IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 RedxCamille

Go down 
AutorWiadomość
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: RedxCamille   Pon Gru 01, 2014 11:43 pm

Gdzie mógłby spędzić wieczór jeśli nie w BigQ? Starym, dobrym klubie, w którym każdy gej mógł czuć się tak gejowsko, jak tylko chciał. Pełna swoboda i wszystkie kolory tęczy. Idealne miejsce na krótką chwilę zapomnienia.
Choć i tu znaleźliby się tacy, którzy wspomnianą krótką chwilę przerodzili w całe lata niezwykłego, namiętnego związku. Jakże urocza, cudowna, gejowska śmierć. Camille daleki był od podobnych romantycznych wizji, uznając je za zupełnie bezsensowne. Nie jego priorytety. On miał inne, nieco prostsze: brać z życia więcej niż samo dawało.
Nie myślał o tym, z kim tańczy. Po prostu poruszał się w rytm muzyki, tkwiąc gdzieś pośrodku parkietu w towarzystwie innych osób. Byli mu obojętni. Ludźmi zazwyczaj zaczynał się interesować dopiero wtedy, gdy ich w jakiś sposób potrzebował. W czasie, kiedy brzmiała jedna z jego ulubionych piosenek, nie zwracał uwagi na kogokolwiek.
Dopiero gdy muzyka została zmieniona na mniej przyjemną dla ucha blondyna, Camille powrócił do rzeczywistości. Rozejrzał się wokół beznamiętnym wzrokiem, po czym sprawnie zaczął przedzierać się przez ten tłum wijących się ciał, aby dotrzeć do baru. Smukłe, androgeniczne ciało poruszało się z niemalże kobiecą gracją, choć strój niekoniecznie pasował damskiej figurze. Biała, elegancka koszula wykonana z niezwykle delikatnego materiału, wisiała na smukłych ramionach. Kilka guzików zostało niedopiętych, jakby jej właściciel ubierał ją w niezwykłym pośpiechu. Wstając z łóżka chwilę po cholernie namiętnym seksie. Nogawki czarnych, obcisłych i potarganych spodni wsunął do zasznurowanych po sam koniec glanów. I właściwie jedynie skórzane dodatki odbierały mu jego eteryczną formę – pieszczochy na nadgarstkach czy wspomniane obuwie czyniły sylwetkę Camille’a nieco mniej odrealnioną.
- Hej, Jack! – rzucił w kierunku znajomego barmana, zajmując jedno z wysokich, barowych krzeseł. – Martini! - dodał, uśmiechając się przy tym pogodnie. Odgarnął jasne włosy z twarzy, zsuwając je na lewe ramię. Na krótką chwilę przed tym, gdy ktoś złapał za miękkie kosmyki, aby boleśnie ściągnąć Francuza z krzesła.
- Ej ty! – pijany, barczysty mężczyzna szarpną nim raz jeszcze, odciągając Camille’a od baru. – Wychujałeś mnie ostatnio! – warknął nieszczególnie wyraźnie.
Czy w ogóle go pamiętał? Jasnowłosy Francuz żył w błogim przekonaniu, które mówiło, że w BigQ poczucie anonimowości nigdy nie znika. Czyżby właśnie dogoniły go niecne uczynki sprzed kilku dni? Pamiętał tego drania! Bogaty typ, który przez pół nocy poił Camille’a drinkami z Martini, naiwnie wierząc, że skończą w jednym łóżku. Ale Bordeaux wymknął mu się niezwykle sprawnie…
- Puść. Mnie. – Odezwał się surowym, niskim głosem. Mimo androgenicznego wyglądu, zabrzmiał niezwykle męsko. Nisko i głęboko. Był to jeden z tych dźwięków, których można z przyjemnością słuchać przed zaśnięciem, gdyby tylko słowa były nieco inne. – Dobrze ci radzę. Puść – dodał, samemu zaciskając smukłe, kościste palce lewej dłoni na jego nadgarstku, nieustępliwie patrząc napastnikowi w oczy. Czekał na jego reakcję i dawał mu niepowtarzalną szansę na zrezygnowanie z tej farsy.
Już w tej krótkiej chwili zaczęło się robić wokół nich niemałe zamieszanie…

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Red

avatar

Liczba postów : 35
Join date : 17/01/2014

PisanieTemat: Re: RedxCamille   Czw Gru 04, 2014 2:57 am

Klub dla homoseksualistów nie należy do codziennych miejsc odwiedzanych przez Jeffey'a. Widzieć jego twarz w takich lokalach jest zdecydowanie rzadkością. Sam siebie nie uważa za geja, ani również stu procentowego hetero. Co dziwne nie ma siebie nawet za biseksualistę. Zawsze doskonale wie czego chce i nie czuje potrzeby wstydu. Wszystkie te nazwy są według niego najzwyczajniej durne - wymyślone przez ludzi, którzy mają brzydki zwyczaj dzielenia się na grupy. Takie szufladkowanie jest tylko kolejnym podziałem międzyspołecznym, choć w pewien sposób jest to również ciekawe. Podobne zdanie ma w stosunku do "specjalnych" lokali dla wybranych ludzi... Skąd się tu wziął, skoro nie zagląda do takich miejsc? Otóż miał okazję minąć wspomniany klub podczas wieczornego spaceru w poszukiwaniu ciekawego zajęcia. Bywają dni, w których człowiek ma zdecydowanie za dużo wolnego czasu. Dziś było to pozytywnym przywilejem, z którego Red postanowił skorzystać poprzez wyrzucenie monotonni, jaka ostatnio niemiłosiernie się ciągnęła. Gejowski klub, do którego nigdy wcześniej nie zaglądał jest idealnym rozwiązaniem. Nie był sam. Przy jego boku szedł blondyn z podobną sylwetką, co Red, lecz w niektórych momentach, kiedy stali blisko siebie, można było zauważyć nieznaczną różnicę w ich wzroście z przewagą ku rudzielcowi. Jego kompan posiadał nieco delikatniejsze rysy twarzy, jednak nie na tyle by mieć wątpliwości co do jego płci. Być może jest od niego młodszy... Z pewnością entuzjastyczny i ma więcej do powiedzenia, jako, że raczył Jeffey'a potokiem słów, na które rudzielec odpowiadał krótszymi i bardziej przemyślanymi zdaniami.
Zaraz po wejściu do budynku skierowali się ku barowi. Zamówili po mocniejszym drinku i udali się w głąb sali, by zająć komfortowy stolik, bądź inne dogodniejsze miejsce. Niestety takowego nie znaleźli, lecz dzięki małemu obchodowi mogli nieco się rozejrzeć. Jako, że Red posiada wyróżniający kolor włosów miał okazję złapać kilka ciekawych spojrzeń.
- Nooo... Dawno tu nie byłem - wypowiedział się z uśmiechem kompan Jeffey'a.
- Hm? A jeszcze niedawno przysięgałeś, że nigdy tu nie byłeś - Red przyjrzał się niebieskim oczom swego towarzysza - A miało to być jakieś nowe miejsce, Louis - Wrócił badawczym wzrokiem na otoczenie przed sobą.
- Już! Już! Nie marudź! Nie było tego... Znaczy, no wiesz. Zawsze to jednak coś nowego, bo już zapomniałem to miejsce, a Ty jesteś tu pierwszy raz, więc... - Mężczyzna chwilę pomyślał - Hej! Mieliśmy się tu pobawić, prawda? - Na twarzy Louisa pojawił się wesoły uśmiech. Rudowłosy uniósł jeden z kącików ust.
W pewnym momencie ich krótkiego badaniu terenu zostali zatrzymani. Średniego wzrostu mężczyzna zaprosił Louisa do tańca. Ten początkowo miał wątpliwości, jednak z mottem "raz się żyje" zdecydował pójść na parkiet. W taki sposób Red został oddzielony od swego towarzysza - chwilowo, bądź nie, czas pokaże.
Rudzielec wrócił do baru, przy którym było mu najwygodniej - mógł z odpowiedniej dla siebie odległości obserwować bawiących się ludzi, a przy tym wygodnie siedzieć i popijać wybrany napój alkoholowy. Musiał przyznać, iż grana w tym miejscu muzyka również jest w miarę w porządku. Jako, iż postanowił zamówić kolejny drink zawołał barmana. Zrobił to niemal w tym samym momencie co pewien blondyn. Byli oddaleni od siebie zaledwie kilka siedzeń dalej. Odruchowo skierował ku niemu swe spojrzenie. Wyłapał najbardziej charakterystyczne cechy mężczyzny.
- Drink Wściekły Pies - odpowiedział po zapytaniu barmana o rodzaj napoju.
Rudzielec nie musiał długo czekać na ciekawsze wydarzenie. Niedługo po zamówieniu drinka ktoś przyczepił się do blondyna, którego chwilę temu zauważył. Przez tworzące wokół dwójki zamieszanie prawdopodobnie niedługo wkroczy ochrona. Mimo tego powinni mieć czas na kilka mocniejszych zamachnięć. Wbrew pozorom Red w żaden sposób nie aprobuje stworzeniu się konfliktu, którego skutkiem będzie bójka. Walka spowodowana przez zbyt dużą ilość alkoholu zmieszanego z emocjami jest według niego obrzydliwym pokazem pospólstwa, bądź nawet zdziczenia. Bardziej ciekawi go zachowanie długowłosego, który wydaje się być w niekomfortowej sytuacji.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: RedxCamille   Nie Gru 07, 2014 2:48 pm

Nie mógł być bezradną ciotą. W tym świecie, tym mieście i tym klubie nie miał do tego najmniejszego prawa. Miejska dżungla! Na szczęście daleko mu było do bezradnej dziewczyny Tarzana.
- Nie żartuj sobie! Dziś dokończymy tamten wieczór! – obleśny, niekoniecznie bystry i raczej nieszczególnie zachęcający typ. Camille zmrużył powieki, żeby zaraz roześmiać się dźwięcznie na jego słowa, łagodząc uścisk, w którym trzymał nadgarstek napastnika.
- Okej. Możemy dokończyć – rzucił swobodnie, uśmiechając się przy tym tak pięknie i niewinnie, jak tylko potrafił. Wiedział już, że przy tym człowieku nie musi popisywać się błyskotliwością czy inteligencją. Koleś był na to zbyt głupi, naiwny. Co potwierdził, puszczając jasne włosy Francuza, wyraźnie zaskoczony i uradowany słowami Camille’a, nie szukając w nich fałszu.
- To idziemy do mnie – stwierdził, zachwycony swoim triumfem. Bordeaux uniósł nieco podbródek ku górze, zadowolony z tego, jak potoczyła się sprawa. Swobodnym gestem zarzucił napastnikowi rękę na ramię, po czym skinął krótko w kierunku barmana.
- Jack, przygotuj mi drugie Martini – powiedział pogodnie, zaraz spoglądając na niewiele rozumiejącego człowieka przy swym boku. – Miłego wieczoru na izbie wytrzeźwień – rzucił z tą samą radością, momentalnie zaciskając dłoń na jego karku na tyle mocno, aby mieć pewność, że mężczyzna nie wyszarpie się przedwcześnie. Mimo smukłej budowy ciała, był niezwykle silną osobą, znającą podstawy samoobrony. Pijany gościu w barze nie stanowił dla niego większego zagrożenia. Dlatego też – trzymając go w ten sposób – ruszył spokojnie kilka kroków do przodu, jego zmuszając do tego samego, aby ostatecznie pchnąć go w stronę czekających ochroniarzy - dwójki potężnych, silnych mężczyzn, którym pijany imprezowicz nie mógł się wyrwać.
Nie chciał większej rozróby w barze. Za bardzo lubił spędzanie czasu w BigQ, aby narazić się na ewentualny zakaz wstępu czy niechęć barmanów. Mając w głębokim poważaniu dalsze losy tego mężczyzny, powrócił do baru sprężystym krokiem, zaraz zajmując swoje poprzednie miejsce. W jego ruchach widoczna była bardzo duża porcja gracji, która dodatkowo obdzierała go z męskości. Całą męską siłę zamykał w uważnym spojrzeniu srebrnych, naturalnie zimnych oczu. I psychice.
- Jak tam moje Marini? – zwrócił się w kierunku barmana, przesuwając po blacie pusty już kieliszek. Posłał Jackowi pogodny uśmiech, który ten skomentował pełnym dezaprobaty spojrzeniem. Chwilę później Camille dostał swojego drinka, a Jack pochylił się lekko w jego kierunku.
- Na jego miejscu też skopałbym ci tyłek – stwierdził swobodnie. Wszyscy kochali szczere, chwilami wręcz bezczelne uwagi Jacka! Barman - nie mając czasu na dłuższą rozmowę - zostawił Francuza samego, wracając do swojej pracy. Natomiast Camille, z uśmiechem błądzącym w kącikach ust, rozejrzał się wokół, najwyraźniej ignorując stwierdzenie barmana. Nie miał pieniędzy na więcej alkoholu! Pozostawało znaleźć kolejnego frajera na tę noc.
Nieczęsto mógł spotkać tutaj ludzi, z którymi chciałby utrzymywać inny rodzaj kontaktu. Wszystkie znajomości, które rozpoczęły się w BigQ, powinny skończyć się w tym właśnie miejscu. Najlepiej jeszcze tego samego wieczora. Inne działanie prowadziło do niesamowitych kłopotów…
Zatrzymał wzrok na mężczyźnie siedzącym przy barze. Z jakże ciekawym kolorem włosów. Niedyskretnym spojrzeniem ocenił jego sylwetkę, wyraźnie zaskoczony swoim własnym zainteresowaniem. Zazwyczaj wybierał wstawionych gości w drogich garniturach, nie licząc na nic więcej niż darmowy alkohol. Tutaj sprawa wydawała się bardziej interesującą...
Bez słowa uniósł kieliszek, posyłając mu krótki uśmiech, po czym upił niewielki łyk słodkiego, słabego alkoholu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: RedxCamille   

Powrót do góry Go down
 
RedxCamille
Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Archiwum-
Skocz do: