IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Teren przed budynkiem hali sportowej

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Lucius
Postać zawieszona


Liczba postów : 359
Join date : 08/11/2013

PisanieTemat: Teren przed budynkiem hali sportowej   Pon Sie 11, 2014 7:29 pm


***

Ostatnio nie potrafił wyjść z akademika na czas, a raczej potrafił, lecz jego droga do szkoły nie była prosta. Wolał iść przez zewnętrzny park, rozmyślając o niebieskich migdałach, ze słuchawkami w uszach, rękach w kieszeni eleganckich spodni od mundurku, które przylgnęły do niego na stałe. Gdzieś zniknął sportowy styl, od dawna nie miał na sobie butów do biegania, które były jego nieodzownym elementem ubioru, a zamiast nich pojawiły się zwykłe, dobrze dopasowane trampki. Stary Lucius powoli umierał i sam nie potrafił zlokalizować źródła tych zmian. Stał się jeszcze poważniejszy, rówieśnicy wręcz go drażnili, co owocowało jego poróżnieniem z kolegami w klasie. Wystarczyło czasami kilka słów, by o mało nie doszło do rękoczynów, a jak na Włocha przystało, w tym małym ciele płynęła gorąca, niekiedy awanturnicza krew.
Teraz żałował, że nie ma na sobie innego obuwia, gdyż późniejsze odparzenia nie należały do najprzyjemniejszych. Biegł, aż brakowało mu tchu, gdyż niemal kilometrowy sprint nie należał do najłatwiejszych, a nawet to dobrze wytrenowane chuchro miało nie lada problem z tym wyzwaniem. Już mijał budynek z salą sportową, gdy niespodziewanie ktoś nagle przed nim wyrósł. Ten człowiek pojawił się tak nagle, zupełnie znikąd, że Calvallone nie miał okazji nawet zareagować, co skończyło się niemałą kolizją. Cztery litery piętnastolatka wylądowały na ziemi, pierś bolała nie tyle, co od uderzenia, co od szaleńczego biegu, by nie spóźnić się na dodatkowe zajęcia z grupą lekkoatletyczna, dla której w ostatnim czasie był bardziej jedynie podporą niż czynnym zawodnikiem, co tłumaczył złym samopoczuciem.
- Jak łazisz?! – i w tym momencie mógł to być nawet sam dyrektor szkoły, a zareagowałby w podobny sposób. Na jego szczęście był to zwykły, aczkolwiek starszy od niego uczeń.
Nastolatek podniósł się szybko i aż lekko uniósł na palcach, by wydawać się nieco wyższym, i po raz kolejny los się do niego uśmiechnął, gdyż osobnik, który śmiał opóźnić jego dzisiejsze punktualne przybycie, okazał się nie być aż tak wysoki, jak osoby, które spotykał do tej pory.
- Mówi się „przepraszam”, wiesz? – śmiał go nawet upomnieć.
Lucyna była wyraźnie w złym nastroju i skora do zaczepki, gdyż wystarczył błahy powód, by skoczyła komuś do gardła. Chłopak odgarnął przydługie włosy z czoła i spojrzał bezpośrednio w oczy ucznia college’u bez cienia lęku, czy skruchy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Teren przed budynkiem hali sportowej   Wto Sie 12, 2014 8:50 am

- Ooga chaka, ooga ooga! - Dało się słyszeć z sali sportowej a króciutką chwilę po tym, można było zobaczyć Skorpiona, "Legendarnego Mordercę", wychodzącego tanecznym krokiem w lekkim obuwiu, krótkich spodenkach, oraz koszuli z nadrukiem wilkołaka grającego w szachy i wesoło śpiewającego tę starą piosenkę.
- I can't stop this feeling. Deep inside of me... Girl, you just don't realize, what you do to me... - Najwyraźniej nie przejmował się zupełnie tym, jak to wygląda i że dla osób pozbawionych poczucia humoru, zachowywał się jak idiota.
Zresztą, dużo osób się tutaj obecnie nie kręciło.
A większość, to byli uczniowie, którzy właśnie skończyli trening z Żądlastym i już zdążyli się przyzwyczaić do tego jego dziwnego czasami zachowania.
Reszta natomiast... Cóż, w ich mniemaniu Skorpion był mordercą, gwałcicielem, wyznawcą Szatana, Cthulhu i Spaghetti z Klopsikami w Sosie Pomidorowym równocześnie, więc to ich również raczej nie dziwiło.
- When you hold me, in your arms so tight... You let me know, everything's all right... AaAaAahhhh... I'm hooked on a feeling! - Nie zwracając na nikogo uwagi, Skorpionowaty skierował swoje roztańczone nogi w stronę akademika, nie myśląc przy tym o niczym konkretnym.
Albo, co się często u niego zdarzało, myśląc o wielu rzeczach na raz.
O tym, co ostatnio w kinie oglądał, o dziewczynie, którą poznał dwa dni temu w klubie i która spamowała go smsami, przez co dochodził do wniosku, że dając jej swój numer zachował się jak kompletny idiota, o tym co będzie na najbliższych zajęciach robił, czy o klubie jaki otwierał z tym zabawnym profesorkiem.
Innymi słowy, istny chaos panował pod jego czupryną.
To rozmyślanie, nie zwracanie uwagi na otoczenie i ogólny nastrój odbiły się na nim tak, że nagle coś odbiło się od niego.
Skorpion cofnął się nieco do tyłu zaskoczony, przez krótką chwilę łapał równowagę i wreszcie spojrzał w dół, na podnoszącego się chłopaczka.
Przekrzywił lekko głowę i słysząc pierwsze słowa, oraz widząc jak buńczucznie ten dzieciak staje na przeciwko niego, parsknął w pierwszej chwili, próbując powstrzymać wybuch śmiechu.
Zaraz też wzruszył ramionami.
- Wiem, właśnie dlatego czekam aż padniesz na kolana i zaczniesz mnie błagać o przebaczenie, Smarku. - Odpowiedział wyraźnie rozbawiony, wpatrując się w tego dzieciaczka z miną młodego psiaka, który zagonił kota w kąt i teraz nie wie, czy ma to zjeść, pobawić się z tym, czy zostawić w spokoju.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucius
Postać zawieszona


Liczba postów : 359
Join date : 08/11/2013

PisanieTemat: Re: Teren przed budynkiem hali sportowej   Wto Sie 12, 2014 6:46 pm

Od pierwszego spotkania zazwyczaj najwięcej zależało, jak ułożą się przyszłe relacje, jak dana osoba będzie nas postrzegać, co sobie o nas pomyśli i w jaki sposób się nastawi. Ciężko było zamazać złe wrażenie powstałe już na początku, a tym razem Lucius dzielnie walczył, by nie zostać polubionym. Zresztą nie miał ochoty na bratanie się z nikim, odzywała się w nim jego buntownicza strona, która została uśpiona.
Tego nie wypada, tego nie wolno, tak nie można. Siedź prosto, wysławiaj się dobrze, ni przynoś wstydu rodzinie, bądź jak twój starszy brat, bierz z niego przykład, on jest naszą chlubą, zbliż się chociaż do jego ideału. Piętnastolatek dobrze wiedział, że nawet jego imię jest nawiązaniem do Louiego, rodzice już od samego początku pozbawili go własnej osobowości i zasugerowali, że to właśnie ich idealny syn ma być dla niego wzorem. A Lou stał się małą obsesją młodego kapitana sekcji lekkoatletycznej, z którą starał się usilnie walczyć.
- Ty przeproś. Nie dość, że kaleczysz piosenki, to jeszcze skazujesz innych na słuchanie swojego wycia – każdy powód był dobry do zaczepki, a chłopak tym razem świadomie prowokował. Typowy, włoski akcent wdarł się do jego wypowiedzi.
Wyglądał niczym fretka, która zaraz miała zamiar zacząć gryźć po kostkach tego, kogo napotkała na swej drodze. Callvalone dobrze wiedział o reputacji osoby, którą miał przed sobą i nie przeszkadzało mu to w czymś na wzór odpyskowania, zamiast posłusznego podkulenia ogonka i umknięcia na bok. Najeżył się cały i aż zaczął płyciej oddychać. Skorpion go lekceważył, widział to w jego oczach i doprowadzało to go do szewskiej pasji. Oczami wyobraźni właśnie łapał go za poły tej bluzki z wilkołakiem, czy jakimś innym kundlem, i dociskał do ściany, lecz zdrowy rozsądek mówił mu, że nie ma najmniejszych szans na wykonanie tej czynności.
Zamiast tego zbliżył się parę kroków i zadarł aż głowę do góry. Różnica ich wzrostu aż tak bardzo mu nie przeszkadzała, dlatego też padły kolejne słowa.
- Może to ty powinieneś paść i błagać, co? Bo ja nie mam zamiaru tego zrobić. Nie jestem smarkiem, jasne? – brawura, odwaga czy głupota? Zapewne w obecnej chwili niczego nie brakowało ciemnowłosemu nastolatkowi, gdy zadzierał ze Skorpionem.
A pajęczaki te maja przecież żądła, którymi potrafią śmiertelnie pokłóć. Dłonie chłopca zacisnęły się odruchowo w pięści, co mogło zostać jako zaproszenie do małej bójki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Teren przed budynkiem hali sportowej   Czw Sie 14, 2014 9:26 am

Czy Skorpion go lekceważył..? W sumie, w dużej mierze...
Oczywiście wiedział, że czasami można się pomylić, w końcu samemu był niższy od większości swoich przeciwników, których przecież zostawiał leżących na ziemi, ale jednak postawa, wygląd, zachowanie tego dziwnego i głośnego dzieciaczka przed nim dość jednoznacznie mówiły, że zbyt dużej zabawy z nim by nie było.
Więc, chociaż z przyzwyczajenia był czujny i gotowy do obrony, Żądlasty patrzył na chłopaka wzrokiem na poły rozbawiony, na poły zamyślono-zdziwionym, gdy zastanawiał się co ma z tym czymś zrobić.
Za to skrzywił się w myślach jak usłyszał ten włoski akcent. Nie znosił tego kraju, nie znosił tego narodu.
Głośni, krzykliwi, tchórzliwi. Złodziejski naród. Wystarczająco dużo czasu obserwował interesy ojca, aby wiedzieć, że jakiekolwiek próby współpracy z włochami sprawiają, że człowiek bez sensu się denerwuje.
A za każdym razem jak oglądał, czytał, czy słuchał o "dokonaniach" włoskich podczas drugiej wojny światowej, pierwszej zresztą również, podobnie jak i o wielu innych starciach, to uśmiech pełen rozbawienia i zażenowania pojawiał mu się na twarzy.
Krzykliwość i pyskatość tego dzieciaka, w połączeniu z tym, że to ten malec na Skorpiona wpadł, tylko potwierdzały zdanie Żądlastego o włoskim narodzie.
Więc przez moment Skorpi stał przed tym chłopakiem, przyglądając mu się, nie reagując na jego pyskowanie, jedynie lekki uśmieszek się pojawił, gdy ten wspomniał o śpiewaniu.
W końcu Skorpion zdawał sobie sprawę z tego, że śpiewakiem operowym raczej nigdy nie zostanie.
- Wiesz... - Zaczął wreszcie znudzony już tym.
- Za cienki w uszach jesteś Smarku, aby tak pyskować... - Powiedział i złapał ręką buźkę chłopaka, aby go namiętnie, chociaż krótko pocałować, po czym klepnął go lekko w policzek i odwrócił się, aby ruszyć w stronę akademika.
Najwyraźniej olewał i bardzo lekceważył tego malca. Bądź też chciał sprawiać takie wrażenie, kątem oka go obserwując i ruszał, będąc gotowym na jakiś ruch dzieciaka.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucius
Postać zawieszona


Liczba postów : 359
Join date : 08/11/2013

PisanieTemat: Re: Teren przed budynkiem hali sportowej   Pią Sie 15, 2014 10:52 am

Słowa Skorpiona go zdenerwowały, lecz nie mógł na nie odpowiedzieć, gdyż jego usta na krótką chwilę zostały zamknięte w pocałunku. Nie tak Lucius go sobie wyobrażał, właściwie do tej pory w ogóle nie wyobrażał sobie dotykania wagami ust drugiej osoby, co tym bardziej wprawiło go w osłupienie, które szybko minęło. Ten ignorujący go nasto lek od tak go pocałował i zaczął odchodzić, nie wiedząc nawet, co właśnie zrobił. Callvalone nie należał do osób, które zbliżały się do innych, a co dopiero w taki sposób.
Otarł pospiesznie twarz, chcąc zapomnieć o tym dotyku i wyciągnął dłoń, łapiąc chłopaka za tył koszulki. Pociągnął ją na tyle mocno, by pojawiło się na niej małe rozdarcie.
- Myślisz, że możesz sobie robić, co chcesz, a później po prostu odejść? Kim ty niby jesteś, co? – było to pytanie retoryczne, a kapitan sekcji lekkoatletycznej był w na tyle podłym humorze, by kontynuować ową prowokację.
Wyminął siedemnastolatka i stanął prosto przed nim, uderzając go prosto w pierś palcem.
- Przeproś – zażądał stanowczo. I nie chodziło mu już o wpadnięcie, lecz o poprzednie wydarzenie, które to miało miejsce przed chwilą.
Chłopak, choć był niski, to miał swoją dumę, jednak nie za bardzo obnosił się swoim pochodzeniem, czy rodziną, chociaż mógłby to robić, jak inni uczniowie jego kasty. Należał do tych bogatych dzieciaczków, którym to rodzice dają wiele pieniędzy, byle tylko nie zawracali im głowy. Daleko od swego domu, miał tu tylko brata, z którym to ostatnio też nie potrafił nawiązać kontaktu, nie mógł wrócić do kraju, bo to oznaczałoby jego porażkę, której jego ego by nie zniosło. Nie lubił się mylić, czy popełniać błędów, tego typu elementy nie wchodziły w ogóle w grę.
Ciągłe stał wpatrując się w oczy Skorpiona, nie zamierzał się wycofać, chciał usłyszeć przeprosiny. Nie bał się w ogóle, choć wielu na jego pozycji po prostu by sobie odpuściło.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Teren przed budynkiem hali sportowej   Sob Sie 16, 2014 8:16 am

Bogaty dzieciak, którym rodzice dają kasę, aby nie zawracali im głowy...
Brzmiało znajomo.
W końcu Skorpion również miał tatusia, który spał na kasie, srał nią i ogólnie można powiedzieć, że był bogaty a który zawsze uważał, że synkowi najlepiej będzie z dala od niego, za to z pełnym portfelem cały czas.
Zawsze to jakiś punkt zaczepienia...
Ale na razie nic nie zapowiadało, aby ta dwójka chłopaków miała kiedykolwiek rozmawiać ze sobą normalnie.
Gdy Skorpion poczuł jak ten chłopaczek ciągnie go za koszulę a potem, gdy zobaczył go znów przed sobą, westchnął ciężko.
Przez moment stał ze zwieszoną głową, sprawiając wrażenie zmęczonego i wyraźnie znudzonego nadskakiwaniem młodszego chłopaka.
Ale gdy usłyszał słowa dzieciaka, roześmiał się cicho i wyciągnął dłoń.
- Voila! Imię Skorpion, Pan Umarłych, cześć, jak leci? - Rzucił tekstem z jednej starej, ale bardzo przez niego lubianej bajki.
Zaraz jednak zmienił front.
- Mówisz, że nie mogę Cię całować i po prostu odejść? Chcesz, abym wziął odpowiedzialność za to i dalej to pociągnął? - Przekrzywił nieco głowę i nagle dał kroka do przodu, tak że ich ciała się nagle zaczęły stykać.
- Dobrze... Jeśli tego właśnie pragniesz, to mogę Ci jeszcze trochę czasu poświęcić... - Zamruczał i jedną ręką złapał chłopaka za biodro, przyciągając go mocno do siebie, drugą ujął jego podbródek, aby unieść jego głowę do góry, jakby znów chciał go pocałować.
Nie miał zamiaru iść z nim do łóżka. No... Może nie bardziej niż z innymi osobami, które napotykał.
Ale lubił prowokować, zresztą chciał zmusić dzieciaka do jakiś konkretniejszych kroków, bo takie gadanie o przepraszaniu mogło trwać jeszcze długo.
No i wiedział, że zazwyczaj takie zachowanie deprymowało, zawstydzało, nawet jeśli było podniecające a dla Skorpiona deprymowanie innych było zawsze zabawne.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucius
Postać zawieszona


Liczba postów : 359
Join date : 08/11/2013

PisanieTemat: Re: Teren przed budynkiem hali sportowej   Sro Sie 20, 2014 7:43 pm

Ten nastolatek potrafił niesamowicie irytować, a przede wszystkim naruszał przestrzeń osobistą Luciusa, który nie lubił, gdy ktokolwiek go dotykał, bądź przekraczał granice dobrego smaku, a jedną z nich był właśnie kontakt fizyczny. To on miał grać pierwsze skrzypce, on powinien dyktować warunki, a w tym momencie był taktowny niezwykle powierzchownie, jakby jego uczucia, czy zdanie nie miały najmniejszego znaczenia.
Gdy został ponownie pochwycony, przygryzł aż wargę, by przypadkiem nie użyć wulgaryzmu w swym rodzimym języku, jednak te brzmiały na tyle zabawnie, że dodatkowo by sobie zaszkodził, niż pomógł, stąd też to milczenie. Może i był mały, ale i zadziorny. Zaspany wzrok zmienił się i był bardziej wojowniczy, usta ściągnął w prostą linię, nie było na jego licu wiecznego znudzenia, które prezentował na co dzień.
- Pajęczaku, schowaj się w jamie, bo ktoś cię jeszcze zje na obiad – nie spodobała mu się ta bezpośredniość, dotyk i wyczuwalny oddech nastolatka na ustach.
Zaciśnięta w pięść dłoń odnalazła drogę do krocza, w które uderzyła bez ostrzeżenia. Zagrał mocną kartę, lecz był to jedynie As, którego w każdej chwili mógł pokonać Joker – wiecznie uśmiechnięty, nieco szalony.
Po tym ruchy Callvalone liczył, ze zostanie wypuszczony, a starszy kolega da mu spokój i rozejdą się, może nie w przyjacielskich warunkach, ale chociażby neutralnych. Lu podejrzewał, że jego kolejny cios pozostanie zablokowany bez najmniejszego problemu, w końcu Skorpion był nauczycielem samoobrony, więc jeden atak z zaskoczenia, nie tak bardzo precyzyjny był aż nadto na co mógł sobie pozwolić.
- Zabieraj rączki, dobrze radzę – szatyn był gotowy bronić siebie, nawet jeżeli byłby na przegranej pozycji.
Ducha walki i odwagi nie można mu było odebrać, choć niekiedy lepiej by było, gdyby grzecznie podkulił ogon i umknął gdzieś pod ścianę, starając się nie rzucać w oczy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Skorpion
Postać zawieszona
avatar

Liczba postów : 496
Join date : 13/01/2014

PisanieTemat: Re: Teren przed budynkiem hali sportowej   Czw Sie 21, 2014 10:00 am

Skorpion uśmiechnął się szeroko zadowolony, gdy Malec wykonał swój pierwszy, agresywniejszy ruch.
W końcu mógł odpowiedzieć na jego zaczepki bardziej dosadnie i miał ku temu usprawiedliwienie!
W tym samym jednak momencie, gdy ręka chłopaka zacisnęła się w pięść i zaczęła kierować w stronę krocza Żądlastego, w głowie tego drugiego pojawiło się kilka przemyśleń.
Pierwsze dotyczyło samego faktu, że są ludzie tacy jak ten dzieciak.
Kompletnie niewychowani, nie nauczeni jakichkolwiek zasad etycznych.
W końcu zwykła przyzwoitość nakazywałaby temu dzieciakowi powiedzieć zwykłe i proste przepraszam, gdy potrącił Skorpiona, co zresztą zakończyłoby problem.
Żądlasty nie przepadał za takimi osobami. Wprawdzie samemu łamał wiele różnych norm i zasad, ale pewnych i on się trzymał. Nie tylko się trzymał, ale były dla niego ważne.
Drugą myślą, która w tym samym czasie się pojawiła, było kwestia tego, że chłopaka chyba nikt jeszcze nie nauczył, że przeciwników należy dobierać sobie ostrożniej.
Rzucanie się do nierównej i bezsensownej walki z kimś, z kim nie miało się szans wygrać, nie było aktem odwagi a świadectwem zwykłej głupoty.
Dla dobra tego dzieciaka należało go nauczyć, że nie tylko powinien uważać z kim zadziera, ale także, że przemoc często nie jest dobrym rozwiązaniem.
Inna sprawa, że Skorpion jakoś od niej zazwyczaj nie stronił, no ale to tylko taki mały szczególik...
Trzecia kwestia, to taka malutka dygresja, że ewidentnie ktoś małego powinien nauczyć się bić.
Uderzenie chłopaka w krocze zazwyczaj było bardzo skuteczne, jednak nie przy takiej sytuacji. Za blisko siebie stali, dłonie malca były za blisko Skorpiona, aby nabrać odpowiedniego do zadania jakiegoś większego bólu rozpędu.
Jeśli uderzył bez wcześniejszego spięcia się, czy cofnięcia ręki, to cios był za słaby, aby zrobić wrażenie. Jeśli zaczął się spinać i cofać dłoń, to ktoś spodziewający się bójki, nie koniecznie nawet trenujący cokolwiek i mający jakieś większe doświadczenie, zobaczyłby to i spokojnie zdążyłby zareagować.
Więc gdy pięść chłopca kierowała się w stronę Skorpiona, ten, w myślach, robił mu już wykład o tym, że na jego miejscu raczej by oparł się rękami o wyższego chłopaka, tak jakby chciał go odepchnąć i nagle by odbił się nogami, podciągając się rękami, z równoczesnym ściągnięciem przeciwnika nieco w dół, aby w efekcie móc z dużą siłą uderzyć głową w nos, albo od dołu w szczękę.
No... Chyba, że bardzo chciał uderzyć jednak w to krocze, to w takim razie należało przyciągnąć przeciwnika do siebie i uderzyć kolanem.
To by było już bardziej odczuwalne.
Jednak cios padł, chłopak wybrał taką metodę i teoretycznie teraz przyszła kolej na odpowiedź Skorpiona.
Cofnął się do tyłu, unosząc ręce do góry, niczym bokser chcący wykonać pierwszy atak i... Gwałtownie wyrzucił prawą nogę do przodu, chcąc kopnąć malca w brzuch, co powinno mu nieco odebrać zapał i siły do czegokolwiek.
Plan był prosty.
Noga, po trafieniu w cel, szybko wróciłaby na ziemię, odbiłaby się od niej i następnie przy mocnym ciosie z efektownym i szybkim półobrotem, trafiłaby w ramię przeciwnika a ból spowodowany tym ciosem by je na jakiś czas wyłączył z użytku. W dodatku siła uderzenia powinna zachwiać chłopakiem, wytrącić go z równowagi i dać wystarczająco dużo czasu na to, aby Skorpion kontynuował obrót, stawiając prawą stopę na ziemi, przy równoczesnym wybiciu lewej i mocnym uderzeniu w tył, prosto w splot słoneczny dzieciaka.
Jeśli malcowi udałoby się któryś z ciosów zablokować, co samo w sobie byłoby dla niego bolesne, Skorpion szybko zmieniłby nogi i zaatakowałby drugą.
Jeśli udałoby mu się złapać którąś z nóg, Żądlasty, wykorzystując malca jako oparcie, okręciłby się w powietrzu i kopnąłby go drugą nogą.
Taki był plan. I Skorpion właśnie go realizował.

_________________
Póty Twe ciało razem z duszą żyją, póki się Twa głowa nie pożegna z szyją...

Bestiae sumus, ut non bestiae simus.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Lucius
Postać zawieszona


Liczba postów : 359
Join date : 08/11/2013

PisanieTemat: Re: Teren przed budynkiem hali sportowej   Pon Paź 06, 2014 9:26 am

Cała adrenalina, którą posiadał i która motywowała go do ataku, nagle uszła z niego, gdy poczuł mocne uderzenie w okolicach brzucha, a sam cios pozbawił go nie tylko tchu, ale również i równowagi. Nie był typem walczącej osoby, z tą posturą, wątpliwym wzrostem nie miał najmniejszych szans w starciu z przeciwnikiem, choć jego duma i czasami wiara, że nie jest wcale tak mały i słaby, była dla niego zgubą.
Zachwiał się, a po chwili wylądował na ziemi, trzymając mocno w miejscu, które bolało okrutnie. Skorpion nie musiał wprowadzać w życie dalszej części planu. Mały agresor wyraźnie się poddał, kuląc na ziemi i zamykając mocno powieki, pod którymi kręciły się aż łzy bólu i bezradności. Był wściekły, ale nie na chłopaka, który go zaatakował w geście obrony, ale na siebie, że znów nie spełnił własnych oczekiwań. Chciał bronić innych, a nie potrafił zadbać nawet o siebie. Podniósł się powoli z ziemi, nie miał już pozycji bojowej, nie trzeba go było dalej temperować. Uniósł spojrzenie na swojego kata, lecz nie przeprosił, od tym względem był uparty i nieugięty. Zwłaszcza, że jego prywatność została w dość brutalny sposób naruszona, a on nie lubił, gdy ktoś przekraczał wyznaczone przez niego granice.
Zapewne nie zdawał sobie spawy, ale był typem małego buntownika, który w dość pokrętny sposób emanował swoją wolnością.
- Nie dotykaj mnie więcej – warknął, niczym poszczuty pies z podkulonym ogonem.
Choć starał się być wyprostowanym, to ciągle odczuwał skutki tego, co stało się przed chwilą i kurczowo trzymał się za brzuch. Miał już wszystkiego serdecznie dość.
- Kim ty w ogóle jesteś? – zapytał starszego kolegi, kojarząc go skądś, lecz nie mógł go sobie zakwalifikować wśród szkolnej społeczności. Machnął tylko ręką i ruszył w swoim kierunku, nie miał ochoty na rozmowę.
Wyminął chłopaka i udał się do budynku, by tam spotkać się z ludźmi z sekcji lekkoatletycznej, mając nadzieję, że dadzą mu spokój.

[z.t x2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Teren przed budynkiem hali sportowej   

Powrót do góry Go down
 
Teren przed budynkiem hali sportowej
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Obrona Przed Czarną Magią
» Klasa do Obrony Przed Czarną Magią
» Klasa Obrony Przed Czarną Magią
» Ogród przed domem
» Przed Kamienną ścianą

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Hala sportowa :: ∎ Sale gimnastyczne-
Skocz do: