IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 StephenxGregor

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 21 ... 40  Next
AutorWiadomość
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 19, 2014 12:51 am

Wyszedł nie mówiąc nic więcej, w głębi ducha czując ulgę, że może opuścić tę chorą atmosferę i zająć rzeczami, które zna. Zakończył trening zbiórką, wcześniej dopilnowując by każda część zwyczajowego planu ćwiczeń została wykonana. Byłby zaskoczony, gdyby po tym incydencie podczas biegania nikt nie zapytał o Jamesa. Co prawda znów przypomniano mu o irytacji i braku wiary w sens całego tego cyrku, ale grupa nie sprawiła większych problemów i obeszło się bez dramatyzowania czy wyraźnego podważania słuszności jego decyzji.
Dzień mijał szybko, Kapitan więcej nie odwiedzał Żołnierza, momentami nawet udawało mu się zapomnieć o nieprzyjemnym incydencie, jednak zmęczenie nie odpuszczało. Do domu wracał najkrótszą drogą, która i tak wydawała się jakoś nienaturalnie dłużyć... Gdy otworzył drzwi do swojego apartamentu w pierwszym odruchu chciał cofnąć się i zacząć przepraszać za pomyłkę. Ze zmęczenia otworzył nie te drzwi co trzeba i... Zaraz, co jest!? Na środku salonu, JEGO salonu stało coś, czego zdecydowanie nie powinno tam być! Kapitanowi od razu odechciało się spać, serce przyspieszyło, a ciało przygotowało do odparcia ataku. Ostrożnie przeszukał okolicę. Nic. Zbliżył się do przedmiotu, który od razu rozpoznał. Głęboki, wysoki fotel medyczny, który zamiast podparcia pod głowę miał specjalne urządzenie przypominające macki ośmiornicy. Elektrowstrząsy. Jakiś metr przed tym stała maleńka ołowiana figurka żołnierzyka, wskazująca bagnetem jedną ze ścian, a dokładniej na rozmazany, srebrny napis: POWINNIENEŚ GO ZABIĆ.

Od razu podjęto konieczne środki. Specjalna ekipa zaczęła przeszukiwać jego apartament, przeglądać nagrania z monitoringu i szukać ewentualnych świadków. Zadecydowano, że dopóki nie zrobi się bezpieczniej, Roger zostanie przeniesiony do jednej z kwater w bazie. Oczywiście nie zamierzał oponować, chciał się na coś przydać, zgodził się na jak najszybsze zdanie relacji ekipie prowadzącej śledztwo (wcześniej upewniając się czy Jamesowi nic nie jest), pomimo tego, że był już prawie środek nocy. Czuł, że nie będzie mógł zasnąć, analizując wszystko, co tylko przyjdzie mu do głowy, chcąc połączyć coś, co najwyraźniej mu umknęło. Kto to zrobił?
Dopiero zaczynali rozmowę, a już go ktoś wołał. Pierwsze, co przyszło do głowy Rogerowi to 'James!' Zgadł. Rzucił się pędem w stronę jego celi. Spodziewał się najgorszego, jednocześnie w to nie wierząc. Komu by udało się go...
Usłyszał jego krzyki jeszcze zanim zobaczył drzwi. Poczuł ulgę, ale jednocześnie podwójną mobilizację. Zakładał, że ktoś, kto był w jego apartamencie, wdarł się teraz do pomieszczenia, w którym przebywał Żołnierz. Nie dość, że będzie musiał zapanować nad czynnikami zewnętrznymi, to jeszcze nad Jamesem.
– Uspokój się! – krzyknął, majstrując specjalnym kluczem przy zamkach. Pozostali woleli trzymać się na bezpieczną odległość i mierzyć z broni w stronę wzmacnianych drzwi wstawionych tu specjalnie na okazję pobytu Żołnierza. – Tylko się uspokój, James! – W pewnym momencie kilka ostatnich blokad, których jeszcze nie zwolnił nie wytrzymało i Roger uskoczył w bok, unikając uderzenia i schodząc z ewentualnej linii ataku.
– James!?

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 19, 2014 1:18 am

Uspokój się – ten głos rozwścieczył jego zbłąkany umysł jeszcze bardziej, doprowadzając go na skraj szaleństwa. Przed wyrwaniem drzwi z zawiasów powstrzymywał go już tylko elektromagnes, który całkowicie uniemożliwiał poruszanie ręką, którą zazwyczaj się posługiwał. Gdyby nie to, już dawno byłby daleko stąd.
- Idź stąd! - wrzasnął wściekle, zupełnie nieświadomie, jednocześnie obijając się o drzwi bez szczególnego zastanowienia. Chciał stąd wyjść! Nieważne jak żałosnym czy komicznym sposobem, ale czuł, że musi opuścić to pieprzone pomieszczenie.
Krew? Kolejnym uderzeniem o drzwi rozciął sobie łuk brwiowy, ale nie zwrócił na to większej uwagi, ponownie kopiąc pieprzone pancerne wrota. Aż te ustąpiły! Był gotowy do ucieczki. Miał plan! Szalony i chaotyczny jak on cały w tej jednej chwili.
Dlaczego więc go nie wykonał? Ba! Odskoczył gwałtownie w tył, gdy zza drzwi wyłoniła się tak znajoma postać. Kolejna fala wściekłości uderzyła w niego, żeby zaraz zniknąć gdzieś. I wezbrać znów. Widok Rogera doprowadzał go do szał i jednocześnie koił ten rozszalały umysł. Od nadmiaru sprzecznych emocji miał ochotę wymierzyć sobie samemu kulkę w czoło! Zaraz po tym, jak rozbiłby głowę Kapitana o pobliską ścianę.
- Co ty tu robisz!? – wrzasnął wściekle, znów odchodząc krok w tył, coraz bardziej znikając w pokoju, z którego przed chwilą próbował uciec. – Ty mnie tu ściągnąłeś!? Gdzie jestem!? Mów! Słyszysz!? Mów! Czego ode mnie chcecie?! Mów, do cholery, bo wyrwę ci język! – warknął, nie zatrzymując się, postępując kolejne kroki w tył, aż natknął się na stolik za sobą. Obejrzał się na niego, aby zaraz pchnąć mebel nogą, pałając niekontrolowaną chęcią zniszczenia wszystkiego, co miał w zasięgu ręki.
- Roger, dlaczego tu jestem?! – wrzasnął. Jimmie. Jam. Nie Zimowy Żołnierz. Nie w tej jednej, krótkiej chwili.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sob Gru 20, 2014 2:40 am

Kapitanowi coś tu nie pasowało w zachowaniu Jamesa. Skoro chciał uciekać od tego czegoś czy też kogoś, kto był zamknięty z nim wewnątrz pomieszczenia, to skąd ta nagła zmiana? I o czym on mówi? Roger odsunął się parę kroków i dopiero wtedy przeszedł w bok, stając naprzeciwko Żołnierza. Uniósł dłonie wnętrzami do przodu, starając się tym samym dać znak, że nie ma złych zamiarów i wydzieranie się nic nie da. Powoli, krok za krokiem zbliżył się do wejścia do pokoju, co chwila rzucając spojrzenie to na mężczyznę, to na boki. Coś się zmieniło? Jasne, jasne: prócz małego pobojowiska.
– Ja... żyję tu, pracuję. Mieszkam. Jesteśmy w Londynie, jest dwa tysiące dziewiętnasty rok. – Kolejny krok w przód i kolejny. Odruchowo rzucił spojrzeniem na przedmiot, który kopnął James, przypadkowo zwracając uwagę na mały, biały prostokąt leżący przy stoliku, niemalże pod łóżkiem. Listek z tabletkami. A to sukinsyn!
Spojrzał na Jamesa z niedowierzaniem, jednak szybko się zmitygował. Wiedział, po prostu wiedział, że nie pójdzie tak łatwo! Z drugiej strony poczuł jakąś ulgę, a może nawet dumę, że mężczyzna pomimo wszystko spróbował. Jasne, że łatwiej byłoby, gdyby nie kombinował nic na własną rękę, ale...!
– To jest jedyne właściwe miejsce, w którym powinieneś być – spróbował w ten łagodniejszy sposób, nie będąc pewnym, czy to w ogóle zadziała. Ostatnim czego się spodziewał był podobny stan, w jakim teraz zastał Żołnierza, ale przynajmniej wiedział czym on był spowodowany. Jeszcze tego brakowało, by przez niesubordynację samego zainteresowanego posądzono kogoś o zamach.
– Wszystko jest dobrze, James. Tu nikt nie chce... – Lekko i niby niechcący potrącił opakowanie z tabletkami, wkopując je pod łóżko, aż pod samą ścianę. – ...cię skrzywdzić.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sob Gru 20, 2014 3:08 am

Obserwował go uważnie, jednocześnie nieustannie postępując kolejne kroki w tył. Im bardziej Kapitan wchodził do pokoju, tym bardziej James kierował się w stronę łazienki – drewniane drzwi wydawały mu się łatwe do ewentualnego sforsowania, ale jednocześnie mogły być chociaż chwilową kryjówką.
Co za idiotyczna myśl, sierżancie Blacker!
Zagubione spojrzenie Jamesa na krótki moment odbiegło od sylwetki Kapitana – powiódł nim po pomieszczeniu, ostatecznie zatrzymując się na mężczyznach mierzących do niego z karabinów. Zmarszczył czoło, po czym pokręcił głową, jakby rozmawiał sam ze sobą, rozważał coś. W końcu odezwał się.
- Każ im spieprzać! - warknął pośpiesznie, ale już mniej wrogo. Chciał, żeby to całe zamieszanie po prostu zniknęło. Spokój. Tak, potrzebował jakiejś pieprzonej namiastki pieprzonego spokoju. Nawet najmniejszej. Znów rozejrzał się, ale jego ruchy straciły na chaotyczności – umysł stopniowo układał kolejne punkty w całość. Niekoniecznie spójną, ale zawsze jakąś!
- Nie zabiję cię – oznajmił w sposób, w jaki zwykł mówić Zimowy Żołnierz – paraliżująco zimny, pełen surowej obojętności i pewnej niechęci. Wrócił z dalekiej podróży. Ale czy na stałe?
Właściwie w ustach osoby jego pokroju słowa „Nie zabiję cię”, brzmiały prawie jak „Wejdź i wypij ze mną rosyjską wódkę”. Leniwym gestem odgarnął włosy z twarzy i dopiero wówczas wyczuł wilgoć na czole. Odsunął rękę i przyjrzał się jej, ewidentnie tracąc zainteresowanie strażnikami. Krew. Zmarszczył czoło, nie wyglądając na szczególnie przejętego tą kwestią… A jednocześnie była ona na tyle dobra, aby uciec myślami od tego wszystkiego.
Bez słowa ruszył w kierunku łazienki, już nie uciekając, a po prostu wchodząc do niej. Nie zamknął za sobą drzwi – pozostawił je szeroko otwarte, dając Kapitanowi wolny wybór. Mógł pójść za nim. Albo w ogóle zostawić Jamesa i wyjść z pokoju.
Blacker pochylił się nad umywalką, aby bez szczególnej staranności obmyć ranę, jednocześnie nasłuchując dźwięków. Tych w pokoju i tych, które dochodziły zza ściany.
- Co się wydarzyło, Roger? – rzucił w przestrzeń, wyczuwając napięcie niespowodowane jego zachowaniem, a czymś zupełnie innym. Czym? Ciekawska natura.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sob Gru 20, 2014 9:30 pm

Roger ledwie nadążał za tym, co się wokół działo. Sam pchany adrenaliną nagromadzoną podczas tego długiego dnia, nie mógł uwierzyć, że Żołnierz wyciszył się tak szybko. Patrzył na niego uważnie, niemal podejrzliwe. Jasne, że go nie zabije, Kapitan po prostu nie da mu się zabić! Wolał mieć choć cień pewności, że mężczyźnie znowu nie odbije, dlatego odczekał chwilę, nim wydał jakikolwiek rozkaz oddziałowi. Kazał im czekać w pogotowiu i zamknąć drzwi, jednak okazało się, że kilka zamków zostało niefortunnie uszkodzonych i zapadki nie cofają się całkiem. Cóż. I dobrze. Wiedział, że nikt nie zgodzi się na to, by James mieszkał w zwykłym pokoju, bez chociaż minimalnie zwiększonych środków bezpieczeństwa, a teraz, po tej wiadomości, którą ktoś dostarczył Kapitanowi, przydałoby się chronić nie tylko świat przed Żołnierzem, ale i Żołnierza przed światem. Miał nadzieję, że nie był jedynym, który myślał w ten sposób i że już ktoś po cichu przygotowuje nowe lokum.
Stanął przed łazienką, nie wchodząc do niej, chcąc mieć oko naraz na Jamesa i pokój. Właśnie. Rozcięta brew? Jak on mógł to zrobić, próbując stąd wyjść? Kopał? Zrozumiałe. Uderzał pięścią? Jeszcze bardziej. Ale przywalić z główki? Roger rozejrzał się jeszcze raz po pomieszczeniu. Pusto. Hm.
– Co? Nie wiem, dopiero tu przyszedłem. Krzyczałeś. Pewnie jakimś cudem coś ci się przypomniało – rzucił, spoglądając na mężczyznę w porozumiewawczy (co nie znaczy aprobujący!) sposób. Oczywiście źle zrozumiał pytanie, ale nie zrobił tego specjalnie. Po prostu nie przyszło mu przez myśl, że James skądś może wiedzieć o ekstra przesyłce w domu Kapitana.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sob Gru 20, 2014 9:52 pm

Uniósł spojrzenie na lustro, krótko mierząc swój własny wizerunek uważnym spojrzeniem. Po chwili znów pochylił się, raz jeszcze obmywając twarz zimną wodą, po czym – kompletnie nie zaważając na obecność drugiego mężczyzny – ściągnął z siebie ubrudzoną koszulkę, pozostając w samych spodniach. Nawet rozbieranie się przy pomocy jednej ręki było trudne.
Na słowa Kapitana, prychnął pod nosem, nie zamierzając w żaden sposób odnosić się do kwestii tabletek. Jeszcze nie. Później poinformuje Stevensona, że to była pierwsza i ostatnia próba.
- To wiem – odparł obojętnie, sięgając po czysty ręcznik, aby otrzeć twarz. Nie myślał o tym, żeby odkazić ranę. Był żołnierzem! Radził sobie w gorszych i mniej sterylnych warunkach.
Pytam o zamieszanie na zewnątrz. Słyszysz? - zwrócił twarz w kierunku ściany, która dzieliła łazienkę od korytarza. Wyostrzone zmysły wyłapywały głosy po drugiej stronie. – Wcześniej nie zdarzało im się hałasować tak bardzo. A tobie wyglądać tak źle – dodał, faktycznie zaciekawiony tym tematem, choć absolutnie nie-zmartwiony. Chciał wiedzieć. Po prostu. W jakikolwiek sposób komunikować się z tym światem, w którym miał się odnaleźć.
- Nie ściągnęliby cię tak szybko w środku nocy. Mieszkasz na osiedlu niedaleko Piątej Alei. Dojazd do bazy powinien zająć ci… Przynajmniej piętnaście minut bez korków. Byłeś od razu. Więc po prostu: byłeś w bazie. Nie z powodu tej bandy ciot, które nie radzą sobie z upilnowaniem tych… Drzwi. Przyczyna twojego zjawienia się była inna – jak na Zimowego Żołnierza przystało – wiedział więcej niż powinien. Spokojnym krokiem ruszył w stronę pokoju, wymijając Kapitana. Zatrzymał się przy aneksie kuchennym – tam sięgnął po dwie szklanki i napełnił je jedynym, co miał do picia: wodą.
- Potrzebuję wódki, Roger. Rosyjskiej – upomniał się. Niby żartobliwie. Ale chłód i oficjalność jego głosu porażały. Nie spoglądając na swojego towarzysza, przesunął pełną szklankę po blacie w jego kierunku, dopiero po chwili spoglądając na burdel, który samodzielnie zmajstrował w pokoju. Nie skomentował go w żaden sposób. Chwila milczenia.
- Więc? – zwrócił wzrok na Rogera, czekając aż ten odpowie na poprzednie pytanie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 21, 2014 2:49 am

Kapitanowi nawet nie przeszło przez myśl, by pomagać mężczyźnie z takim draśnięciem. Prócz zdziwienia, skąd Żołnierzowi się ta rana wzięła, w Rogerze nie pojawiła się żadna inna refleksja. Cóż... Skoro nikt nie wtargnął do pokoju, James musiał naprawdę zapalczywie atakować te drzwi.
Uśmiechnął się krzywo na wzmiankę o złym wyglądzie. Czuł się coraz bardziej zmęczony przez co trudniej mu było się skupić, a wtedy o błąd najłatwiej. I, cholera... Jak przez ten czas zdążył zacząć się przyzwyczajać do obecności starego przyjaciela i uczyć zmian, jakie w nim zaszły, tak teraz miał okazję skonfrontować się z czymś zgoła innym. Jego fizycznością. W tej jednej chwili to Żołnierz był szczęściarzem, bo nie musiał konfrontować starych wspomnień i pragnień z tym, co miał przed sobą teraz. Powiódł szybkim spojrzeniem po jego ciele, nie ukrywając, że zwrócił szczególną uwagę (do której James pewnie już przywykł) na stalowe ramię. Uderzył nim o dno kanionu? Musieli to zrobić czy po prostu wykorzystali go do badań ot, przy okazji.
Nie musiał nasłuchiwać, by wiedzieć, co dzieje się obok. Ba! Pewnie gdy tylko skończy z Jamesem sam będzie uczestniczył w podobnej rozmowie.
– Przeważnie chodzę piechotą – wtrącił dla ścisłości, jakby to miało jakieś większe znaczenie. Nie był szczególnie zaskoczony jego analizą i tym, że rzeczywiście wie więcej niż teoretycznie powinien, to w końcu nie pierwszy raz. Zresztą obaj wiedzieli jak wygląda przygotowanie kogoś do misji, a skoro Roger był misją Jamesa...
– Masz rację. Nie wiem jeszcze, czy mogę ci o tym mówić, ale sądzę, że powinieneś wiedzieć, bo to dotyczy także ciebie. – Odebrał szklankę najzwyczajniej w świecie, wcale nie dziwiąc się, jakby picie wody było ich rytuałem. Spuścił wzrok obserwując chybotliwy płyn i chwilę zastanawiał się, jak dużo powinien powiedzieć. Cholerne zmęczenie. – Ktoś w moim domu zostawił pewną wiadomość. Zanim dowiedzą się kto to i po co w ogóle podejmował taki wysiłek, i najlepiej jeszcze go złapią, będę mieszkać tu. – Podobno im mniej wiesz, tym lepiej śpisz... – Można powiedzieć, że była to groźba wymierzona w ciebie, dlatego to całe zamieszanie... – Rozejrzał się po pokoju. – Myślałem, że coś ci się stało. Na szczęście jesteś cały, ale i tak musimy cię przenieść, przynajmniej na czas wymiany drzwi... – Gdy tak mówił, zaczął sobie uświadamiać, ile cierpliwości i wyrozumiałości kosztował go ten jeden, jedyny dzień. Uśmiechnął się. – Oficjalnie nie wolno wnosić alkoholu na teren ośrodka, ale... – Nie dokończył. Sądził, że nie musiał.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 21, 2014 3:15 am

- Wiem, że chodzisz piechotą - mruknął. Znał wiele tak drobnych i jednocześnie cholernie istotnych szczegółów.
Chwilowo zignorował swoją szklankę, większą uwagę poświęcając ubraniu się. Zabrał z łóżka czarną bluzę zapinaną na zamek, po czym wykonał całą gamę złożonych czynności, aby naciągnąć ją na ramiona mimo niesprawnego stalowego ramienia. Niemniej, poradził sobie, ewidentnie mając sporą wprawę w takich działaniach. Zapiął zamek jedynie do połowy, jednocześnie uważnie słuchając tego, co Roger miał mu do powiedzenia.
- To nie w stylu Hydry – stwierdził beznamiętnym głosem, marszcząc przy tym lekko czoło. – Oni wysłaliby zabójcę tu lub do twojego mieszkania – dodał. Ironicznie uniósł kąciki ust ku górze, podnosząc przewrócone krzesło, które następnie – zachęcająco! – pchnął w kierunku Kapitana. – Nie sądzisz chyba, że przeżyłeś dzięki sobie samemu. Byłem w stanie cię zabić – oznajmił tak swobodnie, jak jeszcze nie zdarzyło mu się odezwać do Rogera. Po szaleńczym ataku, James wydawał się zupełnie inny. Jakby ten psychiczny i fizyczny wysiłek pozbawił go pewnej części gniewu i bólu, którymi kierował się dotychczas.
Cieszył się, że Kapitan nie zapytał o wspomnienie. Wolał pozbyć się tych obrazów z głowy.
- Może po prostu zamknijcie mnie w więzieniu w piwnicy. Nie będę czuł się tam nieswojo, zaręczam – mruknął kąśliwie, sięgając po szklankę wody, aby opróżnić ją kilkoma łapczywymi, głębokimi łykami. Oparł się o kuchenny blat za sobą, mierząc mężczyznę uważnym spojrzeniem.
- Sądzisz, że ten ktoś, kto złożył ci dziś wizytę, będzie zamierzał mnie zabić? – zapytał, ot tak, jak ciekawe świata dziecko. – Masz wielu wrogów, Roger. Ale co oni mają do mnie? Nic nikomu nie zrobiłem – dodał. I poniekąd… Zabrzmiał tak, jakby w to wierzył. Oczywiście, że wiedział kim jest! Mordercą, który wykonuje zlecenia bez mrugnięcia okiem. Lecz dzięki Hydrze, nie był tak naprawdę świadom tego, ile osób zginęło z jego ręki. I kim byli ci, którzy umarli. Mężczyźni, kobiety, dzieci. Masakra w szkole St. Mary była jego najbardziej krwawym przedsięwzięciem – miał siać chaos, po prostu.
A teraz stał w jednym pokoju z Rogerem i rozmawiali.
- Co konkretnie zostawili? - zapytał, spoglądając na niego uważnym wzrokiem. Posiadał cholernie wielką wiedzę na temat różnorodnych organizacji pracujących na świecie. Mógł być pomocny. Wystarczyło, aby w swoim sfatygowanym mózgu dotarł do odpowiednich rejonów...

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 21, 2014 11:22 pm

– Jasne, że nie w ich stylu... – mruknął, pozwalając sobie na chwilę zastanowienia. Wiedział, że i tak będzie nad tym myślał dniami i nocami, nie poddając się, dopóki sprawa się nie wyjaśni. Nagle się ożywił. – Więc czemu... – zaczął cicho, nie do końca pewny, czy się nie przesłyszał. On naprawdę tak ni z tego ni z owego rzucił o mordowaniu Kapitana? Cóż, nie odpuści! I tak zmiana tematu była dobrą opcją, miał wrażenie, że powiedział za dużo i będzie miał nieprzyjemności. Trudno.
Uśmiechnął się pobłażliwie słysząc ten pomysł o piwnicy i sam sposób, w jaki James mówił. W tej chwili przypominał Rogerowi dziecko obrażone na rodziców, którzy nie pozwolili mu wyjść na mróz bez czapki. Pokręcił głową.
– Dlaczego tego nie zrobiłeś, skoro byłeś w stanie? – zignorował jego pytania, gestem dłoni dając znać, by na chwilę przełożyli ten temat.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 21, 2014 11:32 pm

Uniósł nieznacznie podbródek ku górze – wykonywał ten gest za każdym razem, gdy starał się zbudować między nimi barierę, której Kapitan nie zdoła przekroczyć.
- Liczy się fakt, że żyjesz. Po co ci powód? – syknął. Odstawił szklankę na bok, zaraz wsuwając lewą dłoń do kieszeni bluzy, obserwując go surowym, zimnym spojrzeniem.
Zniszczyłeś Hydrę, Kapitanie. Nie jestem zdolny do funkcjonowania bez niej. Pewne komórki pewnie przetrwały. Ale ja za niepowstrzymanie cię przed tym, co zrobiłeś, miałbym tam… - zmarszczył lekko czoło, milknąc gwałtownie. Co właściwie chciałby mu powiedzieć? Ile Roger był w stanie zrozumieć? Zimne, pozbawione emocji spojrzenie ciążyło na postaci Kapitana, podczas gdy James milczał dłuższą chwilę, ewidentnie zastanawiając się nad tym, jak uciąć ten temat.
- Jesteś moją przepustką do świata żywych, Roger. Tylko dlatego żyjesz – zakończył ostro, surowo, chcąc odejść od tej rozmowy, nie ciągnąć jej dalej. Sam nie zauważył, że jego ciało zareagowało automatycznie – jakby fizycznie chciał bronić się przed jakimkolwiek psychicznym atakiem ze strony Stevensona.
Pora zmienić temat, sprowadzić konwersację na inne tory. Odetchnął cicho, rozluźniając się nieco.
- Potrzebuję notesu, Roger. I długopis. Tak - mruknął, zastanawiając się, czy to mu wystarczy. - Załatwisz mi coś takiego? - dodał, nie do końca pewien, czy wolno mu posiadać takie rzeczy w swoim pokoju. A może będzie z nich konstruował bombę?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Gru 23, 2014 9:53 pm

Zacisnął zęby, słysząc o Hydrze. Prawda była taka, że nie wierzył, że to może się tak szybko skończyć. Chciał choć chwili spokoju (tylko co on wtedy by ze sobą zrobił?), chciał, by ten świat miał czas odetchnąć, pozbierać się, nauczyć bycia mniej destrukcyjnym. Tak samo James. Powinien dostać czas, by przypomnieć sobie kim jest, nauczyć się być sobą w tym świecie. I najwyraźniej to Rogerowi przypadła zaszczytna rola nauczyciela. Wspaniale. Wprost poczuł na ramionach ciężar zadania albo dopiero teraz w pełni zdał sobie z niego sprawę. Przy tym wszystkim wzrok Żołnierza to pikuś.
Przetarł twarz dłonią i pokiwał głową, dając znać, że go zrozumiał. Nie chciał się sprzeczać o to, czy James mógł zabić akurat jego, bo nie widział sensu w spekulacjach nad tym, który z nich był silniejszy i która z taktyk – obrona czy atak – jest lepsza.
Dopiero teraz, gdy zobaczył w mężczyźnie tę zmianę, sam odrobinę się rozluźnił i usiadł na krześle wcześniej przysuniętym przez Jamesa. Roger zrobił to świadomie, jakby mówiąc: dobra, dobra, już jest okej, już jesteśmy spokojni.
– Nie do końca wiem, czy mogę, ale nie sądzę, by to był problem. Pewnie jutro ci to przyniosę... Właśnie, dobrze, że mi przypomniałeś. – Uśmiechnął się. – Pozwolili mi przynieść książki. Pomyślałem, że nawet jeśli nie chcesz czytać o swojej przeszłości, mógłbyś chcieć się dowiedzieć, co działo się na świecie. Nauka, technologia...

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Gru 23, 2014 10:23 pm

- Książki? – mruknął, nieznacznie łagodniejąc. Hydra bardzo uparcie dbała o to, aby James w żadnym stopniu nie odnalazł się w nowym świecie – wszystko dostosowywali do tego, kim był, umierając dla świata. I chcieli, aby taki właśnie został. – Chciałbym – przyznał krótko, nie do końca potrafiąc pokazać, jak wiele przyjemności sprawiły mu starania Rogera. I myśl, że będzie mógł czytać! Całkiem sporo, cierpiąc na nadmiar wolnego czasu, którym dysponował za zamkniętymi drzwiami tego pokoju.
Spokojnym krokiem udał się ponownie do łazienki, nie zamykając za sobą drzwi. Spędził tam krótki moment, grzebiąc w białych szafkach, aby znaleźć coś… I zdobył to. Bandaż. Po prostu bandaż. Wracając do pokoju, rzucił przedmiot na stół obok Rogera, spoglądając na niego uważnym wzrokiem.
- Musisz mi pomóc – oznajmił najzwyczajniej w świecie, jednocześnie rozpinając bluzę, aby ponownie zsunąć ją z ramion. I tak oto znów stał przed nim półnagi, kompletnie nieskrępowany tym drobnym faktem. – Obwiąż ją tak, żeby nie przeszkadzała mi przy ćwiczeniach. Nie zasnę już dziś, a ona w obecnym stanie jest problemem – wyjaśnił. Nawet prosząc go o tę przysługę, wydawał się kompletnie niewzruszony, całkowicie obojętny. Ludzką dłonią sięgnął stalowego nadgarstka i zmienił ułożenie bezwładnej ręki – w efekcie jedynym zadaniem Rogera było zawiązanie bandaża tak, jak robi się to w przypadku złamania. James spojrzał na niego wyczekująco, nieco ponaglająco, stojąc pośrodku pomieszczenia w kompletnym bezruchu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Gru 24, 2014 1:15 am

Skinął głową i uznał, że skończyli ten temat. Chciał wrócić do poprzedniego, rzucić coś w stylu 'teraz, dopóki nie ma stuprocentowej pewności, że to realne zagrożenie, nie mogę opowiadać o szczegółach', ale James... wyszedł. Hm, to wydało się Kapitanowi dziwne, dlatego wstał i uważnie obserwował wejście do łazienki. O co chodzi? Chyba nie poszedł się odlać nie zamykając za sobą drzwi? ...prawda?
Zaniepokoił się, widząc, że James niesie coś w dłoni, uważnie obserwował go zwracając uwagę na jakiekolwiek przejawy złości czy agresji. Bandaż. Złapał go, by nie sturlał się na podłogę.
Po co? Co on kombinował? Pomóc? Rzucił Żołnierzowi już nie tyle niespokojne, co pytające spojrzenie, a potem... stał w milczeniu i gapił się na niego z lekko uchylonymi ustami. W tej chwili na pewno musiał wyglądać co najmniej śmiesznie, ale był w szoku! Do głowy przyszły mu bardzo różne myśli i wbrew pozorom te miłe wcale nie dominowały. Rzucił kontrolne spojrzenie na drzwi, jak zawsze szybko odzyskując panowanie nad sobą.
– Tak, tak, dobrze. Właściwie łatwiej byłoby jakbyś usiadł, ale... – Podszedł do mężczyzny, wcześniej zdejmując z bandaża folię utrzymującą sterylność. Bez zbędnych rozmyślań przystąpił do pracy. Sam nie wydawał się być skrępowany i bezwstydnie korzystał z okazji dokładniejszego przyjrzenia się stalowemu ramieniu. Gdy byli tak blisko, nie mógł odpędzić od siebie przybijającej świadomości, której zalążek wykiełkował już wcześniej: znał to ciało, pamiętał z zupełnie innych, przyjemniejszych okoliczności, a teraz miał tuż przy sobie namacalny symbol wszystkich straconych lat i zmian, których już się bał, a nawet jeszcze dobrze nie poznał. Ale musiał się pilnować i nie rozpraszać. Żołnierz zawsze mógł stwierdzić, że woli uczyć się współczesności z książek i próbować pozbyć Rogera. – Chciałem ci zdjąć spinacz, żebyś mógł nią swobodnie ruszać, ale po tym... – Znów spojrzał na drzwi. – Wolę nie ryzykować, przepraszam. – Uśmiechnął się łagodnie. Świadomie powstrzymywał duszącą ciekawość i nie pytał, co James sobie przypomniał, by nie zniechęcać go do dalszych eksperymentów. To musiał byś silny bodziec, skoro zareagował aż tak żywo. Czyli ta chemia jednak działała natychmiastowo! To przerażające, co oni potrafią robić z ludźmi... Co będzie za kilka lat?
Po jakimś czasie odsunął się i zmierzył spojrzeniem swoje dzieło, poprawił parę nic nieznaczących zmarszczek na bandażu, po czym dotknął Jamesa po przyjacielsku, jakby nigdy nic i cofnął się parę kroków.
– Gotowe. Właściwie... Ty nie masz w niej czucia? – bardziej stwierdził niż zapytał.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Gru 24, 2014 1:38 am

Obserwował go. Bardzo uważnie. Każdy jeden ruch silnych dłoni Kapitana był dla Jamesa niezwykle ważny. Ewidentnie – pilnował go. Tego, jak daleko Roger się posunie i czy przekroczy jakąś delikatną barierę, której Żołnierz zamierzał zawzięcie strzec. I choć wodził za nim surowym, zimnym spojrzeniem, jego myśli nie były tak chłodne…
Znał te dłonie? Czy kiedykolwiek faktycznie czuł ich dotyk na swoim ciele? Dlaczego to nie mogło mu się przypomnieć? A jakieś idiotyzmy… Wolałby wiedzieć. Więcej. O ich znajomości i sensie tego poświęcenia, na które godził się Kapitan. Musiał mieć powód.
- Rozumiem, Roger. Nie liczyłem na to – odparł krótko, bez szczególnego zniechęcenia w głosie. Sprawiał wrażenie osoby, której wszystko jest już całkowicie obojętne, ale która wciąż odrobinę łudzi się, że coś zostanie wyprostowane. Znajdzie sens.
Gdy w końcu Roger skończył, James nieznacznie rozluźnił dotychczas napięte ciało, samemu także postępując krok w tył.
- Nie mam – odpowiedział, sięgając po bluzę. Wolną ręką sprawnie narzucił ją sobie na ramiona, nie zapinając jej. Oparł się pośladkami o stół za sobą, obserwując Rogera. – Raz, gdy uderzyłeś nożem, trafiłeś między pierścienie. Wtedy poczułem impuls… Elektryczny – przyznał, marszcząc lekko czoło. Chyba nie był w stanie polubić technologii właśnie przez to! Wszędzie jebany prąd. – Poza tym, nie czuję nic. Nie wiem, jak mocno zaciskam dłoń, dusząc. Robię to instynktownie – dodał. – Idź spać, Roger. Nie zamierzam ponownie cię dziś budzić – mruknął. Choć chciałby, żeby Kapitan został. Z błahego powodu: był jedyną osobą, z którą Żołnierz chciał rozmawiać. I nie potrafił wyjaśnić, dlaczego tak jest. Podobny bagaż doświadczeń?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Gru 24, 2014 2:50 am

Dusząc. Instynktownie. Roger przełknął ślinę. Pamiętał to. Słuchał Jamesa niesamowicie uważnie, najzwyczajniej w świecie, po ludzku ciekaw czegoś, z czym wcześniej się nie spotkał. Dłużej go nie męczył, chociaż to małe zwierzenie wywołało w Kapitanie lawinę nowych pytań. Będzie miał jeszcze czas i okazję je zadać... przynajmniej w to wierzył.
– Och, chciałbym, uwierz. – Zaśmiał się. Wzmianka o śnie przypomniała mu o zmęczeniu. Potarł dłonią kark, choć odrobinę rozmasowując obolałe mięśnie. – Muszę opowiedzieć grupie dochodzeniowej o tym wspaniałym znalezisku, ale zanim... – Rozejrzał się po pomieszczeniu. – Nie zostawię cię tutaj. Rozwaliłeś drzwi, musimy cię przenieść do innego miejsca, a nikt nie podejmie się tego beze mnie. – Pozwolił sobie na pobłażliwy uśmiech, chociaż wiedział, że nie powinien kpić z czyjegoś strachu o własne życie. Jemu nie podobało się to, w jaki sposób ten strach w sobie hodowali. Właśnie, drzwi i napad paniki! Musiał wymyślić, w jaki sposób zataić jego prawdziwą przyczynę.
Przeszedł się po pokoju tam i z powrotem, zatrzymał się przy łóżku, spojrzał w dół, na podłogę.
– Powiedz mi jeszcze jedną rzecz – zaczął zaskakująco twardo w porównaniu do tego, jak mówił jeszcze chwilę temu. Wbił spojrzenie w Żołnierza i... uśmiechnął się, jednocześnie zaplótł ramiona na piersi, wcześniej wykonując dziwny gest, przelotnie przykładając palec do ust. – Wezwali mnie do ciebie, bo darłeś się i dobijałeś do drzwi. Dlaczego? – W duchu błagał Jamesa, by go zrozumiał i nie spowodował kolejnych problemów. Nie dziś. Na tę noc już wystarczy.
Jeszcze raz niby przypadkiem spojrzał w stronę łóżka, pod którym leżały tabletki.
Dziwił się sam sobie, że daje mężczyźnie taki kredyt zaufania, narażając się na wielkie problemy, gdyby odkryto ich małą tajemnicę.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Gru 24, 2014 3:09 am

Zignorował kwestię zmiany pokoju – było mu to zupełnie obojętnym. Jamesowi nieszczególnie zależało na szczególnej wygodzie i właściwie potrafił poradzić sobie w każdych warunkach. Jak na Żołnierza przystało. Lecz wciąż był ciekaw, co zostało znalezione w mieszkaniu Rogera…
Ciało, które przez tak długie lata było poddawane zarówno psychicznemu jak i fizycznemu treningowi, reagowało automatycznie. Kiedy więc Stevenson zadał kolejne delikatne pytanie, James odsunął się od stołu i stanął wyprostowany, jakby gotowy do ewentualnego ataku. Czy może raczej: obrony? Zmierzył postać Kapitana uważnym spojrzeniem, marszcząc lekko czoło.
- Dobrze wiesz – odpowiedział z nagłą ostrością w głosie, krótko spoglądając w kierunku łóżka, żeby zaraz znów wrócić spojrzeniem na Rogera. Żołnierz ewidentnie wiedział o podsłuchu. – Nie zamierzam nigdy więcej próbować, Stevenson. Nie zmusicie mnie – dodał w ten sam sposób, unosząc przy tym nieznacznie podbródek ku górze. Znów stawiał mur, za który nie chciał go wpuszczać. A jednocześnie wydał się przy tym znacznie bardziej zdenerwowany niż dotychczas… Silne ciało zadrżało zdradziecko, a on na kolejną myśl o tym, co siedziało w jego głowie, zmarszczył czoło.
W Hydrze nie musiał wiedzieć. Nie musiał czuć i przeżywać.
- I jeśli masz jakiś sposób na wyciągnięcie mi tego z głowy, proszę bardzo! Chętnie się temu poddam – warknął niespodziewanie nawet dla samego siebie. Czy naprawdę wolałby elektrowstrząsy niż swoją pamięć? Szare spojrzenie znów pognało w kierunku Rogera, żeby zaraz zwrócić się w stronę drzwi. Był zgubiony.
Zabierz mnie już do tego nowego pokoju i spieprzaj – zakończył ich rozmowę, czując, że tym razem faktycznie musi znieść to samodzielnie. Poradzić sobie. Bez ułatwień, jakie dostawał w Hydrze.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Czw Gru 25, 2014 1:02 am

Westchnął. Miał dość. Chyba przed chwilą wykrzesał z siebie ostatnią iskrę świadomej charyzmy. Koniec słodyczy na dziś, pora zacząć pracować.
Ja nie mam żadnego sposobu, ale oni mają. Tylko podobno nie wracasz do Hydry, więc sprawa jest jasna. – Cofnął się do drzwi. Zaczynał się już przyzwyczajać do wahania umorów Jamesa. Cóż. Prawie jak z kobietą, tylko kobiety chyba nie są tak silne... Tak przynajmniej sądził, bo kto wie? Świat się zmieniał, a on nie miał ochoty sprawdzać. Niedługo pewnie wszystkie ataki Żołnierza będą spływać po Kapitanie jak woda po kaczce.
– Skoro tak, to chociaż sprzątnij po sobie. Umiesz bałaganić, powinieneś umieć też sprzątać. Chyba, że wolisz zrobić mi nazłość... Tylko uprzedzam, że to zmusiłoby nas wszystkich do ostateczności, a ciebie do wybrania ostatniego posiłku. Polecam croissanty z szynką i serem. Widzimy się za pięć minut – ostatnie zdanie rzucił już niemal zza drzwi. Musiał iść i dowiedzieć się, czy nie ma żadnych postępów w sprawie 'prezentu', poza tym nie wiedział, czy już sama Jamesa jest gotowa. Zapowiada się długa i ciężka noc...

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Czw Gru 25, 2014 2:13 am

Mówienie do Żołnierza jak do dziecka było bardzo nierozsądnym pomysłem. Wydał z siebie nie do końca jasny dźwięk – cichy odgłos tkwiący gdzieś pomiędzy chęcią wykonania ataku, a koniecznością obrony. Och, Roger doskonale wiedział, jaki to dźwięk! Brzmiał tak, jakby właśnie na ułamek sekundy znalazł się w jakiejś paskudnej walce, w której sam sobie był głównym rywalem.
Na szczęście – drzwi zostały zamknięte. Beznamiętnym spojrzeniem rozejrzał się po pomieszczeniu, dopiero po chwili marszcząc lekko czoło. Była rzecz, którą na pewno należy posprzątać… Nie chcąc jednak, aby kamery wyłapały ten fakt, cisnął bluzę pod łóżko tak, jakby wyładowywał na niej cały swój gniew. Dopiero po chwili – pod pretekstem wydobycia ubrania – wyciągnął także opakowanie tabletek, sprawnie ukrywając je w zaciśniętej dłoni. Krótki spacer do łazienki w celu zaspokojenia najbardziej typowej potrzeby fizjologicznej. I spuszczenia kolejno tych wszystkich jebanych pastylek w odpływie. W nosie miał ich cenę.
Dlaczego właściwie posłuchał Kapitana i faktycznie posprzątał pokój? Najpewniej z czystej nudy.
Wolałby, żeby to STRIKE odprowadził go do nowego lokum. W tej chwili postać Kapitana zaczynała mu paskudnie ciążyć. Ale niestety – Roger pojawił się niedługo później, aby zabrać Jamesa na krótki spacer do nowego pomieszczenia.
Nie powiedział nic. Nie chciał mówić. Chyba już wystarczająco się przed nim otworzył. Za bardzo. Z Jamesem było tak, jak z ludźmi, którzy przeżyli pobyt w Auschwitz: nie mógł być zrozumianym przez kogoś, kto tego wszystkiego nie doświadczył, więc musiał zupełnie samodzielnie poradzić sobie z tym, co czuł.
- Dobrej nocy, Kapitanie – rzucił kąśliwie, ironicznie na krótką chwilę przed tym, gdy zamknięto pancerne drzwi. Na wszystkie możliwe spusty.
Tej nocy nie zamierzał spać. Miał wiele zajęć…
I nawet nie zauważył, kiedy nadszedł ranek. Gdy usłyszał dźwięki dochodzące zza ściany, leżał półnagi na podłodze niedługo po serii kolejnych brzuszków. W trakcie tego typu odpoczynków myślał, zastanawiał się nad tym wszystkim i analizował swoje wspomnienie… Czy naprawdę wystarczyło, aby Roger przeszedł kilka kroków dalej, żeby dotrzeć do połamanego Jimmiego? I nie zrobił tego…
Nie zareagował, gdy strażnicy przekręcali kolejne zamki. Dopiero, kiedy drzwi zostały otworzone, James podniósł się do siadu, obserwując idiotyczne, magiczne wrota. Nie został w tej pozycji długo – naturalna chęć obrony zmusiła go do wstania z podłogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Czw Gru 25, 2014 3:36 am

Wszystko złożyło się tak, że Roger skończył użerać się z Jamesem, poszedł tłumaczyć co i jak z tą figurką, okropnym narzędziem tortur i napisem, wrócił ogarnąć własny pokój i... właściwie miał niecałe pół godziny na przygotowanie się do wyjścia. Przysiadł na brzegu łóżka, położył dłonie po obydwu stronach bioder i patrzył przed siebie. Boże, po co to wszystko? Myśli w jego głowie same zaczęły rosnąć i oddychać za niego. Zgarbił się, wsunął palce we włosy i zmierzwił je. Przez chwilę musiał się zastanowić nad pytaniem: po co on to właściwie robił? Po co? No właśnie. Bo chciał? Chciał. Poza tym kto zrobi to za niego?
Uśmiechnął się sam do siebie i wyszedł naprzeciw kolejnemu dniu pełnemu mdłego zimowego światła, zmęczenia i gorącej wiary w to, że nigdy nie można się poddawać. Coś czuł, że w tej chwili to ona jest jego jedyną bronią.
– James, mam dla ciebie kawę – rzucił wchodząc do nowej celi Żołnierza i stawiając puszkę na stole. Przy okazji skontrolował nastawienie mężczyzny i stan pomieszczenia. Wszystko w porządku? Jasne, że nie, ale nie było źle. James to istny aniołek, otóż to! – Myślę, że resztę rzeczy przyniosę wieczorem, jeśli nie stanie się nic nieprzewidzianego. – Tak, od dawna oddawał tym 'rzeczom nieprzewidzianym' porcję uwagi, jakby w prezencie, by cieszyły się ofiarą i zdarzały jak najrzadziej.
– A bandaż wciąż się trzyma – zagadał, najwyraźniej w jakiś magiczny sposób odzyskawszy siłę na bycie normalnym sobą. – Pomóc ci go zdjąć? – Wolał się upewnić czy James da mu się dotknąć nie urządzając żadnej szopki.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Czw Gru 25, 2014 3:48 am

Nie spodziewał się odwiedzin kogokolwiek innego – jego jedynym gościem był Kapitan, więc James nawet nie czuł się zaskoczony tą wizytą. Jednakże, nieświadomie postąpił krok w tył, dla zachowania bezpiecznego dystansu... ale! kiedy tylko usłyszał o kawie, jego spojrzenie podążyło za puszką z tym zbawiennym napojem. Sam nawet nie bardzo miał jak sobie ją zaparzyć w tym śmiesznym mieszkaniu!
Lecz chwilę później jednak dotarła do niego poniżająca natura tej sytuacji.
- Otwórz mi ją – odezwał się nieznacznie zachrypniętym głosem. Bez ręki nie mógł sobie poradzić z tak śmieszną czynnością. I to było cholernie uwłaczające.
Nim jednak Roger zareagował, James pewnym siebie krokiem ruszył w jego kierunku. Co właściwie planował? Stevenson nigdy nie powinien być pewien kolejnego posunięcia Żołnierza, skoro nawet on nie potrafił określić jak za chwilę postąpi czy co zrobi.
Tym razem zatrzymał się mniej niż metr przed Kapitanem, po czym odwrócił się do niego tyłem, umożliwiając mu zdjęcie bandaża. Bez słów. Jakby wczorajszy dzień wciąż w znaczącym stopniu przygniatał go do drewnianej podłogi celi.
- Nie zapomnij o książkach – powiedział po dłuższej chwili kompletnego milczenia. – Powiedziałeś, że mi przyniesiesz – dodał w kwestii wyjaśnienia, nie oglądając się na niego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Czw Gru 25, 2014 4:23 am

Skąd on znajdował w sobie tę siłę, by uwierzyć, że chociaż wcześniej z godziny na godzinę robiło się coraz gorzej i ciężej, to tego nowego dnia da się naprawić chociaż część błędów? Na pewno gro osób nazwałoby go naiwnym i tak infantylnym, że aż niebezpiecznym. I tak właśnie było: wiara, że da radę nie raz sprowadzała na Rogera kłopoty, to się nie zmieniło. Ta sama wiara sprawiała, że rzeczywiście dawał radę i za swoją niezłomność zostawał nagradzany w taki sposób, że nawet o tym nie śnił.
– Jasne, nie ma sprawy. Właściwie mogę już teraz... – przerwał, odruchowo przenosząc dłoń na pasek, do którego przytroczony miał pokrowiec z nożem w środku. Nie, nie, nie! Patrzył na Jamesa szeroko otwartymi oczami i czekał, gotowy na natychmiastową reakcję. To zadziało się za szybko!
Dobrze, że utrzymał nerwy na wodzy. Uświadomił sobie, co w ogóle zaszło i odetchnął z ulgą. Gdyby zareagował nerwowo, pewnie zaprzepaściłby tę drobną okazję do nawiązania chociaż neutralnych stosunków, bo wciąż przyjaźnią by tego nie nazwał.
Jednak nie cofnął ręki, bezszelestnie dobył noża i sprawnie przeciął wszystkie warstwy materiału w dwóch miejscach, wcześniej podważając bandaż wolną dłonią. Uważał, by przypadkiem nie dotknąć mężczyzny chłodnym ostrzem. Ostatnim, czego chciał w tym momencie był James, który orientuje się, że ktoś majstruje czymś ostrym za jego plecami.
Schował nóż na jego miejsce, szybko ściągnął resztki bandaża, niedbale zwinął w kłębek i specjalnie podał Jamesowi, obchodząc go. Bez słowa sięgnął do 'spinacza', wyłączył i zabrał to ustrojstwo. Dopiero teraz spojrzał na Żołnierza i uśmiechnął się, gestem wskazując na kawę.
– Mi też możesz zrobić.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Czw Gru 25, 2014 11:37 am

Przez cały czas trwania tego procesu, nie ruszył się. Nie drgnął nawet. Zastygł w kompletnym bezruchu, patrząc beznamiętnym wzrokiem przed siebie. Ożywił się dopiero, gdy stalowa ręka luźno osunęła się, aby zawisnąć bezwładnie wzdłuż jego torsu. Sądził, że tak zostanie – przynajmniej do czasu treningu. Kiedy więc Kapitan sięgnął jej, James stał się jeszcze bardziej ostrożny, obserwując jego każdy kolejny gest, ale nie ruszając się przy tym.
Odpiął. Cholerna ulga. Poruszył kolejno palcami, ostatecznie zaciskając je w pięść i rozluźniając – uwielbiał tę zabawkę! Bez słowa sięgnął po puszkę kawy i ruszył w kierunku blatu, po drodze wyrzucając bandaż do śmieci.
Co ciekawe – nie zgniótł tej puszki. Ręka sama dostosowywała siłę do przedmiotu, po który sięgała.
- Zabierasz mnie na trening, Roger? – zapytał beznamiętnym głosem, nasypując kawy do dwóch kubków. Silna, nieludzka dłoń wyglądała karykaturalnie, tak sprawnie radząc sobie z małą łyżeczką.
James lubił niewiele rodzajów kaw. A te, które przypadły mu do gustu, stanowiły jego drobne uzależnienia. Z Jimmym było podobnie. Akurat ten aromat kojarzyli oni obaj.
- Moja ulubiona – mruknął. – Jak mniemam, twojego przyjaciela również… – dodał, krótko zerkając w kierunku swojego gościa. Kiedy woda się zagotowała, James zalał ziarna i postawił oba kubki na stole. Nie usiadł jednak, a oparł się plecami o ścianę za sobą, obserwując Rogera uważnym wzrokiem.
- Powiesz mi, co znaleźli w twoim mieszkaniu? – zapytał, wciąż nie kłopocząc się ubiorem – stał przed nim jedynie w spodniach. – Mogę okazać się pomocny, Roger – zaznaczył, choć wciąż nie brzmiał na szczególnie zainteresowanego sprawą. Taka natura!

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 26, 2014 1:05 am

Czyżby James się nie zorientował? To byłoby dziwne, ale kto wie? Roger wolał nie gdybać i nie wywoływać wilka z lasu. Skoro nie zachwiał tą niestabilną równowagą to o nic więcej nie prosił. No, może prosił, ale nie w tej chwili.
– Tak, ja. Pomyślałem, że tak będzie szybciej i unikniemy tej szopki ze 'spinaczem' i oddziałem. – Bez przerysowanej wnikliwości przyglądał się, co mężczyzna robi. Skoro ta ryzykowna próba z nożem jakimś cudem nie wywołała katastrofy, Roger poczuł się pewniej. Usiadł na krześle, świadomie sięgając po kartę, którą wczoraj sam Żołnierz mu podarował.
Nic nie odpowiedział na tę wzmiankę o 'przyjacielu', ale nie musiał. Uśmiechnął się smutno, umożliwiając Jamesowi dostrzeżenie choć części uczuć, jakie wywoływało w nim wspominanie Jimmiego. I tyle. Spojrzał w bok, zwracając uwagę na mężczyznę dopiero, gdy ten znów się odezwał.
– Ja wiem, James. – Po części cieszył się, że nie musiał mu tego wszystkiego opowiadać. Nie wiedział, jak Żołnierz mógł zareagować. Spodziewał się, że nie dałby po sobie wiele poznać, pewnie prezentowałby chłodny profesjonalizm, ale już nie raz zaskoczył Kapitana. Nie byłoby dobrze, gdyby ten 'prezent' wprowadził więcej niepokoju, pewnie realizując zamysł autora. – Nadal nie mogę. Gdy tylko mi na to pozwolą, opowiem ci wszystko, ze szczegółami, chociaż pewnie tych nie chciałbyś słyszeć. Nie zapomnę. O książkach i notesie też.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 26, 2014 1:30 am

Prezent, książki, notes i…
- Specjalnie zapomniałeś o rosyjskiej wódce? – nawiązał do jego słów, mimowolnie unosząc lewy kącik ust nieco ku górze… W czymś, co przypominało uśmiech. Niedługo później ten wyraz twarzy zniknął gdzieś, a James stał dłuższą chwilę w milczeniu, obserwując podłogę pokoju. Czyżby jedna z kafelek była niesymetryczna?
- Chciałbym ci go oddać, Roger – powiedział niespodziewanie dla samego siebie. Naprawdę wypowiedział te słowa na głos!? Jimmie. Zimne spojrzenie, którym obciążył Kapitana przez dłuższą chwilę mówiło jasno: Stevenson powinien uważać na to, jak zareaguje na te słowa.
Sam James zignorował swoją własną wypowiedź. Sięgnął po kubek czarnej jak ziemia kawy, nie słodząc jej i nie dodając śmietanki czy mleka – wypił kilka łapczywych łyków bez większego zastanowienia, po prostu czując, że musi coś zrobić. Cokolwiek.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pią Gru 26, 2014 2:24 am

Sam się uśmiechnął, tym razem wesoło. Specjalnie pominął akurat tę rzecz, mając na względzie poprawność i przepisy, ale wiedział, że Jamesa to i tak nie obchodzi. Nastała cisza, ale wbrew pozorom Roger nie czuł napięcia, po prostu każdy z nich pogrążył się w swoich myślach. Czy to źle? Już-już miał wstawać, ale te słowa zatrzymały go w miejscu. W pierwszej chwili jakoś podświadomie pojął intencję, nie rozumiejąc samych słów, zaraz jednak wszystko dotarło do niego ze zdwojoną siłą. Skrzywił się lekko marszcząc brwi i zaciskając usta, jakby go coś zabolało, ale ten grymas zniknął tak samo szybko jak się pojawił. Kapitan nie tyle wierzył, co był pewny, że nawet jeśli James odzyskałby część pamięci albo jakimś cudem jej całość, to i tak przywrócenie Jimmiego nie wchodziło w grę. Nie było możliwe. Nie po tym wszystkim. Być może Roger skazał się na dożywotnie rozdarcie między tym, kogo widzi a kogo naprawdę ma przed sobą, ale robił to świadomie, w hołdzie Przyjacielowi.
– Wierze ci. – Powoli podniósł się z miejsca, podszedł do mężczyzny i wyciągnął w jego stronę prawą dłoń. – Dziękuję. Wiem, że to trudne ale wiem też, że nawet sobie nie zdaję sprawy, jak bardzo. – Powaga i zmęczenie na twarzy Rogera sprawiały, że wyglądał niecodziennie.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: StephenxGregor   

Powrót do góry Go down
 
StephenxGregor
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 2 z 40Idź do strony : Previous  1, 2, 3 ... 21 ... 40  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: