IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Redmoon

Go down 
AutorWiadomość
Lucius
Postać zawieszona


Liczba postów : 359
Join date : 08/11/2013

PisanieTemat: Redmoon    Pon Lis 25, 2013 7:13 pm

Jedno z większych kin w mieście. Dziesięć dobrze zaopatrzonych sal niemal 24h na dobę puszcza najnowsze filmy, organizuje nocne seanse i maratony. Gdy siądzie się w wygodnym fotelu, z trudem będzie można wstać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Redmoon    Wto Mar 18, 2014 4:22 pm

< –-- Z Akademika

Mięśnie na twarzy Vincenta nawet nie drgnęły, jedynie wlepił te swoje chłodne spojrzenie w blondyna. Oblizał powoli suche usta, nim nie odpowiedział:
- Sugerujesz, że zwykle nie wyglądam wspaniale? - zapytał ze stoickim spokojem, jednak zaraz uprzejmie udzielił odpowiedzi – Pod wieczór mam zamiar zanieść ten garnitur do apartamentu i stwierdziłem, że gdy będzie on na mnie nie będzie tak pognieciony, jakbym niósł go w torbie. - odparł z najwyższą prostotą, nie komentując gestu poprawiania kołnierzyka. W tej chwili czuł, jakby przed sobą miał własną matkę, a on sam, dziesięcioletni był przygotowywany do pierwszego wystąpienia ze skrzypcami. Bardzo nieprzyjemne wspomnienie, zważywszy na to, że nigdy nie lubił odkopywać przeszłości. Nawet pocałunek w usta nie różnił się niczym innym, jak od tych mamusiowych warg – nawet, jak miał już osiemnaście lat, to i tak go cmokała. Czyżby za nią trochę tęsknił?
Vincent się nie nudził, będąc za bardzo zajętym poprawiania swojego wyglądu. A tutaj kosmyczek się źle ulokował, a tutaj się pogniotło, tutaj koszula dziwacznie jest zapięta, a tutaj jeszcze coś innego - samokrytyczne oko widziało tutaj masę roboty! Bez większego problemu odlepił wzrok od lusterka, zaraz odkładając je na biurko i wyszedł z pokoju. Nawet nie spojrzał na Keitha jak ten zadał pytanie, jedynie nieznacznie przyspieszył kroku.
- Do Redmoon'a. - poinformował towarzysza krótko, a niebieskie, chłodne spojrzenie ulokowało się na blondynie dopiero wtedy, gdy ten powiedział „kocham cię”, jednak nie spotkał się z odpowiedzią.
Dojście do kina nie zajęło dużo czasu, zważywszy na szybki krok Vincenta. Zwracali na siebie uwagę – w końcu ta dwójka była tak od siebie różna, że aż wielce niezwykła w swoich obecnościach, dlatego nieraz zostali obdarowywani ciekawskimi, to pożądliwymi spojrzeniami od bardziej spostrzegawczych ludzi. Czy brunet się tym przejął? A skąd. W normalnej formie puściłby tu i tam po oczku, ale nie teraz, gdy był uosobieniem elegancji i swoistego chłodu. Teraz to on, jak dżentelmen, przepuścił w drzwiach Keitha, traktując go jak prawdziwą damę. Wyrafinowana złośliwość, czy faktyczna królewskość?
Potarł dłonie o siebie – najwidoczniej zdążył już zamarznąć, bo ubrania nie były tak ciepłe na jakie wyglądały. Nieznacznie zwolnił krok przez ludzi, których zgrabnie wymijał, przy czym starał się – nader – nie wyróżniać, bo jakkolwiek teraz miał spokój, to po premierze już go mieć nie będzie. Wszedł w wąski korytarz, a ściany były oblepione plakatami, które zapowiadały najnowsze, polecane filmy. Gwiazda już zdążyła się zorientować, gdzie widniał jej wizerunek. Stanął w końcu przy jednym z komputerowych dzieł i kiwnął nań ledwie zauważalnie głową. A tam widniał nie kto inny, jak panicz Star z pewną, biuścianą panną w stroju szlacheckim, zaś w tle widniał piękny, duży zamek, ale to nie on zwracał tutaj uwagę, a ta przystojna... - jak tak się przyglądamy plakatowi - … para? Nie poczuł się ani trochę zmieszany, że ogląda to jego partner, przecież ten wiedział, że stanowczo woli panów, a do kobiety to wręcz jego fobia. Musiał przeżywać naprawdę katusze nagrywając film, ale czego nie zrobi się dla sławy i pieniędzy?
Kobieta w sposób jednoznaczny obejmowała Vincenta, który miał na sobie brązową perukę, której kosmyki sięgały ledwie ramion. Wiadomo, że to nie był romans - przecież panicz nigdy nie zagrałby w takim filmie - ale to był bardzo dobry thriller.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Redmoon    Sro Mar 19, 2014 8:34 pm

Keith szedł przy swoim facecie kompletnie pogrążony w rozmyślaniach, gdzieś w innym świecie, nie zastanawiając się nad niczym i ignorując przechodzących obok ludzi. Dopiero, gdy wpadł na jakieś rozchichotane nastolatki przywołał się do porządku. Odgarnął włosy z twarzy i rozejrzał dookoła. Nie bez zaskoczenia odnotował, że znaleźli się tuż przed kinem. Wywrócił oczami, gdy został przepuszczony w drzwiach, ale niczego nie powiedział. Skoro Vincent chciał mieć zabawę, to kim on był, by go jej pozbawiać? Szczególnie dlatego, że nie czyniło mu to szkody. Przesunął wzrokiem po plakatach filmów, idąc do przodu. Zastanawiał się, co właściwie przywiodło tutaj bruneta. Szczerze nie przypuszczał, by jego kochanek chciał go wziąć na jakiś film. Nawet, jeśli miał być elegancki i mocno miły, nie istniała raczej żadna siła, mogąca namówić go na taką zabawę. Może trochę przykra prawda, ale Kei był jej świadom. Tym bardziej nie rozumiał, dlaczego wampirzy przystojniak postanowił go tu przyprowadzić.
Rzucił okiem w stronę plakatu, przy którym się zatrzymali, a potem na jego usta wpłynął rozbawiony uśmiech. Przygryzł z namysłem wargę, zakładając ręce na piersi i odrzucając włosy z twarzy.
- No proszę, skąd ja znam tą damę? - mruknął pod nosem, przekrzywiając głowę. O rany, ale Gwiazda w tym momencie była urocza. Keith najchętniej parsknąłby jej prosto w twarz, ale miał trochę klasy, więc postanowił ponabijać się jego kosztem.
- Tak, chyba widziałem ją w tym filmie... Co to było... Nauczycielka ciężkiej młodzieży trafia na genialnego ucznia...? A nie, to chyba było porno... - Pokręcił nagle głową. - Nie, wiem, spałem z nią dzisiaj w nocy! - Roześmiał się pod nosem, a potem szybko dał kochankowi całusa w policzek. - Brawo, jestem pod wrażeniem. Przewidujecie duże zainteresowanie?
Tak, Marshall wiedział, że jego facet nie interesował się kobietami. Poza tym, był świadom, że wiele rzeczy musiał przeboleć, ponieważ Vincent miał status Gwiazdy estrady. I chociaż gdzieś w głębi duszy to mu się nie podobało i już w myślach rozważał, ile ciała pokazał JEGO mężczyzna, to żadnego pola do manewru mu nie dano. Stłamsił zazdrość i skupił się na pozytywnych aspektach tej sprawy. Rzucił przy okazji okiem na datę premiery i zastanowił się, czy warto na nią pójść.
- Powinienem to zobaczyć, czy nie? - Spojrzał pytająco na panicza Star. I naprawdę, zamierzał posłuchać jego zdania i się do niego dostosować. A przynajmniej przez pierwszą chwilę, aż do momentu, jak jego oczom nie ukazała się panienka z plakatu, na żywo, z okularami przeciwsłonecznymi, rzucająca się na Vincenta. W tym momencie stwierdził, że stanowczo coś musiało być bardzo nie teges, że ta miała możliwość ubzdurania sobie jakichkolwiek rzeczy, by móc tak po prostu przywitać się z brunetem. Aż instynktownie, nim zdążył zauważyć, zbliżył się do nich, ukazując lekko ząbki. Zaraz jednak przywołał się do porządku i po poprzedniej, zazdrosnej twarzy nie było śladu. Odczekał grzecznie, aż się NAWITAJĄ ze sobą, a potem wyciągnął rękę ku dziewczynie.
- Witam. Właśnie rozmawialiśmy o filmie. - Uśmiechnął się tak, jak tylko on potrafił, po książęcemu, ucałował jej dłoń i wyprostował się, zerkając ledwie zauważalnie w stronę bruneta. W znacznej mierze czekał na jakąś jego reakcję, w końcu to on mówił, że nie lubi mieszać życia osobistego z pracą.
Nie, żeby był zazdrosny, czy coś, ale sama myśl, że ta kobieta mogła spokojnie korzystać z jego faceta lekko burzył w nim krew. Nawet, jeśli Vincent był całkiem homoseksualny.
Poza tym, miała przysłowiowe cyce jak donice. Nawet Keith musiał przyznać, że nieczęsto widywał tak wyposażoną istotę płci pięknej. By poprawić sobie humor, wyobraził minę Stara na widok takiego biustu. To chyba koszmar dla osoby niezainteresowanej kobietami. Chyba.
Chyba.
Choćby to było najgłupsze odczucie, jakie kiedykolwiek przyszło mu do głowy, naprawdę czuł zazdrość. Nie lubił się dzielić Vincentem i za każdym razem świadomość tego, że żaden z nich nie ma w tej kwestii dużego wyboru powodował u niego dreszcze niesmaku i skrzywienie pełne niezadowolenia.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Redmoon    Czw Mar 20, 2014 3:53 pm

Vincent-panicz nie widział niczego zabawnego w tym, że właśnie chwalił się swoim osiągnięciem w ewidentnym oczekiwaniu pochwały, więc uśmieszek blondyna przyjął z uniesieniem brewki, tak samo jak i następny monolog będący zwykłą prowokacją, na którą ten elegancki młodzian się nie złapał. Najwidoczniej to wcielenie nie miało za dużego poczucia humoru - Star najzwyczajniej w świecie przygotowywał się do spotkania rodzinnego, w końcu obecny będzie sam THOMAS STAR. Gdy w końcu ten skończył, w odpowiedzi sztywniak kiwnął głową.
- Spore. Prawdopodobnie będę musiał zmienić swój tryb życia na pracoholiczny, z czym idzie, widzielibyśmy się rzadziej. - poinformował przy okazji kochanka, nie mając zamiaru zmienić swojej decyzji - Keith wiedział, że brunet jest Gwiazdą, więc nie takie rzeczy będzie musiał jeszcze akceptować.
Już miał udzielić odpowiedzi - która brzmiałaby "nie, nie musisz oglądać" - gdyby nie to, że poczuł ciężar na swojej szyi, do nosa prawie weszły mu loki, a jak spojrzał w dół, zobaczył brązowe włosy i naprawdę spore zderzaki, przyklejające się mu do klatki piersiowej. Nawet nie skrzywił się, przyzwyczajony do podobnych sytuacji i rozmiarów piersi u matki, która dzielnie próbowała wyzbyć się jego wstrętu do kobiet, a w efekcie tylko pogłębiała fobię.
Z pomiędzy warg panicza od razu dobiegł protest w postaci pomruków; ''To miejsce publiczne", "Damie nie wypada" lub "Jeszcze sobie coś pomyślą..." - bo przecież teraz większość klientów na nich się patrzyła, bo kobieta zdążyła zwrócić na siebie uwagę, a pozycja, w której się znaleźli... cóż, była perełką dla plotkarskich mediów.
Dziewczyna pozostała niezrażona, za to posłała przeciągłe spojrzenie Keithowi, który potraktował ją jak prawdziwą księżniczkę i uśmiechnęła się w odpowiedzi, nawet się nie przedstawiając - przecież każdy powinien znać ją, Lizę we własnej osobie!
Zaś reakcja Vincenta była nijaka. Machinalnie oblizał suche wargi, spoglądając na aktorkę, która teraz uczepiła się jego ramienia, zaś brunet nie mógł w tej chwili dowierzyć jej bezczelności - nigdy nie pozwalał za dużo siebie macać, a co dopiero, jak miał taki nastrój?
- Moja matka... - zaczął, żeby zwrócić na siebie jej uwagę - Kazała mi ciebie zaprosić na obiad, do naszego domu. Jest twoją fanką. - powiedział dość beznamiętnie, powstrzymując uniesienie wzroku do góry, dostrzegając jak tej oczy aż błysnęły. Miał wrażenie, że tutaj już nawet siły wyższe nie pomogą.
Pierwsi odważniacy postanowili podejść do pary z prośbą o autograf bądź zdjęcie, na co - ignorując zdanie Vincenta - dziewczyna się zgodziła, już posyłając swój gwiazdorski, acz bardzo kobiecy uśmiech do telefonu - widać było, że ma już wprawę. Chłopak wytrzymał w atmosferze szumu, pisków, pytań i spełniania zachcianek pięć minut, nim w końcu nie zdecydował się odejść od tłumu i kobiety. Ochrona zaraz pojęła aluzję i zajęła się sprawą, skutecznie rozpraszając tłum. Liza rozmawiała jeszcze chwilę z pojedynczymi fanami, zaraz rezygnując z pogawędki na rzecz ponownego podejścia do Vincenta, całe szczęście, rezygnując z kontaktu fizycznego. Idiota nie zauważyłby, że panicz spina się cały po dłuższym tuleniu, jakby przynajmniej chciał zwiać.
- Strój ma być oficjalny, tak? A może zaprosisz też swojego uroczego kolegę? - zaćwiergotała, rozkosznie mrużąc oczka ze sztucznymi rzęsami, krótko zerkając na Marshalla.
Nie widział tego w pozytywnych barwach - jego ojczulek nie tolerował żadnych jego kolegów, ale Keith zapewne poczułby się odrzucony... więc starowskie oczy wlepiły się w twarz blondyna, czekając na aprobatę pomysłu, bądź nie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Redmoon    Czw Mar 20, 2014 11:48 pm

Blondyn w pierwszej chwili nie zrozumiał. Nie chciał zrozumieć. Ale gdy w końcu te słowa do niego dotarły, gdy już urocza dziewoja zawiesiła się na jego facecie, poczuł się okropnie. W pierwszym momencie jego żołądek wykonał serię fikołków, a w drugim poczuł, że ciężej mu nabrać powietrza do płuc. I chociaż cholernie dobrze wiedział, że bierze to sobie za bardzo do serca, nie potrafił w tym momencie inaczej zareagować. Vincent trafił w jego słaby punkt. W... Siebie. Keith naprawdę starał się zrozumieć posiadanie partnera-gwiazdora. Robił wszystko, co w jego mocy, żeby nie wkurzać się niepotrzebnie, nie brać niczego do siebie, ani tym bardziej nie robić mu bezsensownych wyrzutów. Ale jeśli będą się widzieć rzadziej... To zastanawiał się, czy to jeszcze będzie można nazwać związkiem. Szczególnie, biorąc pod uwagę fakt, że jego mężczyzna, jakby na to nie patrzeć, był seksoholikiem. Uwielbiał rozpieszczanie i uwielbiał komplementy. I chociaż wierzył mu i wierzył, że może być wierny, wiedział też, że istniały pewne granice ludzkiej wytrzymałości.
Poczuł się... Odrzucony.
I bardzo dobrze wiedział, że jego zdanie w tym momencie nie miało żadnego znaczenia. Jak... Zawsze.
Przez kilka sekund miał ochotę po prostu wyjść i zostawić to wszystko za sobą, znaleźć się w jakimś barze, zapić na umór, a potem wyładować swoją złość na jakimś przypadkowym dzieciaku, który da się przerżnąć, ale potem jego przyziemne uczucia znalazły się na nowym poziomie. Wypuścił powietrze z płuc i stał się księciem. Ucałował dłoń, uśmiechnął się pięknie, a nawet zdobył na przedstawienie i skomplementowanie cudownej urody niewiasty. Tak, niewiasty, dokładnie tego słowa użył, wkupując się tym samym w jej łaski.
Słysząc propozycję Vincenta rzucił mu jedynie krótkie spojrzenie, praktycznie pozbawione zainteresowania. Jakby patrzył, bo wypadało, gdy ktoś otworzył usta i coś z nich wypłynęło. Zresztą w podobny sposób skwitował nagły napływ „fanów”. Oddalił się o kilka kroków, by im nie zawadzać w zdobywaniu autografów, zdjęć i wszystkiego innego, co tylko zdążyli wymyślić przed pojawieniem się ochroniarzy.
I Vincent trochę spóźnił się ze swoimi obawami o stan Keitha. Już było za późno. Grubo za późno, by w ogóle teraz się czymkolwiek przejął. Posłał znowu kobiecie swój miły, tak bardzo hostowski uśmiech i pokręcił lekko głową.
- Nie zamierzam się napraszać na kolację takich gwiazd, jak wasza dwójka. Nie chciałbym zabierać wam czasu - powiedział, naprawdę nie mogąc się powstrzymać. - Ale, droga Lizo, może miałabyś ochotę potowarzyszyć nam w zakupach? Jestem pewien, że byłoby to dla nas niezapomniane doświadczenie. - Słodkość jego uśmiechu mogła w zupełności wystarczyć na kilka dorodnych tortów. Ale ludzie się na to łapali. Zawsze. Dlatego i dziewczyna nie była wyjątkiem, gdy przyjęła jego wyciągnięte ramię i chętnie dała się zaprowadzić na zewnątrz kina.
- To, Vincent, gdzie jest ten sklep, w którym mieliśmy robić zakupy? - spytał z uśmiechem. Zwyczajnie. Miło. Uprzejmie. Jakby przełączył się na ten drugi tryb, zatytułowany „fałszywy, hostowski Keith Evan Marshall”. Ten, za którym nie przepadał Vincent. Ten, jakiego poznał przy pierwszym spotkaniu, gdy pytał się, czy może być o niego zazdrosny. Jakby cała ich znajomość zniknęła i wrócili do punktu wyjścia. To było dla blondyna jedyne bezpieczne miejsce, do którego mógł wrócić, żeby się nie załamać i które wytworzył przez lata zbierania się po utracie ukochanego faceta, jego pierwszej miłości. Który w tym momencie był mu obojętny... Tak samo, jak każdy inny człowiek na tej planecie.
A potem zaczął prowadzić swoją towarzyszkę, zabawiając ją rozmową. Jak gdyby nigdy nic.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Redmoon    Pią Mar 21, 2014 8:37 am

Natomiast Bożyszcze w ogóle nie rozumiało nagłego humorku swojego partnera. Co ZNOWU było nie tak? Naprawdę, zaczynał być zmęczony tym wszystkim i coraz bardziej zniechęcony oraz zrezygnowany. Chciał dobrze, nie odrzucał chamsko kobiety, a i nie lepił się do niej, bo – na miłość boską – miał nadzieję, że jego chłopak w końcu pojmie to, że jest GEJEM i wprost NIE CIERPI kobiet. Poza tym, jakby to wyglądało? Nieuprzejme traktowanie swojej karty przetargowej do sławy i to jeszcze na oczach kilku(nastu) osób? Poczuł nagłą chęć wyrzucenia z siebie potoku słów w kierunku swojego blondyna, ale w ostatniej chwili powstrzymał się, zachowując klasę. W dodatku te całowanie dłoni było – jak na oko Stara – bardzo intymnym traktowaniem, zaś on sam nawet jej ramienia nie mógł użyczyć, bo ten był zazdrosny (prawdopodobnie), to dopiero hipokryzja. A potem został odrzucony, to go dopiero dotknęło. Niby nie chciał, żeby Keith poszedł na tę kolację, ale do diabła... Myślał, że ten przynajmniej się ucieszy, czy coś... W końcu to typ romantyka, naprawdę sądził, że ten chętnie przystanie na kolacyjkę u niego w domu. Już nie mówiąc o tym, że Marshall złamał główną zasadę, która miała za zadanie uspokoić samego bruneta – zakaz hostowania poza terenem klubu. W dodatku, SAM został potraktowany jak klient i naprawdę, musiał z całej siły się powstrzymać, żeby nie przywalić mu w pysk, a potem nie iść się upić, a w efekcie kogoś porządnie przerżnąć, bo przecież w ten sposób wyładowywał smutek i wszystkie inne, niepotrzebne emocje. Łzy przecież były niemęskie, chociaż miał dziwne wrażenie, że jeszcze jeden taki gest ze strony blondyna i przynajmniej oczy mu się zaszklą. Naprawdę, stał się podatny na niego. A jaka była w tym momencie tarcza Vincenta? Nie wściekłość, nie wrzaski... a pieprzony chłód, zaś głos był samym sercem Antarktydy.
- Przestań mówić za mnie, Marshall. O dziwo, mam język i to całkiem sprawny. Akurat w tym kontekście nie ma „nas”, bo... – spojrzał na Lizę, prosto w jej miodowe oczy, swoimi pojaśniałymi tęczówkami, które machinalnie przyprawiały o dreszcze przez zimno, zaś ofiary czuły się, jakby dostały w łeb młotkiem pneumatycznym – i dokładnie tak czuła się dziewczyna w lokach – Miałem nadzieję spędzić z moim kolegą dzień razem, a nie z pracownikami, więc z łaski swojej, wróć do swoich obowiązków. Jeśli chodzi o obiad w moim domu, jeszcze się z tobą skontaktuję. Do zobaczenia, Lizo. – ewidentnie zakończył dyskusję w iście starowskim stylu. Naprawdę, aż mu się niedobrze zrobiło na myśl, że w tym momencie cholernie przypominał własnego ojca, ale nic nie mógł na to poradzić. Za to efekt był zadowalający – kobieta najpierw była tak w szoku, że aż zacisnęła palce na ubraniach Keitha, potem w jej oczach pojawiły się łzy, a w następnej chwili rumieńce wstydu i upokorzenia. Nie zdobyła się na żadne słowa, zachowując iście aktorskie opanowanie i puściła jej niedoszłego towarzysza i udała się do drzwi kina, znikając za nimi. Nawet się nie odwróciła. W tym momencie, nawet odrobinę nie „lżejsze” spojrzenie zostało utkwione w biednym blondynie.
- Niezapomniane przeżycie dałeś mi ty, kochanie. Dokładnie w tym momencie. – dodał, a słowa zaś były niemal szeptem, gdyż te były przeznaczone tylko dla jego faceta, a nie żadnych wścibskich uszu. - Dziękuję, że przypomniałeś mi, kim tak naprawdę jesteś. Przez chwilę zupełnie się z nami, ze mną i z tobą zapomniałem... – oblizał wargi, tym razem w wysoce nerwowym geście, bo z miłą chęcią kontynuowałby wbijanie szpilek, gdyby nie to, że sam poczuł cholerną gulę w gardle, zaś głos zapewne zmieniłby się w drżący, niegodny samego panicza – zresztą, tak było pod sam koniec. Zgryzł dolną wargę i odwrócił się, szybkim krokiem wchodząc w głąb kina, w poszukiwaniu łazienki. Nie chciał, żeby ktoś widział go w tak żałosnym stanie.
Naprawdę, poczuł się mocno... zraniony.
Już oczyma wyobraźni widział upadek cesarstwa, wielkiej monarchy przez głupie uczucie, miłość najprawdopodobniej - siebie samego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Redmoon    Pią Mar 21, 2014 11:43 am

Vincent kompletnie nie trafił ze swoimi podejrzeniami. Kei przyjął do wiadomości fakt, że brunet musi być miły dla ludzi, z którymi pracuje. Również dla płci pięknej. I, że mimo to, ona naprawdę go nie pociąga. Tak, dotarło to do niego. Dlatego nie potraktował dziewczyny jako zagrożenia, nie prychał, nie fuczał, a przeciwnie, był dla niej miły. W końcu ona mogła nie wiedzieć, że Star nigdy w życiu się nią nie zainteresuje. Nie widział więc powodu, dla którego miałby ją traktować jako konkurencję. To coś innego spowodowało jego zmianę.
Oddalenie go od siebie na rzecz pieniędzy i sławy.
Reakcji bruneta nie przyjął jako coś zaskakującego. Prawdę mówiąc, gdy tylko zmroził dziewczynę swoim spojrzeniem, Keith uznał to za naturalne zachowanie dla jego osoby. Dlatego po prostu wzruszył ramionami, spoglądając na nią przepraszająco, a potem jej nie powstrzymał. Obrócił głowę i zerknął na kochanka. Owszem, może i ten rzucił mu jedno ze swoich najgorszych, najbardziej nieprzyjemnych i raniących spojrzeń, ale Kei-host nie poczuł się tym bynajmniej poruszony. Właściwie, prawdę mówiąc, chyba niewiele rzeczy mogło go w tym momencie wyprowadzić z równowagi. Uniósł więc brew i ze spokojem wysłuchał wypowiedzi Vincenta. Coś niewyraźnie w nim drgnęło, gdy usłyszał to załamanie głosu, ale zaraz przywołał się do porządku. Nabrał powietrza do płuc i ruszył za nim, kilkoma krokami doganiając ukochanego i łapiąc go za ramię. Nachylił się, zbliżając usta do jego ucha i wyszeptał powoli, dobitnym i suchym tonem:
- Pozwól, że sobie to uporządkuję. Ty może będziesz się pojawiał raz na miesiąc w akademiku, na parę dni, żeby się ze mną popieprzyć, wyspać i wypić kakao, a ja mam czekać jak grzeczny szczeniak, siedząc całymi dniami nad książkami i nie spotykając się z nikim? Złamałeś umowę. Obiecałeś mnie nie zostawiać. Nie oczekuj więc dotrzymania mojego słowa.
Zamilkł, wręcz odpychając od siebie kochanka, prosto w stronę łazienki. Oparł się o ścianę, czekając aż ten załatwi to, co chciał i do niego wróci. Kilka razy odetchnął, próbując opanować nieprzyjemny uścisk w gardle, który nagle jednak się pojawił. Cholera, miał być beznamiętny, miał nie skupiać się na tym, jak paskudnie go wystawiono do wiatru i całkiem olano jego osobę. Ale ta jego emocjonalna strona, widoczna jedynie przy jego facecie, chciała wrócić do głosu. Ukrył twarz w dłoniach, zbierając się w sobie znowu i unosząc głowę dopiero po chwili, gdy w miarę odzyskał nad sobą panowanie.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Redmoon    Pią Mar 21, 2014 12:18 pm

Nie mógł uwierzyć w to, jak jego kochanek jest samolubny. Rezygnował z porządnego snu dla niego, tak samo jak i z bardzo dobrych ról, bo przecież musiałby wtedy wyjechać za granicę, na imprezy chodził już naprawdę rzadko, ponieważ musiał iść do swojego chłopaka, który znowu zalałby go swoimi emocjonalnościami - jak teraz, gdy miał już naprawdę D O S Y Ć, gdyż ten wcale nie zauważa jego starań przez swoje rozpieszczenie, a już na pewno nie znalazłby w nim żadnego poparcia - a przynajmniej takie zdanie miał Vincent, który o mały włos go nie rozszarpał. Znowu poczuł się zupełnie sam i to uczucie byłoby mu wcale nie obce i nader uciążliwe, gdyby nie to, że miał przyczepioną do nogi nie dość, że swoją emocjonalną kulę, to jeszcze i Keitha, która była jeszcze cięższa.  
W łazience spełnił dłużej niż dziesięć minut. Oddychał ciężko, wgapiając się w swoje odbicie, które przedstawiało tragizm w dobrym garniaku. Wykrzywił usta w grymasie, puszczając wodę z kranu i chlapiąc nią sobie twarz dla uspokojenia. Resztę czasu poświęcił na tępe wpatrywanie się w sufit i maltretowanie warg swoimi zębami, a usta mimowolnie nabrały koloru. Miał ochotę wyładować na czymś agresję, ale nie miał na czym - krzywdzić siebie nie zamierzał, a prawdopodobnie tak skończyłoby się to. Wyszedł w końcu z łazienki, nie umiejąc nawet spojrzeć na Keitha.
- Koniec. - oznajmił krótko, treściwie - Zakupy zrobię sobie sam, tak samo jak i całą resztę. Będę spał w apartamencie, a ty rób co chcesz. Ja też będę robił, co będę chciał. Nie ma już umowy. - oznajmił i jedynie krótko spojrzał w oczy Keitha... a żołądek ponownie wywrócił się mu kilka razy, ale zahamował zbędne odruchy. Miał pokazywać cokolwiek przed kimkolwiek? Przed NIM? Kpienie. Najwidoczniej Vincent znowu całkiem zamknął się w sobie. Naprawdę ten człowiek go zawiódł i w tej chwili nie chciał mieć z nim nic wspólnego.
Nie zrywał z nim.
Robił coś o wiele gorszego.
- Mam nadzieję, że będziesz spełniał się w swojej pracy, panie hoście. Tak naprawdę nigdy nie byłeś sam... I dlatego tak lekkomyślnie używasz takich słów. - pokręcił głową z politowaniem, nawet nie hamując uśmiechu, który mimowolnie wpłynął mu na usta. - Nie przeczę, jesteś bardzo empatycznym człowiekiem... dla samego siebie. - uniósł brwi, patrząc bezceremonialnie na Keitha, po czym zaczął iść w stronę wyjścia z kina.
Naprawdę, kłócenie się w miejscu publicznym? To było ponad niego. Już nawet nie był zły, to było już nowy poziom - zniechęcenia, zniesmaczenia i rezygnacji. Keith chciał tego, czego Vincent nie był w stanie dać. Jeszcze niedawno sam był pełen uczucia, a teraz...? W tej chwili naprawdę czuł dokładnie - nic.
- Ach, kochanie. Jeśli chcesz jednak wpaść na obiad, to dam ci znać telefonicznie. Jak nie chcesz, to nie będę cię zmuszał. - wzruszył ramionami, krótko odwracając się w jego stronę.
W tej chwili zachowywał się tak, jakby nigdy nic się nie wydarzyło, ale naprawdę, można było wyczuć tę odległość. Star nagle poczuł, że człowiek przed nim... jest mu zupełnie obcy. Albo po prostu chciał, żeby tak było.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Redmoon    Pią Mar 21, 2014 1:01 pm

Blondyn za to nie bał się patrzeć prosto w twarz Vincenta. Wszystko było mu obojętne do tego stopnia, że nie czuł obaw przed jego spojrzeniem, ani tym bardziej przed jego słowami. Właściwie, to znowu jego oczekiwania się sprawdziły. To słowo, kluczowe, będące sednem całej jego wypowiedzi, a zarazem znajdujące się na jej początku... Przyjął je bez żadnej reakcji. Najmniejszej. Wpatrywał się w niego swoimi spokojnymi, zielonymi tęczówkami, biorąc na siebie całe jego niezadowolenie i udawaną obojętność. Tak naprawdę, gdyby dostał w twarz, też by nie zareagował. Miał wrażenie, zresztą nie on jeden, że coś między nimi umarło. Mur był widoczny zapewne nawet dla postronnych, którzy z jakiejś przyczyny unikali patrzenia na nich.
Uśmiechnął się ironicznie, z widoczną wyraźnie drwiną.
- Spełniał w swojej pracy, co? To chyba ja powinienem ci tego życzyć. W końcu uda ci się stać naprawdę znanym człowiekiem. Nie będziesz musiał dla mnie rezygnować ze swojego życia. - Pokręcił lekko głową, a potem wydał z siebie parsknięcie. - To zabawne, bo mógłbym powiedzieć o twojej empatii to samo.
A potem przyszedł cios. Krótki, znowu świetnie wprowadzony. Niby rzucony w ostatniej chwili, na odchodnym, jak coś nieważnego, dodatek szczypty soli do ciasta. A jednocześnie najbardziej bolesny. Uświadamiający, co właściwie traci. Jego. Vincenta. I w jego oczach bez żadnego pozwolenia pojawiło się błaganie, by go nie zostawiał. Nie on. Nie kolejny raz. Tylko nie kolejny raz, bo on nie da sobie rady.
- Nie...! - Wyrzucił z siebie, a potem urwał, gwałtownie przywołując się do porządku i obracając na pięcie. Wszystkie jego myśli skupiły się na tym, żeby nie wybuchnął. Żeby nie zniżył się do poziomu, który całkiem go upodli. Do poziomu, w którym byłby gotów przystać na wszystko, byleby go nie zostawiono. Tylko czym się różniła obecna sytuacja od tej, w której by na to przystał? Niczym. Męczarnia trwałaby po prostu trochę dłużej.
Vincent się bardzo mylił w jednej kwestii. Był już kiedyś sam. Ale chciał zachować resztki godności. I nie chciał patrzeć, jak powoli, ale nieubłaganie oddala się od osoby, którą kocha.
Odszedł szybkim krokiem do łazienki. I wiedział, że w tym momencie zrezygnował ze wszystkiego, co było dla niego ważne. Że znowu podejmuje decyzję pod wpływem emocji i która nie jest rozsądna, ale jest jedyną, jaką może znieść. Zerwać. Odejść. Zniknąć.
Zeszmacić się.
Nikt nigdy nie mówił, że jest on rozsądny, że nie skupia się na sobie, czy nie jest opanowany manią zostawienia go. Miał swoje wady, jak każdy, a walka z nimi, gdy został postawiony wobec konkretnej sytuacji, bez możliwości apelacji, wydawała mu się niemożliwa. Dlatego wręcz wpadł do łazienki, zatrzasnął za sobą drzwi do kabiny, zamknął klapę i usiadł, opanowując drżenie całego ciała. A raczej nieudolnie próbując opanować. Gdyby tylko nie ta jego obawa, może byłby naprawdę fajnym partnerem. Potrafił wiele wybaczyć, potrafił dostosować się do cudzych potrzeb i lubił rozpieszczać. Do tego odnajdywał się w wielu rodzajach seksu, jeśli tylko nie podchodziły one pod sadystyczne. I był wierny. Nie potrafił spojrzeć na kogoś z myślą „ruchałbym”, gdy miał swoją bliską osobę. Tego nie trzeba było od niego wymagać, bo zdawało mu się to oczywistym następstwem związku.
Związku.
Zabawne słowo, skoro był tylko w dwóch, które przypominały w pewnych aspektach to pojęcie. I za każdym razem pozostawał z niczym, oprócz przerażenia, że znowu tak skończy.
Tak w sumie, mógłby rzucić szkołę. I tak do niczego nie była mu potrzebna. Albo mógł wrócić do Francji i tam kontynuować naukę. Albo rzucić i zostać sprzedawcą na kasie i panem do towarzystwa w wolnych godzinach. To byłoby prawie jak jego dotychczasowe związki... Z tym, że trwałoby krócej i nie wciągałby się emocjonalnie. Tak, to nie było wcale takie złe wyjście. Każde było lepsze od zostania w Traditional Royal School i czekania na cud, który nigdy nie nastąpi.
Powrót do góry Go down
Vincent

avatar

Liczba postów : 735
Join date : 11/01/2014
Skąd : Ameryka, Los Angeles

PisanieTemat: Re: Redmoon    Pią Mar 21, 2014 2:01 pm

Vincent wcale, a wcale nie zgadzał się z twierdzeniem, że empatię ma tylko dla siebie samego – wcale jej nie miał, a przynajmniej tak twierdził. Podstawowym fundamentem jego charakteru było zdobywanie i przetrwanie, wpajane od samej pieluszki – działał instynktownie, jak jakiś zwierzak, bądź socjopata, a nie był żadnym z nich. W pierwszej chwili miał zamiar po prostu odejść z tego miejsca, zostawić wszystko za sobą i iść się napić, ale coś go zatrzymało - „nie”. Zaraz mózg Stara zaczął analizę. Znaczyło to „Nie, nie kolejny raz!”, czy „Nie, Vincent, nie zostawiaj mnie!”? A wbrew pozorom to była naprawdę spora różnica. A może chodziło jeszcze o coś innego? Zmarszczył nos, ponownie odwracając się w kierunku Keitha... którego już nie było w zasięgu wzroku. Uniósł brwi w geście nonszalanckim, ale nieznacznie się niepokojąc. Wiedział, że tacy emocjonalni ludzie są bardziej niebezpieczni, niżeli tacy jak on, z niską inteligencją emocjonalną. Oni działali pod wpływem chwili, zaś Vincent – wbrew pozorom – od tych ważnych rzeczy się odcinał, więc był na swój sposób osobą racjonalną. A taki Keith? Zrobi coś pod wpływem chwili, potem będą go dręczyć wyrzuty sumienia, a na samym końcu się zabije, a przynajmniej tak to widział Star. Stał nieruchomo dłuższą chwilę, nim nie wszedł do łazienki, bo tylko tak blondyn mógłby się schować. Chyba. Nieco się schylił, szukając po kabinach odpowiednich butów, które wskazywałyby na jego partnera, a gdy tylko je znalazł, westchnął ciężko, podszedł do drzwi i zapukał w nie. Nie było zbyt dużo osób w pomieszczeniu, a nawet jeśli... miał to w nosie.
- Keith. Chodź ze mną do apartamentu. Jak się uspokoisz, to cię puszczę – zaczął, nie mając zamiaru mieć wyrzutów sumienia z powodu zostawienia dzieciaka samopas – Nie będę krzyczał. – dodał jeszcze, mówiąc jak ojciec do swojego syna, którego w jakiś sposób poruszyło to zachowanie.
Położył obie ręce na drzwiczkach, za którymi skrywał się blondyn i przyłożył do nań czoło. Naprawdę chciało mu się płakać i to nie od bólu fizycznego, a to już było naprawdę... przerażające. Coś umarło, coś było nie tak, ale nie chciał stracić Keitha, nawet, jeśli w tej chwili miał ulec. Cudem się trzymał, bo w tej chwili nie miał kontaktu fizycznego z kochankiem, który po prostu by go złamał.
- Potem, jeśli zechcesz, porozmawiamy na spokojnie. – dodał, odsuwając się od drzwi, żeby w razie wzburzenia Marshalla nimi nie dostać.  
Osoba w kabinie naprzeciw, póki co nawet nie spuściła wody, ani w ogóle nie dała znaku życia, czy to z szacunku, czy z czystej ciekawości. Vincentowi to byłoby na rękę, bo chyba spłoszyłby, jakby uświadomił sobie dobitnie, że ktoś widz... słyszy go w takiej krępująco-emocjonalnej sytuacji.
- Myślałem, czy nie ściąć włosów. - wypalił, nim zdołał pomyśleć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Redmoon    Pią Mar 21, 2014 9:40 pm

Blondyn podskoczył na kiblu, gdy usłyszał pukanie w drzwi. Zmarszczył brwi z konsternacją, odganiając napływające do oczu łzy, a potem kilka razy nabrał powietrza do płuc i wypuścił. Kto mógł właściwie czegoś od niego chcieć TUTAJ?
Aż coś go ścisnęło w piersi, gdy usłyszał głos Vincenta. Naprawdę nie oczekiwał, że on się tu pojawi. Przecież to on powiedział... To, co powiedział. To on chciał go od siebie oddalić. Tymi wszystkimi słowami. Przecież wiedział, jak bardzo to przeraża Keitha. Przecież wiedział. Słowo „zdradziłem” nie było nawet w połowie tak przykre, jak „koniec”.
Jego chaotyczne myśli krążyły dookoła emocji, przeżyć słów, ogólnie tego wszystkiego, co tak mocno go rozsypało. Przywołanie się do porządku i zareagowanie przyszło mu z wielkim trudem i po dłuższej chwili walki. Odetchnął ciężko, kilka razy, opanowując się w miarę możliwości, a potem wstał i oparł o drzwi dłońmi, rozsuwając nogi i opuszczając głowę. Już nie chodziło nawet o komfort psychiczny, a jedynie fakt, że było mu makabrycznie niedobrze w tym momencie. Czy ta metoda pomogła? Trochę. Na tyle przynajmniej, że odważył się otworzyć drzwi.
Nie patrzył na Vincenta. Utkwił wzrok w jakimś punkcie przed sobą, usilnie unikając jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego. Prawdę mówiąc, w tym momencie po prostu się go bał. Nie był do końca pewien, jak by zareagował na jego spojrzenie. Mógł do końca spanikować i zwyczajnie rozryczeć się na środku miejsca publicznego. A tego bardzo nie chciał. Albo mógł mocno się do niego przytulić i zacząć pieprzyć jakieś głupoty o tym, że panicz Star może robić co mu się tylko podoba, a on się na to zgadza bez żadnego prawa do protestu. Nie, tego nie chciał.
- Dobrze ci w długich - mruknął, wybierając zdanie, które nie miało prawie żadnego podtekstu emocjonalnego. Nie chciał w żaden sposób ukazać, jak bardzo jest rozwalony i jak bardzo źle się czuje w związku z całą sytuacją. Nie chciał iść do niego do apartamentu, bo wiedział, że skończy się to albo ogromną kłótnią, albo... Płaczem? Nie, raczej wielka dysputa, podczas której każda ze stron mówi to, co uważa za absolutną prawdę, a porozumienie jest niewykonalne. Tak, już się nie mógł doczekać. Pędził na złamanie karku wręcz.
Ale jak skończony kretyn, skinął głową na bruneta i skierował się do wyjścia. A potem zaczął zmierzać ku jego apartamentowi. Dlaczego? Z jednej, głupiej przyczyny.
Nie chciał tracić tego faceta.

[z/t x2]
Powrót do góry Go down
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Redmoon    Sob Cze 06, 2015 3:49 pm

Dwa słowa z ust tego konkretnego nastolatka wystarczyły, aby całkowicie rozgrzać wnętrze trenera. Serce kolejny raz tego dnia zabiło mu szybciej, a szeroki uśmiech, może nieco niemądry, wstąpił na twarz, przy okazji rozlewając na jego policzkach rumieniec. Jak to dobrze, że czerwień utrzymała się jedynie przez krótką chwilę. Zwyczajnie nie był przygotowany na podobne wyznanie połączone z dotykiem palców na linii żuchwy oraz czułym spojrzeniem. Przez chwilę naprawdę tonął w brązowych oczach Percivala i musiał przyznać, że doznanie to sprawiało mu naprawdę wiele przyjemności. Może wcześniej pociągnął kwestię destrukcji żartobliwie, lecz w tej chwili mógłby z ręka na sercu i uroczystym tonem powtórzyć wcześniejszą deklarację: dla Percy’ego z chęcią uległby zniszczeniu w każdej postaci.
- Ja też cię uwielbiam – odparł po chwili z ogromną determinacją, splatając przy tym ich palce w subtelnym uścisku. Tak bardzo nie chciał puszczać jego dłoni, choć zdawał sobie sprawę z tego, że nie powinni chodzić po mieście w taki sposób. Już nawet nie chodziło o to, że ktoś ze szkoły mógłby ich zauważyć i wyciągnąć oczywiste wnioski, po prostu taki widok potrafiłby zrazić również kompletnie obce im osoby. Dlatego też Baldric zrównał tempo ich kroków, dzięki czemu szli ramię w ramię, a ich złączone dłonie zostały ukryte przed ciekawskimi spojrzeniami innych. Praktycznie wcale nie trzymali dystansu, co cieszyło mężczyznę. Cholernie się stęsknił za bliskością, nawet tą najmniejszą.
- Zobaczysz – odpowiedział radośnie, zerkając na swojego towarzysza. Również tęsknił za tym uśmiechem i uroczymi dołeczkami. Jakoś trudno mu było się powstrzymać przed czułymi gestami, dlatego bez namysłu ucałował jeden z tych rozkosznych dołeczków i to tuż przed szkolną bramą.
Sam właściwie zastanawiał się jeszcze, gdzie mogliby się udać. W głowie szukał pomysłu na jakąś zwyczajną randkę, podczas której mieliby zapewnioną intymność. Zaraz przed oczami stanęła mu sala kinowa, gdzie mogliby usiąść gdzieś z boku, z dala od innych. Nikt nie zwróciłby uwagi na ich splecione dłonie i składane pocałunki. Jednak w jego głowie również zaczęły się pojawiać bardziej grzeszne myśli. Potem zdecydowanie musieliby zawitać w jego mieszkaniu i skupić się tylko na sobie. Opuścili mury szkoły i szli ulicami miasta w stronę centrum. Kierunek już był im znany, mimo to Baldric wciąż nie zdradzał celu ich podróży. Dopiero kiedy zatrzymali się pod kinem, brunet zatrzymał się i zerknął na chłopaka z uśmiechem. Wciągnął go do środka, aby zatrzymać się przed kasą.
- Co chciałbyś obejrzeć? – spytał, wyciągając przy tym portfel ze swojej torby. Zaprosił go, więc to oczywiste, że stawia. I nie może zapomnieć o popcornie i coli. - Zdaję się na twój gust, o ile nie wybierzesz horroru.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Redmoon    Pon Cze 08, 2015 9:49 am

Podobała mu się w Baldricu ta nagła dziecięcia radość, którą nagle i jego zaraził. Nie mógł przestawać się uśmiechać i zaczął nawet opowiadać jakieś śmieszne anegdotki, które kiedyś mu się przytrafiły. Miał ich sporo. Widocznie Percival od zawsze był bardzo żywiołowy i miał masę szalonych pomysłów, które kończyły się dość specyficzny dla niego sposób ku uciesze innych.
- No i wyobraź sobie, że tak się zagapiłem jadąc na łyżwach, że jak się odwróciłem to wyrżnąłem przez te takie barierki prosto na najgorszego nauczyciela w szkole! – Zaśmiał się. - Wiesz jaką miał minę?! On chciał mnie zabić na miejscu. A potem następnego dnia z plastrem na nosie zawołał mnie do odpowiedzi tym swoim ochrypłym głosem i okazało się, że bardzo mnie polubił, pomimo tego feralnego wypadku! – Pokręcił głową na wspomnienie tego żenującego momentu. Miał może z czternaście lat i naturalnie ciemne włosy przez które wszyscy myśleli, że jest dziewczyną. Nienawidził być podobny do matki! No, ale cóż zrobić.
Szedł blisko mężczyzny, wiedząc, że ten ukrywa ich splecione dłonie tak, aby żadne ciekawskie oczy nie dojrzały ich palców. Nie przeszkadzało mu to, jak niektórym rówieśnikom, którzy pragnęli afiszować się ze swoją miłością. A tym bardziej z nauczycielem. Po szkole krąży wiele dziwnych plotek. Chociażby te o panie Donatanie, który podobno miał słabość do młodych chłopców. W murach ich szkoły powstawało tyle nierealnych rzeczy, że trudno było wychwycić co jest zwykłą fantazją a prawdą.
W końcu doszli do kina. Stanął pod ekranem, na którym wyświetlały się wszystkie dostępne filmy, które puszczali w kinie.
- Co za szkoda. Nie lubisz horrorów? – zagadnął i zerknął na niego. Nie spodziewał się, że Bald może bać się na filmach grozy. Już chciałby go zobaczyć, jak kurczy się i ściska go za rękę w każdym momencie, kiedy wyskoczyłby za rogu koleś z piłą mechaniczną. Zaśmiał się w duchu rozbawiony swoją wizją.
- Ja nie chce żadnej komedii romantycznej – zaprotestował już z góry. - Jeśli chcesz mnie nią uwieść to no way! – Parsknął, szturchając go łokciem w bok. Spojrzał ponownie na tablice widząc na niej same badziewia, które w żaden sposób nie kusiły o ich oglądnięcie. Jedyne co wydawało się być ciekawe to dramat, ale Percival wiedział jak to się skończy. Wyjdzie z sali cały zasmarkany i zażenowany tym, że dał się namówić na seans.
- To co robimy? Idziemy na to? – zapytał, kątem oka zerkając na partnera. Nie wiedział, jaki ma stosunek do tego nauczyciel, ale miał cichą nadzieję, że i on będzie emocjonalną kluską jeśli się już na to zdecydują. Puścił jego dłoń.
- Okej, nieważne, wybieraj film. Zdam się na ciebie, bo grymaszę. Idę kupić przekąski. – Poszedł w stronę bufetu. Nawet nie chciał słuchać komentarzy typu, że on go zaprosił to on stawia. Nawet nie dopuszczał do siebie takich myśli. Zaraz wybrał standardowy zestaw i do tego napój. Sam nie wypije takiego dużego cukrowego zabijacza, dlatego też wziął im jeden wielki na spółkę. Jak tylko dostał swoje zamówienie wziął je pod pachę i wyglądał niczym matka z dwójką dzieci zawiniętych w kocyki. Kompletnie nie potrafił się z tym zabrać, dlatego błagalnym wzrokiem szukał wybawienia u mężczyzny. Czekał na niego tuż przy wejściu do sal kinowych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Redmoon    Pon Cze 08, 2015 9:37 pm

Jakoś nie potrafił przestać się uśmiechać, gdy wsłuchiwał się w słowa chłopaka, który karmił go coraz to ciekawszymi historyjkami ze swojego życia. W jego opowieściach wszystko wydawało się takie barwne, nawet jeśli nie wszystkie przygody kończyły się miło. To prawdopodobnie ten pogodny głos nastolatka dodawał wszystkiemu takiej wspaniałości. Naprawdę potrafił opowiadać, zwłaszcza, że każde słowo wymawiał z uczuciem i pełnym zaangażowaniem, a niektóre określenia z zapałem podkreślał zmianą tonacji. Bald przez całą drogę do kina szczerzył się, pochłaniając i kodując w swoim umyśle wspomnienia, którymi jego wybranego chciał się z nim podzielić. Zaśmiał się po anegdotce o zderzeniu z nauczycielem na lodowisku, oczyma wyobraźni widząc dokładnie całą tę sytuację. Śmiech jeszcze przez chwilę targał jego ciałem, kiedy objął młodszego kochanka ramieniem i wtulił twarz w jego różowe włosy.
- W takim razie nauczyciele lecieli na Ciebie, gdy miałeś już czternaście lat – skomentował żartobliwie, po czym zachichotał, zwyczajnie nie mógł się powstrzymać od podzielenia się tą drobną uwagą. Oczywiście, tylko on jeden mógł być tak okropnym pedagogiem, aby uwieść nastoletniego ucznia. Ale w tej chwili ich pozycje społeczne wydawały się nie mieć znaczenia, kiedy szli ulicą i czuli się swobodnie w swoim towarzystwie. Potem znaleźli się w kinie, od razu przechodząc do trudnego wyboru: na jaki film mają pójść?
- Po prostu nie lubię się bać. Jakoś nie lubię scen, gdy coś skądś wyskakuje.
Stali tak przed tablicą z wyświetlonym repertuarem i jakoś nie mogli dostrzec żadnej ciekawej pozycji, która zainteresowałaby ich obu. Horrory odpadały, komedie romantyczne też, z kolei filmy o superbohaterach wydawały się nieodpowiednie do klimatu randki. Zatem jedyną rozsądną opcją był dramat, choć i ten wybór rodził pewne komplikacje. Jeśli w tej produkcji znajdują się sceny ściskające za serce, to Bald na pewno się wzruszy, a nie chciał przecież wyjść na mięczaka przed młodszym kochankiem.
- Uciekasz i później winę za kiepski wybór zwalisz na mnie – rzucił w jego stronę, jednak uczynił to z subtelnym uśmiechem, jakoś nie mogąc oderwać wzroku od jego zadbanej sylwetki. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek tak bardzo oszaleje na czyimś punkcie. Sam zaproponował randkę i przyprowadził chłopaka do kina, lecz jego głowę wypełniały jedynie grzeszne myśli.
Podszedł do kasy i kupił dwa bilety na dramat, po czym rozejrzał się za swym towarzyszem. Szybko go znalazł nieco oddalonego od punktu z przekąskami. Ochoczo ruszył mu na ratunek i odebrał od niego w pierwszej kolejności zestaw, wsunął do wolnej już dłoni bilety. Wybrał przypadkowe miejsca, wtedy też zauważył, że w sali będzie jeszcze około dziesięciu innych widzów.
- Padło na dramat. Zaczyna się za kwadrans, więc możemy już śmiało zajmować miejsca. Chyba nie będzie zbyt dużo ludzi, więc może być całkiem… intymnie.
Ostatnie słowo wypowiedział niskim, zmysłowym głosem. Rzeczywiście chce go uwieść, tylko nie komedią romantyczną a własnym urokiem. Dobrze, że jednak szybko się opamiętał, w końcu byli wśród ludzi i w całkiem dobrze oświetlonym holu przed salami. Chrząknął szybko i skierował się ku odpowiedniej sali kinowej o numerze dwa. Przynajmniej nie musieli się zbyt daleko targać z tymi przysmakami. Drzwi były otwarte na oścież, więc spokojnie mogli wejść do środka.
- Gdzie chcesz usiąść? – spytał całkiem zrelaksowany, spojrzeniem taksując jeszcze skromnie oświetlone pomieszczenie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Redmoon    Sro Cze 10, 2015 7:21 pm

Parsknął rozbawiony na jego słowa i zaraz sprzedał mu kuksańca w bok.
- Prędzej to ja na nich – rzucił, puszczając do niego oczko. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Baldric żartuje. Zresztą nie należeli do grona sztywniaków, którzy śmiali się jedynie wtedy, kiedy zadanie z matematyki okazało się być źle rozwiązane przez jakiegoś tępaka. Nie musieli głośno mówić „żartuję”, aby zrozumieć, że te drobne droczenia to wyraz sympatii i czułości. Cieszył się, że nauczyciel nie był takim zestresowanym kołkiem, przy którym musiał mieć się na baczność, aby nie palnąć czegoś głupiego. Chociaż ich początki wcale do takich przyjemnych nie należały, a wszystko to dzięki Percivalowi, który swoim uporem i chęcią zdemaskowania go, zakochał się w nim. Gorszym sabotażystom niż on, chyba nikt nie był.
- Nie lubisz się bać? Rozumiem, że wolisz płakać – skomentował, kiedy znaleźli się tuż przed wejściem do sali kinowej. Po prostu nie mógł się ugryźć w język. Świerzbił go, a odpowiedź Baldrica aż sama prosiła się o stosowny oraz uszczypliwi komentarz. Oczywiście serwowany z dużą porcją miłości, a nie jak mogłoby się zdawać z sarkazmem.
- Baldricku Williamie Cornwell, oczywiście, że zwalę na ciebie poczucie winy za kiepski gust filmowy. Ale spokojnie, nie rzucę cię przez to. Znaj moją łaskę! – powiedział bardzo teatralnym, nosowym głosem przy tym żywo gestykulując. Pozwolił sobie na to wyłącznie dlatego, że mężczyzna uratował go od przekąsek, które prawdopodobnie zjadłby za nim film się rozpoczął. Słysząc ostatnie słowo z ust partnera uśmiechnął się pod nosem, jednak mężczyzna nie mógł tego zauważyć, gdyż osiemnastolatek szedł pierwszy i jedyne co nauczyciel mógł podziwiać to jego plecy. Percy zagryzł dolną wargę, zaciekawiony podobną uwagę, jednak nie dał po sobie za wiele poznać. Uznał, że nie dosłyszał tego perwersa, a w ostateczności odwrócił głowę przez ramię, karcąc go wzrokiem. Torturowanie Balda było jedną z lepszych form rozrywek jakie miał kiedykolwiek w życiu. Zawsze dawał się nabrać i zawsze wpadał w jego sieć. Uwielbiał te ich małą grę, intrygę która z czasem napinała się do takich granic, że lądowali w łóżku. Oczywiście, Percy jako ten przegrany. Ale! Wcale nie narzekał. Zdecydowanie miało to swoje plusy. Ba! Więcej plusów, niż minusów. W ostateczności wychodzili na zero. Remis.
Zaraz zawędrował najwyżej, jednak pakując się na siedzenia po prawej stronie oddalone od podświetlonych schodów i potencjalnych współwidzów. Jakoś nie uśmiechało mu się, aby tamci widzieli jak dwaj faceci ryczą do chusteczek ocierając łzy i zajadając swe smutki w M&M’sach. Co za żałość.
Siadł na fotelu, ściągając z siebie okrycie wierzchnie i przerzucił je przez oparcie. Spojrzał na Baldrica, a kiedy ten zajął miejsce tuż obok, zaraz złapał go za koniuszki palców własnymi i uśmiechnął się pogodnie.
- Cieszę się, że w końcu gdzieś się wyrwaliśmy. – Westchnął zadowolony, już nic więcej nie mówiąc. Chyba nie było potrzeba.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Redmoon    Sro Cze 10, 2015 9:47 pm

- I to dosłownie lecisz – dodał wesoło, ponownie nie mogąc się powstrzymać od poczynienia kolejnej uwagi. To wzajemne droczenie się miało całkiem przyjemny wydźwięk, zwłaszcza, że po takim drażnieniu zazwyczaj lądowali w swoich ramionach, aby zacząć też dręczyć swe ciała. Ostatnio jakoś nie mieli czasu na te drobne żarty, więc potrzebowali ich jak nigdy. Baldric nie chciał już się kłócić, pragnął za to spędzić wspólny czas w jak najbardziej miłej atmosferze. Skoro nareszcie mogą skupić się na sobie, powinni skorzystać z szansy. Pomysł randki był trafiony, z drugiej strony nauczyciel pragnął szybko znaleźć się z chłopakiem sam na sam, aby móc swobodnie go dotykać. Skrycie liczył, że po zgaszeniu świateł w sali kinowej będzie mógł go dotknąć, rzecz jasna ostrożnie i skryci. Zbyt mało ma śmiałości, aby pozwolić sobie na więcej pośród innych ludzi. Nie poradziłby sobie ze wstydem, gdyby ktoś ich podejrzał z innego rzędu. O czym ja właściwie myślę? – spytał sam siebie, nawet jeśli doskonale znał odpowiedź.
- O wiele bardziej wolę się śmiać – rzucił odważnie, rzucając mu uważne spojrzenie. Tak bardzo chciał go teraz pocałować, a pod koniec podgryźć zaczepnie dolną wargę. Percy zbyt mocno kusił nawet takimi komentarzami. I pozwalał sobie na coraz to większą śmiałość, w końcu wspomniał o swej łaskawości. Koniec ich związku nie nastąpi dziś. Baldric w odpowiedzi uśmiechnął się pod nosem, idąc po śladach nastolatka. Spoglądał w jego plecy, lecz spojrzenie co chwilę zsuwało się na jędrne pośladki, o jakich zdążyło mu się już nie raz marzyć nocami, gdy samotnie leżał w swoim łóżku. Bezwiednie oblizał wargi, robiąc sobie jedynie ochotę, chociaż zdawał sobie sprawę z tego, że na namiętność będzie mógł sobie pozwolić dopiero po przekroczeniu progu swojego mieszkania.
A jednak różowowłosy spojrzał przez ramię, w ten sposób odpowiadając na wcześniejsze słowa mężczyzny. Doskonale zrozumiał, co Bald miał na myśli wypowiadając to ostatnie słowo. Jednak trener dostrzegł karcący wyraz w brązowych oczach kochanka, przez co poczuł lekkie zażenowanie. Naprawdę próbował uwodzić nastolatka w kinie. To było takie nierozsądne.
Chłopak wybrał miejsca, a jego towarzysz nawet nie dyskutował. Usiadł obok Percivala, ostrożnie odkładając ich przekąski, następnie oderwał plecy od oparcia fotela, by zdjąć torbę, którą położył na pustym siedzeniu obok. Zaraz poczuł drobny uścisk na swych palcach, przez który kolejny już raz tego dnia uśmiechnął się radośnie. I te słowa tak czule ogrzały jego serce. Właśnie takich chwili normalności potrzebował najbardziej.
- Też się bardzo cieszę – wyznał szczerze, delikatnie przysuwając się do kochanka. – W końcu to nasza pierwsza randka – wyszeptał wprost do jego ucha, które trącił koniuszkiem język, następnie podgryzł delikatnie jego płatek. Także i za takimi pieszczotami zdążył się stęsknić. Jakim cudem udało mu się przeżyć przez te kilka dni, kiedy nie mógł go dotykać? Jednak z jego dłoni wylądowała na kolanie, następnie powędrowała wyżej, aż do uda, na którym zacisnął palce. Pozwolił sobie liznąć smukłą szyję a wędrówkę języka zakończył pocałunkiem u samej nasady smakowitej szyi. Może nieco się zapędził, zwłaszcza, że światła jeszcze nie zdążyły zgasnąć.
- Po filmie idziemy do mnie – rzucił w jego stronę, po czym odsunął się i rozsiadł wygodnie na swoim miejscu z zadowolonym uśmiechem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Redmoon    Czw Cze 11, 2015 9:27 pm

Dokładnie. Ich pierwsza randka. Bo pierwszego spotkania nie można było pod żadnym pozorem zaliczyć do kategorii randki. Cóż, prawdę mówiąc wówczas ich zapoznanie się było bardzo dogłębne pod każdym względem. Jednak tego Percival nie zamierzał poruszać na rodzinnych spędach na których przedstawia się swoich wybraków oraz sytuacje, dzięki którym się oni poznali. Jego rodzina najpewniej zakrztusiłaby się przekąską, jakby tylko usłyszała, że upił się w barze a następnie uwiódł nauczyciela i przespał się z nim. Ojciec zapewne byłby zachwycony, a matka starałaby się wszystko zatuszować sztucznym śmiechem i serwowaniem kolejnych śmiercionośnych kąsków do zagryski.
Ta myśl niesamowicie do rozbawiła, przez co zaczął się śmiać. Uspokoił się dopiero wtedy, kiedy poczuł mokre usta na swojej szyi. Zamknął mimowolnie oczy i zagryzł wargę. Kompletnie zapomniał się, że nie są sami. Jednak tak naprawdę, nikt nie zwracał na nich jakiejś szczególnej uwagi. Oni obaj byli zbyt przewrażliwieni na tym punkcie, że każdy gap wiedział, że są razem i że jeden z nich jest nauczycielem tego drugiego. No przecież to było oczywiste! Takie jasne! No ba!
Percy uchylił lekko powieki, cicho mrucząc mu do ucha. Dawno nikt go w ten sposób już nie dotykał. Zapomniał już, kiedy ostatni raz Baldrick stosował na nim podobne sztuczki byle uzyskać pożądany efekt. A nie musiał długo na niego oczekiwać. Dreszcze podniecenia szybko przebiegły po jego kręgosłupie łaskocząc go od karku aż do kości ogonowej. Bądź przeklęty Baldricku Williamie Cornwell!
Uchylił mocniej powieki, spoglądając na swojego kochanka rozbawionym a zarazem figlarnym spojrzeniem. Chciał coś zrobić, coś bardzo niestosownego jednak przypuszczał, że większość ludzi zauważyłaby to i najpewniej zostaliby wyproszeni z sali, jak nie z kina.
Kiedy tylko usłyszał pewne stwierdzenie, zagryzł mocniej swoją dolną wargę nie mogąc uwierzyć, że Bald jest tak zdeterminowany, a zarazem stęskniony. To tylko podsyciło w nim ogień pożądania, który przygasł na kilka chwil, aby teraz znowu mocno buchnąć właścicielowi prosto w twarz.
Film na szczęście zaraz się zaczął, a Percival nawet nie spostrzegł kiedy światła całkowicie zgasły. Może to i lepiej.
Spojrzał od razu na ekran poświęcając mu najwięcej uwagi. Jednak! Nie mogąc się powstrzymać od komentarza.
- Przyznaj się, że czekałeś bardzo długo, aby móc mi to w taki sposób powiedzieć – powiedział z nikłym uśmiechem, gapiąc się przed siebie. Miał nadzieję, że nauczyciel dosłyszał go w nagłej eksplozji reklam. Wziął napój, upijając przez słomkę łyka. Ostatecznie odstawił go na bok i skupił się już na filmie, który zaczął się od pokazania bohaterów przed całą akcją filmu i urywkami po, kiedy oboje są już na pograniczu szaleństwa. Ogólnie film miał opowiadać o pięknej miłości, której losy przecinają rozczarowania, żale, duma i ciężka choroba. Percival po tak krótkim wstępnie doskonale wiedział, że będzie ryczeć jak mała dziewczynka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Redmoon    Pią Cze 12, 2015 8:01 pm

Od małego był przewrażliwiony na punkcie opinii innych o własnej osobie. Gdzieś w środku nadal dręczyły go wypowiedzi na temat jego pochodzenia, które prześladowały go przez długie lata. Ale w tym przypadku nie obawiał się tego, co ludzie mogą powiedzieć o nim, o wiele bardziej martwił się o dobre imię Percivala. Przed nim jeszcze całe życie, więc wieść o jego romansie z nauczycielem mogłaby bardzo mu utrudnić drogę ku świetlanej przyszłości. Właśnie to od początku ich związku dręczyło Balda, mimo to mężczyzna nie miał zamiaru odpuszczać. Szalenie pragnął tego osiemnastolatka, zatem nie mógł z niego zrezygnować. Nawet w kinie nie potrafił powstrzymać się przed dotykaniem go, choć ktoś mógłby ich przyłapać. Lecz bez ryzyka nie ma zabawy. A czy takie niewinne pieszczoty nie wydają się jeszcze bardziej ekscytujące w miejscu publicznym?
Reakcje nastolatka były cudowne. Młode ciało odpowiadało tak szczerze na te subtelne muśnięcia warg. Najbardziej intrygującym okazało się to rozpalone spojrzenie młodszego kochanka. Ten ognisty wzrok rozbudził w trenerze przekonanie, iż chłopak rzuci się na niego i zainicjuje jeden z tych głębokich pocałunków, od których można stracić dech. Niestety, Percy wykazał się doskonałym opanowaniem i skupił się na kinowym ekranie. Z całą pewnością była to strata dla nich obu, jednak dla trzydziestoczterolatka była ona chyba odrobinę bardziej większa.
- Zawsze chciałem to tak powiedzieć – wyznał z chytrym uśmieszkiem, nadal nie odrywając oczu od chłopaka. Był nim jawnie oczarowany, mimo to chwycił jedynie jego dłoń, po czym splótł ich palce razem, aby mieli ze sobą jakikolwiek kontakt fizyczny. Ramiona szybko docisnęły się do siebie dzięki uporowi Bala. Po prostu chciał być jak najbliżej. W końcu skupił się na ekranie, obserwując początek filmu. Już po początkowym zwiastunie wiedział, że się wzruszył, przy czym solennie postanowił, że jednak powstrzyma się od wrażliwych reakcji, w końcu są one takie niemęskie. Z drugiej strony chciał ujrzeć w kącikach oczu nastolatka łzy wzruszenia, które mógłby otrzeć.
- Będziesz potrzebował chusteczek? – spytał żartobliwie, zerkając kątem oka na drugą twarz, chcąc dostrzec reakcję na swoje pytanie. Znów uśmiechnął się chytrze i z jawną satysfakcją, jakby wygrywał jakiś bój ze swoim wybrankiem. Ale zaraz uniósł jego dłoń do swych ust i aby go udobruchać, musnął jej wierzch czule. Wolną dłonią zaczął układać na swych kolanach papierowe torby z przekąskami, aby obaj mogli swobodnie po nie sięgnąć podczas trwania całej projekcji. Sam wziął garść popcornu i powoli zajadał się nim.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Redmoon    Nie Cze 14, 2015 10:04 am

Dobre imię Percivala wisiało już i tak na włosku, który przy mocniejszym podmuchu wiatru kołysał się niczym pijany człowiek idący po krawężniku. Jeden fałszywy krok i mógł skończyć z łatką dilera albo co gorzej narkomana. Czy mogło być jeszcze gorzej? Naprawdę? To prędzej Baldric będzie mieć sporo nieprzyjemności jeśli wyjdzie na światło dzienne jego romans z uczniem. Dyrektor nie patrzałby na niego tak przychylnym wzrokiem, jak robił to do tej pory (w końcu w szkole wszyscy go szanowali i bardzo lubili). Wyleciałby na zbity pysk. Całe szczęście, że Percy był pełnoletni, gdyż jeden rok w tył, a nauczyciel mógłby być posądzony o całkiem inne mniej przyjemne sprawy.
- Zauważyłem – mruknął z uśmieszkiem, jednak nie spojrzał na kochanka doskonale zdając sobie sprawę z tego, że ten mu się bacznie przygląda. Wytrzymał jego spojrzenie, drocząc się z nim.
Po chwili faktycznie wciągnął się w film i nawet zapomniał o obecności Baldrica, gdyby ten nie przypomniał o swojej obecności. Załapał go za rękę, mając wbity wzrok w ekran filmu. Z trudem musiał przyznać, że robił na nim wrażenie. Czasem nawet zdarzały się momenty, przez które szkliły mu się oczy. Kurde, nie chciał ryczeć jak jakaś mała dziewczynka. Zerknął kątem oka na swojego towarzysza mając nadzieję, że nie tylko jego rozmiękczyły oświadczyny i nagły wyjazd głównego bohatera na wojnę. Fragmenty listów, które jego ukochana dostawała również wprawiły go w lekkie wzruszenie, które starał się dokładnie ukryć. Nie chciał wyjść na miękkiego, a najpewniej właśnie tak wyglądał.
- Tak, daj mi – wymamrotał cicho. Zdradził się tym zachowaniem, jednak czy to nie było lepsze od zasmarkanego rękawa? Zaraz wyciągnął rękę w stronę mężczyzny, jednak zamiast wziąć od niego chusteczkę złapał go za nią. Trzymał go przedramię nieznacznie się do niego zbliżając. Oparł głowę o jego ramię, cicho pociągając nosem.
- Chyba mam alergię – rzucił, nie wiadomo po co, skoro i tak wiadomym było, że potok łez wylewał się mu się z kącików oczu. Czy on już kiedykolwiek wspomniał o tym, że nienawidzi oglądać podobnych rzeczy?! Mocniej wcisnął policzek w ukochanego, mając nadzieję, że ten nie zacznie się z niego śmiać w tak żenującym dla siebie momencie. Chociaż z drugiej strony patrząc Baldric był dojrzałym facetem i wątpił, że podobne akcje były narażone na ataki kpiny i drwin.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Redmoon    Nie Cze 14, 2015 10:36 pm

Czy wszyscy zakochani droczą się ze sobą na każdym kroku? Baldric nie był tego tak wielce pewien, mimo to nie narzekał na ten stan rzeczy, dobrze wiedząc, że te drobne prowokacje przeważnie prowadzą do dalszych zbliżeń. Po wypowiedzi o żartobliwej i zarazem nieco prześmiewczej nucie zawsze przychodził czas na namiętne spojrzenie, pocałunek czy innego rodzaju pieszczotę. Wzajemne drażnienie było obecne od początku ich związku, więc weszło im to w krew. Ale zawsze znali granicę dobrego smaku, dzięki czemu nigdy nie dopuścili do sytuacji, w której jeden z nich poczułby się dotknięty uwagą partnera. Jednak tym razem nie szli dalej w wymianę komentarzy, bo ich obu wciągnęła fabuła filmu. Właściwie to Percy skupił się na biegu akcji, a jego towarzysz musiał walczyć z chęcią dalszego dotykania młodego ciała. Uparcie zajadał pragnienie powiedzenia czegoś popcornem, przez co szybko pochłonął pół pudełka. Wraz z czasem zaczynał doceniać walory tej konkretnej produkcji i nawet łapał się na identyfikowaniu z młodym żołnierzem powołanym na wojnę, mimo to gdzieś w głębi chciał zająć się swym kochankiem. Skierował więc jego uwagę na siebie, wtedy też dostrzegł małe łzy kręcące się w kącikach oczu nastolatka. Wyjął z torby opakowanie chusteczek i podał mu je, ale Percival pochwycił jego dłoń. Zaraz tak ochoczo przysunął się i ułożył głowę na męskim ramieniu, ukazując w ten sposób swoje urocze przejęcie całym filmem. A potem starał się wytłumaczyć własne wzruszenie alergią. Słodziak – wkradło się to określenie do myśli bruneta i nie chciało opuścić jego umysłu.
- Rozumiem – odpowiedział cicho, samemu wreszcie skupiając należytą uwagę na filmie. Kolejne listy, sceny z rodzinnej miejscowości i potem z wojennego frontu. To rzeczywiście mogło ścisnąć za serce, lecz z oczu Balda jednak nie wydobyło łez. Ale z całą pewnością był poruszony, z czym zdradzał się poprzez błyszczące spojrzenie i zaciśnięte w płaską linię usta, które zdawały się być do siebie przyklejone. Bardzo rzadko rozłączał je, biorąc płytki wdech, kiedy wojna zaczynała coraz mocniej odciskać swoje piętno na życiu bohaterki, ponieważ ta straciła brata i przestały do niej trafiać listy od ukochanego. Takie rzeczy były torturą nawet dla widza! A gdy najlepszy przyjaciel jej wybranka oznajmił ją o jego śmierci, serce ścisnęło mężczyźnie z żałości. Objął więc ramieniem chłopaka i docisnął go subtelnie do siebie, wplatając w różowe kosmyki usta, aby złożyć na nich uspokajający pocałunek.
- Na pewno wszystko będzie dobrze.
I jego wróżba okazała się prawdziwa. Po kilku miesiącach rozpaczy dziewczyny ukochany powrócił. Co prawda odmieniony i bez jednej ręki, jednak bohaterowie mieli swój happy end. Później nadeszły kolejne sceny szczęścia, choć te kolejny raz miało zostać czymś przerwane.
- No kurde - wyrzucił z siebie nieco podenerwowany. - Już wszystko powinno być dobrze, ale jak zwykle scenarzyści muszą komplikować.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Percy

avatar

Liczba postów : 315
Join date : 10/02/2014

PisanieTemat: Re: Redmoon    Wto Cze 16, 2015 1:44 pm

Percy nienawidził się mazać, a tym bardziej w czyjeś obecności. To go uwłaczało i uwierało jak cierń, nawet jeśli był z  osobą Baldricka. Nie chciał, aby ten myślał o nim, jak o jakimś mięczaku, które rozczula durny miłosny film. Nosz cholera! Wiedział, że tak to się skończy, ale nie!  Na drugi raz pójdą na horror, choćby nie wiem co! Pociągnął nosem, oglądając ciągle z zainteresowaniem film. Faktycznie wszystko zmierzało ku lepszemu, jednak scenarzyści chyba mieli o tym całkiem inne zdanie.
- Cicho – mruknął, kiedy usłyszał pokrzepiające słowa Bala, a to oznaczało, że ten doskonale wiedział, że to żadna cholerna alergia. Percival niczym rasowy nastolatek nadął się i udał urażonego, jednak nie na tyle, aby się odsunąć. Zacisnął usta w cienką linię i podniósł wzrok na mężczyznę, dostrzegając, że i jego oczy szklą się. Och! Czyli nie było z nim tak tragicznie. To go pocieszyło, chociaż trochę.
-  Scenarzyści to świnie – rzucił, zaraz zabierając się do jedzenia popcornu. Trzeba było zatkać czymś usta, aby całkowicie nie zepsuć nastroju i filmu.
Film ogólnie skończył się całkiem nieźle, bo kochankowie wrócili do siebie. Co zakończyło się szczęśliwym Happy Endem. Czego było można chcieć więcej. Po chwili na ekran wdarły się ulubione przez wszystkich widzów napisy zwiastujące zakończenie. Światła wolno zaczęły się zapalać, a on aby nie wzbudzać podejrzeń odsunął się od nauczyciela. Starł ukradkiem łzy, które jeszcze spłynęły mu po nosie i wytarł palce w spodnie. Przeciągnął się teatralnie, jakby wynudził się na seansie, co oczywiście nie było prawdą. Spojrzał na Baldrica z lekkim uśmiechem na ustach.
- Jak ci się podobało? – zapytał, mając nadzieje, że chociaż ten zamierza przyznać się do własnych słabości, ale jakoś nie zapowiadało się na to. W końcu, który dorosły facet lubił się przyznawać do  łez. Ludzie zaczęli wychodzić i oni jako prawie ostatni opuścili salę kinową.
[b]- Idziemy do ciebie?
– zagadnął, ponieważ przed seansem nauczyciel mu sugerował podobną propozycję. W sumie szedł ze świadomością tego co będą robić w tym mieszkaniu, jednak wcale nie czuł się z tą myślą źle. Nie uwierała go, ani nie godziła. Wręcz nie mógł się doczekać aż znajdą się sami w pustych czterech ścianach  z daleka od ciekawskich oczu.  Będą tylko dla siebie.
- Masz ochotę coś zjeść, bo mógłbym ugotować? – zapytał, zerkając na niego katem oka. Ostatnimi czasy zdążył zrobić postępy w sztuce gotowania, a to tylko za sprawą cudownej opiekunki, która poświeciła mu czas i nauczyła podstawowych dań,  którymi będzie mógł zaskoczyć swojego ukochanego. Tak, uczył się gotować, kiedy udawał obłożnie chorego i nie pojawiał się w szkole. Co miał robić innego. Lily wolała sama pić popołudniowe herbatki z panem Teodorem, a starszy brat był dobry tylko do wożenia ich jako cudowny wierzchowiec. Niestety. Nawet dał sobie zrobić durne kucyki, ale o tym nikt nie wiedział poza nim i Lily. Umarłby ze wstydu, gdyby na jaw wyszły te żenujące akcje.
Szedł blisko swojego kochanka, opuszczając salę, a następnie kino. Zmierzali do gniazdka, w którym spędzali najwięcej czasu.


[zt x2]
Zrobiłam już koniec, napisz posta w domu.
[/b]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Redmoon    

Powrót do góry Go down
 
Redmoon
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Centrum miasta :: ∎ Kina-
Skocz do: