IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Pokój nr 11

Go down 
AutorWiadomość
Ross

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 31/07/2014

PisanieTemat: Pokój nr 11   Sro Sie 06, 2014 10:14 pm

Pokój ten, znajdujący się w końcowej części korytarza na pierwszym piętrze, utrzymany jest w jasnej i ciepłej kolorystyce, która nadaje mu przytulnego wyrazu, a także optycznie powiększa przestrzeń. W jego centrum znajdują się dwa identyczne łóżka, stojące w stosownej odległości od siebie. Przy każdej z nich stoi szafka nocna, na których znajdują się niewielkie lampki nocne. Każda strona pokoju mogłaby być osobną sypialnią, są one bowiem niemalże identyczne - z tym, że po prawej stronie, pomiędzy szafą a biurkiem znajdują się okna, a po przeciwnej stronie w tym samym miejscu są drzwi do łazienki. Łazienka jest przyzwoitych rozmiarów i z równie przyzwoitym wyposażeniem. Poza toaletą i umywalką - nad którą znajduje się również półka i lustro - znajdziemy tu również kabinę prysznicową i wannę, a także pralkę automatyczną. W kącie stoi kosz na brudną bieliznę. Wracając do pokoju, zauważymy różnicę pomiędzy zimnymi kafelkami w łazience, a miękkim, brzoskwiniowym dywanem. Podrywając wzrok w górę zauważymy parę przyjemnych i ładnie oprawionych obrazków, które wpasowują się w klimat całego pokoju.


Tak oto pokój numer jedenaście wyglądał w stanie surowym, zanim został zamieszkany i spersonalizowany.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryota

avatar

Liczba postów : 18
Join date : 05/08/2014
Skąd : Shinsaibashi | Osaka | Japonia

PisanieTemat: Re: Pokój nr 11   Sro Sie 06, 2014 10:47 pm

Drzwi z jasnego drewna zaskrzypiały cicho, przerywając względną ciszę.
W sypialni najpierw pojawiła się ogromna, czerwona walizka, a zaraz za nią lekko zdezorientowana i widocznie niewypierzona postać - hebanowe włosy opadały grubą kaskadą na nieco zaspane oczy, rozchylone wargi szybko łapały powietrze, a zsuwający się z głowy kapelusz i podwinięta z tyłu bluzka wyraźnie sugerowały o pośpiechu niewysokiego chłopaka.
Ryota stanął na środku pokoju i zmarszczył cienkie brwi - ktoś już tutaj mieszkał. Spojrzenie czekoladowych ślepi spoczęło na wolnym łóżku, więc tam skierował się Japończyk, uprzednio otwierając walizkę z nienagannie poskładanymi ubraniami. Horigoshi zawsze należał do osób, które dbają o swój wygląd, toteż nie dziw, że podjął natychmiastową próbę poprawy swego wizerunku, gdy tylko dojrzał swoje odbicie w ekranie telefonu.
Smukłe dłonie szybko przeczesały ciemne kosmyki, zupełnie jakby wiedziały, co robić, następnie wygładziły koszulkę i otrzepały spodnie z niewidzialnego kurzu.
Ryota wreszcie dostał miejsce w akademiku, jednak wizja dzielenia go z kimkolwiek wydawała się mu absurdalna. Jako jedynak zawsze wszystko miał na własność, wszystko było tylko dla niego. No ale cóż... trzeba kiedyś wyjść spod tego klosza.
Westchnąwszy głośno, zabrał się za rozpakowanie swojej pokaźnej garderoby. Pozwolił sobie na wtargnięcie do szafy i zrobienie w niej sobie wolnego miejsca, przy czym naprawdę starał się nie poprzewracać za wiele. Po ubraniach, jakie dojrzał w komodzie, doszedł do wniosku, że jego współlokator nie będzie żadną mafiozą. I dobrze, chociaż jakiś plus. Był osobą tolerancyjną, nie miałby nic przeciwko innej subkulturze, jednak najzwyczajniej w świecie by się z taką personą nie dogadał. Jego poglądy na świat zapewne szybko zirytowałyby osobę o silnej osobowości. Aj, Ryota... I właśnie dlatego nie masz chłopaka.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Ryota dnia Czw Sie 07, 2014 8:19 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ross

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 31/07/2014

PisanieTemat: Re: Pokój nr 11   Sro Sie 06, 2014 11:47 pm

Jak zwykle szlajał się gdzieś po mieście - chociaż tym razem wyjątkowo samotnie - aż zmuszony został do powrotu do swojego pokoju. Bluza, którą zdecydował na siebie przywdziać tegoż dnia, zaczynała nieprzyjemnie przylegać do ciała. Ach, cholerny londyński klimat! Spodziewał się ochłodzenia i deszczu, a tu co? Słoneczko i piękna letnia pogoda. Życie nauczyło go, że do prognozy pogody należy podchodzić z takim samym zaufaniem jak i do horoskopów - czyli żadnym, a jednak wciąż i jedno, i drugie czytał i zawierzał im (chyba, że horoskop dawał mu niepochlebną wróżbę - wówczas przechodził na stronę niedowiarków). Cóż, musiał wrócić do domu by się przebrać w coś lżejszego, a stojąc już przed drzwiami stwierdził, że miło by było się po prostu troszku polenić.
Otwierając wrota do swojej komnaty - jak zwykł określać swój pokój - nie spodziewał się znaleźć tam kogokolwiek. Owszem, doszły do niego słuchy, że przypisano mu współlokatora. Notabene nie był z tego faktu zadowolony i otwarcie okazywał swój stosunek do tego faktu, a także próbował jakoś wpłynąć na co niektóre osoby...bezskutecznie. Jęczał z tego powodu i jęczał, aż w końcu o tym zapomniał. Bo, oczywiście, nikt nie raczył go powiadomić kiedy szanowny Pan Współlokator się pojawi. Toteż widząc ciemnowłosą postać tuż przed swoimi oczami, doznał lekkiego szoku. Otworzył usta, poniekąd ze zdziwienia, poniekąd w nagłej potrzebie odezwania się, z tym że nie mógł wyartykułować z siebie żadnego słowa. Szybko się jednak otrząsnął, zdając sobie sprawę z tego jak debilnie musiał wyglądać. Na szczęście chłopak zajęty był rozpakowywaniem się, więc dziwne zachowanie Rossa, jak i jego obecność musiała umknąć jego uwadze.
Poruszając się cicho i lekko, przysiadł na swoim łóżku, wwiercając się wzrokiem w plecy chłopaka. Nie podobała mu się ta sytuacja. Komnata była jego, i tylko jego! To wszak było jedyne miejsce, w którym mógł zaznać trochę spokoju... Miał nadzieję, że chociaż Pan Współlokator okaże się w porządku gościem i nie będzie próbował narzucić swoich zasad w tej niewielkiej przestrzeni. Odchrząknął, chcąc zwrócić na siebie uwagę bruneta.
- Jesteś moim nowym współlokatorem, prawda? - spytał retorycznie, w celu rozpoczęcia rozmowy. - Jestem Ross i liczę na to, że będziemy się dobrze dogadywać.
Szybko otaksował chłopaka wzrokiem. Wyglądał całkiem okej, co Ross odnotował z ulgą. Zaaprobował jego wygląd, jako swojego współlokatora. Nie, żeby był aż tak płytki, ale...gdyby mu przydzielili jakiegoś brzydala czy nerda, mogłoby się to negatywnie odbić na jego wizerunku.
- Nie podoba mi się fakt, że muszę z kimś dzielić pokój - powiedział szczerze. - Ale ani ty, ani ja na to nie wpłyniemy, więc ustalmy zasady. Przede wszystkim, nie ruszaj moich rzeczy i szanuj moją prywatność. A, z łazienki korzystam jako pierwszy, chyba że obudzisz się wcześniej.
Trzeba było wyłożyć karty na stół, coby nie było później nieporozumień. Niestety dla Ryoty, Ross należał do osób o trudnym charakterze. I, cóż, mając kogoś takiego jak Ross za współlokatora, nie można liczyć na sielankowe życie.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryota

avatar

Liczba postów : 18
Join date : 05/08/2014
Skąd : Shinsaibashi | Osaka | Japonia

PisanieTemat: Re: Pokój nr 11   Czw Sie 07, 2014 1:19 pm

U Ryoty właśnie uaktywniła się umiejętność "Zmieścić Całą Garderobę W Bagażu Podręcznym", która prędzej czy później wykształca się u każdego dziecka celebrytów, a która jest bardzo przydatna podczas próby upchania zawartości pojemnej walizki w stosunkowo niewielkiej komodzie.
Chłopak stał z dłońmi wspartymi na wystających kościach biodrowych i spoglądał to na stertę ciuchów, to na szafę, co jakiś czas krzywiąc się nieznacznie, bo nawet on nie potrafił zwinąć swej ogromnej kolekcji ubrań w tak małą kosteczkę.
Z zamyślenia, w jakim był pogrążony, wybudziło go chrząknięcie, na które natychmiast odwrócił się w stronę źródła dźwięku. Intensywne spojrzenie ciemnych oczu utknęło w nieco wyższym osobniku, badając uważnie czy to swój, czy to wróg. Niestety, niewiele one zdziałały, bo Ryota nigdy nie oceniał po wyglądzie.
Dla innych mogło to być oczywiste - łysa głowa, kaptur, podarte spodnie, fajka w ustach. Gość nieprzyjemny, lepiej trzymać się od niego z daleka. Biała koszula, uśmiech na twarzy, plik papierów w ręku - człowiek pracowity, ułożony i przyjemny w obejściu. Ale nie Hori. Hori najpierw musiał porozmawiać, poznać, dotknąć, jakkolwiek by to nie brzmiało. Zazwyczaj wychodzi mu to na dobre, ale nie raz, nie dwa zdarzyły się takie sytuacje, że niemalże prosił się, aby napakowany motocyklista skopał mu tyłek. Zazwyczaj biedny Japończyk kończył wówczas w szpitalu, bo krwotok wewnętrzny to zła rzecz.
Po usłyszeniu, że Ross, bo tak się chłopak przedstawił, jest jego współlokatorem, na pełnych wargach czarnowłosego pojawił się jeden z jego piękniejszych uśmiechów. Jeszcze raz przebiegł wzrokiem po jego sylwetce, po czym ukłonił się nisko, jak jego tradycja i kultura wymaga.
- Horigoshi Ryota, miło mi cię poznać. Tak, od dzisiaj mieszkamy razem - odpowiedział miękko, a w jego głosie próżno było szukać japońskiego akcentu. Mówił naprawdę płynnie i to nie tylko po angielsku, bardzo szybko dostosowywał wymowę do dowolnego obcego języka lub gwary.
Jego nazwisko było znane wśród fanów j-popu, jednak w miejscu takim jak Anglia nie musiał się obawiać o to, że ludzie będą go oceniać przez pryzmat sławnych rodziców. Tutaj mógł być zwyczajnym nastolatkiem.
Słysząc kolejne słowa, zaśmiał się dyskretnie. Owszem, tak pod nosem, bo śmiech ma nieciekawy, a nie chciał na wstępie zrobić złego wrażenia. Od malutkiego uczono go nienagannej prezencji, więc przychodziło mu to w sumie naturalnie i bez większego trudu.
- Ja też nie jestem przyzwyczajony do drugiej osoby w pokoju. To chyba dobrze, że obaj mamy takie podejście - stwierdził. Przynajmniej żaden z nich nie jest osamotniony w swoich odczuciach, a to chyba działa na plus.
- Musisz mi wybaczyć, poprzesuwałem trochę twoich ciuchów, cholernie mało tu miejsca... - już miał powrócić do upychania nierealnej wręcz do posiadania przez mężczyznę ilości ciuchów w szafie, gdy Ross postanowił sam ustalić zasady.
Brwi chłopaka zbiegły się, a intensywne spojrzenie znów padło na lokatorze.
- A z jakiej racy niby to ty masz korzystać pierwszy? Co do reszty się zgadzam, ale nie mam zamiaru tak łatwo oddać łazienki - powiedział tym swoim charakterystycznym głosem, który jasno wskazywał na to, że coś nie jest po jego myśli. A jeśli coś po jego myśli nie jest, to ma zamiar ten fakt zmienić. Zwłaszcza, że dla niego dostęp do łazienki był czymś niezmiernie ważnym - chociaż nie zwracał uwagi na wygląd innych, to o swój wizerunek troszczył się aż nadmiernie. Ale co się dziwić? "Pamiętaj, Ryota. Ubierz się przyzwoicie i ogarnij te włosy, bo wstyd nam przyniesiesz" - więc to już w młodym Japończyku pozostało i zapewne nieprędko się zmieni.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ross

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 31/07/2014

PisanieTemat: Re: Pokój nr 11   Pią Sie 08, 2014 6:57 pm

Siedząc jeszcze na łóżku, zdołał ujrzeć część garderoby chłopaka. Musiał przyznać, że była imponująca. Zarówno biorąc pod uwagę względy estetyczne, jak i ilość. Sam Ross miał niemało ciuchów – zajmowały całkiem porządną część szafy – ale nie aż tyle. Stawiał bardziej na jakość i często robił porządki, wyrzucając ubrania zniszczone, znoszone lub po prostu takie, które przestały mu się podobać. Gust Ryoty zdecydowanie mu się spodobał i to był dla niego duży plus w postrzeganiu tego chłopaka. Przeszła mu przez głowę nawet myśl, czy nie byłoby warto się z nim zakumplować. Ale…cóż, przeszkodą była osobowość Rossa, która zaraz potem objawiła się ciemnowłosemu.
Ledwie powstrzymał się od wywrócenia oczami w reakcję na niezwykle grzeczne zachowanie bruneta. Ten uśmiech, ukłon – wszystko to wydawało się Rossowi sztuczne i groteskowo teatralne, ale postanowił to zignorować. Nie odwzajemnił bynajmniej tych uprzejmości, stojąc w miejscu i patrząc się na niego pustym wzrokiem. Azjatycka uroda chłopaka rzuciła mu się w oczy, oczywiście – nie jest to coś, co można przeoczyć. Nie miał pojęcia jedynie, do których z azjatyckich nacji on należy. Jakiś Japończyk mógłby się obrazić, gdyby go nazwać Chińczykiem, jakiś Chińczyk strzeliłby focha za określenie go jako Koreańczyka…nawet to rozumiał, ale, sorry, był tylko Europejczykiem. Dałby sobie rękę uciąć za to, że wielu Azjatów miałoby niemały problem z odróżnieniem takiego… Niemca od Włocha. A różnice są, dla mieszkańców Europy nie dające się przeoczyć. Słysząc jednak jak jego współlokator się nazywa, lampka w jego głowie zaświeciła się i powiedziała „o, mamy tu Japończyka”. To by tłumaczyło nawet jego zachowanie – czytał kiedyś, że Japończycy są honorowi, kulturalni i cholernie grzeczni. Takie typy, które z uprzejmym uśmiechem na twarzy, pod osłoną pięknych i starannie dobranych słów przekażą ci komunikat, że jesteś śmieciem, a ty będziesz zadowolony z otrzymanego komplementu. Nie, żeby był uprzedzony. Ta szkoła była zbieraniną różnych kultur, a Rossowi, mimo iż był na swoim terytorium, nigdy to nie przeszkadzało. To go nawet interesowało, jak wszyscy pomimo różnic kulturowych dogadywali się ze sobą. Nie spotkał się nigdy z przypadkiem rasizmu w tej placówce, co było całkiem nietypowe. Nauczył się także, by nie oceniać ludzi pod pryzmatem stereotypów. Mimo iż, niestety, czasami się sprawdzały.
To, co Ross o Japończykach wiedział, to fakt, iż oni przedstawiają się w sposób odwrotny do zachodniego schematu imię-nazwisko. I tutaj kasztanowowłosy zgłupiał, nie będąc pewny czy chłopak przedstawił mu się w sposób japoński czy zachodni.
- Miło mi cię poznać, Hori! – odparł wesołym tonem, używając skróconej wersji imienia/nazwiska z prostej przyczyny…zapomniał całości. A gdyby nawet pamiętał, to bałby się ośmieszyć poprzez złą wymowę. Natomiast Hori radził sobie zaskakująco dobrze z angielskim, przez co Ross pomyślał, że może on już mieszkał w Wielkiej Brytanii.
- Chcąc nie chcąc, musimy ze sobą koegzystować. Przynajmniej dopóki nie zwolni się jakiś jednoosobowy pokój – dodał, mając na końcu języka delikatną sugestię, że wówczas Ryota będzie mógł się tam przenieść. On ze swojego pokoju wynosić się nie zamierza. A na pewno nie do mniejszego zamiennika! Gdzie by tam znalazł miejsce do tańca? Swoją drogą…będzie mu ciężej realizować swoją pasję z Ryotą na karku. Niemalże jęknął na tę myśl, ale postanowił trzymać fason. – Nie przejmuj się tym, mam tylko nadzieję że moje ubrania się nie pogniotły. Ta szafa jest żałośnie mała, jak na dwie osoby – mruknął.
Oho, zaczynają się schody. Nie spodziewał się, że Ryota ulegnie bez walki i przyjmie zasady narzucone przez Rossa ot tak…nie oznaczało to jednak, że Ross był skłonny do jakichkolwiek ustępstw. Tak się niestety złożyło, że dla Brytyjczyka dostęp do łazienki był równie ważny, o ile nie ważniejszy. Cóż, nawet naturalna uroda wymagała specjalnej pielęgnacji. Tracił na to całkiem spory kawałek poranka.
- Może dlatego, że byłem tutaj pierwszy? – odparł chłodno. Argument może i był durny, ale z drugiej strony całkiem logiczny, przynajmniej w odczuciu Rossa. Nie zamierzał teraz zmieniać całego planu dnia, tylko ze względu na jakiegoś przypadkowego chłopaka, którego wpieprzono mu do pokoju. – Ale spokojnie, jestem rannym ptaszkiem, więc jest szansa, że nawet na siebie nie wpadniemy – dodał już nieco łagodniej. Nie dodał natomiast, że tylko jeżeli jesteś w stanie wyrobić się w mniej niż dwadzieścia minut. Ale oj tam, nie było potrzeby denerwować chłopaka na sam start. Mimo wszystko, chciał żeby ta koegzystencja wyglądała jak najspokojniej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryota

avatar

Liczba postów : 18
Join date : 05/08/2014
Skąd : Shinsaibashi | Osaka | Japonia

PisanieTemat: Re: Pokój nr 11   Pią Sie 08, 2014 8:18 pm

Zaśmiał się pod nosem, spoglądając gdzieś w bok. Hori. Oj, tak wiele osób na niego mówiło tym zdrobnieniem. Powód zawsze był ten sam - zbyt skomplikowane miano Ryoty. Japończykowi nigdy to nie przeszkadzało, nawet uważał, że to poniekąd urocze.
Ponownie odwrócił się tyłem do Rossa, uznając, że należyte rozlokowanie ubrań jest teraz piorytetem.
Po kilkunastu sekundach dzikiej szamotaniny i cichych przekleńst w swym ojczystym języku, całą swoją uwagę skupił na szatynie, zdejmując jeszcze kapelusz, przeczesując hebanowe kosmyki i zakładając nakrycie ponownie na ulepszoną już fryzurę.
Teraz mógł na spokojnie przyjrzeć się towarzyszowi - największą jego uwagę przyciągnęły oczy, w które przez chwilę wgapiał się bezwstydnie z uniesionymi kącikami ust, po czym obiegł spojrzeniem sylwetkę rozmówcy. Ten także był z tych o lżejszej budowie ciała, jednak, na jego szczęście, nie sprawiał wrażenia wychudzonego. Co prawda Ryota od zawsze był na "diecie" - nie jadał słodyczy, fast foodów, pilnował pięciu posiłków dziennie i wszystko spalał, jednak sekret jego problemu z sylwetką tkwił w genach. Nic nie dało się z tym zrobić.
Chłopak słuchał Rossa tylko jednym uchem, bo nadal zajmował się analizą jego ciała. Był w tym całkiem dobry, miał styczność z wieloma sportowcami, ale co ważniejsze - z tancerzami.
Ryota szybkim krokiem podszedł do chłopaka i lekko podciągnął rękaw jego szarej bluzy, przyglądając się jego ramieniu. Na ustach Horigoshiego rozkwitł najbardziej szczery uśmiech na jaki było go stać.
- Tańczysz - oznajmił niesamowicie pogodnie, ignorując wszystkie słowa Rossa.
Prawdą było, że taniec dla Ryoty był jak narkotyk. Więcej - był dosłownie jego fetyszem. Samo poruszanie się w rytm muzyki niesamowicie go pobudzało i nie wyobrażasł sobie życia bez możliwości tańczenia.
- Co preferujesz? Hiphop? Poping? Może jazz? - wypytywał teraz beztrosko, będąc aktualnie w swoim małym światku. Zdawał się kompletnie zapomnieć o swej niechęci do posiadania współlokatora. Swoją drogą... to dziwne. Ryota cierpiał na eremofobię, panicznie bał się samotności. A jednak stronił od towarzystwa w swoim pokoju... Może po prostu bał się? Obawiał się odtrącenia i dlatego wolał trzymać ludzi na dystans?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ross

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 31/07/2014

PisanieTemat: Re: Pokój nr 11   Pią Sie 08, 2014 8:49 pm

Mina będąca co najmniej wyrazem irytacji objawiła się na twarzy Rossa, w reakcji na ten śmiech – w jego interpretacji było to po prostu nabijanie się z niego, a potem w reakcji na zwykłe zignorowanie go. Fuknął cicho. Niemniej jednak japońskie przekleństwa (jak pozwalał sobie mniemać – wywnioskował to z tonu głosu i okoliczności, jakie im sprzyjały) brzmiały dla niego egzotycznie interesująco. Tak, Ross jest jednym z tych ludzi, którzy ucząc się nowego języka zaczynają od przekleństw. Bo cóż jest bardziej praktyczne?
Rozważał nawet pomoc biedakowi w jego starciu z górą ubrań, ale skoro go nie poprosił to po co miał się wyrywać z inicjatywą? Zresztą, to i tak nie trwało długo.
Ross nie mógł powiedzieć, że nie był przyzwyczajony do spojrzeń skupionych na jego osobie. Mniej lub bardziej intensywne, czasami nieco perwersyjne… Ale nie lubił takich, które skupiały się głównie na ocenianiu go. Czuł się jak piesek na wystawie, obserwowany przez członka jury. Takim właśnie spojrzeniem obdarowywał go Hori, gdy mówił do niego o rzeczach w końcu ważnych! I co on…wydał z siebie nieartykułowany okrzyk zaskoczenia, gdy tamten podszedł do niego i obnażył jego ramię. Co on do cholery wyprawia? Miał ochotę powiedzieć mu coś mało grzecznego i upewnić się, czy kolega zna pojęcie „przestrzeni osobistej”, ale Hori odezwał się jako pierwszy. Wynik owej obserwacji zbił go z pantałyku. Cóż, sylwetkę tancerza ewidentnie miał, w końcu taniec zajmował całkiem sporą część jego życia. To była chyba jedyna rzecz, którą naprawdę kochał i nie żałował marnowania na nią energii. Szczerze mówiąc, Ross tego samego nie mógł powiedzieć o Horim – bo nawet nie skoncentrował się na jego sylwetce. Bardziej na ciuchach, które ją zakrywały. Jego chudość mogła wywołać zazdrość – z drugiej strony, Ross nigdy nie widział grubego Azjaty.
- Ano, tańczę – odparł trochę niepewnie, obserwując zmianę, jaka zaszła w zachowaniu jego współlokatora. Był tak rozpromieniony, że Ross poważnie rozważał założenie okularów przeciwsłonecznych. Cóż, wniosek był prosty. – Popping, ale nie staram się ograniczać tylko do tego. A Ty? – to, że Hori także tańczy, było aż nader oczywiste. Stwierdził w myślach, że może mieszkanie z nim nie będzie takie złe. Rzadko kiedy tańczył przy kimś, a co dopiero z kimś. Inni byli po prostu za słabi. Czuł, że Hori nie był amatorem i obaj będą mogli się od siebie sporo nauczyć. Również się uśmiechnął, tak sam z siebie.
- Trochę tutaj poprzestawiałem, żeby było więcej miejsca do tańca – powiedział, machnąwszy ręką, obejmując tym gestem otaczającą ich przestrzeń pokoju. – Jesteś tutaj nowy, prawda? No, to dla twojej informacji – hala jest otwarta i również można z niej korzystać. Słyszałem, że chciało się zawiązać jakieś kółko taneczne, ale na szczęście się nie udało – sama amatorszczyzna.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryota

avatar

Liczba postów : 18
Join date : 05/08/2014
Skąd : Shinsaibashi | Osaka | Japonia

PisanieTemat: Re: Pokój nr 11   Pią Sie 08, 2014 10:51 pm

Ryota wreszcie się odprężył. Usiadł na swoim łóżku, podpierając się z tyłu dłońmi i zaczął bawić się kosmykiem czarnych włosów, nadal patrząc na Rossa.
Poping. Styl dynamiczny, rytmiczny, zwykle o bardziej złożonych choreografiach. Horigoshi zwykł w nim zasmakować, jednakże nie do końca odzwierciedlał on osobowość chłopaka. To przecież w tańcu najważniejsze.
- Raczej nie mam ulubionego rodzaju... Zaczynałem od baletu, gdy miałem... cztery latka? Teraz doszedł do tego hiphop, dubstep, jazz, poping i locking. Chciałem jeszcze spróbować breakdance'u, ale... nie da się mieć wszystkiego - zaśmiał się cicho, miękko, opierając przy tym głowę o jasną, chłodną ścianę.
Powiódł wzrokiem po pomieszczeniu - faktycznie, środek pokoju był pusty i choć nadal było to miejsce ograniczone, to jednak dało się tam wykonać kilka skoordynowanych ruchów. Zapalonym tancerzom zwykło to starczać.
Zmarszczył ciemne brwi, szarpiąc kieszeń mocno dopasowanych spodni, przy czym wyglądał na głęboko zamyślonego.
Ryota od dziecka miał skłonność do szybkich zmian tematu i wybiegania myślami w przód. Czasami przyłapywał się na tym, że wyobraża sobie przyszłość u boku nowo poznanej osoby. Tym sposobem mógł być pewien, że nic go nie zaskoczy. Hori nie żył chwilą.
Żył każdą kolejną sekundą.
- Iie... Nie powinieneś tak mówić, to dobrze, że chcą się rozwijać -nadął lekko policzki, przypominając w efekcie czarnego chomika.
W odróżnieniu od Rossa - Ryota czuł dziwną satysfakcję, gdy widział początkujących tancerzy. Pokazywało to, jak daleko sam już zaszedł, i że więcej osób pragnie zasmakować tego cudownego sposobu na spędzanie czasu. Spędził w wytwórni muzycznej dwa lata. Widział kształtujące się talenty, łzy niepowodzenia, cierpienie z nadmiaru wysiłku i nie raz jeden słyszał obelgi ze stron trenerów. A jednak ta "amatorszczyzna" dawała z siebie nawet więcej niż on sam, wykazując się ogromną pasją i chęcią samodoskonalenia siebie.
- To jak? Pokażesz mi, co potrafisz? - zaproponował, na nowo pozwalając uśmiechowi wpłynąć na blade wargi. Chętnie popatrzyłby na taniec Rossa. Skoro tak mówi... widocznie sam musi być całkiem niezły.

_________________


Ostatnio zmieniony przez Ryota dnia Sob Sie 09, 2014 9:12 am, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ross

avatar

Liczba postów : 16
Join date : 31/07/2014

PisanieTemat: Re: Pokój nr 11   Pią Sie 08, 2014 11:30 pm

Zwrócił się w stronę chłopaka, bacznie go obserwując. Hori wyglądał naprawdę dobrze. Ross rzadko kogoś nazywał "ładnym" czy "przystojnym". Miał cholernie wysokie wymagania i mało kto się w owych kryteriach mieścił. Zaczął postrzegać Japończyka jako potencjalną konkurencje. Zastanawiał się, czy jest zajęty... Miał przynajmniej nadzieję, że nie jest typem podrywacza, jak Ross. To by mogło prowadzić do spięć, a byłoby szkoda - zwłaszcza w momencie, w którym zaczęli nadawać na tych samych falach.
Do Rossa popping pasował idealnie. Pozwalał mu wykorzystać niemalże nieskończone pokłady energii, jakie w nim tkwiły, pozwalał mu czuć, że żyje... Do najłatwiejszych nie należał, więc stanowił dla Lane swego rodzaju wyzwanie. Chodził do różnych szkół tanecznych, ale w gruncie rzeczy był samoukiem. Miał styczność ze stylami, które były dla niego wręcz banalne i "ogarnięcie" ich zajmowało mu relatywnie niewiele czasu. Z poppingiem było inaczej. Ileż potu i łez kosztowało go osiągnięcie zadowalającego wyniku! A to wciąż nie było wystarczające, dlatego nadal się w tym kierunku doskonalił.
- Imponujące - pokiwał głową z aprobatą, gdy Ryota skończył wymieniać. On zaczynał, gdy był starszy. Mama posłała go wówczas do jednej ze szkół, chcąc go rozwinąć jakoś muzycznie - gra na instrumentach go nie pociągała. A taniec od początku był tym, co go zafascynowało i fascynuje do dzisiaj. Ale mało który rodzic zaczyna rozwijać swoje dziecko w tym kierunku od wieku lat czterech...może to kontynuacja rodzinnej tradycji? - Czemu nie? Mówisz tak, jakbyś się wybierał na emeryturę. Jeżeli pociąga cię breakdance, to spróbuj kiedyś i z tym - puścił mu oczko.
Swoją drogą, ciekawe ile Hori ma lat. Raczej na pewno chodził do college, ale ciężko było Rossowi oszacować, czy jest od niego starszy czy młodszy. Cóż, na takie pytania jeszcze przyjdzie czas.
- Oczywiście, że tak - nikt nie urodził się w końcu profesjonalnym tancerzem. Sądzę jednak, że trzeba być na jakimś poziomie, jeżeli chce się swój taniec prezentować przed jakąkolwiek publiką. Owe osoby liczyły na to, że poprzez swój słaby taniec staną się popularne, czy coś. Chyba zgodzisz się ze mną, że to totalna głupota.
Taniec był w gruncie rzeczy chyba jedynym, do czego Ross podchodził naprawdę poważnie. Sam przeszedł przez niejedno w drodze do doskonalenia się, dlatego szanował tych, którzy się starali. Ale nie takie osoby, które nie miały wobec siebie żadnej pokory i sądziły, że znając podstawowe kroki mogą wzbudzać podziw. Lane mówił, że był dobry, bo przemawiały za tym lata ćwiczeń. I to, co nie każdy posiada - prawdziwa pasja. I jakiś wrodzony talent też, okej. Nie każdy urodził się po to, aby tańczyć.
Propozycję Hori'ego przyjął z uśmiechem na ustach. A może raczej uśmieszkiem, przepełnionym pewnością siebie. Podszedł do stojącego w kącie odtwarzacza muzyki. Zazwyczaj tańczył ze słuchawkami na uszach, bo niektórym głośna muzyka niestety przeszkadzała - a zwłaszcza o pierwszej w nocy. Tym razem jednak musiał odtworzyć muzykę tak, by Ryota ją słyszał - bez muzyki taniec wyglądałby przecież sucho i źle. Włączył kawałek, do którego ułożył sobie jakiś czas temu choreografię. Preferował muzykę elektroniczną do tańca i taki właśnie utwór załączył. Gdy popłynęły pierwsze dźwięki, wyraz twarzy i postawa chłopaka automatycznie się zmieniły. Cóż, właśnie przeniósł się do swojego świata. Nie koncentrował się na swoich ruchach, po prostu tańczył. Tak, jak ptak, który automatycznie macha skrzydłami w powietrzu. Jego ruchy były idealne, wyszlifowane, elastyczne i iluzoryczne. Można było odnieść wrażenie, że to nie człowiek się tak porusza. Chciał się popisać przed Ryotą, więc wybrał swój popisowy taniec. Gdy utwór się skończył, ukłonił się nisko i teatralnie, a uśmieszek na jego twarz powrócił. W oczach również mienił się rzadko spotykany blask, a na czole spływało parę kropelek potu. Opadł miękko na swoje łóżko. Przez chwilę leżał, a potem podniósł się na łokciu i spojrzał na Hori'tego.
- No, teraz twoja kolej~ - powiedział wesoło, nie kryjąc ciekawości umiejętnościami kolegi.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Ryota

avatar

Liczba postów : 18
Join date : 05/08/2014
Skąd : Shinsaibashi | Osaka | Japonia

PisanieTemat: Re: Pokój nr 11   Sob Sie 09, 2014 5:59 pm

Nie widział nic szczególnego w tym, że tak wcześnie zaczął tańczyć. Zapewne gdyby nie styczność jego rodziców z muzyką, to dopiero teraz ewentualnie rozważałby podjęcie jakiejkolwiek próby zapisania się na jakiś kurs. Poniekąd był wdzięczny swoim rodzicielom za popchnięcie go w tym kierunku. Może i mieli w tym swój interes, ale w przeciwnym wypadku prawdopodobnie skończyłby... nie... Ryota nie miał bladego pojęcia, co by robił, gdyby nie taniec.
- Wiesz... Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł, raczej nie nadaję się do breakdance'u - powiedział z nutką rozbawienia w głosie, Bóg jeden wie, czym spowodowaną. Może było to wywołane faktem, że Horigoshi miał tendencję do niszczenia wszystkiego naokoło, gdy tylko tracił koncentrację? Często nie panował wówczas nad swoim ciałem i po prostu mógł skrzywdzić siebie. I swoje otoczenie.
- Nee, to co innego. Sądziłem, że chodzi ci raczej o poziom grupy, jako uczącej się. Sam też nie lubię, gdy ludzie popisują się umiejętnościami, nie wykraczając nimi poza normy zwykłego imprezowicza - przyznał koledze rację, powoli kiwając głową. Wiele osób tańczy, aby komuś się przypodobać, aby coś tym osiągnąć. W sumie... Ryota także zaliczał się do tych osób, przynajmniej do niedawna. Tańczył, bo rodzice uznali to za słuszne. Tańczył, bo tego wymagała wytwórnia. Tańczył, bo przyjaciele twierdzili, że dodaje mu to uroku. A teraz... teraz tańczył dla samego siebie. Dla rozładowania nadmiarów energii.
Ułożył się wygodniej na łóżku, skupiając swoją uwagę na Rossie. Jego palce cicho wystukiwały rytm na kolanach, prawa stopa lekko podrygiwała w takt puszczonej muzyki. Szczerze zaskoczyła go pewność siebie chłopaka, nawet sam Ryota zwykle się wahał, zanim cokolwiek komukolwiek zaprezentował, bał się negatywnej opinii, nie lubił krytyki. A ten koleś tak po prostu, bez zbędnego gadania, wyszedł na środek. I bardzo dobrze!
Horigoshi niemalże z fascynacją przyglądał się ruchom Rossa, lekko przegryzł wargę, wodząc za nim wzrokiem. Podobał mu się sposób tańczenia szatyna - był swobodny, lekki, zupełnie odruchowy. Jak oddychanie. U Ryoty taniec wyglądał nieco inaczej.
- Nieźle! Jesteś w tym naprawdę dobry - pochwalił tancerza, klasnąwszy raz w swoje chude dłonie. Z lekkim uśmiechem patrzył, jak chłopak rozkłada się na łóżku, starając się unormować oddech.
Propozycja zatańczenia nieco go zaskoczyła. Automatycznie zwiesił wzrok, drapiąc się nerwowo po ozdobionym tatuażem karku i dość niepewnie podniósł się z posłania. U niego było całkowicie na odwrót - na co dzień był pewny siebie, roześmiany, zadziorny. Ale po wejściu na parkiet stawał się zdystansowany, nieśmiały, nieco wycofany. Wiedział, że idzie mu dobrze, ale nie był pewien co do tego, jak postrzegą to inni. I chociaż trenerzy uważali go za najlepszego w wytwórni, to jednak on dobrowolnie zgłaszał się na tańczenie w drugiej, czasem nawet trzeciej linii. Po prostu się wstydził.
- Co... Ja... Ech... No dobrze... - westchnął, czując, że cała dobra energia gdzieś z niego wyparowała. Nie lubił tańczyć przed publiką.
Stanął na środku pokoju i wyciągnął z kieszeni telefon w czarnej obudowie. Smukłe palce szybko odnalazły listę odtwarzania i po chwili zastanowienia wybrały spokojny, usypiający wręcz utwór.
Oczy miał zamknięte, spomiędzy warg wypływały ciche słowa piosenki, a nogi w końcu ruszyły się z miejsca. W odróżnieniu od Rossa - Ryota był cholernie skupiony. Nie docierały do niego żadne bodźce zewnętrzne, wyłączył się całkowicie, skoncentrowany tylko na swoich płynnych ruchach.
Perfekcja. Tyle tylko mogę powiedzieć. Posiadanie szerokiego zaplecza tanecznego jest z pewnością jego dużym atutem. Jest inteligentny i kreatywny, jego taniec przepełniają improwizacja, siła i ekspresja, jednak nie traci on na uroku i delikatności. Kiedyś powiedział, że właściwie nie chce śpiewać, że mógłby w zasadzie tylko tańczyć.
Po kilku minutach muzyka przestała grać, a Ryota stanął w miejscu ze zwieszoną głową, którą po chwili odrzucił do tyłu, przytrzymując przy tym kapelusz. Łapał oddech przez rozchylone usta i powiódł wzrokiem dookoła, odszukując spojrzeniem Rossa. Lekko się do niego uśmiechnął i powrócił na swoje miejsce, powoli oblizując spierzchnięte usta.
- Straszliwie nie lubię, jak ktoś mnie ogląda podczas tańczenia - mruknął pod nosem nieco zażenowany własnym występem. Tak, jakby właśnie zrobił coś strasznie wstydliwego.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Pokój nr 11   

Powrót do góry Go down
 
Pokój nr 11
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Pokój wizytowy
» Pokój Chemika
» Pokój Gościnny (-) - Piętro
» Pokój Wspólny
» Czerwony pokój zabaw

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Traditional Royal School :: Akademiki :: ∎ Pokoje-
Skocz do: