IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Dante i Gustav

Go down 
Idź do strony : 1, 2, 3  Next
AutorWiadomość
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Dante i Gustav   Wto Cze 24, 2014 8:14 pm

CZĘŚĆ I

Rok 1962. Świat, w którym żyją mutanci. Początek ich integracji. Historia uczucia rozwijającego się między dwójką skrajnie różnych ludzi. Charles Xavier i Erik Lensherr - przyjaciele, kochankowie, wrogowie.


Obecność Charlesa w jego umyśle nie osłabiła go, choć wtargnął on do najgłębszych, przez co i najczulszych zakamarków świadomości Erika. W jego umyśle zapanował nieznany mu wcześniej spokój, na który zareagowało nawet ciało. Ciepło rozeszło się po każdej żywej komórce. Już dawno zagubił ciepłe uczucia, a teraz odkrył je na nowo. Jedno szczęśliwe wspomnienie uchowało się w jego pamięci, co wydawało mu się zupełnie niemożliwe. Nic dziwnego, że słona łza spłynęła po jego policzku, kiedy tylko obraz delikatnie uśmiechniętej matki stanął przed jego oczyma. Czy Charles też czuł dokładnie to samo? Również on wydał na świat łzę, którą ostrożnie starł kciukiem. W tej ulotnej chwili wydał się tak bezbronny, a przecież uznać go można za najpotężniejszą istotę na ziemi. Tak naprawdę miał on w sobie siłę, której Erikowi brakowało. Obnażona słabość sprawiła, że musiał zdać się na łaskę Xaviera i to go najbardziej przerażało, mimo że darzy go ogromnym zaufaniem.
Niebieskimi oczyma ogarnął troskliwy wyraz twarzy przyjaciela, po czym skupił wzrok na czaszy radaru. Wyciągnął dłoń przed siebie, skupiając wszystkie swoje myśli na obróceniu tak wielkiego obiektu z tak ogromnej odległości. Ale do jego umysłu znów wkradła się postać matki, co na nowo rozbudziło ciepło. Mógłby przysiąc, że właśnie wtedy poczuł drgnięcie czaszy, a następnie usłyszał odgłos temu towarzyszący. Czasza radaru po chwili był już zwrócona ku nim. Dokonał tego, wtedy też opanowało go uczucie ulgi, euforia. Zaśmiał się swobodnie i wsparł o kamienną balustradę. Uczucie sprzed chwili było niesamowite, wręcz czuł, jak energia rozchodzi się po całym jego ciele i napędza go do działania. Ale radość musiała w końcu ustąpić miejsca powadze. Ponownie spojrzał na przyjaciela, tym razem z wdzięcznością, serdecznością oraz niezidentyfikowanym jeszcze nawet przez niego samego uczuciem. Wyprostował się i położył dłoń na jego ramieniu.
- Mylisz się, Charles – rzekł wreszcie po chwili ciszy. – To w tobie jest dobro. Tylko w tobie, przyjacielu.
Uniósł kąciki ust w niewyraźnym uśmiechu, wtedy też wycofał dłoń, a wzrok przeniósł na radar. Próbował oczyścić umysł, aby kolejne myśli nie zostały odczytane, lecz nie mógł od tak wyłączyć myślenia. Teraz w jego głowie dziwnym trafem nie było matki, nie było też bolesnych wspomnień z czasu, jaki spędził w obozie jako królik doświadczalny, był tylko Charles, który tak wiele dla niego zrobił, choć nie musiał. I właśnie ta dobroć kiedyś go zgubi, za to uratuje kogoś innego. Ale w tej chwili inni są nieistotni, liczy się tylko on.
- Gdyby nie ty, nie dokonałbym tego – stwierdził spokojnie, jednak przy tych słowach znów stał się nieco bardziej radosny. Rozpierała go duma i nic nie mógł na to zaradzić, po prostu czuł, że dokonał rzeczy prawie niemożliwej. Wspaniałe doznanie.


Ostatnio zmieniony przez Gustav dnia Sob Paź 25, 2014 5:29 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Sro Cze 25, 2014 12:53 am

Telepatia. Niesamowita moc wpływania na ludzi, którą Charles odkrył w wieku ośmiu lat i wraz z upływem czasu zaczął kształtować. Mógł wyrosnąć na osobę, która będzie manipulowała każdym wedle własnego uznania. Mógł wykorzystać swoje umiejętności na szkodę ludzkości. Miał wgląd w myśli tak wielu... A jednak wciąż żywił dziecięcą ufność w dobroć. Tylko to uczyniło go faktycznym przyjacielem dla wielu, a nie wrednym manipulatorem. Żył po to, by pomagać innym. By wspierać ludzi i mutantów, by pokierować ich na wspólną ścieżkę wzajemnej akceptacji i pomocy. Czy to, że ktoś może się przenosić z miejsca na miejsce szybciej, niż jakikolwiek środek komunikacji, czyni go inną istotą? Nie. Wciąż był człowiekiem, ze swoimi ułomnościami, uczuciami i wątpliwościami. Charles to widział i ta świadomość napędzała go w dalszych posunięciach, mających na celu zjednoczenie dwóch... Ras? Gatunków? Ludzi i mutantów. Mutantów, których ludzie sami stworzyli.
Jednym z nich był Erik. Nie Magneto, Erik. Osoba, która przeżyła stanowczo zbyt wiele okropieństw jak na jednego człowieka. Nawet, jeśli miała moc, miała lepszą wytrzymałość i silniejszą psychikę. Normalny człowiek nie mógł zrozumieć ogromu uczuć targających tak złożoną psychiką. Widział tylko fasadę, chłód i bezwzględność. A on taki nie był. Przez tą krótką chwilę, w której szatyn dostał pozwolenie na wejście do umysłu przyjaciela, zobaczył straszne rzeczy. Ale odnalazł też to dobre wspomnienie. To ukryte tak głęboko, a mimo wszystko na wyciągnięcie ręki – a przynajmniej dla Xaviera – wspomnienie dawnego życia.
Współczucie ogarnęło telepatę, gdy zobaczył szok w oczach Lensherra. Ile on musiał przeżyć, by zapomnieć tak wspaniały moment? A przecież obaj w tym momencie to czuli. Wzruszenie. Smutek. Spokój. Zgodę z przeszłością. Charlesowi przeszło przez myśl, że może pierwszy raz od naprawdę dawna Erik miał okazję zgasić całą tą nienawiść palącą się w jego piersi nieustannym, intensywnym ogniem. Może w końcu zdobył się na wybaczenie?
Nie, jeszcze było na to zbyt wcześnie. Mimo wszystko szatyn miał szczerą nadzieję, że zapoczątkował przemianę w swoim najlepszym przyjacielu. Od tej chwili miało być już tylko lepiej.
- To, że go nie dostrzegasz, nie oznacza wcale, że go nie ma. Udowodniłem ci przed chwilą - powiedział ciszej. Wciąż czuł ucisk w gardle, chociaż to wszystko minęło. A jednak pozostawiło w nich obojgu... Coś. Coś, co mogło wydać obfite plony w przyszłości.
Uśmiechnął się pod nosem, dumny z Erika. Poklepał go po ramieniu.
- To było twoje wspomnienie. Potrzebowałeś jedynie drobnej pomocy. - Zapewnił go, jak zwykle skromny.
Widział w ludziach tyle dobrego, że było to wręcz niesamowite.
- Na pewno jesteś zmęczony po takim wysiłku. Zjemy coś? - spytał, przecierając jeszcze raz oczy dłonią, a potem znowu spojrzał w mężczyznę. Cieszył się jego szczęściem. W końcu zobaczył go rozchmurzonego, naprawdę szczęśliwego z własnych umiejętności. Tacy powinni być. „Zmutowani i dumni”!
Wycofał się z jego myśli, gdy poczuł w nich chaos. Z doświadczenia wiedział, że tak próbowali się bronić inni przed jego wpływem i „inwigilacją”. Nie chciał naruszać zaufania Lensherra. Był dla niego zbyt bliską osobą.
- Zapraszam cię do kuchni. - Poklepał go po plecach i skinął lekko głową. - Już wyszedłem z twojego umysłu. Nie będę tam wracał bez wyraźnego życzenia. - Oznajmił już stanowczym, całkiem uspokojonym głosem. Włożył ręce do kieszeni i ruszył z powrotem w stronę swojej posiadłości.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Sro Cze 25, 2014 9:19 pm

Kiedy tylko wyczuł bijące od niego współczucie, nie był do końca pewien, jak powinien na nie zareagować. Poczuł to uczucie w swoim umyśle, jakby telepata nieświadomie je z nim dzielił, ale nie przez to je dostrzegł, tak naprawdę jego głębia kryła się w spojrzeniu przyjaciela. Te szczere oczy skierowane w Erika jakimś cudem koiły jego nerwy. Wszyscy, którzy niegdyś się nim przejmowali, już dawno odeszli z tego świata. To pierwszy raz, kiedy prawie obcy mu człowiek wydaje się o niego troszczyć. Ale tak naprawdę nie jest obcy, przecież to Charles, który nikogo nie potrafiłby skrzywdzić. Dla niego pojęcie zemsty jest tak odległe. Choć do końca nie rozumie chaosu w umyśle Lensherra, to jednak nigdy go nie potępił. Chyba właśnie dlatego nie chciał współczucia Charlesa, pragnął jedynie mieć go po swojej stronie, aby już więcej nie być samotnym. Tylko on jest w stanie w pełni go zrozumieć, choć tak wiele ich różni. Wzajemne zrozumienie między nimi nie jest skutkiem umiejętności Xaviera, również nie jest spowodowane mutacją występującą u nich obu, po prostu odnaleźli się w tym zimnym świecie, w którym nigdy nie zostaną zaakceptowani. Zwyczajni ludzie nigdy nie zrozumieją, co ich tak naprawdę gnębi.
Na dobrą chwilę zapomniał o bólu i było to zasługą telepaty, który ofiarował mu tyle ciepła. Kiedy dotarły do Erika jego słowa, mimowolnie uśmiechnął się pod nosem z lekkim niedowierzaniem, następnie pokręcił ostrożnie głową na znak protestu. Kompletnie się z nim nie zgadzał w tej kwestii, dlatego zawsze będzie obstawał przy tym, że dobro tkwi jedynie w Charlesie. Tylko on mógłby po zobaczeniu tych wszystkich złych rzeczy w jego umyśle poklepać go po ramieniu. Znów nie potępiał, choć teraz już wie, jak wielu zbrodni dopuścił się Lensherr w imię zemsty. Tak, zabijał nazistów, ale z tego może być jedynie dumny. Ukarał prawdziwych bydlaków dając im to, na co zasłużyli. Śmierć i tak była dla nich zbyt wielką łaską.
- To nie była drobna pomoc i dobrze o tym wiesz – odpowiedział szczerze na jego słowa. – Ale już nie kłóćmy się o to, tylko chodźmy jeść.
Zmarszczył nieco czoło, próbując uciec myślami gdzieś indziej, aby czasem nie trzymać się przy przyjacielu nieodpowiednich myśli. Chyba z tego powodu na nowo skupił się na nim. Próbował uniknąć dalszego wtajemniczania Xaviera w swoje wspomnienia, ponieważ chciał mu oszczędzić wszelkich przykrości. Dogrzebywanie się do tych dobrych rzeczy przez masę tych złych byłoby dość bolesne nawet dla tak zdolnego telepaty.
- Nie chcę byś po zobaczeniu tego wszystkiego odwrócił się ode mnie – odpowiedział dość cicho, kierując się za nim w stronę rezydencji. Po chwili już szedł przy jego boku. Po minucie stali już przy drzwiach, które Erik otworzył za pomocą swojego daru, następnie przepuścił w nich Charlesa. Sam szybko wszedł do środka, aby odpowiednim korytarzem skierować się do kuchni. Tam zasiadł na jednym z taboretów przy kuchennym stole.
- Ugotujesz coś specjalnie dla mnie? – spytał z lekkim rozbawieniem, o którym świadczył wesoły ton wypowiedzi oraz uniesiony w uśmiechu prawy kącik ust. – Mam nadzieję, że wyczytałeś kiedyś dobry przepis z pamięci jakiegoś kucharza.
Żartował sobie, w końcu ma do tego prawo. Jest przyjacielem człowieka, który nigdy nie został skalany złem. Prawdopodobnie nie będzie zły za podobne dowcipy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Sro Cze 25, 2014 11:13 pm

Charles nie zamierzał się kłócić z towarzyszem. Każdy z nich jak zwykle był przekonany o swoich racjach. Dojście do jakiejkolwiek ugody kosztowało ich oboje wiele wysiłku, a ta chwila była zbyt wspaniała, by przejmować się tak błahymi sprawami, jak czyjaś wyższość. Szatyn nie czuł się bynajmniej lepszy od przyjaciela, ale u niego było to normalne stadium. Zawsze wymagał więcej od siebie, a innych wspierał całym sobą. Cecha ludzi ambitnych, ale też i... Dobrych do szpiku kości. Nie, on się nie brzydził Erika. W wielu sytuacjach człowiek robi wszystko, by przetrwać, by uspokoić kotłujące się w nim emocje. Było to zachowanie całkiem ludzkie i może niekoniecznie godne pochwały, ale na pewno wymagające zrozumienia. Kto, jak nie Xavier mógłby je zaoferować ofierze wojen, obozów koncentracyjnych i nieludzkich tortur? Kto, jak nie Xavier, dostrzegłby coś więcej, niż kryło się pod fasadą złości i nienawiści? I przede wszystkim – kto by to zrobił bez wcześniejszego wniknięcia w myśli Magneto?
- Przyjacielu, jestem pewien, że nigdy nie dojdzie do sytuacji, kiedy odwrócę się od ciebie. - Zapewnił go iście płomiennie i ostatecznie pozostawił dłoń na ramieniu mężczyzny. Nie chciał, by ten w jakikolwiek sposób zwątpił w siłę łączącej ich relacji. Znaleźli się, pośród tego całego cierpienia, walki, studiów i szkoleń. Nie mogli po prostu z siebie zrezygnować. Nie. Potrzebowali siebie nawzajem do normalnego funkcjonowania. Uzupełniali, niczym ying i yang.
Charles skłonił się lekko w podziękowaniu za otwarcie drzwi, a potem otwarcie roześmiał, gdy usłyszał ten komentarz.
- Usłyszeć przepis to jedno, ale potrafić go zrobić... - Pokręcił lekko głową, zadzierając rękawy dresu za łokieć i myjąc dłonie. - Rozumiem, że mi pomożesz. Nie mam ochoty latać po całej kuchni za garkami, gdy one same mogą do mnie przylecieć. - Puścił oko do mężczyzny. - W ramach treningu precyzji. - Dodał szybko, ale błysk wesołości w jego spojrzeniu był aż nazbyt widoczny.
Zaczął krzątać się po kuchni, w myślach szukając jakiegoś przepisu, który byłby odpowiednio sycący dla dwójki zmordowanych ćwiczeniami (głównie psychicznymi) mężczyzn. Jego kuchnia została wyposażona we wszystko, o czym tylko mogła pomarzyć przeciętna pani domu. Mógłby śmiało konkurować z wieloma europejskimi restauracjami, gdyby tylko umiejętności na to pozwoliły. Umiejętność czytania w myślach i żądza poszerzania intelektualnych horyzontów nigdy nie szły w parze z gotowaniem. Wspinanie się na wyżyny genetyki spowodowało, że zwykle brakowało mu czasu na przyrządzenie czegoś, co zasługiwałoby na równoczesne miano „szybkie”, „sycące” i „wykwintne”. Tak, nawet dodanie kawioru i czerwonego wina nie pomoże niektórym potrawom.
Przebłysk geniuszu pojawił się niespodziewanie, ale jeszcze bardziej poprawił humor telepaty.
- Umiesz podrzucać naleśniki na patelni, nie? - Kto powiedział, że do treningów mutantów potrzeba pałacu, wielkich anten, rozległych terenów, siłowni i podziemnych schronów? Przedmioty codziennego użytku również mogły czemuś służyć. Wystarczyło trochę intelektu.
Profesor X wyjął jajka, mąkę, mleko i wodę, a potem spojrzał na kompana.
- Na słodko, czy na słono?
Całkiem sprawnie (jak na uczonego) poradził sobie z dodawaniem do siebie składników i mieszaniem. Jednocześnie włączył gaz pod kuchenką i go podpalił. Był całkiem skupiony na swoim zadaniu, a jednak gdzieś tam, kątem oka, obserwował Erika, ciekaw, czy ten zorientuje się, czego od niego chce.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Czw Cze 26, 2014 9:51 pm

Ta pewność, z jaką Charles stwierdził, że nigdy nie odwróci się od przyjaciela, sprawiła, że Erik spojrzał po nim z wdzięcznością, choć w jego niebieskich oczach krył się cień niedowierzania. Mimo wszystko wątpił, aby ktokolwiek potrafił wiecznie go akceptować takim, jakim jest. Chociaż Xavier jest wyjątkowy na wielu polach, więc prawdopodobnie i w tej kwestii mógłby wszystkich zadziwić. Jeśli twierdzi, że może zawsze stać po jego stronie, musi uważać to za osiągalne. Ale to naprawdę zadziwiające, w końcu widział to całe zło obecne w życiu Lensherra. Dziwnym trafem nie odszedł zniesmaczony, wręcz przeciwnie, chyba utwierdził się w przekonaniu, iż stanowi doskonałe wsparcie dla człowieka, który przeżył prawdziwe piekło.
Jednak tym już magnetokinetyk nie chciał się dłużej zamartwiać. Kiedy przekroczył próg kuchni, postanowił pozostawić za sobą wszelkie nieprzyjemności i zacząć na nowo cieszyć się z obecności telepaty, który w tak niedługim czasie stał się mu tak bardzo bliski. Im więcej czasu spędzali razem, tym bardziej pragnął mieć go zawsze przy sobie. Charles nie wtargnął nigdy na siłę do jego umysłu, a mimo to rozumieli się bez słów.
- Czy to czasem nie ty wspominałeś, że nie powinniśmy nadużywać naszych mocy? – spytał z lekkim rozbawieniem, jednak w jego spojrzeniu kryło się coś więcej. W tęczówkach rozbłysły wyzywające iskry. – Ale skoro to kolejna część treningu, to powiedz mi tylko, co mam odnaleźć w kuchni.
Wyciągnął dłoń przed siebie i przesunął ją wzdłuż szafek kuchennych, wtedy też wszystkie otworzyły się jednocześnie, aby ukazać to, co skrywają. Szklanki, filiżanki, porcelana, kieliszki, przyprawy, garnki, patelnie, talerze. Patrzył na te przyrządy beznamiętnie, jednak kiedy zwrócił wzrok na przyjaciela, znów rozbudziły się w nich ciepłe uczucia.
- Cóż, jeśli te naleśniki będą zawierać w sobie metal... – zażartował dość swobodnie.
I znów stawał się przy boku Charlesa tak beztroski. Nigdy wcześniej nie mógł sobie pozwolić na taką postawę. Obserwował poczynania mężczyzny, lecz nie potrafił stać bezczynnie. W jednej chwili zbliżył się do niego i stanął za jego plecami. Jak to dobrze, że jest od niego nieco wyższy. Spojrzał zza jego ramienia na jego pracę przy mieszaniu.
Kuchenka została włączona, wtedy też Erik spojrzał na jedną z patelni, a ta już po chwili znalazła się na kuchence. Niechętnie odsunął się od przyjaciela, aby złapać butelkę oleju, w końcu musi rozlać ciecz na patelnię. Tak też zrobił, a gdy odłożył butelkę, znów stanął za dobrze mu znanymi plecami.
- Zapewne wyglądałbyś świetnie w białym fartuszku.
Jedną z dłoni wsparł o kuchenny blat, co sprawiło, że całkowicie zniszczył dystans pomiędzy ich ciałami. Śmiało przylgnął torsem do jego pleców, nie mogąc powstrzymać przy tym radosnego uśmiechu i jeszcze bardziej radosnych myśli.
- Na słodko – zawyrokował wreszcie, a jego głosie nie mogło zabraknąć wesołej nuty. Czuł się tak błogo, nawet jeśli gdzieś w głębi ducha stale obawiał się, że ten stan nie może trwać wiecznie. Wszystko, co dobre, szybko się kończy – ta prawda zawsze sprawdzała się w jego życiu. Jednak tego szczęścia towarzyszącego codziennym zajęciom nie chciał stracić tak łatwo.
Bez zastanowienia objął Charlesa w pasie i docisnął go do siebie stanowczo. Ten ruch był dla niego samego tak nietypowy, że sam był nim zaskoczony, aczkolwiek nie zamierzał się wycofać. Potrzebował bliskości, nawet jeśli ta mogła wydać się nieodpowiednia pomiędzy dwoma mężczyznami.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pią Cze 27, 2014 7:17 pm

- Trenować jakoś musimy, mój drogi. - Odparł z rozbawieniem mężczyzna. Uśmiechnął się kątem warg, wracając spojrzeniem do szafek. Zamrugał lekko, gdy ten otworzył wszystkie drzwiczki, a potem obrócił się do niego i uniósł lekko brew do góry.
- Powinieneś popracować nad techniką. Ledwo ich nie wyciągnąłeś z zawiasów, Erik. - Pokręcił głową, rzucając mu niezadowolone spojrzenie. Mieli przecież ćwiczyć, a nie szpanować. On brał takie rzeczy na poważnie. Stawiał sobie wysoko poprzeczkę, a nie bawił się w udowadnianie, że jest potężny.
- Nie możesz zdawać się tylko na siłę, również precyzja jest ważna. Inaczej te naleśniki wylądują… - Urwał nagle, czując bliskość mężczyzny. O ile samo ograniczenie odległości mu nie przeszkadzało, o tyle otwarte oparcie się o jego plecy spowodowało lekkie zaniepokojenie. Przełknął ślinę i zaraz kontynuował przerwany wątek:
- Wylądują na suficie. A nie wiem jak ty, ale ja ich stamtąd nie będę jeść. - Pokręcił stanowczo głową, marszcząc brwi z konsternacją. - Mój drogi, może jeszcze powinien być w groszki, albo serduszka? Żaden ze mnie kucharz, to i stroju nosić nie muszę. - Prychnął cicho.
Nie mógł powiedzieć, by nagły, fizyczny kontakt z Erikiem mu przeszkadzał. Przeciwnie, raczej cieszył - oznaczał, że naprawdę zdobył jego zaufanie. Jednak była to nowość. Znowu ktoś, kogo uważał za przyjaciela, stawiał go w niejednoznacznej sytuacji. Najpierw Raven, potem Lensherr… Nagle Xavier stał się bardzo zdenerwowany i niepewny tego, co powinien zrobić. Poprzednio, gdy odrzucił bliską dla siebie osobę, ta zaczęła się od niego oddalać. Nie chciał popełnić tego samego błędu z drugim przyjacielem. Od początku potrafił znaleźć z nim wspólny język. Potrafił mu pomóc, podać argumenty, które do niego przemawiały. Obaj potrzebowali siebie i telepata był tego świadom. Nie chciał go tracić. Nie chciał musieć z niego rezygnować.
Nie zaprotestował. Nie odsunął się.
- Dobrze, więc na słodko. - Przytaknął, a potem poczuł, jak brakuje mu powietrza w piersi. Nie chodziło bynajmniej o uścisk Magneto. Nie, chodziło o ciężkie do zdefiniowanie uczucie, które krążyło po jego ciele, wywołując mrowienie zarówno na karku, jak i… W podbrzuszu. Stał tak bez ruchu, próbując szybko wszystko przeanalizować i dojść do odpowiednich wniosków. Dla niego nie istniało coś takiego jak… Złe uczucia. Źli ludzie. Naturą człowieka jest błądzić i szukać rzeczy właściwych. Oczywiście, zwykle flirtował z dziewczynami, ale nie zmieniało to wcale sytuacji.
Nie zmieniało?
O Boże. Chyba zaczął myśleć o rzeczach dziwnych.
- Śmietana jest w lodówce - mruknął, mając nadzieję, że nie zostanie to odebrane jako odrzucenie. Po prostu chciał się zająć odpowiednio gotowaniem. Olej na patelni już zaczynał skwierczeć, a masa na naleśniki nie została jeszcze odpowiednio wymieszana. Musiał dodać wody. Musiał się skupić. On, który potrafił w niemal każdych warunkach zachować czysty umysł, czuł, że sytuacja wymyka mu się spod kontroli. Gorzej. Umysł wymyka mu się spod kontroli. Pierwszy raz w życiu naprawdę chciał wiedzieć, o czym myślał przyjaciel. Nie mógł go po prostu spytać. Nie. Chciał dokładnie zobaczyć, zobaczyć wszystko, nawet rzeczy, których nie dało się ubrać w słowa. A może szczególnie na nich mu zależało? Nie wiedział. Nic już nie wiedział.
Przełknął z trudem ślinę, czekając, aż mężczyzna się odsunie. Wykazał się jednak niecierpliwością, bo dość pospiesznie ruszył w tamtym kierunku i wyjął pudełko, a po chwili namysłu sięgnął do otwartych szafek po czekoladę i owoce.
- Dokończ mieszać i wykaż się umiejętnościami robienia naleśników niemal bez użycia rąk. - Polecił, unikając wzroku mężczyzny. Był bardzo, ale to bardzo niepewny. Nie opuścił żadnego pudełka tylko dlatego, że niemal od razu odkładał je na blat. Ręce delikatnie mu drżały. Może to było tylko chwilowe i Erik nie miał na myśli tego samego, co Raven? Na pewno nie.
Boże, co w ogóle miała na myśli Raven? On czasami kompletnie nie potrafił zrozumieć, czego chcą od niego ludzie. A bez wstępu do ich myśli… Tylko pogrążał się w zdezorientowaniu.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pią Cze 27, 2014 8:54 pm

Nie spodziewał się, że zostanie skarcony za ten drobny pokaz, dlatego też w pierwszej chwili poczuł się nieco urażony słowami przyjaciela. Ma w sobie siłę, po dzisiejszej próbie wie to doskonale, jednak precyzja na chwilę obecną wydawała mu się tak nieistotnym elementem w ich treningu, że aż błahym. Zresztą, nie użył aż tak wielkiej siły przy otwieraniu tych wszystkich szafek, dlatego też był przekonany o tym, iż nadal są w nienaruszonym stanie.
Krytyka trafiła do niego, mimo to nie wziął jej sobie do serca, skoro mógł zbliżyć się do telepaty bez większego wahania. W jego ruchach nie było niepewności, przede wszystkim było w nich sporo determinacji i jak najszczersze intencje. Zapragnął poczuć ciepło drugiego ciała, zatem sięgnął po nie. Ale nie chodziło mu o pierwsze lepsze ciało, w taki sposób mógł się zbliżyć jedynie do kogoś, kto wiele znaczy w jego życiu. Xavier nie jest tylko lojalnym przyjacielem, jest kimś zdecydowanie więcej – kimś, kto nadał jego egzystencji nowy sens. Zawsze motywowała go zemsta i nadal tak jest, jednak obecnie wie już, że nie tylko ona może stanowić cel. Po raz pierwszy stał się częścią czegoś wielkiego. Chciał uciec, ale został, bo poczuł, że jest potrzebny.
Niepewna reakcja telepaty wydała mu się zrozumiała, aczkolwiek wolałby zobaczyć u Charlesa inne działania. Gdyby zachował się gwałtowniej i nawet odsunął, byłoby to łatwiejsze do zniesienia, niż ten jego pozorny spokój. On zwyczajnie zbagatelizował sytuację, aby tylko uniknąć konfrontacji. Czego tak bardzo się obawiał? Nie jest bezsilny, wręcz przeciwnie, jest najpotężniejszą istotą na ziemi, dlatego ta beznamiętność była jeszcze bardziej dziwna. A jednak coś poczuł i tak nie może się wyprzeć, ponieważ Erik dostrzegł ledwo dostrzegalną aprobatę jego ciała. Lensherr nie cofnął się nawet o milimetr, również nie odezwał się słowem, jakby czekał na inne podejście przyjaciela do ich bliskości.
Kiedy usłyszał jego wzmiankę o śmietanie, mimowolnie zacisnął uścisk wokół jego talii, w ten sposób dają mu do zrozumienia, że w tej chwili powinien skupić się na czymś zdecydowanie ważniejszym. Priorytetem dla niego powinien być magneto-kinetyk, a nie jakieś durne naleśniki, na które i tak obaj nie mają już ochoty. Erik wiedział, że nie przełknie niczego, dopóki jego nerwy nie zostaną na nowo ukojone przez jakiekolwiek oświadczenie ze strony telepaty. Jednak żadne słowa nie nadeszły, a nastąpiło coś znacznie gorszego – Charles uciekł z jego uścisku pod pretekstem wydobycia śmietany z lodówki. Niebieskie oczy zaraz spoczęły na jego sylwetce, wtedy też zauważyły drżenie rąk, które odkładały z pośpiechem kolejne składniki na kuchenny blat. Chyba ten widok sprawił, że mężczyzna zmusił się do tego, aby wypełnić polecenie przyjaciela. Metalowa łyżka znów poczęła mieszać składniki w misce.
- Charles – wyrzucił z siebie ciepło, wymawiając jego imię z pełnym zaangażowaniem w tę czynność. Wystarczyło parę kroków, które zrobił w jego stronę, aby znów się do niego zbliżyć. Chwycił delikatnie jego nadgarstek, jednak szybko zacisnął uścisk, aby czasem ponownie mu nie uciekł. – Spójrz na mnie.
Wydawało mu się, że zabrzmiał dość żałośnie, nawet jeśli jego głos był pewny, mocny, niezachwiany. Odczekał zaledwie ulotną chwilę, po czym drugą dłonią chwycił go za ramię i sam go odwrócił twarzą do siebie. Śmiało zajrzał mu w oczy, próbując doszukać się w nich jakichkolwiek uczuć wobec własnej osoby. Wciąż nie był pewien, ile dla niego znaczy, choć Xavier tyle już dla niego zrobił. Ale dlaczego tak bardzo się poświęcał, aby mu pomóc?
- Jesteś mi najdroższy.
Dłonią przesunął po jego policzku, upajając się tym gestem, dzięki któremu mógł nareszcie poznać miękkość tej skóry, ciepło, fakturę. Ostrożnie zaczesał palcami parę niesfornych kosmyków za ucho telepaty. Lubi ich ciemny odcień równie mocno, co głębię tych szczerych oczu.
Nagle drzwi kuchni zatrzasnęły się, następnie zostały zamknięte na cztery spusty. Również wszystkie drzwiczki kuchennych szafek zamknęły się, zaś patelnia z olejem została przeniesiona na jeden z kuchennych blatów. I łyżka ponownie się zatrzymała.
- Charles – wyszeptał z jeszcze większym uczuciem, delikatnie przysuwając się do mężczyzny. Ich twarze po chwili dzieliły jedynie centymetry, zaś uścisk na nadgarstku stał się niezwykle stanowczy. Erik wiedział, że chce go pocałować, był tego bardziej pewny niż czegokolwiek. Nie zrobił tego, mimo wszystko powstrzymał się. Gdyby sobie pozwolił na ten krok, nigdy nie odbudowałby tego, co dopiero zyskał.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pią Cze 27, 2014 10:29 pm

Xavier nie czuł się wcale najpotężniejszą osobą na ziemi. Wcale, a wcale. Przeciwnie, miał wrażenie, że cała ta sytuacja wymaga od niego znacznie więcej umiejętności międzyludzkich, niż dotychczas. I o ile przeciętnemu człowiekowi mógłby ostatecznie zajrzeć do myśli, o tyle o Eriku nie mógł tak myśleć. Chociaż kusiło. Do czego on właściwie dążył?
Poczuł, że uścisk w pasie został wzmocniony. Paradoksalnie, właśnie to zmusiło go do odsunięcia się i odzyskania własnej przestrzeni. Chociaż na chwilę, żeby mógł wszystko na spokojnie przemyśleć. I jednocześnie nie czuć tego swędzenia, wrednej pokusy, by spojrzeć w umysł przyjaciela. Drgnął nerwowo, słysząc głos mężczyzny. Tym intensywniej skupił wzrok na przedmiotach w szafce, mając nadzieję, że tamten niewypowiedziany temat zniknie. Tak byłoby lepiej. Dla nich obojga. Tak, zapomnieć i nie dochodzić do momentu, który przeżył z Raven. Kiedy zwrócił jej uwagę, a ona poczuła się… Zraniona?
Chciałby wiedzieć więcej. Zdał sobie sprawę, z dość dużym opóźnieniem, że im bliższy był dla niego człowiek, tym większą czuł pokusę, by wykorzystać swoje moce. Chciał wiedzieć o nim wszystko i móc odpowiednio na niego wpłynąć. Odpowiednio, czyli jak? Czy stawał się w ten sposób manipulatorem? Nie, jeszcze nie, ale niewiele mu do tego brakowało. Jak raz spróbuje, już zawsze będzie to robił. Właśnie tak to wyglądało. Człowiek nie był zły. Na początku kierował się dobrymi intencjami, a potem wszystko szło nie tak, jak trzeba. Charles był inteligentny. Wiedział, jak to wszystko działa i nie zamierzał się poddać pokusie. Im większą ma się moc, tym większa jest odpowiedzialność.
Zaskoczony rozszerzył powieki, spoglądając na towarzysza. Tylko przez chwilę zapomniał o jego obecności i zamiast skupić się na prawdziwym problemie, wolał uciec myślami do bardziej filozoficznych pytań i walki z istotą ludzką. Jak można było uważać mutantów za innych? Byli tacy sami.
Był przestraszony i zdezorientowany. Nie bał się jednak Erika - nie, jego nie mógłby się bać. Przerażała go raczej ta sytuacja. Zbyt łatwo mógł stracić osobę sobie bliską. W którymś momencie Lensherr ze zwykłego znajomego przeszedł do rangi człowieka Ważnego Dla Xaviera. I już nie mogli tego cofnąć. Musieli z tym żyć, tak samo jak ze słowami wypowiedzianymi przez Magneto.
Charlesowi zrobiło się ciepło. Nieproszony rumieniec sam wsunął się na jego policzki i zadomowił na dobre. Chociaż jeszcze chwilę wcześniej mężczyzna był niepewny, jego oczy po tym oświadczeniu zapłonęły żywym blaskiem. Oblizał powoli wargi, nieświadomie robiąc to bardzo kusząco. Zostawił je uchylone, nabierając powoli powietrza do płuc, by uspokoić łomoczące w piersi serce. Pierwszy raz tak naprawdę zrozumiał, dlaczego człowiek czasami miał wrażenie, że osoba stojąca tuż przy nim może wszystko usłyszeć. Serce, oddech, drżenie. Erik na pewno wszystko to wyłapywał. W pewnym sensie, było to piękne. Jedyne w swoim rodzaju. Szatyn zdał sobie sprawę, że już nigdy nic nie będzie takie samo. Po prostu nie będzie. Znowu jako pierwszy z ich dwójki zobaczył zmiany, o których magnokinetyk nie miał pojęcia.
Zadrżał gwałtownie, gdy zobaczył, że zostają zamknięci w kuchni. Sami.
Zaraz przymknął oczy, słysząc przyjemny, pieszczący jego uszy, głos towarzysza. Nigdy nie spotkał się z wymówieniem swojego imienia w TEN sposób. To było piękne.
Uchylił powieki i z zaskoczeniem odnotował, że już niewielka, dzieląca ich przestrzeń, została całkiem zminimalizowana.
Uniósł wolną dłoń i również położył ją na ramieniu drugiego mężczyzny. Nie uśmiechał się, był całkiem poważny. W tym momencie czuł, że podjął decyzję. Bronił się przed tym, ale w końcu to zrobił. I była ona zupełnie inna, niż w przypadku wieloletniej przyjaciółki. Uczył się na błędach, czy może to była jednak kompletnie odrębna sytuacja?
- Erik - powiedział cicho. Delikatnie wzmocnił uścisk i przekroczył dzielącą ich resztę powietrza bez wahania. Pocałował mężczyznę powoli, niepewnie. Dotychczas nie próbował czegoś… Tak intymnego. To znaczy, oczywiście, że się całował. Ale to był flirt. To były podboje jedno nocne.
W końcu… To nigdy nie był Lensherr.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Nie Cze 29, 2014 1:45 pm

Czuł jego niepewność, nawet dzielił to płoche uczucie wraz z nim. A jednak Erik wolał ukryć emocje, które ich łączyły, pragnął wręcz całkowicie je w sobie stłumić. Nigdy nie chciał czuć, dlatego przez całe życie unikał przywiązania, ponieważ prędzej czy później przyniosłoby ono jedynie ból. Dziwnym trafem jego solidne postanowienie o niezbliżaniu się do nikogo przy Charlesie przestało mieć jakąkolwiek wartość. Zbliżał się do niego tak, jak ćma leci do ognia. Jednak ćma ma to szczęście, że nie zdaje sobie sprawy z zagrożenia, tymczasem on był go świadom. Od samego początku czuł, że ta znajomość kiedyś doprowadzi go do upadku, więc próbował temu jakoś przeciwdziałać. Chciał uciec, znów zatracić się we własnej zemście, a mimo to został. Wystarczyło zaledwie kilka dni, aby stał się słaby wobec woli telepaty. Lensherr próbował sobie nawet wmówić, że to z pewnością sztuczki telepaty, ale po kolejnych dniach zdał sobie sprawę, iż to w nim samym tkwi problem. Nie mógł go opuścić, właściwie nie chciał. Przy jego boku czuł się potrzebny, ważny i przede wszystkim w pełni zrozumiany. Tylko Xavier mógł ofiarować mu tyle zrozumienia, nikt inny nie byłby do tego zdolny.
Gdy dostrzegł rumieniec na jego twarzy, nieco się uspokoił. Zaprzestał skupiać się na sobie i swoich odczuciach, wolał raczej spojrzeć nowym spojrzeniem niebieskich oczu na mężczyznę, który obecnie stanowił dla niego resztki dobra w jego życiu. Poczuł delikatne drżenie ciała, wyczuwał szybsze tętno, widział te rozkosznie rozchylone wargi. I ten ruch języka, którym Charles bezmyślnie oblizał wargi. Czyż nie powinien bardziej zapanować nad reakcjami własnego ciała, jeśli ma zamiar uciec? A może tym razem stawi czoło tej sytuacji?
Erik poczuł jego dłoń na swoim ramieniu i już wiedział, że to nie może się skończyć po jego myśli. Przewidywał, że teraz Charles odsunie go od siebie na bezpieczną odległość i zacznie go usprawiedliwiać. Spróbuje wmówić im obu, że to tylko żart magneto-kinetyka, choć sam doskonale wie, że ten nie jest typem żartownisia.
Tymczasem usłyszał swoje imię. Wypowiedziane cicho ze sporą delikatnością, brzmiało tak ciepło. Czy ktokolwiek wypowiedział kiedyś jego imię w ten sposób? Nie pamięta podobnej sytuacji. Ale to nie było istotne, ponieważ ich usta w jednej chwili spotkały się w subtelnym pocałunku. To telepata wykonał ten najistotniejszy krok, co było tak niewiarygodne, że aż nieprawdopodobne.
Lensherr rozłączył ich wargi, wtedy też wypuścił nadgarstek mężczyzny z uścisku. Bez słowa otulił dłońmi jego twarz, zaglądając mu przy tym w oczy. Serce, niby kamień okuty lodem, ponownie zabiło z czułością, a w kącikach ust zagościł szczery uśmiech. Nie czekał długo, od razu ponowił pieszczotę, tym razem czyniąc ją bardziej niecierpliwą, intensywniejszą. Językiem wdarł się między jego wargi, aby odnaleźć narząd smaku przyjaciela, który trącił zuchwale. Dłonie zaś zsunął z jego policzków po szyi i ramionach do bioder, po czym chwycił je mocno. W tej chwili delikatność wadziła mu, na co nie mógł nic zaradzić. Obóz koncentracyjny nie nauczył go subtelności, raczej pokazał, że te są zbyteczne.
Zakończył gwałtowny pocałunek i uniósł biodra przyjaciela, stanowczo odrywając go od ziemi, następnie usadowił go na blacie stołu. Sam ulokował się pomiędzy jego udami, rękoma zaś przesunął po jego plecach. Jeszcze mocniej naparł na jego usta spragniony ich dotyku oraz smaku. Wszystko było tak inne od wszystkiego, co znał. Wiele kobiet wykorzystał na swej drodze w celu zaspokojenia żądzy, lecz z Charlesem było zupełnie inaczej i to nie tylko dlatego, że jest mężczyzną. Erikowi zależało, po raz pierwszy od dawna czuł, że dla drugiej osoby chce zrobić wszystko. Potrzebował kogoś do szczęścia i to nie byle kogo. Tylko ten niewinny w swej prostoduszności i naiwny w ufności człowiek może dać mu szczęście.
Oddech mu zadrgał, niebieskie tęczówki zabłysły, a serce drugi już raz załomotało. Wpatrywał się w twarz przyjaciela, nadal nie pojmując, czemu to właśnie on tak bardzo go pociąga. Nigdy nie śmiał myśleć, że kiedykolwiek spotka tak wspaniałego człowieka na swej drodze. A jednak tak się stało. Niewypowiedziane życzenie znane tylko podświadomości spełniło się.
- Bądź mój – wyszeptał wprost do jego ust.
Zawsze obawiał się zapewnień, lecz tym razem potrzebował usłyszeć obietnicę z ust drugiej osoby. Ale nim dał dojść mu do słowa, być może dlatego, że poniekąd bał się odpowiedzi, ponownie wpił się w jego usta. Jeśli nie może złożyć przyrzeczenia, niech lepiej nic nie mówi. Czasem milczenie jest lepsze niż zbędne słowa.
Niebieskooki naparł ciałem na telepatę, w ten sposób zmuszając go do położenia się na stole. Wciąż atakował jego usta gorącymi pocałunkami, chcąc je na wieki zamknąć w tak namiętny sposób. Obawia się dalszych myśli, które niechybnie zostaną wypowiedziane, jeśli tylko dadzą swym ustom wytchnienie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Nie Cze 29, 2014 4:06 pm

Charles nie był pewien swojego posunięcia. Wiedział, że wiązało się ono z dużym ryzykiem. Ciężko było mu ocenić, czy lepiej ryzykować, czy rezygnować. Z Raven nie udało mu się dobrze wybrać. Powinien mieć do siebie o to pretensje i próbować coś zmienić, a jednak czuł, że decyzja dotycząca relacji jego i Erika była dużo ważniejsza. Dlatego zaryzykował. Nie chciał stracić człowieka, który w tak krótkim czasie stał się dla niego ważny. Dopełniali się.
Szatyn nie mógł pozwolić sobie na popełnienie błędu, nie tym razem. Gdzieś w głębi duszy wciąż się wahał, gdy kładł rękę na ramieniu towarzysza. Ale dostrzegł w spojrzeniu Lensherra coś nowego. Zawód. Co zrobił źle? Znowu nie podjął właściwej decyzji? Ale dlaczego, przecież Magneto sam zmniejszył dzielącą ich odległość. Sam go dotykał. Sam wyszedł z inicjatywą. Przecież Charles nie zdążył nic zrobić!
Czuł, że wpada w panikę. Był wyraźnie rozdarty między dwoma możliwościami. I musiał natychmiast zdecydować. Wzmocnił uścisk na ramieniu i pocałował mężczyznę. Chciał go przy sobie zachować i ta metoda wydała mu się najodpowiedniejsza. Wiedział, że już nigdy nie będzie między nimi tak samo.
To pierwsze muśnięcie było krótkie. Znowu to Erik się odsunął, a telepata przestraszył. Od momentu, kiedy pierwszy raz poczuł jego ciało w kuchni, tak blisko siebie, cały czas czuł, że serce próbuje wyrwać mu się z piersi. Był zdenerwowany, wręcz roztrzęsiony i każda niejednoznaczna chwila powodowała, że na zmianę czerwieniał i bladł, zaciskając mocniej dłoń na ubraniu. Drgnął nerwowo, gdy został złapany za policzki. Poczuł, że brakuje mu tchu. Pocałunku się nie spodziewał. Bez najmniejszego oporu rozchylił wargi, wpuszczając między nie język mężczyzny. O Boże, tak. Dopiero, gdy jego starania został odwzajemnione, poczuł, że nie jest w tym sam, pozwolił sobie na eksplozję emocji. Splótł ze sobą ich języki, przełożył obie dłonie na kark magnetokinetyka i docisnął jego twarz do siebie.
On też nie czuł potrzeby zachowania delikatności. Za wiele emocji się w nim kotłowało. Wszystko, co odczuwał kiedykolwiek wcześniej blakło w porównaniu do potęgi aktualnej chwili. Nigdy wcześniej nie pragnął bliskości kogoś w tak mocny sposób. Całym sobą, duszą, umysłem i ciałem. Pragnął go całego. Dlatego ta prośba, wypowiedziana prosto w wargi, cholernie go ucieszyła. Chciał odpowiedzieć, bez chwili wahania, ale nie zostało mu to dane. Może tak było lepiej? Tak naprawdę zareagowali gwałtownie, nagle, starając się jak najmniej myśleć o konsekwencjach. Gdy już zgodzili się w jednej kwestii, nie zamierzali się zatrzymywać. Nie, parli do przodu. Póki chwila była piękna, łapali ją.
Oderwał dłonie od ramion mężczyzny, zaskoczony nagłym rozpłaszczeniem na stole. Zamrugał oczami i odsunął pospiesznie zawadzające im przedmioty. Oblizał nerwowo wargi, wpatrując się w przyjaciela. Odgarnął włosy z twarzy i uniósł się na łokciach, by znowu znaleźć się bliżej jego ust. Mruknął z zadowoleniem, gdy poczuł ponowny pocałunek. Coraz bardziej mu podobała mu się ta sytuacja. Uniósł jedną dłoń i wplótł palce we włosy Erika. Przymknął oczy, nieświadomie zmniejszając bariery swojego umysłu. Pozwolił sobie na stracenie kontroli już na początku i zorientował się dopiero w chwili, gdy poczuł obce myśli. Drgnął nerwowo i cofnął się, ponownie blokując telepatyczne umiejętności. Skrzywił się delikatnie. Cholera, przecież obiecał, że nie będzie przekraczał tej linii zaufania.
Ale już wiedział, że to nie będzie takie proste. Nie przy Lensherrze, nie w takiej sytuacji, gdy kontrola przestawała być dla niego ważna. Przeciwnie, chciał się całkiem zapomnieć.
Usiadł z powrotem, niemal zderzając się z magnetokinetykiem. Złapał go mocno za ramiona i znowu wpił się w wargi, jedną nogą owijając go w pasie. Tak intymna sytuacja z osobą z mocami musiała być intensywniejsza i gwałtowniejsza. I musiała wiązać się również z umysłową bliskością. Pytanie tylko, czy Erik był na to gotowy?
Mężczyzna ścisnął mocniej jego włosy i odsunął minimalnie głowę, oddychając szybko i spoglądając mu w oczy. Jego własne błyszczały intensywnie, ukazując mieszankę podniecenia i szczęścia. Przesunął nosem po policzku towarzysza, sięgając ustami aż do prawego ucha. Delikatnie ugryzł jego płatek i wydał z siebie dźwięk przypominający pomruk.
- Erik… - W jego ustach brzmiało to niczym najwspanialsza pieszczota. Mówił z przyjemnym, miękkim akcentem, wręcz smakując po kolej każdą literę z tego słowa.
Zachęcał. Zachęcał do czegoś więcej, seksowny skurczybyk.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Nie Cze 29, 2014 8:26 pm

Gdyby nie pocałunek Charlesa, czy posunąłby się do czegokolwiek? Z całą pewnością tak, choć wszystko przychodziłoby mu z większą trudnością, która wypływałaby z jego niepewności. Dopiero ten delikatny całunek utwierdził go w tym, że telepata również nie zamyka ich relacji w sztywnych ramach przyjaźni. I niby jak miał to zrobić, kiedy Erik już od dobrych kilku minut robił wszystko, aby się tak nie stało? Coraz natarczywiej napierał na niego, aż w końcu dostał to czego chciał – najpierw pocałunek, a potem jeszcze więcej, po co sięgnął, jak po swoje. Bo czyż Xavier nie był cały jego? Prawda ta kryła się w jego gestach, słowach i przede wszystkim w spojrzeniach. On cały jest tak niesamowicie szczerym człowiekiem, lecz to jego oczy można uznać za zmaterializowaną postać uczciwości. Te jasnoniebieskie tęczówki, w których magneto-kinetyk pragnął raz na zawsze utonąć i w ten sposób zaznać pięknej śmierci, nie mogły kłamać.
Poczuł jego dłonie na swojej szyi i już wiedział, że to jest właśnie jego jedyna ostoja. Był już pewien, że Charles należy do niego, nawet jeśli sam nie pozwolił mu wypowiedzieć tych słów.  Po tej obserwacji nastąpił pewien przełom. Nic nie pozostanie takie samo i Erik uświadomił to sobie  w chwili, gdy Xavier znalazł się na stole. Ta myśl zaskoczyła go, przez co na chwilę zamarł. Na całe szczęście Charles nie pozwolił mu zbyt długo z czymkolwiek zwlekać, dzięki czemu znów obaj skupili się na gorącym pocałunku.
Kolejny raz poczuł zachłanność drugiego mężczyzny w jego czynach i nie tylko. Nagle wiedział, co tak naprawdę czuje telepata, przede wszystkim sam to poczuł. Zachłanność, przyjemność i chęć na więcej. Ale zanim zdążył sobie wszystko poukładać w głowie, telepata przerwał ich połączenie. Wyglądał na zszokowanego, jednak nie powinien się obawiać, ponieważ Lensherr nie miał do niego o to żalu. To było drogocenne doświadczenie, którego nigdy nie zapomni. Złączyli się ciałami i umysłami. Niesamowite.
- Nie… - zaprotestował cichym szeptem, rzucając mu podekscytowane spojrzenie i delikatny uśmiech. – Pokaż mi więcej swoich myśli. Chcę poczuć to samo, co…
Nie dokończył, zamknięto mu skutecznie usta pocałunkiem. I znów był rozpaczliwie trzymany przez mężczyznę, w czym nie trzeba było doszukiwać się uczucia, ono wręcz wypływało z tych wszystkich ruchów. Od razu odpowiedział na pocałunek, jednak niedane mu było się wykazać, ponieważ pieszczota nie trwała długo. Ich usta rozłączyły się, ale dzięki temu Erik mógł ponownie usłyszeć swoje imię wypowiedziane w jak najbardziej zmysłowy sposób. Znów rozbudziły się w nim dzikie uczucia.
Delikatnie oderwał się od przyjaciela, aby pozbawić go bluzy, pod którą kryła się jeszcze niepotrzebna koszulka. Na razie dał jej spokój, jednak jego dłonie po chwili przesunęły po idealnie gładkiej skórze. Ciało Charlesa było bez skazy, wręcz doskonałe, jakby stworzone dla rąk Lensherra. Ale nie tylko dlatego pragnie je pieścić, przede wszystkim chce zadać kochankowi jak najwięcej rozkoszy. Pomknął więc dłońmi aż do jego torsu, gdzie niby przypadkiem trącił z chytrym uśmieszkiem jeden z jego sutków.
- Jesteś piękny – wyszeptał do jego ucha, następnie trącił językiem małżowinę. Musiał przecież odwdzięczyć się za wcześniejszą pieszczotę, którą sam otrzymał, zwłaszcza, że ta podziałała na niego jak płachta na byka.
Kiedy usłyszał zbliżające się kroki, nie speszył się ani trochę. Jeszcze zuchwalej złączył ich usta, a dłonie zsunął na biodra Charlesa. Zacisnął na nich palce mocniej, kiedy usłyszał szczęk klamki. Oderwał się od rozkosznie uchylonych warg i spojrzał niechętnie na drzwi.
- Ktoś tam jest? – rzucił głos zza zamkniętych drzwi kuchni, który należał do Hanka. Erik nie przepadał za nim, nic więc dziwnego, że zmarszczył brwi w niezadowoleniu.
- Tylko ja i Charles – odparł z chytrym uśmieszkiem, a dłonie zsunął na podbrzusze towarzysza, aby i w tym miejscu podrażnić jego skórę. Ale usta magneto-kinetyka nie mogły pozostać bezczynne, zatem znalazły się na szyi partnera, która pieściły subtelnymi pocałunkami. Nie myślał o tym, że tą odpowiedzią stawia ich w niezręcznej sytuacji, w końcu sam nie wstydzi się tego, co czuje. Co prawda robienie takich rzeczy w kuchni i to na stole nie należy do najbardziej taktownych, ale co mogli poradzić? Uczucie wybuchło właśnie w tym miejscu i nic nie mogli już zaradzić.
- Charles, czemu drzwi są zamknięte?
- Nie uważasz, że jesteś zbyt ciekawski? - odpowiedział na pytanie Hanka z wyraźnym zniecierpliwieniem w głosie. To oczywiste, że nie chce mieć go pod drzwiami, gdy będzie próbował wydobyć z Charlesa najpiękniejsze odgłosy na świecie.
- Pytałem Charlesa, a nie ciebie.
Klamka zaczęła poruszać się coraz żywiej. Erik w odpowiedzi skupił się na klamce, aby czasem już nie drgnęła. Co prawda, skupił się połowicznie, w końcu miał pod sobą cudownego mężczyznę, którym musiał się zająć. Znów wpił się w wargi Xaviera, kompletnie ignorując ciekawskiego chłopaczka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Nie Cze 29, 2014 10:10 pm

Charles bał się reakcji mężczyzny na złamanie danego słowa. Znowu czuł obawy. Przy Eriku czuł, że jego troska wchodzi na nowy, wyższy poziom. Nigdy nikim się nie przejmował do tego stopnia. Raven była mu niczym młodsza siostra, nie potrafiłby wziąć jej na poważnie. Musiał jej matkować, musiał pilnować, karcić i nagradzać. Przy Lensherrze sytuacja wyglądała zgoła inaczej. Byli sobie równi, uzupełniali się i nadawali sobie sens. Każdy miał racje i poglądy, które mogły wpłynąć na drugiego. Prawdziwe partnerstwo, współpraca, a nie relacja starszy brat-młodsza siostra.
Znowu został zaskoczony przez magnetokinetyka. Niesamowitym było, że ten tak łatwo chciał go przyjąć. Całego, włącznie z utratą samokontroli i mocami. Wprawdzie Erik nigdy nie był za ukrywaniem się mutantów, jednak jednym była teoria, a drugim praktyka w tak namiętnej sytuacji. Xavier nigdy nie dzielił się swoimi myślami. Oczywiście, był szczery i mówił je na głos, nie było to jednak udostępnianie komuś swojego umysłu. Nawet, jeśli Magneto mógł to zaakceptować, telepata już niekoniecznie. To była absolutna nowość w jego życiu. Nie przypuszczał nawet, że jest do niej zdolny.
Wolał stłamsić kolejne wątpliwości gwałtownym atakiem na kochanka. Im intensywniej go całował, im intensywniej dotykał i szarpał, tym więcej pragnął. Wiedział, że nie poprzestaną tylko na tym. Ich głód wzrastał na sile, a nie malał. Potrzebowali coraz więcej siebie.
Chętnie odrzucił dres, a potem złączył ich niebieskie oczy w intensywnym spojrzeniu. Uwięził ich, nie potrzebując do tego telepatii, albo raczej nie bezpośredniej. Więź między nimi i tak zdążyła się już wytworzyć. Westchnął cicho, czując dłoń na swojej skórze. Przez to, że byli uwięzieni w swoich oczach, nie mógł śledzić poczynań towarzysza, ale dotyk wystarczał aż nadto. Musiał uchylić wargi, z których wydarło się sapnięcie, gdy poczuł pieszczotę na sutku. Przygryzł delikatnie wargę, rumieniąc się ze skrępowaniem. Najpierw zdradził go umysł, a potem ciało. Co jeszcze potrafił Erik?
Zadrżał delikatnie, gdy stracił z pola widzenia wzrok kochanka, a jednocześnie usłyszał ten głos. Och Boże, jak mógł tak mocno na niego działać? Czuł, że był niesamowicie wrażliwy na każdą ingerencję z zewnątrz, czuł jak drżą mu dłonie, gdy nie ściskały wystarczająco mocno mężczyzny, czuł jak wali mu serce w piersi. Chciał się prawdziwie zapomnieć. Pierwszy raz w swoim życiu.
Przy tym przyjacielu wiele rzeczy było dla niego “pierwszym” razem. Niesamowicie odmładzająca świadomość.
- Mam ci pokazać swój umysł? - Zapytał w końcu, minimalnie drżącym od podniecenia głosem. Obrócił głowę, by spojrzeć znów na magnetokinetyka. Jego oczy były tak samo prawdziwe i szczere, jak cała profesorska osoba. Pytał. Upewniał się, bo nie chciał zrobić czegoś wbrew przyjacielowi.
Zamruczał z zadowoleniem, gdy poczuł kolejny pocałunek, ale uparcie kontynuował przerwany wątek:
- Wtedy i ja zobaczę twój… - Uzupełnił, chcąc być pewnym, że nie został źle zrozumiany. Przygryzł wargę w zakłopotaniu, a potem drgnął przestraszony, gdy usłyszał obcy głos. W pierwszej chwili nie poznał Hanka. Nie do wiary, że w takiej sytuacji potrafił nie pamiętać o wszystkich swoich bliskich na rzecz tego jednego, jedynego człowieka. Zapomnienie sięgało dalej, niż początkowo przypuszczał. Niepokojące, a zarazem… Kuszące.
Otworzył usta, chcąc odpowiedzieć, a gdy ubiegł go Lensherr, zmarszczył brwi z konsternacją. Wraz z rozwojem sytuacji był coraz bardziej niezadowolony, jednocześnie nie mógł niczego powiedzieć, ponieważ pieszczoty sprawiały mu przyjemność. Wiedział, że próba odpowiedzi zostanie skutecznie zatamowana przez partnera, a jednak nie zamierzał pozwolić im dalej pogrążać się w tej bezsensownej dyskusji. Uchylił wargi i stęknął cicho, czując kolejny, zaborczy pocałunek. Niczego tak mocno nie pragnął, jak pogrążyć się w nim i zapomnieć o otaczającym ich świecie do końca, a jednak wiedział, że byłoby to skrajnie nieodpowiedzialne. Hank mógłby zawiadomić pozostałych, a to na pewno nie było im na rękę.
Z niezadowolonym pomrukiem położył dłoń na piersi Magneto i mocnym pchnięciem go od siebie odsunął.
- Hans, wszystko w porządku. Możesz iść.
- Na pewno? - Szarpnął za klamkę znowu. - Moim zdaniem jesteś tu przetrzymywany.
Telepata zmarszczył bardziej brwi, spoglądając krzywo na przyjaciela. Co on najlepszego wyrabia? Popchnął go mocniej i zsunął się na ziemię, z zamiarem otworzenia drzwi swojemu naukowcowi. Przekomarzanie Erika wcale go nie bawiło, bo dodawało zmartwień jego przyjacielowi. Potrzebowali zgody wśród swoich, by móc dobrze stawić czoła wrogom pokoju wśród mutantów i ludzi.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pon Cze 30, 2014 8:58 pm

Ciało przyjaciela reagowało na pieszczoty w sposób niesamowity. Każdy jego fragment wydawał się tak wrażliwy, co z całą pewnością czyniło doznania nie tylko intensywniejszymi, ale też bardziej pożądanymi. W oczach Charlesa można było dostrzec nieme prośby o więcej, dlatego też daleko im obu było do powstrzymywania się od pieszczot. Tonąc w spojrzeniu niebieskich oczu telepaty, Erik nie potrafił już przestać go dotykać. Obecnie największą dla niego męczarnią byłoby trzymanie rąk z dala od niego. Pragnął go całym sobą, przez co czuł, jak mięśnie napinają się w słodkim oczekiwaniu na dalszy rozwój wydarzeń. Xavier też zdradził się ze swoimi uczuciami, gdy jego ciało instynktownie zadrżało. Oczywistym stało się to, że potrzebują swojej bliskości. W tej chwili dla Lensherra nie było nic ważniejszego, od trzymania tego właśnie mężczyzny w swoich ramionach. Drażnił go gorącym szeptem, czułymi pocałunkami i dokładniejszym dotykiem zniecierpliwionych dłoni.
Kiedy usłyszał jego pytanie, uniósł się nieco i wzrokiem przesunął po jego twarzy, aż w końcu całkiem zatrzymał się na hipnotyzujących oczach. Od nich nie ma ucieczki, a już na pewno nie dla niego. Ale nie narzekał na swój los, był raczej dumny z tego, że stał się niewolnikiem uosobienia dobroci.
- Pokaż – odpowiedział bez wahania, zawierając w tym jednym słowie całe swoje przekonanie w powziętej przez siebie decyzji. Ich umysły przez chwilę były jednym, co przeraziło ich obu, mimo to doświadczenie to okazało się niezwykle przyjemnie. Znać myśli i uczucia najbliższej osoby to prawdziwy dar z niebios. – Chcę wiedzieć o tobie wszystko. Ty już zdążyłeś poznać całego mnie.
Na samą myśl uśmiechnął się ciepło, nawet jeśli kiedyś nie było mu do śmiechu z tego powodu. Charles wie o nim wszystko, ale on sam nie wie o nim nic. To właśnie można nazwać niesprawiedliwością.
Ale bezczelnie przerwano im ich zbliżenie, przez co nie mogli pogłębić bliskości w całkowicie zaspokajający sposób. Nienasyceni, musieli przynajmniej połowicznie skupić się na Hanku, który zepsuł całą atmosferę. Czy można więc mieć pretensję do Erika, że potraktował go dość chłodno? Jak niby ma być przyjazny dla kogoś, kto psuje im cudowne chwile?
Charles odepchnął go, jednak za pierwszym razem nie okazało się to skutecznie. Dopiero za drugim razem magneto-kinetyk został zmuszony do odsunięcia się od szatyna. I choć ten skierował się w stronę drzwi, mężczyzna wciąż przytrzymywał metalową klamkę. Natychmiast zrobił krok w kierunku Xaviera i chwycił go za ramię, aby przyciągnąć go do siebie. Śmiało objął go w pasie, a ustami przesunął po jego smukłej szyi.
- Niby jak miałbym przetrzymywać telepatę, który w każdej chwili może przejąć władzę nad moim umysłem? – spytał z jawną kpiną, aby w ten sposób jak najbardziej urazić rozmówcę ukrytego za zamkniętymi drzwiami kuchni. Musi on zapłacić za to, że przerwał im w takim momencie. – Hank, ponoć taki z ciebie geniusz, a nie dostrzegasz tak oczywistych rzeczy.
Wiedział, że i tym razem naraża się na niezadowolenie ze strony Xaviera, jednak nie potrafił się powstrzymać od tych kąśliwości. Był wredny, a mimo to wciąż nie wypuszczał z solidnego uścisku przyjaciela. Podniecenie wciąż nie uleciało, akurat stało się na odwrót, ono skumulowało się w ciele Niemca i zachęcało do dalszych posunięć. Ale musiał się powstrzymać od nieprzemyślanych działań, o ile nie chce znów widzieć na twarzy tego ważnego dla niego mężczyzny dezaprobaty.
Oderwał się od Xaviera niechętnie, po czym otworzył drzwi kuchni, przez co napierający na nie okularnik wpadł do środka pomieszczenia. Niepotrzebnie tak szarpał za tę klamkę, przecież oczywistym było, że nie ma z nią żadnych szans.
- Mamy jeszcze do załatwienia jedną rzecz, prawda, Charles?
Spojrzał wyczekująco po przyjacielu, następnie wyminął niedbale intruza. Czy koniecznie musiał przyjść do kuchni właśnie teraz?! A było już tak blisko do pozbawienia telepaty koszulki. Jednak do tego z pewnością dojdzie, tylko już w innym pomieszczeniu i z dala od natrętnego Hanka.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pon Cze 30, 2014 10:07 pm

Szatyn nie sądził, że Erik posunie się do dalszego drażnienia naukowca. Od początku nie przypadli sobie do gustu, chociaż Charles nie wiedział konkretnie dlaczego. Mógł jedynie podejrzewać, iż głównym problemem był bezczelny sposób bycia Magneto, który kompletnie nie przejmował się czymś takim, jak cudze zdanie. Dla niego istniała jedna prawda i jedno usprawiedliwienie - zemsta. Telepata nie mógł się w pełni zgodzić z takim postawieniem sprawy, a jednak nie chciał pogrążać się tylko w bezsensownych dyskusjach. Szczególnie dlatego, że mógł robić coś znacznie lepszego…
Uśmiechnął się do swoich myśli i odgiął delikatnie szyję, zapraszając przyjaciela do dalszych pieszczot. Utrzymywanie odpowiedniej odległości między nimi stało się właściwie niemożliwe. Gdy Xavier czuł delikatne, ale rozkosznie stanowcze wargi towarzysza na swojej skórze, jego myśli krążyły jedynie dookoła maksymalnego zwiększenia ich bliskości. Chciał znowu go pocałować, nawet obrócił głowę, sięgając pewnie do ust, gdy usłyszał dalszy ciąg sarkastycznej wypowiedzi. Wywrócił oczami i odsunął się, a potem uniósł brew, widząc wpadającego do kuchni Hanka. Z trudem powstrzymał rozbawiony uśmiech, chociaż nie dało się ukryć pewnej sympatii do jego osoby. Mimo wszystko martwił się nim i robił wszystko, by pomóc.
Dla takich ludzi chciał żyć.
- Jak widzisz, wszystko w porządku. Bardzo dziękuję ci za troskę.
Charles uśmiechnął się do Bestii, podszedł i położył mu dłoń na ramieniu. Posłał uspokajające spojrzenie swojemu naukowcowi, a potem powiódł spojrzeniem za Erikiem i uniósł brew wysoko. Miał ochotę zaprzeczyć, a przynajmniej przez krótką chwilę, dopóki nie dostrzegł błysku w jego niebieskich oczach. Przez jego ciało przeszedł delikatny dreszcz. Gdy dostrzegł pytający wzrok Hanka, poczuł, jak jego policzki pokrywa intensywniejszy rumieniec. Potrafił bez problemu wpłynąć na ludzi, aż nagle jego własne ciało go zdradziło! Wszystko przez Lensherra.
Pokręcił lekko głową.
- Zamierzam dokończyć robić jedzenie. Gdzie cię zastanę? - Rzucił, pozornie opanowanym tonem, usilnie próbując zachować obojętną twarz. Odwrócił spojrzenie, a potem okręcił się na pięcie i spokojnie wrócił do stołu. Czuł, że musi ukryć się przed wścibskimi spojrzeniami mężczyzny i odzyskać kontrolę nad sobą. Jednocześnie, gdy tylko stracił z oczu magnetokinetyka, zaczęło mu brakować jego bliskości. Kontaktu. Głosu. Uśmiechu. Chciał znowu go dotknąć, pocałować i wpleść palce w jego włosy. Pragnął dotyku palców na swojej skórze, warg na swoich ustach, ciała przy ciele. Ucieczka mogła być tylko chwilowym rozwiązaniem, do tego na pewno nie długodystansowym. Potrzebował czegoś więcej, ponieważ rozpalona namiętność płonęła w nim żywym ogniem. Przygryzł delikatnie wargę i odgarnął wpadające mu kosmyki za ucho. Planował jak najszybciej skończyć gotowanie i znaleźć się przy niebieskookim. Ale musiał zachować pozory.
Dlaczego to właśnie on był tym najrozsądniejszym? Chciał przez chwilę oddać się czyjemuś panowaniu. Nikt nie wydawał się do tego lepszy, niż Erik.
Postawił znowu patelnię na ogniu i zaczął nalewać masę, w myślach odliczając. Mógł przynajmniej się na czymś skupić, by nie kusiło go do wniknięcia ponownie w myśli Lensherra i wybłagania, by go wziął z tego pomieszczenia.
- Charles, na pewno wszystko w porządku? Nie wyglądałeś zbyt dobrze… - mruknął naukowiec.
Jeden… Dwa… Trzy… Cztery… Cholera. Zauważył.
- Zmęczyłem się treningiem. Dokończysz za mnie? A ja pójdę się położyć.
O tak, położyć i jeszcze bardziej zmęczyć. Z pewnym przystojnym Niemcem.
Odłożył wszystko na blat, skinął lekko Hankowi i wyszedł z kuchni. Szybko wzmocnił telepatyczny zasięg i odszukał magnetokinetyka. Pierwsze kroki stawiał w normalnym tempie, ale pod koniec właściwie już biegł. Zatrzymał się pod właściwymi drzwiami, odetchnął, zapukał i otworzył je niemal od razu. Odszukał wzrokiem Erika, przekroczył dzielącą ich odległość, właściwie nie poświęcając tej czynności żadnej uwagi i mocno przywarł ustami do warg mężczyzny. Drzwi pozostawił otwarte. Przecież miał od tego moce przyjaciela.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Wto Lip 01, 2014 10:34 pm

Stał jeszcze przez chwilę w progu kuchni, nie mogąc oderwać spojrzenia od wciąż rozgrzanej twarzy Charlesa. Jego błyszczące resztkami podniecenia oczy i czerwone od pocałunków usta były doskonałym dowodem na to, że nic nie było w porządku, choć niekoniecznie powinni się z tym zdradzać przy Hanku. Ale przynajmniej dla nich dwóch było oczywiste, że przerwano im w najbardziej nieodpowiedniej chwili, choć dla Erika taki niefortunny bieg wydarzeń okazał się cenną lekcją. Nigdy już nie będzie się dobierał do telepaty w kuchni, do której to często zlatują się wszyscy domownicy. Każdy przecież musi jeść i pić, zatem pomieszczenie to często jest oblegane. Skoro telepacie tak bardzo zależy na prywatności, trzeba mu ją zapewnić. Należy więc przyjąć inną taktykę. Lensherr w duchu obiecał sobie, że od tej pory będzie zwabiał przyjaciela w bardziej ustronne miejsca, gdzie nikt inny im nie przeszkodzi. Od razu pomyślał o pokoju, który został mu oddany na użytek podczas pobytu w rezydencji. Nikt tam nie zagląda, nawet rzadko kiedy ktoś tam przechodzi. Zapewne jest to spowodowane tym, że sypialnia magneto-kinetyka znajduje się na końcu lewego skrzydła, czyli z dala od kuchni, salonów, bawialni.
- Będę na ciebie czekał u siebie – odpowiedział spokojnie na jego pytanie, nawet jeśli zmarszczył brwi nieco niezadowolony. Jakim cudem Xavier mógł teraz myśleć o tych cholernych naleśnikach, kiedy tak gwałtowne pożądanie wybuchło między nimi i wcale nie zgasło? Priorytetem dla nich obu powinno być nasycenie się swoją bliskości, ponieważ ta potrzeba spycha inne na drugi plan. Czyżby jego najdroższy przyjaciel chciał zachować pozory, iż między nimi nadal jest tylko przyjaźń? Erik też udawał, ale czynił to z większą niechęcią. Spojrzał po Hanku raz jeszcze, znów zawierając w spojrzeniu wiele negatywnych emocji.
W końcu westchnął ciężko i opuścił kuchnię, co czynił z ciężkim sercem. Naprawdę miał wielką ochotę wziąć Charlesa na kuchennym stole. Był bardzo ciekaw tego, jaką minę zrobiłby telepata przy pozbawianiu go spodni. Ta myśl kazała zmusiła go do zrobienia krótkiego przystanku w połowie drogi do sypialni. Dobrze, że szybko się opamiętał i przyspieszył kroku, ponieważ dzięki temu minął próg właściwego pokoju dość szybko. Przysiadł na krawędzi łóżka, lecz nie mógł wytrzymać w tej pozycji zbyt długo. Już po niecałej minucie poderwał się na nogi i zaczął chodzić po pokoju, cały czas przemierzając odcinek od łóżka do drzwi.
Czas, który spędził sam na sam uznawał za wieczność i to jakże męczącą wieczność. Co chwilę spoglądał na drzwi z tęsknotą, do której mimo wszystko nie chciał się przyznać nawet przed samym sobą, a co dopiero przed innymi. Ale drzwi wreszcie się otworzyły, choć Erik nawet jeszcze nie zaprosił do środka osoby, która odważyła się zapukać. Do środka wpadł Charles i od razu dał upust emocjom. Lensherr objął go w talii i przyciągnął do siebie stanowczo, po czym zsunął dłonie na jego biodra, następnie ulokował je na pośladkach mężczyzny. Odwzajemnił pocałunek pogłębiając go, wtedy też drzwi zatrzasnęły się na dobre. Niemiec nie czekał długo, śmiało oderwał kochanka od podłogi i zaraz rzucił go na łóżko z bezczelnym uśmieszkiem skrytym w kącikach ust. Całkiem zapomniał o delikatności, zwyczajnie nie miał do niej wystarczająco cierpliwości.
- Kazałeś mi czekać – rzucił w jego stronę niby spokojnie, jednak wciąż miał do niego o to żal. Potrzebują się teraz jeszcze bardziej niż kiedykolwiek, więc Charles nie ma prawda pozostawiać go tak na pastwę losu, gdy wcześniej z tak wielką łatwością go rozpalił.
Bez słowa zasiadł na biodrach kochanka, po czym zawisł nad jego twarzą. Perfidnie wyminął jego usta, co miało być karą za to, że tak bezczelnie odstawiono go na bok dla jedzenia. Ale oderwał się od smakowitej skóry i wsunął dłonie pod koszulkę partnera. Wreszcie złapał za materiał i ostrożnie pociągnął w górę, aby niebieski oczy mogły ujrzeć piękno gładkiej, bladej skóry telepaty. Nieskalane ciało dopraszało się o więcej, a on nie mógł mu odmówić. Charles stale pokazywał jak bardzo pragnie dotyku męskich dłoni. Język Erika trącił jeden z sutków szatyna, zaś paznokcie podrażniły delikatnie podbrzusze kochanka. Muszą się nieco podrażnić na samym początku tej zabawy. Wszystko w ramach gry wstępnej.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Sro Lip 02, 2014 11:50 am

Charles dawno nie czuł do siebie tak dużych pretensji. Aż za dobrze wiedział, jak bardzo pociąga go magnetokinetyk, chociaż nie spodziewał się, że chwila rozłąki po paru pieszczotach do tego stopnia ich sfrustruje. Chciał zachować wszelkie pozory, ponieważ wiedział, że jego wygląd mógł nasuwać pewne skojarzenia. Postanowienie jednak okazało się zbyt słabe, by mógł go dotrzymać. Gdzieś w połowie drogi do Erika zdał sobie sprawę, że pogrąża się w jakiejś kompletnie beznadziejnej i idiotycznej sytuacji, ale nie chce z niej wychodzić. Chciał więcej. Znacznie więcej. Niczego w tym momencie nie pragnął tak mocno, jak pogrążenia się w zapomnieniu z tym seksownym Niemcem.
Tylko dlatego, że jego myśli poszły w tą stronę, dotarł biegiem do pokoju przyjaciela. Nie wahał się ani chwili, nie potrafił nawet rozważyć, czy powinien dawać tak ponieść emocjom. Jego zachowanie było bardzo niedojrzałe, ale potrzebował poczuć Lensherra i nic innego się nie liczyło. A gdy w końcu dotknął jego ciała, całe pożądanie wybuchło nowym ogniem, za nic mając wcześniejsze założenia, że powinno je to uspokoić. Oboje reagowali tak, jakby od naprawdę dawna nie mieli z nikim kontaktu fizycznego, a już na pewno nie takiego, który mógł ich zaspokoić.
Charles sapnął z zaskoczeniem, gdy wylądował na łóżku. Przez jego ciało przeszedł krótki dreszcz.
- To był błąd - zapewnił pospiesznie kochanka, wsuwając palce w jego włosy i wzdychając z zawodem, gdy stracił bliskość warg. Zaraz jednak przygryzł swoje, czując powiew chłodu. Erik nie zdjął mu do końca koszulki, ale podwinął ją niemal do oporu. Z pełną premedytacją skupiał się na wrażliwych punktach ciała telepaty. Profesor okazał się niesamowicie prosty w obsłudze. Wszędzie, gdzie był dotykany, miał zakończenia nerwowe, które tylko czekały na podrażnienie. Podbrzusze? Jak najbardziej. Aż czuł, jak cała niecierpliwość kumuluje się w tamtych rejonach, uciskając go nieznośnie i przyczyniając do wzrostu gwałtowności. Zaciskał palce na włosach kochanka, wyginając się w łuk. Prawdziwy jęk wydarł się z jego ust, gdy tylko poczuł język na sutku. Oddech znacząco przyspieszył, a niecierpliwość była coraz większa.
- Erik… - szepnął namiętnie, obracając się, by spojrzeć mu w oczy. Chwycił mocniej jego głowę i przybliżył ją do siebie, by znowu posmakować apetycznych warg. Rozchylił swoje, zapraszając kochanka do pogłębienia pieszczot, splatając z nim język i walcząc o dominację w pocałunku.
Charles nie potrafił się powstrzymać przed domaganiem o więcej. O ile w towarzystwie chciał zachować pozory normalnych relacji, o tyle gdy był sam na sam z przyjacielem, wykazywał się całkiem sporą bezwstydnością. Wręcz łasił do jego dłoni, lekko kręcił biodrami, próbując ocierać i wzmocnić doznania. Zsunął jedną dłoń na kark mężczyzny, przytrzymując go, a drugą zaczął podwijać jego dres i koszulkę, by zwiększyć ich bliskość. Odkleił się od jego ust tylko na chwilę, by zdjąć niepotrzebne ubrania i zaraz mocniej do nich przywarł, unieruchamiając go dłońmi.
- Wciąż chcesz zobaczyć mój umysł? - spytał cicho, przerażony tą wizją, a jednocześnie niesamowicie zaciekawiony. Staliby się jednością. Owszem, pokazałby siebie, ale mógłby też znowu odczytać myśli Lensherra.
Może uczyniłoby to ich sytuację jeszcze bardziej intymną? Prawdziwą? Należącą tylko do nich? W końcu Niemiec nigdy więcej nie poczułby tego samego z kimś innym.
Szatyn powoli opuścił bariery chroniące jego myśli. I tym razem nie musiał się skupiać nad poszukiwaniem konkretnej osoby. Przyjaciel był tuż obok, czuł go, czuł jego ciepło, bliskość ciała, myśli. Ostrożnie się w nich zagłębił, dopiero po chwili opuszczając również swoje bariery. Całe jego zainteresowanie krążyło dookoła siedzącego mu na biodrach mężczyzny.
Słyszysz?
Wrócił ustami do jego warg, a gdy tylko zetknęli się językami, przez jego ciało przebiegł prąd namiętności. Nawet w umyśle coś wybuchnęło.
Erik…
Uwielbiał jego imię.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Sro Lip 02, 2014 8:12 pm

Reakcje Charlesa były dokładnie takie, jakich pragnął Erik. Wygiął się rozkosznie w łuk z powodu pieszczoty języka wymierzonej w sutek, również wydał z siebie jeden z najcudowniejszych odgłosów, jaki mógł dotrzeć do uszu Niemca. Czyżby telepata już zajrzał do jego umysłu, a ten jeszcze nie wyczuł obecności nieproszonego gościa? Nie, Charles nie posunąłby się do czegoś podobnego, więc Lensherr był bardziej skłonny uwierzyć w to, że to ciało kochanka instynktownie odpowiadało na potrzeby ich obu. Obaj mieli zamiar czerpać z bliskości jak najwięcej rozkoszy, jednocześnie obaj chcieli dawać ją sobie bez końca. Z chwilą, w której wylądowali razem w łóżku magneto-kinetyka, mieli wpaść w błędne koło dawania i odbierania rozkoszy, choć jeszcze żaden z nich nie mógł być tego w pełni świadomym.
Ponownie usłyszał swoje imię wypowiedziane z tą dozą czułości, jednak tym razem miała ona w sobie coś cholernie erotycznego, na co nie mógł pozostać obojętny. Uniósł się na rękach, które ułożył po bokach ciała partnera, by kilka sekund później zachwycać się pocałunkiem zainicjowanym przez szatyna. Poddał się jego woli i mocniej naparł na jego wargi, język zaś wsunął między nie, aby bezpamiętnie drażnić nim podniebienie mężczyzny. Co rusz trącał też jego narząd smaku, w końcu nie może działać jedynie w pojedynkę.
Gdy poczuł jego zmysłowe otarcia, nagle zapragnął więcej. Pożądanie wybuchło w nim na nowo, czemu dał upust w pocałunku. Dłoń Charlesa tak zachłannie wsunęła się pod jego koszulkę, z kolei druga trzymała mocno za kark, aby czasem nie uciekł. Sam Erik chciał zniewolić kochanka, jednak nie było mu to dane, ponieważ Xavier wyszedł z własną inicjatywą i w ten sposób pozbawił go górnej części ubioru. Lensherr nie mógł być gorszy, dlatego i on skorzystał z okazji, aby wreszcie pozbyć się tej niepotrzebnej koszulki telepaty. A potem nastał namiętny pocałunek – cudowne zwieńczenie doznań.
Na jego pytanie uśmiechnął się subtelnie i skinął głową w odpowiedzi. W tej chwili nie chciał słów, te mogłyby zniszczyć tę cudowną atmosferę, w której zamierzał trwać jak najdłużej. Wszystko przez ten jego niewyparzony język, nie może szastać nim całkowicie bezmyślnie.
W jednej chwili jego umysł zalały ciepłe myśli, wypełnione po brzegi czułością, ale również bezkresnym pożądaniem. Poczuł dreszcz rozchodzący się wzdłuż kręgosłupa, po czym uśmiechnął się do Charlesa błogo. Już wie, że ten nie myśli o wycofaniu się. Nie tylko w jego oczach widział uczucie, teraz miał je nawet w swojej głowie. To, jak prezentował się w myślach telepaty, sprawiło, że zrobiło mu się gorąco.
Słyszę – oznajmił w myślach, po czym odpowiedział na kolejny pocałunek, mocniej napierając na jego wargi. Teraz nie musi już zwlekać, gdy jest pewny ich bliskości. Zuchwale zsunął się z jego bioder na materac, nawet na chwilę nie przerywając pocałunku. Ale w końcu musiał oderwać się od jego rozkosznych ust. Delikatnie przesunął dłonią po kroczu szatyna, następnie chwycił materiał dresowych spodni i pozwolił sobie zsunąć je z niego sprawnie aż do kostek. Całkiem by się ich pozbył, gdyby nie buty. Natychmiast zdjął je z jego ust z lekkim zirytowaniem. Dlaczego takie szczegóły stoją im na przeszkodzie. Jednak zaraz negatywne emocje zniknęły, a na ustach Erika pojawił się chytry uśmieszek. Zawisł nad Charlesem, wtedy też uważnie przyjrzał się jego wspaniałemu ciału. W samej bieliźnie prezentował się cholernie ponętnie. Rozpalony z pożądania, wyczekujący dalszych pieszczot.
Tak cholernie seksowny.
Opuszkami palców przesunął po jego torsie. Gdy zsuwał buty z nóg bez użycia rąk, ustami sunął po jego szyi. Wyobraźnia podsuwała mu już tyle przeróżnych pozycji, na które chętnie by się zdobył z telepatą. A może to wyobraźnia kochanka szalała w jego umyśle? Uciął te rozważania gwałtownym pocałunkiem, w tym samym czasie dłonią zakradł się pod bieliznę, chcąc podrażnić trochę szatyna. Nie to, że lubi się znęcać, jednak taki drobne droczenie z nim w tej chwili jedynie pomoże im utrzymać to słodkie napięcie. Śmiało przegryzł  dolną wargę partnera, już uważając ją za swoją własność.
Jesteś mój.
Był przy wypowiadaniu tej myśli w swoim umyśle tak stanowczy, że nie można było mu się sprzeciwić. Charles nie może uważać inaczej. W jednej chwili objął palcami jego męskość pod materiałem bielizny i przesunął nimi po całej jej długości. Da mu rozkosz, o której nie zapomną i która utwierdzi ich w przekonaniu, że są dla siebie stworzeni.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Czw Lip 03, 2014 12:33 am

Charles wniknął w myśli szatyna. Zadomowił się w nich bez większego problemu, co nawet jego zaskoczyło. Tym razem nie musiał zastanawiać się, ani szukać odpowiednich wspomnień. Wszystko działo się na bieżąco, a oni idealnie się dopełniali. Rozmowa telepatyczna była jedną rzeczą, ale czymś zgoła innym była cała ta więź. Wychodzili sobie naprzeciw, posyłając nawzajem zapewnienia, czułości, fantazje i pragnienia. Niesamowitym stało się zarówno połączenie, jak i relacja. Telepata nie zastanawiał się wcześniej, do czego właściwie dążyli. Odpowiadał po prostu na potrzeby ciała swojego, jak i Erika. Chciał go przy sobie zatrzymać i chciał czuć jego bliskość. Dopiero obrazy, które podsumował mu magnetokinetyk uświadomiły go, ku czemu niestrudzenie się posuwają, mimo małej wpadki w postaci Hanka.
Do zbliżenia.
Zarumienił się mocno, czując dłonie kochanka na udach. Zamknął oczy, próbując się uspokoić, ale jak mógł to zrobić, gdy widział wszystko to, co miał przed oczami jego przyjaciel? A do tego dochodziły jego niegrzeczne myśli. Aż Xavier zsunął ze sobą nogi i ugiął lekko w kolanach. Chrząknął nerwowo, słysząc słowa kochanka.
Może ty też byś się rozebrał, bezwstydniku?
Uniósł dłoń, szukając na oślep mężczyzny i próbując pohamować swoje myśli, które coraz bardziej szły w tą samą stronę, co wyobraźnia Lensherra. W efekcie jedynie pogrążał się w pożądaniu i niecierpliwości, odpowiadając na namiętne pocałunki partnera. Żadną siłą nie potrafili oderwać się od swoich warg, a jeśli nawet, na bardzo krótką chwilę. Taka forma bliskości za bardzo im odpowiadała, a szczególnie nieśmiałemu telepacie.
Ale gdy usłyszał to zaborcze stwierdzenie… Aż otworzył oczy, zszokowany jego siłą. Wydawało mu się, że nie tylko Erik je wypowiedział, ale jego własny umysł go zdradził i mu zawtórował. Przestraszył się i gwałtownie wzniósł z powrotem bariery, chroniąc się zarówno przed myślami kochanka, jak i… Swoimi. Ledwo to zrobił, a poczuł dłoń kochanka na swojej męskości.
Zajęczał. Wygiął się gwałtownie w łuk, rozsuwając nogi i wypychając biodra do góry. Wszystkie ochrony przed myślami magnetokinetyka okazały się nieprzydatne w starciu z czystą fizycznością. Charles nie mógł się bronić. Nie chciał się bronić. Z powrotem wniknął do umysłu mężczyzny, nie zamierzając już z niego wychodzić.
Całkiem twój.
Nie wiadomo jakim cudem, ale nawet w myślach te słowa zabrzmiały jak jęk, obietnica, a wręcz przysięga, że to się nigdy nie zmieni. Kto jak kto, ale profesor słów na wiatr nigdy nie rzucał.
Uniósł z powrotem dłonie do góry i przyciągnął do siebie mężczyznę, namiętnie go całując. Rozłąka z tymi soczystymi wargami była dla niego ciężka, nawet w chwilach, gdy czuł jak palce kochanka suną po pospiesznie twardniejącej męskości. Wbił aż palce w ramiona przyjaciela, wyraźnie się niecierpliwiąc. Było mu mało. Potrzebował więcej rozkoszy, więcej bliskości, więcej wszystkiego. Patrzył mężczyźnie prosto w oczy, uśmiechając się szeroko i ponownie wiążąc go w spojrzeniu.
Daj mi więcej.
Zażądał całkiem bezwstydnie i na potwierdzenie tych słów mocniej otarł się o dłoń mężczyzny. Przesunął bardziej na bok jedną nogę, ugiął ją w kolanie i umieścił za mężczyzną, popychając go bardziej w swoją stronę. Domagał się dalszych pieszczot i dalszego tracenia zmysłów w jego ramionach. Coś takiego, gdy mieli połączone umysły, mogło być naprawdę niezapomnianym wrażeniem.
Oblizał wargi, mrucząc i drapiąc lekko ramiona towarzysza. Docisnął go bardziej do siebie, pogrążając się w jego ustach, tamując słodkie stęknięcia, które miały pełne prawo wydostać się na światło dzienne.
Pokaż mi, jak dobry jesteś. W ramach treningu.
Oczy Charlesa błysnęły rozbawieniem. Prowokowanie tego faceta stało się jego nadrzędnym celem. Chciał go sprawdzić. Zarówno reakcje fizyczne, jak i myśli. Nie było od tego ucieczki. Byli połączeni.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Czw Lip 03, 2014 5:09 pm

Blada skóra idealnie kontrastowała z czerwonym rumieńcem, który zagościł na twarzy telepaty. Zawstydzenie kryło się też w jego oczach, jednak gdzieś po drodze ku przyjemności zniknęło, a zastąpione zostało lekkim rozbawieniem. Jakimś cudem Charles potrafił jeszcze wykrzesać z siebie zabawną myśl, by zaraz skierować ją do wglądu kochanka. Rzecz jasna Erik nie mógł pozostać obojętny na takie działanie, gdy dobiera się do tego wspaniałego ciała. Uśmiechnął się chytrze, kierując podniecone spojrzenie na usta partnera. Całkiem już oszalał na jego punkcie, skoro nie może już myśleć o niczym innym, jak tylko o nim. I nagle do głowy wpadła mu myśl, że chciałby te rozkoszne wargi poczuć nie tylko na swoich ustach, ale też na innych częściach ciała. Miał tylko nadzieję, że Xavier nie wyłapał tej myśli, choć to pewnie tylko pobożne życzenie magneto-kinetyka.
To ty mnie uczyniłeś tak bezwstydnym.
Mocny zarzut, który miał swoje uzasadnienie. Dłonie Lensherra pędziły tak z jednego powodu, a był nim właśnie Charles. Gdyby w tej chwili był mniej erotyczny, czyli mniej złakniony dalszych pieszczot, zapewne jakoś powstrzymaliby się od tak wielkiego wybuchu namiętności. Niestety, Amerykanin był tak cholernie ponętny, że nie sposób było, aby się od czegokolwiek powstrzymywali. Winny może być tylko jeden i padło na profesora. Pogarszał on swoją sytuację odpowiadając na kolejny gorący pocałunek, podczas którego Erik rzucił w myślach:
Powinieneś się zwyczajnie przyznać, że chcesz mnie zobaczyć nago.
Ale przestali się drażnić, kiedy Niemiec zdecydował się na stanowczą wypowiedź. Charles wycofał się nagle z jego myśli, przez co i Lensherr przerwał pocałunek. Jednak po chwili ponownie połączyli się myślami, kiedy rozkosz ciała wzięła górę nad rozsądkiem telepaty. Magneto-kinetyk dobrą chwilę zachwycał się odgłosem, który wypadł z ust kochanka, następnie rozpływał się nad jego wyznaniem. Teraz już wie, że ma go tego wspaniałego człowieka tylko dla siebie.
Spojrzał po jego błogim wyrazie twarzy, jednocześnie dalej stymulował jego męskość. Jego pragnienia były dobrze znane Erikowi, mimo to ten czekał na tak zachłanne żądanie. Otrzymał je prawie natychmiast, dlatego też nie zamierzał dłużej męczyć mężczyzny, zwłaszcza, że ten sam przeszedł do czynów i zamknął go w objęciach.
Jaki zachłanny.
Po tej drobnej prowokacji nie miał już żadnych wątpliwości, obaj mają zamiar pójść na całość. Koniec kontroli, koniec jakichkolwiek granic, tym razem będą tylko oni i nic im nie przeszkodzi. Lensherr rozłączył ich usta i wyprostował się dumnie bez słowa, aby nieco lepiej ulokować się  między udami kochanka. Uniósł jego nogi i pozbawił go bielizny, następnie rzucił ją gdzieś w bok. Rozchylił jego uda, po czym pochylił się nad torsem kochanka. Językiem przesunął po smakowitej skórze z lewej piersi przez brzuch aż do podbrzusza, gdzie złożył kilka gorących pocałunków. Ominął szerokim łukiem krocze, by wargami zatopić się po wewnętrznej stronie prawego uda. Pozostawił na nim czerwony ślad na pamiątkę swej obecności. Na całe szczęście nie zapomniał o najistotniejszym. Niewiele myśląc, zaraz przesunął językiem po uroczo zaróżowionym wejściu kochanka, a gdy go oderwał, ostrożnie wsunął palec, stopniowo prąc do przodu. Wolną dłonią znów począł stymulować jego penisa, tym razem nie zapominając o wrażliwym czubku, po którym sunął kciukiem.
Ja też chcę więcej.
Śmiało przegryzł wrażliwą skórę po wewnętrznej stronie uda, próbując w ten sposób podrażnić Charlesa. Nie może dać mu spokoju, to zwyczajnie nie leży w jego naturze. Śmielej wsunął palec w jego wnętrze, wtedy też poczuł pewien sprzeciw mięśni. Marzy o tym, aby wreszcie stać się z nim nie tylko jednym umysłem, ale również ciałem. Zarazem wiedział, że nie musi przygotować jego ciało do dalszej rozkoszy.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Czw Lip 03, 2014 9:06 pm

Charles wyłapywał wszystkie zbereźne myśli towarzysza. Powodowały u niego tylko wzrost podniecenia i zwiększenie rumieńca. Prawdę mówiąc, nie wyobrażał sobie, że mógłby być tak… Bezwstydnym człowiekiem, ale z drugiej strony chciał z Lensherrem spróbować wszystkiego. Pragnienie pogłębienia ich znajomości wynikało już nie tylko z jednej strony. Obaj nakręcali się nawzajem, fantazjując, ocierając, przesyłając sobie obrazy i słowa.
Oczywiście, że chciałbym.
Zapewnienie przyszło mu tak naturalnie, jakby od zawsze tylko czekało na wypowiedzenie. Dobrze, że nie rozmawiali “na głos”, inaczej zapewne niewiele z tych wyznań doczekałoby się werbalizacji. W myślach wszystko przychodziło naturalniej, było niemal jak rozmowa ze sobą, albo przynajmniej bardzo bliskim przyjacielem.
Dla Xaviera Erik był osobą, z którą dzielił specjalną więź od początku. Przeszli po prostu na kolejne etapy znajomości, która była znacznie intymniejszą, ale przy tym dającą wiele przyjemności i satysfakcji. Telepata pragnął nade wszystko szczęścia mężczyzny, dlatego ich fizyczne potrzeby go aż tak nie krępowały. Starał się zachować zdrowy rozsądek, a jednocześnie za wszelką cenę pragnął go utracić, by już nic go nie wiązało. By chociaż przez chwilę obaj byli całkiem wolni od przeszłości, obowiązków, zemsty i groźby wojny między ludźmi, a mutantami.
Leżący szatyn uniósł powieki, gdy poczuł, że kochanek się od niego odsuwa. Uniósł brew wysoko i dłońmi przetarł twarz, zmuszając się do uspokojenia szalejącego oddechu. Zarumienił się znowu, gdy został całkiem nagi. Miał zadbane ciało, odpowiednio umięśnione, chociaż bynajmniej nie przypominał sobą genialnego sportowca. Prezentował się zwyczajnie dobrze, chociaż odrobinę blado.
Westchnął cicho, czując wilgoć na piersi, a potem przygryzł delikatnie wargę, czując ugryzienie. Na chwilę oparł nogi na ramionach mężczyzny, by drgnąć nerwowo, gdy poczuł język na tak wrażliwej części ciała. Odetchnął z trudem, zaskoczony faktem, jak wiele połączeń nerwowych kończyło się między pośladkami.
To krępujące.
Poskarżył się odruchowo, chociaż na głos nigdy w życiu by tego nie powiedział. Zarumienił się intensywniej i chrząknął nerwowo. Oczy rozszerzyły mu się z zaskoczenia, gdy poczuł wsuwający się palec. Przez jego ciało przeszedł intensywny prąd. Nie potrafił powiedzieć, czy dotyk był przyjemny, czy nie - na pewno dziwny i niepokojący. Gorsze jednak było obserwowanie siebie oczami kochanka, chociaż zapomniał nawet o tym, gdy do pieszczot analnych doszło masowanie męskości.
Rozbieraj się. Natychmiast.
Polecenie było twarde i stanowcze, chociaż ciało Charlesa go zdradziło. Biodra poruszały się lekko w rytmie jednej dłoni, jednocześnie próbując uciec od drugiej, która go penetrowała. Nie potrafił się rozluźnić, ani tym bardziej zrozumieć, co powinien robić. Zaciskał się zarówno na mężczyźnie, jak i dłońmi na pościeli, wijąc minimalnie. Otworzył z trudem oczy i rozsunął szerzej nogi, by zobaczyć wyraźniej kochanka. Był w końcu taki przystojny!
W oczach profesora Erik z rangi przyjaciela nagle przeszedł prosto do seks bomby. I mężczyzna był bardzo ciekaw tego, jak wyglądała reszta seksownego, umięśnionego ciała partnera.
Mocniejsze naparcie palcem spowodowało gwałtowne drgnięcie i głośny jęk. Spróbował uciec biodrami, a gdy za pierwszym razem się nie udało, zaparł się nogami i szybko usiadł. Dyszał nerwowo, wpatrzony z oburzeniem w mężczyznę. Pchnął go mocno w pierś, sycząc z niezadowoleniem.
Niedelikatny napaleniec. A do tego ubrany.
Jasnym było, że Charlesa wcale tak łatwo się nie przekona do pieszczot bardziej… Dogłębnych. W końcu, nie miał doświadczenia. A swoją drogą…
Kochałeś się już T A K?
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pią Lip 04, 2014 7:11 pm

Skarga Charlesa zabrzmiała Erikowi tak rozkosznie, że nie potrafił rozważyć jej poważnie. Przynajmniej teraz, gdy pożądanie z każdą chwilą wzrastało. Wiedział, że uczucie wypełnienia może być krępujące dla mężczyzny, jednak nie potrafił o tym trzeźwo myśleć w sytuacji, gdy chce wraz z partnerem sięgnąć wyżyn rozkoszy. Był pewien swoich poczynań, lecz wciąż nie mógł zdobyć się na subtelność, która w obecnej chwili powinna być dla nich najważniejsza. Mimo wszystko Lensherr też był odrobinę zagubiony w tym wszystkim, ponieważ to pierwszy raz, gdy chce być dla kogoś całym światem.
Kiedy usłyszał jego żądanie, mimowolnie zaśmiał się pod nosem i podniósł się nieco, aby spojrzeć w jego bystre oczy, których niebieski odcień zachwycał. Spełnił jego prośbę, pokazał mu się, aby Xavier mógł kolejny raz nacieszyć oczy jego widokiem. W jego oczach Erik był jednym z najseksowniejszych mężczyzn na ziemi, jeśli nie najseksowniejszym. Magneto-kinetyk również widział w taki sposób telepatę, przez co nie potrafił oderwać od niego rąk i spojrzenia. Dla niego Charles był idealny nie tylko ciałem, a co dopiero umysłem, nawet jego duszę uznałby za działo doskonałe, o ile nie powątpiewałby w istnienie podobnego bytu. Pragnął go całym sobą i zamierzał jeszcze dziś uczynić go w pełni swoim. Nie wypuści go z ramion, dopóki całkiem się nie nasyci.
Ale urwał te zachłanne myśli, kiedy szatyn podniósł się do siadu i spojrzał na niego z wyrzutem. To go zaskoczyło, dlatego też posłusznie wycofał palec, ba, całkiem się odsunął i stworzył między nimi nie tak wielki dystans, jednak te kilka centymetrów, które dzieliły ich ciała, były niepokojące. Wreszcie Niemiec ujął w dłonie twarz kochanka i przysunął się do niego, aby ucałować jego usta. Czuł jego niepewność, a mimo to ignorował ją z powodu własnej chciwości.
Wybacz, zapędziłem się.
Ulokował jedną z dłoni na jego torsie i pchnął go na łóżko, zmuszając go do ponownego położenia się na plecach. Przerwał pocałunek i wyprostował się dumnie, przy czym na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek. Zsunął powoli z bioder spodnie od dresu wraz z bielizną, nie chcąc niczego przedłużać. Wreszcie spełnił jego wolę, kiedy całkiem ściągnął niepotrzebne części ubioru. I on był teraz całkiem nagi i nie zamierzał się tego wstydzić. Ponownie pochylił się nad nim i zajrzał w te cudowne zwierciadła duszy.
Jeszcze nigdy – odpowiedział na jego pytanie. Ale wiem trochę o tym.
Zaledwie na krótki moment powrócił myślami do lat, gdy przyszło mu żyć w obozie koncentracyjnym. Tam już nie było ludzi, oprawcy uczynili z więźniów prawdziwe zwierzęta. Mężczyźni nie mieli możliwości przedostać się do bloku kobiet, więc radzili sobie na wszelkie sposoby. Było też wielu prawdziwych bydlaków, których żołnierze specjalnie nasyłali na innych. Szybko jednak ukrył twarz w ramieniu kochanka i zaciągnął się zapachem jego skóry, co też pomogło mu powrócić do rzeczywistości. Nie chciał, aby kochanek musiał widzieć sceny gwałtów, których dokonywana nawet na oczach dzieci, choć pod osłoną nocy.
Nigdy bym cię nie skrzywdził, musisz mi uwierzyć.
Podniósł głowę i kolejny raz spojrzał mu w oczy. Kciukiem przesunął po jego dolnej wardze, po czym wpił się w jego usta, w gorącym pocałunku szukając ucieczki od nieprzyjemnych wspomnień, całego wahania, które nagle zrodziło się w ich umysłach. Ostrożnie pochwycił dłoń kochanka i umieścił ją na swojej męskości, następnie sam złapał delikatnie za jego penisa. Ponownie zaczął go stymulować, kciukiem znów drażniąc główkę. Językiem przesunął z obojczyka telepaty po całej długości jego szyi do ucha. Zuchwale przegryzł jego płatek, na dobre zapominając o wszystkim. Byli tylko oni, a reszta zniknęła gdzieś w oddali.
- Charles – rzucił niskim, nieco chrapliwym głosem wprost do jego ucha, nieco szybciej poruszając dłonią. Niezależnie od wszystkiego, chce mu dać samą rozkosz, w której obaj się zagubią. Nie muszą iść na całość, to nie jest najważniejsze. Czy nie chodzi o to, by obaj byli szczęśliwi?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pią Lip 04, 2014 11:30 pm

Paradoksalnie, mimo że to telepata przerwał bliskość między nimi, gdy tylko poczuł brak fizyczności, poczuł zaniepokojenie. Uniósł spojrzenie na mężczyznę, tak strasznie pragnąc ponownego zwiększenia kontaktu. Odetchnął z trudem i otworzył usta, widocznie skonsternowany. Oczywiście, pieszczoty go onieśmielały, ale nie chciał przerywać bliskości! Gdy tylko poczuł wargi na swoich, uchylił je zapraszająco i objął mocno za szyję, przyciągając do siebie.
To nieważne.
Zapewnienie przyszło niemal razem z przeprosinami Erika. W końcu byli spleceni umysłami, wiedzieli, co czuje “ten drugi”, a jednak pozwolili sobie na chwilową utratę panującej między nimi zgody. Charles czuł się z tym źle. Nie chciał do tego doprowadzić.
Przepraszam.
Był chyba najczystszym i najniewinniejszym człowiekiem na Ziemi. Nie potrafił długo trzymać osobistej urazy, a już szczególnie nie potrafił złościć się na bliskich. Lensherr zaś był mu w tym momencie… Najbliższym.
Opadł z powrotem na plecy z uśmiechem, od razu unosząc dłonie i zapraszając do siebie mężczyznę. Zaraz jednak jego oczy rozszerzyły się w zaskoczeniu, gdy w końcu mógł przesunąć spojrzeniem po nagim ciele partnera. Jeśli wcześniej był seks bombą… W tym momencie stał się bogiem. Miał niezaprzeczalnie idealne ciało. Nosiło ono miejscami ślady po dawnych czasach, ale to nadawało mu tylko charakteru. Był wspaniale umięśniony, nie posiadał ani jednego grama zbędnej tkanki tłuszczowej. Szerokie ramiona idealnie kontrastowały ze szczupłymi biodrami, a na myśl o seksownym tyłku Xavier poczuł wzrost podniecenia. Ponownie uniósł dłonie, pragnąc posmakować tego niesamowitego człowieka. Chwycił go za ramiona i przyciągnął do siebie, znowu splatając z nim spojrzenia. Tym razem jednak myśli każdego z nich popłynęły w różne strony. Charles pogrążył się w przyjemnych odczuciach towarzyszących dotykaniu twardej skóry kochanka, a ten z kolej przypomniał sobie nieprzyjemne wydarzenia z obozu.
Amerykanin od razu poczuł zaniepokojenie i smutek. Chciał pozbawić magnetokinetyka tych nieprzyjemnych wspomnień, by na ich miejscu znalazły się same dobre rzeczy. Człowiek, czy mutant, zawsze ma ograniczoną wytrzymałość. Szatyn, gdyby mógł, uszczęśliwiłby każdego. Niesprawiedliwość i okrucieństwo były dla niego rzeczami karygodnymi, dla których nie miał usprawiedliwienia. Zbyt często ostatnimi czasy spotykał się z tymi sytuacjami.
Wsunął palce we włosy kochanka, przytulając go do siebie i chcąc chociaż przez chwilę spowodować również w nim zapomnienie i ulgę w przyjemności. Znowu pokierował myśli Erika w stronę bardziej ludzką, a przy tym pełną dobra. Ku sobie.
Wiem, że byś tego nie zrobił. Oczywiście, że wiem.
Te słowa wydobyły się z głębi jego serca i zdawały się całkiem naturalne. Odwzajemnił pocałunek, wlewając w niego cały swój wewnętrzny spokój, ale i namiętność i dużą dawkę uczucia. Chciał, by Niemiec się dzięki niemu zapomniał, dlatego ujął jego męskość w dłoni. Czuł znowu pewien niepokój, jednak pragnienie pomocy drugiemu, oraz żądza pogłębienia ich kontaktu wygrały nad niepewnością. Poruszył ostrożnie palcami, gładząc miękką skórę i badając powoli wysuwające się spod niej żyły. Przez to, że znajdował się w głowie Magneto, aż za dobrze wiedział, gdzie i jak dotknąć, by dać mu rozkosz. Skupienie wymagało jednak potężniej dawki samokontroli, która była niemal niewykonalna przy odczuwaniu również i własnej przyjemności.
Uchylił wargi i zaczął rytmicznie pojękiwać, dostosowując prędkość ruchów do tempa narzuconego przez przyjaciela. Zamknął oczy, delikatnie wyginając się, by jego członek znalazł się głębiej w dłoni partnera. Miał wrażenie, że odpływa gdzieś daleko i dryfuje na morzu przyjemności. Jedyne, na czym mógł się skupić, było pieszczenie kochanka i słuchanie jego słów. Zadrżał, słysząc ten namiętny głos.
Mógłbym dojść tylko od tego… - pomyślał nieświadomie klarownie, wzmacniając uścisk na penisie i przyspieszając ruchy dłonią. Chciał też czuć reakcje partnera, chciał słyszeć jego wyznania, stęknięcia i westchnięcia.
Uchylił z trudem powieki i wolną dłonią złapał szatyna za nadgarstek. Czuł, że zbliżają się powoli, ale sukcesywnie, ku spełnieniu, a jego zdaniem było to jeszcze za szybko. Wciąż miał wrażenie, że nie nacieszył się ciałem Lensherra, był ciekaw reszty jego reakcji i tajemnic, które kryło.
Chcę więcej.
Oparł drugą dłoń na klatce piersiowej towarzysza i popchnął go mocno, zwalając obok siebie na łóżko. Wywinął się zgrabnie z jego uścisku i usiadł do niego pod kątem prostym, na krótką chwilę wpijając się w usta i praktycznie zagłębiając językiem aż do migdałków. Zaraz odsunął głowę, a dłońmi zaczął sunąć po piersi mężczyzny, badając ją z ciekawością pozostałą jedynie całkiem niewinnym ludziom. Oblizał wargi, dostrzegając stojące sutki i nachylił się, powoli biorąc jednego między wargi. Zaczął go ssać, palcami drażniąc podbrzusze partnera i sukcesywnie dążąc ku męskości. Zarówno głową, jak i dłońmi.
Był cholernie nienasycony.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pon Lip 07, 2014 8:58 pm

Przeprosiny Charlesa z całą pewnością go zaskoczyły, zwłaszcza, że nie miał do niego żadnych pretensji o to, iż się zawahał. Doskonale rozumie jego obawy, pewnie na jego miejscu sam by je miał, aczkolwiek trudno mu było powstrzymać uczucie drobnego żalu. Od początku pragnął stać się z nim jednym ciałem. Może to dobrze, że został doprowadzony do porządku w chwili, gdy jeszcze nie poszli dalej, ponieważ w innym przypadku nie potrafiłby się dobrowolnie oderwać od partnera. Przecież nie chce go skrzywdzić. Jednak nie chciał o tym myśleć, pragnął za to jak najszybciej odciąć się od nieprzyjemnych myśli. Zagłębił się ponownie w odczuciach kochanka i wtedy znów zobaczył, jak telepata postrzega jego osobę. W jego oczach był uosobieniem seksu, co nie tylko mu schlebiało, ale przede wszystkim rozbudzało na pewien sposób. Teraz już wie, że Xavier ma do niego słabość i to tak wielką, że już na samą myśl o jego ciele robi mu się cieplej.
Aż tak ci się podobam? – spytał z lekkim rozbawieniem, nie odrywając spojrzenia od niebieskich oczu przyjaciela. Już nie tylko przyjaciela. Od tej chwili nie ma mowy, by znów mogli zadowolić się samą przyjaźnią. Wreszcie poznali rozkosz, jaką niesie bliskość panująca między nimi.
Dawne wspomnienia pełne niepokoju i bólu uderzyły w niego, ale jakoś sobie z nimi poradził. Bez pomocy Charlesa zmagałby się z tymi wszystkim o wiele dłużej, na całe szczęście telepata pozwolił mu skupić się na niebiańskich rozkoszach. Erik nie tylko mógł o nim rozmyślać, przede wszystkim mógł dotykać go, całować, pieścić. Jak on cholernie chciał go skosztować! Próbował na nowo wzniecić pożądanie, które przecież nawet na chwilę nie wygasło pomimo drobnych przeciwności losu.
Pocałunek niósł ze sobą tyle ciepła i wcale nie odbierało mu to namiętności. Jednak jeszcze intensywniejsze doznania przyszły wraz z dotykiem dłoni kochanka, która wreszcie znalazła się na jego męskości. Kiedy Lensherr dbał o penisa kochanka, stale stymulując go energicznymi ruchami dłoni, Charles również zadbał w ten sam sposób o niego. Doskonale wiedział, na jakim miejscu ma skupić dotyk, gdzie mocniej naprzeć palcem. I to było cudowne, zyskali niezwykłe porozumienie bez słów. Nie tylko z ust Xaviera wydobyły się słodkie odgłosy, również z warg Erika wypadło kilka jęków, które próbował nieporadnie stłumić. Stał się tak zależny od dotyku telepaty, że to było aż przerażające. Poczuł drżenie jego ciała, usłyszał myśl i zachwycił się doznaniami.
A więc dojdź dla mnie.
Spełnienie nie powinno przyjść zbyt wcześnie i nawet Lensherr był tego zdania, lecz w takich okolicznościach nic już nie jest ważne poza przyjemnością. Niestety, Charles zachował resztki rozsądku i przyjął inną taktykę. Jego zachłanność z całą pewnością wynikała z ogromnego podniecenia, jednak była tak nielogiczna dla rozpalonego Niemca, że aż spojrzał z pewnym zaskoczeniem na kochanka.
Gdy znalazł się na plecach rzucił krótkie spojrzenie na Amerykanina, który w mgnieniu oka znalazł się na nim. Szturm na swoje usta przyjął z radością, zwłaszcza, że sam chciał odnaleźć drogę do ust mężczyzny. Operował językiem jak mógł, lecz nie dano mu okazji do popisu, ponieważ telepata zakończył pocałunek. Charles nagle stał się tak bardzo śmiały. Erik chłonął doznania, kompletnie gubiąc się w tym wszystkim. Było mu tak dobrze. Chyba otrzeźwiły go dopiero wargi, między którymi znalazł się jego sutek. Ale nie był maltretowany zbyt długo, bo dłonie i usta zjeżdżały już niżej.
Do głowy magneto-kinetyka wpadły podniecające fantazje o tym, jak usta Charlesa okalają jego męskość. Mimowolnie drgnął, prawie czując już przyjemność zadaną prze wargi telepaty. Sięgnął dłońmi do jego głowie i wsunął palce w miękkie włosy kochanka. Chciał tego, a jednak czuł, że to za mało. Marzy nie tylko o jego ustach, tak naprawdę chce go całego. Poderwał się do siadu, po czym chwycił za ramiona kochanka, by i jego unieść do tej pozycji. Zmusił go, by znów zasiadł na jego udach, wtedy też wpił się w jego wargi stanowczo. Dłonie mocno zacisnął na smukłych biodrach, następnie zsunął je na jędrne pośladki, które ścisnął zuchwale.
Chcę cię całego.
Rozsunął jego pośladki i przesunął palcem po wejściu partnera. Do niczego go nie zmusi, jednak nadal go pragnie. Nie spocznie, póki go nie zdobędzie.
Będę najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, jeśli będziesz mój.
Obawiał się, że telepata znów mu odmówi, mimo to rozumiałby jego niepewność. Także nie chciał czekać na jego odpowiedź w nieskończoność. W chwili uniesień nie można być spokojnym, zatem i nie można być cierpliwym. Musi działać tu i teraz, obaj muszą wreszcie pozbyć się całego rozsądku i przyzwoitości, aby oddać się sobie całkowicie.
- Charles… - znów wypowiedział jego imię z wielką namiętnością i tym swoim niskim głosem obdarzonym zmysłową chrypą. – Czyż nie jesteś mój?
Wsunął dwa palce – wskazujący i środkowy, do jego ust, co uczynił nie tylko z drapieżnym błyskiem w oku, ale też śmiałym uśmieszkiem, który zagościł na jego ustach. Dokładnie wie, czego chce i wie też, jak to osiągnąć. Pokaże mu, że ich pragnienia są dokładnie takie same. I Charles marzył o tym, aby stali się jednością.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gość
Gość



PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Pon Lip 07, 2014 10:36 pm

Myśli Erika, a właściwie fantazje, były całkiem wyraźnie widoczne dla telepaty. Jednocześnie go krępowały, ale i podniecały. Ciężko było mu wyobrazić sobie, że potrafiłby wziąć TEN organ do ust… A jednocześnie widział to oczyma magnetokinetyka i czuł jego podniecenie. Obrócił głowę, obserwując męskość partnera i byłby gotów przysięgnąć, że ona, na jego oczach, urosła. Przełknął z trudem ślinę, nagle czując, jak i jego krew zaczyna mocniej buzować. Przez krótką chwilę naprawdę poważnie rozważał spełnienie marzeń mężczyzny, a gdy właściwie podjął już decyzję, został odciągnięty. Zamrugał oczami z konsternacją, łapiąc się ramion Niemca i spoglądając mu pytająco w oczy.
Całego?
Uśmiechnął się pod nosem, odwzajemniając pocałunek, zachwycony przez chwilę siłą i zdecydowaniem mężczyzny. Objął go mocno za szyję i przylgnął, ocierając lekko i mrucząc namiętnie. Było mu cholernie dobrze przy tym człowieku (mutancie?) i nie dało się tego nie zauważyć. Gdy czuł ich splatające się języki, mocne pożądanie, które utrudniało nawet normalne oddychanie, oraz dłonie na sobie… Był gotów oddać mu się cały. Bez wahania. Chciał tego. Strasznie tego chciał, a jedynym problemem było ciało, które go zaskakiwało. Umysł już do końca zdradził swojego właściciela, oddając się całkiem pod panowanie kochanka.
W takim razie…
Nie zdążył niczego więcej powiedzieć. Przerwano mu, a zarówno słowa, jak i ton głosu kochanka, kompletnie go wybiły z kontekstu. Aż zadrżał, przymykając oczy i wsłuchując się w wypowiedź Lensherra. Nie wiedział, co konkretnie powodowało w jego ciele te reakcje, ale czuł niesamowitą rozkosz od samego brzmienia wypowiadanych zdań. Jęknął cicho, zaciskając dłoń na jego karku i patrząc mu intensywnie w oczy. Jaśniejsze tęczówki błyszczały, a ich spojrzenie wwiercało się wprost w duszę partnera.
Jestem twój. Jestem cały twój, jak nigdy nie byłem nikogo innego. I nigdy nie będę.
Całe wyznanie było niesamowicie nasycone pożądaniem i stanowczością. Był pewny siebie, był wręcz niezachwiany w zdaniach, których nikomu innemu nie podarował. Ba! - podarował siebie osobie, której wbrew pozorom tak długo nie znał. Ale jak inaczej miałby żyć? Gdy już raz ich wargi się spotkały, więcej nie było im potrzebne. Wszystkie zwierzenia służyły tylko werbalizacji tego, co czuli w sobie. Wzajemnym upewnianiu się, że nic nie zmieni ich decyzji.
Nic nie mogłoby tego zrobić.
- Zawsze twój. - Wyszeptał mu do ust, trącając nosem jego policzek i uśmiechając się.
Spiął się lekko, gdy poczuł dłoń w tych wrażliwych rejonach, ale nie zaoponował. Gdy poczuł palce przy swoich ustach, posłusznie je rozchylił, ujął dłoń kochanka za nadgarstek i ostrożnie się na nich zassał. Zacisnął wargi, wijąc się dookoła nich językiem. Nie do końca wiedział, co powinien robić, ale fantazja Erika nakierowała go na odpowiedni trop. Pozwolił ślinie swobodnie spływać po skórze partnera, wijąc się lekko całym ciałem i poruszając głową.
Widział siebie oczami mężczyzny i to tylko go nakręcało. Tak samo zresztą było z ocierającymi się członkami. Czuł też pot spływający mu po gorącym ciele, który uświadamiał, jak bardzo potrzebowali w tym momencie siebie nawzajem. Znajdował się w głowie kochanka, zarówno psychicznie, jak i fizycznie tak intymnie, jak nigdy wcześniej. Z nikim innym nie czuł tej więzi, tych wszystkich nici porozumienia, które ich łączyły. Z jednej strony dzieliło ich wszystko, a z drugiej - wszystko łączyło.
Z nikim nigdy nie połączą się w tak idealny sposób. Z nikim nigdy nie będą dzielić tak wspaniałych przeżyć. To było jednocześnie wspaniałe i w pewien sposób przerażające. Czyniło ich zależnymi od siebie.
Pieść mnie.
Xavier nigdy by sobie tego nie zażyczył na głos. Ale od czego mieli telepatię?
Posłał kochankowi kuszące spojrzenie i wysunął z ust mokre palce, zaraz wpijając się za to w wargi kochanka. Czuł pewien niepokój na myśl o tym, co będzie ich dalej czekało, dlatego wolał utonąć w partnerze i nie skupiać się na własnych obawach.
Chce dla ciebie krzyczeć z rozkoszy.
Powrót do góry Go down
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   Wto Lip 08, 2014 2:04 pm

W nich obu pożądanie wciąż wzrastało, jakby nie miało ono końca. Nie krępowały ich granice przyzwoitości, rozwagi, po prostu poddali się uczuciu, wręcz zagubili się w nim, aby już więcej nie zastanawiać się nad tym, czy jest ono właściwie. Erik wiedział, że nie chce już dłużej niczego rozważać, zdecydowanie wolał działać, zwłaszcza, że niepewność kochanka z każdą chwilą coraz bardziej zanikała. Ciało Charlesa reagowało instynktownie, nawet jego umysł, tak wielce skłonny do refleksji, obecnie unikał wszelkich rozważań, które mogłyby przynieść kolejne obawy. Koniec wahania, przecież obaj pragną tego samego. Myślą tylko o bliskości swoich ciał. Gdyby było inaczej, czy ręce telepaty oplotłyby szyję Lensherra? Czy usta odpowiadałyby na gorące pocałunki? Sam łaknął więcej, dlatego nie było dla niego ucieczki. Obaj nie mogliby ot tak przerwać, gdy namiętność już wybuchła.
Stanowczość Niemca z całą pewnością działała na partnera. To właśnie ona pomogła mu w rozwianiu wszelkich wątpliwości. Był świadom tego, co go czeka – musiał być. Znał przecież myśli magneto-kinetyka, również mógł poczuć reakcje jego ciała, które instynktownie reagowało na każde otarcie, każdy pocałunek i każde spojrzenie szczerych oczu w kolorze czystego nieba. Xavier dobrowolnie podpisał na siebie wyrok, gdy myślą oraz słowem zdradził, że należy do Erika. I w jakiż rozkoszny sposób tego dokonał. Namiętny i jednocześnie czuły, tylko on może łączyć te dwie cechy w jedno.
A jednak mięśnie Charlesa od razu się spięły, kiedy Erik zaledwie zahaczył palcem o jego wejście. Kolejny raz odezwały się obawy, które przybierały postać strachu przed dyskomfortem. Mimo niepewności pochłonął palce szatyna i w niezwykle erotyczny sposób nawilżał je językiem. Był w tej chwili tak niesamowicie seksowny, przez co oczy Lensherra nie mogły się oderwać od twarzy partnera. Delikatnie przylgnął wargami do jego szyi i pozostawił u jej podstawy czerwony ślad, następnie oznaczył ją malinką nieco pod prawym uchem, aby każdy widział, że ten zmysłowy mężczyzna już do kogoś należy. Towarzyszył mu przy tym słony posmak skóry, która całą sobą odczuwała wszystko. Jej gorąco fascynowało Niemca.
Jak sobie życzysz. Ale nie boisz się, że wszyscy cię usłyszą, gdy od moich pieszczot zaczniesz krzyczeć wniebogłosy?
Odpowiedział na jego żądanie z chytrym uśmieszkiem pełnym pewności siebie, wtedy też oderwał się od jego smukłej szyi. I nastąpił pocałunek, wtedy też palce, nawilżone już wystarczająco, zakradły się do dolnych partii ciała kochanka. Gdy Erik dłonią rozsuwał jeden z pośladków, mokry palec wślizgnął się do wnętrza Charlesa. Magneto-kinetyk wyczuł jego dyskomfort, mimo to miał zamiar działać dalej. Nie może się wycofać, kiedy ogromna rozkosz jest na wyciągnięcie ręki. Odpowiadał na głęboki pocałunek, swym narządem smaku sunąc po podniebieniu partnera, zaś palcem zagłębiał się dalej. Opór mięśni był wyraźnie wyczuwalny, również doznania Xaviera nie były Lensherrowi obce. Ale co z jego potrzebami? Tak bardzo go pragnie, że aż przestał myśleć rozsądnie. Znów jego myśli stały się czułe, kiedy powędrowały ku telepacie.
Nie mogę się powstrzymać, gdy wiem, że jesteś mój.
Próbował się tłumaczyć, nawet w myślach przepraszał go za swoją zuchwałość, jednak nie potrafił żałować. Wciąż myślał tylko o tym, ile szczęścia zaznają, gdy wreszcie staną się jednym. Kiedy już wyczuł, jak mięśnie zaczynają się przyzwyczajać do jednego palca, dzięki czemu również zaczęły się rozluźniać, wtedy wsunął też drugi palec. Nie mógł się powstrzymać i, co najgorsze, nie miał nic na swoją obronę. Chyba całkiem zaprzestał racjonalnie myśleć. Ale czy to źle?
Również zakończył ich gorący pocałunek, aby spojrzeć w oczy kochanka. Zabrał dłoń z jego pośladka, po czym pogładził nią jego rozpalony policzek. Jeszcze tylko musnął jego wargi w ramach zadośćuczynienia za swoją postawę.
- Spokojnie – szepnął wprost w jego usta jak najbardziej czule. – Jestem przy tobie.
I wiem, co czujesz – dodał w myślach z subtelnym uśmiechem. Przywarł chętnie do jego szyi i pozostawiał na niej ciepłe pocałunki przepełnione uczuciem. Tylko tak może mu wynagrodzić te wszystkie nieprzyjemne doznania. Ale może obiecać, że po dyskomforcie przyjdzie inne uczucie, które już nic innego nie zaćmi. Gdy całkowicie się połączą, nic już nie będzie ważniejsze od nich samych. Będą tylko oni, a cały świat zniknie w oddali.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Dante i Gustav   

Powrót do góry Go down
 
Dante i Gustav
Powrót do góry 
Strona 1 z 3Idź do strony : 1, 2, 3  Next
 Similar topics
-
» Dante Kehl

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Archiwum-
Skocz do: