IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pink elephant

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Ryan

avatar

Liczba postów : 82
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Pink elephant   Pon Lis 24, 2014 5:42 pm

Kawiarnia mała acz przytulna. Ściany są wykonane z czerwonej cegły, można na nich zobaczyć kilka niewielkich malowideł. Stoliki są dwu- lub czteroosobowe a przy każdym znajdują się różnorodne kanapy, krzesła, fotele i pufy - każda rzecz wzięta jakby z innego kompletu. Drewniane wykończenia pozwalają na tą odpowiednią atmosferę, którą wspomaga półmrok.

Ruszył przed siebie. Szedł jakby nikt mu nie towarzyszył. Nie robił tego jednak aby być bardziej aroganckim czy pokazać pychę jak to świetny on nie jest. Raczej było to przyzwyczajenie. Jeżeli z nim nie rozmawiałeś w trakcie wspólnej drogi, co też było czasami ciężkie przy jego wielkich skrótach myślowych, to nie widział powodu aby komuś dosłownie towarzyszyć ramię w ramię w trakcie spaceru. Trzeba było do tego się przyzwyczaić. Mimo wszystko tym razem był zależny od drugiej osoby. Dobra, nie była to do końca prawda. Mógłby tą kawę sobie odpuścić, mógłby sam sobie ją kupić, mógłby w ogóle pójść do akademika. Mógłby, ale tego nie zrobi. Jeżeli na coś się już umówił to to wykona.
Co jakiś czas delikatnie się odwracał by kątem oka spojrzeć za siebie czy blondyn za nim podąża. Wyglądało jakby nie chciał się z nim zrównać a Ryan do tego zmuszać nie będzie. Skoro tamtemu tak jest wygodniej, to niech tak będzie. Młodemu jednak przeszło przez głowę, że nie dziwnym było, że Chirs gubił swoje rzeczy skoro chodził z głową w dół zasłoniętą włosami. Nie dość, że był aż przyjemnie łatwym celem dla kieszonkowców to jeszcze będzie wpadał na ludzi. Na ten przykład Pradchaphet, mimo iż często nieobecny myślami to szedł z głową wysoko podniesioną. Nie w taki sposób by okazywać jaki zadufany w sobie jest, ale z tego powodu, że lubił mieć jasny ogląd sytuacji.
Stanęli w końcu przed kawiarnią. Pink elephant była całkiem nieźle ukryta w jednej z mniej uczęszczanych, małych uliczek. Nie odbierało jej to jednak niczego z popularności. Mimo iż teraz było tu dość mało ludzi to wyprzedane wszystkie kanapki czy ciastka mogły wskazywać, że wciągu dnia ruch musi być całkiem niezły.
Ryan wysłuchał pytania jakie zadał mu bibliotekarz co było równoznaczne z tym, że jego wzrok spoczął na blondwłosej istocie. Nie było to pewnie nic dobrego dla lekko zakompleksionego człowieka, gdyż osiemnastolatka wzrok wydawał się być tak pewny siebie, że aż trochę przytłaczający. Otworzył drzwi i delikatnie ułożył dłoń na plecach Daniels’a aby nieznacznie popchnąć go do środka lokalu.
- Yuthakon Pradchaphet, ale wystarczy Ryan i z chęcią napiję się latte.
Pozostawił dwudziestoośmiolatka przed barem a sam udał się w stronę jednego z wolnych stoliczków. Mimo iż był dość małomówny i robił często ruch zanim o nim ktokolwiek pomyślał, to w jego gestach i swoistym byciu nie dało się wyczuć niczego złego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pink elephant   Nie Lis 30, 2014 12:50 am

Chris w rzeczy samej poczuł się w mocno niekomfortowej sytuacji. Wzrok białowłosego wręcz przebijał go na wylot, a do tego pewność siebie mocno krępowała. Bibliotekarz nie przepadał za zbyt dużą uwagą, a przynajmniej nie wtedy, gdy nosił spodnie. Nie mógł jednak opuścić spojrzenia, gdy ktoś patrzył mu prosto w oczy. Poczerwieniał za to lekko na twarzy, a gdy tylko otrzymał odpowiedź, a wzrok nowo poznanego chłopaka w końcu przeszedł na inny obiekt, pospiesznie opuścił głowę. Nie dano mu ani chwili na pozbieranie się w sobie, natychmiast został popchnięty i posłusznie przemieścił się w podanym kierunku. Z wrażenia aż uniósł spojrzenie, ciekaw, gdzie też wyląduje. Zatrzymał się przy kasie i skinął głową pani, która uprzejmie się spytała, czego sobie życzy. Nie był pewien.
Zaraz, nie, moment, chwila! Był. Miało być latte. A dla niego? Dla niego… Herbata. Porządna, prawdziwa herbata. Najchętniej z cukrem trzcinowym, ale tego powiedzieć się już nie odważył. Spojrzenie błękitnych oczu panny przy ladzie go skrępowało. Schował wzrok za blond włosami i dopiero po chwili zorientował się, że powinien jeszcze zapłacić i to dlatego tak na niego patrzyła. Chrząknął nerwowo, przeprosił i podsunął w końcu banknot, mamrocząc, że reszty nie trzeba. Schował starannie portfel do kieszeni, a następnie oparł się bokiem o ladę, czekając na otrzymanie zamówienia. Próbował wyglądać na wyluzowanego, ale gołym okiem dało się spostrzec, że jest lekko przerażony i sztywno wyprostowany, jakby wbito go na kij i tak zostawiono. Przyjął kubki w milczeniu i przyniósł do stolika, który wybrał Ryan. Usiadł naprzeciwko nastolatka i rozejrzał się po sali, starając nie myśleć o fakcie, że powinien właściwie coś powiedzieć. W końcu to on był dorosły. A na pewno starszy.
Ale o czym właściwie mógł rozmawiać z osobą w takim wieku? Nigdy nie miewał wspólnych tematów z uczniami… Bo się przed nimi chował. Nie wiedział, czym właściwie interesowała się młodzież. Prawdę powiedziawszy, nie sądzil, by w ogóle cokolwiek czytała, a to był pierwszy temat, który przyszedł mu do głowy. I ostatecznie jedyny.
Zamoczył usta w herbacie i od razu wydał z siebie syk bólu. Poparzył wargi, niczym jakiś niemyslący szczeniak. Zarumienił się lekko i odłożył kubek z powrotem na stół.
- Gorąca - mruknął niewyraźnie, siląc się na uśmiech.
Nie trzeba było geniusza, by stwierdzić, że mężczyzna kompletnie nie radził sobie w relacjach międzyludzkich. Raczej potrzebował osoby, która go złapie za rękę i poprowadzi przez całe spotkanie, unikając zderzenia z kłodami rzucanymi przez ukryte zasady spotkań. Szczególnie nieformalnych.
Daniels miał szczerą ochotę zapaść się pod ziemię i już spod niej nie wyjść. Nigdy. Nie nadawał się do takich spotkań, do jakichkolwiek spotkań. Aż mu się przykro zrobiło w związku z tą myślą. Prawda boli, co? - Uśmiechnął się do siebie pod nosem, a właściwie wykrzywił wargi. Aspołeczny idiota z ciebie…
Powrót do góry Go down
Ryan

avatar

Liczba postów : 82
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Pon Gru 01, 2014 7:27 pm

Nie było jednak dla niego przednią zabawą wymuszanie na kimś czucia się niekomfortowo. Nawet jeżeli tak się działo to robił to całkowicie nie umyślnie. Mimo iż często wyglądał na znudzonego życiem, nieobecnego w towarzystwie lub też po prostu zmęczonego to kiedy trzeba było się na czymś skupić jego wzrok się wyostrzał. Nagle zaczynał być bardzo pewny siebie, choć postawa na to ciągle nie wskazywała. Mimo wszystko, jak to było wcześniej wspomniane, nie było dla niego niesamowitą zabawą peszyć ludzi, dlatego kiedy zobaczył jak blondyn zaczynał się rumienić szybko przełożył swój wzrok na drzwi, które aktualnie otwierał.
Rozsiadł się wygodnie na jednym z foteli i obserwował. Na początku lokal, w którym nigdy wcześniej nie był. Kiedy zapoznał się całkiem nieźle z wnętrzem, jak i tablicą wiszącą nad kasami mówiącą co ile kosztuje, wzrok przeniósł na swojego towarzysza niedoli. Widział go nie pierwszy raz, więc nie skupiał się na cechach fizycznych, bardziej na zachowaniu jakie sobą prezentował. W mniemaniu Ryana było ono bardzo niskie, ale nie jemu jest oceniać ludzi. Zastanawiał się tylko przez moment co takiego się stało, że Daniels był tak poddenerwowany. Odzyskał swój portfel, więc raczej powinien być szczęśliwy a nie zachowywać się jakby zaraz miał usiąść tyłkiem na piekielnie gorącym stołku. Poczekał aż tamten w końcu usiądzie i skupi swój wzrok na nim. Dopiero wtedy podziękował za kawę i.. przyglądał się potem całej scenie. Ciamajda - tylko to jedno słowo przeszło mu przez myśli, ale nawet nie zmienił na chwilę swojego wyglądu twarzy. Oparł się wygodnie o oparcie, trzymając kubek w dłoni.
- Jeżeli będziesz się tak lepiej czuł to możemy nie rozmawiać. Milczenie mnie nie krępuje.
Trzeba było jedno przyznać, Ryan także nie był duszą towarzystwa. Kiedy mógł to często go unikał, lubił przyjmować opcję samotnika. Jednak nie było tak, że odizolowywał się od świata a na ludzi patrzył tak jakby każdy miał go zabić. Przez ten swoisty miks potrafił odnaleźć się w prawie każdej sytuacji. Stąd też padła ta propozycja. Wolał aby bibliotekarz nie padł mu tu na zawał i chociaż trochę spuścił z siebie powietrza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pink elephant   Nie Gru 07, 2014 6:45 pm

Chris odetchnął cicho, próbując w jakiś sposób odzyskać równowagę psychiczną. Nie chciał znowu przedstawiać się jako beznadziejna istota. Nawet, jeśli wcześniej uchodziło mu to płazem, zapewne tylko i wyłącznie z tego powodu, że był przebrany za kobietę. Przedstawicielkom płci pięknej mężczyźni są skłonni znacznie więcej wybaczyć.
Mimo wszystko, blondyn cieszył się, że nie miał na sobie sukienki. Przynajmniej uniknął kłopotliwej sytuacji, o którą już dwukrotnie się otarł. Póki oficjalnie nazywał się Christopherem, lepsze było dla niego zakładanie strojów męskich.
Uniósł spojrzenie na chłopaka, zaskoczony spokojną propozycją. On nie potrafił tak na luzie podchodzić do życia. Szczególnie po ostatnich wydarzeniach jego pewność siebie coraz mocniej chwiała się, to w jedną, to w drugą stronę, nie dając nadziei na stabilizację. Utrudniało to w znaczący sposób kontakty z innymi ludźmi, co było najwyraźniej świetnie widać. Daniels nie przypuszczał, by nastolatek zdecydował się powiedzieć coś takiego zupełnie bez przyczyny.
Pierwszym odruchem starszego mężczyzny było załamanie się nad sobą i swoją beznadzieją. Dopiero jako druga przyszła świadomość, że taką postawą znowu nic nie zmieni.
- To jednak byłoby niemiłe z mojej strony. - Chrząknął, praktycznie zmuszając się do wyduszenia z siebie tej odpowiedzi. Zabrzmiała zaskakująco pewnie, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że bibliotekarz z naprawdę wielkim trudem powstrzymywał się od ucieczki.
Mimo to usiadł wygodniej na krześle, ujął kubek w dłonie, oparł łokcie na stole i zaczął chuchać w napój, czekając, aż ten ostygnie.
- Czym się zajmujesz? - Pytanie mogło wydawać się całkiem naturalne i spontaniczne, ale tak naprawdę zostało przed wypowiedzeniem obejrzane pod każdym kątem, bez ostatecznej pewności, czy jest odpowiednie. Christopher nie potrafił rozmawiać z ludźmi, ale naprawdę się starał w tym momencie. Nie wiedział jednak, jak długo jego samozaparcie się utrzyma, a wiele rzeczy mogło go z łatwością spłoszyć.
Ale spróbował. To było najważniejsze w tym momencie.
Powrót do góry Go down
Ryan

avatar

Liczba postów : 82
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Pon Gru 08, 2014 9:09 pm

Oczywiście swoją propozycją nie chciał w żadnym stopniu mężczyzny wpędzić w paniczny strach, że sobie nie radzi lub też, że w ogóle nie chce z nim rozmawiać. Choć zazwyczaj bywał sam mocno oderwany od ziemi, to jednak kiedy na niej stąpał robił to pewnie. Nie wiedział jednak tej pewności u swojego rozmówcy. Ba! Z każdą chwilą zdawało mu się, że ten się kurczył. Jakby zaczynał powoli kulić się wokół swojej herbaty, która to mogłaby być jego magicznym wybawieniem z obecnej sytuacji. Z głębi dobrego serca chciał mu ułatwić przesiedzenie tutaj tych kilku chwil. To była jedynie kawa a nie wytworny obiad na trzy dania plus deser do tego. Jak napój trochę ostygnie to będzie można pośpiesznie go wypić i każdy z nich będzie mógł rozejść się we własną stronę. No chyba, że Daniels mieszkał blisko swojej pracy, wtedy byłoby gorzej dla blondyna.
Nieznacznie odpowiedź Christophera go zdziwiła. A więc postanowił walczyć. W sumie może to i dobrze? Było to oznaką, że nie zamierzał się jak tchórz poddawać tylko z tego powodu, że napotkał przed sobą jakieś przeszkody. No cóż, tutaj miał tylko jedną, która miała bagatela jakieś plus 180 centymetrów wzrostu. Nie było jednak najgorzej, to mógłby każdy bibliotekarzowi zagwarantować.
Mimo wszystko białowłosy lubił ludzi, którzy się nie poddawali. Ojciec od zawsze go uczył, że trzeba było walczyć o swoje, nie ważne czy chodziło o dojście do słowa czy walkę na froncie o swój kraj. Z tego też powodu na chwilę przymknął oczy. Chciał Danielsowi ułatwić choć trochę tą rozmowę a zdawał sobie sprawę, że ciągłe wpatrywanie się w niego nie pomoże. Chwilę tak posiedział, a kiedy zostało zadane mu pytanie delikatnie drgnął. Zgrywał się czy naprawdę go nie poznawał? Okey, w szkole było pełno młodzieży a tak strachliwy belfer mógł faktycznie nie wyłapać każdej twarzy. Mimo to chyba czuł się troszkę zawiedziony, bo zawsze powtarzano mu, że jest typem, którego nie da się zapomnieć.
W końcu uchylił powieki, wziął delikatny łyk swojej kawy i przytrzymał kubek w dłoni. Zielone tęczówki skierował w stronę bibliotekarza uważnie mu się przypatrując. Był ciekaw jak ten zareaguje na jego odpowiedź, która dość miękko wydobyła się spomiędzy jego ust.
- Przedostatni rok przymusowej nauki w Traditional Royal School.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pink elephant   Pon Gru 08, 2014 10:38 pm

Chris dostrzegł to zmrużenie oczu. W jakiś dziwny sposób faktycznie spowodowało to u niego odruch, który był chociaż zbliżony do relaksacji. Poczuł się trochę lepiej, niż chwilę wcześniej, a dodatkowo został utwierdzony w przekonaniu, że białowłosy, choć roztaczający dookoła siebie aurę absolutnej, betonowej wręcz pewności siebie, nie zamierzał miażdżyć sobą kogoś, kto znalazł się w pobliżu. Blondyna to niezmiernie ucieszyło, co zresztą łatwo można było dostrzec. Danielsa od zawsze cechowała szczerość w sposobie bycia. Mógł być bardzo ostrożny, delikatny, uważać na to, co mówi, ale z mimiki, czy samej postawy, dało się go przejrzeć na wylot.
Na szczęście nie był tego aż tak bardzo świadom - inaczej faktycznie mógłby zrezygnować z wychodzenia z mieszkania i komunikować się ze światem za pomocą słowa pisanego. Byłoby to znacznie łatwiejsze, oraz na pewno nie zadawało niepotrzebnego cierpienia, czy kłopotu. Blondyn jednak chciał zwalczyć w sobie takie zachowania. I bardzo, bardzo, naprawdę bardzo powolutku, ale robił postępy.
Będąc kobietą.
Dlatego, widząc ponowne, uważne spojrzenie nastolatka, zakłopotał się i spróbował chociaż nie sprawiać sobą tak beznadziejnego wrażenia. Na szczęście nie musiał długo walczyć z pragnieniem zakrycia twarzy kubkiem. Otrzymał odpowiedź i musiał w jakiś sposób ją przetrawić.
Świadomość, że osoba, która przed nim siedziała, która była z nim na kawie i która była świadkiem jego nerwowego zachowania, była uczniem szkoły, w której pracował… Szczerze powiedziawszy, nie miał pojęcia, jak powinien zareagować. Wypuścił powietrze z płuc i ostrożnie zaczął sączyć swój napój, odwzajemniając aż spojrzenie. Gdy tkwił w takim szoku, kompletnie zbity z tropu, już się nie chował, ani nie uciekał wzrokiem. Zwyczajnie wpatrywał, szukając w myślach tego młodego człowieka. Ryan faktycznie prezentował się jak osoba nietypowa. Zarówno zachowanie, wygląd zewnętrzny, jak i sposób ubioru, wszystko to składało się na nieprzeciętną osobowość. A jednak bibliotekarz mógł go przeoczyć, unikając uczniów z niezwykłą starannością, a nawet, gdy podchodzili, próbując jak najszybciej się ich pozbyć.
Niestety, ale nastolatek musiał jakoś przeżyć fakt, iż został zapomniany.
- No proszę. Ja jestem tam bibliotekarzem - odezwał się w końcu, dosyć spontanicznie, nawet jak na niego. Nie wiedział, co mógłby innego powiedzieć. Nie widział sensu, by się ukrywać ze swoim zawodem, skoro mógł zostać dostrzeżony. Figurował w końcu w spisie pracowników, na niektórych tablicach nawet znajdowały się jego zdjęcia.
Zmarszczył brwi, rozważając pytanie, które samo nasuwało mu się po takich słowach. Ostatecznie zdecydował się je zadać:
- Przymusowej? Aż tak źle jest uczniom? - Uśmiechnął się słabo, decydując na delikatną, ledwie dostrzegalną nutę żartu. - Czemu cię przymusili?

Czuję ogromny smutek widząc opis, że fabularnie jesteś wolny na wieczność... ._.
Powrót do góry Go down
Ryan

avatar

Liczba postów : 82
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Wto Gru 16, 2014 7:43 pm

Zabawne. Zapewne gdyby w klasie zapytać jednego z tych jego tak zwanych kolegów o to kto ma najwięcej pewności siebie to… Taj nigdy nie zostałby wyznaczony w pierwszej trójce. Ba! Nawet by się nie uplasował w pierwszej dziesiątce. W szkole, wśród znajomych zazwyczaj odznaczał się jakby permanentnym zmęczeniem oraz nieobecnością ducha w własnym ciele. Rozmarzone lub też zaspane oczy nikogo nie piorunowały. Wszystko to dawało mu taki przyjemny, poczciwy wygląd, przez który często był porównywany do kanapowego kota. Nawet jak się przeciągał miał takie miękkie, kocie ruchy. Z drugiej strony teraz… właściwie też można było go do tego zwierzęcia porównać, chociaż nie był tutaj kanapowcem a raczej dachowcem, który wytężonym wzrokiem śledził każdy ruch rozmówcy jakby chciał wyprzedzić jego nie daj Boże jakiś niecny gest.
Patrzył się, wnikliwie śledził wszystko co działo się dookoła niego, choć głównie skupiał swój wzrok na towarzyszu rozmowy. Widział to, był on niczym otwarta księga. Myślał, trawił słowa, które Ryan mu podał. Tego się spodziewał, choć nie myślał, że to tak długo mu zajmie. Spodobało mu się jednak to, że zaskoczony mężczyzna przestaje aż tak bardzo siebie kontrolować, że chociaż na chwilę gubi swój strach. Och, nawet spojrzał białowłosemu prosto w oczy i nie uciekł od tego kontaktu. Fascynujące, a trzeba przyznać, że Ryan rzadko kiedy kogoś uznaje za fascynującego.
- Wiem.
Odpowiedział spokojnie na stwierdzenie, że Daniels tam uczy. Nie było przecież to wielką tajemnicą. Poza tym, on go kojarzył. Wziął łyk nadal gorącego napoju. Chyba powinien chociaż trochę bardziej postarać się przy nawiązywaniu kontaktu. Z niewyjaśnionych przyczyn nie chciał blondynowi jeszcze bardziej utrudniać tej rozmowy, on już sobie wyśmienicie sam z tym radził.
- Nie o to mi chodziło. Przymusowej, bo przy wcześniejszym jej zakończeniu nie dostanę się na studia, ani prawdopodobnie nie dostanę jakiejś lepszej pracy.
Odpowiedział naprawdę spokojnie jak na nastolatka. Właściwie to wcale nie zachowywał się teraz jak na swój wiek, z ruchów i wypowiedzi można by mu dodać spokojnie z jakieś dobre dziesięć lat.

Pardon za to jednodniowe opóźnienie. I nie masz co się smucić, nie zmieniam tego pola od... no bardzo długo tego nie robię. A Ty jesteś pięknym wyjątkiem potwierdzającym tą regułę i na jej cześć niech tak to pozostanie~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pink elephant   Nie Gru 21, 2014 2:32 am

Blondyn zakłopotał się lekko, gdy usłyszał krótką, prostą odpowiedź. Cholera, oczywiście, że Ryan wiedział. Przecież w szkole nie było aż tak dużego grona pedagogicznego, by chociaż nie kojarzyć poszczególnych jego przedstawicieli. Szczególnie dlatego, że Chris rzucał się w oczy. Blondwłosy, o niemal kobiecej urodzie, trzymający się zawsze na uboczu - to wszystko powodowało, że gdy już się go raz zobaczyło, zapadał w pamięć na dobre. Nie potrafił uznać tego za pozytywną cechę.
Zaraz skupił się na odpowiedzi, kiwając lekko głową w zrozumieniu, chociaż gdy białowłosy zamilkł, znieruchomiał w skupieniu.
- Nie wydaje mi się wobec tego, by była to najgorsza forma przymusu. - Uśmiechnął się pod nosem, w niemym podziękowaniu za pomoc przy konwersacji. Nie czuł się w niej zbyt pewnie, ale skoro już zdecydował na jej kontynuację, musiał coś z siebie dać. Dlatego po pewnym namyśle dodał ostrożnie:
- A czym byś chciał się zająć wobec tego? - Zawiesił lekko głos, nie precyzując, czy chodziło mu o czas po ukończeniu szkoły, czy zamiast uczęszczania do niej. Pozostawił wolną drogę do interpretacji, czekając na odpowiedź i sięgając z powrotem po swój napój.
Rozmowa jakoś… Szła. Dość opornie, ale jednak. To napawało pewnym optymizmem, który Daniels za wszelką cenę starał się utrzymać. Inaczej znów by zaczął pogrążać się w beznadziei i całą, z trudem rozpoczętą relację szlag by trafił.

A w ogóle, to podobno już masz wrócić do normalnej komunikacji ze mną i normalnego pisania? Czy nie?
Powrót do góry Go down
Ryan

avatar

Liczba postów : 82
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Czw Sty 15, 2015 3:36 pm

On także rzucał się w oczy choć z zupełnie innych powodów. Na pewno nie dlatego, że miał kobiecą budowę ciała, jasną karnację i tym podobne. On był dobrze zbudowany z ładnymi mięśniami, na których pięknie napinała się śniada cera – genetyczny dar od rodziców. Włosy przefarbowane na biały kolor i trochę cudacznie, acz naprawdę nie dziwnie, obcięte tylko bardziej przyciągały wzrok obcych, którzy musieli w końcu zagłębić się w jego przepięknych zielonych tęczówkach. Zamiłowanie do złotej biżuterii też raczej nie było czymś typowym na jego wiek. On jednak do tego nie podchodził z strachem. To, że się wyróżniało z tłumu nie musiało być niczym złym. Z drugiej też strony nie dostał z tego powodu sieczki w głowie. Brał to za dobry atrybut, ale nie jedyny, którym mógłby się chełpić.
- Nie uważam tego za coś złego.
Powiedział, że to jest przymus, bo właściwie był to przymus. Nie uważał tego jednak za coś złego. Właściwie wolał to niż od szesnastego roku życia harować za jakieś psie pieniądze lub niż iść do wojska w ślady za ojcem.
- Właściwie to mam plan by iść na studia. Chcę w przyszłości zająć się turystyką. Zostać rezydentem albo może przewodnikiem. W każdym razie, na początku wolałbym po podróżować sobie po świecie.
Napił się kawy i zwrócił swój wzrok w stronę drzwi, bo akurat ktoś wszedł do środka. Nie była to godzina, w której w tym miejscu pojawiały się tłumy. Kobieta, klientka, zamówiła tylko kawę na wynos i wyszła aby kontynuować swoją drogę w miejsce prawdopodobnie tylko jej znane. Kiedy drzwi się ponownie zatrzasnęły białowłosy zwrócił swój wzrok na Chrisa.
- A ty? Masz zamiar zostać w tej pracy, w której jesteś czy to praca marzeń?
Daniels był młodą osobą, która mogła przecież dopiero szukać swojej wymarzonej pracy. Jednak z drugiej strony Taj nie nabijał się z tego, że mężczyźnie może podobać się akurat taka praca.


Nie każ mi wypisywać tutaj historii życia i w ogóle. Bardzo, bardzo przepraszam, że tak musiałem zniknąć. Jednakże już wróciłem i mam czas, posty będą częstsze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pink elephant   Sro Sty 21, 2015 8:59 pm

Blondyn lekko się zakłopotał, słuchając odpowiedzi nastolatka. Prawdę mówiąc, przez krótką chwilę liczył na to, że jednak uda mu się z kimś normalnie porozmawiać i nie popełni żadnego błędu. Jak widać - niestety się mylił. Momentalnie stracił tą pewność siebie, która przez chwilę gościła w jego postawie. Wbił wzrok w stół, a słaby uśmiech zaczął znikać z twarzy. Oczywiście, wiedział, że nie powinien przejmować się taką sytuacją. Ot, zwykłe nieporozumienie. Dla niego jednak… Było to dość trudne.
Wręcz siłą zmusił się do ponownego uniesienia spojrzenia na białowłosego i wysłuchania jego odpowiedzi. Skinął lekko głową, ale nie odpowiedział, również podążając wzrokiem za gościem kafejki. Milczał jeszcze chwilę, pozornie dość spokojny, w myślach jednak rozważając, czy zdążyłby gdzieś uciec. Najlepiej daleko, z dala od tych wszystkich ludzi, przed którymi musiał sprawiać wrażenie normalnego człowieka. Zwykłego gościa, który umie się komunikować z innymi. Nie, bynajmniej nie umiał. Chciałby, owszem, ale wszelkie próby szły mu wyjątkowo marnie.
Mimo to, jeszcze nie zniknął z pola widzenia białowłosego, więc chyba tak źle nie było. Chyba.
Uniósł wzrok z powrotem na nastolatka, słysząc pytanie. Poczuł się odrobinę pewniej, bo temat należał do tych, przy których czuł się swobodniej.
- Lubię pracować w bibliotece. Nie mogę też narzekać na moją pracę w szkole. Oczywiście, marzeniem byłoby mieć wakat w Bibliotece Kongresu Stanów Zjednoczonych, czy Brytyjskiej Bibliotece, ale… I tak księgozbiór u nas jest niczego sobie. - Chris wzruszył lekko ramionami, prostując się bardziej na krześle. Znów przywołał uśmiech na twarz i tym razem utrzymał go trochę dłużej. Nawet przestał desperacko trzymać kubek w dłoniach.
- A gdzie byś chciał w pierwszej kolejności pojechać? Ja w sumie nigdy nie wyjechałem nawet poza Londyn… - mruknął, właściwie nie skrępowany swoim brakiem doświadczeń na tym polu. Nadrabiał doświadczenia czytaniem książek podróżniczych.

Ok. Jakby co, to wiesz, gdzie mnie szukać. W sumie, jakbyś miał wolną chwilę, to bym pogadał.
Powrót do góry Go down
Ryan

avatar

Liczba postów : 82
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Czw Sty 22, 2015 9:04 pm

Zauważył to zmieszanie i ucieczkę wzrokiem gdzieś w bok, co było dla niego jawnym znakiem, że Daniels źle się poczuł z faktem, który lekko wytknął mu Ryan. Tak, możliwe, że mógł sobie to odpuścić dla dobra tej jakże lichej konwersacji. Jednakże jego wewnętrzne ja na to nie pozwoliło. To był kolejny powód, dla którego mimo iż jest przystojny to wokół niego nigdy nie było jakiś tłumów. Potrafił długo nie brać udziału w konwersacji a kiedy w końcu otworzył usta to tylko po to by komuś delikatnie pstryknąć w nos poprzez zwrócenie uwagi. Teraz też tak było a widząc zachowanie pana bibliotekarza był nawet lekko zdziwiony, że ten nie zwiał. Dlatego dla pokrzepienia strachliwego serca delikatnie się do niego uśmiechnął gdy ten w końcu zdecydował się zwrócić swój wzrok na niego.
- Nie wyjechałeś poza Londyn? – teoretycznie w jego głosie nie było słychać zdziwienia, ale mimika twarzy go zdradzała. W sumie gdyby się tak zastanowić to w tym mieście można w jakiś sposób znaleźć chyba wszystkie kraje świata, czego doskonałym dowodem jest China Town. Jednak to, jak i zagłębianie się w podróżnicze książki, nie było tym samym jak wybrać się do danego miejsca i zobaczyć je własnymi oczami.
- Najpierw chce się na dłużej wybrać do kraju moich rodziców – Tajlandii. Chce objechać go całego, odwiedzić rodzinę, którą ostatni raz widziałem na pogrzebie ojca a później… kto wie. Wietnam? Australia? Filipiny? Rosja? – faktycznie dało się z jego tembru głosu wyczytać, że nie były to jedynie zwykłe gadki szczeniaka, on naprawdę do tego miał w sobie zapał, naprawdę chciał to zrobić.
- A ty nie wyjeżdżałeś bo? Nie chciałeś czy nigdy do podróży nie ciągnęło? – był szczerze tym zainteresowany. W dzisiejszych czasach ludzie zawsze mówią, że chcą podróżować, ale wywijają się różnymi wymówkami z czego dwie, ex aequo wiodły prym wśród całej reszty: brak czasu i pieniędzy.
- Starałeś się chociaż do tych bibliotek złożyć papiery?


Może uda mi się w weekend wpaść na gadu. Jak nie to zawsze zostaje pw. A co aż tak tęsknisz?~
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pink elephant   Pią Sty 23, 2015 12:37 am

Blondyn lekko skinął głową, dostrzegając natychmiast to zdziwienie na twarzy. Znowu poczuł się niepewnie, dlatego werbalnie niczego nie dopowiedział, ale… No cóż, taka była prawda. Nigdy nie przekroczył nawet o jeden krok granic Londynu. I prawdę mówiąc, nie czuł, by istniała takowa potrzeba. Całkiem dobrze egzystowało mu się na tym zamkniętym terenie, który chociaż teoretycznie zapewniał mu pewne bezpieczeństwo. Mimo kilkakrotnych prób pozbawienia go dobytku wciąż pozostawał w przekonaniu, że poza swoim miastem groziło mu większe niebezpieczeństwo. Chociaż na pewno podróż byłaby ciekawym doświadczeniem. Gdy obserwował mówiącego z pasją Ryana, nie mógł oprzeć się wrażeniu, że coś bardzo, bardzo istotnego mijało go, gdy siedział zamknięty w swoich czterech ścianach - w domu, albo w bibliotece. No cóż…
Nagłe pytanie kompletnie zaskoczyło Danielsa. Aż lekko się cofnął, w pierwszej chwili odbierając je za atak. Dopiero potem dotarło do niego, że było to całkiem normalne zachowanie, dość częste podczas zwykłych rozmów. Nie było czego się bać… Chyba.
Minimalnie uniósł podbródek, by chociaż sprawiać wrażenie bardziej pewnego siebie.
- Prawdę mówiąc… - Zaczął z namysłem, by zaraz urwać. Co on właściwie mógł powiedzieć? Właściwie zawsze było dla niego logicznym, że będzie mieszkał w Londynie. Nie chciał być nigdzie indziej. Tu był Ollie, tu była praca, tu było… Bezpiecznie.
A przynajmniej tak było kiedyś. Dużo rzeczy jednak się zmieniło… I jeszcze więcej powinno ulec zmianom.
- Nieznane miejsca… Nie wydają mi się specjalnie bezpieczne… - powiedział w końcu, z widocznym wahaniem. Zaraz się skrzywił. Nie brzmiało to zbyt dobrze, stanowczo nie brzmiało. Ale cóż innego mógł rzec w takiej sytuacji?
- Chcę zdobyć więcej doświadczenia. Może nie wyglądam, ale jestem dość młody jeszcze… - Uśmiechnął się pod nosem i pokręcił lekko głową. Nawet - prawie - zażartował! Ewidentny postęp.
- Poza tym, Stany Zjednoczone jednak są dość daleko. - Roześmiał się (!)
Ewidentnie przy niektórych tematach czuł się lepiej i swobodniej, a jego praca do nich należała.

Oszywiście ._.
Powrót do góry Go down
Ryan

avatar

Liczba postów : 82
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Sob Sty 24, 2015 12:18 pm

Dla Ryana podróże były prawdopodobnie tym samym czym dla Chrisa książki. To była pasja, którą chciał rozwijać, zgłębiać i którą chciałby się jak najdłużej cieszyć. Możliwe, że niechcący zapoczątkowali to rodzice. Ich nagła przeprowadzka do dalekiego kraju, który pod każdym względem był taki inny od ich rodzinnego, była początkiem tej fascynacji. Zobaczenie za młodu, że kraje są tak różne skłania do jednego pytania: jak jest w innych krajach? Dlatego każda oficjalna podróż ojca była dla młodego radością i zawsze próbował się na nią załapać. Nie zawsze się udawało, ale starania jednak nie szył na marne i dzięki temu odwiedził, jeszcze jako niepełnoletni dzieciak, sporo krajów Europy jak i kilka dalszych. Stąd też wzięło się jego pytanie, które można było wręcz odebrać za niegrzeczne. Bądź co bądź, zadał je w takiej formie, że można byłoby to odebrać wręcz za atak, który oczywiście nie był jego celem. Jego jedynie interesowało czemu kogoś nie ciągnęło do podróżowania, czemu ktoś spędził całe swoje życie w jednym mieście? To było na swój sposób fascynujące.
- Rozumiem. – tylko tyle odpowiedział na wyznanie na temat bezpieczeństwa. Dało się jednak wyczuć to minimalne zawiedzenie. Tak naprawdę to nie wiedział czego oczekiwał od mężczyzny. W każdym razie, i tak lepsza była ta odpowiedzieć od tych sztampowych.
- Przeciwnie. – chciał na tym swoją wypowiedzieć zakończyć, ale domyślił się, że dla osoby rozmawiającej z nim byłaby ona nie jasna, więc postanowił ją doprecyzować. - Wyglądasz na młodego. Myślę, że czasami w tłumie uczniów można by ciebie pomylić z tymi z wyższych klas. – Sam nie zauważył kiedy przeszedł sobie w rozmowie na ‘ty’. - Poza tym nawet bez wielkiego doświadczenia warto wysyłać cv w miejsca wymarzonej pracy. Przecież i tak zrobią ci porządne szkolenie. A Stany nie są aż tak daleko, to jedynie za oceanem.
I tym razem szeroko się uśmiechnął. Mieli zupełnie inne podejście do świata, więc to co dla Danielsa było daleko, dla Ryana już nie zupełnie.


Aw.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pink elephant   Sob Sty 24, 2015 3:22 pm

Blondyn niepewnie się uśmiechnął, słysząc taką odpowiedź. Nie był w sumie pewien, czy to komplement, czy nie, ale zabrzmiał dość przyjaźnie. No i potem został poparty sympatycznym skrzywieniem ust. Odgarnął włosy z twarzy i przesunął się na krześle, zbliżając bardziej ku nastolatkowi.
- Rozumiem, że dla ciebie nic nie jest daleko? - Poszerzył uśmiech, opierając brodę na dłoni i wpatrując w białowłosego. - Sam nie wiem, to jednak dość poważna decyzja. Szczególnie, gdyby wiązała się z wyjazdem poza granice kraju.
Wyraźnie Chris nie czuł zbyt dużej pewności związanej z takimi kwestiami. To wiązałoby się nie tylko z dobrowolną rezygnacją z “bezpieczeństwa”, ale też i znalezieniu w całkiem nowym miejscu, bez wsparcia kogokolwiek. Nie, żeby to była większa różnica, tak naprawdę.
- A co zwiedzałeś dotychczas? Co zrobiło na tobie największe wrażenie? - Mimo zadeklarowanej niechęci do podróżowania, dał się zaciekawić tematem. Oczy lekko mu błyszczały, gdy wsłuchiwał się w odpowiedzi Ryana. Zignorował kompletnie resztę świata, poświęcając całą swoją uwagę uczniowi, całkiem się rozluźniając. Mimo początkowych problemów, gdy konwersacja szła spokojnie i przyjemnie, stres niemal zniknął. Bibliotekarz był dobrym słuchaczem i nawet nie najgorszym rozmówcą, gdy pozbył się początkowego strachu.
Powrót do góry Go down
Ryan

avatar

Liczba postów : 82
Join date : 19/01/2014

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Wto Sty 27, 2015 7:49 pm

- Blisko czy daleko, to jest tylko to co utrzymujemy w swojej głowie. Na przykład wszystko w obszarze Londynu będzie dla ciebie blisko w porównaniu do wyjazdu gdzieś poza to miasto. Znowu dla mnie osoby, która pozostawiła swoją ojczyznę na drugim kontynencie wyjazd do innego kraju w obszarze Europy już daleko nie jest. Rozumiesz?
Wiedział, że na pewno mężczyzna zrozumiał. Nie był głupi i nie miał też ośmiu lat żeby trzeba było mu to jakoś dogłębniej tłumaczyć. Przykład oddawał wszystko i przy okazji pokazywał jak nasze myśli i to co trzymamy w głowie może mieć wpływ na naszą percepcję. Mózg jest potężnym narzędziem i dobrze wykorzystany może być naprawdę niebezpieczny.
- Największe wrażenie… - przez chwilę wyglądał jakby naprawdę musiał się nad tym zastanowić, ale szybko jego źrenice się rozszerzyły a oczy zabłysły. Tak, właśnie znalazł na to pytanie odpowiedź. - Śnieg. – wymruczał niczym małe zadowolone dziecko, choć wcale mu za to wstyd nie było. W końcu miał dopiero osiemnaście lat, jeszcze z bachorem wewnątrz niego nie musiał się żegnać. - Największe wrażenie zrobił na mnie śnieg. Pojechałem wtedy jeszcze z rodzicami do Szwajcarii zimą i było go mnóstwo i był wszędzie! Nie takie kilka płatków jak to tutaj bywa. Myślę, że też zrobiło to na mnie takie wrażenie, bo pochodzę z kraju gdzie nie ma zimy, a co za tym idzie i śniegu. To było niesamowite przeżycie.
Na chwilę przerwał i napił się już chłodnej kawy. Widząc jednak zafascynowanie i zainteresowanie w starszego oczach zaczął kontynuować. Opowiedział mu jak odwiedzał zarośnięte stare miasta w Tajlandii, gdzie spomiędzy pnączy i drzew wystają stare posągi Buddy lub jak jeździł na słoniu. Później opowiedział, o krótkim pobycie w Australii dzięki któremu mógł zanurkować i obejrzeć rafę koralową, która z roku na rok maleje przez to co jej wyrządzają ludzie. Następnie skupił się na kilku krajach Europy, bo to gównie po nich podróżował z tatą. W takich chwilach, kiedy wszystkie wspomnienia do niego wracały i wiedział ile zwiedził był wdzięczny ojcu za pracę jaką przyjął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Pink elephant   Wto Sty 27, 2015 9:01 pm

Blondyn uśmiechnął się do nastolatka. Tak, oczywiście że zrozumiał. Mógł nawet śmiało pójść z tym dalej - już nie raz słyszał takie przedstawienie świata. I wiedział, że było ono właściwe, szczególnie w dwudziestym pierwszym wieku, w epoce globalizacji. Ale on pozostał na etapie małego dziecka, przerażonego dużym swiatem, w którym każdy mógł go skrzywdzić, a nikt - obronić.
Te obawy nie przeszkadzały mu jednak w słuchaniu opowieści. Zapał Ryana okazał się zaraźliwy. Chris zanim zdążył zauważyć, już został wciągnięty w rozmowę. Sam pamiętał kilka lat, w których faktycznie zima była taką prawdziwą, jak na obrazkach. Do tego były to miłe skojarzenia. Musiał zgodzić się z nastolatkiem, dołożył nawet do tego kilka wzmianek o swojej przeszłości. Jak ładnie kiedyś było, jakie wspaniałe miał rodzeństwo. Ciężko było nie zauważyć fascynacji, z jaką wspominał o swojej młodszej siostrze. Jaki temat nie wychodził, gdzieś w tle pojawiała się o niej chociaż wzmianka, a zielonooki najwyraźniej tego nie dostrzegał.
- Miałeś niesamowitą przeszłośç - mruknął w końcu, uśmiechając się szeroko. - Teraz nie jestem zaskoczony, że chcesz dalej podróżować. Opowiadasz lepiej, niż książki.
Powrót do góry Go down
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Pią Mar 06, 2015 9:50 pm

Zapewne nierozsądnym było z jego strony przyjmować zaproszenie na herbatę zawarte w walentynce, w końcu był nauczycielem i nie powinien za bardzo spoufalać się z uczniami, ale nie mógł również przejść obojętnie obok problemów osiemnastolatka. Ta cała walentynka wcale nie była specjalnie uczuciowa, była raczej ostatnią deską ratunku, aby jakoś wywalczyć sobie drogę do lepszej oceny. Jack musiał więc naprawdę przejmować się swoją średnią ocen, skoro posunął się nawet do wysłania nauczycielowi takiego liściku. Ale głównym problemem nie była jego troska o oceny, tak naprawdę za tym wszystkim kryło się coś innego, jeszcze bardziej skomplikowanego. Jako trener musiał orientować się w postępach swoich zawodników, dlatego wiedział, że oceny Daltona nie są wcale takie złe. Chyba musiał odczuwać jakąś presję, może związaną z wyborem dalszej ścieżki rozwoju.
- Kupiłeś mnie tymi ciastami – oznajmił wesoło, na chwilę odrywając się od poważnych tematów, w końcu wszystkiego się dowie podczas rozmowy, o ile Jack zechce się przed nim otworzyć. – Mam ochotę na jakieś bardzo słodkie.
Wyszli ze szkoły spokojnym krokiem i w swoim towarzystwie, przy czym nikt specjalnie się tym nie przejmował, w końcu to normalne, że uczeń i nauczyciel mogą rozmawiać po zakończeniu zajęć. Spokojnie ruszyli w kierunku pobliskiej kawiarni, gdzie Baldric wybrał dla nich dwuosobowy stolik bardziej w głąb lokalu. Szybko zsunął torbę z ramienia i odłożył na ziemię obok fotela, w którym zaraz zasiadł. Siedzenie okazało się naprawdę miękkie i wygodne, przez co na twarzy nauczyciela pojawił się błogi wyraz twarzy. Całe to wnętrze wydawało mu się niezwykle przyjemne. Szybko sięgnął po jedną z dwóch kart leżących na stoliku i próbował wypatrzeć wymarzone ciasto spośród wszystkich pozycji. Nawet zamruczał przy trudnym wyborze pomiędzy tyloma smakołykami.
- Ja chyba wezmę sernik, a ty?
Spojrzał na ucznia z wesołymi ognikami w oczach, po czym zamknął kartę i odłożył ją na bok. Nie miał ochoty na kawę czy herbatę, ale ciastem nie mógłby pogardzić. Skoro ma szansę zjeść coś słodkiego, musi z niej skorzystać.
- Nie chciałbym być wścibski, ale dobrze by było gdybym wiedział, dlaczego tak bardzo zależy ci na dobrej średniej. Chodzi o późniejsze studia?
Może niepotrzebnie od razu zaczął cały temat, ale martwił się, naprawdę. Kurcze, musi zadbać o swojego najlepszego zawodnika nim zacznie się sezon. Ale czy czasem go w taki sposób nie faworyzuje? Nie, raczej nie, po prostu chce pomóc, również z powodów lekko egoistycznych. Jeśli zajmie się problemami kogoś innego, może wreszcie przestanie myśleć tyle o sobie i… innym uczniu.
- Ach, niepotrzebnie wyskoczyłem z tym tak nagle, wybacz. Może najpierw zamówmy.
Podrapał się po swej potylicy z zakłopotaniem i wyszczerzył zęby w kolejnym nieporadnym uśmieszku. Kompletnie nie wiedział, jak ma działać, bo tak naprawdę rzadko uczniowie przychodzą do niego z problemami. Może to dlatego, że wydaje się taki beztroski?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Nie Mar 08, 2015 1:21 pm

Nie spodziewał się takiego entuzjazmu na ciasta, które okazały się strzałem w dziesiątkę. Sam Jack również je bardzo lubił i przeważnie nie kończył na jednym. Mogło to być niebezpieczne dla formy sportowca, za duża ilość cukru mogła się odkładać w boczki i inne miejsca. Jednakże systematycznie trenował i spalał spore ilości kalorii, więc mógł pozwolić sobie na grzeszki. Spacer do kawiarni okazał się odświeżający i wcześniejsze pogmatwane myśli wyklarowały się na tyle, że znowu był tym naturalnym, otwartym chłopakiem. Gdy już doszli do celu, jak zawsze podziwiał rozmaite formy i kolory foteli. To tak jakby trafił do bajkowego świata, gdzie brak przyziemnych problemów. Zdecydowanie udzielała mu się właśnie taka atmosfera, malując na twarzy pogodny uśmiech. Mentalnie tracił parę lat i jak beztroski chłopiec cupnął na zielonym fotelu z owalnym oparciem. Był zadziwiająco wygodny w porównaniu ze szkolnym krzesłem, aż trudno było mu się oswoić z tą przepaścią i trochę się wiercił testując pozycje. Na wzór towarzysza również sięgnął po kartę i wzrokiem począł pochłaniać niemal każde ciastko. Gdy usłyszał, że nauczyciel wybrał sernik, uznał to za dość powszedni wybór, ale gry ujrzał te ogniki w oczach wszystko było już jasne. On natomiast miał ochotę na coś bardziej fikuśnego.
- Zjadłbym czekoladowe ciasto z kremem i wiśniami – odpowiedział podnosząc wysoko kąciki ust wpatrując się w naprawdę ładną ilustrację. Zdecydowanie odpłynął w słodką krainę, a rozmówca tak nagle powrócił do konkretów. Nie bardzo wiedział od czego ma zacząć. Prawdą było, że miał ochotę wyrzucić to z siebie, ale ogarniał go lekki strach. Bał się, że zblednie w jego oczach, przecież był tą sportową gwiazdą i wolał aby tak pozostało.
- W zasadzie... – zaczął zbierając myśli, gdy zakłopotany trener postanowił jednak odłożyć trudny temat na później. – Tak, racja – również zaśmiał się i od razu wyciągnął rękę w górę. Podeszła kelnerka pytając ich o zamówienie. Jack zaczekał grzecznie, aż starszy pierwszy złoży swoje i dopiero wtedy zabrał głos.
- Ja poproszę o ciasto z numerem siedemnaście i owocową herbatę – uśmiechnął się ładnie do miłej pani i dopiero wtedy odłożył kartę.
Nieporadność, zakłopotanie nauczyciela trochę mieszała mu w głowie i gubił się, jakby miał do czynienia z młodszym od siebie. Jeśli faktycznie zacznie go tak postrzegać, to może objąć dziwny tor, albo wręcz przeciwnie. Gdy kelnerka oddaliła się już od ich stolika, młody Dalton postanowił w miarę odważnie kontynuować temat ocen.
- Wracając do mojej średniej – spojrzał spokojnie na rozmówcę – to nie do końca chodzi o studia. Sprawa jest bardziej skomplikowana, gdyż moje plany różnią się z tymi ojca – zrobiło mu się ciężej na duszy i nieświadomie zniżył wzrok. Nie potrafił się dogadać z rodzicem, który bezwzględnie stawiał nieodpowiadające mu warunki. Myśl, że musiałby zrezygnować całkiem ze wszystkiego dla piłki nożnej, przerastała go.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Nie Mar 08, 2015 5:05 pm

Gdy tylko usłyszał wybór chłopaka, mimowolnie spojrzał na niego z drobnym rozbawieniem. Włosy w kolorze wiśni i ciasto z wiśniami, takie połączenie wydało mu się naprawdę zabawne, jednak nie pokusił się na jakikolwiek komentarz, zachowując swoje spostrzeżenie dla siebie. Ale do głowy zaraz wpadło mu sformułowanie: wiśniowy chłopak. Nazywanie w taki sposób Jacka na głos było niewątpliwie niepoprawne, dlatego Bald sumiennie postanowił, że na takie nazewnictwo pozwoli sobie tylko w myślach. Aczkolwiek bardzo zaciekawiła go teoretyczna reakcja chłopaka - zdenerwowałby się czy raczej zaśmiał? To zależało od jego dystansu do siebie. Cóż, nauczyciel stawiał na to, że jednak by się zaśmiał.
Trener szybko doszedł do wniosku, że niepotrzebnie przerwał młodszemu rozmówcy, skoro ten wydawał się być już gotowy na pierwsze zwierzenie. Chyba odrobinę sam się przestraszył odpowiedzialności, poza tym naprawdę czuł się niepewnie, bo co zrobi, jeśli okaże się bezsilny? Wielu osobom pomaga samo wyżalenie się ze swych problemów, ale w niektórych sytuacjach potrzeba konkretnych działań. Poza tym, czuł, że chyba za bardzo naciska, gdy tak od razu zadaje pytania o jego kłopoty. Kiedy Jack zechce, sam mu zdradzi swoje troski.
Zaraz przy ich stoliku pojawiła się kelnerka, więc Baldric, jako ten starszy, pierwszy złożył zamówienie. Oczywiście, wyglądał jak dojrzały mężczyzna, ale czy zachowywał się w taki sposób? W tej chwili to jedynie się kompromitował. Sam zaproponował rozmowę, lecz wydawało się, że wcale nie jest na nią gotowy. Szybko wziął się w garść i nieco spoważniał, kiedy z ust chłopaka wypadły pierwsze słowa po odejściu kelnerki. Wlepił w niego uważne spojrzenie ciemnobrązowych oczu, chcąc jak najlepiej wysłuchać tego, co ma do powiedzenia. Nawet wyprostował się w fotelu, co już było dostatecznym dowodem powagi nauczyciela, a także jego zaangażowania.
- Chyba rozumiem – wyrzucił z siebie po krótkiej chwili milczenia, po czym westchnął cicho i przyjrzał się chłopakowi z wyraźnym współczuciem. Poniekąd już podejrzewał o co może chodzić. Piłka nożna. Jack zawsze na treningach pokazywał swoją postawą, że myśli o karierze sportowej poważnie, tymczasem jego ojciec musiał uważać to za mrzonki. Ciężka sprawa.
- Wiesz, twój tata z pewnością chce dla ciebie jak najlepiej. Pewnie sporo rozmyśla o twojej przyszłości. Rodzice… - tu nagle urwał, marszcząc przy tym posępnie brwi, kiedy dotarło do niego, że niezbyt się zna na tym, jacy są rodzice. – Nie jestem ekspertem, ale uważam, że rodzice zawsze się troszczą o swoje dzieci. Z pewnością się dogadacie, ale tutaj potrzeba dużo cierpliwości i zrozumienia. O tak, najpierw musicie się zrozumieć, dopiero wtedy się dogadacie.
Podrapał się po nosie, znów powracając do bardziej rozluźnionej pozycji, wtedy też kelnerka przyniosła ich zamówienia z grzecznym uśmiechem. Uciekła tak szybko, jak się pojawiła, a oni pozostali tylko w swoim towarzystwie.
- Czasem trudno podzielić treningi z nauką, na studiach pewnie będzie to jeszcze trudniejsze, no ale nie można tracić wiary. Warto zająć się sportem, tylko trzeba też mieć plan awaryjny, tak na wszelki wypadek.
Tu wymownie poklepał się po swoim lewym kolanie. Po zakończeniu kariery sportowej, po bolesnej kontuzji lewego kolana, zawalił mu się cały świat. Nie miał innych marzeń i ledwo zdecydował się na studia. Jednak wszystko jakoś się na nowo ułożyło. Jakoś.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Pon Mar 09, 2015 9:49 pm

Z pewnością zareagowałby jakoś na nazwanie go wiśniowym chłopakiem, jednakże pozostanie to w sferze tajemnicy i oczywiście nikt tu nikogo nie kusi.
Sprawy Jacka z ojcem były ciężkim kawałkiem chleba. Każdy z nich miał własne zdanie i kurczowo się go trzymał. Oczywiście młody był tym co musiał iść na ustępstwa, dlatego nie radził sobie z ciężarem oczekiwań. Nie można było też zapominać o nieodpowiedzialnym zachowaniu syna. Był jednym z tych rozpuszczonych, bogatych dzieciaków, które za plecami dorosłych używają życia, ale tego akurat trener nie musiał wiedzieć. Gdy kelnerka przyniosła ciasto, uczeń od razu złapał za łyżeczkę i z lekkim zniecierpliwieniem pochłoną połowę popijając herbatą. Potrzebował tego cukru, by brnąć przez ten trudny temat w rozmowie.
- Nie uważa pan, że rozmyślanie to za mało z jego strony? – zaczął skupiony. – Zresztą on już postanowił, że mam przejąć po nim firmę. Zrobi wszystko, by się tak stało – westchnął dyskretnie. – Postawił mi nawet warunek, że jak nie wybiorę profilu z zarządzaniem i administracją, to uniemożliwi mi wstąpienie do drużyny piłkarskiej. Nawet nie mam jak z nim rozmawiać, bo cały czas go nie ma. Firma jest dla niego ważniejsza ode mnie – ostatnie słowa z trudem przechodziły przez zaciśnięte gardło. „Nawet nie pamiętam, kiedy ostatnio się do mnie uśmiechnął, nie wspominając już o ciepłym geście rodzica. To już Gustaw jest dla mnie cieplejszy, chociaż to pluszak.” Poczuł gorycz, po czym łaskotanie na policzku, a zaraz potem punktowe, lekkie uderzenie w udo. „He?” Zerknął na nogę odnajdując okrągłą plamkę na spodniach. „Ale wstyd. Mam nadzieję, że nie zauważył.” Chłopaki nie płaczą, a nie chciał być wzięty za babę przez jedną łzę. Potrzebował szybkiego manewru, aby odwrócić uwagę od tej wpadki. Skierował wzrok pod stolik i nachylił się chowając twarz.
- O! Tam coś jest – oznajmił nagłym, podniesionym głosem. Niemal zniknął pod blatem, mrugając pośpiesznie powiekami i biorąc głęboki wdech. – Idzie w pana stronę! – dodał z przestrachem ostrzegawczo. Czekając na reakcję towarzysza nadal nachylony zerkał pod stolik zaczynając cicho podśmiewać się pod nosem, aż cały począł się trząść i po chwili parsknął wyłaniając roześmianą twarz, trzymał się za drgający brzuch. Trochę zajęło mu uspokajanie się, tym wygłupem przyciągnął również uwagę pozostałych gości. – Przepraszam – uśmiechnął się niewinnie. – Może jeszcze jedno ciastko? – zapytał beztrosko, bo sam miał ochotę na kolejne, chociaż jeszcze pierwszego nie zjadł. Zniszczył poważną atmosferę, ale czy to źle?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Pon Mar 09, 2015 10:39 pm

Poprawił swój talerzyk z kawałkiem ciasta na blacie stolika i lekko pochylił się do przodu, jakoś wygodniej układając się do konsumpcji apetycznie wyglądającego sernika. Mimowolnie oblizał lekko wyschnięte wargi, wręcz tonąc w swych wyobrażeniach na temat walorów smakowych tego arcydzieła cukiernictwa. Zwyczajny sernik, mogłoby się zdawać, jednak Baldric już dostrzegał, że ciasto będące podstawą nie jest twarde i stanowi cienką warstwę, a ser jest puszysty i stanowi największą część ciasta, jakby go nie żałowano. I ta kruszonka na wierzchu z pewnością będzie przyjemnie chrupać w ustach. Ostrożnie chwycił za łyżeczkę i wbił ją ostrożnie, następnie uniósł na niej kawałek tej rozkoszy i wsunął ją w usta. Już przy pierwszym zetknięciu sera z językiem zmrużył oczy i błogo zamruczał. Tak, właśnie tego potrzebował, zwłaszcza w tej chwili – słodyczy, puszystości struktury i nuty kruchości na wierzchu.
Wziął już o wiele szybciej kolejne dwa kęsy, po czym nareszcie otrzeźwiał i spojrzał na ucznia z nową motywacją. Chciał go wesprzeć, dlatego też posłał mu delikatny uśmiech pełen jakiejś otuchy, jednak to chyba wcale nie pomogło, ponieważ w słowach chłopaka usłyszał tyle żalu. Pan Dalton musiał bardzo niesprawiedliwie traktować swojego syna, skoro stawiał mu jedynie warunki i nie chciał zrozumieć racji własnego potomka. Nauczycielowi zrzedła mina w chwili, gdy dostrzegł pojedynczą łzę. Z całą pewnością słona kropla spłynęła po młodym policzku błyskawicznie, jednak jej ślad był tak wyraźny dla bystrych, brązowych oczu. Mężczyzna już otwierał usta, żeby coś powiedzieć, choć w jego głowie panowała kompletna pustka, jednak Jack przeszkodził mu w wypowiedzeniu zbędnych słów. Wymigał się jakimś znaleziskiem pod stołem i uciekł pod blat. Oczywiście, Cornwell wykazał się sporą wyrozumiałością i nie chciał mu przeszkadzać w ukryciu smutku. Kiedy jednak usłyszał ostrzeżenie, natychmiast drgnął i sam zerknął pod stolik, lecz nie zauważył żadnej małej sylwetki pędzącej ku niemu. Zaraz odetchnął z ulgą i opadł na fotel, powoli rozluźniając wszystkie mięśnie.
Gdy ujrzał uśmiech chłopaka, skinął tylko głową, przy czym sam pozwolił sobie na drobny uśmiech. Widok łez czynił go bezsilnym, po prostu od razu miękł, co też stało się i tym razem. Było mu tak głupio, że nie potrafił poradzić czegoś mądrego.
- Może jak dokończę to jedno, to się skuszę. Na razie podziękuję.
I znów pochylił się nad stolik i skonsumował kolejny kęs sernika z cieniem uśmiechu tańczącym w kącikach jego ust. Bardzo mu smakowało ten sernik, był wprost niebiański. Ale nie mógł rozpływać się nad walorami smakowymi ciasta, w końcu cel jego wizyty w tym lokalu był inny. Nadal zależało mu na szczerej rozmowie z obiecującym zawodnikiem.
- A o jakim kierunku studiów myślisz ty? Co chciałbyś robić w przyszłości? Naprawdę mnie to ciekawi. Wiecznie w piłkę grać nie można, choć wielu by chciało.
Spojrzał przed siebie rozmarzonym wzrokiem, następnie skierował płonące pasją spojrzenie na Jacka.
- O Boże, jak ja bym chciał kopać piłkę do samej śmierci. Chociaż śmierć na murawie już aż tak do mnie nie przemawia.
Zachichotał na samą myśl, że mógłby umrzeć na boisku. O matko, to by było okropne. Ale sama wizja w tej chwili budziła w nim rozbawienie, gdyż wydawała się tak absurdalna. A przecież w historii futbolu zdarzały się nawet śmiertelne wypadki.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Sro Mar 11, 2015 4:28 pm

Ładnie się wygłupił przy nauczycielu, ten chłopak nie znał chyba umiaru. Całe szczęście pan Cornwell był wyrozumiały, że nawet zdobył się na drobny uśmiech. Pomimo tego, młodemu i tak zrobiło się głupio się, więc niezręcznie podrapał się po potylicy. Naprawdę się starał, ale kiepsko to wychodziło. Może wstał dziś lewą nogą i nawet o tym nie wie? To by było straszne. W każdym bądź razie postanowił, że będzie szczery ze swoim wspaniałym trenerem. Miał wrażenie, że to on z wszystkich znanych mu osób będzie go najlepiej rozumiał. Oboje żywili ogromną pasję do piłki nożnej, Jack go podziwiał, jego sportowe sukcesy. Z drugiej strony ogromnie współczuł przez kontuzję. Nie chciałby tak skończyć, ale on nawet nie mógł dobrze wystartować i to go bolało najbardziej. Był niczym słowik uwięziony w złotej klatce, śpiewał, gdy mu pan rozkazał. Oczywiście, że młody próbował się swego czasu buntować, ale skutecznie został uciszony groźbą przeprowadzki do miasta, w którym ojciec pracował. Utraciłby dotychczasowe, jeszcze nie najgorsze życie. Od razu stał się posłusznym synem, aby tylko pozostać w Londynie. Wybrał to mniejsze zło, tak przynajmniej widział to swymi oczyma. Z dnia na dzień, chłopak tracił kręgosłup i nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.
Na odmowę drugiego kawałka ciasta kiwną aby twierdząco głową i również skupił się na swoim nabierając na łyżeczkę pojedynczą wiśnię. Popatrzył na nią nostalgicznie, po czym ukrył za ustami wysuwając tylko pusty sztuciec. Rozgniótł zębami owoc i po jamie rozlał się kwaśny sok. Był jak ta wiśnia, z zewnątrz piękny, kształtny i kuszący, a w środku niespodziewanie cierpki pozostawiając po sobie bolesny obraz. To była cena, jaką się przypłacało po zgryzieniu. Jednak to nie było wszystko, bo we wnętrzu skrywała się jeszcze twarda pestka, na której można było połamać zęby. Reasumując nie brzmiało to najlepiej, ale każdy owoc w końcu stawał się smakowity, gdy w pełni dojrzewał. Młody Dalton lubił przypominać sobie kim był po przez jedzenie wiśni. Delektował się niż, ale zaraz przegryzł kolejnym kawałkiem ze słodkim kremem i czekoladowym ciastem, aby zrównoważyć smak.
Nauczyciel okazał się być wytrwałym w kontynuowaniu tematu związanego z przyszłością ucznia. Gdy usłyszał o studiach, wzdychnął dyskretnie. Miał wrażenie, że trener przeobraża się w drugiego ojca, ale tego dobrego policjanta, albo nawet w nieżyjącą matkę. Trochę zaczął się denerwować, jakby miał powiedzieć rodzicu o lufie z kartkówki. Ale za chwilę towarzysz zażartował z umieraniem na boisku, co zabrzmiało naprawdę zabawnie. Nie chciał się z tego śmiać i zasłonił nawet dłonią uśmiechniętą twarz, ale i tak przegrał chichocząc się, jak chochlik.
- To prawda, chociaż prawdopodobnie żadne miejsce nie jest na to wystarczająco odpowiednie – już uspokojony odniósł się do wątku umierania. Jakoś nie widział się w owej roli, albo staruszka, co wydawało się jeszcze gorsze.
- Hm, w zasadzie to nie myślałem o niczym innym poza piłką nożną. Chciałbym dostać się do pierwszej ligi i zdobyć mistrzostwo świata, jak pan – spojrzał na rozmówcę z jawnym podziwem, a nawet ekscytacją, miał przecież przed sobą mistrza. To było niesamowite uczucie. Może to dlatego tak się nierozsądnie zachowywał i w jego obecności zwyczajnie tracił rozum. – Gdyby nie ta kontuzja... – przerwał chwilowo nie będą pewnym, czy może o tym mówić, ale skoro już zaczął, to postanowił dokończyć. – Zapewne nie zostałby pan nauczycielem, prawda? – spoważniał mając świadomość poruszenia dość delikatnej sprawy dla swego trenera.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Sro Mar 11, 2015 11:18 pm

Wiedział, że mówienie o własnych problemach nigdy nie jest łatwe, dlatego też starał się nie naciskać na chłopaka. Zręcznie ominął kwestię jego relacji z ojcem, jednak nadal zależało mu na okazaniu wsparcia i potrzebnej uwagi. Przeszedł więc do kwestii przyszłości ucznia, czym nie wywołał specjalnie entuzjastycznej reakcji u młodego rozmówcy, więc Bald wyplątał ich obu z opresji poprzez rozpoczęcie tematu związanego z piłką nożną. Obaj kochali ten sport, więc z pewnością łatwiej przyjdzie im rozmawiać o wspólnej pasji niż przykrych sprawach. Ale Jack z wcześniejszej wypowiedzi, która widocznie go rozbawiła - w końcu chichotał jak mały psotnik – wyciągnął przede wszystkim słowa o śmierci na murawie. I podzielił się ze swym nauczycielem całkiem rozsądną myślą. Prawdziwość tego wniosku uderzyła w nauczyciela, jednak nie potrafiła zetrzeć uśmiechu z lekko wyschniętych ust. Brunet zwilżył je językiem bezwiednie, a gdy zdał sobie z tego sprawę, również dotarła do niego niepoprawność takiego gestu na oczach ucznia.
Podziw w niebieskich oczach Jacka zaskoczył go, rzecz jasna w przyjemny sposób, a jednak… Poczuł miłe łaskotanie w brzuchu, a na twarz wstąpił mu lekki rumieniec zażenowania. Najpierw bąknął coś niezrozumiale pod nosem, następnie spuścił głowę i podrapał się po nosie, choć ten wcale go nie swędział. Jakim cudem on, trzydziestoczteroletni mężczyzna, poczuł się tak zawstydzony z powodu słów nastolatka? Wielu młodych ludzi pogratulowałoby mu osiągnięć sportowych, ale mało kto brałby go sobie za jakiś tam wzór. Tymczasem jeden z najlepiej zapowiadających się graczy ze szkolnej drużyny zrobił mu tak miłą niespodziankę.
- Wiesz, to były tylko mistrzostwa świata reprezentacji U-21. To nic w porównaniu z prawdziwymi mistrzostwami świata.
Może źle robił, że umniejszał wagę tego złota, jakie zdobył z całą reprezentacją, ale musiał być szczery, przede wszystkim sam ze sobą. Właśnie tą myślą pocieszał się po operacji lewego kolana, gdy już było pewne, że nigdy nie powróci do dawnej formy. To nie były prawdziwe mistrzostwa. Więc dlaczego emocje podczas finału tak dawały mu o sobie znać? Pragnienie zwycięstwa było prawdziwe, wręcz namacalne.
- Kontuzja… - bąknął pod nosem, tracąc entuzjazm, choć nie chciał się nad sobą użalać. Szybko wziął się w garść i uśmiechnął delikatnie do chłopaka. – Cóż, moja kariera była dość krótka, czego nie zaplanowałem. Kiedy nie mogłem już grać tak, jak kiedyś, podłamałem się, ale znalazłem nowy cel. Myśl o zostaniu nauczycielem przyszła dość późno, prawda, ale wyszło mi to na dobre. Wśród młodzieży sam czuję się młodo. No i mogę trenować innych.
Jego uśmiech nieco się rozszerzył, jakby stopniowo odzyskiwał radość. Nie wszystko ułożyło się tak, jak chciał, jednak niczego nie żałował. Gdyby rozpamiętywał przeszłość, stanąłby w miejscu i nie siedziałby w tej kawiarni z tym chłopakiem.
- Właśnie dlatego się o ciebie martwię. Masz talent, dużo trenujesz i wróżę ci wspaniałą karierę, jednak czasem trzeba mieć alternatywę. Plan B może kiedyś uratować ci życie. Zwyczajnie nie chcę by moi zawodnicy kiedykolwiek przechodzili przez to samo co ja.
Ściągnął brwi w zamyśleniu, tak niespodziewanie poważniejąc. Złapał więc za widelczyk do ciasta i zgarnął kawałek deseru. O tak, sernik sprawił, że znów poczuł się lekki i szczęśliwy. Aż zmrużył oczy z wdzięczności dla tego cukierniczego dzieła. W kącikach jego ust na nowo zadrgał uśmiech.
- Do niczego się nigdy nie zmuszaj, dobrze? Zawsze rób to, co kochasz.
I to był najlepsza rada, jaką mógł mu dać. Słowa prosto z serca, pełne prostoty, może brzmiące nieco banalnie, ale jak najbardziej szczere. Teraz na twarzy mężczyzny mógł wreszcie zalśnić pełen uśmiech.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Jack

avatar

Liczba postów : 81
Join date : 16/04/2014
Skąd : Anglia, Londyn

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Sob Mar 14, 2015 6:14 pm

Temat śmierci, dotyczący miejsca ostatniego tchnienia, nie był jakoś specjalnie dla niego wyróżniający się. Nawet zdecydowanie łatwiejszy od problemów rodzinnych i jego przyszłości. Jednak coś zwróciło uwagę młodego Daltona, a mianowicie oblizanie ust przez rozmówce, nawet do tego uśmiechającego się. Jack zaczął się zastanawiać, czy nauczyciel nie miał przypadkiem jakiś fetyszy związanych z wątkiem umierania, ale to by było tak bezsensowne i głupie, że od razu porzucił tę myśl. Trener wyglądał na porządnego i miłego mężczyznę, który w żadnym wypadku nie mógł posiadać dziwnych zboczeń. Wywnioskował też, że pewnością nie był homoseksualny, a on tak bezmyślnie wysłał mu kartkę i nawet jeszcze go za to nie przeprosił. Dopiero teraz zrozumiał, że nie powinien był kłopotać swego mistrza, nawet gdy mogło być mu to wybaczone. Ile jeszcze zamierzał zachowywać się jak dzieciak z podstawówki? Powinien w końcu ogarnąć się i dorosnąć, bo nie tylko sobie sprawiał problemy, ale też i innym. Był przekonany, że nikt go nie rozumiał, że był sam. Wmawiał to sobie bezustannie, ale pan Cornwell wyraźnie okazał swe zainteresowanie, kosztem swego wolnego czasu. I co robił niebieskooki w tym momencie? Marnował owe starania. Wydobywał problem na światło dzienne i zaraz uciekał od konfrontacji. I jak tu z takim można było przeprowadzić poważną konwersację? Wydawało się to niemożliwe. Trzeba by było takiego przydusić do muru i lać, aż wypadnie ze łba cała głupota. Może dopiero wtedy nauczyłby się słuchać mądrzejszych od siebie. Cóż, to były trudne sprawy.
Nastolatek widząc skromną reakcję na komplement odczuł jeszcze większą potrzebę, by podwyższyć samoocenę rozmówcy. Cenił go najbardziej z całej kadry nauczycieli, był niczym złoto pośród posrebrzanych metali. Oparł ręce o blat stolika wychylając nieco sylwetkę do przodu, by wzmocnić swój przekaz.
- Ale to też były mistrzostwa. Był pan niesamowity – oznajmił z jawiącą ekscytacją w oczach. – Jestem pewien, że gdyby nie wypadek, to byłby pan teraz w najlepszej drużynie świata i mógłbym podziwiać pana jedynie na ekranie telewizora – uśmiechnął się będąc przekonanym o prawdziwości swych przypuszczeń. Właśnie zaczął nabierać nowej siły, jakby sprawy zaczęły się klarować. Zwłaszcza po tym, jak nauczyciel poradził, aby podążać za głosem serca. Przez moment twarz mu pojaśniała, poczuł się naprawdę lekko zadając sobie pytanie: „Czy to może być aż tak proste?” Nie dowierzał, a za razem myślami już biegał po murawie ze zwycięskim medalem. Uśmiechał się od ucha do ucha, ale za chwilę to wszystko przesłoniła wymagająca twarz taty i wewnętrzna euforia nieco zbledła. Pomimo wszystko nie chciał, aby rodzic wyrzekł się go.
- W zasadzie plan B zapewnia mi aktualnie ojciec. Już teraz uczę się, jak zarządzać firmą, którą w przyszłości chce mi przekazać. Nie specjalnie widzę się w tej roli, ale sam już nie wiem. Wielu pozazdrościłoby mi takiej szansy, ale ta odpowiedzialność mnie przerasta. Wolę biegać za piłką i nie martwić się wahaniami rynku. Kocham pikę nożną, ale jak sam pan się przekonał, ona też potrafi być zdradziecka. Próbowałem myśleć nad trzecim rozwiązaniem, ale nic do głowy mi nie przychodzi – podrapał się po wiśniowej czuprynie w akcie bezradności.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Pink elephant   Nie Mar 22, 2015 3:11 pm

Mężczyzna zamrugał szybko, starając się uwierzyć w jakże nieprawdopodobny widok i jednocześnie zapanować nad zaskoczoną miną. Uczeń wychylił się do przodu i zawisł nad stolikiem, aby gorliwie zapewnić swojego nauczyciela o tym, że jego dokonanie było czymś niezwykłym, jakby zapominał, że piłka nożna to gra zespołowa. Najbardziej w tej myśli zabolał go czas przeszły. Było. Cornwell nie chciał się nad sobą użalać, dlatego starał się unikać wyobrażeń o tym, jak potoczyłoby się jego życie, gdyby nie kontuzja. Jeśli grałby nadal, zapewne pozostały w kraju i rozpoczął grę w lidze angielskiej, potem wspinałby się coraz wyżej po rozgrywkach w poszczególnych klasach, aż wyrobiłby sobie odpowiednią renomę, by najlepsze drużyny zechciały zaproponować mu dłuższy kontrakt. Gdyby dalej grał, pewnie w tym wieku kończyłby już karierę, ale miałby przy tym szansę do pozostania w klubie w charakterze asystenta trenera. Nadal jego życie toczyłoby się wokół piłki nożnej. Bardzo miła wizja, ale niosła za sobą dziwny ból.
- Wiesz, może nie wyglądam staro, ale mam już trzydzieści cztery lata – zaczął łagodnie, posyłając chłopakowi pobłażliwe spojrzenie. – Teoretycznie nie zobaczyłbyś mnie w telewizorze, bo kończyłbym karierę. Ale lepiej pomyślmy o przyszłości. Za rok czy dwa to ja będę oglądał na ekranie twoje wyczyny.
Na samą myśl uśmiechnął się szeroko. Widok dawnego ucznia, ba, dawnego zawodnika, którego trenował, na murawie podczas ligowych meczów napawałby go niemałą dumą. Liga angielska stoi na wysokim poziomie, ale gra w lidze włoskiej, niemieckiej albo hiszpańskiej. Brązowe oczy błysnęły niesamowitym blaskiem, wciąż wpatrzone w oblicze Jacka. Bald życzył mu wszystkiego, co najlepsze, a zwłaszcza udanej kariery sportowej, o której sam osiemnastolatek jawnie marzył. Dalton jest ambitny, ale również potrafi ciężko pracować. Uda mu się, dosięgnie celu, tylko musi dalej utrzymać tę determinację.
- Może pomyśl o planach ojca wobec ciebie jako o trzecim rozwiązaniu – zaproponował luźno nauczyciel, chociaż zdawał już sobie sprawę z trudności tego zadania w obliczu napierającego z kolejnymi wymaganiami ojca. Współczuł swojemu uczniowi, lecz rozpaczanie mu nie pomoże. Tutaj trzeba pomyśleć nad jakimś rozwiązaniem. – Planem A jest piłka nożna, planem C przejęcie rodzinnego biznesu, a planem B musi być coś, co również lubisz. Czym się jeszcze interesujesz poza piłką nożną? Intensywnie nad tym pomyśl. Zacznij od pytania: co chciałbym robić po skończeniu kariery piłkarskiej? I nie może to być nic związanego z samym futbolem.
Przyglądał mu się z uwagą, która malowała się na skoncentrowanej minie. Oczywiście, wiedział, że prawdziwe trudności w komunikacji z własnym ojcem nadal będą ciążyć na Jacku, jednak będzie mu zdecydowanie łatwiej je przezwyciężyć, gdy zda już sobie sprawę z tego, jakiej przyszłości dla siebie chce.
- Zawsze żyłem samą piłką, jednak po kontuzji… - tu urwał, mimowolnie przypominając sobie chwilę, w której lekarz uznał, że jego noga nigdy nie będzie tak sprawna, jak kiedyś. – Chciałem pomagać innym dzieciakom. I na początku myślałem o zostaniu przedszkolanką, jednak los chciał, żebym zaczął uczyć młodzież. Teraz ty musisz pogłówkować nad tym, co chciałbyś zrobić ze swoim życiem. To twoje życie, tylko twoje i musisz o tym pamiętać.
Może odrobinę buntował go przeciw planom rodzica, jednak nie miał innego wyboru. Zależało mu na szczęściu tego chłopaka, w końcu nie może się unieszczęśliwiać przez całe życie tylko dlatego, że własny ojciec nakazał mu przejąć rodzinny biznes.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pink elephant   

Powrót do góry Go down
 
Pink elephant
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Gastronomia oraz kluby :: ∎ Kawiarnie-
Skocz do: