IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 StephenxGregor

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3 ... 20 ... 40  Next
AutorWiadomość
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: StephenxGregor   Wto Lis 18, 2014 12:33 am

Co za kpina. Wodził uważnym spojrzeniem po zebranych, nie mogąc przy tym powstrzymać się przed wykrzywieniem ust w ironicznym uśmiechu. Cóż więcej mógłby zrobić, mając ręce skute szerokimi kajdanami? Ozdobione paskudnym elektromagnesem, radziły sobie z utrzymaniem nawet stalowego ramienia.
- Ten człowiek zagraża bezpieczeństwu narodowemu! Jeśli nie światowemu! - zawołał jeden z mężczyzn obecnych w długiej, choć stosunkowo wąskiej sali. James uniósł nieco podbródek ku górze, jakby te słowa sprawiły mu szczególną przyjemność, łechcząc jego ego. Owszem – był zagrożeniem.
- Powinien trafić pod sąd! – przemówił drugi, przyciągając ku sobie uważne spojrzenie ciemnowłosego mężczyzny, którego tak surowo oskarżano.  A który, obserwując tę całą farsę, odnajdywał w niej szczerą rozrywkę. Jakby wcale nie chodziło o jego los. Jakby to nie jego chcieli skrócić o głowę, zapobiegając ewentualnemu złu, do którego byłby w stanie się posunąć.
Nie znali go. Nie wiedzieli o burzy, szalejącej w jego głowie.
- Sądzę jednak… – bardzo ostrożnie wtrącił mężczyzna, który dotychczas stał na uboczu. Wysoki, odziany w czarny płaszcz, prezentował się wyjątkowo majestatycznie pośród tych wszystkich elegancików. James pozwolił sobie na cichy pomruk szczerego zainteresowania, zamierzając nieco bardziej skupić się na słowach tego człowieka. Zignorował przy tym natychmiastową reakcję strażnika, którego miał po swej prawicy, a który najwyraźniej we wspomnianym pomruku już doszukiwał się ewentualnego ataku.
- Sądzę jednak, że nasza ocena w tej sprawie powinna zależeć od tego, co ma nam do powiedzenia kapitan Roger. Kapitanie? – zakończył gładko. Skuty mężczyzna podążył wzrokiem w kierunku tego człowieka. Kapitan Roger. Jak dumnie to brzmiało. A jak marny mu się wydawał, mówiąc o ich rzekomej przyjaźni. Podobno go znał. Podobno go kochał jak brata.
- Jeśli ma od niego zależeć, to niech on weźmie na siebie ciężar zbrodni, których w przyszłości mógłby dopuścić się ten zbir! - krzyknął pierwszy z przemawiających mężczyzn, kończąc jednak swą wypowiedź szybko pod naporem spojrzenia zebranych. To był czas, w którym wypowiedzieć miał się Kapitan i nikt nie powinien mu w tym szczególnie przeszkadzać.
James – mimo swojego ignoranckiego stosunku wobec tego zabawnego procesu – nie chciał umierać. Nie chciał znaleźć się w jeszcze zabawniejszym więzieniu. I właściwie sam nie potrafił określić, czego chciał ani jak widział swoje życie po tej rewolucji, którą przeszło… Gdzie miałby się odnaleźć, znając jedynie wieczną wojnę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Lis 18, 2014 9:57 pm

Marzył, by znaleźć się w innym miejscu i czasie. Szczerze nienawidził takich spotkań i tych ludzi. Oni pluli jadem, czepiali się najłatwiejszego rozwiązania sprawy, której nawet nie są w stanie ogarnąć umysłem i szli w zaparte. Nieudolnie maskowali własną niewiedzę, ale jeszcze gorzej im szło ukrywanie, że tak naprawdę całym powodem tej farsy był ich własny interes, nie bezpieczeństwo Narodu: ludzi żyjących tam, za oknem, ojców, matek i dzieci. Chodziło o zera na koncie. To było jasne. Im więcej zer, tym mniejszym zerem byli oni sami. Jednak z drugiej strony, Roger uważał, że od szakali mających władzę stokrotnie bardziej niebezpieczny jest ktoś świadomy i wiedzący, jak wykorzystać swoją siłę.
Milczał odkąd tu wszedł i ani razu nie spojrzał na żywy powód zamieszania. W tej chwili nie było miejsca na żadną słabość, musiał się skupić. Na początku wodził wzrokiem od osoby do osoby, ale z czasem coraz trudniej szło mu zachowanie spokoju, dlatego wbił spojrzenie w blat stołu przed sobą i ożywił się dopiero, gdy wypowiedziano jego imię. Wstał.
- Z całym szacunkiem, panowie. Jeśli mogę wyrazić swoje zdanie... On jest destrukcyjny, ale tylko przez swoje zagubienie. - W tej chwili jeszcze bardziej nie chciał patrzeć na mężczyznę. - Sami widzieliście, jak siłą dysponuje. - Kłamał. Poza nimi samymi, tej sali była może jedna osoba, która widziała choćby połowę start wyrządzonych przez Jamesa. Nie miał oczywiście na myśli skrótów raportów zapisanych na kartce, tylko te zdawane na żywo, łamiącym się głosem, przez ludzi, którzy cudem przeżyli. - Nie możemy dopuścić do tego, by nasze siły straciły szanse na wzbogacenie się o tak potężną broń. Pamiętajmy, co działo się ze mną. Gdybym nie miał tego szczęścia służyć dla naszego kraju, mógłbym być jak on. Nie jestem, bo znalazłem odpowiedni przykład, wzór i zasady. Pokażę mu je, nauczę go ich. Wezmę na siebie ten ciężar. Niech od tej pory jego błędy będą moimi.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Lis 18, 2014 11:09 pm

Spojrzenie Jamesa było ciężkie – srebrne oczy zawisły na postaci Kapitana i nie chciały się od niego odwrócić. Badawczy, nieufny wzrok śledził każdą zmianę w mimice twarzy Rogera, gdy ten przedstawiał swój pomysł.
Głupiec. Ten dumny człowiek będący przykładem dla wszystkich pozostałych Anglików, był po prostu głupcem. Może, gdyby James pamiętał te wszystkie chwile z przeszłości, spoglądałby na postawę Kapitana w inny sposób. Ale nie pamiętał. Mimo to przybrał zupełnie łagodny wyraz twarzy, uznając tę opcję za lepszą niż śmierć w więzieniu o zaostrzonym rygorze.
Na sali zapanowało niezwykłe poruszenie. Mężczyźni zaczęli wymieniać się kolejnymi spostrzeżeniami i pomysłami, w których niemiecki żołnierz był bardzo kosztownym towarem. A sam James wciąż milczał, obserwując tę farsę, cudem powstrzymując się przed ironicznym śmiechem.
- Obiekt zostanie osadzony w strzeżonym lokalu Domu Wojskowych – odezwał się przewodniczący spotkania, dotychczas przysłuchujący się wypowiedziom stron. Jego wyrok był jednocześnie prawem, którego respektowania wymagano od wszystkich członków Agencji. – Chyba, że zechce pan go ugościć w swoim mieszkaniu, Kapitanie Roger – rzucił z drobną nutą słodkiej ironii, choć wyraz jego twarzy pozostawał niezwykle życzliwy.
- W najbliższym czasie Obiekt będzie uczestniczył we wszystkich szkoleniach oddziału pierwszego. Oddziału, którym Kapitan Roger kieruje w trakcie misji. Jeśli jednak dojdzie do jakiejkolwiek niebezpiecznej sytuacji, w której udział weźmie Obiekt, zostanie on unieszkodliwiony i poddany pod sąd w kwestii skazania go za wszelkie zbrodnie, których dopuścił się wobec Anglii. Tym samym, zamykam spotkanie – zakończył ostro, ostatecznie odbierając wszystkim chęć na kwestionowanie wyroku.
Strażnik złapał stalowe ramię Jamesa w silny uchwyt, aby w ten sposób podnieść go z krzesła, na którym dotychczas zasiadał. Może przez ten krótki moment, gdy wyprowadzano zbłąkanego żołnierza z sali, jego spojrzenie zdołało złapać wzrok Rogera…
Nie uznano go za skazanego, a mimo to nikt nie odważył się rozpiąć mu kajdan podczas podróży do Domu Wojskowych. Zamknięty w pancernym wozie, beznamiętnym wzrokiem obserwował strażników, doskonale wiedząc, że już samym spojrzeniem budzi w nich pewien drobny niepokój. Wyglądał, jakby nieustannie knuł,  szykując sobie idealny plan ucieczki i odwetu.
Gdyby chociaż miał gdzie uciec!
Dla uśpienia ich czujności, nie zamierzał stawiać oporu. Jeszcze nie.
Z samochodu także został wyprowadzony w kajdanach. Dwójka silnych, uzbrojonych strażników ujęła go pod ramiona, aby w ten sposób zaprowadzić obiekt do budowli, która mogłaby przypominać prosty, śmieszny akademik. Dużej wielkości budynek z mnóstwem małych, jednoosobowych pokoi.
Mieszkanie, w którym miał zostać osadzony wyróżniało się na tle innych – kraty w oknach i opancerzone drzwi, pod którymi stała kolejna dwójka strażników. Urocza, zabawna farsa. Ciekaw był, czy przygotowano to specjalnie dla niego, czy też już gościli tu podobnych jemu.
Wepchnięty do środka, warknął pod nosem niemieckie przekleństwo, energicznym ruchem zwracając się w kierunku mężczyzn, którzy go prowadzili. Cudem powstrzymał się przed wyprowadzeniem ciosu, stając sztywno. Jak zwierze gotowe do ataku. Pozostał przy tym dumny i wyprostowany, nie do złamania. W końcu wyciągnął w ich kierunku ręce, mierząc potężne sylwetki wyczekującym spojrzeniem.
- Nie mogę funkcjonować samodzielnie bez możliwości poruszania rękoma. Rozkujcie mnie – zażądał. Jego głos brzmiał twardo, pobrzmiewał w nim niemiecki akcent. To tym językiem posługiwał się w ciągu ostatnich pięćdziesięciu lat.
- Nie było takiego rozkazu… – wtrącił nieco niepewnie jeden ze strażników, właściwie nie wiedząc, jak postąpić. – Zadecyduje o tym Kapitan Roger. Powinien się pojawić niebawem – dodał. Nie chciałby podpaść mężczyźnie, z którym mógłby w przyszłości współpracować, jednocześnie nie do końca mu ufając.
- Kapitan Roger… – James rzucił kpiąco, odwracając się w kierunku zakratowanego okna. Oparł się biodrem o parapet, obserwując niezwykle interesujący widok, jaki miał za szybą: pole treningowe, na którym niebawem sam miał się dobrze bawić.
Nie pozostało mu nic innego jak czekać na swojego naiwnego wybawcę.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sob Lis 22, 2014 1:43 am

Wzmianka o domu Rogera była celnie wymierzonym ciosem, jednak Kapitan nie dał nic po sobie poznać, wiedząc, że takie przytyki są zemstą za konieczność przystania na jego pomysł. Nie odezwał się więcej do końca posiedzenia, ani razu nie spojrzał na Jamesa i pierwszy opuścił salę. Zniknął gdzieś na prawie dwie godziny i wparował do Domu z impetem, od razu kierując się w stronę wiadomego pokoju, przelotnie odpowiadając na wszystkie przywitania i pozdrowienia. Gdy mijał funkcjonariusza stojącego przed drzwiami, ten zerwał się i próbował je otwierać, ale Roger był szybszy.
– Jesteście wolni – rzucił do mężczyzn pilnujących więźnia nowego członka pierwszego oddziału. Ten, który podawał mu klucze, jakoś nie miał tęgiej miny i Roger był pewny, że gdy strażnicy wychodzili, widział na ich twarzach ulgę zmieszaną z wyrzutem. Miał przyjść wcześniej, ale przypadkowe zdarzenia jakoś nie potoczyły się po jego myśli. Musiał sprawdzić, czy...
Nie ważne! Był tu w tej chwili i mógł zając się sprawą priorytetową.
– Siedzenie tutaj jest gorsze od śmierci czy jednak wyświadczyłem ci jakąś przysługę? – Poczekał, aż drzwi się zamkną i dopiero wtedy spojrzał na starego przyjaciela.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sob Lis 22, 2014 5:58 pm

Kiedy Kapitan w końcu zjawił się na miejscu, James nie wstał, aby go przywitać. Siedział przy drewnianym stole w pozycji niegodnej honorowych żołnierzy dawnych czasów – lekceważąco, ale wygodnie. Stopy okryte ciężkim, wojskowym obuwiem opierał swobodnie o drugie krzesło, uniemożliwiając swojemu towarzyszowi zajęcie tego miejsca. Podniósł na przybyłego wzrok, zaraz przenosząc niechętne spojrzenie na wychodzących mężczyzn. Jak mieli bronić kraju, bojąc się jego? Zabawna sprawa.
- Chyba nie sądzisz, że te pancerne drzwi, kilku marnych strażników czy kraty w oknach mnie powstrzymają. Byłbyś naiwny, myśląc w ten sposób, Kapitanie – oznajmił zupełnie spokojnie, choć w jego wzroku tkwił pewien niebezpieczny blask. Jednakże, nie zamierzał uciekać. H.Y.D.R.A została rozpracowana, a on potrzebował Rogera i tej organizacji do odnalezienia się we współczesnym świecie. Do czego – oczywiście! - nie zamierzał się przyznawać.
Rozkuj mnie – uniósł ręce z kolan i położył je na stoliku przy swoim boku. Elektromagnes działał na bardzo prostej zasadzie – uniemożliwiał kierowanie stalową ręką. James mógł ją podnosić i poruszać tylko przy pomocy lewej, ludzkiej dłoni. Mechanizm nie reagował na żaden impuls. Bezwładne stalowe ramię wydawało mu się poniżający i uciążliwym elementem. – Jestem praworęczny, to konieczność – wyjaśnił niemal dobrotliwie, cierpliwie. Mechaniczna ręka była na tyle ciężka, że niesprawna stanowiła niezwykły balast.
Nieustannie obserwował go. Wodził za nim uważnym, surowym wzrokiem szarych oczu, nie rozpoznając w jego postaci niczego znajomego. Choć może… Coś wiedział. Czegoś się domyślał. Pewna odrobina świadomości docierała do niego, lecz on wypierał ją uparcie, wciąż tkwiąc przy jednej myśli: Kapitan Roger był jego misją. Tylko tyle, nic więcej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Lis 23, 2014 8:28 pm

Zatrzymał się na środku pomieszczenia, zaplótł ramiona na piersi i w milczeniu obserwował mężczyznę. Wyraz twarzy miał nieprzenikniony, ale musiał się pilnować, by nie dać po sobie poznać, co naprawdę działo się w jego głowie. Był przede wszystkim oszołomiony. Stało się, udało mu się powstrzymać Jamesa, teraz byli tu razem, po latach, w przeciągu których Roger ani razu nie wpadł na pomysł, że sprawy mogą przybrać taki obrót. Musiał nieustannie sobie przypominać, po co tu jest i że w wykonaniu zadania nie pomaga mu rozpamiętywanie minionych chwil.
Uśmiechnął się słysząc odpowiedź. Czyli jednak przysługa. Oczywiście, nie był naiwny, chociaż sądził, że skuty James stanowił mniejsze zagrożenie od Jamesa mającego pełną swobodę ruchu. Trudno mu było przestawić się na myślenie o nim jak o kimś, z kim miał jutro pracować, a niedługo może nawet i współpracować. A co, jeśli rzeczywiście lepiej było oszczędzić jemu i sobie tego całego zachodu i poprzeć pomysł z wymierzeniem odpowiedniej kary?
Niespiesznie podszedł do mężczyzny i spełnił jego życzenie. W przeciwieństwie do Jamesa, zachowywał naturalny spokój, ale właśnie przez to sprawiał wrażenie bardziej pewnego siebie. W rzeczywistości, chociaż nie miażdżył mężczyzny spojrzeniem pełnym czujności i nieufności, był bardzo uważny i gotowy na natychmiastową reakcję. 'Mieć oczy zawsze otwarte.'
- Wiem, że jesteś praworęczny. - Odłożył 'magnetyczny spinacz do bielizny' (bo tak strażnicy lubili nazywać to urządzenie) na stole naprzeciwko Jamesa, by mieć go w zasięgu wzroku. - Na razie nie możesz wychodzić poza teren jednostki. Nie radzę ci kombinować, bo to twoja pierwsza i jedyna szansa. Na niej kończy się kredyt zaufania, jaki mi dali. Możesz od razu powiedzieć, jeśli zamierzasz zmarnować tę przysługę.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Lis 23, 2014 10:07 pm

Kiedy w końcu przywrócono mu swobodę ruchów, kąciki jego ust powędrowały nieznacznie ku górze. Wiele osób po utracie kończyny i zastąpieniu jej stalową protezą, byłoby potwornie zrozpaczonych, bez względu na to, jakie możliwości dawała sztuczna ręka. On ją uwielbiał. Jej siłę i precyzję. Istny cud technologii.
Obserwując stalową dłoń, poruszył każdym palcem z osobna, po czym zacisnął ją w pięść i rozluźnił. Chciał mieć pewność, że wszystko działa bez zarzutu. W tej jednej chwili stracił zainteresowanie Kapitanem, strażnikami czy czymkolwiek innym. Czuł się jak dziecko, które odzyskało zabawkę.
Fałszywe pozory. Słuchał go niezwykle uważnie.
- Nie pilnuje mnie tylko tych dwóch pod drzwiami – przyznał się do swojej wiedzy, po czym odchylił głowę, aby móc zerknąć w kierunku okna. – Karabiny z trzech wierz zwiadowczych wymierzone są prosto w stronę tego okna. Skazaliście ich na długie godziny sterczenia przy broni i czekania, aż zdecyduję się wyrwać żelazną kratę – dopiero po tych słowach przeniósł na niego uważne spojrzenie stalowych oczu. Ściągnął nogi z wolnego krzesła, a następnie podniósł się z miejsca i spokojnym krokiem ruszył w stronę aneksu kuchennego.
Nie obawiał się wody. Ręka była na nią odporna. Gdyby nie to, nie nadawałby się do większości misji.
Odkręcił kran i podstawił pod niego jedną ze szklanek, napełniając ją, aby następnie wypić substancję zachłannie. Po długich przesłuchaniach, śmiesznej farsie w głównej siedzibie i podróży do tego kurortu wypoczynkowego, był zmęczony w sposób, w jaki może być zmęczony każdy normalny człowiek. Ha, zaskakujące!
Nie wrócił już na swoje miejsce, a został przy zlewie. Oparł się o kuchenny blat, po czym zwrócił wzrok w stronę Kapitana, mierząc go uważnym spojrzeniem.
- Wypełniałem rozkazy, Kapitanie – odezwał się niespodziewanie. Nie usprawiedliwiał się, nie żalił. Nie zmieniał postawy swojego ciała, pozbawiając je jakiegokolwiek przekazu. – To moje zadanie: wypełniać rozkazy, bez względu na to, czego dotyczą. Nie pytano mnie o zdanie i ja tego też nie oczekiwałem. Jestem żołnierzem. I w chwili obecnej trafiłem pod twoje dowództwo. HYDRA, S.H.I.E.L.D, wojsko. Nieważne. Nie zamierzam zabijać nikogo, dopóki nie wydasz takiego rozkazu – powiedział beznamiętnym, bezbarwnym głosem. Jakby nie posiadał emocji. Jakby wyprano go z nich razem z tymi wszystkimi paskudnymi procederami, jakie odbywały się w Hydrze.
Żołnierz idealny. Pozbawiony swoich własnych praw.
- Czy to już wszystko, Kapitanie? – zapytał, sugerując mu, że na dziś ma serdecznie dosyć kontaktów z ludźmi. Jakimikolwiek. A może: zwłaszcza z nim?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Lis 25, 2014 11:48 pm

Podążał spojrzeniem za mężczyzną i słuchał go, uśmiechając się pobłażliwie.
- Och, daj spokój. Obydwaj wiemy, że gdyby to było pewnym zabezpieczeniem, pół roku temu zakończyliby na zwykłym oddziale i snajperach, a nie wciąganiu w to mnie i reszty. - W pamięci przewinęło mu się kilka scen z przeszłości. Nie chciał, by się to powtórzyło teraz czy kiedykolwiek indziej. Odnotował też, że James ma jakieś pojęcie o rozmieszczeniu ludzi, czego właściwie się po nim spodziewał i był pewny, że wie więcej niż powiedział, przecież w tym aspekcie działali na podobnych zasadach, przechodzili podobne szkolenia i sami nauczyli się podobnych rzeczy. Dowód: polowali na siebie przez tę sześciomiesięczną wieczność, a jednak obydwaj stali tu żywi.
Gdy James pił, spojrzenie Rogera zatrzymało się na szyi mężczyzny. A gdyby to zakończyć w tej chwili? Jeden strzał, brak ostrzeżenia, nieme przyzwolenie Kapitana i pozbyliby się strachu o przyszłość... oczywiście aż do następnego razu, gdy zło wypełznie ze swej pieczary i wyciągnie plugawe łapska w stronę ich pięknego kraju.
Skinął głową na znak, że rozumie jego podejście, ale nijak tego nie skomentował. Czy miał się obawiać przeświadczenia, że rozumie Jamesa lepiej niż by chciał? Bynajmniej - dopóki sam nie przyjmie takiej zasady.
- Nie. Ostatnia rzecz. - Poszedł wolno i zatrzymał się parę kroków przed mężczyzną. Patrzył na niego z tym samym opanowaniem co przed chwilą. A może jednak nie? Zmarszczył brwi. Nie mógł nie wykorzystać takiej okazji. - Czy ty mnie pamiętasz, James?

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Lis 26, 2014 12:25 am

James był jak zwierze w klatce. Zamknięty w nieznanym sobie obiekcie, otoczony gromadą strażników gotowych zneutralizować go, gdyby tylko okazał się zagrożeniem… Ale jednocześnie czuł się zupełnie swobodnie. Kwestia przyzwyczajenia. Hydra nigdy nie była dla niego czymś więcej niż ten nowy pokój, nowi strażnicy, nowe pancerne drzwi czy nowe kraty w oknach.
Było po staremu. Tylko w innym miejscu.
Jaką rolę w tym wszystkim odgrywał Roger? Miał być kolejnym Alexandrem Pircem, który sypie wyrokami śmierci na prawo i lewo, a Żołnierz słucha go bez zawahania.
Nie odpowiedział na uwagę Kapitana, zwracając się w kierunku kuchennego blatu, aby odstawić szklankę. Gdy nie kontrolował stalowej ręki, ta zwisała zupełnie luźno wzdłuż jego ciała, wyglądając tak, jakby wciąż obciążała ją moc elektromagnesu.
Swoim towarzyszem zainteresował się dopiero, gdy ten ruszył w jego kierunku. Momentalnie srebrne spojrzenie Jamesa stało się znacznie bardziej uważne, a sylwetka odsunęła się od blatu, będąc gotową do obrony. A może do ataku? Nie rozluźnił się także wtedy, gdy Roger stanął w bezpiecznej odległości.
Cóż za osobliwe pytanie. Milczał, a wyraz jego twarzy nie zmienił się ani na krótki moment. Dopiero po chwili ruszył stalową dłonią w kierunku swojej skroni – oparł na niej dwa palce jakby w geście zamyślenia. Przywołania do siebie bardzo odległej wiedzy.
- Sądzę, że wspomnienie o tobie zostało usmażone elektrowstrząsami – stwierdził w przeszywająco, paskudnie obojętny sposób. Jakby nie robiło to na nim żadnego wrażenia. W jego głosie nie zabrzmiał nawet chłód! Pusta beznamiętność.
- Wiem, że nie jesteś mi zupełnie obcy. I to jedyna wiedza jaką posiadam – dodał krótko, opuszczając rękę. Słodkie niedomówienie ozdobione tym samym spojrzeniem, co przed chwilą: porażająco obojętnym.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Gru 09, 2014 1:16 am

Wprawdzie nie takiej odpowiedzi się spodziewał, ale nie był też bardzo zaskoczony, a sam beznamiętność wręcz go uspokoiła. Krótko skinął głową pokazując, że zrozumiał i daje spokój. Nie zamierzał ciągnąć tematu dalej. Dość sentymentów na dziś, dość słabości.
- Widzimy się jutro na placu. Punkt ósma. - Cofnął się i wyszedł, pozostawiając za plecami swój największy problem.

Zmiany. Roger aż nazbyt dobrze znał to upiorne uczucie. Wstaje się jak co rano, na pamięć parzy kawę i wrzuca chleb do tostera, patrzy na te same ściany, wygląda za to samo okno i widzi to samo co wczoraj i przedwczoraj i jeszcze wcześniej... aż trudno uwierzyć, że to wszystko jest prawdziwe. Ma się ochotę krzyczeć, że skoro w jego świecie coś uległo diametralnej zmianie, to ten zewnętrzny świat też musi zareagować. Dlaczego te budynki stoją takie szare i niewzruszone? Czemu nie drżą w posadach z lęku o przyszłość? Czemu przechodnie mijają go tak beznamiętnie, czemu nikt nie podejdzie i nie wytknie mu wszystkich błędów, nie doradzi, nie klepnie w ramię, mówiąc, że nie jest sam i nie musi bać się o konsekwencje swoich decyzji? Nie martw się, Roger, wszystko będzie dobrze. Nie narażasz życia swojego i całej reszty.

James był grzeczny? Baza jeszcze stała? Wspaniale!
Na ćwiczeniach drużyny Kapitana był taki zwyczaj, że umówioną godziną rozpoczęcia była ósma, jednak większość osób pojawiała się wcześniej i aby nie tracić czasu, każdy rozpoczynał od razu, indywidualnymi ćwiczeniami. Całą grupą spotykali się dopiero na zbiórce na zakończenie. Roger zastanawiał się, czy nie zwołać oddziału wcześniej, zanim dołączy do nich James, jednak zrezygnował z tego pomysłu. Stało się. To była jego decyzja, a oni muszą ją respektować, czy tego chcą czy nie.
Dzisiaj... cholerne dzisiaj. Dzisiaj było tak samo jak wcześniej, nawet w tym miejscu pozornie nic się nie zmieniło... wystarczyło tylko się nie rozglądać i udawać, że nie dostrzega się wzmocnionej ochrony. Nawet Mini, jedyna kobieta w oddziale Kapitana, ku jego zaskoczeniu zagadała o codzienny temat, zręcznie udając, że nie wie bądź wcale nie zwróciła uwagi na fakt powiększenia się grupy o trzynastą osobę.
- Tak, to miało być dwudziestego pierwszego. Jeśli do tego czasu nie zdarzy się nic niespodziewanego, powinno ci się udać. - Roger zatrzymał się przy niej i korzystając z kilku sekund przerwy, poprawił bluzę, po czym wrócił do ćwiczeń. Jeśli rzeczywiście 'nie zdarzy się nic niespodziewanego' nie dojdzie do żadnej tragedii, będziemy musieli zorganizować ćwiczenia komunikacyjne. Będzie zabawnie.
Powstrzymał się przed spojrzeniem na zegarek.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Gru 10, 2014 10:07 pm

Czwórka strażników z przodu. Czwórka z tyłu. Cóż za śmieszna farsa! Wciąż sądzili, że ta garstka nieszczególnie uzdolnionych osób byłaby w stanie powstrzymać Jamesa, gdyby zaczął porządnie szaleć? Przewagę nad nim miał jedynie pieprzony elektromagnes, który jakiś ważniak znów przypiął mu do ręki. Nienawidził tego ustrojstwa.
Dziesięciu snajperów na dachu także mogło przekonać Żołnierza do zachowania spokoju. Wszyscy gotowi do strzału.
- Wybacz, Kapitanie – odezwał się jeden ze strażników. – Ale przy nas będzie spięty – dodał zaraz, wyraźnie przejęty tym wszystkim. Był w końcu tylko człowiekiem! Miał prawo trząść się ze strachu! Choć jego postawa budziła w Jamesie to dziwne, słodkie uczucie… Chęć wyeliminowania słabszych jednostek w swojej grupie. W Hydrze miał do tego pełne prawo. Ten jeden mężczyzna powinien stać na pierwszym miejscu w kolejce do odstrzału. Kulka w głowę. Nic specjalnego. Na takich ludzi nie warto się wysilać.
- Zwiążcie mi jeszcze nogi – wtrącił subtelnie, choć z pewną delikatną nutą irytacji w głosie. To było wojsko!? To była banda ciot, których należy się pozbyć. W Hydrze już ktoś kopałby dla nich groby za koszarami.
Dopiero po chwili jeden z nieco odważniejszych strażników odwrócił się w kierunku Jamesa i sprawnym ruchem zdjął elektromagnes ze stalowego nadgarstka, przywracając sprawność ręce. Zimowy Żołnierz powiódł uważnym spojrzeniem po pozostałych członkach swojej drużyny, wzrok zatrzymując dopiero na sylwetce Kapitana, unosząc przy tym nieznacznie podbródek ku górze. Kiedy ostatni raz trenował z ludźmi? Zwykle robił to sam. We własnym zakresie. Bez świadków, kompletnie poddając się swoim instynktom, doświadczeniu i wiedzy. Bywał wówczas nieobliczalny. Jak w trakcie prawdziwej walki. Biedni ci ludzie - nieświadomi zagrożenia, na jakie zostali wystawieni…
Znów uniósł wzrok na przygotowanych snajperów, po czym powrócił spojrzeniem do Rogera. Tak, jakby chciał mu powiedzieć, że jest w pełni świadom tego, co czeka go za ewentualną niesubordynację.
Oddział S.T.R.I.K.E, który przyprowadził Jamesa, wcale nie rozszedł się – stanęli na uboczu. Wyprostowani i uzbrojeni, gotowi wkroczyć, jeśli coś poszłoby nie tak, jak powinno. Parodia. A może niektórzy byli tu z ciekawości? Nie widzieli jeszcze walczącego Żołnierza… Chcieli zobaczyć, jak dużym zagrożeniem jest.
Nie spuszczając z Rogera twardego, uważnego spojrzenia, naciągnął na dłonie skórzane rękawice – także na metalową. I czekał. Na komendę.
Aż w końcu padła - wszyscy ruszyli biegiem wokół wyznaczonej trasy. On także, skupiając się już tylko na tym zajęciu. Był potwornie skoncentrowany na samym fakcie konieczności wypełnienia rozkazu, bez względu na to, jak idiotycznym mógłby się on okazać. Nawet, jeśli chodziło o bieg. Nie myślał o niczym. Nie rozglądał się. Nie zastanawiał nad tym, czy ktoś go wyprzedza. Biegł. Tak długo, jak trzeba było, nie odczuwając przy tym typowo ludzkiego zmęczenia. Posiadał zdecydowanie więcej siły niż przeciętny człowiek. Lecz nie więcej niż Roger. Tyle samo?
Pierwsze okrążenie. Piąte. Dziesiąte i piętnaste. Większość miała dość, a on z Kapitanem mogli bez problemu przemierzyć dwukrotność tej trasy. Słabeusze (którymi oczywiście gardził) zaczęli z czasem przeszkadzać mu w biegu – zwolnili, więc musiał przedzierać się przez nich, wciąż utrzymując stałe tempo.
Eliminuj wszystkie przeszkody na swojej drodze.
Reszta biegła wolniej, on przyśpieszył, wcale nie zamierzając się zatrzymać. Mijał kolejnych żołnierzy, sprawnie wbijając się między nich, jednocześnie unikając jakiegokolwiek kontaktu cielesnego. Aż do czasu… Mijając jednego z biegnących mężczyzn, pozornie przypadkiem i zupełnie nieumyślnie pchnął go stalowym ramieniem, nie zatrzymując się. Owszem, podobne sytuacje miały miejsce wcześniej między pozostałymi ćwiczącymi. Ale oni zawsze zatrzymywali się, może nawet przepraszali i pomagali się pozbierać. Cóż za realne odzwierciedlenie warunków panujących na wojnie! Komedia.
Nie dostał konkretnego rozkazu. Dlatego też James biegł, nie oglądając się na poszkodowanego mężczyznę. Siła uderzenia stalowej ręki co najmniej kilkukrotnie przewyższała typowo ludzkie umiejętności, a on zdawał się tego po prostu nie zauważyć.
Wypadek przy pracy. Choć na górze zawrzało od nagłego poruszenia snajperów. Oddział S.T.R.I.K.E także stanął w pełnej gotowości do unieszkodliwienia Jamesa. A on? Biegł dalej. Wydawał się wręcz beztroski. I jednocześnie gotowy zrobić znacznie więcej znacznie paskudniejszych rzeczy. Roger znał to zawzięte spojrzenie. Znał je z dzieciństwa i z młodzieńczych bójek, ale wtedy było subtelniejsze… Nie tak zimne i bezwzględne.
Dla osoby, która kompletnie nic nie wiedziała o Jamesie, było to po prostu spojrzenie skoncentrowanego żołnierza. Nic więcej. I jednocześnie – nic istotnego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 14, 2014 12:26 am

Roger oczywiście rozumiał strach i starał się mieć do tych ludzi... hm, jeśli nie szacunek, to chociaż służbowy dystans, ale czasem aż cisnęło mu się na usta, by zwrócić im uwagę. Czy tak trudno było się domyślić, że takie zachowanie tylko utwierdzało Jamesa w poczuciu wyższości? Na szczęście szkolenie akurat tych ludzi nie należało do jego obowiązków, dlatego darował sobie zwracanie uwagi i skupił na ważniejszych rzeczach.
Akurat świadomość zagrożenia płynącego ze strony Jamesa wśród zespołu kapitana była wysoka. Ktoś z zewnątrz pewnie nie zauważyłby żadnej różnicy w ich zachowaniu, ale Roger czuł to napięcie. Miał wrażenie, że gdy tylko nie patrzył, rzucano w jego kierunku mordercze i pełne wyrzutu spojrzenia. Co Stevenson robi, na co nas skazuje!? To zbyt ryzykowne. Żołnierz nie powinien żyć, jest zagrożeniem dla nas wszystkich! Eee... To miło, że Kapitan w nas wierzy, ale to już przesada!
Roger musiał trzymać rękę na pulsie, zaczynał się denerwować, ale przekierował to uczucie w coś bardziej konstruktywnego, w czujność. Był pewny, że James coś wywinie, to tylko kwestia czasu, dlatego świadomie trzymał się z tyłu. I proszę! Wiedział, po prostu wiedział! Oczywiście nie miał szansy dostrzec jego mimiki dopóki go nie wyminął i nie zatrzymał się.
- Jimmie, do jasnej cholery, stój. O co chodzi? - Moment, moment, jak on go nazwał? Zorientował się dopiero po chwili i starał jak najszybciej wyrzucić tę myśl z głowy. Wiedział, że zaraz przyjdzie niezręczna świadomość, że nie używał tego zdrobnienia od tylu lat. Oho, szlag... za późno. Musi się skupić. Zmarszczył brwi i rzucił mężczyźnie twarde spojrzenie, bez wahania stając do konfrontacji z jego nieugiętością.
Jimmie...  Obiecał sobie, że nigdy więcej nie użyje tego zdrobnienia i że będzie się pilnował jak tylko potrafi. To już nie jest Jimmie.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 14, 2014 1:04 am

- Jimmie? – powtórzył, automatycznie zatrzymując się w miejscu, aby móc uważniej przyjrzeć się Kapitanowi. Gdyby padła pełna wersja jego imienia, najpewniej wciąż biegłby. Ale w tej jednej chwili wzrok Żołnierza wydał się nieco inny – szukał czegoś w strzępkach swojej pamięci, chwytając się drobnych fragmentów, aby dotrzeć do czegoś. Nawet nie wiedział, czym ów coś było.
Ale ktoś już tak do niego mówił. Dla kogoś był Jimmim.
- Przeszkadzał mi – odparł po chwili, oglądając się na wstającego mężczyznę. Jak gdyby nic się nie stało. W końcu... Tylko go popchnął, prawda? Nie wbił jego głowy w ścianę, a jedynie lekko go pchnął. – Walcząc, nie poprosiłbym go grzecznie o przesunięcie się, Kapitanie. Nie odgrywajmy sztucznych scen, a nauczmy ich ginąć z godnością – dodał, unosząc nieznacznie podbródek ku górze. Zerknął w kierunku tych wszystkich śmiesznych strzelców stojących na dachach pobliskich budynków.
To co? Zaraz przybiegnie kilku odważniejszych strażników i znów zapną mu ten chujowy ozdobnik w postaci elektromagnesu? Skrzywił się mimowolnie na tę myśl, spoglądając raz jeszcze w stronę mężczyzny, którego pchnął. Nie wyglądał na szczególnie umierającego, więc James nie widział większego problemu. Wrócił spojrzeniem do snajperów u szczytu budynku i niemal roześmiał się, podziwiając tę farsę.
- Rozumiem, że w tym momencie kończy się mój trening, Kapitanie? – mruknął niskim tonem. – Mogą odłożyć broń. Nie będę się rzucał przy skuwaniu mnie – w jego głosie znów zabrzmiała ta porażająca obojętność i chłód. Jakby wszystko było mu jedno. To, czy za chwilę go rozstrzelają jak i to, czy kiedykolwiek odzyska pamięć. Na niczym w żaden sposób mu nie zależało. Nawet nie miał misji, na której mógłby się skupić! Wszystko było nieważne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 14, 2014 3:09 am

Jimmie... Tak, dobrze słyszał. O co chodzi? Jeśli James będzie chciał mu wyrzucić nieprofesjonalne zachowanie, to naprawdę go zirytuje! Ale nie, nie. Kapitan obserwował go uważnie, podświadomie doszukując się przesłanek zdradzających ewentualną chęć ataku czy jakiegoś innego zachowania, które skazałoby całą tą niewyobrażalnie ryzykowną próbę przywrócenia Jamesowi społecznej użyteczności na porażkę. Później przyjdzie czas na przemyślenie i zastanawianie się, co też ta chwilowa zmiana mogła oznaczać.
- Ale to nie są twoi wrogowie. Już nie. - Lakoniczna, ale silna odpowiedź. - W tej chwili nie walczycie tylko biegacie. Poza tym wiedząc, że prowokujesz kogoś, kto praktycznie nie ma szansy z tobą wygrać, to ty nie wykazujesz się godnością, nie mówiąc o ambicji. Nie rób tego. - Był za mało zadufany w sobie, by nawet przez myśl mu przeszło, że w tym miejscu tylko on nie jest tym 'ambitnym celem'. Uznał temat za zakończony, ale dał mu czas na odpowiedź. Sam rzucił spojrzeniem za Żołnierza i skontrolował sytuację. Jace zdążył się pozbierać i nawet zaczął odpędzać całe zbiegowisko, odrzucając propozycje pomocy. Uff... Roger widział, że tak naprawdę nic się nie stało, być może to sprawdzanie, na jak wiele Żołnierzowi pozwoli, ale sam fakt zaistnienia takiej sytuacji sprawił, że westchnął rozczarowany.
Utwierdził się w decyzji dotyczącej tego, by nie włączać Jamesa do ćwiczeń na macie, a jeśli już to na pewno nie teraz i nigdy z kimś innym, niż on sam.
- Tak, koniec, ale jest sprawa. Chodź. - Gestem zakomunikował, że wszystko dobrze, że nie jest potrzebna ingerencja i poradzi sobie sam. Zaprowadził mężczyznę do budynku, odprowadził pod same prysznice i dopiero wtedy zostawił pod opieką S.T.R.I.K.E'a, przede wszystkim po to, by uniknąć użycia komicznego magnetycznego 'spinacza'. Poza tym chciał pokazać, że pomimo zgrzytu, James dostaje drugą szansę. A może tak naprawdę dawał ją sobie? Powinien być bliżej niego, popełnił błąd trzymając się z tyłu. Musi się bardziej, pilnować.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 14, 2014 9:55 am

- Ani ja, ani oni nie mają mnie za przyjaciela, Kapitanie – prychnął, rozbawiony takim rozumowaniem. – Jeśli mam z nimi współpracować w przyszłości, nie powinni się przede mną trząść ze strachu – dodał, oglądając się na swoją grupę. Zamieszanie wokół popchniętego mężczyzny już zniknęło, ale jednocześnie atmosfera wydała się Jamesowi paskudnie gęsta, przesycona samymi negatywnymi emocjami. Nie, żeby robiło to na nim wrażenie. Bo nie robiło, żadnego.
Na słowa o godności powrócił spojrzeniem do Kapitana, uśmiechając się ironicznie.
- Zwykle zabijałem słabszych i niezdolnych do obrony przede mną. Między godnie umrzeć a godnie żyć jest jedna różnica. Pierwsze mnie obchodzi, drugie nie – stwierdził, chowając dłonie w kieszeniach czarnej bluzy. Skoro S.T.R.I.K.E jeszcze nie przyszli go skuć, nie musiał wysilać się na bycie grzecznym chłopcem, który poda im ręce do zapięcia tych wkurwiających ozdób. Ale musiał przyznać, że zdziwiła go ochrona w postaci Kapitana – nie mówiąc jednak nic, ruszył za nim równym krokiem, nie oglądając się już ani na oddział specjalny, ani na snajperów czy członków swojej drużyny. Nie mówił nic. Dawny James zawsze miał wiele cennych, ironicznych uwag. A obecny milczał, ograniczając się do lakonicznej mowy, gdy ta była niezbędna.
Chociaż… Czasami męczyły go pewne pytania, których w Hydrze nie miał komu zadawać. W momencie, gdy Kapitan miał już odejść do swoich obowiązków i zostawić Żołnierza ze S.T.R.I.K.E, James napotkał kolejne intrygujące go pytanie.
- Kapitanie – odezwał się, zatrzymując go. – Który mamy rok? – prosta sprawa. A jednocześnie cholernie ciężka dla człowieka, którego budzono tylko, gdy był potrzebny do mordowania. Ile czasu właściwie spał? W trakcie misji widział, jak wszystko się zmienia w zawrotnym tempie… Ale nie miał prawa skupiać się na tym. A później wracał do Hydry. Siadał w gabinecie lekarskim wystylizowanym na lata czterdzieste minionego wieku. I pozwalał sobie bolesnymi metodami wymazać pamięć do cna. Nie myślał. Działał jak maszyna.
Oczywiście, że na jego pytanie mógłby odpowiedzieć którykolwiek ze strażników. Ale z nimi nie chciał mówić o niczym.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 14, 2014 11:41 pm

Nie sądził, że uda mu się tak szybko złapać jakiś kontakt z Jamesem, w jakiś sposób pocieszyło go to spostrzeżenie. Może nie było aż tak źle? Może cały ten pomysł nie był skazany na porażkę? Może niepotrzebnie już szukał argumentów, jakimi będzie próbował tłumaczyć siebie i jego? Jednak to nie był czas ani miejsce na takie myśli, a tym bardziej na dyskusje.
- Porozmawiamy później. - Przełożył obowiązki nad ciekawość. Tak, zdecydowanie musiał uważać i nie dać uśpić swojej czujności. Musi mieć oczy otwarte.
Odprowadził go pod samą cele i zwięźle poinformował o tym, że widzą się za dwadzieścia minut w chwilowym domu Jamesa (zanim zaczął cokolwiek mówić, musiał się zastanowić, jak zgrabnie nazwać te pomieszczenia). Darował sobie jakiekolwiek komentarze czy ostrzeżenia. Pewnie obydwaj dobrze wiedzieli, że limit dobroduszności w najbliższym czasie już został wyczerpany. Kapitan chciał odejść, pozostawiając mężczyznę pod opieką oddziału, ale został zatrzymany. Zmarszczył brwi, początkowo sądząc, że źle usłyszał. A potem stało się jasne. Pamiętał co czuł, gdzie był i co chciał zrobić, gdy sam zadał to pytanie i dostał odpowiedź.
– Dwa tysiące dziewiętnasty – odpowiedział po chwili, skupiając się na jego reakcji. – Dokładnie mamy dziś trzynasty grudnia dwa tysiące dziewiętnastego roku.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 23

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Nie Gru 14, 2014 11:51 pm

Dwa tysiące dziewiętnasty.
Na krótki moment w spojrzeniu Zimowego Żołnierza nastąpiła drastyczna zmiana. Jakby te słowa uderzyły w niego bardziej fizycznie niż psychicznie. Sądził, że w sumie przespał około dwudziestu lat. A jednak pomylił się. Całkiem drastycznie.
Ale już po chwili jego wzrok wrócił do standardowej obojętności i chłodu. Coś jednak w nim pękło. Cała ta zimna powłoka, którą prezentował tak uparcie wszystkim otaczającym go ludziom, była jedynie murem. Ogrodzeniem, któremu pozwolił na krótki moment szoku opaść, aby po chwili znów wrócić za mur. Chronić się w swoim świecie.
Strażnicy przygotowali się do pełnienia warty, a James bez słowa wszedł do swojego pokoju. Miał poczekać na Kapitana. Gdy drzwi zostały zamknięte, a on znalazł się w pomieszczeniu zupełnie sam ze sobą, zaczął odczuwać przytłaczający ciężar tych wszystkich lat. Usiadł na ciasnym, jednoosobowym łóżku, starając się odciąć od myśli. Wyłączyć. W Hydrze dbano o to, aby miał czysty umysł. W S.H.I.E.L.D musiał sam dbać o swój szalony umysł.
- Dwa tysiące dziewiętnasty – prychnął pod nosem, sięgając po przygotowaną butelkę wody. Chciał się napić. A nawet nie spostrzegł jak stalowa dłoń zacisnęła się na niej, miażdżąc ją sprawnie.
Pieprzony dwa tysiące dziewiętnasty.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pon Gru 15, 2014 12:42 am

Im dłużej go obserwował, tym bardziej przekonywał siebie samego, że może go tu teraz zostawić samego bez ryzykowania jakąś tragedią. Z jednej strony czuł, że taktownie byłoby dać mężczyźnie czas na przetrawienie tej informacji, z drugiej nie miał do niego zaufania i bał się, że znowu coś pójdzie nie tak. Musiał podjąć jakąś decyzję. Nie dodawał już nic więcej, po prostu wyszedł i polecił strażnikom wzmożoną czujność.
To wszystko potoczyło się tak szybko, pomimo tego, że trwało niemal wiek. Jego samego napadła bezsilna złość na to, że nie może cofnąć czasu, że już nigdy nie zobaczy tych, których znał, że nie mógł śledzić rozwoju kluczowych momentów w historii całej Ziemi. A myślał, że się już na to uodpornił...
Pomimo wszystko prysznic odświeżył także jego umysł i przywrócił część energii. Gdy wracał do Jamesa, zastanawiał się, ile razy jeszcze będzie szedł tym korytarzem dobierając odpowiednie słowa, jakimi powinien zakomunikować mu jakąś ważną rzecz. I ile jeszcze tych 'ważnych rzeczy' panowie w garniturach mają w zanadrzu! Jeśli będą zbyt uciążliwi i w pewnym momencie rzucił czymś absurdalnym, Kapitan wymiga się jakoś i zmusi któregoś z ważniaków do osobistego odwiedzenia Żołnierza i szczerej rozmowy oko w oko. Uśmiechnął się w duchu do swoich myśli.
Tym razem miał dla niego ważną propozycję nie tylko ze względu na cały projekt.
– Chodzi o kurację przywracającą pamięć – zaczął bez zbędnych wstępów, wcześniej tylko pozdrowił go skinieniem głowy. – Nie jest to dostępne dla każdego i nie sądzę żeby kiedykolwiek było, ale leki wyszły z fazy czysto eksperymentalnej i nie zdarza się wiele powikłań. – Przeszedł się po niewielkim pomieszczeniu, po czym stanął przy oknie (oczywiście w bezpiecznej odległości od ściany) i mówił, skupiając się na Jamesie. Rzucił mu smutny uśmiech i wzruszył ramionami. – Właściwie najgorszą częścią jest zaakceptowanie tego, co można sobie przypomnieć. Nie znam wielu szczegółów, ale jest specjalista, który nawet teraz mógłby więcej wyjaśnić. Twoja zgoda byłaby... wskazana. Oni nie naciskają, ale na pewno zdajesz sobie sprawę, jak zrozumieliby odmowę i że nie zawahaliby się użyć tego przeciwko... – zamilkł na chwilę, bo w porę przyłapał się, że chciał użyć niewłaściwego słowa. – ...tobie.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Pon Gru 15, 2014 4:22 pm

Nim Roger zdążył go ponownie odwiedzić, James zdołał już pozbierać się w spójną całość. Zimny, obojętny, niezainteresowany niczym ponad przeżycie. I ewentualne mordy. Podniósł na swojego gościa uważne spojrzenie, odruchowo wstając z miejsca – dla zachowania własnego bezpieczeństwa zawsze pozostawał w pełnej gotowości do ewentualnej obrony.
Ale już pierwsze słowa zdziwiły go. Przyjrzał się uważniej mężczyźnie, jakby doszukiwał się w nim fałszu bądź żartu. Może zaraz Roger nazwie go naiwnym i zacznie się śmiać?
- Chodźmy tam – zadecydował bez zawahania, choć właściwie nie był pewien, czy tego chce. Pamiętać. Wszystko. Zmarszczył lekko czoło na tę myśl, zaraz jednak odsuwając ją od siebie… Nie mógł normalnie funkcjonować, nie wiedząc o sobie zupełnie nic.

Ten gabinet kompletnie nie przypominał tego, który regularnie odwiedzał w Hydrze. Ten był nowoczesny. Współczesny. Jedynie sam lekarz nie pasował do obecnych czasów – niski mężczyzna o krępej budowie ciała. Na ramiona miał naciągnięty jasny kitel, który niemalże całkowicie ukrywał jego sylwetkę. Widząc swych gości, mężczyzna odłożył czytany podręcznik i zmierzył ich uważnym spojrzeniem spod grubych szkieł okularów.
Nie wyglądał na złego człowieka. Ale Arnim Zola też – na pierwszy rzut oka – nie wydawał się groźny. Nie bez powodu to skojarzenie pojawiło się w tej chwili.  
- Usiądźcie, Kapitanie – odezwał się mężczyzna, samemu wstając. – Cieszę się, że w końcu mogę pana poznać, sierżancie – zwrócił się bezpośrednio do Jamesa, który w żaden sposób nie skomentował tego powitania, zajmując jedno z krzeseł. Kontrolnie zerknął w kierunku Rogera, zastanawiając się czy ten opuści gabinet, czy też w nim zostanie. Został. Razem z członkiem S.T.R.I.K.E, który stanął za fotelem Jamesa z karabinem maszynowym nowej generacji. Gotowy do strzału, gdyby Żołnierz zaczął szaleć.
- Rozumiem, że mam zwięźle przedstawić warunki działania leku? – zapytał lekarz, nie wydając się szczególnie przerażony tym, z kim rozmawiał. Albo był bardziej odważny od całego oddziału S.T.R.I.K.E, albo paskudnie szalony. James w odpowiedzi na jego pytanie skinął głową, obserwując go uważnym, paraliżująco zimnym spojrzeniem. Naturalnym dla siebie.
- Dawkowanie opiera się na jednej tabletce przed snem, więc nie powinno być uciążliwe – zaczął, wyciągając białe, nieetykietowane opakowanie z biurka. Przesunął je w kierunku mężczyzny, umożliwiając Jamesowi obejrzenie pastylek. Z czego ten skorzystał. – Lek stymuluje odbudowę powiązań pomiędzy neuronami w mózgu. Jest więc skuteczny przy obrażeniach mechanicznych. Jak wykazały testy – także przy usuwaniu pamięci metodą elektrowstrząsów, sierżancie. Zmiany w mózgu w żaden sposób nie będą działać na funkcjonowanie normalnego organizmu. Jednakże nie jestem w stanie określić, jak ta kwestia będzie wyglądała w przypadku osób z tak wyraźnymi modyfikacjami genetycznymi jak pan – wyjaśniał spokojnym, cierpliwym głosem, pozwalając sobie na nieustanne spoglądanie w kierunku stalowej dłoni. Nie ze strachem. Z fascynacją. – Sądzę, że nie zaburzy pracy tego mechanizmu. Nie jesteśmy w stanie także przewidzieć w jakiej formie zacznie powracać pamięć. Ani w jakiej kolejności. Terapia będzie trwała pół roku i w jej trakcie…
- Nie będzie trwała – przerwał James, odkładając opakowanie na biurko. Podniósł na lekarza uważny wzrok, który po chwili przeniósł na Kapitana. – Mogą mnie rozstrzelać. Ale nie zgodzę się na eksperymentowanie na mnie – oznajmił. Spokojnie wręcz! Choć twardo i okrutnie stanowczo, jasno dając do zrozumienia, że nie zamierza w żaden sposób naginać swojego zdania na ten temat. Postanowił. Nie czekając na Rogera, podniósł się z miejsca i spokojnym krokiem ruszył w kierunku drzwi, przy których zatrzymał się, doskonale wiedząc, że nie wolno mu wyjść samemu. Wymownie spojrzał w kierunku strażnika, chcąc już opuścić gabinet.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Gru 16, 2014 1:18 am

I już? Poszło tak łatwo? Czyżby James coś kombinował? Albo raczej wypadało zapytać: co dokładnie James kombinował, bo Rogerowi trudno było uwierzyć w brak komplikacji podczas podejmowania tak ważnej decyzji. Albo po prostu tylko jemu wydawała się znacząca, gdy dla samego Żołnierza była obojętna.
Otworzył usta, jakby chciał coś dodać, był przygotowany na wytoczenie kolejnych argumentów, jednak szczęśliwie zostało mu to oszczędzone. Skinął głową i wyszedł, prowadząc do miejsca docelowego.

Roger nie znał dobrze tego doktorka, spotkał go raz, gdy słuchał tego samego, z czym pewnie będzie miał okazję zapoznać się Żołnierz. Pozostawało mieć nadzieję, że naukowiec wie co robi i nie zechce przetestować cierpliwości Jamesa. Swoją drogą, właśnie: Kapitan podziękował gestem dłoni za miejsce, wolał nie siadać, w razie czego pozostając w gotowości. Stanął kawałek dalej i oparł się biodrem o jeden ze stolików. Starał się nie wpadać w paranoję i musi przestać się gapić! Nie może czekać na to, aż sierżant rzuci się na kogoś. Spojrzał w bok na stojaczek z pustymi fiolkami w różnych kształtach i popukał paznokciem w jedną z nich, cały czas przysłuchując się rozmowie. 'Nie jestem w stanie określić...' Och, po co o tym mówiłeś! Teraz na pewno się nie uda. Nie mógł być zły na doktora za szczerość, ale, cholera!
Wyprostował się, cały w gotowości do szybkiego działania, jednocześnie dając strażnikom znak, by nie reagowali. Najgorsze było to, że rozumiał motywy Jamesa i próbował dać mu wolną wolę, mogąc się tylko domyślać, przez co ten do tej pory przeszedł w Hydrze. Z drugiej strony chciał namówić go, by chociaż spróbował.
– James, zastanów się. Jeśli byłyby widoczne jakieś efekty, mógłbym udostępnić ci wgląd do twoich akt. – Ruszył się i zrównał z mężczyzną, wytaczając chyba najsilniejszy argument, jakim mógł go przekonać.

Cholera, to ciągłe napięcie go wykończy...

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Gru 16, 2014 1:34 am

Skoro Kapitan dołączył już do niego, James sam otworzył drzwi gabinetu, opuszczając pomieszczenie wolnym, ale pewnym siebie krokiem, nie oglądając się na zdezorientowanego lekarza. Najpewniej ten medyk przez swoje własne zaskoczenie nie zauważył, że James coś mu zabrał…
Nie lubił lekarzy. W całym tym burdelu to oni byli najbardziej okrutni i bezwzględni.
- W jakim celu, Kapitanie? – zapytał, spoglądając na niego uważnie. Jednocześnie zsunął z dłoni skórzane rękawiczki, aby zaraz wcisnąć je do kieszeni czarnej bluzy, w ten dyskretny sposób upewniając się, że nikt nie przyłapie go na małej kradzieży.
- Udostępnisz mi te informacje, abym wiedział ile osób zabiłem i jak wiele kosztowały Anglię remonty po moich atakach? - rzucił swobodnie. Choć przeszedł tę drogę jedynie raz, doskonale wiedział, w którą stronę ma iść, aby dotrzeć do swojej celi. – Bardziej zainteresowałbyś mnie rosyjską wódką – niby żartobliwe stwierdzenie. A jednak surowy wzrok Jamesa mówił jasno, że jego ten temat nie bawi.
Wszedł do pokoju, pozostawiając za sobą drzwi szeroko otwarte, jawnie zapraszając Kapitana do środka. Nim jednak Roger zdążył przekroczyć próg pomieszczenia, Żołnierz pozwolił sobie na jeszcze jedną cenną uwagę.
- Kapitanie, pogódź się z myślą, że twojego przyjaciela nie ma już w mojej głowie – oświadczył. Krótko, ostro. Jakby samego siebie chciał przekonać do tej tezy.
Nie pamiętał upadku. Swojej rzekomej śmierci. Ani Rogera. Pamiętał jedynie ból po odciętej kończynie i pierwszy szaleńczy atak, gdy obudzono go już ze stalową ręką.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Gru 16, 2014 4:45 pm

Kapitan zaczynał się irytować i to nie na żarty. Iskra rzucona przez doktorka została rozniecona zachowaniem Jamesa.
– Uważaj, bo uwierzę, że jesteś taki delikatny i naprawdę by cię to obeszło. Zresztą, mogę zadbać o to, byś widział tylko te dokumenty sprzed... – Zawiesił głos. Już chciał powiedzieć 'sprzed twojej śmieci', ale przecież James stał tu żywy. – ...zniknięcia. Ale rzeczywiście może lepiej nie, skoro za ambitniejszy cel bierzesz sobie wódkę. – Zamilkł, najpierw sądząc, że zakończyli tę dyskusję, później po prostu uderzyło go to, co usłyszał. Roger setki razy powtarzał sobie, że to tylko ciało przypominające Jimmiego i w końcu się z tym pogodził, jednak co innego jego własne myśli, a co innego usłyszenie ich płynących z ust nieszczęsnego przedmiotu sprawy.
Szybko wziął się w garść.
– Wiem. Opłakiwałem go i pożegnałem siedemdziesiąt lat temu i to wystarczy. – Już nie było widać w nim złości, zachowywał się raczej, jakby gdzieś się spieszył. Konkrety, konkrety, on nie ma czasu. Nie ma czasu na nic. – Masz coś do dodania? Czegoś potrzebujesz? Oprócz wódki.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Wto Gru 16, 2014 5:01 pm

Puścił cały wywód mimo uszu, komentując te wszystkie słowa jedynie niskim prychnięciem. Co go to obchodziło, na litość nieboską? Może, gdyby dotarło do niego, że raz przyswojona informacja nie zostanie już usunięta z jego mózgu, nieco bardziej zechciałby przeczytać te wszystkie strony swojej historii? Na razie zignorował tę kwestię.
- Opłakałeś go i przez siedemdziesiąt lat nawet nie pomyślałeś o tym, aby go odnaleźć – skąd ta zmiana w tonie głosu? Zabrzmiał ostro, oskarżająco. Nie tak, jak chciał. I nie tak, jak mówił do tej pory. Gwałtownym ruchem zwrócił się w stronę Kapitana, aby wyrzucić z siebie kolejne słowa, nad którymi nie panował.
- Pozwoliłeś, aby twojemu w pełni świadomemu przyjacielowi odcięto rękę! Pozwoliłeś na pełną indoktrynację i pranie mózgu. To pamiętam doskonale! A teraz, mimo tego co mówisz i robisz, łudzisz się, że on wróci? Po co! – i tak oto stało się. Chwilami błahostka była w stanie wyprowadzić go z równowagi, kompletnie pozbawiając panowania nad sobą. Był szalony. Tak potwornie szalony, że jego umysł sam wyszukiwał najsłabszych punktów ofiary, aby trafić właśnie w nie.
- Jeśli James miałby tu wrócić, to tylko po to, aby wyrwać ci serce z piersi, obejrzeć twoje flaki i zmasakrować ci ciało. W ramach odwetu za to, że zostawiłeś go w tym pieprzonym rowie! – warknął, postępując krok na przód, w jego stronę.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Gru 17, 2014 10:04 pm

Sukinsynu, robisz to specjalnie! Celnie wymierzony cios, celnie jak cholera. Kapitan rozchylił usta, ale nic nie powiedział. Patrzył na Żołnierza pełen zaskoczenia, potem bólu. Spuścił wzrok. Tylko... Co on właściwie wie!? Nie było go tu! I skąd ten żal, skoro podobno to nie ten sam Jam?
– Nie masz bladego pojęcia, czy go szukałem czy nie! – Szybko otrząsnął się z chwilowego szoku i odzyskał formę. Złość, która w im wzbierała odkąd doktorek tak chlapnął w końcu musiała znaleźć jakieś ujście. Nie pamiętał, kiedy ostatnio krzyczał.
– Myślałem, że był martwy. Widziałem jak umiera! Nie jestem wszechwiedzący! Gdybym tylko mógł, cofnąłbym czas i skoczył za nim albo się zamienił, żeby mieć pe...!
– Kapitanie? – Drzwi otworzyły się gwałtownie, do małego pomieszczenia wpadło trzech uzbrojonych po zęby mężczyzn, czwarty i piąty pilnowali samego wejścia, na wzór pozostałych celując w Żołnierza. – Są jakieś problemy?
Roger odetchnął i dopiero teraz przestał mierzyć się z mężczyzną wściekłym spojrzeniem.
– Nie, nie. Wszystko jest dobrze. Musieliśmy sobie coś wyjaśnić. – Ruszył w stronę drzwi, nawet się nie oglądając.
– ...kłótnia kochanków... – mruknął pod nosem jeden z członków S.T.R.I.K.E'u, na własne nieszczęście będąc tak skupionym na wściekłym Jamesie, że nie wziął pod uwagę Kapitana, który był na tyle blisko, że zdołał to usłyszeć. Nim żartowniś od siedmiu boleści zareagował, Roger obrócił się i uderzył pięścią w nos. Mężczyzna zatoczył się i wpadł na ścianę, ale już na pierwszy rzut oka było widać, że najbardziej ucierpiała jego duma.
– Możecie wrócić na stanowiska. W ciszy. – Rzucił kontrolne spojrzenie po wszystkich zebranych. Już lepiej, już był spokojny.

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: StephenxGregor   Sro Gru 17, 2014 10:47 pm

Był szalony. Był pokręcony. I niezrównoważony psychicznie. Ale w końcu następował moment, w którym jego potargany umysł wyciszał się i uspokajał. Idiotyczne wrażenie, nagłe ciepło. Tak nietypowe dla Zimowego Żołnierza. Właśnie to uczucie pozwalało mu zachować resztki panowania nad sobą, choć pojawiało się tak nieczęsto.
Jakby odzywał się stary James. Jedynie po to, aby uspokoić nowego. Zjawił się tu, żeby złagodzić jego własny ból i zabronić mu dalszego ranienia Rogera. Koniec wymierzania następnych ciosów.
- Nie przyszedłeś tam, Roger. Nie na tyle… – zaczął, ale przerwali mu strażnicy. Momentalnie znieruchomiał, czując kolejną falę pieprzonej złości, która uderzyła w niego. Zacisnął dłonie w pięści, lecz nie ruszył się, obserwując ich uważnym wzrokiem. Tak zimnym i paraliżującym, że samo spojrzenie Jamesa odbierało im wolę walki, wiarę w jakiekolwiek zwycięstwo. Mógłby ich zabić. Wszystkich w  ciągu niespełna minuty.
Powstrzymał go dalszy przebieg zdarzeń. Sam nie spostrzegł, że uśmiechnął się pod nosem ironicznie, obserwując tę scenę ze swojego miejsca, nawet nie drgnąwszy.
- Skoczyłbyś za nim, ale nie za mną. Choć to niby ta sama osoba – mruknął pod nosem, spokojnym głosem wypranym z jakichkolwiek emocji. Ignorując panujące w pomieszczeniu zamieszanie, zwrócił się w kierunku łazienkowych drzwi, za którymi zniknął już po chwili, raz jeszcze pokazując, jak głęboko w poważaniu ma ich wszystkich.

Czy w tym pokoju były kamery? James okręcił się wokół własnej osi, wodząc spojrzeniem po ścianach i suficie. Na pewno były, musiały być. S.H.I.E.L.D nie pozwoliłoby sobie na takie ryzyko!
Na ich nieszczęście – niewiele sypiał. Przespał w swoim życiu za dużo czasu, aby teraz chętnie układać się do snu… W okolicach północy, wciąż pozostawał w pełni aktywny mimo trudności minionego dnia. I miał coś do zrobienia. Swobodę ruchu znów ograniczał elektromagnes, którym ozdabiano jego rękę na noc, ot tak, dla zwiększenia komfortu psychicznego mieszkańców sąsiednich pokojów. Ale poradził sobie nawet z tym.
Używając sprawnej, lewej dłoni i zębów, wydobył z kieszeni leżącej na łóżku bluzy to, co zabrał lekarzowi – jeden listek tabletek przywracających pamięć. Dlaczego miałby nie eksperymentować na sobie, za swoją własną zgodą i pod swoją własną kontrolą? Innym nie pozwoliłby na to.
I wziął to kurestwo.

Zasnął. Kiedy? Nie pamiętał. Spał tak głęboko, jak dawno mu się to nie zdarzyło. Jednocześnie w jego głowie zaczęły pojawiać się kolejne myśli, obrazy… Nie było to oglądaniem filmu. Nie stał obok, nie obserwował, a doznawał i przeżywał, będąc głównym aktorem tego obrazu.
Bolało. Wszystko. Gdy wymusił na swym ciele ruch, to zaprotestowało, porażone kolejną falą przenikliwego bólu.
- Jimmie! – słyszał ten krzyk. Znał ten głos. Skrzywił się, zaraz próbując odpowiedzieć, ale mowa uwięzła mu w gardle. Paskudna zima. Nie czuł nic poza przenikliwym zimnem i czysto fizycznym cierpieniem.
Chciałby umrzeć. W tym rowie. W tym śniegu. Skończyć to. Ale nie mógł… Nie potrafił. Ciało było zbyt silne na śmierć i jednocześnie zbyt słabe, aby mogło ruszyć, podjąć jakiekolwiek działania. Sparaliżowane bólem.
Głos ucichł. A on wciąż leżał, obserwując ciemniejące niebo. Cisza. Paskudna, paraliżująca cisza. Roger odszedł.
- Sierżancie Blacker… – tego głosu nie znał. Otworzył zmęczone oczy i mimowolnie skrzywił się. Hitlerowskie znaki. Oddział żołnierzy. Czyżby próbował się szarpnąć? Nie trzymali go szczególnie mocno, a ciągnęli po śniegu w kierunku, którego nie potrafił określić…

Zbudził się, gwałtownie podnosząc do siadu, z trudem łapiąc powietrze. Pamiętał, co było dalej! Dalej był Zola! Paskudny gabinet, brudne narzędzia i szaleni naukowcy, gotowi zrobić wszystko, aby poznać możliwości zmodyfikowanego ciała.
Wydał z siebie donośne warknięcie, rozglądając się wokół dzikim spojrzeniem. Nieświadomie, kompletnie nie panując nad swoim ciałem, kopnął stolik nocny, przewracając go razem ze wszystkim tym, co na nim było.
Nie, nie. To nie był gabinet Zoli. Pośpiesznym ruchem podniósł się z miejsca i od razu ruszył w kierunku drzwi.
- Wypuśćcie mnie! – zawołał. – Wypuśćcie, albo rozpierdolę wszystko! – silnym kopnięciem wymierzył cios drzwiom, zaraz obijając się o nie ramieniem. Panika. Ogarnęła go najprostsza w życiu panika i niekontrolowana histeria.
Pchnął nogą stojące nieopodal krzesło, zaraz znów zwracając się w kierunku wejścia, wymierzając mu kolejny cios.
- Nie zgadzam się na to! – warknął. – Otwórzcie te pieprzone drzwi, już!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: StephenxGregor   

Powrót do góry Go down
 
StephenxGregor
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 40Idź do strony : 1, 2, 3 ... 20 ... 40  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: