IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 34B Brook Street

Go down 
AutorWiadomość
Craig

avatar

Liczba postów : 5
Join date : 30/07/2014

PisanieTemat: 34B Brook Street   Czw Sie 14, 2014 9:17 pm


Konstytucyjnych wymiarów, wysokie mieszkanie na drugim piętrze starej kamienicy, z oknami wychodzącymi na mało ruchliwą ulicę i parodię ogrodu przed budynkiem po drugiej stronie ulicy. Craig nigdy nie potrzebował dla siebie zbyt wiele przestrzeni, więc gdy tylko zobaczył okazyjną cenę na to dwupokojowe gniazdko z kuchnią i łazienką, nie zastanawiał się zbyt długo i, do czego się przyznaje, nie wczytywał się zbyt długo w raporty. Wymiana rur i remont skutecznie wyleczyły go z (wątpliwego) nadmiaru gotówki, a wymiana podłogi i malowanie ścian sprawiły, że przez miesiąc żył o tanim piwie i chlebie, a z całej sytuacji morał jeden - zawsze powinno się czytać drobne druki. Zawsze.

SALON: Wchodząc przez ciężkie, drewniane drzwi, natychmiast wkracza się do pokoju dziennego. Jest to dość spore, jasne pomieszczenie z kilkoma sporymi oknami wychodzącymi na wschód. Pierwszą rzeczą, na którą zwraca się uwagę, jest stojąca na okrągłym, jasnożółtym dywanie, kanarkowa kanapa, mogąca pomieścić góra trzy, szczupłe osoby. Tuż obok stoi wysoka, metalowa lampa przypominające te stojące na biurkach w każdej amerykańskiej korporacji, którą widzi się w filmach z lat dziewięćdziesiątych. Co ciekawe lampa ta wieczorami jest jedynym źródłem światła w pokoju, jeśli nie liczy się żyrandola wiszącego w otwartej kuchni. Naprzeciwko jaskrawej kanapy, przykręcony do ściany, tkwi średni pod każdym względem telewizor wyposażony w najtańszy zestaw kanałów, jaki znalazł właściciel mieszkania. Kilka centymetrów pod nim, kończy się biała szafka na dekoder, odtwarzacz płyt DVD i filmy, ułożone zgodnie z tematyką. Gdy dodamy do tego stojący między kanapą i telewizorem, szklany stolik na kawę, otrzymujemy pełną listę mebli stojących w salonie. Craig wyszedł z założenia, że większa ilość mebli po pierwsze zagraciłaby pokój, a po drugie - prawdopodobnie by ich nie używał. Po co więc wydawać pieniądze? Trzeba jednak przyznać, że dekoracje, choć dość skromne, są zaskakująco dobrze dobrane, gdy weźmie się pod uwagę fakt, że mieszkanie urządzał wojskowy. Cienkie, proste firanki i zasłony mają świeży, soczyście zielony kolor, w rogu pokoju stoi spory fikus z dużymi liśćmi, a na ścianie naprzeciw okien wisi spora kolekcja ozdobionych białymi, łysymi ramkami zdjęć. Znaleźć tu można wszystko - widoki z rodzinnego miasta Craiga, jego babcię, starszą kobietę z wiszącymi policzkami, której siwe włosy do końca życia poprzecinane były rudymi pasmami siedzącą na sporej werandzie rodzinnej wędzarni z imponującym koszem różnokolorowych włóczek w nogach. Kilka zdjęć matki, w tym jedno z gigantyczną rybą, dzięki której wygrała konkurs jako jedyna kobieta biorąca w nim udział, a nawet dość zniszczone, cudem uratowane zdjęcie obu rodziców Craiga. Sporo zdjęć samego właściciela mieszkania w różnym wieku i miejscach, portrety jego przyjaciół z wojska, małą dziewczynkę z burzą rudych włosów wciśniętych niechlujnie w kaptur przebrania jeża ze szkolnego przedstawienia, jak również mnóstwo ujęć Dublina i Londynu, które po prostu pasowały rozmiarem do reszty.

KUCHNIA: Oddzielona od salonu tylko wąską, białą wyspą, wymagała najwięcej pracy podczas remontu. Wszystkie zlewy, rury i kafelki musiały być wymienione. Plus tego wszystkiego taki, że teraz wszystkie stojące w niej sprzęty są nowe. Drobna zmywarka, kuchenka gazowa z piekarnikiem, mała lodówka i zamrażarka, nawet żółty ekspres do kawy i gładkie, białe kafelki i blat - wszystko to czyste, świeże i na gwarancji.

SYPIALNIA: Pomieszczenie urządzone w nieco inny sposób niż salon. Podłogę przykrywa miękki, ciemnoszary dywan, a ściany pomalowane są na popielaty kolor. I tu można znaleźć mebel dominujący, tylko tutaj jest nim nie żółta kanapa, a czerwone, dwuosobowe łóżko. Prosta, metalowa rama pomalowana jest na strażacką czerwień, która brutalnie odcina się od jasnego, niemalże białego dywanu. Poza nim jedynymi meblami są niewielka szafka nocna z niewielką lampką i szafa narożnikowa z otwieranymi drzwiami w kształcie litery L. Oba w odcieniu grafitowej szarości. Nad wezgłowiem łóżka wisi dodatkowo prostokątne zdjęcie przedstawiające czerwono-złoty, jesienny las. Ścianę naprzeciw drzwi, o dziwo, nie zdobią zdjęcia, a duże tablice przedstawiające poprawny sposób wykonywania różnych ćwiczeń. Zestaw sześciu dostał w ramach prezentu od przyjaciela z wojska żeby "nie zaczął zbyt szybko rosnąć wszerz". Pod nimi na ziemi tkwi stalowy stojak na hantle i kilka przydatnych do ćwiczeń sprzętów, które czasami zmieniają swoje miejsce pobytu, gdy Craig postanowi oglądać telewizję podczas ćwiczeń i zapomni odnieść je na miejsce.

ŁAZIENKA: Dostać się do niej można tylko przez sypialnię, ale Craig nigdy na to nie narzekał. Pokój wyłożony jest małymi, błękitnymi płytkami przywodzącymi na myśl wnętrze basenu, a wszystkie sprzęty takie jak umywalka, klozet czy niewielka wanna z prysznicem i zasłonkami, są klasycznie białe. Wyjątkiem nie jest długa szafka ciągnąca się prawie przez całą długość pomieszczenia. Poza schowaną w niej pralką można w niej znaleźć środki czystości, ręczniki i złożoną, miniaturową suszarkę do ubrań, która raz na kilka dni wypełnia przestrzeń w salonie. Jedynym, co naprawdę utrudnia tutaj życie jest fakt, że gdy tylko inni sąsiedzi postanowią skorzystać z ciepłej wody, ta przestaje lecieć. Zażycie długiej, gorącej kąpieli jest tutaj nie lada wyczynem.
- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Craig z cichym westchnieniem na ustach zamknął za sobą drzwi łazienki i wrócił do energicznego wycierania włosów ręcznikiem, powoli zbliżając się do szafy. Chciał dzisiaj trochę więcej poćwiczyć, zająć sobie jakoś czas przed dwudziestą drugą, kiedy w telewizji miało zacząć się "Wejście Smoka", ale... Zerknął spod ręcznika na elektroniczny wyświetlacz zegarka stojącego na szafce nocnej. Osiemnasta dwanaście, świetnie. Prychnął pod nosem i podirytowany cisnął ręcznik na łóżko, po czym założył na siebie nieco wytarte, granatowe spodnie od dresu.
Bolało go kolano. Non stop, od kilku dobrych godzin, a leki przeciwbólowe jak zwykle nie chciały działać tak, jak lekarz obiecywał podczas ostatniej wizyty. Nie żeby go to zaskoczyło, w końcu chirurg też twierdził, że po operacji noga powinna być sztywniejsza, ale nie bolesna, a tutaj? Siedział zrezygnowany i zmęczony psychicznie na łóżku w samych spodniach, a noga pulsowała wesoło jakby ćwiczyła wygrywanie hymnu narodowego na jego układzie nerwowym.
Kilka minut (i zimnych kropel wody spadających z włosów na plecy) później mężczyzna uderzył się lekko otwartą dłonią w policzek i ruszył powoli w stronę kuchni, starając się opierać jak najmniejszy ciężar na obolałej kończynie. Chwilę później stał już oparty biodrem o chłodny blat białej wyspy kuchennej, nalewając do szklanki z lodem tyle whisky, na ile pozwoliło mu napięcie powierzchniowe, a kolejne kilkanaście sekund zajęło mu opracowywanie takiego chwytu, żeby nie wylać ani kropli.
Oczywiście mu się nie udało, nie dzisiaj. Nie w tym wcieleniu.
Klnąc pod nosem wytarł alkoholową plamę z blatu i usiadł jeszcze bardziej zrezygnowany niż wcześniej na kanapie, z prawie pełną szklanką w jednej i pilotem w drugiej dłoni, modląc się do wszystkiego co święte o to, żeby coś pozytywnego zdarzyło się zanim urwie mu się film.
-Cola! - Pół zawołał, pół zapytał psa, który zwinął się gdzieś zanim poszedł wziąć prysznic i od tego momentu nie dał znaku życia.
Odpowiedziało mu ciche szczeknięcie, i cichy stukot pazurów o parkiet. Brązowy szczeniak niemalże wturlał się na dywan obok kanapy i wbił zainteresowane spojrzenie jednego oka w swojego właściciela.
-Nie masz zamiaru mi potowarzyszyć w tym ciężkim momencie, najlepszy przyjacielu człowieka? - Na kolejne pytanie szczeniak odpowiedział wymownym kichnięciem, które za pomocą psiej magii zmieniło się w ziewnięcie. Mimo to ani drgnął. Craig wywrócił oczami i pociągnął solidny łyk ostrego w smaku trunku. Nawet pies go ignorował, nie ma to jak świetny, samotny wieczór w domu, sam na sam z powtórkami odcinków seriali, które widział już tak często, że mógłby recytować kwestie aktorów bez zająknięcia. Świetna zabawa.

_________________







Image Map

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gregor
Melancholik
Germanista
Nauczyciel filozofii
avatar

Liczba postów : 1323
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: 34B Brook Street   Pią Sie 15, 2014 10:49 pm

Staccato.

Biurko. Po lewej stronie stała pusta szklanka. Na środku leżał notatnik. Po prawej walały się papierki, paczka djarumów i prawie pełna niedopałków popielniczka. A obok tego wszystkiego siedział Leammiele, z ust którego dumnie wystawał plastikowy patyczek po lizaku.
Mężczyzna najwyraźniej próbował zwalczyć zły humor, tym razem chciał przelać na papier gorzkie myśli, jakby wierzył w to, że wtedy przestaną parzyć jego wnętrze. Zagapił się na palce lewej dłoni, wyobrażając sobie, że przez opuszki sączy mu się żółta ciecz, spływa po piórze i miesza z szarym atramentem.
Skoro życie jest jak taniec – po raz ostatni czytał w myślach słowa zanotowane kilkanaście minut temu. - Oryginalność jest przejawem geniuszu, a niby w każdym geniuszu tkwi wariactwo, to tylko te wariackie ruchy są w stanie zapewnić zainteresowanie widza na dłuższy czas. Nieprzewidywalność, niepowtarzalność, dynamika – dzięki nim ludzie się nie nudzą. Ich ludzie pragną. Jednak z drugiej strony: ile razy jesteśmy w stanie chwytać się człowieka, który znika, aby łapać i podpierać obce dłonie? Ekscytacja. Czy dam radę dalej tańczyć sam? Czy umiem? Oczekiwanie. Kiedy wróci? Jak już wróci, to czy uda nam się ponownie złapać rytm? Niepewność. Czy wróci, zanim któreś z nas wzbogaci się o własne 'Accidental Babies'? Niedomówienia... Z kim pląsał przez ten czas? Kogo szukał? Wrócił do mnie, czy po prostu nie miał już gdzie iść!?
Och, doprawdy...? Czyli życie jest jak taniec, tak? Jakie to, kurwa, poetyckie!
Nie. Wierzę tym, którzy mówią prościej, że jest jak papier toaletowy: szare, długie i do...

Ja po prostu za dużo pamiętam. Wmówię sobie, że zapomniałem.
Nie pamiętam. Nie pamiętam. Nie pamiętam! Niepamiętamniepamiętamniepamiętamniepamiętam.
Nie! Pamiętam!
Nie. Pamiętam.


Z impetem przewrócił notatnik do góry nogami, otworzył na pierwszej stronie i znów zaczął pisać, nie zastanawiając się ani chwili:
Zatytułowałbym ten dokument 'TESTAMENT', ale nie bądźmy patetyczni. Po prostu zrób to, o co cię poproszę.
Ciało spal, niech ogień skończy to, co zaczął kiedyś. Zbiór książek rozdaj po bibliotekach (pierwszeństwo ma ta szkolna z TRS, w której uczyłem). Rysunki prześlij Villemowi Ottonowi Engelartowi, tak samo jak zegarek. Lustro stłucz. Dom sprzedaj. Rachunki bankowe są w komodzie w sypialni. Możesz zatrzymać dla siebie 30% moich pieniędzy, resztę rozdaj niespokrewnionym sobie.

Zastygł w bezruchu i przeleciał wzrokiem po tym, co właśnie napisał. Lustro stłucz? Dom sprzedaj?  Ambitnie, panie Leammiele.Odłożył pióro, zasłonił powieki dłonią i pokręcił głową z dezaprobatą. Gregor, jesteś kretynem – podsumował, po tym odruchowo sięgnął po szklankę. Pusta. Szlag. Nie chce być teraz sam, nie powinien albo raczej: jest mu to obojętnie, ale zdrowy rozsądek i doświadczenie z poprzednich chwil podobnych do tej mówią mu, że jest za wcześnie i że jeszcze zdąży kilka razy opróżnić szkło... a  wtedy ze stagnacji i wielkiego nic może wyjść dosłownie wszystko.
Pora zejść do piwniczki, uszczuplić zapasy trunków i na złość samemu sobie wyjść z domu. Idealnie sadomasochistyczny plan.

Mezzo staccato.

- Mamo, spójrz, jak ten pan ładnie tańczy!
- Nie patrz, kochanie. Chodź, chodź, spieszymy się.

Legato.

Całą drogę nucił pod nosem i szedł tanecznym krokiem, podrygując do rytmu pobrzękujących w torbie butelek. Uśmiechał się do przechodniów, wodził intensywnym spojrzeniem za każdą ciekawszą osobą, a tych, którzy nie odwracali wzroku, pozdrawiał skinieniem głowy, chociaż miał ochotę zamknąć oczy, skulić się gdzieś w cieniu i zniknąć, wyparować z powierzchni ziemi raz na zawsze. To bardzo optymalna opcja. Tylko właściwie czemu czuł się źle, czemu znów miał ochotę szafować życiem, skoro przewidział taki epilog jeszcze przed prologiem? Charles pisał swoją powieść, Gregor swoją i tak miało pozostać.
Zerknął na wyświetlacz telefonu. Osiemnasta dwanaście. Świetnie. Wcześnie, za wcześnie... ale to już niedaleko i może nie będzie o tej porze aż tak przeszkadzać, jak mógłby później... na przykład o trzeciej nad ranem, jak tamtego dnia, gdy przyszedł do Charlesa. Pierdolić to wszystko, pierdolić, jak najdalej od siebie. Zacisnął wargi i ruszył szybszym krokiem.
Zatrzymał się przed drzwiami i znowu skontrolował godzinę. Trzy po osiemnastej. Co? Widocznie źle spojrzał. Teraz czy wcześniej? Nie ważne, i tak zrobił to tylko po to, by odwlec moment, w którym zapuka. Wahał się moment. Był pewny, że dobrze pamiętał podany adres, w końcu u niego z cudem graniczyło zapomnienie... Jednak co będzie, jeśli Craig podał mu zły adres? Pomylił się? Nie chciał go u siebie i umyślnie wprowadził w błąd? Albo jest zajęty i nie pozwoli mu wejść... albo - co gorsza! - pozwoli wejść i będzie dawał do zrozumienia, żeby Leammiele sobie poszedł, bo co komu po nieproszonym gościu, gdy ma się pod ręką żonę? Ale on... on nie musi gadać! On usiądzie sobie nawet na podłodze i nawet nie będzie na nich patrzył. Ale, ale! Stop. Drgnął. Sterczy tu jak idiota, gapiąc się tępo w gasnący ekran telefonu. Prosta decyzja, prosta relacja międzyludzka, prosta zasada. Nie komplikujmy. Jeszcze ktoś go zauważy i poinformuje jakieś służby... Tak! To jest względnie dobry pomysł, ludzie zazwyczaj tak robią. Może Craiga poinformować, uprzedzić. Wybrał okno SMSa, wystukał numer... Pisał, przechadzając się w tę i nazad po korytarzu.

    Witaj, Craig. Mogę Was odwiedzić?Mam do przekazania dobre wieści.Jestem blisko, byłbym za chwilę.Jest ze mną Jack Daniel's.Nie będziemy przeszkadzać. GSL


Zatrzymał się, poprawił torbę na ramieniu i odczekał dwadzieścia trzy spokojne oddechy, po czym kilka razy uderzył knykciami w drzwi. Przyłapał się na tym, że właściwie nie zależy mu na spotkaniu. Równie dobrze, mógłby przesiedzieć na tej klatce, całą noc patrząc przez okno na ulicę pustymi oczami, jak rybka przez szybę akwarium, pozbawiony charakterystycznej dla siebie ciekawości. Zadecydował już, co zrobi w przeciągu najbliższych kilku tygodni. Ekscytacja nie ma sensu. Choreografia ustalona. Czas zacząć show.

Najwyraźniej było mu dane zażyć kolejnej lodowatej, otrzeźwiającej kąpieli. Nie był tu chciany. Wzruszył ramionami, przysiadł na schodach na półpiętrze i przez długi czas sączył alkohol wprost z butelki, gapiąc się w okno. Tak, panie Leammiele. Tam gdzieś daleko masz pewien rachunek do wyrównania, sprawę do zamknięcia. Czas na podróż. Austria czeka.

[ZT]

_________________


______________________
[głos: 1 & 2][słowozbiory]
Grafika: chwilowo brak. Jeśli chcesz porozmawiać o muzyce i sztuce albo o filozofii to zapraszam. Mogę też postawić Ci kawę. Ale uprzedzam: gryzę, po prostu to lubię. Gdybym nagle zniknął i długo nie wracał, nie pozwalam, by ktokolwiek kiedykolwiek przejął postać Gregora.
______________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
 
34B Brook Street
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Janssen Street
» Crimson Street
» Pub Baggins, Bagford Street 12
» Old Paradise Street
» Suterena przy Janseen Street

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Kamienice-
Skocz do: