IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 StephenxGregor

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 21 ... 40  Next
AutorWiadomość
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 26, 2014 2:40 am

Kiedy Kapitan podniósł się z miejsca, spojrzenie Jamesa stało się jeszcze bardziej uważne i ostrożne, choć niekoniecznie wrogie… Po prostu patrzył, gotów bronić się, gdyby nadeszła taka konieczność. Tego typu wspomnienia zawsze wiązał z brutalnością Hydry – nie powinien myśleć o tym, kim kiedyś był. A jeśli znalazł okazję, by chociażby chwilę się nad tym zastanowić, Hydra odbierała mu tę szansę zmyślnymi sposobami.
Nie odpowiedział. Odstawił kubek na blat stołu przed sobą, spoglądając w kierunku wyciągniętej ręki Rogera. Milczał. W milczeniu sięgnął dwoma stalowymi palcami do swojej skroni i rozmasował ją okrężnym ruchem, nie potrafiąc przypisać żadnego znaczenia do własnego gestu.
- Przygotuję się do treningu – jedyna odpowiedź. Beznamiętna, kompletnie obojętna. Wyminął mężczyznę przed sobą i ruszył w kierunku łazienki, zamykając za sobą drzwi.
Nie mógł na niego patrzeć. Musiał na moment stracić go z oczu. Tę zmęczoną, styraną twarz. Roger budził w nim zbyt wiele emocji… Różnych, często skrajnych i paskudnie paraliżujących.
Z łazienki wyszedł dopiero po piętnastu minutach, gotowy do działania i już nieco spokojniejszy. Nawet w trakcie treningu miał na sobie strój tak podobny do tego, w którym toczyli ostatnią walkę. A może po prostu we wszystkim wyglądał jak zawodowy, profesjonalny morderca.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 26, 2014 3:55 am

Nie wziął tego do siebie. Właściwie nie wiedział, jak James zareaguje, ale na pewno nie był tak naiwny, by sądzić, że mężczyzna tak zwyczajnie uściśnie mu dłoń. Niemniej nie zaszkodziło spróbować. Rzeczywiście: nie zaszkodziło. Cieszył się z tego, ale nie traktował jako wygraną, bo w tym momencie (tak dla odmiany!) nie walczyli. Skinął głową.
– Wrócę za jakieś niecałe dwadzieścia minut. Spróbuję załatwić ten zeszyt. – Jego głos nie zdradzał żadnych silniejszych emocji, zabrzmiał zwyczajnie i nawet w miarę lekko. Zostawił gorącą kawę tam, gdzie stała, uznając, że wypije ją duszkiem jak wróci.
Rzeczywiście wrócił po jakiś kwadransie, jednak nie było go jeszcze, gdy James wyszedł z łazienki. Żołnierz sam musiał stawić czoła temu, co zobaczył, bo na pewno zauważył stojący na stole... gramofon. Płyta obracała się, igła była na swoim miejscu. Jeden cichutki trzask, drugi, trzeci... Coraz głośniej, aż po chwili popłynęły pierwsze dźwięki. Cet air qui m'obsède jour et nuit...
Obok, jak wcześniej, stały dwa kubki... a właściwie jeden, bo ten Jamesa leżał umazany odciskami z na wpół zaschniętej krwi w kształcie dłoni. Resztka kawy i fusy wylały się i ściekły na podłogę, mieszając się z czerwono-brązowymi kroplami prowadzącymi do łóżka. Im bliżej tym więcej rozmazań i rozbryzgów. ...Cet air n'est pas né d'aujourd'hui...
Pomięta pościel, która jeszcze kilka minut temu była nienagannie złożona, nasiąkła nierównomiernie krwią, jednak, gdyby tak się dokładniej przyjrzeć... hm... plama przypominała ludzką sylwetkę. Dobrze zbudowany mężczyzna. Wysoki, właściwie... wzrostu Rogera. Padam–padam–padam! Il arrive en courant derrière moi!
Na wysokości serca tego upiornego malowidła w materac wbity był nóż. Czy Żołnierz pamiętał, że jakiś czas temu Kapitan bronił się przed nim właśnie takim nożem? Padam–padam–padam! Il me fait le coup du souviens-toi!

Roger był już niedaleko drzwi nowego pokoju James, gdy zauważył, że jest tu sam, nikt nie pilnuje wejścia i... usłyszał muzykę. Edith Piaf? Dlaczego akurat ta piosenka? Czy to mężczyzna sobie przypomniał? I... jakim cudem mógł ją odtworzyć!? Gdzie jest ochrona!? Boże, Boże, Boże! Tylko nie to!
– James!? – Rzucił się pędem przed siebie, bez zastanowienia drugi raz dobywając noża.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 26, 2014 4:19 am

Był doskonale wyszkolonym żołnierzem – w przeciwieństwie do innych ludzi pełniących ten fach, on na praktykę miał właściwie… Siedemdziesiąt lat. Z przerwami na spanie, ale jednak.  Jego całe życie toczyło się wokół wojny i mordu. A w wyniku eksperymentów Zoli, posiadał znacząco wyostrzone zmysły, które w trakcie pojedynku przydawały mu się niejednokrotnie.
Dlaczego więc nie usłyszał żadnych dźwięków dochodzących z pokoju? Nic. I przez to - gdy wyszedł z łazienki, kompletnie nie był przygotowany na to, co zobaczył…
Muzyka. Znał ten utwór… Jakiś psychiczno-fizyczny impuls uderzył w jego umysł, pobudzając wrażliwe rejony. Niebezpiecznie. Drażnił go tak, jak nic nie powinno drażnić człowieka pokroju Blackera. Ciało znów zareagowało automatycznie – nieznacznie ugięte kolana, napięte mięśnie. Pełna gotowość do obrony lub ataku. Drżenie. Co drżało? On… Ze złości? Czy strachu?
Na szczęście nie miał na ręce elektromagnesu, mógł się bronić!
Ale umysł nie działał tak racjonalnie jak ciało… W jego głowie działy się dziwne rzeczy. Całe spektrum wspomnień uderzyło w Jamesa tak mocno i intensywnie, że nic nie było wyraźnie. Nic konkretnego nie mogło zostać przypomniane. Pieprzony chaos. To uczucie budziło w nim kolejne porcje niekontrolowanego gniewu…
Czy to... Krew Kapitana? Nie potrafił określić tego, co poczuł na tę myśl. Strach? Na pewno, odrobinę. Jeśli zabiją Stevensona, co czeka Żołnierza..?
- Roger! – zawołał w kierunku drzwi, gdy tylko dobiegł go głos Kapitana. Poczuł ulgę! Rogerowi nic nie było. Zaraz jednak znów skupił myśli na muzyce. Edith! Silnym szarpnięciem zrzucił gramofon ze stołu, uciszając melodię. Na krótką chwilę… Stara kurwa już po chwili zabrzmiała ponownie. Głośniej.
Gdyby nie myśl, że może zostać zaraz zaatakowany, najpewniej padłby na kolana, skulił się i zasłonił uszy, aby nie słyszeć tych paskudnych dźwięków.  
Łóżko. Nóż.
… Czy tak właśnie wyglądało łóżko w gabinecie Zoli? Gdy trafił na nie połamany? Albo wtedy, gdy odcinali mu rękę?
Totalna burza w głowie.
- Roger! – dlaczego go zawołał? Kapitan miał być jego obroną przed tymi wspomnieniami. Przed wejściem w kolejny atak niekontrolowanego szału.
A może… To on? Może to Roger uknuł tę całą intrygę, aby wpuścić go w jeszcze większe szaleństwo niż to, w którym tkwił dotychczas? Może to wszystko było farsą! Gdy drzwi się otworzą i Stevenson wejdzie, najpewniej – z uśmiechem na twarzy! – wymierzy Jamesowi kulkę prosto w łeb. Słodka zemsta? Okrutna.
Niewiele myśląc, rzucił się w kierunku noża, sprawnie łapiąc go w stalową rękę, zaciskając pewnie palce na rękojeści.
- Zamorduję cię, Roger! – wrzasnął w kierunku drzwi. – Za to, co tu urządziłeś! Nabrałem się na ten cały jebany cyrk?! – zawołał. Choć brzmiał potwornie pewnie i sprawiając wrażenie osoby, która faktycznie potrafiłaby dokonać na Kapitanie mordu, to… Nie było tak. Bał się. Jak cholera. Tego, co stanie się za moment.
Znów został zdradzony.
Hydrę znał… Znał jej metody… Wolał wroga, którego znał, bo nieznany mu Roger okazał się znacznie bardziej okrutny…
I James nie zamierzał się poddawać. Nie, dopóki nie obejrzy jego wnętrzności.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 26, 2014 2:32 pm

Odpowiedział. Żyje. Dobrze. W takim razie o co chodziło? James wydawał się być tak samo zaniepokojony jak Roger, ale... Skąd ta groźba? Kapitan odsunął się od drzwi, cofnął kilka kroków i przyczaił się przy ścianie. Gdzie są ci, którzy mieli go pilnować!? Gdzie są, gdy wyjątkowo mogli okazać się przydatni!?
– Co? O czym ty, do cholery, mówisz!? – Jeszcze przed chwilą był w stanie wparować do pokoju, bez zastanowienia rzucając się na pomoc, teraz krok za krokiem cofał się zataczając łuk, by przyjąć jak najbezpieczniejszą pozycję. Nie było to szczególnie łatwe, bo korytarz był wąski i długi, ale właśnie dzięki temu Kapitan usłyszał za sobą niosące się echem charakterystyczne elektroniczne piśnięcie i zgrzyt zamka. Obudzili się, brawo!
– Poszedłem po zeszyt dla ciebie i nic więcej, uspokój się! – Gdyby nie ta cholerna muzyka, byłby pewny, że Żołnierzowi znów się coś przypomniało, jednak teraz spodziewał się drugiego najgorszego: wiadomości, tym razem dla Jamesa. Nie wiedział, czego może się spodziewać, skoro to coś w środku przypominało jego dzieło. Muzyka – rzeczywiście. Ktoś użył tej piosenki nie przez przypadek, co tam jeszcze mogło być? Boże! Edith Piaf. Kto mógł znać ich tak dobrze? Sam Kapitan był przerażony tym wszystkim. Jeśli to naprawdę to, o czym myślał, to tak celnie wymierzony atak byłby wprost niewiarygodny. Kto zdołałby dotrzeć aż tu? Chaos, chaos, chaos!
Słyszał za sobą ciężkie, szybkie kroki przynajmniej czterech osób, śpiew Edith, krzyki Jamesa... Wszystko naraz! Zwariuje!

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 26, 2014 3:21 pm

Pierdolona Edith. Niewiele myśląc, ponownie doskoczył do gramofonu, aby zadać mu kilka skutecznych ciosów, wgniatając go stopą w podłogę. Raz za razem. Ciężkie, wojskowe obuwie zmasakrowało jeden z dowodów w przeciągu zaledwie kilku sekund…
James był jak rozwścieczone zwierze. Drapieżnik.
W końcu stara kurwa przestała jęczeć! Ale cisza, która zapanowała, wcale nie pomogła mu w pozbieraniu myśli do ładu – teraz wydały mu się znacznie głośniejsze, paraliżujące te racjonalne elementy jego umysłu. O ile takie wciąż w nim istniały… Uciekaj! Zabij! Zniszcz wszystko! Walcz z nimi! Zniszczą ciebie! Zabij!
Nóż. Miał nóż. I swobodę w stalowej ręce. Automatycznie obejrzał się w kierunku stalowej kraty tkwiącej w oknie. Czy snajperzy zdołają go trafić mając tak bardzo ograniczone możliwości? Zwrócił spojrzenie w kierunku drzwi… I aż cały zatrząsł się, widząc wymalowany na dole napis.
„POWINIENEŚ GO ZABIĆ.
OSTATNIA SZANSA.”

Czyżby… Hydra? Mógł wrócić? Czy na pewno tego chciał? Wystarczyło pozbyć się Kapitana…
Teraz wiedział jedno: musi opuścić ten pokój, póki jest w stanie to zrobić i zniknąć w bezpieczniejszym miejscu. Jakimkolwiek, do cholery! Nie dając sobie szansy na spokojne przeanalizowanie sytuacji, ruszył energicznym krokiem w kierunku pancernych, umazanych drzwi. Nie stanowiły dla niego większego wyzwania…
Stalowa dłoń sięgnęła klamki, zaciskając się na niej mocniej niż powinna, po czym wystarczyło jedno. Szybkie. Silne. Szarpnięcie. Drzwi ustąpiły od razu, dając mu możliwość wyjścia na wolność. Ucieczki.
Nie uciekł.
Nie rzucił się na nikogo.
Nie ruszył biegiem do wyjścia.
Padł na kolana, łapiąc stalową dłonią za swoje krwawiące ramię, w którym tkwiły dwa pociski. Jeden stricte w ręce, drugi nieco pod lewym obojczykiem. Zmarszczył czoło, spoglądając na obficie krwawiące rany spojrzeniem, w którym wciąż tkwiła ta panika. Strach. Adrenalina. To właśnie dzięki tej ostatniej – mimo bólu i siły uderzenia kuli – podniósł się z miejsca, ruszając przed siebie nieco bardziej chwiejnym krokiem, zmierzając w stronę Kapitana.
Bez noża. Broń leżała na podłodze, porzucona przez Jamesa chwilę po postrzale.
- Zabierz mnie stąd! – warknął. Cały oddział S.T.R.I.K.E wymierzył karabiny w stronę Żołnierza, gotowi przywitać go kolejną salwą kul. Ostatni raz w jego życiu, najpewniej. – Zabierz mnie, słyszysz?! – wrzasnął, obrzucając ich typowym dla siebie spojrzeniem: zimnym wzrokiem socjopaty. Ale Roger znał Jamesa zbyt dobrze… Musiał wiedzieć, co tak naprawdę kryje się w tych srebrnych oczach.
Przerażenie zwierzęcia zamkniętego w klatce ze swoim oprawcą. Dzikie spojrzenie.
Gdzieś w tym tłumie przemknęła mu postać lekarza. Medyka w tym paskudnym fartuchu. Nienawidził ich! Najbardziej okrutni oprawcy! I już, już miał ruszyć w kierunku tego człowieka, gdy poczuł kolejne ukąszenie komara. Jego umysł zarejestrował pocisk, który przyczepił się do lewego ramienia… Plastikowe ampułki. Zakończone igłami… Z jakąś substancją…
Nie był w stanie zrobić już nic. Odpłynął, padając na twardą podłogę korytarza, zupełnie nieprzytomny.
- Miałem na nim nie eksperymentować… – odezwał się zaniepokojony lekarz, wchodząc między oddział strażników, aby przyjrzeć się sylwetce nieprzytomnego Jamesa. – Ten lek nie wszedł jeszcze w fazę eksperymentów… – przyznał, spoglądając badawczo na Kapitana. – Ale nie miałem wyjścia. Obudzi się za cztery godziny… To znaczy: normalny człowiek obudzi się za cztery godziny. Zanieście go do mojego gabinetu nim się wykrwawi. Jak go nawet nie zdołałbym przeciągnąć tam. Za duży ciężar – oznajmił, już myślami będąc w swojej pracowni. Sam na sam z Jamesem i jego nietypowym organizmem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 26, 2014 8:41 pm

Muzyka. Hałas! Cisza. Z jednej strony Roger odczuł ulgę, bo melodia wpędzała go w coraz głębsze poczucie porażki. Zawiódł! Znowu nie było go tam, gdzie powinien być. W tej chwili cisza wydawał się najlepszym akompaniamentem. Szkoda tylko, że Żołnierz pozbył się części dowodów, bo wiadomo, że każdy szczegół może być ważny, ale nie płaczmy nad rozlanym mlekiem. Kapitan nie miał okazji myśleć nad tym dłużej. W jednej chwili stały się dwie rzeczy: James wyważył drzwi, a snajper pociągnął za spust. To nie potrzebne! On sobie da radę! On sam! Roger miał ochotę wydrzeć się i podbiec do rannego, ale nie zrobił tego. Wahanie. Nóż. Skąd on... Chwila. Jego nóż! Tego nie dało się pomylić z żadnym innym. Jakim cudem on się tam znalazł, w rękach Jamesa!?
Myśl, myśl, myśl! Nie daj się więcej zaskoczyć! Już i tak za dużo czasu straciłeś.
Skinął głową nic nie mówiąc. Tak, powinien go zabrać. Nie wiedział, gdzie, ale wiedział, że musi. Jak najszybciej. Unieruchomi stalowe ramię Żołnierza i natychmiast wezwie tu lekarza. I swoją grupę. W tej chwili byli oni jedynymi, którym Kapitan skłonny był zaufać. Ten pieprzony wariat, który tak namieszał, nadal mógł tu być. Ba! Mógł być jednym z nich! Stać gdzieś obok i uśmiechać się pod nosem. Ale trzeba działać. Już chciał się odwracać, by polecić jednej osobie przerwanie ćwiczeń jego zespołowi i sprowadzenie ich tu, drugiej zaś wołanie ekipy medycznej, ale został uprzedzony. Serce dosłownie mu stanęło, gdy zobaczył kolejne ampułki wbijające się w ciało Jamesa. Jest tu! Zdrajca! Jest! Zabił go! Lekarz? Eksperymentować? Lek?
Spojrzał na Jamesa, potem na naukowca. Powoli cofnął się do niego, w międzyczasie chowając nóż.
– Mogę? – Łagodnie wyciągnął do mężczyzny dłoń, po czym... po prostu wyszarpnął mu broń i wziął go na cel.
– Jeśli masz coś wspólnego z tym, co się od wczoraj dzieje, osobiście dopilnuję, byś za to odpowiedział. – W międzyczasie oddział S.T.R.I.K.E zdążył pobieżnie przeszukać pokój. Pusto. Ktoś kopnął nóż leżący przy Jamesie, tak, by mężczyzna nie mógł go podnieść, ktoś inny pobiegł po grupę Kapitana, ale... na tym się ich działania skończyły. Stali nad Żołnierzem, nadal zachowawczo celując w niego karabinami, chociaż Rogerowi wydawało się to idiotyczne. Oddział nie wiedział co robić, jak zareagować na nagłą zmianę i najwyraźniej ograniczyli się do standardowego zachowania. Pilnowali tego, którego się bali.
Roger kazał znajomemu lekarzowi zrobić wszystko, co teraz mógł, aby zatamować krwawienie, nawet jeśli miałby uciskać gołymi dłońmi (na szczęście wykorzystał fartuch), ale przede wszystkim usunąć te okropne fiolki. Potem, gdy wraz ze swoim oddziałem transportował Jamesa do skrzydła szpitalnego, kazał doktorkowi iść z nimi i tłumaczyć się, czemu zadziałał na własną rękę, bez zgody Kapitana. I jakim prawem użył na Żołnierzu czegoś, czego działania nie był pewny! Nazwał to lekiem! Kpina! Leki mają leczyć, nie zwalać ludzi z nóg jak bezwolne zwierzęta w zoo! Roger miał ochotę rozszarpać starszego mężczyznę, ale ograniczył się do wyrzucenia mu, że z takim podejściem przywitaliby go w Hydrze z szeroko otwartymi ramionami i że jeszcze z nim porozmawia.
Pomimo tego, był niemal pewny, że to nie on. A nawet jeśli byłby wmieszany, to nie mógł działać samodzielnie. Wszyscy byli podejrzani. Dla Rogera to niemały szok, gdy nagle jego współpracownicy i przyjaciele zamieniali się w potencjalnych morderców.
Chociaż oficjalnie nie mógł, towarzyszył Jamesowi wszędzie, nawet podczas usuwania kul z ran i odłamka kości, którą jeden z pocisków ukruszył, ocierając się o łopatkę. Wpierw pytał o wszystko, co robili lekarze, chcąc być pewnym, że nie będą czegoś kombinować. Oczywiście powiedział im, że 'ktoś zły przedostał się do bazy i nie może zostawić Jamesa samego, dopóki nie będzie pewny, że zrobiło się bezpieczniej. Że to nic osobistego. Że dostał na to pozwolenie. Że nie chce przeszkadzać, ale musi...' W końcu dał spokój, cofnął się pod ścianę i patrzył. Operacja trwała ponad dwie godziny, zaszła konieczność podawania narkozy, bo Żołnierz zaczął się wybudzać. Cholera. I niewiele nowości z góry. Szczegółowo poinformowano Rogera, co i gdzie leżało w pokoju, włącznie z takimi nowościami jak to, że pod łóżkiem ekipa zbierająca dowody znalazła pusty blister po jakichś nieoznakowanych lekach. Wszystko oddano do analizy, ale... to bez sensu, jeśli wrogowie przeniknęli do personelu bazy. Dlaczego Roger nie mógł zrobić wszystkiego sam? Musiał zapanować nad sobą, by nie popaść w paranoję.

Chaos trwał cały dzień, zrobiło się spokojniej około godziny dwudziestej, wtedy też ostatecznie przeniesiono Jamesa do największego z pokoi w skrzydle mieszkalnym. Lekarze chcieli utrzymać go w stanie śpiączki farmakologicznej, by nie ryzykować, że pacjent przez gwałtowność pogorszy swój stan, ale Kapitanowi nie udało się tego wywalczyć. Panowie w garniturach potrzebowali jak najszybciej usłyszeć odpowiedzi na niektóre pytania, a to, co stanie się z Jamesem było sprawą drugorzędną. I tak kolejny raz dzięki umiejętnościom retorycznym Kapitana i, o dziwo, samej treści upiornej wiadomości, Żołnierz uniknął śmierci. (Mówiłem, że prędzej czy później stanie się tragedia! Jeśli następnym razem poleje się krew moich ludzi, sam go dopadnę i zabiję jak psa!)

– Kapitanie, budzi się – poinformował jeden z członków drużyny Rogera, który zaoferował pomoc, dając mężczyźnie możliwość oparcia się na biurku i złapania choć chwili drzemki. Roger momentalnie się poderwał i utkwił jeszcze nie do końca przytomne spojrzenie w Jamesie. Czekał.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 26, 2014 9:03 pm

Spał. Tak głęboko sypiał tylko, gdy Hydra go nie potrzebowała – wówczas dbali o spokojny umysł Żołnierza. Sen został zmącony jedynie na krótki, niewyraźny, ale cholernie bolesny moment w trakcie operacji… Narzędzia, krew, gabinet…
Dla lekarzy i naukowców ciało Rogera było wyjątkowo ciekawe. Ale jego nie mogli badać. Nie mieli pretekstu. James był niestabilny. Mogli coś na niego znaleźć… Jakiś błahy powód.
Zaraz znów zasnął. Spokojnie. Bez bólu, choć już nie tak zupełnie bezmyślnie.
Gdzie był? Co się działo? Edith brzmiała w jego głowie. Nie tak, jak wtedy. W pustym pokoju z plamami krwi na łóżku. Nie. Teraz to była ich Edith. Słodkie wspomnienie.
Ostatecznie zaczął wybudzać się w zupełnie innym miejscu. Ale kolory i dźwięki wydały mu się dziwnie przymglone, otoczone jakąś niezrozumiałą szarością. Stalowe ramię nie reagowało. Ludzka ręka na ruch odpowiadała przenikliwym bólem.
- Roger? – odezwał się w przestrzeń zachrypniętym głosem, dopiero po dłuższej chwili podnosząc się do siadu. Nieudolnie, bo bez pomocy którejkolwiek z rąk. Dostrzegł obcego mężczyznę i zmarszczył czoło, mierząc go zimnym, surowym spojrzeniem. Obronnym.
… Jak miałby się teraz bronić?! Oczywiście, że poradziłby sobie. Ale poczuł ten nieprzyjemny dreszcz zagrożenia.
Chyba bardziej niż ręka napieprzała go głowa.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 26, 2014 10:26 pm

Wstał i podszedł do krzesła, na którym jeszcze chwilę temu siedział jego podwładny. Zacisnął palce na drewnianym oparciu tak mocno, że aż mu knykcie zbielały. Ileż chciał w tej chwili powiedzieć! Serce tłukło mu się w piersi, krztusząc niewypowiedzianymi słowami. Westchnął, uspokajając myśli.
– Jestem. – Stanął przy samym łóżku i położył dłoń na stalowym ramieniu Żołnierza. – Lepiej się połóż. Odpoczywaj. Nigdzie się nie wybieramy. – Powinien jak najszybciej wypytać go o szczegóły, ale nie chciał. Jeszcze nie. Za chwilę. Nie chciał używać tej typowej formułki 'wiem, że wolałbyś wypocząć i że to zły moment, ale muszę cię zapytać'... Nie.
– Jak się czujesz? – wypalił chyba jednym z najbardziej oczywistych pytań, jakie się w takiej sytuacji dało, ale nie zrobił tego z grzeczności. Chciał wiedzieć. Chciał z nim zamienić kilka słów i chociaż na chwilę zapomnieć o tej męczarni, którą obydwaj przechodzili przez ostatnich kilka godzin.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 26, 2014 10:35 pm

James nieznacznie rozluźnił się, spoglądając na Rogera. Nie przez wzgląd na jakiekolwiek większe, ciepłe uczucia jakimi go darzył. Po prostu… Jego znał. I w tym całym pieprzonym S.H.I.E.L.D, Stevenson jako jedyny chciał nawiązać z Jamesem kontakt.
Przepustka do świata żywych.
Mimo to, chciał wstać. Co najmniej zrównać swoją pozycję z jego, aby mieć szansę do ewentualnej obrony. Gdy poruszył się nieco bardziej, cały świat wydał mu się karuzelą. I właśnie dlatego ponownie opadł na materac, układając się na prawym boku.
- Kręci mi się w głowie, podał mi coś… – przyznał, wodząc niespokojnym spojrzeniem po pomieszczeniu. Tego pokoju nie znał. – Nie lubię tego lekarza, Roger. Mogę wybić mu zęby? – mruknął właściwie nie do końca świadomie, dopiero po chwili znów przekręcając się na wznak, aby móc na niego spojrzeć. Zmarszczył czoło.
- Masz mnie przesłuchać – stwierdził. Standardowa procedura. – Pytaj – mruknął beznamiętnym głosem, obserwując go jednak bardzo uważnie. – Nie ty to zrobiłeś? To wszystko w pokoju… To nie ty? – zapytał po krótkiej chwili, zaraz zaciskając wargi. – Usłyszałbym, gdyby ktoś wszedł – dodał z przekonaniem. Poniżające. Dał się zaskoczyć.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 26, 2014 11:57 pm

Przysunął krzesło do nóg łóżka i usiadł, by James mógł spokojnie na niego patrzeć. Sam spojrzał na jednego z członków swojej drużyny i podziękował mu ciepło za ten specyficzny dyżur. Rzucił jeszcze, że prosi o to, by za drzwiami przebywały przynajmniej trzy osoby i żeby często się zmieniali, nie przemęczali i tym samym łatwiej zachowali czujność.
– To akurat podali lekarze, którzy cię operowali. Ale ja go też nie lubię. – Spoważniał na same wspomnienie upadającego bez przytomności Jamesa. Zamknął oczy i przetarł powieki palcami, ale szybko się rozchmurzył. – Już nie będziesz musiał. Sam się nim zająłem. Wprawdzie nie wybiłem mu zębów, ale było niemiło. – Nijak nie skomentował tego, że Żołnierz się go o to spytał, chociaż nie spodziewał się czegoś takiego. Przecież nie potrzebował niczyjego pozwolenia.
Konkrety, tak. Tylko od czego zacząć? James go wyręczył. Kto tu kogo przesłuchuje...?
– Nie, James, nie ja. – Zmarszczył brwi i pochylił się lekko, przykładając dłoń do piersi. – Naprawdę nie ja. Byłem wtedy w innym skrzydle, szukałem dla ciebie notesu! Poza tym, jak mógłbym zrobić coś takiego! Po co? – Pokręcił głową, uspokajając się. – Nawet nie widziałem, co tam było, znam to tylko z opowiadań ludzi, którzy przy tym pracowali. Jutro zobaczę opisane zdjęcia. I część wyników laboratoryjnych. Aha, jeszcze jedno. – Dodał ciszej, jakby zaraz miał mu wyznać jakiś sekret. – Podobno tu możemy swobodnie rozmawiać... ale to drobiazg. Powiedz, co się działo, co robiłeś i co widziałeś od momentu, gdy wyszedłem.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sob Gru 27, 2014 12:15 am

Choć nie powiedział tego, poczuł się nieco lepiej, kiedy Roger zajął miejsce siedzące. Wciąż miał wyraźną przewagę nad obolałym i otumanionym Jamesem, ale przynajmniej nie stał nad nim jak jeden z sępów.
Na wieść o lekarzu, mimowolnie uśmiechnął się pod nosem. Żałował, że tego nie widział! Medyka padającego po uderzeniu Kapitana… Bo tak, chciał myśleć, że właśnie tak było. Przyjemne wyobrażenie Rogera stającego w jego obronie.
Przekręcił się lekko, aby móc patrzeć na niego, gdy rozmawiali. Z konieczności dbania o swoje bezpieczeństwo i chęci obserwowania go. Stevenson był tak cholernie inny. Różnił się od tych wszystkich osób, które James spotkał na swojej drodze.
- Powiem ci – stwierdził, nieświadomie zniżając i ściszając nieco ton głosu. – Ale w zamian chcę wiedzieć dokładnie, co robili lekarze – dodał, mierząc go surowym, ostrym spojrzeniem. Nie zamierzał ustąpić. Roger nie miał prawa odmówić mu tej wiedzy. Nie, jeśli chociaż starał się zrozumieć to, co ukształtowało obecnego Zimowego Żołnierza.
- Niewiele wiem, Kapitanie – stwierdził, mimo bólu w ręce naciągając na swoje ciało kołdrę, ukrywając nagi tors. Osłabiony organizm szybciej tracił ciepło. – Nie słyszałem nic i nie widziałem nikogo. Jestem pewien, że tej osoby nie było, gdy weszliśmy do pokoju… I gdy wróciłem także. Choć powinienem bez problemu usłyszeć, że wchodzi – przyznał, marszcząc lekko czoło w geście zastanowienia. Zamilkł na krótki moment nim podjął temat, opisując kolejne elementy, które zobaczył w pomieszczeniu. I choć wtedy to wszystko wywołało tak potworne emocje, to w tej chwili brzmiał beznamiętnie. Zdawał raport. Jasno, klarownie, szczegółowo.
- To wszystko – przyznał. – Co znalazłeś w swoim mieszkaniu? – dodał. Informacja za informację. – I co działo się dziś, gdy zasnąłem – jego głos znów nabrał niemieckiego, twardego brzmienia. Musiał wiedzieć. Wszystko. Choć znacznie chętniej wróciłby do spania…

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sob Gru 27, 2014 2:10 am

Pokiwał głową. Oczywiście, że powie mu, co robili lekarze. Właściwie, gdy o tym pomyślał, James nieźle się trzymał jak na takie przeżycia i dawki leków. Z drugiej strony Roger nigdy nie miał okazji obserwować reakcji ciała po modyfikacjach podobnych do jego własnych albo nawet większych. Ale teraz nie czas na to. Priorytetem było poznanie wersji zdarzeń Żołnierza.

– Pod łóżkiem było puste opakowanie z tabletkami bez nazwy, wcześniej nie miało jak się tam znaleźć. Wiesz, o czym pomyślałem... Musieli skądś wiedzieć... – dodał mrucząc pod nosem od razu po tym, jak James skończył opowiadać. I w tym momencie nastąpiła ta mniej przyjemna część. Chciał odpowiedzieć, chociaż pomyślał, że sprawiedliwiej byłoby wymieniać się pytanie za pytanie, bo tak przed Rogerem stała perspektywa powrotu do serii nieprzyjemnych zdarzeń.
– Więc oni... – Odetchnął i znów przetarł powieki. Oczy go szczypały. Powinien coś zjeść albo najlepiej wypić kawę, dużo kawy. Od czego zacząć? Musi się skupić, to na pewno. – Byłem z tobą odkąd to wszystko się zaczęło, usłyszałem muzykę, gdy zbliżałem się do drzwi i... – Właściwie streścił mu resztę dzisiejszego dnia, w charakterystyczny dla siebie sposób nie omijając niewygodnych faktów czy pozornie nieistotnych szczegółów, łącząc je w kilka ciekawych spostrzeżeń i mówiąc tak bardzo bezpośrednio, jak tylko się dało. Cały czas kontrolował reakcje Jamesa, jednak w pewnym momencie wstał, wolno przeszedł do jednej z szafek i wyjął z niej butelkę niegazowanej wody mineralnej, kontynuując opowieść. Za chwilę skończył, znów usiadł i w zamyśleniu obserwował mężczyznę.
– Naprawdę chcesz, bym dziś mówił o tym, co znalazłem u siebie? Jutro też będziemy mieć czas i... więcej sił. – Uśmiechnął się przelotnie, jakby kpiąc z własnego zmęczenia. – I pewnie chce ci się pić.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sob Gru 27, 2014 8:31 pm

Słuchał go bardzo uważnie, wcale nie ukrywając, że kwestia dotycząca operacji była dla niego najbardziej istotna. Chciał wiedzieć, czy z jego ciałem nie robiono rzeczy, których by sobie totalnie nie życzył. Naturalna sprawa. Nie ufał ciekawskim lekarzom.
- Zaraz dam ci odpocząć – mruknął. – Ale chcę wiedzieć, co ty znalazłeś u siebie. I czy lekarze nie pobrali więcej niż trzydzieści mililitrów mojej krwi. Lub dwóch centymetrów kwadratowych skóry – dodał zupełnie obojętnie, choć druga część wypowiedzi mogła zabrzmieć co najmniej ekscentrycznie. – Tyle potrzeba do wyselekcjonowania mojego DNA i wstępnego przebadania go – wyjaśnił pobieżnie, skupiając wzrok na jego kolejnych ruchach. Zawsze go obserwował. Kiedy Roger chodził, sięgał po coś, siadał... Wszystko to było interesujące. I ważne. Ale właściwie... Dlaczego?
Niezgrabnym ruchem uniósł się do siadu, zerkając za przyniesioną przez Kapitana butelką wody. Skinął głową, wyciągając w jej kierunku rękę – bez względu na to, czy go bolała, czy nie – nie zamierzał prosić o pomoc. Nigdy nie prosił.
- Jutro mogą już tu być podsłuchy, Roger. Chciałbym, abyś powiedział mi o tym dziś. Później możesz iść do siebie – stwierdził z drobną sennością pobrzmiewającą w głosie.
No tak. Żołnierz nie wiedział, że to ich wspólny pokój.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sob Gru 27, 2014 11:32 pm

– Tyle było potrzeba kiedyś. – Uśmiechnął się. – Nie widziałem, by coś takiego robili. – Nie w jego stylu było powiedzieć, że lekarze byli świadkami, jak krótko trzymał biednego, pozornie Bogu ducha winnego doktorka od środków usypiających i że pewnie bali się zaspokoić własną ciekawość kosztem poniesienia podobnych albo jeszcze ostrzejszych konsekwencji.
– Nie powinieneś się przeciążać. Choć dziś daj sobie wypocząć. – Wstał, odłożył butelkę na krzesło i stanął nad Jamesem. – Mogę? – Całkiem zsunął kołdrę z jego ramienia i dezaktywował 'spinacz', ściskając go w dłoni. – Nie ciesz się. Tylko na chwilę. – Rzucił z tożsamą sobie lekkością i podał mężczyźnie wodę. Cofnął się do krzesła, ale jeszcze na nim nie siadał. – Gdy wróciłem do siebie... – Upewnił się, czy James już wypił. Odebrał od niego butelkę i ponownie unieruchomił stalowe ramię spinaczem. Jasne, tym razem nie chciał ryzykować, ale zachował się zwyczajnie, zupełnie jakby już przywykł do tej całej chorej sytuacji. – Na środku salonu stało krzesło elektryczne i przed nim mały, ołowiany żołnierz wskazujący na ścianę, na na napis 'powinieneś go zabić'. – Znowu ta bezpośredniość. Cóż, nie chciał niepotrzebnie owijać w bawełnę i chyba nawet nie potrafił. Patrzył na mężczyznę z nie tyle bezpiecznej, co wygodnej odległości, ale jeszcze nie siadał.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sob Gru 27, 2014 11:52 pm

On i odpoczynek? Jamesowi to słowo wydawało się tak paskudnie obce! A jednocześnie czuł, że jego ciało wciąż nie posiada tej siły i energii, do których zdążył przywyknąć. Miał ochotę opaść na te poduszki, zatopić się w nich i po prostu zasnąć.
Skinął krótko głową w odpowiedzi na działania lekarzy. Nawet jeśli zrobili coś takiego, a Roger tego nie zauważył, to… Już nie mieli na to wpływu. Procedura została rozpoczęta… – mimowolnie zabrzmiał w jego głowie paskudny Zola, którego odpędził tak szybko jak tylko mógł.
Kiedy Roger podniósł się, James wodził za nim uważnym spojrzeniem, oglądając się przez ramię, aby nie spuścić go z oka. Spinacz. Odzyskując władzę w ręce, poczuł się jakby na krótki moment zyskał nieco więcej energii.
- Jasne –mruknął jedynie, doskonale znając te zasady bezpieczeństwa. W kilku łykach opróżnił butelkę chłodnej wody, łagodząc wyschnięte, podrażnione gardło. Oddał naczynie Rogerowi i nie zaprotestował, gdy ten znów unieruchomił go.
Choć wcale mu się to wszystko nie podobało, oczywiście.
Pora wysłuchać opowieści. Oparł się bokiem o ścianę przy sobie, nie kładąc się jeszcze - gdyby to zrobił, mógłby zasnąć. Tkwił więc moment w ten pijacko-zabawnej pozycji, obserwując Kapitana, słuchając go uważnie.
Zola wrócił.
- Elektrowstrząsy… – mruknął, marszcząc na krótki moment czoło. Nie lubił prądu, cholernie. – Pomyślę nad tym, Kapitanie… – dodał, wiedząc, że przypomnienie sobie pewnych informacji będzie wymagało od niego wielkiego wysiłku.
W końcu potężne ciało opadło na materac, a James przewrócił się niezgrabnie na bok, zamykając oczy z cichym westchnieniem, choć jeszcze nie spał.
- Chciałem ten notes, żeby później go ukryć… – powiedział, nie otwierając oczu. – Pilnowałbym go. Zapisywałbym tam wszystko, mając nadzieję, że to jakoś pomoże mi zebrać się do kupy, gdy znów wyląduję na tym jebanym krześle – dodał, marszcząc czoło. Nie „jeśli”, a „gdy”.  –Alexander nie zgodziłby się na to, abym posiadał coś takiego. - Elektrowstrząsy zawsze kojarzyły mu się z bólem. Jedyną jego formą, której nie znosił tak łatwo jak postrzału czy kompletnie połamanego ciała.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 28, 2014 12:22 am

– Mam kilka swoich teorii, podzielę się nimi z tobą, skoro razem pracujemy. – Przypomniał sobie, że powinien powiedzieć Jamesowi, że na czas nieokreślony został zawieszony w braniu udziału w ćwiczeniach i wszystkim, co wiązało się z aktywnym uczestniczeniem w życiu, ale czy musiał? Nie sądził, by Żołnierz był na tyle naiwny i wierzył, że po takim zachowaniu będzie traktowany ulgowo jak wcześniej.
Roger znów przespacerował się po pomieszczeniu, tym razem by wrzucić pustą butelkę do zlewu. Gdy wracał, zatrzymał się na chwilę.
– Nie sądzę, byś kiedykolwiek musiał znów przez to przechodzić. Nie chciałbym. – W myślach dopowiedział, że rzeczywiście powinien byłby zabić Jamesa, gdyby miał przechodzić przez te męczarnie jeszcze raz.
Właśnie! Notes... Sięgnął do wewnętrznej kieszeni bluzy i wyjął z niego notatnik. Już na pierwszy rzut oka po pożółkłych kartkach i starym logo S.H.I.E.L.D wytłoczonym na czarnej, skórzanej okładce dało się dostrzec, że był zrobiony gdzieś w latach osiemdziesiątych. Do tego w specjalnej materiałowej zakładce dołączony był najprostszy plastikowy długopis z czarnym tuszem.
Kapitan położył go na łóżku, obok Jamesa i z powrotem usiadł na krześle.
– Zapomniałem o nim, a cały czas miałem przy sobie. Tylko proszę, nie pisz teraz. Oszczędzaj się. Nie chciałbym patrzeć, jak ktoś cię znowu kroi. – Tak, w tej chwili zachowywał się jakby miał przed sobą dziecko, ale czuł, że James, zupełnie jak przed chwilą, zignorowałby ból czy możliwość poproszenia o pomoc, by zrobić to, na co ma ochotę.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 28, 2014 12:26 am

James, słysząc kroki Kapitana, uchylił powieki, obserwując go. Nie czuł się pewnie, a mimo to zmęczenie wygrywało z nim. Dlatego też, kiedy tylko Roger wrócił na swoje miejsce, Żołnierz ponownie odprężył się, właściwie jedną nogą będąc już w śnie.
-Roger – mruknął nisko, mimowolnie uśmiechając się pod nosem. – Musiałeś być dla niego dobrym przyjacielem – stwierdził niskim głosem. Na oślep sięgnął po notes i wsunął go pod poduszkę, dopiero po chwili raz jeszcze spoglądając na mężczyznę.
- Idź spać, Kapitanie. Wyglądasz gorzej niż ja. A to ja oberwałem - westchnął, niedługo potem po prostu zasypiając. Wciąż w nieco czuwającej formie, ale jednak.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 28, 2014 11:27 pm

Wpierw uśmiechnął się szeroko słysząc to o przyjacielu, ale szybko spoważniał. Rogerowi zrobiło się tak przykro, że aż coś zabolało go w piersi. Zmęczenie powoli odzierało z siły i dopuszczało do głosu uczucia, które do tej pory siedziały głęboko zakopane w pokładach świadomości.
Co powinien zrobić? Ustalono, że dopóki nowy i (miejmy nadzieję!) ostatni pokój Jamesa zostanie nie zostanie przygotowany, Kapitan będzie pilnować mężczyzny dwadzieścia cztery godziny na dobę. I chociaż brzmiało to logicznie, to w praktyce już teraz przysporzyło kłopotów. Nie żeby Roger narzekał na warunki, ale nawet on musiał spać, a druga doba bez snu spędzona w ciemnym, cichym i ciepłym pomieszczeniu nie sprzyjała czuwaniu. Ale da radę! Oparł łokieć na skraju łóżka Jamesa i oparł policzek na dłoni... wybudził się za jakiś czas oparty o zgięte ramię, częściowo leżąc na materacu, częściowo dalej siedząc w niewygodnej pozycji na krześle. Musiał tak przespać parę godzin, bo już świtało. Pora wstawać. Korzystając z okazji, że James dalej spał, Kapitan wyszedł i załatwił najbardziej pilne sprawy, takie jak zdanie raportu z przesłuchania i dopytanie się o postęp w śledztwie i pracy nad celą dla Żołnierza. Blablabla, modernizacja, blabla, skomplikowany układ czegoś, co brzmiało bardzo mądrze umieszczany na ścianach, blabla, przynajmniej kolejne dwadzieścia cztery godziny czekania, prototyp, problemy... Dobrze. Więcej nie chciał wiedzieć, to mu wystarczyło. Wracając zabrał torbę ze swoimi rzeczami ze starego pokoju i przyniósł do nowego, przebrał się, przysiadł przy stole i zajął rozpisywaniem na kartce wszystkich skojarzeń, dowodów oraz tropów, jakie na razie mieli. To ponoć pomagało w kojarzeniu, a on chciał jak najszybciej wiedzieć coś konkretnego.
Około trzynastej ktoś wpadł na pomysł przyniesienia obiadu i to, co zaskakujące, zarówno dla Rogera jak i Jamesa.
Kapitan podziękował, poczekał aż zostaną sami.
– Dzień dobry. – Uśmiechnął się, zdjął Jamesowi 'spinacz' i wręczył pałeczki, kartonik z ryżem z warzywami i mięsem. – Jest pierwsza dwadzieścia. Akurat czas na... no tak, śniadanie. – Widać było, że wypoczął, od razu wróciła ta charakterystyczna charyzma i dobry humor.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 28, 2014 11:49 pm

Przez cały ten czas, James spał jak zabity, pozwalając swojemu organizmowi na regenerację. Nawet jego naturalna czujność usnęła. To silne ciało miało w sobie wiele zdolności, które mogłyby okazać się kluczem w dalszym rozwoju współczesnej medycyny… Ale on nie chciał dzielić się tym, co w nim tkwiło. Absolutnie. Zwłaszcza tą przyśpieszoną autoregeneracją.
Obudził się dopiero wtedy, gdy po raz kolejny ktoś otworzył drzwi. Uniósł jedynie głowę z poduszek i zerknął w tamtym kierunku, nie do końca orientując się, czy na pewno wszystko, co pamięta, jest prawdą. Zaraz jednak zmarszczył lekko czoło, czując ciągnący ból ramienia. Tak, ewidentnie to było prawdą.
- Mmm – wymamrotał jedynie w formie marnej jakości powitania, leniwym ruchem zsuwając gołe stopy z łóżka. Oparł je o zimne kafelki, jednocześnie pochylając się lekko. Tak, jakby ktoś kopnął go w brzuch. Życie go kopnęło, każąc mu się obudzić!
Chwilę trwał w tej pozycji, aż w końcu poruszył się – wplótł palce lewej dłoni w ciemne włosy i krótkim ruchem potargał je, dopiero po chwili podnosząc na Kapitana spojrzenie.
- Co to jest? – rzucił podejrzliwie na widok pałeczek wystających z kartonika. Nie znał tego. Preferował dobry stek. Odebrał jednak posiłek, po czym podniósł się z łóżka i zajął miejsce przy stole, kompletnie nie przejmując się faktem, że ma na sobie jedynie czarne bokserki.
Usiadł bokiem na krześle i nieufnie powąchał zawartość opakowania, marszcząc zaraz czoło. Nie podobało mu się. Ale był cholernie głodny. Dlatego też sięgnął w końcu po te nieszczęsne pałeczki, którymi absolutnie nie potrafił się posługiwać i przystąpił do jedzenia.
I znów - stalowa dłoń trzymająca smukłą pałeczkę, wyglądała karykaturalnie.
I tak. Używał tylko jednego patyka. Całkiem sprawnymi ruchami nabijał na jego koniec tylko i wyłącznie mięsko, które wcześniej wybrał spomiędzy ryżu, zjadając je bez większego zainteresowania jego smakiem. No. Stekiem to to nie było!
- A zupę będę pił przez słomkę? – mruknął po dłuższej chwili, jednak kącik jego ust powędrował nieznacznie ku górze. Najwyraźniej… Wcale nie był zły. A wręcz przeciwnie – potraktował to wszystko jako drobną zabawę.
W pewnym momencie odstawił nieskończone danie i podniósł się z miejsca, aby podejść do tej szafki, z której Roger ostatnio wyjął wodę. Wziął dwie butelki, po czym wrócił na swoje krzesło, stawiając obie na stole. Dopiero wówczas pchnął jedną w kierunku Kapitana. Tak, jakby problemem było stanięcie obok niego. Lepiej zachować dystans.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pon Gru 29, 2014 11:55 pm

W pierwszej chwili nie zwrócił uwagi na to, co robi James, tylko zajął się jedzeniem, zaraz jednak podniósł wzrok.
– To jest ryż. I pałeczki. – Zaśmiał się, odkładając pudełko na stół i wkładając w dłoń Jamesa drugą pałeczkę, potem ustawiając dziwaczne sztućce we w miarę poprawnej pozycji. – Czyli chińskie jedzenie w Europie. Skutki... jak to oni nazywają... globalizacji. I nie, zupę też będziesz jeść w ten sposób. – Wrócił do jedzenia, już więcej się nie wtrącając. Zresztą nie bardzo miał okazję, bo zaraz usłyszeli szczęk otwieranych drzwi i przed nimi stanął młody mężczyzna, ewidentnie naukowiec, zaaferowany do granic możliwości. Nawet nie zwrócił uwagi na Jamesa, od razu podszedł do kapitana i wręczył mu kilka kartek.
– To są wyniki, na razie wszystko co mamy. Na resztę trzeba poczekać, ale... – Chłopak cofnął się do drzwi, najwyraźniej spiesząc się gdzieś dalej. – Jest coś, czego się nie spodziewaliśmy! Trzy razy sprawdzaliśmy czy nie wkradł się błąd! I najwyraźniej nie...
– No mów! – Gdyby Roger mu nie przerwał, pewnie ten wstęp pewnie przedłużałby się w nieskończoność.
– Tak, tak. W pokoju Żołnierza była krew. Twoja krew, Kapitanie.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Gru 30, 2014 9:11 pm

Stalowa dłoń – choć pozbawiona czucia – zareagowała na dotyk Rogera, układając się tak, jak on tego chciał. Sprawnie ujął obie pałeczki w wymuszonym geście, jednocześnie obserwując Stevensona niezwykle uważnie, aby choć częściowo pojąć działanie tego mechanizmu…
Nim załapał, ktoś im przeszkodził. Naturalnym dla siebie zwyczajem, powiódł za nieznajomym niechętnym, surowym spojrzeniem, starając się ocenić jego zamiary. Lekarz. Naukowiec. Nie było możliwości, aby go polubił.
- Nie jestem zaskoczony – oznajmił wręcz melodyjnie, uśmiechając się pod nosem krótko kącikiem ust. W kpiącym geście. Gdy zostali sami, James zjadł jeszcze jeden kawałek mięsa w swój sposób, po czym usiadł prosto przy stole. Przodem do Rogera.
- Nie bądź naiwny, Kapitanie – powiedział spokojnie, sięgając stalową dłonią po przyniesione dokumenty, aby rzucić na nie okiem. – Wiele razy byłem pewien, że zasnąłem i obudziłem się w moim łóżku bez większych ekscesów. Dopiero migrena czy jakaś podejrzała wysypka uświadamiała mnie o tym, co działo się, gdy spałem – podzielił się z nim swoim drobnym spostrzeżeniem, nawet nie zdając sobie sprawy z tego, jak przerażająco mógł w tej chwili brzmieć. – To wszystko musi być sprawką lekarza. Nie mówię tego przez moją niechęć do nich… A przez skojarzenie kilku faktów. Chcesz o tym posłuchać czy wolisz najpierw ochłonąć? – zapytał, zupełnie spokojny. Całkowicie przyzwyczajony do tego, o czym przed chwilą usłyszał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Gru 30, 2014 11:41 pm

Młody naukowiec na szczęście dłużej im nie przeszkadzał, szybko się wyniósł. Jeszcze tylko ktoś z grupy Rogera, kto akurat pełnił wartę, zajrzał i zapytał czy wszystko dobrze. Nie. Nie dobrze, ale to już Kapitana w tym głowa, by było lepiej.
Wstał, zapominając o jedzeniu i zaczął przechadzać się powoli po pokoju. Zauważył, że James bez pytania wziął dokumenty, ale nie skomentował tego. Chciał, by Żołnierz czuł się swobodnie i powoli uczył chociaż pracy w duecie, jeśli dołączenie do grupy nie wchodziło w grę.
– Nigdy nie zdarzyło mi się coś takiego. Tym bardziej, że nikt od nas nie zrobiłby takiej głupoty. – Energicznie pokręcił głową. Najwidoczniej już przeszło mu zaskoczenie, teraz wydawał się być wciągnięty w rozmyślania bardziej niż wypada, jakby był dzieckiem, które dostało do rozwiązania zagadkę.
– Mów, James, ale nie sądzę, by to był ktoś taki. To nielogiczne. Po co ryzykowaliby wnoszeniem tego wszystkiego do mnie albo tu, do twojego pokoju, skoro już mają moją krew? Po co to pouczenie? 'Powinieneś go zabić'. Czemu medyk chciałby żebyśmy się pozabijali, skoro żywi jesteśmy łatwiej dostępni i bardziej przydatni? – Pytał, ale nie po to, by podważyć teorię Jamesa, w końcu sam podejrzewał jednego z lekarzy. Usiadł z powrotem i przesunął wzrokiem po notatkach, przy okazji strzepując z nich kilka ziaren ryżu.
– I widzisz. Widzisz, że to nie ja – dodał, bo nie mógł sobie darować, że Żołnierz z początku oskarżył jego o to zamieszanie. I naprawdę: nie mógł darować sobie, nie jemu. Wnioskował, że najwyraźniej nie był tak dobry jak powinien, nie dał się poznać. – Przepraszam. Mów, mów.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Gru 31, 2014 12:00 am

Krótko zaciągnął się powietrzem, jakby chciał siebie samego w ten sposób uspokoić. Nie, nie był zdenerwowany sytuacją. A zachowaniem Kapitana i jego sianiem paniki… Dla Jamesa to wszystko było zupełnie normalną sprawą! Ktoś chce ich psychicznie wykończyć i tyle. Standard.
- Kto inny ma dostęp do notatek Armina Zoli? – zadał kluczowe dla tej sprawy pytanie, nie odwracając spojrzenia od kilku stron analizy. Zmarszczył lekko czoło, dochodząc do wniosku, że sam mógł w tej chwili zabrzmieć niejasno.
Nie chcąc w tym momencie patrzeć mu w oczy, przyciągnął oglądaną przez siebie kartkę bliżej i skupił na niej wzrok.
- Armin Zola miał stworzyć żołnierza idealnego. Stałem się jego nieudanym eksperymentem. Jednym z etapów tego procesu było wytworzenie we mnie bariery na wszelkie substancje chemiczne. W tym serum prawdy. Wiedział więc o mnie wszystko, przeprowadzając kolejne testy - wyjaśnił pobieżnie, spokojnym ruchem bawiąc się rogiem kartki. – Wiedział także o Edith Piaf. O tym, że słuchaliśmy jej, pijąc tanie wino ze sklepu za rogiem. La Cosette – wargi Jamesa drgnęły nieznacznie jakby w formie cichego, skrywanego uśmiechu.
Przyznał się do swojego własnego kłamstwa.
Pamiętał Edith. I te krótkie momenty. Przez mgłę.
- Armina poznałeś – wykonał bagatelizujący ruch ręką. – Ty go zabiłeś, podobno. Powinieneś więc wiedzieć, co stało się z jego notatkami. Tak cholernie cennymi dla innych naukowców – odbiegł sprawnie od tematu, znów skupiając się na sprawie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Gru 31, 2014 1:08 am

Zmarszczył brwi i chwilę się zastanawiał, by wyczerpująco odpowiedzieć mu na pytanie, ale pojął do czego Żołnierz zmierza, jeszcze zanim ten zaczął wyjaśniać. Gwałtownie podniósł na niego wzrok. Przecież to... to naprawdę brzmiało wiarygodnie! Znał każdego, kto mieli dostęp do tak cennych materiałów i osoby te dało się policzyć na palcach jednej dłoni. Zresztą i tak w bazie przechowywano odpisy i streszczenia oryginałów. Z drugiej strony Kapitan wiedział, że wszystko było możliwe. Tylko... po co? To pytanie nie dawało mu spokoju. Po co ktoś by to robił?
Nic nie powiedział. Im dłużej go słuchał, tym bardziej czuł się przybity. Inaczej było czytać raporty, a nawet notatki, a inaczej słyszeć o tym od kogoś, kto to przeszedł, nawet w tak okrojonej wersji. No i oczywiście nie mógł nie zwrócić uwagi na to, że James pamiętał. Pamiętał...
Roger przestał gapić się na Żołnierza, oparł łokcie na stole i zasłonił dłońmi twarz. Westchnął, pokręcił głową. Co on jeszcze pamięta? Co wtedy sobie przypomniał? Może więcej niż myślałem? Może po prostu wygodniej jest udawać, że nie pamięta?
– Ale po co? Po co ktokolwiek miałby to robić...? – Wyprostował się, zmuszając do wzięcia w garść. Domyślał się też, że nie powinien podejmować tematu Edith i wina. To było. Minęło. Nie powinno go przybijać ani cieszyć. Nie może być sentymentalny. Haha! Tak: nie może. Ale gdyby rzeczywiście nie był, James leżałby już sześć stóp pod ziemią.
Spojrzał na 'spinacz' leżący niedaleko, na skraju stołu, ale na razie nie skupiał się na nim, świadomie przekładając moment, w którym go znów aktywuje na później. Teraz James nie robił nic, co wzbudziłoby podejrzenia Kapitana. Ale, ale! Nie może dać uśpić swojej czujności.
Skupił wzrok na Żołnierzu.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Gru 31, 2014 1:20 am

Nie jadł już. Ujął w stalową dłoń jedną z pałeczek, bawiąc się nią zupełnie bezmyślnie. Przekręcał ją sprawnie między precyzyjnymi palcami, chcąc zyskać dłuższą chwilę na przemyślenie tego wszystkiego.
Chciał porozmawiać z Rogerem. Szczerze. O wszystkim. O swoich niejasnych wspomnieniach, strachu i przekonaniach. O tym, jak źle się czuje, nie wiedząc, co czeka go za moment. Najbardziej pragnął tego właśnie teraz, mając przed sobą właśnie takiego Stevensona… Ale milczał, uparcie wpatrując się w pałeczkę, jakby chciał złamać ją samym spojrzeniem.
- Wiesz, Roger – mruknął niskim głosem, wykrzywiając usta w kpiącym uśmiechu. – Niektórzy czynią złe rzeczy, bo tak. Po prostu – dodał, wzruszając lekko ramionami, co wywołało krótki grymas bólu na jego twarzy. No tak, zapomniał o postrzale. Zaraz jednak znów wydał się paskudnie beznamiętny i obojętny, spoglądając na Rogera uważnym wzrokiem.
- Ale odnoszę wrażenie, że to bardziej polowanie na ciebie niż na mnie, Kapitanie – stwierdził. – Nie mogę dać cię zabić, bo jesteś mi potrzebny. Nie mogę cię bronić, bo kilka ciot boi się, że mógłbym zrobić im krzywdę. Pozostaje mi więc życzyć ci powodzenia – zakończył gładko, zaglądając przez jego ramię na sąsiednie drzwi.
- Muszę wziąć prysznic. Potrzebuję ubrań, Kapitanie – zmienił temat, krytycznym wzrokiem oceniając swoje nagie nogi. Pora się ubrać! Nigdy nie oceniał swojego ciała, akceptując je takim, jakim było. Ale nie było piękne, w żadnym aspekcie. Naznaczone wieloma bliznami, szkaradne, niepodobne do tych wszystkich współczesnych wymuskanych mężczyzn.
Żołnierz dawnych czasów.
- Mam nadzieję, że nie wykombinujesz tu kolejnego pobojowiska… – rzucił swobodnie, marszcząc lekko czoło.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: StephenxGregor   

Powrót do góry Go down
 
StephenxGregor
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 3 z 40Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4 ... 21 ... 40  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: