IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 StephenxGregor

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39, 40  Next
AutorWiadomość
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Sty 26, 2016 6:43 pm

James był gotów ich rozstrzelać - jednego po drugim, bez mrugnięcia okiem, bez większych refleksji, patrząc im prosto w oczy. Był potworem wykreowanym przez to, do zniszczenia czego sam właśnie dążył. I w jego oczach, te dzieci były dokładnie tym samym.
Ale kłótnie postanowił zostawić na później.
Ruszył energicznym krokiem zaraz za Ivanem, jednocześnie co rusz rozglądając się wokół. Ktoś może się zorientować... Ivan wspominał, że przez wzgląd na dużą wilgoć panującą w podziemnej kryjówce, kamery raczej nie działały. Ale kto wie!
- Co do cholery planujesz? - odezwał się w końcu, dogoniwszy Rogera. - Zabierzemy ich wszystkich do hotelu i zafundujemy im śniadanie?!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Sty 26, 2016 7:30 pm

O dziwo Roger się zaśmiał.
– Nie planuję. Działam. Jak za starych, dobrych czasów. – James na pewno poznał to spojrzenie. Kapitanowi było źle, bo w końcu działa się komuś krzywda, ale starał się przejść ponad tym, działać w pełnym skupieniu, by nie pogorszyć.
Przeszli za Ivanem jeszcze kawałek korytarzem, po czym prawie dosłownie wpadli na kogoś w kombinezonie podobnym do tego, którzy sami mieli. Właściwie mogliby uchodzić za jego kolegów, gdyby nie to, że trzymali broń. Strażnik stał osłupiony, gapiąc się to na twarz Jamesa, to na jego pistolet.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Sty 26, 2016 8:10 pm

James mógł się z Rogerem nie zgadzać. Mógłby się z nim w chuj kłócić i spierać, ale absolutnie nie chciałby bezpodstawnie naruszać bezpieczeństwa tego człowieka. Nie chodziło o dzieciaki, nie. Raczej o nich samych.
- Szef kazał zakończyć działania - odezwał się jak gdyby nigdy nic. Jak do kolegi. Jednocześnie mimochodem postąpił krok w przód. - Nie słyszałeś? Oddziały mają się... - i nim gość odpowiedział cokolwiek, James wymierzył mu cios karabinem. Nie strzał, o nie - to by wzbudziło ogólne zainteresowanie pozostałych żołnierzyków Hydry.
Zaraz za ciosem, złapał delikwenta stalową ręką za kark i pociągnął w dół, wymierzając mu kopnięcie prosto w twarz. Maska nie była jakoś specjalnie twarda, nie stanowiła w gruncie rzeczy żadnej ochrony.
Jeszcze jeden prosty ruch... I kark skręcony.
- I właśnie dlatego nie zamierzałem was zdradzić... - bąknął pod nosem Ivan. - Ruszajcie, zaraz się ich zjawi więcej. Ja tu zostanę, będę osłaniał wam plecy - oznajmił.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Sty 26, 2016 8:27 pm

Pozwolił Jamesowi zająć się przeszkodą wiedząc, że jest ona tylko chwilowa, sam zaś obserwował, czy nikt nie zachodzi ich od tyłu. Takie korytarze były dość niebezpiecznym miejscem, tym bardziej, że wróg miał przewagę liczebną. Mieliby problem, gdyby zaskoczyły ich patrole z przodu i z tyłu...
– Nie, nie. Idziesz przodem. – Jakby Wania przypadkiem zapomniał, Roger ufał mu do końca. Właściwie wcale mu nie ufał. Machnięciem broni wskazał przed siebie i nie zamierzał ustąpić, patrząc wyczekująco na mężczyznę. – Pokaż główne laboratorium albo najlepiej skład odczynników.
Poszli. Rogerowi słabe światło wydawało się zgniłozielone, nie wiedział, czy to może przez tę mieszaninę woni chemikaliów i stęchlizny źle klimatyzowanego, podziemnego pomieszczenia, czy opary były aż tak mocne, by tworzyć zielonkawą mgiełkę pod sufitem. W każdym razie zapach był coraz mocniejszy. Tutaj, te drzwi, wiedział o tym.
– Poczekaj na zewnątrz, ja z Jamesem wchodzę. – Jak powiedział, tak się stało.
Gdy tylko weszli do składu, uderzył ich słodki, duszący zapach. Roger odruchowo zasłonił nos przedramieniem, bo skafander, jeśli w ogóle dawał cokolwiek, to na pewno nie w tym miejscu.
– Jezu, to wygląda jak opuszczona nora szalonego alchemika. – Podszedł do najbliższego stołu i przeczytał napisy na paru butelkach. – Za cholerę nie wiem, co jest w środku. Mam nadzieję, że chociaż jest łatwopalne...

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Sty 26, 2016 10:02 pm

Ivan nie protestował w żaden szczególny sposób - z jednej strony rozumiał Rogera, a z drugiej sam nie był pewien, na ile mógłby odeprzeć ewentualny atak. Tak jak kazano, został przy wejściu, trzymając w rękach przeładowany karabin. Jeśli miałoby się coś wydarzyć, to samym strzałem zamierzał dać kompanom do zrozumienia, że oto nadeszła chwila ich śmierci. Bo tak. Hydra miała cholernie wielką przewagę liczebną.
James, gdy weszli do laboratorium, odchylił maskę, aby móc się wygodniej przyjrzeć temu wszystkiemu.
- Co więcej... Jest wybuchowe - mruknął, biorąc do ręki nitroglicerynę i jakąś inną fiolkę. Uśmiechnął się pod nosem. Taaak, misja bez porządnego pierdolnięcia nie byłaby w ogóle warta zachodu.
- Potrzebuję tylko... Coś - dodał jakże elokwentnie, jednocześnie rozglądając się po laboratorium. Sprawiał przy tym wrażenie jakby ten paskudny zapach wcale go nie dusił.
Znalazł! Złapał jedno z obrotowych krzeseł, po czym sprawnie rozłączył rurę łączącą siedzenie ze stopkami. Ona mogłaby sprawdzić się idealnie.
- Wyciągnij i odbezpiecz tę gaśnicę - oznajmił, wskazując na sprzęt zabezpieczony w rogu. Sam natomiast potrzebował jeszcze odrobinę materiału... A najbardziej zbędnym skrawkiem ciucha był ten, który zasłaniał jego stalowe ramię. Sprawnym ruchem rozerwał rękaw, odsłaniając swoją największą broń, po czym klęknął na podłodze i zaczął mieszać ze sobą jakieś substancje w prostym, stalowym wiadrze. Ostrożnie, jak nie on!
Krótka chwila i wszystko było gotowe.
- Mamy jeden strzał - oznajmił, łącząc lufę z krzesła z gaśnicą. - Wybuchnie tam, gdzie zostanie wystrzelona - mruknął, wsuwając do lufy nasiąknięty materiał. - Przy okazji można podłożyć ogień tu. Wybuchnie reszta nitrogliceryny, ale my musimy wtedy już spierdalać, Roggie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Sty 26, 2016 10:32 pm

Obserwował, co też jego partner wyczynia. Jakoś nie czuł wyjątkowo bezpiecznie. Co jak co, ale o piromaniactwo Jamesa nie podejrzewał. Z drugiej strony mężczyzna wydawał się wiedzieć, co robi, dlatego Roger niezwłocznie wykonał jego polecenie. Och, proszę, ale gaśnica jest, czyli BHP na pewno przestrzegają. Na pewno...
– Możemy... Musimy odpalić to zdalnie. – Rozejrzał się po pomieszczeniu, zaraz jednak zaczął grzebać przy pasie. Wyjął mały, okrągły znajomy przedmiot. Co prawda na co dzień służył do odwracania uwagi albo w roli zasłony dymnej, ale wewnątrz znajdował się mały ładunek do rozerwania opakowania i przyspieszenia rozprzestrzeniania się dymu.
– To, mogę go ustawić na opóźniony zapłon. Mielibyśmy... cztery minuty. – Nagle zacisnął dłoń mocniej na miniaturowym granacie, jakby bał się, że ktoś mu go zabierze. – Ale nie teraz. Wpierw musimy przeszukać inne pomieszczenia... dzieci... i upewnić się, że żaden strażnik nie ucieknie.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Sty 26, 2016 10:43 pm

James skinął głową na widok małego materiału wybuchowego - pasował idealnie. Ostrożnie odłożył armatkę na bok, po czym umieścił resztę gliceryny w okolicy rzeczy równie łatwopalnych. To powinno załatwić sprawę.
- Roger, do cholery jasnej! - warknął na niego, obracając się. - Ci, których mamy... Niech spierdalają. Ale jeśli są tu inne bachory, to muszą umrzeć w tym miejscu. Nie będziemy się narażali dla dzieci Hydry, rozumiesz? Wyprowadzę cię, Kapitanie, choćby siłą!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Sty 26, 2016 11:03 pm

– Umrzeć muszą ci, którzy są niebezpieczni, a dzieci są do tego zmuszane. Jest noc, a one...! – przerwał. Ma to mu tłumaczyć? Na pewno nie! – Tropimy Hydrę, bo zabija ludzi! I robi im gorsze rzeczy. Mam skazać na śmierć tych, by Hydra nie zabiła tamtych? Więc po co w ogóle coś robić? – Co prawda był cicho, można rzec, że krzyczał szeptem, ale dał się sprowokować. Cholera by to wzięła!
– Pójdziemy w głąb budynku, przeszukamy pomieszczenia, ile się da! Każemy dzieciom uciekać, a sami podpalimy wszystko, co tam znajdziemy i wybijemy Hydrę. Gdzieś mogą mieć plany, dokumenty... Zatoczymy koło albo jeśli zrobi się gorąco, skrócimy trasę. Musimy tędy przejść, by to wrzucić. – Skinieniem głowy wskazał na granat.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________


Ostatnio zmieniony przez Gregor dnia Wto Sty 26, 2016 11:07 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Sty 26, 2016 11:06 pm

Był na niego wściekły. Właściwie to najchętniej złapałby go za ramiona, potrząsnął nim i przypierdoliłby mu pospolicie. Jak facet facetowi! Na otrzeźwienie.
Ale to po misji.
- Kurwa, Roger - warknął pod nosem, przygryzając zaraz dolną wargę. Co robić, co robić. Słuchać tego pieprzonego idealisty? Dobrze wiedział, że jeśli mu nie ulegnie, to Roger sam rzuci się wgłąb tej kryjówki, starając się zrobić wszystko tak, jak to zaplanował.
- Dobra - postanowił. Sięgnął po leżący gdzieś nieopodal, cuchnący materiał i ostrożnie zakrył nim armatkę. Branie jej ze sobą było co najmniej cholernie nieodpowiedzialne... Bardziej niż Roger!
- Ruszajmy - oznajmił, ściągając z ramienia karabin, ruszając w kierunku wyjścia. - Prowadź, Kapitanie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Sty 27, 2016 12:00 am

Wcale mu nie ulżyło, chociaż odrobinę powinno. Czuł, że jeśli do czegoś Jamesa przymusi, to ten prędzej złośliwie zjebie niż sobie poradzi, ale nie chciał zapeszyć.
– Jeśli tak bardzo zwracasz uwagę na polecenia, to możesz to uznać za rozkaz – rzucił jeszcze, tak na wypadek, gdyby to jakoś mogło polepszyć sytuację. Ambicja Żołnierza i te sprawy...
Zacisnął w lewej dłoni granat, jeszcze raz omiótł pomieszczenie spojrzeniem i ruszył do wyjścia.
– Ratuj dzieci – powtórzył do Ivana, chociaż domyślał się, że ten wszystko słyszał, skoro stał przy otwartych drzwiach.
– Tłumiki na broń. – Ruszyli. Roger starał się otwierać każde drzwi, ale większość było zamkniętych podrdzewiałymi kłódkami albo łańcuchami, dopiero czwarte okazały się otwarte. Mała salka, dwóch strażników, dziewiątka dzieci. Czyli szczęśliwie zaczęli od strony produkcyjnej, nie żadnego gniazda straży czy innych pokoi, w których mogli tłumnie przebywać.
Zaskoczenie zadziało idealnie. Zanim ktokolwiek się zorientował Kapitan zdążył wymierzyć i wycelować wprost w szyję sługusa Hydry.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Sty 27, 2016 12:15 am

James nie odpowiedział nic na ten uszczypliwy komentarz, nie chcąc dalej toczyć sporu w tym miejscu. Właściwie to już trochę stęsknił się za spokojem, który panował w ich siedzibie w Anglii. Pora skończyć to gówno i wracać do domu.
Ivan natomiast milczał, przytakując tylko na kolejne komendy. Wtrącanie się w kłótnie kochanków nie było dobrą opcją... Pozostawało dokończyć misję. Gdy James i Roger rozbroili strażników jednym strzałem, Ivan czym prędzej mobilizował dzieci do ucieczki.
- Jeszcze tylko dwa takie pomieszczenie i mamy wszystkich - oznajmił, wskazując na pokój na końcu. Tam także dzieciaków pilnowała tylko dwójka strażników - strzał niemal zupełnie niesłyszalny, faceci polegli, a dzieci ruszyły z Ivanem do wyjścia.
Niestety, kolejne otwarte drzwi nie były już równie wygodną opcją.
James szarpnął za klamkę, otworzył i niemal zderzył się z siódemką strażników bez masek... Którzy na pierwszy rzut oka wzięli go za jednego ze swoich. Dopóki nie rozbrzmiał alarm gdzieś w końcu korytarza. Ktoś zauważył Ivana i uciekające bachory, które przecież od kilku minut powinny leżeć martwe pod gruzami tego miejsca! Pieprzony Roger.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Sty 27, 2016 8:35 pm

Pieprzony? Prawda, a James powinien wiedzieć najlepiej, jak bardzo pieprzony, hyhy. A co do pokoju pełnego tych słodkich istot... Roger zadziałał odruchowo: cisnął w grupkę odbezpieczonym granatem, po czym zatrzasnął drzwi. Koniec szukania, teraz czas na domknięcie tej historii. Krzyknął jakieś przekleństwo, co chyba było jaśniejszym poleceniem by zawrócić, niż bezpośredni rozkaz. Sam rzucił się pędem, w biegu z paska odczepiając kolejny granat... tym razem nie dymny.
– Czterdzieści sekund! – wrzasnął, przekrzykując wyjący alarm, coraz bardziej rozszalałe płomienie w salach i krzyki, po czym wrzucił ładunek do składzika, celując we wcześniej przygotowane miejsce. Nie miał czasu na przyglądanie się, ale usłyszał coraz donośniejszy szum. Czy... to tak powinno być?
Udało im się przebiec jeszcze parę kroków, gdy drogę zagrodzili im zdezorientowani strażnicy. Większość z nich nie dokończyło ubierania skafandrów, szlag, ich twarze... Pomimo tego Roger bez wahania zaczął strzelać, torując sobie i kompanom drogę do wyjścia.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Czw Sty 28, 2016 3:16 pm

James przyłączył się do niego, od razu sięgając po karabin. Był strzelcem wyborowym i w całej pieprzonej Hydrze jego umiejętnościom dorównywał już chyba tylko sam Deathshot. Prosta seria z karabinku i mogli biec dalej przed siebie...
Mogliby.
- Ivan! - odwrócił się, żeby spojrzeć na leżącego Rosjanina.
- Spieprzajcie stąd! - warknął jedynie.
James zwrócił pytające spojrzenie na Rogera, a następnie ruszył szybkim krokiem przed siebie. Śmierć Ivana była przesądzona, ciągnięcie go za sobą opóźniłoby ich. I... Nie był częścią planu.
Właściwie, nawet jeśli podjęliby inną decyzję, to sam Ivan nie pozwoliłby na zrealizowanie jej. W ciemnych, ciasnych korytarzach rozbrzmiał jeszcze jeden strzał - Rosjanin wymierzył go sam sobie, nie chcąc znów wpaść w ręce Hydry.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Czw Sty 28, 2016 8:33 pm

Szlag! Roger cofnął się i chciał coś powiedzieć, jakoś pożegnać Ivana, ale nie mógł znaleźć słów. Czas, czas, czas! Zbyt wiele rzeczy w zbyt krótkim czasie. Niby wybór Rosjanina nie zaskoczył Kapitana, ale zawsze gdy widział coś takiego, nie mógł pozostać obojętny. Uśmiechnął się na pożegnanie w ten swój charakterystyczny, łagodny sposób. Spotkają się, prędzej czy później.
Gdy wypadli z budynku, niemal zderzyli się z zaniepokojoną grupką mieszkańców. Wiedzieli, że nie mogli wejść na teren fabryki, więc krążyli dookoła murów obserwując płomienie i kłęby dymu coraz gęściej wydobywające się z okien.
– Cofnąć się, uciekać. Do domów, już! – Roger próbował odciągać gapiów na bezpieczną odległość, domyślając się, że raczej nie rozumieją, co do nich krzyczy. Parę osób rzeczywiście się wycofało, większość jednak ignorowała ostrzeżenia. A czasu zabrakło...
Wydawało mu się, że wpierw zatrzęsła się ziemia, a potem nadszedł dźwięk. A może było odwrotnie, a huk był tak intensywny, że odczuł go jak potężnie tąpnięcie? Byli za blisko, by móc uznać, że są bezpieczni.
Po pierwszym wybuchu nadeszły kolejne, raz silniejsze, a raz słabsze, pewnie ogień docierał do odczynników poukrywanych w różnych częściach budynku.
Musieli uciekać! Według planu miał ich odebrać Cedrik, ale Roggie nigdzie go nie widział... Gęsty dym, noc... muszą się znaleźć. A James? Zaczął rozglądać się w poszukiwaniu partnera, z każdą chwilą czując narastającą panikę. Jeszcze przed chwilą tu był, wtedy gdy Ivan...! Tam? Przy najbliższym budynku nic, po tej stronie ogrodzenia też... Roger z powrotem wszedł na teren fabryki i wołał Żołnierza, starając się przekrzyczeć ryk płomieni. Że też musieli się rozdzielać w takiej sytuacji! Nagle nastąpiło kolejne tąpnięcie, coś zaczęło przenikliwie piszczeć, potem syknęło, Kapitan poczuł powiew ciepła, a potem zawaliła się na niego ściana.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Czw Sty 28, 2016 9:10 pm

Gdzieś w głowie dalej miał obraz Ivana. Dla żołnierza podobny widok był zupełnie normalny, zwyczajny…
Ale czy właśnie to go rozproszyło? Chwilę potem ten wybuch, wszędzie unoszący się dym i skruszony beton. Hałas. Hydra uczyła go wszystkiego - także przetrwania w tak skrajnych i nietypowych warunkach, nawet w stanach zupełnego wycieńczenia organizmu. Ale to zawsze było trudne…
Roger! Do cholery jasnej.
I tak oto instynkt przetrwania przerodził się w coś kompletnie odmiennego.
- Roger! - zawołał w przestrzeń, ale jego własny krzyk zagłuszył kolejny wybuch.
- James! - Cedrik? Nie, nie, nie teraz!
- Roger! Roger! - zaczął nawoływać go, bez zastanowienia odwracając się w przeciwną stronę niż ratunek. Biegiem ruszył na to gruzowisko… Właściwie już nawet nie wiedział, czy dalej słychać wybuchy. Nie skupiał się na nich. Nie. Teraz ważniejsze było znalezienie Rogera, za wszelką cenę.
Cisza…
- Roger… - wybuchy ucichły, ludzie zaczęli się rozchodzić. Cisza. Cedrik, gdzieś w tyle. Ale on nie był ważny.
W końcu dostrzegł go! Zakurzonego, przygniecionego…
Wchodzenie na to całe pobojowisko nie było bezpieczne, ale on nawet nie zastanowił się nad tym, a czym prędzej ruszył w jego kierunku.
Tak jak jeszcze chwilę temu nienawidził tej piekielnej ręki, tak teraz ją pokochał na nowo. Gdyby nie ona, nie odsunąłby betonowego bloku z taką łatwością i bez pomocy pieprzonego Cedrika. Drugą ręką wyciągnął Rogera i przyciągnął do siebie, zarzucając sobie jego ramię na kark.
- Zawsze musisz mi się gdzieś zgubić… - westchnął pod nosem, czując cholerną ulgę. I zabrzmiał trochę jak Jimmie…
- Idziemy. Czekają na nas - odetchnął, prowadząc go po nierównym gruzowisku na nieco bezpieczniejszy teren. Właściwie całkowicie przejął na siebie ciężar jego ciała, utrzymując go głównie stalową ręką. W ten oto sposób dotarli do helikoptera i pieprzonego Cedrika.
- Przejmę go.
- Ani się waż. - warknął wręcz, podnosząc na pilota surowe, zimne spojrzenie. Tak typowe dla Zimowego Żołnierza.  - Zabieraj nas stąd - dodał zaraz, prowadząc Rogera na środek samolotu, aby wygodnie posadzić go na jednym z siedzisk. Dopiero gdy miał pewność, że Stevenson jest bezpieczny, sam ruszył do kabiny pilota, nie do końca ufając umiejętnościom Cedrika.
Zasiadł na miejscu drugiego pilota, nie zamierzając rozmawiać ze swoim kompanem. Przejął tylko radio, aby nadać komunikat:
- 366 do wieży, 366 do wieży. Wezwać medyków. Niech czekają w pogotowiu, Kapitan ranny.
I cisza. Oparł się wygodnie, nadzorując lot i wcale nie zamierzając przysnąć. Roger był cały, ale poobijany. Dobrze, jeśli ktoś się nim zajmie po przylocie...
Wszystko poszło dobrze.
Byle ten debil lotu nie spieprzył.

W samolocie były ich rzeczy, broń, plecak Rogera, a w nim jakieś dokumenty. Stosy kartek i uszkodzone pióro pozbawione już atramentu. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim zawieruszyły się trzy kartki. Kartki z bardzo specyficznym, choć niezbyt eleganckim pismem.
Kartki Jamesa.
A przed nimi były jeszcze trzy godziny lotu.

Cytat :
24 marca

Muszę zapytać Rogera, który mamy rok. Wiem tylko tak... Orientacyjnie.

Dostałem dzisiaj szczeniaki pod opiekę. Są paskudne. Wolę starsze psy. Szczeniaki mnie wkurwiają. W ogóle nie słuchają poleceń, ciągle pałętają mi się pod nogami i wpierdalają moje rękawiczki.
Kobiety powinny zajmować się czymś tak drobnym, ciepłym i miękkim. Ja się do tego nie nadaję.

30 marca

Roger nie ma dla mnie czasu.
Dzisiaj wpadł na moment do psiarni, poprosiłem go o pożyczenie pióra. Nie wiem, kiedy będę miał okazję je oddać, bo ostatnio nieczęsto go widzę.

2 kwietnia

Dawno nie widziałem nikogo z mojej drużyny. Czasami mignie mi gdzieś Cedrik albo Roger.

Chyba nie robią misji beze mnie?

W sumie nie do wszystkich misji się nadaję, to logiczne.

[kleksy]

[więcej kleksów]


Wolę długopisy.

Jeszcze jakiś czas temu nie wiedziałem nic. Naprawdę: nic. A to, co mi mówiono, było kłamstwem, które i tak usuwano z mojego umysłu kolejną serią elektrowstrząsów.

Dziś… Dziś zdarzają mi się naprawdę dobre dni. Nie budzę się w celi czy lochu, a w całkiem przyjemnym i wygodnym pokoju. Mam nawet farbę na ścianie. Białą. Ładnie w tym pomieszczeniu, bardzo ładnie.

Czasami nie jest zimno. I czasami nie jest to efektem włączonego ogrzewania. To ciepło drugiego ciała. Dziwne i przyjemne.
Lubię budzić się przy nim.
Jeszcze bardziej lubię zasypiać obok niego.

Ckliwy się zrobiłem.

Czasami jeszcze się plątam w tym wszystkim, tracę się we współczesności. Czasami ten elegancko pomalowany sufit napawa mnie strachem, bo nie jestem pewien, gdzie się znajduję. Ale to trwa chwilę, ułamek sekundy. Zbyt krótko, żebym stracił panowanie nad sobą.

Częściej gubię dni, chronologię zdarzeń i związki przyczynowo-skutkowe. Nie w trakcie misji – wtedy mam czysty umysł, wykonuję zadania. Ale gdy panuje spokój, mój mózg wariuje. Nie przywykł do takiej kolei rzeczy i tak pokaźnych zasobów informacji, jakie przechowuje – kiedyś dbano o regularne czyszczenie mojej głowy z jakiejkolwiek pamięci.

Jedyne, co wiedziałem, to że mam mordować. Może… To jakiś kod? Program wszczepiony w mój umysł. Podobnie myślałem o moim posłuszeństwie względem Alexandra Pirce’a – było tak naturalne i jednocześnie wymuszone, że nie mogło być tworem mojego oddania.

Ale teraz, gdy jestem tutaj, wiem, że Pirce bał się mnie. Sikał po gaciach, gdy niespodziewanie zjawiałem się w jego kuchni. Hydra nie umiała mnie kontrolować.

Ale Tarcza? Z niej nie chcę uciekać.

Świat się tak strasznie zmienił. Roger jest bardzo cierpliwy, ale on tego nie rozumie. Stara się, bardzo to doceniam. Nawet, jeśli sam czegoś nie wie, to postara się dowiedzieć i spróbuje mi to niebawem wyjaśnić. To nie jego wina, że nie rozumiem, nie nadążam. To ze mną coś jest nie tak.

Czasami myślę, że powinien dać mi umrzeć. Wtedy, w wąwozie powinno dać mi się umrzeć. Jestem jak to zombie z filmu, który kiedyś Roger mi pokazał. Nieprzystosowany do życia umarlak.

A mimo to, Roger myśli, że kiedyś będę mógł funkcjonować samodzielnie.

Nie, nie. To nie możliwe.
Staram się nie wpadać w szał.
I bardzo mocno próbuję być normalny.

Ale jak ktoś, kto nie pamięta niczego z normalnego życia, ma stać się normalnym człowiekiem? Ja nawet nie wiem, jak to jest! Stalowa ręka przekreśla mnie na starcie. Ostatnio się nią brzydzę. Nie chcę nią dotykać Rogera. On też jej nie lubi. Jest zimna, nieludzka. Skóra przy jej łączeniu z moim ciałem jest martwa. Ja cały taki powinienem być, dla dobra ogółu.

A mimo to… Nie chciałbym odchodzić. Nie teraz.

Może nawet naiwnie zacząłem wierzyć w to, że jest we mnie cos z tego Jamesa, którego Roger kochał jako pierwszego. I jako jedynego, bo mnie nie pokocha.
Chciałbym mu go oddać. A jednocześnie nie chciałbym odejść w zapomnienie, ustępując mu.
Chciałbym mieć Rogera dla siebie.
Cedrik. On byłby dla Rogera lepszy, normalniejszy. Z nim życie byłoby takie proste! Ale nie chcę Rogera nikomu oddawać.

Jestem zazdrosny.
I wiem, że Roger też jest. O Rumlowa.

Ostatnio w mojej głowie pojawia się wspomnienie jednej misji. Choć Hydra regularnie czyściła moją głowę, to jednak zawsze coś w niej zostawało. Jakiś okruch. Zapach, dźwięk, drobny obrazek. Im dłużej nie traktowano mnie elektrowstrząsami, tym wyraźniejsze to wspomnienie się stawało. I zawsze, absolutnie zawsze, dotyczyło misji.

Jedna z nich. Stu dwudziestu ośmiu uczniów, piętnaścioro nauczycieli. Do dziś zastanawiam się: po co? Hydra kształtowała nowy świat zbudowany na strachu i zwątpieniu ludzkości. Chciano, aby ludzie sami zrzekli się wolności na rzecz bezpieczeństwa.

… ale w mojej głowie pojawiła się pewna myśl. Nie mówiłem jeszcze o tym Rogerowi, bo może się mylę. Może jedynie coś sobie ubzdurałem. Często mi się to zdarza.
Wydaje mi się, że po tym jak zasiałem chaos na terenie placówki, coś z niej wyniesiono. Z jej podziemia.

Ale to mógł być tylko mój sen. To mogło w ogóle się nie wydarzyć. Często się mylę, błądzę.

Brzydzę się lekarzami, medykami i naukowcami. Ale jeśli moja głowa się nie uspokoi, sam pójdę do Wagnera po pomoc. Żeby zapanował nad tym cholernym chaosem!

[Tu pojawia się kleks z atramentu]

Złamałem pióro. Było Rogera…
Alexander bardzo by się zdenerwował, gdyby to było jego pióro.
Rumlow też, gdyby było Rumlowa.
Ale Roger?
Właściwie nie wiem.
Dzisiaj mamy trzeci kwietnia. Jutro będzie czwarty? Jutro przeproszę za pióro.

6 kwietnia
Zapomniałem o piórze. Ruszamy na misję do Ameryki Południowej.

[kleks] Kurwa mać.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Czw Sty 28, 2016 10:32 pm

Głos, głos... Ten głos, znał go, ten głos był dobry, do tego głosu musiał iść, chociaż nie wiedział, czyj to głos, w jego świadomości nie było nawet miejsca na refleksje. Tylko... miał wrażenie, że świat sam dostaje się do jego głowy: wpierw dźwięki, potem duszący smród dymu i na końcu ból. I głos! Spróbował się ruszyć. Okej, nie było tak źle. Otworzył oczy, po chwili też stanął na nogi, oczywiście przy pomocy Jamesa.
– Wszystko w porządku – zapewnił. O, tak, oczywiście! Trudno mu było nawiązywać stałe połączenie z ciałem, samo jakoś tak go od siebie odsuwało. Jakby był pijany! I nawet ten ból był przyjemny. Zacisnął dłoń na ramieniu Żołnierza. – James, nie lećmy do Tarczy, nie lećmy... – Teraz dosłownie się na nim uwiesił, przymknął oczy i mówi jak w gorączce, dotykając ustami włosów i policzka mężczyzny. – Ucieknijmy... pozbądźmy się zła na własną rękę... nie odpowiadajmy przed nikim... tylko przed samym sobą... – Bardzo niepoprawnie. Być może za mocno dostał w głowę?
Pomimo podejrzanego zachowania, wsiadł do samolotu i dał się posadzić na jednym z siedzeń. Kręciło mu się w głowie, dlatego zacisnął dłonie na skroniach i starał się patrzeć w jeden punkt.
– Nie jestem ranny, nic mi nie jest! – krzyknął. Nie, cholera, nie mógł tak usiedzieć. Powędrował na tył samolotu, przez chwilę patrzył przez okno na znikający w oddali blask ognia. Znowu się ruszył, tym razem pogrzebał coś w plecaku i znów przeszedł na przód. Zaczął oglądać otarcia na ramionach, a potem na klatce i brzuchu. Cholera, co to? W okolicy kości biodrowej, tam gdzie miał saszetkę ze sprzętem, zauważył odłamki cienkiego szkła wbite w skórę. I wszystko stało się jasne... Pomimo ogólnego nienaturalnego zmieszania, instynkt podpowiedział mu, że nikt nie może się o tym dowiedzieć... a na pewno nikt, komu Roger nie ufa. Zajął się wyskubywanem szkła, tłumiąc śmiech. To łaskotało, to bolało! Jakie zabawne! Gdy skończył, zarzucił ramiona na siedzenie przed sobą, oparł też o nie brodę.
– Panowie, pilnujcie mnie. – Brzmiał wesoło, ale ktoś, kto go znał, raczej nie zignorowałby tych słów. – Jestem pijany.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Czw Sty 28, 2016 10:41 pm

James podniósł zaciekawione spojrzenie nieco wyżej, a później odwrócił się i rzucił okiem w kierunku Rogera. Zmarszczył czoło.
- Kurwa, Stevenson, mam ci pieprznąć, żebyś siadł na dupie? - westchnął, ignorując czujne spojrzenie Cedrika. No tak, Ced był pewnie jednym z tych opiekuńczych i raczej czułych kochanków, podczas gdy James właściwie dopuszczał wspomniane rozwiązanie jako całkiem realne.
Żołnierz podniósł się ze swojego miejsca i ruszył w kierunku Rogera, odrobinę żałując, że pomiędzy nimi a pilotem nie ma żadnych drzwi. Chętnie zatrzasnąłby je mocno.
Ale jego wesoły nastrój momentalnie prysnął, gdy znalazł się bliżej Stevensona. Obrzucił jego sylwetkę uważnym spojrzeniem, zatrzymując wzrok na wyraźnie przesiąkniętej krwią koszule.
- Niech to szlag... - mruknął pod nosem. - Cedrik, ruszże kurwa tę maszynę szybciej - bąknął, jednocześnie łapiąc Rogera pod ramię, aby silnym ruchem sprowadzić go do pionu. A później do parteru, układając na jednej z kanap.
- Ani się rusz - warknął w jego kierunku, sięgając po apteczkę, jednocześnie trzymając stalową dłoń na jego torsie, aby uniemożliwić mu wstanie. Chwilę później podciągną mu koszulkę i zmarszczył czoło, widząc całkiem rozległe rany. - Ani. Się. Rusz. - zaznaczył raz jeszcze, zamierzając wziąć się za odkażanie tego wszystkiego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Czw Sty 28, 2016 10:58 pm

Roger trochę się opierał, ale gdy zrozumiał, co James robi, rozluźnił się i uśmiechnął, a zaraz nawet zaśmiał się mrukliwie.
– Cedrik, gdybyś ty wiedział, jak James seksownie teraz wygląda! – Brzmiał na całkiem rozochoconego. Co się, kurwa, działo!? Cedrik, gdy wyprowadził samolot na odpowiedni pułap, ustawił autopilot, wstał i stanął kawałek za Żołnierzem, zaplatając ramiona na piersi.
– Piłeś coś?
– Nie, nie!
– Nawdychałeś się – Tym razem pilot brzmiał jakby stwierdzał, a nie pytał.
– Nie. Cedrik, jest dobrze... Jaaames, spokojnie. – Machnął i starał się zrzucić z siebie to, co przytrzymywało go na leżance. – To jest nic, to nic. – W końcu stęknął i dał za wygraną, bo przez myśl mu przeszło, że powinien się zachowywać jak najbardziej normalnie. Uznał, że codzienny Roger dałby się obejrzeć, a przede wszystkim nie traktowałby każdego spojrzenia, nie mówiąc już o dotyku, jako zapowiedź nadchodzącego seksu. Chociaż... przecież mieli uprawiać seks w samolocie! Czemu nie teraz? Zerknął na Cedrika, ale przynajmniej nie powiedział głośno tego, o czym myślał, pilnując się chociaż odrobinę.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sob Sty 30, 2016 10:19 pm

James czasami bywał czuły, czasami nawet delikatny. Ale zwykle robił to zupełnie nieświadomie... Gdy skończył zajmować się jego raną, jakoś tak zostawił dłoń w tym samym miejscu, kciukiem wolno przesuwając wzdłuż jego kości biodrowej, zastanawiając się nad czymś.
- Ciekawe... Co - mruknął w końcu, oglądając się na Cedrika. Po chwili uśmiechnął się ironicznie. Cedrik nie zrozumiałby stanu Rogera i niewątpliwej radości na myśl o tym, że coś na nich działa. James rozumiał. W jednej chociaż kwestii wygrywał z pilotem.
- Bierz te nogi - odezwał się do pijanego Kapitana, samemu podnosząc sobie jego nogi na tyle, aby móc usiąść na kanapie. Następnie sam położył je sobie na udach, obserwując Stevensona. - Pod wpływem alkoholu, krwawiłby bardziej... Więc to nie prosty alkohol - podzielił się swoją myślą.
Niby nic! Niby zupełnie nic! Ale w tym całym niczym James był paskudnie wredny... Mówił do Cedrika, przyszpilał go właściwie do zostania w tym miejscu i obserwowania czułość jaką dawał sobie z Rogerem...
Paskudny James.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sob Sty 30, 2016 11:45 pm

Ze zrozumieniem stanu James raczej się mylił, w końcu Cedrik sam nie raz był pijany albo pod wpływem innych środków... Co do radości to rzeczywiście, nie rozumiał, a wręcz był zaniepokojony, bo Roger, którego znał, wyrzekał się spożywania czegoś, co wpłynęłoby na jego percepcję. Kapitan zawsze chciał być gotowy, zawsze odpowiedzialny, zawsze na miejscu, niezawodny. Pilot nie zamierzał dzielić się spostrzeżeniami z Jamesem, ale uważał, że jeśli już, to prędzej ktoś coś wstrzyknął ich wspólnemu... ekhm, koledze.
Sam Roggie grzecznie uniósł nogi, a nawet odrobinę się przesunął. Wyraźnie zapanował nad sobą, a raczej wyraźnie było widać, że stara się to zrobić. Właściwie można by uznać go za zmęczonego, gdyby nie to, że już od jakiegoś czasu nad wyraz uważnie obserwował Cedrika. W głowie kłębiły mu się słowa i zdania, mógłby je wypowiadać do samego lądowania, przerywając tylko na moment, by zaczerpnąć tchu. Mógłby – ale nie chciał. Jego trzeźwość falami odpływała i przypływała, ale cały czas czaiła się gdzieś doza zwykłego, ludzkiego wstydu za swoje myśli i całą resztę, a także współczucia, bo nie miał wątpliwości, co jego gadanie wywołałoby w słuchaczach.
– Cedrik... – zaczął dalej nie przestając na niego patrzeć. – Nie mów nikomu. Nikomu. – podkreślił widząc jak ze zdziwienia mężczyzna otwiera szerzej oczy, a zaraz krzywi się z rozgoryczeniem. – To rozkaz.
Pilot nie mógł przełknąć tego, że pomylił się w ocenie. Od razu pomyślał, że Roger miał jakiś związek z Hydrą, ale zerknął na Jamesa. Nie, nie o to chodziło. Chodziło o ambicję. Wielki Kapitan, żołnierz idealny pod wpływem jakiejś substancji chemicznej stworzonej w jakichś kanałach największego zadupia na ziemi? Co by powiedzieli ludzie, tak?
– Nie podlegam pod ciebie – rzucił, przybierając codzienny, beznamiętny wyraz twarzy i odwracając się z zamiarem powrotu za stery.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Lut 02, 2016 11:12 am

James nie wtrącił się do tej rozmowy, ale uważnie obserwował obu mężczyzn. Cedrik drażnił go samym oddychaniem, a Roger samym oddychaniem podniecał. Ciekawe połączenie, oj ciekawe.
- Mogę wyrwać mu język - mruknął po słowach pilota. Mimowolnie uśmiechnął się pod nosem w sposób, który jasno mówił: dobrze wiesz, Roggie, że mógłbym, chciałbym i potrafiłbym to zrobić. Z największą, najszczerszą przyjemnością.
- Ewentualnie mógłbym też go tutaj zabić... - dodał z cichym pomrukiem, jakoś tak mimowolnie kładąc dłoń na kolanie Rogera. Typowy samiec alfa zaznaczający swój teren.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Lut 02, 2016 6:45 pm

Gapił się przez chwilę na plecy Cedrika. Chciałby jakimś magicznym sposobem na niego wpłynąć, ale nie potrafił. Pewnie w zwyczajniej sytuacji podszedłby i szczerze porozmawiał, co zdecydowanie by wystarczyło, ale teraz nie czuł się na siłach, a przede wszystkim... James. Przeniósł na niego spojrzenie i zmarszczył brwi.
– Mnie? – Przecież to on tu nawalił, więc wydało mu się najlogiczniejsze, że... aha, nie, nie o to chodziło! Podniósł się do siadu i spojrzał na Żołnierza z bliska. – Nawet o tym nie myśl!

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Lut 02, 2016 6:49 pm

- Ja tylko wykonuję rozkazy, Roggie – powiedział z najszczerszym rozbawieniem na jakie było stać gościa, który w gruncie rzeczy radości nie znał. Uśmiechnął się pod nosem, zaraz kręcąc głową. Nie, nie, raczej nie zamierzał mordować Cedrika. Mógłby, jasne, ale niekoniecznie chciało mu się teraz ruszać dupę z tego wygodnego miejsca.
Za to położył dłoń na ramieniu Stevensona i pchnął go na kanapę.
- Śpij. Nie możesz wysiąść z samolotu w tym stanie, będą gadać. Prześpij to – odezwał się po chwili. Sam czuł się też już trochę wyczerpany, ale nie zamierzał oddać się w ręce tego wątpliwej jakości pilota. Wolał mieć na niego oko. I na Rogera. Śpiącego Rogera. Fajny widok.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Lut 02, 2016 7:10 pm

Cedrik odwrócił się i obserwował ich w milczeniu, Roger zaś z uporem znów się podniósł.
– Żebyś w tym czasie mógł coś zrobić? – Już nie mówił tak poważnie, ale też nie do końca żartował. Przyszło mu na myśl, że to w końcu Żołnierz, a co, jeśli zajdzie jakieś nieporozumienie, coś, co wymaga zrozumienia obydwu stron i światów, a on w tym czasie będzie spał? Nie żeby uważał się za specjalistę w tłumaczeniu z jamesowego na nasze, ale przynajmniej wiedział, że on miał odrobinę większe szanse na uspokojenie sytuacji.
– Nie. Czy będę spał czy nie to zawsze ten sam czas. Będę... będę... Ych. – Opadł z powrotem na plecy. Chciał zrobić tyle rzeczy! Pójść, obejrzeć, porozmawiać! Tymczasem utknął tutaj z dwoma samcami, nie do końca zdając sobie sprawę, że to on jest tą kością niezgody.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Lut 02, 2016 7:26 pm


Roger bywał uroczy, serio. Jeśli cokolwiek mogło zostać przez Jamesa uznane za urocze, to na pewno był tym pijany Roger. Uśmiechnął się pod nosem, słuchając go, po czym westchnął, nieco obniżając się na kanapie.
- Hm – mruknął pod nosem. – Nieee, dzisiaj jestem już zbyt zmęczony na mordowanie czegokolwiek – oświadczył. Najchętniej położyłby się obok niego i w ten sposób poszedł spać. Ale nie powinni.
Seksem w tym miejscu też by nie pogardził. Ale nie powinni!
Zmrużył powieki, nie tyle zasypiając, co po prostu czuwając gdzieś w półśnie, mając nadzieję, że i Roger przyśnie. Ciężko będzie tłumaczyć się z pijanego Stevensona…

Właściwie w ten sposób spędzili dalszą część lotu – czasami tylko wymienili się jakimiś prostymi uwagami, krótkimi mruknięciami. Obaj byli zmęczeni, jeden tylko pijany. Gdy dotarli do Anglii, dochodziła druga w nocy.
- Roger – mruknął, szturchając go. – Jesteśmy – dodał, samemu podnosząc się z miejsca. Wstał, przeciągnął się. Kilka kości przeskoczyło, mechaniczne ramię na szczęście jeszcze nie zaskrzypiało. I tak pora wybrać się do Szczura, żeby coś tam podciągnął, poprawił.
Cedrik był zajęty.
- Zostań u mnie – odezwał się niespodziewanie do Stevensona, zwracając się w jego kierunku. I choć zabrzmiał pewnie, to Roggie dobrze wiedział, że te słowa były słodką prośbą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: StephenxGregor   

Powrót do góry Go down
 
StephenxGregor
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 37 z 40Idź do strony : Previous  1 ... 20 ... 36, 37, 38, 39, 40  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: