IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Camille&Gerard

Go down 
Idź do strony : 1, 2  Next
AutorWiadomość
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Camille&Gerard   Sob Lis 15, 2014 7:35 pm

W ciągu ostatnich kilku lat jego kontakt z Gerardem był znikomy. Zdarzały się długie miesiące, w trakcie których ich relacja wydawała się kompletnie zapomnianą… Ale Camille nigdy nie wyrzucił z pamięci tych przyjemnych latach dzieciństwa, które przyszło mu spędzić w jego towarzystwie.
Ile mogło ulec zmianie w ciągu tego czasu okropnej ciszy?
Francuz zawsze odstawał od pozostałych chłopców, wydając się być drobniejszym, delikatniejszym i z całą pewnością subtelniejszym niż oni wszyscy. A przy tym cholernie silnym. Silniejszym niż niejeden chłopiec w jego wieku – zarówno psychicznie jak i fizycznie. Z każdym kolejnym rokiem rósł w tę niesamowitą siłę, kształtując w sobie osobę pewną siebie, waleczną, a przy tym świadomą swojego kobiecego ciała i korzyści, jakie może z niego czerpać.
Och, robił furorę, wchodząc do klubu w pociętych spodniach, skórzanej kurtce i niekoniecznie męskim uczesaniu. Idealnie androgeniczny, łączący wszystkie najbardziej interesujące (choć niekoniecznie pozytywne!) cechy mężczyzn jak i kobiet. Ale jak odbierze go dawny przyjaciel? Czy nie poczuje się przytłoczony ciężką osobowością i charakterem Camille’a? I – czy po tak długim czasie milczenia obu stron – znajdą nić porozumienia?
Boredux był pełen obaw. Czego mógł się spodziewać po tym jednym piwie, na jakie mieli się udać? A jednocześnie cieszył się jak małe dziecko! Mógł znów go zobaczyć. Odbudować relację, która już lata temu była dla niego niezwykle ważną.
Swoim nawykiem, zjawił się w umówionym miejscu znacznie wcześniej niż powinien. Nie wierzył w cały ten śmieszny mit z taktownym spóźnieniem – nie potrzebował tego, aby przyciągać uwagę towarzyszy. Na to miał wiele innych, ciekawszych sposobów, które z pewnością były mniej irytujące.
- Martini – zwrócił się w kierunku barmana, posyłając mu przy tym nikły uśmiech. Lubił ten klub – Big Q. Wczesnym wieczorem mógł spokojnie zająć miejsce siedzące i napić się dobrego alkoholu, nie czując na sobie tych wszystkich spoconych ciał tańczących mężczyzn.
Czekając na alkohol, bawił się pieszczochą zdobiącą smukły nadgarstek. Rozkosznie przypominała skórzane kajdany, które zwykł trzymać w szafce przy swym łóżku... Dlaczego pomyślał o tym na moment przed spotkaniem z Gerardem?
O ile za wcześnie przyszedł? Godzinę.
- Anuluję zamówienie – odezwał się ponownie, posyłając barmanowi kolejny piękny uśmiech. – Poproszę wodę z lodem i cytryną – dodał, wysuwając w jego kierunku dziesięciodolarowy banknot. Nieczęsto dysponował większymi sumami w portfelu, ale na ten dzień udało mu się nieco zaoszczędzić.
Czekając na Gerarda i czując jak zniecierpliwienie wzrasta w nim z każdą kolejną minutą, pozwolił na wciągnięcie się w drobną, niezobowiązującą rozmowę z barmanem. Znał tego człowieka na tyle dobrze, aby móc sobie pozwolić na prostą konwersację, która mogłaby zająć jego myśli do czasu zjawienia się przyjaciela.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Sob Lis 15, 2014 8:06 pm

Minęło ponad 6 lat. Ile razy myślami wracał do tamtych lat? Ciężko było po wypadku, po adopcji przyzwyczaić się do myśli, że straciło się praktycznie wszystko. I tutaj nie chodzi tylko o to, że stracił rękę - do tego można było się przecież przyzwyczaić. Też nie chodziło ani o matkę, ani o tę biedę, którą we dwójkę ciągnęli. Czasami odnosił wrażenie, że strata przyjaciół była bolesna. O tym najbardziej myślał, spędzając długie miesiące w szpitalu, na rehabilitacjach, rozmowach z psychologami, psychiatrami wszelkiej maści. Wtedy, kiedy mu jego przyszła matka powiedziała, że nie może się z takimi ludźmi zadawać. Jesteś przecież lepszy od nich wszystkich. Na ten dowód pokazała mu wtedy przedwcześnie jego przyszły prezent pod choinkę - nowiutką, ręcznie zdobioną protezę ramienia. Trudno było powiedzieć, czy mu się wtedy chciało płakać ze szczęścia czy ze smutku.
Wyciszył się i zajął tylko i wyłącznie sobą. Prawie zupełnie tracąc wszelkie wspomnienia z tamtego okresu. A co miał zrobić. Z jednej strony przyszywani rodzice wymuszali na nim zmianę charakteru. A żeby im się przypodobać i nie zostać samemu na tym świecie, robił co trzeba. W jakimś stopniu.
Jak ciężko mu było przyswoić myśl, że miał się spotkać z kimś, kogo traktował prawie jak brata. I pewnie dalej by tak było, gdyby nie nagłe oderwanie się od rzeczywistości.
Gerard siedział pogrążony we własnych myślach, w nowiusieńkim Jaguarze. Z tą kamienną twarzą, którą przybrał po wypadku. W gustownym garniturze, białej koszuli, pantoflach, które były najnowszym krzykiem mody. Z aksamitnie czarnym krawatem, który go nieco uwierał. Nie chciał tak wyglądać, ale rozkaz to rozkaz. "Możesz się z nim spotkać, pod warunkiem, że się tak ubierzesz i będziesz zachowywał jakbyś był lepszy od wszystkich ludzi na tej ziemi", wciąż huczało mu to zdanie w głowie. Czuł się naprawdę nieswojo. W końcu dotarł na miejsce. Szofer miał mu drzwi otworzyć, wiec czekał cierpliwie na swoim miejscu. Wzrokiem ogarniał zza przyciemnianej szyby halogeny oświetlające, jakby się zdawało, pół miasta. Jak również zwrócił uwagę na stojących przy wejściu. Ach te pełne zazdrości i nienawiści spojrzenia. Dlatego nie chciał słuchać się matki. Ale rozkaz to rozkaz.
W końcu wysiadł. Zapach "pieniędzy" jaki roztaczał wokół siebie sprawiał, ze inni rozstępowali się przed nim jakby był bogiem. Obojętnie czy go znali czy nie. A on po prostu szedł jak burza, w myślach obrzucając matkę różnymi epitetami. To istny cyrk był. Syn szanowanego biznesmena szlaja się po klubach, zachowując się jak księżniczka na ziarnku grochu. W ogóle mu to nie odpowiadało. Szepty, spojrzenia, obelgi i drwiny. Miał ochotę odwrócić się na pięcie i wrócić do swojego mieszkania w centrum. Ale obiecał.
Gerardowi nietrudno było odnaleźć tę odpowiednią osobę wzrokiem. I chyba dopiero teraz naprawdę poczuł się nieswojo w swoim ubraniu. Bo ON wyglądał tak zwyczajnie, a Gerard jak pajac. Wziął głęboki wdech i ruszył. Miał nadzieję, że dobrze poznał. Że wciąż pamiętał jak wygląda. Zarówno on jak i Cam.
- Cześć - Rzekł sucho, a słowo to przyszło mu tak trudno, jakby miał piłę w gardle i z każdym słowem sprawiała ona ból. I ten nienaturalny spokój w oczach, który wypracował przez lata. Czy dużo się zmienił?
Chciał się przekonać czy było do czego wracać.
Minęło ponad 6 lat.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Sob Lis 15, 2014 9:05 pm

Camille – choć prowadził niezwykle ciekawą rozmowę z barmanem – nieustannie spoglądał w kierunku wejścia do klubu, chcąc mieć pewność, że nie przeoczy momentu pojawienia się Gerarda. Ignorował przy tym nieustanne zaczepki swojego towarzysza, któremu Francuz pobieżnie opowiedział historię swojej rozłąki z wyczekiwanym przyjacielem.
- Sądzisz, że będzie miał na sobie bieliznę? – Mężczyzna rzucił zupełnie swobodnie, jednocześnie napełniając kieliszki wódką dla czekającej obok dziewczyny. – Camille, jeśli okaże się, że paskudnie zbrzydł, albo rozmowa nie będzie się kleić, spójrz na prawo. Jest tobą zainteresowany – dodał pogodnie, już po chwili wybuchając radosnym śmiechem. Blondyn spojrzał we wskazanym kierunku i aż zapowietrzył się, rozzłoszczony tą uwagą.
- Jack! Nie zapominaj, że to na ciebie lecą te wszystkie gorące miśki. Nie na mnie. Gustuję… W nieco bardziej estetycznych typach niż podpity, śmierdzący menel – zaśmiał się, pochylając się nad barem, aby zaczepnie szturchnąć mężczyznę. Camille był bardzo częstym gościem w BigQ. Niejednokrotnie zdarzało mu się przyjść do tego miejsca zupełnie samotnie, aby umilić sobie czas samym faktem przebywania pośród ludzi. Zamawiał wówczas kilka prostych drinków, siadając przy wąskim barze, aby jednym kompanem do rozmowy był właśnie jeden z barmanów. Nigdy jednak nie dążył do bliższego poznania tych ludzi – wolał trzymać ich na dystans, aby wykorzystywać tę znajomość w dogodnym dla siebie momencie.
Nie był dobrym przyjacielem. Właściwie ostatnią osobą, wobec której zachowywał się fair, był właśnie Gerard. Wszyscy, którzy przyszli po nim, mieli zapewnić mu wygodę i komfort – jeśli przeszkadzali, on sam nie widział większego problemu w pożegnaniu się z nimi w mgnieniu oka.
Słysząc za sobą ten głos, drgnął niespokojnie. Rozpoznałby go wszędzie! A jednocześnie był zły na siebie samego, że nie spostrzegł jego obecności wcześniej. Sprawnym ruchem zeskoczył z wysokiego barowego stołka, aby przywitać go w nieco przyjemniejszy sposób – narzucił mu swoje ramiona na barki i po prostu objął krótko, nie powstrzymując pogodnego, szerokiego uśmiechu, który cisnął mu się na twarz.
-Niesamowicie cieszę się, że cię widzę! – powiedział i nikt nie zarzuciłby mu, że kłamie. Głos Camille’a zabrzmiał tak niesamowicie szczerze i jednocześnie tak radośnie, że musiał mówić prawdę. Wiedział, co spotkało Gerarda. O tym wypadku i jego tragicznych konsekwencjach usłyszało wiele osób, szczerze współczując młodemu, okaleczonemu chłopakowi. Takie historie budzą w ludziach wiele sprzecznych, często skrajnych emocji – z jednej strony ogarniał ich wielki żal i współczucie, a z drugiej pewien dyskomfort. Jak oni zachowywaliby się w towarzystwie tego młodzieńca? Czy czuliby się skrępowani brakiem sprawnej kończyny?
Camille był inny. Już dawno pogodził się z tym, o czym czytał. I nie zapomniał o tych wszystkich sprawach, ale jednocześnie to wciąż był Jego Gerard. Właśnie dlatego bez większego skrępowania czy niepewności ujął tę właśnie dłoń, posyłając mu przy tym jeden z piękniejszych uśmiechów, na jakie było go stać, po czym pociągnął go delikatnie w kierunku siedzenia. Usiadł na wysokim stołku barowym i posłał Jackowi jeden krótki, znaczący uśmiech: wszystko było w jak najlepszym porządku.
- Piwo czy wino? Albo Martini? – zaproponował, skupiając uwagę na swym towarzyszu. – Naprawdę ciężko uwierzyć mi w to, że udało nam się spotkać, Gerardzie. Dobrze wyglądasz… Z klasą – dodał, spoglądając na swój niekoniecznie elegancki strój. Przy o wiele młodszym od siebie ciemnowłosym chłopaku sam Camille wyglądał jak zbuntowany dzieciak, który dopiero co wyrwał się spod matczynej opieki i chciał pokazać swój charakter.
Odgarnął blond włosy z twarzy, przyglądając się uważniej sylwetce mężczyzny przy swoim boku. Pozwolił sobie na ciche westchnienie, nie umiejąc zgasić pogodnego uśmiechu.
- Nie miałeś większego problemu z dotarciem tutaj? Wolałem wybrać klub na uboczu niż w centrum. Możemy spokojnie porozmawiać – powiedział swobodnie, bez krzty skrępowania czy niepewności. Sądził, że zje go stres, niepewność ich relacji i strach. Ale tak nie było. Było, jak być powinno.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Sob Lis 15, 2014 9:52 pm

Chyba w pełni teraz zrozumiał na czym polegała tęsknota. Właśnie teraz gdzie widział tę jego urokliwą personę po tylu latach w całej okazałości. W tym właśnie momencie na głowę niczym kurtyna zarzuciło mu się milion obrazów z przeszłości, tych dobrych i tych złych, ale spadło to tak nagle, jakby mało mu cały świat zasłonić. Ależ musiał się opamiętać. Na całe szczęście, pewnie nikogo ze szkoły tutaj nie będzie. Tak bardzo na to liczył, bo w tym momencie wyglądał bardzo mizernie. Cholera, nie na co dzień ci się świat na łeb zwala. Chociaż, jakby nie patrzeć, jego matka jest bardzo selektywna i właściwie tylko ci bogatsi mogą się z nim zadawać bardziej, niż jednostkowe spotkanie. Pewnie dlatego była zbyt wymagająca, co do jego ubioru na to spotkanie. Wszystko do głowy wchodziło i wychodziło, gorzej jak tłum tych ludzi. Czuł się obco. A na twarzy pozostawało niewzruszenie i spokój, który trudno było utrzymać. Nie w takich momentach jak ten.
Rozdziawił lekko usta, zdziwiony takim nagłym, przyjacielskim przytuleniem. Czy mógł takie uczucie porównać do jakiegokolwiek przeżytego w jego krótkim jeszcze życiu? To tak jakby nagle dostać za darmo milion dolarów, wygrać na jakiejś durnej loterii, ale takie uczucie było o wiele bardziej... zadziwiające. Nie, nie zadziwiające. Tego po prostu nie można było na raz opisać słowami. Inaczej byłby wylewny bardziej od baby. A to z kolei nie mogłoby się zgodzić z jego profilem. Po prostu uznajmy, ze jest niezwykle zmieszany tą sytuacją. Tak samo jak czuł się nieswój na samą myśl o takim spotkaniu, tak teraz mogłoby się wydawać, że to się bardziej pogłębia. Może dlatego też na jego twarzy zaraz wykwitł uśmiech - taki sam jak kiedyś. Jak był młodszy, jak oboje byli przyjaciółmi i uśmiechał się w ten sam sposób. Przez tę chwilę wydawało się, że nic się nie zmienił, ani trochę. Jakby dalej był tym samym wesołym niezdarą co kiedyś, która nawet dwóch kroków nie potrafiła postawić, nie wywracając się. Za każdym upadkiem podnosząc się z jeszcze większym uśmiechem i biegnąc dalej, gdziekolwiek. Beztrosko.
Nie to co teraz.
Pozostając jednak w tej szarej rzeczywistości, Gerard nie był wybitnie zadowolony tym, że jego dłoń. Nie, jego proteza została dotknięta. On tak bardzo się jej wstydził. O ile pozostawał sam na sam, tak się do niej przyzwyczaił. Jednak kiedy przychodziło mu się spotykać z ludźmi, skrywał ją jak najbardziej jak mógł. Był kaleką. Kimś, kogo wyklucza się społecznie, bo nie jest w pełni sprawny. I tak na dobrą sprawę, gdyby nie pieniądze jego przyszywanych rodziców, pewnie w ogóle nie miałby czym takiego ubytku zakryć. A wtedy już nawet nikt by mu nie współczuł, słyszałby tylko drwiny, aż w końcu zapadłby się pod ziemię. Dosłownie. Samobójstwo z wyboru. Doskonale był o tym przekonany. Ale na całe szczęście był tak zaaferowany spotkaniem z przyjacielem, że nawet o tym nie był w stanie myśleć. Nawet nie miał kiedy! Szybko zaciągnięty na miejsce, usiadł wygodnie na tym okrągłym krześle, swoją sprawną ręką rzecz jasna opierając się o blat baru.
- Nawet nie wiesz jak się cieszę. Chyba jeszcze nie do końca sobie zdaję sprawę z tego, że to zdarzenie ma miejsce. To jak sen - Odpowiedział. Nie, nie potrafił być taki jak przez ostatnie parę lat. Cieszył się jak głupi. Czy można było mu w ogóle się dziwić? Kopnęło go takie szczęście, że gdyby ktoś mu to powiedział z boku, to z pewnością by nie uwierzył.
Na razie jednak przemilczał kwestię alkoholu. Nie wiedział, czy powinien pić, ale z drugiej strony, jak mógłby odmówić? Wypić to jedno czy dwa piwa z przyjacielem? Po tylu latach? Odmowa byłaby jawną kpiną, obojętnie jaki alkohol miałby na niego wpływ.
- Szofer mnie przywiózł. Jaguarem ojca - Mówiąc to, czuł się trochę nieswojo. Na rozkaz matki, miał się zachowywać na lepszego, ale on wcale nie chciał! Czuł się jak rozpuszczony dzieciak. Jak małpka w cyrku, wystawiona na pośmiewisko. Każdy ruch był pośmiewiskiem.
- Może... może piwo. Tak zwyczajnie - Wypowiedział się w końcu na temat alkoholu, żeby nie było, ze o tym zapomniał, albo przemilczał tę kwestię. Albo gorzej, ze ją zignorował specjalnie!
Było tak dziwnie. Bo z jednej strony cieszył się tak bardzo, że byłby go tutaj ucałował ze spotkania, a z drugiej tyle czasu się nie odzywał i tak bardzo jego przyzwyczajenia dawały mu o sobie poznać. Sprzeczność z każdej strony, a on musiał stąd wybrnąć zwycięską stroną.
Postanowił pozostać taki jaki jest, niesamowicie spokojny, czasem tylko się uśmiechnąć. Z gładką, delikatną twarzą , nienaruszoną jakimikolwiek emocjami przez tyle lat.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Sob Lis 15, 2014 10:47 pm

To wszystko wydawało mu się tak śmieszne i jednocześnie dziwaczne. Dotychczas potwornie bał się tego spotkania jak i siebie samego w trakcie jego trwania – nie był pewien, w jaki sposób zachowa się wobec Gerarda i czy będzie w stanie czuć się przy nim tak swobodnie jak jeszcze kilka lat temu. Okazało się, że tak. Kiedy już do samego spotkania doszło, Camille automatycznie przestał myśleć o tym, w jaki sposób powinien się zachować, czy czego robić mu nie wolno. Działał automatycznie, zupełnie swobodnie, nie udając kogoś, kim nie był. Jak za dawnych, wspaniałych lat! Wszyscy wymuszali na nim bycie innym, niż sam tego pragnął. Jedynie przy Gerardzie mógł się rozluźnić, wyczuwając niesamowitą akceptację.
W ich relacji zawsze dbali o szczerość. O tę cholerną, bezwzględną szczerość, która dawała im szansę stworzenia pary naprawdę bliskich sobie przyjaciół. Szansa ta zniknęła, kiedy Gerard zerwał z nim znajomość, znikając gdzieś ze swoimi nowymi rodzicami…
Na szczęście, Camille już dawno wyleczył się z żalu. Zdusił to uczucie w sobie kompletnie, chcąc po prostu odzyskać dawnego kompana, który znaczył dla niego znacznie więcej niż niejeden facet, z którym blondyn spędził namiętną noc. Oni wszyscy byli nic nie warci, skoro nie mógł mieć przy sobie Gerarda. I choć starał się nie rozwodzić nad tym wszystkim, myśl o utraconym przyjacielu co rusz powracała do niego, męcząc i dusząc do tego stopnia że Camille musiał zrobić wszystko, aby odzyskać go. Choć na moment. Chociaż na tę krótką chwilę w trakcie rozmowy w BigQ. Raz jeszcze zobaczyć, dotknąć, objąć.
- Więc, dwa piwa – zwrócił się w kierunku barmana, raz jeszcze posyłając w jego kierunku pogodny uśmiech. Jack od razu zrealizował ich zamówienie, napełniając dwa potężne kufle odpowiednią ilością złotego płynu. Camille sięgnął po podkładki i położył je na barku, aby po prostu zająć czymś dłonie. Mimo swobody, jaką czuł w towarzystwie Gerarda, jego ciało i umysł automatycznie reagowało na tę nietypową sytuację – musiał zrobić coś z dłońmi, wykonać jakiś ruch. Cokolwiek.
Uwielbiał bransoletki na swych nadgarstkach - one zawsze dawały mu możliwość zabawy, aby uspokoić szalejące myśli.
- Opowiedz mi, Gerardzie – zwrócił się w jego stronę, posyłając mu kolejny ze swoich szerokich, pięknych uśmiechów w trakcie których prezentował równe rzędy białych zębów. Jednakże miękkie, jędrne wargi nie były nieskazitelne – na dolnej widniało drobne, odrobinę zaleczone już rozcięcie. Stosunkowo świeże, sprzed zaledwie tygodnia.
Niewiele się zmieniło – Camille wciąż namiętnie dawał wciągać się w kolejne bójki, zaskakując tych wszystkich napastników swoją siłą. Nie był delikatną dziewczynką, na którą mógł wyglądać.
- Opowiedz mi, co działo się u ciebie przez ten czas – wyjaśnił. – Wiem, że to sporo czasu… Ale chyba nie jest to nasze jedyne spotkanie, prawda? Możesz więc przynajmniej streścić mi to, co teraz robisz. Do jakiej szkoły chodzisz? – powiedział pogodnie, faktycznie naiwnie wierząc w to, że niebawem spotka go znów.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Sob Lis 15, 2014 11:49 pm

Gerard przeczesał dłonią włosy. Mogłoby być to podliczone jako swoisty tik nerwowy. Bo czy też nie mógł się trochę denerwować? Spotkać ważną dla siebie osobę po tylu latach. To jak czyste zrządzenie losu, jak przypadek, a może i nawet przeznaczenie? Może to właśnie świadczy o ich przyjaźni, że mimo tylu lat, dalej o sobie pamiętają, że mogą się rozpoznać ot tak, właściwie nawet bez patrzenia po sobie. Że dalej w swoim towarzystwie czują się jak dawniej. Z tą różnicą, ze teraz będą pić razem piwo, spędzą czas w klubie, a nie ganiają się po podwórku, udając dorosłych, którymi nie byli jeszcze przez długi czas. A potem to wszystko tak nagle znikło. Tylko po co? Dlaczego Gerard właściwie musiał paść ofiarą tak perfidnego wypadku? Czasami nie mógł sobie poradzić odpowiedzią na to pytanie. Być może nikt na jego miejscu nie byłby wstanie, a co dopiero takie dziecko jak Gerard. Trudno powiedzieć co by się działo z nimi dalej, gdyby nie to wydarzenie. Nie wiedzieć czemu, Gerard pomyślał o tym, ze mogłoby to rozwinąć się dalej, w coś zupełnie innego niż sama przyjaźń w dosłownym tego słowa znaczeniu. Ale to były tylko jego dywagacje na ten temat, w jego przepełnionym wspomnieniami mózgu. Nie zapomniał nigdy, chociaż starał się o tym nie myśleć. Dość dużo czasu spędził sam, żeby móc o tym myśleć wystarczająco za dużo. W końcu wyparł to czas i zajęcia. I kupa innych myśli, jak na ten przykład rozmyślanie o swojej przyszłości i przyzwyczajania się do bycia tym innym.
Gerard oplatał sylwetkę Camille, jego ruchy, mimikę. I było to wszystko takie naturalne. Zupełnie nie tak jak czuł się konkretnie w tym miejscu . Może jak wypiją to piwo, jedno czy dwa, to wyjdą na spacer? Tylko miał nadzieję, że nikt się do niego nie przyczepi przypadkiem, skoro był ubrany tak, a nie inaczej i przyjechał takim samochodem a nie innym. Burżuazja przybyła do tego przybytku w ogóle nie przystosowana. Na całe szczęście sam nie był. Nie to, że sam by sobie nie poradził. Ale jednak mimo wszystko lepiej mieć wsparcie kogoś, kogo się zna.
- Na pewno nie. Skoro już doszło do tego spotkania, to postaram się z całych sił, żeby było ich więcej - Uśmiechnął się szeroko.
Jak miałby nie dopuścić do kolejnego spotkania? Po prostu się nie dało. Zostawi Camille wszelki swój kontakt, poza tymi do jego rodziców, żeby mogli się częściej widywać. Może wtedy Gerard będzie bardziej uśmiechnięty. Może w końcu będzie miał do kogo gębę otworzyć. Może w końcu coś się zmieni. Ktoś zrozumie jak bardzo nie chce się on zmienić. Stać się bogaczem, jakiego wymagają od niego wizerunku rodzice. Z rozpuszczonego, egoistycznego bachora stać się wpływowym człowiekiem. Tak oni chcą. A Gerard niekoniecznie.
- Traditional Royal School - Odpowiedział nieznacznie się krzywiąc. Bogaty dzieciak, bogata szkoła, bogaci rodzice. Zupełnie to wszystko nie pasowało do Gerarda. A już na pewno nie takiego, jakim był, kiedy ostatnio raz ze swoim przyjacielem się widział. Wtedy był taki ubogi, ale wesoły. Szczęśliwy. Co nie znaczy, że teraz nie jest. Ale to zupełnie inny poziom szczęścia jaki teraz reprezentował.
I zaczął opowiadać tak treściwie jak się tylko da. Że po wypadku spędził da miesiące na obserwacji, że w tym czasie przyszła do niego siostra jego świętej pamięci matki i powiedziała, że się nim zaopiekują. Że go adoptują. Oraz to, że jego matka była niewydarzoną ladacznicą, która się puściła z kryminalistą, który to zostawił ją samą z dzieckiem. Że w przyszłości odziedziczy firmę po ojcu. Że ma się zachowywać jak bogaty dzieciak, taki egoistyczny i samolubny, ociekający wręcz pieniędzmi z każdej strony. Ma wszędzie pokazywać, że jest lepszym od innych. Że tak naprawdę nie ma przyjaciół, a jego jedynym powiernikiem jest matka, która wiadomo jakie ma podejście do świata. Że w przyszłości chce zostać inżynierem, wynaleźć w pełni mobilną protezę, żeby nie być takim kaleką i pomóc przy okazji innym.
Opowiadał w międzyczasie przerywając sobie, by język mu odpoczął i płuca, no i oczywiście równie ważne, żeby wypić to piwo skoro już mają. W sumie, poszło mu całkiem sprawnie, bo opróżnił swój kufel bardzo szybko. Jak ja siedemnastoletniego dzieciaka jeszcze.
- I tak w gruncie rzeczy ze mną jest. Poczekasz chwilę? Pójdę do toalety - Powiedział i szybko zeskoczył ze stołka, by pognać do toalety. Szybko, by nie tracić cennego czasu i jak najwięcej spędzić go Camem.
Jednak nie wszystko było takie proste. Ledwo odszedł od pisuaru i minął jedne drzwi do toalety, poczuł coś na swojej klatce piersiowej i tępe uderzenie plecami oraz głową o ścianę.
- Ty, Jacob. To nie jest synek tego skurwysyna, co twojego ojca z pracy wyjebał za nic? Patrz jak się wozi, jebany. Na naszej dzielnicy - Odezwał się jeden z tych, których Gerard ledwo co wzrokiem zarejestrował. Przestraszył się. Czego oni mogą od niego chcieć? Cholera. Problem był jeszcze jeden, bowiem tam przy barze ktoś na niego czekał. A on właśnie sprawił sobie tutaj niemały problem. Kiedy tak myślał o tym, co on ma biedny teraz zrobić, dostał strzał w twarz. Warga pękła, zaczerwienienie prawie na całym policzku.
- O co wam kurwa chodzi, pierwszy raz tutaj jestem - Zapytał, starając się dotknąć chociaż swojego policzka, oswobodzić się, ale jedna ręką to ich mógł najwyżej połaskotać. Trzech byczków się do niego dorwało, no po prostu świetnie.






_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Nie Lis 16, 2014 12:25 am

Podczas jego opowieści, milczał niemalże zupełnie, chłonąc tę smutną historię całym sobą. Ani na krótki moment nie odwrócił uważnego spojrzenia od twarzy przyjaciela, chcąc zarejestrować każdy grymas, zapamiętać go i przeanalizować, gdy już ochłonie po tej ekscytacji, która towarzyszyła mu przy spotkaniu z Gerardem.
Widział w nim zalążki kogoś innego, nowego. Jego Gerard nie chwaliłby się Jaguarem i nie nosiłby tak pięknego, drogiego garnituru. Ale wciąż te drobne rzeczy nie potrafiły zniszczyć jego przyjaciela. Camille znał go na tyle dobrze, aby pośród tej całej nowej skorupy, którą młodzieniec wybudował wokół siebie, dostrzec tego, którego tak bardzo widzieć pragnął.
Francuz był ciekaw, jak to jest żyć w podobnych luksusach czy uczęszczać do tak prestiżowej szkoły. On sam nigdy nie doświadczył w swoim życiu nadmiaru pieniędzy – od kilku miesięcy borykał się z poważnymi problemami finansowymi, do których ni przyznawał się nawet przed sobą samym, nieustannie dbając o to, aby butelka Martini chłodziła się w lodówce. Często zupełnie pustej. Jak długo zalegał z czynszem? Mały teatr, w którym pracował, nie pozwalał mu na zapewnienie sobie minimalnego zarobku niezbędnego do przeżycia. Lekcje samoobrony, które dawał, zostały chwilowo zawieszone w związku z technicznymi problemami akademii sportu.
A mimo to, potrafił siedzieć tu z nim, ciesząc się tą chwilą tak bardzo, jakby warta była kilka pięknych tysięcy dolarów. Nigdy nie był materialistą. Nawet wówczas, gdy faktycznie odczuwał głód i niekoniecznie miał czym go uciszyć.
Pomocny był wówczas jego przyjaciel – Dante. Zawsze przed seksem zamawiali potężną porcję pizzy. I Dante rozumiał. Słuchał. Był dobrym kompanem, choć i on nie potrafił zastąpić mu relacji, jaką zbudował z Gerardem.
Nawet nie spostrzegł, gdy sięgnął jego dłoni, opierając na niej opuszki swoich długich, smukłych palców, chcąc w tym prostym geście przekazać mu swoje wsparcie i zrozumienie, podczas gdy ten opowiadał kolejne części swojej historii. Wypuszczał jego dłoń spod przyjemnej pieszczoty wówczas, gdy ten chciał skosztować kolejny łyk piwa.
- Okej, zaczekam tutaj na ciebie – powiedział od razu, posyłając mu krótki uśmiech. Cóż mógłby odpowiedzieć? Ten drobny moment był odpowiedni na przemyślenie tego wszystkiego, co usłyszał. Przeanalizowanie.
Ile czekał? Miał paskudną wadę tracenia rachuby czasu. Tkwił pochylony nad kuflem piwa, pociągając z niego kolejne łyki bezmyślnie.
- Ej, Jack! – odezwał się jeden z gości, stając przy barze. Camille zaszczycił tego wysokiego bruneta jedynie krótkim spojrzeniem, wracając zaraz do swojego alkoholu. – Jakiemuś elegancikowi spuszczają wpierdol w kiblu! Idź tam, bo zrobi się afera! – powiedział mężczyzna, po czym odszedł, znikając w tłumie.
Camille zaraz po usłyszeniu jego słów poderwał się szybkim ruchem z miejsca i czym prędzej ruszył w kierunku toalet, doskonale zdając sobie sprawę z tego, jak niebezpieczna może okazać się ta sytuacja, w którą przecież sam Gerarda wciągnął. Mógł zaprosić go do porządniejszego lokalu. Lepszego. W którym podobna sytuacja nie miałaby miejsca!
- Ej, ty! – zawołał do jednego z mężczyzn, energicznym ruchem pociągając go za ramię w tył. Kiedy nieznajomy napastnik odwrócił się, Camille wymierzył mu jeden porządny cios prosto w twarz. Nie musiał wyglądać jak sto kilo chodzących mięśni, aby zadać cios, którym z łatwością powali przeciwnika na ziemię. Przynajmniej mówił tak kobietom, które uczył i przy okazji sam trochę w te słowa wierzył.
Drugi z mężczyzn czym prędzej ruszył w kierunku Francuza, ale w tym czasie zdążył już pojawić się Jack, aby sprawnie unieruchomić go.
- Policja już tu jedzie – rzucił krótko, oglądając się na Gerarda. Camille podszedł pośpiesznym krokiem do niego, aby pomóc mu podnieść się, po czym spojrzał na Jacka krótko, acz znacząco.
- Wyjdziecie tylnym wyjściem. Łap, mały – powiedział barman, rzucając w kierunku Francuza klucze do wyjścia. – Tobie chyba niepotrzebne jest takie zamieszanie? – dodał z rozbawieniem spoglądając na Gerarda. Dla Jacka podobne sceny w Big Q były zupełnym standardem, do którego nauczył się podchodzić z dystansem.
- Chodź – mruknął kojącym, niskim głosem Camille, ujmując swego towarzysza pod ramię. Zdrowe ramię. – Pójdziemy do mnie. Zajmę się tym, rodzice nic nie zauważą - obiecał, kierując się z nim w stronę bocznego wyjścia. Aby się tam dostać, musieli przejść przez bar, co nie stanowiło dla Camille’a większego problemu. Często wymykał się w ten sposób.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Nie Lis 16, 2014 1:05 am

Z pewnością, gdyby tylko miał o tym jakiekolwiek pojęcie, pomógłby, chociażby finansowo. On akurat nigdy nie chciał się obnosić z pieniędzmi, nie raz oddawał cześć tego co dostał "na kieszonkowe" na jakieś cele dobroczynne, czy pomagał jakiemuś biedakowi z ulicy, wrzucając mu parę groszy do kubka. Czuł się przez to lepiej i zawsze tym się usprawiedliwiał przed samym sobą, że nie robi się z niego jakiś dupek. Nie miał dla kogo wydawać pieniędzy, a sam sobie zawsze załatwiał tylko co najważniejsze, najwyżej wydając tylko horrendalne sumy na białe kruki pośród tylu książek ile ludzkość wyprodukowała.
Ale teraz on sam miał dużo poważniejszy problem. Na nic zdawały się jego słowa czy też czynności. Wydawałoby się, że cokolwiek by nie zrobił czy nie powiedział, wszystko obróci się przeciw niemu. I tak samo jak próbował odszczeknąć, zdążył dostać jeszcze ze dwa razy. Najgorzej było z jego protezą. Czuł, ze przez to pobicie i przyduszanie go do ściany, powoli zaczyna wychodzić z zawiasów, co było normalne w takiej sytuacji, ale niezwykle niekomfortowe i na dłuższa metę bolesne i niebezpieczne. Nie powiedziałby, że to mogłoby wytrzymać mocniejsze ciosy. W najgorszym wypadku coś się wygnie i zbije mu w skórę ramienia. Nawet już zaczął krwawić z ust. Cholera, pomyślał, na ułamek sekundy zapominając o wszystkim i ledwo odchylając głowę by uniknąć kolejnego ciosu. A Camille? Co on sobie pomyśli, jeśli Gerard w ogóle wyjdzie z tego cało? Pudło jednego z oprawców rozzłościło go na tyle, ze pewnie chciał zadać ostateczny cios.
Ale nic z tego. Dokładnie, albo mniej więcej w tym momencie, w którym się szykował, ktoś odwrócił jego uwagę. Gerard był zbyt otumaniony by zarejestrować kto to dokładnie był, jednak kiedy kozak dostał za swoje, pokazała mu się sylwetka przyjaciela. Raczej nie było słów by powiedzieć, jak w tym momencie zrobiło mu się głupio, gdy wszystko do niego docierało fragmentami. W głowie mu szumiało, ale dawał radę. Wszyscy tutaj się zlecieli, jak psy do mięsa. Poczuł się jeszcze gorzej, niż za każdym razem, kiedy wytykali mu jego niepełnosprawność.
W końcu był na nogach. Nie do końca może o własnych siłach, ale w końcu i tak się otrzęsie po czymś takim. Pierwszy raz mu się zdarzyło takie pobicie. Czasami ktoś się go czepiał, ale nigdy nie dochodziło do czegoś takiego.
- Tak mi głupio teraz - Rzucił, spluwając nadmiarem krwi i śliny gdzieś na bok. Mało go to interesowało gdzie. Mało go interesowało poza tym nieznośnym bólem, który rozpierał mu czaszkę od środka. Nawet specjalnie nie miał nic przeciwko temu, żeby dawać się prowadzić gdziekolwiek. Starał się tylko nie wywrócić, uderzyć o cokolwiek i spowodować tym bardziej sobie ból i dodatkowy problem Camille'owi.
Szedł prowadzony, nie wiedział, albo nie widział do końca gdzie, bo trochę jeszcze mu się obraz przed oczami rozmazywał. Ale powoli dochodził do siebie w trakcie tej "ucieczki" z miejsca przestępstwa. Niczym dwaj rabusie wymykający się bezpiecznie ze strefy zagrożenia.
- Przepraszam, ja nie chciałem, nawet nie wiem co oni ode mnie chcieli - Wymamrotał jeszcze w trakcie kiedy oboje przemierzali ulice. Zatrzymałby się jeszcze na moment, żeby ochłonąć, ale niespecjalnie chciał, żeby ktoś zauważył jego poobijaną i pokrwawiona twarz.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Nie Lis 16, 2014 11:00 am

Bardzo często musiał ratować samego siebie z opresji, wykorzystując przy tym niekoniecznie dyplomatyczne metody. Jednakże ten moment był pierwszym, w którym nie on był zagrożony, a ktoś dla niego cholernie ważny. I może właśnie dlatego poczuł jeszcze większy przypływ adrenaliny, który napędzał jego kolejne działania, dając mu znacznie więcej siły niż mogło posiadać jego smukłe ciało. Cudowna biologia.
- Cicho, głupcze – mruknął, upewniając się, że ma wystarczająco silny uchwyt, aby móc przeprowadzić ich przez ciemne, równie niebezpieczne uliczki. Tylne wyjście z baru nie prowadziło na oświetloną główną ulicę. Wyszli w niekoniecznie przyjemnym miejscu, pełnym śmieci i śmierdzących szczurów. Było tam wszystko! Poza dobrze działającymi latarniami.
W milczeniu, nie chcąc wzbudzać zainteresowania ewentualnych innych zbirów, przeszli kilkaset metrów nim dotarli do względnie bezpiecznej części miasta. Stamtąd Camille ruszył wolnym krokiem w kierunku swojego domu, jednocześnie wciąż rozglądając się wokół badawczo, aby mieć pewność, że nic im już nie grozi.
- Będziesz musiał odwołać szofera, nie? – odezwał się w końcu. – Biedak pewnie myśli, że wciąż jesteś w klubie. A ja nie pozwolę, abyś wrócił w takim stanie do domu – oświadczył, spoglądając na niego z pokrzepiającym uśmiechem. – Dziś jesteś pod moją opieką, Gerardzie. Jak za dawnych lat – dodał. Chciał go nieco rozbawić, rozluźnić.
- Sam ciągle wpadam w takie… Sytuacje. Nie musisz więc czuć się z tym źle, jestem zupełnie przyzwyczajony do tego, że albo ja komuś obijam twarz. Albo ktoś mi. Miejska dżungla i tak dalej – rzucił swobodnie, jednocześnie poprawiając sobie uchwyt, w którym trzymał jego ciało. Na szczęście Gerard był niższy od Camille’a, więc utrzymanie go nie stanowiło dla blondyna większego problemu. Poza tym, byli całkiem blisko miejsca, w którym Francuz pomieszkiwał.
W przeciągu zaledwie piętnastu minut koślawego marszu dotarli pod wysokie, szare wieżowce. Blondyn pozwolił sobie na ciche westchnienie i może nieco przepraszający uśmiech, spoglądając krótko na eleganckiego towarzysza.
- Witaj w moim królestwie – mruknął. Niebogata, brzydka i ponura dzielnica kompletnie nie pasowała do tego, jaką osobą był Camille. Jego pogodna, żywiołowa i wyróżniająca się aura gasła, gdy wchodził między kolejne aleje wieżowców, aby dotrzeć do tego, w którym sam mieszkał.
Już w dzieciństwie cierpiał na klaustrofobię, o czym wiedziała większość chłopaków z podwórka. Ileż razy starali się mu dokuczyć, wykorzystując tę jedną cechę! Na szczęście ten konkretny budynek nie posiadał dobrego właściciela – winda od lat była zepsuta, więc ewentualny dylemat znikał nim powstał. Ruszyli schodami, nie śpiesząc się przy tym szczególnie, a spokojnie przemierzając kolejne piętra aż dotarli do dziewiątego. Miejsca, w którym mieszkał.
- Poczekaj chwilę – powiedział, dopiero w tym miejscu puszczając jego ciało. Sprawnym ruchem przewiązał długie włosy w luźnego, niezbyt eleganckiego kuca,  po czym zaczął po kieszeniach skórzanej kurtki szukać kluczy do mieszkania. Zajęło mu to dłuższą chwilę – był na tyle smukły, że nawet materiału kurtki wydawało się być nieco zbyt wiele i śmiesznie plątał się w niej, przegrzebując kolejne kieszenie.
Gdy w końcu natknął się na pęk kluczy, westchnął z wyraźną ulgą, uśmiechając się.
- Już się bałem, że będę musiał wracać po nie do BigQ – przyznał, otwierając sprawnie drzwi, po czym wpuścił Gerarda przed sobą. – U… Uważaj – powiedział, automatycznie przytrzymując go. Mieszkanie było na tyle ciasne, że osoba nie znająca jego wnętrza, mogła spokojnie już na wejściu nabić sobie kilka porządnych guzów. Włączył więc światło nim ponownie wypuścił z uścisku swych ramion Gerarda, pozwalając mu rozejrzeć się, rozgościć.
- Siadaj – wskazał na wysoki stołek barowy, który stał w kuchni, samemu na krótki moment znikając w łazience. Zaledwie metr dalej. Nigdy nie zamykał drzwi w tym pomieszczeniu, doskonale wiedząc, że to wywołałoby histeryczną panikę. Za ciasno, zdecydowanie.
Wrócił do niego z plastikową apteczką.
- Z moim usposobieniem apteczka jest ważniejsza niż woda pitna – oznajmił, zajmując drugi stołek, po czym przysunął się. Blisko. Tak blisko, że ich kolana zetknęły się. Niby nic, a jednak nawet tak subtelny dotyk bywał rozkosznie znaczący. – Och, lód – zeskoczył ponownie ze stołka, aby pochylić się nad lodówką, z której wyciągnął kilka kostek lodu. Zawinął je w szmatkę, po czym wrócił na poprzednie miejsce, podając mu pakunek.
- Przyłóż do skroni. Może obejdzie się bez siniaka – powiedział, samemu w tym czasie zajmując się przygotowaniem opatrunku na rozciętą wargę. – Śmiesznie było – stwierdził niespodziewanie. – Na początku zawsze wydaje się strasznie… Ale później, z perpektywy czasu, takie rzeczy mnie po prostu bawią - oznajmił, trzymając w dłoni czystą, sterylną gazę. Miał ładne dłonie - smukłe i pozornie delikatne, choć zdolne do wymierzenia silnych ciosów. Paznokcie były nieco dłuższe niż u większości mężczyzn. I pomalowane na ciemną, błyszczącą się czerń.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Nie Lis 16, 2014 1:35 pm

Milczał, bo cóż, właściwie nie miał nic do powiedzenia. W sumie, sadząc po zapachu jaki roznosił się za budynkiem, całe szczęście, ze nie było wszystkiego widać. Jeszcze by na ten widok zwymiotował tym nieszczęsnym piwem, które zdążył wypić zanim wpadł w tarapaty. Swoją drogą, nie sądził, że Camille wykaże się taką postawą, w ogóle! Że się tak zachowa. Znaczy się, pamiętał, jak to było kiedyś, ale to było dawno temu. Dzieciaki przecież co chwilę wpadają w jakieś kłopoty i na własną rękę je rozwiązują. Gerard przecież teraz na nikogo ręki by nie podniósł, chyba tylko w szczególnych sytuacjach. Tutaj wolał po prostu dostać mniejszy wpierdol niż ten, który by dostał za stawianie się. Chyba to jedyne pozostało mu na zawsze i do zawsze. Można powiedzieć, ze był pacyfistą, ale w zupełnie innym tego słowa znaczeniu. Jego własnym. Tak, dokładnie, był pacyfistą na swój sposób i wykorzystywał to znaczenie jak chciał. Zaraz obok głupoty, emocji i zaangażowania.
Szofer, właśnie! Ale nie, przecież on wyraźnie zaznaczył, ze jak będzie chciał wracać to zadzwoni. Być może z innego miejsca. Tak więc tylko ten miał prawo go zawieźć. Zresztą, jeśli by został, to zapewne widząc burdę w środku i policje, wszedłby do środka i nie znalazłszy tam Gerarda, zawiadomiłby o tym matkę. W każdym bądź razie i tak na razie nic nie zrobi.
- Nie, nie muszę, pojechał jak tylko wysiadłem - Odpowiedział znów spluwając gdzieś na bok. Jakiś wybitny zakrzep do gardła mu się przykleił - Ale ja mieszkam sam! W centrum, nie tam gdzie rodzice, ale... mniejsza - Dodał po chwili, jakby nagle się obudziwszy i tak przez resztę drogi już pozostawał.
Jedynie raz, w momencie, kiedy wspomniał o tym, że tak jak kiedyś bronił tak jest i teraz, zamyślił się, spoglądając w rzekome niebo, które byłoby tutaj gwieździste, gdyby nie ogrom halogenów. Zupełnie jakby przeniósł się na ten moment w czasie. Zupełnie jakby widział tę sytuację, gdzie po szkole mieli wyjść pograć w piłkę. I wtedy właśnie gdzieś przy jakimś bloku grupka chłopaków mu ją odebrała, a kiedy ten nieudolnie chciał odzyskać, wpadł taki dużo starszy Camille i zaprowadził porządek.
Najlepszy przyjaciel, tak. Aż mu teraz było tak wstyd za te wszystkie lata. Wstyd za to co zdarzyło się teraz. Tak bardzo się upokorzyć tylko on potrafił, nie? Ale już pomijając jego nieudolność w tej sytuacji. Teraz miał nieco inny problem, ale czuł się lepiej, kiedy nie musiał się zmagać z tym sam na sam.
- Jak za dawnych lat - Szepnął sam do siebie, podsumowując chyba tym samym wszystko. Relacje, które się będą teraz się odnawiać, sytuacje, które powstawały i ten czas. To wszystko chyba właśnie teraz podsumował w tym jednym, krótkim, powtórzonym zdaniu.
Gerard nie miał nic do tego gdzie i jak mieszkał Camille. Przypominało mu to jak kiedyś sam z matką mieszkał, ledwo wiążąc koniec z końcem. Kiedy matka pracowała do upadłego, starając się jak najwięcej udogodnień zapewnić swojemu synowi. Ale tamte czasy dawno minęły. Teraz to jego miesięczne kieszonkowe wynosiło tyle ile wtedy jego świętej pamięci matka zarobiła w ciągu roku. Tak wiele się zmieniło.
Gerard oswajał się z pomieszczeniem. Ciasne, ale własne. Przynajmniej nie jest na niczyj rachunek, pomyślał, wspominając sobie w tym momencie jak wiele przestrzeni ma u siebie w mieszkaniu, które rodzice mu podarowali. Było może chyba z pięć razy większe od tego. Jak mu zazdrościł. Przynajmniej miał czym zapełnić tę przestrzeń. Gerardowi nigdy się to nie udało, chociaż czasami rozmaite rzeczy sprowadzał do domu. Po za tym, starał się tez utrzymywać porządek. Na swój sposób. Bo trudno było mówić o porządku w miejscu, gdzie studiował różne książki, manuskrypty i pisma. Tam to się zabić można na każdym kroku. Poza Gerardem, który znał miejsce każdej rzeczy i umiał obok niej przejść. Podejrzewał, że tutaj było tak samo.
Może gdyby go tak nie bolało to bardziej zauważyłby to, jak ich kolana były bardzo blisko siebie. Znaczy się, czuł to. Ale to nie miało większego znaczenia w tym momencie, przynajmniej nie dla Gerarda, który wyglądał jak sto nieszczęść. Z podziękowaniem przyjął lód. Średnio chciało mu się go trzymać w dłoni, ale przyniósł takie ukojenie, że po twarzy Gerarda można było wywnioskować, jak się wspaniale teraz poczuł. Jeden durny kawałek lodu, a jak człowieka potrafi uszczęśliwić.
- Ale to jest takie, no... głupio mi teraz. Miało być normalne spotkanie przy piwie, a ja jak zwykle musiałem coś spierdolić - Rzekł, ciężko wzdychając.
Gerard musiał zrobić jedna rzecz. Z tego powodu zdjął ten lód ze swojej twarzy i odłożył gdziekolwiek na bok, a potem bezceremonialnie zdjął z siebie górną cześć odzienia, pozostawiając gołą skórę. I tak nie poszedłby z tym do łazienki, co za różnica, jak drzwi są otwarte. Po za tym, jest u swojego, czego miałby się wstydzić. Może i wygląda miernie. Ale co z tego. Ciężko oczekiwać mięśni od kogoś, kto nie jest w stanie normalnie ćwiczyć. Zawsze go od wysiłku odciągano, no bo przecież nie ma ręki! To było takie frustrujące, ale z czasem się przyzwyczaił. Do swojego kalectwa oczywiście.
Kiedy się już wszystkiego pozbył, po majstrował palcami przy ramieniu, gdzie była proteza i raz dwa ją odpiął. Westchnął ciężko. Jedyne pocieszenie w tym wszystkim było to, że się tylko poluzowała i dlatego coś go tam bolało. Nic nie było uszkodzone.
- Na szczęście nikt mi jej nie uszkodził. Ale nie założę jej dopiero, aż nie przyjdę do lekarza. On musi tam te wszystkie elektroniczne gówna przypiąć z powrotem - Odpowiedział z wyraźnym bólem. Średnio mu się widziało paradować bez jednej ręki, nawet jeśli tylko proteza ją zastępowała. Przynajmniej nie było tego tak widać. Blizn po wypadku jako takich nie miał, najwięcej obrażeń wzięła na siebie jego ręka, której nie ma. Widać było tylko parę blizn, ledwo widocznych po szwach, jakie miał zakładane, gdy montowali uchwyt na protezę. I właściwie tylko tyle. Tak pozostawał nieskazitelnie czysty.
Odechciało mu się koszulki zakładać z powrotem. Wziął więc szmatę z lodem znów przyłożył ją do policzka.











_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Nie Lis 16, 2014 2:17 pm

Camille przez te sześć lat przeżył bardzo wiele dziwnych sytuacji. Często odrażających i okropnych do tego stopnia, że osoba o słabej psychice zostałaby już dawno pokonana, złamana. Ale on nie. Był na to zbyt silny, waleczny, gotowy znieść znacznie więcej niż przeciętny człowiek. Ta myśl zawsze napawała go dumą, utwierdzając w przekonaniu, że – cokolwiek się nie wydarzy – on da sobie radę w każdym momencie.
I może właśnie dlatego nie poczuł się w żaden sposób oburzony brakiem ręki Gerarda? Widokiem jego ciała bez protezy?
A może powód był zupełnie inny. To był w końcu jego przyjaciel. Osoba, którą kochał od dziecka, pragnąc spędzać z nim niemalże każdą chwilę. Już wtedy wzajemnie akceptowali siebie do tego stopnia, że byli w stanie dzielić się ze sobą najdziwniejszymi myślami i spostrzeżeniami.
Jak więc mógłby czuć chociażby odrobinę skrępowania, mając przy swym boku osobę tak dla siebie ważną? Brak ręki potraktował jako coś zupełnie normalnego. Coś, co nie powinno wiązać się z wielkim oburzeniem czy szokiem. Wręcz przeciwnie - twierdził, że mimo tego drobnego mankamentu, Gerard powinien prowadzić życie jak najbardziej zbliżone do sposobu funkcjonowania wszystkich innych, zdrowych ludzi.
W obecnych czasach niepełnosprawni mogą osiągać więcej niż pełnosprawni. Przy odpowiedniej dozie wsparcia i akceptacji, są w stanie prześcignąć niejednego normalnego człowieka. Ale nie mogli uczynić tego sami: potrzebowali kogoś, kto będzie przy ich boku, stanowiąc wsparcie w najtrudniejszych momentach. I Camille chciał być dla Gerarda kimś takim, odkąd tylko dobiegła go wieść o tym okrutnym wypadku. Jednakże zabroniono mu. Sam Gerard zabronił, zrywając kontakt i znikając bóg wie gdzie.
- Daj spokój – zaśmiał się dźwięcznie, przykładając nasączoną wodą utlenioną gazę do jego rozciętej wargi. – Dla mnie to zupełnie normalny sposób spędzania wolnego czasu, wiesz? Właśnie tak baluję w weekendy! - rzucił żartobliwie, pochylając się nad nim nieco bardziej. Chcąc zachować równowagę, oparł się wolną dłonią o jego udo, dokładnie oczyszczając rankę. Skupienie widoczne na twarzy Francuza co rusz przełamywane było jego pogodnym uśmiechem.
- Nie pamiętam, żebym kiedyś poszedł na imprezę i przetrwał ją zupełnie spokojnie – podzielił się z nim swoim spostrzeżeniem, nieco zniżając ton głosu. – Zawsze ktoś się do mnie doczepi. Zdarzały się… Różne sytuacje. Od facetów chcących sprawdzić, czy aby na pewno też jestem facetem, a skończywszy na kolesiach, którzy ubzdurali sobie, że podrywam ich panny. Ze skrajności… W skrajność – mruknął, kończąc oczyszczanie rany, po czym odchylił się na swoim krześle, siadając wygodniej. Przyjrzał się jego sylwetce z zupełnie pogodnym wyrazem twarzy, wzrok zatrzymując na oczach Gerarda.
- Podobasz mi się jeszcze bardziej niż w dzieciństwie, wiesz? Wydoroślałeś – rzucił zupełnie swobodnie, dając upust swojej naturze podrywacza. Sprawnym ruchem zsunął się z barowego krzesła, aby wyrzucić zużytą gazę. Nawet w tak prostych ruchach, jakie wykonywał Camille, widoczna była niekoniecznie męska gracja. Absolutnie nie był przy tym przegięty... Był sobą. Seksownym mężczyzną, który doskonale wiedział, jak zaprezentować swoje ciało, aby wyglądało możliwie jak najatrakcyjniej.
Uprzątnął apteczkę i odniósł ją do łazienki. Kiedy wrócił do kuchni, zsunął z ramion skórzaną kurtkę i odwiesił ją na wieszak w przedpokoju. Został w samej jasnej, bardzo delikatnej koszuli. Oczywiście, że nie była idealnie ułożona – pierwsze i ostatnie guziki zostały rozpięte, a rękawy podwinięte. Szczupłe nadgarstki zdobiły rzędy skórzanych bransolet, które stanowiły jego własny sposób na radzenie sobie ze stresem – z jednej strony wywoływały przyjemnie kojarzący się uścisk, a z drugiej: zawsze mógł się nimi swobodnie bawić.
- Wina? – rzucił, wyciągając z lodówki Martini, ignorując niemal kompletną pustkę panującą w jej wnętrzu. Z wysokiej szafki wyciągnął dwa kieliszki i – nie czekając na jego odpowiedź – napełnił je trunkiem, wracając na swoje miejsce.
Z drobnym uśmiechem błądzącym w kącikach ust odsunął przewiązane włosy ze swojego ramienia, aby odsłonić szyję ozdobioną pociągłą blizną.
- Kiedyś w BigQ ten barman, który nas obsługiwał uratował mi życie – powiedział, nie okazując szczególnego przejęcia czy smutku, a wręcz uśmiechając się na to wspomnienie. – Wtedy serio myślałem, że… Skończę kiepsko. Ale Jack to dobry facet. Szkoda, że hetero – westchnął żartobliwie, zaraz samemu śmiejąc się.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Nie Lis 16, 2014 10:37 pm

Na obecną chwilę nie mógł się za bardzo przejmować tym, że był kaleką. Głownie dlatego, że trochę za bardzo bolała go głowa. Ale i tak, czuł się nieco skrępowany tym, że siedział taki prawie nagusieńki. I tym, że tylko kawałek metalu wystawał z jego ramienia co było kiedyś jego ręką. A to co miało ją zastępować trzymał na swoich kolanach, w końcu jednak odkładając na bok, bo mimo wszystko, to trochę ważyło i było niewygodnie. I jego chuda sylwetka, blada. Nie to, żeby miał jakieś z tym problemy zdrowotne. Po prostu już taki był i na całe szczęście nie obnosił się z tym. Nie musiał. Tylko teraz, ale przecież miał przyjaciela przed sobą, prawda?
To chyba było najlepsze. Mimo tego wszystkiego nie patrzył się na niego jak na małpkę w cyrku, nawet nie komentował tego w żaden sposób, nie zwracał uwagi. Kompletnie nic, tak jakby ta ręka dalej tam była, a Gerard po prostu zdjął z siebie to wszystko bo było mu gorąco. Tak właśnie chciałby, żeby to tak wyglądało. A przynajmniej chciały to tak czuć. Ale cóż, stało się, nic nie mógł na to poradzić. Może kiedyś coś sprawi, że będzie poczuwał się do dumy i powie sobie "tak, nie mam ręki, ale jestem silniejszy o to doświadczenie".
Przekrzywił lekko głowę, kiedy go tak słuchał. Zupełnie mu wydawało się to nierealne, że właśnie takie życie teraz wiedzie. Brzmiało to tak naturalnie, że prawie jakby nie miało miejsca. Oczywiście, że mu wierzył i to z całego serca. Ale nigdy by nie przypuszczał. Co tam dziecinne bijatyki, obdarte kolana czy poobijane łokcie. Teraz to brzmiało jakby był zawodowym zawodnikiem wagi ciężkiej, który właśnie taki sposób miał na życie. Dla Gerarda takie coś byłoby nieosiągalnego. Za słaby był na takie zabawy. Po za tym, nie był przyzwyczajony do chodzenia po klubach, a jeśli już w jakiś był to w takich gdzie była pełna kulturka. O bijatykach już nie wspomniawszy, najwyżej drobne przepychanki, które tłumione były w zarodku. Z tego wszystkiego wywnioskował, ze Camille ma ciekawe życie, a on... takie mdłe. Pozbawione wyrazu. Bo nawet nie miał się czym pochwalić, a no bo czym? Że nie raz upił się do nieprzytomności? Szkoda słów.
Kolejne zdanie, zanim była mowa o winie, zabrzmiało tak... dziwnie. Nikt nigdy w zasadzie mu tak nigdy nie powiedział, nawet ciotki, co to one mają tendencję do wyrażania takich poglądów. Dlatego jednocześnie wydawał się być tym zawstydzony, ale też pocieszony? Coś się w nim zmieniło i to na lepsze, a nawet może jeszcze bardziej. Nawet o tym nie pomyślał, ze mogłoby to zabrzmieć inaczej.
- Ty też się bardzo zmieniłeś. Może nawet bardziej niż bym przypuszczał - Uśmiechnął się szczerze, a w tej jednej, drobnej minie było tyle radości. I nagle jakoś tak przestał myśleć o tym, że miał jakiś ubytek na ciele. Jakikolwiek. Po prostu zrobiło mu się tak niezmiernie miło, że ktokolwiek mimo tego wszystkiego powiedział o nim coś dobrego.
Gerard praktycznie się doprowadził już do porządku, bo nawet nie było za bardzo widać tych zaczerwień po otrzymanych ciosach. Warga była nadal rozwalona, ale przynajmniej nie krwawiła ani nic z tych rzeczy. Może nawet nie spuchnie. Lód idealnie robił swoje, a myśl o tym, że jest w dobrych rękach działała jak balsam na jakikolwiek ból. Może się nawet teraz za bardzo zapatrzył na swojego wybawcę z tych opresji. Kiedy ten zapytał o wino, nawet nie odpowiedział. Ale to nie miało znaczenia. I tak dostał to co mu zaproponowano. Ujął w dłoń swój kieliszek, ale czekał z wypiciem, aż będą mogli wspólnie wziąć toast, albo coś równie bzdurnego, co jeszcze bardziej poprawiłoby nastrój. W międzyczasie słuchał dalszej część wypowiedzi, nawet się uśmiechnąwszy delikatnie.
- Hah, a więc uganiasz się za facetami? To jest bardzo ciekawe, bardzo, bardzo ciekawe - Wyszczerzył zęby. Nie, absolutnie nie miał nic do tego, nawet jakby jego słowa okazały się prawdą. Pomijając Gerarda, który sam... ekhem, mniejsza z tym.
- Zatem ja jestem jeszcze w szkole, a ty co robisz ze swoim czasem? - Zapytał w końcu on, zeby nie było, że on nic nie mówi i tylko Camille'owi daje tę przyjemność swobodnej rozmowy, która prawie brzmiała jak monolog.
W końcu odłożył lód, który prawie że stopniał. Nie potrzebował już tego, praktycznie nic nie czuł.



_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Pon Lis 17, 2014 10:55 pm

Sześć lat temu Camille zaciekle walczył o to, aby przypodobać się innym chłopcom w swoim wieku – chciał być jak oni. Wchodził z nimi na drzewa, rzucał się kamieniami i bawił się w te wszystkie zabawy, które powinny zostać oznaczone rangą wysokiego ryzyka. Lecz wciąż odstawał, co okrutne dzieciaki potrafiły uświadomić mu szybko i niesamowicie boleśnie.
Minęło wiele lat, a Francuz stopniowo zmieniał podejście do samego siebie. Do swojego nietypowego ciała, dla którego naturalną była subtelna gracja. Przestał wmawiać sobie, że jego inność jest wadą, a zaczął traktować ją jak zaletę. Od kiedy? Od momentu, w którym spostrzegł, że to androgeniczne ciało budzi niezwykłe pożądanie. Mógł się podobać. Co więcej: bardzo się podobał.
W przeciągu tych sześciu lat zmienił się jego styl. Siedząc przy swoim najdroższym przyjacielu, kompletnie nie przypominał chłopca, którym niegdyś był. Przeistoczył się w dumnego i pewnego siebie mężczyznę, który potrafił z typowo męską siłą przyprzeć napastnika do muru, aby szepnąć melodyjnym głosem obietnice cierpienia, jakie mógłby mu zadać. I wówczas nikt nie silił się na marne żarty o jego nie-męskim ubiorze.
Kapryśny, nieznośny, a przy tym wciąż z takim samym uśmiechem na twarzy. Pogodnym, pełnym życia bez względu na to, jak ciężkie mogło się ono okazać.
- Owszem, zmieniłem  się – stwierdził z rozbawieniem, odgarniając kilka niesfornych kosmyków ze swojej twarzy. Nawet, gdy przewiązywał włosy gumką, te w jakiś śmieszny sposób wyswobadzały się spod niej, nadając jego aparycji pewnego nieładu. Wiecznie wyglądał, jakby dopiero co wstał z łóżka. Podniósł się, szukając bielizny. Chwilę po namiętnej nocy.
- Bałem się tego, jak na mnie zareagujesz. Ale chyba nie jest źle, co? - powiedział, zaczepnie trącając łokciem jego bok, posyłając mu przy tym krótki uśmieszek chochlika. Częściowa nagość przyjaciela nie krępowała go w najmniejszym nawet stopniu.
Sięgnął po kielich z Martini, aby upić niewielki łyk słodkiego, schłodzonego wina. Na kolejne słowa Gerarda niemal zakrztusił się pitym alkoholem. No tak! Tak zupełnie swobodnie mówił o swojej orientacji, że nawet nie zastanowił się nad tym, czy w przeszłości jego przyjaciel domyślał się… Tego wszystkiego.
Bo Camille od przedszkola wiedział, że nie będzie chciał dzielić łóżka z kobietą. Łóżka, łazienki, kuchni czy przedpokoju. Niczego nie zamierzał dzielić z tą – podobno! – piękną płcią.
- Tak, Gerardzie, jestem gejem – oświadczył  ze szczerą dumą i rozbawieniem, sięgając po leżącą nieopodal paczkę papierosów. Wyciągnął jednego, wsuwając sobie między wargi, po czym sprawnie odpalił go. – Poczęstowałbym cię. Ale nie będę deprawował nieletnich – powiedział, zaraz jednak podsuwając paczkę w jego stronę, aby ciemnowłosy mógł skorzystać, jeśli zechce. Sam jednak odsunął się nieznacznie, nie chcąc drażnić go wydychanym dymem.
- Zadajesz mi trudne pytania, Gerardzie… – westchnął na krótki moment pozbawiając się pogodnego uśmiechu. Z papierosem w ustach i kielichem Martini w dłoni, podniósł się z miejsca, aby stanąć przy kuchennym oknie. Otworzył je, opierając się pośladkami o parapet, żeby móc obserwować swojego rozmówcę.
Uwielbiał palić, ale nie przepadał za mieszkaniami, w których wszystko nieprzyjemnie śmierdziało tytoniem. Dlatego też zawsze stosował się do świętej zasady, nakazującej poddawać się tej przyjemności tylko i wyłącznie przy otwartym oknie.
- Powiedz, jeśli będzie ci zimno – powiedział, uznając dobro swego gościa za naprawdę istotną kwestię. – Odpowiadając na twoje pytanie: aktualnie jestem szczęśliwym bezrobotnym – zaśmiał się gorzko, kręcąc głową. – Ale to tylko kwestia czasu, nie ma się co tym zamartwiać. Normalnie pracuję w teatrze, pomagam przy projektowaniu scenografii. Poza tym, daję kursy samoobrony dla kobiet. Oba te miejsca w ostatnim czasie okrutnie podupadły, więc chwilowo… Nie bardzo mogą sobie pozwolić na zatrudnianie mojej osoby – wyjaśnił, nie wyglądając jednak na szczególnie przejętego tą kwestią. Nawet jeśli brak środków do życia martwił go na co dzień, to nie chciał skupiać się na tym temacie w trakcie pierwszej rozmowy z przyjacielem po tak wielu latach milczenia. Posłał mu jeden ze swoich swobodnych, pięknych uśmiechów.
- Wiesz, że to mieszkanie jest za ciasne na położenie materaca gdziekolwiek? Śpisz ze mną. Pozwolisz, że zostawię cię na moment samego? Chciałbym wziąć szybki prysznic – powiedział, gasząc peta w popielniczce na parapecie. Pociągnął jeszcze jeden spory łyk słodkiego trunku, po czym ruszył do salonu, w którym zwykł sypiać. Zabrał kilka niezbędnych rzeczy, żeby następnie zniknąć w łazience. Przy otwartych drzwiach, oczywiście.
I dopiero po chwili uświadomił sobie, że nie wypada mu kąpać się w ten sposób, mając gościa w domu.
- Gerard…? - wychylił się zza drzwi łazienki. – Czuj się swobodnie, korzystaj z czego chcesz. Ale jak wpadnie ci do głowy przechodzenie przez przedpokój to uprzedzam, że zostawiam otwarte drzwi do łazienki! Jest za ciasna – wyjaśnił, zaraz znów chowając się w pomieszczeniu, aby nie tracić więcej czasu. Zamierzał wziąć szybki prysznic i wrócić do przyjaciela.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Sro Lis 19, 2014 11:49 pm

Przechylił lekko głowę na bok. Chyba oboje się za bardzo zmienili. Tyle lat minęło, jak jeden dzień. Nie, nie jak jeden dzień. To była wręcz wieczność,a on w niej zdążył połowę zapomnieć. Większość jego życia z tamtych lat czasem się głuchym echem obijała we wnętrzu czaszki, nic więcej. Był wręcz do tego zmuszony,a z czasem... przyzwyczaił się. Teraz tak trochę trudniej było mu się przerzucić na to, że znów ma przyjaciela. To takie dziwne i w dalszym ciągu nierealne. Przysiągłby, że gdyby przez kolejny miesiąc nawet się nie widzieli, szybko wyparłby to spotkanie z pamięci. Przynajmniej częściowo. Zaraz by go przygniotła nauka i obowiązki.
Dlatego też słuchał z uwagą. Bo wszystko było właśnie takie dziwne i nierealne. Zupełnie, jakby po tylu latach mu się wszystko przyśniło. Ale na pewno mu coś jeszcze w pamieć zapadnie. Przecież nie był taki głupi, ale jak każdy miał prawo czegoś po prostu nie pamiętać. Tak było w przypadku tego, że mógłby być gejem od dłuższego czasu. Owszem, znali się w tedy aż za dobrze, ale Gerard jest o te pięć lat młodszy. Nie myślał w takim wieku o takich rzeczach, bo był taki właśnie... zwyczajny. a każdy normalny dzieciak o takich rzeczach nie myśli. Nawet jeśli Camille pewnie nie raz deklarował się z tym, ze nigdy nie chce mieć cokolwiek wspólnego z kobietami. Dziewczynami. W ogóle. Sam przecież by się o takie coś nie podejrzewał, a teraz. Po prostu jest jak jest. Przecież nie musi się zaraz sam o tym chwalić. Jak zostanie zapytany, to wtedy, ale nie wcześniej. Po co od razu pewne fakty uprzedzać, prawda?
- Proszę Cię, ja wiem, że jestem u Ciebie, ale jak możesz to nie pal przy mnie. Nienawidzę papierosów. W ogóle czegokolwiek co się pali - Wyznał od razu, kiedy to krzywo spojrzał na paczkę papierosów. Miał ochotę ją po prostu wziąć i wyrzucić przez okno, albo do śmietnika, wcześniej zadeptując własną stopą. Ale przecież nie zrobiłby tego jemu. Jego sprawa. Tylko grzecznie prosił, żeby nie przy nim. Bolało go to, że się truje czymś takim, ale nie miał na to żadnego wpływu. A już na pewno nie teraz, kiedy widzieli się po raz pierwszy po tylu latach. Nie miał najmniejszego prawa.
Kichnął ostentacyjnie, po czym trzymanego w dłoniach kielicha opróżnił do dna praktycznie za pierwszym razem. Lubił pić. To, ze może nie powinien, to już jest inna sytuacja. Gdyby przecież Cam miał jakieś obiekcje, nie podawałby mu alkoholu. A może to po prostu z grzeczności? Jakoś będzie się musiał ogólnie za wszystko odwdzięczyć, mimo wszystko. Czy nastąpi to prędzej czy później to będzie do ustalenia, podobnie jak sposób w jaki zapłaci za to wszystko. A na pewno zrobi to z wdzięcznością i przyjemnością. W końcu to cały Gerard. Ten, jak mogłoby się zdawać, dobry chłopak. Nawet jak rodzice chcą z niego zrobić przyszłego biznesmena.
- Tylko ostrzegam, mogę kopać w nocy jak mi się coś przyśni - Zaśmiał się. Może faktycznie tak nie było, ale coś musiał powiedzieć, prawda? Chociaż, jakby nie patrzeć, dzisiaj zdarzyło się dużo rzeczy i jakby tak wspomnieć o tym pobiciu, to jeśli będzie mu się to śnić, to faktycznie mógłby nieznacznie się ruszać. Albo mówić przez sen, co akurat uznawał za normalne, bo każdej nocy gadał przez sen. Przynajmniej, jeśli by wierzyć paru osobom.
- Jak dla mnie, możesz nawet paradować nago, to w końcu twój dom. Raczej nie sądzę, żebym przypadkiem zobaczył coś, o czym nie miałbym pojęcia - Uśmiechnął się i poszedł dolać sobie jeszcze trochę alkoholu o ile coś jeszcze było. Najwyżej się pójdzie jeszcze do sklepu. Są takie całonocne. Może i Gerard nie był jeszcze pełnoletni, ale z pewnością miał dużą ilość pieniędzy, która załatwiłaby większość niedogodności. A po za tym jest przecież z Camille, a on w razie czego kupi za niego. Tak, zdecydowanie poczuł już w swoich żyłach zew alkoholu i jeszcze trochę, a przestanie się zachowywać kontrolowanie, tylko puści wodze fantazji. O czym, trudno na razie powiedzieć. Będzie tylko pił i pił, aż mu zabronią, jak zwykle, dla jego dobra.
Jeśli chodzi o kwestię sytuacji materialnej jego przyjaciela - jak będzie trzeba, to pomoże. Z wielką chęcią, a nawet może go zagarnie do siebie do mieszkania. W końcu tak jakby jest jego, a już na pewno będzie w przyszłym roku, jak będzie miał te osiemnaście lat. Do tego czasu nie zamierzał o tym wspominać, skoro rozmawianie o tym nie było przyjemne dla niego.
Wzruszył ramionami. Ten się będzie teraz mył, a Gerard jeszcze bardziej upijał. jak słodko.






_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Czw Lis 20, 2014 12:13 pm

Chyba jeszcze nigdy w życiu nie zdarzyło mu się być zruganym za palenie papierosów! Rodzice Camille'a nie wtrącali się w takie sprawy, uznając go za wystarczająco odpowiedzialnego i samodzielnego. Poprzedni partnerzy? Wielu miewał kochanków na jedną noc, a niewielu było stałych partnerów. Kto by się przejmował zdaniem faceta, którego kolejnego dnia już miało nie być? Na pewno nie on. To nie było w jego stylu.
Tak więc palił jak smok, nie kontrolując tego w żaden szczególny, wyraźny sposób. Papieros za papierosem. Domyślał się, że niechęć Gerarda nie jest związana tylko i wyłącznie ze złym wpływem tytoniu na człowieka, ale jednocześnie nie chciał rozdrapywać tej kwestii. Porozmawiają o tym w nieco bardziej dogodnych warunkach niż w tym momencie.
- Zaraz będę twój! - rzucił żartobliwie, a chwilę później z łazienki dobiegał już tylko dźwięk wody, podczas gdy Camille brał odprężający, odświeżający prysznic. Nie zajęło mu to wiele czasu. Wyszedł, od razu wycierając długie i niesforne włosy, aby nie sprawiały mu więcej problemów niż zazwyczaj. Sprawnie przewiązał je w luźnego warkocza, który związał jedynie pobieżnie, aby nie przeszkadzały. Ubraniem zajmie się za chwilę!
Na ramiona naciągnął koszulę - wszyscy ludzie ubierali miękkie, eleganckie koszule do biura czy pracy. A on? Do spania. Zazwyczaj dobierał do niej odpowiednio seksowną bieliznę, ale dzisiaj poprzestał jedynie na czarnych, choć stosunkowo obcisłych bokserkach. Koszula sięgała nieco za pośladki, więc nie można było mu zarzucić, że chodzi przesadnie roznegliżowany. Toż to był jeden z jego najmniej seksownych ubrań!
- Ej - zaczepnie szturchnął go w tył głowy. - Nie ładnie pić beze mnie - zaśmiał się swobodnie, sięgając po butelkę Martini, aby napełnić swój kieliszek. W jego domu nigdy nie brakowało alkoholu. Owszem - jedzenia tak. Ale papierosy, alkohol i prezerwatywy były zawsze, bo w gruncie rzeczy to ich potrzebował do życia bardziej niż posiłków.
Nie był typowym człowiekiem.
- Chodź do salonu, będzie nam wygodniej - stwierdził, łapiąc swój kieliszek i butelkę alkoholu, po czym ruszył do przyległego pomieszczenia. To w tym miejscu sypiał, jadł, mieszkał. Sypialnia była dla niego zupełnie niedostępna. Czasami trafiał tam z Dante, ale ogólnie rzecz biorąc, unikał spania w dużym, cholernie pustym i zimnym łóżku. Kanapa w salonie wydawała mu się znacznie przyjemniejsza i mniej przytłaczająca.
To na niej usiadł swobodnie, stawiając Martini na niewysokim stoliku. Upił łyk ze swojego kielicha, po czym spojrzał na kompana uważnym wzrokiem, najwyraźniej zastanawiając się nad czymś bardzo intensywnie.
- Powiedz mi - zaczął, nie spuszczając z niego uważnego wzroku. - Czy ktoś zdobył serce mojego Gerarda? - zapytał, wyginając usta w jakże pięknym uśmiechu, w którym tkwiło coś dziwnego. Może subtelna nuta niepokoju? Od zawsze był zazdrosny, chcąc mieć przyjaciela tylko dla siebie, a jednocześnie nie był w stanie odebrać mu przyjemności obcowania z innymi ludźmi. Czy to właśnie jest miłość?
- Ze szczegółami proszę! Z uwzględnieniem scen łóżkowych! Nie pozwolę Ci pominąć najciekawszego elementu! - dodał pogodnie, niezwykle umiejętnie maskując swoje prawdziwe emocje. Tak jak od zawsze był paskudnym zazdrośnikiem, tak też potrafił niezwykle spranie manipulować mimiką swojej twarzy i tonem głosu, starając się brzmieć możliwie jak najbardziej neutralnie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Czw Lis 20, 2014 2:33 pm

Och, a on tak nie przepadał za bycie takim elegancikiem. Może i siedzenie pół nago nieco krępowało, ale nic mu tak ulgi nie sprawiło jak ściągniecie tych całych marynarek, koszul i pieprzonych krawatów z siebie. Pozostała tylko kwestia jego dolnego odzienia, ale to może później, jak będą się oboje kładli spać. Ale śmiało mógł powiedzieć, ze w przypadku Camille to było na czym wzrok zawiesić. Westchnął cicho. O czym on myśli to przechodziło niekiedy ludzkie pojęcie. Ale to, o czym Gerard mógł sobie czasami pomyśleć lepiej pozostawić swoją drogą i najlepiej w ogóle się w to nie zagłębiać.
Hm, jedzenie. Właśnie. Mógłby o czymś pomyśleć. Razem by pomyśleli, w końcu Gerard nawet nie wie gdzie jest. Ale jak już wcześniej było wspomniane, kasę miał. Także to był najmniejszy problem. Ale do samego alkoholu można by było coś zjeść. Jakby tym problemem chciał obarczyć kielich który trzymał w dłoni. Wypełniony do połowy. To już był trzeci, znaczy się, dalej jest.  W końcu jednak Cam wyszedł z łazienki i pogonił go od razu do salonu, na co grzeczny Gerard się zgodziło i bez słowa przeszedł na miejsce.
- Przecież nie piję bez ciebie. W ogóle - Zaśmiał się. No dobra, może sobie sam pozwolił na picie, ale przecież nie pił nie wiadomo ile, żeby zaraz to była jakaś obraza. Poza tym, sam chciał akurat w tym momencie iść do łazienki, więc to nie była jego wina.
Jeśli Camille sprawiało jakiś problem jedno puste pomieszczenie, to co ma powiedzieć Gerard, który mieszka sam jeden w ogromnym domu, gdzie jest kupa przestrzeni i on biedny nie ma co z tym zrobić? Może i tylko tam się czuje swobodnie, ale co z tego, skoro ani nikogo nie sprasza do siebie, ani tez nie urządza jakiś imprez. I wiecznie tam jest czysto. I w końcu człowiek nie poczułby się sam? Chociaż ostatnio mu się udało, z takim jednym chłopakiem, ale nie było o czym gadać. Pewnie nawet nie będzie pogłębiał takiej znajomości.  Po za tym jednym, jedynym incydentem to mieszkanie dalej pozostawało przerażająco puste. Może dlatego też większość czasu spędzał przed książkami. Ewentualnie przed konsolą. W każdym bądź razie jego udział w eksploatacji domu był znikomy.
Na postawione pytanie najpierw tylko otworzył w połowie usta, a potem tylko się patrzył tak jak na kogoś dziwnego. Ale w chwili pojął, że to pytanie w ogóle nie było na żarty, tylko tak bardzo poważnie. Zamknął usta i rozejrzał się, jakby na razie nie chciał nawiązywać kontaktu wzrokowego. Jak, na bogów, ma o takich rzeczach rozmawiać? Ale jak nie jemu to komu miałby o tym powiedzieć? Cześć mamo, pieprzyłem się z chłopakiem w moim wieku. No bardzo, kurweł, śmieszne. Dlatego też trochę to trwało, ostatecznie wbił wzrok w kielich, który miał opróżnić, gdyby nie to pytanie.
- Nie, ja... nie mam nikogo - Uśmiechnął się na moment, ale ten uśmiech zaraz znikł, a jedyne co zrobił to ciężko westchnął. Co on ma się chwalić z tego, że nie, nie zakochał się, a nawet jeśli się tak zdarzało to bez konkretnych bodźców i dość szybko mu takie stany pełnego zachwytu mijały. Opróżnił kielich.
Ale kolejne zdanie zupełnie go z rytmu wybiło. Mało co nie wypluł tego co miał w ustach.
- Co... ja... jak mam opowiadać o czymś takim? To był tylko jeden epizod w życiu, przypadkiem i w ogóle. Daj spokój, nawet nie ma o czym gadać, to nie było nic wartego uwagi. Nawet nie działo się nic takiego... ciekawego. Po za tym, że to był pierwszy raz, nie? Ciężko powiedzieć co się robiło, jak wypiłem trochę. Hah, nawet się średnio wiedziało co robiło, tylko szło... jakby to powiedzieć... zgodnie z tym co ci instynkt dyktuje, nie? Zwyczajne pieprzenie się na sucho - Zawiesił wzrok na jakimś bliżej niezidentyfikowanym przedmiocie przed sobą. Zaśmiał się nawet, co bardziej przypominało prychnięcie. Na policzkach miał dwa słodkie, delikatne rumieńce. Co po części starał się zakryć, drapiąc się po brodzie, a to gdzieś na policzy, a to przeczesując dłonią włosy. 
- Zadajesz mi naprawdę dziwne pytania - Dodał po chwili. 
Trudno było stwierdzić, ze Gerard nie jest już troszkę pod wpływem. Ale tylko trochę, co się odbijało na tym, jak się wypowiadał. Tak po za tym zachowywał się normalnie. Czasem tylko dotknął się tam gdzie ręki nie było. Sprawdzał. A bo jeszcze tylko tego mu brakowało, żeby nagle zaczęło coś tam migać. Jak on nie cierpiał tej kupy żelastwa. Przez to wszystko był cięższy niż normalniej by na to wskazywał jego wzrost. 
- A ty za to pewnie masz znacznie ciekawsze życie niż ja, moje jest takie... nijakie w sumie - Wyznał nieco ciszej i już sam się obsłużył polewając sobie jeszcze raz, chociaż jeden i biorąc małego łyka.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Czw Lis 20, 2014 10:29 pm

Słuchał go bardzo uważnie, nie powstrzymując tego szczerego zaciekawienia, które widoczne było w jego spojrzeniu. Chciał wiedzieć! Ta kwestia interesowała go z bardzo wielu powodów, a Gerard najwyraźniej poczuł się odrobinę skrępowany rozmową na takie tematy. Rozkoszne i nieszczególnie doświadczone stworzenie - tacy pociągali go najbardziej! Cudowny rumieniec, który wykwitł na stosunkowo jasnej skórze jego towarzysza był dodatkową zachętą do kontynuowania rozmowy, podsycania jej i prowokowania kolejnych ciekawych wątków…
- No nie! Mi nie opowiesz!? – zaśmiał się dźwięcznie. W przeciwieństwie do ciemnowłosego, był potwornym zmarzluchem. Dlatego też przyciągnął do siebie leżący nieopodal koc i ukrył pod nim szczupłe, kobieco kształtne nogi. Absolutnie nie zamierzał się ubierać! Wychodził z założenia, że ciuchy są co najmniej niekomfortowe i noszenie ich ograniczał do zupełnego minimum, po domu paradując ciągle niemal zupełnie roznegliżowany.
- Jestem ciekaw tego! - przyznał, spoglądając na niego z radosnym uśmiechem na twarzy. – Ładna była chociaż? Na co poleciałeś, przyjacielu!? Kształtne pośladki czy obfity biust? - męczył go dalej, nieprzerwanie uśmiechając się przy tym pogodnie.
Był niemal pewien, że Gerard mówi o kobiecie. Nigdy nie pomyślałby, że ten gościu mógł mieć w sobie cokolwiek z homoseksualisty. Zawsze wydawał się na to zbyt otwarty, swobodny i tak cholernie męski! Chociaż należy przyznać, że w porównaniu do Camille’a, wszyscy byli męscy. On swoją niezwykłą siłę męstwo sprawnie ukrywał pod kobiecym uczesaniem i zmysłowym strojem, podkreślającym androgeniczne cechy smukłego ciała. W przypadku Gerarda wszystko było widoczne na pierwszy rzut oka: nieszczególnie umięśniony, ale pełnowartościowy samiec, który – gdyby tylko zechciał! – mógłby poderwać każdą panienkę w klubie.
- Moje życie towarzyskie… – pokręcił głową, sięgając po kielich Martini, aby upić kolejny łyk, tym samym opróżniając naczynie. Niezwłocznie sięgnął po butelkę, aby ponownie uzupełnić alkohol w szkle, po czym odstawił wszystko na stolik, spoglądając kątem oka na Gerarda.
W końcu westchnął krótko, wzruszając ramionami.
- Nikt mi nie pasuje – przyznał szczerze, uśmiechając się krótko. – Mam zbyt wysokie wymagania. Marzy mi się książę na białym koniu, a dostaję podpitych dzianych kolesi z klubów, których wykorzystuję, jako swoją drobną atrakcję. Bawi mnie to, co myślą. Że wyrwali ładną dupę –zaśmiał się, kręcąc głową. – Choć słyszałem różne określenia. Oni myślą, że to oni mnie poderwali, a tak naprawdę całą sytuację ja trzymam w garści. I najczęściej moje życie towarzyskie kończy się na ekskluzywnych drinkach, które oni mi fundują oraz planach, które oni snują. A potem ja się wymykam im nim do czegokolwiek dojdzie. Wolę spędzić wieczór sam, tutaj, oglądając filmy Marvela, paląc tanie papierosy i pijąc wino – przyznał, przechylając lekko głowę, aby oprzeć się o jego ramię.
- Czuję się tu trochę samotny, Gerardzie – mruknął, obserwując butelkę stojącą na stoliku. Nie wiedział właściwie, dlaczego powiedział mu to wszystko. Chciałby, żeby ktoś wiedział. Chciałby w końcu móc być z kimś zupełnie szczery. Ale najbardziej w świecie chciałby móc mieć go częściej bliżej siebie, uznając jego obecność za największy swój osobisty skarb.
- Weszliśmy na głupi temat – stwierdził, czując, że zrobiło się nieco zbyt ponuro. Usiadł normalnie, sięgając po Martini, aby upić kolejny łyk. – Powiedz mi lepiej… Co planujesz jak skończysz szkołę? Chcesz iść na jakieś studia? - zapytał. – Studenci są cholernie seksowni! – dodał zaraz, jedynie po to aby rozluźnić atmosferę. Który wykształcony człowiek zainteresowałby się kim pokroju Camille’a?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Nie Lis 23, 2014 11:59 pm

Czuł się jeszcze bardziej zażenowany, o ile w ogóle można było to teraz po nim zobaczyć. To było coś takiego... trudno to nazwać w inny sposób, ale dokładnie nie o to mu chodziło. Naprawdę ta rozmowa była ciężka do przełknięcia. Dobrze, dobrze, wiedział, że ma przyjaciela obok siebie. Ale to wcale nie znaczyło, że się odzwyczaił od mówienia o sobie. Przecież do tej pory nikogo to nie interesowało, czym się zajmuje, co robi, co go interesuje. Przynajmniej nie szczerze. Każdy temat do rozmowy się nadaje, ale teraz to było coś innego. Bo mówił o czymś, co było jakby tarczą jego duszy, a jak tak te wszystkie płaty od siebie odklejał tym bardziej czuł się jakiś taki nagi. 
- Camille, ale to nie była kobieta tylko... tylko facet. W moim wieku, no i... on poprosił mnie o pomoc, przy sprzątaniu w jakiejś salce klubowej no... tak jakoś wyszło. Chciał mnie narysować, artysta, taki delikatny... jak taki kwiat. Taki co się zdarza raz w życiu i tak powiedziałem, że może mnie narysować u mnie w domu i jakoś wtedy, impulsywnie... nawet nie wiem jak to powiedzieć - Teraz to już był chyba całkiem czerwony, bo nawet jak mówił, to podciągnął kolana pod brodę i schował swoją twarz zaraz po wypowiedzi. Tak jakby było to coś wstydliwego. No bo też nie wiedział jak zareaguje na to Camille. Słuchaj, też jestem gejem, fajnie, nie? Nie, to brzmiało tak sztucznie, nienaturalnie. A jemu raz się zdarzyło i tego nie żałował. Cam miał znacznie większe doświadczenie w tym i przenie zaraz stwierdzi, że zachowuje się jak niedorozwinięty gówniarz. No dobra, może tak dokładnie nie powie, ale był pewien, ze mniej więcej tak pomyślał. Och, czemu on w ogóle pomyślał o tym, żeby o tym mówić. Mógł zamknąć gębę na kłódkę. 
Gerard, ogarnij dupę. Pomyślał nagle, nabierając chłodnego wyrazu twarzy, chociaż emocje w związku z wypowiedzią dalej się go trzymały i pewnie będą długo, bo już sobie wypił. W międzyczasie słuchał tego o czym mówił przyjaciel. I wydawało mu się to teraz takie smutne, że postanowił go po prostu przytulić. Ot tak, po przyjacielsku, przecież mógł nie? 
- Wiesz co, ja sobie tak myślę, że ja i ty w końcu sobie kogoś znajdziemy. A potem będziemy się śmiać z tego, o czym teraz rozmawiamy. I z tego, że chyba już za bardzo czuję zbawienne skutki alkoholu we krwi - Zaśmiał się i to nie z tego, o czym mówił wcześniej Camille, ale wydawało mu się to takie zabawne, że stwierdził, że już się trochę za bardzo napił. Nie było w tym nic złego, ale... chyba teraz dużo rzeczy będzie go bawić. Przecież nawet powoli brzmiał już inaczej. Przynajmniej, jemu się tak wydawało. A może przesadza i zrobi z siebie zaraz durnia? 
- Hm, w sumie to ja mogę z tobą oglądać filmy. I pić... palić nie koniecznie. No i w ogóle... wiesz, chodzić po klubach. Może tak często się bić nie będziesz w mojej obecności. Jesteś przecież... khym, przystojnym facetem, po co to sobie twarz obijać. Mi by to nawet operacja plastyczna nie pomogła - Zaśmiał się ponownie, opróżniając w końcu swój kielich i napełniając go jeszcze raz. Było przecież tak... inaczej. Nie czuł się tak jak zwykle, to znaczy, nie chodzi tutaj o to, że był pod wpływem, a bo był. Tylko rzecz była skupiona na tym, że czuł się tak swobodnie. Mimo tej ręki. Mimo wszystkiego, był nawet w stanie pobieżnie swobodnie opowiadać o takich sprawach, które były intymne. To było takie budujące, na swój sposób. Nie był sam, to się liczyło. Przynajmniej do czasu, kiedy siedział tutaj z nim i razem pili to wino, a Gerard upijał się przecież znacznie szybciej. Ciekawe co by było, gdyby nie było tego wypadku i dalej się przez ten cały czas kumplowali. Może nie odczuwałby takiej satysfakcji z tego spotkania jak teraz. Może nie odczuwałby tego braku który teraz zapełniał jak najbardziej tylko mógł. Wszystko to brzmiało tak sztucznie, jakby było kręconym ukrytą kamerą melodramatem. 
Samo życie. 
- Może. Nie wiem jeszcze, ale pewnie tak, bo przecież... muszę  mieć jakąś wiedzę, jak będę przejmował pałeczkę po ojcu. Nikt nie będzie słuchał idioty, który nawet studiów nie skończył - Westchnął ciężko.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Wto Lis 25, 2014 12:01 am

Kiedy Gerard znalazł się w zasięgu dłoni, Camille zarzucił mu rękę na ramię i przyciągnął do siebie ze szczerym rozbawieniem. Właściwie nie potrafił powstrzymać pogodnego uśmiechu w jego towarzystwie… Nawet jeśli w tej krótkiej rozmowie przewijały się niekoniecznie pozytywne momenty, młody Francuz czuł się tak cholernie szczęśliwy, że kąciki ust same wędrowały wysoko ku górze.
Było cudownie. Jak za dawnych lat. W dzieciństwie.
- Wiedziałem! - oznajmił radośnie. – Odkąd zobaczyłem cię dzisiaj w tym zajebistym garniturze, mój gej-radar wył głośniej niż syrena ambulansu! Wiedziałem, że jesteś gejem. Jesteś za ładny i zbyt wspaniały na bycie hetero – powiedział, czochrając mu swobodnym ruchem włosy. Wplótł w nie dłoń i lekko pociągnął za czarne kosmyki, aby odchylić głowę Gerarda w tył. Zyskał dzięki temu całkiem swobodny widok na jego rozkosznie zarumienioną twarz i to odrobinę zgubione spojrzenie. Podobało mu się to, że Grey – mimo tych subtelnych, jakże rozkosznych rumieńców – pozostawał wciąż odpowiednio męski. Idealny w swoim byciu pełnowartościowym samcem, któremu nikt w przyszłości miał nie podskoczyć.
Dla Camille’a podobne rozmowy nie stanowiły większego problemu. Seks przestał być dla niego tematem tabu, gdy skończył piętnaście lat. Nigdy jakoś szczególnie nie ukrywał swojej seksualności. Brał, co chciał i tyle. Co więcej – nigdy nie uważał siebie za przesadnie delikatnego, wymagającego szczególnego traktowania. Pozornie był uległy… Ale stan ten odpowiadał głównie jego fizyczności. Psychicznie dominował partnera z zaskakującą sprawnością, aby opuścić jego łóżko nim ten wstanie, znikając z życia nieznajomego mężczyzny raz na zawsze. Nie dbał o utrzymywanie kontaktów. Nie był rozhisteryzowaną nastolatką. Po prostu zaspakajał własne potrzeby.
I właśnie przez to swobodne podejście nie widział większego problemu w rozmawianiu o seksie. Podobały mu się reakcje Gerarda, bo były wyjątkowe i słodkie. Po prostu urocze.
- Oczywiście, że kiedyś sobie kogoś znajdziemy – powiedział, uśmiechając się ciepło, w tej jednej chwili bardziej przypominając starszego brata. – I wiesz co ci powiem? Kiedyś będziemy zajebiście szczęśliwy, Gerardzie – dodał z pogodnym uśmiechem, nie puszczając jego włosów. Bawił się ciemnymi kosmykami z drobnym uśmiechem na twarzy. Przeczesywał je, zaplatał sobie na smukłych, długich palcach. Grey budził w nim dziwne myśli… Z jednej strony chciał mu ulec. Poddać się jego nie-doświadczeniu, aby przeżyć wyjątkową noc z przyjacielem. Pozwalać mu poznawać swoje własne ciało krok po kroku. Zrozumieć jego potrzeby, sygnały kochanka. Wszystko.
Z drugiej strony… Sam pragnął go zdominować. Przyciągnąć do siebie za te piękne, czarne włosy, w ten sposób zmuszając go do poddania się. Słodkiej uległości otoczonej odrobiną subtelnego bólu.
Czy w ogóle powinien myśleć o podobnych rzeczach? Byli jak bracia. Najlepsi przyjaciele. Ale Gerard coraz bardziej go pociągał… Po tych wszystkich latach stał się jeszcze bardziej atrakcyjny. Apetyczny.
Roześmiał się na kolejną uwagę kompana, spoglądając na niego uważnie. A następnie – ulegając swoim niewinnym pragnieniom – wolno pochylił się nad nim, aby dosięgnąć wargami jego czoła. Musnął je krótko i niezwykle delikatnie, jednocześnie niedyskretnie zaciągając się zapachem jego włosów. Ładny aromat.
- Ja też nie skończyłem studiów – powiedział, jednak nie czuł się jego uwagą w żaden sposób urażony. O ile Camille bez wykształcenia nie radził sobie szalenie dobrze, to wiedział, że ojczymowi Gerarda udało się nieźle. Miał dobrze prosperującą firmę i zarabiał grube pieniądze. W biznesie wystarczy instynkt.
- Ale ty będziesz lepszy niż on, Gerardzie – przyznał, odsuwając usta od jego czoła, nie wysuwając jednak dłoni z jego włosów. Bawił się kosmykami w ten sam sposób, jednocześnie wciąż obejmując go, przytrzymując przy swojej piersi w pewien władczy sposób. Nieczęsto czuł chęć dominacji. Przy Gerardzie czuł wiele rzeczy. Szalejące emocje, które poruszały najdelikatniejsze fragmenty jego francuskiej, zbolałej duszy. Także tę skromną chęć przyparcia kogoś do ściany…

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Wto Lis 25, 2014 11:12 am

Normalnie to nie miałby ni przeciwko bawieniu się jego włosami, ciągnięciu za nie czy coś. Ale mając tak odchyloną głowę, nie mógł swobodnie pić, a mu się teraz tam chciało! Chciało mu się też innych rzeczy, ale to przy okazji, na razie nie drażnił swojego umysłu tymi sferami. Bo jeszcze się coś zacznie i co on wtedy zrobi? Spojrzał na niego tak mniej przychylnie. Gej- co? Że wiedział wcześniej... jakby się zastanowić to Gerard mógł się domyślić tego, że on może już wiedzieć. Kto normalny przychodzi w garniturze do baru. No ale mniejsza z tym, teraz połowy na sobie nie ma, tylko dół się został, buty na korytarzu. Pocieszał go fakt, że nie było mu tak gorąco. I dlatego że alkohol i ogólnie było mu ciepło. A tym bardziej gorąco robiło mu się na sam widok Camille, który siedział zagrzebany w koc. 
Nie mógł się tak spokojnie o wszystkim wypowiadać. Przecież część rzeczy musiał pozostawiać sobie, prawda? Założyłby się o swoją drugą rękę, że na pewno było coś, czego słowami nie chciał by ujmować. Na pewno musiało być coś takiego. Na ten krótki moment jego zamyślenia jak to zwykle mu się zdarzało, wpatrywał się w Camille'owe oczy, jakby starał się z jego twarzy odczytać to o czym teraz myśli. Ale, że mu to nijak nie wychodziło, darował sobie i powrócił do alkoholu. To najlepsze co mógł w tym momencie zrobić. Tak jakby przytulać się do przyjaciela, pić ten trunek w swoim kielichu i zadowalać się sposobem w jaki Cam bawił się jego włosami. Bo musiał przyznać, ale było to przyjemne i mógł się tak bawić do woli. 
- Kiedyś pewnie tak - Mruknął tylko, nieco może zbyt rozluźniony. Camille powinien był już dawno od niego alkohol zabrać, ale nie zabierał, tylko czemu? Może faktycznie nie było po nim za bardzo tego widać? Może to przez jego skamieniałą, poważną minę, którą miał w momencie myślenia o różnych rzeczach, którą to powagę przekreślał ten uśmiech. Ale w takich podobnych sytuacjach można by go było za bardzo porównać do jego przyszywanego ojca. Właściwie to traktował go jak ojca, bo nigdy też takiego nie miał. Zresztą, to było akurat bez różnicy, bo i sam jego ojciec nie poświęcał zbyt dużo uwagi. Może z tego wyszło parę różnych kompilacji, że tak naprawdę do tej pory nikogo nie miał, bo może po prostu nie potrafił szukać? Albo coś w tym guście. Żadnych gadek w stylu "synu, w pewnym momencie twojego życia, zaczną ci się podobać kobiety" i tym podobne. 
Cam, hm, taki starszy brat. Taki najlepszy starszy brat, jakiego nigdy nie miał. Najlepszy w życiu. Mógłby tak trwać jak teraz cały czas, po wieczność. W końcu poczuł, jak od początku tego uroczego spotkania, jakaś taką pozytywną energię. 
To więc dlaczego się zdziwił na początku, kiedy poczuł obce wargi na swoim czole? Cholera, jakie obce, przecież to swój! Ale mimo wszystko na początku zdziwił się całkiem mocno, gdzie może po jego twarzy nie było widać, ale oczy to wyglądały jak dwie pięciozłotówki. Ale ten stan nie trwał długo, za ułamek sekundy uśmiechnął się. Przecież krzywda mu się nie działa. Po za tym głupi nie był. Może nie do końca świadomy pewnych spraw, ale mógł wyczuć pewna dozę... tego o czym oboje wcześniej rozmawiali. Albo raczej tego co wyduszał z niego Camille. Nie miał kompletnie pomysłu, ale uśmiech był niejakim przyzwoleniem na pewne myśli i rzeczy. Interpretujcie sobie to jak chcecie. 
- Ale mi chodziło o to, że ci ludzie który pracują dla ojca nie będą chcieć mnie słuchać, no... - Mruknął, otarłszy się policzkiem o Camille. Nawet się nie waż przerywać bawić moimi włosami, to jest takie fajne. Pomyślał w głowie, chociaż wątpił by jego przyjaciel poza gej radarem posiadał w głowie urządzenie które odczytywałoby jego myśli. Jakby tak było to by miał przekichane. Przecież czasami nachodziły go różne... kosmate... myśli.
Westchnął cicho. 
- To chociaż dobrze, ze ty tak uważasz. Bo ja dalej w to nie mogę uwierzyć, od tylu lat - Posmutniał nieco przez chwilę, ale zaraz dalej był uśmiechnięty i pogodny. Łasił się jak durny, upierdliwy i stary kocur. Albo jak chcąca wiadomo czego kotka w rui. Punkt widzenia zależy od tego gdzie się siedzi. A Gerard... hm, a Gerard chyba tylko podświadomie odczuwał pewną chęć, skutecznie zagłuszaną alkoholem jak na razie. Najbardziej chyba na razie chciało mu się pić, z tego wszystkiego. Co będzie się działo, jak przestanie pić, no ciekawe bardzo.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Wto Lis 25, 2014 4:06 pm

Było tak cudownie przyjemnie, rozkosznie. Choć wino w butelce niemalże zupełnie się już skończyło, Camille nie przejmował się tym. Nie musiał pić, aby uznać ten wieczór za całkiem sympatyczny, udany. Ten czas taki po prostu był, głównie dzięki obecności Gerarda. Dlatego też sięgnął po pustą butelkę i po prostu odstawił ją na bok, dochodząc do wniosku, że na dziś alkoholu wystarczy. Nie chciałby, aby któreś z nich miało problem z pamiętaniem tego wieczoru – wolał, aby wszystko pozostało w ich głowach na długi czas.
Nawet jeśli ciemnowłosy - oburzony ewentualnym postępowaniem blondyna - odszedłby, to Bordeaux chciał pamiętać ten wspólny czas, który zdołał dziś zdobyć.
- Och, Gerardzie… Ja bym tam ciebie słuchał – stwierdził z rozbawieniem. – Choć oczywiście nie jestem szczególnie posłuszną osobą… - mruknął, uśmiechając się pod nosem figlarnie. Podobała mu się bliskość, jaka w tej chwili między nimi panowała. Przylegające do siebie, na wpół nagie ciała i swobodna rozmowa, którą toczyli. Tęsknił za tym cholernie!
W końcu przysunął się bardziej, aby ostrożnym ruchem wyciągnąć kieliszek z jego dłoni. Odstawił naczynie na blat stołu, zaraz obok swojego, po czym zerknął na niego krótko, ale niezwykle uważnie. Spojrzenie srebrnych oczu Francuza mówiło jasno, że Gerard w tej chwili nie powinien silić się na jakiekolwiek protesty. Można kosztować rzeczy smakujących lepiej niż Martini.
Zwrócił się nieco bardziej w jego kierunku i posłał chłopakowi krótki, ale niezwykle ciepły uśmiech. Subtelny i czuły, choć otoczony pewną drapieżną, typową dla Camille’a, aurą. Bez słowa znów wplótł dłoń w jego włosy, odgarniając je w tył. Nie śpieszył się. Właściwie był tak wolny, jakby chciał mieć podwójną pewność, że wszystko będzie takim, jakim być powinno. I że każdy jeden gest utkwi w pamięci Greya na długo. Bardzo długo. Właściwie: jak najdłużej.
Wciąż milcząc, w końcu pochylił się i dobył tych słodkich, miękkich warg. Subtelnie. Jedynie musnął jego usta swoimi, obserwując reakcję Gerarda spod lekko przymrużonych powiek. Dopiero wtedy, kiedy nie wyczuł szczególnego oporu, ponownie wplótł dłoń w jego włosy, aby w ten sposób odchylić mu głowę nieco w tył. I raz jeszcze pocałował go – pewniej, mocniej. Dłużej. Objął jego dolną wargę swoimi ustami, ssąc subtelnie, dopiero po chwili przechodząc do pocałunku. Spokojnego, ale z całą pewnością nie-koleżeńskiego… Właściwie bardzo brutalnie wykroczył poza rangę ich znajomości, nadając jej zupełnie inny wymiar tą delikatną pieszczotą.
Czy bał się? Jak cholera. Był pełen obaw! Co, jeśli Gerard właściwie tego nie chce? Co, jeśli ucieknie, odsunie się i nigdy więcej nie wróci? Tego by nie zniósł… A mimo to, zaryzykował. Bardzo mocno zaryzykował, mając przeczucie, że nie będzie tego żałował. Że ich relacja na tym zyska więcej niż mogłaby stracić.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Wto Lis 25, 2014 5:10 pm

Egzekucją na własnej, czystej duszy byłoby dalsze spożywanie alkoholu. Akurat o to, że zapomniałby o czymkolwiek z dzisiaj  nie trzeba było się martwić. Gerard był na całe szczęście albo niestety pozbawiony takich uroków picia jak urwanie się filmu. Zawsze, z każdej imprezy pamiętał dokładnie co robił, ale to, że nie kontrolował specjalnie swoich zachcianek pod wpływem to była już inna sprawa. A nie raz się zdarzało, ze wolałby zapomnieć. W tej sytuacji było jednak inaczej, bowiem nie na co dzień zdarzało mu się, żeby chciał pamiętać wszystko tak jak teraz. Mogły mu się najwyżej strzępki rozmów nieco zatrzeć, ale czy to było AŻ tak istotne jak to co oni tutaj teraz wyprawiali? W sumie, jeszcze nic, ale coś podświadomie wyczuwał, że na zwykłym piciu to się nie skończy. Czas póki co się dłużył. Czuł się jak w inny wymiar wepchnięty z jakaś nieludzką siłą. Minuty zacierały swoje granice, zmieniały się w godziny, które trudno było policzyć. A oni sobie tutaj na spokojnie rozmawiają. Jak nigdy w życiu. 
Patrzył tylko tak trochę bezradnie jak jego kieliszek eskortowany jest z dłoni na stół. Może tak nawet trochę tęsknie za tym patrzył? Ale w sumie był z tego zadowolony. Wystarczy tego na dzisiaj. Znaczy się, może nie dosłownie wszystkiego, ale picia starczy. Przynajmniej tak zostało już jakby odgórnie postanowione. A co on się będzie zbierał. Mlasnął tylko ustami. Jakoś mu brakowało trochę czegoś. Taki niewyraźny posmak po winie się został. Nie przepadał za tym uczuciem. 
A czy Gerard wygląda na jakąś buntowniczą osobę? Dobra, dobra, czasami się zdarzało, ze brał sprawy w swoje ręce. Ale teraz nie chciał, po prostu nie miał albo sił albo ochoty na jakieś zbędne słówka czy gesty. A dajcie spokój, przeciw czemu miałby się on niby stawiać. Patrzył się tylko na Camille, spojrzeniem mówiącym chyba wszystko co trzeba bez użycia słów. To, jak to interpretować to inna sprawa. Jeden by pomyślał, że Gerard za dużo wypił i powinien iść spać, a ktoś inny... no właśnie. 
W dalszym ciągu trzymała go taka doza zaskoczenia. Szczególnie teraz, kiedy to Camille posunął się znacznie dalej w swoich działaniach i zrobił coś co się Gerardowi nie śniło. Może i raz przeszło mu to przez myśl. No dobra, więcej niż raz tego wieczoru, no ale mimo wszystko, jak już do czegoś doszło, to był nieco zdziwiony. Ależ absolutnie nie stawiał oporów. Przecież to jego przyjaciel! Czy mogło mu się coś stać? A może już nie przyjaciel, może więcej. Czy on tego chciał, trudno powiedzieć. Może był nieco rozkojarzony. Ale z tego wszystkiego, chyba akurat tego chciał najbardziej. I o ile zdziwienie zdziwieniem, zaraz widać było po jego spojrzeniu, że nie ma nic przeciwko. Wszystko na niego działało tak kojąco i pobudzająco jednocześnie. 
Chrzanić wszystko. Czy aby czasem nie było wspomniane, ze pod wpływem Gerard nie kontrolował specjalnie tego co robił? A przecież nie musiał się wzbraniać, sam zaraz zechce tak, że trudno byłoby się po nim tego spodziewać. Pocałunek pocałunkiem, sam dawał też w tym czułym geście nieco od siebie. Nie, absolutnie nie pozostawał do końca bierny. 
- Skąd ja mógłbym się domyślić, że najdzie ochota na coś takiego. Jakbyś czytał w moich myślach - Zaśmiał się pod nosem, na tę chwilę przerywając coś tak pięknego. Zaraz jednak wrócił, spokojnie. 
Swoją dłonią zatrzymawszy się na udzie Camille. Ze zdwojoną siłą. Nie jesteśmy przecież małymi dziećmi, które nie wiedzą czego chcą.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Wto Lis 25, 2014 8:37 pm

Słysząc tę uwagę, uśmiechnął się krótko, ale promiennie, zaraz wracając do przerwanej pieszczoty. Całował w swoim życiu już wielu mężczyzn. Potrafił czynić ustami i językiem rzeczy, o których Gerardowi nie śniło się w najśmielszych nawet snach. Ale w tej chwili chodziło o delikatność, subtelność i kruchość tej słodkiej chwili. Kolejne pocałunki – choć stawały się coraz bardziej pewne i pełne tych wszystkich rozpalających go emocji – wciąż pozostawały w pewnych narzuconych przez Camille’a granicach.
Był ostrożny. Uważnie rejestrował reakcje ciemnowłosego, gotów przestać, jeśli ten poczułby się choć odrobinę niekomfortowo.
Był spokojny. Nie bał się tego, co robił, teraz już doskonale wiedząc, że i Gerardowi nie sprawi tym żadnej przykrości.
Był czuły. Tak czuły, jakby nie wiedział, czy te usta zniosą przypływ szczerej namiętności i brutalności, do których Camille tak często sięgał w swoich seksualnych przygodach.
Był władczy. W ten ostrożny, spokojny i czuły sposób dominował pocałunek, kontrolując sytuację, aby nie pozwolić im posunąć się zbyt daleko. Ich relacja wciąż nie została jasno określona, nie była ustabilizowana. A sam Francuz nie chciał kolejnej przygody, która dobiegnie końca rankiem. Pragnął czegoś więcej niż krótkiego spotkania, po którym zostaną mu jedynie namiętne wspomnienia, podrapane plecy, obdarte nadgarstki czy zachrypnięty od jęków głos.
Pragnął go. Całego. A nie tych okruchów, które mógłby dostać w ciągu jednej nocy, aby później pogodzić się z jego zniknięciem. I właśnie dlatego nie zamierzał posuwać się dalej, dopóki nie miał pewności, że określą kierunek ich relacji.
Ujął jego dłoń, ściągając ją sobie z uda, aby spleść ich palce razem, uśmiechając się przy tym w słodki pocałunek. Pieszczotę przerwał dopiero po dłuższej chwili, spoglądając mu w oczy uważnym, głębokim spojrzeniem. Analizował sytuację jedynie przez krótki moment.
Aż w końcu niespodziewanie pchnął go. Położył dłoń na piersi Gerarda i po prostu popchnął go, zmuszając do położenia się na kanapie. Zaśmiał się dźwięcznie, niczym chochlik, któremu udało się wyciąć kolejny numer. Nie chcąc dać mu szczególnej szans na reakcję, podniósł się z miejsca, aby następnie wsunąć się na ciało Gerarda. Położył się przy nim tak, aby objąć go smukłym udem, swoją głowę opierając na jego piersi.
Kiedy ostatni raz leżał z kimś w ten sposób? Po gorącym seksie z nieznajomą osobą zawsze dbał o zachowanie dystansu, będąc gotowym na spędzenie nocy samemu, w fotelu. Aby tylko nie przytulać się nocą. Z Gerardem chciał tego… Tej słodkiej i niewinnej czułości.
Bez słowa oparł dłoń na jego piersi, wodząc po niej opuszkami palców. Czuł zapach jego skóry i aromat perfum, który koił go do tego stopnia, że mógłby zasnąć przy nim, czując się zupełnie bezpiecznie.
Sam leżał na nim, mając na sobie tak skąpe ubranie, nie odczuwając przy tym wstydu czy skrępowania. Długie, jasne włosy co rusz opadały mu na twarz, ale on nie przejmował się nimi, przyzwyczajony do ich niesforności.
Było komfortowo. Tak wygodnie, jak jeszcze nigdy. Tak, jak mogłoby być już zawsze. I tak, jak mogło być już dawno temu.
- Nie zostawiaj mnie więcej, mm? – westchnął, nie ruszając się z miejsca. Tkwił z twarzą wtuloną w zagłębienie jego twarzy, wodząc dłonią po torsie Gerarda.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gerard

avatar

Liczba postów : 131
Join date : 18/10/2014

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Wto Lis 25, 2014 10:36 pm

Nastrój <3

Czuł się jak w niebie. Mógłby tak wieczność. Czy mogło mu się trafić coś lepszego. Ta subtelność, wdzięk i gracja. Coś mu się serce za bardzo kołatało. Miał nadzieję, ze może akurat tego nie było czuć, tym bardziej jak na sobie prawie nic nie miał? Ta sytuacja mówiąc krótko go nakręciła i to w tym pozytywnym świetle. Kto go nie znał tak dobrze jak Camille? Któż jak nie on potrafił przejrzeć go na wylot nawet nie odpowiedziawszy na pytanie. Zadawał sobie różne pytania podczas tego subtelnego pocałunku. I co dziwniejsze, nie odczuwał z tym jakiejś wewnętrznej zgryzoty. Jedno zasadnicze pytanie chodziło mu po głowie i to nie było to, czy aby na pewno dobrze postępował. Bo komu jak komu, ale swojemu to bezgranicznie ufał. To pytanie rodziło pewne komplikacje, bo otóż zastanawiał się, czy jeśli by było to coś więcej niż przypadkowe zetkniecie się ich warg, to czy byłby dobry? Czy mógłby taki Gerard być więcej niż tylko kolejnym kochankiem? Przyjacielem? Sam nie potrafił zidentyfikować tego co odczuwał, bo o ile przespać się to jedno, tak teraz czuł coś zupełnie obcego. Nie wiedział co. Ale jego ciekawość determinowała go na tyle, że się temu poddawał. Wiedział jedno. Chciał się z nim widzieć tak często jak to tylko byłoby możliwe i tak długo na ile czas i los im obojgu pozwoli. Zawsze, wszędzie, dzieląc dobre i złe momenty. Pomagając sobie nawzajem. Nawet jeśli w przyszłości to on nie miałby się okazać tym jedynym, to zawsze być. Czy on by się tylko nadawał. Czy podołałby czemuś takiemu. Takie pytanie nasuwały mu się na myśl. 
I też było widać, ze go to nieco nurtowało, kiedy pocałunek zakończył się. 
Jednak długo to nie potrwało, nawet nie zauważył i zupełnie zdziwiony został powalony na kanapę. Ale słysząc ten śmiech zaraz był uśmiechnięty, zupełnie z niego schodziły emocje na dalszy plan. Po prostu czuł się szczęśliwy. Tymi drobnymi rzeczami, którymi go obdarowywał Camille. Właściwie od samego początku, do tego baru po to mieszkanie, czuł się szczęśliwy. Czasem zagłuszały to inne emocje, ale chwilowo. Cam by się sam zdziwił, jak Gerard wygląda na co dzień. Jak wtedy wygląda jak jego ojczym. Ze wszystkimi cechami identyfikującymi osoby oschłe i surowe. 
Chłonął teraz wszystko jak gąbka. Zapach, uczucia, dotyk, ciepło. Wszystko na raz. Tak jak nigdy. W życiu się tak nie czuł. Nigdy by nie pomyślał, że to właśnie na tym ta bliskość polega. Co innego ją obserwować, co innego samemu to odczuwać. Gerard patrzył się prosto na sufit i zastanawiał się nad różnymi rzeczami. Poświęcając na to chwilę czasu i jakby odcinając się od rzeczywistości. Czasem tylko cicho westchnął. 
- Nie zostawię. Chyba bym sobie tego nie wybaczył i ty mi także. Nie... to w ogóle nie wchodzi w grę. Ktoś chyba... chyba musiał mi pobłogosławić, ze znów się spotkaliśmy. Camille, ty mnie znasz najlepiej, chyba nie trzeba o to pytać, prawda? - Rzekł, a w jego głowie nagle rozbrzmiała taka usypiająca nuta spokoju, jak nigdy. 
Był zadowolony, widać to było wszystko po nim. Ten dzień był najlepszy i miał nadzieję, że każdy kolejny taki będzie. Że jak się obudzi rano, to zobaczy twarz Camille i będzie wiedział, że to jest kolejny dobry dzień. Może nieco wyolbrzymiał, ale chyba tak zachowują się ludzie, będąc pod wpływem tego cudownego stanu i nie był to bynajmniej alkohol. To tylko pomagało dotrzeć mu myślami do pewnych wniosków.

_________________




Und das Atmen fällt mir ach so schwer
Weh mir oh weh
Und die Vögel singen nicht mehr


Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Camille

avatar

Liczba postów : 200
Join date : 03/04/2014
Age : 24

PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   Sro Lis 26, 2014 12:23 am

- Nie chciałbym, abyś znów mnie zostawił – przyznał szczerze. Kiedy Gerard zerwał z nim znajomość, Camille czuł się po prostu porzucony. Jak przedmiot, który nie zasługiwał na dłuższą uwagę ciemnowłosego… I choć z czasem potrafił odnaleźć w sobie wiele empatii i zrozumienia dla postawy Gerarda, to wciąż gdzieś w jego myślach i wspomnieniach przewijał się ten okropny moment.
Miał tylko nieco ponad dziesięć lat. Nie mógł rozumieć i pojmować wszystkiego. Ale jednocześnie nie miał mu niczego za złe. W najmniejszym nawet stopniu. Rozumiał. Teraz pełen był wyrozumiałości dla postawy Gerarda.
Nieco mocniej wczepił się w cudowne ciało przyjaciela, jednocześnie szukając dłonią koca. Naciągnął go na ich ciała, ukrywając je do pasa, aby nie było im zbyt ciepło. Gdy miał pewność, że są odpowiednio schowani, wrócił do swojej wygodnej pozycji, znów obejmując ciemnowłosego udem, nos wtulając w zagłębienie jego szyi. Nie zawsze wymagał aż takiej porcji czułości i ciepła. To był ten jeden z bardzo rzadkich momentów, gdy taką potrzebę odczuwał.
Było ciepło, miło i bezpiecznie. Cóż się dziwić, że już po niedługiej chwili po prostu zasnął? Zazwyczaj sypiał w salonie, więc kanapa wydawała mu się idealnym miejscem do spania. I – na szczęście! – była na tyle duża, że nie spadli z niej, a całkiem wygodnie utrzymywali się. Spał spokojnie. On – mający wieczny problem z zasypianiem, bezsennością i snami, które uniemożliwiały mu relaksujący odpoczynek. Tego dnia był jak dziecko, które - zmęczone całym dniem - po prostu usnęło bez najmniejszego problemu. I w ten właśnie sposób przespał całą noc, nie budząc się ani na krótki moment.
Dopiero rankiem, gdy słońce już wdzierało się do salonu, Camille zbudził się. Spojrzał na twarz Gerarda i mimowolnie wykrzywił usta w pogodnym uśmiechu. A więc wszystkie wydarzenia z nocy poprzedniej były prawdą. Nic mu się nie przyśniło, a Grey faktycznie odwiedził jego skromne mieszkanie.
Bardzo ostrożnie i spokojnie wysunął się spod koca, aby opuścić ich łóżko. Bo tak, w tej chwili coś było ich. Skoro spali razem, Camille miał prawo nazwać to miejsce w ten rozkoszny sposób.
Nie budząc Gerarda, dyskretnie wymknął się z salonu, w którym spędzili noc, po czym udał się do kuchni. Skoro Grey nie był zachwycony widokiem palącego Francuza, ten zamierzał zaspokoić swój nałóg nim ciemnowłosy do niego dołączy. Dlatego też Bordeaux sięgnął po papierosa i zapalniczkę, po czym wyszedł na niewielki i okrutnie ciasny balkon, jakim dysponował w kuchni. Nie było szczególnie czym się chwalić – marna, ciasna i niekoniecznie bezpieczna powierzchnia z wykrzywioną barierką. Dlatego też unikał spędzania czasu w tym miejscu, uznając je za wystarczająco niebezpieczne. Czym prędzej odpalił papierosa i zaciągnął się nim mocno, mając nadzieję że zdąży wypalić, nim Gerard się zbudzi.
Co zabawne, w głębokim poważaniu miał ewentualne sąsiadki, które mogłyby poczuć się oburzone widokiem półnagiego mężczyzny na balkonie… Nigdy nie miał problemu z przechadzaniem się po swoim mieszkaniu w stroju, który tylko on jeden uznawał za odpowiedni.
A balkon to część mieszkania, prawda?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Camille&Gerard   

Powrót do góry Go down
 
Camille&Gerard
Powrót do góry 
Strona 1 z 2Idź do strony : 1, 2  Next
 Similar topics
-
» Dom Camille Crison
» Maisie i Gerard
» Gerard i Maisie Ginsberg
» Camille O'Connell

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Archiwum-
Skocz do: