IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Boczna uliczka Whitechapel

Go down 
AutorWiadomość
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Boczna uliczka Whitechapel   Pią Lip 04, 2014 8:47 pm

Jedna ze stosunkowo brudnych, ubogich uliczek Whitechapel - dzielnicy wchodzącej w skład London Borough of Tower Hamlets, samej w sobie nie posiadającej najlepszej opinii.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Pią Lip 04, 2014 8:49 pm

Cóż, smutna prawda była taka, że 95,5% prób wczytania się w jakąkolwiek książkę na temat fizyki i pochodnych, w przypadku O'Neila kończyło się co najwyżej obślinieniem lektury, kiedy to zasypiał z twarzą bezpośrednio na niej w przeciągu pierwszych, dziesięciu minut. I pomyśleć, że jeszcze przed ośmioma laty, a więc jako prawdziwy smarkacz, prawdziwie chętnie sięgał po pisma naukowe. Potrafił spokojnie i cierpliwie przesiadywać nad nimi ze słownikiem u boku, sprawdzając każde, ciężkie dla niego do zrozumienia słowo. To doprawdy niezwykłe jak bardzo potrafi się czasami zmienić człowiek pod wpływem zaledwie jednego, bardziej traumatycznego wydarzenia.
Tak czy inaczej, jeszcze na mieszkaniu nauczyciela niespiesznie dopił swoją herbatę i coś tam zamarudził odnośnie traktowania jak dziecka, ale koniec końców zgarnął tylko piłkę i truchtem ruszył za nim.
Będąc już na zewnątrz, wskazał mężczyźnie kierunek w którym zamierzał podążyć – swoją drogą kompletnie przeciwny do jego miejsca zamieszkania, ale tego przecież nie musiał wiedzieć nikt poza nim samym, co nie?
- Nadal sądzę, że za bardzo się pan przejmuje. – oświadczył, kozłując odruchowo w trakcie drogi. - Wcale nie jest tu aż tak niebezpiecz-... O żesz w mordę. – wymsknęło mu się, kiedy skręcając za róg jednej z uliczek, dostrzegł grupkę tych samych osiłków, którzy przetrzepali mu wcześniej skórę pod mieszkaniem Blackmore'a. I jak się szybko okazało, trójka cwaniaczków także szybko ich spostrzegła.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Sob Lip 05, 2014 3:25 am

Axel na parę sekund zamarł w bezruchu, wprawnym okiem oceniając grupkę osiłków - ich liczebność, skalę potencjalnego zagrożenia oraz, rzecz jasna, zamiary. Zgodnie z jego przypuszczeniami, te ostatnie zdecydowanie dalekie były od przyjacielskich. O całe pieprzone lata świetlne. Blackmore miał się o tym upewnić w momencie, gdy najstarszy z napastników (tak na oko mniej więcej w jego wieku) rozjebał o pobliską ścianę trzymaną w dłoni butelkę, tworząc z niej w ten sposób prowizoryczną broń. Tulipana, jak zwykło się mawiać w kręgach ludzi obeznanych z mniej przyjemną stroną życia. Cóż, całkiem widowiskowe, podsumował nauczyciel nie bez pewnego sarkazmu. Ale takie gówniarskie sztuczki robiły na mnie jakiekolwiek wrażenie dobre dziesięć lat temu.
- Odsuń się - polecił Davethowi nieznoszącym sprzeciwu tonem, po czym wyszedł przed niego, zasłaniając go własnym - nie tak znowu małym - ciałem. Jasne, może i Axel nie był umięśnionym koksem, którego łatwiej przeskoczyć niż obejść, ale jego słuszny, niemal dwumetrowy wzrost i całość mrocznej skądinąd aparycji robiły na ogół wrażenie wystarczająco groźne, by nawet najbardziej zaciekły zbir zastanowił się dwa razy, czy aby na pewno chce oberwać w mordę od wkurwionego metala w ciężkich glanach. Na ogół rozwiązywało to wiele potencjalnych konfliktów - tak naprawdę bowiem nauczyciel nigdy nie przepadał za bezsensownymi aktami przemocy. Nie szukał zaczepki, bo też i nie tego typu wrażeń na ogół pragnął. Jako człowiek inteligentny i wykształcony umiał doskonale ocenić, czy coś się opłaca czy nie, a z każdego punktu widzenia nadchodząca walka była zwykłą stratą czasu i zdrowia. Gdyby był sam, zapewne zrobiłby szybki zwrot w tył i poszukał przejścia w innej uliczce, woląc zdecydowanie nadłożyć parę minut drogi niż trafić na pogotowie ze złamanym żebrem. Jednak dzisiaj... dzisiaj miał pod swoją opieką Davetha. I z pewnością nie zamierzał ryzykować ucieczki, wiedząc o roztargnieniu i ogólnym życiowym nieprzystosowaniu chłopaka. Jeszcze gdzieś by mu się zgubił po drodze albo - o zgrozo - zapragnął sam walczyć z napastnikami. Axel nie miał zamiaru do tego dopuścić, więc drogą logicznej eliminacji wybrał klasyczną metodę na samca alfa, zakładającą zniszczenie zagrożenia i oczyszczenie terenu łowieckiego. Czas pokaże, z jakim skutkiem.
- No dobra, chłopaki - zagaił spokojnym, wręcz leniwym tonem głosu, przeciągając się i strzelając karkiem. Dosyć upiorny dźwięk, ale właśnie taki był cel. Im więcej pokazówy, tym lepiej. Zresztą tamci robili to samo. - Ustąpicie nam grzecznie miejsca, a nikomu nie stanie się krzywda.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Pon Lip 07, 2014 11:33 pm

Osiemnastolatek dokładnie prześledził „tor lotu” butelki, mogąc zaobserwować jak szybko ze zwykłego, szklanego naczynia służącego najczęściej do przechowywania różnego rodzaju płynów, zamienia się ona w cholerną broń. Krótką broń białą składająca się z szyjki i kwiatostanu o ostrych, postrzępionych brzegach. Ślicznie. Ślicznie i tak jakby odrobinę niebezpiecznie. Zwłaszcza kiedy okazywało się, że znajduje się w dłoni osoby średnio do tego powołanej. Pół bidy, że jakiegoś przykokszonego dresa. Sprawa komplikowała się dopiero w momencie, gdy okazywało się iż ten przykokszony dres jest tym samym, któremu jakiś czas wcześniej ukruszyłeś przypadkiem jednego zęba.
Daveth wydał z siebie dźwięk lekkiego oburzenia kiedy nauczyciel kazał mu się odsunąć. Będąc w podobnej sytuacji sam na sam z grupką uzbrojoną w podobne gadżety, pewniakiem wziąłby nogi za pas. Był niby raczej łagodnego i niezwykle sympatycznego usposobienia, chociaż nie miał nic przeciwko rozładowującej wewnętrzne napięcia bójce od czasu do czasu. Jednakże, ponieważ jeszcze cenił sobie życie i zdrowie jak to poważny sportowiec, wolał nie wdawać się w nie totalnie bezmyślnie. Ale czy Axel naprawdę sądził, że będzie stał tak z założonymi rękami lub zwieje sam? Pomijając fakt, że sam skrzywił się na dźwięk specyficznego chrupotu, będącego sprawką poczynań Blackmore'a, chciał z góry uprzedzić go kim są kolesie, aczkolwiek okazało się to bardzo szybko zbędne. Co prawda i dwójka stojąca za najwyższym z nich wzdrygnęła się na ten odgłos, ale żaden nie zamierzał się cofać kiedy ich boss - dumnie dzierżący tulipana – jako pierwszy postąpił w stronę belfra. Żaden z mężczyzn nie dorównywał mu wzrostem.
- Żarty sobie robisz, koleś? – charknął na niego łysy drab, spluwając pod nogi. - To nasz dzielnica. Gówno masz tutaj do gadania, więc zabieraj dupę w troki, a z tamtym... – wyciągnął łapsko i ostrymi brzegami butelki wskazał na Davetha, który oczywiście musiał przesunąć się bliżej i wychylać zza pleców Axela. - Mamy jeszcze do zamienienia słówko. - wykrzywił usta w mściwy grymas i pewnie postąpił w ich stronę. Za nim ruszyła pozostała dwójka.
- Ja to tak w sumie nieszczególnie. Ostatnia pogadanka skończyła się wybitym oknem. – odparł dość głośno i wojowniczo zarazem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Sro Lip 23, 2014 12:48 pm

Nie miał już czasu na rozważanie, jak idiotycznym pomysłem jest bójka, w którą właśnie z pełną premedytacją zamierzał się wdać. O ewentualne krzywdy moralne tudzież fizyczne mógł mieć zresztą pretensje tylko do samego siebie. Powinien zwiać, kiedy jeszcze miał ku temu okazję, ale teraz było już zdecydowanie za późno na odwrót. No i Daveth... Axel nie mógł, po prostu nie mógł pozwolić, by coś mu się stało. Czuł się odpowiedzialny za życie tego małego szczyla.
- Mówiłem, żebyś się odsunął - warknął gniewnie, posyłając uczniowi przez ramię spojrzenie godne bazyliszka. - Nie będę później zanosił twoim rodzicom w pudełku od zapałek tego, co z ciebie zostanie. - Pewnie kontynuowałby tak jeszcze dłużej w podobnym tonie, gdyby nie fakt, że oto tuż przed nim - szybko, zdecydowanie za szybko! - zmaterializował się kolega z tulipanem. I z baaaardzo szerokim uśmiechem na swoim szczurzym pysku. - Zwiewaj stąd, O'Neil - polecił Axel na wydechu, po czym, nie tracąc już więcej czasu na belfrowanie, skoczył do przodu i sprawnym kopniakiem wytrącił napastnikowi z dłoni prowizoryczną dłoń. Butelka zatoczyła piękny łuk w powietrzu i roztrzaskała się widowiskowo o chodnik. Ha. Jeden zero, ale Blackmore bynajmniej nie miał zamiaru opuszczać gardy. Przecież prawdziwa bójka dopiero miała się zacząć.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Pią Lip 25, 2014 3:34 pm

Axel z pewnością budził respekt. Nie tylko poprzez wzrost, ubiór, styl bycia i TO spojrzenie, ale przede wszystkim bardzo specyficzną, otaczającą go chyba na każdym kroku – aurę. Nawet zwyczajowo ślepy na tego rodzaju detale Daveth, był w stanie powiedzieć, że jakaś siła wyższa każe mu się wystrzegać podskakiwania temu konkretnie mężczyźnie. Nie żeby w ogóle kiedykolwiek zależało mu na podskakiwaniu jakiemuś belfrowi... No, przynajmniej umyślnie niczego takiego nie robił. Bardzo możliwe, że gdyby nie zacięcie i przerost ego pewnego siebie, najwyższego spośród trójki bandziorów, pozostali bardzo szybko zrezygnowaliby z sapania się do niezwykle wysokiego nauczyciela fizyki.
Pod wpływem wzrokiem toksycznie zielonych oczu, poczuł dziwne i średnio przy tym przyjemne mrowienie na karku i ramionach, ale zamiast posłusznie się wycofać, tylko odpowiedział szerokim uśmiechem. Przez myśl przeszło mu, że jedyne osoby, które faktycznie być może przejęłyby się choć trochę faktem umieszczenia jego mizernych resztek w pudełku po zapałkach, są kompletnie poza zasięgiem Axela. A zanim wiadomość o tego typu incydencie by do nich dotarła (o ile w ogóle), matka pewnie dawno pozbyłaby się wszystkiego co z nim związane. Z pudełkiem po zapałkach i ich zawartością na przedzie.
Aż parsknął cichym śmiechem, choć nie był on ani trochę szczery bez względu na to jak prawdziwie brzmiał. W końcu nie było mowy, żeby mógł skończyć w podobny sposób. Nawet jeśli w swoim mniemaniu zasługiwał.
- To pana wina! Sam się pan uparł, aby mnie odprowadzać~ – odparł mu, w dalszym ciągu pozostając przy swojej wojowniczej postawie i pozytywnym nastawieniu. W każdym razie do czasu, aż Pan Karczycho nie doskoczył do nich z tulipanem.
- Ua! – odskoczył. W pierwszej chwili, zamierzał pomóc nauczycielowi, lecz wyglądało na to, że ten radził sobie doskonale i w tej kwestii nie było raczej powodu do zmartwień. Byli nim za to pozostali dwaj, teraz szybko pędzący w ich stronę. Jeden z nich ewidentnie przygotowywał się w biegu do ciosu, który najpewniej miał spaść z lewej strony na fizyka. A takiego! Daveth sam wyskoczył od lewej i susem wyminął zarówno jego, jak i mężczyznę, któremu wykopał broń z dłoni.
Chłopak skorzystał z racji, iż parchaty chłop lekko pochylił się do przodu. Wyhamował przed nim i wykonał na palcach prawej nogi ćwierć obrotu w lewo, cofając lewą nogę łukiem w tył. Jednocześnie ugiął prawą rękę w łokciu, pod kątem prostym. Bezpośrednio po tym, łokciem prawej ręki uderzył w twarz przeciwnika, wypychając łokieć ukosem ku górze. Chrupnięcie zasygnalizowało łamany nos, czemu towarzyszył dziki wrzask. I wszystko pięknie, gdyby trzeci z nich nie zdążył jeszcze odwdzięczyć się za kolegę, biorąc zamach na O'Neil.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Sob Lip 26, 2014 2:27 pm

Axel miał wciąż trochę roboty z rozbrojeniem owego wysokiego, mało sympatycznego wielbiciela niekonwencjonalnych broni. Butelka butelką, ale facet miał jeszcze całkiem sprawne łapska i nauczycielowi dłuższą chwilę zajęło powalenie go na ziemię i skopanie ciężkimi glanami tak, żeby chociaż przez moment nie stanowił zagrożenia. Co zaś tyczy się Davetha... prawdę mówiąc, Blackmore nie spodziewał się ani przez sekundę, że zadziorny chłopak faktycznie go posłucha i ucieknie potulnie w jakieś bezpieczne miejsce. Jednak tak na dobrą sprawę, abstrahując już od całej belferskiej otoczki ich relacji i tego, że powinien się szczylem opiekować, nie miał mu tego za złe. Jasne, sam z mniejszym lub większym trudem poradziłby sobie z zagrożeniem, niemniej pomoc bardzo mu się przydała. We dwóch poradzili sobie zaskakująco dobrze! Akurat posyłał swojemu nemezis ostatniego kopniaka w łeb, gdy kątem oka odnotował, że Daveth jest w niebezpieczeństwie. Nie myśląc nawet za bardzo nad tym, co robi, przyskoczył do ostatniego zbira i bez szczególnej delikatności poczęstował go pięknym ciosem prosto w potylicę. Typ jęknął z bólu i osunął się na ziemię, zaś Axel odsunął się i przyjrzał każdemu z przeciwników z osobna. Jęczący i wijący się z bólu, nie wyglądali już zbyt groźnie.
- Ty - warknął do szefa bandy, wciąż leżącego na ziemi z nieszczególnie radosnym wyrazem twarzy. - Jeśli jeszcze kiedykolwiek zobaczę cię w mojej okolicy, nie będę już taki miły. Zapamiętaj to sobie dobrze. - Poczęstował go na odchodnym mocnym kopniakiem w brzuch, po czym skupił spojrzenie jebitnie zielonych oczu na O'Neilu. - Spierdalamy stąd. - Złapał ucznia za rękę, coby szczeniak nie wpadł na jakiś genialny pomysł typu dobicie bandziorów, po czym skierował się w nim stronę wyjścia z uliczki. - Nic ci nie jest? - burknął, zerkając na niego z ukosa. Sam miał ledwo rozwalony nos, obitą rękę i mnóstwo zadrapań, więc nie przejmował się sobą jakoś szczególnie, ale chyba nie wybaczyłby sobie, gdyby skrzywdzono Davetha bardziej, niż było to absolutnie konieczne.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Pon Lip 28, 2014 1:51 pm

O ile Davethowi udało się z powodzeniem zaskoczyć i wyeliminować z gry pierwszego przeciwnika, o tyle przy drugim nie miał tyle szczęścia. Rozwścieczony mężczyzna zaszedł go od tyłu i nim chłopak zdołał się dobrze odwrócić, oberwał pięścią w skroń. Zatoczył się, ledwie uchylając przed kolejnym, wyparowanym ciosem. Nieco oszołomiony pierwszym ciosem w głowę, jakiś czas bronił się dość mizernie, zanim nie zdołał pozbierać się w sobie. Wysoki osiłek nie wyglądał budową na aż tak mocarnego, jednak pozory bywają czasami bardzo mylne. Miał w łapach prawdziwą parę, co znacznie niższy brunet mógł poczuć na własnej skórze.
I tak oto zdobył kolejne siniaki oraz obtarcia do swojej, całkiem bogatej kolekcji. Pod lewym okiem uwydatniał się leniwie siniec, który pewnie na następny dzień stanie się przyjemnie fioletowy, zaś nos na nowo zaczął krwawić. Miał tez rozcięta wargę, a poza tym obicia ogólne, w większości na rękach, którymi się osłaniał. Zdaje się, że także prawy bok będzie miał posiniaczony od silniejszego kopniaka.
Tak czy inaczej, tym razem to pomoc Axela przydała się jemu. Ze świstem wypuścił powietrze ustami, po czym spojrzał na osuwającego się draba, podziwiając bezbłędny kunszt obezwładniania przeciwnika by Blackmore. Z krótkim: „Łoo!” odskoczył jakieś pół metra. To niesamowite, jak szybko im z tym wszystkim poszło. Zamierzał to jakoś skomentować, ale chyba lekko go zaskoczyło, kiedy usłyszał te mało „pedagogiczne” słowa z ust fizyka, nim został pochwycony i pociągnięty dalej. Raz tylko obejrzał się jeszcze na pobitych typków.
- Że mi? – wrócił spojrzeniem do twarzy mężczyzny i mimo pobolewania gdzieniegdzie, wyszczerzył się w uśmiechu jak to on, drugą rękę unosząc i pokazując uniesiony kciuk. - A skąd! Czuję się świetnie! Nie miałem pojęcia, że potrafi być pan taki brutalny.
Z cyklu zachowanie „jak gdyby nigdy nic”, choć trochę go mdliło i był może nieco bledszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Pią Sie 01, 2014 12:44 pm

Przyglądał się uczniowi z lekko przekrzywioną głową.
- Potrafię, owszem. Ale w obronie własnej, O'Neil - burknął. - Z bandą takich prymitywów można rozmawiać tylko pięścią. Niemniej zawsze powinieneś szukać najpierw pokojowych rozwiązań, zanim sięgniesz po przemoc - dodał irytująco belferskim tonem, chociaż przecież każdy z nich obu wiedział doskonale, że te słowa to pic na wodę fotomontaż, a bójka tak naprawdę sprawiła nauczycielowi wiele satysfakcji i nawet czegoś na kształt radości. Było to widać w jego zielonych, odrobinę gadzich w swoim wyrazie oczach, w których teraz połyskiwało coś na kształt leniwego zadowolenia. Jak u przeciągającej się na słońcu żmii.
- Wracając do ciebie - zagaił Blackmore, kładąc dłoń na ramieniu ucznia i pozwalając, by do jego głosu wkradło się coś na kształt troski. - Nie wyglądasz najlepiej. Ponadto, jak widać, okolica jest dzisiaj naprawdę mało bezpieczna. Nalegam, byś jak najszybciej wrócił do domu. No i chyba już wyczerpałeś swój limit bijatyk na najbliższy miesiąc - zażartował, ale pod tym pozornie dobrym humorem wciąż kryła się dziwnie atawistyczna chęć bronienia smarkacza. Czuł się za niego cholernie odpowiedzialny, cóż począć.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Nie Sie 03, 2014 11:43 pm

- No wie pan! To zabrzmiało, jakby brał mnie pan za jakiegoś łobuza. – komicznie wydął usta z udawanym oburzeniem, zmuszając się do naturalnie wyluzowanego i wesołkowatego zachowania, nawet jeśli nie do końca czuł się na siłach. Ale to przecież nic nowego, prawda? Zawsze tak postępował. Wtedy wszystkim było lepiej i łatwiej. Ludzie zazwyczaj nie lubią, kiedy muszą się przejmować innymi. Zwłaszcza tymi, z którymi nie są jakoś specjalnie powiązani. A nauczyciela już zdążył wplątać w dwie, średnio przyjemne sytuacje. Oczywiście zaraz zaczął mu przytakiwać i zapewniać, że kto jak kto, ale on zawsze próbuje grzecznie, tylko jakoś tak wychodzi, że na niewiele te jego starania zazwyczaj się zdają.
- ...bo widzi pan, ja jakoś chyba ich przyciągam! – się nawet na chwilę roztrajkotał, niespecjalnie krępując się faktu, że dalej jest ciągnięty jak dziecko – za rączkę. Dopiero kiedy Axel zahaczył o temat powrotu do domu, Daveth poczuł jak znajoma gula rośnie mu w gardle. Ciągle było za wcześnie żeby mógł wrócić. Zamiast jednak jakiegoś twardszego sprzeciwu, przekręcił głowę pytająco do boku i zamrugał.
- Nie wyglądam? – pomacał się pod okiem, gdzie powoli robił się zielonkawy siniec. - Aaa, proszę się nie przejmować! Tak jak mówiłem, ja wiecznie coś przyciągam takich typków. Więc to nic takiego! Czuję się w porządku. – pomimo znacznej bladości, uśmiechnął się także zwyczajowo szeroko. - Dam sobie radę~ – trochę kręciło mu się w głowie. To chyba od tych pierwszych ciosów parchatego, mających pecha na nią spaść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Wto Sie 05, 2014 11:44 am

- Nie. - Głos Axela zabrzmiał niespodziewanie twardo i stanowczo, zupełnie jakby między nim i Davethem nigdy nie nawiązała się nić sympatii. Jakby wciąż byli dla siebie tylko surowym nauczycielem i krnąbrnym uczniem, oddzieleni barierą o stokroć mocniejszą niż belferskie biurko. Ponownie wyrosła między nimi gruba, szklana ściana, której nie dało się ani obejść, ani przeskoczyć. Niedobrze. Ale tak trzeba. - Mówiłem ci już, że źle wyglądasz - oznajmił Blackmore bez ogródek, po czym zatrzymał się i położył obie dłonie na ramionach ucznia, patrząc na niego z góry swoimi oczojebnie zielonymi ślepiami. Czaiło się w nich coś na kształt słabo zawoalowanej groźby. I, paradoksalnie, także ogromnej troski o zdrowie - a może nawet i życie - stojącego przed nim chłopaka. - Słuchaj, O'Neil. Jestem za ciebie odpowiedzialny i nie mogę pozwolić, żebyś szwendał się po mieście w takim stanie. Wracasz do domu.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Wto Sie 05, 2014 12:36 pm

Ah... Było źle. Naprawdę źle. Ale właśnie dlatego nie mógł wrócić, mimo iż zdawało się wyglądać na to, że Blackmore naprawdę postanowił postawić kropkę w tym temacie.
Zadzierając nieco głowę (bo inaczej niespecjalnie się dało z tej odległości, skoro miało się do czynienia z takim wielkoludem), wpatrywał się w twarz nauczyciela z ciągle niezmiennym wyrazem twarzy, choć trzeba przyznać, że drgnął ledwie wyczuwalnie gdy nastawienie tamtego tak drastycznie się zmieniło i w słowach i w postawie. Całym sobą chciał mu narzucić swoją wolę, jasno przy tym pokazując, że zdania nie zmieni, a wszelkie próby sprzeciwu są nie do przyjęcia. Jeśli czegoś nie można przeskoczyć, zawsze można spróbować obejść, prawda?    
Daveth był zresztą pewien, że jeśli tylko trochę odczeka w jakimś spokojnym miejscu, takim jak park lub coś podobnego, nie najlepsze samopoczucie w końcu minie. Oberwał po głowie nie raz i nie dwa, dlatego nie miał co do tego najmniejszych wątpliwości.
- Za bardzo się pan przejmuje. Trochę dodatkowych siniaków to przecież nic wielkiego. – podniósł jedną rękę i poklepał Axela po przedramieniu, zupełnie jakby uspokajał kogoś przesadnie znerwicowanego. Nie znajdowali się w końcu na terenie szkoły... A on był pełnoletni. Bez względu na to co się stanie, fizyk nie miał potrzeby aż tak się tym przejmować. Nie groziły mu żadne konsekwencje. Chociaż to pewnie już odruch bezwarunkowy – zachowywać się odpowiedzialnie i do przesady dojrzale w obecności ucznia.  
- Ale dobrze już, do-brze! - westchnął ciężko i przy tym z nieukrywaną przesadą. - Jeśli tak panu strasznie zależy, pobiegnę tam w te pędy. – skłamał swobodnie. Oczywiście, że skłamał. Co innego mu pozostawało?
- Tooo...? Mam sobie już iść? Wie pan, pan też powinien. Spuchnie panu nos, jeśli nie przyłoży do niego niczego zimnego. - dodał nieco pospiesznie i zamrugał kilka razy szybciej dla pozbycia się dziwnych rozmyć przed oczami. Powinien się pospieszyć. Musiał usiąść.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Wto Sie 05, 2014 3:48 pm

- To nieistotne - odparł lekceważąco na wzmiankę o swoim nosie. Prawdę mówiąc, czuł już dosyć wyraźnie, że na twarzy puchnie mu to i owo, ale serio - bywał niejednokrotnie w znacznie gorszych opałach! Raz nawet złamał rękę, a i tak dzielnie ratował pozbawionego świadomości kumpla, któremu ktoś rozjebał łeb o chodnik. Zresztą... Axel nie mógłby ot tak pójść sobie spokojnie do domu ze świadomością, że osłabiony i pobity O'Neil dostaje właśnie w jakiejś ciemnej uliczce kolejne manto. I to ponownie z mniej lub bardziej pośredniej winy swojego nauczyciela. - Odprowadzę cię do domu - stwierdził nieznoszącym sprzeciwu tonem. - Nie martw się, nie będę ci robił przypału i marudził twoim rodzicom, jaki to nieodpowiedzialny jesteś. W końcu sam jeszcze niedawno byłem nastolatkiem. Odprowadzę cię pod drzwi i zniknę, okej? - Ujął Davetha za rękę, tak jak poprzednio. - Chcę tylko, żebyś był bezpieczny. - wyznał dziwnie miękko. - Chodź.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Wto Sie 05, 2014 7:15 pm

- Nawet jeśli zaraz będziemy mieć wakacje, jest pan pewien, że wypada tak przychodzić z obita i opuchniętą twarzą do szkoły? - rzucił zaczepnie z nieco cwanym wyrazem twarzy, przez którą gdzieś po drodze przemknął nieznaczny grymas gdy zapulsowało w lewej skroni. Była to jednak chwila. Dosłownie ułamek sekundy. Być może zostanie szczęśliwie niezauważony lub zignorowany?
- ...?! – dopiero jednak na wzmiankę o odprowadzeniu, jego oczy jakby nieco się powiększyły, a on sam po raz pierwszy odwrócił wzrok i spojrzał gdzieś w bok. Nie tylko był źle, ale wręcz bardzo, bardzo niedobrze! Cholernie niedobrze! Myślał intensywnie, ale do głowy nie przychodziło mu kompletnie nic, co mogłoby zniechęcić tego mężczyznę. Jeśli więc tak sprawy wyglądały, nie miał już innego wyboru jak posunąć się do ostateczności. Później będzie mógł znosić wszelki opieprz kiedy to znowu spotkają się w szkole.
Rozluźnił ramiona, chociaż ton głosu w ostatnich słowach fizyka wcale mu nie pomagał. Był zbyt uprzejmy, a to wcale nie pomagało. Dlatego odetchnął, po czym stanowczo wyszarpnął rękę i momentalnie odskoczył w bok. Sylwetka Axela znowu dziwnie zamajaczyła na tle uliczki.
- Hehe~ Lepiej nie. Moja rodzina to kosmici. Jeszcze by pana porwali i poprzeprowadzali jakieś dziwne eksperymenty. - uśmiechnął się, odwrócił i ot nagle puścił biegiem. - Zapłacę za to okno! – pomachał mu w biegu i kto wie, być może nawet udałoby mu się zwiać gdyby zachował odpowiednie tempo. Los jednak szykował mu coś innego. Ledwie przebiegł kilka metrów, kiedy ni z tego ni z owego, zmaterializował się przed nim jakiś... Słup, Obraz za bardzo się rozmył, a jego samego nieświadomie zniosło za mocno w prawo. Przyrżnął w niego z impetem, aż go odrzuciło i wylądował dupskiem na chodniku. Teraz to dopiero widział podwójnie!
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Czw Sie 07, 2014 12:30 pm

Przestraszył się. I to nie na żarty. Kurwa mać, chłopak mógł sobie dokumentnie rozjebać ten swój durny łeb! Czy chociaż raz w życiu nie mógł się zachować odpowiedzialnie?! JEDEN, PIERDOLONY RAZ?!
- Daveth! - Axel nawet nie zwrócił uwagi na to, że chyba po raz pierwszy w życiu zwrócił się do ucznia po imieniu, a nie nazwisku. Znacznie bardziej interesował go fakt, że szczyl mógł mieć wstrząs mózgu albo coś w tym guście. Kurwa. Niedobrze. - Ej, Daveth, wszystko gra? - Z całego swojego zaniepokojenia Blackmore aż zapomniał, że powinien być na gówniarza sążnie wkurwiony o to całe zwiewanie spod jego opieki. Że obowiązkiem nauczyciela było powiedzenie mu tego i owego do słuchu, ale ostatecznie krzyczenie i wyklinanie na kogoś z rozwaloną głową trochę mijało się z celem. Ech. Później będzie czas na pogawędki, teraz trzeba było działać.
Hmm, może by tak po prostu wziąć go na ręce i zanieść do tego pieprzonego domu? Niech gówniarz chociaż przez jeden wieczór posiedzi na dupie w bezpiecznym miejscu i opanuje swoje pieprzone ADHD. Nauczyciel już-już miał sięgnąć do kieszeni O'Neila w poszukiwaniu portfela bądź dokumentów, które zdradziłyby jego miejsce zamieszkania, ale po paru sekundach zrezygnował, zdając sobie sprawę z bezsensowności swojego pomysłu. Daveth co prawda nie był specjalnie wysoki czy umięśniony, ale swoje ważył - w końcu był zdrowym, normalnym chłopakiem, a nie jakimś wydelikaconym chucherkiem - i nauczyciel miał pewne wątpliwości, czy da radę donieść go aż do samego domu. Zwłaszcza że pewnie cholernie daleko to było.
- Daveth! - Po krótkiej chwili Blackmore podjął kolejną próbę dowiedzenia się, czy uczeń nie ma aby wstrząsu mózgu. Ciężkie zadanie, zwłaszcza że O'Neil zdecydowanie nie wyglądał na kogoś, kto ma ochotę na jakąkolwiek werbalną komunikację. - Słyszysz mnie, Daveth?

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Czw Sie 07, 2014 1:58 pm

Cena za lekkomyślność bywała wysoka i Daveth ponosił ją nie pierwszy i nie ostatni w swoim życiu raz. W tym jednak wypadku, naprawdę nie spodziewał się podobnego zakończenia.
Dla przeciętnego obserwatora, musiało wyglądać to doprawdy komicznie. W końcu nie co dzień miało się okazję oglądać, jak nastolatek wbiega w twardo stojący mu na drodze słup – zupełnie tak, jakby go nie zauważył. Dosłownie niczym w głupawej kreskówce. Wydawać by się mogło śmieszne, lecz po krótkim zastanowieniu wcale aż takie śmieszne nie było. A już zwłaszcza dla samego poszkodowanego.
Przy upadku, automatycznie wyciągnął do tyłu ręce, chroniąc się dzięki temu przed dodatkowymi urazami pleców oraz i tak pokiereszowanej dzisiaj wystarczająco głowy. Zwiesił łepetynę ku dołowi z przeciągłym jękiem, sięgając do niej drżącą ręką. Na chwile zupełnie stracił kontakt z rzeczywistością. W uszach szumiało, a czaszce pulsowało jeszcze gorzej niż poprzednio, zaś zawroty niemalże zmuszały do wymiotów. Chcąc tego uniknąć, mocno zacisnął oczy, nieświadom tego jak boleśnie się przy tym krzywił. Nie żeby przez swoją nieuwagę pierwszy raz wpadł na słup na ulicy, ale tym razem nie była to kwestia ani nieuwagi, ani niegroźnego grzmotnięcia ze spokojnego marszu.
- Ughh... – stęknął ciężko, jakiś czas jeszcze siedząc jak siedział w towarzystwie Axela, którego obecność oraz głos pozostawała nierozpoznane. Dopiero po dwóch minutach zareagował na swoje imię. Otworzył jedno oko i spojrzał nim na początkowo rozmazaną sylwetkę rosłego mężczyzny. Ah... No tak. Uciekał przed nim... Głupia sprawa. Aż zaśmiał się nerwowo i urywanie.
- T-To nic... Zaraz przej-przejdzie... – kaszlnął i przełknął to wszystko, co usiłowało podejść mu do gardła. - W... Więc... - mówił z niemałym trudem, ale uparcie starał się przekazać o co mu chodzi. Informacje plątały mu się niemalże tak jak język. Pewnie dlatego, że jeszcze był w szoku.
- Proszę. … Nie do... Nie do domu...
Normalnie nie próbowałby tego dłużej przeciągać. To brzmiało podejrzanie. Zbyt podejrzanie. Gdyby nie to, że był za bardzo oszołomiony, po prostu pozwoliłby zaciągnąć się pod drzwi mieszkania. Ba! Nawet wszedłby od frontu bez względu na to, co to dla niego oznaczało. Byle tylko nie wzbudzić przypadkowego niepokoju nietypową desperacją.
Swoją droga to cud, że nie rozpieprzył sobie łba, nie rozciął skóry głowy przy zderzeniu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Czw Sie 07, 2014 2:42 pm

Nagły przebłysk zrozumienia niemal zwalił nauczyciela z nóg. Że też mógł być taki niedomyślny! Cholera.
Wyglądało na to, że ten zawsze radosny, nadpobudliwy chłopak miał w domu jakieś problemy. I to z kalibru tych poważniejszych niż okazjonalna awantura o niewyniesienie śmieci. Axel w pierwszym, pedagogicznym odruchu chciał rozpocząć wywiad środowiskowy i przycisnąć ucznia na tyle, by ten wyśpiewał mu wszystko jak na spowiedzi. Patologie, pobicia, niezrozumienie rodziców - na wszystko da się coś poradzić, w ten czy inny sposób. Na szczęście nauczyciel szybko porzucił ten pomysł. Ostatecznie, jakby nie patrzeć, nie była to jego sprawa. Ani też jego życie. Jako nauczyciel miał prawo do tego, by interesować się uczniem i ewentualnie udzielić mu pomocy, ale na pewno nie pakować się z butami w jego życie osobiste. Nastręczało to pewnych trudności, ale jeśli Daveth będzie chciał, to z pewnością sam mu powie o swoich problemach, kiedy już nabierze do niego zaufania. Naciskany, zamknie się w sobie jeszcze bardziej. Prosty mechanizm. Axel postanowił dać mu trochę czasu.
- Złap mnie za szyję - powiedział stanowczo, nachylając się nad chłopakiem. Spojrzenie zielonych oczu skontrolowało przelotnie i tak już nieco pokiereszowany wygląd ucznia. O dziwo, przyjebanie o latarnię całym łbem pozostawiło po sobie zaledwie niewielki ślad. Ale skóra to jedno, a mózg drugie. Blackmore pomyślał przelotnie, że Davetha powinien obejrzeć jakiś lekarz. Może zadzwoni po swojego kumpla, trzydziestoletniego onkologa z trochę zbyt dużym zamiłowaniem do bitek i popijaw - oczywiście w dniach wolnych od pracy. Axel już kilka razy pomógł mu w opałach, więc teraz pozwoli mu na rewanż. Zadowolony ze swojego pomysłu, znowu skupił się na uczniu. - Skoro nie chcesz iść do domu, zostaniesz na noc u mnie. I nie chcę słyszeć ani słowa sprzeciwu. - Cholernie się o ciebie martwię, pomyślał nauczyciel nie bez pewnej złości. Ale nie powiedział tego na głos.
Prawdziwi faceci nie okazują zbyt łatwo swoich lęków i słabości.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Czw Sie 07, 2014 3:28 pm

Szybkimi mrugnięciami starał się cokolwiek poradzić na rozmywający przed oczyma obraz, bo choć starał się patrzeć w twarz nauczyciela, to nie widział jej zbyt dokładnie. Czuł się co prawda trochę słabo i w dalszym ciągu odnosił to nieprzyjemne wrażenie, że zbyt gwałtowny ruch może spowodować iż treść żołądka malowniczo przyozdobi fragment chodnika, ale zakładał, że jeszcze nie jest na tyle źle aby nie mógł podnieść się z ziemi.
- Dam... Dam radę wstać. – zapewnił niemrawo, ale niemalże z cieniem uśmiechu mieszającym się z grymasem odczuwanego dyskomfortu. - Tylko trochę... Niech mi pan pomoże, okej? – dlatego przerzucił przez szyję Blackmore'a tylko jedną rękę, drugą natomiast odnajdując ramie tamtego w celu uchwycenia się materiału koszulki. Palce nie zaciskały się tak mocno jakby chciał, ale być może wystarczająco. Czasami kiedy człowiek zaraz po przebudzeniu próbował zacisnąć dłoń w pięść, odnosił to śmieszne wrażenie braku siły w palcach. Teraz było podobnie.
- Zostać - gdzie...? – dopytał się jeszcze, bo skupienie na zmuszeniu nóg do współpracy zajęło na kilka sekund całą uwagę chłopaka. Jej podzielność była teraz z leksza upośledzona, a widocznie zależało mu na podniesieniu się – nie tylko i wyłącznie zostaniu podniesionym. On w końcu także miał swoją dumę, a jak wiadomo, w przypadku wielu mężczyzn bywa ona silniejsza niż najgorszy ból.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Axel
Nauczyciel fizyki i astronomii
avatar

Liczba postów : 238
Join date : 09/06/2014
Skąd : Boston, USA

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Czw Sie 07, 2014 7:24 pm

Pomógł, a jakże. Mało tego - odpychając gdzieś na bok wątpliwości dotyczące własnej siły, ujął chłopaka za kolana i przycisnął do siebie, tuląc go w swoich ramionach jak dziecko. Którym zresztą był... w pewnym sensie. Ku zadowoleniu Blackmore'a obciążenie nie było aż tak przytłaczające, jak się spodziewał. Usta nauczyciela wygiął lekki uśmieszek - ostatecznie w siłowni wyciskał na klatę siedemdziesiąt kilo, więc chyba powinien dać sobie radę, dopóki Daveth jako-tako nie otrzeźwieje w jego ramionach. Axelowi niespecjalnie podobała się bowiem myśl, że mieliby zostać jeszcze dłużej na tej obskurnej, zapuszczonej uliczce. Przecież grupka, która ostatnio ostrzyła sobie na nich zęby mogła właśnie czaić się za jakimś rogiem. Tym razem z lepszym uzbrojeniem niż tulipan. Uch. Im szybciej pójdą, tym lepiej. Nauczyciel odrobinę poprawił chwyt.
- Trzymaj się - polecił uczniowi w lakonicznych słowach, oszczędzając dech na wysiłek niesienia go, po czym pomaszerował raźno ku wyjściu z uliczki, w stronę swojego domu. Oczywiście, na tyle raźno, na ile pozwalał mu na to niesiony w ramionach balast.

_________________

love me like a R E P T I L E you're murder in disguise
black mamba M U R D E R in disguise

karta postaci relacje character song
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Daveth
Kapitan drużyny koszykarskiej
avatar

Liczba postów : 103
Join date : 18/01/2014
Age : 22

PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   Czw Sie 07, 2014 9:26 pm

Pomimo niezbyt dobrego samopoczucia oraz idącego do tego w parze otumanienia, Daveth zdołał niemalże wydać z siebie krzyk zaskoczenia pomieszanego z protestem. Urwał jednak w połowie, ponieważ znowu naszło go na mdłości, a byłoby trochę słabo gdyby obrzygał i tak już nieźle poświęcającego się dla niego nauczyciela. Lekko może nawet nie tyle już blady co zielonkawy, wcisnął łeb w bliższe ramie mężczyzny i zacisnął zęby. Wdech i wydech. Spokojnie, spokojnie, spokojnie...
- Hah... – odetchnął głębiej, ani myśląc puszczać, choć tak na dobrą sprawę wolałby iść o własnych siłach. Nie mógł się wierzgnąć, bo jeszcze obaj polecieliby na bruk. Kłopotliwa sprawa... Nawet jak na niego, musiała być to całkiem mocno krępująca sytuacja. A Daveth do osób łatwo krępujących się nie należał.
- Jeśli narzygam panu na koszulę... To będzie pana wina. – wymamrotał i nawet zaśmiał się markotnie. - Wolałbym iść sam... – dodał jeszcze ze słabą pretensją, ale powieki zacisnął tak szczelnie jak to tylko możliwe. Trzeba pozbyć się tego paskudnego uczucia i zawrotów. Zabawne... Ciekawe kiedy po raz ostatni czuł ciepło drugiej osoby? Ale to bez znaczenia. Wolał, żeby fizyk nie trzymał go w ten sposób... Przyprawiało niemalże o nostalgię.

[z/t x 2]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Boczna uliczka Whitechapel   

Powrót do góry Go down
 
Boczna uliczka Whitechapel
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Boczna uliczka
» Boczna uliczka
» Boczna Głównej

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Pozostałe :: ∎ Uboga dzielnica-
Skocz do: