IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Nic nie widziałeś. (Heat & Heikki)

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Heatclieff

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 22/06/2014
Age : 23
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Nic nie widziałeś. (Heat & Heikki)   Nie Cze 22, 2014 4:30 pm

Nienawidził takich momentów jak ten - nienawidził czekania.
Bezczynnego ale koniecznego do tego żeby dobrze wykonać swoje zadanie.
Aby zabić Petera Pucketts'a. Zlecenie otrzymał od Emilly Anton, jednej z najpopularniejszych pop'owych piosenkarek na rynku. Peter Pucketts był jej niedoszłym mężem (najprościej można by to ująć słowami "były narzeczony") i porządnie ją wkurzył swoimi zdradami, zbyt małym zainteresowaniem dla oszczędzania pieniędzy i głębokim poważaniem wykazywanym w stosunku do jej potrzeb.
W skrócie - Pucketts ukradł jej ponad dwa miliony, które wydał na swoje dziwki i narkotyki a potem nagle zapadł się pod ziemię.
Przez trzy miesiące Doxell skrupulatnie szukał jego śladów, aż w końcu dotarł tu, w samo centrum Londynu, gdzie złodziejaszek uwił sobie gniazdko z jakąś niczego nieświadomą małolatą.
Poprawił swoje zapięcia na gałęziach drzewa i zerknął na tarczę zegarka a potem zaklął szpetnie.
Cholera, do wyjścia z domu tego pajaca pozostawało wciąż pół godziny. I on miał tu tyle wisieć na tym drzewie? Dobre sobie.
Ale z drugiej strony... No co, zejdzie i spieprzy całą akcję, zmarnuje trzy miesiące życia a nagroda za łeb tego skurwiela przejdzie mu obok nosa - bez sensu.
Dlatego czekał. Czekał cierpliwie, obserwując przez okno jak małolata ze swoim młodzieńczym zapałem dogadza Peterowi ustami.
Podziwiał jej balony, podziwiał wystrój luksusowej sypialni (wynajęta willa miała naprawdę piękne wnętrze), podziwiał jak wskazówki zegara przesuwają się mozolnie, za wolno, za długo!
Wreszcie pół godziny minęło i Doxell powoli zsunął się ze "swojego stanowiska", lądując na ziemi miękko jak kot. Zakradł się od tyłu pod bramę wyjazdową (niby zatrudnili ochronę ale jakoś go nie zauważyli... - "fachowcy") i założył na alarmie urządzenie, które bez problemu montowało w zabezpieczeniu system kotów blokujących.
Potem pozostawało już tylko ściągnąć płaszcz, pod którym miał założony piękny garnitur (miał nadzieję, że zdąży z całą akcją do piątej, bo na tą umówił się w wypożyczalni) i pokazując ochronie fałszywy identyfikator wsiadł do auta Puckettsa, udając jego... nowego szofera.
Mężczyzna wgramolił się do środka, spleciony w uścisku ze swoją młodą koleżanką i nawet na niego nie spojrzał, burcząc niedbale:
-Zawieź nas do jakiejś dobrej restauracji. Tylko żarcie ma być porządne. I zasuń szybę, nie chcemy towarzystwa. - Dodał z irytująco pretensjonalną manierą w głosie.
Doxell uśmiechnął się krzywo i wcisnął guzik, który odciął go od pasażerów limuzyny czarną szybą.
Powoli ruszył żwirowanym podjazdem i przygryzł wargę, powstrzymując się od śmiechu.
Tak, Peter, na pewno porządnie się najesz swoimi jelitami.

Po piętnastu minutach byli już za miastem, w jakieś nędznej wsi. Doxell wprowadził limuzynę w gęsty las, między wysokie drzewa o rozłożystych koronach i sięgnął do kieszeni marynarki bo mini-guna.
Bez uprzedzenia o wysiadce wyszedł z limuzyny i otworzył drzwi pasażera, wywlekając ze środka na wpół nagiego mężczyznę.
-Przepraszam, będę musiał panu przeszkodzić. - Oznajmił uprzejmie i przeładował sprawnie broń, oddając z niej strzał prosto w pół otwarte ze zdumienia usta Puckettsa.
Małolata zaklęła a potem wywrzeszczała serię jakichś nieskładnych wypocin (groźby i błagania, stały zestaw) ale jej krzyk urwał się, kiedy kolejna kulka ugrzęzła w dziewczęcym gardle.
-Mogłaś tak nie krzyczeć. - Westchnął, wzruszając ramionami. - Może jakoś byśmy się doga... - Nagle odwrócił się gwałtownie, tknięty złym przeczuciem. Jego źrenice rozszerzyły się wyraźnie a z ust wyrwało się ciche "och, kurwa...".
Ponieważ niedaleko, zaledwie po drugiej stronie ulicy stał chłopak.
Który najwyraźniej wszystko, absolutnie wszystko widział.
Doxell uniósł drżącą dłoń i wycelował nią w jego pierś.
-N-nie ruszaj się. - Warknął słabo, oceniając, że dzieciak musiał być młody. Zbyt młody żeby umierać przez taką głupotę...
Nie mógł mu jednak pozwolić odejść - było oczywiste, że potem pobiegł by z miejsca do domu i na policję i tak dalej...
-Podejdź do mnie. - Zakomunikował wyraźnie, oschle. - Powoli.

_________________
Czasami... chciałbym być daleko stąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heikki

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 20/06/2014
Age : 27

PisanieTemat: Re: Nic nie widziałeś. (Heat & Heikki)   Nie Cze 22, 2014 5:32 pm

Heikki sprawdził godzinę w telefonie – wyświetlacz pokazał siedemnastą dwadzieścia. Godzina spóźnienia, ponad godzina! Miał tutaj być o piętnastej. Ile zmarnowanego czasu na naukę albo – w końcu to jednak weekend – jeden dobry program historyczny. Znalazłoby się kilka propozycji w telewizji o tej godzinie. W sumie miał odrobione wszystkie zadania domowe, przygotowane notatki i powtórzony materiał na poniedziałek. Ale to przecież... cała godzina!

Nogi zaczynały go boleć, gdy przysiągł sobie, że nigdy, przenigdy!, nie da się tak oszukać. Żaden pojedynek ani nawet mecz na jego warunkach nie jest wart sterczenia przy drodze do jakiejś podłej wsi. No, może z wyjątkiem takiego, gdzie grał ze świetnym zawodnikiem... To był jakiś powód i tylko dlatego Heikki w ogóle rozważał propozycję udzielenia korepetycji jakiemuś dzieciakowi z podstawówki.

Niedługo koniec semestru, a on musiał zapuścić się na takie odludne miejsce. Żaden szanujący się kierowca nie przyjechałby tutaj autobusem – jego miał odebrać znajomy. Jakąś godzinę temu mieli się spotkać przy lesie, gdzie droga prowadziła do miasta. Kawałek za domkiem państwa Stewart.

Kopnął kamyk, który odbił się kilka razy od ziemi i wylądował w dziurze. Co za porażka! Zamierzał wyjść znajomemu naprzeciw zamiast bezczynnie sterczeć przy drodze. Chwilę wcześniej w oddali widział kurz, co tylko wzbudziło w nim nadzieję na rychłe wydostanie się z tego... miejsca.

Między drzewami – choć trudno dostrzec na pierwszy rzut oka – zauważył limuzynę, a przynajmniej tak przypuszczał. Tylko... Limuzyna? W środku lasu? Na takim pustkowiu?

Heikki poczerwieniał, domyślać się, że to pewnie para nastolatków przyjechała tutaj skradzionym samochodem ojca. W końcu dzięki temu mieli sporo prywatności i miejsca (nie żeby miał pojęcie o przestrzeni w limuzynie, jechał taką może dwa razy w życiu) – ojciec nie wydawał pieniędzy na takie błahostki.

Popatrzył jednak chwilę za długo. Zanim zdołał odwrócić wzrok, zauważył wysiadającego, wysokiego faceta. Przestraszony pomyślał, że może to jednak bardzo osobista sprawa i nie powinien się mieszać. Mafia, gangi i porachunki mafijne i... Jemu też mogło coś grozić, szczególnie że w promieniu kilku metrów żadnej żywej duszy. Kiedy odszedł tak daleko od domu państwa Stewart?

Nagle ktoś zaczął krzyczeć, ciskał przekleństwami, wyzwiskami, groźbami – wszystkim, co tylko mogło przyjść na myśl przerażonej kobiecie – kiedy nagle zapadła cisza. Z może nie, może coś się wydarzyło wcześniej tylko nie usłyszał?

Nie, Heikki nie widział żadnej broni ani jej nie słyszał, to tylko jego wyobraźnia, a przed oczami miał jedynie kłótnię kochanków na romantycznym wypadzie. Tutaj nikogo nie zamordowano, prawda? Na jego oczach nie zginęli ludzie, prawda? Oni wszyscy żyją...

Jednak kiedy sądził, że straszniej nie może być (nawet zaczął się wycofywać po cichu), ten olbrzymi facet zauważył go i... Skamieniał, wpatrzony w pistolet. Tylko on przez chwilę istniał. Poczuł, jak miękną mu nogi, a torba staje się taka ciężka, chociaż miał w niej jedynie podręcznik i telefon – przecież wcześniej nawet jej nie czuł.

Mężczyzna coś do niego mówił. Widział, jak porusza ustami, więc musiał mówić do niego, z pewnością do niego. Tak, nikogo innego nie było... Ale, ale...

- Ja nic nie widziałem, przysięgam! Ja... Ja...

Zamknął oczy, zaciskając powieki. Ten człowiek był przerażający, zaraz zginie... Nie powinien, trzeba było czekać na Steve'a przy domu, tam przy płocie! I mógłby wezwać policję. Policja! Przecież! Zabójstwa zgłasza się na policję... Na... policję...

- Ja... naprawdę nic nie widziałem, wcale nie myślałem o... Nie chciałem... Powinienem sobie iść. Pan pewnie musi...

Dlaczego zamierzał powiedzieć „skończyć robotę”? No dlaczego, skoro nic nie widział? Serce szalało mu w piersi, nic już nie wiedział. Nic nie pamiętał. Nawet jak się woła o pomoc. Chyba zaraz upadnie albo dostanie zawału, bo serce biło mu tak szybko... Czuł je w gardle, zatrzymywało wszelkie słowa.

Pokręcił głową – nie wykonał polecenie mężczyzny. Nie zbliży się do niego! Nigdy! Pokręcił głową, ale nie ruszył się. Patrzył tylko na pistolet.

To chyba głupie, że czekał aż wypali, odliczając do dziesięciu, a potem jeszcze raz i znowu. Robił to zdecydowanie za szybko, bo po dwójce następowała nagle ósemka i brzmiała bardzo niewyraźnie, nawet w jego głowie...

Jeszcze nie strzelił – może nie zamierza go zabijać? Może jak podejdzie... Musiał podejść, tak będzie najrozsądniej. Tylko jakoś nogi nie chciały go słuchać.

No dalej! Rusz się!

Zrobił krok. Po nim drugi. I tak stanął przed mężczyzną. Ściskało go w piersi, serce dudniło w uszach, ale bał się zrobić coś innego niż tylko patrzeć. Koło limuzyny leżało ciało... Kątem oka widział drogie buty. Ich czubki...

Teraz musiał czekać na to, co zrobi mężczyzna.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heatclieff

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 22/06/2014
Age : 23
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: Nic nie widziałeś. (Heat & Heikki)   Wto Lip 01, 2014 3:53 pm

Nie wiedział jak na to wszystko zareagować, ale musiał działać, musiał pozbyć się tego gnojka żeby nie skończyć w więzieniu, żeby nie dać się zamknąć.
Czekała go nagroda, jego pieniądze, czekały go wakacje w Irlandii i litry wódki, to wszystko naprawdę było w zasięgu ręki!
Musiał tylko pozbyć się tego smarkacza.
Ale jak? Miał go zabić tylko dlatego, że coś widział i to przez przypadek?
Przecież był młody i wystraszony a Doxell nie miał w zwyczaju pozbawiać życia takich ludzi. Chłopców. Dzieciaków, cholera.
Westchnął głęboko i przeczesał palcami skołtunione włosy. Nieprzerwanie celował w głowę jasnowłosego, starając się naprędce obmyślić jakiś plan.
Wolną dłonią sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów i chociaż palce trochę mu drżały, trafił jednym z nich do ust z doskonałą celnością, niebezpiecznie doskonałą.
-Słuchaj, podejdź tu. Podejdź natychmiast i nie wykonuj żadnych gwałtownych ruchów, bo strzelę ci w łeb. Nie muszę ci chyba tłumaczyć, że nie żartuję, nie? Strzelę ci w banię tak samo jak tamtej dwójce, nie martw się o to... Chyba, że będziesz robił dokładnie to co ci każę. -Głos zadrżał mu odrobinę ale natychmiast nakazał sobie w duchu zachować spokój i - o dziwo - po chwili podziałało.
Wystarczyło wyrównać oddech, policzyć do sześciu (do dziesięciu nigdy nie miał cierpliwości) i spojrzeć prosto w przerażone oczy gówniarza.
Hej, przecież to on tu się bał bardziej, to on był na przegranej pozycji, Doxell. Spokojnie, wyluzuj.
Coś wymyślisz, zawsze coś wymyślasz. Dopal sobie i poczekaj.  

_________________
Czasami... chciałbym być daleko stąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heikki

avatar

Liczba postów : 58
Join date : 20/06/2014
Age : 27

PisanieTemat: Re: Nic nie widziałeś. (Heat & Heikki)   Wto Lip 01, 2014 4:57 pm

Pokiwał głową, nie spuszczając wzroku z pistoletu, który trzymał morderca. Wykona każde jego polecenie, byle tylko nie pociągnął za spust. Heikki był za młody, żeby skończyć jak te dwa ciała koło samochodu. Z całych sił powstrzymał chęć ucieczki, bo wiedział, że wtedy nie będzie już żadnej szansy na rozmowy.

Podszedł do mężczyzny na długość uniesionego ramienia, tak, że prawie dotykał pistoletu. Teraz zmuszony był spojrzeć na niego. Pozostało jedynie czekać, bo bał się odezwać, żeby nie pogorszyć sytuacji. Jednak, jeżeli będzie milczał, Heikki może stracić okazję do zjednania sobie tego człowieka.

Co powinien zrobić, żeby nie pogorszyć sytuacji? Zapewnienie, że nie pójdzie na policję to z pewnością zły pomysł. Jako świadek mógłby go rozpoznać, a tego nie planował żaden morderca. Zapomnieć o całej sytuacji? Jak on tego pragnął, najlepiej gdy mógł cofnąć ostatnie kilkanaście minut. Coś jednak musiał zrobić. Może... spróbuje grzecznie zagadać? Mężczyzna nie wyglądał na kłębek nerwów, więc chyba zaapelowanie do jego zdrowego rozsądku jest najlepszym wyjściem.

- Jeżeli martwi się pan, że ucieknę... Tutaj nie ma dokąd uciec i nikt tutaj nie pomoże, bo nikogo nie ma - wyjaśnił, uśmiechając się słabo.

Trzymał ręce ułożone wzdłuż ciała, żeby nie wyglądało, jakby zamierzał wykonać podejrzany ruch. Praktycznie nie oddychał.

- Państwo Stewart, o tam, są starsi i mają małe dziecko. Nie pomogą - wyjaśnił i zamilkł. Miał tylko nadzieję, że nie zrobił czegoś głupiego.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Nic nie widziałeś. (Heat & Heikki)   

Powrót do góry Go down
 
Nic nie widziałeś. (Heat & Heikki)
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: