IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Rezydencja Waddingtona

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next
AutorWiadomość
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Pon Sie 18, 2014 6:53 pm

Czy to możliwe, by dreszcz był ciepły? To pytanie przez chwilę krążyło w myślach Richmonda, gdy poczuł falę gorąca przechodzącą przez jego ciało, a które zadrżało wyraźnie, czując, ze jest obejmowany, zaś zmysłowy szept drażni wrażliwe na dotyk ucho. To doznanie było tak zmysłowe, że odczuł je każdym skrawkiem ciała, choć na pozór można było je zaliczyć do tych przeciętnych. Jednak Dorian był inny. Wiedział, czym jest fizyczność i cielesność, w końcu nie był prawiczkiem, miał doświadczenia seksualne, choć do bogatych zapewne one nie należały zważając już na jego wiek. A mimo to poczuł to dziwne mrowienie w podbrzuszu, którego doświadczał jedynie podczas picia wina i oglądania czegoś pięknego, co wzburzyło jego duszę. Zdążył zapomnieć, że człowiek również może wywołać to uczucie, tak przyjemne, ze chciałoby się, by ono nie mijało.
Znów z jego twarzy można było wyczytać naprawdę wiele emocji. Głównie zdziwienie, lecz spowodowane reakcją własnego ciała na bliskość Gustava, gdyż na jego bladych policzkach wyraźnie odznaczyło się coś na wzór rumieńców, co chciał ukryć za włosami, lecz te były jak na złość tego dnia spięte. Lustro również było jego utrapieniem, dokładnie widział swoje odbicie oraz trzymające go w pasie dłonie, które tak szybko zostały zabrane, wraz z końcem wypowiedzianych przez hrabiego słów. A ciepło nie minęło i wprawiało szlachcica w coraz to większą konsternację.
- Wtedy możesz się spodziewać, że może kiedyś z niego skorzystam, gdyż nie wypada odrzucać zaproszeń – odpowiedział pod wpływem kłębiących się w nim w tym momencie emocji. Musiał porządnie odchrząknąć i poprawić nieco kołnierzyk, by przywrócić sobie jakiś fason.
Poprawił w charakterystyczny sposób okulary, podnosząc je za nosek środkowym palcem, pochylając lekko głowę. Gdy Waddington zniknął ponownie w łazience, Dorian przeszedł się po pokoju, pogładził dłonią delikatnie prześcieradło na materacu, na którym jeszcze przed chwilą siedział i zdumiony spojrzał na swoje odbicie. Miał wrażenie, że spogląda na obcego sobie mężczyznę, nie poznawał własnego zachowania i coraz głośniej przemawiały przez niego uśpione dawno temu pragnienia.
To było raz, podczas studiów. On był o dwa lata starszym studentem, zaś długowłosy był na pierwszym roku architektury, dopiero zaczynał się semestr. Zaczęli rozmowę od zwykłego zderzenia w bibliotece, gdy sięgali po sąsiednie książki. Minął miesiąc, kolejny, w końcu skończył się rok akademicki, a oni wciąż spotykali się w tym jednym miejscu. Młody i Richmond oczarowany elokwencją i całą prezencją kolegi nie wiedział nawet, kiedy zgodził się na pieszczotliwy dotyk, później pocałunek, a następnie, w ciemnościach na skosztowanie zakazanego owocu, który smakował lepiej, niż każde inne jabłko zjedzone przez niego dotychczas. Nigdy więcej tego nie doświadczył i był to ostatni raz, kiedy pozwolił na dotyk.
Aż do teraz, gdyż Gustav sukcesywnie naruszał jego przestrzeń osobistą, a on na to zezwalał, wręcz wyczekiwał kolejnego posunięcia mężczyzny. Gdy gospodarz wyszedł już gotowy do dalszej drogi był gotowy na udzielenie mu kolejnej odpowiedzi.
- Byś tyko nie żałował, że zgodziłeś się na spełnienie mych życzeń. Potrafią one… Zaskakiwać – nie potrafił się nie uśmiechnąć, gdy wypowiadał te zagadkowe słowa.
Prawdą było, że po właścicielu szkoły nie można było niczego oczekiwać, gdyż był w stanie zrobić najmniej przewidywalną rzecz zależnie od kaprysu, nastroju i sytuacji, w której się odnalazł.
- Już zaczynasz mi wynagradzać długie oczekiwanie, na które sam się skazałem poniekąd, gdyż nie dopytałem się, jakie panują w tym domu zwyczaje – użył za nim do jadalni w wybornym nastroju, aż do momentu, gdy lokaj zapowiedział przybycie gościa.
Dorian niemal natychmiast przeniósł zaciekawione, ale nieco niezadowolone spojrzenie na dyrektora ogromnej firmy. Przecież miał obiecany dług spacer! A teraz będzie im towarzyszyć jeszcze jedna osoba, a ta opcja nie podobała mu się i dobrowolnie sam by jej nie wybrał.
- To pańska matka – oznajmiła osoba będąca na służbie u hrabiego i z pełnym szacunku pokłonem wycofała się do holu, gdzie dało się usłyszeć już kobiecy głos, na wpół zadowolony, na wpół z pretensjami, które tyczyły się… Pokoju.
Długowłosy nie wiedział, czym jest instytucja matki, gdyż ta zmarła przy jego porodzie, albo jakoś niedługo potem, sam już dobrze nie pamiętał, dlaczego tej ważnej w życiu każdego dziecka kobiety po prostu nie było. Liczył się jedynie fakt, że nigdy nie doświadczył matczynej miłości, dlatego też, gdy usłyszał głos rodzicieli swojego szanowanego towarzysza, dostał tak zwanej gęsiej skórki. Niemal natychmiast zasiadł sztywno na swoim krześle, dumnie prostując. To nie była jakaś tam dama. To była Pani Waddington, a zwykłe tosty z masłem, zażądane wcześniej przez mężczyznę na śniadanie, powoli stygły.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Wto Sie 19, 2014 12:58 am

Odpowiedź Doriana co do zaproszenia, choć nieskonkretyzowana, ponieważ obecne w niej były słowa może i kiedyś, z początku nieco zaskoczyła, następnie ucieszyła, a na sam koniec zmusiła do poważnych refleksji. Jeśli się zdarzy, że długowłosy znajdzie się w sypialni gospodarza pewnej nocy i zdecyduje się położyć w jego łóżku, to czy będzie świadom konsekwencji tej decyzji? Akceptacja podobnego zaproszenia jest poniekąd równoznaczna ze zgodą na obcowanie z drugim człowiekiem i to w sposób jak najbardziej dogłębny. Waddington nie ukrywa swojego zafascynowania jego osobą – każdym słowem i gestem pokazuje, że chce się do niego zbliżyć jeszcze bardziej. Przecież nie obejmowałby pierwszego lepszego mężczyzny, nie czyniłby żadnych dwuznacznych uwag, nie spełniał każdej zachcianki. Ale przede wszystkim nie zaprosiłby pod swój dach człowieka, wobec którego żywiłby jedynie drobną sympatię. Richmond jest wyjątkowy, na co wskazuje choćby fakt, że jest jedyną osobą od dobrych kilkunastu lat, która została zaproszona w te skromne progi. Poza służbą i właścicielem posiadłości raz na jakiś czas można tu zobaczyć nestorkę rodu oraz jej młodszego syna. Ich wizyty są akurat dość rzadkie, dlatego też wnoszą wiele świeżości do pałacu.
Po wyjściu z łazienki mógł wysłuchać kolejnych słów wypadających z ust rozmówcy, lecz tym razem zabrzmiały one nie jak słodka obietnica, tylko jak przestroga. Jednak Gustava nic nie mogło zniechęcić do spełniania życzeń Doriana. Ten mężczyzna wart był drobnych poświęceń, pewnych kompromisów i nie tak wielu wyrzeczeń. Zazwyczaj zapracowany dyrektor RoboticsUNION zminimalizował ilość swych obowiązków, aby tylko móc miło spędzać czas ze swym gościem. Rzecz jasna nie działa bezinteresownie, w końcu sam czerpie wiele korzyści z przebywania w towarzystwie tego konkretnego mężczyzny.
- Uwierz mi, na pewno nie będę żałował.
Gdy znaleźli się w jadalni i zajęli dogodne dla siebie miejsca – Gustav jak zwykle zajął te u szczytu stołu – zjawił się lokaj z zapytaniem, co ma zostać podane. Hrabia poprosił o cokolwiek, byleby było lekkie, Dorian zaś zdecydował się na tosty, przynajmniej na dobry początek. Ale po chwili służący umknął, gdy okazało się, że w posiadłości zawitał gość. I to nie byle jaki gość, ale o tym gospodarz miał się dowiedzieć chwilę później. Najpierw jednak musiał się zmierzyć z niezadowolonym spojrzeniem Richmonda, który wyczuł, że z ich spaceru zapewne nic nie wyjdzie. Od jego rozczarowania uratował go lokaj z informacją, iż przybyła matka hrabiego. Blondyn bez namysłu odszedł od stołu, kompletnie nie przejmując się jajecznicą, której nawet nie zdążył skosztować. Najwyżej zje ją zimną, choć nie będzie to najmilsze doznanie.
- Wybacz, muszę powitać moją najdroższą rodzicielkę.
Dobrze słyszał w jadalni uwagi matki na temat tego, co sądzi o tym, iż ktoś obcy zajął jedną z sypialni należącą do rodziny. Z pewnością cieszyła się z faktu, że w posiadłość przebywa mężczyzna, który zapewne nie jest obojętny jej synowi, aczkolwiek nie mogła pozwolić, aby ktoś odbierał jej ulubiony pokój. Na całe szczęście nie kontynuowała tego tematu, ponieważ zaraz zjawił się przy niej ukochany syn. Gustav objął ją ostrożnie i ucałował jej skroń troskliwie na powitanie.
- Witaj, mamo.
- Dobrze wyglądasz, Gustavie – zwróciła się do swej pociechy i pogładziła swe dziecię po policzku. – Przepraszam, że wpadła bez uprzedzenia, ale stęskniłam się za tobą. No i czasem muszę do ciebie wpaść, bo ty sam własnej matki już nie odwiedzisz.
- Mamo, mam dużo…
- Nie wykręcaj się pracą. Lepiej zaprowadź mnie do jadalni i zapoznaj ze swoim partnerem. To musi być naprawdę uroczy człowiek.
Hrabia w całym swym rozbawieniu zaśmiał się pod nosem serdecznie i znów objął kobietę. Użyczył jej swego ramienia i zaprowadził do małej jadalni, gdzie Dorian siedział prosto, jakby połknął przed chwilą kij. Dziwnym trafem Waddington nie wyprowadził matki z błędu, chciał zobaczyć, jak wykaraska się z opałów Richmond. Biedak, tak niespodzianie przyjdzie mu zmierzyć się z kobietą, która uznała go za wybranka swego syna.
- Mamo, poznaj Doriana Richmonda – zwrócił się do niezwykle bliskiej mu osoby z uśmiechem. – Dorianie, oto moja mama, Margaret Waddington. Skarb, nie kobieta.
Ujął dłoń matki, uniósł do ust i ucałował jej wierzch z czułością. Zaraz odsunął jej jedno z krzeseł, tak, aby zasiadła tuż obok niego, a naprzeciwko architekta. Kobieta szybko poprosiła o jajko na miękko oraz grzankę. Gus powrócił na swoje miejsce, po czym objął spojrzeniem postać długowłosego. Na pewno obecność trzeciej osoby nieco go skrępowała, ale nie musi się niczym martwić, najważniejsze, aby pozostał sobą.
- A więc, czym się zajmujesz, Dorianie?
Pytanie padło tak nagle i to już na początku znajomości. Gustav chrząknął cicho i posłał rodzicielce karcące spojrzenie. Dla niego była to nowa sytuacja, bo jeszcze nigdy nie dane mu było przedstawić matce mężczyzny, którym byłby zainteresowany. Sytuacja była też jeszcze bardziej nietypowa, ponieważ nie jest z Richmondem w żadnym związku.
- To chyba dobrze, że chcę wiedzieć jak najwięcej o twoim przyjacielu.
Ostatnie słowo musiała zaakcentować. Choć akceptowała odmienność syna, wciąż nie mogła pogodzić się z tym, że ten nie da jej wnuków. Pozostawała jeszcze nadzieja w postaci młodszego syna, aczkolwiek i tutaj pojawiały się już pewne problemy. Chociaż na ślubie jednego syna chciałaby się znaleźć.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Wto Sie 19, 2014 5:37 pm

Jak powinien się zachować, co powiedzieć, czy miał wstać? Wyciągnąć dłoń? Pomóc usiąść, może odsunąć krzesło? A jeżeli będzie musiał zabawić kobietę jakoś? Do jakiego żartu miał się odnieść, jakiego słownictwa używać? Czy wypadało mu w ogóle się odzywać, pytać, oddychać?
Wpadł w panikę, gdy Gustav wyszedł. Ta dama równie dobrze mogłaby być i jego matką, nigdy nie rozmawiał z osobą jej pokroju w bardziej prywatny sposób. Owszem, zdarzały się klientki w podobnym wieku, lecz wtedy nie miał problemów, gdyż odzywali się do siebie jedynie na płaszczyźnie zleceniodawca-wykonawca. Ta sytuacja była całkiem odmienna. Pani Waddington był matką, rodzicielką, piastunką, powierniczką, znała mężczyznę od małego, zmieniała mu pieluchy, karmiła, widziała jego wzloty i upadki. A kim on był? Gościem w tym murach, może nawet i nieproszonym w jej oczach?
Wstał, by pokłonić się lekko, gdy tylko wrócił gospodarz z towarzyszącą mu u boku prawdziwą diwą. Kobieta w podeszłym już wieku była pełna energii i zachowała swą urodę, a zmarszczki wokół ust i oczu dodawały jej jedynie uroku, lecz nie przyćmiewały jej blasku. Gdy tylko ważna pani w życiu dyrektora firmy RoboticsUNION zasiadła, Dorian pozwolił sobie na ten sam czyn – tak nakazywały mu maniery, lecz nie spodziewał się, że od razu usłyszy pytanie tyczące się jego osoby. Posłał nieco zdziwione spojrzenie hrabiemu, lecz równie szybko się rozluźnił, co spiął. Oparł łokcie o blat, splótł ze sobą palce dłoni i położył na nich brodę, spoglądając prosto w ciągle piękne oczy Margaret.
- Jestem architektem z dodatkową specjalizacją projektanta wnętrz. Okazjonalnie zajmuję się inżynierią lądową, aczkolwiek posiadam wszelkie uprawnienia i w tym zakresie – odparł z pełną swobodą, pozwalając sobie na ciepły uśmiech. Gustav również poznał w tym momencie, kim naprawdę była osoba, którą śmiał się zainteresować, z wzajemnością trzeba by napomnieć. – I muszę sprostować jedno z pani słów – powiedział z szacunkiem, nieznacznie poprawiając okulary. – Z panem Waddingtonem znamy się można by rzec od kilku dni, zaledwie trzech, więc wątpię bym zdążył zyskać miano przyjaciela, aczkolwiek mam nadzieję w przyszłości ten tytuł uzyskać, nie będę udawał, że nie - spojrzał też na Gustava, jakby spodziewał się dostrzec reakcję na jego twarzy.
Konfrontacja z matką jasnowłosego okazała się być mniej przerażająca, niż zakładał to z góry. Jednak to dziwnie zaakcentowane słowo dało mu do zrozumienia, że kobieta uznała go za kogoś bliskiego jej synu. Być może partnera? Dlaczego to słowo mu się tak spodobało i doszedł do wniosku, że w owej sytuacji nawet m się podoba? Mógłby poudawać, że fatycznie nim jest, lecz nie chciał tworzyć niepotrzebnych iluzji, którymi w przyszłości mógłby się niepotrzebnie karmić.  A jak na szczerego człowieka przystało nie omieszkał się być cicho.
- Pani przybycie zniweczyło me chytre plany, mające na celu wykorzystanie pani syna we własnym interesie. Jeszcze niedawno zgodził się spełnić me zachcianki – być może kopał właśnie grób pod sobą, a może wciągał do niego właśnie Gustava.
Nie potrafił się jednak powstrzymać przed pewnymi dwuznacznościami. Był sobą, co z pewnością zostanie docenione przez mężczyznę. Niespodziewanie Richmond zaklaskał na lokaja.
- Jhon – nie wiedział, jak ten ma na imię, lecz każdego majordomusa nazywał właśnie w ten sposób. – Wybiła dziewiąta. Oczekuję herbaty ze świeżą śmietanką oraz cynamonowym ciasteczkiem – znów ten nieszczęśliwy słodycz, o którym architekt wspominał już niegdyś w biurowcu należącym do firmy hrabiego.
Co gorsze oczekiwał, że wszystko zostanie mu podane na srebrnej tacy niemal w tej samej chwili, w której złożył swe zamówienie. Czyżby zamierzał pokazać swe humorki przy pani tego domu? Niewątpliwie było to prawdopodobne.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Sro Sie 20, 2014 12:04 am

Pytanie kobiety najwidoczniej nie uraziło cennego gościa hrabiego, choć nie było ono zbyt uprzejme. Bezpośredniość rodzicielki z całą pewnością przełamała atmosferę niezręczności, ale o wiele bardziej rozsądnie byłoby wybadać grunt poprzez formułki grzecznościowe. Ale Margaret Waddington raczej nie myślała o podobnych gierkach, ponieważ wciąż wydawało jej się, że ma do czynienia z partnerem swego syna. W tym przypadku płeć nie była dla niej istotna, po prostu musiał przeprowadzić drobne śledztwo, aby poznać wszelkie walory przyszłej synowej. Jak każda kochająca matka nie odda własnego dziecka byle komu.
Mężczyzna udzielił odpowiedzi, która usatysfakcjonowała kobietę. Od zawsze wysoko stawiała wykształcenie, zwracała uwagę na wychowanie i pochodzenie, jednak to ostatnie dziwnym trafem nie odgrywało dla niej tak kluczowej roli. Teraz przynajmniej wie, że ma do czynienia z człowiekiem, który ma przed sobą konkretną przyszłość dzięki wyuczonemu zawodowi. Z uwagą obserwowała rozmówcę, zwłaszcza przy jego sprostowaniu, które nieco ją zaskoczyło. Przeniosła pytające spojrzenie na syna, jednak Gustav udał, że tego nie spostrzegł, ponieważ sam skupił się na Dorianie. Nie mógł ukryć, że spodobało mu się to wystąpienie. Architekt wyszedł obronną ręką z tej konfrontacji. Jego szczerość zrobiła wrażenie i to jak najbardziej pozytywne, pomimo drobnego zaskoczenia, które tej prawdomówności towarzyszyć musiało.
- A myślałem, że to ja będę zabiegał o twoją sympatię – odparł na słowa Richmonda z subtelnym uśmiechem na ustach. Ujął dłoń matki i kciukiem gładził jej wierzch. Rzadko zdarza mu się być tak czułym i chyba tylko w obecności najbliższych potrafi pozwolić sobie na tak uczuciowe gesty. Cóż, musiał jakoś okazać matce swoje przywiązanie, w końcu tak dawno się nie widzieli. Również winien był jakoś ją uspokoić podczas tej zaskakującej rozmowy.
Kolejna wypowiedź długowłosego już nie zachwyciła tak bardzo pani Waddington. Na samą wzmiankę o wykorzystaniu jej syna spoważniała i nabrała jakiegoś dystansu. Sama odczuła, że jej wizyta okazała się wyjątkowo niepożądana, mimo to nie zamierzała opuścić pałacu zbyt szybko. Tak jak pierwotnie planowała, pozostanie tu kilka dni, aby upewnić się, że wszystko jest w porządku.
- To niepodobne do mojego syna – zaczęła spokojnie, zabierając się za swoje śniadanie, gdy tylko pojawiło się ono przed nią. - Przez ostatnie parę lat to tylko jego zachcianki są spełniane.
- Cóż za niesprawiedliwa ocena – odparł szybko w swej obronie główny zainteresowany. - Czy nie zadbałem także o twoje marzenia, mamo?
- Nie mogę zaprzeczyć, ale to naturalne, w końcu jestem twoją matką.
Tymi słowami zakończyła ten wątek, znów skupiając się na osobie Doriana, gdy ten wypowiedział swoje żądanie. Osobnik ten już dobrze zadomowił się pod tym dachem i nie byłoby to dla niej tak dokuczliwe, gdyby nie fakt, że teoretycznie jest obcą osobą zarówno dla niej, jak i dla jej syna. Lecz nie podjęła się próby utemperowania go, wolała raczej grzecznie znosić podobne fanaberie z jego strony, aby tylko nie zranić uczuć Gustava. Hrabia zaś obawiał się tego, że właściciel Traditional Royal School zbyt szybko pokaże kobiecie swoje mnie przyjazne oblicze, w końcu potrafi reagować zbyt gwałtownie. Dobrze więc, że lokaj szybko wyczuł, że to do niego zwrócił się gość, dzięki czemu od razu czmychnął do kuchni, aby wydać kucharce polecenie przygotowania herbaty i ciasteczka.
- Jest pan kawalerem - stwierdziła szybko, rzucając uważne spojrzenie Richmondowi. - To nic złego w dzisiejszych czasach.
- A po czym to wywnioskowałaś?
- Kiedy jest się w związku, nie ma się zbytnio czasu i okazji na pomieszkiwanie u znajomych.
To był ciekawy wniosek, jednak Gustav nie opatrzył go żadnym komentarzem, przede wszystkim dlatego, że zwrócił uwagę na przyniesioną w porcelanowej filiżance herbatę oraz na porcelanowym talerzyku cynamonowe ciasteczko. Niecierpliwie oczekiwał reakcji mężczyzny, gdyż wiedział, że może być ona różna. Zwyczajnie nie wiedział, czego ma się spodziewać.
- A co pan porabia w wolnych chwilach?
Matka Waddingtona znów musiała rozpocząć ten niezbyt komfortowy dla wszystkich wywiad.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Sro Sie 20, 2014 5:23 pm

Nie wybuchł, był spokojny, uprzejmy, nie awanturował się, a gdy tylko przyniesiono mu wymarzoną herbatkę, pięknie się uśmiechnął i podziękował uprzejmie za fatygę. Przez chwilę podziwiał filiżankę, w której mu podano napój, trafnie określając, z którego roku ona pochodzi. Dolał śmietanki i wymieszał wszystko dokładnie. Zamoczył ciasteczko i ugryzł je z wielkim smakiem, najwyraźniej brakowało mu tych małych przyjemności, będących stałym elementem w rozkładzie dnia.
Dorian spojrzał na mężczyznę siedzącego obok i posłał mu delikatny, aczkolwiek subtelny uśmiech, by się tak nie martwił. Najwyraźniej Richmond wiedział, jak należy się zachowywać, a nie miał zamiaru przynieść wstydu ani sobie, ani tym bardziej hrabiemu, gdyż był jedynie jego gościem. Poniekąd też zależało mu na akceptacji kobiety, choć nie wiedział dokładnie skąd to uczucie się wzięło. Przecież nie zależało mu na jej zdaniu, a może było wręcz przeciwnie? Okazywał w końcu jakieś zainteresowanie jej latorośli, a każda matka dba o interesy swych dzieci.
- O sympatię powinny zabiegać obie strony, wtedy jest to pełen związek – mruknął nieco ciszej w kierunku jasnowłosego.
Dlaczego użył tego ostatniego słowa – nie wiedział, ale wydało mu się ono najbardziej adekwatne w owej chwili, coraz częściej też docierała do niego świadomość, że zachowuje się przy Gustavie w zupełnie odmienny sposób i nie traktuje go jak zwykłego znajomego. Na słowa kobiety zaśmiał się serdecznie.
- Śmiem twierdzić, że pani wnioski są daleko idące, lecz trafiła pani w sedno. Jestem kawalerem. Choć gdybym miał żonę, bądź partnera, to i tak czekałaby nas zapewne rozłąka z racji na mój rodzaj pracy i fakt, że często musze podróżować po całym świecie, a swój dom mam w Sydney – zdradził jej kolejne informacje tyczące się jego osoby. – Choć kto wie, czy ktoś mnie nie usidli pewnego dnia?
Były to fakty, o których wiedział niemal każdy, dlatego mógł też je zdradzić. Wyraźnie jednak analizował każde ze swych słów, ważył ich znaczenie, by przypadkiem nie powiedzieć czegoś więcej, niż by chciał. Poniekąd odpowiadał na te pytania, bo chciał dać się poznać, nie tyle, co Margaret, ale i samemu Waddingtonowi. Poznając kolejne fakty z prywatnego życia Doriana, hrabia mógł się w każdej chwili wycofać z dalszego kontaktowania się z nim w jakikolwiek sposób. A mimo to miał nadzieję, że nie odepchnie od siebie dyrektora firmy, poprzez swoje niefortunne słownictwo.
Poczuł się wyjątkowo, gdy dowiedział się od rodzicielki Gustava, ze ten nie przywykł do spełniania życzeń innych osób, a jak do tej pory spisywał się wręcz śpiewająco, zaspokajając potrzeby szlachcica. Jednak gdy długowłosy usłyszał kolejne z pytań, musiał aż odstawić filiżankę z herbatą.
Cóż on robił w wolnych chwilach? Przymknął aż oczy rozważając nad odpowiedzią.
- Nie posiadam za wiele chwil wolnych, więc każdą staram się wykorzystać w wyjątkowy sposób – w tym momencie spojrzał w oczy kobiety. – Chociażby teraz zajęty jestem rozmową z uroczą damą oraz jej nietuzinkowym synem – brzmiało to, jakby chciał powiedzieć „godnym zainteresowania”, lecz tego typu sformowania nie wypadało mu w obecnej sytuacji użyć. – Lubię również posiedzieć w fotelu z kieliszkiem wina oraz dobrą lekturą, jak i zwiedzać nietypowe miejsca w towarzystwie inspirujących ludzi – pod tym względem był chodzącą zagadką. Choć udzielił dość wyczerpującej odpowiedzi, to ciągle nie zdradził niczego nadzwyczajnego. Chciał, by Gustav sam odkrył, co go pasjonuje, nie miał zamiaru podawać mu wszystkiego na przysłowiowej tacy, aczkolwiek to ułatwiłoby wiele.
- Jeżeli moja obecność tutaj będzie w jakikolwiek sposób dla pni rażąca, to proszę mi to powiedzieć. Jesteśmy dorosłymi ludźmi – padły w końcu grzecznościowe słowa, lecz znający już Richmonda gospodarz domu mógł wiedzieć, że jego szanowny gość nie da się tak łatwo wyprosić.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Sro Sie 20, 2014 8:07 pm

Na podobne przesłuchanie było zbyt wcześnie, zwłaszcza, że znajomość panów tak naprawdę dopiero się zaczęła. Zachowanie kobiety można tłumaczyć troską o syna, jednak to w żaden sposób nie usprawiedliwia tej dociekliwości, której Gustav nie powinien pobłażać. Prawdopodobnie szybko przerwałby to całe dochodzenie, gdyby nie to, że sam chciał się dowiedzieć czegoś więcej o Richmondzie. Również był ciekaw jego reakcji, choć z drugiej strony obawiał się ich, w końcu Dorian skłonny był do jakże nieprzemyślanej gwałtowności. Po prostu dawał upust emocjom, co nie przez wszystkich było akceptowane, a do takich osób należała pani Waddington. Sama nigdy nie dawała się ponieść uczuciom, przede wszystkim dlatego, że już od małego wpajano jej rozsądne podejście do wszystkiego, zwłaszcza do małżeństwa. Może i nie miała najszczęśliwszego życia przy boku męża, którego wybrali jej rodzice, aczkolwiek żyła na poziomie, otoczona ludźmi o tym samym statusie.
W duchu odetchnął z ulgą, gdy herbata przygotowana prze kucharkę okazała się odpowiednio przygotowana. Również ciasteczko spełniało jego wymagania. Kiedy usłyszał zdanie wypowiedziane przez Doriana i skierowane do jego osoby, uśmiechnął się kącikami ust w odpowiedzi, w ten sposób grzecznie kończąc tę kwestię. Zwyczajnie nie chciał rozprawiać na podobny temat przy stole podczas śniadania, ale przede wszystkim wolał podobny temat omówić w cztery oczy. To byłoby krępujące, gdyby musiał adorować długowłosego w obecności własnej rodzicielki. Dziwnym trafem mógłby uwodzić Doriana na oczach służby, zapewne dlatego, że zdanie osób pracujących pod tym dachem nie za bardzo go obchodziło, gdy wychodziło poza ich obowiązki. Poza tym, nie usłyszałby z ich strony żadnego komentarza.
Pytanie, które wypadło z ust Doriana, zaintrygowała hrabiego, jednak mężczyzna próbował ukryć ten fakt, aby nie zdradzić się przed nikim ze swoimi odczuciami. Wydawało mu się, a może tylko się łudził, iż kwestia ta w dużej części zależy właśnie od niego. Zaczął intensywnie rozmyślać o tym, w jaki sposób mógłby zatrzymać go przy sobie, jednak szybko musiał przerwać rozmyślania, bo jego matka znów zapragnęła przepytać biedaka z interesujących ją kwestii.
- Sydney – powtórzyła z lekkim przejęciem. – A często pan bywa w Londynie?
Gustav doskonale wyczuł, o co też chodzi jego wspaniałej rodzicielce. Dorian wywarł na niej dość dobre wrażenie, aczkolwiek nie byłaby gotowa oddać mu swojego syna, zwłaszcza, że mogłoby się to wiązać z wyjazdem ukochanego dziecka do Australii. Oczywiście, podejrzenia kobiety za bardzo wybiegały w przyszłość, która to samemu hrabiemu wydała się niebywale odległa i jeszcze bardziej nierealna. Z chęcią odwiedzi Richmonda w jego domu, mimo to nie obiecywał sobie zbyt wiele po podobnej podróży.
- Czyżbyś chciał przekupić moją matkę komplementami? - spytał z lekkim rozbawieniem, po wysłuchaniu jego kolejnej wypowiedzi, która to tyczyła się miłego towarzystwa. - W moje łaski nie musisz się wkupywać.
Posłał mu delikatny uśmiech. Po chwili skończył jajecznicę, tak samo jak Margaret jajko na miękko i grzankę. Wszyscy byli zadowoleni, skoro mogli rozkoszować się smakowitym jedzeniem. I rozmowa okazała się dość przyjemna, choć może żadne z nich nie mogło czuć się w pełni swobodnie.
- Skąd pomysł, że pana obecność będzie dla mnie rażąca? Proszę się tu czuć jak u siebie.
Kobieta wstała od stołu, wtedy też Gustav podniósł się i spojrzał na nią z wdzięcznością. Doskonale wyczuła, że mają już plany na ten dzień, w których to nie została uwzględniona. Grzecznie przeprosiła ich i ruszyła wraz z lokajem do jednego z rodzinnych pokoi, jakby wcale nie przejmując się faktem, iż jej ulubiona sypialnia została zajęta przez kogoś innego. Musiała jakoś przyjąć to do wiadomości. Szybko się pogodziła z taką istotą rzeczy.
- Udamy się na spacer?
Obiecał mu, że po śniadaniu przejdą się po parku i zamierzał dotrzymać słowa. Nie czekał na odpowiedź zbyt długo, po chwili ruszył do jadalni i otworzył jedno z ogromnych okien, które spełniało też funkcję drzwi prowadzących na taras. Gustav stanął przed żwirową ścieżką prowadzącą ku ścianie drzew.
- Mam nadzieję, że nie uraziła cię dociekliwość mojej matki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Czw Sie 21, 2014 5:51 pm

Atmosferę przy śniadaniu można było zdecydowanie uznać do tych udanych i przyjemnych i nic nie było w stanie w tym momencie popsuć owej sielanki. Richmond nie przyniósł wstydu, nie odsłonił się przed kobietą od tej swojej kapryśnej i mało sympatycznej strony, pozwalał sobie na bycie w pełni Dorianem Jr. jedynie w obecności Gustava, bez postronnych, ważniejszych osób.
Długowłosy obserwował bacznie kątem oka obiekt swoich zainteresowań, chciał wiedzieć, w jaki sposób odbiera jego słowne aluzje i czy w ogóle na nie reaguje. Nie zawiódł się, gdyż dostrzegał błysk w oku, delikatną zmianę w mimice, gdy hrabia rozważał zadane przez niego, niby to retoryczne, pytanie. Uśmiechnął się po raz kolejny w subtelny sposób, jakby zjadł przepyszne ciastko ze słodkim kremem. Szybko jednak wrócił do owej rzeczywistości, którą była śniadaniowa pogawędka z panią Waddington.
- W Londynie jestem pierwszy raz od wielu lat, aczkolwiek sercem jestem tu ciągle. Pewna sytuacja życiowa zmusiła mnie do opuszczenia naszego kraju, lecz z wielką przyjemnością wróciłbym na rodzinne tereny – było to nadzwyczaj szczere wyznanie i płynęło ono z głębi serca. Większego patrioty należało zapewne szukać wśród fanatyków, lecz sam Dorian był w pełni świadom zalet i wad Wielkiej Brytanii, dlatego też mógł ją kochać w pełni. – Wszystko zależy jednak od stanu szkoły, która jest w moim posiadaniu. Jeżeli będzie dalej sobie dobrze radziła, to będę mógł wrócić – brakowało tu jeszcze stwierdzenia, które to zaraz dopowiedział z przyjemnym dla ucha śmiechem. – O ile nic nie przykuje tutaj mej uwagi.
Mimo wszelkich uprzejmości posiłek był nadzwyczaj długi i wymagał od Doriana wiele samokontroli, by nie podpaść swoim zachowaniem rodzicielce swojego gospodarza. Pożegnał damę, również wstając od stołu i wzdychając dość ciężko, gdy ta zniknęła za drzwiami.
- Odzwyczaiłem się od kobiet, zdecydowanie – powiedział bardziej do siebie, niż do mężczyzny, który to już podszedł do drzwi prowadzących na taras, a dalej na ogród.
Zaciekawiony szlachcic podszedł powoli, wychylając w pierwszej chwili jedynie głowę, niczym dziecko, które ma zamiar odkryć nowe tereny do zabawy. Uśmiech nie schodził z twarzy szarookiego, szturchnął swoim brązowym pantoflem małe kamyczki, które miały im posłużyć za ścieżkę.
- Wygląda niczym rzeka, mieni się błękitem i wije delikatnie wśród toni zieleni, jaką jest trawnik – zapewne był jedną z nielicznych osób, które w ten sposób widziały z pozoru zwykły kawałek ziemi pokryty trawą oraz żwirem. – Nie, nie uraziła. Jej ciekawość była uzasadniona, aczkolwiek cieszę się, że nie musiałem odpowiadać na większą ilość pytań – odparł zadowolony z faktu, iż wyszli z domu.
Uwielbiał architekturę, przebywanie wśród starych murów, lecz to z ogrodami miał te najmilsze wspomnienia. Gdy był dzieckiem uwielbiał książkę, którą znał niemal na pamięć. Opowiadała historie dzieci mieszkających w ogromnej posiadłości, do której to przylegał kawałek ziemi otoczonej murem, gdzie nie można było wchodzić. Zafascynowany bajką odwiedzał wiele ogrodów – często sam, innymi razy w towarzystwie przyjaciela, gdzie przeżywał niezapomniane przygody. Tym razem miał zamiar odbyć kolejną u boku dorosłego mężczyzny, samemu będąc już osobą w kwiecie wieku.
Szli ramię w ramię, a głowa Richmonda obracała się w każdym kierunku, chłonął zakamarki tego miejsca, choć na razie nie miał zbyt wielu powodów do zachwytu. Zapowiadał się przepiękny, słoneczny dzień, choć nie było jeszcze za gorąco, a same promienie dawały kojące ciepło. Niebo pozostawało bezchmurne. Szlachcic uchwycił dłoń swojego towarzysza i pociągnął go na zielone łany, stali w pełnym słońcu, gdy nagle padło kolejne żądanie.
- Zgaś światło - powiedział na tyle pewnie, jakby to było naprawdę możliwe.
Jego życzenia były naprawdę ekscentryczne, lecz możliwe do wykonania. Nigdy nie prosić o nic, czego sam nie mógłby zrobić. Był niemal pewny, że dyrektor odgadnie jego zamiary.
Jego zdziwienie było ogromne, gdy zamiast ujrzeć, że blondyn zamyka oczy, to zauważył ciemność, podczas gdy to jemu przysłonięto widok. Już miał zamiar zaprotestować, ze Gustav niszczy jego wizję, niespodziankę, lecz nie mógł, a nawet nie chciał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Czw Sie 21, 2014 8:38 pm

Być może rodzicielka hrabiego niezbyt wsłuchiwała się w słowa rozmówcy, jednak on sam starał się skoncentrować na każdym zdaniu, aby wyłapać te, które mogłyby go najbardziej zainteresować. Kilka z nich było niesprecyzowanymi obietnicami, a te przynosiły nadzieję na to, że być może będzie w stanie zatrzymać Doriana przy sobie i przekonać do zamieszkania w Londynie. Podobne myśli już rodziły się w jego głowie, choć nie do końca powinny, w końcu ich relacja dopiero zaczęła dojrzewać. Właściwie, nawet daleko jej do dojrzewanie, kiedy dopiero zaczynają się poznawać. Jak można chcieć zatrzymać przy sobie prawie obcego człowieka? Najwidoczniej można. Samo podobieństwo między nimi, które jest skutkiem ich pochodzenia, sprawiało, że Gustav nie potrafił przyjąć do wiadomości, że Richmond mógłby być z dala od niego. Rozumieli się jak mało kto, więc grzechem byłoby zmarnować tę znajomość.
Kiedy obaj znaleźli się na zewnątrz, mogli całkowicie skupić się na sobie, z dala od ciekawskich pytań pani Waddington. Choć kierowała nią troska o syna, to nawet jej dziecko nie było zadowolone z faktu, iż zaproszony przez niego gość musiał czuć się niekomfortowo pod jego dachem. Postanowił, że wynagrodzi mu tę ogromną nieprzyjemność własnym towarzystwem oraz jakimiś drobnymi atrakcjami, w końcu jest pełno zajęć w posiadłości. Sam spacer po parku jest w stanie zachwycić. Długowłosy od razu dostrzegł piękno skromnej ścieżki pokrytej żwirem, więc i labirynt zieleni będzie musiał go zachwycić.
- Dalej, pomiędzy drzewami, w pięknym zagajniku, kryje się fontanna. Nigdy nie było w niej wody, a teraz jest porośnięta mchem, jednak pięknie wygląda. Teraz przynajmniej prowadzi do niej ścieżka. Do lasu pokryta jest żwirem, a od linii lasu drewnianymi belkami.
Odetchnął z ulgą, kiedy zdobył odpowiedź na swoje pytanie. Zatem nie musi się już tak bardzo martwić, najwidoczniej mężczyzna był w stanie zrozumieć motywy jego matki. Ale już więcej o tym nie rozmyślał, ponieważ miał o wiele przyjemniejsze kwestie do obmyślenia. Towarzysz spaceru, który to dopiero się zaczął, wyciągnął go na środek prostego ogrodu, którego chlubą był prosto ścięty trawnik, dzięki czemu mógł poczuć jak na razie delikatnie promienie słoneczne. Następnie padły słowa, które szlachcica zaskoczyły. W pierwszej chwili myślał, że są one żartem, lecz pewność obecna w głosie rozmówcy jasno sugerowała, że zostały one powiedziane na poważnie. Dlatego też Gustav zdjął okulary z oczu Doriana i na chwilę schował do tylnej kieszeni jeansów, następnie, zakrył mu oczy dłonią. Zaraz stanął za jego plecami, do których przylgnął torem, a drugą dłonią błądził po jego torsie. Pochylił się nad długą szyją i przesunął po niej nosem, następnie złożył na niej pocałunek, a wilgotny ślad po nim potraktował ciepłym oddechem. Palcami zahaczył o guzik koszulki architekta. Chciał pieścić jego bladą skórę, jednak w tej chwili wydawało mu się to kompletnie niemożliwe. Nierealne pragnienia, to właśnie ono było torturą dla jego umysłu.
Wreszcie odsłonił mu oczy, również odsunął się od niego, by wreszcie stanąć przed nim i ostrożnie założyć mu okulary, aby ponownie znalazły się na należnym im miejscu. Dłońmi otulił gładkie policzki mężczyzny, jednak trwało to ulotną chwilę, ponieważ zaraz zabrał je w obawie, że podobny gest nie zostanie przyjęty tak entuzjastycznie, jakby chciał. Uśmiechnął się przyjaźnie i pochwycił smukłą dłoń właściciela szkoły, aby wciągnąć go do parku, gdzie będą mogli rozkoszować się wszechobecną zielenią. Drewniana ścieżka miała ich doprowadzić do pięknego zakątka.
- Twoja obecność jest kojąca – wyznał szeptem, poniekąd mając nadzieję, że może jego słowa zaginą w powietrzu i nie dotrą do uszu Doriana. Nigdy nie przyszło mu mówić podobnych rzeczy drugiej osobie spoza rodziny. Obdarzał takimi słowami brata i matkę, ale jeszcze ani razu nie zaangażował się w żadną relację na tyle, aby mówić o swoich odczuciach, a co dopiero emocjach.
- Ogród nie jest zbyt bogato przystrojony, ale wszyscy zaniedbywali tę kwestię, uwagę poświęcając lasowi. Dlatego mam nadzieję, że coś z tym zrobisz, o ile masz ku temu chęci. Architektura krajobrazu to inna dziedzina, ale tylko twojemu zmysłowi estety mogę zaufać.
Zajrzał w jego szare oczy, przy czym przysunął się do niego bez większego namysłu. Mógłby w tej chwili wpić się w jego wargi, jednak nie zrobił tego. Zbyt gwałtownym pocałunkiem mógłby go spłoszyć, czyż nie?
- Jeszcze przed nami kawałek drogi, ale widok jest warty takiej odległości.
Znów ruszył z nim ramię w ramię, nie wypuszczając jego dłoni z uścisku nawet na chwilę. Chciał się nacieszyć bliskością, póki ma ku temu okazję. Po jakimś kwadrancie, który minął im na opowiadaniu przez Gustava historii dotyczących lasu, dotarli na miejsce. Ich oczom ukazała się kamienna fontanna, która w dużej mierze porośnięta była mchem i bluszczem. Do leśnego zagajnika wpadały promienie słoneczne, które oświetlały fontannę.
- Podoba ci się?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Pią Sie 22, 2014 6:14 pm

Wyobrażał sobie ową sytuację nieco w bardziej odrębny sposób. W jego wizji, to Gustav stał z zamkniętymi oczami, twarzą zwrócony w kierunku słońca, zaś promienie miały okalać jego skórę, sprawiając, że ta jaśniałaby delikatnie, rysy byłyby wygładzone, zaś samo oblicze przypominałoby to anielskie. Następnie by się przesunął, wpierw samym oddechem, a następnie ustami oznaczyłby skórę na policzku, zbliżając się do ust, może nawet i pozwoliłby sobie na delikatny pocałunek w kąciku, gdyż nie ośmieliłby się na więcej. Jednak całe to zdarzenie nie miało miejsca, gdyż scenariusz został całkowicie zmieniony przez drugiego mężczyznę.
Dorian bez okularów był ślepy niczym przysłowiowa kura o zmroku, więc nic dziwnego, że niemal natychmiast zmrużył oczy, a mimo to ciągle prezentował się doskonale. Dopiero dłoń hrabiego, zasłaniająca mu widok sprawiła, ze poczuł delikatne dreszcze, nasilające się z każdą chwilą i przybierające niewyobrażalne apogeum, gdy Waddington stanął tuż za nim, otulił oddechem jego szyję, a na samym końcu pozostawił na niej mokry ślad w postaci pocałunku. Długo jeszcze czuł, jak wiatr smaga to miejsce, przywołując na myśl przyjemne wspomnienie, nawet po odsunięciu się już jasnowłosego. Nawet gdy miał już okulary na nosie, długo jeszcze tkwił z zamkniętymi oczami, rozkoszując się tym delikatnym zbliżeniem. Tym razem dyrektor RoboticsUNION mógł być pewien, że jego bliskość została w pełni zaakceptowana przez jego towarzysza.
Ich dłonie ponownie się połączyły pod pretekstem przyspieszenia kroku, lecz kciuk Richmonda zataczał delikatne koła na skórze szanowanego gospodarza, gdy zmierzali dalej, ku ustronnemu laskowi. Długowłosy badał nie tylko fakturę skóry, jej ciepło, ale również i reakcje na ten subtelny dotyk. Był ciekaw reakcji hrabiego, ale i sam miał  wiele uciechy z takiego stanu rzeczy.
Gdy dotarli d wcześniej wspomnianej fontanny, Dorian poprawił wreszcie okulary i aż wstrzymał powietrze. To miejsce było magiczne, niczym zaczarowany ogród, o którym już wcześniej zdążył pomyśleć.
- Wielu malarzy mogłoby czerpać stąd inspirację – wyszeptał urzeczony obrazkiem, który zastał.
Oczami wyobraźni już widział, co będzie się znajdowało za fontanną, jaka droga będzie prowadziła do tego miejsca. Poruszał się niemal tanecznym krokiem wśród zarośli, rękoma kreśląc trudne do odgadnięcia znaki. Uśmiechał się szeroko niczym dziecko, któremu pozwolono zjeść dodatkowe ciastko po obiedzie. Lecz wtedy się zatrzymał, bo coś zakrzątało jego umysł.
- Kojąca, powiadasz? – odwrócił głowę w kierunku rozmówcy, patrząc na niego swoim przenikliwym, stalowym spojrzeniem. – Dlaczego więc tak szybko się odsunąłeś? Bałeś się, że po raz kolejny cię odepchnę? – taka bezpośredniość powinna zostać uznana za oburzającą, lecz po architekcie można się było spodziewać naprawdę wszystkiego, nawet tak intymnych pytań, na które po raz kolejny mogło być za wcześnie, a mimo tego, tym razem padły i oczekiwano na nie konkretnej odpowiedzi.
Lecz prócz tego pytania Waddington mógł usłyszeć i inne, które nie padło głośno, lecz było zamaskowane. Dlaczego tak krótko? Dlaczego znów robisz krok do przodu, a następnie dwa do tyłu? Czy boisz się moich reakcji? Te wszystkie zdania pozostały jednak niewypowiedziane, a może rozwiewając te wszystkie wątpliwości, obaj mogliby pójść o wiele dalej.
Szaleńcza, nieprzemyślana, spontaniczna bliskość z drugim człowiekiem, w przypadku Richmonda, w ogóle nie wchodziła w grę, choć na takie dziwactwa byłby w stanie się zdobyć, gdyby poczuł się jeszcze pewniej, jeżeli miałby pełną świadomość, że ta jego dziwność zostanie w pełni zaakceptowana i odwzajemniona, gdyby ktoś dał mu poczucie, że obi dobrze i tego się po nim oczekuje. Jednak do tej pory nie nawiązał z żadną osobą tak mocnej więzi, choć objawy ekscentryzmu zdarzały mu się w obecności nikogo innego, jak właśnie Gustava.
Stanął na murku od zarośniętej fontanny i przyjrzał się hrabiemu, który całą swoją uwagę skupiał na nim. Co było w nim takiego wyjątkowego, że pragnął się przed nim otworzyć, domagał się jego towarzystwa, zalecał się na swój sposób i wymagał rozpieszczania? Na te pytania nie znał jeszcze odpowiedzi i zapewne za szybko nie pozna, gdyż ich przyjemna, samotna przechadzka szybko została przerwana przez służącą. Z pewnym znużeniem zeskoczył na ziemię i pozwolił sobie usiąść na mchu, odwracając wzrok w zupełnie inną stronę, by nie było widać zawodu w jego spojrzeniu.
Niemłoda już służąca była słyszana z daleka, gdy jej pospieszne kroki zdradziła żwirowa dróżka. Zadyszana pokłoniła się przed swym pracodawcą.
- Pani Waddington zażyczyła sobie pańskiego oraz pana przyjaciela towarzystwa podczas wyprawy do galerii sztuki. Wszystko już jest gotowe do drogi.
Niemiłe uczucie ogarnęło szlachcica, który zaczynał podejrzewać, że podczas wizyty rodzicielki Gustava, nie będą mieli więcej wolnych chwil jedynie dla siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Sob Sie 23, 2014 1:17 am

Bliskość, której zaznali, wydawała się magiczna, choć była przecież czymś tak banalnie prostym. Ich ciała zwyczajnie znalazły się obok siebie, jednak należy podkreślić, że stało się tak z inicjatywy samego hrabi, który skorzystał z okazji skosztowania skóry drugiego mężczyzny. Nie mógł się powstrzymać od przylgnięcia do niego, a przez to poczuł, że musi zasmakować w jego szyi. Jeden krótki pocałunek wystarczył, aby Waddington zaznał odrobiny prawdziwego szczęścia. Jego radość nie skończyła się tylko na tej krótkiej chwili, ponieważ podczas drogi stale trzymali się za ręce. Obcy kciuk sunął po wierzchu dłoni szlachcica, zaś ten przyjmował taki stan rzeczy z delikatnym uśmiechem. Ten z każdą chwilą zdawał się stawać tym bardziej wyrazisty, im bliżej celu się znajdowali.
Gdy dotarli na miejsce, Dorian na nowo zaginął we własnym świecie. Oczarowany widokiem, wyrzucił z siebie komplement dla fontanny wybudowanej w leśnym zagajniku, po czym zaczął przeżywać jej piękno całym sobą. Jego ciało wręcz zafalowało, gdy poruszył się ku porośniętej fontannie. Gustav nie był w stanie oderwać wzroku od towarzysza, kiedy emanował on swym niepowtarzalnym wdziękiem. Dusza architekta wznosiła się nad magicznym zakątkiem, wychwalając jego walory, następnie powracała, uderzając w niego ze zdwojoną siłą. To było wspaniałe widowisko.
Obaj na chwilę powrócili do rzeczywistości, gdy padły kolejne słowa z ust długowłosego. Trzy pytania, na które dyrektor korporacji znał odpowiedzi, jednak nie był w stanie ich udzielić. Przynamniej nie w pierwszej chwili, kiedy bezpośredniość rozmówcy spadła na niego jak grom z jasnego nieba. Ale oprócz tych pytań, było coś jeszcze. Było zachowanie Richmonda, który nie zdejmował z rozmówcy spojrzenia szarych oczu ukrytych za szkłami okularów. W jego wyrazie twarzy kryła się doza niepewności, niedosytu i determinacji. Kryło się w nim tyle pięknych uczuć.
- Nie chciałem zbyt długo narzucać ci bliskości. Obawiałem się twojej reakcji i jednocześnie jej wyczekiwałem. W duchu czułem, że również tego oczekiwałeś, jednak nie mogłem mieć stuprocentowej pewności.
Wyjaśniał swoje motywy dość nieporadnie, ale nie potrafił inaczej, w końcu chodziło tu relację, która jest na początku tworzenia. Hrabia zbliżył się do fontanny, gdy Dorian na nią wszedł. Doskonale pasował do tego miejsca, gdyż był równie magiczny, co ono. A gdy zasiadł na mchu, Gustav zrobił to samo, wtedy też przysunął się do niego i dłonią sięgnął ku jego dłoni.
Głos służącej zatrzymał go w połowie drogi. Skierował ku niej jawnie niezadowolone spojrzenie. Rozumiał, że polecono jej przekazać mu tę wiadomość, jednak nie mógł pojąć, jak można było im przerwać w tak wspaniałym momencie. Wreszcie się na siebie otworzyli i zdecydowali się większą szczerość, po czym znów zmuszeni zostali do zachowania pewnego dystansu.
- Przekaż mojej matce, że za pół godziny będziemy gotowi. Będę musiał się przebrać.
Po tych słowach kobieta szybko ruszyła w drogę powrotną. Waddington wstał na równe nogi i wyciągnął dłoń w stronę Doriana, posyłając mu przy tym subtelny uśmiech. Jakoś nie uśmiechało mu się oglądanie wystawy w galerii sztuki, jednak musiał robić dobrą minę do złej gry, w końcu takie było życzenie jego własnej matki. Powinien spełniać jej zachcianki, jak przystało dobremu synowi.
- Jeśli nie masz ochoty jechać, możesz mi powiedzieć. Moja matka powinna zrozumieć, że nie może wszystkich zmusić do pokochania sztuki. Zresztą, to tylko pretekst, aby bardziej cię wybadać.
Nie powinien ujawniać innym tej nienajlepszej strony swojej rodzicielki, jednak czuł, że z Dorianem może być całkowicie szczery. Zdradził mu już tyle rzeczy o sobie, więc może też opowiedzieć nieco o najukochańszej mamie, z którą przyjdzie im żyć pod jednym dachem przez najbliższe dni.
- Chodźmy.
Skierował się wraz ze swym towarzyszem w stronę rezydencji, a na miejscu znaleźli się dość szybko. Hrabia szybko przeszedł do swej sypialni, gdzie odświeżył się i zmienił ubrania. Do galerii założył biała koszulę, elegancki, czarny garnitur i do tego jasnobrązowy krawat. Na stopach jego zagościły brązowe pantofle. W pełni gotowy zszedł na dół i wyszedł przed dom, gdzie czekał przygotowany samochód z kierowcą. Jego matka zażyczyła sobie zajechać pod galerię sztuki wręcz zabytkowym Rolls-Roycem. Zbyt wystawny samochód jak na taką okazję, jednak nikt nie komentował wyboru kobiety. Tera pozostało tylko czekać na pojawienie się przed rezydencją sprawczyni całego zdarzenia, czyli pani Margaret Waddington.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Sob Sie 23, 2014 10:15 pm

Odpowiedź na jego pytanie poniekąd go zadowoliła, jak i pozostawiła pewien niedosyt. Chciał znać więcej szczegółów, pragnął poznać, o czym myśli hrabia, co sądzi na jego temat, gdyż zdawał sobie sprawę ze sprzeczności sygnałów, które wzajemnie sobie wysyłali. Jednak mógł też dostrzec wiele przychylnych mu gestów, jak chociażby teraz, gdy dłoń mężczyzny zbliżała się do jego własnej.
Perfidne, wręcz niesmaczne przerwanie ich intymnej rozmowy, z dala od ciekawskich uszu, wprowadziło szlachcica w stan ponownej izolacji. Nie ośmielił się pochwycić powierzonej ręki, zdecydował się na zachowanie dystansu, do którego zmusiła ich obecna sytuacja. Waddington miał niepowtarzalną okazję do usłyszenia z ust swojego gościa, ze ten czuje się niezwykle w jego towarzystwie, że dawno już nie czerpał takiej radości z obcowania przy drugim człowieku, lecz musiał jeszcze na te zdania poczekać. Mógł być jednak pewien, że Dorian sam dąży do wypowiedzenia na głos tego, co go trapi i co sądzi o ich relacji. Musieli jednak poczekać na bardziej odpowiedni moment, gdyż ten, w otoczeniu magicznego miejsca, był jednak nietrafiony.
Wrócili do posiadłości idąc ramię w ramię, lecz nie dotykali się w żaden sposób, nie śmieli znów przekroczyć tej bariery, którą poniekąd zburzyli idąc w przeciwną stronę, w kierunku lasku z ukrytą fontanną. Margaret stawała się uciążliwa i zaczynała uprzykrzać im Zycie od samego początku, a Richmond nie lubił, gdy coś nie szło po jego myśli, wychodził wtedy z niego diabeł, który wręcz nakazywał mu iść hardo przed siebie bez zważania na konsekwencję. Nikt nie chciał poznawać tej jego natury.
- Pojadę – odparł na krótko przed wejściem z powrotem do domu, gdzie natychmiast udał się do swojego pokoju. Wybierze się tam chociażby na złość kobiecie, nie dając jej możliwości bycia jedynie z synem.
Założył czyste spodnie, koszulę, na to czarny, staromodny płaszcz. Włosy pozostawił tym razem rozpuszczony, by te opadły na jego ramiona i tworzyły kurtynę na ciemnym materiale. Na głowie obowiązkowo pojawił się cylinder, zaś na dłoniach rękawiczki oraz laska pod pachą. Znów prezentował w pełni swą odmienność oraz zamiłowanie do dawnych czasów. Pierwszy pojawił się przy podstawionym samochodzie, choć to na niego zwykło się czekać.
Nie potrafił jednak ustać w miejscu i już po chwili oglądał auto ze wszystkich stron, popukał w koła, zbadał maskę, odsunął się kawałek i w zadumie ocenił to mechaniczne dzieło, jako całość. Nie przepadał za samochodami, choć miał prawo jazdy, a mimo to ciągle nie mógł się przekonać do tych dobrodziejstw technologicznych. Przeglądał się akurat w posrebrzanych felgach, gdy pojawił się przed posiadłością właściciel całego dobytku, lecz nawet to nie wytrąciło Doriana z rozważań na temat aut i ich rozwoju.
- Z tego, co wiem, to teściowe są gorsze od matek – zauważył, nie odwracając się nawet w kierunku stojącego za nim mężczyzny. Ta uwaga nie była złośliwa, aczkolwiek mogła wywołać cień uśmiechu na ustach odbiorcy wypowiedzi.
Długowłosy powstał i się wyprostował, poprawiając starannie mankiety i dopiero wtedy podniósł swe spojrzenie, znów krzyżując wzrok z tym hrabiego. Nie bał mu się patrzeć w oczy, robił to nad wyraz często i chętnie. Najwyraźniej uważał, że w źrenicach można dostrzec te prawdziwe myśli, choć telepatą nie był.
Powolnym krokiem podszedł do dyrektora i położył swe odziane w materiał dłonie na jego ramionach, ostrożnie, rozkoszując się tym zbliżeniem wygładził materiał. Przysunął się jeszcze bliżej, przymknął oczy i powąchał jego skórę na szyi. Gustav pachniał świeżo, kojąco, więc pozwolił sobie na tę chwilę zapomnienia. I w takiej też pozycji nakryła ich pani Waddington, której chrząknięcie nieskutecznie zmusiło do szlachcica do odsunięcia się od jej potomka. Architekt niczym niesforne dziecko przedłużył ich bliskość, robiąc dokładnie to, czego kobieta sobie zapewne nie życzyła. Następnie cofnął się zaledwie o krok, zapiął guziczek u szyi hrabiego i poklepał go po przyjacielu, by w ostateczności uprzejmie uśmiechnąć się do hrabiny.
- Jak widać, wszyscy są już gotowi do drogi, zatem ruszajmy – zarządził nieprzejęty jej spojrzeniem i zadowolony podszedł do auta, by otworzyć drzwi przed damą.
Właściciel szkoły znów zaskakiwał, a jego nastroje zmieniały się nadzwyczaj szybko.


z.t x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Wto Sie 26, 2014 12:48 pm

Trwał w tej drobnej bliskości jak najdłużej, w ten sposób odsuwając od siebie myśli odnośnie konfliktu z matką czy przeprowadzki mężczyzny. Nie miał zamiaru rozpaczać, choć decyzja architekta wydawała być się ostateczną, w końcu wystarczy się dowiedzieć, w jakim hotelu się zatrzyma, aby móc mu składać częste wizyty. Londyn ma tyle atrakcji, że aż trudno by spocząć na jednej wycieczce. Jest jeszcze tyle miejsc, w które hrabia mógł go zabrać, aby wraz z nim upajać się ich pięknem. Ale nawet te optymistyczne prognozy wydawały się niezadowalające, kiedy to poznał smak tak częstego przebywania z Dorianem. Waddington musiał przyznać przed samym sobą, że nie spisał się, jako gospodarz, skoro Richmond zaledwie po jednym dniu ucieka z jego rezydencji. Może i głównym powodem wyprowadzki było nieprzyjazne zachowanie jego rodzicielki, jednak Gustav w duchu wyrzucał sobie, iż to on najbardziej zawinił. Gdyby wyjaśnił kwestię pokoju i przeznaczył właścicielowi szkoły jedną z sypialni dla gości, z całą pewnością całej awantury by nie było. Czasu jednak nie cofnie i musi pogodzić się ze swoją niekompetencją.
Wysłuchał jego słów, które przyjął z jak największym spokojem. Będąc posłusznym jego niewypowiedzianemu życzeniu, otworzył tylne drzwi, wpuszczając go do wnętrza pojazdu. A kiedy zauważył kolejny gest, jaki miał zachęcić go do zajęcia miejsca obok długowłosego, wreszcie usadowił się na tylnym siedzeniu i zamknął za sobą drzwi. Nie odezwał się nawet słowem, obawiając się nieco tego, iż mógłby przerwać ciszę, nawet jeśli ta prosiła się wręcz o zakończenie swych cierpień. To Dorian podjął się wyzwania, jakim było zerwanie z milczeniem.
- Nie powinieneś się przejmować - oznajmił z pełnym spokojem, posyłając mu przy tym ciepły uśmiech. - To nawet nie była kłótnia tylko drobna sprzeczka.
Przygarnął jego cylinder, poprawiając go na swoich kolanach, po czym delikatnie przysunął twarz do twarzy rozmówcy, aby móc zajrzeć w jego oczy skryte za szkłami okularów. Jednak nie dane im było rozkoszować się chwilą, ponieważ hrabina zaraz znalazła się na przednim siedzeniu obok kierowcy, co też oznajmiła trzaskiem drzwi. Oczywiście, nie mogła się powstrzymać od złośliwości i wyrzucił z siebie słowa, które sprawiły, że szlachcic zmarszczył brwi z jawnym niezadowoleniem. Na całe szczęście Richmond zachował cenny dystans i podobne zniewagi przyjął z cichym śmiechem, który był słyszalny jedynie dla Waddingtona. Dyrektor korporacji delikatnie pochwycił dłoń mężczyzny i bez ostrzeżenia ułożył ją na swoim kolanie. Materiał rękawiczki odrobinę mu przeszkadzał, zwłaszcza, że chciał ponownie poczuć gładkość bladej skóry. Ale i tak kreślił kciukiem kółka, rozkoszując się samą bliskością tej konkretnej dłoni.
- Mam nadzieję, że zostaniesz chociaż do kolacji - rzekł otwarcie w jego stronę, nie przejmując się humorami matki. Nawet dosunął się do ucha rozmówcy, jakby na złość rodzicielce. - Chciałbym jeszcze się trochę tobą nacieszyć - dodał szeptem, następnie musnął ciepłymi wargami płatek jego ucha. Musiał dać mu dobry powód ku temu, aby został jeszcze ten jeden dzień w posiadłości, w której zawsze będzie przychylnie witany.
Podróż mijała w ciszy i spokoju. Nikt nie chciał podnosić jakiegokolwiek tematu do rozmowy, aby czasem nie wywołać tym kolejnego konfliktu. Hrabia stale wpatrywał się w swojego towarzysza, nawet na chwilę nie wypuszczając jego dłoni z delikatnego uścisku. Dopiero w chwili, gdy samochód zatrzymał się tuż przy wejściu do pałacu, zdecydował się na ten krok. Wysiadł z auta i otworzył drzwi przed matką, wyciągając do niej dłoń, którą ta przyjęła. Szybko jednak uciekła do wnętrza budynku, nie licząc się z gościem syna. Gustav wykazał więcej taktu i szybko znalazł się przy Dorianie, aby oddać mu cylinder.
- Chciałbyś zjeść coś konkretnego na obiad? - spytał swobodnie, kierując się wraz z nim ku otwartym głównym drzwiom, gdzie lokaj wyjątkowo na nich nie czekał, zapewne przez to, iż zagarnęła go hrabina, aby wypełnił jej polecenia. - Spełnię każde twoje życzenie, o ile będę w stanie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Wto Sie 26, 2014 4:46 pm

Dotarli na miejsce. Piękny pałac, który oczarował Richmonda za pierwszym razem, ciągle potrafił sprawić, że to miejsce kojarzyło mu się bardzo dobrze, mimo obecności pewnej persony, której wolałby nie widzieć na oczy, lecz kultura osobista nie pozwalała Muna wyrażenie tych komentarzy na głos. To byłoby wielce nietaktowne, a on chamem nie był, choć czasami żałował, bo takie osoby miały w życiu zdecydowanie łatwiej, a przynajmniej w pewnych sytuacjach. Żwir pod ich nogami znów zaszeleścił radośnie, jakby cieszył się z powrotu gospodarza oraz jego gościa. Ten dźwięk ocierających się o siebie kamieni przywodził Dorianowi na myśl zabawy z dzieciństwa, gdy tu tego typu droga tworzyła rzekę, a on na drewnianym wózku pędził po nich, niczym podczas spływu kajakowego.
- Płyńmy, płyńmy, więc do tej jamy – wyrwały mu się słowa, których Gustav nigdy nie powinien był usłyszeć.
Długowłosy uśmiechnął się jedynie lekko, wziął swój cylinder, którego nie opłacało mu się już zakładać, a mimo to zrobił to i dumnym krokiem ruszył ku posiadłości. Brakowało mu jedynie dłoni mężczyzny na swojej, lecz nie wypadało mu się w tym momencie o nią upominać, nie w chwili, gdy zamierzał wprowadzić swe słowa w czyn, tym samym podnosząc jeszcze bardziej adrenalinę biednemu Waddingtonowi.
- Niech przygotuje duszoną polędwiczkę w ciemnym sobie, do tego fasolkę szparagową i kaszę gryczaną – dokładnie wiedział, co chce zjeść na obiad, teoretycznie ostatni w posiadłości. – Miałeś skosztować mojego dania, miałem gotować – spojrzał na hrabiego, zatrzymując się już w progu drzwi. – Będzie musiało to poczekać na inną okazję – wyjaśnił jakby niechętnie i skierował swe kroki do zajmowanego przez siebie pokoju, gdzie już urzędowała hrabina.
Szlachcic może i nie zachował się najładniej, lecz wkraczanie do pomieszczenia, które aktualnie należało do niego i przeglądanie jego rzeczy, które lokaj starał się w nieudolny sposób kolekcjonować na łóżku, a następnie wkładać do staromodnej, skórzanej torby.
- Wynocha – syknął Dorian, z trudem zachowując zimną krew.
Nienawidził, gdy ktoś naruszał jego prywatność, a to było poważne wykroczenie. Stanął za służącym i zmierzył go tak nienawistnym spojrzeniem, ze gdyby mógł zabijać, to nieszczęśnik już dawno leżałby martwy u jego stóp. Mężczyzna wycofał się, kłaniając w pas i przepraszając szczerze, to nie była jego wina, lecz Margaret, która uniosła głowę i nie zamierzała się wycofać. Na jej nieszczęście architekt był mocno zdenerwowany, więc zaczął na nią napierać szybkim krokiem i zmuszając kobietę do wycofania.
- Wynocha! – powtórzył głośniej i zatrzasnął drzwi prosto przed nosem obruszonej hrabiny.
Nie zachował się w tym momencie niczym dżentelmen, za którego się uważał, lecz wszystko miało swoje granice, a niektóre z nich w brutalny sposób zostały właśnie naruszone. Gustav był świadkiem całego zajścia, lecz nie mógł mieć pretensji do swojego gościa. Był właśnie eksmitowany przez matkę osoby, która zaproponowała mu nocleg, jego prywatne rzeczy zostały przejrzane a tym samym Dorian został obdarty z intymności. Nie pozwalał nikomu dotykać przedmiotów cennych dla siebie, dopiero po obdarzeniu kogoś namiastką zaufania był w stanie się zgodzić na zajrzenie w głąb swojej duszy, a zarazem i na przyjrzenie się obiektom, które użytkował na co dzień. Nim zaczął się pakować, musiał się uspokoić, a sam Waddington był w pełni przekonany, że jego gość zdania nie zmieni, nie po takim występku jego matki.
Szlachcic pochwał wszystkie przedmioty, przeszedł po pokoju i chwycił torbę. Otworzył drzwi na oścież i wyszedł, mijając bez słowa osoby zgromadzone pod pokojem. Lecz ku wielkiemu zdziwieniu, Dorian nie zszedł po schodach, lecz udał się korytarzem dalej, aż dotarł do głównej sypialni w domu, należącej nie do kogo innego, jak do dyrektora RoboticsUNION. Wszedł do środka, postawił swoją torbę przy łóżku i zaczął ściągać płaszcz oraz rękawiczki, które nieco niechlujnie rzucił na pobliski fotel. Okręcił się na pięcie, wyglądając na wolnego człowieka i zatrzymał przodem do stojącego w progu towarzysza, który dotarł tu aż za nim.
- Gustavie, zamknij usta – rzucił z zawadiackim uśmiechem tym frywolnym komentarzem. – I nie stój tak, tylko wejdź i zamknij za sobą drzwi. Nie mieszkamy w stodole – jasnowłosy ułożył dłonie na swoich biodrach.
Było widać, że już się zadomowił w tym miejscu, choć przebywał w nim zaledwie kilka minut. Na złość hrabinie nie wyprowadził się, a jedynie przeniósł do pokoju jej ukochanego syna, choć ta zapewne wolałaby, by niewychowany gość zniknął z życia jej pociechy na zawsze wraz z zatrzaśnięciem bram za jego plecami do posiadłości.
- Chyba nie sądziłeś, że się mnie tak szybko pozbędziesz. Nie dam ci tej satysfakcji, przykro mi – odpiął guziczki od zdobionych mankietów i podwinął rękawy starannie, każdy cztery razy, krzyżując ręce na piersi po zakończonej czynności. – To gdzie będę spał?
Dorian Richmond Jr. stał w samym sercu paszczy lwa nie zdając sobie z tego sprawy. Sam wkroczył na zakazaną ziemię i pragnął tu pozostać. Patrzył na mężczyznę stalowymi tęczówkami, które się ciągle śmiały. Gustav dopiero teraz mógł wywnioskować, że całe to zdarzenie było ukartowane i przemyślane przez ekscentryka i miało doprowadzić do takiego, a nie innego finału. Okularnik był bardziej przebiegły, niż sprawiał takie wrażenie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Wto Sie 26, 2014 8:22 pm

Zwrócił uwagę na zagadkowe słowa, które niespodziewanie wypadły z ust mężczyzny, jednak nie przejął się nimi zbytnio, traktując je, jako jeden z wielu magicznych i zaskakujących elementów bycia Doriana. Kiedy zdobył od niego informację tyczącą się dzisiejszego obiadu, skinął na przechodzącą pokojówkę i przekazał jej dokładne instrukcje, z którymi miała skierować się do kuchni. Sam nie miał czasu na zadbanie o te sprawę do końca, ponieważ musiał zadbać o gościa, który to chciał opuścić rezydencję i nie zapowiadało się na to, aby zmienił zdanie. Hrabia podążał więc za nim aż do jego pokoju, by tam ujrzeć na własne oczy jakże niesmaczną scenę. Nie spodziewał się, że kiedykolwiek spojrzy na własną matkę z niechęcią. Lokaja nie mógł winić za podobne zachowanie, w końcu wykonywał tylko polecenia hrabin, ale po rodzicielce spodziewał się czegoś więcej – chociażby nieco więcej klasy, tak odpowiedniej dla osoby z jej pozycją. Stał tak w progu i wpatrywał się w kobietę z pewnym szokiem, jakby ledwo ją poznawał. Richmond również przestał być sobą i uniósł się gniewem, który w tym przypadku był w pełni zrozumiały, dlatego też Gustav za nic go nie winił, jedynie przyglądał się temu wybuchowi złości. Służący natychmiast opuścił pomieszczenie, lecz Margaret stawiała niepotrzebnym opór. Dopiero zatrzaśnięte przed nią drzwi zmusiły ją do trzymania się z dala od pokoju, przynajmniej przez jakiś czas.
Długowłosy szybko uporał się ze spakowaniem się do torby, bo po kilku minutach opuścił już pomieszczenie, aby dumnym krokiem ruszyć w tylko sobie znanym celu. Wszyscy myśleli, że zatrzasną się za nim frontowe drzwi, jednak on zszokował wszystkich i zatrzymał się w sypialni gospodarza, gdzie odłożył skórzaną torbę na ziemię. Oburzona mina hrabiny ukazywała również jej drobne zgorszenie, jednakże nie ośmieliła się powiedzieć nic więcej. Hrabia natomiast posłusznie wszedł za swym gościem do pokoju i zamknął za nimi drzwi, niespecjalnie przejmując się humorami własnej matki, a co dopiero domysłami biednego lokaja. W jednej chwili na jego twarzy znalazł się subtelny uśmiech, w którym kryło się jeszcze lekkie niedowierzanie. Szybko jednak przyswoił do siebie myśl, że Dorian zamierzał zająć jego sypialnię, choć nie zamierzał dać się tak łatwo wyeksmitować.
- Wierzę, że jesteś świadom tego, iż nigdzie się stąd nie ruszę - rzucił w jego stronę, a spojrzeniem szarych oczu zlustrował całe jego ciało. Nagle poczuł, że chce je mieć tuż przy sobie, by raz a dobrze zamknąć w solidnej pułapce stworzonej z własnych ramion. – Chętnie ci pokażę, gdzie będziemy spać.
Przedostatnie słowo wyraźnie podkreślił, aby jego współlokator był pewien, że nigdzie się nie wybiera. Bez słowa rozpiął własną marynarkę i zdjął ją niedbale, po czym odrzucił tę jakże niepotrzebną część ubioru na fotel. Zaraz postąpił krok do przodu, zmniejszając dystans między nimi. Nie myśląc o jakichkolwiek wyjaśnieniach, pod wpływem impulsu pchnął Doriana na łóżko, rzucając mu przy tym rozpalone spojrzenie. Szybko znalazł się nad nim, wtedy też przesunął dłonią po jego smukłej szyi, następnie chwycił nią jego podbródek i wpił się dziko w jego wargi. Ale to był za mało, dlatego wsunął język we wnętrze ust i podrażnił nim podniebienie architekta. Jakoś nie potrafił zdobyć się na subtelność, kiedy to mężczyzna, którego pożąda, tak po prostu podaje mu się na tacy. Od samego początku ich znajomości Waddington czekał na tę chwilę. Jeden pocałunek całkiem zawrócił mu w głowie. Dłońmi niecierpliwie zjechał po jego torsie przez brzuch na biodra, za które chwycił mocno i uniósł je, aby otrzeć się o jego krocze własnym ciałem. Z całą pewnością było to zachowanie nieodpowiednie, lecz nie mógł się powstrzymać, po prostu musiał go mieć.
- I tyle z mojego łagodnego zdobywania cię – wyrzucił wprost w jego usta, rzucając mu przy tym chytry uśmieszek. Naprawdę miał zamiar trzymać się planu i cierpliwie czekać na te romantyczne porywy, jednak pragnienie bliskości okazało się silniejsze. Zresztą, Gustavowi należy wybaczyć, w końcu był ofiarą nikczemnej gry Richmonda. Tak wielce ubolewał nad utratą go, a teraz wszystko okazało się iluzją. Właściciel szkoły działał z premedytacją – świadomie skazywał go na katusze w milczeniu. – Ale chyba miałeś już dość mojej łagodności, co?
Zajrzał mu w oczy, chcąc odczytać z nich jego najskrytsze myśli. Tyle razy wydawało mu się, że widzi w nich odwzajemnieni swoich uczuć. Nie mógł się mylić, żadne oczy nie są w stanie tak doskonale kłamać przez cały czas.
- Jeśli chcesz zasypiać obok mnie, musisz być przygotowany na wszystko.
To nie była groźba, to przede wszystkim obietnica wspólnych nocy przepełnionych rozkoszą. Zajmowanie jednego pokoju przez tę dwójkę nie mogło znaczyć nic innego, co obcowanie ze sobą bez jakichkolwiek ograniczeń. Przesunął językiem po jego ustach, następnie zjechał nim na szyję. Wybrał sobie fragment bladej skóry i podgryzł go ostrożnie, czując coraz większą ekscytację.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Sro Sie 27, 2014 5:44 pm

Zapanowała ponownie cisza, choć ptaki na zewnątrz śmiały ją przerywać swoimi radosnymi trelami, usadowione w bluszczu porastającym posiadłość. Richmond naliczył cztery gatunki, w tym jeden objęty ochroną. Nie pamiętał już, skąd znał się na śpiewie pierzastych istot, lecz była to wiedza zdobyta przypadkowo, zaliczana do tej nieprzydatnej w życiu codziennym. Chociaż myśli znalazły się bliżej nieba, to wzrok miał skupiony na postaci przed sobą i niemal w jednym momencie cała uwaga wróciła do sypialni. Te mozolne ruchy sprawiły, że Dorianowi zrobiło się cieplej, choć normalnie nie odczuwał podobnych stanów w obecności osobników tej samej płci.
- Będziemy? Byłem pewien, że mi ją odstąpisz – nie, nie chciał nawet, by Gustav wyprowadzał się i zwalniał mu swój pokój.
Liczył się z tym, że mężczyzna tym razem postawi na swoim i nie spełni jego żądania udostępnienia mu owego lokum. Zdążył się jedynie zachłysnąć powietrzem przed wypowiedzeniem kolejnych słów, które ugrzęzły mu gdzieś głęboko w gardle, ściskającym się boleśnie. Bez oporu wylądował na łóżku, a nawet, gdyby chciał podjąć się walki, to nie zdążyłby zareagować i wtedy też zaczął się bój w jego świadomości.
Odepchnąć, nie pozwolić na zbliżenie, nie dać mu wygrać, nie zezwolić na dotyk, nie poddawać się jego woli, nie…
Richmond spojrzał w oczy wiszącego nad nim mężczyzny, dokładnie czuł, jak jego oddech stał się powolny, cięższy. W końcu dostrzegł w spojrzeniu towarzysza to, czego oczekiwał – pragnienie, żądze, pewne uwielbienie, chęć zdobycia, przywłaszczenia, posiadania. Niestety nie nacieszył się nim za długo, gdyż ciało zmusiło go do przymknięcia powiek pod wpływem dotyku. Przyłożył dłonie do jego piersi, jakby chciał go odsunąć od siebie, jakby nie chciał jednak tego zbliżenia, lecz zamiast tego palce zacisnęły się na materiale i przysunęły go bliżej siebie.
I znów ta myśl, że oszalał, że nie powinien zachowywać się w ten sposób. Przerwać to!
Na pocałunek zareagował nieco niemrawo, nie pamiętał już, na czym on polegał, lecz wystarczyła chwila, by coś na podobieństwo jęku opuściło jego gardło, gdy tylko poczuł zwinny język hrabiego w swoich ustach. Serce w piersi mu zamarło. Szlachcic był na łasce mężczyzny i choć z oporami, to poddawał się jego woli, gdyż gdzieś tam, w swym zamkniętym na przyjemność fizyczną móżdżku, pragnął właśnie tej chwili. Długowłosy przygryzł aż wagę, czując mocne otarcie. To było coś wspaniałego, męskie, silne i seksowne ciało, które go pragnęło, informowało wręcz o stanie swej gotowości do dalszego działania. A jego własne? Odpowiedziało, gdyż poczuł, jak wypukłość w spodniach staje się coraz to bardziej widoczna.
Nonsens! On nie czuł pociągu fizycznego, nie chciał, nie pragnął Gustava, więc dlaczego reagował i pozwalał mu na to wszystko? Teraz miał szansę go odepchnąć, teraz…
Teraz podniósł ostrożnie dłoń, gdy jego biodra ponownie wylądowały na miękkim materacu i przesunął opuszkami po szyi, policzku, a ostatecznie wczepił się palcami w jasne włosy, przyciągając twarz hrabiego do swojej. Chciał czuć jego oddech, który przyspieszył, zapach, który się zmienił i emanował wręcz seksapilem, ciepło, gdyż temperatura jego ciała dramatycznie wzrosła. Pragnął słyszeć bicie serca, czuć ruch mięśni tańczących pod koszulą. Chciał tego wszystkiego…
Nie! Nie mógł.
A chociaż nie mógł, to otworzył może nieco zbyt nieśmiało oczy, w których kryły się wszystkie jego pragnienia. Nie ukrywał niczego, nie udawał, że nie pociąga go mężczyzna, który w dziwny sposób właśnie go niewolił, a on w pełni świadomie godził się na to.
- Taka łagodność nie do końca pasuje do twojego oblicza – pozwolił sobie na komentarz zachrypniętym głosem. – Czekałem na objawienie tej prawdziwej strony.
Już teraz miał wrażenie, że pokonał naprawdę długi dystans i to w pełnym sprincie, a był to jedynie początek. Stał w przedsionku domu pełnego pożądania i nieziemskich uniesień, chciał się wycofać, lecz ktoś zamknął za nim drzwi, nie było drogi odwrotu.
- Na wszystko… A czy ty jesteś gotowy na budzenie się o świcie? – wiedział, że nie to mężczyzna miał na myśli.
Pozwolił sobie zdjąć okulary i chociaż nie widział teraz w pełni twarzy Gustava, to mógł się skupić na innych doznaniach. Ponownie poczuł język dyrektora na swoich ustach, a po chwili leżał z odchyloną głową, dając dostęp do szyi. Mógł w każdej chwili odciągnąć swojego rówieśnika za włosy, lecz nie zrobił, a wręcz przeciwnie, nie pozwolił mu się odsunąć. Drugą dłonią w subtelny sposób przejechał po ramieniu hrabiego, uciskając je lekko, robiąc masaż spiętych mięśni.
Chyba oszalałem. Ta jedna myśl pojawiła się w chwili, gdy powstrzymywał dźwięki, które chciały wyrwać mu się z gardła, a na które nie chciał sobie w tej chwili pozwolić. Resztki godności musiał zachować.
W pokoju było jasno, zmierzch jeszcze nie nadchodził i nie były to sprzyjające warunki dla Richmonda, który miał pewną przypadłość, do której ciężko było mu się przyznać.
- Jest za jasno, widzisz mnie – wydyszał wprost w usta Waddingtona, gdy przysunął go do siebie. Nie zdradził więcej, zapewne towarzysz zapyta, co miał na myśli, bądź może się domyśli i zaoszczędzi mu krępujących wyjaśnień.
Musnął jego wargi, smakował go powoli i długo. Własnymi ustami badał fakturę tej części ciała, na którą przed długi czas zwracał uwagę. A słyszał niegdyś, że gdy przypatrujemy się ustom drugiej osoby, to zdradzamy swe pragnienie bycia pocałowanym… To prawda. Chciał i dostał to, czego zapragnął.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Sro Sie 27, 2014 9:05 pm

W oczach hrabiego szybko pojawił się błysk tryumfu, gdy Dorian całkowicie uległ jego woli, nawet przez chwilę nie próbując chronić swej czci. Każdy jego gest, tak niepewny, z początku sugerował, że ma zamiar odepchnąć od siebie drugiego mężczyznę, lecz po chwili okazywało się, że zawiera w nich podobne uczucia. Chciał więcej i jawnie to pokazywał, choć w jego szarych tęczówkach wciąż kryło się wahanie. Gustav znał jego myśli, sam miał podobne za każdym razem, gdy chciał dotknąć jego bladej skóry, jednak nie mógł mu dać czasu do namysłu, kiedy w jego umyśle szalały głębokie żądze. Grzeszne myśli już dawno zagościły w jego głowie, by właśnie teraz dać sobie upust w zuchwałych czynach. Hrabia z ledwością pojmował, co się dzieje i co też sam wyprawia, ponieważ postanowił zaprzestać rozumować, a zacząć działać.
Chłonął reakcje Richmonda całym ciałem. Wdychał jego zapach, smakował skóry, badał jej miękkość i przede wszystkim uważnie obserwował twarz o delikatnych, regularnych rysach. Nawet przy zamknięciu powiek architekt zachowywał mnóstwo wdzięku, wręcz wodząc hrabiego na pokuszenie. Ale nawet największy grzech w ramionach Doriana wydawał się być rozkoszą w najczystszej postaci. Obietnica słodyczy kryła się w wargach długowłosego, lecz szybko nabrała ona innego wydźwięku, gdy ta dolna została ponętnie przegryziona. Palce mimowolnie zacisnęły się na biodrach, a spojrzenie szlachcica pomknęło niżej - ku wypukłości na spodniach. Była ona czymś w pełni naturalnym w takiej sytuacji, jednocześnie zdradzała brak obojętności u mężczyzny. To nie była zwykła reakcja ciała na bliskość drugiej osoby, to było wyjawienie pragnień, których umysł mógł nie być jeszcze świadom.
Poczuł ostrożną wędrówkę delikatnej dłoni, a pod jej koniec wyraźnie został pociągnięty za włosy. Twarzą znalazł się tuż przy tej Doriana, a ciepłym oddechem momentalnie podrażnił jego wargi, czując przy tym rosnącą ekscytację. Ledwo je musnął swoimi, wtedy też zobaczył unoszące się powieki. Zajrzał w szare oczęta przez szkła okularów, będąc kompletnie oszołomionym ich zmysłowym wyrazem. Uczucia w nich się kryjące przewyższyły jego oczekiwania.
- Tylko się nie przestrasz mojej prawdziwej natury – szepnął do jego ust, nie zrywając z nim kontaktu wzrokowego. Był całkowicie poważny, gdy wisiał nad jego twarzą, jednak uśmiech wkradł się do kącików jego ust, gdy usłyszał kolejne słowa. Jakim cudem były one tak ogromnie ważne, skoro chciał przemawiać czynami? Może to przez fakt, iż należały właśnie do tej wspaniałej osoby.
Zdjął okulary, w ten sposób składając niemą deklarację, iż nigdzie nie ucieknie. Dla Gustava był to jasne, ale czy sam zainteresowany dostrzegał wymowę tego gestu? Był nieświadom tak wielu rzeczy. Choć dostrzegał, jak działa na hrabiego już od samego początku znajomości, wciąż nie był pewny swego uroku. Samo jego ciało miało w sobie tyle piękna, a przy połączeniu z charakterem tworzyło kompletną całość. Miał jasny umysł i czyste ciało, nieskalane żadnymi skazami. Perfekcja. I dziwiło to, że to wspaniałe dzieło – skutek odpowiedniego wymieszania genów – dobrowolnie oddawało się hrabiemu Sandwich. Dorian również dotykał go, zdradzając własne zainteresowanie.
Zrozumiał sens jego słów, które wynikały z zawstydzenia. Nie wstydził się samej bliskości czy aktu pełnego uniesień, on zwyczajnie nie chciał ukazać nagiego ciała w pełnej krasie. Światło dnia wpadające przez okno było niemałą przeszkodą, zwłaszcza, że właściciel sypialni kilka lat temu pozbył się grubych kotar do okien. Widział więc tylko jedno rozwiązanie, dość niekorzystne dla niego, ale mogło ono zniszczyć wątpliwości długowłosego. Długi, słodki pocałunek był tym, czego obaj potrzebowali w tej chwili lęku, lecz nie mógł być wieczny.
- Zatem zawiąż mi oczy – zaproponował bez chwili wahania. – Okrucieństwem byłoby kazać czekać mi do nocy.
Sprawnie zdjął z siebie marynarkę i odrzucił ją w bok. Pochylił się nad smukłą szyją i pozostawił mokry ślad po pocałunku, kiedy palcami dopadł guziki marynarki, następnie zabrał się za rozpinanie koszuli. Jednak nie odrywał spojrzenia od jego twarzy, aby udowodnić mu, że nie spojrzy na jego ciało, póki nie otrzyma pozwolenia. Mimo to wciąż pragnął zapoznać się z każdym fragmentem bladej skóry, aby móc na każdym pozostawić ślad po swej obecności.
Gdy wykonał pierwsze zadanie w celu pozbawienia go ubrań, subtelnie sięgnął do krocza, na które naparł dłonią przez materiał spodni. Językiem przesunął po gładkim policzku Doriana, po czym złożył delikatny pocałunek w kącik jego ust. Wciąż chciał więcej, co zdradził w chwili, gdy zacisnął palce na penisie skrytym pod materiałem dolnych części garderoby.
- Pragnę cię – szepnął wprost do jego ust, następnie nosem przesunął po policzku, zjeżdżając wargami do ucha. – Jesteś piękny – dodał jeszcze cichszym szeptem i podgryzł delikatnie płatek ucha. Wreszcie sięgnął po tego mężczyznę, dlatego nie wycofa się w połowie drogi.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Czw Sie 28, 2014 11:05 am

Dwa ciała pragnące swej bliskości - jedno w pełni świadomie,  drugie ciągle niepewne, zagubione, nie mogące pogodzić się z własnymi pragnieniami oraz potrzebami - w końcu się spotkały i jawnie cieszyły z obecnego stanu rzeczy. Nie musieli używać słów,  by wypowiedzieć swe oczekiwania. Mówili gestami, spojrzeniami oraz subtelnymi znakami skladanymi na skórze. Każdy oddech wręcz wykrzykiwal, oznajmiajac o ogromnym zniecierpliwieniu obojga. I chociaż myśli wciąż szalaly w głowie architekta, to zachowywał niewyobrazalny spokój,  nie było w nim pośpiechu,  choć ten zdradzany był przez szereg wielu zachowań - podgryzanie wargi,  przejeżdżanie jezykiem po ustach, patrzenie rozpalonym wzrokiem spod przymkniętych powiek, nieco nerwowe ruchy biodrami i co rusz zaciskanie palców na materiale koszuli hrabiego. Niewinność i skromność tkwiła w Dorianie, lecz powoli budziły się mocno uśpione żądze, które karmione były zastępczymi substytutami w postaci piękna sztuki, literatury czy architektury.
Lęk również towarzyszył temu zbliżeniu.  Richmond był niczym niezapisana seksualnym doświadczeniem księga,  zaś jego partner mógłby być pisarzem, który w swoich zbiorach trzymał zapewne wiele egzemplarzy. Świadomość,  że był kolejny, w dodatku nie miał doświadczeń,  a ostatnie z nich były tak odległe,  jakby nie należały do niego, sprawiła, że mimowolnie napiął i tak spięte mięśnie.
By odgonić te wszystkie niekorzystne i absurdalne myśli,  zatopił się w kolejnym pocałunku, któremu dał się tym razem pochłonąć w pełni. Kosztował Waddingtona drobnymi kęsami, chociaż ten był tak blisko. Specjalnie przedłużał niektóre czynności,  by ten czuł ciągły niesmak i chciał więcej,  i więcej,  I WIĘCEJ!
Okropne,  a zarazem przyjemne dreszcze przeszły przez ciało długowłosego, gdy dostrzegł czyste pragnienie, którego zapewne już nie powstrzyma.
- Wiesz, że byłbym zdolny do tego, by kazać ci czekać - wypowiedzial te słowa z wyraźnym trudem, starając się,  by jego głos nie drżał.
Nie udało się. Dokładnie zdradzał stan,  w którym aktualnie znajdował się szlachcic, a był na skraju utraty zmysłów.  Ciężko mu było przełknąć ślinę,  gdyż w gardle z wrażenia wyraźnie mu zaschło. Szerzej otworzył oczy, gdy dotarły do niego kolejne słowa.
Gustav, seksownie wiszący nad nim, bez tej pięknej i dobrego gatunku koszuli, z obłędnym, nieco niebezpiecznym uśmiechem i oczami, które przewiazane są aksamitną, czerwoną szarfą. Serce zabiło szybciej, lecz wizja ta zniknęła wraz z chwilą, gdy smukłe i zwinne palce mężczyzny zaczęły błędny taniec po jego górnej garderobie. Pierwsze guziczki ustąpiły bez oporu. Jego ciało pozostawało bez ochrony, nie mógł się ruszyć, zasłonić. Nic. Dopiero po chwili ostrożnie złapał za obie części materiału,  nieco niezdarnie się zaslaniajac przed spojrzenie., które i tak było skierowane na jego twarz. Dotknął dłonią policzka dyrektora firmy i wtedy też z jego ust wyrwał się niekontrolowany, pierwszy tak głośny jęk, gdy poczuł palce zaciskające się na swoim przyrodzeniu. Zdążył zapomnieć już,  jak wrażliwe na dotyk i pieszczoty było to miejsce. Miał wrażenie,  że płonie, nie tylko pd wewnątrz,  ale i zewnątrz,  gdyż jasne lico pokryło się ostatecznie solidnymi rumieniami. Przyłożył własną rękę do dłoni w strategicznym punkcie i delikatnie ją odsunał, lecz nie na stałe, co wyjaśnił w kolejnych słowach.
- Wpierw oczy - mruknął głębokim głosem w usta hrabiego.
Zakrył się dokladniej,  odsunął ostrożnie napalonego mężczyznę i wstał z łóżka. Wymykał mu się z rąk,  lecz daleko nie odszedł.  Po omacku dotarł do torby i z bocznej kieszeni wyjął jeden z cienkich szalików, które służyły mu za ozdobę na co dzień. Powoli, nieco kiwając na boki biodrami, podszedł znów do posłania, gdzie pozostawił tego, którego również pragnął. Ten tajemniczy szlachcic nie był aż takim niewiniątkiem, dokładnie wiedział,  co ma w tym momencie robić,  by pobudzić jeszcze bardziej blondyna. Dorian pociągnął go za poły koszuli, zmuszając tym samym do położenia na plecach, usiadł okrakiem na brzuchu Waddingtona, ciągle przytrzymując za podbródek, by spoglądał mu w oczy. Wolną dłonią,  w której trzymał kawałek materiału,  podwinął mu koszulę i długim,  powolnym ruchem dloni, naznaczył go paznokciami, zostawiając wyraźne smugi. Dopiero wtedy pochylił sie, odwzajemniając czynność wykonaną przez partnera - ugryzieniem w ucho, które u niego wywołało grzeszne myśli.
- Będziesz musiał poznać mnie innymi zmysłami - szepnął,  gdy pozbawił mężczyznę wzroku.
Ujął jego dłoń w swoją i nieco niepewnie rozchylił wcześniej rozpiętą przez Gustava koszulę i przyłożył wpierw same opuszki do swojej piersi. Musiał się oswoić z dotykiem, którego pragnął coraz bardziej. Ostatecznie oparł na jego ręku cały swój ciężar,  niemo mówiąc,  że właśnie mu zaufał i się powierzył.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Czw Sie 28, 2014 4:18 pm

Wiedział, że w słowach Doriana kryje się prawda, aczkolwiek nie odpowiadały one obecnej sytuacji. Ciało Doriana zdradzało jego gorące pragnienie bliskości i jawnie pokazywało, że nie zniosłoby nawet chwili bez dotyku męskich dłoni na sobie. Zatem, skazując Gustava na oczekiwanie do wieczora, skazywałby też siebie na te same katusze, a może i na gorsze, zważywszy na to, iż sam zgotowałby sobie taki los. W innych okolicznościach Richmond nie zawahałby się przedłużyć niepewności hrabiego, lecz kiedy sam zaznał smaku zniecierpliwienia, nie mógł pozwolić sobie na podobny krok. Tak oto wpadł w sidła Waddingtona, niekoniecznie będąc tego świadomym.
Jęk rozkoszy, jaki niespodziewanie wypadł z jego ust, niezwykle uszczęśliwił szlachcica, który wnet zapragnął wydobyć z kochanka więcej tak wspaniałych odgłosów. Chciał więcej dalej atakować ciepłymi wargami szyję i śmielej napierać na krocze, do czego zachęcały dorodne rumieńce goszczące na twarzy długowłosego, jednak musiał zmienić plany, ponieważ kochanek stanowczo odsunął od siebie jego dłoń. Szybko okazało się, że nie był to sprzeciw wobec samych pieszczot, Dorian zwyczajnie nie potrafił zapomnieć o swym zawstydzeniu na myśl o nagości. Hrabia wycofał się posłusznie, oddając mężczyźnie wolność i uważnym spojrzeniem obserwował kolejne ruchy architekta. Ten odnalazł rzecz, której potrzebował do zawiązania mu oczy. Z gracją powrócił do gospodarza i zmusił go do położenia się na plecach, po czym zasiadł okrakiem na jego brzuchu. Prezentował się przy tym tak niebywale seksownie. I potrafił być władczy, co pokazał trzymając dyrektora za podbródek i zmuszając do kontaktu wzrokowego. A jednak w tych szarych oczach kryła się determinacja. Gustav kompletnie nie spodziewał się, że poczuje paznokcie na swojej skórze tak wcześnie. Ugryzienie w ucho nie zdziwiło go już tak bardzo, raczej zmusiło go do cichego pomruku. Słodki szept sprawił, że od razu się poddał i zamknął oczy, aby zaraz poczuć na powiekach gładki materiał szalu.
Uniesioną dłonią szybko odnalazł skórę kochanka. Ledwo musnął palcami tors, aby zaraz dotykać go całą powierzchnią dłoni. Nie mógł spokojnie leżeć, dlatego ostrożnie poderwał się do siadu, co nie było takie łatwe, gdy Dorian siedział mu na brzuchu. Szybko do dotykania torsu dołączyła druga dłoń, dzięki czemu z łatwością przyszło mu rozebranie kochanka z górnych części garderoby. Zsunął niepotrzebny materiał z ramion i na ślepo odrzucił go gdzieś w bok, kompletnie nie myśląc o tym, czy jest ono wielce wartościowe. Opuszkami przesunął z ramion przez tors do płaskiego brzucha. Z każdą chwilą coraz bardziej zachwycał się fakturą skóry. Rozkoszował się jej miękkością oraz gładkością.
Oderwał dłonie od ciała, lecz szybko powrócił nimi do ramion. Następnie ujął nimi smukłą szyję i przesunął po całej jej długości, aby nareszcie natrafić na policzki. Badał delikatne rysy twarzy, obrysował palcami kości policzkowe, skronie, czoło. Na koniec sięgnął ku ustom, po czym przysunął się do twarzy długowłosego i delikatnie musnął jego usta. W końcu naparł na nie mocniej, a językiem zuchwale rozwarł zamknięte wargi, by targnąć się koniuszkiem na podniebienie. A dłońmi błądził po omacku, jednak szybko pomknął nimi ku biodrom mężczyzny. Zacisnął na nich palce, czerpiąc z tego wielce satysfakcji, co przelało się na pocałunek – ten uczynił intensywniejszym, zachęcając muśnięciami narząd smaku partnera do namiętnego tańca z jego językiem. Sięgnął do pośladków, które po delikatnym ściśnięciu okazały się być tak wspaniale jędrne. Ale zaraz uwagę skierował na uda, a od nich skierował się ku kroczu mężczyzny. Bez słowa przerwał pocałunek i nosem przesunął po szyi, wciągając zapach skóry Doriana, palcami zaś musnął guzik spodni. Szybko go odpiął i w mgnieniu oka uporał się z rozporkiem, choć starał się rozpiąć go powoli, aby delektować się towarzyszącym tej czynności odgłosem. Czuł tak wielką ekscytację, a gorąco wydawało się rozsadzać mu palce.
- Musisz podnieść biodra – rzucił przed siebie, zapewne natrafiając słowami na kochanka. Pragnął jak najszybciej pozbawić go ubrania, aby móc całkowicie zbadać każdy fragment nagiego ciała, nawet jeśli nie mógł przy tym delektować się jego widokiem. To była jego szansa na zagarnięcie tego mężczyzny w pełni i tylko dla siebie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Czw Sie 28, 2014 7:07 pm

Nagość nie należała do rzeczy, za którymi by przepadał. Brak ubrań na przyjemnym dla oka męskim, czy też damskim ciele była dopuszczalna, wręcz wielce pożądana, mógłby podziwiać atletyczne sylwetki, cudowne krągłości godzinami, zachwycając się ich niepodważalnym pięknem, lecz jego własna go przerażała, obrzydzała i zniechęcała. Nie czuł przyjemności, gdy spoglądał na siebie w lustrze. Nigdy nie lubił swojej jasnej skóry, pod którą widział wyraźnie rysujące się żyły, czy ścięgna. Były tam mięśnie, a dokładniej ich zarys, lecz nigdy nie udało mu się wypracować postury, która by go zadowoliła, choć w oczach innych nie miał, na co narzekać. Jak zawsze dramatyzował, lecz z pewnych względów nie chciał się publicznie pokazywać bez ubrania, czego się trzymał.
Lecz teraz czuł, jak jego droga i ekstrawagancka koszula ląduje gdzieś poza jego zasięgiem. Poczuł zimny dreszcz przechodzący przez kręgosłup. I sam dotyk. Delikatny, uroczy i sprawiający przyjemność. Ciągle jednak się bał, że szarfa przewiązana na oczach partnera nagle spadnie, albo co gorsza, sam ja zdejmie pod wpływem targających nim emocji. To ryzyko sprawiało, że chociaż chciał czuć bliskość, to jednak się obawiał pewnego rodzaju demaskacji, a później zawodu, choć Gustav na każdym kroku wielbił jego ciało i wyrażał się na jego temat pochlebnie.
Gdy poczuł opuszki mężczyzny na brzuchu, drgnął niespokojnie. To musiał być jeden z jego wrażliwych punktów, których zapewne było o wiele więcej. Richmond przymknął oczy, co jedynie wzmagało doznania, mógł innymi zmysłami odbierać ofiarowany mu dotyk, a gdy tylko hrabia Sandwich usiadł, musiał pochwycić się jego ramion, by nie wylądować na plecach. Zacisnął na nich swe smukłe palce, ciesząc się, ze ich torsy zetknęły się niemal ze sobą.
Kolejny pocałunek był najbardziej świadomym. Niemal od razu poruszył wargami, uchylając usta i wpuszczając Waddingtona do środka. Nie pozostał bierny. Ostrożnie, jakby się wstydził samą końcówką języka popieścił język partnera, pochwycił go za głowę, by się nie odsunął i przyłączył ostatecznie do tańca, ciągle nie wierząc, że naprawdę pozwala sobie na te wszystkie, grzeszne uczynki. Pod wpływem emocji i adrenaliny, która napłynęła niespodziewanie, otarł się kroczem o podbrzusze dyrektora RoboticsUNION, nie kontrolując tego bezwarunkowego ruchu, za który po chwili chciał przeprosić, lecz usta zamykające jego własne, uniemożliwiły mu to.
Zduszony, nieco przeciągły jęk wydostał się spomiędzy pocałunku, gdy dłonie Gustava zacisnęły się na kolejnym, niezwykle wrażliwym miejscu. Jasnowłosy cały zadrżał, unosząc się lekko na kolanach, musiał aż przerwać pocałunek z wrażenia, a lekko dysząc, oparł głowę na ramieniu szarookiego, który do tej pory robił, co mu się jawnie podobało, zaś szlachcic zgadzał się na wszystko. Dźwięk zamka od spodni przyprawił architekta o kolejną porcje dreszczy. Był niemal całkowicie nagi już teraz, a bez spodni poczuje się obnażony z prywatności w pełni. Zacisnął mocniej dłonie na skórze mężczyzny.
- Nie – prosty, cichy protest opuścił jego ściśnięte do tej pory gardło.
Chciał więcej, za każdym razem, gdy czuł dotyk Gustava drżał i niemal prosił, by ten kontynuował, więc opór spowodowany był jedynie irracjonalnym lękiem przed byciem oglądanym przez drugą osobę. Dokładnie pamiętał swój pierwszy raz, wiedział, że był on przyjemny i z ochotą wracał do niego w snach, więc strach przed początkowym bólem, skrępowaniem i całkowitą uległością nie istniał.
Kolejne poruszenie pod Dorianem ostatecznie sprawiło, że stracił równowagę, a zamiast chwycić się czegoś stabilnego, pochwycił pierwszą rzecz, niczym tonący łapiący losowy przedmiot, mający go ochronić przed pochłonięciem przez ciemną i niebezpieczną toń. Wylądował na plecach na miękkim materacu z zamkniętymi oczami, gdyż bał się, ze spadnie z łóżka. Nogi znajdowały się w rozkroku, będąc naturalną pozycją po upadnięciu z klęczek, mając między nogami przeszkodzę w postaci ciała partnera.
To, co wyczuł w dłoni sprawiło, że oblał go zimny pot i odwrócił jedynie głowę na bok. Długie pasma włosów rozsypały się po pościeli, okalając leżącego na niej mężczyznę, zaś długie palce wyjątkowo mocno zaciskały się na szarfie, która jeszcze przed chwilą zasłaniała widok hrabiemu.
Lecz teraz leżał przed nim – z nagą piersią, mocnym rumieńcem, jego tors unosił się szybko pod wpływem ciężkiego oddechu. Spodnie zsunęły mu się delikatnie z bioder, ujawniając skrawek ścieżki miłości oraz ciemną, ekskluzywną i wcale nie staromodną bieliznę z małą, angielską flagą na lewym biodrze.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Pią Sie 29, 2014 1:19 am

Chłonął reakcje drugiego ciała drżącego od jego dotyku. Rozgrzewał miękką skórę muśnięciami palców, wydobywał cudowne odgłosy, przyspieszał oddech i zmuszał serce do przyspieszenia tempa bicia. Ale nie dokonałby tego, gdyby sam Dorian nie chciał tej bliskości. Mężczyzna poddawał się pieszczotom w pełni świadomie, jednocześnie pokazywał swym zachowaniem, że już całkiem się pogubił w przyjemności, jaką przyszło mu przeżywać. Gnębiły go drobne lęki, co hrabia wyczuł natychmiast, jednak nie zamierzał dać im tryumfować. Odwzajemnił pocałunek, przytrzymywał się silnych ramion i w każdym geście zdradzał, że wciąż chce więcej. Przylgnął do ciała kochanka, szukając w nim schronienia i dalszych rozkoszy, do czego z pewnością nie potrafiłby się przyznać. Już przy rozpinaniu spodni tak słodko drżał, nie odrywając dłoni od Gustava. Smukłe zacisnęły się na jego ramionach i nie chciały tak łatwo puścić.
Richmond wyrzucił z siebie sprzeciw dopiero w chwili, kiedy dostał polecenie podniesienia bioder. Waddington nie widział jego twarzy, jednak oczyma wyobraźni widział to niepewne spojrzenie i cień przerażenia na twarzy. Być może obawiał się najintensywniejszego zbliżenia, choć bardziej prawdopodobne wydawało się drugiemu mężczyźnie to, iż obawia się całkowitej nagości. Nie powinna być ona czymś wstydliwym, zwłaszcza, gdy posiada się tak wspaniałe ciało, jak długowłosy. I choć Gustav rozumiał jego obawy, to jednak nie mógł sobie pozwolić na chwilę zwłoki. Niecierpliwymi dłońmi przesunął po jego kroczu, następnie chwycił nimi biodra i sam je delikatnie uniósł. Wtedy też architekt drgnął nerwowo i odsunął się, a palcami niespodziewanie sięgnął ku szalowi, jaki zasłaniał oczy jego partnerowi. Ten, pociągnięty przez swego wybrania, znalazł się między jego nogami i zawisł nad bladym ciałem szlachcica. Z otwartymi szeroko oczyma, bezmyślnie zsunął wzrok na gładki tors, następnie na krocze, aby ujrzeć kompletnie nietradycyjną bieliznę. Na całe szczęście szybko się opamiętał i powrócił wzrokiem na twarz, ciesząc się jej widokiem. Niedługo miał zamknięte oczy, a mimo to stęsknił się za wspaniałym obrazem tego cudownego ciała.
- Jesteś piękny - wyszeptał w jego stronę z uśmiechem, w tej samej chwili otulając dłońmi tę niesamowitą twarz. Kciukami przesunął po jego policzkach, następnie pochylił się nad wąskimi wargami i ucałował je delikatnie oraz leniwie, chcąc przedłużyć wspaniałą chwilę. A gdy oderwał się od nich, zamknął oczy, choć bardzo tego nie chciał. Znów po omacku przesunął dłońmi po torsie i zjechał na brzuch, ostrożnie znacząc go śladami po paznokciach. Teraz na bladej skórze z pewnością znalazły się czerwone ślady, lecz nie mógł się w tym upewnić, w końcu nie mógł choćby uchylić powiek. Wolał już niczego nie widzieć i rozkoszować się bliskością ich ciał, niż widzieć wszystko i nie mieć go obok siebie.
- Możesz mi ponownie zawiązać oczy - rzekł w jego stronę, gorącym oddechem drażniąc męskie usta. - Już więcej nie otworzę oczu, jeśli tego właśnie sobie życzysz.
Nosem przesunął po jego policzku, następnie zjechał nim na szyję, aby na końcu złożyć mokry pocałunek na obojczyku. Delikatnie przegryzł fragment skóry u nasady szyję, polizał ją, a potem skupił uwagę na ślepo wybranym punkcie na ramieniu, by dokonać tych samych czynności. W tym samym czasie palcami wtargnął pod materiał bielizny, by zaledwie musnąć penisa. Chciałby teraz odczytać reakcję z twarzy Doriana, lecz wciąż uparcie ni zamierzał unieść powiek.
Wargami przesunął z ramienia do jednego z sutków, który to trącił językiem, następnie zassał się na nim na krótką chwilę. Drugi potraktował posobnie, z tym, że jeszcze lekko go podgryzł, zanim się od niego oderwał. Każda pieszczota, jaką obdarowywał Richmonda, dawała mu tyle satysfakcji, choć nie mógł dokładnie przyglądać się efektom swych poczynań. Ale nie chciał tego żałować, wolał się skupić na innych rzeczach. Uśmiechnął się pod nosem i ostrożnie zsunął spodnie z bioder kochanka wraz z bielizną. Może i nie powinien działać tak szybko, jednak w takich chwilach trudno mu było pozostać cierpliwym. Tak bardzo pragnął tego mężczyzny. Ujął w dłoń pobudzoną już męskość i delikatnie zaczął poruszać dłonią po trzonie. Kciukiem drażnił czubek, aby wzmocnić doznania. Próbował się trzymać resztek opanowania, co wcale nie było takie łatwe. W tej chwili mógłby się wręcz rzucić na to zmysłowe ciało.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Pią Sie 29, 2014 6:10 pm

Był obserwowany, jego nagość nie pozostała już tylko jego, w tym momencie dzielił ją z Gustavem Waddingtonem, hrabią Sandwich, dyrektorem dużej firmy RoboticsUNION, playboyem, łamaczem męskich serc, ale również i jedną z najbardziej pociągających oraz interesujących osób, jaką w ostatnim czasie spotkał, szarmanckim dżentelmenem i demonem w nieziemskim ciele. I było za późno, by się zakryć, spełnił się jego najgorszy koszmar, lecz póki nie widział twarzy blondyna, miał wrażenie, że ten go nie widzi. Było to naprawdę dziecięce myślenie, a mocno zaciskające się powieki świadczyły o jego wierze w to proste myślenie.
Ja nie widzę ciebie – więc ty nie widzisz mnie.
W tym momencie nie potrafił wziąć szarfy i ponownie zawiązać jej na szarych oczach towarzysza, tak było dobrze.
Nie ukazał jednak strachu. Miał wrażenie, że czuje łzy, lecz nie pozwolił im ujrzeć światła dziennego, zaś na słowa partnera zareagował ponownym drgnięciem. To było kłamstwo, nie był piękny. Zapewne Gustav widział już wiele, dużo ładniejszych sylwetek, umięśnionych, pełnych wigoru, młodzieńczych, opalonych, silnych, wytatuowanych, buntowniczych, a przede wszystkim naprawdę męskich. Na jego jasnej skórze dokładnie było widać każde podrażnienie, więc ślady po paznokciach stały się wyraźne, pozostał naznaczony przez szlachetnie urodzonego bogacza, a dodatkowo spowodowały kolejną falę podniecenia, gdyż wadziły o wrażliwą na dotyk część ciała, jaką był brzuch.
Spokojny i pełen uczucia pocałunek, jak i przyjemny dotyk na policzkach uspokoiły go, lecz ciągle wolał pozostać w dziecięcej świadomości. Nie miał pojęcia, że towarzysz również zamknął oczy.
Czuł wędrówkę jego ust po swojej skórze, delikatne drganie ciała było dowodem, że każda pieszczota odbierana jest wyjątkowo intensywnie, odbierał go wieloma receptorami. Zachłysnął się powietrzem, gdy dwa różowe punkciki w dość brutalny i nieoczekiwany sposób zostały pobudzone, zaś prawdopodobnie przyszły kochanek usłyszał to, co chciał słyszeć – jęk, wpierw wywodzący się z zaciśniętych mocno ust, a następnie opuszczający zachrypnięte gardło, nie został powstrzymany, gdyż szlachcic musiał zaczerpnąć powietrza, które i tak z trudem chwytał w tym momencie. Odchylił mocno głowę do tyłu, wydłużając i eksponując w ten sposób łabędzią szyję, pierś również się uniosła, a plecy stworzyły delikatny łuk.
Tak niewiele trzeba było, by doprowadzić go do ekstazy. Nie protestował nawet słownie, gdy został pozbawiony i dolnej partii ubrań, choć miał wrażenie, że wszystko dzieje się tak szybko, a on nie ma na nic wpływu.
- Gustav… - to była cała wypowiedź, na którą mógł się zdobyć w owej sytuacji. Miał wrażenie, ze jego głos rozbrzmiewa gdzieś w oddali, że nie należy do niego. Był podniecony, przesiąknięty seksapilem, niski, chrapliwy, ciężki.
Ile to lat było? Pięć, dziesięć, piętnaście… Nie, Szesnaście lat temu czuł ostatnio drugie ciało przy swoim, tak dawno temu pieszczono jego genitalia, mówiono mu, że jest piękny, patrzono na niego w ten pożądliwy sposób. A on odwdzięczał się, był rozpalony, otwarty na wszelkie doznania, gotowy na zbliżenie. Teraz, gdyby nie palący wstyd i świadomość, że leży obnażony przed jasnowłosym hrabią, sam zacząłby go rozbierać. Nie było to w jego mniemaniu sprawiedliwe, że tylko on był nagi, lecz nie potrafił się zdobyć na wyrównanie ich szans.
Gdyby tylko wiedział, że Waddington nie patrzy. A tak zasłonił sobie oczy przedramieniem i wypchnął aż biodra w niekontrolowanym ruchu. Dotykał go. Dłoń mężczyzny przesuwała się po jego prąciu w górę i w dół, był już teraz wilgotny, pobudzony, jego męskość pulsowała równomiernie, a jego przechodziły na przemian dreszcze – gorące i zimne. Wolna dłonią odszukał dłoń Gustava i wbił mocno palce w jego przegub, dodatkowo mówiąc o swoim obecnym stanie.
- Spójrz na mnie – ta prośba była na tyle niesamowita, że nie mogła być prawdziwa.
Był bliski stanu ostatecznego uniesienia, jego pierś unosiła się nerwowo, biodra były wypychane, dolna warga przygryzana, zaś sama głowa przechylona na bok i przysłonięta drugą ręką, której dłoń zaciskała się mocno w pięść, zaś paznokcie wbijały się w delikatną skórę. Na jasnej skórze powoli perlił się pot, a bicie serca mogło być wyraźnie słyszalne, gdyby tylko zbliżono się do jego piersi.
- Spójrz! – wykrzyknął i coś go poraziło, mięśnie się napięły, a z niego uleciało całe napięcie.
Biała, słonawa ciecz oblała zaciskającą się na jego przyrodzeniu dłoń, skapnęła na brzuch z czerwonymi pręgami. Stymulacja niedopieszczonej przez tyle czasu żołędzi sprawiła, że szczytowanie Richmonda nastąpiło być może za szybko, ale z pewnością dało długo wyczekiwaną ulgę. Mężczyzna płonął – z pożądania, z chęci dalszego poznawania Gustva, ale i wstydu. Ciężko przełknął ślinę, ciągle trudno oddychając. Czuł mokre ślady na policzkach, które starał się nieporadnie otrzeć. Z wrażenia przestał kontrolować niektóre partie swojego ciała, w ten sposób tłumaczył przed samym sobą łzy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Pią Sie 29, 2014 11:47 pm

Ciało znajdujące się pod nim drżało z rozkoszy, jaką odczuwało, dzięki starannym pieszczotom. Hrabia starał się każdym gestem pokazać Dorianowi swoje pożądanie. Pragnął go i bynajmniej nie chodziło o sam seks, chciał zawładnąć zarówno jego ciałem, jak i umysłem. Zamierzał po krańce wypełnić go sobą, w ten sposób uzależniając go od siebie. Do końca zawierzył tej misji, nie zważając na to, iż podobny plan może się nie powieść. Zawsze śmiało sięgał po to, czego pragnął i na dodatek zdobywał to, dlatego tym razem nie mogło stać się inaczej. Jednak Richmond nie był przedmiotem i z całą pewnością wyróżniał się na tle innych ludzi, nawet na tle wszystkich kochanków szlachcica. On był kompletnie inny, ponieważ wydawał się Gustavowi tak podobny do niego samego. Wiele rzeczy ich łączyło.
Posłusznie poddawał się pieszczotom, a ciało za każdym razem domagało się więcej i to nie tylko dreszczami. Długowłosy nieumyślnie eksponował swą zmysłowość, której ukryć nie mogło nawet całe to zawstydzenie. Wypuścił z siebie tak słodkie odgłosy, poruszał po to, aby dopasować do gestów kochanka. Rozgrzana skóra chłonęła każde muśnięcie, pokazując, jak bardzo jest wrażliwa. Waddington od razu odgadł, że wrażliwość ta jest wynikiem długiego unikania bliskości drugiego ciała. Delikatnie uniósł kąciki ust na tę myśl, z jeszcze większą żądzą sunąc dłońmi po tak niewinnym ciele. Nie potrafił przestać, zwłaszcza, że usłyszał swoje imię wypowiedziane w tak kuszący sposób. Richmond wciąż nie zdawał sobie sprawy z tego, jak wodzi na pokuszenie jest. Także nie mógł uwierzyć w to, że jest naprawdę piękny, przez co komplement zbył milczeniem. I choć hrabia nie oczekiwał odpowiedzi, to jednak cisza między nimi, przerywana jedynie płytkimi oddechami, sprawiła mu pewien zawód.
Poczuł jego dłoń na przegubie ręki, po czym usłyszał polecenie. Przez chwilę wahał się je wykonać, lecz w końcu nabrał odpowiedniej śmiałości i otworzył oczy, aby ujrzeć blady tors kochanka. Następnie spojrzał na jego twarz, która w większej mierze była zasłonięta - zwłaszcza oczy, jakby miały przed sobą jeden z najokropniejszych widoków. A potem padł wykrzyczany rozkaz, przez który wzdłuż kręgosłupa hrabiego przeszedł dreszcz. Zerknął w kierunku swej dłoni, wciąż ujmującej penisa kochanka, aby zobaczyć na niej nasienie długowłosego. Na jego ustach tak nagle pojawił się subtelny uśmiech. Ale reakcja Doriana był kompletnie inna: po jego policzkach popłynęły łzy, a te oszołomiły Gustava. Dyrektor wycofał dłoń, po czym zamarł w bezruchu, nie wiedząc za bardzo, co powinien zrobić. Chwycił czystą dłonią rękę mężczyzny i zabrał ją z jego twarzy, aby zajrzeć w jego zaszklone oczy. Kciukiem przerwał jedną z wilgotnych ścieżek. Nie chciał doprowadzić go do płaczu. Pochylił się nad nim i musnął na początek wąskie wargi, następnie wsunął język między nie, zakradając się do wnętrza ust. Zranienie tak wspaniałego człowieka od razu uznał za jeden z największych grzechów, a nie chciał się go dopuścić.
- Nie płacz - wyszeptał wprost w te rozedrgane usta, gdy tylko przerwał pocałunek. - Nigdy jeszcze nikogo nie doprowadziłem do płaczu w łóżku.
Stanowczo objął go i przyciągnął do siebie, odrywając górną część ciała od materaca. Twarz wtulił w jego ramię próbując jakoś uspokoić pobudzone ciało i jednocześnie uciszyć grzeszne myśli, co nie było wcale takim łatwym zadaniem, mimo iż jest z natury opanowanym człowiekiem. Zwyczajnie nie potrafił zaprzestać reagować na tę intymną bliskość, zwłaszcza, że tyle do niej dążył. Ale czuł się nieco zagubiony, ponieważ nigdy wcześniej nie znalazł się w podobnej sytuacji. Chciał uspokoić Doriana, choć sam czuł się niespokojny.
- Skup się na mnie - poprosił łagodnym szeptem, delikatnie kładąc jego plecy na łóżku. Sam wyprostował się i zdjął z siebie koszulę, obnażając szeroką pierś i płaski brzuch. Odrzucił od siebie niepotrzebną część garderoby. Ubrudzoną spermą dłoń, na której jeszcze utrzymały się resztki cieczy, uniósł do ust i z pożądliwym spojrzeniem zlizał substancję z palców. Nie przeszkadzał mu słony smak. Pochylił się nad kochankiem i ustami przesunął z jego szyi przez mostek do podbrzusza, gdzie przejechał po skórze zębami. Szybko znalazł się przy kroczu, najpierw gorącym oddechem drażniąc penisa. Bez ostrzeżenia przejechał językiem po całej jego długości. Miał zamiar doprowadzić mężczyznę do szaleństwa. Chciał go więcej, intensywniej, mocniej. Palcami zaczął masować jądra, kiedy to główkę męskości wsunął do ust, by się na niej delikatnie zassać. Wreszcie objął wargami trzon, aby poczuć członek głębiej w ustach. Zuchwale przesunął zębami po skórze, nieco się drażniąc przy tej pieszczocie z wrażliwym po orgazmie długowłosym. Niech to piękne ciało znów zacznie się wić z rozkoszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Pon Wrz 01, 2014 7:15 pm

Płonący, palący jego wnętrze wstyd ciągle nie pozwalał mu na jasne ocenienie sytuacji, w której się znalazł. Był nagi, widziano jego ciało, emocje – drżenie, łzy, szybko unoszącą się pierś, pulsujące prącie. Tak bardzo było mu wstyd za siebie, że nie potrafił odezwać się słowem.
Wycofanie się partnera zabolało. Dorian miał wrażenie, że to koniec, a przecież było mu tak dobrze, a mimo to zapewne nie sprostał wysokim wymaganiom mężczyzny. Był na to gotowy, na zakończenie przyjemności, nie był go godzien, a obrazek, który ujrzał Gustav zaowocował jego rezygnacją z bliskości. Poczucie winy zaczęło przerastać długowłosego, więc, gdy poczuł usta hrabiego, jego język przy swoim, serce znów zaczęło bić mocniej w jasnej piersi. Zadrżał też z zimna, gdyż nie był przyzwyczajony do leżenia bez ubrań, tym bardziej przy drugim, gorącym ciele, do którego pragnął się przytulić.
Słysząc słowa Waddingtona o nie ronieniu łez, musiał się mocno kontrolować, by nie zrobić czegoś zupełnie przeciwnego. Tak bardzo się bał bycia ujrzanym, że z niesamowitą wręcz ulgą przytulił się do niego, na chwilę ukrywając przed bacznym wzrokiem kochanka, którym stał się w chwili, gdy szlachcic mu zawierzył i pozwolił na intymność.
- Skupiam, to z wrażenia, nie jest mi źle – nie wiedział, dlaczego się tłumaczy, ale czuł, że musi to zrobić, by znów było dobrze, by Gustav się nie wycofał i nie porzucił go w tak ważnej dla niego chwili.
Ciągle dygocąc z zimna oraz podniecenia, odsunął się lekko i przesunął dłonią po szyi, obojczyku i piersi, która tak go kusiła. Pochylił się delikatnie i złożył na mostku dyrektora pocałunek pełen uwielbienia oraz szacunku do jego osoby. Tak bardzo byli do siebie podobni w kwestii pochodzenia, wychowania, statusu, inteligencji, lecz w wielu kwestiach się mocno różnili, co sprawiało, że uzupełniali się jeszcze bardziej. Z lekkimi wypiekami obserwował, jak Gustav oczyszcza swoją dłoń, na której ciągle były jego ślady. Pochwycił ją w swoje palce i przyłożył do własnego policzka. Nie był świętym, zapewne pragnął wielu rzeczy, lecz ograniczał swoją wyobraźnię, pragnienia, fantazje.
- Nie przestawaj – ta wypowiedziana na głos prośba ledwo doleciała do jego własnych uszu, lecz była jak najbardziej realna.
Podparł się rękoma na łóżku, by nie opaść i z ogromnym zdziwieniem, jak i chwilą zawahania obserwował poczynania Gustava. Chciał go powstrzymać! Kogoś o pozycji hrabiego nie wypadało… Było już za późno. Richmond jęknął aż i odchylił głowę, czując wilgotny język na wrażliwym w tym momencie przyrodzeniu. Już myślał, ze to koniec doznań, że już będzie mógł dać reprymendę niereformowalnemu blondynowi, lecz w tym momencie opadł na pościel. Doznania były zbyt mocne. Zacisnął tym razem palce na włosach swojego towarzysza, czując tym samym dokładniej każdorazowy ruch głowy, którą poniekąd zaczął kierować. Rozchylone nogi rzez chwilę wierzgały po kołdrze, palce u stóp prostowały się gwałtownie, a przez kręgosłup przechodziły dreszcze, które kierowały nim niczym marionetką.
- Pocałuj mnie – zażądał, a gdy tylko poczuł, że szarooki oderwał się na chwilę od jego krocza, sam go pociągnął i spełnił swoją zachciankę, wsuwając język głęboko w jego usta, smakując tym samym i siebie, gdyż ciągle czuł słonawy posmak.
Wbijał swoje palce w ramiona hrabiego, zsunął je niżej aż do metalowej sprzączki, gzie też się zatrzymał. Teraz mógł mu spojrzeć w oczy, choć ciągle uciekał spojrzeniem przed choćby przypadkową oceną ze strony partnera. Bał się jego komentarzy, a równocześnie ich oczekiwał. Spoglądając mu głęboko w źrenice sprawił, że pasek ustąpił, tak samo jak zamek i guzik, a po chwili spodnie pozostały zsunięte z jego bioder. Nie było to sprawiedliwe, by tylko okularnik pozostawał bez ubrań, lecz nie wyraził swej opinii na głos. Spokojnym, wręcz zmysłowym ruchem odgarnął włosy z twarzy i wtedy też wydał kolejne polecenie, najwyraźniej nie lubił ciszy.
- Zdradź mi swe myśli, nawet, jeżeli miałyby być naprawdę grzeszne – wyszeptał mu w wargi, które muskał i skubał, nie chcąc się odsuwać.
Drżącą dłonią pochwycił palce Gustava i nakierował je ponownie w kierunku swojego krocza. Lecz on kierował, nadawał tempo i pokazywał, gdzie Waddington może dotknąć, kiedy ma przestać. Wraz z nim przejechał ręką po całej długości swojego prącia, zeszli na jądra i zatrzymali się miedzy pośladkami, wtedy też wycofał własny dotyk i z ufnością oraz ponownym zażenowaniem spojrzał na twarz mężczyzny, obawiając się jego reakcji.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Czw Wrz 04, 2014 8:00 pm

Krótkie wyjaśnienie, choć w intymnej chwili wydawać się mogło niezwykle rozbudowane, uspokoiło hrabiego, który już gotów był robić sobie wyrzuty. Był przekonany o swojej odpowiedzialności za te łzy, na całe szczęście okazały się one wynikiem samego zaskoczenia a nie braku subtelności. Z tego powodu w kącikach jego ust zagościł drobny uśmiech. Przeszedł do dalszych działań, nie reagując na zawstydzenie kochanka ze wzmożoną czujnością, jednak stale obserwował jego oblicze, a to stale wydawało mu się przesiąknięte resztkami lęku. Ale to wrażenie przepadło w mgnieniu oka, kiedy Dorian docisnął dłoń szlachcica do swojego policzka, co zrobił z niezwykłą ufnością. Waddington sam zaprzestał się obawiać własnego pożądania i rozpoczął wędrówkę ust, do której partner jedynie go zachęcił swą prośbą. Nawet gdyby ta nie padła, Gustav nie miał zamiaru przerwać w połowie. Rozkoszował się smakiem rozgrzanej skóry, by na końcu wytyczonej przez siebie ścieżki poznać smak twardego członka. Pieszczota wywarła odpowiedni skutek: na nowo rozbudziła pragnienia Doriana i jednocześnie obezwładniła go na krótką chwilę. Smukłe palce znalazły się pomiędzy krótkimi, blond kosmykami, aby zacisnąć się na nich. A gorące wargi przesuwały się po penisie, tak jak język.
Wysunął męskość z ust i zerknął na długowłosego, wtedy też ten przejął inicjatywę i przyciągnął do siebie twarz dyrektora. Zapewne nie zdając sobie sprawy z tego, że nie za bardzo powinien myśleć o pocałunku, wpił się w usta hrabiego, po czym wsunął język do ich wnętrza. Bezmyślnie spełnił własną zachciankę, znosząc przy tym wszelkie niedogodności, dlatego też Gustav nawet przez chwilę nie oponował. Odpowiedział na pocałunek leniwym ruchem języka, ciesząc się zaangażowaniem Richmonda. Pasja, jaką wniósł w pocałunek i wędrówkę dłoni w dół, udzieliła się również Waddingtonowi. Hrabia chwycił podbródek kochanka, nie odrywając spojrzenia od jego szarych oczu. Zsunięte z bioder spodnie szybko rozbudziły jego apetyt na więcej.
- Myślę jedynie o twoim ciele - oznajmił niskim, zmysłowym głosem. - Chcę nim zawładnąć - dodał chrapliwym szeptem, kompletnie zapominając o opanowaniu. Jego oczy zabłysły, z kolei usta znalazły drogę do warg Doriana. Palcami przesunął po jego torsie, kiedy druga dłoń została nakierowana na dolne partie ciała. Przesunął po długości penisa, dotknął biodra, by zatrzymać się między pośladkami. Dorian wycofał własną dłoń, nie zdradzając swych myśli słowami. Zrobił to gestami, a te znaczyły więcej. Był tak precyzyjny w swych żądaniach, a nie wydawał konkretnych poleceń. W szarych tęczówkach kryła się pewność, która mocno kontrastowała z czerwonymi ze wstydu policzkami. Kciuk hrabiego naparł delikatnie na wejście, jednak szybko zaprzestał tej czynności. Musnął wargi mężczyzny, po czym oderwał się od niego zaledwie na chwilę, aby wydobyć z szuflady szafki nocnej żel intymny. Szybko wycisnął trochę substancji na palce, następnie jeden z nich, odpowiednio już nawilżony, wsunął we wnętrze kochanka, rozprowadzając tam lubrykant. Delikatnie zasypywał ramię długowłosego pocałunkami, aby oderwać go od nieprzyjemnych doznań. Tak bardzo nie chciał zadać mu bólu, jednak był świadom tego, że to nieuniknione. Zapewne sam Richmond zdawał sobie z tego sprawę.
- Od początku tego chciałem – zdradził z lekką krępacją, jakby to wyznawał jeden ze swych wielkich grzechów. Wyjawił, że już przy ich pierwszym spotkaniu miał właśnie takie plany. Niezbyt to eleganckie, ale dość prawdziwe. Gustav jest mężczyzną z krwi i kości, więc ma pewne potrzeby. Przy Dorianie zapewne wielu osób myślałoby o zaspokojeniu swych żądz, w końcu jest wręcz idealny. Przystojny szlachcic – iście smakowity kąsek.
Mocniej naparł palcem na jego wejście, drugą dłonią przesunął po jego męskości. Nie da mu chwili wytchnienia zapewnie mu rozkosz, o jakiej nigdy nie zapomni. Znów odszukał jego wargi, wpijając się w nie z początku ostrożnie, jednak szybko pocałunek nabrał namiętności, gdy dołączył do niego język.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   Nie Wrz 07, 2014 12:52 pm

Nieuchronnie zbliżali się do tego momentu, gdy ich ciała miały stanowić jedno, a im bliżej byli tego punktu, tym większe wahanie pojawiało się w oczach Doriana. Głos rozsądku zaczynał się przebijać przez otumaniony rozkoszą i chęcią bliskości umysł, choć od fizycznej strony nic się nie zmieniło – Dorian ciągle był chętny miłosnego aktu i sam do niego dążył, pokazując hrabiemu, czego pragnie naprawdę. Myśli, które nie powinny się w owej sytuacji pojawiać, zrobiły to.
Wykorzysta i porzuci, już cię to spotkało. Jesteś kolejną zachcianką bogacza. Gdy cię zdobędzie, przestaniesz być dla niego atrakcyjny. Tylko o jednym myślał i do jednego dążył. Pożałujesz tej decyzji. Pożałujesz.
Mocno przygryzł dolną wargę i spojrzał ponownie w oczy partnera. Nie widział w nich niczego innego prócz uwielbienia, pożądania oraz szacunku do jego osoby. Richmond mógłby to przerwać jednym słowem, lecz do tej pory tego nie zrobił. Chciał dać szansę nie tylko Gustavowi, ale przede wszystkim sobie. Miał okazję zamknąć rozdział życia przepełniony samotnością i brakiem spełnienia w sferze intymnej. Mógł to być piękny początek czegoś nowego, bądź też rozpoczęcie nowego horroru, lecz nie będzie wiedział, dopóki się nie przekona o tym na własnej skórze. Skończyły się czasy, gdy był jedynie biernym uczestnikiem życia, miał zamiar zacząć żyć wedle zasad, na które sobie do tej pory nie pozwalał przez absurdalny strach, o którym zdawał się nie wiedzieć.
Był pewien, że już zapomniał, co to było za uczucie, lecz, gdy tylko poczuł palec napierający na swoje wejście, poczuł ten sam dreszcz emocji, co przed laty, choć teraz jego ciało wyglądało inaczej, mężniej, zaś jego partner był doświadczonym kochankiem, dla którego nie istniały żadne bariery, więc i te stawiane przez długowłosego pokonywał bez większych trudności. Bijące mocno serce zamarło, gdy dyrektor RoboticsUNION na chwilę się wycofał, gdy po krótkiej chwili znów się do niego zbliżyć z nawilżającym olejkiem. Dorian patrzył, jak substancja dokładnie jest rozprowadzana po palcach dostojnika. Wiedział, że to chwila, gdy zacznie się ostatni etap tej wędrówki przez miłosne uniesienie.
Postarał się rozluźnić, choć po takim czasie nie było to proste. Ciężko przełknął ślinę, gdy obce ciało znalazło się w jego własnym. Leżał przed niemal obcym mu mężczyzną w poddańczej pozycji, pozwalał mu na penetrację i czekał na ciąg dalszy. Chyba zwariował, a mimo to naprawdę chciał więcej, chciał się z nim zatracić i pogrzebać resztki swego rozsądku.
Może i pozwoli zawładnąć Waddingtonowi nad swoim ciałem, lecz umysł pozostanie jego. Nigdy nie da sobie narzucić zdania, nie zgodzi się ze sprzecznymi mu zasadami, choć teraz miał wrażenie, że jest sterowany, że robi dokładnie to, czego mężczyzna chciał. Niemal po raz drugi był rozdziewiczany, więc był gotowy na ból, który również dobrze pamiętał. Wtedy też jego wybranek nie miał dostępu do różnych specyfików ułatwiających stosunek, więc w obecnej chwili przygotowanie było wręcz przyjemne.
- Nieładnie, panie Waddington – mruknął zachrypniętym od jęków i westchnięć gardłem.
Skarcił g, lecz było to bardziej żartobliwe, niż mówione na poważnie. Z zadowoleniem przyjął pieszczotę oraz mocny pocałunek. Rozwarł wargi, by ten stał się jeszcze bardziej namiętny, jego uwaga skutecznie została odwrócona od tego, co działo się tam na dole. Wsunął długie palce we włosy blondyna i nieznacznie uniósł biodra, drugą dłonią przesunął po plecach hrabiego, zostawiając tam czerwone ślady po paznokciach. Lecz ta nie przestała i szła jeszcze niżej, dotarł do pośladków ukrytych ciągle pod bielizną i zacisnął na nich swą dłoń, pozwalając sobie na masaż tej części ciała partnera. Najwyraźniej szlachcic nie potrafił leżeć spokojnie i ciągle miał za złe, że on jest całkowicie nagi, zaś osoba, która go dotykała nie. Nim palce wślizgnęły się pod materiał przełknął głośniej ślinę i oblizał wargi i przygryzł dolną z nich mężczyzny. Przeszły go znów dreszcze, przymknął oczy i odchylił głowę, gdy doznania serwowane przez Gustava nabrały na sile. Odruchowo wręcz zacisnął dłoń na jego przyrodzeniu, gdyż tam dokładniej zmierzał. Oszołomiony doznaniem pomógł sobie drugą ręką, by zdjąć uciążliwą bieliznę i wyswobodzić prącie kochanka z więzów materiału. Zwolnił mocny uścisk i samymi opuszkami badał krocze hrabiego, niemal łaskotał, w tak delikatny sposób to czynił, najwyraźniej chcąc go poznać i w tym miejscu. Dotarł do nasady, gdzie zrobił obręcz ze swoich palców i przesunął znów w górę, a następnie w dół. Pobudzał i tak obudzony narząd, nie mogąc wypowiedzieć nawet słowa. Jeden z palców odważył się dotrzeć na szczyt, do żołędzi, gdzie też odnalazł dziurkę, z której już teraz zaczynały wydzielać się płyny. Naturalny nawilżacz został rozprowadzony po główce.
Wtedy też Dorian wycofał znów swą dłoń, a wilgotny palec wsunął do ust, robiąc to w tak zmysłowy sposób, że obserwator powinien dostać dreszczy. Dopiero wtedy architekt spojrzał ponownie lekko zamglonymi od rozkoszy oczami na twarz mężczyzny i wypchnął bardziej biodra, czując jak palec hrabiego coraz to śmielej oraz bez większych problemów sunie po jego wnętrzu. Czuł każdy ruch, zaciskał się na nim już teraz, powoli pozwalając sobie na wyobrażenie niedalekiej przyszłości.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Rezydencja Waddingtona   

Powrót do góry Go down
 
Rezydencja Waddingtona
Powrót do góry 
Strona 2 z 4Idź do strony : Previous  1, 2, 3, 4  Next

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Inne-
Skocz do: