IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Apartament Stephena

Go down 
AutorWiadomość
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Apartament Stephena    Sob Cze 28, 2014 11:07 am

Stephen - jak na pedanta przystało - zachowuje niesamowity porządek w swoim mieszkaniu. Wszystkie elementy są idealnie do siebie dobrane, każdy przedmiot ma swoje określone miejsce - i właśnie dzięki temu Stephen czuje się tutaj naprawdę swobodnie. Choć jego goście już niekoniecznie, skoro apartament wygląda zupełnie tak, jakby właściwie nikt tutaj nie mieszkał...

W salonie spędza najwięcej czasu - woli zasnąć na niekoniecznie wygodnej kanapie niż w wielkim, potwornie samotnym łóżku. Tutaj także wykonuje część swoich projektów

Tutaj natomiast nie przebywa szczególnie często - potężne, samotne łóżko napawa go pewną niechęcią. Choć owszem, zdarza mu się w nim zasnąć.

Uwielbia gotować! Wszystkie posiłki przygotowuje samodzielnie - tylko w ten sposób ma pewność, że zostały wykonane z poszanowaniem wszystkich zasad higieny. A kucharzem jest całkiem niezłym dzięki tym wszystkim latom praktyki.

Nic tak nie relaksuje jak długie, przyjemne kąpiele w sterylnie czystej łazience... Potrafi zamykać się tutaj na długie godziny słodkiej samotności.

Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Stephena    Sob Cze 28, 2014 2:02 pm

Pomijając te drobne spotkania na mieście, gdy obaj gdzieś pędzili, to widział go ostatni raz cholerne wieki temu! Nie pamiętał właściwie, kiedy dokładnie. Rok? Dwa? A może znacznie dłużej…
Dlatego tak niesamowicie ucieszył się, mogąc przyjąć go u siebie! Xavier wiedział o fobiach Stephena, który te wszystkie dziwne skłonności przejawiał już od najmłodszych lat. Dlatego też spotkanie w domu nie było niczym niezwykłym, a zupełnie normalną, standardową procedurą umawiania się ze znajomymi. Bo tak, w przypadku Stephena to były całe procedury!
Idealnie wysprzątał idealnie wysprzątane mieszkanie, chcąc mieć pewność, że Xavier uzna ten czas za naprawdę przyjemnie i komfortowo spędzony. Ciemnowłosy udał się nawet do jednego z osiedlowych sklepów, aby zakupić dobre wino i kilka piw, chcąc dać dawno niewidzianemu znajomemu swobodny wybór w tym, czego chce się napić. A później jeszcze raz posprzątał mieszkanie.
I w efekcie był gotowy już godzinę przed umówionym czasem. Ubrany w czarne spodnie i szarą podkoszulkę z niewyraźnym nadrukiem, siedział na kanapie w salonie, czekając. Niecierpliwiąc się. Nie robił jednak niczego, aby w jakiś sposób zająć sobie czas – co to, to nie. A co, jeśli w tym czasie w jakiś sposób nabrudziłby? Albo coś zepsuł, uszkodził?
Aż w końcu nadszedł ten moment i zadzwonił dzwonek do drzwi. Wówczas zerwał się z miejsca i czym prędzej otworzył drzwi, zapraszając go do środka.
- Cześć – rzucił z tym typowym dla siebie uśmiechem – promiennym, pogodnym, zupełnie szczerym, a przy tym i cholernie seksownym. Przygryzł krótko dolną wargę, zapraszając go gestem dłoni do salonu. – Czego się napijesz? Wino, piwo? Herbata? – zapytał od razu, wyraźnie nieco przejęty tym wszystkim. Nerwowym gestem przewracał bransoletki na swoich nadgarstkach, jednocześnie nieustannie się uśmiechając, uradowany tą wizytą.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Apartament Stephena    Sob Cze 28, 2014 3:16 pm

Ostatnimi czasy brakowało mu rozrywki bo chociaż wokół imprez tym bardziej, że zbliżał się okres wakacyjny było co niemiara pomimo niegdyś wręcz wyuczonej towarzyskości teraz pozostawał sam, zdany tylko i wyłącznie na siebie z fobiami które kierowały całym życiem, uniemożliwiały rozwijanie się jak gdyby były niewidzialnymi kajdanami w które zakuty był niczemu winny młody człowiek spoglądający przez wyimaginowane okienko z widokiem na niebo. Droga do domu dawnego znajomego minęła bez większych komplikacji chociaż z akademika pieszo było bardzo daleko, trzeba było wsiąść do jednego z autobusów i przebrnąć przez kilka przystanków jeszcze kroki kierując daleko pomiędzy pomniejszymi krętymi uliczkami by w końcu tak jak przedtem zostało mu podane dotrzeć, bo nie odwiedzali się w ten sposób zbyt często; właściwie wcale, był to pierwszy raz kiedy zobaczyć miał we własnym mniemaniu nowe mieszkanie podstarzałego jegomościa, który to też zmagał się z problemami o wiele gorszymi od tych Xavierowskich.
Pogoda dopisywała dlatego też nie musiał zaopatrywać się w płaszcze ani nawet kurteczki, przyjemne podmuchy ciepłego powietrza i uciążliwie rażące po oczach słońce, chociaż żarem nazwać tego by nie mógł zachęciły do założenia koszulki z krótkim rękawem i zwykłych nieco spranych już czarnych, lecz poprzecieranych na biało w kolanach spodni. Całości dopełniły niepozorne źle zawiązane trampki, rozwichrzona od wiatru niepoukładana i przydługa bo dawno nie podcinana fryzura  no i te oczy które niejednemu na myśl przywodziły chęć śmierci i mordu na wszystkim co po świecie chodziło a to z powodu źrenic, często niezdrowo pomniejszonych do wielkości główki od szpilki, czasem przestraszonych jak gdyby ktoś całą jego rodzinę w akcie desperacji wytłukł młotkiem do ubijania kotletów.
- A witam! Czy znalazłby pan chwilę by porozmawiać ze mną o Bogu? - Przywitała go niezwykle stoicka, nienaturalna powaga na myśl przywodząca sekciarzy i tych którzy chodzili od drzwi do okienek by tylko wepchnąć do głów nieświadomego plebsu własne bzdurne ideologie. Ta farsa szybko została przerwana, gdyż rozbawione parsknięcie uleciało spomiędzy dotychczas z trudem zaciskanych w linie bladych ust a zaraz po tym nastąpiło przekroczenie progu.
W dłoniach dzierżone zostały dwie, przedtem zmyślnie chowane za plecami hermetycznie zamknięte naprawdę okazałe muffinki; jedna z nich wypełniona była owocami leśnymi począwszy od jagód na malinach kończąc zaś druga miała w sobie klasyczne kawałki, właściwie to drobinki czekolady czarnej oraz białej. Niewprawiony w odwiedzinach młodzieniec skorzystał z usług tutejszego sklepu nie mogąc przyjść z pustymi rękami, teraz przynajmniej do zaoferowania miał dwa kawałki ciastopodobnego substytutu które to uparcie wsunął w dłonie czarnowłosego tym samym owych nie dotykając, podając przez papierki w jakie to smakołyki zostały zapakowane.
- Odrobina piwa dla rozluźnienia by nie zaszkodziła. - Głupio było mu po tak długim czasie niewidywania się przyjść z butelką wódki czy tańszym whiskaczem, który jeszcze kurzył się w szafie pokoju akademickiego pod stertą ubrań od ostatniej gwiazdki. Przerażająco czyste pomieszczenie sprawiło, że aż w przedpokoju musiał zdjąć buty widząc te podłogi czyste, lśniące do tego stopnia, że można byłoby podawać na każdym segmencie inny posiłek i jeść go jak pies bezpośrednio spod stołu nie czując żadnego obrzydzenia przytykaniem warg do fragmentów po których niedawno chodziło się stopami. Lubił mieć wszystko poukładane, nawet jeśli w pokoju z lenistwa panował wielki chaos ale to miejsce w którym teraz stąpał przekraczając następne progi było jak gdyby żywcem wyjęte z wystawy sklepowej. Wzdrygnął się ukradkiem jak gdyby trafił do pełnometrażowego filmu o psychopatycznym socjopacie, który nie mógł w nocy spać bo czyścił blaty i wsuwał się w najmniejsze szparki za meblami by oczyścić je z kurzu.
- Sprzątałeś przed moim przyjściem? Strasznie tu czysto. - Niecodziennie sklecony komplement, jak na jeden z pierwszych zaprezentował się całkiem przyzwoicie. Młodszy zaś rozejrzał się po salonie jeszcze długo odczuwając nieodpartą chęć chodzenia tuż za gospodarzem, krok w krok by nie odstąpić go ani na chwilę w obawie o to, ze jeśli tylko przestanie go obserwować ten przywlecze do pomieszczenia samowykręcający się mop i raz kolejny zacznie w szale sprzątać co w gruncie rzeczy całkiem by do takiego czyściocha jakim był Stephen pasowało. W końcu zagryzając koniec swojego języka przysiadł na skraju sofy, próbując powstrzymać się od panoszenia wszędzie gdzie tylko wzrokiem i dłońmi sięgał; przecież pod innymi względami był całkiem zdrowym człowiekiem. Czasem nawet zdarzało mu się zachowywać normalnie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Stephena    Sob Cze 28, 2014 3:40 pm

- Sorry, mam kota na kuchence – zaśmiał się w odpowiedzi na wzmiankę o Bogu, kręcąc głową. Zawsze żarty Xaviera przypadały mu do gustu – mieli bardzo podobne poczucie humoru, dzięki czemu spędzanie czasu razem sprawiało im niesamowitą przyjemność. I w kontaktach z nim Stephen nie musiał się obawiać tego, w jaki sposób się zachowywać – czuł się odrobinę swobodniej przez fakt, że przecież znali się całkiem nieźle lata temu.
Przyjął babeczki z niemałą obawą, spoglądając na nie z wyraźną konsternacją. Na pewno były dobrze zrobione? Gdzie zostały wyprodukowane? Czy nikt nie dotknął ich gołymi dłońmi w trakcie pakowania do tych ładnych, hermetycznych pudełeczek? Ile właściwie leżały na ladzie w sklepie? Nerwowo postukał palcami w opakowania, kierując się ze słodyczą do kuchni. Nie pozwoliłby sobie na nakruszenie w salonie! Absolutnie.
- Hm? – mruknął, oglądając się w kierunku, z którego docierał do niego głos Xaviera. – Już rok! - dodał po chwili, uśmiechając się lekko. Gdy jednak wypomniano mu przesadną czystość, pokręcił głową z rozbawieniem.
- Znasz mnie. Wciąż wiem, że jest gdzieś brudno – powiedział, wzruszając lekko ramionami. Czy posprzątał w tym tygodniu za meblami? Wytarł wszystkie półki wewnątrz szafek? Zawsze było coś, co musiałby jeszcze zrobić! Dlatego nie czuł się całkowicie usatysfakcjonowany z tego, jak wygląda jego mieszkanie. Ale o ile teraz był w stanie to znieść, pocieszając się myślą, że dużo sprzątał jeszcze godzinę temu, to zazwyczaj przychodziło mu to z wyraźną trudnością. Najgorsze były momenty, gdy po męczącym dniu kładł się spać i przypominał sobie o tym kurzu, który wciąż tkwi za łóżkiem, rozprzestrzeniając się wokół, brudząc wszystko… Przerażające!
- Gdzie kupiłeś babeczki? – nie mógł sobie darować, musiał zapytać! Sprawnie rozpakował opakowania, po czym podszedł do zlewu, aby tam porządnie umyć ręce. Za tą czynnością także kryła się bardzo męcząca procedura, która rozpoczynała się na mydle, a kończyła na alkoholu. Gdy skończył, ponownie skupił się na babeczkach, sprawnie rozcinając je na pół i układając je na talerzykach – na każdym tkwiły dwie różne połówki, aby oboje zasmakowali dwóch typów słodkości.
Gdy wszystko było już gotowe, zabrał babeczki do salonu, a po chwili wrócił i zgarnął z lodówki dwa piwa. Z tym wszystkim usiedli na kanapie wygodnie.
- Co u ciebie? - zagaił od razu, wyraźnie zainteresowany tym tematem. – Studiujesz, nie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Apartament Stephena    Sob Cze 28, 2014 5:29 pm

Obity pluszowym materiałem mebel szybko stał się jednym z ulubionych na którym można było wyciągnąć się pod nieobecność przyjaciela, szybko jednak trzeba było wrócić do wcześniejszej pozycji, grzeczniejszej i przyzwoitszej by nie pokazywać, że młodszy zbyt prędko pozwalał sobie na taką swobodę w obcym jednak przyjemniejszym od własnego ciasnego pokoju przypominającego klatkę na zwierzęta z komórką pełniącą rolę ciasnawej łazienki.
- Powiem ci gdzie je kupiłem a ty do następnego spotkania zjesz ich tyle, że roztyjesz ten chudy tyłek na który wabisz potencjalnych zainteresowanych? Nie ma mowy!- Zaczepnie pokazał mu koniuszek różowego języka zastanawiając się nad tym, czy podłoga z miękkim puchatym dywanem nie byłaby lepszym miejscem do pogaduszek. Na razie jednak miejsce pozostawało niezmienne zaś kupry mniej lub bardziej kościste wygrzewały wgłębienia robiące się w meblu, talerzyki ze zmyślnie przeciętymi kawałkami babeczek niewinnie chybotały się upadając płasko zalążkami nadzienia z wnętrza w kierunku środka naczynia. W końcu dziękczynnie skinął głową pozwalając kudłom opaść częściowo na oczy, odbierając przy tym darowaną puszkę i nie martwiąc się wyborem piwa, upił z niej kilka pomniejszych łyków. Ich gusty pod kilkoma względami na całe szczęście nie różniły się. Chociaż na pierwszy rzut oka wyglądali jak ludzie którzy nie potrafiliby się dogadać w ich znajomości dużo było kompromisów, co nieco już zdążyli dowiedzieć się o sobie wzajemnie, inne rzeczy sprawdzali na bieżąco i chociaż nie wiedzieli dokładnie wszystkiego, bo nie należeli do osób które innym wchodzą bez mydła w najgłębsze czeluście międzypośladkowe te informacje którymi dysponowali na dzień dzisiejszy wystarczały do tego, by w razie nieporozumienia wyrządzić sobie więcej szkód i krzywd niż ktokolwiek inny byłby w tak krótkim czasie w stanie.
- Ostatnio zawaliłem kilka przedmiotów i wychodzi na to, że czas najwyższy załatwić sobie korepetycje by przygotować się do poprawki pod koniec wakacji co strasznie koliguje mi z innymi planami. - Przyznał, palcami niemrawo zeskrobując fragmenty z kawałkami czekolady podsuwając ją pod własne usta. Generalnie rzecz biorąc był na siebie zły i sfrustrowany, nie czuł się na tyle zafascynowany szkołą by myśleć o niej nawet teraz raz kolejny przerabiając tematy których za nic nie potrafił zrozumieć, zazdrościł mu beztroskiego trybu życia w którym nie było miejsca na beznadziejne egzaminy, ściągi chowane w kieszeniach i niedorzecznie niskie oceny godne przedszkolaka.
- A co z twoimi tatuażami? - Mruknął jeszcze ożywiony pamiętając zaledwie początki tatuowania się łącznie z pierwszymi wzorami kiedy wśród młodych zrobienie sobie na pośladku motylka graniczyło z cudem bo w końcu trzeba było mieć odwagę i jeszcze pieniądze, żeby tak trzaskać na własnej skórze bez obawy o to znudzenie w przeciągu kilku najbliższych lat. Ciemnowłosy należał do bardzo wąskiego grona osób które wiedziały też o tym, co nierozsądny Xavier jeszcze do niedawna zakłady traktujący jako całkiem ciekawą i nieszkodzącą nikomu rozrywkę miewał na dolnej wardze. Zagryzł ową ukradkiem przyglądając się odsłoniętym częściom ciała mężczyzny, całkiem znajomym bo w końcu jakim wyczynem było założenie krótszej koszulki i porządne zaprezentowanie się.
- I mówisz, że tak sobie tu żyjesz całkiem sam nikomu nie wadząc? - Powstrzymał się od ziewnięcia gdyż atmosfera w domu na razie nie była zbyt żywa; korytarzami nie przechadzały się zwierzęta przyozdobione gustownymi kokardkami, nie było też nieproszonych lokatorów i niezapowiedzianych wizyt więc w skrócie było bardzo cicho, powietrze przerywane było jedynie oddechami, świstami, czasem innymi mniej zidentyfikowanymi odgłosami i powoli klejącymi się spokojnymi rozmowami czasem zapijanymi, innym razem zagryzanymi słodszą babeczką której rudowłosy nie mógł się oprzeć, gdyż jak na studenta przystało czasami lubił coś do ust wpakować...w celu zjedzenia, oczywiście.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Stephena    Sob Cze 28, 2014 7:59 pm

- Jesteś podłym łotrem, Xav. Mojemu tyłkowi nawet kilka kilogramów więcej nie zaszkodzi! – powiedział ze szczerym rozbawieniem, kręcąc przy tym głową. Nieczęsto potrafił się aż tak wyluzować! Bo tak, siedzący sztywno Stephen, kurczowo trzymający w dłoniach puszkę piwa, był zupełnie wyluzowany! A raczej: rozluźniony do tego stopnia, do którego zasadniczo nie udawało mu się w towarzystwie innych osób niż on sam. Z Xavierem było w porządku, lubił spędzać z nim czas.
- Z czym konkretnie masz problemy? – zwrócił się w jego kierunku, otwierając puszkę piwa. Gdzieś wyczytał, że butelkowane są znacznie bardziej szkodliwe… I właśnie dlatego wybierał aluminiowe. Choć i one nie były najlepsze!
Sam nigdy nie miał większych problemów w szkole, ale i nad książkami nie musiał szczególnie dużo siedzieć – wystarczyło, że uczęszczał na zajęcia względnie regularnie. I dlatego też pomagał swoim znajomym w matmie, z którą radził sobie właściwie najlepiej. Sam odnajdywał w takim kontakcie z ludźmi niesamowitą przyjemność – taka relacja była nienachlana, wygodna i przy tym w pełni zaspokajała jego potrzebę przebywania z ludźmi.
- Jeśli sam ogarniam temat to mogę ci jakoś pomóc, bez problemu – stwierdził swobodnie, uśmiechając się krótko. Poniekąd obawiał się, że taka propozycja może zostać uznana za zbyt nachalną, czego obaj nie lubili… Ale miał skromną nadzieję na to, że Xavier nie będzie widział większego problemu w odmówieniu mu, jeśli tego właśnie chce. Między nimi panowała na tyle duża ilość szczerości i wzajemnego zaufania, że nawet o takich sprawach rozmawiali zupełnie swobodnie.
Gdy wspomniano o tatuażach, Stephen wyraźnie ożywił się. Spojrzał na Xaviera, unosząc nieznacznie prawą brew ku górze, przechylając lekko głowę w bok.
- Kotku. Teraz to mogę sam ciebie dziergać – rzucił żartobliwie, odchylając zaraz głowę nieco w bok, aby zaprezentować mu tatuaż zachodzący na szyję. Podciągnął rękaw krótkiej koszulki, chwaląc się gustownie wykonanym zdobieniem.
- Podobny mam na nodze. Ale ubrałem dziś niewyjściową bieliznę, więc nie pochwalę ci się tym – powiedział pogodnie, spoglądając w kierunku swojej nogi. – Zrobiłem kursy. Mnóstwo, mnóstwo kursów! Żeby samemu móc tatuować. Więc tutaj sobie pracuję dorywczo jako architekt… A ogólnie można mnie spotkać w salonie tatuażu. Wpadnij kiedyś. Dostaniesz przyjacielską zniżkę na różyczkę – zażartował, tak jak robili to często, wzajemnie kpiąc z siebie.
Upił spokojnie potężny łyk piwa, mrużąc lekko oczy.
- A czym właściwie będziesz się zajmował po studiach? - zapytał zaraz. – Zamierzasz żyć jak ja – na uboczu, nie przeszkadzając nikomu? Czy raczej w centrum, balując i imprezując do oporu?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Apartament Stephena    Nie Cze 29, 2014 6:57 pm

- Nie przepchniesz go przez futrynę jak się tak będziesz futrować! - Zauważył z niespotykaną śmiałością w głosie wyobrażając sobie niereformowalnych rozmiarów monstrualne pośladki pomimo tego, że starszak należał do osób które autentycznie nie miały szans by zapuścić się do stopnia o jaki byłyby podejrzewane, jeszcze szerząc się głupio by dać upust kumulującym się we wnętrzu emocjom dzięki alkoholowi jak zwykle rozluźniając się do tego stopnia, by pozwolić sobie na otwarte spostrzeżenia i mniej skrępowane rozmowy. Tematy należały do przyjemniejszych mimo tego, że jeszcze niegdyś wkraczali na nieznane sobie dotąd tematy zasięgając wzajemnych rad, niejednokrotnie nieszczególnie trafnych czy jakkolwiek pomocnych; obawa przed odtrąceniem czy wyśmianiem przy Stephenie nie miała prawa bytu, był to typ osoby która pomimo własnych zasad których uparcie się trzymał potrafiła przynajmniej w małym stopniu otworzyć się na drugiego człowieka, na chwilę wpuszczając przed niewielkie szczeliny do swojego świata; przerażająco czystego, nieskalanego brudem ale też i całkowicie pozbawionego żywej duszy.
- Matematyka. - Syknął na samo wspomnienie o znienawidzonym przedmiocie z trudem przyznając się do poniesionych klęsk, bo przecież niejednokrotnie zasięgał rad nauczycieli z którymi praktycznie dogadać się nie potrafił a i poprawki bo tych było nad wyraz dużo nie były mu obce, wszystkie procedury i stres zżerający za każdym razem tak samo stał się dla niego codziennością, monotonią którą chciał w końcu przerwać ale z własnej głupoty nie potrafił.
- Przypadkiem nie miałeś z niej dobrych wyników? - Podpytał zainteresowany zastanawiając się nad tym czy ten sprawdziłby się w roli korepetytora, najmilszego pod słońcem bo dającego inteligentne wykłady zupełnie za darmo co byłoby ofertą niezwykle dla rudzielca opłacalną. Mimo wszystko nie napomknął o tym pomyśle czekając na jego inicjatywę, jeszcze nie potrzebując pomocy zastukał opuszkami i końcami paznokci o puszkę, upijając z niej trochę by poczuć przyjemny stan upojenia w który wprowadzić chłopca nie było łatwo, był w piciu na swój sposób wprawiony i chociaż nie wyglądał na kogoś kto lubił truć się w ten sposób w dalekiej przeszłości niejedną imprezę już przeżył.
- Niewyjściową bieliznę? Specjalnie na moją wizytę założyłeś stringi z frywolnymi kokardkami? O ty bezwstydniku! O wszystkim pomyślałeś. - Kameralne spotkanie nijak do owej się mało, dlatego też nie bawił się w to kto szybciej dokończy swój trunek, leniwie delektując się gorzkawym, przyjemnym smakiem z trudem powstrzymując się od dotknięcia czarnej od rozmaitych wzorów i niezwykle kuszącej szyi Smirrnowa z aprobatą spoglądając na dokładnie wydziarane, bardzo pasujące mu tatuaże.
- Ołtarzyk ci wybuduję, jeśli do różyczki dorzucisz zniżkę dla chińskich znaczków na podbrzuszu! I dziewiczych wstążeczek z jaskółeczkami pomiędzy łopatkami nie wspominając o tribalu vel spermołapce nad dupskiem. Otworzyłeś własne studio czy gdzieś cię przyjęli? - Człowiek nieogarnięty z gatunku homo sapiens rudełus z czymś tak żałosnym wytatuowanym na skórze mógłby podbić świat gdyby tylko miał trochę więcej czasu, nic jednak nie zapowiadało zmian zaś pierwsze miejsce o którym wcześniej wspomniał było jedynie odległym dla mężczyzn i w pewnym stopniu kobiet marzeniem, delikatnym i zbyt podatnym na ból by jakkolwiek ingerować ostrymi narzędziami. Ukradkiem łypnął wzrokiem na nogę na której jawić mogły się niestworzone rzeczy które nawet filozofom się nie śniły zamierzając z biegiem czasu raz jeszcze podłapać ten temat i mimo wszystko zachęcić przyjaciela do podciągnięcia nogawek lub chociaż zsunięcia cholernych spodni, bo przecież niczego zdrożnego w mniemaniu Xaviera nie było kiedy pokazywali sobie takie rzeczy nie traktując się jako potencjalnych partnerów, trzymając ten swoisty dystans do swoich ciał jak gdyby łączyły ich raczej rodzinne więzy nie wykazując zbyt dużego skrępowania, przynajmniej teoretycznie.
- Wypadałoby znaleźć własne mieszkanie. Kupiłbym sobie papużkę i nauczył ją przekleństw a później jakoś by się toczyło, jakkolwiek bo pieniędzy na ciągłe podróżowanie po świecie mi nie starczy. Dzieci nie cierpię więc żadnych na boku nie spłodzę no i może dla odchamienia zrobiłbym sobie jakieś prawko. - Fuknął trzymając talerzyk na kolanach i dokładnie przyglądając się rozmówcy gdyż dawno go już nie widział, mentalnie panosząc się po okolicy obłapiając wolną przestrzeń by przyzwyczaić się do nowego godnie urządzonego miejsca już wszem i wobec raz kolejny stwierdzając, że strasznie zazdrościł mu takiej swobody.


Ostatnio zmieniony przez Xavier dnia Wto Lip 01, 2014 3:32 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Stephena    Pon Cze 30, 2014 7:58 pm

Jego pedantyczny umysł całkiem dobrze radził sobie z rzędami obliczeń. Podobno matematycy dzielili się na tych, którzy zachowywali niesamowity ład i porządek oraz na tych, którzy postępowali zupełnie chaotycznie, pozornie nieporadnie, dochodząc jednak do rozwiązania równie szybko jak pierwszy typ. Ale Stephen - dzięki swojemu uporządkowanemu tokowi myślenia - był nie tylko dobrym praktykiem czy teoretykiem, ale i nauczycielem. Potrafił w sposób względnie klarowny przekazać posiadaną przez siebie wiedzę i sama myśl o byciu przydatnym, wyraźnie go ucieszyła. Uwielbiał tę świadomość!
- Byłem z niej zajebisty! - stwierdził zupełnie swobodnie, uśmiechając się przy tym pogodnie. Co jak co, ale przy Xavierze czuł się na tyle otwarty, że nie widział większego problemu w podobnych szczerych reakcjach. Nie musiał siebie też szczególnie pilnować - po prostu działał tak, jak podpowiadał mu instynkt.
- Mogę ci to i owo wytłumaczyć. Wiesz, nie jestem nauczycielem... Ale sądzę, że jakoś razem dalibyśmy sobie radę - dodał po chwili, pokrzepiająco klepiąc go po ramieniu. Dopiero po chwili od wykonania tego gestu, uzmysłowił sobie, że faktycznie to zrobił. Dotknął go. I czym prędzej sięgnął po puszkę z piwem, pośpiesznie upijając kilka łyków, powstrzymując przy tym żałosną chęć zdezyfekowania rąk. Nie chodziło o samego Xaviera. Ale na przykład o fakt, że ten przed chwilą był na zewnątrz i najpewniej miał na swojej bluzie całkiem pokaźną gromadę bakterii, z którymi Stephen nie chciał mieć szczególnie bliskiego kontaktu.
Jego dłonie już i tak były nieprzyjemnie szorstkie i poranione od nadmiaru alkoholu, którego używał przy ich czyszczeniu.
Czując się odrobinę niezręcznie, nie podłapał jego żartu, a podniósł się z miejsca i od razu ruszył do kuchni, aby odnaleźć w lodówce kolejną puszkę piwa.
- Pracuję w salonie w centrum i zbieram na swój własny. Tamten szef doprowadza mnie do szału... - powiedział na tyle głośno, aby Xavier usłyszał jego słowa. Wyciągnął puszkę z lodówki, otworzył ją w kuchni, aby nie pochlapać mebli w salonie i - gdy zatrzymał się nieopodal zlewu - nie mógł już się powstrzymać. Marszcząc nieznacznie czoło, wpakował dłonie pod strumień piekielnie ciepłej wody, pośpiesznie szorując je mydłem, a następnie zraszając alkoholem do czyszczenia dłoni. Takiego używano w szpitalach i innych ważnych instytucjach... A u niego podobne rzeczy stały obok mydła, jak coś zupełnie normalnego.
- Masz może ochotę na pizzę? Mam taką jedną pizzerię, moglibyśmy zamówić. Na pewno zdąży przyjść nim zdasz to prawko! - zaśmiał się, chcąc rozluźnić zarówno siebie samego jak i panującą atmosferę. Nigdy nie czuł się szczególnie komfortowo, ale myśl, że ktoś mógłby obserwować go w czasie, gdy czyści dłonie, wyraźnie go krępowała.
Gdy tylko skończył, urwał papierowy ręcznik i zaczął dokładnie osuszać zniszczone dłonie, zaraz łapiąc za puszkę i z nią w ręku wracając do salonu.
- Mam ochotę na wódkę. Wieki nie piłem czegoś tak ciężkiego! - przyznał.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Apartament Stephena    Wto Lip 01, 2014 3:44 pm

- Naprawdę nie miałbyś nic przeciwko tłumaczeniu komuś, komu wiedza opornie wchodziłaby do głowy? - Nie spodziewał się jakiegokolwiek niezapowiedzianego ataku dlatego nie zdążył w porę wycofać ramienia, ostatnimi czasy uważnie przyglądał się podniszczonym, przesuszonym dłoniom tatuażysty będąc ciekawym tego, co tak niszczyło niegdyś stosunkowo miękkie opuszki palców i dobrze widział ostatni ruch niebezpiecznie przysuwającego się nadgarstka, acz ani nie drgnął zamierając w bezruchu, zmagając się z zastrzykiem rozgrzewającej adrenaliny na krótką chwilę spiął się w swej niezręczności by w końcu szybko dla odwrócenia uwagi ostatnimi łykami z przelotnym drżeniem dłoni dokończyć złocisty trunek w myślach powtarzając sobie, że przecież przyjacielskie poklepywanie nie miało na celu wytrącenia go z równowagi. Zareagował zbyt pochopnie, dlatego też kilkakrotnie odetchnął głębiej niż dotychczas a gdy został w pomieszczeniu sam nie prędko udał się za rozmówcą postanawiając swoje odczekać, całkiem dobrze odgrywając rolę spokojnego niczym nie wzruszonego dzieciaka w końcu odchylił głowę do tyłu na oparciu obszernej sofy, pozwalając przydługim rudym pasmom opaść do tyłu przymrużył oczy doskonale wiedząc, że ten nie miał wobec niego złych zamiarów i przecież mógł mu zaufać bez względu na to jak daleko próbowałby się posunąć.
- Nie pogardziłbym pod warunkiem, że byłaby na grubym chrupiącym na brzegach cieście! Koniecznie z kukurydzą i przynajmniej jednym ostrym sosem, bo do tych autentycznie mam słabość. - Wymruczał pod nosem na tyle głośno by gospodarz usłyszał w marzeniach planując to co mogliby przez kilka następnych godzin lub przynajmniej do wieczora wspólnie robić w typowo samczym gronie już na wstępie gwoli ścisłości odrzucając kulturalne partyjki w chińczyka. Chciał wrócić do normalności i w świecie funkcjonować swobodniej. Szum wody nieprędko dotarł do jednego z poprzekłuwanych starymi dawno już wyjętymi kolczykami uszu. Nic nie wywoływało większego niepokoju od poprzedniego zdarzenia, nie było tu wnikliwości w to cóż czyścioch mógłby samotnie wyrabiać w sterylnie czystej kuchni no i przez myśl nie przeszło mu nawet to, że ten mógł brzydzić się spoczywających na wszystkim a tym bardziej na nim niewidzialnych zarazków zawsze myśląc, że unikali wzajemnego dotyku głównie z powodu grzeczności.
- W sumie mógłbym skoczyć na zewnątrz i się po jakąś przejść. - Na usta cisnęło się nie do końca miłe stwierdzenie o tym, że nie była to zwykła ochota na alkohol a chęć urżnięcia się która mimo wszystko została odebrana nad wyraz pozytywnie bo pomysłów lepszych nie było. Dzięki większej ilości procentów we krwi spotkania zwykły szybko mijać.
- Wrócę nim się obejrzysz, tylko zamów coś w miarę zjadliwego. - Chłopak w końcu zwlókł swój tyłek z siedziska ówcześnie kierując się do kuchni by tak podrzucić pusty już talerzyk do zlewu nie kłopocząc się z dokładnym obmywaniem płynami jedynie wycierając okruchy, opłukując i odkładając wilgotne naczynie na blat w międzyczasie przyglądając się niewinnie stojącym w rogu buddyjskim głowom; przerażającym patrzącym na wszystko tworom. Później przeszedł się w kierunku przedpokoju jeszcze spoglądając za swoje ramiona by upewnić się, gdzie druga rzucająca pomysłami istota obecnie przebywała, by nie dać się nagle przestraszyć przycupnął przy ziemi wsuwając na stopy trampki jeszcze szamocząc się ze sznurówkami by w końcu ulotnić się z mieszkania w poszukiwaniu sklepu.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Stephen

avatar

Liczba postów : 947
Join date : 12/04/2014

PisanieTemat: Re: Apartament Stephena    Pią Lip 04, 2014 9:36 am

Zapominał o jego fobiach zbyt łatwo... Dopiero, gdy sam czuł się już nieco bardziej komfortowo, bo zdążył odkazić dłonie, docierało do niego, że Xavierowi to wszystko też musiało nie odpowiadać. Wiedział przecież, że ten nie lubi, gdy się go dotyka. A nie mógł się powstrzymać! Czuł się przy nim zbyt swobodnie, nie myślał zupełnie, a poddawał się po prostu przyjemności. Od tego momentu musiał stać się nieco bardziej rozważny i ostrożny, bo tylko w ten sposób zdoła zapanować nad sytuacją i uczynić to spotkanie przyjemnym dla nich obu.
- To ja zamówię! Sam lubię ostre sosy. Czoskowego nie weźmiemy, bo wygląda brzydko - powiedział donośnie i ze szczerym rozbawieniem, właściwie nie wiedząc nawet, jak wyjaśnić, że na sam zapach tego sosu ma odruch wymiotny. Kojarzył mu się z bakteriami, choć mogłoby się to wydawać nieco absurdalne. Całą kolonią zarazków zamkniętą w białym płynie. Kiedyś myślał podobnie o ostrych sosach, ale ich nie potrafił sobie odmówić, bo za bardzo uwielbiał pikantne rzeczy.
Wyciągnął z niewielkiej szufladki ulotkę pizzerii i przyjrzał jej się uważnie.
- b]Tylko kup dobrze kopiącą! [/b] - rzucił żartobliwie, odprowadzając go do przedpokoju. Kiedy Xavier wyszedł, Stephen czym prędzej ruszył do salonu, aby trochę ogarnąć ten burdel. Zabrał brudne talerzyki po babeczkach i zaniósł je do zlewu. A puste puszki wyrzucił do segregatora śmieci - nie lubił łączyć różnych brudnych przedmiotów w obawie przed tym, co by się działo w takim zbiorniku. Nad samym myciem talerzyków spędził dziesięć minut! Dobrze, że miał odpowiednio płatną pracę! Dzięki temu mógł sobie pozwolić na takie marnotractwo wody i mycie dwóch naczyń niezwykle dokładnie.
Gdy wszystko było gotowe, usiadł w salonie i wybrał numer do pizzerii - zamówił, oczywiście zaznaczając, że pizzerman ma wykonać ją w rękawiczkach, a pudełka mają mieć zabezpieczenie, dzięki któremu upewni się, że nikt jej nie dotknął.
Pozostało czekać na Xaviera i pizzę. I o dziwo, wcale długo czekać nie musiał - sklep był bardzo blisko. Kiedy tylko usłyszał kroki przyjaciela na korytarzu, pośpiesznie otworzył drzwi, witając go i wódkę uśmiechem.
- Brakuje już tylko dziwek - rzucił z rozbawieniem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Xavier

avatar

Liczba postów : 170
Join date : 11/02/2014
Skąd : United Kingdom - Bristol

PisanieTemat: Re: Apartament Stephena    Wto Lip 08, 2014 7:38 pm

Pobliskie okolice były mu całkiem dobrze znane i chociaż nie bywał w nich regularnie, to po drodze zdążył zorientować się gdzie i w jakim sklepie mógł lub był poszukiwany przezeń towar. Żałował, że jednak nie zaszczycił gospodarza jakimś alkoholem już od otwarcia drzwi jednak nie miał zielonego pojęcia, że spokojnie zapowiadające się spotkanie prędzej czy później przeistoczy się w zwykłą mniej lub bardziej kulturalną popijawę która teraz nie była mu całkiem na rękę.
Kiedy wykładał z własnych pieniędzy, za butelkę szlachetnego trunku w postaci czystej wódki, paczki paluszków i soczku porzeczkowego, który mógł przydać się gdyby tylko spróbował haftować wzdrygnął się przypominając sobie o tym jak blisko znajdował się starszy mężczyzna. Nerwowo podgryzając własne wargi wrócił po dłuższej chwili stojąc chwilę na zewnątrz, przed wejściem by oprzeć się o pobliską ścianę i zastanowić prędko odganiając od siebie natrętne myśli. W głowie mu jeszcze odrobinę zaszumiało od wcześniej wypitego piwa, był co prawda rozluźniony przynajmniej cieleśnie bo  nie miotał się uciekając, jednak rozum nadal na swój sposób pozostawał trzeźwy a czujność chociaż utemperowana niejednokrotnie dawała się we znaki doprowadzając do istnego absurdalnego wręcz szaleństwa z którym nie sposób od tak było sobie poradzić.
- Powiedziałbym, że skoro nam ich brakuje półśrodkiem sami możemy zachowywać się jak skończone i bezwzględne sucze z parciem na szkło, ale źle by to w moich ustach zabrzmiało... nie? - Wyminął go i raz kolejny przekroczył próg rozglądając się po okolicy i dłonie mając zajęte do tego stopnia, że ledwo co był w stanie przemieścić się od jednego punktu do drugiego wołając wspaniałomyślnego gospodarza z niedorzecznymi pomysłami z jego pomocą odkładając zakupione dobra materialne na tutejszy stolik, bardzo niski i malutki by z przelotnym chytrym uśmieszkiem unieść swój podbródek wyżej jako dumny prawie-mężczyzna bo w sumie nadal chłopiec który spełnił swoją powinność nie upijając przed tym ani łyczka. Licząc na pochwałę pozbył się uciążliwych butów wracając z nimi do przedpokoju i zupełnie zapominając o tym, że przecież nie zdejmując ich wcześniej naniósł do salonu kolejną porcję zewnętrznych zarazków usadowił się na miękkim dywanie podciągając do siebie nogi i zapraszając go ruchem głowy ku sobie by w końcu pchnięty dziwną zachcianką położyć się na miękkim stosunkowo dosyć cienkim dywanie niczym ranna łania.
- Pewnie jeszcze chwilę będziemy musieli poczekać. - Burknął pod nosem spoglądając za swoim rozmówcą typowo żałosnym wzrokiem, jak gdyby teraz dla odmiany w głowie siedziały mu tylko myśli związane z cieplutkim dla odmiany darmowym jedzeniem gdyż wszystko wskazywało na to, że finansami dzielili się mniej więcej po równo niejednokrotnie wynagradzając sobie stracone oszczędności miłym towarzystwem, bezpiecznym mieszkaniem i zaczepkami, które na przykład teraz przejawiły się w tym, że w czasie mrukania pod nosem rudzielec dźgał ciemnowłosego palcami po bokach uzmysławiając sobie, że przelotne dotknięcie opuszkiem wcale nie wyrządzało nikomu dużej krzywdy.
- Polejesz, żeby nam czas szybciej minął?

// [z/t gdyż iż ponieważ wakacje]
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Apartament Stephena    

Powrót do góry Go down
 
Apartament Stephena
Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Apartament na piątym piętrze
» Apartament Samuru.
» Apartament O.A
» Apartament kotleta.
» Apartament na dziewiątym piętrze

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Dzielnica mieszkalna :: ∎ Apartamenty-
Skocz do: