IndeksIndeks  FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy  RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  

Share | 
 

 Saatchi Gallery

Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Go down 
AutorWiadomość
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Saatchi Gallery   Nie Cze 15, 2014 9:52 pm

Galeria Saatchi to londyńska galeria sztuki współczesnej otwarta przez Charlesa Saatchi w 1985 roku w celu ukazania szerszej publiczności sporych zbiorów najrozmaitszych dzieł sztuki. Miejsce to szybko zaczęło pozyskiwać nowe dzieła, zaczęło zapraszać do współpracy obiecujących artystów. Co rusz można tu zobaczyć wystawę znanych oraz tych mniej znanych autorów.


Trudno zliczyć na ilu to wystawach był już hrabia Waddington i mało prawdopodobnym jest to, aby ktoś zajmował się podobnymi obliczeniami. Z całą pewnością szlachcic był częstym bywalcem wszystkich londyńskich galerii i sentyment miał do każdej, jednak tego wieczoru padło na Galerię Saatchi. Już od dwóch dni pewien malarz, którego artystyczne projekty dofinansowywał, zachęcał go do odwiedzenia pewnej wystawy w dniu jej otwarcia. Wyeksponowane zostały zdjęcia dość popularnego fotografa, lecz trudno Gustavowi mówić o fotografii, gdy największą uwagę zwraca przede wszystkim na malarstwo, a dokładniej na dzieła impresjonistów. Jednak nie mógł pogardzić tak gorliwym zaproszeniom, na dodatek wrodzona otwartość na inne rodzaje sztuki podpowiadała mu, by udać się na wystawę.
I tak oto znalazł się w gmachu galerii, przechodząc się po salach umieszczonych w lewym skrzydle budynku. Na tę wystawę przeznaczono trzy sale - jedną wielką i dwie mniejsze. Wolnym, dostojnym krokiem przemieszczał się sprzed jednego zdjęcia do drugiego, stalowoszarymi oczyma badając każdy fragment kolejnych fotografii. Był w stanie zastygnąć w dumnej pozie z założonymi za plecami rękoma i wpatrywać się w obraz. Gdy młody kelner podszedł do niego z tacą, drgnął przed jedną z czarno-białych fotografii, następnie poruszył się bardziej jawnie, by sięgnąć po kieliszek białego szampana. Upił łyk trunku i ogarnął spojrzeniem wszystkich zgromadzonych. Wystarczyły mu krótkie oględziny, aby już skupić uwagę na jednej osobie w sali, którą uznał za godną zaszczytu, za które można uznać jego zainteresowanie. Podszedł do fotografii, choć podziwiał ją już wcześniej, aby móc stanąć przy wyższym od siebie mężczyźnie. Wydawał się nieco lepiej zbudowany od samego dyrektora RoboticsUNION, co mogło być spowodowane tymi kilkoma centymetrami różnicy w ich wzroście, mimo to nie brakowało sylwetce długowłosego bruneta smukłości. Dyskretnie podziwiał nieznajomego, wtedy też dostrzegł smukłe palce. Mimowolnie uśmiechnął się kącikami ust, ale szybko ukrył uśmiech, gdy upił kolejnego łyka szampana.
- Dość łatwo przychodzi artyście rozmywanie pewnych ujęć, choć zapewne jest to zabieg celowy. Zgodzi się pan ze mną?
Zaryzykował i rozpoczął rozmowę, jednak nie mógł być pewien przyjęcia swoich słów. Mimo to musiał skupić na sobie uwagę jakże intrygującego obiektu obserwacji, które to rozpoczął ulotną chwilę temu.


Ostatnio zmieniony przez Gustav dnia Nie Sie 17, 2014 9:33 pm, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexis
Fotografia i grafika komputerowa
avatar

Liczba postów : 324
Join date : 06/06/2014

PisanieTemat: Re: Saatchi Gallery   Wto Cze 17, 2014 3:26 pm

Ludzi na wernisaż wystawy przybyło sporo i - tak jak Alexis się spodziewał - wszyscy byli elegancko poubierani. Nic też dziwnego, skoro wystawa odbywała się w takim miejscu. Vaillant z niejakim zdumieniem przemierzał sale galerii. Był pewien, absolutnie pewien, że w tak reprezentatywnym miejscu jeszcze nigdy nie wystawiał swoich dzieł.
Miał też niepokojące przeczucie, iż jest to nie tylko pierwszy, ale i ostatni raz, gdy jego fotografie można zobaczyć w tak znamienitym miejscu.
Na szczęście, kelnerzy szybko przyszli Lexy'emu z pomocą. Dwie lampki wina i to paskudne czarnowidzenie odeszło w niebyt, zastąpione zwyczajową i nieco bezczelną może pewnością siebie fotografa. Kto jak nie ja miałby tu wystawiać, no proszę was.
Przysłuchiwał się rozmowom tych wszystkich ludzi, od czasu do czasu wtrącając słówko tu i ówdzie. Prawdę powiedziawszy, trochę go bawiły te wszystkie wyszukane konwersacje, które sprowadzały się głównie do stwierdzenia, że zdjęcia Alexa są "niedopowiedziane". Te strasznie długie i skomplikowane słowa, których używali! Oczywiście, że znał ich znaczenie. Nie był idiotą. Ale, do jasnej cholery, czy ci ludzie w ogóle mieli JAKIEKOLWIEK pojęcie o fotografii? Żadne z tych ich wymyślnych określeń nie pasowało do tego, co można było zobaczyć. Alexis usilnie próbował dostrzec to, o czym mówili ci elegancko ubrani panowie i panie.
Ale za chuja się nie dało.
Więc dał sobie spokój i po prostu przystanął przed jednym ze zdjęć, udając, że - jak pozostali - kontempluje dzieło artysty. Żaden problem: wystarczyło tylko przystanąć w zamyślonej pozie, przekrzywić głowę w bok. Sączyć powoli wino. Czasem podeprzeć podbródek dłonią.
Takie proste.
Z udawanego zamyślenia wyrwał go przyjemnie brzmiący głos, który nagle rozległ się tuż obok Vaillanta. Obrócił się natychmiast. Oho, skomentował w myślach wygląd rozmówcy. A przecież było na co patrzeć. Spojrzenie Alexisa powędrowało z góry - od zwracającej uwagę twarzy o niezwykłych, stalowoszarych oczach - w dół, przez smukłą, przyjemną dla oka sylwetkę, by z powrotem spocząć na oczach mężczyzny.
- Czy łatwo... Hmm. Trudno stwierdzić. Bardzo łatwo jest podobny efekt uzyskać obiektywami z długą ogniskową, ale w przypadku fotografii analogowej nigdy nie można być pewnym końcowego efektu. To ciekawe, że zwrócił pan uwagę akurat na ten element kadru - odpowiedział z uśmiechem.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Saatchi Gallery   Wto Cze 17, 2014 8:19 pm

Od razu poczuł na sobie spojrzenie oczu, których fiołkowa barwa niewątpliwie zachwyciła go. Wystarczyła jedna chwila, aby postać długowłosego mężczyzny zaciekawiła hrabiego, choć zainteresowanie to wypływało z pewnej powierzchowności blondyna. Ludzi mogą sobie wmawiać, że wygląd nie ma znaczenia, jednak twierdzenie to jest jedną wielką bzdurą. Waddington szybko poczuł, że chce zapoznać się z mężczyzną o smukłym ciele, które z pewnością przyciąga spojrzenia wielu, lecz być może tylko nieliczni mogą go dotknąć. Na całe szczęście szlachcic nie obiecywał sobie zbyt wiele, wolał raczej myśleć jedynie o przyjemności płynącej z rozmowy, choć ta dopiero się rozpoczęła.
Wysłuchał uważnie słów nieznajomego, nie spuszczając przy tym wzroku z jego twarzy, choć największą uwagę tak naprawdę skupił na jego wargach. Kiedy słowa wreszcie przestały się spomiędzy nich wydobywać, już spoglądał jedynie na te niesamowite oczy. Posłał rozmówcy subtelny uśmiech skryty w kącikach ust. Zaimponowała mu ta znajomość tematu, zwłaszcza, że sam nie miał zbyt wielkiego pojęcia o fotografii. Właściwie, praktycznie nic nie potrafi powiedzieć po tych wszystkich zabiegach technicznych, jedynie zna się jako tak na efekcie końcowym, choć niekoniecznie dobrze. Bliższe jego sercu jest malarstwo, zdecydowanie bliższe.
- Jestem pod wrażeniem - wyznał szczerze, znów kierując spojrzenie na fotografię. - Niby jesteśmy na wystawie, na której każdy podziwia te wszystkie dzieła, jednak mało kto zna się tu na fotografii. Również ja mogę mało powiedzieć o detalach technicznych, ale za to pan zna się na tym znakomicie.
Gdyby wiedział, że ma do czynienia z autorem tych wszystkich zdjęć, prawdopodobnie nie pozwoliłby sobie na takie słowa, a przynajmniej sformułowałby trochę inaczej swoją myśl. Właściwie nie zagłębiał się bardzo w istotę tej wystawy, wiedział jedynie, że tym razem w Saatchi Gallery prace wystawia niejaki pan Vaillant.
- Nic dziwnego, że rozpaczliwie chwyciłem się tematu samego zdjęcia, aby nie zbłaźnić się nieznajomością innych zagadnień związanych z tą formą sztuki.
Dopił szampana, po czym odłożył kieliszek na tacę, którą trzymał przechodzący tuż przy nich kelner. Miał w tym doskonałą wprawę, ponieważ umiejętność ta została mu przyswojona już dawno na wszelakich imprezach londyńskich czy nawet i światowych elit.
- Zatem rozmycie na tej fotografii to dzieło przypadku? Łut szczęścia, dzięki któremu zdjęcie stało się dziełem?
Znów zwrócił stalowoszare oczy na rozmówcę, całkowicie poświęcając się konwersacji o sztuce.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexis
Fotografia i grafika komputerowa
avatar

Liczba postów : 324
Join date : 06/06/2014

PisanieTemat: Re: Saatchi Gallery   Sro Cze 18, 2014 6:00 pm

Niemal namacalnie mógł wyczuć zainteresowanie blondyna swoją osobą. To, jak uważnie patrzył na niego - w jego oczy, na jego usta. I przez to Alexis też zaczął zwracać na swojego rozmówcę większą uwagę. Tak to już działało: nawet jeśli nie myślisz o kimś w ten sposób, to gdy owa osoba obdarza cię swoim zainteresowaniem, musisz choćby mimowolnie rozważyć ten rozwój znajomości.
A przecież Alexisowi daleko było do świętoszka. Zwłaszcza, że i on miał na czym zawiesić oko.
Uśmiechnął się kącikiem ust w reakcji na słowa mężczyzny. Kto by przypuszczał, że którykolwiek z gości wernisażu wprost przyzna się do braku wiedzy na jakikolwiek temat, a już zwłaszcza na temat samej wystawy? Każdy tutaj usiłował uchodzić za alfę i omegę, wszyscy mieli zdanie na każdy możliwy temat. Jakże miłą odmianą był ktoś, kto nie obstawał przy swoim za wszelką cenę.
Utkwił spojrzenie w oczach o kolorze stali i opiłków żelaza.
- Można powiedzieć, że fotografia jest moim życiem. Pewnie gdybym przyszedł na wystawę malarstwa, niewiele miałbym to powiedzenia poza: "podoba mi się" lub "nie podoba mi się". - Upił łyk wina. Chociaż z tym się postarali, skonstatował Lexy nieco ironicznie. - Ale nie, nie. To rozmycie, o którym mówisz, nie jest kompletnym przypadkiem. Spójrz tutaj - wskazał palcem na obszar, na którym skupiała się cała głębia ostrości. - To właśnie to miejsce było celem. To ono miało być wyraźne, cała reszta nie. Ale przy tym rodzaju fotografii nie można do końca zapanować nad sprzętem. Rozmycie pojawiłoby się i tak, bo właśnie tego chciał fotograf, kwestią przypadku natomiast było, jak bardzo to, co miało być rozmyte, faktycznie rozmyte będzie - dokończył z ożywieniem. I dopiero po chwili zorientował się, że być może nazbyt się ekscytuje tymi wszystkimi technicznymi sprawami. Ostatecznie - nieznajomy sam przyznał się, że niewiele o tym wie, a doświadczenia Alexa wynikało, że takie osoby zwykle szybko nużyły wszystkie techniczne zagadnienia. No cóż. - Hmm, wybacz, jeśli zamęczam się tymi wszystkimi detalami - uśmiechnął się przepraszająco. - Tak właściwie to w jaki sposób dowiedziałeś się o tej wystawie?

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Saatchi Gallery   Sro Cze 18, 2014 9:13 pm

Prawdopodobnie zbyt mocno przedstawiał w swym spojrzeniu zbyt śmiałe myśli, jednak nie mógł się powstrzymać przed tym działaniem, ponieważ chciał w pełni ukazać istotę swego zainteresowania. I choć zdawał sobie sprawę z niepoprawności tego zachowania, przywołanie się do porządku zajęło mu chwilę, która do krótkich nie należała, na całe szczęście też nie przeciągała się w nieskończoności. Jednak mógł odetchnąć z ulgą, zwłaszcza, że nie został skarcony za brak ogłady, ba, jego występek został odwzajemniony - spojrzenie fiołkowych oczu również wyrażało zainteresowanie, co już można było uznać za sukces.
Kiedy dostrzegł subtelny uśmiech na twarzy rozmówcy, od razu przestał żałować, że ujawnił się ze swoją słabością, najwidoczniej szczerość, nawet ta w postaci obnażonej niewiedzy na temat fotografii, mogła zachęcić długowłosego do okazania przychylności osobie szlachcica.
- W takim razie na wystawie malarstwa nasze role całkowicie by się odwróciły. Ja okazałbym się znawcą, a pan musiałby zachować jako taką powściągliwość w sądach, tak jak ja teraz.
To było trafne spostrzeżenie, jednak nie miało zbyt wielkiego znaczenia, przynajmniej nie w chwili, kiedy nieznany mu z imienia mężczyzna zaczął z wielkim zaangażowaniem omawiać efekt rozmycia, który to został uzyskany. Znów wykazywał znajomość tematu, lecz to entuzjazm obecny w jego głosie sprawił, że Gustav wpatrywał się w pasjonata fotografii, choć powinien teraz skupić się na samym zdjęciu, na które to jedynie zerknął z grzeczności, aby ujrzeć obszar wskazany przez ciemnowłosego.
- Wcale mnie nie zamęczasz, właściwie to podoba mi się, że zdradzasz mi tajniki fotografii z tak wielką pasją - odparł na jego słowa z dziękczynnym uśmiechem. - A o wystawie dowiedziałem się od pewnego malarza, który wręcz nakazał mi tu przyjść. Zatem jestem tu i mam okazję przyglądać się nad wyraz ciekawym obiektom.
Jak na razie najbardziej intrygującym obiektem był ten oto mężczyzna, jednak Waddington nie mógł przecież powiedzieć tego tak wprost. Bawił się słowem, sugerował, jednak nie czynił nic poza to. Rozmowa jest w tej chwili nad wyraz satysfakcjonująca i rzecz jasna dyrektor RoboticsUNION chciał ją kontynuować, jednak nie było mu to dane. Gdy usłyszał histeryczne krzyki kobiety za nimi, zmarszczył czoło, na całe szczęście szybko wygładził tę okropną zmarszczkę. Niewiasta okropnie wykłócała się z mężczyzną, zapewne swym towarzyszem. Gdy zaczęła wymachiwać dłońmi, a w jednej z nich miała kieliszek, który znalazł się w pewnej chwili w niebezpiecznej odległości od zdjęcia, szlachcic zainterweniował i pochwycił kieliszek z jej dłoni.
- Proszę uważać na eksponaty, z pewnością są wiele warte dla samego fotografa - rzekł w stronę blondynki z grzecznym uśmiechem, który wcale nie wyglądał na wymuszony, choć właśnie taki był. W końcu oddał jeszcze w połowie pełny kieliszek przechodzącemu kelnerowi, po czym przeszedł do rozmówcy, zaś zawstydzona para odeszła szybko do innej sali, a być może nawet skierowała się do wyjścia. To już Waddingtona nie interesowało.
- Szkoda, że spotkałem tu tylko jedną osobę, która potrafi kontemplować sztukę - rzucił w jego stronę z drobnym rozbawieniem, tak oto obdarzając go jawnym komplementem.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Alexis
Fotografia i grafika komputerowa
avatar

Liczba postów : 324
Join date : 06/06/2014

PisanieTemat: Re: Saatchi Gallery   Pią Cze 20, 2014 10:54 am

Przysłuchiwał się słowom blondyna z wielką uwagą. Choć były nad wyraz powściągliwe, Alexis podskórnie czuł, że kryje się za nimi coś więcej. A to sprawiało, że lewy kącik jego ust mimowolnie unosił się lekko w górę w ledwo dostrzegalnym uśmiechu. Czy ten pełen rezerwy mężczyzna właśnie próbował z nim... flirtować?
Obdarzył go uważnym, nieco może wygłodniałym spojrzeniem.
- Nad wyraz ciekawe obiekty, tak - przytaknął z lekkim roztargnieniem, zupełnym przypadkiem wpatrując się w kształtne usta rozmówcy. Podobały mu się. W tej swojej zawsze nieprzyzwoitej głowie miał już dla nich szesnaście innych, dalece bardziej przyjemnych zastosowań niż rozmowa o sztuce.
Ale przecież nie wypadało mu o tym mówić, nieprawdaż?
- Zatem niezmiernie cieszę się, że owy malarz wydał takie rozporządzenie - zauważył z lekkim rozbawieniem i wrócił spojrzeniem do szarych oczu.
Zamierzał powiedzieć coś jeszcze, może zapytać mężczyznę o jego imię, ale przerwało mu małe zamieszanie. O, no proszę. Więc w takich miejscach też zdarzają się rzeczy ciekawsze od suchego rozprawiania na temat tego, co chciał powiedzieć autor, pomyślał z lekkim zaskoczeniem. Prawdę powiedziawszy, trochę mu dzięki temu ulżyło. Zawsze był bardzo bezpośredni i nie lubił wszelkich gierek, w których tak lubowali się ci, którzy regularnie bywali w miejscach takich jak Saatchi Gallery. Zwyczajnie czuł się z tym nieswojo. Pewnie, gdy chciał - umiał się w tym wszystkim odnaleźć, ale gra półsłówek i pozorów nie była dla niego. Czuł się wówczas jak oszust skrępowany siecią własnych - i cudzych - kłamstw. A przecież Alexis bardzo cenił sobie wolność. Ta odrobina życia, jaką wniosła kłótnia (prawdopodobnie) kochanków zdecydowanie poprawiła mu humor.
- Och, ja tu nie kontempluję. Widziałem te zdjęcia tyle razy, że już mi obrzydły. Po prostu udaję, że oglądam, żeby jakoś dotrwać do końca wernisażu - przyznał Alex z rozbrajającą szczerością. Uśmiechał się przy tym w ten typowy dla siebie, nieco bezczelny sposób. - A właściwie... Było tak, dopóki nie zaczęliśmy rozmawiać, panie...? - zawiesił głos w oczekiwaniu, aż mężczyzna raczy się przedstawić.

_________________
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Saatchi Gallery   Pią Cze 20, 2014 3:31 pm

Zdobył uwagę rozmówcy, co uznał za połowę sukcesu, ponieważ prawdziwą sztuką jest ową uwagę utrzymać, na czym dziwnym trafem hrabiemu bardzo zależało. Prawdopodobnie wynikało to z tego, że sam wyrażał spore zainteresowanie mężczyzną, jednocześnie zdawał sobie sprawę z tego, iż nie odnajdzie dziś podobnie interesującego obiektu obserwacji. Ani na chwilę nie odrywał spojrzenia od tego niezwykle przystojnego mężczyzny, choć zapewne można by spokojnie uznać go za atrakcyjnego, choć to określenie używa się zazwyczaj wobec kobiet. W każdym razie ma do czynienia z nieprzeciętnym człowiekiem, jeśli spojrzeć powierzchownie. A co z jego wnętrzem? Jak na razie prezentuje się ono bardzo kusząco, nawet jeśli Gustav dostrzegł zaledwie śmiałość w ruchach długowłosego oraz ukryte w fiołkowych oczach pragnienia. Być może źle interpretował pewne znaki, lecz w tym przypadku wolał rozstrzygać każdy aspekt na swoją korzyść. Nie mógł inaczej postrzegać słów pięknookiego, gdy były mu jawnie miłe.
Kłótnia dwóch nieokrzesanych osobników sprawiła, że Gustav został wybity z rytmu, aczkolwiek to w niczym mu nie przeszkadzało. Łatwo powrócił do rytmu rozmowy, dzięki czemu od razu zakodował jakże ważne informacje, które wypadły z ust ciemnowłosego. Już wiedział, że ma do czynienia nie tylko ze znawcą fotografii, lecz z samym autorem. Tak, mężczyzna zapewne z premedytacją naprowadził go na ten trop.
- Waddington - przedstawił się z uśmiechem, w tej samej chwili wyciągając do rozmówcy dłoń w geście powitania. - Gustav Waddington. A ja mam oczywiście zaszczyt mówić z fotografem, na którego wystawie się znalazłem. Aż mi wstyd, że od razu się nie zorientowałem. Proszę mi wybaczyć moje niedopatrzenie, panie Vaillant.
Posłał mu przepraszający uśmiech, choć wcale nie czuł się specjalnie zażenowany zaistniałą sytuacją. Na takie wydarzenia powinno chodzić się dla sztuki, nie dla samego autora. Jednak tym razem twórcę można łatwo uznać za formę sztuki doskonałej - naturalnego piękna.
- Jeśli mogę jakoś zadośćuczynić, proszę powiedzieć od razu, póki jeszcze jest okazja na zdobycie korzyści z tego tytułu.
Niestety, okazja była nad wyraz krótka. Tak bardzo nietrwała chwila spokoju skończyła się równie szybko, co zaczęła. Telefon hrabiego przestał milczeć. Blondyn przeprosił rozmówcę i odebrał połączenie. W końcu rozłączył się i znów skupił się na długowłosym mężczyźnie.
- Niestety, muszę zmienić plany. Zadośćuczynienie otrzyma pan w innym terminie. Proszę zadzwonić, jeśli się pan zdecyduje.
Podał mu swoją wizytówkę z subtelnym uśmiechem, po czym skierował się spokojnym krokiem w kierunku wyjścia z galerii.

[z/t]x2
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Saatchi Gallery   Nie Sie 24, 2014 3:08 pm

Zbyt brutalnie im przerwano tę wspaniałą chwilę, w której dane im było cieszyć się swoim towarzystwem w atmosferze wypełnionej pewną dozą intymności. Kiedy przyszło im wreszcie wyjaśnić wszelkie wątpliwości, znów musieli zachować pewien dystans. I obaj zdecydowali nie ponawiać bliskości. Długowłosy nie skorzystał z pomocnej dłoni hrabiego, ten zaś zgodził się na taki stan rzeczy i z lekkim niezadowoleniem, które dusił w sobie, skierował się dróżką ku rezydencji. Był blisko drugiego mężczyzny, a jednak nie dotknął go, ba, nawet ich ramiona nie otarły się o siebie przypadkiem.
Wiedział, że pomysł wspólnego rozkoszowania się sztuką to drobna intryga ze strony zatroskanej matki, jednak w duchu liczył, że Dorian nie zniechęci się podobnym zachowaniem i mimo wszystko zechce im towarzyszyć podczas wizyty w galerii. Po prostu nie wyobrażał sobie, że miałby spędzić czas bez niego u swego boku. Sam odrzucić matczynego zaproszenia nie mógł, jednocześnie nie chciał pozostawiać Richmonda w rezydencji samego. Dlatego uniósł kąciki ust w uśmiechu, gdy tuż przed rozstaniem otrzymał pozytywną odpowiedź na zaproszenie rodzicielki. Czyli jednak jakoś przeżyję tę wycieczkę do miasta. Wielce ceni sobie sztukę, lecz w tym przypadku wolał skupić się na bardziej żywym eksponacie, którego urok kompletnie go oczarował.
Okazało się, że to jego gość zszedł do auta pierwszy, z czym Gustav, jako gospodarz, nie mógł się tak łatwo pogodzić. To niewybaczalne, że kazał mu na siebie czekać. Jednak widok zafascynowanego pojazdem mechanicznym architekta osłodził mu wszystkie pochmurne myśli. Dorian niezwykle pasował do tego auta, choćby samym strojem, które idealnie zgrało się z klimatyczną karoserią. Ale Waddington nie zdążył się podzielić z nim podobnym wnioskiem, ponieważ z ust mężczyzny wypadła uwaga, która szczerze go rozbawiła. Śmiało odpowiedział na jego spojrzenie, ukazując mu przyjazny uśmiech.
- Matki też potrafią dać się we znaki.
Gdy poczuł jego dłonie na swoich ramionach, po raz kolejny zajrzał w szare oczy mężczyzny, aby wyczytać z nich jego intencje. Jednak kontakt wzrokowy szybko został zerwany, ponieważ Dorian przysunął się bliżej i pochylił nad szyją dyrektora, wyraźnie zaciągając się zapachem. Sam hrabia nie zwrócił uwagi na chrząknięcie, był zbyt zafascynowany zachowaniem towarzysza, aby móc oderwać od niego jakąkolwiek cząstkę swej uwagi. Ale chwila bliskości musiała zostać wreszcie przerwana, w końcu mieli jechać.
Richmond zachował się jak prawdziwy dżentelmen, czego z pewnością nie robił bezinteresownie - zapewne próbował udobruchać kobietę. Ta posłała mu życzliwy uśmiech i korzystając z jego ramienia, wsiadła do samochodu z cichym podziękowaniem za pomoc. I ona doskonale grała, dopasowując się do roli wspaniałej hrabiny. Nie mogła przecież pozwolić sobie na brak opanowania, gdy syn przypatrywał jej się bacznie. Również dlatego przygarnęła na tyle siedzenie jego znajomego, choć wolała mieć bliżej synowskie ramię. Gustav nie zasiadł z nimi, mimo iż spokojnie pomieściliby się we trójkę. Zasiadł przy kierowcy, przyglądając się drodze. Oczywiście, próbował zabawiać innych rozmową, to wypytując matkę o wystawę, to pytając Doriana o jego wymagania wobec sztuki, ale atmosfera wydawała mu się z lekka napięta. Burza wisiała w powietrzu.
Na całe szczęście ich podróż nie trwała zbyt długo. Samochód szybko zatrzymał się tuż przed wejściem do galerii. Gustav szybko wysiadł i otworzył jedne z tylnych drzwi, aby pomóc wysiąść swojej rodzicielce. Uśmiechnął się subtelnie pod nosem, czując jak chwyta go za ramię. Jednak nie ruszył jeszcze z nią ku wejściu do budynku, w końcu nie wypadało zostawiać Richmonda z tyłu. Zresztą, chciał go mieć jak najbliżej podczas wystawy.
- Miejmy nadzieję, że zobaczymy coś ciekawego. Moja najdroższa mama może się niekiedy poszczycić całkowicie odmiennym gustem.
- Gustavie, powinieneś zważać na słowa.
Delikatnie pociągnęła go za ramię, jednak tuż przy drzwiach puściła je i weszła dumnie do budynku i skierowała się w kierunku prawego skrzydła, gdzie znajdowała się wystawa, która ją żywo zainteresowała. Syn trwał przy jej boku, jednak co rusz kierował spojrzenie na własnego towarzysza, aby upewnić się, czy ten dotrzymuje im kroku. Po chwili zatrzymał się i przysunął do długowłosego, aby szepnąć mu do ucha:
- Zawsze możemy stąd uciec.
Na pewno mieliby sporo zabawy z samego czekania w aucie.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Saatchi Gallery   Nie Sie 24, 2014 5:05 pm

Podróż nie była uciążliwa, aczkolwiek już teraz Dorian trzymał stosowny dystans od kobiety. Nie chciał, by ta się o niego opierała, dotykała go, czy klepała po kolanie, co śmiała czynić, gdy śmiała się z wyraźnie zabawnych słów syna. Nieco niemrawy uśmiech gościł na twarzy szlachcica, który znów siedział sztywno, niczym dobrze wyuczona dama podczas niedzielnego obiadku u rodziców. Z każdą chwilą brak sympatii do Margaret w nim narastał, choć nie okazywał tego publicznie. Z wielką ulgą przyjął wieść, że podróż do galerii się zakończyła.
Gdy tylko hrabina wysiadła, sam pozostał jeszcze chwilę w samochodzie, musząc się uspokoić. Przetarł powoli twarz, przeczesał palcami włosy i wspomógł się laską podczas opuszczania zabytkowego auta. Gdy był już na zewnątrz nałożył na głowę cylinder, zwracając na siebie uwagę gości, którzy czekali przed galerią sztuki, by do niej wejść. Długowłosy mógł idealnie odgrywać ważną osobistość, nawet artystę, gdyż jego ekscentryczny wygląd wyróżniał go wśród zwykłych ludzi. Posłał Waddingtonowi uspokajający uśmiech, by ten się tak bardzo nie przejmował obecną sytuacją, choć mała wymiana zdań wisiała w powietrzu i szlachcic jedynie czekał na dość odpowiednią okazję.
Kobieta sama podsunęła się na tacy, gdy okazało się, ze wybrała wystawę tyczącą się nowych obrazów, jakiegoś współczesnego malarza, którego kreska od samego początku nie przypadła do gustu staroświeckiemu architektowi, choć potrafił on docenić ludzką pracę na polu artystycznym, będąc otwartym na nowe doznania.
- Może za chwilę, chcę wpierw zwiedzić to miejsce, skoro już tu jesteśmy. Samo jechanie tutaj byłoby stratą czasu – wyraził tym samym swe niezadowolenie z towarzystwa matki mężczyzny, która usilnie starała się wejść między ich dwójkę, zabierając uwagę Gustava i skupiając ją na sobie.
Richmond zdjął swój cylinder, lecz ponownie nie pozwolił go sobie zabrać. Stanął obok hrabiny, gdy ta zachwycała się na nad wyraz szpetnym dziełem, cieszył się, że jej syn posiada jednak lepsze oko. Przewrócił w teatralny sposób wysłuchując jej monologu, gdzie to wychwalała bez większej wiedzy owy obraz. Mężczyzna dał jej się wypowiedzieć i wtedy też pozwolił sobie na małą dywersję.
- Niech mi pani powie, co miała na myśli, gdy mówiła o „wielkim malarzu”. Może ujdę teraz za kompletne bezguście, lecz obraz ten wydaje mi się być plagiatem. Może nie zupełnym, aczkolwiek z pewnością można t odnaleźć zlepek artystyczny kilku artystów. Vincent van Gogh! – wykrzyknął i podszedł do płótna, niczym prawdziwy koneser, którym z pewnością był, aczkolwiek nie ujawniał się ze swoimi zadatkami na krytyka sztuki. Zebrał wokół siebie pokaźną grupę zainteresowanych jego słowami, co mogło się nie spodobać kobiecie, której niekompetencje starał się w subtelny, a może nawet i nie, sposób wytknąć. – „Siesta” była obrazem stworzonym w 1890 roku na zamkniętym oddziale zamkniętym w szpitalu psychiatrycznym. Przypomnę, o czy mówił – Richmond oczywiście miał racje, lecz niewiele osób potrafiło się doszukać w obecnych pracach echa dawnych lat. Grono słuchaczy rosło, zaś czerwone policzki kobiety były coraz to bardziej widzialne. Właścicielowi szkoły udało się przytrzeć Margaret nosa. – Dlatego też warto się zastanowić, które dzieło powinno się naprawdę podziwiać – zakończył swój wywód uprzejmym uśmiechem, jak gdyby mówił o popołudniowej herbatce. W swoim małym wystąpieniu wspomniał również o swoim stosunku do całej sztuki oraz nowoczesnych artystów, jednak nie był przy tym wulgarny, wszystko odbyło się w kulturalnych słowach.
Hrabina straciła całą przyjemność z podziwiania dalszych obrazów, atmosfera zrobiła się gęsta i nieprzyjemna.
- Gustavie, sądziłam, że lepiej dobierasz przyjaciół – Margaret nie wytrzymała ostatecznie. – Nie dość, ze zajął mój – to słowo wyraźnie podkreśliła – pokój, to jeszcze śmie krytykować dzieła wielkich artystów. Za kogo on się uważa?
I to były właśnie słowa, na które czekał Richmond. Cała jego wypowiedź była zaplanowana, sprowokował matkę hrabiego, by ta wyraziła się niepochlebnie na jego temat, był w pełni świadom tego, do czego się posuwa, gdyż kolejne zdania również czekały jedynie na wypowiedzenie.
- W takim razie się wyprowadzę. I nie, nie zmienię swojej decyzji – dodał stanowczo, widząc już spojrzenie Gustava.
A był stanowczy w swoim postanowieniu. Dobrze wiedział, ze postawił mężczyznę w niekomfortowym położeniu, lecz tego typu zdarzenia były również potrzebne w życiu, a bez adrenaliny nie czuło się, że się żyje pełnią. Okularnik pokłonił się lekko, nałożył na głowę swój cylinder i wyszedł z sali dumnym krokiem sprawiając, że wszyscy ustępowali mu miejsca, a czarny płaszcz zaszeleścił aż za nim. Na odchodnym rzucił jedynie, że zaczeka przy aucie aż do końca ich wycieczki.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Gustav

avatar

Liczba postów : 168
Join date : 09/04/2014

PisanieTemat: Re: Saatchi Gallery   Nie Sie 24, 2014 7:09 pm

Propozycja nie zyskała zainteresowania, na jakie liczył Gustav, jednak nie została w pełni odrzucona, co też dawało nadzieję na to, iż w swoim towarzystwie opuszczą budynek, aby poczekać na damę przy samochodzie lub też w nim. Hrabiemu jakoś nie uśmiechało się podziwiać obrazów jakieś malarz od siedmiu boleści, który potrafił jedynie wzbudzać kontrowersje wyrazistymi kontrowersjami. Łączy skrajności - mieszał dzieła kultury wysokiej z kulturą niską - czym wręcz zniesmaczał bardziej wyszukanych odbiorców. Jednak niektórymi dziełami, o ile tak można nazwać jego twory, przyciągał uwagę. Miał ciekawą kreskę, znał się na malarstwie pod względem technicznym, jednak niekiedy za bardzo inspirował się wielkimi artystami. Hrabia od razu odnalazł w obrazach artysty ślady postimpresjonistów. Wyraziście żółta plama na tle wielkiego brązowego krzyża otoczonego pomarańczową poświatą od razu nasunęła mu na myśl „Żółtego Chrystusa” Paula Gauguina, tylko wykonanego w bardziej kubistycznym stylu. Cóż to był za koszmar, widzieć tak nędzne dzieło.
Do jego uszu szybko dotarły słowa wypowiadane przez Doriana, którym w duchu przyznawał rację. Jednak oburzone spojrzenie matki nie pozwalało mu głośno wyrazić własnej opinii. Westchnął jedynie ciężko, widząc całą tę scenę. Rozumiał reakcję Richmonda, lecz wczuwał się również w sytuację matki, która została oczarowana, zapewne za pomocą swych niemądrych przyjaciółek, wizją podziwiania nowoczesnego artysty. Grzecznie przysunął się do zebranego tłumu, słuchając dalej. Wywód się zakończył, jednak teraz to hrabina nie miała zamiaru pozostawać cicho. Ale posunęła się za daleko w obronie wątpliwej sławy malarza. Zamiast użyć kontrargumentów, zaczęła atakować oponenta, a to już nie mogło obyć się bez ostrego komentarza ze strony jej syna.
- Uważam, że to, jakich mam przyjaciół, tak bardzo cię nie dotyczy, droga matko. Prosiłbym, abyś nie robiła scen między ludźmi – rzucił w jej stronę, może odrobinę za chłodno, jednak musiał użyć drastycznych słów, aby uświadomić rodzicielce jej złe postępowanie. Sama niepotrzebnie zaczynała awanturę, ale Dorian również nie był bez winy, bo z premedytacją podjudzał kobietę. Była to niezdrowa rywalizacja o uwagę szlachcica, który za całe zajście był odpowiedzialny, w końcu już przy śniadaniu powinien postawić sprawę jasno, oznajmiając, że najbliższe dni chce spędzić w towarzystwie mężczyzny.
Ale całe jego plany legły w gruzach, gdy usłyszał wypowiedź długowłosego. Spojrzał na niego z lekkim niedowierzaniem, jednak szybko stłumił w sobie uczucia i rzucił mu jedynie krótkie, poważne spojrzenie. Wzrokiem odprowadził go do wyjścia, czując złość na siebie samego, matkę oraz dziecinne zachowanie Richmonda, który musiał postawić na swoim.
- To jest mój gość. Rozumiem, że chciałaś spędzić ze mną czas, ale mogłaś chociaż do mnie zadzwonić. Gdybyś to zrobiła, nie byłoby żadnej spornej kwestii z pokojem.
Tak, wszystko przez ten nieszczęsny pokój. Inna sypialni nie spełniała wymogów matki, więc musiała się poskarżyć. Szkoda tylko, że w takich okolicznościach. Rzadko kiedy zdarza jej się tak wybuchnąć. Zachowała się tak, bo poczuła się zazdrosna o syna. Cóż, po raz pierwszy widziała na własne oczy, jak Gustav zachowuje się w towarzystwie mężczyzny, którym jest zainteresowany.
- Proszę, nie złość się. Ta dawno się nie widzieliśmy i chciałam…
- Mamo, zawsze możesz na mnie liczyć, ale teraz muszę cię opuścić. Porozmawiaj ze znajomymi, sporo ich tutaj.
Rzucił jeszcze w jej stronę krótkie przepraszam, po czym wyszedł na zewnątrz, aby zastać Doriana przy samochodzie. Nie próbował go przekonać do zmiany zdania, po prostu stanął przy jego boku i uparcie milczał z dłońmi schowanymi w kieszeniach garniturowych spodni. Z początku myślał, że jakoś uda mu się wszystko naprawić, jednak teraz widział, że nic z tego nie będzie.
- Musimy trochę poczekać na ostatniego pasażera – rzucił do kierowcy, po czym zerknął na architekta. - Na mnie też się obraziła - dodał ciszej w jego kierunku. Podróż powrotna będzie dla wszystkich prawdziwą torturą.
Przyglądał się kątem oka twarzy właściciela szkoły. Stanął przed nim i ostrożnie przysunął się do niego, a palcami trącił jego dłoń okrytą gładkim materiałem. Nie odrywał od niego śmiałego spojrzenia, a z twarzy nie zdejmował maski powagi. Mógłby teraz powiedzieć mu, co też myśli o jego decyzji, jednak powstrzymał się od niemiłych słów. Bardziej chciał skupić się na jak najlepszym wykorzystaniu tych chwil sam na sam, dopóki ma jeszcze taką okazję. Pochylił się nad jego szyją i musnął ją nosem, delikatnie zaciągając się zapachem jego skóry.
- Nie przekonam cię do zmiany zdania – stwierdził gorzko, mimowolnie krzywiąc się na wzmiankę o jego wyprowadzce. Hrabiemu trudno było pogodzić się z tym, że ktoś tak cenny ucieka mu z rąk.
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Dorian
Właściciel Traditional Royal School
avatar

Liczba postów : 73
Join date : 10/03/2014

PisanieTemat: Re: Saatchi Gallery   Pon Sie 25, 2014 4:53 pm

Galeria zewnątrz prezentowała się zdecydowanie lepiej, niż w środku, gdyż nie była ozdobiona pseudo-artystycznymi dziełami. Stary budynek posiadał zdobiony gzyms, który zapewne niegdyś chronił przepiękny fryz w postaci płaskorzeźb przedstawiających wydarzenia z dawnych lat. To właśnie te puste, pozacierane miejsca najbardziej zaciekawiły mężczyznę, stojącego przy aucie. Taki zdumiony wyglądał przepięknie, gdy zastanawiał się, czy da się odrestaurować je w pełni. Uznał, że jednak nie, bo już dawno by to zrobiono.
- A szkoda – wyraził własną opinię na głos i oparł się pośladkami o pojazd mechaniczny, którym to zamierzał wrócić do domu hrabiego.
Gdy tylko dostrzegł na horyzoncie Gustava z trudem ukrył delikatny uśmiech triumfu, jednak odwrócił głowę, a tym samym wzrok, jakby był nadal urażony zachowaniem matki mężczyzny. W duchu cieszył się jednak, że blondyn wybrał jego towarzystwo, choć postawienie go przed takim wyborem nie należało do najczystszych posunięć. Będzie musiał mu to później jakoś zrekompensować, lecz na razie musiał skupić się na dalszym odgrywaniu tej małej sceny. Nie mógł przecież też zdradzić, że wcale nie zamierza w sposób permanentny wyprowadzić się z domu Waddingtona. Gra na zwłokę szła mu całkiem dobrze.
Drgnął lekko, gdy dyrektor RoboticsUNION nieco niepewnie odszukał jego dłoń, lecz tym razem nie ośmielił się jej pochwycić w swym silnym i pewnym uścisku. On sam nie mógł też pozwolić sobie na chwilę słabości, choć kusiło go, by pozwolić sobie na nią, poczuć jego ciepło i tę siłę płynącą z tak prostego gestu. Zapewne starał się go przekonać do zrezygnowania ze swoich zamiarów, lecz nawet bezpośredni kontakt nie mógł teraz złamać postanowień Richmonda.
- Nie, nie przekonasz – potwierdził jego słowa z tą swoja stanowczością, więc jego wypowiedź pozostawała niepodważalna.
Samym spojrzeniem wymusił na hrabim, by ten otworzył mu drzwi do auta. Dorian zdjął cylinder i zasiadł na tylnej kanapie, lecz zrobił ten być może wyczekiwany gest, klepiąc miejsce obok siebie. Zdecydowanie nie chciał siedzieć koło wiedźmy zwaną Margaret Waddington i wyraźnie dał to swojemu towarzyszowi do zrozumienia. Gdy siedzieli już obok siebie zapanowała nieco niezręczna cisza, której sam szlachcic nie miał zamiaru przerwać. Ta atmosfera tylko podsycała finał, który miał nadejść w samej posiadłości, a który miał również wprawić w zdumienie wszystkich obecnych.
- Przykro mi, nie chciałem, by doszło do kłótni między wami – była to najszczersza prawda.
Chociaż długowłosy nie przepadał za kobietą i planował jedynie pogorszyć ich stosunki, to nie chciał ingerować w relacje matki z synem. Położył swoje nakrycie głowy na kolanach mężczyzny i odgarnął włosy, przechylił delikatnie głowę, by móc patrzeć mu ponownie w oczy.
Najwyraźniej okularnik nie przewidział, ze do tego stopnia popsuje całą wycieczkę, że nawet ta chwila samotności zostanie im pospiesznie przerwana przez hrabinę, która z ogromnym niezadowoleniem zasiadła przy kierowcy. Nawet nie uraczyła spojrzeniem architekta, który czuł rosnące uczucie zwycięstwa.
- Jedźmy do domu, przyjechanie tutaj w takim towarzystwie było błędem – rzekła do szofera, dając upust swej złości, po raz kolejny pijąc wprost do gościa jej latorośli. – Gustavie, może zadzwoń do domu, by spakowali pana Ri… Nieważne. W końcu mu się spieszy. A później niech dokładnie posprzątają mój pokój – zażyczyła sobie dama.
Richmond nie skomentował, zaśmiał się tylko cicho, co mógł usłyszeć jedynie towarzysz siedzący u jego boku. Żadne z tych słów nie było odbierane przez właściciela szkoły w sposób dosłowny i nie robił sobie zupełnie nic z ich brzmienia, choć jego decyzja dotycząca wyprowadzki pozostawała bez zmian.

z.t / Gus & Dor
Powrót do góry Go down
Zobacz profil autora
Sponsored content




PisanieTemat: Re: Saatchi Gallery   

Powrót do góry Go down
 
Saatchi Gallery
Zobacz poprzedni temat Zobacz następny temat Powrót do góry 
Strona 1 z 1

Permissions in this forum:Nie możesz odpowiadać w tematach
Yaoi Gakuen :: Londyn :: Centrum miasta :: ∎ Muzea-
Skocz do: