IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dante i Gustav

Go down 
Idź do strony : Previous  1, 2, 3
AutorWiadomość
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Sob Paź 11, 2014 9:27 pm

Erik należał do ludzi obarczonych straszną przeszłością, a bogaty bagaż doświadczeń, tych jakże nieprzyjemnych, sprawił, że obcowanie z nim było niełatwym zadaniem. Jednak Charles nie zważał na to, a może nawet to przez ten fakt postanowił zbliżyć się do nieprzewidywalnego mutanta, choć inni omijali go szerokim łukiem. Lensherr wypełniony po brzegi wadami, prawdopodobnie posiadał też kilka pozytywny cechy, do których z całą pewnością by się nie przyznał, uznając je za słabość. Ale musiał nieświadomie obnażyć te nieliczne zalety przed telepatą, skoro ten pozwolił mu na tak wiele. Przy profesorze stawał się kompletnie bezbronny, mimo to nie czuł z tego powodu żadnych obaw, w końcu wiedział, że Xavier nigdy nie nadużyłby jego zaufania. Wpadł w sidła najbardziej moralnego człowieka, zatem mógł spać spokojnie i czerpać ze swej wspaniałej doli jak najwięcej rozkoszy.
- Czy to ważne? – spytał z jawnym zniecierpliwieniem, rzucając mu przy tym uważne spojrzenie. – Sam kazałeś mi działać.
Obaj chcieli bliskości, nawet jeśli Niemiec dzielnie utrzymywał dystans, chcąc pokazać zarówno Charlesowi, jak i sobie, że nie chodzi mu tylko o seks. Jednocześnie nie potrafił przestać myśleć o tym, ile przyjemności niesie ze sobą choćby samo dotykanie miękkiej skóry kochanka. Powinien był się powstrzymać przed tak gwałtownym atakiem na to niesamowite ciało, o czym przypomniał sobie dopiero po chwili. Zakończył pocałunek, starając się zachować spokój, jednak nie było to takie proste, aczkolwiek możliwe. Skupił się na własnym oddechu, niebieskim oczyma pożerając wyraz twarzy telepaty, a następnie jego usta, gdy oblizywał je leniwie.
Xavier wyrzucił z siebie słowa, jakie powinny już wcześniej wzbudzić podejrzliwość u Lensherra, jednak stało się to dopiero po chwili, gdy zauważył palce unoszące się ku skroni. Charles nagle zniknął mu sprzed oczu, a nawet uciekł z łóżka, ponieważ dłonią błądzące po omacku po materacu nie mogły się na niego natknąć. Erik zmarszczył brwi z jawną irytacją i zaklął w myślach, po czym obrzucił oburzonym spojrzeniem całe pomieszczenie, jakby to chciał trafić wzrokiem na niewidzialnego osobnika.
- Do diabła, Charles – wyrzucił z siebie w końcu, wstając na równe nogi i ruszając w stronę łazienki, jednak cała ta drobna złość uleciała z niego i stanął w bezruchu, kiedy poczuł oplatające go dłonie oraz zęby na swoim karku. Mimowolnie drgnął, co wydało mu się tak mało męskie. W dzieciństwie cholernie obawiał się duchów, a teraz przyszło mu zdać się na łaskę jednego. Telepata zdecydowanie zachowywał się zbyt bezczelnie. – Natychmiast przestań.
Złapał jego przedramię, które czuł przy swoim ciele, aby nie dać mu uciec. Może nawet chwycił go zbyt mocno, jednak nie miał wyboru, nie mógł pozwolić mu uciec. Wolną dłoń wyciągnął w kierunku komody, po czym przyciągnął do siebie zegarek, który w mgnieniu oka założył na wymacany nadgarstek przyjaciela. Teraz wyczuje go za pomocą metalu i w każdej chwili zmusi go do bliskości. To był plan doskonały.
- Chowasz się, choć sam chcesz więcej – rzucił oskarżycielsko w jego stronę, cierpliwie czekając na to, aż telepata wreszcie się ujawni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Nie Paź 12, 2014 12:54 pm

Telepata ucieszył się, gdy zobaczył niezadowolenie mężczyzny. Dezorientacja w oczach i zdesperowane ruchy świadczyły świetnie o jego stanie. Charles czuł niesamowitą satysfakcję. Nie była ona jednak mściwa, a przepełniona ulgą. Lensherr też go potrzebował, chociaż należał do znacznie mniej cierpliwych ludzi. Zatrzymanie go musiało przebiec sprawnie, inaczej właściciel posiadłości musiałby nieźle się nagimnastykować, by wejść do zamkniętej łazienki.
Uśmiechnął się, czując pod palcami nerwowe drgnięcie. Objął kochanka mocniej, przylegając całym ciałem i nie przerywając pieszczenia karku partnera. Nie zaprotestował na złapanie, mimo że odczuł pewien dyskomfort. Dał się oznakować, śmiejąc do ucha magnetokinetyka. Nie puszczając go z uścisku przesunął się, by obejmować z przodu. Wsunął dłoń we włosy Niemca i zmusił go do obniżenia głowy, by znowu mogli posmakować swoich ust.
- Przerywasz, choć sam chcesz więcej - mruknął do jego warg, pieszcząc je powolnymi, miękkimi ruchami. Trącił nosem policzek Erika i pozwolił mu w końcu dostrzec wszystko dokładnie tak, jak wyglądało.
- Sądzisz, że nie mógłbym zdjąć tego zegarka, przyjacielu? - spytał z nutą rozbawienia, palcami uciskając lekko kark i barki kochanka. Ocierał się przy tym o niego delikatnie, niemal niewyczuwalnie, cały czas garnąc się do jego bliskości, być może nawet… Flirtując? Sam nie potrafił zinterpretować własnego zachowania, dlatego nie zaprzątał sobie nim głowy. Wraz z nabywanym doświadczeniem odzyska kontrolę nad sobą. Do tego czasu pragnął świetnie zabawić się ze swoim mężczyzną.
Swoim.
Taka zaborczość zaskoczyła nawet jego. Zawsze miał zdecydowane stanowisko w każdej sprawie, a jednak nie oczekiwał, że tak szybko Niemiec znajdzie się u szczytu jego hierarchii bliskich osób. Było to zaskakujące, ale miało też swoje wyjaśnienie. Nawet niejedno. Szczególnie istotna była odwzajemniona relacja. Skoro magnetokinetyk oczekiwał pełnego oddania, Charles odwzajemnił się tym samym.
Wzmocnił uścisk na karku partnera i pociągnął go za sobą, ku pustej komódce. Usiadł na niej, przewyższając w końcu Erika i chętnie go ku sobie przyciągając. Wpił się w usta pożądliwie, nogę przerzucił przez jego biodro i docisnął do swego ciała. Obaj jednocześnie pragnęli wolności i zależności. Był to nieosiągalny paradoks, który wiązał się z ciągła walką o władzę. Chociaż to Charles był gotów ulec, a przez jego myśli kolejny raz tego dnia przebiegła nadzieja, że znowu zatraci się w bliskości.
Rzucił okiem na nadgarstek, do którego wciąż miał przypięty zegarek. Wspólny czas bardzo szybko im płynął. Nieprzyzwoicie wręcz, uciekając i skracając ich możliwości prywatności. Skrzywił się i pocałował mocniej partnera.
- Przestań się ze mną teraz droczyć, bo niedługo powinniśmy się pojawić na śniadaniu. A potem będę musiał wrócić do szkolenia swoich podopiecznych. - Na wpół polecił, na wpół uświadomił kogoś, kto już nie był tylko przyjacielem. Jednocześnie uświadamiał i ukazywał swoją niecierpliwość. Krępujące było takie domaganie się, nie chciał jednak stracić tych chwil z Lensherrem. Musieli jak najwięcej z nich wykorzystać.
Zresztą, magnetokinetyk na pewno nie miał nic przeciwko tak jednoznacznemu żądaniu, popartemu intensywnym, twardym spojrzeniem niebieskich tęczówek. Wypowiedzianemu tymi zaczerwienionymi, lekko opuchniętymi od pocałunków i ugryzień, wargami.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pią Paź 17, 2014 12:44 pm

Telepata miał ogromną satysfakcję z doprowadzenia przyjaciela do podobnego stanu. Zdany na jego łaskę Erik wyczekiwał kolejnego ruchu i w akcie desperacji próbował go oznaczyć jakimkolwiek metalowym przedmiotem, w tym przypadku zegarkiem, aby w razie konieczności móc go wytropić. Na całe szczęście Charles łaskawie znalazł się przed nim i ukazał się w pełnej postaci. Cechujący się opanowaniem i powściągliwością mężczyzna nagle sam zaczął prowokować kochanka do działania. Zmysłowo ocierał się o drugie ciało, a dłońmi wodził po męskich ramionach, jakby nie mógł powstrzymać się od dotyku, który to przynosił samą przyjemność im obu. Lensherr zachwycony nowym obliczem profesora, nie odrywał od niego wygłodniałego spojrzenia, a przecież sam jeszcze nie tak dawno zmuszał się do wstrzemięźliwości, próbując udowodnić zarówno sobie, jak i partnerowi, że chodzi o coś więcej niż fizyczność. Ale nie był zbyt wytrwały w tym postanowieniu, zwłaszcza, że Xavier wystawiał jego cierpliwość na próbę. Kusił on tak skutecznie, że nie sposób było mu nie ulec.
Nie odezwał się nawet słowem, po prostu podążył za nim do komody, na której Charles zasiadł, dzięki czemu zawisł twarzą nad Niemcem. Oczarowany magneto-kinetyk odwzajemnił gorący pocałunek, wtedy też dłonie ulokował na zgrabnych biodrach kochanka, bezmyślnie zaciskając na nich palce. Jakże on pragnął tego mężczyzny. Docisnął swoje ciało do jego, aby stykali się jak największą powierzchnią ciał.
Pocałunek został zakończony, ponieważ telepata musiała ich obu uświadomić, jak niewiele czasu im zostało. Wzywają ich obowiązki, a właściwie to Charles miał wiele do zrobienia. Czy nie wziął zbyt wiele na swoje barki? To wina jego zbyt dobrego serca, mimo to Lensherr nie potrafił powiedzieć mu, by przestał się starać. Sam chciał go wspierać w jego dążeniach, nawet jeśli wciąż nie potrafił uwierzyć w koegzystencję mutantów z ludźmi. Ale po co o tym myśleć w tak intymnej sytuacji, gdy ciało i umysł pragnie tylko jednego.
- A więc musimy się pospieszyć – rzucił w jego stronę z chytrym uśmieszkiem. Odsunął się od niego, wtedy też chwycił za poły koszuli i szarpnął mocno materiał, wcale nie myśląc o odprutych guzikach, które rozpierzchły się po podłodze. Niebieskim oczom ukazało się ciało naznaczone dowodami ostatniego zbliżenia. Palcami przesunął po malinkach oraz zadrapaniach. Językiem przesunął po torsie, następnie zjechał nim przez brzuch do podbrzusza, gdzie podgryzł fragment skóry. Wcale się nie wahał, zwyczajnie zjechał niżej, gdzie, na początek zaledwie ucałował czubek, następnie zassał się na główce penisa. Szybko wsunął znaczną część męskości do ust, wodząc po niej językiem, a gorącymi wargami grzał trzon. Dłońmi trzymał biodra, od razu zauważając plusy korzystania z komody. Nie musiał klękać, wystarczyło tylko bardziej się pochylić. Ale finalny punkt zbliżenia na tym meblu byłby niezwykle niewygodny.
Gdy zęby ledwo drasnęły trzon, a język podrażnił jedną z żył, palce Erika już znalazły się między udami kochanka. Palcami pieścił wrażliwą w tych rejonach skórę, następnie dotarł nimi między pośladki, gdzie kryło się wejście. Przesunął po nim kciukiem, po czym ostrożnie wsunął palec wskazujący do wnętrza.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pią Paź 17, 2014 8:43 pm

Charles potrafił uwodzić. To, że dotychczas czynił to jedynie z kobietami, do tego często w ten swój niesamowity, błyskotliwy sposób, nie oznaczało automatycznie, że nie potrafił inaczej skorzystać ze swojego uroku. Przy Eriku wszystko się liczyło i to bardzo, bardzo go cieszyło, a jednocześnie nakręcało do czegoś więcej.
Przylegał do jego ciała bez najmniejszych oporów, szczęśliwy, że może to czynić. Musieli korzystać maksymalnie ze swojej bliskości i tych krótkich, intymnych chwil. Telepata chłonął je, niczym gąbka, łapczywie domagając się większej ilości. Westchnął cicho, gdy skończył swoją wypowiedź, jeszcze muskając wargi kochanka i wpatrując się intensywnie w jego oczy. Kolejne posunięcia Niemca siłą rzeczy przyciągnęły jeszcze bardziej uwagę mężczyzny i spowodowały, że skupił się całkiem na jego osobie. Nie oczekiwał, że posuną się do pieszczot oralnych, nie mógł jednak powiedzieć, by było mu źle. Przeciwnie, wrażenie wilgotnego, ciepłego wnętrza ust i drażniące zęby przyczyniły się do gwałtownego wzrostu pobudzenia. Nie trzeba było długo czekać na pierwszy jęk rozkoszy, a zaraz za nim potoczyła się już cała seria. Amerykanin całkiem poddał się woli kochanka, rozszerzając przed nim uda z, ponownie go zaskakującą, bezwstydnością. Przygryzł wargę i oparł się wygodniej plecami o ścianę, zaciskając dłonie na ramionach Lensherra. Chciało mu się wręcz krzyczeć, a wiedział, że to był dopiero początek, niejasny zwiastun najbliższych, wspaniałych chwil.
Drgnął gwałtownie, czując palce partnera w rejonach, które wciąż nie były do końca przyzwyczajone do pieszczot. Nie mógł jednak powiedzieć, jakoby przeszkadzały mu sprawne posunięcia Erika. Chętnie mu się poddawał, wpuszczając w siebie i czerpiąc z tego jeszcze większą rozkosz. Męskość szybko prostowała się i pęczniała, a Xavier tracił resztki opanowania. Tym razem automatycznie opuścił część barier dookoła swojego umysłu i wniknął w kochanka. W ten sposób mogli jeszcze więcej korzystać z własnych wrażeń i szybciej się podniecali.
Telepata, jako ten wrażliwszy, po niedługim czasie zaczął się wić po meblu, nie zwracając specjalnej uwagi na własną niewygodę i możliwie najbardziej dogadzając sobie. Powieki stały się zbyt ciężkie, by obserwować tak przystojną twarz kochanka, ale wciąż miał ją przed oczami, nawet gdy te były zamknięte. Szalał za tym mutantem i to z wzajemnością. Właściwie nie wyobrażał sobie, że coś mogłoby pójść nie tak. Pasowali do siebie, jednocześnie znacząco się różniąc. Idealna sytuacja, z której każdy mógłby coś wyciągnąć, w jakiś sposób skorzystać.
To magnetokinetyk musiał zając się ich dalszymi rozkoszami. To on musiał przenieść kochanka na łóżko, a potem wziąć w całkowite posiadanie, bez dalszej, zbędnej zwłoki. Ale Charles zachęcał go w każdy, możliwy sposób. Dźwiękami wydobywającymi się spomiędzy uchylonych warg, falistymi ruchami ciała, wbijanymi w ciało paznokciami, zaczerwienionymi policzkami.
Ucieleśnienie grzeszności. Będące własnością jedynie pewnego mutanta o inicjałach E.L.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Sob Paź 18, 2014 2:18 pm

Szczerość obecna w reakcjach telepaty nie była niczym zaskakującym, jednak otwartość, z jaką poddawał się woli Erika, była pewną niespodzianką i z całą pewnością sprawiała im obu rozkosz. Czerpali z tej chwili jak najwięcej mogli, Lensherr obdarzał smukłe ciało pieszczotami, Xavier zaś zapoznawał się z nimi i odpowiadał na każdą na swój urokliwy sposób. Wydobywał z siebie grzeszne odgłosy, poruszał biodrami i spoglądał rozpalonym spojrzeniem na męskość niknącą w ustach kochanka. Jawnie domagał się więcej, choć w pewnym momencie drgnął, jakby niepewny był wizji dogłębnego zbliżenia. Palec napierający na wejście nie odczuł tak bardzo tego drobnego oporu, ale gdy dołączył już drugi, mięśnie wyczuwalnie zacisnęły się na nich. A przecież Charles pragnął bliskości bez granic, co też udowodnił, gdy opuścił bariery swego umysłu. To nie wątpliwości stanowiły problem, lecz jego wrażliwe po ostatniej penetracji rejony.
Ciała zapłonęły pożądaniem, więc nie było już możliwości, aby mogli się wycofać. Erik jeszcze przez chwilę pieścił twardą już męskość, ale w końcu wysunął ją z ust. Wyprostował się, chwycił biodra partnera i ściągnął go z kanapy, po czym w mgnieniu oka ułożył go na łóżku. Sam Niemiec klęknął przed nim i na początek rozchylił szeroko jego uda. Nie czekał ani chwili dłużej, ulokował się między nimi i szybko zsunął z bioder nad wyraz niedbale bokserki. Bez ostrzeżenia naprowadził penisa dłonią na wejście, po czym wtargnął do wnętrza najpierw główką penisa, a po chwili wsunął się przy pomocny mocniejszego pchnięcia w ciasne wnętrze całą męskością. Od razu poczuł uścisk mięśni na prąciu, przez co wydobył z siebie jeden przeciągły jęk. Pochylił się nad kochankiem i mocno wpił w jego wargi, wtedy też poruszył lędźwiami, chcąc zagłębić się w drugim mężczyźnie jeszcze bardziej. W jednej chwili poczuł się tak wspaniale. Zmrużył oczy z przyjemności, mocno trzymając biodra Charlesa, aby te nigdzie mu nie uciekły. Tym razem nie był zbyt subtelny, ale nie mógł przestać wykonywać mocnych pchnięć. Czas mijał, a podniecenie nie malało, wręcz przeciwnie, z każdą chwilą coraz bardziej rosło. Lensherr nie wyobrażał sobie, że mieliby jeszcze dziś wyjść z jego sypialni. Jeszcze się sobą nie nasycili i to chyba nigdy nie nastąpi.
- Charles – wyszeptał to najdroższe mu imię wprost do warg ukochanego, a jedną z dłoni przesunął po jego torsie, by wreszcie zatrzymać się przy lewej piersi, gdzie poczuł bicie serca. I jego narząd do pompowania krwi tłukł się w piersi, nie dając mu spokoju. – Chyba już kompletnie oszalałem.
Zawsze towarzyszyła mu pewna doza szaleństwa, jednak w tej chwili już nic nie miało znaczenia. Liczył się tylko ten najuczciwszy mutant przepełniony dobrocią. Postradał zmysły, ponieważ oddał się w całości innemu człowiekowi. Ale stłumił swoją cała niepewność za pomocą jednego gorącego pocałunku.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Sob Paź 18, 2014 10:26 pm

Charles czuł się nieziemsko. Od momentu, kiedy został wypełniony gorącym, pulsującym członkiem kochanka i usłyszał jego jęk, nie istniała żadna nadzieja dla jego osoby. Musiał całkiem poddać się gwałtownym, namiętnym ruchom Niemca, które nie dawały żadnej nadziei na szybkie wypuszczenie z objęć. Na co telepata narzekać nie zamierzał.
Wyginał się, jęczał i wbijał palce w ciało partnera, bezradny wobec pożerającej ich żądzy. Połączone umysły mnożyły ich wrażenia, czyniąc jeszcze bardziej niezaspokojonymi i łapczywymi.
Roześmiał się z trudem, słysząc takie wyznanie. Chciał odpowiedzieć, chociaż nie wiedział, co konkretnie, ale uciszono go mocnym pocałunkiem. Odwzajemnił go z pasją i uczuciem, czując, jak wypełnia go szczęście.
Będę cię pilnował, przyjacielu. Zajmę się tobą. - Obiecał niewerbalnie. Wystarczająco jednak pewnie i… Z uczuciem, w którego istotę nie dało się wątpić. Które było tak silne, że zatopiło ich całkiem w rozkoszy, oddzielając od złego świata, będącego poza terenem tego pokoju. Poza terenem łóżka. Poza nimi.
Xavier nawet z ręką na sercu nie potrafiłby powiedzieć, kiedy doszli. Zatracili się w czasie, we wspólnych ruchach i rozkoszy. Było jeszcze lepiej niż poprzednio. Niż za pierwszym razem. Niż kiedykolwiek, gdziekolwiek, z kimkolwiek.

Właśnie w ten sposób ominęło ich zarówno śniadanie, jak i obiad. Wspólny czas, mimo zegarka, uciekał błyskawicznie. Musieli w pewnym momencie zasnąć, bo kiedy Xavier otworzył oczy, za oknem zaczynało już robić się ciemno. I o ile w pierwszej chwili czuł rozkoszne zmęczenie, o tyle w kolejnych już przybył rozsądek. Zsunął z siebie magnetokinetyka i poleciał do łazienki, ponownie korzystając z niesamowitych zalet bieżącej wody. Wysuszył się i założył ubrania z poprzedniego dnia, szybko skanując umysły osób mieszkających w jego posiadłości. Musiał niezauważony wymknąć się do swojego pokoju i przebrać. Telepatia w tym momencie okazała się nad wyraz korzystna. Ale i tak zawalił. Zawalił całkiem, poświęcając czas Erikowi, zamiast swoim podopiecznym. Niemiec był dorosły, a tamci…
Ciężka sytuacja.
Podszedł do kochanka i pocałował go w usta, już ubrany i gotowy na powrót do szarej rzeczywistości. Tym razem nie dał się zatrzymać, ani nie uwodził. Musiał z powrotem wziąć na siebie pomoc mutantom. I tym, którzy byli poza jego domostwem. I każdemu na tej planecie.
Pragnął, by Erik przy tym był i go wspierał. Już zawsze.
Zawsze bądź mój.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Sob Paź 25, 2014 5:26 pm

CZĘŚĆ II


Rok 1970. Prezydent Richard Nixon, za namową współpracowników, próbuje rozwiązać problem mutantów. Wrogo nastawieni do siebie Charles Xavier i Erik Lensherr muszą ponownie zjednoczyć siły, by zbudować lepszą przyszłość. Jednak ich wizje przyszłości są kompletnie różne, również ich wspólna przeszłość, o której nie łatwo zapomnieć, a co dopiero wybaczyć, nie pozwala im w pełni ze sobą współpracować.

Emocje po starciu ich gniewów opadły, jednak napięta atmosfera wciąż wisiała nad nimi, jakby czekała na kolejny wybuch wściekłości. Nikt z nikim nie rozmawiał przez dłuższy czas, każdy wolał trwać w milczeniu i samemu rozmyślać. Magneto-kinetyk myślami cofnął się o kilka lat, aby znów mieć przed oczami te piękne dni, w których miał pełne prawo dotykać Charlesa. Byli wtedy tak szczęśliwi, tak zapatrzeni w siebie. Dzielili ze sobą myśli, łaknęli swych ciał i kochali się przez całe dwa dni jedynie z przerwą na sen, wciąż myśląc o tym, że nią są w stanie się sobą nasycić. Chcieli więcej, mocniej, intensywniej. Zatracili się w sobie, choć w zakamarkach umysłów wiedzieli, że to nie może trwać wiecznie. Musieli szybko wrócić do rzeczywistości, tylko dlaczego tak brutalnie?
Wydarzenia na Kubie zmieniły wszystko, poróżniły ich. Ale najgorszy był ten wypadek. Znów ujrzał ból w niebieskich oczach telepaty, gdy trzymał go w swych ramionach na plaży. I usłyszał te słowa świadomego odrzucenia. Otworzył szeroko oczy, próbując uciec od przeszłości. Gdyby tylko mógł cofnąć czas. Instynktownie spojrzał na Logana, który spał w jednym z foteli. On znał przyszłość, mógł zmienić przeszłość. Dlaczego nie zdradzi tajemnicy, jak tego dokonał? Dlaczego nie cofnął się do 1963 roku, by móc zmienić kompletnie wszystko?
Hank pilotował samolot w kompletnej ciszy i praktycznie ani razu nie zajrzał do kabiny pasażerskiej, dlatego też Erik zdecydował się złapać za szachownicę, na której rozstawił już figury i przejść do Charlesa. Postawił planszę na stoliku, sam bez słowa zasiadł w fotelu naprzeciw przyjaciela. Jedynego przyjaciela, jakiego miał. Choć mają kompletnie inne wizje, to jednak Niemiec wciąż myśli o Xavierze z czułością. Tak naprawdę nigdy nie wyzbył się tych wszystkich uczuć do niego.
- Dawno nie graliśmy – zaczął spokojnie lekko zachrypniętym głosem od tego całego niemówienia przez długi czas. Chrząknął i złapał za butelkę whisky, aby nalać sobie trunku do szklanki. Niegdyś Charles pił rzadko, a teraz nie rozstawał się ze szklanką alkoholu przez całą podróż samolotem.
Widział to zranione i zarazem oskarżycielskie spojrzenie telepaty, którego nie mógł go znieść. Dawno temu zranił go, pozbawił czucia w nogach i doprowadził do tego, że Xavier musiał wybrać pomiędzy mocami a władzą w nogach.  Z całą pewnością zrujnował mu życie. Charles zmienił się, już nie był tym samym człowiekiem, co kiedyś.
- Żałuję, Charles – zaczął z jawnym bólem dostrzegalnym w oczach. – Tego, co się stało. Szczerze żałuję.
Zacisnął palce na kieliszku, nie odrywając wzroku od dawnego kochanka. Nigdy wcześniej nie miał sposobności, aby szczerze go przeprosić. Robił wszystko, aby tylko się ze sobą nie zetknęli i dopiął swego, nie widzieli się od dobrych lat. Musieli wreszcie wyjaśnić te wszystkie kwestie. Czekał więc z niecierpliwością na jakąkolwiek odpowiedź, łudząc się, że może te wszystkie grzechy przeszłości zostaną mu wybaczone.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Nie Paź 26, 2014 12:36 pm

Charles kiedyś pomógł stanąć na nogi Erikowi. Traktował go jak przyjaciela, a potem… A potem ukochanego. Pomógł zapanować nad mocą, pomógł zmierzyć się z przeszłością. A to, co dostał w zmian, przekroczyło jego wyobrażenia. Nie potrafił pogodzić się z utratą wszystkiego, o co walczył przez tyle lat. Stracił sens życia, sens bycia mutantem, sens wspierania innych. Zmienił się drastycznie, co musiał zobaczyć zarówno Niemiec, jak i przybyły z przyszłości “przyjaciel”. Nie był tym człowiekiem, którego oni znali, bez względu na czas. Był jego wrakiem.
Nie przerwał ciszy panującej w samolocie ani razu. Czuł, że nic go nie łączy z towarzyszami lotu, wręcz przeciwnie, wszystko dzieli. Był samotny, zraniony do głębi i… Przerażony. Nie chciał pogodzić się ze sobą, z otaczającym go światem, chciał by to wszystko, co go spotkało… Zniknęło, niczym zły sen. Logan mógł to zrobić. Mógł, ale cofnął się do ich czasów. Dlaczego? Dlaczego nie zmienił wydarzeń, które tak dogłębnie wpłynęły na relacje “przyjaciół”? Dlaczego on, Charles z przyszłości i… Ten drugi, Erik z przyszłości… Dlaczego oni nie kazali mu zmodyfikować samego początku? Czy nigdy sobie nie wybaczyli?
Nigdy już nie będzie w stanie normalnie porozmawiać z Lensherrem, nigdy go nie dotknie, nie pocałuje…?
Ta myśl zabolała go jeszcze bardziej, niż wszystkie poprzednie. Nic mu nie pozostało. I nigdy już nie pozostanie.
Zacisnął dłonie spazmatycznie, walcząc ze strachem, który znowu się wkradł w jego umysł i serce. Nie chciał być sam. Poświęcił się dla innych. Dlaczego jego “przyjaciel” nie mógł tego zrozumieć? Dlaczego obwiniał go za rzeczy, na które nie miał wpływu? To przecież przez niego Raven stała się Mystique. To on zniszczył każdą rzecz, która była ważna dla Charlesa. Pozbawił go nawet czucia w nogach. Skrzywdził. Zmusił do wypowiedzenia słów, które nigdy nie powinny się wydostać z ust osoby zakochanej.
Nienawidził i siebie i jego.
Uniósł wzrok na magnetokinetyka, ale zaraz wbił go w szachownicę. Wiedział, że wciąż bardzo łatwo dało się go odczytać. Osoba, przed którą kiedyś całkiem się otworzył, nie mogła zostać oszukana. Musiała zobaczyć ten ból, który paraliżował Xaviera. A on nie chciał go pokazywać.
Słowa Lensherra znowu uderzyły prosto w zniszczone serce telepaty. Chciałby w to uwierzyć. Chciałby usłyszeć prawdziwe przeprosiny, te, które wyrażałyby żal związany z utratą ich więzi i łączących ich uczuć. Nie rozumiał, jak mogło się zdarzyć, by osoba, z którą podzielił się wszystkim, ze wzajemnością, w ciągu kilku chwil podczas wojny stała mu się obca.
- Czego, mój “przyjacielu”? Tego, że wyrzekłem się mocy, by móc funkcjonować, czy tego, że nie podążyłem ślepo za tobą? - Uśmiechnął się z mieszaniną drwiny i zgorzkniałości.
Nie potrafił wybaczyć. Człowiek, którym się stał, nie miał w sobie żadnej cząstki tego dawnego idealisty, który roztaczał wokół siebie aurę pewności i spokoju. Który zdobywał zaufanie każdego, a dzięki charyzmie potrafił każdego za sobą pociągnąć, ku wyższym celom.
Stracił czucie w nogach. Stracił Raven. Stracił Moirę. Stracił swoją szkołę. Stracił swoje moce.
Stracił ukochanego.
Jak mógł siedzieć tak blisko niego, z alkoholem i szachownicą, jak gdyby nigdy nic się nie stało? Należeli do siebie. Należeli, a już nigdy mieli nie poczuć własnej bliskości i usłyszeć wyznań miłości. Takie życie nie miało sensu.
To była namiastka życia, nawet dla wraka człowieka, jakim był profesor.
Przesunął losowy pionek o dwa pola do przodu. Nie potrafił patrzeć w oczy Erika. Nie, gdy wiedział, że żaden z nich już nie będzie mógł ciskać gromami i nienawidzić.
Cierpieli.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Nie Paź 26, 2014 5:14 pm

Od razu zauważył, że Charles nie chce na niego patrzeć – tak zawzięcie unikał kontaktu wzrokowego, że aż nie można było tego nie dostrzec. Erik zaś nie spuszczał z niego bolesnego spojrzenia, przy czym musiał się zmagać z kłuciem w klatce piersiowej. Tego dnia wszystkie wspomnienia powróciły, zapewne dlatego, że miał naprawdę wiele czasu na to, aby w milczeniu wszystko przemyśleć. Właściwie miał na to mnóstwo czasu również w więzieniu, kiedy to maltretował się wizją wypadku. Ileż to razy śnił mu się moment, w którym to telepata bezwładnie padał z krzykiem na piasek. Zawsze z żalem dochodziło do jednego wniosku: to nie tak miało być. Mieli razem stawić czoła całemu światu, stać po swojej stronie pełni niezachwianej wiary w to, że niosą wszystkim mutantom wolność. Ich wizje przyszłości były różne od początku, jednak to ten nieszczęsny wypadek podzielił ich naprawdę.
Wsłuchał się w jego słowa, które były jawnym atakiem na jego osobę. Zadały ból i pokazały, jak bardzo zmienił się Charles, ale przede wszystkim krzywdziły jego samego. Lensherr wlepił wzrok w szachownicę, jakby wreszcie dał sobie spokój. Nie wiedział, jakich słów użyć, by wyrazić skruchę. On też się załamał zaraz po wydarzeniach na Kubie, jednak przyświecający mu cel nie pozwalał mu zaprzestać działać. Również Raven wyciągnęła go z dołka. Nie spodziewał się, że to właśnie ona kiedykolwiek stanie się przyczyną klęski mutantów.
- Żałuję tego, że w ogóle mieszaliśmy się w to wszystko – odparł gorzko i przyłożył szklankę do ust, następnie przechylił ją, upijając całą jej zawartość. – Teraz już wiesz, że ludzie nigdy nas nie zaakceptują. Mogliby się już wtedy spokojnie wybić, a my moglibyśmy żyć razem z dala od ich wojny.
Ale i tak nie zaprzestałbym zemsty – dodał w myślach, mocniej zaciskając palce na naczyniu. W końcu odstawił je na bok i spojrzał na wykonany przez Xaviera ruch. Sam poruszył jednym z pionków, lecz tylko o jedno pole do przodu. Choć gra wcale go nie interesowała, to jednak była doskonałym pretekstem do tego, by zasiąść naprzeciw Charlesa. Znów podniósł na niego wzroku, pragnąc jego uwagi. Zacisnął mocno wargi, bojąc się, ze wreszcie wyrzuci z siebie błaganie, by ten na niego spojrzał. Bez niego błąkał się po tym świecie, nawet jeśli miał jakiś cel. Bez niego był niczym. Już od tylu lat niczego nie czuł poza żalem i złością. Tak naprawdę jego szczęśliwe dni skończyły się, kiedy opuścił Charlesa.
- Nadal mam w swoje głowie twoje wyobrażenia naszej wspólnej przyszłości.
Na potwierdzenie swych słów uniósł dłoń i dwoma palcami – wskazującym oraz środkowym – stuknął ostrożnie w swą skroń. Jak bardzo chciał śnić o tych pięknych marzeniach, które dzielili ze sobą tak krótko.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Nie Paź 26, 2014 6:15 pm

Lensherr miał się za lepszego. On w końcu zrobił wszystko dla mutantów. On w końcu poświęcił się, zrzeszył ich i miał rację, że ludzie ich zaatakują. Miał rację za pierwszym razem, gdy wystrzelili rakiety na Kubie, miał rację za drugim razem, a przynajmniej to miała pokazać przyszłość.
A Charles był durnym idealistą. Cały ten czas tkwił w swoich chorych, niemożliwych marzeniach, aż do czasu, gdy stracił ostatnią rzecz, jaka mu pozostała. Szkołę. Czy to znaczyło, że się poddał? Że opuścił osoby, które obiecał kiedyś chronić? Jeśli tak było, powinien wstać, otworzyć drzwi i wyskoczyć z samolotu, na główkę. To były właśnie słowa, które chciał usłyszeć od bliskiej mu osoby. Pełne wsparcia i uczucia. Jak zawsze, gdy to on potrzebował pomocy, nikt nie zamierzał mu jej dawać. Musiał sam się podnieść, sam poradzić z problemami, które go niszczyły od środka i uniemożliwiały życie z mocą telepatii. Nikt jednak tego nie rozumiał, ani nie chciał zrozumieć. W końcu to Profesor X miał obowiązki wobec świata, nie świat wobec Profesora X.
- Oczywiście, Eriku. Zawsze musisz udowodnić, że masz rację. - Uśmiechnął się drwiąco. - To ty od początku dobrze myślałeś, a to ja niepotrzebnie się łudziłem. W końcu to ja spowodowałem, że Raven postanowiła zemścić się na ludziach, prawda? - Wycedził chłodno, z trudem tłumiąc ponownie rosnącą wściekłość.
W tym momencie widział, że nie istniało nic, co mogłoby ich ze sobą pogodzić. Zawsze mieli odmienne poglądy. Potrafili poprowadzić za sobą tłum, przekonać go do swoich racji, zarządzać i motywować. Lensherr napędzał innych nienawiścią, a Xavier nadzieją. Ale już jej nie miał. Niczego nie miał.
Był tak samo pusty, jak Niemiec.
I bał się to zobaczyć w jego oczach. Nie potrafił udźwignąć cudzego nieszczęścia. Nie radził sobie nawet z własnym.
Prychnął pod nosem i zacisnął dłoń spazmatycznie na kubku, dostrzegając kątem oka znaczący ruch przy skroni Niemca. Zabolało go to do tego stopnia, jakby dawny przyjaciel przyłożył żarzący się pręt do jego serca. Zazgrzytał zębami, hamując cisnące mu się na usta pretensje, które nie miały nawet szans przybrać sensownej formy.
- Od początku wiedziałeś, że są one nierealne. Jedynie nie powiedziałeś tego wprost, aż do Kuby. - Stwierdził chłodno.
Kolejne kilka posunięć pionkami przebiegło w milczeniu. Nie miał ochoty na dalszą rozmowę. Prowadziła ona kompletnie donikąd. Potrzebowali przecież siebie, jednocześnie nie mogąc w żaden sposób nawet dotknąć. Były telepata unikał jakichkolwiek form kontaktu, bojąc się, że mogłyby się źle skończyć. Im dłużej przebywał tak blisko magnetokinetyka, tym bardziej czuł się przyciągany. Oddychał coraz ciężej, a skupienie stawało się niemożliwe. Nie sądził, że spotkanie po latach będzie przebiegało tak ciężko.
Dzieliło ich wszystko… Ale wciąż coś musiało łączyć. Xavier nie umiał powiedzieć, co konkretnie, ale ukradkowa obserwacja ruchów Niemca powodowała w nim coraz bardziej uciążliwą tęsknotę zmieszaną z bólem. Myślał, że zapomniał. Nie, bynajmniej. Pamiętał wszystko jeszcze bardziej szczegółowo i intensywnie. Gdy sięgnął dłonią po butelkę alkoholu, zderzył się przypadkiem palcami z Erikiem. Wyobraźnia musiała mu płatać figle, ale poczuł dawny, intensywny zapach kochanka, uderzający w nozdrza i otumaniający.
On przy nim kompletnie oszalał.
Mimo niedawnych doświadczeń.
- Przez twoją głupotę niemal nas zabito - przypomniał mu Charles, lekko zachrypniętym głosem. Musiał w jakiś sposób oderwać umysł od fantazjowania o przystojnym mutancie. Musiał, chociaż nie potrafił. Nawet w tym momencie wypełniała go mieszanina mściwej satysfakcji z żalem, że podniósł dłoń na ukochanego. Chciał jednocześnie powtórzyć tą czynność, by znów poczuć ulgę, a jednocześnie przeprosić. Z tego samego powodu.
Kompletnie oszalał. Kompletnie.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pon Paź 27, 2014 9:21 am

Nigdy nie miał się za lepszego, wręcz przeciwnie, w porównaniu do Charlesa był nikim – wyrzutkiem, który nie potrafił sobie znaleźć własnego miejsca. To sam Xavier nadał mu cel, pokazał, że może żyć czymś więcej niż zemstą. Zatem był gorszy, lecz jego przewagą było to, że lepiej znał się na naturze ludzkiej, ponieważ przekonał się na własnej skórze, że ludzie są w stanie w mgnieniu oka zmienić się w prawdziwe bestie, gdy tylko poczują zagrożenie lub pomyślą, iż są lepsi. Próbował ostrzec przyjaciela, że jego zbyt wielka wiara w innych, zwłaszcza w ludzi, w końcu doprowadzi go do zguby. Niestety, to Lensherr był pierwszym żywym przykładem tej tezy, czego zresztą sam nigdy się nie spodziewał. Dobrze pamiętał, jak mówił, że nigdy go nie skrzywdzi, a jednak porzucił go, zabierając ze sobą Raven. I zrobił to w najgorszym możliwym momencie. Przez długi czas nie mógł tego sobie wybaczyć, ale wmawiał sobie, że postąpił tak dla dobra całego gatunku. Gówno prawda, to nie było dobre dla nikogo, zwłaszcza dla nich dwóch.
- Nie mogłem przewidzieć, że wykorzystają DNA Raven do naszej eksterminacji – odparł na swoją obronę, ponieważ nie mógł nawet się bronić przed samym zarzutem, który zresztą uznał za słuszny. Tak, Raven się zmieniła i po części było to jego zasługą, ale sama wybrała. Nie mogła być wiecznie dzieckiem, musiała wreszcie uciąć tę pępowinę, trzymającą ją przy Charlesie.
W duchu cieszył się z jednego faktu – takiej małej drobnostki. Mężczyzna odezwał się do niego po imieniu. Zdobył się na to, choć nie było takiej konieczności. I mimo, że wypowiedział jego imię z ogromem niechęci i chłodu, to jednak je wypowiedział i sam stan rzeczy radował. Stało się, Charles nie wyprze się tego.
- Wiesz dobrze, że to nieprawda – wyrzucił z siebie natychmiast, samemu zaczynając szybciej oddychać z powodu rosnącego gniewu. Nawet przechylił się do przodu, aby znaleźć się bliżej niego i nawet spojrzał mu z wielką determinacją w oczy. – Dobrze wiesz, że chciałem tego wszystkiego tak samo, jak ty. Nie wmawiaj sobie, że było inaczej.
Już więcej się nie odezwał, nawet starał się nie prowokować rozmówcy spojrzeniem, po prostu kontynuował wraz z nim grę w całkowitym milczeniu. Ruch za ruchem, zazwyczaj wielce przemyślany i zarazem neutralny, jakby bali się pokazać po sobie emocje nawet na szachownicy. Erik zawsze miał problem z wyrażaniem emocji, potrafił jedynie ukazać cały swój gniew, jednak wszystkie pozostałe uczucia chował w sobie. I chyba z tego powodu, nawet w te wspaniałe dni spędzone z Charlesem, nie był w stanie powiedzieć, jak bardzo mu na nim zależy. Myślał, że telepata wyczytał to z jego umysły i już od tamtej pory wiedział o kiełkującym w przyjacielu uczuciu. Wybuchło między nimi nie tylko pożądanie, ale coś jeszcze bardziej poważnego, wręcz wiążącego. Tego nie można było opisać słowami.
Poczuł jego palce przy swoich, kiedy w tej samej chwili spróbowali sięgnąć po butelkę alkoholu. Lensherr cofnął dłoń powoli, wielce niechętnie, ponieważ nawet tak drobny dotyk był mu miły. Chciał wierzyć, że pomimo tego całego cierpienia, są w stanie ponownie się do siebie zbliżyć. Może Xavier podświadomie też tak uważał? Niemiec podniósł na niego spojrzenie niebieskich oczu pełnych nadziei, rozkoszują się niepewnością przyjaciela oraz jego zachrypniętym głosem, który był w stanie oczarować. Treść słów w końcu do niego dotarła, przez co musiał otrząsnąć się z własnej fascynacji.
- Może masz po części rację.
Dolał sobie alkoholu do szklanki, po czym przechylił ją i wypił jej zawartość do dna. Nie chciał się kłócić, znowu myśleć o tych wszystkich ludziach, którzy pragną tylko wytępić mutantów, przede wszystkim zależało mu na powróceniu do tego, co było. Gdyby Logan mógł cofnąć się kilka lat dalej i naprawić to, co Lensherr kiedyś zniszczył własnymi rękoma.
- Nareszcie dajesz mi uczciwy pojedynek. Zawsze czułem, że oszukujesz.
Spróbował zażartować, nawet jego głos zabrzmiał bardziej lekko, ale minę wciąż miał nietęgą. Obawiał się, że w ten sposób tylko jeszcze bardziej rozdrażni rozmówcę, a tego rozpaczliwie chciał uniknąć. Po jego poprzednim wybuchu złości już i tak czuł się jak najgorszy z najgorszych.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pon Paź 27, 2014 5:57 pm

Xavier z ostrożnością odsunął się jeszcze bardziej od stolika. Oczy wbił w szachownicę, całym sobą próbując nie myśleć o bliskości człowieka, który go zawiódł. I którego pokochał. Czy wcześniej, podczas ich telepatycznych więzi, mógł przeoczyć znaki, świadczące o rychłej zdradzie? Nie. Nie mógł. Nie istniała w ogóle taka możliwość. Czuł szczerość płynącą od kochanka. Nawet w tym momencie. Erik, zresztą tak samo jak Charles, nie kłamał. Może magnetokinetyk często manipulował, ale nie otwarcie mówił nieprawdę.
Dlatego zdanie, które pierwotnie miało być żartem, ubodło byłego telepatę. Nawet, jeśli nie zahaczało o poważne oskarżenie, profesor poczuł się źle po takich słowach. Zawsze był szczery. Zawsze! W szczególności z Lensherrem. To on go zdradził, skrzywdził i uczynił kaleką. To on zawinił i to przez niego cierpiał Charles.
Nagle zdzierżenie tego całego przygnębienia stało się niewykonalne. Czarne chmury otoczyły umysł biednego Amerykanina, powodując, że zaczął się dusić i panikować. Wstał nagle, bez żadnego ostrzeżenia, walcząc z ochotą wrzaśnięcia. Powód, który sprowokował go do tej lawiny myśli, prowadzącej prosto do szaleństwa, właściwie się rozmazał. Wiedział jedno: Erik. To Erik. To wszystko wina Erika.
Czy on go nienawidził w tym momencie, czy wciąż kochał?
- Wybacz - mruknął niewyraźnie, rozedrganym wzrokiem rozglądając się po samolocie, odnajdując drogę ku łazience. Skierował się tam szybko, chwytając po drodze foteli, a potem zatrzasnął za sobą drzwi, nie kłopocząc jednak przekręceniem gałki. Wylądował z zaciśniętymi dłońmi na umywalce, dysząc, a właściwie hiperwentylując w panice. Przyłożył czoło do lustra i spróbował uspokoić oddech.
Sądził, że uwolnienie Niemca i współpraca będą sytuacją, z którą da sobie radę. Pomylił się i to bardzo. Nawet, gdy ani razu od pierwszej kłótni nie zajrzał mu w oczy, wciąż potrafił przywołać do wyobraźni to stalowe, pewne, ale zbolałe spojrzenie. I był pewien, że wie, co się dzieje w duszy magnetokinetyka. Mógł się oszukiwać tylko przez chwilę, łudząc, że to, co kiedyś między nimi było, wymarło. Było jedynie oszustwem, zwykłą zabawą. Nie, wcale nie. Oni wciąż to czuli. Charles na pewno, a Erik... Erik chyba też.
Przyjacielu... - nie, nie potrafił go już tak nazwać. Nie po tym, co między nimi zaszło. Wciąż jednak, gdy myślał o Lensherrze, pojawiało mu się słowo, które oddawało ich krótką, ale burzliwą relację. Ukochany.
O tak. To było właśnie to. Gdyby miał wciąż swoje moce, przywołałby go do siebie i znów poczuł bliskość. Pragnął tego mocno, tak mocno, że ich przeszłość się nie liczyła. W jego ramionach nic by się nie liczyło. Tylko ich dwójka, tak, jak dawniej. Przez te dwa dni ciągłego nienasycenia. W tej jednej chwili, w której znów by do siebie przywarli, wszystko by się naprawiło.
Z gardła profesora wyrwał się szloch. To wcale nie była prawda. Nic by się nie naprawiło. I nigdy do tego nie dojdzie, bo stracił możliwość komunikacji telepatycznej. Stracił serce. Nie tylko przez utratę szkoły i wiary... Ale przez utratę najbliższej sobie osoby na świecie.
Jego mężczyzny. Jedynego mężczyzny, któremu był wierny dzień i noc, mimo tych wszystkich targających emocji, bólu, żalu i poczucia zdrady. Połączyła ich więź zbyt mocna, by cokolwiek ludzkiego mogło ją rozdzielić.
Mój ukochany...
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Wto Paź 28, 2014 11:52 pm

Szybko zaprzestał prób zbudowania lepszego nastroju, w celu pozbycia się tego całego napięcia między nimi. Doskonale wiedział, że zło, które się nagromadziło przez te kilka lat nie zniknie sobie ot tak, ale czy musieli patrzeć na siebie z niechęcią, jeśli nie nienawiścią? Erik nie potrafił ukryć ciepłych uczuć, które bez Charlesa przy boku wydawały się być istną torturą. Telepata nieświadomie wdarł się do jego serca i konsekwencje tego zdarzenia obaj mogli odczuwać do dziś. I myśl, że mieliby już na zawsze pozostać wrogami sprawiała, że magneto-kinetyk kompletnie nie wiedział, co ma ze sobą począć. W betonowym więzieniu ulokowanym pod Pentagonem wiele rozmyślał, a resztki jego nadziei podtrzymywało jedynie kruche złudzenie, iż Xavier kiedykolwiek wybaczy mu te wszystkie krzywdy. Przy ich pierwszym spotkaniu po latach Niemiec dostrzegł, że rzeczywiście pozostały mu tylko złudzenia, ponieważ skrzywdził zbyt mocno, aby zostało to wybaczone, a co dopiero zapomniane. Sam przecież wie, jak trwały może być ból, w końcu nigdy nie mógł pogodzić się z własną przeszłością i ślepo dążyły do zemsty. Czy przyjaciel też chciałby się na nim mścić? Nie, to uosobienie dobra nie byłoby w stanie skrzywdzić muchy, a co dopiero człowieka. Przynajmniej tak było kiedyś.
Szatyn zmienił się. Zgorzkniał, pił więcej, nie dbał o nic poza sobą, pielęgnował swoje cierpienie i był nawet gotowy do uderzenia drugiej osoby w twarz. Ale wszystkie te emocje zawsze wychodziły na światło dzienne w obecności Lensherra, jakby to on był katalizatorem najgorszej części zrozpaczonego Xaviera. Ale czy należało się temu dziwić? Erik był powodem całego cierpienia swojego przyjaciela, zasłużył więc na karę. Jak na razie wymierzono mu jedynie przedsmak ceny za te wszystkie zbrodnie, których dokonał.
Charles nagle się poniósł i ruszył w stronę toalety. Najwidoczniej musiał odetchnąć od bliskości Niemca. Czyżby miał dość jego osoby? Przecież w jego niebieskich oczach nie znajdowała się jedynie nienawiść, również można było w ich głębi dojrzeć pewną tęsknotę za bliskością z tych szczęśliwych dni, kiedy jeszcze nie musieli zamartwiać się tym, iż zostaną odkryci przez ludzkość.
Magneto-kinetyk odczekał kilka minut w spokoju, spodziewając się powrotu towarzysza. Ale gdy ten nie wracał przez kolejne minuty, postanowił poderwać się ze swojego fotelu i ruszyć ku łazience. Nie zapukał do drzwi, a dłoń ułożył na klamce i delikatnie na nią naparł, by z zaskoczeniem odkryć, że szatyn nie zamknął się w łazience na cztery spusty. Szeroko otworzył drzwi i ujrzał twarz, po której spływały łzy. Bez wahania wszedł do środka i zamknął za sobą drzwi i zablokował za pomocą swych mocy. Nie mieli zbyt wiele miejsca, dlatego Erik zmuszony został do dociśnięcia drugiego ciała do ściany. Chwycił twarz kochanka w dłonie i gwałtownie wpił się w jego wargi, chcąc w ten sposób przerwać ten rozpaczliwy szloch. Pod palcami czuł kłujący zarost Xaviera i musiał przyznać, że było to miłe odczucie, tak bardzo dla niego nowe. W końcu objął mężczyznę w talii i stanowczo docisnął go do siebie. Tak bardzo chciał mieć go przy sobie cały ten czas, gdy musiał trzymać się z daleka. Wiedział już, że więcej nie popełni tego błędu, dłużej nie będzie oszukiwał siebie oraz Charlesa. Bez względu na wszystko uczyni go swoim.
Otarł się ciałem o jego krocze sugestywnie. Nie miał zamiaru poprzestać na pocałunku. Kiedy językiem napierał na podniebienie kochanka, dłonie ulokował na jego biodrach, następnie zsunął je do jędrnych pośladków, na których zacisnął palce. Pragnął telepaty, chciał znów nim zawładnąć, tak jak kiedyś.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Sro Paź 29, 2014 11:15 pm

Charles nie oczekiwał przybycia byłego kochanka. Sądził, że ta ucieczka zostanie przyjęta z ulgą, a nie smutkiem. Sądził, że mężczyzna też chciał przestać na niego patrzeć. Przecież towarzystwo dawnego przyjaciela tak bardzo bolało! Jak mogli tkwić tak i udawać, że do niczego nie doszło?
Nie mogli. A przynajmniej telepata nie mógł. Przez Erika stracił wszystko. Musiał kogoś obarczyć winą, a wszystko zaczęło się sypać właśnie od pojawienia się w jego życiu Niemca. Wciąż jednak nie potrafił mieć sobie za złe, że mu pomógł. że go uratował od pewnej śmierci w wodach morza. Nie, gdyby mógł cofnąć czas… Nie wiedział, co by naprawił. Może dlatego Logan cofnął się dopiero do tych wydarzeń? Może te krótkie chwile, które przeżyła ze sobą dwójka mutantów, musiały być jedynymi? Uczyniły ich osobami, którymi byli później? Przecież ze sobą współpracowali. Czyli musieli dojść w jakiś sposób do porozumienia.
Czy była to kwestia pogodzenia się z Magneto? Przyznania mu racji? Tak, ludzie są źli?
Tak, są źli. Ale ty, dupku, jesteś najgorszym z nich.
Drgnął przestraszony, słysząc naciskanie klamki. Obrócił się gwałtownie i wpatrzył z szokiem w twarz Lensherra. Mężczyzna wyglądał na poruszonego, choć może nie tak, jak bardzo źle czuł się profesor. Przede wszystkim, jego twarz nie była mokra od łez. Telepata znowu wyszedł na tego słabszego emocjonalnie. Było to cholernie przygnębiające, ale… Ale w tym momencie nie mógł znowu pogrążać się w przygnębieniu. Nie wtedy, kiedy został dociśnięty do ściany, a jego usta zmiażdżył pocałunek.
Przez ciało telepaty przeszedł mocny prąd zmieszanego pożądania i obrzydzenia. Chciał od siebie odepchnąć magnetokinetyka. Tak bardzo mocno chciał! Nie potrafił znieść jego dotyku, nie w tym momencie, nie gdy czuł się tak fatalnie, tak bardzo osłabiony i odsłonięty. A jednak, gdy położył dłonie na piersi mężczyzny i spróbował go odepchnąć, nie spotkał się ze zrozumieniem. Przeciwnie, ruchy Erika tylko wzrosły na sile. Stały się bardziej zaborcze i wymagające, co spotkało się z oczywistą próbą protestu. Charles zaczął panikować, gdy dłonie magnetokinetyka znalazły się na jego pośladkach. To stanowczo było zbyt jednoznaczne. A oni nie mogli się do tego posunąć! Nie do… Nie do “tego”! Nie po tym, co między nimi zaszło! Nie wtedy, kiedy mieli za sobą tą całą przeszłość, ten smutek, ból, samotność i nienawiść. Powiedzieli sobie słowa, których nigdy nie powinny mówić osoby zakochane. Nie powinni byli się odtrącić. Nie powinni…!
Profesor stęknął cicho, czując otarcie i odruchowo przymknął oczy. Pokusa, by znowu stał się uległym, po tych wszystkich latach, była niesamowicie kusząca. Nie mógł jej ulec, ale przez krótką chwilę tego pragnął. Wrócił jednak równie szybko do rzeczywistości i wzmocnił uścisk na ramionach mężczyzny.
- Puszczaj! - Wysyczał. - Co znowu chcesz mi udowadniać? że znowu jesteś w czymś lepszy? - Wycedził chłodno, próbując się uwolnić z mocnego uścisku. Zawarczał z niezadowoleniem, gdy to nie przyniosło skutku i skupił się całym sobą na próbach uwolnienia. Nie mógł pozwolić mężczyźnie na zapanowanie nad sobą. Nie mógł. Już minęły czasy, kiedy tego pragnął. Potem Lensherr go zostawił i nawet, jeśli Charles zawsze będzie jego, nigdy mu tego nie pokaże. Nigdy.
Stęknął znowu, odpychając się dłońmi i prawym kolanem. Sytuacja nie była zbyt korzystna dla ofiary, ponieważ znajdował się w małym pomieszczeniu, bardzo małym, z którego ucieczka stawała się niewykonalna, jeśli nie wyszedłby wpierw drugi mężczyzna. A on nie wyglądał na zainteresowanego takim rozwiązaniem sytuacji.
- Nie mam obowiązku już się tobą przejmować, do cholery! - Powiedział, a właściwie krzyknął, patrząc z mieszaniną wściekłości i irytacji na Erika. Z jednej strony nie chciał tego mówić, ale z drugiej wszystkie jego myśli krążyły właśnie dookoła tego. Czuł zbyt duży zawód, by się wstrzymywać, chociaż powiedzenie na głos takiego zdania, kosztowało go dużo. Wciąż czuł jakieś resztki dawnej przyzwoitości.
Gdzie się podział tamten uczynny, wiecznie gotowy do pomocy człowiek? Co Niemiec mu zrobił? Jakim cudem jedna osoba mogła tak bardzo skrzywdzić drugą? Szkoła była tylko pociechą. Pociechą po Lensherrze, którą profesor musiał stracić, by stać się tym, kim, a właściwie czym, się stał.
I by chciał o tym zapomnieć. A jedyne chwile prawdziwego zapomnienia zawsze ofiarował mu jedynie magnetokinetyk.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pon Lis 03, 2014 9:03 pm

Xavier opierał się, próbował odepchnąć od siebie drugiego mutanta, jednak obaj wiedzieli, że to tylko wymuszane pozory. On również pragnął bliskości ich ciał, nawet jeśli nie mógł, a właściwie nie chciał się do tego przyznać przed samym sobą, a co dopiero przed nim. Zbyt wiele złych rzeczy wydarzyło się między nimi, ale czy z tego powodu mieli zaprzepaścić to, co było w ich relacji najpiękniejsze? Lehnsherr nie mógł tego zrobić, nie mógł tak po prostu zapomnieć i zignorować swoich uczuć. Wciąż pragnął mężczyzny i nie potrafił z niego zrezygnować, nawet jeśli zadał mu już tyle cierpień. Samą obecnością dokładał mu bólu. Patrzyli sobie w oczy i widzieli w nich odbicie swych uczuć – obaj nie mogli pogodzić się z przeszłością, która nawet w najmniejszym stopniu nie była dla nich łaskawa.
Usłyszał to ciche stęknięcie, dostrzegł lekko opadnięte powieki i już wiedział, że znów są tylko dla siebie. Ciało zdradziło Charlesa, kiedy tylko okazało słabość. Być może fizyczność nie towarzyszyła emocjom, jednak dała Erikowi cień nadziei na złączenie ich ust w pocałunku, który zostanie odwzajemniony. Ale na razie musiał przetrwać wybuch złości przyjaciela, co wcale nie było proste, gdy słowa raniły. Ten zarzut, tak wielce niesłuszny, sprawił, że zamarł w bezruchu. Uparcie milczał i trzymał za ramiona rozwścieczonego telepatę, powstrzymując go przed ucieczką. I tak nie miał szans wydostać się z łazienki, ponieważ magneto-kinetyk zagradzał mu jedyną możliwą drogę, a także stale kontrolował metalową zasuwę, w obawie, że ktoś mógłby zaciekawić się krzykami. Może zdołały zbudzić Logana? Chyba nie, skoro metalowymi szponami nie próbował wedrzeć się do środka.
- Nie masz – potwierdził jego słowa nieczule, choć na jego twarzy pojawił się wyraz bólu. – Ale ja wciąż nie potrafię zapomnieć, wciąż zajmujesz moje myśli. Nigdy tego nie chciałem, a jednak wdarłeś się właśnie tutaj.
Chwycił jego dłoń i ulokował ją na swojej lewej piersi. Stale obawiał się wyznań, nawet przed samym sobą nigdy nie zdobył się na to, by przyznać się do głębszego uczucia. Tyle razy żałował, że podczas ich pierwszego razu nie powiedział mu, że go kocha. Kochał go tamtego dnia, kochał go przez kolejne dni i tak to trwało. Nic nie mogło ugasić tego cholernego uczucia, które czyniło go tak słabym wobec tego jednego konkretnego mutanta. Ileż razy pragnął, by Charles wtargnął do jego umysłu i uczynił swym niewolnikiem. I tak zrobiłby dla niego wszystko, ale w takim przypadku miałby chociaż dobrą wymówkę.
- Nie odtrącaj mnie – szepnął w jego usta rozpaczliwie, po czym wpił się w nie dziko, dłońmi chwytając go za twarz, aby przytrzymać go głowę. Zaraz docisnął go swym ciałem do ściany i na nowo zaczął się ocierać o to smukłe ciało. Zarost Xaviera drapał, ale ignorował to, byle tylko móc mieć go przy sobie. Jednak wciąż czuł opór, dlatego zwiększył między nimi dystans i odwrócił kochanka plecami do siebie. Nie miał zamiaru zwlekać z czymkolwiek, gdy mieli dla siebie tak niewiele czasu. Bez ostrzeżenia i za pomocą mocy rozpiął jego pasek oraz rozporek, następnie zsunął z jego bioder dolne części garderoby. Jedną dłonią chwycił jego męskość i na początek ścisnął ją zuchwale, drugą zaś rozchylił mu uda, następnie wtargnął palcami między pośladki, odnajdując ciasne wejście. W końcu podsunął mu palce pod usta, licząc się nawet z bolesnymi ugryzieniami, kroczem zaś otarł się o nagie już pośladki. Tak bardzo chciał wziąć go w posiadanie, ale nie chciał posuwać się do gwałtu. Ale czy miał inne wyjście?
- Błagam, pozwól mi.
Głos , jak zwykle niski i seksowny w cichej tonacji, zabrzmiał tak żałośnie. Erik nagle stał się jak pies błagający o resztki. W końcu wsunął palce do ust kochanka, aby nawilżyć je obcą śliną, ponieważ nie miał zamiaru rozciągać go na sucho. Potrzebowali nawilżenia, zwłaszcza, że Xavier nawet przez chwilę nie zamierzał się poddać. Będzie protestował póki starczy mu sił.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Nie Lis 09, 2014 1:37 pm

Telepata nie oczekiwał takiego wyznania. Sam nigdy nie zdobyłby się na powiedzenie czegoś takiego, a już na pewno nie po tym, co przeszli. Co zrobił Erik. Jak on mógł w tym momencie mówić, że jego serce należy do kogoś? Do niego. Właśnie do niego.
Krew zadudniła w żyłach Charlesa, powodując chwilowe zawroty głowy. W tym momencie czuł się tak bardzo… Rozdarty. Nie potrafił przejść obojętnie obok byłego kochanka. Bez względu na ich przeżycia, nigdy nie potrafił. Raz starał się mu pomóc, raz go potrzebował, raz w ciemno mu się oddawał, a raz nie wahał uderzyć go w twarz, czy zwyzywać… Ale zawsze magnetokinetyk wywoływał w nim lawiny uczuć. Charles nie chciał się temu opierać. A raczej chciał, ale nie mógł. Nie Lensherrowi. Nie, gdy go tak zachłannie całował.
Protesty siłą rzeczy musiały zostać przerwane. Profesor poddał się mężczyźnie, który chciał go zdominować, zamknął oczy i zamiast odepchnąć od siebie partnera, zacisnął dłonie na materiale jego koszuli. Próbował utrzymać między nimi odległość, choć ciało stanowczo protestowało. Kwestią niewielkiego odcinka czasu było całkowite ulegnięcie telepaty.
Otworzył usta, wpuszczając go do nich i wiążąc się z nim językiem. Jak Erik pieścił jego usta! Jak mocno go miażdżył w uścisku i pobudzał gwałtownymi, często niedelikatnymi ruchami. Chciał go posiąść, pokazać, że wciąż do siebie należą. Bo należeli. Zawsze, od początku byli tylko oni dwaj.
I Mystique…
Ulegający mężczyzna szarpnął się, zdając sobie z tego sprawę. Przecież Erik nie tylko jego posiadł. Nie tylko odszedł, ale i zabrał ze sobą Raven. Zmienił ją i stworzył taką osobę, jaką się stała, jaka miała przyczynić się do ich zagłady. Dlaczego? Co między nimi zaszło? Dlaczego w ogóle Magneto zdecydował się ją wziąć?!
Szarpnął się znowu, a potem stęknął z zaskoczeniem, czując nagły chłód na pośladkach i kroczu. Trzeba było przyznać drugiemu mężczyźnie, nie tracił czasu. Mieli go w końcu niewiele, a w każdej chwili Logan, albo Hank, mogli zorientować się, ze coś jest nie tak. Charles nie chciał zostać nakryty w takiej sytuacji. Dopiero co zwyzywał dawnego przyjaciela, a potem miałby się z nim pieprzyć w łazience? Nie, to nie wyglądało zbyt dobrze.
Sapnął ciężko, czując dłonie kochanka w dwóch strategicznych punktach na swoim ciele, a potem wygiął się mocno, dociskając do partnera. Oddech znacząco mu przyspieszył, a prąd niecierpliwości i pożądania znowu przebiegł od stóp do głów, powodując kolejne zawroty głowy. Xavier stęknął, gdy wciśnięto mu do ust palce, wraz z tą rozpaczliwą prośbą. Nie spodziewał się, że ją usłyszy. Nie wiedział, co właściwie mógłby na nią odpowiedzieć. Z jednej strony, niczego tak mocno nie pragnął, jak bliskości, a z drugiej… Z drugiej Erik wyrządził mu krzywdę na wielu polach.
Telepata zacisnął zęby na tej części dłoni, która znalazła się między nimi. Zasyczał ze złością, wijąc się w uścisku i próbując z niego wyswobodzić. Gdzieś w duchu liczył, że mu się nie uda, ale wcześniej musiał wyrzucić kochankowi to, co tak bardzo czyniło go złym i nieszczęśliwym.
- Jak śmiesz mnie o coś pytać po tym, jak zabrałeś Raven? Chyba to w niej znalazłeś ukojenie, “przyjacielu”! - Warknął, nawet nie zdając sobie sprawy, jak bardzo odsłaniał się przez te słowa. Był nie tylko zły, że stracił najbliższe sobie osoby - był wściekły, bo on został sam, wierny i zraniony, a one mogły się nawzajem “pocieszać”.
Erik, jego Erik, mógł dzielić swoją sypialnię z kimś innym. Zasługiwał za coś takiego na najgorszą z możliwych kar. Ba! na jakąkolwiek bolesną nauczkę, która go przekona, że zachował się jak skończony, egoistyczny dupek.
- Puszczaj, do cholery! - Zasyczał, szarpiąc się mocniej i uderzając łokciem o bok mężczyzny. Praktycznie wariował z bólu, który zaczął rozrywać mu klatkę piersiową. Nie sądził, że świadomość dzielenia się z kimś swoim ukochanym spowoduje u niego takie samopoczucie. Było ono chyba milion razy gorsze od tego, co przeżywał wcześniej.
Bo nagle wydało mu się logiczne, że Lensherr go zdradzał. Kiedy on, mimo wszystko, był mu wierny i o nim myślał. Z miłością, nienawiścią i rozdarciem, ale myślał. Jego jedynym pocieszeniem była szkoła. Odrzucił dla kochanka nawet Moirę.
Był i zawsze będzie tylko jego, ale zasługiwał na coś. Na uczucie. Na odwzajemnienie.
Na… cokolwiek, tylko nie to.
Powrót do góry Go down
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   

Powrót do góry Go down
 
Dante i Gustav
Powrót do góry 
Strona 3 z 3Idź do strony : Previous  1, 2, 3
 Similar topics
-
» Dante Kehl
» Dante Shepard

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Archiwum-
Skocz do: