IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Kiedy mam cię pod ścianą.

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Heatclieff

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 22/06/2014
Age : 23
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Kiedy mam cię pod ścianą.   Nie Cze 22, 2014 3:39 pm

Padało.
Tak, to nie było jakieś wyjątkowo niecodzienne zjawisko, ponieważ od dwóch tygodni pogoda pozostawała niezmienna - lało jak z cebra i to, cholera, nieprzerwanie.
Doxell odgarnął z czoła wilgotne pasma włosów i zaklął szpetnie, otulając się ciaśniej znoszoną, skórzaną kurtką.
Wyciągnął z jej kieszeni nieco sfatygowaną paczkę papierosów i chroniąc płomień zapalniczki przed natrętnymi kroplami odpalił sobie jednego. Skręcając w jedną z bocznych uliczek zaciągnął się głęboko i wypuścił z ust kłęby dymu, patrząc z rozdrażnieniem jak na wietrze przemieniają się w nieregularne kształty, poprzecinane tym...
...zasranym deszczem.
Oparł się o murek sklepu spożywczego i zerknął na tarczę zegarka - do spotkania z panią Phoebe dzieliło go wciąż koło piętnastu minut, a suka była irytująco punktualna.
Phoebe była jego... kimś tam, przydzielonym z urzędu. W każdym razie według nakazu sądowego musiał się z nią spotykać co miesiąc a ona musiała w swoich raporcikach stwierdzać, czy pan Raterhand dalej był pojebany w równy sposób co wcześniej.
Od niemal dwóch lat nic się w tej kwestii nie zmieniało ale pizda i tak go nawiedzała, a sąd i tak przysyłał mu te głupie pisemka informujące o spotkaniach.
Doxell ich nienawidził, ale w świetle prawa musiał być badany jeśli nie chciał trafić do psychiatryka. A nie chciał, bogowie, bardzo nie chciał. Spędził tam parę lat swojego życia (w różnych odstępach czasowych) i naprawdę wolał już tego nie powtarzać.
Dogasił końcówkę papierosa podeszwą potężnego buta (chociaż nie musiał tego robić, wszechobecna wilgoć pierwsza załatwiła sprawę) i westchnął ciężko po raz kolejny odgarniając z twarzy nieposłuszne pasma całkowicie przemoczonych włosów.
Czekał. Czekał bardzo cierpliwie.

_________________
Czasami... chciałbym być daleko stąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leighton
Ogrodnik
avatar

Liczba postów : 304
Join date : 23/02/2014
Age : 24
Skąd : Szwecja, Stockholm

PisanieTemat: Re: Kiedy mam cię pod ścianą.   Pon Cze 23, 2014 2:26 pm

Angielska pogoda zawsze lubiła szczodrze obdarzyć tutejszych przerwą w upałach, zraszając ich z chmur ciepłym deszczem. A raczej jego strugami! Tak, już nie ‘padało’, a ‘lało’. I to potężnie! Kapryśny był ten, kto zarządzał gdzieś za szarymi obłokami temperaturą i innymi sprawami tego typu. Swoją drogą, co on robił, gdy niebo było bezchmurne?
Ludzie nieprzychylnie patrzyli na prognozy przemiłych pań pogodynek, które przepowiadały, iż stolicę UK nawiedzi taka ulewa. Aczkolwiek nie każdy krzywił się na te informacje.
Ano, przykładem taki London. Nie mając żadnego konkretnego i logicznego powodu, aby opuścić swoje domostwo, przeszedł się na swawolny spacerek. Kto mu zabroni? ..Siostra, ale zignorujmy to. Leigh jest dorosły, ma prawo do swojego zdania i spacerku po ulicach Londynu.
Lecz jego praktycznie bezcelowym przemierzaniu chodników przyświecało coś. Ale co? Poszedł na polowanie. I pośród tłumów dostrzegł swoją ofiarę, choć albo Leighton przeceniał swoje możliwości, albo nie zdawał sobie sprawy z tego, że surykatka lwa nie powali.
Czaił się pośród przechodni z parasolami, którzy podążali nietrudzeni do miejsc docelowych, bądź tych, którzy tej ochrony przed deszczem zapomnieli i przez ich biegi do domów Szwed musiał patrzeć, gdzie stawia stopy. I kto na nim stawia. Ałć!
On sam miał na sobie.. pelerynę, która nijak chroniła przed deszczem. Była czarna, zapinana pod szyją, z kapturem. Dosyć długa. I na szyi miała logo Batmana - pełnia szczęścia Londona osiągnięta.
..Nie. Jeszcze czegoś brakowało. Tak, zdobyczy. Ale śledził ją, bacznie obserwując i idąc krok w krok - od jakiejś półgodziny? Kto by to liczył. Lecz pewne było to, że ciężko było zgubić dwumetrowego człeka, którego praktycznie nie spuszczał z oczu. Niewykluczone też, że wyleciało mu z głowy, by od czasu do czasu zamrugać. Ale drapieżnik nie może pozwolić sobie na chwilę nieuwagi! Dlatego też chodził za nim, jak cień. W tę ulewę.
Aczkolwiek sprawa uległa komplikacji, kiedy osobnik śledzony się zatrzymał przy sklepie spożywczym. Choć.. w sumie, to nie. Albinosowi nie zależało na zachowaniu tajności w swoim prześladowaniu. Może później zmieni zdanie.. Ale prawdopodobnie wtedy będzie już za późno.
Wwiercał w wysokiego mężczyznę wzrok, stojąc w oddaleniu około 3,5 metra, jak wryty w betonowe podłoże. Miał szeroko otwarte, krwiste oczy, które od czasu do czasu zadrgały i wzrok wkuty w nieznajomego. Nie sposób było go nie zauważyć, kiedy tłum się przerzedził, rzucając jeszcze na odchodne wyzwiskami w stronę tego, kto tamował ruch uliczny.
Po kilku sekundach - może kilkunastu - student przystawił sobie lekko rozstawione dwa palce ku wargom, jakby imitując tym palenie papierosa. Od niechcenia wypuszczał wyimaginowany dym, a kiedy ciemnowłosy porzucił peta na ziemię - udał to też Leigh.
Jakie były jego intencje?
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Heatclieff

avatar

Liczba postów : 9
Join date : 22/06/2014
Age : 23
Skąd : Warszawa

PisanieTemat: Re: Kiedy mam cię pod ścianą.   Wto Lip 01, 2014 3:41 pm

Przez jakiś czas nie zauważał szczupłego kretyna małpującego każdy jego ruch, dopóki nie zdał sobie sprawy, że papieros, który wypalał sobie ten gnój był... nieistniejący, a spojrzenie, które tak w niego intensywnie wlepiał... całkowicie, kurwa, szalone.
Przeczesał palcami nieco przydługie włosy i zgrzytnął zębami, darując sobie na razie otwarte groźby.
Głupi dzieciak, pewnie nie wiedział co Doxell serwował takim żartownisiom.
Lepiej żeby się nie przekonał bo jeszcze pieprzona Phoebe Coś- tam mogłaby o tym napisać w swoich raporcikach i... Wszystko, tylko nie szpital. Tylko nie to.
Zacisnął dłonie w pięści i uśmiechnął się krzywo. Huh, czasem miał problemy z agresją i terapeutka poradziła mu żeby... Żeby liczyć do dziesięciu. A potem wspak. Jasne, nic prostszego.
Do dziesięciu.
Jeden - Dzieciak jest chyba albinosem, jego skóra i włosy są takie jasne, niecodziennie wyprane z jakiekolwiek pigmentu. Może ma także czerwone oczy? To by było nawet zabawne.
Dwa - Jak na albinosa wydaje się być całkiem przystojny. Ci albinosi, których Heatclieff miał okazję obejrzeć na googlach albo facebooku nie byli tacy ładni. Kwestia genów, operacje plastyczne? Kto wie.
Trzy - Jeśli on zaraz nie przestanie go przedrzeźniać to na nic się zda to idiotyczne liczenie. Na nic się zda próba ukojenia skołatanych nerwów. Na nic się zdadzą rady suki - terapeutki i pieprzone godziny z psychiatrami, na nic...
Cztery! - Spokojnie, Doxell. To tylko dzieciak. Może ma nie po kolei w głowie, tak jak ty. Może ma jakiś problem, potrzebuje pomocy i już dawno powinieneś do niego podejść a potem TRZASNĄĆ GO W TEN BIAŁY PY...
PIĘĆ! - Pięć, stary, pięć, pięć, pięć. Co to za cyfra? Znasz tą cyfrę, znałeś ją od małego, prawda? Mieszkałeś pod piątką, dawniej, w Berlinie, pamiętasz? Pięć. Rzymskie "v" jak victoria, zwycięstwo.
Sześć. - Możesz go zignorować, możesz odejść i zadzwonić do Phoebe a potem powiedzieć jej, że spotkacie się dosłownie za rogiem? Świetnie, skręcisz w uliczkę za sklepem i...
Siedem, siedem, siedem. - Dlaczego on za tobą łazi? Czego chce? Ktoś mu coś powiedział, ktoś mu powiedział, że zabijasz ludzi za pieniądze, tak? Może chce dowodów? Może chce cię podać na policję? Może wie o twoich wszystkich...
O...siem. - Nie, przecież nie może wiedzieć. Skąd miałby... Od kogo? Wszyscy świadkowie nie żyją, sam o to zadbałeś, znasz się na tym.
Dziewięć. - Tak więc za chwilę odwrócisz się i spokojnie wyjaśnisz gówniarzowi, że nie jesteś zainteresowany żadną z jego propozycji i... W ogóle niczym.
Dziew... nie, dziesięć. - Głęboki wdech. Oczyść umytsł. Rozluźnij mięśnie, nic się nie dzieje. Działaj.
-Słuchaj, pokurwie. - Warknął, odwracając się gwałtownie. - Nie obchodzi mnie po co tu stoisz ani czego ode mnie chcesz, po prostu się odpierdol i idź swoją drogą, jasne? Bo nie ręczę za sieb-bie.

_________________
Czasami... chciałbym być daleko stąd.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Leighton
Ogrodnik
avatar

Liczba postów : 304
Join date : 23/02/2014
Age : 24
Skąd : Szwecja, Stockholm

PisanieTemat: Re: Kiedy mam cię pod ścianą.   Sro Lip 02, 2014 10:19 am

Czerwone tęczówki pobłądziły spojrzeniem po dłoni ciemnowłosego, która przeczesała jego kosmyki, po czym przestał go naśladować. Było kilka powodów. Tak, tym razem miał powód! Aż dziwne, ale prawdziwe. A pierwszy powód równie abstrakcyjny.
Otóż.. Albinos postanowił zatrzymać swoje poczynania, stojąc w bezruchu, lecz nie spuszczając oka z postaci, którą od dłuższego czasu śledził. Stronił się od poruszenia palcem, a oddychał bardzo powolnie, by jego klatka piersiowa unosiła się w nikle widocznym ruchu. Dlaczego? Ano, uznał, że tak zostanie niezauważony. Odmieniło mu się - zawsze z prędkością cwałującego konia zmieniał zdanie. Ponadto stwierdził, iż jeżeli się nie poruszy, stwarzając pozory 'nieżywego', będzie niewidzialny dla przeciwnika. Oczywiście, była to bujda, jednakże w zaśmieconym pierdołami umyśle Londona miało to sens. Co z tego, że ludzie nie byli podatni na tę zasadę, a działało to na byki? Tyle na świecie indywiduum - mógł trafić na kogoś, kto miał taki problem!
Drugim powodem było to, iż jego śladowe ilości pozostałej inteligencji zidentyfikowały stan, w jakim znajdował się nieznajomy. Stanowczo nie był to pozytywny stan. Był ewidentnie wkurzony. Zgrzytanie zębami, wyraz twarzy.. Tak, powstrzymywał się od wypowiedzenia jakiegokolwiek wyrazu. A potem zdawał się na jakiś czas odłączyć od świata, będąc zamyślonym. Hm. A może to po prostu filozof, który doszedł do wniosku, który go nie satysfakcjonował? Albo zestresowany przedsiębiorca, któremu nie wiedzie się w swoim fachu? Albo ktoś inny. Może ktoś, kto nie lubił takiego natrętnego przyglądaniu się mu. O! To znak, że prawdopodobnie nie jest narcyzem! Ma w sobie coś dobrego. Leighton, ty to powinieneś pracować razem z psami policyjnymi, które wykrywają ładunki wybuchowe! Ale nie byłbyś na miejscu stróżów prawa, a zwierzaków. Choć Tobie to pewnie nie przeszkadza - zawsze dostrzeżesz plusy takiej sytuacji! Biszkopty za darmo! Hyhyhy.
Lecz sposób, w jaki Leighton podążał do tej pory za ludźmi nie zdawał mu się być zbytnio upierdliwym, chociaż każde stalkowanie takie jest. Nieważne. Na ogół posługiwał się tzw. sposobem 'na Carruthersa'. Szedł za swoim celem, acz nie miał zamiaru dopuścić do bezpośredniego kontaktu. Kiedy ofiara się zatrzymywała, Leigh też. Kiedy się cofała, on to samo. Kiedy odwracała się w jego stronę i biegła do niego, on uciekał. A ucieczka zawsze była skuteczna, nie szczędził sobie środków i poświęcenia, by nie zetknąć się twarzą w twarz z prześladowanym. Zdarzyło mu się na przykład zwiać komuś do mieszkania, za co nieźle oberwał patelnią w ten pusty łeb. Lub wbiegł do stawu, później czując się, jak potwór z bagien, kiedy powracał do domu. Bądź wszedł na drzewo, które się złamało. Kiedyś usiłował dostać się do myjni samochodowej! A to nie skończyłoby się dobrze, gdyby taką szczotą dostał, zostając przygniecionym! Ostatecznie ukrył się w lodówce na stacji paliw, później nie mogąc stamtąd się wydostać. A ile razy zawisł na siatce, przez którą chciał przeskoczyć! Dlatego uważa, że szlufki nie są przy spodniach potrzebne. Także wydawał się być niemalże całkowicie niegroźny.
Czy Skandynaw znał sekret pana Doxella? Hm. Szedł za nim, odkąd go zobaczył na ulicy, ale nie był świadkiem żadnych jego krwawych interesów. Też nie miał styczności z kimś, kto nim byłby - przecież to niemożliwe, skoro zabił każdego.
Słysząc nieprzyjemne zawołanie w swoją stronę, spojrzał tymi przeszywającymi duszę oczyma w błękit jego tęczówek i.. milczał moment. Cofnął się o krok, przewidując, że mężczyzna postanowi się jeszcze zbliżyć. Z całą pewnością - był bardzo nerwowy. Ogrodnik zrobił dosyć nieinteligentną minę, jaka towarzyszyła w każdej sytuacji, której do końca nie potrafił ogarnąć, później przecierając kąciki oczu kłykciami dłoni.
- Gdzie iść? - zapytał niegłośno, lecz też nie przy użyciu szeptu, lustrując wzrokiem osobnika stojącego o te 3,5 metra i jeden krok dalej. - Gdzie jest moja droga?
W sumie, teraz Doxell dał mu nie lada zagadkę. Którędy ma iść ten, który zawsze szedł za kimś? A może to jednak jest filozof! Kto wie, kto wie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Kiedy mam cię pod ścianą.   

Powrót do góry Go down
 
Kiedy mam cię pod ścianą.
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1
 Similar topics
-
» Przed Kamienną ścianą
» London Eye
» Dach
» Księga eliksirów
» Piszesz mi w liście, że kiedy pada...

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Off top :: Odpisz mi, Stefan! :: ∎ Historie-
Skocz do: