IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Bigby & Filemon

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Filemon

avatar

Liczba postów : 45
Join date : 05/08/2014

PisanieTemat: Bigby & Filemon   Wto Sie 19, 2014 9:00 pm

Dla każdego pierwsze dni szkoły nie są pocieszające. Wręcz przeciwnie. Stres wywołany nowym otoczeniem oraz zupełnie nieznajomymi ludźmi każdemu potrafią dać się nieźle we znaki. Dlatego ktoś mądry wymyślił system, który ma pomóc uczniom w zadomowieniu się w nowej szkole! Nie przyszło im jednak do głowy, że zatrudnianie do tego szkolnych łobuzów tylko pogorszy sprawę...

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Nosz kurwa!
- Mógłbyś czasem spojrzeć pod nogi?!
Oj tak, Filemon dzisiejszego dnia nie był zbyt przyjazny dla środowiska. Dosłownie każde przypadkowe pchnięcie z bara które przymusowo przyjmował centralnie na twarz, wywoływało w nim jakiś instynkt mordercy. Zresztą, kto by się nie wkurzył, gdyby setny raz tego samego dnia dostał od kogoś bezczelnie w pysk i bez słowa przeprosin? A akurat ten chłopak mocnych nerwów nie miał, oj nie. I było jeszcze wcześnie... Jemu się chciało spać, a co chwilę dostawał po ryju. Cóż, taka chyba rola pierwszaczka...
Przedzierał się przez tłumy zamulonych, w większości o wiele wyższych ludzi, robiących hałas samym swoim chodem. Irytowało to niezmiernie. Nie był do końca obudzony, wszystkie odgłosy odbijały się echem w jego głowie i przyprawiały o ostrą migrenę. A w tym wszystkim jeszcze musiał zapamiętywać, który korytarz prowadzi gdzie, aby się nie zgubić. Co zresztą i tak mu się już nieraz zdarzyło, odkąd jest w tej szkole. Zdawał sobie sprawę, że będzie ciężko... Ale aż tak? Czuł się okrutnie źle, psychicznie oraz fizycznie. W dodatku nie miał do kogo się odezwać, wszystko musiał zachowywać dla siebie, przez całe te kilka godzin spędzonych w szkole. Tortura! Oj tak, zmiana szkoły to doprawdy nic fajnego.
Po długim czasie wędrówki poprzez szkolne korytarze, wreszcie dotarł do celu. Celem tej podróży była sala w której niebawem miały rozpocząć się zajęcia klasy pierwszej. Akurat przy kiblu, skąd dobiegało najwięcej okrzyków z gardeł młodych ludzi. Filemon sam wiecznie się darł, no ale to była przesada. Do tego w poniedziałek!
Komu normalnemu chce się mówić cokolwiek poniedziałkowego poranka? - pomyślał chłopak, bezmyślnie zatrzymując się na środku korytarza, w dodatku z torbą pod nogami. Jakby zupełnie zapomniał, że stojąc tak jak słup soli można zostać staranowanym... Ah szkoła, szkoła. Niby taka świetna i wybitna, a on się tu spotkał z takimi samymi normami jak w każdym innym gimnazjum by się spotkał. Żenada. A może tylko mu się tak wydaje? W końcu pierwsze dni... No i właśnie. Komuś chyba bardzo chciało się siku. I nie był to żaden koleś pokroju młodego Aulusa, oj nie. Był co najmniej dwa razy większy. Zatem to, że nasz pierwszaczek prawie upadł na te kafelki na mordę, nie było ogólnym zdziwieniem. Na szczęście jeszcze setki innych ludzi było w pobliżu! Teraz chyba Filemon pierwszy raz się z tego ucieszył, gdy zamiast wyłożyć się na twardej posadzce wpadł w ramiona jakieś życzliwego kolesia, który, tak na marginesie, nie był niczego sobie!
Po całej akcji z cudem uniknioną przewrotką, Filemon grzecznie podparł ścianę i wyciągnął z kieszeni komórkę, w której to ekran się wpatrzył. Bateria była na skraju wyczerpania, więc nawet nie było po co odpalać jakiejś durnej gierki. Nastolatek westchnął i spakował ją z powrotem do spodni, wtem właśnie poczuł czyjąś postać która ewidentnie coś do Aulusa miała. Stała bowiem dziwnie blisko, doprawdy, jakby domagała się spojrzenia. No i chłopaczyna spojrzał. Uniósł lewą brew w pytającym geście i zmierzył - z pewnością starszego - chłopaka z góry na dół podejrzliwym wzrokiem. Co taki ktoś mógłby chcieć od Bogu ducha winnego pierwszaczka? Który nawet grosza przy duszy nie ma?
- No, o co chodzi? Co zrobiłem? - Westchnął młodzieniec i skrzyżował ręce na piersiach. Ah, pierwsze dni szkoły i juz ktoś coś do niego ma? No pięknie, pięknie. Ale on sobie poradzi nawet z takim typem, właśnie! Tak mamusia powtarzała...

_________________

Szare, bure lub pstrokate,
wszystkie koty za pan brat,
mają drogi swe i płoty,

po prostu koci świat,
po prostu koci świat.


 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Bigby & Filemon   Sro Sie 20, 2014 5:51 pm

- Zapisałeś się do tej szkoły.
Wysoki jak na szesnastolatka uczeń, oparty był nonszalancko ramieniem o ścianę. Ręce skrzyżowane miał na piersi, a nogi pewnie, względnie szeroko rozstawione. Beznamiętny ton jego głosu nie zdradzał nic poza zwykłym znużeniem szkolną rzeczywistością, a spojrzenie jego niebieskiego oka było równie niezainteresowane, co cały wyraz jego twarzy.
Lance, bo tak ów trzecioklasista miał na imię, leniwie zmierzył spojrzeniem stojącego przed nim dzieciaka. Pokrótce go oceniając, szybko doszedł do wniosku, że nie był on typem osoby, z którymi zazwyczaj by się zadawał. Mały, chudawy kurdupel z kocią sierścią na ubraniach. Patrzyło mu stosunkowo dobrze z oczu, a i nie wyglądał na kogoś, kto miałby ochotę wpakować siebie i innych w kłopoty. Raczej nie typ imprezowicza, a zwykłego względnie dobrze uczącego się, niezbyt dojrzałego pierwszaka. Być może i Foley mylił się ze swoim pierwszym wrażeniem jednak był niemalże pewien, że młody nie ukrywał w sobie nic nadzwyczaj interesującego.
Brunet bezwiednie odgarnął niesforny kosmyk włosów i westchnął ciężko. Sięgnął do kieszeni skórzanej kurtki, by wyjąć z niej wymiętą kartkę. Zerknął na wydrukowane na niej zdjęcie i zaraz potem znów na chłopaka. Nieogarnięta twarz ze słabej jakości fotografii na pewno należała do niego.
- Filemon Teodor Aulus - odczytał niespiesznie. - Mam twoje...
- O, tu jesteście chłopcy - weszła mu w słowo zdyszana nauczycielka - Pani Sykes. Kilka siwiejących włosów wymknęło jej się z ciasno związanego na głowie koka. Szarawa spódnica gniotła się przy biodrach, a kobiecy krawat nieco przekrzywił się pod osobliwą marynarką w wyblakłe róże. Matematyczka oddychała ciężko, wyraźnie zmęczona jakąś bieganiną. - Filemon . - Spojrzała na nowego, uśmiechając się do niego przyjaźnie. - Nie powiedzieli ci, że masz poczekać pod emblematem szkoły? - zapytała z zatroskaniem. Wyraźnie nie była na niego zła, a raczej zaniepokojona tym, że ktoś nie wywiązał się ze swoich obowiązków.
Przeniosła spojrzenie na Lance’a.
- Ciebie oczywiście też tam nie było. Cóż za zaskoczenie - powiedziała cierpko, starając się nie opuścić uprzejmego tonu. Nie wyszło jej to najlepiej, więc odchrząknęła. - No, ale dobrze się składa, że was znalazłam. Wejdźcie do klasy, wszystko wyjaśnię.
Zapraszającym gestem wskazała na drzwi znajdującego się przed nimi pomieszczenia. Odczekała aż obaj wejdą do środka, by raźno wmaszerować tam za nimi. Położyła swoje notatki na blacie nauczycielskiego biurka i zakładając nogę na nogę, zasiadła na krześle. Lance oparł się niedbale biodrami o pierwszą z rzędu ławkę. Wlepił niezadowolone spojrzenie w kobietę.
- Dobrze, chłopcy, postaram się streścić, żebyście nie zmarnowali pierwszej lekcji. Filemon, to jest Lance Foley, uczeń trzeciej klasy. Przez te kilka pierwszych dni będzie twoim... - Zacisnęła wąskie usta w cienką linię, wyraźnie nie wiedząc jakiego określenia użyć. Nie starała się ukryć, że ciężko przechodziło jej to przez gardło. - Przewodnikiem. To znaczy, w czasie lunchu pokaże ci szkołę, odprowadzi cię do klasy, jeśli nie będziesz wiedział gdzie ta się znajduje, pokaże jak korzystać z różnych szkolnych urządzeń, kart i tak dalej, i tak dalej. Generalnie wprowadzi cię w życie szkoły. Wszystkie pytania będziesz mógł kierować do niego. - Spojrzała surowo na Lance’a, wyraźnie podkreślając kolejne swoje słowa. - Jestem pewna, że we wszystkim ci pomoże.
Brunet prychnął wyraźnie czymś rozbawiony. Jego niebieskie oko zmrużyło się niebezpiecznie, a usta wygięły w niewróżącym niczego dobrego uśmieszku.
- Czyżbym powiedziała coś zabawnego? - zapytała kobieta z podirytowaniem.
- Bynajmniej. Powiedziałbym, że raczej coś idiotycznego - rzucił, odbijając się biodrem od ławki, o którą się opierał. Po jego głosie dało się dosłyszeć, że już jakiś czas temu przeszedł mutację. Barwa jego tonu była głęboka i nieznacznie zachrypnięta. Ogólnie przyjemna dla ucha.
Wyciągając jakieś rzeczy z kieszeni kurtki, podchodząc do nowego. Stanął naprzeciwko.
- Twoje rzeczy . - Wcisnął mu wszystko do ręki, szkolną kartę, kluczyk do szafki i jakieś papiery, które trzeba było przejrzeć w poszukiwaniu błędów w jego danych. - Powodzenia, stary. Jesteś zdany na siebie - dodał, klepnąwszy go w ramię. Zarzucił sobie plecak na ramię.
- Lance, ani mi się waż! - Matematyczka podniosła głos, wstając z krzesła. Chłopak jednak w ogóle jej nie słuchał, już kierując się do drzwi.
Powrót do góry Go down
Filemon

avatar

Liczba postów : 45
Join date : 05/08/2014

PisanieTemat: Re: Bigby & Filemon   Czw Sie 21, 2014 1:04 am

Młodzieniec uniósł jedną z kontrastowych do mlecznej cery brwi w pytającym geście. Zmierzył również "rozmówcę" badawczym spojrzeniem, zupełnie jakby tamten się z choinki urwał. Jak to mawiają. Pomimo twardej i widocznie ciężkiej do ruszenia postawy, nie wyglądał on specjalnie groźnie. Chociaż w jego błękitnej tęczówce wyraźnie błyskały iskierki ostrzegające przed jej właścicielem, to czternastolatek ani trochę się nie przejął. Bardziej zainteresowany był sprawą w jakiej tamten się do niego zwrócił, niż jego zadziorną postacią. Raczej nie brał pod uwagę opcji dostania po pysku, tak na środku korytarza, całkowicie za nic... W końcu był optymistą. Wyciągniętej przez Foleya kartce nawet i ten młodszy się przyjrzał, chociaż z jego perspektywy mógł dostrzec jedynie jej niezapisany tył. Ciekawski instynkt nakazał mu się wychylić, by cokolwiek zauważyć. Zmarszczył brwi usiłując poskładać znaki w postaci liter w całe słowa, a nawet ambitnie próbował zdania posklejać! Niestety, a może stety, nie zdążył się doczytać niczego, gdyż głos tamtego skutecznie odciągnął jego uwagę od owej karteczki. Zamrugał kilkakroć w szybkim tempie, mocno nie rozumiejąc sytuacji. Ja? - Pomyślawszy, wyciągnął dłoń po ten nieszczęsny skrawek papieru, iście ciekaw skąd ten całkowicie obcy chłopak mógł znać jego osobistość. Jakaś sekta? Albo mafia? Jego ręka jednak zatrzymała się w chwili zawahania nastolatka, a on sam zmarszczył mocniej brwi znowu wsłuchując się w głos starszego ucznia. Wzrok Filemona ponownie wbił się w tęczówkę o barwie nieba. Taki intrygujący kolor miała. Ale bardziej ciekawa była istota przepaski na oku młodego Foleya. Cóż, nieważne.
Ktoś im przerwał i to akurat było chyba ważniejsze w tym momencie.  Wyraźnie zirytowany wcinaniem się w środek rozmowy chłopiec rzucił w stronę kobiety mroźnym spojrzeniem. Wtedy jeszcze nie do końca doszło do niego, iż tym kimś kto im bezczelnie przerwał jest nikt inny jak nauczycielka, którą się szanować powinno bezwzględnie. Szybko jednak zdołał się otrząsnąć i posłał jej przepraszający uśmiech. Kolejne zdziwienie przyszło wraz z momentem gdy kobicinka wspomniała o czymś co prawdopodobnie młodzieniec miał zrobić, a czego nie zrobił. Ups? - Pomyślał i rozłożył ramiona w geście bezradności, w dodatku kręcąc głową wypierając się swojej winy. Zupełnie nie wiedział o co chodzi... Spojrzał jeszcze na bruneta obok, gdy nauczycielka odniosła się do niego. Wyczuł, że nie pała do niego empatią, wręcz przeciwnie. Czyżby miał do czynienia z jakimś szkolnym gnojkiem, który wiecznie jest na dywaniku u dyrekcji? Cudownie. Miał jedynie nadzieję, że to, iż teraz akurat mają najwidoczniej wspólną sprawę, jest jednorazowe. Nie chciał bowiem się mieszać w kłopoty, a bynajmniej jeszcze nie teraz. Nie kiedy nie ma nikogo komu mógłby bezgranicznie zaufać w tej szkole. Bez przyjaciół nie ma pakowania się w kłopoty... Nawet dla zabawy.
Wszedłszy do klasy w pierwszej chwili rozejrzał się, podpierając dłonie na kościstych biodrach. Zupełnie nie zwracał uwagi na tamtą dwójkę, oceniając nijaki wystrój sali. W efekcie nie usłyszał w ogóle pierwszych słów wymawianych przez panią siedzącą przy biurku. Dopiero usłyszawszy nazwisko, o którym zresztą zdążył usłyszeć gdzieś na jakichś osiedlach na obrzeżach miasta, zwrócił uwagę na osoby będące w pomieszczeniu i to co do niego mówiono. Najpierw popatrzył na kobietę, później dopiero na omawianego nastolatka. Uniósł brwi i po raz kolejny dzisiaj zmierzył wzrokiem Lance'a z góry do dołu i z powrotem. Wysłuchał jej do końca i już miał sam skomentować zaistniałą sytuację, ale starszy "kolega" go ubiegł. I w sumie lepiej, Aulus chociaż nie zyskałby złej reputacji już na samym początku. Nie chciał bowiem powiedzieć nic miłego... Mimo ciekawej osobowości jaką krył w sobie Foley - bo to było wiadome - młodszy nastolatek trochę bał się z nim zadzierać. No bo nie słyszał nic dobrego o tej personie, a jak było wspomniane, nie chciał się mieszać w nic niebezpiecznego dopóki się tu nie zadomowi na dobre.
Oczywiście przyjął od Lance'a wszystkie te rzeczy które ten mu wcisnął, nawet na nie nie zerkając. Upchał to wszystko po kieszeniach, oprócz papierów, które nadal trzymał w lewej dłoni, nie odwracając spojrzenia od oka swojej tymczasowej opiekunki, która chyba nie miała ochoty dłużej w tym fachu pracować. Na klepnięcie nijako nie zareagował, jedynie odprowadził go spojrzeniem gdy tamten udał się w stronę wyjścia. Coś go cholernie korciło, żeby chociaż raz słownie podpuścić tego chłopaka. Zwyczajnie nie potrafił się powstrzymać i chyba... Chyba się z tym już pogodził. Właśnie w tym momencie. No, najwyżej mu się dostanie. Lanie raz na jakiś czas to całkiem dobra sprawa, w końcu czujesz, że żyjesz! Czy coś tam... Popatrzył na starszą kobietę i uniósł brwi jakby gratulując gronu nauczycielskiemu bezmyślności. Mało brakowało, by zaczął klaskać powoli w dłonie zirytowany. Doprawdy, gdyby z niego nie był taki zaradny chłopak, pewnie by się totalnie zagubił i zasmucił postawą opiekunki!
Podszedł do biurka i schylił się by uspokoić kobietę słowami które powinny ją przekonać o silnej osobowości czternastolatka.
- Niech no się Pani nie denerwuje. Ja sobie poradzę, a jeśli chodzi tylko o to, że on ma to robić za karę... - Przerwał na moment, pozwalając sobie na ciężkie westchnięcie z delikatnym, może trochę podejrzanym uśmiechem na ustach. - To ja zadbam, żeby pożałował swoich wybryków.
Uśmiechnął się jeszcze serdecznie do nauczycielki, mrużąc wesoło oczy i zaczął z wolna wachlować się dokumentami trzymanymi w dłoni. W tym samym czasie, podobnie jak Foley, udał się do wyjścia z sali. Zdołał jeszcze dogonić tamtego, nim ten zniknął za drzwiami. Pośpiesznie i może trochę bezmyślnie wsunął dwa palce prawej ręki do kieszeni jego luźnych spodni, by pomyślał, że się jedynie o coś zaczepił i przystanął grzecznie. Gdy szesnastolatek już się zatrzymał, albo chociaż zwolnił, Filemon stanął tuż przed nim i rzekł chyba najbardziej śmiałym i beztroskim tonem jaki potrafił z siebie wykrzesać w sytuacji w jakiej się znajdywał. Nadal był zbyt mało pewien siebie, żeby przychodziło mu to tak łatwo jak zwykle.
- A Ty gdzie? Nieładnie się z obowiązku wywiązujesz. - tyknął go palcem wskazującym w ramię, ale ten pewnie nawet tego nie poczuł. Po chwili odsunął się nieznacznie. Tak dla bezpieczeństwa i zapobieganiu utraty zębów.
- Ja tam jestem pewien, że mi we wszystkim pomożesz! - Stanął u jego boku i machnął dłonią w której trzymał plik niby ważnych kartek, a głosem starał się naśladować ten którym przemawiała niedawno do nich kobieta o nazwisku Sykes.
Zamilkł wreszcie i zerknął jeszcze na Lance'a. Właściwie, to ten chłopak wcale nie był taki zły... Znaczy nie wyglądał źle... W prawdzie charakteru z pewnością dobrego nie ma, ale jego ogólny wizerunek całkiem fajnie się prezentuje. Oczywiście tylko osobom, które nie boją się zadzierać z osobistościami ogólnie ocenianymi jako  niewarte zainteresowania, a nawet zaliczanymi do grupy ludzi którzy jako pierwsi padają podejrzanymi w sprawach zabójstw i tak dalej. Młody Aulus własnie był jedną z takich osób i uważał, że to bardzo ciekawie mieć zamiłowanie do takich! Nigdy nie jest nudno. A stąpać po krawędziach to on lubił. A było to widać nawet kiedy po prostu szedł do szkoły, bądź z niej wracał. Zawsze krawężnikiem. Niby nic, a jednak takie znaczące.
Uśmiechnął się w duchu pocieszająco do samego siebie, czując kolejny raz w swoim życiu przypływ pozytywnej energii i pewności siebie. Pewnie mu przejdzie za kilka chwil i ostro pożałuje, że to się przydarzyło, ale aktualnie było to bardzo przyjemne uczucie.
- To gdzie mnie najpierw zabierzesz? - przestąpił kilka razy obunóż z pięty na palce i z palców na pięty, krzyżując ręce z tyłu pleców. - Tylko nie bij. - Dodał, spuszczając wzrok. W środku tak naprawdę chichotał nieustannie. Na szczęście potrafił to zachować tylko dla siebie.

_________________

Szare, bure lub pstrokate,
wszystkie koty za pan brat,
mają drogi swe i płoty,

po prostu koci świat,
po prostu koci świat.


 
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Bigby & Filemon   

Powrót do góry Go down
 
Bigby & Filemon
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: