IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Apartament Rozbójnika

Go down 
AutorWiadomość
Gość
Gość



PisanieTemat: Apartament Rozbójnika    Wto Lip 08, 2014 11:23 pm

Skromny, dwupiętrowy apartament, gdzie na pierwszy piętrze znajduje się salon, kuchnia z jadalnią oraz jedna łazienka, natomiast na górze pokój gościnny, własny (w obu są niewielkie balkony) łącznie z sypialnią, garderobą i małym pokojem, gdzie trzyma swojego węża. Do tego dochodzi jeszcze niewielka łazienka z prysznicem. Bardzo przytulne gniazdko.
Powrót do góry Go down
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Wto Lip 08, 2014 11:37 pm

Dokładnie pamiętał chwilę, w której obiecał swojemu rudowłosemu przyjacielowi, że skontaktuje się z nim jak najszybciej, jednak wiele rzeczy odwlekło złożenie mu wizyty. Zapewne jego pamięć wspomagały nie tylko drobne wyrzuty sumienia na myśl, iż nie dotrzymał słowa, to przede wszystkim okoliczności, w jakich złożył obietnicę, nie pozwalały mu być spokojnym. Na swoje nieszczęście zapomniał o zamknięciu drzwi od szkolnego schowka, przez co Damaza miał okazję zobaczyć go w wielce niestosownej sytuacji. Dlaczego rudzielec szukał go właśnie tego dnia? Z całą pewnością miał ważną sprawę do obgadania, w innym wypadku na pewno nie fatygowałby się aż do miejsca pracy przyjaciela. Prędzej by zadzwonił niż ruszył swoje zacne cztery litery z klubu czy też wygodnego apartamentu. Skoro Baldric już podejrzewał, że stary druh go potrzebuje, mimo wielkiego zawstydzenia, zdecydował się wreszcie po kilku dniach przejść do mieszkania Rumcajsa.
Kompletnie nie wiedział, czego ma się spodziewać. Jeszcze nigdy się sobie specjalnie nie zwierzali, a właściwie to rudy nigdy się nie zwierzał. Nie lubił zbytnio opowiadać o sobie i Bald jakoś to zaakceptował. Raczej nie należy do zbyt ciekawskich osobników, aczkolwiek interesowało go życie przyjaciela. Ale czy łączy ich przyjaźń? Nauczyciel wychowania seksualnego właśnie tak postrzega ich relację, jako przyjaźń, jednak nigdy nie był pewien, jak to wygląda z perspektywy Damaza. Gdyby widział w nim przyjaciela, być może byłby nieco bardziej otwarty.
Gdy tylko Baldric znalazł się pod prostym, aczkolwiek eleganckim apartamentowcem, poczuł się nieco skrępowany. Sam nie mógłby pozwolić sobie na zamieszkanie w takim miejscu, ponieważ zwyczajnie go na to nie stać. Czuł, że całkowicie nie pasuje do tego miejsca z wyglądu, ubioru i pochodzenia. I jak ma niby wejść do środka? Znał adres, ale jeszcze nigdy tu nie gościł. W końcu zbliżył się do drzwi wejściowych i zerknął na domofon. Przy jednym z guzików znajdowała się tabliczka z numerem apartamentu oraz nazwiskiem rudzielca. Nacisnął przycisk, po czym westchnął pod nosem nieco żałośnie. Chyba źle zrobił, że przyszedł tu a nie do klubu. Przynajmniej nie zwalił się mu na wieczór, wolał raczej przybyć po szesnastej, aby mieć pewność, że złapie go w jego mieszkaniu.
Drgnął lekko, gdy usłyszał charakterystyczny dźwięk domofonu. Podrapał się niedbale po potylicy i uniósł kąciki ust w lekko zakłopotanym uśmiechu.
- Cześć, to ja – przywitał się niby spokojnie, jednak lekka nerwowość w jego głosie wydawała się być dość słyszalna. – Znaczy… Tutaj Baldric. Wpuścisz mnie?
Jeśli go nie wpuści, prawdopodobnie brunet dorwałby go w klubie i wtedy narzucałby mu się do granic możliwości. Dla własnego dobra Rum powinien powitać go w swoich skromnych progach, zwłaszcza, że zdążył już poznać usposobienie Bala. Nie ma wyjścia, muszą w końcu odbyć rozmowę, na której przecież jemu zależało najbardziej.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Sro Lip 09, 2014 12:27 am

On również nie mógł zapomnieć o tamtym dniu, jak bardzo został zlany w chwili, kiedy potrzebował podzielić się dość istotną informacją ze swoim bliskim... znajomym. Nie wiedział, czy termin przyjaciel będzie tutaj dobrym określeniem. Może zdaje sobie sprawę z tego, że Baldric uważa go za swojego przyjaciela, to ten natomiast nie mógł tego po prostu stwierdzić.
Tak naprawdę tamten dzień był mu obojętny, a raczej zaistniała w nim sytuacja. Różne rzeczy się zdarzają, więc doskonale to rozumiał, a przynajmniej zdawało mu się tak. Czekał spokojnie na ten dzień, kiedy to jego znajomy zechce, a prędzej będzie gotowy na to, aby spotkać się z Damazą w cztery oczy. Zapewne trochę ich speszył tym, że ich tak bezczelnie nawiedził. Zresztą, co tutaj się dziwić? Nie na co dzień uprawiasz seks w kąciku woźnego z ledwo poznanym uczniem. Mógł jednak zadzwonić, oj mógł...
Dzisiejszy jego dzień nie był skomplikowany. Standardowo wstał o (dla niego) wczesnej porze. Zajechał do klubu, aby sprawdzić, co się dzieje, przyjąć towar i tego typu rzeczy. Kiedy z tym wszystkim się uporał i miał chwilę czasu dla siebie, wrócił do domu. Jakoś nie miał szczególnej ochoty na granie w pokera czy ruletkę ze swoimi "kumplami", więc postanowił udać się na swoje mieszkanie. To była jedna z najrozsądniejszych myśli, którą miał w głowie. Dość szybko tam się znalazł albo po prostu miał takie wrażenie. Droga jego motorem stąd do klubu, czasowo zajmowała jakieś niecałe dwadzieścia minut przy jego prędkości, a jechał naprawdę szybko. Na mieszkaniu był około czternastej i spokojnie zdążył na wymarzony mecz koszykówki. Dzisiaj miała odbyć się rozgrywka między Włochami a Polakami. Oczywiście kibicował tym drugim. Jednak było po nim widać, że od kilku dni był jakoś... przybity? Nie, to do niego nie pasuje. Ale inaczej nazwać tego po prostu się nie da.
Sam mecz skończył się po czterdziestu minutach, wypijając przy tym dwa piwa i wypalając parę papierosów, choć nie winien tego robić. Dzisiaj raczej powinien sobie darować ruszanie się jakimkolwiek pojazdem gdziekolwiek, ale czy go to obchodzi? Oczywiście, że nie. W okolicy szesnastej, po jego mieszkaniu i w chwili, gdy robił sobie coś do jedzenia, zadzwonił domofon. Zupełnie nie spodziewał się tutaj kogokolwiek, więc od razu zaczął układać czarne scenariusze. Do Olivera jeszcze nie zadzwonił, a adresu mu nie zostawiał... Szczerze mówiąc, to nie spodziewał się jeszcze właśnie jego. Sądził, że za maks dwa tygodnie do niego podbije, kiedy upora się z tym całym zajściem. Więc to też było całkiem miłe zaskoczenie, jak usłyszał jego głos. Tym razem żaden czarny scenariusz nie był potrzebny, ale i tak jeden miał już w gotowości. Spotkanie z nim, oznaczało rozmowę. Rozmowa, oznaczała niepokojące wieści. No cóż... Życie.
Uniósł jeden kącik ust, gdy mężczyzna spytał się czy aby na pewno może wejść. Zrozumiał, że nie chciał mu psuć żadnych planów, o ile takie miał albo po prostu zapytał się z czystej grzeczności.
- Jasne, że nie - w jego głosie dało się doskonale słyszeć tą nutę żartu w powietrzu. W końcu nie będzie na tyle bezczelny, że go po prostu nie wpuści. Zresztą, zależało mu na rozmowie z nim, bo w końcu z kimś musiał gadać o swoim problemach, a nie ciągle je kisić w sobie.
- Właź i nie dzwoń do drzwi, tylko od razu wejdź. Będą otwarte - dodał jednak dość szybko, aby młodszy mężczyzna przypadkiem źle tego nie zrozumiał.
Otworzył mu drzwi, a tym samym Bal mógł spokojnie wejść do środka, przejść parę stopni lub użyć windy i swobodnie wejść do mieszkania Rumcajsa, przy okazji dowiadując się jak on mieszka. Kiedy zrobił ów czynności, na dzień dobry zaatakował go pies niekoniecznie przyjaznym nastawieniem do niego. Zawsze reagował tak na obcych. W sumie nie było osoby, którą lubił nie licząc samego właściciela. Dość szybko Ruma znalazł się przed Baldriciem, odganiając psa i przy okazji mówiąc mu, że ma być dla tej osoby stosunkowo miły. Przywitał się z nim uciśnięciem dłoni i mówiąc krótkie "siema", posyłając mu jednocześnie delikatny zarys uśmiechu. Zamknął drzwi na zamek i powiedział, aby rozgościł się w salonie, a on zaraz przyjdzie i zniknął w kuchni, gdzie kończył robić stertę przepysznych kanapek.
Powrót do góry Go down
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Sro Lip 09, 2014 11:53 am

Strasznie mu głupio było z powodu tej kilkudniowej zwłoki, dlatego liczył się z tym, że przyjaciel może nie zechcieć go widzieć. Powinien był zadzwonić, ale najpierw skupił się na Percym, potem potrzebowała go babcia, u której zjawiła się po wielu latach córka. Jednak nie chciał myśleć o sobie, przede wszystkim musi wysłuchać Damazy, który zapewne też ma swoje problemy i to zapewne nie takie błahe, skoro zależy mu na rozmowie. To do niego niepodobne, aby się zwierzał, aczkolwiek taki stan rzeczy poniekąd schlebiał Baldricowi. Czyżby jednak zasłużył już na miano przyjaciela w oczach rudowłosego? W końcu nikt nie zwierza się byle komu.
Gdy usłyszał jego odpowiedź na swoje pytanie, spojrzał mocno zaskoczony na nieszczęsny domofon i już miał coś powiedzieć, aby przekonać go do zmiany zdania, kiedy usłyszał kolejne słowa. Rum podrażnił się z nim trochę, właściwie miał do tego pełne prawo za ten długi czas oczekiwania na jego wizytę. Nauczyciel odetchnął z ulgą i wyrzucił z siebie ciche podziękowanie do domofonu. Otworzył drzwi wejściowe, po czym ostrożnie zamknął je ze sobą, następnie skierował się w stronę schodów, którymi wszedł na odpowiednie piętro. Windą zajęłoby mu to krócej, ale tym razem bardzo potrzebował się rozruszać przed ich spotkaniem. Wysiłek fizyczny zawsze dobrze mu robi.
Nie pukał, nie dzwonił, po prostu otworzył odpowiednie drzwi i wszedł do środka, aby wzrokiem ogarnąć przestrzeń. Zanim jednak się porządnie rozejrzał, doskoczył do niego dorosły doberman. Jego reakcja wydała się Baldowi naturalna, gdyż podejrzewał, że pies musiał wyczuć zapach kota na jego ubraniach. Ale pies wycofał się na polecenie swojego pana, który powitał gościa. Bald uścisnął z nim dłonie i postawił dwa kroki do przodu, wchodząc w głąb mieszkania. Przyjazne słowa rudzielca dodały mu otuchy, dlatego zasiadł swobodnie na kanapie, spojrzeniem starając się wyłapać najciekawsze szczegóły wystroju pomieszczenia. Lecz nie potrafił wysiedzieć długo na miejscu, zaraz podniósł się z miejsca i skierował do kuchni, aby tam ujrzeć talerz pełen kanapek. Uśmiechnął się szeroko i zaraz zgarnął jedną, po czym wziął spory kęs.
- Pychota – rzucił w stronę przyjaciela, mimo że jeszcze nie skończył konsumpcji pierwszego kęsa, przez co zabrzmiał nieco niewyraźnie. A babcia go uczyła, żeby nie mówił z pełnymi ustami.
I co teraz? Chyba powinien najpierw porządnie przeprosić. Odłożył kanapkę na kuchenny blat, jakby to miało mu jakoś pomóc w stworzeniu odpowiednich zdań pełnych skruchy. W końcu wziął głęboki wdech, następnie wyrzucił z siebie powietrze i zaczął słowami:
- Bardzo przepraszam – całkiem niezły początek jak na bruneta. – Powinienem był zadzwonić. Ale chyba się nie gniewasz za bardzo, co? Sam pewnie chciałbyś się zakopać pod ziemią, gdyby twój przyjaciel zobaczył cię w takiej sytuacji.
Nie chciał się tłumaczyć, jednak obaj powinni wiedzieć, że była to dość krępująca sytuacja. Bald odchrząknął i znów złapał za kanapkę, aby pochłonąć kolejny duży kęs. Obrócił się na pięcie i wrócił do salonu, gdzie padł na kanapę, rzecz jasna bardzo nieelegancko. Zachowywał się zdecydowanie zbyt swobodnie w miejscu, gdzie znalazł się pierwszy raz, aczkolwiek niczego się nie obawiał, w końcu to mieszkanie Rumcajsa, więc nic mu tu nie grozi. Teoretycznie nic nie grozi. A jak jest w praktyce? Może go pogryźć pies.
- To opowiadaj, co u ciebie – polecił mu z jawnym zaciekawieniem, którego nie próbował nawet kryć. Chce wiedzieć, z czym Damaza przyszedł do niego tamtego dnia. To musi być coś naprawdę poważnego, skoro rudy chce się komuś wygadać. Bal podejrzewał, że chodzić może o zawód miłosny, aczkolwiek byłoby to coś nowego, ponieważ Rum zawsze był odporny na strzały Amora. To może problemy w klubie? Niestety, z tym nauczyciel niezbyt mu pomoże, ponieważ kompletnie się nie zna na prowadzeniu jakiegokolwiek interesu.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Sro Lip 09, 2014 4:10 pm

Zapewne Rumcajs wypyta go i o młodego, jak i o całą resztę. Całkiem możliwe, że uprzedzi przyjaciela albo będzie chciał po prostu na razie uciec od głównego tematu, który nie był przyjemny. Co prawda to już nie jest ta informacja, którą chciał mu powiedzieć w chwili, gdy przyszedł do jego pracy, ale równie szokująca i mrożąca krew w żyłach. I nie, nie mówimy tutaj o nieudanej miłości czy o jego zawodzie, skąd. Prawda, taka informacja również byłaby nieprzyjemna dla ucha, ale to jeszcze nie czas na to, aby mówić takie rzeczy. Jeszcze nie.
Pies udał się (co prawda oburzony, że nie może swobodnie sobie poszczekać na obcą osobę w tym domu) do salonu, wchodząc na jeden z wolnych foteli i ułożył się do dalszej, jakże czujnej drzemki, czasem łypiąc nieprzyjaźnie na towarzysza właściciela. Nie dość, że dzisiaj praktycznie nie zwracał uwagi na niego, to jeszcze ktoś do niego przyszedł. Cóż za niedorzeczność!
Rumcajs jeszcze doprawiał kanapki, w chwili, gdy obok Damazy zjawił się jego bliski znajomy, Bal. Uśmiechnął się na jego słowa o kanapce, odstawiając pieprz na swoje miejsce.
- Nie mają jeszcze soli - odparł, kręcąc głową zrezygnowany i dopiero teraz wziął sól i skończył doprawiać ten skromy przysmak. Prawda była taka, że Ruma lubił gotować i mu to wychodziło. Niestety rzadko to robił, bo nie miał komu. Zwykle zjadał w jakiś knajpkach albo zrobi sobie coś na szybko, jak na przykład takie kanapki.
Zaśmiał się cicho pod nosem, tak do siebie, kiedy znajomy zaczął mu się tłumaczyć. Na swój sposób było to urocze. Widać czuł potrzebę przeproszenia go za to, choć w zasadzie nie miał za co, bo to rudowłosy powinien przeprosić, że ich tak niespodziewanie zaszedł. Jednak nie zniży się do tego poziomu, by przepraszać. To przecież uraziłoby jego dumę, a i nie czuł nawet, aby musiał to robić. Było minęło, nie? Jak już stwierdzono, takie rzeczy się zdarzają i są jak najbardziej normalne.
- Spooko. Nie widzę powodu byś przepraszał. I tak sądziłem, że przyjdziesz tak tydzień później licząc od tego dnia bądź zadzwonisz - przerwał na chwilę, aby udać się tuż za mężczyzną z talerzem kanapek i postawić je na stoliku przed kanapą, co też uczynił. Wygonił przy okazji psa z fotela, na którym sam usiadł, sięgając uprzednio po kanapkę. Wziął pierwszego kęsa i przeżuł go.
- I nie sądzę. Ja nie z tych - dodał po dłuższej przerwie, połykając jedzenie w ustach i zaraz wziął kolejny gryz nieco większy od poprzedniego.
U niego w życiu różne sytuacje się działy i w różnych miejscach kochał się ze swoim partnerem na tą jedną noc. Mało kiedy wiązał się z partnerem na nieco dłużej. Kompletnie nie nadawał się do tego no i ludzie nie chcieli być z kimś takim jak płatny zabójca.
- Jednak jeżeli nie chcesz być wywalony z roboty, to myśl trochę i na przyszłość blokuj jakoś takie miejsca, aby nikt tam nie wszedł i Was nie zauważył. Pomijając już fakt, że chłopak mógł na tym ucierpieć i również zostać wywalony z placówki. Dobrze, że to byłem ja, a nie ktoś inny - podzielił się tą oczywistą radą, a zarazem dał mu drobną lekcję na przyszłość. On rozumie, że podniecenie, ta chwila euforii, ale jednak to nie przeszkadza w niczym, aby być bardziej uważnym.
Wiedział, że prędzej czy później ów zdanie padnie w jego stronę. Wolał jednak, aby ono nadeszło później niż wcześniej. Jakoś średnio miał ochotę o tym mówić komukolwiek, jednak czuł, że potrzebował komuś o tym powiedzieć. Niektórych rzeczy nie da się po prostu trzymać w sobie. Zjadł pierwszą kanapkę i wziął się za kolejną, kierując teraz swoje spojrzenie na towarzysza, który był jawnie zainteresowany, co u niego słychać. Westchnął ciężko, zrezygnowanie, trzymając właśnie tą chwilę w napięciu. Odkaszlnął w zamkniętą dłoń nieco skrępowany sytuacją, jednakże nie dał tego po sobie poznać. Wyraz twarzy miał obojętny na wszystko, tak jak zresztą zwykle z tą różnicą, że tym razem dało się dostrzec w jego oczach te załamanie.
- Jakbym powiedział, że w miarę dobrze, to skłamałbym - odparł z tą delikatną chrypą w głosie, która była tak charakterystyczna u niego - Ale nieważne, pierw Ty. Jak Ci poszło z tym młodym? Jesteś z nim czy nie? - i ta nagła zmiana tematu. Wiadomo, nie chciał od razu swojego przyjaciela prawić w przygnębienie, ale z pewnością dało się wyczuć ten niepokój u Baldrica i te spojrzenie, kierujące się na sylwetkę starszego.
Powrót do góry Go down
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Sro Lip 09, 2014 5:03 pm

Tłumaczenie Balda wcale nie było urocze, wręcz przeciwnie, pozbawione było zgrabności czy wdzięku, ale na pewno nie można jego przeprosinom odmówić szczerości. Źle czuł się z tym, że dla własnych uciech zignorował osobę przyjaciela, jednak nie potrafił inaczej, ponieważ całkowicie pochłonęło go jego szczęście. Już od dawna nie był z kimś w związku, więc odczuwał pewną euforię, która sprawiała, że trudniej mu było funkcjonować, ale za to o wiele łatwiej żyć. Prawdziwy paradoks.
Uciekł do salonu, jakby próbując wykręcić się od dalszych przeprosin, wtedy też poczuł na sobie baczne spojrzenie psa leżącego na fotelu. Doberman cały czas go pilnował, co właściwie nie było takie złe, w końcu w ten sposób pokazywał wielkie przywiązanie do właściciela, nad którym chciał czuwać. Jak to szkoda, że kot nauczyciela nie wykazuje podobnych chęci. No cóż, to kot, więc z natury chadza własnymi ścieżkami. Może i Baldric go karmi i zapewnia mu schronienie, jednak to w mniemaniu kota do niczego go nie zobowiązuje. Felon to bardzo kapryśne stworzenie i jeszcze bardziej egoistyczne, jednak bywa kochany, jeśli tylko chce.
Brunetowi zaraz zrobiło się nieco głupio, gdy Damaza zaprzeczył jego tezie. To prawda, że rudzielec nie należy do wielce wstydliwych, więc takie przyłapanie go na chwili uniesienia z młodszym kochankiem nie byłoby dla niego tak bardzo kłopotliwe. Sytuacja Cornwella była dość skomplikowana. Ma romans z osiemnastolatkiem. Ba, ma romans z uczniem! Chyba właśnie dlatego ze lekko spuszczoną głową wysłuchał słów przyjaciela. Doskonale wiedział, że ten ma racje, gdyby przyłapał ich ktoś z personelu szkoły, pewnie zostałby zwolniony dyscyplinarnie, z kolei Percy zawieszony w obowiązkach ucznia. Do dziś zastanawia się, gdzie też miał głowę, że zdecydował się na tak nierozważny krok. Seks w składziku woźnego, przecież to totalne szaleństwo.
- Poniosło mnie – bąknął pod nosem nieco niewyraźnie, drapiąc się przy tym po swej biednej potylicy. Miał szczęście w nieszczęściu, że został przyłapany na gorącym uczynku właśnie przez Rumcajsa, który wykazał jako takie zrozumienie. Nie osądzał, za to dał mu cenną przestrogę. – Ja to wszystko wiem, po prostu nie myślałem. Zachowałem się jak gówniarz.
Westchnął cicho pod nosem i spojrzał na rozmówcę, uważając już ten drażliwy temat za zakończony. Nie chciał już myśleć o innych scenariuszach tego, co mogło się stać, kiedy ma to już za sobą. Czasu już nie cofnie, może jedynie żałować, że nie dopilnował, żeby zamknąć drzwi. Teraz już może być pewien tego, że nigdy nie pozwoli sobie na podobne wybuchy pożądania w szkole.
Zaprzestał myślenia o swoim romansie, kiedy dostrzegł w zielonym oku uczucie, którego jeszcze nigdy podczas trwania ich znajomości nie dostrzegł. Deep zawsze tak pewny siebie, niezachwiany, dziś wydawał się zagubiony i niepewny niczego. I jeszcze ta jego odpowiedź zabrzmiała tak podejrzanie. Musiało stać się coś naprawdę niedobrego, skoro zachowuje się w taki sposób.
- Tak, jestem z Percym – odpowiedział bez jakiegokolwiek namysłu, nie odrywając od niego spojrzenia ciemnobrązowych oczu. – Ale nie zmieniaj tematu, mieliśmy rozmawiać o tobie. Widzę, że coś się dzieje, ślepy nie jestem.
Nie będzie go zmuszał do zwierzeń, to dla nich obu powinno być oczywiste, jednak w tej chwili nie mógł odpuścić. To nie było normalne, aby Damaza tak bardzo obawiał się poruszyć jakikolwiek temat. Chce coś powiedzieć, mimo to zwleka. Może chodzi o jego stan zdrowia? Baldric zamarł nieco oszołomiony, lecz szybko wziął się w garść. Zacisnął dłonie na kolanach, uważnie obserwując wyraz twarzy rudowłosego.
- Jeśli jesteś chory, możesz liczyć na moje wsparcie – powiedział z wielce poważną miną, chcąc być wsparciem dla dobrego druha. Tyle razy ze sobą pili, więc trochę się do siebie przywiązali. Skoro to coś poważnego i wielce trudnego do wypowiedzenia, to w takim razie musi być choroba, innego wyjścia nie ma. Ale o takich rzeczach raczej się mówi rodzinie czy przyjaciołom. A może Damaza nie ma żadnej rodziny? Nawet takich rzeczy o nim nie wie, co z niego za przyjaciel.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Sro Lip 09, 2014 9:43 pm

- Domyślam się, że Cię poniosło. W innym wypadku nie zrobiłbyś takiej głupoty, jednak na przyszłość staraj się uważać - jaką troską okazał się Rumcajs względem swojego towarzysza. To do niego niepodobne jeszcze bardziej. Zwykle, gdy gdzieś wychodzą, to często on jest uczestnikiem jakiś awantur, aczkolwiek jeszcze nigdy nie zdarzyło mu się podnieść na kogoś ręki (lub broni) w obecności Baldrica. Hamował się przy tym jak nigdy. Chyba jednak bardzo mu zależało na niezdradzeniu swojej prawdziwej natury. Może bał się odtrącenia? To pewnie dlatego tak mało o sobie mówił i w głównej mierze był słuchaczem.
- Więc nazywa się Percy. Skrót od Persival czy po prostu Percy? Może kiedyś mnie z nim zapoznasz, jeżeli będziecie ze sobą dość długo - ciągnął dalej, starając się za wszelką cenę uciec od rozmowy, choć doskonale wiedział, że tak nie można i trzeba stawić wyznaniu czoła. Szczerze, to średnio interesowało go spotkanie między nimi trzema. Zapewne Ruma przywitałby się z młodym i jakby Bal dalej tego nie pociągnął, to tylko tyle byłoby z całej ich urzekającej rozmowy, o ile w ogóle rozmową będzie można to nazwać.
Czy można jego zachowanie nazwać strachem, bezsilnością czy zagubieniem? Nie, raczej nie, a raczej on nie chciał dopuścić do siebie takiej myśli, że rzeczywiście na wierzchu są jego odczuwalne emocje. Na co dzień ocierał się o swoją własną śmierć (dowodem są na to liczne blizny na ciele no i oko), to teraz robi to jakąś szczególną różnicę? I tak, chodziło tutaj o chorobę. Może bardziej nie chciał martwić tak zwanego przyjaciela, ale w końcu on takimi rzeczami się nie przejmuje, więc co?
- Ta, chory jestem. Mam raka płuc, nie wiem, czy wyleczalnego - powiedział wręcz od razu, przełykając ostatni kęs drugiej kanapki. Na chwilę obecną stracił apetyt na jedzenia, za to wzrósł na nikotynę... Wiedział, że jego czyny są nierozsądne, ale nie potrafił odmówić nałogu. Ręce go wręcz świerzbiły, aby sięgnąć po tę paczkę papierosów, leżącą swobodnie na stoliku tuż przed nim, a zaraz obok nich firmowa zapalniczka Zippo. Jednakże wiedział, że Baldric z pewnością zabroni mu zapalić, wobec tego zacisnął dłonie w pięść. Zacisnął również i zęby, oddychając dość niespokojnie.
- Mam zamiar powtórzyć badania - dodał po kolejnej, dłuższej przerwie, dając tym samym czas Balowi na przyjęcie tej okrutnej rzeczywistości oraz sobie na uspokojenie nerwów. Tak, kiedy miał niedobór nikotyny stawał się dość... nerwowy, czego Bal nie zdołał jeszcze doświadczyć.
- Pójdę po piwo - rzucił nagle, wstając z fotela - do sklepu, sam - dokończył wypowiedź dość stanowczą tonacją. Chciał zapalić i to jak najszybciej. Nie chciał, aby nawinął mu się bliski znajomy pod rękę, więc już wolał nakarmić tego całego raka, skoro i tak nie wiadomo, czy za jakiś rok czasu nie kopnie czasem w kalendarz. Zaczął się więc kręcić po mieszkaniu w poszukiwaniu glanów, kluczy od domu, pieniędzy, luźno leżącej zapalniczki w kuchni, smyczy...
Powrót do góry Go down
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Czw Lip 10, 2014 8:12 pm

Przyglądał się uważnie Rumcajsowi swymi ciemnobrązowymi oczyma, próbując ze spokojem znieść jego uniki, które miały na celu przede wszystkim oddalić ich od poważnej rozmowy. Tym razem nie unikną takowej, zwłaszcza, że po raz pierwszy to rudowłosy ma coś ważnego do powiedzenia. Zazwyczaj to Baldric przyłaził do jego klubu, aby nad kuflem piwa wyrzucić z siebie wszystkie żale dotyczące pracy oraz życia osobistego. W większej mierze były to błahostki, którymi nie należało się przejmować, mimo to brunet opowiadał o wszystkim, co było w jakimkolwiek stopniu trapiące. A Damaza nigdy nie narzekał, najwidoczniej to nie było mu potrzebne.
- Percy to zdrobnienie od imienia Percival – odpowiedział wreszcie na jego pytanie, następnie spojrzał na niego nieco rozbawiony, jednocześnie czuł pewien niepokój. Ta jego propozycja wydawała mu się tak nietypowa, że aż wzbudziła w nim pewne obawy. – Kiedyś na pewno.
Skrytość przyjaciela jeszcze nigdy nie przeszkadzała mu tak bardzo, jak w obecnej chwili. Nie wiedział, czego ma się spodziewać, dlatego rozważał w myślach same najgorsze scenariusze. Nic dziwnego, że pomyślał o chorobie, bo to zazwyczaj w jej obliczu ludzie zachowują się zupełnie inaczej. Rzecz jasna łudził się, że przyjaciel wyśmieje podobną myśl z jego strony i zdradzi prawdziwą przyczynę swojego zachowania. Lecz tak się nie stało: odpowiedź rudzielca była twierdząca.
W pierwszej chwili Baldric nie dowierzył jego słowom, przez co uśmiechnął się głupkowato w oczekiwaniu na dalszą wypowiedź, która miałaby zaprzeczyć poprzedniej. Takie żarty z całą pewnością nie należą do najśmieszniejszych, jednak Rum byłby w stanie posunąć się do podobnego dowcipu. Ale kolejne słowa nie nadeszły.
- Nawet tak nie żartuj – odparł poważnie, czując coraz większe napięcie, które wkradło się między nich. Poczuł nieprzyjemny ucisk w brzuchu, jakby niewidzialna ręka nagle ścisnęła mu żołądek. To chyba był wynik stresu, choć to nie on ma powody do zdenerwowania.
Bezmyślnie z nerwów pochwycił leżącą na stoliku paczkę papierosów, jednak, kiedy chciał wyciągnąć z niej papierosa, zdał sobie sprawę z niestosowności podobnego uczynku. Odrzucił ją na miejsce niczym oparzony, po czym podrapał się nerwowo po potylicy. Zawsze to robi, gdy czuje się zagubiony.
- To dobrze – wymamrotał w odpowiedzi na jego kolejne zdanie. – Może ktoś się pomylił przy badaniach. Tak, na pewno tak się stało.
Chciał wierzyć, że rzeczywiście tak się stało, przecież te wszystkie pomyłki lekarskie dość często się zdarzają. Być może lekarz pomylił wyniki pacjentów? To dość optymistyczna wizja, ale gdy pomyślał, że ktoś inny może być chory, zaraz stracił resztki optymizmu.
Rzucił mu nieprzytomne spojrzenie i poderwał się z kanapy, chcąc już ruszyć w stronę wyjścia, jednak powstrzymały go od tego kolejne słowa rudzielca. Znów zasiadł na kanapie niczym wierny swemu właścicielowi pies i spojrzał gdzieś w bok. I ma tak bezczynnie siedzieć, kiedy wie, że jego przyjaciel jest chory? W tej chwili nie wygląda źle, ale przecież nie może być cały czas sam! Tak niewiele wie o raku i jego przebiegu.
Kątem oka zaczął obserwować przygotowania Ruma do wyjścia do sklepu. Nie chciał mu się narzucać, ponieważ rozumiał, ze ten chce przez chwilę pobyć sam z własnymi myślami po tak trudnym wyznaniu.
- To poczekam na ciebie tutaj. Kup też wódkę, nie mam zamiaru przyjąć tego na trzeźwo.
Posłał mu blady uśmiech, a raczej jego niezgrabny cień, który był jak najbardziej wymuszony. Kompletnie nie wiedział, jak ma się teraz zachować. Przecież raka można wyleczyć, prawda? Jest chemioterapia, leki, medycyna rozwija się bardzo szybko. Jest jeszcze nadzieja.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Nie Lip 13, 2014 12:13 am

Tak, Rumcajs był idealny do wysłuchiwania znajomego i przytakiwania mu, ewentualnie popisał się elokwencją i powiedział jakieś dwa, istotne słowa związane z tematem. Nie osądzał go, nie naśmiewał się... Tylko słuchał ze spokojem, ze zrozumieniem. Czasem tylko tyle wystarcza, a skoro Baldric uważa Damaze za swojego przyjaciela, to niech tak będzie. Raczej stara się ogrywać ów rolę, jednak z marnym skutkiem, bo w zasadzie nie wie, jak przyjaciele powinni się zachowywać.
- A wyglądam, abym żartował? - spytał kpiąco i to doskonale było u niego widoczne. Jego gałki oczne od razu wyłapały ten ruch gościa do fajek i natychmiastowe odrzucenie. Oblizał zeschnięte wargi, gdy wstał z fotela i chrupnął karkiem, patrząc się na Baldrica.
- Wątpię. Na pewno go mam. Palę jak smok, więc nie trudno o coś takiego. I tak w ogóle cud, że ujawnia się dopiero teraz, chociaż cudem nazwać tego się nie da - po tych pesymistycznych słowach, zaczął przygotowania do wyjścia, biorąc oczywiście ze sobą psa. Nie będzie zostawiał go sam na sam z gościem, bo nie jest pewny reakcji Borysa na obcą mu osobę w domu.
- Spoko. Możesz sobie obczaić dom, jak coś - dodał niewiele później, otwierając teraz drzwi wyjściowe i znikł za nimi zamykając je, schodząc schodami w dół i znalazł się na dworze. Do najbliższego sklepu z buta miał jakieś dziesięć minut, więc przebiegł się z psem do niego, aby nie próżnować na czasie. Zresztą, taki bieg dobrze mu zrobi - rozładuje niektóre emocje. Ale i tak papierosami będzie musiał się poratować. Kiedy znalazł się przed monopolowym, wszedł tam, pozostawiając psa na zewnątrz, przywiązanego do jakiegoś słupa. Wziął dwie zgrzewki piwa, czystą wódkę i papierosy. No i jakieś chipsy do chrupania oraz coś do popicia. Zapłacił za wszystko, wyszedł ze sklepu, zabrał psa i teraz szybkim marszem zaczął się kierować ku mieszkaniu. Otworzył nowiusieńką paczkę papierosów i zapalił sobie jednego. Wiedział, że nie powinien, że w tej sytuacji, to tylko pogorszy sprawę, ale... ale nałóg był silniejszy. Nie wyobrażał sobie życia bez fajek i na pewno będzie palił czy będzie mógł, czy też nie. W końcu jak kopci przez ponad trzydzieści lat, to byłaby wielka strata, gdyby ich tak nagle zabrakło. Coś niewyobrażalnego i zarazem coś niemożliwego do zrealizowania dla niego.
Pod klatką był po dziesięciu minutach. Wszedł do środka, puszczając psa ze smyczy (który swoją drogą przed chwilą prawie zabił kota). Z jego nowej paczki ubyły dwa papierosy, a świeżym zapachem nikotyny na pewno od niego czuć. Nagle Bal mógł usłyszeć, jak damazowe drzwi właśnie się otwierają, a pierwszy kto do mieszkania wparował, to Borys. Poleciał prosto do miski z wodą, po czym wygodnie ułożył się na podłodze przy swoich miskach. Natomiast Rumcajs postawił zakupy w kuchni na blacie i dopiero teraz zdjął ciężkie obuwie, które zaniósł na swoje miejsce.
- Mam nadzieje, że nie zanudziłeś się - spytał Baldrica dość głośno, bo zupełnie nie wiedział, gdzie właśnie teraz przebywa. W salonie ani w kuchni go na pewno nie było. Ruma za ten czas rozpakował zakupy, dając jedną zgrzewkę piwa, jak i wódkę, na stolik w salonie. Doniósł do tego dwie szklanki, kieliszki oraz sok pomarańczowy i choć on raczej za popite będzie stosował piwo, to nie wiedział jak to było dokładnie z Baldrickiem.
Powrót do góry Go down
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Pon Lip 14, 2014 2:50 pm

Skrzywił się od razu na jego słowa o tym, że na pewno ma raka. Nie podobało mu się jego pesymistyczne nastawienie, w końcu powinien wierzyć, że jest zdrowy. Badania trzeba powtórzyć, to jest oczywiste, w końcu lekarze też są tylko ludźmi i mogą się mylić. To musi być jakieś jedno wielkie nieporozumienie, w końcu trudny uwierzyć, aby tak niezłomny człowiek mógł być tak poważnie chory. Damaza nigdy wcześniej nie uskarżał się na jakiekolwiek dolegliwości, właściwie to nigdy się na nic nie skarżył. Powoli sam Bald zaczynał już tracić resztki nadziei, których próbował się jeszcze nie tak dawno rozpaczliwie chwytać. Dla niego to było nie do pomyślenia, aby ktokolwiek musiał się mierzyć z tak straszną chorobą i jeszcze z długim, bolesnym leczeniem, które niby odwleka koniec, jednak przynosi sporo bólu. Gdy tylko pomyśli, że ktokolwiek mu bliski miałby przez to przechodzić… Nie, muszą trzymać się nadziei!
- Wielu ludzi pali i jakoś nie ma raka – skwitował jego słowa, nie dając im wiary.
Uważnie obserwował jego poczynania, z kolei Borys uważnie obserwował niezapowiedzianego gościa. Pies najwidoczniej nie ufa nikomu, poza swoim właścicielem. Jakoś nie dziwiło to Baldrica, wręcz przeciwnie, okazywał wszelkie zrozumienie dla zwierzaka oraz dla jego pana. Zapewne ten groźnie nastawiony do niego doberman wykazuje troskę o Damazę, szczególnie teraz, gdy wyczuwa jego zły nastrój.
- Raczej poczekam tutaj – bąknął w odpowiedzi na jego propozycję, która zapewne nie została już przez gospodarza usłyszana, ponieważ zaraz zamknął za sobą drzwi. Brunet spojrzał nieco nieprzytomnym wzrokiem ciemnobrązowych oczu po salonie, jakby wciąż nie mógł uwierzyć, że jest w tym miejscu. Rzeczywistość przygnębiła go i nic na to nie mógł zaradzić. Ogarnął spojrzeniem talerz z kanapkami i już po jedną sięgnął, jednak w połowie drogi wycofał dłoń, gdy stwierdził, że niczego nie przełknie. Czując dziwną bezsilność, a tej musiał się jakoś przeciwstawić, poderwał się z kanapy na równe nogi i obszedł mebel z poważną miną. W końcu skierował swe kroki ku schodom i przeszedł na pięto mieszkania. Skoro dostał pozwolenie na zwiedzenie tego przybytku, nie musiał się za to obwiniać. Otworzył szeroko jedne z drzwi i zajrzał do środka. Prawdopodobnie trafił do sypialni przyjaciela, świadczyło o tym niepościelone łóżko. Przysiadł na skraju materacu i rozejrzał się dookoła. Jakoś jeszcze nie mógł pogodzić się z usłyszaną niedawno wiadomością. Westchnął ciężko i wstał, aby przejść do kolejnego pomieszczenia. I znów zobaczył sypialnię, tym razem nienaruszoną. Sypialnia dla gości? Na pewno przydatny pokój. U niego za takową sypialnie służy salon z całkiem wygodną, choć niezbyt szeroką kanapą.
Kiedy usłyszał drobny rozgardiasz na piętrze, a następnie słowa przyjaciela, zszedł na dół. Od razu dostrzegł alkohol na stole, przez co pozwoliło sobie na westchnięcie pełne ulgi. Opadł na swoje miejsce na kanapie i spojrzał na rudzielca z pewną dozą wdzięczności.
- Chyba nie potrafię rozmawiać na tak poważne tematy. Zawsze możesz na mnie liczyć, pamiętaj.
Złapał za piwo i otworzył je, następnie pociągnął solidne dwa łyki. Tego obaj potrzebują, czyli alkoholu i rozmowy, która wraz ze wzrostem procentów we krwi zacznie być coraz mniej poważna.
- Tylko nie daj mi się upić, bo jak zwykle zacznę cię męczyć swoim gadaniem.
Próbował brzmieć bardziej swobodnie, jakby obawa przed rakiem w ogóle nie wtargnęła do ich relacji. Nadal są dobrymi przyjaciółmi i choroba na pewno tego nie zmieni.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Wto Lip 15, 2014 12:10 pm

- Ale ja, to inny przypadek - dodał jeszcze gwóźdź do trumny, jakby informacja o tym, że ma raka nie wystarczała. Zamiast myśleć optymistycznie, że na pewno z tego wyjdzie, to robi wręcz na odwrót. W zasadzie, to nigdy nie myślał optymistycznie, był z tych, co myślą realistycznie. Ale nawet teraz przychodziły do niego same pesymistyczne myśli.
Tak, Borys był wiernym psem i bardzo posłusznym. Niestety, słucha tylko swojego właściciela, nikogo więcej. W taki sposób został wychowany, więc w taki sposób zachowuje się. W końcu jeśli przyjdzie co do czego, to bardzo przydaje się w takich momentach. A do obcych ludzi, którzy nie są źli, musi bardzo długo przystosować się, aby był przyjazny dla tej właśnie osoby. I tak, nie usłyszał, a nawet jeśli, wiele nie zmieniłby to. Informacja zbędna, dlatego szybko zapomniałby o niej.
Sam przed przyjściem Baldrica, rozpakował czteropak i poczęstował się puszką chłodnego piwa. Otworzył ją i upił parę solidnych łyków, odstawiając trunek na stolik. Wtedy przyszedł Bal i zrobił dokładnie to samo co Rumcajs, z tą różnicą, że zasiadł na "swoim" miejscu na kanapie. Borys od razu łypnął okiem na gościa, powarkując pod nosem na tą jego swobodę, która tak bardzo denerwowała psa. Damaza w tym czasie wydał rozkaz, aby pies uspokoił się, za to zwierze prychnęło niezadowolone i zamknęło ślepię już milknąc.
- Spoko. Gorzej będzie, jak ja będę pijany - mruknął, odwracając na chwilę wzrok od jego sylwetki, jednak zaraz chwycił piwa i usiadł obok niego. Nie upił nic, przez dłuższą chwilę siedział cicho, nie wiedząc co powiedzieć. Zwykle, gdy gdzieś spotykali się, to jakiś klub i pili, a Bal gadał. Dużo gadał o różnych głupotach. Tym razem, to on jest u Rumcajsa, a gospodarz musi zadbać o gościa i go w jakiś sposób zabawić. Oprócz picia do nieprzytomności, nie miał żadnego, ale to żadnego pomysłu. Westchnął ciężko, upił kolejne, solidne łyki alkoholu, a po ich upiciu, odbiło mu się i to dosyć głośno, bez żadnej krępacji.
- Więc byłeś na górze, co? Widziałeś pokój z wężem, czy nie bardzo? - nagle odezwał się, rzucając na niego leniwe spojrzenie.
W końcu trzeba było jakoś zagłuszyć tę niesprzyjającą cisze, która dawała tyle do myślenia. Temat z rakiem uważał za skończony, choć nawet porządnie się nie zaczął. Ale co tutaj gadać? Ma raka, powtórzy badania i wtedy zobaczy, w jakim etapie on jest i jakich środków medycznych będzie musiał zasięgnąć, by go wyleczyć, o ile w ogóle uda się go wyleczyć. Może jednak rzeczywiście był to błąd medyczny i nic nie ma? Czas pokaże, a na razie musi się trochę rozluźnić i dać tym myślom odpocząć.
Powrót do góry Go down
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Czw Lip 17, 2014 9:42 pm

Warknięcie psa nie przeraziło go, raczej zaciekawiło, dlatego też zwrócił swe ciemnobrązowe oczy na dumnego dobermana, który niechętnie spełnił wolę swojego pana i ucichł. Po tym Rumcajs zwrócił się do rozmówcy, co dodało Baldricowi otuchy. Chyba mogą jeszcze normalnie rozmawiać, choć zrodziła się pomiędzy nimi pewna krępacja. Nauczyciel nie potrafił wyzbyć się myśli, że jego przyjaciel jest poważnie chory. Jak miał przestać o tym myśleć, gdy to poważna sprawa? Z tego też powodu spojrzał na butelkę wódki, jakby ta była jedynym ratunkiem przed tym jakże delikatnym tematem. Podsunął kieliszki w ich stronę, kiedy to rudzielec siedział już obok niego na kanapie, następnie złapał za butelkę wódki i stuknął jej denko łokciem. Uroczyście otworzył trunek i rozlał go po kieliszkach, niezbyt myśląc o popicie. Zignorował nawet piwo, myśląc tylko o tym, aby upić się z Damazą. W takiej chwili zawsze najbardziej potrzeba alkoholu.
- Zatem upijmy się razem.
Bald chyba jeszcze nigdy nie widział kompletnie pijanego Deepa. Tyle razy sam obnażył swą żałosną stronę pod wpływem procentów buzujących we krwi, a sam nigdy nie zobaczył go w podobnym stanie. Najwyższa pora to zmienić, bo nigdy nie wiadomo, ile zostało im czasu. Jeśli to ma być ostatnia szansa na wspólne szaleństwo, to muszą ją wykorzystać. Dlatego ani się nie oburzał na to donośne beknięcie, ani na cokolwiek innego.
Chciał już chwycić za kieliszek, jednak powstrzymały go od tego słowa czterdziestolatka. Spojrzał na mężczyznę z wielkim zaskoczeniem, całkowicie nie wyobrażając sobie, że w tym domu może przebywać wąż. Znając usposobienie rudego, ten będzie z pewnością niebezpieczny i równie nieprzystępny, co pies. Rzecz jasna był ciekaw tego, jak wygląda drugi pupil Ruma, mimo to czuł też drobne przerażenie na myśl, że jakiś boa dusiciel może gdzieś czyhać na jego życie. A przecież nie ma pewności czy wąż jest niebezpieczny, tylko wyobraźnia podsuwa mu podobne myśli, które oddaliły go na dobre od zmartwień.
- Nie widziałem – przyznał szczerze, choć wcale nie musiał tego robić, gdyż jego wcześniejsze zdumienie było wyraźną odpowiedzią na pytanie Damazy. – Ale teraz pijemy, więc zobaczę węża kiedy indziej.
Wreszcie złapał za kieliszek i przysunął go do siebie, przy czym spojrzał wymownie na swojego druha. Koniec pogadanek, czas na alkohol. Po kilku kieliszkach znów zaczną gadać i z pewnością nie będą to mądre rzeczy, a już na pewno nie ze strony bruneta.
- Dobra, a teraz chluśniem, bo uśniem.
Zaraz przechylił kieliszek wraz z głową do tyłu, następnie odłożył szkło na stolik, a z ust wydobył ciche syknięcie. Po tak strasznej wiadomości, która była dla niego sporym wstrząsem, potrzebuje właśnie takich doznań. Nie jest do końca pewien, czy powinien iść na całość, w końcu będzie musiał jakoś wrócić do siebie. A może jednak dobry przyjaciel w swej dobroci pozwoli mu przenocować na kanapie? Jeszcze się zobaczy. Zawsze może zadzwonić po taksówkę, gdy będzie miał dość pijackiej paplaniny trenera drużyny piłkarskiej.
- Wiesz, dopiero teraz zauważam, jak niewiele o tobie wiem – wyznał z lekkim zakłopotaniem, mimo to poklepał rudego po ramieniu. – Ty za to wiesz o mnie wszystko. Cały czas tylko nawijam o sobie albo o jakichś głupotach. To musi być mocno irytujące, co?
Podrapał się po potylicy, przy czym westchnął cicho. Zaraz jednak zaśmiał się pod nosem, próbując w ten sposób zbagatelizować swoje racje. Lepiej nie poruszać drażliwych tematów w taki dzień, gdy wszystko się wali. Rak, wrogi pies, wąż – istny zwierzyniec dzisiaj mają w mieszkaniu Rumcajsa. Nic dziwnego, ze chwycił za puszkę piwa, musiał pociągnąć kolejne trzy łyki, aby jakoś to wszystko przeboleć.
- Dziś zero pieprzenia o mnie, słowo. Bez głupot się zapewne nie obejdzie, ale przynajmniej raz nie skupiajmy się na mnie, o.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Pon Lip 21, 2014 9:54 pm

Widzieć pijanego Damaze, to rzadkość. W młodości częściej się to zdarzało, ale teraz, kiedy już trochę przeżył, a alkohol stał się częścią życia Rumcajsa, tak samo jak fajki... Miał mocną głowię do alkoholu, oj miał. Ale będzie jeszcze gorzej, jak upije się jak świnia. Wtedy to różnie bywa; może zacząć pierdolić jakieś głupoty, mówić czystą prawdę, a i rzucać się bez konkretnego powodu. Dlatego nie był przychylny, aby obojga upili się do nieprzytomności, jednak w tym wypadku nie można inaczej postąpić.
- No dobra - mruknął tylko, odstawiając upite wcześniej piwo na stolik. Na razie nie będzie ono potrzebne, bo jego miejsce zastąpi kieliszek czystej wódki.
Wypił zawartość kieliszka, wykrzywiając się przy tym trochę, jednak nie wziął ani żadnej popity, ani przegryzki. No, najwyżej weźmie piwo i upije kolejnych parę łyków. Po tym czynie, zerknął na towarzysza obok niego, marszcząc jednocześnie brwi.
- To będziesz musiał go zobaczyć. Zajebisty z niego gad, mówię Ci - odparł, odstawiając tym samym kieliszek na swoje miejsce, zaraz jednak biorąc wódkę i rozlał ją po kieliszkach. Odstawił butelkę na miejsce i chwycił piwa, oplatając puszkę dłońmi. Wlepił w nią puste, beznamiętne spojrzenie oka. Fakt, Baldric niewiele wiedział o Damazie, a on wolał, aby tak pozostało. Cokolwiek zacząłby mówić mu o sobie, wszystko schodziłoby do jednego - zawodu zabójcy. Stwierdził, że to nie będzie najlepszym pomysłem informować go o drugiej, jakże szokującej wieści. Źle to mogłoby się to skończyć, a nie oto im tutaj chodzi. Mają się bawić, nie robić grobowy nastrój, a w końcu Ruma chce również chociaż na chwilę zapomnieć o tym, że ma raka. Dla niego to też były szokujące wieści, mimo że tego po nim nie widać.
- Czy ja wiem, czy irytujące... Z czasem można się przyzwyczaić - oznajmił, uciekając poniekąd od opowiadania o sobie. Naprawdę nie miał szczerej ochoty mówić cokolwiek o sobie. Nawet, gdyby "pochwaliłby" mu się synem, zaraz cała prawda wyszłaby na jaw, a nie tego chcemy.
- Jak się upijesz, to Twoje słowa pękną jak bańka mydlana - odparł z lekko cynicznym uśmiechem na twarzy, zaraz upijając kolejne łyki piwa, zagryzając je postawionymi przez Rumcajsa chipsami na stole.
- To może chcesz pograć na konsoli? Zawsze to jakieś zajęcie, nie licząc samego chlania - stwierdził, że to może być dobry pomysł. Może chcą spić swoje pyski, ale nie muszą tego zrobić w przeciągu piętnastu minut. A gra na konsoli idealnie nada się do takiej atmosfery. Władują na grze emocje, będą mogli się o coś zakładać.
Powrót do góry Go down
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Czw Lip 24, 2014 2:37 pm

Pomysł wspólnego upicia się prawdopodobnie do najlepszy nie należał, ale czy miało to jakiekolwiek znaczenie w chwili, w której obaj musieli zmierzyć się z wiadomością, iż Rumcajs ma raka? I nawet, jeśli jego choroba nie jest pewna, to jednak samo jej widmo budzi w nich obu lęk. Nie mówili głośno o swych obawach, a sam Baldric bał się poruszyć ten temat, zwłaszcza, że rudzielec całkiem dobrze się trzymał, a poważna rozmowa mogła go tylko zdołować. Zatem obaj również mocno potrzebowali alkoholu, który uśpiłby ich wszelakie lęki. Jeden kieliszek i ledwo napoczęte piwo nie mogło wystarczyć żadnemu z nich, ale to był dopiero początek ich spotkania.
Jakoś nie spieszyło mu się, aby zobaczyć węża. Obecność gada, być może niebezpiecznego, w domu sprawiała, że czuł się nieco podenerwowany. Ale szybko przestał się zamartwiać tą kwestią, gdy dotarło do niego, że wąż z całą pewnością jest zamknięte w odpowiednio przygotowanym pomieszczeniu. Pozostało mu więc skupić się na czymś innym niż chorobie przyjaciela oraz jego pupilach.
- Ty z pewnością się przyzwyczaiłeś – rzekł w końcu z lekkim rozbawieniem i jednocześnie z drobnym zażenowaniem, gdy dotarło do niego, ile razy męczył już Damazę swoją osobą. – Już tyle razy piliśmy ze sobą, że nie sposób zliczyć.
Westchnął cicho, po czym pociągnął dwa kolejne łyki piwa, w ten sposób próbując się rozluźnić. Nie potrafił poczuć się całkowicie swobodnie, to było zbyt trudne dla niego, kiedy wciąż musiał się pilnować, aby nie poruszyć trudnego tematu. Ta zgoda milczenia pomiędzy nimi, w której zobowiązali się omijać szerokim łukiem niewygodne tematy, męczyła Balda. Zawsze wyrzucała z siebie to, co go męczy, a tymczasem musiał wbrew sobie zmienić taktykę. Kompletnie niewygodne rozwiązanie dla prostego człowieka.
- Nie wierzysz mi? – spytał z jawnym wyrzutem, przy czym nadymał policzki jak urażony dzieciak. – Udowodnię ci, że wcale nie jestem takim wielkim egocentrykiem.
Na jego propozycję skinął głową i znalazł się przed telewizorem z puszką piwa w ręce. Bez słowa przysiadł na podłodze i odłożył piwo. Złapał za jeden z joysticków, wtedy też na jego ustach zagościł wyzywający uśmieszek, który to brunet posłał gospodarzowi.
- Jeśli zagramy w Fifę, to nie dasz mi rady. Właściwie, to jakie masz gry?
Zerknął na mężczyznę i czekał cierpliwie na jego odpowiedź. Był ciekaw, jak ten nieco chłody rudzielec spędza wolny czas. Właściwie, to Rumcajs jest pozornie chłodny, tak naprawdę potrafi być bardzo przyjazny, o ile chce. Bald ma więc szczęście, że przyjaciel ma ochotę okazywać mu chociażby strzępki sympatii.
- Albo pooglądajmy telewizję. Może masz jakieś ciekawe filmy. Tylko uprzedzam, żadnych horrorów. Nie przepadam za scenami, w których nagle znikąd wyskakuje jakaś obrzydliwa bestia. Ale durne komedie są zawsze przeze mnie miło oglądane.
Zaśmiał się pod nosem i znów wypił piwo, nie przejmując się za bardzo czymkolwiek. Położył się wreszcie na podłodze i zmrużył oczy, jakby to miało mu pomóc wziąć się w garść. Wydawać się mógł niezwykle beztroski, ale czy mógłby sobie pozwolić na podobne uczucie w takiej chwili? Ano nie. Jednak chciał udawać, że wszystko jest w porządku. Gra pozorów, właśnie tak to wygląda.
- Nie czujesz się samotny? – wyrzucił z siebie wreszcie ponuro i zerknął na niego z podłogi ciemnobrązowymi oczyma. – Dopiero teraz zauważyłem, że możesz być trochę samotny.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Czw Lip 31, 2014 3:49 pm

Owszem, z pewnością nie raz przejdą się do najbliższego monopolowego. Rumcajs nie pomyślał i mógł wziąć zdecydowanie więcej wódki. Wtedy w głowie miał tylko jedno - zapalić. Ale ciągle ukrywać się z tym nie będzie, tym bardziej, że teraz w ruch poszedł alkohol. Baldric podczas spędzenia wolnego czasu z Rumą w klubie, mógł zauważyć, że kiedy pije, pali naprawdę jak smok. I zapewne tym razem nie będzie inaczej, choć jeszcze na początku jako tako się trzymał. W końcu niedawno był na dworze i zdążył zapalić. Może mu to starczy na najbliższe półgodziny, może nieco więcej.
Nie sądził, że Bal może po prostu bać się węża. Prawda, jego kochany pupil nie należał do łagodnych węży, w zasadzie to dusiciel ogromnych rozmiarów, ale w końcu Baldric, to mężczyzna i to dość porządny, więc nawet tego nie spodziewał się. No ale zmuszać się go nie będzie, skoro na razie nie chce.
- Nie trudno, skoro zazwyczaj po alkoholu nawalasz o sobie i o swoich problemach jak powalony - nie była to kąśliwa uwaga, a stwierdzenie faktu z nutką rozbawienia z uprzednim prychnięciem na samo wspomnienie o tym - Ano, trochę tego było - odparł łagodnie, przeczesując swoje niesforne włosy, spoglądając kątem oka na niego, chcąc zobaczyć jego wyraz twarzy. Znowu między nimi nastała doprawdy krótka cisza, którą zagłuszył i tym razem Baldric. Damaza nie jest dobry w rozpoczynaniu rozmowy, tak samo opowiadaniu o sobie. Może nawet gdyby chciał się czymś pochwalić albo powiedzieć coś o sobie, to niestety nie mógł. Pewien zawód mu na to nie pozwalał.
Zauważył te skrępowanie. Było ono niewygodne, prawda, ale jak Bal będzie chciał albo zdecyduje o tym, że jednak można poruszyć ten niewygodny temat, to zrobi to. Rumcajs uważał, że nie ma co dalej tego ciągnąć. Będzie mógł go jakoś wyleczyć, zrobi to, nie będzie mógł, bywa? Nie raz już ocierał się o śmierć, może właśnie przyszedł ten moment, kiedy powinien już odejść na zawsze z tego świata. Czasem tak bywa. I mimo, iż było widać, że ta wieść przynosi pewne napięcie u Rumy, jak i u Bala, to Rozbójnik zachowywał się wyjątkowo spokojnie w tej kwestii. A przecież powinno być na odwrót. Powinien wariować, ale czy to coś da? Nonsens.
- Jakoś trudno uwierzyć. Ale dobra, zobaczymy, jak długo wytrzymasz - mruknął rozbawiony, kaszląc zaraz po wypowiedzianych słowach w zamkniętą dłoń. Cholerny rak, cholerny uciążliwy kaszel.
Również na jego wargach zagościł krótki uśmiech, kiedy jego propozycja co do gry okazała się trafna. Napił się parę łyków, odstawił puszkę piwa na stolik. Podszedł do ogromnego telewizora, chwycił pada do dłoni, włączy odpowiedni sprzęt, czyli Ps3 wraz z telewizorem oraz włączył pada.
- Chyba przyjmę propozycję i nie bądź tego taki pewien. I jak będziesz chciał, to sobie zobacz, bo mam ich doprawdy dość sporo. Wiesz, kolekcja z przed parunastu lat, pewne hobby do starych konsoli, gier, a i do tych najnowszych również - odparł, szukając wzrokiem po grach najnowszą Fifę, która może nie była tak dobra jak poprzednia jej część, ale tamta mu się gdzieś zawieruszyła. Tak, Ruma zdradził część siebie, co było raczej niespotykane. Kiedy znalazł odpowiednie pudełko, chwycił je do dłoni, wyjął płytę i włożył do konsoli, dopiero teraz przysiadając z powrotem na kanapie - skoro pady były bezprzewodowa a i naładowane, to nie było potrzeby siedzieć tak blisko telewizora na twardej podłodze. Tak, wybredność przede wszystkim. Teraz czekali aż gra się uruchomi.
Uniósł jeden kącik ust, kiedy wspomniał o tym, że raczej nie przepada za horrorami. W tym samym czasie, upił piwa, które powoli zaczynało mu się kończyć...
- Nie, jakoś nie mam ochoty, ale... Boisz się? - na jego twarzy, pojawił się głupkowaty wyszczerz w stronę znajomego. Jednak dość szybko mina mu zrzedła, kiedy Baldric zadał mu pytanie o samotności. W zasadzie, to czuł się, ale jakoś nie przeszkadzało mu to zbytnio. A może przeszkadzało. Sam nie wiedział, nie przejmował się tym szczególnie.
- Nie wiem - zerknął na telewizor, tym samym uciekając od spojrzenia ciemnobrązowych oczu - Gra się włączyła - odruchowo wskazał ręką w której trzyma pada na telewizor i zaczął wybierać grę na dwie osoby, a potem całą resztę. Można byłby myśleć, że znowu ucieka od niewygodnego tematu - W zasadzie... Czasem sproszę sobie jakąś panienkę, chłopa, ktoś do mnie wpadnie, najczęściej w interesach, pogram w hazardzie... - można wydawać się, że nie narzeka na nudę, bo tak było, ale samotnie czuć się mógł - więc w sumie nie wiem - dokończył wypowiedź, sięgając po papierosy. Tak, widać, że nie mógł już wytrzymać. I szczerze miał to gdzieś, co powie Bal. W końcu i tak ma tego raka, więc co to za różnica czy przestanie palić, czy też nie? Z dnia na dzień z pewnością nie przestanie. Więc otworzył paczkę, włożył papierosa do ust i zapalił jakby nigdy nic.
- Wybacz, ale muszę - mruknął bez krzty skruchy czy chociażby winy, ciągle mając papierosa w ustach. Dopiero po mocnym zaciągnięciu się, wypuścił dym ku górze, rozluźniając się przy tym - Ty też chcesz? - nawet za specjalnie nie czekał na jego odpowiedź, tylko rzucił mu pudełko - Zapalniczka jest na stoliku, jak widać. Nią już nie będę rzucać, bo trochę na nią wydałem
Powrót do góry Go down
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Pią Sie 01, 2014 10:50 pm

Jakoś przełknął te wszystkie nieco ironiczne uwagi przyjaciela, które właściwie wcale go tak mocno nie krzywdziły. Kryła się w nich żartobliwa nuta, dlatego też i Baldric uśmiechał się pod nosem i drapał po potylicy z lekkim zakłopotaniem, słuchając o swoich słabościach. To prawda, że pod wpływem alkoholu sporo gada, zazwyczaj jakieś głupoty, ale nie można go za to winić, gdy sam zbytnio nie reflektuje, przez co nie jest w stanie się kontrolować. Lecz tym razem będzie inaczej – upije się i zachowa resztki zdrowego rozsądku, które podpowiedzą mu, aby trzymał gębę na kłódkę. Nawet słówkiem nie piśnie o sobie, za to skupi się w pełni na osobie Rumcajsa. Byle tylko nie palnął czegoś o jego chorobie, bo to na pewno doprowadzi go do dalszego użalania nie tylko nad swym losem, ale również nad nieszczęściem rudzielca.
- Wytrzymam do samego świtu, zobaczysz! – zawołał z wielce wojowniczym nastawieniem, rzucając mu przy tym wyzywające spojrzenie. To będzie próba dla jego determinacji. Akurat słowny z niego człowiek, więc dołoży wszelkich starań, żeby nie ględzić o sobie zbyt wiele. Musi się pilnować i tyle.
Rozsiadł się wygodniej na podłodze, nie mając zamiaru wracać na kanapę. Zachował zdrową odległość od ekranu, już bawiąc się przyciskami pada. Sam nie posiada konsoli, ale tyle razy grał u przyjaciół, zwłaszcza z dawnymi kolegami z drużyny w Fifę, że wystarczyła mu chwila, aby zorientować się na nowo we wszystkim. Da z siebie wszystko i pokarze Damazie, że z nim się nie zadziera, kiedy w grę wchodzi piłka nożna. Gra na boisku czy na ekranie – to nie ma żadnego znaczenia. Zawsze wkłada całe swoje serce w grę. Co prawda wzrokiem przeleciał też po rzędzie płyt z grami, aczkolwiek nie zainteresowała go żadna. Skoro rzucił już wyzwanie, będzie się go trzymał.
- Pożałujesz, że nie wybrałeś innej gry – rzucił w jego stronę z chytrym uśmieszkiem. Tryumf jednak nie trwał zbyt długo, kiedy to Rumcajs wyłapał z jego słów jakże jawną słabość. Nie przepada się za horrorami, dlatego też skrzywił się nieprzyjemnie, kiedy to usłyszał jego pytanie. – Niczego się nie boję. Po prostu nie lubię oglądać bezmyślnego rozlewu krwi, tyle.
Rozmowa jednak zeszła na poważny temat, jakim jest samotność. Skupiali się w tej chwili na rudowłosym, który wcale nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi. Plątał się w swych wnioskach, szukał jakiejś ucieczki. Najwidoczniej sam nie potrafił przyjąć do wiadomości, że mógłby być samotnym. Wychodzi na to, że Damaza ma sporo znajomych, a jednak nie ma nikogo bliskiego. Trochę to smutne.
- Zacząłem gadać od rzeczy, a jeszcze nie wypiłem – bąknął pod nosem i podniósł się z podłogi, gdy tylko złapał paczkę papierosów. Nie skomentował nieodpowiedzialnego zachowanie mężczyzny, w końcu to jego sprawa czy pali. Ale nie powinien i widoczne to było w poważnym spojrzeniu ciemnobrązowych oczu bruneta. Powinien go skarcić, lecz to i tak nic nie da. Darował więc sobie bezsensowny monolog o szkodliwości palenia i opadł na kanapę bez większego namysłu. Sięgnął po zapalniczkę, następnie wyjął papierosa z paczką, którą zaraz odrzucił na stoli, wetknął do ust filtr i zapalił. Zaciągnął się od razu, a przy wypuszczaniu dymu z płuc westchnął ciężko. Wciąż nie mógł się pogodzić z myślą, że właściciel klubu znajdzie się w szpitalu na chemioterapii. Co za absurd!
- Jeśli okaże się, że jesteś zdrowy, nie dam ci już nigdy zapalić w mojej obecności. Powaga. Sam może rzucę. Ale na razie ponoć umierasz, więc palmy jak szaleni.
Uniósł kąciki ust w jako takim uśmiechu, dość żałosnym właściwie. Nie chciał dołować siebie i rozmówcy. Znów westchnął, po czym zaciągnął się raz jeszcze, uciekając w chwilę milczenia. Zabrał papierosa z ust i wypił dwa solidne łyki piwa, opróżniając puszkę. Kiedy jednak zobaczył pełny kieliszek na stole, opróżnił go bez zastanowienia.
- Gramy?
Pomachał mu przed nosem swoim padem. Odłożył jednak przyrząd i wyciągnął ręce w pełni wyprostowane przed siebie i zacisnął jak najmocniej palce. Musi przygotować się do starcia.
- Dostaniesz po dupie, zobaczysz.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Pon Sie 11, 2014 12:56 pm

- O rany, do świtu powiadasz? Chętnie to zobaczę - roześmiał się, kiedy tylko zauważył to nastawienie. Bardzo jest ciekawe, ile tak naprawdę wytrzyma. W końcu alkohol robi wszystko i nawet jeśli bardzo chciałby, aby nie paplał, to prędzej czy później plany mogą się nieco zmienić. Rumcajs na pewno nie będzie gadał. A może będzie? Baldric nie wie, jaki jest po alkoholu. Agresywny? A może potulny jak baranek?
On może nie grał w piłkę nożną, nie interesował się tym sportem, ale co jak co czasem lubił sobie pograć właśnie w Fifę. Doskonale wiek jak ona działa i z pewnością Bal będzie miał pewne trudności z pokonaniem tego rudzielca. Przecież nikt nie lubi przegrywać, a Rumcajs to z całą pewnością nie lubi. Na pewno nie da się tak łatwo, a gość może pomarzyć tylko o wygranej. Na razie przemilczał kwestię horrorów, a zajął się nieco problematycznym pytaniem. Westchnął ciężko i przejechał kciukiem po swoich wargach. Samotność...
- Daj spokój. Normalne pytanie, w końcu chciałbyś coś o mnie wiedzieć - odparł, jednocześnie go broniąc, a zarazem wkopując siebie. Z pewnością nie będzie gadał o sobie, to jest pewne. No, może o swoich zwierzętach lub fascynacją coś do czegoś, ale sam nie powie, Bal musi z niego to wycisnąć.
- Bezmyślny rozlew krwi nie musi być tylko i wyłącznie w horrorach. Filmy akcji też istnieją, a w niektórych filmach są rozlewy krwi i to gorsze od tych "horrorowych". Boisz się po prostu - nagle odparł z triumfalnym uśmiechem na twarzy, jakby miał rację, że jednak Baldric po prostu ich się boi. Może tak było tylko nie chciał się przyznać?
Nieodpowiedzialne, odpowiedzialne... Co to ma do rzeczy, skoro i tak może umrzeć? Niech lepiej sobie jeszcze popali póki może, bo później może być na to już za późno. Dostrzegł to spojrzenie, trudno aby nie. Jednak ładnie przeprosił, to powinno mu wystarczyć. Nałóg jest nałogiem i zawsze nim pozostanie. Trudno go od tak po prostu odstawić, a przynajmniej jemu jest trudno. Przecież za ostatniego fajka jest wstanie zabić, coś jest tutaj nie tak.
- Ech, to będzie ciężkie, abym nie palił gdziekolwiek. Będę w takich układach wychodzić, by móc zapalić - odparł, a chwilę potem uśmiechnął się delikatnie co w jego wykonaniu jest bardzo rzadkie. Prychnął pod nosem i również opróżnił wraz z Balem kieliszek. Przecież nie pozwoli mu tak samemu pić.
- Przypomniało mi się, jak kiedyś znajomy bał mi się powiedzieć, abym rzucił palenie, ponieważ nie wiedział jak zareaguję. Śmieszne - rzucił jako ciekawostkę, kiedy kolejna cisza zagościła w tym pomieszczeniu. Kiwnął głową, kiedy stwierdził, czy gramy, a potem wystartował.
- Prędzej Ty - mruknął teraz w zupełności skupiając się na grze.
Emocje były. Szczerze mówiąc, to nie wiadomo, który wygra. Obojga radzili sobie wręcz świetnie, przez co adrenalina rosła. Kiedy Bal strzelał gola Rumowi, ten cicho klął pod nosem. Standardowa reakcja. Mimo wszystko, Damaza się nie dał i wygrał tą rundę. Z trudem, a może raczej fuksem, ale wygrał. Przy następnej pewnie nie będzie miał tyle szczęścia i przegra, ale kto wie?
- Ładnie Ci idzie. Aż tak wysoko cenisz sobie piłkę nożną? - spytał, widząc tę wolę walki przy grze, by móc wygrać. On między czasie upił parę łyków piwa, wyczekując odpowiedzi, która była raczej oczywista.
Powrót do góry Go down
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Wto Sie 19, 2014 1:36 am

Z jednej strony nie podobało mu się to, że Damaza kpi sobie z jego gorących postanowień, z drugiej zaś czuł, że lepsze już to niż ciągła powaga czy, nie daj Boże, dołowanie się na każdym kroku. Przynajmniej z ust rudzielca wypływa śmiech, a to całkiem dobrze wróży. Jak na razie rozmowa się klei, ponieważ szok w końcu minął. Widmo choroby tak nagle zniknęło, kiedy skupili się na bardziej błahych rzeczach. Co prawda do ich rozmowy wkradł się temat o samotności, jednak szybko został on grzecznie wyminięty przez głównego zainteresowanego. Baldric nie potrafił i właściwie nie chciał naciskać, choć czuł, że powinien, jeśli chce się czegokolwiek dowiedzieć o swoim przyjacielu. Rumcajs nie należy do najrozmowniejszych, co ma swoje plusy, jak i wady. Gdyby był on równie gadatliwy, co Bald, to wtedy z pewnością nie wytrzymaliby ze sobą zbyt długo.
O wiele lepiej przebywało się im w beztroskiej atmosferze. Na poważne tematy najwidoczniej jeszcze nie potrafili rozmawiać. Jakoś żaden z nich nie chciał zdobyć się na dłuższą pogadankę o raku. Deep najwidoczniej sam musi oswoić się z myślą, że jest chory. Poza tym, bardziej pomoże mu dobra zabawa przy alkoholu i konsoli, niż umartwianie się przy niby to mądrych i kojących słowach oraz długich chwilach milczenia.
- Nie boję się – odparł natychmiast i rzucił mu lekko oburzone spojrzenie, kiedy zobaczył ten jego uśmiech zwycięzcy. – Po prostu horrory mnie nie kręcą. O gustach się nie dyskutuje.
W ten sposób zakończył niewygodny już dla niego wątek. Nie chciał ujawniać swoich słabości, bo jest wobec nich kompletnie bezbronny. Unika horrorów jak może i nie zmieni tego stanu rzeczy. Nawet by nie potrafił tego dokonać. Czy to źle, że woli oglądać bardziej lżejsze rzeczy. Głupie komedie bardziej mu odpowiadają.
- Mógłbyś w ogóle przestać palić. To nie powinno być trudne dla takiego gościa jak ty.
Posłał mu chytry uśmieszek, jakby to rzucał mu wyzwanie. Poniekąd tak było, w końcu musi jakoś sprowokować go do działania. Rzecz jasna niczego na nim nie wymusi, jednak warto dążyć do zmian. Małymi kroczkami Rum zmieni tryb życia na zdrowszy, dzięki czemu pożyje więcej lat, z kolei Bald będzie miał satysfakcję z tego, iż nawraca go na dobrą drogę. Sam też postara się wprowadzić drobne zmiany w swoim życiu, to przecież przyniesie mu korzyści.
-Wybacz, ale twój znajomy musiał być dziwny. Jakiś strachliwy koleś.
Zaśmiał się pod nosem, wyobrażając sobie jakieś chucherko, co to boi się cokolwiek powiedzieć publicznie. Zabawna wizja, zwłaszcza, że podobna osoba nijak nie pasowała mu do rudzielca, z którym zaciekle grał mecz. Pierwszą połowę meczu przegrał, przez co zmarszczył nieprzyjemnie swoje ciemne brwi. Ciemnobrązowymi oczyma spojrzał na telewizor, następnie rzucił przyjacielowi gniewne spojrzenie. Niby bramki się sypały i obaj powinni być zadowoleni, aczkolwiek druga połowa całkiem odrzuciła bruneta. Nauczyciel odłożył pada, następnie rozlał wódki po kieliszkach. Sam szybko opróżnił naczynie, nie myśląc zbyt wiele.
- Miałeś farta – rzucił na początek. – Piłka nożna wiele dla mnie znaczy. Gdy byłem zbuntowanym nastolatkiem, to właśnie w tym sporcie znalazłem pewną stabilizację. Mogłem się wyżyć bez używania pięści. Potem grałem w reprezentacji młodzieżowej Anglii. Byłem tak blisko zawodowstwa. Cóż, kontuzja kolana przekreśliła moje plany. Ale nie mogłem zrezygnować z piłki. Stale chodziłem na mecze Arsenalu, coś tam grałem. A kiedy jako nauczyciel dowiedziałem się, że w mojej szkole potrzebuję trenera, od razu się zgłosiłem.
Uśmiechnął się szeroko. Może nie powinien tyle mówić o sobie, jednak przy temacie piłki nożnej nie mógł się od tego powstrzymać. Poza tym, sam rudy chciał wiedzieć, co i jak. Bal uwalił się na jego kanapie, głowę kładąc na podłokietniku, nogi zaś prostując leniwie. Nie powinien ich kłaść na kolana gospodarza, ale to go akurat mało obchodziło. Miał czuć się jak w domu, czyli w pełni swobodnie, prawda? Poza tym, to wina alkoholu.
- A ty masz coś, co kochasz całym sobą? Jakieś hobby czy coś?
Też chce się czegoś o nim dowiedzieć. Tym razem nie odpuści i będzie naciskał do skutku. Chce w końcu otrzymać jakieś odpowiedzi, a nie głupie wykręty.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Wto Sie 19, 2014 3:30 am

Nie będzie już naciskał, dlaczego to nie lubi horrorów. W zasadzie może się domyśleć, jeżeli tutaj nie chodzi o strach. Wbrew pozorom strasznie trudno o naprawdę dobry horror, a większość jest totalnie bezsensowna. Momentami szkoda marnować na to swój drogocenny czas i lepiej obejrzeć coś, co bardziej Cię zadowoli.
- Skoro nie, to o czym - bardziej stwierdził do siebie niż do niego. Powiedział to w zasadzie pół szeptem, ale przez odległość ich dzieloną Baldric był wstanie usłyszeć jego słowa - To możesz powiedzieć, co lubisz najbardziej. Z filmów, gatunków... Skoro mamy siedzieć tutaj aż do świtu, a na pewno będziemy, to nie będziemy tylko i wyłącznie grać - dodał w miarę szybko, zanim tamten zdążył zrobić jakąś kwaśną minę jego poprzednimi słowami, które zostały wypowiedziane w złej tonacji głosu.
Kiedy Bal stwierdził, że Ruma mógłby przestać palić, ten aż zakaszlną parę razy z wrażenia. No nie, tego na pewno sobie nie odmówi, nie ma takiej opcji. Cechą charakterystyczną u niego są papierosy, dziwnie byłoby, gdyby nagle ona zniknęła. Nawet on sam nie wyobraża sobie tego, o nie.
- Chyba śnisz. I nawet nie dlatego, że nie dam rady, a po prostu nie chcę. Nie ma takiej opcji, abym przestał palić -w końcu pali dobre dwadzieścia parę lat i nawet żaden rak go nie przestraszy. Najwyżej kopnie w kalendarz, ktoś musi - I nawet na mnie tak nie patrz, nie rzucę i koniec - aż w akcji desperacji musiał wziąć kolejnego bucha, dość solidnego. Dym puścił ustami, robiąc przy tym efektowne kółeczka.
No, teraz on skończył niewygodny dla niego temat, w zasadzie kolejny, niewygodny temat. On jednak nie lubi mówić lub coś robić, kiedy mu to nie odpowiada, przez co Bal miał małe trudności. A plan ze sprowadzaniem go na "dobrą drogę" tak czy siak nie wypaliłby. W końcu to morderca, no ale Baldric jeszcze o tym nie wie i oby nigdy nie dowiedziałby się. Chociaż zapewne przyjdzie kiedyś taki moment, kiedy Rumcajs będzie chciał powiedzieć jemu o tym bądź samo wyjdzie w nieodpowiednich okolicznościach. Znając jego boskie szczęście pierwsze będzie to drugie.
- W zasadzie... w zasadzie, to nie dziwię mu się. Bywam czasami dość... nerwowy. Potrafię się wkurzyć przy błahych rzeczach. O dziwo przy Tobie jeszcze nie wpadłem w impuls, chociaż kto wie, może kiedyś, a wtedy zrazisz się do mnie - odparł jakby nigdy nic w głębi duszy chcąc, aby serio nigdy do czegoś takiego nie doszło. No ale mówił prawdę. Wspomniał tylko o tym, że jest dość nerwowy, ale zapomniał (a raczej nie chciał) powiedzieć, że większość z nich kończyło ze złamanym nosem, nadgarstkiem, wybitą szczęką czy po prostu postrzelony na wylot. Co za problem wziąć pistolet i z zimną krwią, z obojętnym wyrazem twarzy pociągnąć za spust. Dla niego nic, to zwykła codzienność, monotonność.
A on był rozbawiony meczem. Nawet jeśli przegrałby, choć tego bardzo nie lubił, zapewne też byłby. Jakoś humor mu trochę dopisywał, więc nie wypada go psuć jakimiś błahymi rzeczami. Tym bardziej, że to tylko gra, nic więcej. Nie grają o złote gacie w końcu.
Chwycił kieliszek z zawartością, przyłożył do ust i przechylił co w nim było prosto do gardła. Przełknął, wykrzywił się, odstawił naczynie na miejsce. Dokończył palić papierosa, a pera zgasił o popielniczkę przed nimi.
- Nie przeczę - mruknął po dłuższej chwili, a i zaraz zamienił się w słuch, kiedy to kumpel zaczął gadać o swojej pasji. Przez pewien moment Rumcajs zastanawiał się, czy posiada coś takiego jak pasja i wydaje mu się, że nawet tak.
- Zbuntowany nastolatek powiadasz? Nie powiedziałbym, chociaż... - zdanie zaakcentował chwilowym uśmiechem - To w sumie szkoda. Chujowo, że przez jakieś kolano musiałeś rezygnować z czegoś takiego. Mógłbym Ci teraz kibicować przy meczach w telewizji, jeżeli dobrze wszystko pykłoby. Ale przynajmniej teraz jesteś trenerem, nie? Zawsze coś.
Na nogi gościa na swoich udach nieco zmarszczy brwi, ale dość szybko pogodził się z tym faktem, że one sobie tutaj pobędą, więc wygodnie położył sobie na nich ręce, ciągle w jedne dłoni trzymając pada. Sięgnął jeszcze po puszkę piwa, aby dopić ostatnie resztki i wziąć się za kolejną, drugą puszkę alkoholu.
- W zasadzie to nie wiem. Sądzę, że teatr jest tym czymś. I hazard. Nigdy nie graj ze mną w pokera, bo stracisz wszystko - poradził koledze dość żartobliwym głosem, spoglądając na niego wymownie. Wrócił wzorkiem na telewizor, gdzie widniała spauzowana gra - I może gdybym miał z kim, to koszykówka byłaby taką pasją - dodał jeszcze, ciężko wzdychając. Teraz znowu wychodziła jego samotność i brak spotykania się z kimkolwiek. Baldrica interesuje piłka nożna, nie kosz. A poza tym on już jest nieco za stary na takie wybryki, a raczej brak formy. Może i biega codziennie rano z psem, ale czy to wystarcza?
Przejechał dłonią po zmęczonym karku, następnie po ramieniu. Chrupnęło mu coś przy okazji w kręgosłupie, kiedy nieco się wygiął. Przeciągnął się z cichym ziewnięciem i pochwycił jedną z niewiele kanapek ciągle będących na stole. A pada na ten czas odłożył na stół. Kanapki nie zjadł, on ją po prostu pochłoną. Popił piwskiem, wziął z powrotem pada, którego położył na nogach gościa. Poczuł, że jego opaska na oku nieco się poluzowała. Nie chciał, aby nagle sobie spadła, a tym samym ukazując okropną bliznę pod nią. Tak więc ulepszył nieco więzły z tyłu głowy i odgarnął rude kłaki na plecy. Wziął pada w dłonie i mlasnął ustami, chcąc zjeść jeszcze jednej kanapki,
- To co, gramy? - spytał, sięgając po kolejną kanapkę, jednak zostało już ich doprawdy niewiele. Będzie trzeba dorobić.
Powrót do góry Go down
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Sro Sie 20, 2014 4:43 pm

- Lubię komedie. Mogą być totalnie głupie, mogą być inteligentne, ważne, żeby się pośmiać.
Nikt nie chce się męczyć podczas oglądania filmu, wręcz przeciwnie, wszyscy szukają w tej czynności relaksu i możliwości oderwania się od szarej rzeczywistości, która niekiedy przygniata swą powagą. Dlatego też Bald ceni sobie komedie, dzięki którym może zapomnieć o swoich troskach. Nie na wszystkich tak działają komedie, jednak dla prostego nauczyciela, jakim jest Cornwell, stanowią genialną odskocznię od całego świata.
- Dobra, nic już nie mówię. To była tylko propozycja, nic więcej.
Skoro nie potrafi go nakłonić do zwierzeń, to zapewne nie zmotywuje go do rzucenia palenia. Niestety, Damaza należy do osobników skrytych i do tego upartych. Niezbyt miła kombinacja, która sprawia, że ten rzadko kiedy się otwiera. Cóż, wobec bruneta nigdy nie był wrogi, zawsze spokojnie mogli porozmawiać o wszystkim i o niczym, ale zawsze istniał między nimi niewidzialny mur. Baldric nigdy nie mógł go zburzyć czy obejść, po prostu musiał się pogodzić z faktem, że to on się bardziej stara utrzymać tą relację. Chociaż ostatnimi czasy zaniedbał przyjaciela, w końcu się zakochał. Z całą pewnością zachowywał się nieracjonalnie, od kiedy zdał sobie sprawę ze swoich uczuć do prawie dwa razy młodszego od siebie chłopaka. Percy wciąż był w jego głowie, nawet teraz, kiedy powinien całkowicie wspierać przyjaciela w tej jakże trudnej sytuacji. On wkradał się do jego myśli znienacka i pozostawał ich na długo.
- Na pewno się do ciebie nie zrażę. Skoro ty znosisz moje pijackie wybryki, ja mogę zaakceptować twoje humorki. Od tego są kumple.
Jakoś nie wiedział, czy powinien użyć słowa przyjaciele. Obawiał się, że Rum nie postrzega ich znajomości w ten sam sposób. Niekiedy pokazywał, że żywi sympatię do Bala, jednak czy uznawał go za bliskiego sobie człowieka? Naprawdę trudno powiedzieć, choć chyba tak właśnie jest, skoro to właśnie z nim podzielił się tak straszną wiadomością. Przynajmniej nie są sobie obojętni. I Rumcajs całkiem dobrze znosił dość swobodne zachowania gościa pod swoim dachem, w końcu mógł zabrać jego nogi ze swoich kolan. Głośno nie narzekał, choć jego mina jasno pokazywała, że nie jest zadowolony.
- Teatr i hazard. Jakoś to do siebie pasuje, bo w obu przypadkach trzeba dobrze udawać. Kamienny wyraz twarzy w karcianych grach, to dopiero gra aktorska! – powiedział z entuzjazmem, na potwierdzenie kiwając głową. – Jakoś nie kręci mnie koszykówka. Ale jeśli chcesz, to możemy kiedyś zagrać, czemu nie. Jeden na jednego, fajnie.
Uśmiechnął się pod nosem i splótł dłonie, po czym ułożył wygodnych na nie głowę. Był jakoś tak zadowolony, może dlatego, że alkohol zaczął już działać. Niechętnie wrócił do siadu, zabierając nogi z kolan rudzielca. Spojrzał po nim i skinął głową, znów chwytając pada. Kolejny mecz przegrał, potem jeszcze kolejny. Zirytował się i przez chwilę się nie odzywał, wolał raczej pod nosem rozważać, że sędzia był przekupiony. W końcu westchnął pod nosem.
- No to bierzmy się za jakiś film.
Otworzył kolejne piwo i wypił kilka sporych łyków z zadowoleniem. Chyba powinien zwolnić tempo, w końcu obiecał, że dziś wyjątkowo będzie grzeczny. Mieli się dobrze bawić, choć upicie też wchodziło w grę, w końcu mieli dobry powód, aby doprowadzić się do kiepskiego stanu.
- Oglądamy film i pijemy. Nie wykręcisz się, bo w końcu muszę zobaczyć, jak reagujesz na alkohol. Nigdy wcześniej się przy mnie nie upiłeś.
Spojrzał po nim z wyrzutem, zaraz jednak zaśmiał się cicho pod nosem i spojrzał na telewizor.
- To masz coś fajnego do oglądania?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Nie Sie 31, 2014 10:50 pm

Wzmiankę o komediach, przytaknął delikatnie głową, że zrozumiał i zapamięta. Już rozmyślał nad tym, jakby oglądali jakiś film komediowy, to jaki. Najlepiej, aby bawiło ich obydwu, choć nie wiedział, co tak naprawdę lubi nauczyciel i jak bardzo głupie mogą być te całe komedie.
Nic dziwnego, że ciągle o nim myślał. Do jego głowy również przychodził pewien osobnik i zostawał na nieco dłużej. Tak, właśnie teraz. Nie mógł zapomnieć o tym, że w najbliższym czasie miał zadzwonić do Olivera, by umówić się z nim na najbliższe spotkanie. Nawet o tym bał się wspomnieć Baldricowi, bo i za tym wiąże się zawód Rozbójnika, który tak usilnie ukrywał przed znajomym.
No niestety, na dobrą sprawę, to tylko Baldric utrzymywał tą relacje, a ze strony Rudzielca nie było widać, aby przejawiał chęci utrzymania jej. Nie to, że nie chciał, a po prostu taki typ, który nie umie utrzymać pewnej znajomości choćby bardzo tego chciał. Tak po prostu wychodzi.
- Kumple... - mruknął pod nosem, pokręcił głową i napił się raz jeszcze. Bo tak sytuacja nakazywała, bo tak chciał.
Jakoś mało co uznawał ludzi za swoich przyjaciół czy kumpli. Większość z nich to tylko pseudo kumple, którzy przy najbliższej, lepszej okazji zabiją Cię za ładną sumę pieniędzy. Baldric może nie był, no ale nie na co dzień ma się normalnego znajomego, który nie jest żadnym przestępcą. A Ty musisz to bacznie ukrywać, aby cała znajomość nie poszła się jebać. Jednak Rudzielcowi poniekąd zależało na tej relacji, tyle że bał się do tego przyznać. Że to będzie zbyt lamerskie, kiedy powie, że aktualnie jest mu to jedyna najbliższa osoba.
- No, niby trochę wprawy w to trzeba mieć. Kantować też trzeba umieć. Nie zawsze ma się szczęście w kartach - odparł i oblizał usta - No to jak już chcesz. Ja nadal nie wiem, czy mam do tego smykałkę... Niby biegać biegam, jakieś ćwiczenia wykonuję, ale to nie to samo - dodał zaraz po tym, nie odpowiadając mu jasno na słowa. Niby chciał z kimś pograć, ale dziwnie czułby się, jakby grał z kimś. Trudno czasem do tego faceta dotrzeć, oj trudno.
W końcu William zabrał nogi z jego ud, co nawet westchnął z jakąś ulgą. Wziął pada w dłonie i zaczął dalej grać. Teraz sam nie wiedział, czy to szczęście, czy alkohol, czy po prostu mu dobrze szło, ale przy kolejnych rundach również wygrywał. Już w pewnym momencie pomyślał, aby dać mu jakieś fory, widząc bojowe nastawienie do gry ze strony gościa, jednak ten odłożył pada i stwierdził, że pooglądają jakiś film. Kiwnął głową i wyłączył film. Widać, że te bojowe nastawienie tylko mu śmignęło, bo zaraz jak odłożył pada, to i humor miał rewelacyjny wręcz. Po Rudzielcu wciąż nie było można stwierdzić, czy się dobrze bawi, czy nie. Mimo, że alkohol powoli już coś robił, to jednak wciąż nie było to. Czyli na razie mieliśmy typowego Rumcajsa. Baldric widać będzie musiał się nieco bardziej postarać z upijaniem rudowłosego.
Niechętnie wstał z miejsca (bo przecież tak dobrze mu się siedziało) i ruszył w stronę różnorodnych płyt z filmami. Jakby spojrzeć na te wszystkie filmy, jak i płyty z grami oraz kasetami do video, miał tego naprawdę całkiem sporo. Widać, że lubił zbierać takie rzeczy, nie oglądać w internecie. A i jeszcze zbierał to od niepamiętnych czasów.
- Co chcemy oglądać? Polecam w sumie... W sumie mam ochotę na Kac Vegas. Co Ty na to? - spojrzał na niego, wyczekując również i odpowiedzi.
- Hehe. No, zobaczymy, czy uda Ci się doprowadzić mnie do stanu upicia. Na razie coś Ci nie idzie - między czasie dociekł mu i również dając do zrozumienia, że zaraz sam się upije, o czym Bal doskonale wiedział, zanim zdąży Rumę doprowadzić do takiego stanu. A jak mu się to i nawet uda, to są małe szanse na to, że cokolwiek z tego zapamięta, kiedy będzie bardziej pijany od niego. Film może się urwać i po ptakach. Będzie musiał czekać na kolejnego raka (o ile on w ogóle będzie i czy przeżyje).
- Więc zdecydowany na Kac Vegas? Jak już mamy pić, to i film w miarę tematyczny niech będzie - mruknął i zanim Bal stwierdził, że tak oglądają albo raczej nie, bo nie lubi, ten już wyjął pudełko z płytą, pierwszą częścią. Wyjął Fife, włożył do pudełka, a do konsoli włożył Kac Vegas. Poustawiał, co i jak, a film niebawem się uruchomił. Przysiadł z powrotem na kanapie, zabierając do siebie chipsy, które wcześniej tutaj postawił. Również polał po kieliszkach i wypił zawartość za jednym, płynnym zamachem. Popił to piwem i zagryzł chipsami.
- Byłeś może w Vegas? - spytał z czystej ciekawości, nie spuszczając wzroku z telewizora. Bal mógł zauważyć, że Ruma stał się bardziej wylewny niż to zwykle bywał. Pierwszy krok do upicia Rumy zaliczony.
Powrót do góry Go down
Baldric
Nauczyciel wychowania seksualnego
Trener drużyny piłkarskiej
avatar

Liczba postów : 412
Join date : 06/02/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    Pią Wrz 05, 2014 6:27 pm

Myślał, że wspólna gra w kosza to dobry pomysł, jednak rudzielec nie był zbyt przekonany do wizji starcia jeden na jednego, co było zastanawiające. Czyżby obawiał się sromotnej porażki z bardziej wysportowanym mężczyzną? Widać, że Rumcajs dba o swoje ciało, pewnie wykonuje jakieś ćwiczenia, ale na pewno rzadko ma styczność z grami zespołowymi. I tutaj istniała pewna przewaga trenera szkolnej drużyny piłkarskiej nad przyjacielem. Baldric sam stale ćwiczy przy prowadzeniu treningów, dodatkowo często gra po pracy w kosza czy nawet siatkówkę. Kiedy jest ładna pogoda, nie łatwo wysiedzieć w czterech ścianach, zwłaszcza tak energicznemu osobnikowi. Ileż to razy cieszył się z tego, że przy jego kamienicy jest boisko do koszykówki, które czasem przekształca się w pole do popisów siatkarskich, gdy młodzież z okolicy wykombinuje, co zawiesić w zastępstwie za siatkę, aby podzielić boisko.
- Już nie szukaj wymówek. Musisz przynajmniej raz ze mną zagrać, to nieuniknione.
Skończyli kolejny mecz i zabrali się za debatowanie o filmie. Wybór szybko padł na jedną z najbardziej szalonych komedii ostatnich lat. Bald w pierwszej chwili przytaknął głową i wypił kilka solidnych łyków piwa, niezbyt wiele robiąc sobie z komentarzy rudego. Akurat nauczyciel nie ma aż tak tragicznie słabej głowy, więc jeszcze trochę alkoholu będzie musiał w siebie wlać, choć już odczuwa pierwsze skutki upojenia alkoholowego. Zresztą, postanowił, że nie upije się tak szybko, bo musi przecież ujrzeć pijanego Damazę. Od początku przeczuwał, że upicie go nie będzie takim łatwym zadaniem.
- Jak najbardziej zdecydowany.
Gdy gospodarz powrócił na kanapę i chwycił za kieliszek, brunet dołączył do niego i wypił kolejną porcję wódki. Potrząsnął głową, po czym spojrzał na telewizor, wygodnie rozwalając się na kanapie. Przysiadł bokiem do oparcia po turecku, opierając się na podłokietniku, a spojrzenie ciemnobrązowych oczu wlepił w telewizor. Już sam początek filmu wydawał się zabawny i na swój sposób ekscytujący, mimo że obaj zapewne doskonale znają fabułę. Trudno zapomnieć o tym filmie.
- Nie byłem w Vegas - odparł spokojnie, zerkając na niego z chytrym uśmieszkiem. - Nigdy nie byłem za granicą. Nawet teraz niespecjalnie mnie na stać na podróże czy egzotyczne wakacje. Mógłbym odłożyć, ale to też nie takie proste.
Westchnął pod nosem, czując się jak jedna z tych oferm życiowych. Chyba powinien zacząć oszczędzać, aby móc pojechać gdzieś dalej niż do Aberdeen z wizytą u znajomego. Jeśli bardzo się uprze, na pewno odłoży ładną sumkę na wyjazd gdzieś daleko, gdzie Percy mógłby go nauczyć surfować. Tak, znowu wszystkie jego plany zaczęły się kręcić wokół różowowłosego. Aż wyprostował plecy, a dłonią przetarł oczy, by nie myśleć dłużej o chłopaku, gdy przyjaciel go potrzebuje.
- A ty byłeś w Vegas? - spytał beztrosko, kierując na niego ciekawskie spojrzenie.
Dokończył piwo, zaczął drugie, a film wciąż trwał. Kiedy się skończył, przyszła kolej na kolejną część komediowej trylogii. Alkohol, rozmowa, śmieszne sceny. Nic dziwnego, że Baldric zasnął, gdy po raz kolejny zmienił pozycję. Ułożył głowę na udzie rudzielca i zamknął oczy, aby już po chwili zacząć chrapać. Z całą pewności odgłosy wydobywające się z jego ust nie należały do najpiękniejszych. Ustały, gdy wreszcie się obudził, wtedy też sięgnął do kieszeni spodni po komórkę, by sprawdzić godzinę. Było już po trzeciej w nocy. Ziewnął głośno i rozprostował ręce oraz nogi, wstając z kanapy.
- Muszę spadać. Jutro… - urwał i zmarszczył brwi, widocznie ad czymś rozmyślając. – Dziś jest niedziela. Cholera, mam odwiedzić babcię. Wiesz, msza, obiad.
Podrapał się po potylicy i wielce niechętnie dopił piwo.
- Zadzwoń do mnie, jak będziesz chciał się spotkać i pogadać.
Rzucił mu przepraszający uśmiech. Tak, musi wrócić do siebie i wziąć się w garść. Przede wszystkim będzie musiał porządnie wymyć zęby i wypłukać usta. W ogóle musi cały się umyć, bo cuchnie alkoholem. Poklepał rudzielca po ramieniu i ruszył ku wyjściu powolnym krokiem. Dobrze, że nieco się przespał, bo teraz jego umysł jakoś funkcjonuje. Spokojnie wyszedł z mieszkania i opuścił budynek, aby na piechotę wrócić do swej kamienicy oświetlonymi ulicami.

[z/t]

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament Rozbójnika    

Powrót do góry Go down
 
Apartament Rozbójnika
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Apartamenty-
Skocz do: