IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pink elephant

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2
AutorWiadomość
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Sro Mar 25, 2015 5:30 pm

Owszem piłka nożna była grą zespołową, ale każdego zawodnika oceniało się zawsze z osobna. Byli lepsi i gorsi, jeden strzelał kilka bramek podczas meczu, a drugi nawet nie potrafił utrzymać przy sobie porządnie piłki. To całkiem normalne, że ekscytował się sukcesem trenera. W zasadzie zawsze łatwo wpadał w podobny stan. Nauczyciel mógł to zaobserwować na treningach, gdy każda bramka uwalniała z niego nową energię. Jack był z pozoru spokojny tylko w obecności ojca, odgrywał ułożonego syna, by mieć spokój do kolejnych odwiedzin. Nie zdał sobie sprawy, że użycie czasu przeszłego przy panu Cornwellu sprawi mu ból. Nie zawsze wykazywał się bystrością.
- O tym nie pomyślałem – powiedział bardziej do siebie zdając sobie sprawę z wieku rozmówcy, a zarazem z rozgrzebywania przeszłości. W obecnym stanie nauczyciel mógł jedynie wspominać dni swej świetności, które już nigdy nie powrócą. Ścisnęło go w piersi na samą myśl, że taka piękna szansa na karierę mogłaby mu przejść koło nosa. – Przyszłość... – zacisnął dłoń w piąstkę, jakby właśnie miał zaraz wypowiedzieć obietnicę – Tak, będzie mnie pan oglądał na ekranie – rzekł poważnie z pewnym siebie uśmiechem, a w źrenicach zajarzyły mu się silne płomienie, jakby zapłonął ocean. Każda komórka ciała przemawiała za piłką nożną, nie wyobrażał sobie życia bez niej.
Trener ładnie pogrupował plany na przyszłość, były już A i C. Zadał młodemu aby ten porządnie pomyślał nad planem B. No to chłopak się skupił, jakby siedział na muszli klozetowej nad tym drugim sprawunkiem. „Hmm... Coś co chciałbym robić...? Bawić się, flirtować... Eee? Ciężka sprawa, ale moment... Gdy się połączy obie te rzeczy, to wychodzi mężczyzna do towarzystwa, host. O! To nawet interesujące, ale chyba nie powinienem mówić tego na głos.” Popatrzył niepewnie na rozmówcę, hamując się od otwierania buzi. Coś mu podpowiadało, że nie zostanie pochwalony, a wręcz zrugany za lekkomyślny i nieodpowiedzialny pomysł. Pomimo to, już go nosiło, aby przetestować nowy plan B. Niestety zapomniał pomyśleć, że owy plan i tak nie nadawał się na dalszą przyszłość. Bo kto by chciał spędzać czas z podstarzałym facetem? Takich wyjątków było z pewnością za mało.
- Pan zadaje za trudne pytania. Można prosić o inny zestaw? – zapytał żartobliwie i uśmiechnął się niewinnie. – Aktualnie nie przychodzi mi nic rozsądnego do głowy. Nie mam jakiś specjalnych zainteresowań poza piłką – popatrzył na niego, jakby chciał usłyszeć gotowy plan na przyszłość, w końcu był tym, który poradził sobie z kryzysem. Cóż, może wymyśli uczniowi porządne zajęcie? Mniejsza z tym, nagle usłyszał coś niesamowitego i spojrzał na rozmówcę z jawnym niedowierzaniem. „Poważnie?! Przedszkolanką?” I tu mimochodem próbował sobie wyobrazić nauczyciela w roli uke otoczonego słodziasznymi stworkami. Pacnął się w twarz rozpostartą dłonią, by wstrzymać parsknięcie śmiechem i jakoś mu się udało, nadął aby policzki.
- Dlaczego pan chciał zostać przedszkolanką? Lubi pan dzieci? –  zapytał iście zaciekawiony. Trochę to też zabrzmiało dwuznacznie, ale oczywiście nie miał tych złych rzeczy na myśli. Ponownie zboczył z głównego tematu rozmowy. Tak to już z nim bywało.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Pią Mar 27, 2015 2:47 pm

Usłyszał niebywałą motywację w głosie chłopaka przy zapewnieniu, że zobaczy go na ekranie podczas transmisji meczu, dlatego też musiał się uśmiechnąć z niemałą satysfakcją. Już nie mógł się doczekać chwili, w której jego podopieczny rozwinie w pełni skrzydła na oczach tysięcy kibiców na jakimś wielkim stadionie. Bardzo chciał doczekać takowej chwili. Z drugiej strony nie powinien naciskać i wydobywać z nastolatka podobnych słów, zwłaszcza, iż na własnej skórze poznał smutną prawdę tego świata. Pewna jest tylko śmierć, no i podatki, które to do śmierci mogą doprowadzić. Przytaknął więc głową z mniejszym entuzjazmem, jednak nawet przy tym geście na jego twarzy widniał uśmiech.
Obserwował uważnie rozmyślającego ucznia, a na jego twarzy dostrzegał intensywne procesy myślowe, co tworzyło bardzo zabawny widok. Na całe szczęście Baldric powstrzymywał się od wszelkich komentarzy i spokojnie czekał na pierwszy pomysł związany z planem B. Niestety, po chwili oczekiwania nie otrzymał nawet zarysu planu, ale nie śmiał narzekać. Myślenie o przyszłości nigdy nie jest łatwe, a najtrudniejsze jest przede wszystkim wtedy, gdy jest się młodym.
- Pomyśl o tym jeszcze kiedyś w ciszy i spokoju – poradził mu w końcu szczerze, już przestając napierać na poważną rozmowę. Postanowił zaufać osądowi Jacka i dać mu wolną rękę w kwestii wszelkich wyborów. Jak zwykle starał się odegrać odpowiednio rolę wyrozumiałego nauczyciela, chociaż do niczego się nie zmuszał. To wychodziło jakoś tak naturalnie. Rozumiał, że każdy osiemnastolatek potrzebuje przestrzeni i możliwości samo decydowania o sobie. Zresztą, zawsze uważał, że to rodzice powinni nakładać na swe dzieci ograniczenia, aby uczyć przy okazji, w jakich ramach powinien poruszać się człowiek.
Na wzmiankę o byciu przedszkolanką, a raczej takowym pomyśle, pierw ujrzał na twarzy wiśniowego chłopca ogromne zaskoczenie, a potem jeszcze większe rozbawienie. Taka reakcja była zaskakująca dla samego nauczyciela, ale wolał o tym nie wspominać, aby czasem się nie pogrążyć jeszcze bardziej. Czy to takie dziwne, że chciał kiedyś pracować z małymi dziećmi? Cóż, rosły z niego mężczyzna, ale dzięki swej drobnej infantylności łatwo łapie kontakt z maluchami. I zna mnóstwo zabaw.
- Z pewnych powodów już od pierwszych lat nauczyciele traktowali mnie inaczej. Inaczej w ten negatywny sposób. Zaczęło się to już w przedszkolu. Dopiero po latach dotarło do mnie, że może gdybym miał inny start, może wszystko wyglądałoby inaczej. Pomyślałem, że być może jest więcej takich małych dzieciaków z problemami. Chciałem być pomocny dla kogokolwiek, potrzebowałem tego.
Po wypowiedzeniu ostatnich słów poczuł się lekko zakłopotany. Znowu. Takie zwierzanie się dwa razy młodszemu uczniowi było dość zawstydzające. Uciekł więc ku swemu sernikowi, aby w mgnieniu oka pochłonąć jego resztki. Widok pustego talerzyka uświadomił mu, że ta rozmowa trochę już czasu im zajęła, choć mężczyzna wcale tego nie odczuł. Czas leciał szybciej, ponieważ atmosfera była miła. Rozmawiali o ważnych rzeczach, jednocześnie mogli też czuć się jako tako swobodnie.
- Lubię uczyć, chociaż w przypadku mojego przedmiotu to może za dużo powiedziane. Staram się coś przekazać, aby moi uczniowie trzymali się z dala od kłopotów.
Mocno wierzył w to, że Dalton trzyma się z dala od wszystkiego, co złe. Zapowiada się na świetnego gracza, szkoda więc, by zmarnował szansę na sportową karierę z powodu jakiegoś młodzieńczego wyskoku, na przykład wpadce albo… Tutaj Baldric zatrzymał się i wbił ciemnobrązowe spojrzenie w nastolatka. Ta walentynka była wysłana do niego – mężczyzny. Czyżby więc problem przypadkowej ciąży nie wchodził w grę?
- Przepraszam, jeśli w jakikolwiek sposób cię urażę, ale czy ty… - ugryzł się w język, gdy tylko uświadomił sobie, że o takich rzeczach to chyba nawet nie powinien wiedzieć. To prywatna sprawa każdego, jakiej jest orientacji. – Albo nie, już nieważne. Po prostu nie wysyłaj więcej takich nieprzemyślanych walentynek, dobrze?

Spojrzeniem zaczął szukać postaci kelnerki, następnie przywołał ją do ich stolika serdecznym uśmiechem. Grzecznie poprosił ją o rachunek, a gdy tylko ta go przyniosła, zaraz go uregulował. Zwyczajnie nie mógł pozwolić na to, aby uczeń płacił w jego towarzystwie. Dziewczyna po wykonaniu swego obowiązku odeszła, a Bald poderwał się z fotela z paskiem od torby ściśniętym w dłoni i spojrzał na wiśniowego chłopaka z odrobiną radości. Był naprawdę pod wrażeniem tego, że zdobył jego zaufanie.
- Jeśli zechcesz z kimś pogadać, to jestem do dyspozycji. Nie wahaj się do mnie przyjść.
Po tych słowach puścił mu oczko i założył torbę na ramię. Jeszcze tylko sprawdził, czy wszystko w niej ma, a gdy okazało się, że każda krzesło jest na swoim miejscu, ponownie uniósł kąciki ust w lekkim uśmiechu.
- Do zobaczenia w szkole.
Skierował się do wyjścia, a gdy tylko przekroczył próg lokalu, naciągnął kaptur bluzy na głowę i ruszył w kierunku przystanku autobusowego.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Nie Kwi 05, 2015 12:28 pm

Chętnie podzieliłby się kompletnym planem, ale wyjątkowo szybko zdał sobie sprawę, że to utrudniłoby mu drogę do pracy jako host. Istniało spore prawdopodobieństwo, że nauczyciel musiałby powstrzymać ucznia, a jeżeli nie odniósłby rezultatu, to pewnie skończyłoby się na zawiadomieniu dyrekcji szkoły i w efekcie mógłby zostać zawieszony, a co gorsza wyrzucony. Nie ukryłby się przed gniewem ojca, który prawdopodobnie zabrałby go od razu do swojej firmy. Wtedy płacz i zgrzytanie zębów nic by nie pomogło. Z pewnością pójdzie za radą nauczyciela i jeszcze pomyśli na spokojnie, co chciałby robić w życiu, by mieć z tego jeszcze przyzwoity dochód. Lubił wygodne życie, więc potrzebował do tego nie małej gotówki. Z takim założeniem nie będzie mu łatwo znaleźć coś porządnego, będzie musiał się dobrze zorientować na rynku pracy. Zapowiada się ciężka robota z poszukiwaniem owego zajęcia, ale przytaknął ochoczo rozmówcy, dając do zrozumienia, że poświęci czas aby odnaleźć zabezpieczająco go ścieżkę.
Był przekonany, że usłyszy coś w stylu, że dobrze czuje się w towarzystwie dzieciaków, że ich młodzieńcza energia dodaje mu sił. Nie spodziewał się dramatycznych wspomnień z przeszłości i to w dodatku ze strony opiekunów, którzy powinni się zatroszczyć o swych podopiecznych. Zmierzwił niezadowolony brwi słuchając tego, że jego wspaniałego trenera źle traktowano. Zebrała się w nim negatywna energia i miał ochotę zaraz zrewanżować ową krzywdę. Nawet nie spostrzegł, że odleciał przez to myślami, a temat poleciał dalej.
- To teraz już wiadomo, dlaczego jest tak mała liczba uczniów z problemami w szkole – zaśmiał się niewinnie. Pan Cornwell rysował mu się właśnie w wyobraźni, jako anioł stróż z aureola i białymi pięknymi skrzydłami odziany śnieżnobiałą tkaniną dryfującą na delikatnym wietrze. Całkiem interesujący obraz, może trudny do wyobrażenia, ale możliwy.
Kompletnie nie spodziewał się powrotu rozmowy do walentynki. Ten wbity wzrok nawet z lekka był przerażający, jakby miało za chwilę paść z ust rozmówcy coś niebezpiecznego dla niego. Nieco spiął się, bo może coś naskrobał, a w owej chwili niczego takiego sobie nie przypominał. Jednak zaczęło się tajemniczo od przeprosin, więc niby mógł zluzować i faktycznie z lekka uszła z niego nagromadzona para. Podekscytowany czekał na finalne pytanie, ale ono nie padło z belferskich ust. Zamiast tego usłyszał dość dziwną prośbę. Wiedział, że powinien przeprosić za sprawienie kłopotu walentynką, ale i tak poczuł się zraniony stwierdzeniem o nieprzemyśleniu. Jack nie wysłałby listu miłosnego osobie, która mu się nie podobała, nawet jeśli był on w formie żartobliwej.
- Przepraszam, nie powinienem był. Nie pomyślałem, że mogę pana urazić. Nie wziąłem pod uwagę pana preferencji. Otrzymanie walentynki od tej samej płci musiało panu sprawić nie lada kłopot. Naprawdę przepraszam – spuścił lekko głowę obracając ją nieznacznie w bok. Nie potrafił udźwignąć zawstydzenia, które wylało mu się delikatną czerwienią na policzki. Nie chciał wywołać u trenera odruchu obrzydzenia jego osobą, nie taki był cel walentynki. Poczuł się dość nieswojo i przez to przegapił moment uregulowania rachunku, który chciał zapłacić. Powstrzymał się od wywoływania niepotrzebnego zamieszania.
- Dziękuję, na pewno skorzystam z propozycji – uśmiechnął się dość radośnie zapominając o wcześniejszym lekkim zawstydzeniu, głównie po tym, jak zobaczył to puszczone do niego oczko. To tak, jakby wszystkie winy zostały mu odpuszczone, od razu poczuł się lżej. Również podniósł się z fotela na pożegnanie.
- Do zobaczenia – odprowadził go wzrokiem do wyjścia, po czym jeszcze usiadł na chwilę. Zdał sobie sprawę, że nieco nogi mu drżały. Nie spodziewał się, że niby luźna rozmowa wywrze na nim takie wrażenie. Po niedługiej chwili również opuścił kawiarenkę.


[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pink elephant   

Powrót do góry Go down
 
Pink elephant
Powrót do góry 
Strona 2 z 2Idź do strony : Previous  1, 2

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Gastronomia oraz kluby :: ∎ Kawiarnie-
Skocz do: