolnić dłoń. Zaczął przeszukiwać kieszenie w poszukiwaniu papierosa. Oprócz alkoholu, miał też inne niezdrowe nałogi.
- Masz ogień?

_________________
Karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Nie Sty 25, 2015 12:14 am

Białowłosy parsknął śmiechem, słysząc tak zbulwersowaną odpowiedź.
- Kompleksiki? - Uśmiechnął się jeszcze złośliwiej, a by podgrzać atmosferę, jeszcze kciukiem i palcem wskazującym zrobił jednoznaczny gest. Przybliżył przy tym dłoń do twarzy, by następnie perfidnie zmniejszać dystans między palcami, aż do chwili, gdy niemal się ze sobą stykały.
Cmoknął w stronę blondyna i schował z powrotem dłonie w kieszenie.
- Sam ogień, czy może jeszcze opakowanie fajek? Chyba, że Wspaniały Dorosły Bez Dowodu preferuje tańszy odpowiednik, czyli tytoń i papierek? - Pozwolił sobie na kolejną drwinę, jednocześnie palcami prawej dłoni odnajdując w kieszeni swój zestaw do nałogu. Nie palił na tyle, by musiał wyrabiać sobie coś własnoręcznie, nie znaczyło to jednak, że kiedyś nie próbował.
Ostatecznie wyciągnął i paczkę i zapalniczkę, od razu wkładając sobie między wargi jednego szluga. Co się będzie ograniczać.
Powrót do góry Go down
Aiden

avatar

Liczba postów : 179
Join date : 23/10/2014
Skąd : Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii, Londyn, Clerkenwell

PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   Nie Sty 25, 2015 12:43 am

- Oj, zamknij się.- mruknął niewyraźnie wsadzając pomiętego papierosa w usta, nie mając ochoty na rozmowę, czy ma kompleksy, czy też nie. Nawet gdyby miał w spodniach rekord Guinessa, stawianie się i zaprzeczenia, wcale by tego nie udowodniły.
- Wspaniały ja, potrzebuję jedynie ognia. - uśmiechnął się sztucznie i wyciągnął dłoń w stronę mężczyzny, prosząc o zapalniczkę.

_________________
Karta postaci
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Little Greedy Street   

Powrót do góry Go down
 
Little Greedy Street
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Janssen Street
» Crimson Street
» Pub Baggins, Bagford Street 12
» Old Paradise Street
» Suterena przy Janseen Street

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Centrum miasta :: ∎ Boczne uliczki-
Skocz do: